Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #AoKi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #AoKi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 maja 2019

Po prostu razem- Aomine x Kise

 Witajcie~! ^^

Po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć. Może mogłabym zacząć jak zwykle ale nie było mnie 9 miesięcy. Ałł~! To aż boli. ;-; Naprawdę słowo "Przepraszam" chyba nic tu nie pomoże ale naprawdę PRZEPRASZAM~! Wiem, że nie dałam żadnego znaku, posta, czy wiadomości co się ze mną dzieje, bo nawet już trochę mnie na Fanpage'u nie było ale ja tu byłam. Tylko nie miałam weny i czasu na pisanie. Cóż, życie takie jest, że raz można wstawiać posta raz w tygodniu, a czasem wszystko ulatuje, bądź po prostu trzeba się skupić na prywatnym życiu i codzienności, niż na blogu i pisaniu. 
Szczerze to już miałam kilka prób powrotu ale naprawdę miałam dni, kiedy to zajrzałam na jakiś zaczęty rozdział i po prostu po chwili go zostawiałam, nic nie dopisując. Już nie mówiąc o dniach kiedy to w ogóle tu czy do zapisków nie zaglądałam. Ale moja wena i pomysły zaczęły powoli wracać, do tego w końcu nadszedł też czas aby przysiąść do pisania i tak oto skończyłam tego shota, którego zaczęłam rok temu (Miał być on na urodziny Kise, no ale wyszło jak wyszło :p). Myślałam o tym aby skończyć rozdział z Ferajny ale tam mam jeszcze mnóstwo do dopisania, więc wolałam skończyć to ^^

Teraz w sumie nie wiem, czy mam dalej kontynuować pisanie. Mam pomysły i myślę, że teraz nawet więcej czasu aby pisać dalej. Widzę, że zaglądaliście tu ale chcę znać waszą opinię czy dalej chcecie czytać moje opowiadania. Czy wybaczycie mi tą nieobecność i natchniecie swymi komentarzami? (Przez czas mojej nieobecności czytałam te starsze i one dalej mega mnie cieszą :D) Z jednej strony to jeszcze tu na pewno coś wstawię, bo po prostu chcę skończyć kilka opowiadań, jednak jeśli dalej chcecie czytać moje twory to dalej będę się starać ^^ Tym razem nie zniknę i naprawdę będę informowała was jak mi idzie z pisaniem ^^ Chociaż nie ma teraz G+ ale jest FP, więc będą powiadomienia o nowościach ;) Jedynie, że chcecie abym założyła konto na IG o.o 

Kiedy pojawię się z kolejnym postem to nie wiem ale bardzo, bardzo, bardzo się postaram aby jeszcze w tym tygodniu coś się pojawiło ^^ (Mam 3 rzeczy zaczęte, więc coś chyba uda mi się skończyć ;) ) 

Szczerze? To się stęskniłam ^w^ Za wami, za blogiem, za Tęczusiami ^^
Ao: Tyle kazać czekać -.- Siostra, wstydź się
Ja: Nie zapominaj, że jednak dalej mam koronę, Dai-chan :p 
Niji: I Akashiego za plecami XD
Akashi: Powinieneś wspierać siostrę Daiki, a nie ją karcić -.-
Ao: Dobra, dobra, okey~! <.< Wiem, że ciężko pracowała aby powrócić ^^
Kise: I jeszcze z nami wróciła, powinieneś czuć się zaszczycony :p 
Kuroo: Kimie ma nowe pomysły i nowy zapał do pisania, więc uważaj, bo zostaniesz zapomniany :p
Ao: Ja? Zapomniany? o.o 
Haru: Chyba mówiła o jakiś nowych paringach o.o
Ao:.... Kimie~!
Ja: Dai-chan późno jest, zamknij się proszę -.- O tym pogadamy później. Teraz już cisza, bo już ten początek przedłużamy. Shot czeka~! ^^
Ao: ... Idę się z tym przespać. Branoc~! ;) <Ciągnie Kise za sobą>
Kise: I ja jestem tym czymś? :p 
Ao: Za chwilę to poczujesz to coś ;) 
Kise: Baka~! >///<

Ja już mykam, bo późno, a muszę rano wstać (Dlaczego ja?!! ;-;) Czekam na wasze komentarze i opinie ;) 
Dobranoc/ Miłego dnia/ Miłego popołudnia ^^
Enjoy~! <3
#KimieKikui


Kolejny pokaz mody poszedł gładko. O ile można tak powiedzieć o bieganinie między wieszakami, masie żelu i lakieru do włosów, czekanie na makijaż w smugach dymu papierosowego i perfum, gorączkowe szukanie i poprawianie kreacji aby wyjść na dwie minuty na wybieg. Czasem wydawało mi się to beznadziejne i niepotrzebne jednak wychodząc na wybieg już gotowy czuję się wyjątkowo. Bo przecież ktoś zaprojektował te ubrania, długo pracował nad swoja kolekcją, a teraz ja mogłem ją pokazać światu. To naprawdę miłe uczucie.
Po skończonym pokazie i dostaniu podziękowań od projektanta i stafu, pojechałem do hotelu. Od razu ruszyłem do łazienki aby wziąć prysznic. Mimo przebrania się nadal czułem na sobie zapach papierosów i różnych perfum. Czułem się odświeżony zmywając z siebie to wszystko. Wyszedłem z kabiny, wytarłem się, wysuszyłem włosy, ubrałem się, dopakowałem walizkę i wyszedłem. Zamówiona wcześniej taksówka już czekała pod hotelem. Droga na lotnisko nie była długa i nieco później już siedziałem w samolocie. Spuściłem roletę w oknie i ułożyłem się wygodniej aby nieco się zdrzemnąć. Lot nie miał być długi, a godzinka drzemki mi się przyda.
Po wylądowaniu wziąłem swój bagaż i ruszyłem do wyjścia. Szybko złapałem taksówkę i pojechałem do domu. Zapłaciłem, wysiadłem z taksówki i ruszyłem do swojego apartamentu. Wpisałem kod, następnie wszedłem do windy, po chwili wysiadając na swoim piętrze.
-Hej.- Powiedziałem widząc stojącego pod drzwiami Aominecchiego.
-Hej.- Mruknął.
-Dopiero co z pracy?- Spytałem wychodząc z windy i podchodząc do niego.
-Mniej więcej. Jak pokaz?- Spojrzał na mnie kątem oka, wyciągając klucze z kieszeni.
-Jak zwykle dobrze i bez większych problemów.- Uśmiechnąłem się lekko.
Aomine otworzył drzwi, przepuszczając mnie przodem. Gdy tylko przekroczyłem próg zostałem popchnięty na ścianę, a moje usta zostały zmiażdżone w namiętnym pocałunku. Puściłem walizkę, która z hukiem opadła na podłogę. Zarzuciłem ręce na ramiona Aomine, dłonie wplątując w jego włosy i otwierając szerzej usta aby mógł swoim językiem pieścić moje podniebienie oraz język. Poczułem jak jego dłonie wślizgują się pod moją koszulkę, głaszcząc delikatnie plecy. Pocałunek był namiętny, żarliwy, dziki, pełen pasji, zapierający dech w piersi. Przyspieszone bicie serca, ciepło rozchodzące się po całym ciele, myśli skupione na przyjemności dawanej z tych lekko szorstkich ust i śliskiego języka. Oderwaliśmy się od siebie, dysząc głęboko. Daiki oparł swoje czoło o moje, kładąc dłoń na moim policzku. Spojrzałem w jego oczy, wtulając się w jego dłoń.
-Chodź.- Mruknął niskim głosem, przez który dostałem ciarek. Mogłem tylko przytaknąć głową, bo w tym momencie żadne słowo nie mogło wyjść z mojego gardła.
Czując dłonie Aomine na swoich udach podskoczyłem lekko aby opleć nogi wokół jego bioder. Otarłem się o niego i jęknąłem cicho, czując jego erekcję. Sam nie byłem w lepszym stanie i chciałem tylko ściągnąć w końcu spodnie.
Aomine ruszył w stronę sypialni, ponownie wpijając się w moje usta. Przylgnąłem do niego, mrucząc w jego usta, gdy ścisnął mój pośladek. Po drodze udało mi się ściągnąć buty, co w takiej pozycji nie było łatwe. Drzwi otworzyły się łatwo ale przejście przez nie, gdy jest się napalonym jest nieco trudniejsze. Zdołaliśmy bezpiecznie wejść do sypialni, nie nabijając sobie żadnych siniaków. Zostałem rzucony na łóżko i pozbawiony szybko koszulki. I tak Daiki był bardziej zainteresowany moją szyją i klatką piersiową niż ową koszulką. Mruknąłem czując pocałunki na szyi i obojczykach, przy czym ciągnę koszulkę Aomine aby mu ją ściągnąć. Ten pomógł mi się z nia uporać, dalej obdarowując mnie pocałunkami lecz teraz postanowił possać moje sutki.
-A~!- Jęknąłem zaskoczony, gdy ugryzł mnie.- Mmmm..... Szybciej.- Mruknąłem, ocierając się o niego. Mój członek pulsował niemiłosiernie i czułem, że jak zaraz nie ściągnę spodni to będę miał mokro. Aomine zamiast sunąć w dół podciągnął się wyżej, całując delikatnie moje usta.
-Taki niecierpliwy?- Mruknął z uśmieszkiem. Wiem, że drażnił się ze mną i najchętniej to bym na niego nakrzyczał ale jedyne co teraz chciałem to aby w końcu ściągnął ze mnie te cholerne spodnie.
-I to bardzo.- Prawie, że warknąłem. Polizałem go po dolne wardze, ocierając się o niego. Ten uśmiechnął się lekko, przejechał powoli dłonią po mojej klatce piersiowej i brzuchu i wtem mocno ścisnął moje krocze. Wygiąłem się w łuk, jęcząc i wypychając biodra w górę. Jeszcze raz tak zrobi a dojdę.
Tak się jednak nie stało. Aomine powoli odpiął guzik od moich spodni, rozpiął zamek i powoli ściągnął ze mnie niepotrzebne ubranie, wraz ze skarpetkami.
-Taki niedopieszczony. Aż już nieco pociekło.- Mruknął, całując moje podbrzusze i ściągając ze mnie bokserki.- Mam ci ulżyć od razu?- Spytał, a ja pokiwałem głową.- Naprawdę? Tak bardzo tego chcesz?- Usadowił się między moimi nogami, jednak zamiast zająć się moim pulsującym członkiem zaczął całować wewnętrzną stronę moich ud. Miałem ochotę już sam sobie ulżyć, chciałem jednak aby Aominecchi to zrobił. Chciałem poczuć jego dłoń oraz usta na swoim penisie. Chciałem aby zaczął go ssać i pieścić, doprowadzając mnie do największej rozkoszy.
Przegryzłem wargę. Nie chciałem się przed nim płaszczyć i prosić ale chyba nie miałem wyboru.
I już miałem ładnie powiedzieć "Proszę", gdy nagle Aomine wziął mojego penisa do ust i mocno sie na nim zassał, a dłonią ścisnął lekko moje jądra. To było dla mnie za wiele.
-A~!- Jęknąłem głośno, dochodząc. Bez uprzedzenia w jego usta, wypychając biodra w górę i drżąc na całym ciele. Przełknąłem ciężko ślinę i podniosłem głowę aby spojrzeć na Aomine, który powoli wysunął mojego penisa ze swoich ust i patrząc mi prosto w oczy połknął moją spermę, oblizując wargi. Poczułem jak mój penis na nowo robi się twardy. Jego spojrzenie pełne pożądania i namiętności było tak pięknym widokiem, że moja dziurka już zaczęła pulsować, a ciało drżało z podniecenia.
-Gotowy na więcej?- Mruknął Aomine, pochylając się i robiąc malinkę na moim podbrzuszu.
-Zrób to wreszcie.- Warknąłem, zachęcająco rozszerzając bardziej nogi.
-Mmm...Widzę, że bardzo tego chcesz. Aż tak nie możesz się doczekać, aż włożę swojego kutasa do twojej ciasnej dziurki aż do nasady? Tak bardzo chcesz abym cie pieprzył?- Daiki podniósł wyżej moje biodra, palcem masując moją dziurkę. Te słowa, powiedziane niskim głosem-  kompletnie odleciałem i chciałem aby zrobił to co mówił. Aby wszedł we mnie gwałtownie i głęboko, doprowadzając mnie do największej ekstazy. Od ostatniego razu nie minęło wiele czasu ale czułem się mega niedopieszczony.
Wtem poczułem jak Aomine liże moją dziurkę, po czym zagłębia w niej język.
-A~! Fuck~!- Jęknąłem głośno, odrzucając głowę w tył i zaciskając dłonie na kołdrze. Bardzo dobrze czułem jego język wijący się i zagłębiający w mojej dziurce. Do tego dłońmi ściskał moje pośladki.
-Ah~! Aominecchi~!- Jęknąłem, czując jego oddech.- S-Starczy.- Mruknąłem, drżąc. Z jednej strony nie chciałem aby przerywał. Z drugiej jednak chciałem dojść mając jego kutasa w sobie.
-Oh, a ja chciałem cię dobrze wypieścić, a ty chcesz tak szybko.- Powiedział z udawanym żalem, gdy wysunął już swój język. Wziął żel, wylał trochę na palce i od razu włożył dwa. Spiąłem się, zaciskając się na nich.
-Oj, rozluźnij się. Bo inaczej nie będzie szybko.- Mruknął Aomine. Opuścił moje biodra, podciągnął się i zaczął całować moją szyję. Rozluźniłem się, więc zaczął poruszać palcami aby mnie dobrze przygotować. Położyłem dłonie na jego plecach, głaszcząc i drapiąc go po nich na co odpowiadał mruczeniem. Wtedy poczułem coś, czego nie chciałem poczuć w tym momencie.
-Aominecchi... Dlaczego masz na sobie spodnie?- Spytałem z wyrzutem. Ten zaśmiał się i spojrzał na mnie.
-Hmmm... Może dlatego, że ich jeszcze nie ściągnąłem?- Uśmiechnął się lekko.
-To je migiem ściągaj.- Wręcz warknąłem.
-Może sam to zrobisz?- Mruknął, ponownie całując moją szyję.
Wyciągnąłem się nieco aby sięgnąć do jego bioder. Odpiąłem pasek, guzik i rozpiąłem rozporek. Zsunąłem nieco spodnie i wtem Aomine dołożył trzeci palec, muskając delikatnie mój czuły punkt. Zacisnąłem dłonie na jego spodniach, wgryzając się w jego ramię.
-Ściągniesz je w końcu?- Szepnął mi do ucha, dmuchając na nie swoim ciepłym oddechem, aż dostałem ciarek.
-Mhm.- Mruknąłem i ponownie wziąłem się za ściąganie jego spodni wraz z bokserkami. W końcu z warknięciem udało mi się zsunąć je do kolan, a dalej Aomine poradził sobie już sam. Widząc jego twardego penisa nie mogłem się powstrzymać i zacisnąłem na nim lekko dłoń, poruszając powoli w górę i w dół. Zacząłem jeszcze całować jego umięśniony tors, wzdychając i jęcząc cicho. Daiki jęknął zaskoczony, po tym mruknął i poruszył lekko biodrami.
-Mmm... Ha... Ah~!....- Jęczałem i wzdychałem. Robiło mi się coraz bardziej gorąco. Zwinne palce rozciągające mnie, umięśnione i smukłe ciało Daikiego, jego oddech na moim karku. Chciałem jednak aby Aomine był jeszcze bliżej mnie, chciałem poczuć go całym ciałem, każdym nerwem.
-Aominecchi....- Westchnąłem, przysuwając się do jego ucha.- Starczy. Wejdź w końcu we mnie.- Wyjąkałem do jego ucha.
-A poprosisz?- Wymruczał.
-Kurwa. Aominecchi~! Wypieprzysz mnie w końcu czy nie?!
-Z wielką przyjemnością.- Uśmiechnął się szelmowsko. Złapał moje biodra, przysunął bliżej siebie i wszedł powoli ale od razu do samej nasady.
-Oh~!- Wygiąłem się w lekki łuk, odrzucając głowę do tyłu i zamykając oczy.- Oh tak~!- Jęknąłem błogo. Uwielbiałem to uczucie bycia wypełnionym. Czułem jak penis Aomine idealnie wpasowuje się we mnie, jak ociera się o wrażliwe miejsca, jak głęboko mnie pieści. Nie było bólu a czysta rozkosz.
-Mmm... Nie zaciskaj się tak, bo nie mogę się ruszyć.- Mruknął mi do ucha Aomine wzdychając.
-Haa...Nie moja wina, że jesteś taki duży..... Mmmm...- Wziąłem głęboki oddech, próbując się nieco rozluźnić.
-Spokojnie.- Aomine spojrzał na mnie i zaczął składać na mojej twarzy delikatne pocałunki. Objąłem go i wychyliłem głowę aby sięgnąć jego ust. W tym momencie Daiki poruszył się we mnie. Jęknąłem w jego usta na ten nagły ruch, jednak sam poruszyłem biodrami aby dać mu znak, żeby nie przerywał. Aomine nie przerywając pocałunku zaczął się poruszać we mnie. Całowanie go stało się trudniejsze, przez moje jęki oraz jego westchnięcia lecz dalej ocieraliśmy się ustami.
Daiki wyszedł nagle ze mnie mnie i usiadł, ciągnąc mnie ze sobą. Wtuliłem się w niego i wpiłem w jego usta, od razu podciągając się aby napić się na jego członka.
-Ach~! Tak~!- Jęknąłem błogo ponownie czując jego członka we mnie. W tej pozycji czułem jak wbija się we mnie jeszcze głębiej.
-Jeszcze trochę brakuje.- Mruczy mi w usta, po czym przyciąga moje biodra do swoich i wsuwa się we mnie od do nasady.
-Aaaa~!- Jęknąłem głośno, zaciskając dłonie na jego plecach.- Tak.. głęboko....Haaa..... Mmmm.... Tak.. dobrze... - Podnoszę lekko biodra i opuszczam je, drżąc na całym ciele. Daiki postanawia mi pomóc wychodząc mi na przeciw. Przyspiesza i coraz mocniej wbija się we mnie. Nie mogę zrobić nic więcej jak obejmować go mocno i jęczeć z rozkoszy. Było mi gorąco, ciało drżało, gardło bolało od jęków, przed oczami wirował mi świat, a w głowie była pustka. Czułem wszystko, a tym wszystkim był Aomine obejmujący mnie mocno, złączony ze mną i szepczący moje imię między westchnięciami.
-Da...Daiki...Ach... Dai..ki...Ach~!- Już dłużej nie mogłem wytrzymać. Zacisnąłem się, objąłem go mocno i doszedłem na jego brzuch. Aomine zrobił jeszcze kilka pchnięć i doszedł głęboko we mnie, wtulając się w moją szyję. Obejmowaliśmy się tak przez dłuższą chwilę, normując oddechy i przypominając sobie kim i gdzie jesteśmy. Aomine położył mnie powoli i delikatnie i dopiero wtedy ze mnie wyszedł, kładąc się obok i sięgając po chusteczki aby się wytrzeć. Gdy to zrobił położył się na boku, rękę wkładając pod moją głowę. Pocałował mnie, głaszcząc mnie po brzuchu.
-Hmmm... Czy mówiłem, że się stęskniłem?- Spytał się, przerywając pocałunek.
-Hmmm....- Zacząłem się zastanawiać, w międzyczasie całując go.- Chyba nie.
-O. Więc....- Pocałował mnie.- Tęskniłem.- Zaśmiałem się z jego słów, wtulając się w niego.
-Ja też.- Uśmiechnąłem się i cmoknąłem go w policzek. Ach, ten Aominecchi~!

Nie było późno, a nam nie chciało się spać to też wzięliśmy prysznic, a następnie rozsiedliśmy się na kanapie w salonie. Ja szukałem jakiegoś fajnego filmu, a Aomine szykował przekąski.
-Kise.- Usłyszałem nad sobą. Odchyliłem głowę do tyłu i od razu poczułem usta Aomine na swoich. Z chęcią oddałem pocałunek.
-Trzymaj.- Daiki przerwał pocałunek i podał mi pudełko.- Sam robiłem.-Powiedział, siadając obok mnie. Otworzyłem pudełko, w którym były domowe lody, jak się nie myliłem to czekoladowe. Na wierzchu była polewa- pewnie malinowa- i posypka z orzechów i czekolady.
-Wow~!- Nie mogłem się powstrzymać i od razu posmakowałem.- Mmmm~! Pychotka~!- Cmoknąłem Aomine w policzek.- Przeszedłeś samego siebie.
-Oj tam, po prostu zmieniłem nieco składniki no i sos zrobiłem ze świeżych malin. Ale cieszę się, że smakuje.- Aomine objął mnie w pasie, biorąc łyk wina.- Wybrałeś już coś?
-Mhm. Więc wciśnij tylko play.- Mruknąłem, nie mogąc oderwać się od lodów. Posunąłem łyżkę pod nos Daikiego. Zjadł i przytaknął tylko głową.
Niby po prostu siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy film ale robiliśmy to razem. Odkąd zacząłem chodzić z Aomine, chociaż w sumie odkąd go poznałem, to każda chwila razem była dla mnie ważna. Nie ważne z kim, gdzie, co robiłem. Najważniejszy pozostawał dla mnie Aominecchi. Ale te chwilę spędzone tylko z nim były najlepsze, nawet jeśli to było właśnie oglądanie filmu. Bycie z nim, bycie razem, od tak- to najlepsze i najdroższe mi momenty.







czwartek, 29 marca 2018

"A-GU-GU~!"- Baby Buu~! EXTRA

Ohayo~! ^w^ 
Dawno mnie tu nie było, co nie? o.o Cztery tygodnie aż~! :o Ale spokojnie, ja żyję, chociaż moja wena trochę niezbyt żyła XD Ale to też może dlatego, że uparłam się aby skończyć tego shota :p Chociaż do tego dochodzą też inne sprawy, no i jednak brak weny x.x (I przekleństwo YT XD )

Plus nie jest to zwykły post. Ten post jest 200 postem~! O.O
200 postów~! :o 
Tylko tyle i aż tyle~! :D 

Z tej okazji dziękuje wszystkim Wam, którzy tu zaglądają, czytają, komentują, są i mam nadzieję, że będziecie dalej i dalej będziecie czytać moje teksty <3 :* 
Kto przeczytał wszystko jest Mistrzem XD 

Bądźcie ze mną dalej~! ^w^

Informacji w sumie nie mam i tylko mogę powiedzieć, że postaram się teraz wstawić coś o wiele wcześniej ale nie wiem co to będzie :p Co będzie to będzie~! :D I tak kochacie moje posty, co nie? :D (Aosiowa skromność XD) 

Co do tego shota to jedna uwaga- jest mega słodkie, więc nie radzę jeść nic słodkiego :p
I na pewno pojawi się jeszcze jeden dodatek do BB ;) (Później XD)

Już nie przedłużam i życzę Wam miłego czytania :* 
I jeszcze raz dziękuje~! :*
#Kimie

EDIT: Shot miał się pojawić wczoraj ale przy wstawianiu zorientowałam się, że nie napisałam jeden sceny XD (Tak to jest jak pisze się dość późno :p) Z góry przepraszam za błędy ale jest już późno i nie mam siły sprawdzać -.- Dziękuje za wyrozumiałość ^^ #Kimie


"Córeczka Tatusia"
 
Kolejne pranie włożone do pralki, więc pora powiesić to wyprane i sprawdzić co już wyschło. Nie zdąrzyłem jednak wyjść na balkon, a usłyszałem płacz. Poszedłem więc do pokoju, sprawdzić co się stało.
-Waaaaa~!- Mika leżała w łóżeczku płacząc głośno, a obok niej leżał smocznek.
-Co tam Malutka? Smoczek ci uciekł?- Spytałem z lekkim uśmiechem biorąc ją na ręce i wkładając do jej buzi smoczek. Od razu się uspokoiła.- Tak lepiej?- Przytuliłem ją do siebie. Chwilę ją bujałem, a gdy zauważyłem, że zasnęła odłożyłem ją z powrotem do łóżeczka i przykryłem pranie włożone do pralki, więc pora powiesić to wyprane i sprawdzić co już wyschło. Nie zdążyłem jednak wyjść na balkon, a usłyszałem płacz. Poszedłem więc do pokoju, sprawdzić ją kocykiem. Wyszedłem po cichu i poszedłem powiesić w końcu pranie. Kagamiego nie było,a musiałem zdążyć zanim Mika się obudzi, bo wtedy już na pewno będzie głodna.

Właśnie wyciągnąłem pranie, gdy usłyszałem szczęk zamka, a następnie dźwięk otwieranych drzwi.
-Tetsu?- Usłyszałem, więc wyszedłem na korytarz.
-Witaj w domu. Mika jeszcze śpi.- Powiedziałem od razu.
-Wróciłem. Dlatego wchodzę po cichu.- Kagami uśmiechnął się, po czym gdy zdjął buty podszedł do mnie i pocałował mnie krótko.- Wezmę szybki prysznic i zrobię nam coś na kolację. Na co masz ochotę?
-Na omlet ryżowy. Więc idź się wykąpać,a ja powieszę to pranie.- Wziąłem kosz z łazienki.
-Tetsu.
-Hm?- Spojrzałem na niego i zostałem jeszcze raz pocałowany.- Później.- Mruknąłem i poszedłem na balkon.
Zdążyłem ściągnąć część prania, gdy Mika znowu zaczęła płakać. Od razu do niej poszedłem. Teraz stała w łóżeczku, trzymając się barierki i patrzała na drzwi.
-Już się wyspałam tak?- Wziąłem ją na ręcę.- Ale najpierw to trzeba zmienić pieluszkę, co nie?- Położyłem ją na przewijaku, a ta od razu zaczęła płakać.- Szybko przebierzymy i pójdziemy się bawić, już, już.- Jak najszybciej się dało zmieniłem jej pieluszkę i śpioszki, po czym wziąłem ją na ręce ale mała i tak była niezadowolona.- A co to za łezki co? Już nie leżysz.- Powiedziałem wycierając jej policzki.
-A kto tu tak płacze?- Spytał Kagami wchodząc do pokoju.
-Mika, Tygrys przyszedł cię zjeść~!- Udałem przerażonego. Mika od razu przestała płakać.
-Zjem za chwilę tego słodziaka~!- Kagami zbliżał się powoli z wyciągnietymi dłońmi.
-Aaa~!- Mika zaśmiała się i próbowała uciekać, więć podreptałam z nią do tyłu.
-Nie.....uciekniesz~!- Powiedział Kagami zabierając ją ode mnie, obkręcając się z nią kilka razy.- Zjem~!- Zaczął udawać, że chce zjeść jej paluszki, a Mika śmiała się wesoło.
-Bada~!- Powiedziała i zasłoniła Kagamiemu usta.
-Nie mogę cię zjeć? A buziaka dostanę?- Wymamrotał Kagami. Mika wzięła rączki i dała mu buziaka.- Ale słodki~! To teraz idziesz z tatą się pobawić tak? Pomożesz mi w robieniu kolacji, co nie?- Spytał się jej.
-Łaaa~! Abu ga ga nii~!- Powiedziała po swojemu Mika.
-Tak, zrobimy pyszne jedzonko.- Zaśmiał się Kagami, dając jej całusa w policzek i ruszył z Małą do kuchni. Ja więc ruszyłem na balkon aby ogarnąć do końca pranie.
Szybko skończyłem i wróciłem do nich. Mika siedziała w swoim krzesełku i jadła jogurcik, chociaż miała go wszędzie. Kagami zaś z drugiej strony robił kolację.
-I co Mika, dobry jogurcik?- Spytał Kagami. Mika wzięła łyżeczkę, po czym zaczęła ją uderzać w miseczkę, przez co ta spadła na podłogę.
-Bum~!- Krzyknęła przechylając się do przodu.
-Miseczka zrobiła bum~! Jednak nie chciałaś jogurciku co?- Zaśmiał się Kagami.
-A bu~! Nana ni lu~!- Powiedziała wesoło Mika.
-To chyba znaczyło, że mama ma posprzątać.- Powiedział Kagami zerkając na mnie.
-Tata i Mika rozrabiają, a Mama ma sprzątać?!- Fuknąłem na nich, jednak podnisłem miseczkę i poszedłem po ręczniki papierowe.
-Ma~!- Krzyknęła Mika, bawiąc się łyżeczką.
-Mika ma łyżeczkę tak?- Spytałem ją, kucając obok niej. Mika chwilę gapiła się na łyżeczkę, po czym podsunęła mi ją pod usta.- Karmisz mnie?- Zaśmiałem się, biorąc łyżeczkę do ust.- Nie przepadasz jednak za serkiem brzoskwiniowym?- Na moje pytanie Mika tylko wytykała język. Zaśmiałem się i posprzątałem, wycierajc jeszcze Mikę z serka.
-Kolacja~!- Powiedział Kagami stawiając dwa omlety na stole.
-A dla Miki? Nie zrobiłeś jej kaszki?- Spytałem siadając do stołu.
-Spróbuję dać jej trochę omletu. Ostatnio jadła w sumie ryż z marchewką.- No tak, Mika już za miesiąc ma mieć roczek, więc dajemy jej więcej kaszek i temu podobnych rzeczy. A że Kagami to świetny kucharz- nawet rzucił pracę strażaka i zaczął pracować w takiej małej restauracji- to często gotuje coś dla Małej.
-Powiedz A~!- Podsunął Mice trochę omletu, który najpierw oczywiście podmuchał. Mika chętnie otworzyła buzię i wzięła omlet.- I jak?- Spytał Kagami po chwili, a Mika uśmiechnęła się szeroko.
-Chyba wszystko co jej dasz będzie jej smakować.- Powiedziałem, po czym nakarmiłem Mike.
-Mamy szczęście, że nie wybrzydza.- Kagami uśmiechnął się i również ją nakarmił.
Po zjedzonej kolacji Kagami chciał pomyć naczynia lecz Mika zaczęła piszczeć i wyciągać do niego rączki.
-Chcesz do Tatusia? Ale Tatuś musi pozmywać.- Odłożył naczynia i wziął ją na ręce.- Pobawisz się chwilę z mamusią, dobrze?
-Gha~! A bu~! Ijau~!- Jęczała Mika, trzymając się kurczowo koszulki Kagamiego.
-Ja już pozmywam. Ciebie nie było prawie cały dzień, więc pobaw się z nią.- Cmoknąłem Mike w rączkę, po czym poszedłem pozmywać.
-Jesteś pewien? Wiesz, ostatnio to tylko ty sprzątasz.- Powiedział Kagami idąc za mną.
-I zajmuję się naszą córeczką, gdy ciebie nie ma. A widzę, że ona za tobą tęskni.- Powiedziałem z uśmiechem, nakładając trochę piany na nos Miki, na co ta się zaśmiała.
-Skoro tak~! Tak bardzo Mika-chan tęskni za Tatusiem~? Trzeba wyłaskotać tą Kruszynkę tak~?- Kagami z uśmiechem zrobiłem jej samolocik.
-Iiiaaaa~!- Mika piszczała szczęśliwa.
-A może poczekamy na Mamusię i się wtedy razem pobawimy? Czy jednak damy Mamie czas wolny aby poleżała trochę w wannie? Jak sądzisz Mika-chan?- Spytał się Małej. Ta patrzała na mnie, trzymając się jednak jego koszulki.
-Tata~!- Krzyknęła wtem, a nas wmórowało. To było jej pierwsze słowo.
-Czy ona właśnie powiedzała "Tata"?- Spytał mnie Kagami, niedowieżając.
-Mhm. Jej pierwsze słowo.- Uśmiechnąłem się i cmoknąłem Mike w nos.- Ślicznie Mika-chan.
-Mama~!- Powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce.- Mama~!- Wziąłem ją na ręce i prztuliłem.
-Nasza dziewczynka szybko rośnie, co nie?- Spytał Kagami przytulając mnie od tyłu.
-Jestem pewny, że to ty będziesz płakał, gdy będzie miała iść do przedszkola.
-He?! Tetsu ty....
-Tata~!- Krzyknęła Mika, ciągnąc go za włosy.- Tata~!- Zaczęła się wiercić.
-A no tak, Tatuś miał się pobawić z Miką.- Kagami z uśmiechem wziął ją na ręce.
-Tata~!
-Tak, tak, idziemy się bawić. A co z Mamusią?
-Tata~!- Mika uparła się.
-Mamusia idzie się relaksować w wannie. Córeczka chce się bawić tylko z Tatusiem.- Z lekkim uśmiechem ruszyłem do łazienki.- Gdy zacznie się robić śpiąca to powiedz to przygotuję wodę.
-Hej, to ja mam dzisiaj już wszystko zrobić?- Spytał się Kagami.
-Mhm. Ja na dzisiaj mam wolne.- Powiedziałem i szybko zniknąłem w łazience.
Tak więc Kagami bawił się z Miką, potem ją wykąpał, ubrał, nakarmił i ululał do snu. A Mika ani razu mnie nie zawołała. W końcu to córeczka Tatusia to Tatusia dzisiaj męczyła. 






"Smile"

 
Spałem naprawdę mocno, więc trochę minęło zanim usłyszałem płacz.
-Co....- Mruknąłem przeciągając się i przecierając oczy. Wstałem i zaspany poszedłem do drugiego pokoju.- Co Słoneczko~? Już nie chcę spać? Ale Mamcia bardzo chce~!- Wziąłem płaczącą Natsuki na ręce. Spojrzałem na zegarek- 8:30. Czyli spałem tylko trzy godziny, bo o piątej karmiłem małą.
-A~!- Jęknęła Natsu.
-Pieluszka przecież sucha, na pewno nie jesteś głodna. Stęskniłam się za Mamusią tak? Bo jak Tatuś wychodził do pracy to spałaś.- Wytarłem jej łezki i przytuliłem ją, ruszając do kuchni aby zrobić sobie kawę. Na moje nieszczęście Shin-chan ma dzisiaj poranny dyżur w szpitalu, więc ze spania nici.
-Ma~!- Mruknęła Natsu, po czym zaczęła mi ślinić koszulkę. W końcu ząbki jej wychodzą.
-Ładnie to tak Mamusię ślinić?- Wziąłem gryzaka z kuchni i dałem jej go.- Natsu-chan sobie teraz to pogryzie, grzecznie siedząc na kanapie, a Mamusia zrobi sobie kawę i kanapkę.- Posadziłem ją na kanapie i poszedłem do kuchni. Jak dobrze, że kuchnie i salon mamy połączone.
Zdążyłem zalać sobie kawę i przeciąć bułkę na pół, gdy Natsu zaczęła płakać.
-Co się stało~?- Od razu do niej podszedłem i wziąłem ją na ręce. Od razu się uspokoiła.- Nie chciałaś sama siedzieć?- Ta w odpwiedzi dała mi buziaka.- Ale słodki buziak~! No dobrze, z mamusią zrobisz bułeczkę. I naleję ci soczku do butelki.- Wróciłem do kuchni i jedną ręką zrobiłem sobie bułkę i nalałem soku do butelki, po czym to wszystko zaniosłem do salonu. Położyłem Natsuki na kanapie, opierając ją o poduszki i dałem jej butelkę.
-Przynajmniej śniadanko dasz mi zjeść.- Zaśmiałem się, po czym wgryzłem się w bułkę.

Natsuki była dzisiaj naprawdę marudna i nie opuszczała mnie na krok ale zdołałem chociaż zrobić jakiś obiad i wyprasować jej śpioszki. Byłem naprawdę wykończony i śpiący. Siedziałem na dywanie, opierając się o kanapę, gdy Natsuki skakała sobie w chodaku.
-Babu lalami~!- Mówiła, trzymając misia w rączkach. Miała dziesięć miesięcy ale naprawdę szybko się uczy.
-Opowiadasz misiowi co ci się śniło?- Spytałem ją, ziewając głośno. I nie wiem nawed kiedy, a zasnąłem.

-Wróciłem.- Powiedziałem wchodząc do mieszkania ale nie usłyszałem odpowiedzi. Zdjąłem buty i marynarkę, po czym poszedłem do salonu, gdzie zastałem Takao śpiącego na podłodze i Natsuki siedzącą w chodziku i bawiącą się misiem.
-Abudi~!- Machnęła rączką w moja stronę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej.
-Cieszysz się, że Tatuś wrócił tak? To Tatuś tylko położy Mamusię do łóżka i wtedy pobawi się z Natsuki. Dobrze?- Spytałem, a ta dała mi misia.- Mam dać to Mamusi?- Ta w odpowiedzi zaczęła skakać. Uśmiechnąłem się lekko, po czym wziąłem Takao na ręce i zaniosłem do sypialni. Słyszałem, że wstawał w nocy, więc pewnie Nastuki nie dała mu pospać. Przykryłem go kołdrą i wróciłem do salonu.
-Natsuki a pójdziesz z Tatusiem na spacer?- Spytałem, biorąc Małą na ręce. Ta uroczyła mnie szerokim uśmiechem. Przebrałem więc ją, spakowałem co najważniejsze do wózka i wyszedłem z nią na spacer i na małe zakupy.
Natsuki była bardzo roześmiana i gadatliwa i wszystko ją interesowało. Zdecydowanie miała to po Takao. Z racji iż było ciepło to pochodziliśmy nieco dłużej, po czym wróciłem do domu, nakarmiłem ją, a następnie bawiliśmy się na dywanie. Raczkowała wesoło po nim, a nastepnie siedziała i podawała mi zabawki, śmiejąc się wesoło.
-Nana~! Ninini.- Gadała po swojemu. Wtem wstała lecz zachwiała się ale szybko ją złapałem. Chwilę tak stała zszkowana, po czym uraczyła mnie szerokim uśmiechem. Może miała dopiero pięć ząbków ale jej uśmiech był przeuroczy.
-Chodź do Tatusia.- Wziąłem ją na kolana, przodem do siebie. Ta od razu próbowała ściągnąć moje okulary.- A wiesz, że nie wolno zabierać Tacie okularów, prawda? Masz lalkę.- Dałem jej szmacianą laleczkę, na co bardzo się ucieszyła.
-Natsuki~!- Takao wręcz wybiegł z sypialni przerażony.- Och, Shin-chan. Uff~!- Odetchnął i podszedł do mnie.- Kiedy wróciłeś?
-O drugiej. Zasnąłeś na dywanie.- Na moje słowa spóścił głowę.- To nic. Wiem, że się nie wyspałeś, a Natsuki i tak nic się nie stało. A skoro wstałeś to idź coś zjeść.- Pomiziałem go po głowie.
-Natsu-chan była grzeczna?- Spytał i przybliżył się. Mała od razu się uśmiechnęła i wyciągnęła do niego rączki.
-Tak. Byliśmy na spacerze nawet i była bardzo rozgadana.
-Co wszystkim naopowiadałaś~?- Spytał się Takao z uśmiechem, na co Natsuki się uśmiechnęła tylko.
-Idź jedz, a ja się z nią pobawię.
-Dobrze~! Ale najpierw....- Powiedział Takao, po czym mnie pocałował.- Witaj w domu.
-Wróciłem.- Uśmiechnąłem się lekko, po czym go pocałowałem.
-Aaaa~!- Pisnęła wtem Natsuki, aż się obaj przestraszyliśmy.
-Dopóki nie zaśnie to nie da nam spokoju.- Zaśmiał się Takao, po czym ruszył do kuchni. Natsuki chwilę się rozglądała, po czym wzięła misia i podała mi go z uśmiechem. Moja mała Śmieszka. 



"Synuś Mamusi"

 
Nareszcie do domu~! Myślałem, że to się nigdy nie skończy. Może godzina ósma wieczorem to nie aż tak późno ale bycie od rana w pracy- to męczące.
Gdy wszedłem nie mówiłem nic aby przypadkiem nie obudzić dziecka. Wszedłem więc do salonu i zastałem tam Shougo siedzącego ze skrzyżowanymi nogami na kanapie. Miał na nim kocyk, a na kocyku leżał Takashi, który właśnie był karmiony.
-Jak ty go karmisz?- Spytałem cicho, podchodząc do nich. Haizaki dopiero teraz mnie zauważył.
-Witaj w domu. A karmię go normalnie. Plus jak przysypia to karmienie go trwa dłużej, a mnie wtedy ręka boli. I Taka lubi być tak karmiony.- Uśmiechnął się lekko. Spojrzałem na naszego synka, który jedną nogą był już w krainie snów ale dalej powolutku pił mleczko. Z tą szopą na głowie- ma naprawdę dużo włosów, jak na prawie roczne dziecko, zdecydowanie ma to po Haizakim- i tymi jasnoniebieskimi śpioszkami wyglądał uroczo.
-Chyba już zasnął co?- Spytałem widząc, że nie pije już mleka.
-To teraz mała zamiana.- Haizaki wziął delikatnie butelkę i dał Małemu smoczek.- I do wyrka~!- Wziął go delikatnie aby go nie zbudzić i zaniósł powoli na górę. Poszedłem oczywiście za nim.
Położył Take w łóżeczku, przykrywając go kocykiem i kładąc obok misia.
-Śpij jak najdłużej aby Mamusia się wyspała.- Powiedział, po czym cmoknął go w policzek.
-Rano opowiesz nam co ci się śniło.- Powiedziałem i cmoknąłem go w czółko, po czym razem z Haizakim wyszliśmy z jego pokoju.
-Tak w ogóle to strasznie późno dzisiaj wróciłeś.- Powiedział z niezadowoloną miną Shougo, schodząc na dół.
-Spotkanie mi się przeciągnęło i musiałem jeszcze coś dokończyć. A co? Stęskniłeś się?- Objąłem go od tyłu.
-Może. Ale pamiętasz, że ja jadę jutro do brata i ty zajmujesz się Takashim?
-To już jutro? Spokojnie, nie musisz się martwić. Przecież to mój synek.
-Mam nadzieję, że nie będziesz dzwonić do mnie co pięć minut.- Mruknął.
-Na pewno nie. Więc tęskniłeś czy nie?- Wymruczałem, wkładając dłonie pod jego koszulkę.
-Może troszeczkę.- Mruknął, odwracając głowę w drugą stronę.- Jutro muszę wcześniej wstać więc puść.- Położył dłonie na moich dłoniach, jednak nic nie robił.
-Tylko troszeczkę.- Przymiziałem się do niego bardziej.
-To...To najpierw zjemy kolację i możemy wziąc razem prysznic.- Wymamrotał.
-Dobrze.- Cmoknąłem go w policzek, po czym odkleiłem się od niego i ruszyliśmy do kuchni. Ach~! Uwielbiam takie zakończenia dnia.

Otworzyłem powoli oczy, rozglądając się po pokoju.
-Już się obudziłeś?- Spytał Haizaki wchodząc do pokoju z Taką na rękach.- Wstawaj, bo ja niedługo wychodzę. Taka obudź swojego Tatusia.- Powiedział i z uśmiechem położył mi go na klatce piersiowej.
-Tak, tak. Dzień dobry Misiu~! Ty już broisz?- Objąłem delikatnie Take, całując go w główkę.
-Iaaa~!- Pisnął, śliniąc przy tym moją koszulkę.
-Ładnie to tak?- Spojrzałem na niego ale ten dalej mnie ślinił, co rozbawiło Shougo.
-Już ci radzę zakładać jakieś stare koszulki, bo będziesz się przebierał kilka razy.- Zaśmiał się.- Chodź Taka. Pójdziemy przygotować śniadanie, a Tatuś się ogarnie.- Haizaki wziął małego ode mnie, od razu dając mu pluszaka.
-Ej, a gdzie mój poranny buziak?- Spojrzałem na Haizakiego z uśmiechem.
-Jak wstaniesz to dostaniesz.- Pokazał mi język i ruszył w stronę drzwi. Wredny, specjalnie tak szybko wyszedł.
Wstałem i poszedłem do łazienki, szybko się ogarniając. Gdy wszedłem do kuchni zobaczyłem Takę siedzącego w swoim foteliku, który bawił się kubeczkiem oraz Haizakiego, który właśnie nakładał na talerz jajecznicę.
-To jest naprawdę miły widok.- Mruknąłem z uśmiechem, podchodząc do Haizakiego.
-He?- Ten spojrzał na mnie ze zdziwioną miną.
-Nic takiego Koteczku.- Podszedłem i pocałowałem go, po czym usiadłem aby zjeść śniadanie.
-Ma, ma, ma... ina..uuuu.- Mówił po swojemu Taka, machając kubeczkiem.
-Jak się pije z kubeczka Taka?- Spytał się Haizaki, przykucając przed nim. Takashi chwilę się zastanawiał, po czym upuścił kubek na ziemię.- Tak to się nie robi~!- Shougo wziął kubek i dał mu go. Taka chwilę obracał go w dłoniach, następnie przysunął sobie do ust.- Właśnie tak.- Pochwalił go Haizaki, na co ten się uśmiechnął szeroko i znowu upuścił kubeczek.- Znudziło ci się, mam rozumieć.
-Ma....- Takashi spojrzał na Haizakiego i się nagle rozpłakał.- A~!
-A skąd ten płacz?- Zaśmial się Shougo biorąc go na ręce i przytulając. Taka uczepił się go, powoli się uspokajając.
-Jednak chce z powrotem ten kubeczek.- Zaśmiałem się wstając i biorąc kubek. Wytarłem go i dałem go Takashiemu.- Podoba ci sie taka zabawa, co?- Wziąłem pieluszkę i wytarłem mu łezki.
-Ija mi na luu. Aba buu ni.- Powiedział skupiony na kubeczku i obracaniu go.
-Chyba powiedział, że bardzo lubi kubeczek. Dobrze przetłumaczyłem, co nie?- Spytałem się Haizakiego, a ten wzruszył tylko ramionami.
-Coraz większa gaduła się z niego robi.- Spojrzał na Take z uśmiechem.- A skoro już skończyłeś jeść to już się pobaw z syneczkiem, bo ja muszę się ogarnąć.- Dał mi dziecko i szybko pognał na górę.
-Okey~! Więc my będziemy dalej bawić się kubeczkiem~!- Zrobiłem Tace samolocik, po czym cmoknąłem go w policzek i ruszyłem na kanapę.

-Będę wieczorem. Wiesz gdzie wszystko jest?- Spytał się Haizaki, ubierając buty.
-Tak, wiem. Poradzimy sobie.- Mruknąłem, przy okazji wycierając Tace brodę.
-Okey.- Westchnął Shougo, poprawiając torbę.- Taka, Mamusia już sobie idzie~!- Powiedział, głaszcząc go po policzku.- Zrobisz "Papa"?
-....- Takashi gapił się na niego chwilę.- Ma~!- Uśmiechnął się i wyciągnął do niego rączki.
-Zostajesz z Tatusiem. Mamusia wróci późno, więc bądź grzeczny. Okay~?- Cmoknął go w czółko.- Idę. Jak coś to dzwoń.
-Wiem, wiem. Miłego dnia.- Pocałowaliśmy się, po czym Haizaki machając jeszcze Tace wyszedł.- Więc my idziemy się bawić~!- Chciałem ruszyć do salonu lecz Taka się rozpłakał.- Teraz się zorientowałeś, że Mamusia poczła "Papa"?- Przytuliłem go do siebie.- Już, już~! Przestajemy płakać i idziemy się bawić~!- Bujając go na rękach ruszyłem do salonu.

Po czterech godzinach czułem się zmęczony. Takashi był dzisiaj wyjątkowo marudny. Żadna zabawka nie zainteresowała go dłużej niż pięć minut. Gdy chciałem iść do kuchni aby się napić to ten od razu zaczął płakać. O zrobieniu obiadu nie było mowy, gdyż nawe bajki go nieinteresowały.
-Taka-chan~! Aż tak bardzo tęsknisz za Mamusią?- Spytałem, kręcąc się z nim po pokoju. On nic nie odpowiedział tylko trzymał się mojej koszulki.- Taka~!- Pogłaskałem go po plecach ale ten dalej mnie ignorował. Usłyszałem wtem dzwonek do drzwi, więc poszedłem otworzyć. W końcu dostarczyli moją pizze~! Szybko zapłaciłem i zamknąłem drzwi, gdyż zrobiło się nieco chłodno.
-Ma~!- Krzyknął wtem Taka, wskazując na drzwi.
-Tak, tam poszła Mama. Ale jeszcze nie wróci. Później.- Taka wpatrywał się w drzwi.- Nie możemy iść na spacer~! Tatuś czuje, że będzie padać.- Ruszyłem do salonu, a Taka znowu się rozpłakał.- Heh~!- Westchnąłem, odkładając pizze na stolik i bujając Takę na rękach. Wtem wpadłem na genialny pomysł. Położyłem Takę w nosidełku i szybko pognałem do łazienki, następnie do kuchni i wróciłem do salonu. Wziąłem Takę na ręce i usiadłem ze skrzyżowanymi nogami na kanapie. Na nogach położyłem kocyk, na nim Takę, a obok niego bluzkę Haizakiego i dałem Tace butelkę z mlekiem. Ten od razu się uspokoił i zaczął pić mleczko, powoli przysypiając.
-Jestem Geniuszem.- Wyszeptałem, gdy już zasnął. Położyłem go delikatnie obok.- Teraz mogę zjeść.- Mruknąłem i najciszej jak mogłem sięgnąłem po pizze.

Takashi obudził się godzinę później ale nie był już taki marudny. Powylegiwaliśmy się na kocyku, wygilgotałem go- to stanowczo mu się podobało-, zjadł ładnie kaszkę, następnie wygłupialiśmy się na kanapie, po tym wspólna kąpiel- dużo piany i bąbelków to jest to- a po tym znowu wylegiwaliśmy się na kanapie. O dziwo po wypiciu mleczka nie zasnął, więc położyłem go sobie na swojek klatce piersiowej i głaskałem go po plecach. To poskutkowało, gdyż nieco później już zasnął, śliniąc mi oczywiście koszulkę.
-Co ci się śni Słodziaku? Może twoje ulubione chrupki czekoladowe?- Wyszeptałem, całując go w czółko. W ubraniu kotka wyglądał przesłodko.
Leżałem z nim tak, gdyż nie chciało mi się wstawać chociaż czułem, że przysypiam. Wtem usłyszałem szczęk zamka, a następnie otwieranych drzwi, po chwili widząc Haizakiego zaglądającego do salonu.
-Witaj w domu.- Mruknąłem z uśmiechem.
-Wróciłem. Dlaczego tu leżysz?- Spytał i chyba dopiero teraz zauważył Takę. Uśmiechnął się lekko pdchodząc i przykucając. Pocałował go w rączkę, przyglądając mu się.- Ciężko było?
-Hmm... Nie. Zachowywał się jak ty, więc na spokojnie dałem sobie radę.- Na moje słowa Haizaki wywrócił oczami.
-Weź go do łóżeczka. Widzę, że sam już przysypiasz.- Mruknął wstając i idąc do kuchni.
-Mhm.- Wstałem delikatnie aby nie obudzić Taki.- Idź już do łazienki, ja już posprzątam.- Mruknął do Shougo i ruszyłem na górę. Położyłem Koteczka w łóżeczku, następnie szybko posprzątałem, a później wraz z Shougo położyliśmy się w łóżku, gdyż obaj byliśmy naprawdę zmęczeni.
-Takac-chan śpij długo.- Mruknął Haizaki na co się zaśmiałem. Przytuliłem go i szybko zasnąłem.

Następnego dnia Taka nie dał nam za długo pospać. Chociaż najprawdopodobniej wiedział, że jego kochana Mamusia już wróciła, więc musiał się z nią przywitać.
Robiłem śniadanie, gdy Haizaki trzymał Take na rękach i bawił się z nim misiem.
-Z charakteru cały ty. Mała przylepa Mamy.- Mruknąłem, widząc jak Taka tuli się do Shougo.
-Coś ty. Ja tam uważam, że więcej od ciebie ma z charakteru.- Powiedział Haizaki, podchodząc i zabierając już jedną kanapkę.
-A na jakiej podstawie tak uważasz?
-Taka tuli się do mnie jak tak ja ty to robisz. Sam ile razy mówiłeś, że jestem tylko twój. Teraz jednak musisz się mną dzielić.- Uśmiechnął się, cmokając Take w czółko. Chwilę się na niego gapiłem, po czym odłożyłem nóż i podszedłem do nich, obejmując Haizakiego.
-Z racji iż jest to nasz syn to niech tak będzie.- Z uśmiechem pogłaskałem Takę po policzku.- Ale w nocy jesteś tylko mój.- Wyszeptałem d Haizakiego. Ten zarumienił się i pomamrotał coś pod nosem, po czym pocałował mnie.
-Ma~!- Pisnął Takashi, aż się przestraszyliśmy.
-Teraz jest pora Taki i Mamy, więc... Kończ śniadanie.- Shougo cmoknął mnie w policzek i zadowolony ruszył z Taką do salonu.
-Tati~!- Pisnął Taka, wskazując na mnie.
-Jak Tatuś skończy to przyjdzie i się z nami pobawi. A teraz zrobim..... Hopsy~!- Haizaki zaczął podrzucać Takę i robić mu samolocik, na co ten piszczał szczęśliwy. Zaśmiałem się i wróciłem do robienia kanapek, patrząc na te moje dwa największe Skarby. Niby takie dwie marudy ale wiem, jak bardzo mnie Kochają, bo ja też ich bardzo Kocham. 



"Słodka strona" 

 
Po dość długim spacerze wróciłem do domu, po cichu wchodząc do środka aby Sayuri, która spała w wózku się nie obudziła. Zdjąłem kurtkę, szalik oraz buty, po czym wziąłem powoli Malutką na ręce. Ta jednak spała bardzo mocno, więc nie musiałem się martwić, że się zbudzi. Poszedłem z nią na górę do jej pokoju, kładąc ją w łóżeczku. Ściągnąłem jej kombinezon, czapeczkę oraz buty, po czym przykryłem ją kocykiem i wyszedłem.
-Uff~! To pora iść zrobić coś sobie na kolację.- Z lekkim uśmiechem na ustach zszedłem na dół, biorąc zakupy z wózka i ruszając do kuchni. Wolę już teraz coś sobie przyszykować do jedzenia, gdyż Sayuri jest dzisiaj wyjątkowo nieznośna, a Akashi jest w podróży służbowej, więc muszę radzić sobie sam.
Mógłbym w prawdzie iść do swoich rodziców ale oni też pracują, więc nie chcę ich zamęczać chociaż wiem, jak bardzo kochają swoja wnusię i nie mieliby nic przeciwko. Miałem też kilka numerów opiekunek jednak nie chciałem aby ktoś obcy zajmował się moją córeczką. Zgodziłem się tylko na sprzątaczkę, bo Akashi stwierdził, że nie powinienem się przemęczać. W sumie nie narzekam, bo dzięki temu mam więcej czasu dla siebie, gdy Saturi śpi oraz więcej czasu na zabawę z moim Kwiatuszkiem. Jednak czuję się nieco smutny i samotny, gdy nie ma Akashiego. Wiem, że musi pracować ale uwielbiam te momenty, gdy jesteśmy razem w trójkę, gdy Akashi karmi Sayuri, bądź bawi ją albo utula do snu. Ach~!..... Oj, muszę się wziąć za tą kolację, bo nigdy jej nie zrobię.

Od dobrej godziny chodziłem po pokoju, bujając Sayuri na rękach. Już nie płakała ale wiedziałem, że jeśli chociaż spróbuję położyć ją w łóżeczku to zacznie znowu. Nie wiem, czy to przez wychodzące ząbki, czy też kolkę ale Sayu-chan kolejny dzień zachowywała się, jakby wstała lewą nogą. Wcześniej zasnęła chyba ze zmęczenia, a teraz po kąpieli nie chciała pić mleka, tym bardziej iść spać. Spojrzałem na zegarek- dochodziła północ.
-Sayu-chan~! Co z ciebie taka maruda, co? O tej porze to już powinnaś spać. Może się pobawimy?- Usiadłem w fotelu, gdyż ręce i nogi już mnie bolały.
-Łaaa~!- Sayuri rozpłakała się, więc wstałem szybko i znowu zacząłem chodzić po pokoju i bujać ją.
-Już, już~! Nie ma co płakać.- Pogłaskałem ją po pleckach, dając jej buziaka w czółko.
Dopiero coś koło pierwszej w nocy Sayu-chan skusiła się na mleczko i po wypiciu go zasnęła. Gdy tylko położyłem ją w łóżeczku poszedłem do łazienki aby wziąć prysznic i ogarnąć się, a następnie zmęczony i śpiący położyłem się w łóżku, niemal od razu zasypiając.

Otworzyłem powoli oczy, obruciłem się na plecy i przeciągnąłem się. Czułem się wyspany i wypoczęty. Spojrzałem na zegarek- 12:20. Czyli spałem jakieś dziesięć go.... Chwila~!! To niemożliwe~! Sayuri na pewno już nie śpi. Zerwałem się z łóżka i poszedłem szybko do pokoju Malutkiej- nie było jej w łóżeczku. Rozejrzałem się po pokoju ale to było niemożliwe aby wyszła z łóżeczka, bo miała dopiero dziesięć miesięcy. Do głowy od razu wpadł mi nagorszy scenariusz, że Sayuri została porwana. N-Nie... T-Tak n-na pewno się n-nie stało. Może dzisiaj przyszła sprzątaczka i się nią zajmuje? Jednak.... Ach~! Zszedłem szybko na dół, a będąc jeszcze na schodach usłyszałem śmiech mojego Kwiatuszka. Wbiegłem do salonu, gdzie zastałem Akashiego, który karmił właśnie Sayuri.
-A-Akashi?- Jęknąłem zaskoczony.
-Witaj Koki.- Powiedział spokojnie, zerkając na mnie.
-A-Ale.... Co t-ty tu robisz?! Przecież.... Przecież m-miałeś przyjechać za trzy dni~?!- Wyjąkałem, czując przy tym ulgę, że Sayuri jest cała i zdrowa.
-Udało mi się załatwić wszystko szybciej, więc przyjechałem wcześniej. Czy to źle?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-N-Nie, oczywiście, że nie~!- Odpowiedziałem szybko, po czym westchnąłem głośno.- A d-dlaczego mnie nie obudziłeś?
-A po co miałem? Zuważyłem, że założyłeś koszulkę odwrotnie, więc pewnie Sayuri nie pozowliła ci iść wcześniej spać.- Spojrzałem na swoją koszulkę i rzeczywiście, miałem ją źle ubraną.- A gdy zajrzałem do pokoju Sayuri i zauważyłem, że nie śpi to wziąłem ją do salonu i tak sobie siedzimy.- Z lekkim uśmiechem wytarł Małej buzię z kaszki.
Zrobilo mi się nieco głupio, że go tak przepytuję. Powinienem go przywitać i cieszyć się, że Sayuri powrócił humor.
-W-Witaj w domu.- Wymamrotałem, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy.
-Koki, podejdź tu.- Akashi przywołał mnie ręką. Gdy podszedłem złapał mnie za koszulkę i pociagnął w dół, skaładając poałunek na mych ustach.- Wróciłem Koki.- Zarumieniłem się chyba po same uszy.
-Ae iuu~! Gagau~!- Odezwała się Sayuri, wyciągając w naszą stronę rączki.
-Jeszcze?- Akashi podsunął jej kolejna łyżeczkę kaszki, którą chętnie zjadła.
-Nie jest marudna?- Spytałem, widząc jak grzecznie siedzi i je.
-Ani trochę. A co? Była wcześniej?
-Wczoraj wieczorem to wcale nie chciała iść spać ani pić mleka i tylko na rękach chciała być. Najwidoczniej nie mogła się już doczekać powrotu Tatusia.- Z uśmiechem wytarłem jej brodę.
-Więc dobrze, że wróciłem szybciej.- Akashi pogłaskał ją po policzku. Sayuri złapała jego dłoń i uśmiechnęła się słodko.
-To ja się szybko ogarnę i zrobię jakiś obiad.- Nie czekając na odpowiedź poszedłem na górę z uśmiechem. Widząc Akashiego z Sayuri od razu zrobiło mi się weselej i aż poczułem miłe ciepło w sercu. Ten dzień, jak i cały weekend na pewno będą cudowne.

Siedziałem w fotelu i patrzyłem jak Akashi bawi się z Sayuri na kanapie. I tylko to mogłem robić, bo już trzeci dzień czuję się pominięty. Akashi cały czas zajmuje się Sayuri- bawi się z nią, kąpie ja, karmi, przebiera pieluchy, utula do snu. Od rana do wieczora Sayuri ma Tatusia całego dla siebie. A Akashi jest tak wpatrzony w nasze Słoneczko, że chyba o mnie zapomniał. No w sumie to trzy dni temu, czyli wtedy kiedy wrócił to powiedział, że ja mogę odpocząć, a on zajmnie się Sayuri. Rozumiem, że się stęsknił ale wręcz odsunął mnie od naszej córeczki. Plus... No.... Ja stęskniłem się za nim i w ogóle... No.. Heh~!
Chciałem wstać i pójść się przejść ale wtem rozbrzmiała komórka Akashiego. Ten spojrzał na wyświetlacz i już myślałem, że powie mi abym popilnował Sayuri, bo on musi odebrać lecz  tak się nie stało. Wcisnął czerwoną słuchawkę i odłożył telefon. A było tak blisko~!

Po wieczornej kąpieli postanowiłem zajrzeć do pokoju Sayuri. Cały dzień w sumie spędziłem na czytaniu, bo nic innego nie miałem do roboty. Gdy zajrzałem do jej pokoju nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Akashi trzymał na rękach Sayuri, która miała na sobie swój ręczniczek z kapturem i uszkami króliczka. Dawała Akashiemu buziaka i śmiała się, a on robił to samo. To był mega uroczy widok. Aż nie mogłem się na niego złościć za to, że przez te trzy dni nie zwracał na mnie uwagi.
-Oh, Koki. Chodź tu.- Gdy mnie zawołałam aż się wzdrygnąłem z zaskoczenia.
-T-Tak?- Wszedłem do pokoju i podszedłem do niego.
-Magugigoo~!- Wymamrotała Sayuri i wyciągnęła rączki w moją stornę. Wziąłem ją na ręce z uśmiechem.
-Wykąpana jestem, tak? Taka szczęśliwa?- Cmoknąłem ją w policzek, a ta zaśmiała się.
-Ubierzesz ją i położysz do łóżka? Pójdę się już wykąpać.- Akashi zaczął miziać swoimi włosami po szyi Sayuri, na co ta zaczęła się śmiać.
-Pewnie. Idź, woda jest podgrzana.- Zaśmiałem się, poprawiając sobie Sayu-chan na rękach.
-Dobrze.- Akashi cmoknął naszą Księżniczkę w policzek.- Słodkich snów.- Cmoknął ją jeszcze raz i wyszedł.
-Chyba pora ubrać piżamkę, co nie Sayu-chan?- Położyłem ją na przewijaku, a ta ziewnęła szeroko.- Śpiąca? Więc szybko się ubieramy, dostaniesz mleczko i spać.- Pocałowałem ją w brzuszek, na co ta się zaśmiała. Jest taka urocza~!
Ubrałem jej pieluchę, śpiszki, a następnie usiadłem z nią w fotelu, dając jej mleko. Na początku zaciekawiła się moją koszulką, po czym chwilę trzymała swoją butelkę. Gdy wypiła całe mleczko zacząłem ją kołysać. Już w czasie karmienia przysypiała, więc to była kwestia kilku minut i Sayuri już smacznie spała sobie w swoim łóżeczku. Włączyłem jeszcze małą lapkę i wyszedłem po cichu z jej pokoiku.
Wszedłem do sypialni i udałem się w stornę łóżka. W tym właśnie momencie Akashi wyszedł z łazienki w samych bokserkach, wycierając włosy ręcznikiem. Tak się zapatrzyłem, że zamiast wejść na łóżko i się położyć to wplątałem się w kołdrę i spadłem na ziemię.
-Ał.- Jęknąłem, wstając powoli i wyplątując się z kołdry.
-Koki wszystko w porządku?- Akashi podszedł i pomógł mi wstać.
-T-Tak, wszstko dobrze.- Przytaknąłem, nie potrafiąc spojrzeć na niego.
-Koki, a dlaczego na mnie nie patrzysz?- Akashi objął mnie delikatnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie, więc mimowolnie spojrzałem mu w oczy.
-P-Patrzę...- Wyjąkałem.- P-Po-pro-ostu dawno.....- Przełknąłem gulę w gardle, nie wiedząc co zrobić z dłońmi.
-Oh, więc to dlatego.- Powiedział Akashi z lekkim uśmiechem i popchnął mnie na łóżko.- Nie chciałem się z tym spieszyć ale w sumie już możemy.- Wszedł na łóżko, pochylając się nade mną.
-He? Co możemy?- Spojrzałem się na niego nieco zdziowony.
-Postarać się o kolejne dziecko.- Gdy to powiedział to aż mnie zamroziło.
-C-C-C-C-Cooooo~!?- Jęknąłem zaskoczony.
-Sayuri ma prawie roczek, a ja nie chcę aby między naszymi dziećmi była duża różnica wieku.
-D-D-Dziećmi~?!
-Na pewno na dwójce nie poprzestaniemy. Chcę mieć przynajmniej trzech synów.- Powiedział z lekkim uśmiechem, a mnie wmurowało. Wprawdzie chciałem mieć jeszcze synka ale nie trzech~!
-A-A-Ale t-t-o ....- Nie wiedziałem kompletnie co powiedzieć. Wtem mne olśniło.- Nie możemy teraz~!- Prawie, że krzyknąłem.
-Dlaczego?- Spytał Akashi, wkładając dłonie pod moją koszulkę.
-B-Bo najpierw m-musimy się pobrać. A j-ja nie chcę na ślubie być w ciąży. Co inni sobie pomyślą....- Próbowałem ratować jakoś sytuację.
-Prawda, ojciec nie będzie pewnie bardzo z tego zadowolony.- Mruknął Akashi, robiąc niezadowoloną minę, a ja odetchnąłem z ulgą.- Więc teraz przećwiczymy naszą noc poślubną.
-He? Że....- Zszokowany nie zdołałem nic powiedzieć, gdy wpił się w moje usta i zaczął ściągać moje spodnie. Po chwili już zapomniałem o całej tej rozmowie, gdyż rozkosz przyćmiła moje zmysły. Ach~! ...

Leżałem w łóżku niezdolny do ruchu. Akashi nie dał mi w nocy chwili wytchnienia. Chyba słowo "raz" nie istnieje w jego słowniku. Z tego powodu on opiekuje się Sayuri, a ja leżę i próbuję dojść do siebie. Popołudniu udało mi się iść do łazienki, więc wziąłem szybki prysznic, przebrałem się, a następnie znowu położyłem w łóżku. Chwilę później do sypialni przyszedł Akashi z Sayuri.
-Jest Mamusia?- Spytał się Akashi, a Sayuri uśmiechnęła się słodko w moją stronę. Akashi wszedł na łóżko i dał mi nasze Słoneczko.
-Cześć Malutka~! Przyszłaś z Mamusią się pobawić? Czy uciąć sobie drzemkę?- Przytuliłem ją do siebie, całując ją w czółko.
-Ma~! Gaga io naa~!- Powiedziała po swojemu, po czym się zaśmiała.
-Jesteś taka urocza~!- Tyknąłem ją w policzek, na co ponownie się zaśmiała.
-Co jeszcze powiesz?- Spytał ją Akashi. Przysunął się bliżej niej, robiąc z nią noski-noski. Sayuri zaśmiała się i podniosła nieco głowę, robiąc noski-noski, a następnie dając mu całusa. Akashi zaśmiał się i cmoknął ją w policzek. A~! Oni wyglądają razem tak uroczo.
-Ja też chcę całuska.- Przybliżyłem się i zrobiłem z Sayu-chan noski-noski, na co ta zaśmiała się.
Tak miło spędziliśmy całe popołudnie. Sayuri co chwila się uśmiechała bądź śmiała, dając nam całusy i mówiąc coś po swojemu. Ona jest taka urocza~! Już nie mogę się doczekać aż powie pierwsze słowo- zapewne będzie to "Tata", bo jest w niego naprawdę zapatrzona. Ale to nic. Jestem szczęśliwy widząc jak rośnie i dorasta. A każdy jej uśmiechem jest cudowny i po prostu jestem jeszcze bardziej szczęśliwy, że to moja córeczka, którą nosiłem dziewięć miesięcy pod moim sercem. I będę tak samo szczęśliw patrząc na naszego syna..... No może synów. Ach~! Naprawdę muszę porozmaawiać z Akashim co do ilości dzieci. Chociaż nie powiem ale taka gromadka byłaby cudowna... Nie, lepiej nie mówić tego na głos. Zdecydowanie.


"Cake~!"   


Spałem sobie smacznie, gdy wtem poczułem, jak ktoś ciągnie mnie za włosy. Mruknąłem niezadowolony, że mnie się budzi i powoli otworzyłem oczy. Widząc te zielone oczy wpatrzone we mnie, a następnie uroczy uśmiech Ryu nie mogłem się złościć ani nawet marudzić, że mnie obudził.
-Dzień dobry Ryu.- Mruknąłem i podniosłem się nieco aby pocałować go w nosek.
-Ma~!- Pisnął szczęśliwy, a następnie zaczął się chować pod kołdrą.
-Ryu-chin~! Obudziłeś już Mamusię~?- Murasakibara wszedł do sypialni.
-A~!- Pisnął Ryu spod kołdry.
-He? A gdzie się podział Ryu-chin~?- Atsushi zaczął się rozglądać, a następnie wpełznął pod kołdrę.- Mam go~!- Powiedział, przy akompaniamencie śmiechu Ryu. Sam zaśmiałem się z tych moich głupoli.
-Iaa~! Papi nu. A gui~!
-He? Nie mogę zjeść Ryu-china~?- Spytał się Atsushi, wyłaniająć się z Ryu spod kołdry.
-Aja~!- Pisnął Ryu i obrócił się na brzuch, pełzając w moją stronę.
-Mamusia ma ratować, tak? No chodź, Mamusia nie pozwoli cię zjeść.- Chciałem go przytulić lecz Ryu postanowił schować się pod moją koszulkę.- Ej~! Do brzuszka już nie możesz wrócić~!- Zaśmiałem się z jego zachowania.
-Dzień dobry Muro-chin~!- Atsushi podsunął się wyżej i cmoknął mnei w usta.
-Dzień dobry Atsushi. Widzę, że z Ryu już broicie od rana.- Powiedziałem, próbując wyciągnąć tego małego urwisa spod koszulki ale ten się uparł i chował się dalej.
-Ryu-chin zjad już śniadanko, a ja przed chwilą skończyłem robić śnaidanie dla nas.
-A dlaczego mnie nie obudziłeś? Pomógłbym ci.
-Ryu-chin był grzeczny, więc nie było potrzeby. Ta kaszka z mango mu posmakowała.
-O~! To dobrze, bo ostatnio to tylko tą z malinam jadł najchętniej.- Powiedziałem, wyciągając w końcu Cukiereczka spod swojej koszulki i kładąc go na swoim torsie.- To co Ryu-chin? Idziemy na bujawkę?
-Iuuu~! Iuuu~!
-To idziemy.- Wstałem powoli, przytulając Ryu.- Atsushi weź Ryu, a ja pójdę się szybko odświeżyć.
-Mhm~! Ryu-chin idziemy robić iuuuu~!- Murasakibara wziął ode mnie Ryu i podniósł go wysoko.
-Jaaa~! Iuuu~!- Zapiszał szczęśliwy.
Udałem się do łazienki, gdzie przebrałem się, umyłem zęby i twarz, po czym poszedłem do jadalni. Musiałem wejść od strony salonu, gdyż w drugim wejściu Ryu już bujał się na chuśtawce. Z uśmiechem usiadłem i wziąłem się za jedzenie.
-Muro-chin, chciałeś gdzieś dzisiaj iść?- Spytał się wtem Murasakibara.
-Nie, niczego nie planowałem. Chociaż pogoda nie jest zła, więc może na spacer z Ryu, a co?
-Zapomniałem o jednym zamówieniu i muszę dzisiaj je zrobić. Nie będziesz miał za złe jak pójdę na trochę do cukierni?
Oh. Nie, idź, idź~! W końcu to ważne. A dlaczego jesteś taki tym przybity?- Spojrzałem na jego smutną minę.
-Bo chciałem spędzić dzisiaj cały dzień z Muro-chinem i Ryu-chinem~!- Jęknął niezadowolony, a ja zaśmiałem cichutko. Atsushi zrobił się trochę bardziej leniwy odkąd urodził się Ryu, z drgiej strony to cieszę się, że chce spędzić ze mną i Ryu więcej czasu.
-Oj, nie smuć się. Gdy wrócisz to pobawisz sie z Ryu. A jak będziesz miał kolejny weekend wolny to gdzieś się wybierzemy we trójkę.- Z uśmiechem pomiziałem go po głowie.
-Postaram się wrócić jak najszybciej. Heh~! Muszę się już zbierać.- Atsushi z jękiem wstał. Nie mogłem się powstrzymać i zaśmiałem się.
-Ryu zrób Tatusiowi "Papa~!"- Powiedziałem. Ryu spojrzał najpierw na mnie, po tym na Atsushiego.
-Da~! Pa~!- Zaczął z uśmiechem machać rączką.
-Ryu-chin~! Taki uśmiech, gdy Tatuś ma wyjść? Tatuś za to chce buziaka.- Murasakibara na chwilę go zatrzymał, a gdy tylko Ryu dał mu buziaka oraz maskotkę to rozbujał go ponownie.- Idę. Mruknął Atsushi w moją stronę.
-Miłej pracy.- Podszedłem i też dałem mu buziaka.
-Muszę iść~?- Jęknął, idąc powoli w stornę korytarza.
-Zapomniałeś o zamówieniu, więc musisz.- Zaśmiałem się i wziąłem brudne talerze i miski do kuchni.
Po pozmywaniu naczyń zrobiłem sobie herbatę i usaidłem przy stole i bujałem Ryu. Dopóki mu się nie znudzi to go nie ruszam. I tak w sumie to p chwili poszedłem do kuchni i zacząłem szykować sobie wszystko do obiadu.
-Maaa~!- Jękną Ryu i zaczął płakać.
-Już ci się znudziło?- Podszedłem i wziąłem go na ręce.- Hmmm..... Chyba ktoś tu ma zdecydowanie za ciężką pieluchę.
-Łaaa~!- Zapłakał głośno.
-Ale dlaczego płaczesz? Już idziemy zmienić pieluszkę na świeżutką.- Pogłaskałem go po plecach, po czym położylem go na przewijaku.- Gdy tylko leżał bez pieluszki to od razu zrobił się radosny.- Pieluchy nie mam i taki radosny jestem~! A co tu jest? Brzusio~!- Pomiziałem go nosem po brzuchu, na co zaśmiał się i zaczął się wiercić.- A co to za malutkie paluszki? A ile paluszków ma Ryu? Policzymy?- Złapałem jego nóżkę i zacząłem liczyć.- Jeden paluszek, drugi paluszek, trzeci paluszek, czwarty i piąty paluszek~!- Pogilgotałem go w stópkę, na co zaśmiał się głośno.
-Oooiiii~! Nana. I~!- Zapiszczał i podniósł drugą nóżkę.
-Tu też mam policzyć? No dobrze~! To jeden paluszek, drugi paluszek, trzeci paluszek, czwarty paluszek i.... piąty paluszek~!- Znowu go połaskotałem.
-Iaaa~!- Zapiszał radośnie.
-A teraz ubieramy pieluszkę i w sumie to się ubierzemy i pójdziemy na spacerek. Zobaczymy jak listki spadają, może wiewiórkę zobaczymy~! A kaczuszki będą? Ryu jak robią kaczuszki?- Spytałem ubierając mu pieluchę i wyciągając ubrania.
-A~!
-Nie, kaczuszki tak nie robią. Kaczuszki robią "Kwa, kwa, kwa~!".
-Wa, wa, wa~!
-No prawie idealnie~!- Zaśmiałem się, ubierając go do końca.
Włożyłem Ryu do wózka, po czym sam ubrałem się ciepło i wyszliśmy na spacer. Ryu był bardzo ciekawski i prawie całą drogę gadał coś po swojemu. Na widok kaczek zapiszczał ale nie chciał do nich podchodzić.
-Plum~!- Pisnął, gdy kaczka wylądowała w fontannie.
-Kaczka się kąpie, tak? Ryu też lubi się kąpać, co nie?- Spytałem się go, poprawiając mu czapeczkę.
-Pljum~! Tati~!
-Z Tatusiem lubisz robić "Plum, plum".- Uśmiechnąłem się, po czym cmoknąłem go w policzek.- Idziemy. Robi się jakoś chłodniej.- Podniosłem go i włożyłem do wózka.- Zrób kaczuszką "Papa".- Pwiedziałem, zapinając go.
-Papapapa~!- Pomachał im i ruszyliśmy dalej. Poszliśmy nieco krótszą drogą, gdyż przeczówałem, że za chwilę tak się stanie. I gdy tylko wróciliśmy do domu to się rozpadalo.
-Uff~! Mieliśmy szczęście.- Gdy tylko się rozebraliśmy z ciepłych ubrań poszliśmy do salonu. Przyciągnąłem pudełko z zabawkami i z Ryu zaczęliśmy się bawić. Po dobrej godzinie Ryu zaczął przysypiać, więc wziąłem go na ręce i zacząłem go kołysać. Chwilę jakby walczył z cięzkimi powiekami ale się poddał i zasnął. Położyłem go w łóżeczku turystycznym, który mamy w salonie
Po zjedzeniu obiadu poszedłem zrobić pranie i przy okazji posprawdzałem, czy czegoś brakuje. Schowałem właśnie ostatnie śpiszki do szafy, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Zszedłem szybko na dół aby powiedzieć Atsushiemu, żeby był cicho ale to nie było potrzebne. Nasz Królewicz już wstał i wyciągał rączki w stronę Tatusia.
-Dzień dobry Ryu-chin~! Wyspałeś się?- Mukkun wziął go od razu na ręce i cmoknął w policzek.
-Wa, wa, wa~!
-Kaczuszki ci się śniły?- Spytałem.
-Wróciłem Muro-chin.- Atsushi podszedł do mnie i dał mi całusa.
-Witaj w domu. Szybko zrobiłeś to zamówienie.
-Po drodze spotkałem Aki-china i zaproponował mi pomoc, więc poszło szybciej.
-To miałeś szczęście? Głodny? Obiad już jest.
-Am, am~!- Powiedzial Ryu.
-Ryu-chin głodny? Więc idziemy jeść.- Atsushi cmoknął go w czółko.
-To pobaw się z nim chwilę to nałożę ci i Smerfikowi obiad.- Cmoknąłem Ryu w policzek i ruszyłem do kuchni. Nałożyłem ryż i curry na talerz, a do miseczki nalałem zupki. Murasakibara wziął się za swój obiad, a ja za karmienie Ryu.
-Dziękuje za posiłek. Było przepyszne.- Powiedział zadowolony Atsushi.
-Ryu też już zjadł i to całą miseczkę zupki. Mój Skarbuś~!- Cmoknąlem go w policzek, gdy tylko wytarłem mu brodę.
-A ja mam coś dla Ryu-china~!- Murasakibara wstał i poszedł do kuchni, wyciągając z reklamówki niewielką paczuszkę. Z niej wyciągnął nieduży torcik.
-A co to za torcik?- Pierszy raz widziałem taki.
-Specjalny dla Ryu-china. Biszkopt nasączony pączem brzoskwioniowym i krem malinowy. Nie dawałem za dużo cukru, aby nie był za słodki.- Atsuchi ukroił kawałek, po czym podszedł do nas i przykucnął obok krzesełka Ryu.- Ryu-chin~! A~!- Podsunął mu kawałek na łyżeczce. Ryu chętnie zjadł.
-Pyszne?- Spytałem.
-Mmmmm~! Miam, miam~!- Pisnął zadowolony i uśmiechnął się szeroko.
-Jak zrobi się wybredny to będzie twoja wina.- Zaśmiałem się.
-Będę mu piekł co tylko będzie chciał.- Powiedział Atsushi z zadowoloną miną.- Chcesz spórbować Muro-chin?- Atsushi podsunął mi kawałek. Posmakowałem i naprawdę to ciasto było pyszne.
-Mógłbyś dodać je do sklepu. I może od razu robić takie małe porcje dla dzieci.
-Tak uważasz? Więc zrobię jutro i dam posmakować innym. I może w innych smakach? Zaczął się zastanawiać.
-Miam, miam, miam~!- Powiedział Ryu, otwierając buzię aby dostać jeszcze.
-Daj mu zjeść ten kawałek i pobaw się z nim, a ja pójdę powiesić pranie.- Cmoknąłem Atsuchiego w policzek i ruszyłem na górę.
Po powieszeniu prania zszedłem na dół i dołączyłem do zabawy na dywanie. Trochę zabawy, chuśtanie, oglądanie bajek, kąpiej Ryu z Tatusiem, mleczko i nasz urwis dalej nie spał. Leżeliśmy we trójkę w łóżku, a Smerfik pełzał to do mnie to do Atsushiego.
-Księciuniu~! A może tak już pójdziesz spać?- Spytałem i ukryłem ziewnięcie.
-Myślisz, że to przez ciasto?- Spytał się Atsushi, patrząc jak Ryu pełza w moją stronę.
-Może. Chociaż wcześniej nawet po zjedzeniu czegoś słodkiego normalnie zasypiał.- Mruknąłem. Wtem Ryu znowu zaczął chować się pod moją koszulkę.- Ryu~! Mówiłem ci, że nie możesz wrócić do brzusia~!- Zaśmiałem się, głaszcząc go po pleckach.
-Bu, bu, bu~!- Mruknął, i przytulił się do mojego brzucha.
-A może.... Może czuje, że będzie miał rodzeństwo?- Spytał Atsushi. Spojrzałem to na niego, to na Ryu i tak kilka razy.
-Ryu tam jest twoja siostrzyczka, tak?- Spytałem z uśmiechem.
-Nana~!- Powiedział i zaśmiał się.
-Chyba jutro będę musiał test zrobić.- Mruknąłem.
-N-Naprawdę możesz być w ciązy?- Spytał zaskoczony Atsushi.
-Przecież i tak chcemy drugie dziecko, a ja się nie zabezpieczałem.- Powiedziałem nieco zaskoczony.
-Muro-chin Kocham Cię~!- Atsushi przytulił mnie, po czym pocałował.
-Ja ciebie też.- Z uśmiechem wtuliłem się w niego.
-Maaa~!- Zajęczał Ryu, wyłaniając się.
-Ciebie też kocham mały Urwisie.- Złapałem go i położyłem między nas, calując go w czółko.
Patrzyłem na tych moich dwóch kochanych facetów. Byłem mega szczęśliwy mając ich. I możliwe, że niebawem będzie jeszcze córeczka, którą bardzo pragnę. Nie wiem, czy jestem w ciąży, czy też Ryu po prostu lubi się chować w moją koszulkę. Ale na pewno chcę mieć jeszcze jedno dziecko i będe je kocham tak samo jak to piersze i to moje duże dziecko- czytaj Atsushi. Pogłaskałem się po moim jeszcze płaskim brzuchu, patrząc jak Smerfik zasypia. Wtem Atsushi pogłaskał mnie po brzuchu i cmoknął w czoło. A gdy spojrzałem na niego i zauważyłem, że ma łzy w oczach, powstrzymałem śmiech u wytarłem mu je. Poczułem, że jestem w idealnym miejcu i nie zmieniłbym je na żadne inne. Bo to miejsce z osobami, które kocham najmocniej, a oni kochają mnie jest najlepsze. 


"Urwisy"

Otworzyłem powolo oczy i spojrzałem na zegarek- 6:40. Czyli zdecydowanie mogę się jeszcze zdrzemnąć. No w sumie tak myślałem ale w momencie, gdy chciałem obrócić się na drugi bok, zaskrzypiały drzwi od sypialni. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem, jak Seiji i Yuichi dreptają w stornę łóżka, po czym wspinają się na nie. Gdy Yuichi spostrzegł, że już nie śpię, uśmiechnął się i szybko do mnie podszedł, przytulając się.
-Dzień dobry Słoneczko~!- Powiedziałem nieco śpiącym głosem, dając mu buziaka.
-Mama~! Ja up, up~!- Uśmiechnął się promiennie.
-No widzę, że już wstaliście. A ładnie to tak wychodzić z łóżeczka?- Spytałem, tycając go w policzek, na co się zaśmiał, po czym przytaknął. Seiji w tym czasie położył się na plecach Aominecchiego, gdyż ten spał na brzuchu.
-Tata~! Up, up, up~!- Krzyknął Seiji, klepiąc Daikiego po ręce.
-Mmmm.... Jeszcze pięć minut....- Mruknął Aomine.
-Papa~!- Krzyknął znowu Seiji. Yuichi wtem zszedł ze mnie, podpełznął do Tatusia i dał mu buziaka w policzek. Aomine otworzyl oczy i chwilę się na niego patrzył.
-Słodziaku, a może tak dasz jednak Tatusiowi pospać, co?- Spytał, wyciągając rękę i miziając go po pleckach.
-Up, up, up~!- Seiji zszedł z pleców Aomine i zaczął skakać po łóżku. Yuichi szybko do niego dołączył.
-Ja chcę spać~!- Zajęczał Aomine, chowając twarz w poduszkę.
-Przykro mi ale nic na to nie poradzimy.- Zaśmiałem się i ruszyłem z łóżka.- Chodźcie dzieciaczki, idziemy śniadanko zrobić.- Złapałem tych dwóch Łobuzów i ruszyłem do wyjścia.
-Tata~! Tata~!- Zaczęli krzyczeć obaj.
-Już idę, już~!- Jęknął Daiki i wstał powoli.- To co na śniadanko?- Spytał się, po czym ziewmną, i wziął ode mnie Yuichiego.
-Jako.- Powiedział Yuichi.
-Jabłko? I coś jeszcze?
-Mama~!- Krzyknął Seiji.
-Ja chętnie zjem Maumusię.- Powiedział Daiki, cmokając mnie w szyję.
-Mamusi jeść nie wolno.- Pokazałem mu język i ruszyłem do kuchni.- Seiji i Yuichi oglądając bajką, a Tatuś z Mamusią zrobią śniadko~! Okey-dokey~?- Posadziłem Yuichiego na kanapie, sięgając po pilota.
-Baja~!- Yuichi od razu się ropromienił. Gdy Aominecchi posadził już Seijiego włączyłem telewizor i przełączyłem na kanał dla dzieci, po czym ruszyłem do kuchni.
Bliźniaki zazwyczaj nie budzą się tak wcześnie, po potrafią nawet do dziesiątej spać ale z drugiej strony skoro wstali tak wcześnie to popłudniu zrobią sobie drzemkę. Krótką, bo im dłużej śpią popołudniu tym później dłużej trzeba ich usypiać.
Poszliśmy do kuchni. Aominecchi wziął się za robienie kaszki z jabłkiem i bananem, a ja wziąłem się za omlet ryżowy z kurczakiem. Daiki idzie do pracy, więc musi zjeść coś pożywnego.
-Hmmm.... Jest dość dużo kurczaka, więc drugi pmlet będziesz mial do pracy, okey?- Spytałem, mieszając jajka.
-Mhm.- Mruknął, wyciągając mleko z lodówki.
-Wstawię wodę na kawę.- Powiedziałem, biorąc czajnik.
-Dzięki.- Powiedział, po czym ziewnął.
Nieco później śniadanko było gotowe. Posadziliśmy Seijiego i Yuichiego w ich krzesłach i daliśmy po miseczce kaszki. Mają już półtora roku, więc potrafią jeść sami. No jedzenie kaszek i serków idzie im znakomicie, chociaż czasem jak są leniwi to my musimy ich karmić.
-Seiji~! A~!- Aomine podsunął mu trochę omletu, którego ten chętnie wziął.
-Zjadł kaszkę i jeszcze mu mało.- Zaśmiałem się, próbując dać nieco jajka Yuichiemu. Wziął ale chyba tylko dlatego, że Seiji też jadł.
Gdy wszystko było już zjedzon dzieciaczki zaczęli bawić się w salonie, a ja spakowałem Daikiemudrugie śniadanie i pozmywałem. Aominecchi w tym czasie poszedł się odświeżyc i przebrać.
-Dziś mam być na patrolu, więc możliwe, że wrócę wcześniej.- Powiedział wchodząc do kuchni i zapinając do końca guziki od koszuli.
-To napisz może później gdzie będziesz. Jak nie będzie za zimno to wyjdę z Maluchami na spacer.- Powiedziałem, dając mu bento.
-Jak będę niedaleko to na pewno napiszę. I o ile nie będzie jakiegoś nagłego wypadku.- Westchnął, po czym ruszył na przedpokój aby ubrać buty i resztę. Dzieciaczki wtem zaczęły się rozglądać, a widząc Tatusia ubierającego kurtkę zaczęli płakać.
-Tata~!- Krzyknęli i podbiegli do niego.
-Nie papa~!- Jęknął Yuichi, przytulając się do niego. Tak to było z naszymi bliźniakami, że jednego nie świata nie widzieli poza Tatusiem, a nastepnego poza Mamusią. Chociaż zazwyczaj to zależało od tego, który pierwszy wychodzi do pracy. Ja mam wolne, więc teraz Daikieg nie chcę póścić.
-Muszę iść do pracy. Obiecuję wrócić najszybciej jak się da.- Przytulił ich, całując ich w czółka.- Bądźcie grzeczni i słuchajcie się Mamusi. Okey?- Cmoknął ich jeszcze raz, po czym wstał.
-Miłej pracy.- Podszedłem i pocałowałem go.
-Dzięki. Wychodzę.- Zaczął machać bliźniakom, a ci jeszcze bardziej się rozpłakali.
-Zróbcie Tatusiowi "Papa~!".- Ukucnąłem, przytulając ich do siebie. Seiji i Yuichi zaczeli machać, dalej płacząc. Gdy Aomine wyszedł od razu chcieli iść za nim.- Nie, nie idziemy za Tatusiem. Idziemy się przebrać i będziemy się bawić.- Wzięłem ich na ręce i ruszyłem na górę.
-Tata~!- Powiedział Seiji ze łzami w oczach.
-Tatuś wróci. Musicie grzecznie na niego poczekać.- Cmoknąłem ich w policzki. Ach~! Coś czuję, że dzisiaj nie będzie łatwo.

Musiałem zamknąć się z bliźniakami w ich pokoju, gdyż uciekali mi i chcieli wyjść. Oczywiście był płacz ale po kilku minutach dali spokój i zaczęli się bawić. Jednak, gdy tylko poszedłem z nimi do salonu, bo musiałem wziąć się za obiad to pierwsze co pobiegli do drzwi. Na szczęście były zamknięte, więc nic nie mogli zrobić. Z tego powodu jednak zaczęli broić- zaczęli rzucać poduszkami i zabawkami, omal nie stłukli wazonu. Gdy za karę posadziłem ich w krzesełkach to od razu zacżęli płakać.
-Jestem na Was zły. Wiecie, że nie wolno nic niszczyć. Jak będziecie tak robić to Tatuś się na Was obrazi.- Powiedziałem, patrząc na nich. Uspokoili się, po czym spojrzeli na siebie, a następnie na mnie.
-Mama~!- Znowu zaczęli płakać, wyciągając rączki w moją stronę. No i jak mogę się na nich złościć~?! Wziąłem ich na ręce i zacząłem przytulać.
-No już dobrze~! Już, już.- Usiadłem na kanapie, i zacząłem miziać ich po pleckach.- Może się położycie? Zrobię Wam mleczko, okey?- Odsunąłem ich nieco od siebie aby wytrzeć im łezki. Jeszcze chwilę z nimi siedziałem, po czym wstałem i położyłem ich na materacu, który leżał w salonie, a służył bliźniakom do leżakowania- no czasmi również Daikiemu. Poszedłem do kuchni i zrobiłem im po butlece mleka. Dałem im butelki i położłem się obok nich, głaszcząc ich po brzuszkach. Wypili, a chwilę później już słodko spali. Dostałem wtem wiadomość od Daikiego, że jest na komendzie i wypełnia papierki, a jak skończy to może wrócić do domu- czyli pewnie się pospieszy. Udałem się do kuchni  przyszykowałem sobie wszystko, po czym położyłem się na kanapie. Wprawdzie miałem pranie zrobić i jeszcze pościerać kurze ale mogę to zrobić później. Chwila odpoczynku nie zaszkodzi.

Po godzinie bliźniaki się obudzili, więc zmieniłem im pieluchy i zaczęliśmy się bawić. Uwielbiają piłeczki, a dzięki zabakowemu koszu, który dostali na roczek mogą grać w salonie. Próbują do niego trafiać ale zazwyczaj po prostu podchodzą i przekładają piłkę przez siatkę. Daiki bardzo wcześnie wziął się za nauczenie ich grania w kosza, chociaż może to być też sprawką genów. I tak bawiłem się z moimi Słoneczkami do momentu przyjścia Daikiego z pracy.
-Wróciłem~!- Powiedział Daiki. Seiji i Yuichi od razu podreptali go przywitać.
-Tata~! Tata, tata, tata~!- Krzyczeli oboje.
-Cześć Łobuzy~! Tak się stęskniliście?- Aominecchi szybko się rozebrał aby wziąć Maluchy na ręce.
-Niezbyt ale po drzemce już byli Aniołkami.- Powiedziałem podchodząc do niego.- Witaj w domu.- Dałem mu buziaka i jakoś się w niego wtuliłem.
-Ach tak. Wy dwa Urwisy~! Ej, czuje się jakbym wrócił z jakieś długiej podróży, a nie sprawdzy.- Zaśmiał się Aominecchi.
-Nawet krótka rozłąka jest dla nas ciężka.- Zaśmiałem się, i odsunąłem.- To ty się z nimi pobaw, a ja raz dwa obiad zrobię.- Dałem im buziaki i ruszyłem do kuchni.- Powiedźcie Tatusiowi ile punktów zdobyliście~!
-O, w kosza graliście? To ile tych punktów już macie?
-Duzio.- Powiedział Seiji i się zaśmiał.
-Moi mali Mistrzowie.- Zaśmiał się i ruszył z nimi do salonu.
Aominecchi się przebrał, zjedliśmy obiad, a następnie bawiliśmy się z bliźniakami. Po zabawie kolacja, wspólna kąpiel- nasze dzieciaczki bardzo się uparły, a po mleczku biźniaki już słodko spali. Ja i Aomine zaś poogarnialiśmy nieco, po czym sami udaliśmy się do łóżka.
-Mmmm..... Ryouta......- Zamruczał Daiki w moją szyję, wkładając dłonie pod moją koszulkę. No co? Wzięło nam się za amory.
-Ah~! Pospiesz się....- Jęknąłem, wiercąc się niecierpliwie. Rozebraliśmy się i znowu zaczęliśmy się całować, dotykając się nawzajem.
-Łaaaa~!- Wtem usłyszeliśmy płacz naszych Maluchów.
-Serio~?!- Jęknął niezadowolony Aomine.
-Uparci są dzisiaj.- Westchnąłem i sięgnąłem po bokserki, drugą parę podając Aomine.
-Jutro pójdą do dziadków.- Mruknął, ubierając się.
-Ej, nie możemy tak~!- Spojrzałem się na nieg krytycznie.
-Możemy, możemy. A jak weźniemy jeszcze Mikę to na pewno szybko nas nie zawołają.- Stwierdził i ruszył do pokoju Maluchów.
Pokręciłem niedowierzająco głową. Nie mieliśmy ostatno czasu dla siebie, więc ten pomysł w sumie nie był zły. Nasza dwójka Urwisów była ostatnio dość uparta i zostawienie ich na dłuższy czas z kims było niemożliwe. A jak nie ujarzmię mojego kochanego mężą to jeszcze się na mnie rzuci. Jak nie dwa małe to jeden duży Urwis. Ale co tam~! Kocham ich. Może i są męczący ale zarazem bardzo kochani.
-Kise.- Mruknął Daiki, gdy wyszliśmy po cichu z pokoju dzieci, gdy ich uspokoiliśmy.- Chodź szbko. Chyba nam się się uda.- Zaczął mnie ciągnąć do sypialni.
-Teraz to ja już zmęczony jestem.- Mruknąłem, a widząc niezadowoloną minę mego mężą powstrzymałem śmiech i przytuliłem się do niego.- Jutro po śniadanku podrzucamy dzieci do dziadków i będziemy mieli dla siebie kilka godzin. To chyba lepsze niż szybki numerek, co nie?
-Lepsze ale ja nie będę narzekał na szybki numerek.- Położyliśmy się na łóżku, jednak Daiki sobie odpóścił.- To musimy się wyspać. WIedz, że jutro nie dam ci spokoju.- Cmoknął mnie w usta.
-Na to liczę.- Wtuliłem się w niego i szybko zasnęliśmy. Z nadzieję, że nasze Maluchy będą jutro grzeczne i dadzą nam dzień wolnego.
 











środa, 13 września 2017

Baby Buu~!- Epilog

Ohayo~! ^^
Przybywam z zakończeniem Baby Buu~! ^w^ 
Ogółem to już dawno miałam to zaczęte ale jakoś nie mogłam skończyć ale wzięłam się i jakoś bardzo szybko mi to poszło :D Najwidoczniej dobra passa do mnie powraca ;) 
Mimo, że to już Epilog to pokażą się jeszcze z 2 może 3 dodatki ;) 
 I kochane dzieciaczki będą pokazywać się w dialogach~! :D <3 

Co do następnych postów to będzie to zapewne Ferajna, której też co nieco mam zapisane, więc powinno mi to pójść szybko ^^ Zwłaszcza, że wiem, jak jej wyczekujecie :*
A po tym pewnie pojawi się jakiś one-shot z kimś nowym ^w^

Przypomnę jeszcze o nowym blogu --> [KLIK]
I oczywiście fanpage'u --> [KLIK]

A teraz już nie przedłużam i życzę Wam miłego czytania~! :*
Pa, pa~! <3
#Kimie


~~~~Rok później~~~~

-No Yuichi~! Jeszcze jedna łyżeczka za mamusię~! Powiedz ślicznie "A~!"..... Brawo~!- Powiedziałem z uśmiechem, karmiąc Yuichiego musem owocowym.
-Jaaaa~!- Pisnął wtem Seiji, który siedział sobie w chodziku.
-Tak Skarbeńku. Tatuś za chwilę wróci ze sklepu z twoimi chrupkami. Musisz jeszcze chwileczkę zaczekać.- Spojrzałem na niego, na co on się uśmiechnął, po czym zaczął bawić się samochodzikiem.
-Maa~!- Krzyknął Yuichi, wyciągając ręce w moją stronę.
-A Yuichi jeszcze głodny~?? To teraz łyżeczka za tatusia~!- Wziąłem trochę musu na łyżeczkę i nakarmiłem go. Yui zaczął jeść, próbując przy tym wziąć miseczkę z moich rąk.
-Nie, nie, nie~! Mamusia nakarmi, bo inaczej Yuichi połowę wywali na podłogę, a drugą połową ubrudzi sobie śpioszki. A wiesz jakie śliczne masz śpioszki~?? To są twoje ulubione w króliczki~!- Powiedziałem, miziając go po brzuchu. Ten spojrzał na siebie, po czym się zaśmiał. Wtem usłyszałem brzdęk kluczy i otwieranie się drzwi.
-Tata~!- Pisnął radośnie Seiji i zaczął skakać w chodziku.
-Cześć przystojniaku~!- Usłyszałem Aomine.- Tatuś już wrócił i ma twoje ulubione chrupki~! I jeszcze twój ulubiony soczek malinowy~!- Aomine ściągnął buty, po czym wziął Seijiego na ręce, dając mu buziaka w policzek.
-Witaj w domu~!- Zaśmiałem się, gdy Seiji schował się za swoją pieluszką.
-Wróciłem.- Daiki podszedł do mnie i cmoknął mnie w usta.- A kto tu je musik~? Yuichi je musik~?- Zapytał z uśmiechem, odkładając siatkę na blat w kuchni. Yuichi zaśmiał się, wesoło gaworząc.
-Tak się cieszysz, że jesz musik~?! No to kolejna łyżeczka~! Za kogo teraz? Za braciszka.- Dałem mu kolejną łyżeczkę.
-Co Seiji? Chcesz sobie pochodzić~? To trochę poraczkuj, a tatuś wszystko pochowa i może coś upichci.- Aomine położył Seijiego na dywanie w salonie, po czym wrócił do kuchni. Seiji zaś od razu zaczął raczkować.- I co Yuichi? Smakuje musik?- Zapytał Aomine. Podszedł i objął mnie od tyłu, patrząc na Malucha.
-Daaa~!- Krzyknął wesolutko blondynek.
-To teraz tatuś da~!- Ao wziął ode mnie łyżeczkę i nakarmił go.- Ale mu smakuje.
-Bo jest owocowy. Do tego z groszku trzeba coś dodać, bo inaczej znowu wyląduje na podłodze.
-Spróbujemy z marchewką. Bo jak się nie mylę to Seiji jadł taki mus u Tetsu i mu smakowało. A co mamusia zje~?- Zapytał się, miziając mnie po brzuchu i całując w policzek.
-W sumie to jakąś zupę. Może miso z tofu?
-Jak są wszystkie składniki to zrobię.
-Chociaż w sumie za jakieś pół godziny mają przyjść Kagami i Kuroko z Miko, więc może to on ugotuje nam zupę.
-A co? Moja ci nie smakuje?
-Smakuje ale Seiji jest jakoś tak dzisiaj bardzo stęskniony za tatusiem.- Zaśmiałem się, karmiąc Yuichiego.
-A ja myślałem, że to ty się za mną stęskniłeś~!- Mruknął, całując mnie w szyję.
-Wiesz, jeśli dzieci pójdą wieczorem grzecznie spać to zaproszę cię do wspólnej kąpieli.- Mruknąłem całując go krótko.
-O~! Mamusia ma chcicę~! Tatuś lubi.- Przytulił mnie, po czym ugryzł w ucho.
-Daiki sio~! Nie przy dzieciach~! I mówię ci przecież, że wieczorem.- Fuknąłem na niego.
-Wiem przecież~! Już poprzytulać się nie można.- Powiedział niby smutny.
-Przytulać się możesz tylko mnie nie gryź i nie macaj.- Pokazałem mu język.- I przypomnę ci, że miałeś pochować zakupy.
-Tak, tak~!- Pocałował mnie jeszcze krótko, po czym zaczął wyciągać wszystko z reklamówek.
-Buuuu~!- Powiedział Yuichi, robiąc dzióbek.
-Yuichi też chce buziaka~?- Zaśmiałem się, po czym cmoknął go.- Ale słodki buziak~!- Powiedziałem, wycierając mu brodę z musu.
-Kise patrz!- Powiedział nagle Aomine. Spojrzałem się w stronę salonu. Seiji chodził! I to bez żadnego podparcia~!
-Łaaa~! Brawo Kochanie~!- Uśmiechnąłem się szeroko. Seiji ustał i spojrzał najpierw na mnie, po tym na Aomine.
-No chodź do tatusia Łobudzie~!- Aomine ukucnął niedaleko i wyciągnął ręce. Seiji uśmiechnął się i podszedł do niego. Ao od razu wziął go na ręce.- Ale zdolny jesteś~! Piąteczka!- Tatuś i synek przybili sobie piątkę.
-A od mamusi masz buziaka~!- Powiedziałem, podchodząc do nich i całując go w policzek.- Aleś nas zaskoczył~!- Zaśmiałem się. Wtem odezwał się Yuichi. Odwróciłem się w jego stronę. I zauważyłem, że już zdążył wywrócić miseczkę i się ubrudzić.- Yuichi~! A co mamusia mówiła~?- Podszedłem i wziąłem go na ręce.- I ubrudziłeś swoje śpioszki.- On na moje słowa zaśmiał się.
-To mamusia pójdzie teraz przebrać Yuichiego, a Seiji pomoże. A tatuś zacznie pichcić. I posprząta.- Spojrzał się na brudną podłogę. Poszliśmy do ich pokoju. Ao posadził Seijiego na podłodze przy klockach, a ja położyłem Yuichiego na przewijaku.
-Tylko nie za długo, bo za chwilę gości będziemy mieć.- Przypomniał Aomine, po czym zszedł na dół. Seiji zaczął się grzecznie bawić klockami, więc na spokojnie mogłem przebrać Yuichiego.

W ogóle pewnie Was interesuje co się działo przez ten rok. To zacznę od początku...

Następnego dnia po urodzeniu bliźniaków mieliśmy duże odwiedziny. Jako pierwsi przyszli Kagami z Kuroko. Tetsu kilka razy pytał się, jak się czuję. Kagami zaś pogratulował nam i nawet potrzymał Yuichiego na rękach- bo Seiji się rozpłakał i uspokoił się dopiero na rękach Aomine. Po tym przyszli Nijimura, Haizaki, Akashi i Furihata. Wtedy Nijimura stwierdził, że dziadkiem został- bo nas uważa za swoich synów- na co zaczął płakać. Chociaż chwilę płakał, a po tym zaczął się śmiać.Haizaki zaś przyniósł małe misie dla bliźniaków. Furihata w sumie to się aż wzruszył i jakoś wybełkotał gratulacje. A co do Akashiego to okazało się, że musi mieć jakieś super mocne, bo gdy tylko wziął na ręce płaczącego Yuichiego to ten od razu przestał płakać. A po chwili już spał sobie smacznie. Nadal nie mogę pojąć jak to się stało. Pod wieczór ponownie odwiedzili nas rodzice. Mama Aomine zaczęła uczyć swojego syna jak przewijać dziecko i poszło mu nawet dobrze. Rodzice nie byli długo, gdyż pora odwiedzin już się kończyła, a chcieli abym sobie odpoczął. Aominecchi został, bo już wczoraj dołożyli łóżko do mojego pokoju.

Ogółem w szpitalu spędziłem dobry tydzień, bo na początku ciężko mi się chodziło, plus chcieli sprawdzić czy wszystko w porządku. Aomine nie mógł cały ten czas spać w szpitalu ale i tak przychodził wcześnie rano i wychodził wieczorem. Jak jednak wróciliśmy już z bliźniakami do domu to czułem się mega szczęśliwy widząc moich dwóch synków w ich łóżeczkach. Ale od tego momentu nie mieliśmy łatwo. Zwłaszcza, że bliźniaki były bardzo zgrane i jak jedne chciał jeść to drugi też, jak jeden zaczął płakać to i drugi, i jak jeden był pełen energii o 2 w nocy to drugi też. Jednak pewnego takiego wieczoru mega się rozczuliłem, a było to równo miesiąc po urodzeniu bliźniaków. Razem z Aomine poszliśmy do nich bo zaczęli płakać. Przewinęliśmy ich, nakarmiliśmy i właśnie tuliliśmy do snu. Ja siedziałem w fotelu z Yuichim na klatce piersiowej, a Aomine chodził po pokoju z Seijim na rękach. Wtem spojrzał na Seijiego, po tym na Yuichiego i na mnie. Uśmiechnął się i powiedział "Dziękuje za cudowny miesiąc.", całując po tym Seijiego i Yuichiego w czółko, a mnie w policzek. Miałem łzy w oczach i po prostu mnie zatkało. Gdy odłożyliśmy już Maluchy do łóżeczek i wyszliśmy z ich pokoju to mocno przytuliłem się do Aominecchiego, mówiąc mu jak bardzo go kocham. On odwdzięczył mi się tym samym i po tej słodkiej chwili poszliśmy do łóżka, bo ledwo co staliśmy na nogach.

Gdy nasze Słodziaki miały już 8 tygodni musieliśmy zabrać je na szczepienie. strasznie się tego bałem ale wiedziałem, że to dla ich dobra. O dziwo dzieci się nie rozpłakały. Tylko Yuichi miał łezki w oczach ale po za tym spokojnie. Razem z Daikim byliśmy z nich bardzo dumni. Jednak po tym bliźniaki dostali kolki i nie było to fajne. Na szczęście przyjechała moja mama i ciocia i pomogły nam zwłaszcza przy pracach domowych, gdy my tuliliśmy dzieci. Naprawdę się ucieszyłem widząc jak dzieci smacznie śpią w własnych łóżeczkach, a nie na nas. Zwłaszcza, że po tym były bardzo radosne i często się śmiali. Nie ma to jak rozłożyć się w salonie i się sobie popsocić.

Nasze dzieci rosły jak na drożdżach i coraz częściej zaczęli kręcić się na boki w łóżeczkach. Przy tym też często piszczeli, a jak odpowiadało się tym samym to się śmiali. A najlepszą dla nich zabawą było robienie im "samolotu" przez tatusia. A gdy ten miał już dość to Yuichi i Seiji zaczęli gaworzyć. Wtedy też często zaczęliśmy zabierać ich na spacery lecz na nich zazwyczaj ucinali sobie drzemki. 
Chociaż najbardziej się naśmialiśmy, gdy Seiji i Yuichi mieli cztery miesiące. Usiedliśmy wtedy z nimi przed lustrem. Byli na początku nieźle zszokowani, a po tym zaczęli się śmiać, krzyczeć i robić miny oraz gadać do swoich odbić. Ich gaworzenie było naprawdę słodkie. Wtedy też zauważyłem, że nasze chłopaki coraz lepiej rozpoznają naszych znajomych. Jak ktoś przychodził to nieźle potrafili się "rozgadać". Zwłaszcza jak przychodził Takao czy Kagami. Midorimie zazwyczaj próbowali ściągnąć okulary, a z Murasakibarą zazwyczaj zwiedzali dom. Haizaki się z nimi "kłócił"', zaś Nijimura uwielbiał ich karmić. Jednak Akashi i Kuroko okazali się najlepsi do kładzenia dzieci spać. 
Gdy nadszedł piąty miesiąc nasze dzieciaczki stały się nieco marudne, a zarazem coraz więcej gaworzyli. Później dopiero zauważyłem, że ząbkują. Byłem mega szczęśliwy, gdy wyszły im pierwsze ząbki. Aomine też w sumie był szczęśliwy, jednak przed tym nie obyło się często bez oślinionej koszulki.
W szóstym miesiącu zmieniliśmy już nasz wózek- chociaż mi było bardzo ciężko się go pozbyć. I wtedy też zrezygnowaliśmy już z wanienki i zaczęliśmy ich kąpać normalnie w wannie. Chociaż pierwszy raz zrobiliśmy to z nimi. Było dużo zabawy, a zwłaszcza robienia baniek. A po takiej kąpieli bliźniaki zasnęły w oka mgnieniu. 
Gdy nastał siódmy miesiąc nasze dzieci zrobiły się dość ciekawskie. Coraz lepiej poznawali naszych znajomych- chociaż ja nadal twierdzę, że to pewnie po kolorach włosów. Seijiego ulubionym wujkiem okazał się wtedy Kuroko, bo to u niego na kolanach czuł się najlepiej. Zaś Yuichiego okazał się Akashi. Raz jak Akashicchi go trzymał to dostał od Yuichiego buziaka. Dla mnie to było urocze, jednak Aomine mamrotał coś pod nosem, że tak nie powinien. Bliźniaki uwielbiały swojego tatusia i bardzo go kochali ale ten i tak był zazdrosny o wujków. Seiji i Yuichi i tak uwielbiali się bawić ze wszystkimi, chociaż teraz coraz częściej się podciągali aby pokicać. 
Ósmy miesiąc nastał bardzo szybko, a nasze Maluchy same już potrafiły siedzieć. Był to dla nas dużym ułatwieniem, zwłaszcza przy karmieniu ich musikami czy kaszkami. Chociaż coraz częściej dawaliśmy im to co sami jemy. Nasze Skarbeńka polubiły wtedy zabawę piłką.  Siadaliśmy z nimi w kółeczku i turlaliśmy im piłeczki. Większość zazwyczaj później była ośliniona ale to normalne, skoro wychodziły im kolejne ząbki. 

Zaś w dziewiątym miesiącu pokochali słuchać muzykę. Często gadali przy tym po swojemu, klaskali i kicali przy kanapie. A robienie tego na golasa było chyba ich najlepszą rozrywką. Jednak ten okres był dla mnie trudny, bo musiałem już powoli wracać do pracy. Raz jak miałem wyjść to bliźniaki tak się rozpłakały, że dopiero po 10 minutach się uspokoili. Musiałem z Aominecchim ululać ich do snu i dopiero wtedy wyjść do pracy. Na szczęście jak się obudzili to było lepiej. Chociaż po tym Daiki chciał iść do sklepu i nie zdążył nawet wyjść z domu jak Seiji i Yuichi się rozpłakali. Trzeba było zajmować ich zabawą, a jak to nic nie dawało to wzięcie ich ze sobą było nieuniknione. 

Dziesiąty miesiąc był i dla mnie i dla Aomine niezapomniany. Dlaczego? Ano nasze dwa urwisy powiedziały swoje pierwsze słowo. Bawiliśmy się wtedy z nimi na naszym łóżku. Wtem Seiji wziął zabawkę i dał ją Aomine mówiąc "Tata~!". Było to dla nas wielkim zaskoczeniem, a zarazem radością. Nagle jednak Yuichi krzyknął "Mama!". A po tym obaj na zmianę mówili Mama i Tata. Ja z wrażenia aż się popłakałem, bo naprawdę nie mogłem doczekać się tego momentu. Po Aomine było widać, że jest dumny z synków. Zwłaszcza, że wtedy Maluchy wykazały zainteresowanie koszykówką. Uwielbiali wrzucać piłki do ich zabawkowego kosza (który dostali od Kagamiego.). Wtedy też jednak przez ząbkowanie wszystko gryźli, a zwłaszcza nas. Najlepszym na to sposobem było danie im banana albo mlecznej bułki. Ich dieta bardzo się zmieniła i jedli już w sumie wszystko, chociaż o mleko dalej prosili. Chociaż je dawaliśmy im z kubka niekapka, aby odzwyczaili się od butelki. Co do wyjść to już lepiej znosili rozłąkę ale trzeba się było z nimi ładnie pożegnać- bez "Pa-pa~!" się nie wyszło. 

Z kolejnym miesiącem nasze Łobuzy stały się coraz ciekawsze, przez co musiałem pochować mnóstwo rzeczy. Na szczęście o zabezpieczeniu wszystkiego pomyśleliśmy wcześniej. Maluchy coraz więcej rozumiały ale nadal pozostali dwoma śmieszkami. A najwięcej śmiechu było przy rysowaniu. Rysowali i gadali po swojemu- Mama, Tata, lala, papa, sasu, poko i różne inne słowa. Oczywiście większości nie znaliśmy ale i tak jakoś potrafiliśmy się z nimi dogadać. 

I teraz, gdy już mają dwanaście miesięcy to czuję, jakby ten czas zleciał w tydzień. Moje Maleństwa już nie są takie malutkie i nawet zaczynają chodzić. Chociaż najczęściej jeszcze raczkują, więc trzeba mieć ich cały czas na oku. Zwłaszcza, że nauczyli się wchodzić na schody. Jednak teraz potrafią zająć się zabawą, więc robienie przy nich obiadu czy sprzątanie to nie kłopot. Najgorsze jest jednak to, że i ja i Daiki musimy wrócić już do pracy, więc czeka nas jeszcze szukanie niani. Chociaż z tym zapewne reszta nam pomoże, jednak my myśleliśmy o żłobku, który jest w sumie niedaleko. Zwłaszcza, że jak jest się sławnym modelem to znalezienie niani będzie trudne. A tak to nasze łobuzy będą mieli kontakt z innymi dziećmi. 

Co jeszcze..... A no tak~!

Od dwóch miesięcy jestem już Ryouta Aomine. Tak, z Daikim już się pobraliśmy. Już po narodzinach bliźniaków zaczęliśmy wszystko planować i razem zdecydowaliśmy, że zrobimy to jeszcze przed roczkiem dzieci. Planowanie wszystkiego było naprawdę super ale jak nastał ten dzień to aż nie mogłem uwierzyć, że za chwilę wręcz będę miał męża. Gdy szedłem ubrany w biały smoking z welonem na głowie i bukietem w ręce po czerwonym dywanie to nie mogłem powstrzymać uśmiechu. A jak zobaczyłem Aomine to mnie wręcz zatkało. Tak świetnie wyglądał w czarnym smokingu, że aż czułem się zazdrosny o wszystkie osoby, które się na niego gapią. Doskonale jednak pamiętam, jak złapał mnie za rękę, jak składaliśmy sobie nawzajem przysięgę, jak włożył mi na palec cudny pierścionek, jak urzędnik ogłosił nas mężem i mężem i jak w końcu zostałem pocałowany. Z tego szczęścia aż się wzruszyłem. Po tym były gratulacje, życzenia, no i przyjęcie. Wszystko było cudowne. W sumie to jednak nie wiem do końca, bo nie mogłem oderwać wzorku od mojego męża. Jak to pięknie brzmi~! Ogółem to wręcz wszystko pamiętam- pierwszy taniec, taniec z dziećmi, podziękowania dla rodziców, krojenie tortu, jeszcze więcej tańca. Jednak najlepsza część to była nasza noc poślubna. Tego nie opiszę wam ze szczegółami ale było cudownie. Rozpuszczałem się wręcz w jego ramionach. Do tego mieliśmy to szczęście, że mieliśmy nasz miesiąc miodowy. No dwa tygodnie to były ale zawsze coś W sumie to popłynęliśmy z rodzicami na jedną z japońskich wysp. Było to najlepsze rozwiązanie aby pobyć sami ze sobą jak i z bliźniakami. Zwłaszcza, że rodzice nam wręcz nie przeszkadzali. Ale te dwa tygodnie były naprawdę cudowne, bo nie dość, że odpoczęliśmy to mogliśmy nacieszyć się sobą.  

A tak poza tym to przecież nie tylko ja byłem w ciąży~! 
Jako pierwszy urodził Haizaki. Chłopczyk, któremu dali na imię Takashi zauroczył ich obu. Miał siwe włosy po mamusi i niebieskie oczy po tatusiu. Nijimura nie krył dumy, jak i tego jak bardzo kocha Haizakiego i Takashiego. 
Krótko po nim urodził Takao. Gdy przyjechał do szpitala to Midorima omal nie zemdlał- tak powiedziała jedn z pielęgniarek. I po długim czasie oczekiwania owa pielęgniarka pokazała mu jego córeczkę, Natsuki. Dziewczynka o czarnych włosach i zielonych oczach rozkochała w sobie wszystkich, nie tylko mamusię i tatusia. Takao na widok córeczki bardzo się ucieszył lecz po chwili rozpłakał ze szczęścia. Midorima w sumie też ale mnie bardziej szokował jego szczery, szeroki uśmiech. Ale cóż się dziwić, ojcem został.
A miesiąc później na świat przyszła córka Kagamiego i Kuroko, Mika. Nie ma to jak widok strażaka, który wbiega do szpitala i krzyczy "Gdzie jest dziecko~?!". Oczywiście jak się uspokoił to pielęgniarka zaprowadziła go do pokoju, w którym Kuroko i Mika odpoczywali. Kagami był mega dumny z Kuroko. A Mika, która miała czerwone włosy i niebieskie duże oczy od razu skradła mu serce. Chociaż nie tylko jemu, bo Akashiemu w sumie też. Daiki w sumie stwierdził, że wygląda niczym dziecko Akashiego i Kuroko, a jak będzie miała taki sam charakterek to nadejdzie apokalipsa. Ach~! Mój mąż i jego teorie.
Ale nieco później i Akashi został ojcem słodkiej córki. Chociaż wszyscy spodziewali się, ze to będzie chłopak. Jednak Sayuri zaskoczyła swojego tatusia. Dziewczynka o brązowych włosach i czerwonych oczach zaskarbiła sobie miłość ojca, aż Furihata czuł się zdradzony. Jednak Akashi powiedział mu, że jego też bardzo kocha, co go bardzo ucieszyło. A po tym powiedział, że chce kolejne dziecko, na co się przeraził. Tak, Akashi najwyraźniej wymarzył sobie gromadkę dzieci. 
Niecały miesiąc później na świat przyszedł ostatni urwis, Ryu. Murasakibara chyba pierwszy raz w życiu był tak zestresowany i zmartwiony. Himuro jednak świetnie sobie poradził, a chłopczyk urodził się zdrowy. Murasakibara na widok swojego synka, który miał taki sam kolor włosów jak jego oraz zielone oczy po Himuro, po prostu się rozpłakał i czule pocałował go w czółko mówiąc mu po prostu "Cześć". Wraz z nim rozpłakał się Kagami, który bardzo pokochał Ryu. Himuro zaś był mega szczęśliwy i rozczulony zachowaniem ich obu. 
Jakoś krótko po tym okazało się, że Riko jest w ciąży. Z tej racji razem z Junpeiem zdecydowali się na szybki ślub. Chociaż z drugiej strony to ojciec Riko naciskał, bo nie chciał aby jego córeczka została matką nie będąc mężatką. Riko o dziwo się nie zezłościła- jak to wszyscy myśleli- a naprawdę ucieszyła. Chyba czuła, że Hyuga bardzo się denerwuje i od dłuższego już czasu próbował poprosić ją o rękę. A tak już są szczęśliwym małżeństwem, spodziewającym się dziecka. 

Momoi po tym wszystkim sama zaczęła myśleć o zostaniu mamą i razem z Imayoshim zaczęli starać  się o dziecko. Nie spieszyli się z tym, gdyż najpierw chcieli wszystko sobie poukładać. Cała Momoi- najpierw wszystko sprawdzi, po tym planuje. Aomine już nie może się doczekać aby zostać wujkiem. Liczy w sumie na to, że będzie dziewczynka i będzie taką samą zołzą jak Satsuki. 

I tak minął ten szalony rok. Jak teraz na to wszystko patrzą to aż nie mogę uwierzyć, że to już rok. 
-Ryouta~! Przebrałeś już Yuichiego?- Zapytał Daiki, wchodząc do pokoju.
-Tak, tak~! Nowe śpioszki w kropeczki i krótkie spodenki.- Powiedziałem, biorąc Yuichiego na ręce.
-Najważniejsze, że czysty.- Powiedział Aomine i cmoknął Yuichiego w policzek.- Chodź Seiji~! Wujkowie już idą~!- Wziął Daikiego Junira na ręce, robiąc mu przy okazji samolocik. Zeszliśmy na dół akurat w momencie, gdy ktoś zapukał do drzwi. Razem z Yuichim poszliśmy otworzyć.
-Ku-ku~!- Krzyknął radośnie Yuichi i już wyciągał ręce w stronę Kuroko.
-Witaj Kise. Cześć Yuichi.- Kuroko uśmiechnął się leciutko i od razu ściągnął buty aby wziąć blondynka na ręce.  Po nim wszedł Kagami z małą Miką na rękach.
-Kise położysz małą w pokoju bliźniaków? Zasnęła nam po drodze.- Poprosił cicho Kagami.
-Ależ oczywiście.- Szepnął Kise i wziął Malutką od razu biorąc ją na górę. Gdy wrócił zauważył, że Seiji też chce do wujka Kuroko.
-Seiji ale widzisz, że wujek Tetsu trzyma twojego brata. Was dwóch może nie uradzić~!- Mówił do Seijiego, Daiki. Chłopczyk zrobił smutną minkę i przytulił się do niego.- Oj nie smuć się. Jak wujek usiądzie to posadzę cię obok niego, ok?- Powiedział Aomine. Kurokocchi nie mając wyboru usiadł, a Seiji bardzo chętnie usiadł obok i zaczął gadać po swojemu.
-A mnie to żaden nie przywitał.- Powiedział z uśmiechem Kagami.
-Spokojnie, za chwilę pewnie się do ciebie przykleją.- Zaśmiał się Ao.
-To może w tym czasie pomoże ci w gotowaniu~?- Zaproponowałem z uśmiechem.
-Przychodzę w gości, a muszę gospodarzą gotować.- Sarknął Kagami, jednak ruszył do kuchni.
-Daikicchi już większość zrobił~!
-Ja chętnie bym coś zjadł, bo od śniadania nic nie jadłem.- Powiedział Kuroko, więc Kagami bez marudzenia zaczął rządzić w naszej kuchni. Aomine zaś nalał każdemu lemoniady.
-Banana~!- Krzyknął Seiji.
-Junior głodny?- Zapytał Daiki z uśmiechem, po czym zaczął obierać banana. Pokroił go na kawałki i wrzucił do miseczkę, którą dał Seijiemu. Ten wziął jeden kawałek do ust, drugi dał Yuichiemu, a trzeci Kuroko.
-Ale wujka nie musisz karmić~! Wujek za chwilę będzie jadł~!- Powiedziałem ze śmiechem. Wtem ktoś zadzwonił do drzwi, więc migusiem do nich pognałem. Okazało się, że to Nijimura z Haizakim i Takashim oraz Murasakibara z Himuro i Ryu.
-Hejka~1 Wchodźcie, wchodźcie~!- Powiedziałem, robiąc im miejsce.
-Hejo~! Przynieśliśmy podwieczorek.- Powiedział Nijimura, dają mi pudełko ze słodkościami.
-Dziękuje~! Haizaki daj mi Take to się na spokojnie rozbierzesz.- Powiedziałem, chcąc wziąć od niego Malucha.
-Chętnie ale Taka dzisiaj to niezła maruda i wręcz nie odstępuje mnie na krok.- Westchnął Haizaki, powoli ściągając buty.
-Bo mamusia przecież najważniejsza~!- Powiedziałem ze śmiechem. Wtem usłyszałem płacz z góry.- Oj, to pewnie Mika.
-Ja do niej pójdę.- Powiedział Himuro i pognał na górę.
-Czy mi się zdaje czy Himura chciałby mieć dziewczynkę?- Spytał Nijimura z uśmiechem.
-W sumie to się już nieco zastanawialiśmy nad drugim dzieckiem.- Mruknął Murasakibara.
-Haizkai.....- Zaczął Nijimura.
-Dopóki na palcu nie będę miał obrączki to nawet o tym nie myśl.- Mruknął Haizaki i pognał do salonu.
-Czyli w sumie niedługo.- Powiedział zadowolony Shouzo. No tak, za miesiąc będą mieli ślub. Zaprosiłem ich do salonu, gdy wtem ktoś zapukał, więc ponownie poszedłem otworzyć. Tym razem był to Midorima i Takao z Natsuki i Akashi z Furihatą oraz Sayuri.
-No i mamy komplet~!- Powiedziałem z uśmiechem.
-Ohayo Aomine~!- Powiedział wesoło Takao, a ja się zarumieniłem. Tak, nadal nie mogę przyzwyczaić się do nowego nazwiska i wcale mi nie przeszkadza jak mówią na mnie Kise.
-Ga-ga~!- Gaworzyła wesoło Natsuki. Była małą śmieszką, co widać ma po mamusi.
-A kto ma taką ładną sukieneczkę?- Spytałem Malutką, na co się uśmiechnęła szeroko.- A co u Sayu-chan~?- Spytałem, patrząc na dziewczynkę przytuloną do tatusia.
-Sayu-chan nadal woli spędzać czas z tatusiem.- Powiedział Furihata z uśmiechem. Tak, już od początku mała ciągnęła bardziej do Akashiego, chociaż Koki robił co mógł.
-Bo jak większość czasu spędzam w pracy to później Sayu musi sobie posiedzieć z tatusiem.- Powiedział Akashi, całując małą w czółko. Sayuri uśmiechnęła się lekko, po czym zaczęła wyciągać rączkę w moją stronę.
-Cześć Sayu-chan~!- Uścisnąłem lekko jej rączkę, na co ona ponownie się uśmiechnęła.- Jaka słodka~! Dobra wchodźcie, a nie będziemy stać w korytarzu.- Powiedziałem i ruszyliśmy do salonu. Yuichi siedział obok Kagamiego i patrzył jak ten karmi Mike. Seiji już gadał z Haizakim. O dziwo Takashi siedział na kolanach Nijimury i przysłuchiwał się im. Ryu siedział na kolanach Murasakibary i z zaciekawieniem oglądał misia. Natsuki ożywiła się na rękach Takao i już chciała się bawić. Sayuri najwyraźniej też chciała się bawić, bo patrzyła na wszystkich z zaciekawieniem. Goście się rozsiedli, a ja z Daikim poszliśmy do kuchni po więcej napoi i ciastka.
-Ależ nam się Maluchy rozgadały~!- Skomentowałem z uśmiechem.
-Tak, a za rok to będziemy za nimi latać aby nic sobie nie zrobili.- Skomentował Ao.
-I nim się obejrzymy będziemy prowadzić ich do przedszkola.- Westchnąłem.
-Do tego jeszcze daleko. Jeszcze będziesz się cieszył, że idą do przedszkola.- Skomentował Ao, przytulając się do mnie od tyłu.
-A tobie nie będzie smutno??
-Nie~! Będę się cieszył, że tacy już duzi i dzielnie zaczynają naukę.
-Jak zaczną zmieniać dziewczyny jak rękawiczki to na pewno będą mieli to po tobie.- Powiedziałem ze śmiechem.
-Kto tu jest modelem? Też miałeś mnóstwo fanek. I nasze chłopaki też będą mieli~! Chociaż mam jednak nadzieje, że chociaż jeden później przedstawi nam synową.
-I ja posuwam się za daleko?- Zaśmiałem się.
-Trzeba już myśleć o ich przyszłości~! Ale wiesz co Ryouta?
-Hmmm?- Mruknąłem, zapatrzony na nasze bliźniaki.
-Zawsze możemy postarać się o kolejne. Może tym razem dwie dziewczynki?- Mruknął mi do ucha.
-Aho~!- Fuknąłem na niego, rumieniąc się mocno.- Zapragnąłeś sobie gromadki dzieci~??
-Czemu nie~! Ale wiesz, dziewczynę bardzo bym chciał~! Taką o twoich włosach i moich oczach. Co ty na to?- Zapytał z uśmiechem.
-No może.....- Mruknąłem, uśmiechając się na myśl o takiej uroczej córeczce.
-To może dzisiaj w nocy się postaramy?- Wymruczał mi do ucha.
-Lepiej poczekajmy aż nam dzieci podrosną.
-Zanim się urodzi to akurat podrosną.
-Dai-chan~!- Fuknąłem na niego.- Później.
-Tak, tak~! Kocham Cię Ryouta.- Powiedział, cmokając mnie w policzek.
-Ja ciebie też.- Odpowiedziałem z uśmiechem.- A teraz bierz te napoje i wracamy do gromadki.
-Hai~! Seiji ale nie całuj Taki~! Jak już to daj buzi Miku~!- Powiedział Daiki, widząc co się wyprawia w salonie.
-Seiji bierze przykład z Tatusia~!- Skomentował Takao ze śmiechem.
I tak spędziliśmy miło popołudnie z naszymi kochanymi dziećmi. I naprawdę nie mogę sobie wyobrazić lepszego widoku- mój mąż, nasze dzieci, nasi znajomi i ich dzieciaczki. No może będzie jeszcze lepiej jak zgodzę się na kolejne dziecko..... Ale nad tym się jeszcze zastanowię. Może za rok zrobię Daikiemu niespodziankę na urodziny? Tak, pomyślę jeszcze nad tym. Teraz skupię się na moich trzech Łobuzach, których bardzo kocham.