sobota, 31 października 2015

Halloweenowa wróżba- Midorima x Takao

Jestem, jestem, jestem~! ^.^
I już wstawiam przedostatnią miniaturkę. :p
W tym wydaniu Midorima i Takao~! :D
I jeszcze przed północą oczekujcie ostatniej miniaturki. ^^
Nie przedłużając....
#Kimie

Miniaturka dla Julci~! <3 

Takao nawet nie wiedział, że czas tak szybko leci. Nadal się czuł, jakby wczoraj grał z drużyną w koszykówkę, a dzisiaj szedł na uniwersytet studiując dziennikarstwo. Nadal nie wie, gdzie podziały się te 5 lat jego życia. Skończył liceum, zaczął studia, stał się dorosłym. Niektórzy jego kumple się już nawet ożenili, a on sobie mieszkał razem z Shin-chanem. Zaraz, zaraz.....No tak. To tu podział się ten czas. Dla wyjaśnienia są już ze sobą razem od drugiej klasy liceum, a raczej od wakacji je poprzedzających. Takao tak długo marudził Midorimie o wyjeździe na wieś do jego rodziny, że ten po jego namowach się w końcu zgodził. Tak pewnego dnia postanowili spać pod namiotami. I tak leżąc obok siebie w namiocie patrzeli na pięknie rozgwieżdżone niebo. I tak Midorima pochylił się i pocałował delikatnie Takao. I tak Takao się zarumienił i wtulił w niego czując się bardziej niż szczęśliwym. I tak po tej nocy zostali parą. Oczywiście nikt o tym nie wiedział. No może poza Kuroko i Akashim, którym nic nie umknie. Takao jednak kochał tego zielonowłosego chłopaka o niezwykłym talencie i to przy nim czas mu tak szybko zleciał. Obaj poszli na uniwersytety. Dziennikarz i lekarz. Nieco dziwne połączenie ale im to nie przeszkadzało. Na razie studiowali i tylko czasami zdarzało się, że nie mieli wręcz dla siebie czasu. Mieszkali razem, więc zawsze tą chwile spędzali we dwoje. Takao westchnął z uśmiechem i przeciągnął się. Siedzenie przed komputerem w jednej pozycji jest nieco męczące dla jego kręgosłupa. (Dlatego Kimie robi sobie spacerki po domu co jakiś czas xp~) Zapisał świeżo napisany i poprawiony artykuł i ruszył z pustymi kubkami po kawie do kuchni. Ostatnio był zajęty pracą i studiami, że większość czasu spędzał przy biurku. Włożył brudne naczynia do zlewu i nucąc wesołą melodyjkę zaczął je myć. Wtem usłyszał brzdęk kluczy i odgłos otwieranych drzwi.

-Witaj w domu Shin-chan~!- Wydarł się dalej myjąc. Oprócz kubków zebrało się tu kilka talerzyków, łyżeczek i miseczek po śniadaniu. Po chwili przyszły lekarz pojawił się w kuchni.

-Wróciłem.- Powiedział spokojnie. Takao patrzał na niego wyczekująco.- O co chodzi?- Spytał nie rozumiejąc jego postawy.

-Gdzie mój buziak na powitanie~?- Zapytał z uśmiechem. Midorima wywrócił oczami lecz podszedł do niego i cmoknął go w policzek. Objął go w pasie przytulając się do jego pleców i patrząc co robi. Takao lubił te momenty, gdy pokazywał tą swoją czułą stronę.

-Skończyłeś już swoją pracę?- Zapytał Midorima.

-Yhym. Ale teraz idę się zdrzemnąć, bo padam ze zmęczenia~.- Wytarł ręce i obrócił się do niego przodem, zarzucając mu ręce na szyję. Chwilę tak stali, po czym złączyli swoje usta w czułym pocałunku. To była ich chwila.



Następnego dnia Takao skakał z radości. Dziś było Halloween~! Więc już po południu, gdy Shin-chan wróci z uczelni mając czas tylko dla siebie. Przy śniadaniu powysyłał wszystkim życzenia, po tym posprzątał nieco mieszkanie i poszedł na zakupy. Wrócił i przygotował kilka przekąsek, gdyż dzień lenistwa z Shin-chanem nie wymagał jakiś skomplikowanych dań. Po tym szybciutko poszedł się przebrać. I akurat, gdy poprawiał sobie fryzurę usłyszał, że Midorima już wrócił. Z szerokim uśmiechem poszedł go przywitać.

-Witaj Shin-chan~!- Wręcz wyśpiewał.

-Wróciłem.- Midorima właśnie ściągnął buty i gdy podniósł głowę zamarł. W końcu nie na co dzień Ma widok Takao w stroju pielęgniarki. Różowy kaftanik sięgający mu nieco za pośladki, zakolanówki z wstążeczkami i czapeczka.

-No chodź Shin-chan~! Dzisiaj jest Halloween, więc przygotowałem co nieco.- Złapał go za rękę i pociągnął do kuchni połączonej z salonem i wskazał na blat, na którym były różne kolorowe przekąski. Takao chciał coś powiedzieć lecz usta Midorima skutecznie mu to uniemożliwiły. Przyparł go przodem do blatu i całując jego szyję rozpiął jego uniform. Zauważył, że miał na sobie koronkowe majtki, co bardzo mu się spodobało. Pieścił jego szyję ustami, a dłońmi sunął po jego udach. Takao opierał się o blat wzdychając z przyjemności i ocierając się o niego niczym kot. Wtem do ich uszu doszła audycja o dzisiejszym horoskopie.

-Shin-chan.....horoskop...- Wysapał, po czym jęknął czując jak Midorima ściska jego sutki.

-Oglądałem już dzisiaj i mam swój szczęśliwy przedmiot, więc nie muszę tego słuchać.- Wymruczał i ściągnął powoli z niego bieliznę. Wtem usłyszał swój horoskop i swój szczęśliwy przedmiot. Obaj zamarli patrząc na telewizor.

-„Szczęśliwym przedmiotem skorpionów jest test ciążowy”- Powiedział prezenter pokazując niewielki biało-różowy patyczek.

-Wiesz Takao.- Odezwał się po jakieś chwili Midorima.- Z punktu medyczne go to niemożliwe abyś zaszedł w ciążę. No ale nie szkodzi spróbować prawda?!- Mruknął mu do ucha. Taka wydał z siebie krótkie „CO?!!”, Po czym pisnął, gdy Shintarou wziął go na ręce i zaniósł do sypialni. Po tym Takao po prostu śmiał się ze swojego szczęśliwego przedmiotu lecz, gdy dwa tygodnie później było mu niedobrze, a tydzień później cały czas był głodny to zaczął się zastanawiać, czy ta wróżba nie stała się prawdziwa. 
 A tu coś extra do posłuchania ;)

Kocie sprawy- Kagami x Kuroko

Witam ponownie~! ^.^
Po jakże moim odświeżającym spacerku z pieskiem mogę wam wstawić kolejną miniaturkę. :p
W tym wydaniu KagaKuro, które zremisowało z MidoTaka w ankiecie. :)
Na pierwszym miejscu uplasowała się Shizaya <3
Tak więc ze pół godzinki następny tekst, a po tym jeszcze jeden. ;)
Do zobaczenia~! :*
#Kimie 

Cieszył się jak dziecka. Cieszył się jak siedmioletnie dziecko, a miał już 20 lat.  Mimo wszystko uwielbiał Halloween niezależnie od wieku. Z tego powodu nieco tęsknił za Ameryką. Uwielbiał patrzeć na domy strasznie przystrojone i dzieci jak i dorosłych ubranych w najróżniejsze stroje. Sam wraz z Tatsuyą przebierali się i chodzili zbierać słodycze. Może później ich przyjaźń się nieco zawaliła ale w liceum poprawili swoje stosunki i ponownie są niczym bracia. Wracając jednak do teraźniejszości. Kagami z uśmiechem poszedł zrobić zakupy. Chciał sobie wszystko dziś przygotować aby jutro cieszyć się Halloween wraz z Kuroko. Od drugiej klasy liceum są razem i nawet inne kierunki studiów ich nie zraziły. Kagami prawdzie poszedł na kursy strażackie, a Kuroko na opiekuńcze aby zostać przedszkolanką. Kagami nie spodziewał się, że ta niebieskooka menda tak lubi dzieci. Może nie powinien tak o nim mówić ale nadal potrafił go wystraszyć czy uderzyć idealnie między żebra. Do tego ten stoicki spokój. Kagami i tak go kochał i rozpieszczał na różne sposoby. Gdy Kuroko stało się coś przez niego to Kagami mógłby kopać sobie grób. W ostatniej klasie przyszli do niego Aomine i Akashi. Zagrozili, że jeśli go skrzywdzę w jakikolwiek sposób i oni się o tym dowiedzą to nie będę miał życia. Nie wiedział co mógłby mu zrobić Aomine ale Akashi to inna liga z czerwonymi nożyczkami w tle. Od tego czasu czasami ich odwiedzali i to nie tylko oni co było czasem irytujące. Jednak chyba najbardziej zaskoczyło go to, że te dwa psychole mu groziły są razem. Nie wiedział jakim cudem ale mimo to życzył im szczęścia. Kagami wzdrygnął się nieco i wszedł do cukierni.



Następnego dnia Kagamiego rozpierała energia. Wstał wcześniej i przyszykował słodycze jakby ktoś miał przyjść z wizytą. Zrobił śniadanie i wygonił śpiocha z łóżka. Kuroko bardzo ciężko było obudzić i zajmowało mu to czasami nawet 30 minut. Dzisiaj jednak po pięciu minutach otworzył swoje niebieskie ślepia i z szopą na głowie usiadł przy stole.

-Kagami-kun, gdy chodzi o słodycze wręcz promieniejesz energią i szczęściem.- Powiedział Kuroko upijając łyk herbaty.

-Nic nie mogę na to poradzić Tetsu. Uwielbiam Halloween i mam nadzieję, że tym optymizmem nieco cię zarażę.- Zaśmiał się głupkowato, wpychając sobie po tym do buzi dużą porcję naleśnika. Jedli w ciszy oglądając przy tym poranny program. Po śniadaniu Kagami posprzątał, a Kuroko ogarnął się jako tako. Jakieś pół godziny później przyszedł Aomine z Akashim. Akashi był przebrany za wampira, a Aomine za panterę- chyba bo miał po prostu na sobie granatowe spodnie, bluzkę z długimi rękawami z futerkiem na nadgarstkach, futrzaną kamizelkę, futrzaste buty, uszy i ogon. Akashi dał im jakieś czekoladki, a sam poczęstował się cukierkami. Po tym obszedł cały dom aby sprawdzić, czy wszystko jest jak należy. Kagami chwile się mu przyglądał lecz po tym skupił wzrok na Kuroko. Ten usiadł na Aomine w rozkroku i głaskał jego futerko. Kagamiego ukuło uczucie zazdrości ale nie przerywał mu tej zabawy. Zaraz gdy wyszli zjawili się kolejno: Kise z Kasamatsu, Midorima z Takao, Momoi, Hyuuga z Riko i Kiyoshim i reszta drużyny Seirin. Kagami dostał jeszcze paczkę od Alex na co bardzo się ucieszył. Po tym wieczorem mieli już spokój. Kagami postanowił się w końcu przebrać z tygrysa. Kupił ten strój przez Momoi, która wcisnęła mu go, gdy był na zakupach. Były to wprawdzie kocie uszy, pasek z ogonem, rękawiczki z futerkiem i taka przydługa kamizelka.

-Jak wyglądam?- Zapytał wchodząc do salonu, gdzie Kuroko obiadał się cukierkami.

-Tygrysio.- Stwierdził po chwili z lekkim uśmieszkiem. Kagami przysiadł się do niego i przysunął sobie swoje ulubione ciasteczka. Kuroko o dziwo po chwili poszedł do sypialni. Kagami pomyślał, że jest mu zimno i poszedł po kocyk.

-Kagami-kun?!- Kagami obrócił głowę w stronę Kuroko i zakrztusił się. Koło kanapy stał Kuroko ale nie z kocykiem. Ubrany był w czarne zakolanówki, czarne body z długimi rękawami z przyszytym ogonem i futerkiem wokół szyi, rękawiczki bez palców z białym futerkiem i kocie uszka. Patrzał na niego z otwartą buzią i czuł, że ma rumieńce na policzkach.

-Przebrałeś się.- Powiedział cicho nadal zszokowany jego strojem.

-Yhym.- Przytaknął.- Wiedziałem, że sprawi ci to radość, więc poprosiłem Momoi o pomoc.- Kagami zastanawiał się, czy czasem nie podziękować tej różowowłosej dziewczynie.- Zjadłeś już wszystkie ciasta. Pójdę po jakieś.- Usłyszał jakby przez mgłę. Patrzał na Kuroko, który poszedł do kuchni. Utworzył on jedną z górnych szafek przyglądając się jej zawartości. Po chwili próbował sięgnąć chrupki ale był nieco za niski, więc wyciągnął się próbując. Kagami chciał wstać i mu pomóc lecz zauważył to. Body było nieco za małe i jak podeszło w górę ukazało pośladki chłopaka. Kagami zarumienił się i czuł jak mu się robi gorąco. Podszedł do chłopaka i wziął te chrupki.

-Oh. Dziękuje Kaga....- Reszta zdania utonęła w pocałunku. Kagami objął go od tyłu i wpił się w jego usta. Kuroko odwzajemnił pieszczotę na dodatek ocierając się o niego sugestywnie. Już po chwili znajdowali się na kanapie prawie nadzy. Każdy z nich miał na głowie tylko uszka. Kochali się namiętnie, a jęki, pomrukiwania, westchnięcia i krzyk orgazmu roznosiły się po salonie. Po wszystkim wzięli prysznic i już się nie przebierali. Kagami ubrał krótkie spodenki i t-shirt, a Kuroko bokserki i koszulkę Kagamiego. Kagami usiadł na kanapie, a na jego kolanach usadowił się Kuroko. Siedzieli oglądając film, zajadając się pysznościami i całując się co jakiś czas, mrucząc sobie nawzajem. Dla Kagamiego było to najlepsze Halloween od 20 lat. No może poza wiadomością Himuro, który życzył mu Wesołego Halloween i wysłał zdjęcie, na którym siedzi przebrany za seksownego kociaka w objęciach Murasakibary. Kuroko stwierdził, że kocie sprawy właśnie na tym polegają, po czym pocałował nadal zszokowanego tygryska. 

To co tygryski lubią najbardziej- Aomine x Kagami

Czas jakoś szybko leci. o.O 
No nic. Pora na kolejną miniaturkę.
W tym wydaniu po raz pierwszy Aomine z Kagamim.<3
Zapraszam do czyatnia i komentowania.
^w^

 
Minęły cztery godziny. Koniec akcji. Młody mężczyzna z podwójnymi brwiami otarł czoło z potu i wszedł do wozu. Miał dość. Praca strażaka była jednak wyczerpująca. Odpoczął chwilę, po czym pomógł posprzątać i wrócili do bazy. Zdjął brudne i przepocone ciuchy udając się od razu pod prysznic. Rozmyślał chwilę o ostatnich akcjach. Przez ostatnie burze mieli dużo pracy ale nie przeszkadzało mu to. Uśmiechnął się przypominając sobie pewną rzecz. Już jutro Halloween. Mógł sobie zrobić wolne w ten dzień i zamierzał się tym dniem cieszyć. Będąc w Ameryce co roku chodził przebrany po okolicy zbierając cukierki. Idąc do gimnazjum zaprzestał tej czynności ale co roku obchodził to święto nawet, gdy przeprowadził się do Japonii. I na dodatek w tym roku spędzi go z Aomine. Nadal nie pamięta jak to się stało, że zaczęli ze sobą chodzić ale mimo wszystko kochał tego buca, który wcześniej świata nie widział poza koszykówką i dużymi cyckami. Teraz może nieco się zmienił ale nadal zachowywał się czasami jak gówniarz brudząc naokoło i leniuchując na kanapie. Nie zrezygnował on jednak z grania w koszykówkę. Uwielbiali grać na pobliskim boisku aż do zmęczenia. Często nie liczyli punktów, gdyż po jakimś czasie nie miały one znaczenia. Po takiej rozgrywce zmęczeni i szczęśliwi wracali do swojego domu, brali prysznic, zamawiali pizzę i siedząc na kanapie wtuleni w siebie oglądali jakiś film. Takie dni były wręcz idealne. Oczywiście nie często się im to zdarzało z powodu pracy. Kagami gasił pożary i tym podobne, a Aomine łapał jakiś złodziejaszków i wypełniał nikomu niepotrzebne raporty.

Po przebraniu się i pożegnaniu z kolegami ruszył do domu. Po drodze wstąpił do sklepu po kilka rzeczy, których nie chciał kupować jutro. Wrócił do domu, posprzątał nieco i wziął się za przygotowywanie kolacji. Tak się zamyślił, że nie usłyszał otwieranych drzwi i brzęku kluczy. Aomine podszedł do niego po cichu obejmując go w pasie.

-Mandat za chodzenie po domu w dresach!- Prawie krzyknął mu do ucha. Kagami podskoczył zaskoczony i krzyknął krótko, po czym spojrzał wściekły z ukosa na pana policjanta.

-A niby dlaczego nie mogę chodzić w dresach?!- Zapytał unosząc brew do góry.

-Bo lubię patrzeć na twój jędrny tyłeczek, a dresy zasłaniają te widoki.- Odpowiedział uśmiechając się głupkowato. Kagami walną facepalma, po czym westchnął zrezygnowany. Pokręcił niedowierzająco głową mieszając sos do spaghetti. Przysunął się bliżej Aomine czując jak całuje jego szyje.

-Masz jutro wolne?- Zapytał i wyłączył bulgocący się makaron. Za chwilę go odcedzi, nie teraz.

-Yhym...- Wymruczał Aomine całując go za uchem i miziając po brzuchu, na co usłyszał przyjemne westchnięcie.- Można powiedzieć, że dzięki Kise, który wparował do Kasamatsu i zaczął mu coś paplać, a jak usłyszał, że nie chce mi dać wolnego to ten od razu zareagował. Zaczął coś tam paplać o miłości i czekoladzie. Nie wiem co mu powiedział ale zadziałało z pozytywnym skutkiem.- Aomine oparł głowę na jego ramieniu patrzą co pichci.

-Rozumiem. Więc idź się przebrać, a ja w tym czasie nałożę.- Poklepał dłonie Aomine i sięgnął po rękawice.

-Kagami.

-Co?!

-Wróciłem.

-.....

-.....

-W-Witaj w domu.- Powiedział Kagami nieco zarumieniony, po czym został pocałowany. Na jego szczęście po tym Aomine grzecznie ruszył w stronę sypialni. Kagami nie narzekałby, gdyby chciał to zrobić z nim w kuchni. Jakoś chyba brakowało mu pieszczoch. Otrząsnął się i wziął za nakładanie.



Następnego dnia wstali dość późno. Zjedli śniadanie podczas którego Kagami zarumienił się, gdy Aomine starł mu z kącika ust syrop klonowy językiem. Po tym Aomine wziął się za wydrążanie dyni i robienie w niej strasznego uśmiechu. Kagami nic nie powiedział nieco tym zdziwiony i wziął się za przygotowanie Halloweenowych smakołyków. Po postawieniu czterech niewielkich miseczek z cukierkami i czekoladą na stole wziął się za mufinki dyniowe. Aomine w tym czasie siedział i zajadał się czekoladą. Kagami po niedługim czasie skończył, więc postanowił odpocząć na kanapie. Przysiadł się do Aomine i westchnął. Spojrzał się na miski. Jedna była już prawie pusta. Aomine zjadł sam czekoladki nadziewane całymi orzechami laskowymi.

-Mogłeś chociaż trochę dla mnie zostawić. Nie mam ich więcej, a też je lubię.- Spojrzał się na tego głodomora. Ten chwilę się w niego wpatrywał po czym wzruszył ramionami.

-Jest mnóstwo słodyczy, więc coś dla siebie znajdziesz. A ta ostatnia czekoladka należy do mnie.- Powiedział i włożył ją do ust. Kagamiego coś podkusiło. Pochylił się nad nim łącząc ich usta w namiętnym pocałunku. Wtargnął do jego ust w poszukiwaniu słodyczy. Czekoladka rozpływała się pod wpływem ich języków. Bawili się potem chwilę orzeszkiem lecz Aomine oddał go Kagamiemu. Oderwali się od siebie dysząc. Kagami zjadł orzeszka i jakby nigdy nic usiadł sobie obok niego. Aomine szybko przewalił go na plecy, wpijając się ponownie w te słodkie usta. Kagami jęknął ni to ze strachu, ni z podniecenia. Jęknął mu w usta czując jak ręką zaczął ugniatać jego krocze.

-Aomine~! C-Co ty.....ach....- Kagami nie był wstanie powiedzieć czegoś sensownego pod wpływem jego dotyku. Aomine gryzł i lizał jego szyję, robiąc na niej niewielkie malinki. Mruknął i odsunął się nieco.

-Mój tygrysek już taki podniecony....Mrrr~!- Podsunął jego koszulkę do góry, gryząc go po żebrach. Kagami jęknął wyginając się słodko. Ta pantera znała każdy jego czuły punkt. Kagami złapał Aomine za ramiona podciągając go do góry. Aomine chciał coś powiedzieć lecz poczuł jak Kagami liże jego wargę i mruczy słodko.

-Tygrysek jest wymagającym kotkiem. Potrzebuje dużo pieszczoch aby był usatysfakcjonowany.- Kagami uśmiechnął się lubieżnie wsuwając dłoń w bokserki partnera. Aomine wisiał chwilę nad nim zszokowany, po czym uśmiechnął się przebiegle zsuwając jego spodnie i łapiąc za jego przyrodzenie. Kagami jęknął i zamruczał z przyjemności. Kochali się ze sobą aż im zabrakło sił. Po tym Aomine leżał na kanapie, a Kagami na nim wtulony w jego tors. Nie chciało im się ubierać, więc leżeli jak ich matka natura stworzyła.

-Nie wiedziałem, że tygryski to takie pieszczochy.- Powiedział Aomine drapiąc Kagamiego po plecach.

-Przecież to jest to, co tygryski lubią najbardziej.- Wymruczał Kagami przeciągając się z uśmiechem jak na kota przystało. 

Polowanie czas zacząć- Aomine x Kise

Oto kolejna miniaturka z Halloweenowych Tworów Kimie <3 
Kolejna będzie za godzinkę, więc wyczekujcie ;)
Smacznego~! :p
I miłego czytania~!;)
#Kimie :*

Blondwłosy chłopak siedział na krześle i popijał sok pomarańczowy. W drugiej ręce miał telefon i pisał kolejnego SMSa do swojego ukochanego. Tak, do ukochanego. Ukochanego, który był aktualnie w pracy i zapewne pisał jakieś raporty, objadając się przy tym pączkami i popijając kawę. Mimo to Aominecchi nadal był wysokim, szczupłym mężczyzną. Szalenie przystojnym mężczyzną według Kise, który cieszył się, że to on jest jego partnerem. Aomine nie mógł narzekać na modela o długich nogach, idealnie umięśnionego, o złotych oczach i blond czuprynie. Nie zapominając o szafirowym kolczyku w uchu. No może trochę narzekał, gdy musiał wyjechać na jakąś sesję zdjęciową i na piszczące fanki, które potrafiły go wszędzie rozpoznać. Kise musiał zakładać perukę i soczewki i ciuchy, których nie miał podczas sesji aby wyjść na randkę z Aominecchim. I tak wiodło im się szczęśliwe życie już od końca gimnazjum. Powracając jednak do teraz.....Kise po wysłaniu SMSa z treścią o tym, że wróci wcześniej do domu- oczywiście wcześniejszych 20 SMSów było o tym co robił przez jakieś 15 minut- zaczął się nieco zastanawiać o nadchodzących dniach. Niedługo było Halloween. W gimnazjum spędzali go razem z drużyną u którego w domu na jedzeniu słodyczy i granie w gry. W liceum szedł z drużyną coś zjeść, po potwornym treningu, a po tym szedł gdzieś z Aominecchim. Raz wystraszył go, gdy szli blisko cmentarza. Kise pisnął głośno niczym dziewczyna i odskoczył na dwa metry, o Aomine śmiał się z niego, zginając się w pół. Wrzeszczał jakąś chwilę na niego ale, gdy dostał buziaka i Aomine złapał go za rękę ciągnąc do siebie na ciastko od razu przeszła mu na niego cała złość i uśmiechnął się szeroko. Lubił jak Aomine się uśmiecha i nie wstydzi się pokazywać co do niego czuje. Aż poczuł, że jego policzki się nieco rumienią. Wracając jednak do głównego wątku. W tym roku miał zamiar spędzić ten dzień tylko z nim. Zaplanował, że zrobi coś pysznego w przebraniu, które niedawno zamówił. Miał być to strój pirata. Chciał zamówić kota ale jak zobaczył ten obcisły kombinezon to długo by w nim nie pochodził. Plus musiał udowodnić swoją męskość, gdyż w gimnazjum został przebrany za księżniczkę. To były akurat początki ich związku, a mimo to Aomine nieźle się z niego naśmiał. Po tym jednak obmacywał go na każdym kroku, a blondyn nie był jeszcze gotowy na te rzeczy. Kise zarumienił się aż po uszy, gdyż przypomniał mu się pierwszy z Aominecchim, a było to tuż przed świętami. Schował zarumienioną twarz w dłoniach, odetchnął kilka razy uspakajając się. Napisał jeszcze do Aomine żeby kupił mu coś słodkiego, gdy będzie wracał- on sam zastanawiałby się z pół godziny i nadal byłby niezdecydowany. Włożył telefon do kieszeni i pomknął na kolejną sesję.



W Halloween Kise miał wolne, więc od rana wszystko szykował, czekając przy tym na przesyłkę. Chciał zdążyć przed przyjściem gliniarza, który rano nie chciał wypuścić go z łóżka. A po tym marudził, że będzie musiał patrzeć na zombiaki chodzące po ulicy i typ podobne. Kise jednak nie dał się na jego chwyty i wygnał go do pracy uprzednio dając się dość namiętnie pocałować. Usłyszał dzwonek. W podskokach, nucąc sobie wesołą melodyjkę pod nosem poszedł otworzyć. Kurier z paczką. Szczęśliwy odebrał paczkę, po czym truchcikiem poszedł do łazienki się przebrać. Za chwilę miał przyjść Aominecchi, więc chciał zdążyć. Otworzył paczkę i wmurowało go. Niepewnie zaczął ubierać strój z pudełka, po czym wyszedł z łazienki do sypialni aby przejrzeć się w lustrze. Gdy dotarł do miejsca docelowego patrzał zszokowany na siebie. Zamiast stroju pirata przysłali mu strój.....króliczka. I to na dodatek playboya damski. Składało się ono z: czarnego body z puszystym białym ogonkiem z tyłu, czarnych rajstop w siateczkowym wzorze, szpilek, muszki z kołnierzem, mankietów i króliczych czarnych uszów. Jęknął zażenowany przeglądając się ostatni raz w lustrze. Postanowił przebrać się już w normalne ciuchy zamiast paradować w czymś takim nawet po domu. Wyszedł z sypialni i usłyszał kroki.

-Oi Kise! Wróciłem! Dostałem jakieś ciastka więc możemy je zjeść po obiedzie.- Aomine wszedł na korytarz i widząc Kise zamarł. Kise stał nieco przerażony i zawstydzony, nie wiedząc co zrobić w danej sytuacji.

-W-Witaj w d-domu Aominecchi~! No więc.....To nie tak jak myślisz! Po prostu zamówiłem przebranie i najwidoczniej się pomylili. Daj mi chwilkę, a ja się przebiorę no i ten.....- Odwrócił się z zamiarem pójścia do łazienki lecz nagle został złapany przez Aomine, który przewiesił go sobie przez ramie wchodząc do sypialni i rzucając go na łóżko. Jego ręce zostały przykute do ramy łóżka przez kajdanki. Kise szarpnął się patrząc to na kajdanki to na Aomine.- C-C-Co ty robisz?! Aomine....- Wstrzymał powietrze czując rękę Aomine na swoim kroczu i ugryzienie na swojej szyi. Aomine oderwał się od niego na chwilę z dzikim spojrzeniem.

-Jak to co robię?! Upolowałem króliczka, więc teraz chcę się nim nasycić. Wiesz jestem niczym pantera. A pantery lubią króliczki.- Oblizał swoje usta w perwersyjnym uśmiechu przysysając się po tym do jego szyi. Kise protestował jeszcze przez jakiś czas lecz czując działania swojego kochanka poddał się całkowicie przyjemnemu uczuciu. Oczywiście na jednym razie się nie skończyło. Kise słysząc głośne mruknięcie przy uchu swojego kociaka mówiące „Mój króliczek tak seksownie wygląda.” zarumienił się po uszy i skapitulował kompletnie. Po tym spędzili resztę dnia na kanapie ze smakołykami. Kise leżał na Aomine z wiadomych powodów. Zapisał sobie jednak ważną rzecz. Następnym razem kupi kostium w normalnym sklepie, gdyż za rok mogą się jeszcze pomylić i wysłać mu coś o wiele gorszego od stroju króliczka. 

Cukierek albo psikus- Murasakibara x Akashi

Dobry wieczór Potworki~! ^w^
Kimie jak obiecała tak są Halloweenowe twory :p
Jest to pierwsza miniaturka z 6. ^^
Za jakieś pół godziny wstawię drugą miniaturkę, a do północy jeszcze długa droga. xp
Co porabiacie w tym dniu??
Przebraliście się i zbieracie słodycze czy siedzicie w domu i obżeracie się słodkościami? o.O
Ja jestem chora. ;-; Katar, kaszel i ból gardła :(
Na szczęście nie jest aż tak źle. ;)
Gorąca herbatka z miodem i cukierki czekoladowe to idealny plan na wieczór. *.*
Nie przedłużając zapraszam na Halloweenową serię miniaturek. ;)
Do zobaczyska Potworki~! 
Enjoy~ <3 

Za dworze panowała typowo jesienna pogoda. Kolorowe liście na drzewach spadające co jakiś czas, słońce wychodzące zza chmur i zimny wiatr, który przewidywał chłodniejsze dni. Wysoki chłopak o fioletowych włosach i tego samego koloru oczach siedział w sali lekcyjnej tuż przy oknie i przyglądał się temu widokowi.

-Ne, Aka-chin niedługo Halloween co nie?!- Zapytał znudzonym głosem, nie odrywając wzroku od widoku za oknem.

-Tak Atsushi. Halloween nie jest jednak zbytnio obchodzony w Japonii ale i tak są wyjątki. Może jakieś dzieci będą chodzić i zbierać cukierki ale i tak to będzie normalny dzień.- Powiedział spokojnie czerwonowłosy chłopak o dwukolorowych oczach, który siedział tuż obok niego i pisał coś w zeszycie. Murasakibara oderwał wzrok od okna i spojrzał na niego, po czym wyciągnął cukierka z kieszeni i włożył do ust, opierając się wygodnie o oparcie.

-Aka-chin obchodziłeś kiedyś Halloween?- Zapytał Murasakibara z zaciekawieniem. Akashi nic przez chwilę nie odpowiedział, pisząc dalej coś w zeszycie.

-Raz, gdy miałem 8 lat. I tak dostaje co roku coś słodkiego od służby ale to wszystko.- Powiedział po czym skończył pisać, zamknął zeszyt, schował do torby i wstał.- Chodź Atsushi. Trening czeka.- Poczekał aż fioletowowłosy wstanie, weźmie swoją torbę i słodycze, po czym udali się do sali gimnastycznej. Po drodze Murasakibara zastanawiał się co dać Akashiemu na Halloween, skoro nie przepada za słodkimi rzeczami.



Halloween wypadł akurat w sobotę, więc mieli wolne ale to nie zraziło Murasakibary. Ciepło ubrany z reklamówką słodyczy ruszył przed siebie, a dokładniej do Akashiego, z którym się umówił. Po niedługiej trasie zapukał do jego drzwi.

-Witaj Atsushi.- Otworzył mu sam Akashi. Jak zwykle ubrany był w ciemnoczerwone kimono obszywane złotą nitką. Pas był w odcieniach czerwieni, złota i brązu. Murasakibara nieco się zdziwił, gdyż zazwyczaj otwierał mu ktoś ze służby. Wszedł jednak i niespiesznie zdjął buty, kurtkę, szalik i czapkę. Akashi, gdy tylko on wszedł poszedł powiedzieć pewnie służbie aby przygotowała herbatę. Fioletowowłosy od razu udał się do jego pokoju aby tam na niego poczekać. Usiadł na podłodze przy stoliku, na którym rozłożone były shogi. Przyglądał się chwilę figurom, po czym do pokoju wszedł Akashi, a za nim starsza służąca. Ukłoniła się w stronę gościa, po czym położyła na stoliku imbryk z herbatą i dwie filiżanki i kubek z czymś, co ładnie pachniało. Ukłoniła się i już jej nie było.

-Co to jest?- Zapytał Murasakibara, patrząc się na niebieski kubek.

-Gorąca czekolada dla ciebie.- Odpowiedział Akashi jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Atsushi wziął kubek w dłonie i najpierw powąchał jej zawartość, po czym upił łyk. Aż się lekko uśmiechnął czując słodki smak czekolady.

-Dziękuje Aka-chin~.- Uśmiechnął się i upił większy łyk, a Akashi dziwił się, że się nie oparzył. Wtem coś przykuło uwagę Murasakibary. Był to wiklinowy duży koszyk, a w nim pełno najróżniejszych czekoladek i cukierków.- Dostałeś to Aka-chin?- Wprawdzie mówił, że dostaje co roku coś od służby ale nie spodziewał się, że tego jest aż tyle. Akashi spojrzał na przedmiot, który wskazywał i uśmiechnął się nieco, kręcąc głową na boki. Wstał i wziął koszyk, stawiając go przed nim.

-To dla ciebie Atsushi. Skoro jest dzisiaj Halloween to nieco słodkości ci nie zaszkodzi.- Murasakibara patrzał chwilę zszokowany, że tyle słodkości jest dla niego i tylko dla niego. Uśmiechnął się jednak szeroko tuląc do siebie koszyk.

-Dziękuje Aka-chin~!- Akashi zaśmiał się cicho pod nosem na zachowanie tego wielkoluda.- Ja też mam coś dla Aka-china~!- Powiedział szczęśliwy i wyciągnął z reklamówki niewielkie pudełeczko. Akashi otworzył je delikatnie i wyciągnął z niej dynię. Niewielką pomarańczową dynię. Przez chwilę zastanawiał się, czy jest to prawdziwa dynia, czy jakaś ozdoba. Jednak gdy Murasakibara dał mu łyżeczkę zrozumiał, że jest to do jedzenia. Niepewnie wziął kawałek, ze zdziwieniem że nie leje się z tego czekolada i włożył do ust. Było to ciastko marchewkowe z pomarańczowym lukrem i małą czekoladką na czubku. Lukier nie był słodki. Wręcz przeciwnie, był lekko kwaśny, wytrawny. Akashi wstał odkładając łyżeczkę i podszedł do fioletowowłosego, który czekał na jego reakcję. Przykucnął przy nim i pocałował go w policzek.

-Dziękuje Atsushi. Jest bardzo smaczne.- Atsushiemu nic więcej nie było potrzebne do szczęścia. Pochylił się i pocałował Seijrou delikatnie w ustach. Siedzieli tak obok siebie, obchodząc na swój sposób Halloween. Murasakibara nie przyznał się jednak, że to on sam zrobił to ciastko. 

niedziela, 25 października 2015

Danse Macabre- rozdział 9

Kimie przybyła~! ^.^
Już myślałam, że nie skończę tego rozdziału ale się uparłam i jest~! ^^
Wyszedł dłuższy niż chciałam ale to dobrze, co nie?! :)
Kolejny pojawi się dopiero w listopadzie, gdyż teraz Kimie skupia się na Halloween. xp
Przypomnę tylko o konkursie (więcej w "Informacji")
Życzę miłego wieczoru i obyście przeżyli poniedziałek. ;p
Enjoy~
#Kimie <3 

Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Nadal nie wiedziałam czy to, co się zdarzyło było snem czy jawą. Postanowiłam jednak poczekać do popołudnia aby się o tym przekonać. Akurat weszła Nuna, więc nie musiałam czekać tylko od razu się ubrałam i uczesałam, schodząc na śniadanie. Jak zwykle było spokojnie i zamieniłam z rodzicami tylko kilka słów. Trudno było mi ukrywać tą radość jaka mnie rozpierała ale chyba jakoś dałam radę. Na lekcjach nie mogłam się skupić. Co chwila odpływałam myślami do minionej nocy. Nadal czułam ramiona mnie wtedy obejmujące i pocałunki, te delikatne i namiętne. Gdy lekcje minęły to omal nie pobiegłam do ogrodu. Musiałam jednak coś przekąsić, gdyż Nuna nie dała by mi wytchnienia. Z uśmiechem, który nie opuszczał mnie od rana udałam się do ogrodu. Rozejrzałam się lecz go nie zauważyłam. Zastanowiłam się chwilę i postanowiłam ustać pod drzewem, spod którego miałam dobry widok na całą okolicę. Oparłam się o nie bokiem i pofrunęłam wręcz myślami. Dopiero dłonie na mojej talii i pocałunek w szyję ocknął mnie z tego słodkiego letargu.

-Bujasz w obłokach już od rana. Czyżby coś się zdarzyło ciekawego?- Usłyszałam przy swoim uchu. Obróciłam się tuz przed jego twarzą. Chwilę wpatrywałam się w jego czarne oczy, by niepewnie przybliżyć swoje usta do jego. Pocałowałam go delikatni oczkując odpowiedzi. Nie musiałam długo czekać, gdyż przybliżył mnie bliżej siebie i pocałował stanowczo.

-Więc jednak to nie był sen.- Wręcz wyszeptałam, uśmiechając się po tym promiennie. On spojrzał na mnie zdziwiony.

-Jakbyś zapomniała co się wczoraj działo to mogę ci to dokładnie przypomnieć.- Wyszeptał w moje usta, liżąc moją dolną wargę. Zadrżałam i zacisnęłam dłonie na jego koszuli.

-Dlaczego tak drobnym gestem sprawiasz, że wręcz wariuje?- Poczułam, jak jego usta wyginają się w uśmiechu.

-Lepiej uważaj, bo sprawię, że przestaniesz myśleć.- Pocałował mnie stanowczo lecz delikatnie. Staliśmy tak stykając się nosami, wpatrzeni sobie w oczy. Czułam jak się rumienię pod wpływem jego spojrzenia.

-Może usiądziemy? Chciałabym z tobą porozmawiać.- Ciężko mi było odwrócić od niego wzrok. Patrice pocałował mnie jeszcze w policzek, po czym usiadł i pociągnął w dół abym również to zrobiła. Usiadłam pod drzewem, a on tuż przede mną.

-O czym chcesz porozmawiać?- Zapytał z zaciekawiona miną.

-O tym wszystkim. Co planujesz? Mówiłeś, że mnie stąd zabierzesz ale jak zamierzasz to zrobić. Wiesz, że jestem pilnowana na każdym kroku.- Obawiałam się mimo wszystko jak to ma się potoczyć. Byłam tego niepewna ale bardzo pragnęłam być z Patrice. On westchnął i położył się na plecach. Leżał tak chwilę się zastanawiając, po czym obrócił się aby mieć głowę na moich kolanach.

-O nic nie musisz się martwić. Przez ten miesiąc zastanawiałem się nad tym wszystkim i ułożyłem wręcz plan doskonały.- Uśmiechnął się lekko, a ja mimowolnie odwzajemniłam ten gest.

-A powiesz mi co planujesz? Będę wtedy spokojniejsza.- Popatrzyłam na niego poczuciem niepewności. Mimo wszystko nie chciałam aby to się pokomplikowało. Dłoń wplątałam w jego włosy, przeczesując czarne kosmyki.

-No dobrze, dobrze. I tak muszę ci powiedzieć, bo to ty jesteś w pierwszym punkcie. Na razie musi zostać wszystko po staremu, czyli szykujesz się do ślubu i spotykasz  z narzeczonym. Za niecałe dwa tygodnie poprosisz rodziców aby puścili cię do miasta. Jako pretekst powiesz, że chcesz kupić coś dla przyszłego męża. Zgodzić się powinni, gdyż często kobiety ofiarowują coś mężowi jeszcze przed ślubem. Tak więc wyjdziesz do miasta wraz z Nuną- jest twoją  opiekunką i kobietą i doradczynią. Pójdzie jeszcze pewnie jeden strażnik ale o niego się nie martw. Pochodzicie po targu i pokierujesz ją w dalsze uliczki. Wejdziesz do jednej, w której nie będzie nikogo w pobliżu. Ja wtedy uśpię Nunę, gdyż pewnie nie chcesz abym ją zabijał. Zostawimy kilka śladów tak aby wyglądało to na porwanie. Zabiorę cię w pewne miejsce, gdzie przeczekamy nieco. Staż pewnie będzie cię szukać po mieście, więc nie możemy zostać w żadnej gospodzie. Gdy oni będą szukać to ty umrzesz i staniesz się krukiem. A po tym droga wolna. Można ewentualnie podesłać list, że nie żyjesz  albo wymyśleć coś innego. To zależy czy chcesz aby twoi rodzice pomyśleli, że nie żyjesz lub żyjesz i zostałaś gdzieś uprowadzona niewiadomo gdzie.- Wzruszył ramionami i po tym zapadła między nami cisza. Siedziałam i zastanawiam się nad jego planem. Wprawdzie wszystko jest dobrze przemyślane i po śmierci tak jak Patrice mogę być niewidzialna dla otoczenia. Jednak myśl, że opuszczam rodziców jakoś mnie przygnębiała. Może nie pochlebiałam zachowań ojca i matki ale mimo to ich kocham. Mama pewnie nawet, gdyby nie było ojca planowała ożenić mnie z jakimś szlachcicem. Lecz ona zrobiłaby to powoli, pozwalając mi wybrać przyszłego męża. A ojciec chce zapewnić mi życie w dostatku lecz nie popieram jego czynów. Nagle poczułam dłoń na policzku. Spojrzałam się na Patrice, który patrzał na mnie z troską.

-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj i zabiorę cię stąd. Życiem tego nie przypłacę, więc nie musisz się bać.- Parsknęłam mimowolnie śmiechem. Westchnęłam i położyłam dłoń na jego dłoni, którą trzymał na moim policzku.

-Wiem, wiem. Mimo wszystko martwię się tą całą sytuacja. Może jak będzie po wszystkim to odetchnę i zacznę nowe życie.- Wizja życia z Patrice była dla mnie przeszczęśliwa.

-Będzie dobrze.- Powiedział Patrice chociaż zdawało się, że mówił to również dla siebie.

-Em, Patrice.- Powiedziałam patrząc na niego niepewnie.- A możesz zrobić to co wczoraj. Chodzi mi o rękę.- Dodałam szybko. On uśmiechnął się i usiadł przede mną.

-Ależ oczywiście.- Jego dłoń, którą trzymał na kolanie od razu stała się koścista. Złapałam go za nią niepewnie w obawie, że się zaraz rozpadnie. Jednak jakimś dziwnym trafem kości trzymały się siebie. Dotykałam każdej kosteczki, nie wiedząc co o tym myśleć.

-Musisz długo nie żyć skoro możesz tak zrobić.- Powiedziałam wpatrzona w jego dłoń.

-Jak się nie mylę to już po roku takim się staje. Ale to prawda, nie żyję już dość długo. Później ci to opowiem.- Zobaczyłam jak drugą równie kościstą ręką łapie moją dłoń, całując po tym w jej wierzch.

-A ciało się jakoś zmienia po śmierci?- Zapytałam zaciekawiona tym faktem. Patrice spojrzał na mnie i chwilę się zastanowił.

-Jest to trochę dziwne zjawisko. Ogółem można jeszcze urosnąć. Mogą wyostrzyć ci się nawet rysy twarzy. Również rosną ci włosy. W twoim przypadku to nawet piersi. W sumie prawie nie czuje się, że jest się martwym. Tylko nie starzejesz się, nie musisz jeść ani pić, spać też zbytnio nie musisz. Chociaż odczujesz zmęczenie, gdyż takie zbieranie dusz jest nieco męczące. Można powiedzieć, że żyjesz dalej. Zmieniasz się, możesz zmienić wygląd. Po prostu już zawsze jesteś młoda i nic cię nie zabije. No jedynie, że podpadniesz Śmierci to możesz się pożegnać z życiem poza grobowym.- Zaśmiał się krótko na ostatnie słowa, pewnie sobie przypominając jakąś sytuację z tym związaną. Uśmiechnęłam się słysząc jego śmiech. Nie przyprawiał on o zimne dreszcze, a był po prostu szczęśliwy. Poczułam jego już normalne dłonie na swoich policzkach. Głaskał je delikatnie kciukami wpatrzony w moje oczy. Przez to spojrzenie poczułam spokój, a zarazem podniecenie. Przybliżył się powoli, prawą dłoń zsuwając na mój kark. Położyłam swoje dłonie na jego torsie, patrząc na niego z uwielbieniem, a moje policzki zaczerwieniły się od samego zbliżenia. Nasze usta stykały się niepewnie, by złączyć się w czułym pocałunku, który zmienił się w dość namiętny. Poczułam jak Patrice przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze i mimowolnie otworzyłam szerzej usta. Skorzystał z tego i wtargną do nich językiem. Zadrżałam pod wpływem tej rozkoszy i westchnęła głośno w jego usta. W głowie mi wirowało, w uszach szumiło, a serce waliło jak opętane. Nagle poczułam jak łapie mnie w pasie i przyciąga do siebie tak, że na niego opadłam. Mimo to nasze usta nie odchodziły od siebie na sekundę. Odsunęliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam powietrza. A może bardziej mi? Mimo wszystko leżałam wręcz tak na nim, a on składał pocałunki na mojej szyi.

-Patrice....Nie tutaj. I nie teraz.- Wymamrotałam. Pragnęłam tego ale nie teraz. To stanowczo za szybko. Patrice jakby zignorował moje słowa, gdyż dalej całował każdy minimetr mojej szyi. Powoli doszedł do mojego ucha.

-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałbym znaleźć się z tobą w łóżku, wycałować całe twoje ciało i doprowadzić abyś wiła się pode mną z rozkoszy, zapominając o całym otaczającym cię świecie.- Wyszeptał to uwodzicielskim tonem wprost do mojego ucha. Zrobiło mi się strasznie gorąco, policzki piekły niemiłosiernie, a serce waliło tak jakby miało za chwilę wyskoczyć mi z piersi. Chciałam coś powiedzieć lecz miękkie usta na moich uniemożliwiły mi to. Pocałunek był namiętny z lekką delikatnością. Nasze usta dotknęły się po raz ostatni. Spojrzałam wtedy spod wpół przymkniętych powiek na czarne tęczówki, w których iskrzyło się pożądanie i delikatność.

-Musisz doprowadzać mnie do takiego stanu?!- Zapytała z pretensją, a słowa ledwo wyszły z moich ust. Nadal miałam mętlik w głowie.

-Jakiego stanu?- Zapytał figlarnie, uśmiechając się kącikami ust.

-Takiego, że mam chaos w głowie i już teraz mam ochotę z tobą uciec.- Wymamrotałam odwracając od niego wzrok. Nie patrząc na niego wiedziałam, że uśmiecha się z mojego zawstydzenia.

-Może się przyzwyczaisz. I tak zamierzam nie jeden raz doprowadzić cię do takiego stanu, a konkretnie do takiego, w którym będziesz myślała tylko o mnie i zapomnisz nawet o codziennych sprawach.- Oparłam głowę na jego ramieniu próbując zakryć rumieniec. Jak powie jeszcze kilka takich zdań to bardzo szybko znajdę się w tym stanie.

-Ty lubisz się nade mną znęcać.- Powiedziałam w jego koszulę, a on parsknął śmiechem.

-Ależ oczywiście. To moje hobby. Interesujące nieprawdaż?!- Prychnęłam lecz uśmiechnęłam się. Mimo wszystko podobała mi się ta cecha charakteru u niego. Leżeliśmy tak w ciszy. Nie była ona niezręczna. Po prostu bycie przy osobie, którą się kocha jest relaksujące, odprężające, kojące nerwy i zmartwienia.

-Będę musiał się już zbierać.- Usłyszałam po jakimś czasie jego głos jakby zza mgły. Otworzyłam oczy i usiadłam, odklejając się od jego torsu. A było mi tak wygodnie i miło.

-Dlaczego? Przecież nie jest jeszcze późno.- Spojrzałam na niebo. Słońce dopiero powoli chyliło się ku zachodowi.

-Może dla ciebie ale dla mnie tak. Muszę wszystko pozałatwiać do naszego planu. Plus czeka mnie praca, którą zaczynam za niecałe 15 minut, a chcę się jeszcze przebrać.- Patrice wstał i rozciągnął się, po czy wyciągnął dłoń aby mi pomóc.

-A nie możesz trochę tego opóźnić? Wolałabym żebyś został.- Zamarudziłam niczym dziecko.

-I pomyśleć, że wcześniej mnie wyganiałaś, groziłaś strażą i kazałaś iść do diabła. Zaiste ciekawe.- Zrobił zamyśloną minę, przykładając palec do ust.

-Bo wtedy cię jeszcze nie znałam i uważałam za mordercę.- Uśmiechnęłam się z własnej szczerości. Patrice złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

-Przykro mi ale nic nie mogę zrobić. Muszę iść ale wrócę. Przyjdę dać ci buziaka na dobranoc. Tylko nie czekaj na mnie. Masz iść grzecznie spać.- W jego głosie słyszałam nutkę rozbawienia. Pocałował mnie w czoło, a potem w usta.

-No dobrze, dobrze. Tylko przyjdź.- Zrobiłam smutną minę lecz szybko zamieniła się ona w uśmiech. Nie mogłam się przecież na niego obrazić. Musi wypełnić swoje obowiązki. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek. Gdy już chciałam odejść zostałam jeszcze przyciągnięta do pocałunku, po czym Patrice z lekkim uśmiechem na ustach poszedł w tylko sobie znane miejsce. Westchnęłam i nieco rozmarzona wróciłam do domu.





Dzisiejsza „praca” poszła mi bardzo szybko. Nie przykładałem nawet uwagi komu zabieram duszę. Po prostu zabierałem i pędziłem dalej. Często zabierałem zbyt szybko ale nie przejmowałem się tym. I tak ta osoba miała umrzeć to po co przedłużać mu życie?! Do północy została jakaś godzina, a ja już wskoczyłem do swojego pokoju. Usiadłem nieco zmęczony na krześle i odetchnąłem. Te 3 godziny zleciały mi jak minuta. Ściągnąłem płaszcz przesiąknięty zapachem krwi i rzuciłem go na podłogę. Raz się rozkojarzyłem i dźgnąłem faceta. Od razu się jednak poprawiłem. I tak nie robiło to różnicy. Wstałem i wyciągnąłem z szafy wino. Nalałem w dwa kielichy i usiadłem ponownie, pijąc powoli.

-Stało się coś, że tak szybko się uwinąłeś?!- Usłyszałem po chwili. Joseph pojawił się i usiadł powoli na drugim krześle. Nie uraczyłem go nawet spojrzeniem, wpatrzony w jakiś punkt przede mną.

-Dobry wieczór.- Mruknąłem i wypiłem resztę wina z kielicha. Czułem, że Joseph mi się przygląda. No tak. Wyglądałem jakby wypompowali ze mnie całą energię i tak się nieco czułem.

-Dobry wieczór Patrice.- Powiedział wyraźnie. Czułem, że czeka na moje słowa. Westchnąłem przeczesując włosy dłonią.

-Muszę z tobą o czym porozmawiać Joseph.





Leżałam i czekałam aż przyjdzie. Jakoś nie mogłam zasnąć dopóki on się nie pojawi, uśmiechnie i pocałuje w policzek mówiąc „Dobranoc’. Obróciłam się na drugi bok patrząc na księżyc. Świecił dzisiaj naprawdę mocno i zdawał się być bliżej niż zazwyczaj. Wtem usłyszałam jakby szelest i cichy stukot, a po chwili do pokoju przez balkon wszedł on. Od razu szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy. Patrice podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie zdziwiony.

-Przecież mówiłem, że masz iść spać, a ty leżysz i się uśmiechasz. Miałaś być grzeczna Lili.- Stał z założonymi rękami na piersi i uśmiechał się lekko. Przez ten uśmiech widać było, że nie jest na mnie zły tylko się droczy. Usiadłam i poklepałam miejsce obok siebie.

-Nie mogłam zasnąć. Czekałam aż przyjdziesz i opowiesz mi bajkę na dobranoc.- Zachichotałam widząc jego zszokowaną minę.

-Jeśli lubisz bajki, które kończą się śmiercią to czemu nie.- Uśmiechnął się łobuzersko i usiadł obok, obejmując mnie jedną ręką w pasie. Od razu położyłam głowę na jego ramieniu, przytulając się.

-To już wolę żebyś tak tu sobie posiedział ze mną.- Wymamrotałam przymykając oczy. Usłyszałam jak wzdycha i pewnie po tym lekko się uśmiechnął. Po chwili poczułam jak kładzie dłoń na moim policzku i podnosi moją głowę do góry abym na niego spojrzała. Zarumieniłam się lekko pod wpływem jego namiętnego spojrzenia. Pochylił się i złożył kilka bardzo delikatnych pocałunków na moich ustach.

-Dobranoc Lili.- Cmoknął mnie w czoło i wstał.

-Już idziesz?!- Zapytałam z żalem. W końcu przyszedł jakieś 5 minut temu. Patrice ustał i spojrzał na mnie.

-Miałem przecież przyjść powiedzieć ci dobranoc, czyż nie?!- Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-N-No tak ale.....-Wprawdzie tak mówił ale myślałam, że zostanie nieco dłużej.

-Wiesz......Mogę zostać ale wolę robić coś ciekawszego nisz siedzenie i przytulanie się.- Przybliżył się do mnie wpijając w usta i kładąc. Poczułam jak jego dłonie suną po moim ciele. Wzdrygnęłam się i odepchnęłam go lekko od siebie, łapiąc oddech.

-Co....Co ty robisz?!- Powiedziałam nieco spanikowana.

-Jak to co? Jesteśmy w łóżku, sami, jest noc, wszyscy śpią. A ty jesteś tylko w tej koszuli, która teraz jest niepotrzebna i zasłania piękne kształty.- Wymruczał pochylając się i całując moją szyję. Ja natomiast miałam mętlik w głowie i zrobiło mi się gorąco. Złapałam się mocno jego koszuli.

-Patrice ja.....nie teraz....proszę.- Wymamrotałam, a w oczach pojawiły się łzy. Patrice przerwał całowanie mojej szyi i odsunął się, przyciągając mnie do siebie w uścisku.

-Wiem, wiem. Nie martw się i nie płacz. Poczekam aż będziesz na to gotowa. Plus wolę to zrobić jak już cię stąd wyrwę. No już. Nie płacz.- Głaskał mnie uspokajająco po plecach, mocno trzymając w ramionach. Po chwili uspokoiłam się i zrobiłam nieco śpiąca.

-Dziękuje. I przepraszam.- Wymamrotałam w jego ramię.

-Nie masz za co przepraszać. Po prostu jesteś młoda i boisz się tego. To zrozumiałe. A teraz połóż się i idź spać.- Niechętnie odsunęłam się od niego kładąc się, a Patrice przykrył mnie aż pod samą brodę kołdrą.- Dobranoc Lili. Słodkich snów.- Pocałował mnie w czoło i ustał na balkonie, zerkając na mnie. Uśmiechnęłam się do niego lekko zamykając oczy. Usłyszałam tylko cichy trzepot i nastała cisza, a z nią błogi sen.





Po powrocie do siebie rozebrałem się i wszedłem do wanny. Ciepła woda relaksowała moje ciało i umysł. To co miało nadejść nie wróżyło nic dobrego ale miałem nadzieję, że zakończy się dobrze. Nadal po głowie krążyła mi rozmowa z Josephem.....



-Muszę z tobą o czym porozmawiać Joseph.- Powiedziałem patrząc na niego z powagą. On usiadł nieco wygodniej, nalewając sobie wina.

-Mów. Słucham.- Powiedział spokojnie, patrząc na mnie uważnie.

-Chcę abyś zamienił jedną kobietę w kruka.- Powiedziałem od razu, nie mówiąc przed tym żadnej długiej i nudnej mowy, dochodząc do głównego wątku. Zapadła między nami cisza, przerwana przez Josepha.

-Czujesz, że ona nadaje się na pomocnicę?- Zapytał, a ja prychnąłem rozbawiony.

-Ona by nawet muchy nie skrzywdziła, a co dopiero zabić człowieka nawet odbierając mu tylko duszę.- Parsknąłem znowu.

-To dlaczego mam ją zamienić skoro jest dla mnie bezużyteczna?!- Czułem, że Joseph nieco się rozgniewał.

-Bo ja tak chcę i cię o to proszę. Zaopiekuję się nią i zmienię tak, że nie będzie miała oporów przed taką pracą.- Powiedziałem stanowczo.

-Kochasz ją i dlatego chcesz ją zamienić?!- Spodziewałem się, że Joseph odkryje prawdę.

-Tak. Chcę tego.

-Czyż ty oszalał Patrice?!! Wiesz jakie są kryteria żeby zostać krukiem. I wiesz doskonale, że nie mógłbyś jej pilnować, gdyż jesteś wyższy rangą. I wiesz, że podczas zamiany może się nie udać i po prostu umrze i ty nic z tym nie zrobisz?!! A co jak ci się znudzi?!! Może po prostu się zauroczyłeś. A potem co? Zabijesz ją i powiesz, że to był błąd?!! Co się z tobą dzieje?!!!!!

-Nie oszalałem i wiem to wszystko!!!!- Wykrzyczałem i wstałem.- Szybko mogę sprawić, że będzie nadawała się na zmianę i wszystko dobrze pójdzie. A miesiąc przerwy nie zaszkodzi mi w pracy. Jestem najlepszy i nauczenie jej zabijania bez mrugnięcia okiem będzie dla mnie pestką!! I to nie jest zauroczenie! Kocham ją i chcę z nią być, a ci nic do tego!! Ciesz się, że ci to mówię zamiast ukrywać swój związek z żyjącą kobietą!! Powinieneś się zgodzić i mi pomóc, a nie wymyślasz kontrargumenty na ten temat!!!

-Czy ty siebie słyszysz?!!!- Joseph również wstał i ustał przed mną.- Jesteś najlepszy, a takim zachowaniem pokazujesz jaki głupi. Dla tej jednej dziewczyny chcesz przestać być wzorem?!! Teraz jak zamieniam ludzi w kruki to po krótkim czasie mówią, że chcą być tacy jak ty. I co im teraz powiem? Że Pan Najlepszy, Pan Shadow zakochał się i woli siedzieć na łące z ukochaną trzymając się za rączki niż zabijać i torturować?!!! Ty przecież to kochasz!!! Cały czas widzę jak pojawiają ci się te iskierki i szeroki uśmiech na wieść, że możesz splądrować jakieś miasteczko i zabijać do woli. Mam wierzyć, że przez te kilka dni ci się odmieniło?!!!

-Wiem jak dziwnie może to wyglądać!!! Ale chcę tego i mam ku temu powody!!!! Więc daj mi po prostu przysięgę, że ją zamienisz, a ja zajmę się resztą!!! Tylko tyle od ciebie oczekuję i nic więcej!!!! Jeśli nie chcesz po tym ze mną rozmawiać to trudno!!! Nie musisz mi nawet dawać tych zadań specjalnych!! Po prostu się zgódź!!!- Wykrzyknąłem mu prosto w twarzy, patrząc wprost w jego oczy. Niejedna osoba już by się ugięła i przepraszała za swoje zachowanie ale nie ja. Patrzyłem hardo w jego oczy nawet nie mrugając. Po dłuższej chwili Joseph prychnął i po prostu zniknął.



Przymknąłem oczy czując jak znowu zaczyna mnie boleć głowa. Przez tą kłótnię nie wiem na czym stoję i co się po nim spodziewać. Westchnąłem głośno ze zirytowania i zmęczenia.

-Długo zamierzasz się kąpać?!- Usłyszałem i od razu się poderwałem. Joseph stał oparty o belkę i patrzał na mnie, a jego wyraz twarzy nic mi nie wskazywał. Pokiwałem tylko przecząco głową wstają i wychodząc. Wytarłem się szybko zarzucając cienki płaszcz na nagie ciało. Wskazałem mu krzesło i sam usiadłem, biorąc po drodze coś mocniejszego. Nalałem trunek do dwóch szklanek i siedziałem tak skulony, czekając na jego słowa.

-Wyglądasz koszmarnie.- Stwierdził Joseph po krótkiej ciszy.

-I tak się czuje.- Wymamrotałem, patrząc na niego smętnie. Joseph westchnął głośno i napił się trunku.

-Przemyślałem wszystko. Nadal nie rozumiem wszystkiego do końca ale zgadzam się. Mam jednak warunek. Chcę poznać twój plan.- Oparł głowę na dłoni i czekał na moją reakcję. Chwilę się jakby zastanawiałem, po czym westchnąłem i jednym haustem opróżniłem szklankę.

-Więc słuchaj uważnie.- Opowiedziałem mu od początku, czyli jak zaczęła się moja znajomość z Lili do mojego planu porwania i zamiany. Joseph nie wtrącał się tylko przytakiwał co jakiś czas w geście, że słucha i mam mówić dalej. Po moich wyjaśnieniach nastała cisza. Siedziałem i patrzałem się smętnie na szklankę.

-No dobrze.- Po jakiś 10 minutach, a dla mnie godzinie Joseph się odezwał.- Pomogę ci. Zmienię ja i pomogę w każdy możliwy sposób. A ty nadal wykonujesz swoją pracę w danym czasie i dalej chodzisz na zadania specjalne. I masz dalej być sobą i nie zmieniać się w jakiegoś charłaka. Zrozumiałeś?!- Patrzałem na niego szokowany. On się zgodził i chce mi pomóc. Patrzałem na niego i mrugałem w niedowierzaniu.

-Acha. No dobrze. Tak.- Wymamrotałem, gdyż nie mogłem skleić jakiegoś sensowniejszego zdania. Joseph parsknął śmiechem i poczochrał moje włosy, na co warknąłem i od razu zacząłem je poprawiać.

-Później mi się jakoś za to odwdzięczysz. A teraz do łóżka, bo jak wcześniej wspomniałem wyglądasz okropnie.- Joseph uśmiechnął się i nalał sobie nieco trunku od razu pijąc.

-Aaa~! Czyli chcesz się ze mną przespać w zamian za pomoc?! No dobra. Jaką pozycję preferujesz? Na misjonarza czy pieska??- Na moje słowa Joseph zaczął kaszleć, a ja zaśmiałem się pod nosem.

-Widzę, że sarkazm ci powrócił Patrice. I dobry humor.- Uśmiechnąłem się szeroko i wstałem. Zamiast się położyć usiadłem mu na kolanach.

-No wiesz dużo osób chce to ze mną zrobić. I to nie tylko kobiety. Muszę przyznać, że mam ciało doskonałe, więc się im nie dziwię. Ale tylko mojemu Bogowi mogę oddać swe ciało.- Powiedziałem teatralnie wstrzymując śmiech. Joseph uśmiechnął się nieco i po chwili wstał trzymając mnie jak pannę młodą. Zaskoczony przytrzymałem się kurczowo jego szyi. On zrobił kilka kroków i rzucił mnie delikatnie na łóżko. Złapał moje ręce przytrzymując je nad moją głową i rozwiązał mój płaszcza, który zsunął się ukazując moje ciało. Pochylił się nade mną.

-Lepiej uważaj, bo jeszcze spodoba mi się twoja propozycja i niebawem będziesz jęczał i wił się pode mną błagając o więcej. Dobrej nocy Patrice.- Wyszeptał po czym zniknął, a ja leżałem tak zszokowany. Gdy to powiedział przez moje ciało przeszedł dziwny dreszcz. Odsunąłem od siebie dziwne myśli, ściągnąłem do końca płaszczyk, przykryłem się kołdrą i zasnąłem. 
 A tu obiecana niespodzianka~! ^.^
Rysunek- mojego wykonania- przedstawia Patrice! <3 
Mam nadzieję, że i rozdział i rysunek się podobają~! ^.^
Liczę na komentarze~! ;*