niedziela, 25 października 2015

Danse Macabre- rozdział 9

Kimie przybyła~! ^.^
Już myślałam, że nie skończę tego rozdziału ale się uparłam i jest~! ^^
Wyszedł dłuższy niż chciałam ale to dobrze, co nie?! :)
Kolejny pojawi się dopiero w listopadzie, gdyż teraz Kimie skupia się na Halloween. xp
Przypomnę tylko o konkursie (więcej w "Informacji")
Życzę miłego wieczoru i obyście przeżyli poniedziałek. ;p
Enjoy~
#Kimie <3 

Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Nadal nie wiedziałam czy to, co się zdarzyło było snem czy jawą. Postanowiłam jednak poczekać do popołudnia aby się o tym przekonać. Akurat weszła Nuna, więc nie musiałam czekać tylko od razu się ubrałam i uczesałam, schodząc na śniadanie. Jak zwykle było spokojnie i zamieniłam z rodzicami tylko kilka słów. Trudno było mi ukrywać tą radość jaka mnie rozpierała ale chyba jakoś dałam radę. Na lekcjach nie mogłam się skupić. Co chwila odpływałam myślami do minionej nocy. Nadal czułam ramiona mnie wtedy obejmujące i pocałunki, te delikatne i namiętne. Gdy lekcje minęły to omal nie pobiegłam do ogrodu. Musiałam jednak coś przekąsić, gdyż Nuna nie dała by mi wytchnienia. Z uśmiechem, który nie opuszczał mnie od rana udałam się do ogrodu. Rozejrzałam się lecz go nie zauważyłam. Zastanowiłam się chwilę i postanowiłam ustać pod drzewem, spod którego miałam dobry widok na całą okolicę. Oparłam się o nie bokiem i pofrunęłam wręcz myślami. Dopiero dłonie na mojej talii i pocałunek w szyję ocknął mnie z tego słodkiego letargu.

-Bujasz w obłokach już od rana. Czyżby coś się zdarzyło ciekawego?- Usłyszałam przy swoim uchu. Obróciłam się tuz przed jego twarzą. Chwilę wpatrywałam się w jego czarne oczy, by niepewnie przybliżyć swoje usta do jego. Pocałowałam go delikatni oczkując odpowiedzi. Nie musiałam długo czekać, gdyż przybliżył mnie bliżej siebie i pocałował stanowczo.

-Więc jednak to nie był sen.- Wręcz wyszeptałam, uśmiechając się po tym promiennie. On spojrzał na mnie zdziwiony.

-Jakbyś zapomniała co się wczoraj działo to mogę ci to dokładnie przypomnieć.- Wyszeptał w moje usta, liżąc moją dolną wargę. Zadrżałam i zacisnęłam dłonie na jego koszuli.

-Dlaczego tak drobnym gestem sprawiasz, że wręcz wariuje?- Poczułam, jak jego usta wyginają się w uśmiechu.

-Lepiej uważaj, bo sprawię, że przestaniesz myśleć.- Pocałował mnie stanowczo lecz delikatnie. Staliśmy tak stykając się nosami, wpatrzeni sobie w oczy. Czułam jak się rumienię pod wpływem jego spojrzenia.

-Może usiądziemy? Chciałabym z tobą porozmawiać.- Ciężko mi było odwrócić od niego wzrok. Patrice pocałował mnie jeszcze w policzek, po czym usiadł i pociągnął w dół abym również to zrobiła. Usiadłam pod drzewem, a on tuż przede mną.

-O czym chcesz porozmawiać?- Zapytał z zaciekawiona miną.

-O tym wszystkim. Co planujesz? Mówiłeś, że mnie stąd zabierzesz ale jak zamierzasz to zrobić. Wiesz, że jestem pilnowana na każdym kroku.- Obawiałam się mimo wszystko jak to ma się potoczyć. Byłam tego niepewna ale bardzo pragnęłam być z Patrice. On westchnął i położył się na plecach. Leżał tak chwilę się zastanawiając, po czym obrócił się aby mieć głowę na moich kolanach.

-O nic nie musisz się martwić. Przez ten miesiąc zastanawiałem się nad tym wszystkim i ułożyłem wręcz plan doskonały.- Uśmiechnął się lekko, a ja mimowolnie odwzajemniłam ten gest.

-A powiesz mi co planujesz? Będę wtedy spokojniejsza.- Popatrzyłam na niego poczuciem niepewności. Mimo wszystko nie chciałam aby to się pokomplikowało. Dłoń wplątałam w jego włosy, przeczesując czarne kosmyki.

-No dobrze, dobrze. I tak muszę ci powiedzieć, bo to ty jesteś w pierwszym punkcie. Na razie musi zostać wszystko po staremu, czyli szykujesz się do ślubu i spotykasz  z narzeczonym. Za niecałe dwa tygodnie poprosisz rodziców aby puścili cię do miasta. Jako pretekst powiesz, że chcesz kupić coś dla przyszłego męża. Zgodzić się powinni, gdyż często kobiety ofiarowują coś mężowi jeszcze przed ślubem. Tak więc wyjdziesz do miasta wraz z Nuną- jest twoją  opiekunką i kobietą i doradczynią. Pójdzie jeszcze pewnie jeden strażnik ale o niego się nie martw. Pochodzicie po targu i pokierujesz ją w dalsze uliczki. Wejdziesz do jednej, w której nie będzie nikogo w pobliżu. Ja wtedy uśpię Nunę, gdyż pewnie nie chcesz abym ją zabijał. Zostawimy kilka śladów tak aby wyglądało to na porwanie. Zabiorę cię w pewne miejsce, gdzie przeczekamy nieco. Staż pewnie będzie cię szukać po mieście, więc nie możemy zostać w żadnej gospodzie. Gdy oni będą szukać to ty umrzesz i staniesz się krukiem. A po tym droga wolna. Można ewentualnie podesłać list, że nie żyjesz  albo wymyśleć coś innego. To zależy czy chcesz aby twoi rodzice pomyśleli, że nie żyjesz lub żyjesz i zostałaś gdzieś uprowadzona niewiadomo gdzie.- Wzruszył ramionami i po tym zapadła między nami cisza. Siedziałam i zastanawiam się nad jego planem. Wprawdzie wszystko jest dobrze przemyślane i po śmierci tak jak Patrice mogę być niewidzialna dla otoczenia. Jednak myśl, że opuszczam rodziców jakoś mnie przygnębiała. Może nie pochlebiałam zachowań ojca i matki ale mimo to ich kocham. Mama pewnie nawet, gdyby nie było ojca planowała ożenić mnie z jakimś szlachcicem. Lecz ona zrobiłaby to powoli, pozwalając mi wybrać przyszłego męża. A ojciec chce zapewnić mi życie w dostatku lecz nie popieram jego czynów. Nagle poczułam dłoń na policzku. Spojrzałam się na Patrice, który patrzał na mnie z troską.

-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj i zabiorę cię stąd. Życiem tego nie przypłacę, więc nie musisz się bać.- Parsknęłam mimowolnie śmiechem. Westchnęłam i położyłam dłoń na jego dłoni, którą trzymał na moim policzku.

-Wiem, wiem. Mimo wszystko martwię się tą całą sytuacja. Może jak będzie po wszystkim to odetchnę i zacznę nowe życie.- Wizja życia z Patrice była dla mnie przeszczęśliwa.

-Będzie dobrze.- Powiedział Patrice chociaż zdawało się, że mówił to również dla siebie.

-Em, Patrice.- Powiedziałam patrząc na niego niepewnie.- A możesz zrobić to co wczoraj. Chodzi mi o rękę.- Dodałam szybko. On uśmiechnął się i usiadł przede mną.

-Ależ oczywiście.- Jego dłoń, którą trzymał na kolanie od razu stała się koścista. Złapałam go za nią niepewnie w obawie, że się zaraz rozpadnie. Jednak jakimś dziwnym trafem kości trzymały się siebie. Dotykałam każdej kosteczki, nie wiedząc co o tym myśleć.

-Musisz długo nie żyć skoro możesz tak zrobić.- Powiedziałam wpatrzona w jego dłoń.

-Jak się nie mylę to już po roku takim się staje. Ale to prawda, nie żyję już dość długo. Później ci to opowiem.- Zobaczyłam jak drugą równie kościstą ręką łapie moją dłoń, całując po tym w jej wierzch.

-A ciało się jakoś zmienia po śmierci?- Zapytałam zaciekawiona tym faktem. Patrice spojrzał na mnie i chwilę się zastanowił.

-Jest to trochę dziwne zjawisko. Ogółem można jeszcze urosnąć. Mogą wyostrzyć ci się nawet rysy twarzy. Również rosną ci włosy. W twoim przypadku to nawet piersi. W sumie prawie nie czuje się, że jest się martwym. Tylko nie starzejesz się, nie musisz jeść ani pić, spać też zbytnio nie musisz. Chociaż odczujesz zmęczenie, gdyż takie zbieranie dusz jest nieco męczące. Można powiedzieć, że żyjesz dalej. Zmieniasz się, możesz zmienić wygląd. Po prostu już zawsze jesteś młoda i nic cię nie zabije. No jedynie, że podpadniesz Śmierci to możesz się pożegnać z życiem poza grobowym.- Zaśmiał się krótko na ostatnie słowa, pewnie sobie przypominając jakąś sytuację z tym związaną. Uśmiechnęłam się słysząc jego śmiech. Nie przyprawiał on o zimne dreszcze, a był po prostu szczęśliwy. Poczułam jego już normalne dłonie na swoich policzkach. Głaskał je delikatnie kciukami wpatrzony w moje oczy. Przez to spojrzenie poczułam spokój, a zarazem podniecenie. Przybliżył się powoli, prawą dłoń zsuwając na mój kark. Położyłam swoje dłonie na jego torsie, patrząc na niego z uwielbieniem, a moje policzki zaczerwieniły się od samego zbliżenia. Nasze usta stykały się niepewnie, by złączyć się w czułym pocałunku, który zmienił się w dość namiętny. Poczułam jak Patrice przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze i mimowolnie otworzyłam szerzej usta. Skorzystał z tego i wtargną do nich językiem. Zadrżałam pod wpływem tej rozkoszy i westchnęła głośno w jego usta. W głowie mi wirowało, w uszach szumiło, a serce waliło jak opętane. Nagle poczułam jak łapie mnie w pasie i przyciąga do siebie tak, że na niego opadłam. Mimo to nasze usta nie odchodziły od siebie na sekundę. Odsunęliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam powietrza. A może bardziej mi? Mimo wszystko leżałam wręcz tak na nim, a on składał pocałunki na mojej szyi.

-Patrice....Nie tutaj. I nie teraz.- Wymamrotałam. Pragnęłam tego ale nie teraz. To stanowczo za szybko. Patrice jakby zignorował moje słowa, gdyż dalej całował każdy minimetr mojej szyi. Powoli doszedł do mojego ucha.

-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałbym znaleźć się z tobą w łóżku, wycałować całe twoje ciało i doprowadzić abyś wiła się pode mną z rozkoszy, zapominając o całym otaczającym cię świecie.- Wyszeptał to uwodzicielskim tonem wprost do mojego ucha. Zrobiło mi się strasznie gorąco, policzki piekły niemiłosiernie, a serce waliło tak jakby miało za chwilę wyskoczyć mi z piersi. Chciałam coś powiedzieć lecz miękkie usta na moich uniemożliwiły mi to. Pocałunek był namiętny z lekką delikatnością. Nasze usta dotknęły się po raz ostatni. Spojrzałam wtedy spod wpół przymkniętych powiek na czarne tęczówki, w których iskrzyło się pożądanie i delikatność.

-Musisz doprowadzać mnie do takiego stanu?!- Zapytała z pretensją, a słowa ledwo wyszły z moich ust. Nadal miałam mętlik w głowie.

-Jakiego stanu?- Zapytał figlarnie, uśmiechając się kącikami ust.

-Takiego, że mam chaos w głowie i już teraz mam ochotę z tobą uciec.- Wymamrotałam odwracając od niego wzrok. Nie patrząc na niego wiedziałam, że uśmiecha się z mojego zawstydzenia.

-Może się przyzwyczaisz. I tak zamierzam nie jeden raz doprowadzić cię do takiego stanu, a konkretnie do takiego, w którym będziesz myślała tylko o mnie i zapomnisz nawet o codziennych sprawach.- Oparłam głowę na jego ramieniu próbując zakryć rumieniec. Jak powie jeszcze kilka takich zdań to bardzo szybko znajdę się w tym stanie.

-Ty lubisz się nade mną znęcać.- Powiedziałam w jego koszulę, a on parsknął śmiechem.

-Ależ oczywiście. To moje hobby. Interesujące nieprawdaż?!- Prychnęłam lecz uśmiechnęłam się. Mimo wszystko podobała mi się ta cecha charakteru u niego. Leżeliśmy tak w ciszy. Nie była ona niezręczna. Po prostu bycie przy osobie, którą się kocha jest relaksujące, odprężające, kojące nerwy i zmartwienia.

-Będę musiał się już zbierać.- Usłyszałam po jakimś czasie jego głos jakby zza mgły. Otworzyłam oczy i usiadłam, odklejając się od jego torsu. A było mi tak wygodnie i miło.

-Dlaczego? Przecież nie jest jeszcze późno.- Spojrzałam na niebo. Słońce dopiero powoli chyliło się ku zachodowi.

-Może dla ciebie ale dla mnie tak. Muszę wszystko pozałatwiać do naszego planu. Plus czeka mnie praca, którą zaczynam za niecałe 15 minut, a chcę się jeszcze przebrać.- Patrice wstał i rozciągnął się, po czy wyciągnął dłoń aby mi pomóc.

-A nie możesz trochę tego opóźnić? Wolałabym żebyś został.- Zamarudziłam niczym dziecko.

-I pomyśleć, że wcześniej mnie wyganiałaś, groziłaś strażą i kazałaś iść do diabła. Zaiste ciekawe.- Zrobił zamyśloną minę, przykładając palec do ust.

-Bo wtedy cię jeszcze nie znałam i uważałam za mordercę.- Uśmiechnęłam się z własnej szczerości. Patrice złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

-Przykro mi ale nic nie mogę zrobić. Muszę iść ale wrócę. Przyjdę dać ci buziaka na dobranoc. Tylko nie czekaj na mnie. Masz iść grzecznie spać.- W jego głosie słyszałam nutkę rozbawienia. Pocałował mnie w czoło, a potem w usta.

-No dobrze, dobrze. Tylko przyjdź.- Zrobiłam smutną minę lecz szybko zamieniła się ona w uśmiech. Nie mogłam się przecież na niego obrazić. Musi wypełnić swoje obowiązki. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek. Gdy już chciałam odejść zostałam jeszcze przyciągnięta do pocałunku, po czym Patrice z lekkim uśmiechem na ustach poszedł w tylko sobie znane miejsce. Westchnęłam i nieco rozmarzona wróciłam do domu.





Dzisiejsza „praca” poszła mi bardzo szybko. Nie przykładałem nawet uwagi komu zabieram duszę. Po prostu zabierałem i pędziłem dalej. Często zabierałem zbyt szybko ale nie przejmowałem się tym. I tak ta osoba miała umrzeć to po co przedłużać mu życie?! Do północy została jakaś godzina, a ja już wskoczyłem do swojego pokoju. Usiadłem nieco zmęczony na krześle i odetchnąłem. Te 3 godziny zleciały mi jak minuta. Ściągnąłem płaszcz przesiąknięty zapachem krwi i rzuciłem go na podłogę. Raz się rozkojarzyłem i dźgnąłem faceta. Od razu się jednak poprawiłem. I tak nie robiło to różnicy. Wstałem i wyciągnąłem z szafy wino. Nalałem w dwa kielichy i usiadłem ponownie, pijąc powoli.

-Stało się coś, że tak szybko się uwinąłeś?!- Usłyszałem po chwili. Joseph pojawił się i usiadł powoli na drugim krześle. Nie uraczyłem go nawet spojrzeniem, wpatrzony w jakiś punkt przede mną.

-Dobry wieczór.- Mruknąłem i wypiłem resztę wina z kielicha. Czułem, że Joseph mi się przygląda. No tak. Wyglądałem jakby wypompowali ze mnie całą energię i tak się nieco czułem.

-Dobry wieczór Patrice.- Powiedział wyraźnie. Czułem, że czeka na moje słowa. Westchnąłem przeczesując włosy dłonią.

-Muszę z tobą o czym porozmawiać Joseph.





Leżałam i czekałam aż przyjdzie. Jakoś nie mogłam zasnąć dopóki on się nie pojawi, uśmiechnie i pocałuje w policzek mówiąc „Dobranoc’. Obróciłam się na drugi bok patrząc na księżyc. Świecił dzisiaj naprawdę mocno i zdawał się być bliżej niż zazwyczaj. Wtem usłyszałam jakby szelest i cichy stukot, a po chwili do pokoju przez balkon wszedł on. Od razu szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy. Patrice podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie zdziwiony.

-Przecież mówiłem, że masz iść spać, a ty leżysz i się uśmiechasz. Miałaś być grzeczna Lili.- Stał z założonymi rękami na piersi i uśmiechał się lekko. Przez ten uśmiech widać było, że nie jest na mnie zły tylko się droczy. Usiadłam i poklepałam miejsce obok siebie.

-Nie mogłam zasnąć. Czekałam aż przyjdziesz i opowiesz mi bajkę na dobranoc.- Zachichotałam widząc jego zszokowaną minę.

-Jeśli lubisz bajki, które kończą się śmiercią to czemu nie.- Uśmiechnął się łobuzersko i usiadł obok, obejmując mnie jedną ręką w pasie. Od razu położyłam głowę na jego ramieniu, przytulając się.

-To już wolę żebyś tak tu sobie posiedział ze mną.- Wymamrotałam przymykając oczy. Usłyszałam jak wzdycha i pewnie po tym lekko się uśmiechnął. Po chwili poczułam jak kładzie dłoń na moim policzku i podnosi moją głowę do góry abym na niego spojrzała. Zarumieniłam się lekko pod wpływem jego namiętnego spojrzenia. Pochylił się i złożył kilka bardzo delikatnych pocałunków na moich ustach.

-Dobranoc Lili.- Cmoknął mnie w czoło i wstał.

-Już idziesz?!- Zapytałam z żalem. W końcu przyszedł jakieś 5 minut temu. Patrice ustał i spojrzał na mnie.

-Miałem przecież przyjść powiedzieć ci dobranoc, czyż nie?!- Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-N-No tak ale.....-Wprawdzie tak mówił ale myślałam, że zostanie nieco dłużej.

-Wiesz......Mogę zostać ale wolę robić coś ciekawszego nisz siedzenie i przytulanie się.- Przybliżył się do mnie wpijając w usta i kładąc. Poczułam jak jego dłonie suną po moim ciele. Wzdrygnęłam się i odepchnęłam go lekko od siebie, łapiąc oddech.

-Co....Co ty robisz?!- Powiedziałam nieco spanikowana.

-Jak to co? Jesteśmy w łóżku, sami, jest noc, wszyscy śpią. A ty jesteś tylko w tej koszuli, która teraz jest niepotrzebna i zasłania piękne kształty.- Wymruczał pochylając się i całując moją szyję. Ja natomiast miałam mętlik w głowie i zrobiło mi się gorąco. Złapałam się mocno jego koszuli.

-Patrice ja.....nie teraz....proszę.- Wymamrotałam, a w oczach pojawiły się łzy. Patrice przerwał całowanie mojej szyi i odsunął się, przyciągając mnie do siebie w uścisku.

-Wiem, wiem. Nie martw się i nie płacz. Poczekam aż będziesz na to gotowa. Plus wolę to zrobić jak już cię stąd wyrwę. No już. Nie płacz.- Głaskał mnie uspokajająco po plecach, mocno trzymając w ramionach. Po chwili uspokoiłam się i zrobiłam nieco śpiąca.

-Dziękuje. I przepraszam.- Wymamrotałam w jego ramię.

-Nie masz za co przepraszać. Po prostu jesteś młoda i boisz się tego. To zrozumiałe. A teraz połóż się i idź spać.- Niechętnie odsunęłam się od niego kładąc się, a Patrice przykrył mnie aż pod samą brodę kołdrą.- Dobranoc Lili. Słodkich snów.- Pocałował mnie w czoło i ustał na balkonie, zerkając na mnie. Uśmiechnęłam się do niego lekko zamykając oczy. Usłyszałam tylko cichy trzepot i nastała cisza, a z nią błogi sen.





Po powrocie do siebie rozebrałem się i wszedłem do wanny. Ciepła woda relaksowała moje ciało i umysł. To co miało nadejść nie wróżyło nic dobrego ale miałem nadzieję, że zakończy się dobrze. Nadal po głowie krążyła mi rozmowa z Josephem.....



-Muszę z tobą o czym porozmawiać Joseph.- Powiedziałem patrząc na niego z powagą. On usiadł nieco wygodniej, nalewając sobie wina.

-Mów. Słucham.- Powiedział spokojnie, patrząc na mnie uważnie.

-Chcę abyś zamienił jedną kobietę w kruka.- Powiedziałem od razu, nie mówiąc przed tym żadnej długiej i nudnej mowy, dochodząc do głównego wątku. Zapadła między nami cisza, przerwana przez Josepha.

-Czujesz, że ona nadaje się na pomocnicę?- Zapytał, a ja prychnąłem rozbawiony.

-Ona by nawet muchy nie skrzywdziła, a co dopiero zabić człowieka nawet odbierając mu tylko duszę.- Parsknąłem znowu.

-To dlaczego mam ją zamienić skoro jest dla mnie bezużyteczna?!- Czułem, że Joseph nieco się rozgniewał.

-Bo ja tak chcę i cię o to proszę. Zaopiekuję się nią i zmienię tak, że nie będzie miała oporów przed taką pracą.- Powiedziałem stanowczo.

-Kochasz ją i dlatego chcesz ją zamienić?!- Spodziewałem się, że Joseph odkryje prawdę.

-Tak. Chcę tego.

-Czyż ty oszalał Patrice?!! Wiesz jakie są kryteria żeby zostać krukiem. I wiesz doskonale, że nie mógłbyś jej pilnować, gdyż jesteś wyższy rangą. I wiesz, że podczas zamiany może się nie udać i po prostu umrze i ty nic z tym nie zrobisz?!! A co jak ci się znudzi?!! Może po prostu się zauroczyłeś. A potem co? Zabijesz ją i powiesz, że to był błąd?!! Co się z tobą dzieje?!!!!!

-Nie oszalałem i wiem to wszystko!!!!- Wykrzyczałem i wstałem.- Szybko mogę sprawić, że będzie nadawała się na zmianę i wszystko dobrze pójdzie. A miesiąc przerwy nie zaszkodzi mi w pracy. Jestem najlepszy i nauczenie jej zabijania bez mrugnięcia okiem będzie dla mnie pestką!! I to nie jest zauroczenie! Kocham ją i chcę z nią być, a ci nic do tego!! Ciesz się, że ci to mówię zamiast ukrywać swój związek z żyjącą kobietą!! Powinieneś się zgodzić i mi pomóc, a nie wymyślasz kontrargumenty na ten temat!!!

-Czy ty siebie słyszysz?!!!- Joseph również wstał i ustał przed mną.- Jesteś najlepszy, a takim zachowaniem pokazujesz jaki głupi. Dla tej jednej dziewczyny chcesz przestać być wzorem?!! Teraz jak zamieniam ludzi w kruki to po krótkim czasie mówią, że chcą być tacy jak ty. I co im teraz powiem? Że Pan Najlepszy, Pan Shadow zakochał się i woli siedzieć na łące z ukochaną trzymając się za rączki niż zabijać i torturować?!!! Ty przecież to kochasz!!! Cały czas widzę jak pojawiają ci się te iskierki i szeroki uśmiech na wieść, że możesz splądrować jakieś miasteczko i zabijać do woli. Mam wierzyć, że przez te kilka dni ci się odmieniło?!!!

-Wiem jak dziwnie może to wyglądać!!! Ale chcę tego i mam ku temu powody!!!! Więc daj mi po prostu przysięgę, że ją zamienisz, a ja zajmę się resztą!!! Tylko tyle od ciebie oczekuję i nic więcej!!!! Jeśli nie chcesz po tym ze mną rozmawiać to trudno!!! Nie musisz mi nawet dawać tych zadań specjalnych!! Po prostu się zgódź!!!- Wykrzyknąłem mu prosto w twarzy, patrząc wprost w jego oczy. Niejedna osoba już by się ugięła i przepraszała za swoje zachowanie ale nie ja. Patrzyłem hardo w jego oczy nawet nie mrugając. Po dłuższej chwili Joseph prychnął i po prostu zniknął.



Przymknąłem oczy czując jak znowu zaczyna mnie boleć głowa. Przez tą kłótnię nie wiem na czym stoję i co się po nim spodziewać. Westchnąłem głośno ze zirytowania i zmęczenia.

-Długo zamierzasz się kąpać?!- Usłyszałem i od razu się poderwałem. Joseph stał oparty o belkę i patrzał na mnie, a jego wyraz twarzy nic mi nie wskazywał. Pokiwałem tylko przecząco głową wstają i wychodząc. Wytarłem się szybko zarzucając cienki płaszcz na nagie ciało. Wskazałem mu krzesło i sam usiadłem, biorąc po drodze coś mocniejszego. Nalałem trunek do dwóch szklanek i siedziałem tak skulony, czekając na jego słowa.

-Wyglądasz koszmarnie.- Stwierdził Joseph po krótkiej ciszy.

-I tak się czuje.- Wymamrotałem, patrząc na niego smętnie. Joseph westchnął głośno i napił się trunku.

-Przemyślałem wszystko. Nadal nie rozumiem wszystkiego do końca ale zgadzam się. Mam jednak warunek. Chcę poznać twój plan.- Oparł głowę na dłoni i czekał na moją reakcję. Chwilę się jakby zastanawiałem, po czym westchnąłem i jednym haustem opróżniłem szklankę.

-Więc słuchaj uważnie.- Opowiedziałem mu od początku, czyli jak zaczęła się moja znajomość z Lili do mojego planu porwania i zamiany. Joseph nie wtrącał się tylko przytakiwał co jakiś czas w geście, że słucha i mam mówić dalej. Po moich wyjaśnieniach nastała cisza. Siedziałem i patrzałem się smętnie na szklankę.

-No dobrze.- Po jakiś 10 minutach, a dla mnie godzinie Joseph się odezwał.- Pomogę ci. Zmienię ja i pomogę w każdy możliwy sposób. A ty nadal wykonujesz swoją pracę w danym czasie i dalej chodzisz na zadania specjalne. I masz dalej być sobą i nie zmieniać się w jakiegoś charłaka. Zrozumiałeś?!- Patrzałem na niego szokowany. On się zgodził i chce mi pomóc. Patrzałem na niego i mrugałem w niedowierzaniu.

-Acha. No dobrze. Tak.- Wymamrotałem, gdyż nie mogłem skleić jakiegoś sensowniejszego zdania. Joseph parsknął śmiechem i poczochrał moje włosy, na co warknąłem i od razu zacząłem je poprawiać.

-Później mi się jakoś za to odwdzięczysz. A teraz do łóżka, bo jak wcześniej wspomniałem wyglądasz okropnie.- Joseph uśmiechnął się i nalał sobie nieco trunku od razu pijąc.

-Aaa~! Czyli chcesz się ze mną przespać w zamian za pomoc?! No dobra. Jaką pozycję preferujesz? Na misjonarza czy pieska??- Na moje słowa Joseph zaczął kaszleć, a ja zaśmiałem się pod nosem.

-Widzę, że sarkazm ci powrócił Patrice. I dobry humor.- Uśmiechnąłem się szeroko i wstałem. Zamiast się położyć usiadłem mu na kolanach.

-No wiesz dużo osób chce to ze mną zrobić. I to nie tylko kobiety. Muszę przyznać, że mam ciało doskonałe, więc się im nie dziwię. Ale tylko mojemu Bogowi mogę oddać swe ciało.- Powiedziałem teatralnie wstrzymując śmiech. Joseph uśmiechnął się nieco i po chwili wstał trzymając mnie jak pannę młodą. Zaskoczony przytrzymałem się kurczowo jego szyi. On zrobił kilka kroków i rzucił mnie delikatnie na łóżko. Złapał moje ręce przytrzymując je nad moją głową i rozwiązał mój płaszcza, który zsunął się ukazując moje ciało. Pochylił się nade mną.

-Lepiej uważaj, bo jeszcze spodoba mi się twoja propozycja i niebawem będziesz jęczał i wił się pode mną błagając o więcej. Dobrej nocy Patrice.- Wyszeptał po czym zniknął, a ja leżałem tak zszokowany. Gdy to powiedział przez moje ciało przeszedł dziwny dreszcz. Odsunąłem od siebie dziwne myśli, ściągnąłem do końca płaszczyk, przykryłem się kołdrą i zasnąłem. 
 A tu obiecana niespodzianka~! ^.^
Rysunek- mojego wykonania- przedstawia Patrice! <3 
Mam nadzieję, że i rozdział i rysunek się podobają~! ^.^
Liczę na komentarze~! ;*

3 komentarze:

  1. OMG !!! Jest jest jest, już sie nie mogłam doczekać, Patrice taki kawaii kocham kocham kocham. Ogólnie rozdział wyśmienity i bardzo mi się podobał i ta scena z Josephem >.> xdd
    Jednym słowem zajebiste :**
    Nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału chce już xdd
    Rysunek jest boooossskkkkiii xddd
    PRZEPRASZAM ZA BRAK KOMENTARZY (brak internetu >.<)
    Duużo weny i barsziej kompetentnych czytelników xd
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto było pomęczyć klawiaturę i skończyć ten rozdział xp
      Cieszę się, że tak ci się spodobał. ^^ I jak zwykle nie umknęła ci mała yaoistyczna scena >p<
      Kolejny rozdział nie wiem kiedy się pojawi. Plus nie będę miała internetu przez jakiś czas ale coś na to poradzę ;)
      Warto było trochę popracować nad rysowaniem ^^
      Wybaczam. :D Heheszki~! :p
      Dziękuje za wenę droga czytelniczko :*
      Pozdrawiam~ #Kimie <3

      Usuń
  2. Hejeczka,
    cudownie, powiedzie się cały plan, Patrice zakochany choć ciekawe czy uda mu sie zmienić Lili tak aby nie bała się skrzywdzić innych...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń