niedziela, 4 października 2015

Danse Macabre- rozdział 7

Konbanwa~! ^.^ 
To znowu ja z niespodzianką~! 
Otóż napisałam kolejny rozdział DM, więc dla zniecierpliwionych wstawiam go już dzisiaj~!! :)
Dwa rozdziały pod rząd, mam rozpęd. >p< 
Wene zaczął ze mną współpracować. XP
Ogółem to w następnym rozdziale będzie prawdopodobnie rozwiązanie zagadki. ^^
I rozdział ten pojawi się w czwartek lub sobotę- zależne od humoru xp
Przypominam o ankiecie i konkursie~!!!!!
I nie zapomnijcie zostawić komentarza~! :*
Dobranoc~! <3
#Kimie

Rozdział dedykuję Natalii Ł. :* 
(Julcia nie gniewaj się ale ty dedykta już miałaś ^^)

Gdy wstałam miałam wyśmienity humor. Pogoda była piękna i aż chciało się zrobić piknik. Kiedy powiedziałam Nunie o moim pomyśle od razu się rozradowała. Jak już stwierdziła, że wyglądam przepięknie to popędziła do kuchni aby przyszykowali mi jakieś smakołyki. Podczas śniadania rodzice powiedzieli, że gdzieś dzisiaj jadą coś załatwić, więc wrócą prawdopodobnie na kolację. Tak więc pożegnałam się z nimi i poszłam na lekcje. Nie miałam ich dzisiaj dużo, więc już wczesnym popołudniem mogłam cieszyć się świetną pogodą. Usiadłam na kocu, na trawie i porozmawiałam sobie trochę z Nuną. Musiała on jednak wrócić do swoich obowiązków, więc po ciśnięciu jej kilku ciasteczek w podskokach poszła sprzątać. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Pana Zagadki lecz jeszcze o dziwo nie przyszedł. Postanowiłam więc przejść się po ogrodzie. Poszłam nad studnie wokół której latały wróbelki. Przeszłam obok ścianki róż, które mieniły się kolorami. Podeszłam do małego drzewka ukochanych magnolii. Ponownie się rozglądnęłam, czy aby już nie przyszedł lecz nadal ani śladu. Gdy chciałam już wrócić na kocyk zauważyłam Czerwonego łabędzia z origami i kwiat magnolii. Obie rzeczy leżały na kopercie. Usiadłam i najpierw wzięłam łabędzia aby się mu przyjrzeć. Był bardzo starannie zrobiony, a kartka użyta do jego zrobienia nie była postrzępiona. Odłożyłam łabędzia, powąchałam kwiat i wzięłam kopertę. Nie była ona zaklejona tylko podpisana „Lili”. Czyli to do mnie. Otworzyłam ją, wyciągnęłam kartkę i zaczęłam czytać:

„Damulko Lili,

Z przykrością muszę cię poinformować, że nie odwiedzę cię przez najbliższe 10 dni. Poszedłem szukać końca tęczy aby sprawdzić czy naprawdę jest tam dzbanek złota. Oczywiście to nieprawda ale nie powiem ci prawdziwego powodu mojej nieobecności. Przypomnę ci, że już minęło 10 dni od naszego zakładu, więc powinnaś zacząć myśleć o rozwiązaniu mojej zagadki. Może nie powinienem ale będę tak dobroduszny i dam ci jeszcze jedną wskazówkę. „Z jednego miejsca patrzę na swój kres.” Może ci tym trochę pokomplikuję ale ja wiem jak ty to lubisz. Życzę ci jednak udanych dni pod moją nieobecność. Może nie będą one takie wspaniałe, gdy ja w nich uczestniczę ale zawsze coś. Pamiętaj o wszystkich moich słowach. W kopercie masz mały upominek ode mnie abyś nie chodziła naburmuszona. Głupio wtedy wyglądasz. Do zobaczenia wkrótce Lilio wśród róż.”

Pan P.

Pismo było bardzo piękne w swojej prostocie. Nie dodał na szczęście nikomu niepotrzebnych wywijasów i nie pisał pod dużym kątem. Czasami takie teksty wyglądają jak ślaczki. Na początku byłam wściekła, że nazwał mnie „Damulką”. Następnie zdziwiło mnie, że go nie będzie. I, że minęło już 10 dni od zakładu. A to, że dał wskazówkę było równie zadziwiające, a zarazem wkurzające, gdyż nie wiem o co w niej chodzi. Gdy życzył mi miłych dni uśmiechnęłam się lecz czytając o tych wspaniałych, gdy on jest zaśmiałam się. „Lilia wśród róż” brzmi tak pięknie, że się chyba lekko zarumieniłam. I na koniec jego głupota, a może to specjalnie, czyli podanie pierwszej litery swojego imienia. P jak piękny. Zaśmiałam się i wzięłam kopertę aby zobaczyć co to za prezent. Były to dwie przywieszki w kształcie kropli tym razem czerwone. Wyciągnęłam naszyjnik i dołożyłam jeden z obu stron. Po tym schowałam list do koperty i włożyłam wraz z łabędziem i naszyjnikiem do kieszeni. Magnolię zaś wpięłam sobie w włosy i poszłam na swój kocyk korzystając z pogody. Nie powiem ale zaskoczył mnie i nie popsuł humoru. Wręcz przeciwnie szłam wręcz podskakując i nucąc sobie coś pod nosem. Jestem ciekawa ile ma twarzy Pan P.





..............Tymczasem w Hiszpanii............

Leżałem sobie wygodnie na dachu jednego z mieszkań i wygrzewałem się w słonku. Aż nabrała mnie ochota na drzemkę.

-Ty na serio jesteś kotem.- Usłyszałem tuż przy uchu. Zerwałem się nagle i spadłem na niższy daszek. Wstałem i wszedłem z powrotem patrząc się zmrużonymi oczami na Josepha.

-Mogłeś najpierw mnie szturchnąć czy coś, a nie o zawał mnie przyprawiasz.- Otrzepałem się z kurzu i usiadłem na skraju dachu patrząc na morze.

-Nie spodziewałem się, że cię zaskoczę i aż zwalisz się z daszku.- Zaśmiał się krótko pod nosem na co prychnąłem.- Mam nadzieję, że  jesteś gotowy na podróż.- Powiedział podchodząc do mnie. Uśmiechnąłem się i rozciągnąłem.

-Gdybym nie był gotowy nie nalegałbym na jakąś wyprawę. Mam nadzieję, że będzie coś ciekawego.- Wstałem i otrzepałem się ponownie.- To co?! Ruszamy czy będziemy tu tak stać i sępić?!- Uśmiechnąłem się chytrze. Joseph nic nie powiedział tylko od razu zmienił się w kruka. Zrobiłem to samo i polecieliśmy w stronę statków.





Następny dzień naszedł dla mnie stanowczo za wcześnie. Minęło jakieś 10 minut zanim Nuna wygoniła mnie w końcu z łóżka. Dzisiejszy dzień miałam spędzić z mamą na przygotowaniach do ślubu. Tak więc wybieraliśmy kolor sukni, płaszczu, wzoru, dodatków, biżuterii, a po tym jak mnie uczeszą i co doczepią do włosów. Strasznie mnie to nudziło i większość rzeczy wybrała mi mama. Zrobiłyśmy sobie po tym przerwę na herbatę i ciasteczka. Porozmawiałyśmy trochę o moim narzeczonym i ogółem o całym tym ślubie. Mama mimo wszystko proponowała mi abym zainteresowała się Elwanem, że nie wydaje się on taki zły. Tak żeby miała spokój to powiedziałam jej co wydarzyło się w ogrodzie. Oczywiście ominęłam, że Pan P nam przeszkodził swoim śmiechem. Ucieszyła się na to, po czym pognała mnie na dalsze przymiarki, czyli to co ubiorę po uroczystości w kościele. Na szczęście szybko się zdecydowałam, więc resztę dnia mogłam spędzić jak chcę. Wybrałam się do biblioteki aby dokończyć niedawno rozpoczęta książkę.



Kolejny i następny dzień był zwyczajny, czyli wstanie, ubranie się, śniadanie, nauka, obiad. Po tym krótki spacerek po ogrodzie i poczytanie notatek na temat Pana P. Nadal nic mi się nie łączyło w całość. Na dodatek ta wskazówka w niczym nie pomogła. Chodziłam po ogrodzie i cmentarzu rozglądając się co jest w zasięgu wzroku. Nic mi to jednak nie dało. Trochę wkurzona zjadłam kolację, umyłam się i poszłam spać.





Już drugi dzień jak płynęliśmy grupą statkiem. Jakoś pod wieczór mieliśmy być na miejscu. Musieliśmy płynąć statkiem, gdyż często bierzemy sobie jakieś pamiątki. W większości są to jakieś cenne kosztowności. Siedziałem więc z tą bandą idiotów i przysłuchiwałem się ich rozmowie.

-Tamta akcja w Grecji była najlepsza! No może ta w Niemczech też była fajna ale nie dorównuje Greckiej. Grecką tragedie urządziliśmy! Hahaha!!- Dlatego nie lubiłem z nimi pracować.

-Ata zamknij tą jadaczkę i przestań tak wszystko przeżywać.- Warknąłem na niego i od razu nastała cisza. Warto mieć tu respekt i być tym najstraszniejszym. Ata od razu usiadł i opuścił głowę w dół.

-Nie przejmuj się Ata tym debilem. Mów dalej.- Zaśmiałem się i spojrzałem na rozmówczynię.

-Dita ty dziwko nazwij mnie tak jeszcze raz, a pozbędziesz się języka którym kłapiesz na prawo i lewo.- Dita jest jedną z nielicznych kobiet, które są w grupie. Razem jest nas jakieś 16 osób, w tym 4 kobiet. Dita była jedna odosobnionym przypadkiem wrednej dziewuchy. Brązowe loki sięgające ramion, skóra jasna lecz nie mleczna jak moja. Oczy niebieskie z powiekami pomalowanym na ciemny kolor. Kobieta z charakterem. Nienawidziliśmy się od samego początku. Gdyby nie szefunciu jeden zabiłby drugiego. Wracając do zaistniałej sytuacji. Wszyscy aż się skulili aby przypadkiem nie zostać zabitym.

-Kto tu kogo nazywa dziwką Pati?!- Uśmiechnęła się chytrze. Dobrze wie, że nienawidzę jak ktoś mów na mnie Pati. Uśmiechnąłem się i wyłoniłem z cienia.

-To ty świecisz biustem aby się podlizać bo nie masz umiejętności. To ja tu jestem górą, więc te usteczka otwieraj tylko, gdy chcesz zrobić jakiemuś panu dobrze.- Uśmiechnąłem się kącikiem ust. Aż zawarczała ze złości. I nawet poczerwieniała nieco.

-Ty wstrętny dupku.- Gromiła mnie wzrokiem lecz mi to nic nie robiło.

-Złość piękności szkodzi. Chociaż w twoim przypadku to nie masz się czego bać.- Wzięła pobliską butelkę i rzuciła w moją stronę. Nie dość, że uniknąłem pocisku to szybko doskoczyłem do niej przykładając sztylet do szyi. Wszyscy wstrzymali oddech, czekając na mój ruch.

-Dita moja cierpliwość jest ograniczona. Więc jeszcze raz rzucisz w moją stronę coś ostrego albo zrobisz coś co mnie wkurzy to nie będę się powstrzymywał i odetnę ci tą główkę. Mam nadzieję, że zrozumiałaś. A! I jeszcze jedno.- Złapałem ją za włosy mocno ciągnąc ją do tyłu.- Jeszcze jedno słówko Pati wyjdzie z twoich ust, a twoje wnętrzności będą latały na kilometr.- Puściłem ją i wyszedłem z kajuty. Odetchnąłem morską bryzą, uspokajając się nieco. Spojrzałem się na horyzont i postanowiłem wejść na bocianie gniazdo.  Wdrapałem się tam raz dwa i podziwiałem widoki. No może nie było nic do podziwiania oprócz wody ale zawsze coś. Zwłaszcza, że tafla wody świeciła od słońca.

-Daleko jeszcze?- Nie, nie pytałem w powietrze. Dosłownie minutkę temu Joseph pojawił się tuż za mną. Skąd to wiem? Bo można wtedy poczuć zimny dreszcz.

-Już niedaleko. Nie kłóć się tak z Ditą. Co ona ci takiego zrobiła, że jej nienawidzisz?- Joseph ustał obok mnie opierając się rękoma o barierkę.

-Po prostu zjawiła się w tej grupie. Nie da się inaczej tego wytłumaczyć. I żadne z nas nie wyciągnie ręki do drugiego aby się pogodzić, a tym bardziej zaprzyjaźnić. Nic nie poradzisz. Musisz przyjąć to do wiadomości i oddzielać nas, gdy będziemy chcieli rzucić się sobie nawzajem do gardeł.- Joseph pokręcił głową w niedowierzaniu, a ja zaśmiałem się krótko.

-Jeśli porównać waszą grupą do rodzeństwa to ty jesteś starszym bratem, a ona twoją siostrą bliźniaczką. Jej nie podoba się, że wszyscy w większości ciebie faworyzują, a ty nie lubisz, gdy wtrąca się do twoich spraw. Dlatego nienawidzicie się nawzajem. A reszta rodzeństwa jest trochę rozdarta, gdyż ty jesteś straszny lecz utalentowany, a ona dobra lecz zazdrosna.- Nie wiedziałem, że można przedstawić to pod takim kątem. Mimowolnie wzdrygnąłem się.

-Jakoś jak porównałeś mnie i ją do bliźniaków to niedobrze mi się zrobiło.- Wzdrygnąłem się ponownie, a Joseph uśmiechnął.

-Koniec tych pogaduszek, bo jeszcze tu zwymiotujesz. Idź po resztę. Czekam na pokładzie.- Powiedział i zmienił swoją formę.

-Aj, aj kapitanie~!- Uśmiechnąłem się głupkowato i zeskoczyłem z bocianiego gniazda. Kopniakiem otworzyłem drzwi. Momentalnie zapadła cisza i wszystkie pary oczu skierowały się na mnie.- Ruszać się patałachy! Śmierć wzywa na spotkanie.- Uśmiechnąłem się nieco psychopatycznie, obróciłem się na pięcie i ustałem niedaleko naszego szefuncia. Jeszcze trochę i zabawa się zacznie.






Przez kolejne dni strasznie się nudziłam. Dwa razy spotkałam się z moim narzeczonym. Nic ciekawego nie wydarzyło się na tych spotkaniach. W większości rozmawialiśmy o nauce i o tym, co się aktualnie dzieje. Raz wspomniał o ślubie ale w tym temacie się nie rozwinęliśmy. Wszystko wręcz szykują nasi rodzice. Tak więc resztę czasu spędziłam w ogrodzie i w bibliotece. No jeszcze wczoraj krótko przed snem przyszła do mnie mama. Nieco mnie zdziwiła ta wizyta. Jednak jak powiedziała o czym chce ze mną porozmawiać to spaliłam niezłego buraka. Tak, rozmawiałam z mamą o tych sprawach. Jednak musiała poinformować swoją córkę co stanie się po uroczystości. Leżałam po tej rozmowie na łóżku i rozmyślałam. Przypomniały mi się momenty, gdy Pan P. dotykał mnie tak....inaczej. Spaliłam buraka, zakrywając twarz poduszką. Głupek, głupek, głupek~! Dlaczego on to wtedy zrobił nadal jest dla mnie niewiadomą. Z lekkim niepokojem zasnęłam z myślą, że niedługo go zobaczę.





