piątek, 16 października 2015

Twin Blood 2- rozdział 8

Witam Serdecznie~! ^.^
No więc tak na początek kilka wyjaśnień i powiadomień z mojej strony.
Wstawiam dzisiaj rozdział z TB, gdyż nie napisałam chociaż strony z DM. Nic. Nul. Zero totalne. Nie wiem dlaczego ale jakoś nie mogę zacząć kolejnego rozdziału. -.- Do tego ten weekend mam zajęty, więc nawet miniaturki nie napiszę. Co do opowiadań to z TB mam już 13 rozdziałów i powoli brnę dalej. Z DM mam małe kłopoty, gdyż jakoś nie mogę skupić się na obecnej sytuacji i wszystko mi się plącze. Jak wszystko sobie poukładam i wrócą te emocje z DM związane to napiszę dalej. Ale nie zawieszam tego! Po prostu rozdział pojawi się pod koniec października-mam nadzieję. >.< 
Co do one-shotów i miniaturek to też na razie stoję. @.@ Mam w planach napisanie Shizayi i coś z KnB ale to są na razie plany. Plus mam jeszcze coś tam zapisane w zeszycie, więc jeśli znajdę kozła ofiarnego do przepisania albo sama się za to wezmę to oczywiście wstawię. :)
Plus mam pomysł na takie opo 3 lub 4 rozdziałowe ale prawdopodobnie zacznę je pisać w połowie listopada. Na razie skupię się na DM na którym bardzo mi zależy *.*
Plus chcę wstawić coś na Halloween, a na razie pomysłów brak :(
Możecie pisać swoje pomysły to może coś fajnego skleję. ;)
 Mam taką małą prośbę~!
Jeśli znacie jakieś nastrojowe piosenki to napiszcie proszę wykonawcę i tytuł w komentarzu. Albo wkleicie linka. Mój ulubiony zespół to The Gazette <3 Słucham również Miyaviego:* Ale również BigBang, Shinee, U-Kiss, Boyfriend, Born, Girugamesh, One OK Rock, MyName, SuG itp.
Muzyka jednak bardzo pomaga mi w pisaniu ale ostatnio nie mam nic nowego.
I to tyle z tych ważnych wiadomości. xp
Przypomnę o ankiecie i konkursie!!!
To wszystko od waszej zamotanej Kimie. ;p
Życzę wam zacnego weekendu~! ^-^
Enjoy~.....#Kimie

P.S. Rozdział dedykuję yaoistką~! Czyli również sobie samej :*

Od razu po szkole udałem się do willi, aby się ogarnąć na spotkanie z Iseyem. Przecież w mundurku nie pójdę. Musiałem odmówić Yuko i reszcie pójścia do kawiarenki. Oczywiście długo zajęło mi wybranie ciuchów. Zdecydowałem się na: jasno szare spodnie jeansowe, białą koszulę z krótkim rękawem, czarną skórzaną kurtkę i czarne buty za kostkę. Do tego kilka dodatków typu zegarek i złoty naszyjnik. Tak ubrany na spokojnie poszedłem w umówione miejsce. Na szczęście nikogo nie było, więc usiadłem na ławeczce. Po jakiś 10 minutach podjechał autobus. Wysiadło z niego kilka osób w tym Isey. Był ubrany w czarne jeansy, zieloną koszulę i kremową kurtkę. Zauważywszy mnie uśmiechnął się i podszedł.

-Ohayo~.- Przywitał mnie z uśmiechem.- Wstajesz czy będziesz tak tu siedział?- Spytał, przekrzywiając głowę w bok.

-Ta ławeczka jest nawet wygodna. Ale wstanę, bo nie chcę obyśmy się spóźnili.- Powiedziałem i leniwie podniosłem się z ławeczki. Od razu skręciłem w prawo i ruszyłem przed siebie.

-Gdzie spóźnili? I gdzie mnie tak ogółem zabierasz?!- Zapytał Isey, który dobiegł do mnie i szedł obok mnie.

-Niespodzianka urodzinowa.- Powiedziałem z uśmieszkiem. Isey natomiast spojrzał się na mnie przenikliwie.

-Zaryzykuje i dam się poprowadzić. Mam tylko nadzieje, że nie ma tam jakiś słodziutkich, różowiutkich rzeczy.- Powiedział  obrzydzeniem, a ja zacząłem się śmiać.

-O to się nie martw. No może później.- Powiedziałem nadal śmiejąc się pod nosem. Isey również się zaśmiał. Szliśmy rozmawiając na różne tematy. Po kilkunastu minutach zatrzymałem się.

-Zamknij oczy.- Powiedziałem, spoglądając na Iseya.

-Po co?- Spytał zdziwiony.

-Bo to ma być dla ciebie niespodzianka.- Wytłumaczyłem mu. Isey westchnął i zamknął posłusznie oczy.- Tylko nie podglądaj.- Dodałem, a on zaśmiał się krótko. Złapałem go za rękę i prowadziłem do celu. Po zaledwie 5 minutach doszliśmy do celu.- Otwórz oczy.- Powiedziałem. Isey posłusznie otworzył swe ślepka i zamarł. Przed nim stał stadion, na którym odbywały się dzisiaj pokazy motocyklowe.

-Wow~.- Wydukał nadal zszokowany.

-Chodź. Za chwilę się zaczyna.- Pociągnąłem go w stronę wejścia, gdyż najwyraźniej nie tylko mu mowę odjęło. Pokazałem wejściówki i po chwili siedzieliśmy na swoich miejscach. Przez ponad dwie godziny kilkanaście osób pokazywało różne sztuczki na motocyklach. Isei krzyczał i dopingował oraz wzdychał z zachwytu. Gdy wyszliśmy ze stadionu był cały nadal podekscytowany.

-Widziałeś jak on zrobił to salto w powietrzu!? To było ekstra! Albo jak tamten przeskoczył nad tymi samochodami! W pewnej chwili myślałem, że nie doleci.- Mówił Isey, wymachując rękoma na prawo i lewo.

-Cieszę się, że ci się podobało.- Powiedziałem z uśmiechem.

-Podobało?! To był najlepszy prezent ever. Dziękuje, że mnie zabrałeś.- Powiedział z szerokim uśmiechem.

-Nie ma za co. Przynajmniej na to poszliśmy i wejściówki nam się nie zmarnowały.- Stwierdziłem.

-Dlaczego miałby się zmarnować?- Spytał zdziwiony.

-Bo na początku chciałem iść ze swoim kumplem. Ale do niego rodzinka przyjechała i nie mógł się wywinąć. Samemu nudno tak iść. Więc gdybym cię nie poznał to te bilety poszły by do śmieci.- Odpowiedziałem mu z uśmiechem.- A teraz chodź. Nie wiem jak ty ale ja zrobiłem się głodny.- Powiedziałem głaskając się po brzuchu.

-To jednak dobrze, że na ciebie wpadłem. I tak. Jestem bardzo głodny.- Stwierdził wesoło. Szliśmy, rozmawiając o występach. Doszliśmy do pewnej kawiarenki.

-Damy przodem.- Powiedziałem, otwierając Iseyowi drzwi.

-Ale z ciebie dżentelmen.- Powiedział i wszedł do środka. Sam wybrał stolik w rogu sali. Zdjął kurtkę i usiadł. Ja oczywiście podążyłem za nim i również zdjąwszy kurteczkę usiadłem.- Ładnie tu.- Stwierdził Isei, rozglądając się po lokalu. Lokal był w kolorach brązu, a świece dodawały temu miejscu uroku.

-To ty się rozglądaj, a ja pójdę zobaczyć co mają dobrego.- Wstałem i ruszyłem do lady. Oczywiście przyszedłem tu wcześniej i zamówiłem coś specjalnego. Wróciłem do stolika z dwoma szklankami mrożonej herbaty.

-Dziękuje~. Wybrałeś coś?- Spytał Isey, by po chwili się napić.

-Tak. Za chwilę przyniosą.- Powiedziałem jak gdyby nigdy nic. Po chwili kelnerka przyniosła mały torcik z zapalonymi na nim świeczkami. Postawiła go przed Iseyem.

-Wszystkiego Najlepszego Isey-san. Życzę smacznego.- Ukłoniła się i poszła. Isei natomiast patrzał się na tort oniemiały.

-Wszystkiego Najlepszego Isey. Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki.- Powiedziałem z uśmiechem. Iseyontko uśmiechnęło się perliście i zdmuchnęło świeczki.

-To mnie zaskoczyłeś. Dziękuje bardzo mocno~!- Powiedział nadal uśmiechnięty. Ja natomiast pokroiłem ciasto i podałem mu kawałek. Wziął kęs do buzi.

-Mmmm~. To jest przepyszne.- Stwierdził rozmarzonym głosem i zabrał się za jedzenie tortu.

-Sam wybierałem więc musi być pyszne.- Stwierdziłem i również powoli jadłem ciasto. Po kilkunastu minutach z ciasta zostały tylko okruszki. Oczywiście solenizant zjadł większość tortu.

-Najadłem się.- Isey aż westchnął.- Ale trzeba wstać i się przejść. Jutro mam imprezę rodzinną, więc będzie dużo dobrego jedzonka.- Stwierdził z uśmieszkiem. Zaśmiałem się na jego słowa.

-To ruszaj się, a nie wzdychasz.- Sam wstałem i ubrałem kurtkę. Isey leniwie wstał z krzesła, ubrał się i razem wyszliśmy z kawiarenki na spacerek. Rozmowa pochłonęła nas całkowicie. Mieliśmy dużo wspólnych tematów. Nie wiedzieć jak znaleźliśmy się na przystanku autobusowym, z którego startowaliśmy.

-Za ile masz autobus?- Spytałem, siadając na ławce.

-Za jakieś 10 minut.- Powiedział Isey, siadając obok mnie.

-Podobało się?- Spytałem, spoglądając na niego.

-Jeszcze się pytasz? Najlepsze przed urodziny. Nigdy takich nie miałem.- Powiedział z uśmiechem.- Co robisz jutro?- Zapytał nagle.

-Jestem wolny. A  co? Przecież jutro masz imprezę.- Powiedziałem zdziwiony.

-Wiem. Ale jeśli się nie mylę to dostanę nową deskę i będę ją chciał przetestować. Może poszedłbyś ze mną? Plose~.- Spojrzał się na mnie swoimi zielonymi paczadełkami. I jak mu odmówić?!

-Chętnie.- Odpowiedziałem.

-Więc jutro o 18 w tym miejscu. Masz grzecznie siedzieć na tej ławeczce.- Powiedział ze śmiechem. Wtedy podjechał autobus.- To ja idę. Do zobaczenia jutro i jeszcze raz dziękuje.- Powiedział i wstał.

-Czekaj!- Wstałem szybko i zatrzymałem go. Spojrzał się na mnie zdziwiony.- Proszę. Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego.- Wręczyłem mu mały pakunek.

-Nie trzeba było ale dziękuje. Na razie.- Wszedł szybko do autobusu i pomachał mi z uśmiechem. Oczywiście odmachałem mu i ruszyłem do siebie. Chociaż nie. Najpierw trzeba zaspokoić głód. Poszedłem na miasto, wyrwałem jedną dziewczynę, trochę ją podpiłem, a następnie sam się napoiłem. Oczywiście zostawiłem ją w hotelu, żeby nie spala na zewnątrz. W dobrym nastroju wróciłem do domu. Zastanawiałem się co upichcić i jak poszło Kiyoshiemu spotkanie z rodzeństwem. Oraz oczywiście o jutrzejszym spotkaniu z Iseyem.





Nastał sobotni poranek. Słoneczko przyjemnie grzało, a ja jeszcze spałem w moim jakże mięciutkim łóżku. Spałbym tak do południa, gdyby nie wejście smoka mojej kochanej rodzicielki o poranku.

-Kiyoshi! Pora wstać!- Przywitał mnie jej radosny okrzyk. Ja jako jej synuś miałem to jednak gdzieś.

-Moja kochana rodzicielko. Jest sobota, więc śpię do południa. Dobranoc. Życzę miłego dnia.- Wymamrotałem i obróciłem głowę w stronę okna.

-Mój kochany syneczku. Przypomnę ci, że wczoraj przyjechało twoje rodzeństwo i powinieneś z nimi zjeść śniadanie. Więc wstawaj, ubieraj się i schodź na dół leniuszku.- Powiedziała mamusia milutkim głosem. Ja natomiast obróciłem głowę w jej kierunku i spojrzałem na nią.

-Wstanę jeśli zrobisz mi kawę i omlet ryżowy.- Powiedziałem nadal sennie. Mamusia na to westchnęła głośno, jednak po chwili się uśmiechając.

-Dla mojego syneczka zawsze. Ale nie wyjdę z twojego pokoju dopóki nie wstaniesz i nie pójdziesz do łazienki.- Powiedziała, grożąc mi palcem. Ja na serio mam charakter po mamusi. Za to humor po tatusiu. Niechętnie musiałem wstać. Przetarłem oczy, rozciągnąłem się z wielkim ziewnięciem. Usiadłem, odrzuciłem kołdrę na bok i wstałem. Dlaczego moja mamusia patrzy się na mnie taka zszokowana? Po chwili przypomniałem sobie, że spałem bez piżamki.

-To ja idę wziąć prysznic.- Powiedziałem nic sobie z tej sytuacji nie robiąc. W końcu to moja matka. Po wzięciu prysznica i umyciu ząbków przyszedł czas na ubranie się. Po pięciu minutach zdecydowałem się na ciemnoniebieskie jeansy i biały podkoszulek. Przeczesałem włosy i leniwie zszedłem na dół. Przy stole siedział ojciec wraz z Hitomi, a mamusia krzątała się po kuchni.

-Tato, możesz powiedzieć swojej żonie aby mnie tak wcześnie nie budziła w weekendy?! Spać mi się chce, a ta robi wejście smoka.- Powiedziałem, podchodząc do stołu. Na moje słowa ojciec jak i moja siostra zaczęli się śmiać. Mama za to zrobiła groźną minę. Ja posłałem jej szeroki uśmiech.

-Ten weekend jakoś musisz wytrzymać. Ale postaram się w następne nie wypuszczać mojej żony z łóżka do południa.- Na słowa ojca ja i Hitomi zaczęliśmy się śmiać, a mamusia wywróciła tylko oczami i powróciła do szykowania śniadania. Ja w tym czasie usiadłem naprzeciw siostry.

-Co tam młoda?- Zapytałem siostrę.

-Nie mów na mnie młoda. A tak ogółem to dobrze.- Powiedział najpierw oburzona lecz posłała mi promienny uśmiech.

-Jesteś młoda i będę tak na ciebie mówił.- Wytknąłem jej język.

-To ile ty masz lat?- Spytała robiąc dzióbek.

-307. Więc jestem od ciebie starszy o 247 lat.- Na moje słowa opadła jej szczęka.

-A ja myślałam, że jesteś starszy o jakieś 100 lat. Ale to nie ważne. Wymyśl mi jakąś ksywkę albo mów mi po imieniu.- Powiedziała, robiąc słodkie oczka.

-To jak wymyślę to dam ci znać.- Puściłem do niej oczko.- Mamo~! Gdzie moja obiecana kawusia?- Bez marudzenia nie ma tego czego się chce. Usłyszałem tylko ciche „Chwileczkę”. Wtedy do kuchni wszedł mój drugi ojciec.

-Siema wujaszku.- Pomachałem do mojego chrzestnego.

-Poczekaj chwilę Kiyoshi.- Powiedział, co mnie trochę zdziwiło.- Droga bratowo. Wiec, że mnie się nie budzi w weekendy tak wcześnie rano. Weekendy śpi się do południa. Przyjmij to do siebie i już mnie tak wcześnie nie budź.- Na słowa wujka w trójkę zaczęliśmy się śmiać.

-Te geny tylko od strony ojca.- Stwierdziła moja mamusia. Wujaszek natomiast dosiadł się do radosnego stolika.

-Więc mamuś zapamiętaj. Mnie, wujaszka i ojca nie budź do południa.- Powiedziałem, nie mogąc powstrzymać śmiechu.

-Budziłaś mojego chrześniaka tak wcześnie?! Wstydź się kobieto, wstydź.- Przez Shikiego aż rozbolał mnie brzuch. Leżałem na stole i się śmiałem. Po chwili opanowałem się, ścierając łezkę.

-Humorek rodziny Ishikawa jest dziedziczny.- W tym momencie wszedł mój brat. I nie wyglądał na zadowolonego.

-Droga mamusiu. W weekend się odsypia. Śpi się do południa, a resztę dnia spędza się na wylegiwaniu. Można ewentualnie wieczorem pójść na spacer czy do klubu. Więc jeśli następnym razem przyjdziesz mnie budzić tak wcześnie rano to zacznę rzucać czym popadnie, a na koniec wypiję cały alkohol jaki jest w tym domu. Zrozumiałaś?- Braciszek dowalił. Ojciec, Shiki, Hitomi i ja chórem zaczęliśmy się śmiać. Chyba usłyszał nas cały klan. Każdy ścierał łzy szczęścia.

-Usiądź do stołu.- Powiedziała zrezygnowana mamusia. Ja jednak widziałem ten uśmiech. Satoshi przysiadł się do nas. Wtedy mamusia podała nam kawusie i herbatę dla mojej siostry. Od razu wziąłem kubek w łapki i upiłem łyk.

-Kawusia~.- Powiedziałem równi z Satoshim, co mnie troszkę zszokowało.

-Dwóch wielbicieli porannej kawy.- Powiedział melodyjnie wujaszek Shiki. My tylko wzruszyliśmy ramionami i dalej popijaliśmy kawusię. Jednak kawa robiona przez Rune jest lepsza, ale postanowiłem zachować to dla siebie. Mamusia podała śniadanie i w końcu do nas dołączyła.

-Mogę ci cos napisać na omlecie?- Spytała Hitomi ze słodkimi oczkami, trzymając ketchup w ręce.

-No dobra.- Podsunąłem jej swój talerz. Po chwili widniał na nim napis „Aniki”.- Siostra, nie podwyższaj tak mojego ego, bo zacznę chodzić niczym paw.- Stwierdziłem z uśmiechem. Ona uśmiechnęła się na to tylko. Śniadanie minęło nam w miłej atmosferze. Po śniadaniu udałem się do swojego pokoju. Po jakiś 15 minutach ktoś zapukał.

-Proszę!- Krzyknąłem, leżąc sobie na łóżku. Do pokoju weszła moja siostra z tacą.

-Mogę ci trochę poprzeszkadzać w leżakowaniu?!- Spytała, zamykając za sobą drzwi. Podeszła do łóżka, tackę kładąc na jej środku. Przyniosła dwie szklanki mrożonej herbaty i miskę chipsów. Wgramoliła się na łóżko, siadając naprzeciw mnie.

-Gdybyś nie przyniosła przekąski, nie wpuściłbym cię.- Stwierdziłem z uśmieszkiem.

-Pogaduszki bez czegoś dobrego to nie pogaduszki tylko sztywna rozmowa.- Niech tylko posmakuje wypieków Runiego, to zacznie mówić, że bez nich to nie są pogaduszki. Ułożyłem się wygodniej, biorąc łyk herbatki.

-Co cię do mnie sprowadza droga siostro?- Spytałem, patrząc się na nią uważnie. Ona wpatrywała się we mnie z otwartą buzią.- Mam coś na twarzy?- Po moich słowach otrząsnęła się i lekko uśmiechnęła.

-Nie, nic nie masz. Po prostu mama raz opisała mi twój wygląd. I jakoś nigdy nie mogłam wyobrazić sobie twoich oczu. Myślałam, że są brązowe, a to jednak prawda, że złote. Nigdy nie widziałam takich. I mam nadzieję, że się nie obrazisz jeśli powiem, że są piękne.- Zawstydziła się na swoje słowa, a mnie zamroziło. Hitomi mówiła to cicho ale z taką pasją, jakby opisywała najpiękniejszy kwiat świata.

-Tomi, przez ciebie czuje się jak dzieło sztuki. Tak kurwa drogie, że aż bać się dotknąć.- Powiedziałem nadal wstrząśnięty, a ona zaśmiała się perliście.

-Dziękuję, za fajną ksywkę. A co do twojej wypowiedzi to możesz się tak czuć. Masz w sobie złoto, którego strzeż uważnie.- Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Była bardzo podobna do matki. Tylko ona w porównaniu do mnie charakter ma po ojcu, czyli stoicki spokój i humorek.

-Ty chociaż coś o mnie wiedziałaś. Ja dopiero od kilku dni wiem, że nie jestem jedynakiem.- Powiedziałem uśmiechając się kącikami ust. Spojrzała się na mnie lekko zaskoczona.

-Możesz mi opowiedzieć co pamiętasz, do momentu....- Zamilkła, patrząc się tępo w swoje dłonie.

-Pewnie. W tej historii jest wiele szczęśliwych momentów. – Zaśmiałem się na samo wspomnienie. Przysunąłem się do Hitomi, kładąc głowę na jej kolanach. Zaskoczyłem ją tym ruchem.- No co?! Trochę tego jest, więc wolę się wygodnie położyć.- Uśmiechnąłem się do niej promieniście, poprawiając jej tym humor. Zaczęła przyczesywać moje włosy, a ja zacząłem opowiadać.





O dziwo wstałem dzisiaj bardzo wcześnie. Postanowiłem nie leżeć dzisiaj do południa w łóżku. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się- to zajęło mi trochę więcej czasu- po czym udałem się do kuchni. Wypiłem porcję krwi, po czym zająłem się za pieczenie. Wzięło mnie nie ma co. Zacząłem od rogalików. Każdy był z innym nadzieniem: czekoladowym, truskawkowym, brzoskwiniowym, wiśniowym, śmietankowym, porzeczkowym i orzechowym. Gdy nadziałem wszystkie rogaliki przygotowałem kawę. Jako pierwszy w kuchni pojawił się Doktorek. Gdy mnie ujrzał to aż mu szczęka opadła.

-Ja chyba śnię.....Rune o 9 rano w kuchni w sobotę........To na pewno sen.- Stwierdził bardzo zdziwiony. Ja nic nie powiedziałem, tylko podsunąłem mu kubek kawy pod nos. Wręcz zaciągnął się jej zapachem, biorąc kubek w łapki i upijając łyk.- Mmmm....Nie, jednak to nie sen. W śnie nie da się poczuć tego boskiego smaku.- Stwierdził i usiadł na ladzie. Zauważywszy rogaliki wziął jeden i ugryzł. Zamarł. Nie wytrzymałem i zaśmiałem się pod nosem.

-Halo~! Ziemia do Niko~!- Nadal się śmiejąc machałem mu dłonią przed nosem. Po chwili ocknął się, zaczynając przeżuwać kawałek rogalika.

-Zostaję dzisiaj w domu. Daj mi tylko miskę rogalików i z dwa kubki kawy. Siedzę i rozpływał się z rozkoszy.- Powiedział szybko, zajadają się rogalikiem. Wtedy dołączył do nas Will. Usiadł na krześle i westchnął ciężko. Ponownie nic nie mówiąc podsunąłem mi kubek kawy i talerzyk z rogalikiem. Najpierw powąchał kawę, potem rogalika. Wziął łyka kawy i duży kęs rogala. Dopiero gdy zjadł, odezwał się.

-Poproszę 10 rogalików, mistrzu cukierników i baristów.- Obaj z Niko zaśmialiśmy się na jego słowa.

-Oj Will, bo jeszcze przytyjesz.- Powiedziałem nadal rozbawiony, dając temu żarłokowi jeszcze dwa rogaliki.

-O to się nie martw. Zacznę biegać, więc utrzymam swoją sylwetkę.- Wywróciłem tylko oczami, robiąc sobie kawusię. Już chciałem się napić, gdy ktoś zabrał mi kubek z rąk. Spojrzałem na tą osobę i uśmiechnąłem się kącikami ust.

-No proszę. Kogo ja tu widzę.- Powiedziałem, kręcąc z niedowierzaniem głową.

-Siemka Ichi.- Powiedział Willi z uśmiechem.


 Ichi Sugiyama

„23” lata

24.09.1992r.

Wzrost:  1,82          Kraj: Japonia

Ciemnobrązowe włosy, piwne oczy

Hobby:












Dzień dobry. Witaj Rune~.- Powiedział milusim głosem, po chwili tuląc się do moich pleców, popijając kawę.

-Siemka Ichi. Wiesz, jest mi miło się tak przytulać ale chciałbym zrobić sobie kawę, gdyż moją mi zabrałeś.- Powiedziałem, patrząc na niego z ukosa. On zaśmiał się i pocałował mnie w czółko.

-Przepraszam Rune ale twoja kawa tak pachnie, że nie mogłem się już powstrzymać.- Uścisnął mnie i odsunął się, opierając się pośladkami o blat stołu. Zanim zrobiłem sobie kawę podałem mu rogalika z nadzieniem truskawkowy. Od razu rozpromienił się jeszcze bardziej o ile to możliwe. Zrobiłem sobie kawusię i usiadłem na blacie naprzeciwko niego.

-Gdzieś ty był tak w ogóle?!- Spytałem. Ustani raz widziałem go, gdy wyjeżdżałem z Francji. Po tym nie dał znaku życia.

-Jakiś miesiąc po twoim wyjeździe pojechałem do Indii. Wróciłem wczoraj. Właśnie~! Mam coś dla ciebie!- Olśniło go nagle i z rogalikiem popędził na górę. Wrócił po chwili z wielkim koszem i położył go obok mnie. Mój nos już wiedział co to jest. Odsunąłem ściereczkę, a moim oczom ukazały się różne przyprawy. Ichi często mi coś kupował, miedzy innymi przyprawy. Od razu zauważyłem laski wanilii i cynamonu, curry, chili, szafran i tym podobne. Wziąłem cynamon, wąchając go. Uwielbiałem ten zapach. Już w głowie ukazywały mi się przepisy na jabłecznik, tarty, lody cynamonowo-czekoladowe i zapiekankę z ryżem.

-Jednak te twoje wycieczki są przydatne. Wybaczam ci to nie odzywanie się przez kilka miesięcy i dziękuje za prezent.- Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem. Ichi patrzył na mnie oczekująco. Wywróciłem oczami i wstałem. Podszedłem do niego i dałem mu całusa w policzek. Dopiero wtedy się uśmiechnął.

-Dziękuje za wybaczenie, przepraszam za nie odzywanie się oraz nie ma za co za prezent.- Zaśmiałem się i podałem mu jeszcze jednego rogala. Przyjął go, całując wierz mojej dłoni.

-Nie chcę przerywać waszej sielanki ale......Wypad z kuchni.- Powiedziałem poważnym tonem.- Macie zakaz wchodzenia tu, dopóki nie skoczę tego czego chcę.- Powiedziałem z założonymi rękami. Will i Niko od razu ewakuowali się prawdopodobnie do gabinetu Doktorka. Ichi natomiast najpierw odłożył pusty kubek do zlewu, po czym objął mnie w pasie.

-Stęskniłem się za tobą.- Powiedział, patrząc w moje oczy.

-Wiem, wiem. Ale teraz wypad z kuchni. Nawet ci nie odpuszczę.- Powiedziałem, uprzedzając jego pytanie. Westchnął i zrobił smutną minkę. Nie mając innego wyboru przytuliłem się do niego. Od razu odwzajemnił uścisk. Chwilę się tak do siebie tuliliśmy, po czym Ichi dał mi buziaka w czoło, policzek i nos i wyszedł z kuchni.

-Do zobaczenia, Piękny~!- Krzyknął jeszcze i poszedł do swojego pokoju. I tu pewnie nasuwa się kilka pytań.

1.    Czy Ichi jest twoim chłopakiem?

Nie. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

2.    To dlaczego się tak do siebie tulicie i całujecie się?

Nie ma powodu. Po prostu tak robimy.

3.    Czy jesteś gejem?

Nie. Jestem biseksualny.

4.    Więc o co w tym wszystkim chodzi?

Już wyjaśniam. Ichiego poznałem 2 lata przed poznaniem

Kiyoshiego i bliźniaków. Jako dwa wampiry szybko się ze sobą zgadaliśmy. Po roku Ichi wyjechał chuj wie gdzie i nie odzywał się przez 5 lat. Szybko dowiedział się, gdzie wyjechałem i przyjechał. Oczywiście chłopacy patrzeli na niego jak na ducha, a ja od razu walnąłem go w ten głupi łeb, za milczenie przez ten czas. Oczywiście przedstawiłem im sobie i szybko się z Ichim zaprzyjaźnili. Jakoś krótko po tym Ichi zaczął się do mnie przystawiać, a pewnego wieczoru powiedział, że mu się podobam. Będąc pod wpływem alkoholu (obaj byliśmy) zaczęliśmy się całować. Do niczego innego nie doszło. Następnego dnia powiedziałem mu, że nie chcę się ingerować w związek. Było mi to po prostu niepotrzebne. Zrozumiał ale i tak się do mnie przymilał. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz w rutynę wpadło nam przytulanie się i dawanie sobie całusów, mówienie słodkich słówek i dawanie prezentów. Od czasu do czasu całowaliśmy się ale do niczego innego nie dochodziło. Czasami pozwalałem Ichiemu na coś więcej, np. na macanie moich pośladków czy dotykanie mnie po torsie. Nie robiliśmy tego, gdy któryś z nas był akurat w związku. Ichi to był nawet raz zaręczony ale do ślubu nie doszło, gdyż przyszła panna młoda zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach. Klika dni udawał załamanego, a potem wyjechał z nami do Chin. Tak oto wygląda ta sytuacja. Wracając do spraw kuchennych. Założyłem fartuch (bez falbanek) i wziąłem się za robienie pralinek i musu czekoladowego i tarty owocowej. Jestem wielozadaniowy. Była godzina 15, gdy wszystko skończyłem. Zrobiłem pralinki, mus, tarte owocową, ciasto bezowe z kremem cytrynowym, babeczki czekoladowe z budyniem i mini paszteciki z mięsem i grzybami. Jedną porcję pralinek włożyłem do ładnego pudełka i schowałem przed tymi sępami. Kolejną porcję schowałem do lodówki z napisem „Zjedzenie grozi śmiercią”, a resztę włożyłem do koszyczka. Pralinki, babeczki i paszteciki położyłem na stoliku w salonie. Mus i ciasto schowałem do lodówki, a tarta musiała wystygnąć. Zdjąłem fartuszek i posprzątałem. Dopiero wtedy zawołałem chłopaków. Jako pierwszy wbiegł Will i wręcz rzucił się na paszteciki. Położył się na kanapie z rozanieloną miną. Za nim wszedł śmiejący się Niko, który usiadł w fotelu z babeczką. Albo mam zwidy albo Niko wtapiał się w fotel. Po nich wszedł Ichi i rozsiadł się na wolnej kanapie. On nic nie wziął tylko wpatrywał się we mnie. Westchnąłem i podszedłem do niego, siadając mu na kolanach. Wziąłem pralinkę i włożyłem mu do buzi.

-Mmmm.....Mistrz Rune z całej okazałości.- Wymruczał tuląc mnie do siebie.

-Od jutra zaczynam biegać. Runiemu wzięło się na pichcenie to trzeba zacząć ćwiczyć.- Stwierdził Willi, wcinając już 3 pasztecika. Ichi chciał mnie nakarmić czekoladką lecz odmówiłem. Spojrzał się na mnie zdziwiony.

-Ichi, ja samym smakowaniem się najadłem.- Jego twarz zamieniła się w determinację i prośbę. Czyli nie wypuszczę cię, dopóki nie zjesz czekoladki. Patrzałem to na niego to na czekoladkę. Wiedząc, że nie wygram wziąłem do ust smakołyk. Trochę rozpuścił się w jego palcach, dlatego postanowiłem to zlizać. Niech się dziecko cieszy.

-To ja was tu z tym zostawiam i idę się ogarnąć.- Wstałem i ruszyłem w stronę schodów.

-Wybierasz się do Kiyoshiego?- Spytał Nikoś.

-Nie. Mam spotkanie.- Powiedziałem i ruszyłem do siebie. Przebrałem się i zszedłem do dół. Niko i Will byli pochłonięci rozmową, za to Ichi przyglądał mi się uważnie. Wiem, że wyglądałem bosko w czarnych obcisłych jeansach, luźnej białej bluzce i granatowej marynarce na krótki rękaw. Poszedłem do kuchni i wziąłem 4 rogaliki, po czym udałem się do wyjścia. Po drodze wysłałem Ichiemu całusa z uśmiechem. Aż kiwał z niedowierzaniem głową. Spacerkiem dotarłem do przystanku autobusowego i rozsiadłem się na ławeczce. Była godzina 17:55 więc za chwilę powinien się pojawić. Pojawił się o 18:40 cały zdyszany.

-Przepraszam~! Przepraszam. Przepraszam.- Mówił nadal normując oddech.- Moja ciocia tak się mnie uczepiła, że nie mogłem się odkleić. Na moje szczęście mama coś od niech chciała, więc się wymknąłem.- Usiadł koło mnie. Był cały czerwony na twarzy.

-Nic nie szkodzi. Zapomniałem ci dać swój numer. Tak to byś chociaż zadzwonił. Masz szczęście, że jest wiosna. W zimę już bym pewnie przymarzł do ławki.- Zaśmiał się na moje słowa.- To idziemy?- Spytałem widząc, że już jest spokojny.

-Pewnie~!- Powiedział wesoło i wstał.- Patrz na to cudeńko.- Podstawił mi pod nos swoją nową deskę.

-Widać, że prosto z fabryki.- Zaśmiałem się, za to on prychną. Złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć. Wręcz biegliśmy, a ja nie wiedziałem gdzie. Po chwili lekko zdyszani dobiegliśmy do miejsca dla skaterów. Od razu zaczął jeździć. Usiadłem na ławce, przyglądając mu się. Cieszył się jak małe dziecko. Po ok. 30 minutach zaprzestał testowania prezentu i usiadł obok mnie.

-Deska zdaje test?- Spytałem z uśmiechem.

-Oj tak~! Właśnie~!- Krzyknął, jakby go olśniło.- Dziękuje za prezent. Popatrz.- Wysunął ręce w moją stronę. Na nadgarstkach widniało kilka bransoletek.

-Widzę, widzę. Nie ma za co. I jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego.- Bo w końcu dopiero dzisiaj są jego urodziny.

-Dziękuje~!- Powiedział melodyjnie i przytulił mnie. Zaśmiałem się na jego zachowanie lecz odwzajemniłem uścisk. Po tym Isey opowiadał co dzisiaj się wydarzyło. Jadaczka się mu nie zamykała. W pewnej chwili przypomniało mi się, że mam za sobą rogale. Wyjąłem jednego i zatkałem nim jego buzię. Przez chwilę siedział tak z nim w buzi. Jednak ugryzł go i zaczął żuć. Po krótkiej chwili po rogaliku zostały tylko okruszki.

-Jeszcze~!- Stwierdził wesoło i obrócił się przodem do mnie.

-Aż tak ci zasmakowały?- Spytałem, wyjmując kolejnego rogala.

-Mhm! Są o wiele lepsze od mojej mamy, która mimo to jest mistrzem w gotowaniu. A~!- Otworzył buzię, gdy podsunąłem mu rogala pod nos. Ugryzł i z uśmiechem zaczął się nim delektować.- Gdzie je kupiłeś?- Spytał i ponownie wziął kęs.

-Nie kupiłem. Sam je zrobiłem.- Na moje słowa aż przestał jeść. Szybko przeżuł i połknął kawałek rogala.

-Jeśli sam nauczyłeś się je robić to uważam cię za mistrza. Ja w kuchni jestem kaleką. Jedyne co potrafię zrobić to herbata, kakao i kanapki.- Powiedział zszokowany moim wyznaniem.

-Dziękuje za komplement. I mogę ci nauczyć gotować. Na początku jakieś proste rzecz- Zaproponowałem, a mu zaświeciły się oczy.

-Jej~!- Rzucił się na mnie i mocno się przytulił.- Zostanę mistrzem świata w gotowaniu~!- Stwierdził na co obaj zaczęliśmy się śmiać. Potargałem mu włosy, na co prychnął i odsuną się ode mnie. Szybko poprawił swoje włosy lecz nagle zrzedła mu mina.- Co się stało?- Spytałem zdziwiony jego nagłą zmianą nastroju. Wskazał dziewczynę, która szła kilkanaście metrów od nas.

-To moja była.- Powiedział trochę zmieszany.

-Co w związku z tym?!- Spytałem nadal nie rozumiejąc tej sytuacji.

-Zerwałem z nią jakieś dwa tygodnie temu. Mimo to ona nadal chce być ze mną. Przymila się do mnie i takie tam. Mam już tego dość. Jakby nie mogła zrozumieć, że nic do niej nie czuje.- Westchnął ciężko. Jak ja nie lubię takich natrętnych lasek. Mówi im się, że koniec a one swoje. Spojrzałem ponownie w tamtą stronę. Dziewczyna najwidoczniej nas zauważyła, gdyż szła szybkim krokiem w tą stronę.- O nie.- Jęknął niezadowolony Isei.

-Cześć Isei~!- Powiedział słodkim głosikiem. Miała ona średniej długości blond włosy, ciemne oczy i lekko ciemna cerę- pewnie korzystała z solarium. Miała pokaźny biust, smukłą sylwetkę i długie nogi. Na twarzy wręcz tona tapety. Czyli typowa lalunia. Chciała go przytulić lecz odtrącił ją rękom.

-Cześć Manami. – Powiedział znudzonym głosem. Dopiero teraz dziewczyna mnie zauważyła.

-Kto to?- Spytała, wskazują na mnie palcem.

-To jest....- Zaczął Isey lecz nie wiedział jak mnie przedstawić. Postanowiłem raz na zawsze odgonić tą dziewczynę od Maleństwa.

-Jestem Rune. Jestem chłopakiem Iseya.- Powiedziałem z uśmiechem. Dziewczyna jak i Isey rozszerzyli uczy ze zdumienia.

-Czy to prawda?- Spytała się po chwili Manami, odzyskując chyba głos. Isei najwyraźniej zrozumiał aluzję, gdyż uśmiechnął się do mnie zawadiacko.

-Tak. Jesteśmy parą od niedawna.- Powiedział z uśmiechem. Na dowód przybliżył się do mnie, siadając na mnie okrakiem i wtulając się w mój tors. Objąłem go w pasie, całując go w czoło.- Nie chce być niemiły ale przerwałaś nam naszą randkę.- Powiedział Isei z lekkim oburzeniem.

-Nie wierzę.- Powiedziała zszokowana.

-To uwierz.- Odciąłem jej się.

-Ale kłamiesz Isei.- Stwierdził z prychnięciem i uśmiechnęła się chytrze.- Więc jeśli jesteście parą to się pocałujcie.- Powiedział, a ja poczułem spięcie Iseia. Postanowiłem jednak zakończyć jego męki. Dwoma palcami złapałem go za podbródek aby na mnie spojrzał. Pocałowałem go delikatnie, by po chwili wpić się w jego usta. Na początku Isei nie odpowiadał na pocałunki. Dopiero po krótkiej chwili powoli i trochę niezdarnie zaczął je oddawać. Całowalibyśmy się tak dłużej lecz przypomniałem sobie o tej natrętnej dziewczynie. Niechętnie oderwałem się od słodkich ust Iseia. Miał on lekko zamglone spojrzenie i oddychał płytko. Spojrzałem na dziewczynę, która patrzyła na nas zszokowana. Prychnęła i szybkim krokiem od nas odeszła.

-W końcu będziesz miał od niej spokój.- Stwierdziłem z uśmiechem.

-He~?!- Isey patrzył na mnie jeszcze swoimi zamglonymi zielonymi oczkami, by po chwili ocknąć się z letargu.- Ach~! Tak.- Również się uśmiechnął, pokazując swoje białe ząbki.

-Nie jesteś zły?- Spytałem, patrząc na niego uważnie.

-Dlaczego?- Spytał szczerze zdziwiony i przekręcił głowę w bok. Wyglądał jak niewinne dziecko.

-No za to, że powiedziałem, że jestem twoim chłopakiem. I za pocałunek.- Na moje ostanie słowo zarumienił się delikatnie. Aż miałem ochotę zrobić to ponownie.

-Nie, nie. Wręcz ci dziękuje za taki pomysł. Gdyby nie ty dalej użerałbym się z ta dziewczyną.- Zaśmiał się i podrapał nerwowo po karku.

-To się cieszę.- Powiedziałem z szczerym uśmiechem. Nagle Isey krzyknął i przechylił się niebezpiecznie w tył. Zdołałem go uchronić przed wypadkiem, łapiąc go w pasie i przyciągając blisko siebie.

-Co się stało?- Byłem zszokowany jego nagłym krzykiem.

-Bo przypomniałem sobie, że siedzę na tobie okrakiem. I sam nie wiem, dlaczego tak zareagowałem a nie inaczej.- Wymruczał w moją koszulkę. Czułem jak szybko bije jego serce. Nie wiadomo jak poczułem zapach jego krwi. Opanuj się Rune!!

-Nie strasz mnie tak. Mogłeś po prostu zejść. Zawału omal co nie dostałem.- Nie wiedzieć dlaczego Isey zaczął się śmiać.- A ty się jeszcze z tego śmiejesz.- Pokiwałem aż z niedowierzania głową. Mimo to również się zaśmiałem.- Wstawaj. Odprowadzę cię do domu.

-Hai, hai~.- Isey odkleił się od mojego torsu z dużym uśmiechem, nadal chichrając się pod nosem. Wstał i spacerkiem ruszyliśmy w drogę. Po drodze przypomniało mu się, że miał wrócić za godzinę, a była prawie 20. W biegu krzyknął mi „Dobranoc!” i tyle go na dzisiaj widziałem. Ja natomiast na spokojnie wróciłem do willi. Oczywiście po pasztecikach, babeczkach i pralinach nic nie zostało. Napiłem się krwi, wziąłem prysznic i w szlafroku poszedłem do salonu. Posprzątałem, napiłem się soku i zjadłem ostatniego rogalika. Ciekawe kto zjadł te 21 rogalików, które tu zostawiłem?? Po tym poszedłem do swojego pokoju i wślizgnąłem się pod kołderkę. Czując się tak zmęczony, jakbym przebiegł maraton od razu zasnąłem.

1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    wspaniale, nasz cukiernik szaleje sama chętnie bym się chciała załapać na te wypieki, cudeńka... nie budzi się Kiyoshiego rano szkoda tylko, że nie zawarczał... :)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń