Kimie przybyła~! ^.^
Już myślałam, że nie skończę tego rozdziału ale się uparłam i jest~! ^^
Wyszedł dłuższy niż chciałam ale to dobrze, co nie?! :)
Kolejny pojawi się dopiero w listopadzie, gdyż teraz Kimie skupia się na Halloween. xp
Przypomnę tylko o konkursie (więcej w "Informacji")
Życzę miłego wieczoru i obyście przeżyli poniedziałek. ;p
Enjoy~
#Kimie <3
Obudziłam
się z uśmiechem na ustach. Nadal nie wiedziałam czy to, co się zdarzyło było
snem czy jawą. Postanowiłam jednak poczekać do popołudnia aby się o tym
przekonać. Akurat weszła Nuna, więc nie musiałam czekać tylko od razu się
ubrałam i uczesałam, schodząc na śniadanie. Jak zwykle było spokojnie i
zamieniłam z rodzicami tylko kilka słów. Trudno było mi ukrywać tą radość jaka
mnie rozpierała ale chyba jakoś dałam radę. Na lekcjach nie mogłam się skupić.
Co chwila odpływałam myślami do minionej nocy. Nadal czułam ramiona mnie wtedy
obejmujące i pocałunki, te delikatne i namiętne. Gdy lekcje minęły to omal nie
pobiegłam do ogrodu. Musiałam jednak coś przekąsić, gdyż Nuna nie dała by mi
wytchnienia. Z uśmiechem, który nie opuszczał mnie od rana udałam się do
ogrodu. Rozejrzałam się lecz go nie zauważyłam. Zastanowiłam się chwilę i
postanowiłam ustać pod drzewem, spod którego miałam dobry widok na całą
okolicę. Oparłam się o nie bokiem i pofrunęłam wręcz myślami. Dopiero dłonie na
mojej talii i pocałunek w szyję ocknął mnie z tego słodkiego letargu.
-Bujasz
w obłokach już od rana. Czyżby coś się zdarzyło ciekawego?- Usłyszałam przy
swoim uchu. Obróciłam się tuz przed jego twarzą. Chwilę wpatrywałam się w jego
czarne oczy, by niepewnie przybliżyć swoje usta do jego. Pocałowałam go
delikatni oczkując odpowiedzi. Nie musiałam długo czekać, gdyż przybliżył mnie
bliżej siebie i pocałował stanowczo.
-Więc
jednak to nie był sen.- Wręcz wyszeptałam, uśmiechając się po tym promiennie.
On spojrzał na mnie zdziwiony.
-Jakbyś
zapomniała co się wczoraj działo to mogę ci to dokładnie przypomnieć.-
Wyszeptał w moje usta, liżąc moją dolną wargę. Zadrżałam i zacisnęłam dłonie na
jego koszuli.
-Dlaczego
tak drobnym gestem sprawiasz, że wręcz wariuje?- Poczułam, jak jego usta
wyginają się w uśmiechu.
-Lepiej
uważaj, bo sprawię, że przestaniesz myśleć.- Pocałował mnie stanowczo lecz
delikatnie. Staliśmy tak stykając się nosami, wpatrzeni sobie w oczy. Czułam
jak się rumienię pod wpływem jego spojrzenia.
-Może
usiądziemy? Chciałabym z tobą porozmawiać.- Ciężko mi było odwrócić od niego
wzrok. Patrice pocałował mnie jeszcze w policzek, po czym usiadł i pociągnął w
dół abym również to zrobiła. Usiadłam pod drzewem, a on tuż przede mną.
-O
czym chcesz porozmawiać?- Zapytał z zaciekawiona miną.
-O
tym wszystkim. Co planujesz? Mówiłeś, że mnie stąd zabierzesz ale jak
zamierzasz to zrobić. Wiesz, że jestem pilnowana na każdym kroku.- Obawiałam
się mimo wszystko jak to ma się potoczyć. Byłam tego niepewna ale bardzo
pragnęłam być z Patrice. On westchnął i położył się na plecach. Leżał tak
chwilę się zastanawiając, po czym obrócił się aby mieć głowę na moich kolanach.
-O
nic nie musisz się martwić. Przez ten miesiąc zastanawiałem się nad tym
wszystkim i ułożyłem wręcz plan doskonały.- Uśmiechnął się lekko, a ja
mimowolnie odwzajemniłam ten gest.
-A
powiesz mi co planujesz? Będę wtedy spokojniejsza.- Popatrzyłam na niego
poczuciem niepewności. Mimo wszystko nie chciałam aby to się pokomplikowało.
Dłoń wplątałam w jego włosy, przeczesując czarne kosmyki.
-No
dobrze, dobrze. I tak muszę ci powiedzieć, bo to ty jesteś w pierwszym punkcie.
Na razie musi zostać wszystko po staremu, czyli szykujesz się do ślubu i
spotykasz z narzeczonym. Za niecałe dwa
tygodnie poprosisz rodziców aby puścili cię do miasta. Jako pretekst powiesz,
że chcesz kupić coś dla przyszłego męża. Zgodzić się powinni, gdyż często
kobiety ofiarowują coś mężowi jeszcze przed ślubem. Tak więc wyjdziesz do
miasta wraz z Nuną- jest twoją opiekunką
i kobietą i doradczynią. Pójdzie jeszcze pewnie jeden strażnik ale o niego się
nie martw. Pochodzicie po targu i pokierujesz ją w dalsze uliczki. Wejdziesz do
jednej, w której nie będzie nikogo w pobliżu. Ja wtedy uśpię Nunę, gdyż pewnie
nie chcesz abym ją zabijał. Zostawimy kilka śladów tak aby wyglądało to na
porwanie. Zabiorę cię w pewne miejsce, gdzie przeczekamy nieco. Staż pewnie
będzie cię szukać po mieście, więc nie możemy zostać w żadnej gospodzie. Gdy
oni będą szukać to ty umrzesz i staniesz się krukiem. A po tym droga wolna. Można
ewentualnie podesłać list, że nie żyjesz
albo wymyśleć coś innego. To zależy czy chcesz aby twoi rodzice
pomyśleli, że nie żyjesz lub żyjesz i zostałaś gdzieś uprowadzona niewiadomo
gdzie.- Wzruszył ramionami i po tym zapadła między nami cisza. Siedziałam i
zastanawiam się nad jego planem. Wprawdzie wszystko jest dobrze przemyślane i
po śmierci tak jak Patrice mogę być niewidzialna dla otoczenia. Jednak myśl, że
opuszczam rodziców jakoś mnie przygnębiała. Może nie pochlebiałam zachowań ojca
i matki ale mimo to ich kocham. Mama pewnie nawet, gdyby nie było ojca
planowała ożenić mnie z jakimś szlachcicem. Lecz ona zrobiłaby to powoli,
pozwalając mi wybrać przyszłego męża. A ojciec chce zapewnić mi życie w
dostatku lecz nie popieram jego czynów. Nagle poczułam dłoń na policzku.
Spojrzałam się na Patrice, który patrzał na mnie z troską.
-Nie
martw się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj i zabiorę cię stąd. Życiem tego
nie przypłacę, więc nie musisz się bać.- Parsknęłam mimowolnie śmiechem.
Westchnęłam i położyłam dłoń na jego dłoni, którą trzymał na moim policzku.
-Wiem,
wiem. Mimo wszystko martwię się tą całą sytuacja. Może jak będzie po wszystkim
to odetchnę i zacznę nowe życie.- Wizja życia z Patrice była dla mnie
przeszczęśliwa.
-Będzie
dobrze.- Powiedział Patrice chociaż zdawało się, że mówił to również dla
siebie.
-Em,
Patrice.- Powiedziałam patrząc na niego niepewnie.- A możesz zrobić to co
wczoraj. Chodzi mi o rękę.- Dodałam szybko. On uśmiechnął się i usiadł przede
mną.
-Ależ
oczywiście.- Jego dłoń, którą trzymał na kolanie od razu stała się koścista.
Złapałam go za nią niepewnie w obawie, że się zaraz rozpadnie. Jednak jakimś
dziwnym trafem kości trzymały się siebie. Dotykałam każdej kosteczki, nie
wiedząc co o tym myśleć.
-Musisz
długo nie żyć skoro możesz tak zrobić.- Powiedziałam wpatrzona w jego dłoń.
-Jak
się nie mylę to już po roku takim się staje. Ale to prawda, nie żyję już dość
długo. Później ci to opowiem.- Zobaczyłam jak drugą równie kościstą ręką łapie
moją dłoń, całując po tym w jej wierzch.
-A
ciało się jakoś zmienia po śmierci?- Zapytałam zaciekawiona tym faktem. Patrice
spojrzał na mnie i chwilę się zastanowił.
-Jest
to trochę dziwne zjawisko. Ogółem można jeszcze urosnąć. Mogą wyostrzyć ci się
nawet rysy twarzy. Również rosną ci włosy. W twoim przypadku to nawet piersi. W
sumie prawie nie czuje się, że jest się martwym. Tylko nie starzejesz się, nie
musisz jeść ani pić, spać też zbytnio nie musisz. Chociaż odczujesz zmęczenie,
gdyż takie zbieranie dusz jest nieco męczące. Można powiedzieć, że żyjesz
dalej. Zmieniasz się, możesz zmienić wygląd. Po prostu już zawsze jesteś młoda
i nic cię nie zabije. No jedynie, że podpadniesz Śmierci to możesz się pożegnać
z życiem poza grobowym.- Zaśmiał się krótko na ostatnie słowa, pewnie sobie przypominając
jakąś sytuację z tym związaną. Uśmiechnęłam się słysząc jego śmiech. Nie
przyprawiał on o zimne dreszcze, a był po prostu szczęśliwy. Poczułam jego już
normalne dłonie na swoich policzkach. Głaskał je delikatnie kciukami wpatrzony
w moje oczy. Przez to spojrzenie poczułam spokój, a zarazem podniecenie.
Przybliżył się powoli, prawą dłoń zsuwając na mój kark. Położyłam swoje dłonie
na jego torsie, patrząc na niego z uwielbieniem, a moje policzki zaczerwieniły
się od samego zbliżenia. Nasze usta stykały się niepewnie, by złączyć się w
czułym pocałunku, który zmienił się w dość namiętny. Poczułam jak Patrice
przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze i mimowolnie otworzyłam szerzej
usta. Skorzystał z tego i wtargną do nich językiem. Zadrżałam pod wpływem tej
rozkoszy i westchnęła głośno w jego usta. W głowie mi wirowało, w uszach
szumiło, a serce waliło jak opętane. Nagle poczułam jak łapie mnie w pasie i
przyciąga do siebie tak, że na niego opadłam. Mimo to nasze usta nie odchodziły
od siebie na sekundę. Odsunęliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam
powietrza. A może bardziej mi? Mimo wszystko leżałam wręcz tak na nim, a on
składał pocałunki na mojej szyi.
-Patrice....Nie
tutaj. I nie teraz.- Wymamrotałam. Pragnęłam tego ale nie teraz. To stanowczo
za szybko. Patrice jakby zignorował moje słowa, gdyż dalej całował każdy
minimetr mojej szyi. Powoli doszedł do mojego ucha.
-Nawet
nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałbym znaleźć się z tobą w łóżku,
wycałować całe twoje ciało i doprowadzić abyś wiła się pode mną z rozkoszy,
zapominając o całym otaczającym cię świecie.- Wyszeptał to uwodzicielskim tonem
wprost do mojego ucha. Zrobiło mi się strasznie gorąco, policzki piekły
niemiłosiernie, a serce waliło tak jakby miało za chwilę wyskoczyć mi z piersi.
Chciałam coś powiedzieć lecz miękkie usta na moich uniemożliwiły mi to.
Pocałunek był namiętny z lekką delikatnością. Nasze usta dotknęły się po raz
ostatni. Spojrzałam wtedy spod wpół przymkniętych powiek na czarne tęczówki, w
których iskrzyło się pożądanie i delikatność.
-Musisz
doprowadzać mnie do takiego stanu?!- Zapytała z pretensją, a słowa ledwo wyszły
z moich ust. Nadal miałam mętlik w głowie.
-Jakiego
stanu?- Zapytał figlarnie, uśmiechając się kącikami ust.
-Takiego,
że mam chaos w głowie i już teraz mam ochotę z tobą uciec.- Wymamrotałam
odwracając od niego wzrok. Nie patrząc na niego wiedziałam, że uśmiecha się z
mojego zawstydzenia.
-Może
się przyzwyczaisz. I tak zamierzam nie jeden raz doprowadzić cię do takiego
stanu, a konkretnie do takiego, w którym będziesz myślała tylko o mnie i
zapomnisz nawet o codziennych sprawach.- Oparłam głowę na jego ramieniu
próbując zakryć rumieniec. Jak powie jeszcze kilka takich zdań to bardzo szybko
znajdę się w tym stanie.
-Ty
lubisz się nade mną znęcać.- Powiedziałam w jego koszulę, a on parsknął
śmiechem.
-Ależ
oczywiście. To moje hobby. Interesujące nieprawdaż?!- Prychnęłam lecz
uśmiechnęłam się. Mimo wszystko podobała mi się ta cecha charakteru u niego.
Leżeliśmy tak w ciszy. Nie była ona niezręczna. Po prostu bycie przy osobie,
którą się kocha jest relaksujące, odprężające, kojące nerwy i zmartwienia.
-Będę
musiał się już zbierać.- Usłyszałam po jakimś czasie jego głos jakby zza mgły.
Otworzyłam oczy i usiadłam, odklejając się od jego torsu. A było mi tak
wygodnie i miło.
-Dlaczego?
Przecież nie jest jeszcze późno.- Spojrzałam na niebo. Słońce dopiero powoli
chyliło się ku zachodowi.
-Może
dla ciebie ale dla mnie tak. Muszę wszystko pozałatwiać do naszego planu. Plus
czeka mnie praca, którą zaczynam za niecałe 15 minut, a chcę się jeszcze
przebrać.- Patrice wstał i rozciągnął się, po czy wyciągnął dłoń aby mi pomóc.
-A
nie możesz trochę tego opóźnić? Wolałabym żebyś został.- Zamarudziłam niczym
dziecko.
-I
pomyśleć, że wcześniej mnie wyganiałaś, groziłaś strażą i kazałaś iść do
diabła. Zaiste ciekawe.- Zrobił zamyśloną minę, przykładając palec do ust.
-Bo
wtedy cię jeszcze nie znałam i uważałam za mordercę.- Uśmiechnęłam się z
własnej szczerości. Patrice złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Przykro
mi ale nic nie mogę zrobić. Muszę iść ale wrócę. Przyjdę dać ci buziaka na
dobranoc. Tylko nie czekaj na mnie. Masz iść grzecznie spać.- W jego głosie
słyszałam nutkę rozbawienia. Pocałował mnie w czoło, a potem w usta.
-No
dobrze, dobrze. Tylko przyjdź.- Zrobiłam smutną minę lecz szybko zamieniła się
ona w uśmiech. Nie mogłam się przecież na niego obrazić. Musi wypełnić swoje
obowiązki. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek. Gdy już chciałam
odejść zostałam jeszcze przyciągnięta do pocałunku, po czym Patrice z lekkim
uśmiechem na ustach poszedł w tylko sobie znane miejsce. Westchnęłam i nieco
rozmarzona wróciłam do domu.
Dzisiejsza
„praca” poszła mi bardzo szybko. Nie przykładałem nawet uwagi komu zabieram
duszę. Po prostu zabierałem i pędziłem dalej. Często zabierałem zbyt szybko ale
nie przejmowałem się tym. I tak ta osoba miała umrzeć to po co przedłużać mu
życie?! Do północy została jakaś godzina, a ja już wskoczyłem do swojego
pokoju. Usiadłem nieco zmęczony na krześle i odetchnąłem. Te 3 godziny zleciały
mi jak minuta. Ściągnąłem płaszcz przesiąknięty zapachem krwi i rzuciłem go na
podłogę. Raz się rozkojarzyłem i dźgnąłem faceta. Od razu się jednak
poprawiłem. I tak nie robiło to różnicy. Wstałem i wyciągnąłem z szafy wino. Nalałem
w dwa kielichy i usiadłem ponownie, pijąc powoli.
-Stało
się coś, że tak szybko się uwinąłeś?!- Usłyszałem po chwili. Joseph pojawił się
i usiadł powoli na drugim krześle. Nie uraczyłem go nawet spojrzeniem,
wpatrzony w jakiś punkt przede mną.
-Dobry
wieczór.- Mruknąłem i wypiłem resztę wina z kielicha. Czułem, że Joseph mi się
przygląda. No tak. Wyglądałem jakby wypompowali ze mnie całą energię i tak się
nieco czułem.
-Dobry
wieczór Patrice.- Powiedział wyraźnie. Czułem, że czeka na moje słowa. Westchnąłem
przeczesując włosy dłonią.
-Muszę
z tobą o czym porozmawiać Joseph.
Leżałam
i czekałam aż przyjdzie. Jakoś nie mogłam zasnąć dopóki on się nie pojawi,
uśmiechnie i pocałuje w policzek mówiąc „Dobranoc’. Obróciłam się na drugi bok
patrząc na księżyc. Świecił dzisiaj naprawdę mocno i zdawał się być bliżej niż
zazwyczaj. Wtem usłyszałam jakby szelest i cichy stukot, a po chwili do pokoju
przez balkon wszedł on. Od razu szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy.
Patrice podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Przecież
mówiłem, że masz iść spać, a ty leżysz i się uśmiechasz. Miałaś być grzeczna
Lili.- Stał z założonymi rękami na piersi i uśmiechał się lekko. Przez ten
uśmiech widać było, że nie jest na mnie zły tylko się droczy. Usiadłam i poklepałam
miejsce obok siebie.
-Nie
mogłam zasnąć. Czekałam aż przyjdziesz i opowiesz mi bajkę na dobranoc.-
Zachichotałam widząc jego zszokowaną minę.
-Jeśli
lubisz bajki, które kończą się śmiercią to czemu nie.- Uśmiechnął się
łobuzersko i usiadł obok, obejmując mnie jedną ręką w pasie. Od razu położyłam
głowę na jego ramieniu, przytulając się.
-To
już wolę żebyś tak tu sobie posiedział ze mną.- Wymamrotałam przymykając oczy.
Usłyszałam jak wzdycha i pewnie po tym lekko się uśmiechnął. Po chwili poczułam
jak kładzie dłoń na moim policzku i podnosi moją głowę do góry abym na niego
spojrzała. Zarumieniłam się lekko pod wpływem jego namiętnego spojrzenia.
Pochylił się i złożył kilka bardzo delikatnych pocałunków na moich ustach.
-Dobranoc
Lili.- Cmoknął mnie w czoło i wstał.
-Już
idziesz?!- Zapytałam z żalem. W końcu przyszedł jakieś 5 minut temu. Patrice
ustał i spojrzał na mnie.
-Miałem
przecież przyjść powiedzieć ci dobranoc, czyż nie?!- Spojrzał na mnie z lekkim
uśmiechem.
-N-No
tak ale.....-Wprawdzie tak mówił ale myślałam, że zostanie nieco dłużej.
-Wiesz......Mogę
zostać ale wolę robić coś ciekawszego nisz siedzenie i przytulanie się.-
Przybliżył się do mnie wpijając w usta i kładąc. Poczułam jak jego dłonie suną
po moim ciele. Wzdrygnęłam się i odepchnęłam go lekko od siebie, łapiąc oddech.
-Co....Co
ty robisz?!- Powiedziałam nieco spanikowana.
-Jak
to co? Jesteśmy w łóżku, sami, jest noc, wszyscy śpią. A ty jesteś tylko w tej
koszuli, która teraz jest niepotrzebna i zasłania piękne kształty.- Wymruczał
pochylając się i całując moją szyję. Ja natomiast miałam mętlik w głowie i
zrobiło mi się gorąco. Złapałam się mocno jego koszuli.
-Patrice
ja.....nie teraz....proszę.- Wymamrotałam, a w oczach pojawiły się łzy. Patrice
przerwał całowanie mojej szyi i odsunął się, przyciągając mnie do siebie w
uścisku.
-Wiem,
wiem. Nie martw się i nie płacz. Poczekam aż będziesz na to gotowa. Plus wolę
to zrobić jak już cię stąd wyrwę. No już. Nie płacz.- Głaskał mnie uspokajająco
po plecach, mocno trzymając w ramionach. Po chwili uspokoiłam się i zrobiłam
nieco śpiąca.
-Dziękuje.
I przepraszam.- Wymamrotałam w jego ramię.
-Nie
masz za co przepraszać. Po prostu jesteś młoda i boisz się tego. To zrozumiałe.
A teraz połóż się i idź spać.- Niechętnie odsunęłam się od niego kładąc się, a
Patrice przykrył mnie aż pod samą brodę kołdrą.- Dobranoc Lili. Słodkich snów.-
Pocałował mnie w czoło i ustał na balkonie, zerkając na mnie. Uśmiechnęłam się
do niego lekko zamykając oczy. Usłyszałam tylko cichy trzepot i nastała cisza,
a z nią błogi sen.
Po
powrocie do siebie rozebrałem się i wszedłem do wanny. Ciepła woda relaksowała
moje ciało i umysł. To co miało nadejść nie wróżyło nic dobrego ale miałem
nadzieję, że zakończy się dobrze. Nadal po głowie krążyła mi rozmowa z
Josephem.....
-Muszę
z tobą o czym porozmawiać Joseph.- Powiedziałem patrząc na niego z powagą. On
usiadł nieco wygodniej, nalewając sobie wina.
-Mów.
Słucham.- Powiedział spokojnie, patrząc na mnie uważnie.
-Chcę
abyś zamienił jedną kobietę w kruka.- Powiedziałem od razu, nie mówiąc przed
tym żadnej długiej i nudnej mowy, dochodząc do głównego wątku. Zapadła między
nami cisza, przerwana przez Josepha.
-Czujesz,
że ona nadaje się na pomocnicę?- Zapytał, a ja prychnąłem rozbawiony.
-Ona
by nawet muchy nie skrzywdziła, a co dopiero zabić człowieka nawet odbierając
mu tylko duszę.- Parsknąłem znowu.
-To
dlaczego mam ją zamienić skoro jest dla mnie bezużyteczna?!- Czułem, że Joseph
nieco się rozgniewał.
-Bo
ja tak chcę i cię o to proszę. Zaopiekuję się nią i zmienię tak, że nie będzie
miała oporów przed taką pracą.- Powiedziałem stanowczo.
-Kochasz
ją i dlatego chcesz ją zamienić?!- Spodziewałem się, że Joseph odkryje prawdę.
-Tak.
Chcę tego.
-Czyż
ty oszalał Patrice?!! Wiesz jakie są kryteria żeby zostać krukiem. I wiesz doskonale,
że nie mógłbyś jej pilnować, gdyż jesteś wyższy rangą. I wiesz, że podczas
zamiany może się nie udać i po prostu umrze i ty nic z tym nie zrobisz?!! A co
jak ci się znudzi?!! Może po prostu się zauroczyłeś. A potem co? Zabijesz ją i
powiesz, że to był błąd?!! Co się z tobą dzieje?!!!!!
-Nie
oszalałem i wiem to wszystko!!!!- Wykrzyczałem i wstałem.- Szybko mogę sprawić,
że będzie nadawała się na zmianę i wszystko dobrze pójdzie. A miesiąc przerwy
nie zaszkodzi mi w pracy. Jestem najlepszy i nauczenie jej zabijania bez
mrugnięcia okiem będzie dla mnie pestką!! I to nie jest zauroczenie! Kocham ją
i chcę z nią być, a ci nic do tego!! Ciesz się, że ci to mówię zamiast ukrywać
swój związek z żyjącą kobietą!! Powinieneś się zgodzić i mi pomóc, a nie wymyślasz
kontrargumenty na ten temat!!!
-Czy
ty siebie słyszysz?!!!- Joseph również wstał i ustał przed mną.- Jesteś
najlepszy, a takim zachowaniem pokazujesz jaki głupi. Dla tej jednej dziewczyny
chcesz przestać być wzorem?!! Teraz jak zamieniam ludzi w kruki to po krótkim
czasie mówią, że chcą być tacy jak ty. I co im teraz powiem? Że Pan Najlepszy,
Pan Shadow zakochał się i woli siedzieć na łące z ukochaną trzymając się za
rączki niż zabijać i torturować?!!! Ty przecież to kochasz!!! Cały czas widzę
jak pojawiają ci się te iskierki i szeroki uśmiech na wieść, że możesz
splądrować jakieś miasteczko i zabijać do woli. Mam wierzyć, że przez te kilka
dni ci się odmieniło?!!!
-Wiem
jak dziwnie może to wyglądać!!! Ale chcę tego i mam ku temu powody!!!! Więc daj
mi po prostu przysięgę, że ją zamienisz, a ja zajmę się resztą!!! Tylko tyle od
ciebie oczekuję i nic więcej!!!! Jeśli nie chcesz po tym ze mną rozmawiać to
trudno!!! Nie musisz mi nawet dawać tych zadań specjalnych!! Po prostu się
zgódź!!!- Wykrzyknąłem mu prosto w twarzy, patrząc wprost w jego oczy. Niejedna
osoba już by się ugięła i przepraszała za swoje zachowanie ale nie ja.
Patrzyłem hardo w jego oczy nawet nie mrugając. Po dłuższej chwili Joseph
prychnął i po prostu zniknął.
Przymknąłem oczy czując jak znowu zaczyna mnie boleć
głowa. Przez tą kłótnię nie wiem na czym stoję i co się po nim spodziewać.
Westchnąłem głośno ze zirytowania i zmęczenia.
-Długo
zamierzasz się kąpać?!- Usłyszałem i od razu się poderwałem. Joseph stał oparty
o belkę i patrzał na mnie, a jego wyraz twarzy nic mi nie wskazywał. Pokiwałem
tylko przecząco głową wstają i wychodząc. Wytarłem się szybko zarzucając cienki
płaszcz na nagie ciało. Wskazałem mu krzesło i sam usiadłem, biorąc po drodze
coś mocniejszego. Nalałem trunek do dwóch szklanek i siedziałem tak skulony,
czekając na jego słowa.
-Wyglądasz
koszmarnie.- Stwierdził Joseph po krótkiej ciszy.
-I
tak się czuje.- Wymamrotałem, patrząc na niego smętnie. Joseph westchnął głośno
i napił się trunku.
-Przemyślałem
wszystko. Nadal nie rozumiem wszystkiego do końca ale zgadzam się. Mam jednak
warunek. Chcę poznać twój plan.- Oparł głowę na dłoni i czekał na moją reakcję.
Chwilę się jakby zastanawiałem, po czym westchnąłem i jednym haustem opróżniłem
szklankę.
-Więc
słuchaj uważnie.- Opowiedziałem mu od początku, czyli jak zaczęła się moja
znajomość z Lili do mojego planu porwania i zamiany. Joseph nie wtrącał się
tylko przytakiwał co jakiś czas w geście, że słucha i mam mówić dalej. Po moich
wyjaśnieniach nastała cisza. Siedziałem i patrzałem się smętnie na szklankę.
-No
dobrze.- Po jakiś 10 minutach, a dla mnie godzinie Joseph się odezwał.- Pomogę
ci. Zmienię ja i pomogę w każdy możliwy sposób. A ty nadal wykonujesz swoją
pracę w danym czasie i dalej chodzisz na zadania specjalne. I masz dalej być
sobą i nie zmieniać się w jakiegoś charłaka. Zrozumiałeś?!- Patrzałem na niego
szokowany. On się zgodził i chce mi pomóc. Patrzałem na niego i mrugałem w
niedowierzaniu.
-Acha.
No dobrze. Tak.- Wymamrotałem, gdyż nie mogłem skleić jakiegoś sensowniejszego
zdania. Joseph parsknął śmiechem i poczochrał moje włosy, na co warknąłem i od
razu zacząłem je poprawiać.
-Później
mi się jakoś za to odwdzięczysz. A teraz do łóżka, bo jak wcześniej wspomniałem
wyglądasz okropnie.- Joseph uśmiechnął się i nalał sobie nieco trunku od razu
pijąc.
-Aaa~!
Czyli chcesz się ze mną przespać w zamian za pomoc?! No dobra. Jaką pozycję
preferujesz? Na misjonarza czy pieska??- Na moje słowa Joseph zaczął kaszleć, a
ja zaśmiałem się pod nosem.
-Widzę,
że sarkazm ci powrócił Patrice. I dobry humor.- Uśmiechnąłem się szeroko i
wstałem. Zamiast się położyć usiadłem mu na kolanach.
-No
wiesz dużo osób chce to ze mną zrobić. I to nie tylko kobiety. Muszę przyznać,
że mam ciało doskonałe, więc się im nie dziwię. Ale tylko mojemu Bogowi mogę
oddać swe ciało.- Powiedziałem teatralnie wstrzymując śmiech. Joseph uśmiechnął
się nieco i po chwili wstał trzymając mnie jak pannę młodą. Zaskoczony
przytrzymałem się kurczowo jego szyi. On zrobił kilka kroków i rzucił mnie
delikatnie na łóżko. Złapał moje ręce przytrzymując je nad moją głową i
rozwiązał mój płaszcza, który zsunął się ukazując moje ciało. Pochylił się nade
mną.
-Lepiej
uważaj, bo jeszcze spodoba mi się twoja propozycja i niebawem będziesz jęczał i
wił się pode mną błagając o więcej. Dobrej nocy Patrice.- Wyszeptał po czym
zniknął, a ja leżałem tak zszokowany. Gdy to powiedział przez moje ciało
przeszedł dziwny dreszcz. Odsunąłem od siebie dziwne myśli, ściągnąłem do końca
płaszczyk, przykryłem się kołdrą i zasnąłem.
A tu obiecana niespodzianka~! ^.^
Rysunek- mojego wykonania- przedstawia Patrice! <3
Mam nadzieję, że i rozdział i rysunek się podobają~! ^.^
Liczę na komentarze~! ;*