Bitwa i cała akcja poszła pomyślnie. Na dodatek przestraszyłem jednego wojownika. Chciał się schować i przeczeka bitwę lecz nie pozwoliłem mu na to. Gdy mnie zobaczył najpierw się zdziwił, a sekundę później ze strachem w oczach próbował uciec. Podszedłem do niego powoli od tyły, złapałem za włosy i jednym ruchem odciąłem głowę. Gdy zebraliśmy się po bitwie przestraszyłem Ate, który aż odskoczył na dwa metry. Oczywiście Dita obrończyni słabszych od razu się wtrąciła. Uciszyła ją jednak Śmierć. A po tym stało się coś pięknego. Zostałem pochwalony przy wszystkich za akcję i dostałem w nagrodę bardzo cenny naszyjnik. Dita wręcz kipiała ze wściekłości. Ja zadowolony wziąłem sobie jeszcze trochę łupów i wszedłem na statek. Podróż z powrotem minęła spokojnie, bez jakiś sprzeczek ze strony Dity. Tak więc leżąc na hamaku i drzemiąc czasem wróciliśmy do Hiszpanii. Stamtąd już krótka podróż w postaci kruka do Francji. Joseph oczywiście przyszedł. Chciałem go wygonić ale widząc, że przyniósł rybkę od razu zmieniłem zdanie. Zaśmiał się z mojego zachowania lecz nie komentował go. Po prostu usiedliśmy i zajadaliśmy się rybką, popijając wino i świętując udaną akcję. Oczywiście każde nasze akcje były udane ale dlaczego nie mielibyśmy tego świętować?! Reszta pewnie poszła do jakieś karczmy się upić. Zero klasy. Po posiłku  Joseph musiał coś załatwić, więc ja wygrzałem się jeszcze w wannie, po czym od razu zasnąłem.





Dzisiaj wyjątkowo nie miałam lekcji ani nawet żadnego spotkania ani przygotowań do ślubu. Po prostu wolny dzień. Do południa nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Snułam się po willi w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Później jednak stwierdziłam, że szkoda marnować taki słoneczny dzień. Usiadłam sobie w altanie z książką i filiżanką herbaty. Książka po jakimś czasie zaczęła mnie nudzić ale czytałam dalej. Nagle poczułam jak coś gryzie mnie w ramie. Gdyby był to jakiś robak to może bym nie poczuła ale to ugryzienie jednak bolało. Pisnęłam i odskoczyłam. Gdy się obróciłam nikogo nie było. Patrząc w miejsce za mną usiadłam z powrotem. Gdy obróciłam głowę do przodu i spojrzałam się przed siebie omal zawału nie dostałam. Wypuściłam książkę z dłoni z piskiem i złapałam się za serce.

-Aleś się bojaźliwa zrobiła.- Pan P. złapał książkę, która prawdopodobnie spadłaby na ziemię. Patrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-Jesteś~!- Wstałam i rzuciłam mu się na szyję. Dopiero po chwili doszło do mnie co zrobiłam, więc odkleiłam się od niego i zmieszana usiadłam z powrotem. Pan Zagadka stał zszokowany.

-Nie spodziewałem się, że aż się za mną stęsknisz.- Usiadł obok mnie, książkę odkładając na stolik. Jedną ręką objął mnie w pasie, drugą kładąc na moim policzku i obracając mnie w swoja stronę.- Dużo kobiet przed ślubem sypia z jakimś mężczyzną aby nie wypaść później źle przed mężem ale nie spodziewałem się tego po tobie. No ale skoro aż tak się za mną stęskniłaś.- Jakąś chwilę mi zajęło zrozumienie jego słów. A gdy już dotarło poczułam jak całuje mnie po szyi. Odskoczyłam jak oparzona, a on zaczął się śmiać.- Coś długo ci zajęło zrozumienie moich słów.- Znowu zaczął się śmiać, a ja na niego prychnęłam. No co za wredny.

-To nie tak jak myśli! Po prostu......tak jakoś.....No trochę nudo tu było jak nie przychodziłeś. Teraz żałuję, że nie wyjechałeś na dłużej.- Odwróciłam od niego wzroku rumieniąc się lekko. Usłyszałam jak wzdycha głośno, więc postanowiłam na niego spojrzeć.

-Przykro mi ale czytam z ciebie jak z otwartej księgi i wiem, że kłamiesz. Jednak to miło, że cały czas o mnie myślałaś.- Na jego słowa zrobiłam się chyba czerwona jak burak, gdyż czułam takie dziwne ciepło.

-Nie myślałam o tobie cały czas. Miałam wiele rzeczy do zrobienia. Musiałam przygotować kilka rzeczy do ślubu, miałam naukę, spotkałam się z narzeczonym, porozmawiałam wieczorem z mamą.- Zaczęłam się tłumaczyć nie wiedząc po co to dokładnie.

-O~! Wiec wiesz jakie ciekawe rzeczy można robić z mężczyzną.- Jego wzrok wręcz palił. Na dodatek oblizał lubieżnie usta. Odwróciłam się od niego tyłem aby nie patrzeć na jego diabelskie kuszenie.

-Dla twojej wiadomości każda matka mówi swojej córce przed ślubem czego ma się spodziewać po uroczystości, gdy zostanie sam na sam z mężem.- Powiedziałam to co mama powiedziała mi na początku naszej rozmowy. Poczułam jego dłonie na swojej tali. Przytulił się do moich pleców obierając brodę o moje ramie.

-Rozumiem, rozumiem. Przecież wiesz, że się z tobą droczę. Napisałem ci w liście, że nie masz być naburmuszona, bo głupio wtedy wyglądasz. Masz się uśmiechać. I wyciągnij naszyjnik.- Odetchnęłam i wyciągnęłam naszyjnik z kieszeni.- Odepnij go.- Zrobiłam co mi powiedział. On złapał najpierw jeden koniec nakładając dwie zawieszki i to samo zrobił z drugą stroną. Jedne były złote, drugie białe. Uśmiechnęłam się, gdyż naszyjnik wyglądał bardzo pięknie z takimi łezkami. Pan Zagadka wziął naszyjnik i zapiął na mojej szyi.

-Dziękuję za upominek.- Wręcz wyszeptałam, patrząc na swoje dłonie.

-Ależ nie ma za co dziękować. To drobiazg. A teraz ładny uśmiech poproszę.- Uśmiechnęłam się szeroko na jego słowa. Siedzieliśmy tak, a ja opowiadałam mu co wydarzyło się przez te dni. I tak minęło nam całe popołudnie. 

Takie mniej więcej widoki miał Patrice ;) 

5 komentarzy:

  1. OMG! OMG! KOCHAM CIĘ. Ja siedze sobie w szkole na przerwie i (jak zwykle) sprawdzam bloga a TAM nowy rozdział!!!!! <3 kochana zaczęłam piszczeć xd a jak powiedziałam Natalii to omało nie umarła ze szczęścia xddd
    Rozdział wyśmienity :***
    Ja chce juz kolejny rozdział ;_;
    Nie wiem jak ja wytrzymam xd
    Dziękuje za taką zajebistą niespodzianke <333
    Dobra nie obraże sie na tego dedyka ale następny dla mnie xddd
    Życzę weny i więcej czytelników.
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miłe słowa, gdy się wstało~! ^.^ Senkju <3
      Wyobraziłam sobie jak siedzisz w ławce i zapiszczałaś, a klasa takie WTF?? o.O A ty takie "Sio od mojego tęczowego świata, Szarusie" >.< Heheszki~! XD
      Na kolejny musisz jednak poczekać ;)
      Wytrzymacie, wierzę w was :p
      Ależ nie ma za co ^^
      Tobie zadedykuje MidoTake <3 (Oczywiście jak napiszę >p<)
      Dziękuję za wenę~! :*
      Miłego wieczorka~! <3 #Kimie

      Usuń
  2. Omg Kimie dziękuje za dedykakdkdkekdkekw <3 (następny dla Julci bo się biedna obrazi xd)
    rozdział jest genialny fantastyczny uroczy słodki i wiele innych przymiotników *.*
    Więcej patrica lili razem w opowiadaniu choć patrice z Josephem są skwkw *.* to i tak proszę o lili i pana zagadkę xd
    Czekam na kolejny rozdział który mam nadzieję będzie niebawem ^^
    Duzo dużo weny chęci to napisania dalszej części tego genialnego itd opowiadania dkdkskdkekks ♥♥♥♥~ natalka ł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie ma za co~! ^w^
      Przyznam się, że mówię "Jestem Geniuszem", gdy napiszę rozdział. xp I to prawda, więc się ciesze :)
      Patrice i Lili to taka słodka para, no ale yaoi jest wszędzie >.<
      Już jest. Hehehe~! :D Musisz wchodzić tutaj tak często jak Julia xp
      Senkju za wenę i chęci :*
      W oczekiwaniu na rozdziały przeczytaj Twin Blood ^.^ Mam nadzieję, że również ci się spodoba ;)
      Pozdrawiam Natalcię kochaną~! #Kimie <3

      Usuń
  3. Hejeczka,
    super jakie entuzjastyczne powitanie przez Lili no naprawdę ma w sobie coś z kota...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń