czwartek, 8 października 2015

Danse Macabre- rozdział 8

Ohayo~! ^.^
Kimie przybywa z rozwiązaniem zagadki~! :D
Oto nadszedł ten dzień! Kim tak naprawdę jest Patrice?! o.O
Właśnie wręcz skończyłam pisać i tak mi się mordka cieszy, że hej >w< 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. ;)
Ogółem to teraz akcja będzie szła szybko, więc nie będzie dużo rozdziałów. 
Jutro wstawię prawdopodobnie rozdział z TB albo jak napiszę one-shota to to wstawię. xp
Przypomnę o ankiecie i konkursie~! :3
Pamiętajcie skomentować~! *.*
Enjoy~!  #Kimie

Rozdział dedykuję wszystkim, którzy to czytają. :3

Poszłam spać z uśmiechem na ustach. Miło było z nim tak posiedzieć i na spokojnie porozmawiać, bez żadnych złośliwości. Szybko zasnęłam lecz obudziłam się w nocy. Obróciłam się na drugi bok próbując zasnąć. Nagle poczułam zapach jabłek. Skąd jabłka w moim pokoju? Otworzyłam oczy i omal nie zleciałam z łóżka. Tuż obok mnie spał sobie w najlepsze Pan P. Siedziałam i patrzałam się na niego zszokowana. Od kiedy on tu leży i kiedy przyszedł?! Zaczęła szturchać go za ramię.

-Przestań mnie szarpać i idź spać.- Wymamrotał i przekręcił się na bok, układając się wygodnie.
-Co ty tu robisz i dlaczego tu śpisz?!- Wyszeptałam patrząc na niego groźnie. Ten uchylił lekko swoje powieki, patrząc na mnie. Nie powiem ale wyglądał wręcz zmysłowo z tym spojrzeniem.
-Przyszedłem ale ty spałaś, a że byłem zmęczony po tym jak tu przyszedłem to się położyłem. Więc zamiast mnie budzić idź spać, a nie marudzisz nade mną.- Powiedział i poszedł spać dalej.
-Oj, nie będziesz tu....- Zdążyłam powiedzieć szarpiąc go ponownie lecz on pociągnął mnie za rękę tak, że opadłam na łóżko. Oplótł rękoma moją szyję i zasnął. Próbowałam się wyszarpać lecz na nic zdały się moje działania. Zobaczyłam na niego z ukosa. Jego twarz była taka spokojna i niewinna. Do tego był tak blisko, że doskonale czułam ten zapach jabłek, róż, ziemi i czegoś, czego nie mogłam rozpoznać. Zasnęłam prawie wtulona w niego.

Obudziłam się czując, że coś jest nie tak. Otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam był sufit. Spojrzałam się w lewo i ujrzałam Pana Zagadkę leżącego na prawym boku. Nie spał tylko opierał głowę na ręce. Spojrzałam się w dół. Pan P. dotykał delikatnie moich piersi przez koszulę. Chwilę mi zajęło zanim zbudziłam się do końca i doszło do mnie co robi. Ni to pisnęłam, ni westchnęłam odpychając od siebie jego dłoń.
-Co ty robisz?!!- Odsunęłam się nieco od niego, łapiąc na kołdrę.
-Zdałem sobie sprawę, że zawsze nosisz gorset i jakoś tak dawno nie widziałem twoich piersi ani ich nie dotykałem. Więc postanowiłem przypomnieć sobie ich kształt i wielkość.- Powiedział beznamiętnie, patrząc na mnie uważnie.  Zarumieniłam się lekko.
-Dziwne masz postanowienia. I nie dotykaj mnie bez pozwolenia.- Fuknęłam na niego, odwracając wzrok. Nie zauważyłam jego chytrego uśmieszku i tego, że się do mnie przybliża. Nim zdążyłam zareagować zostałam przekręcona na prawy bok, a on przylgnął do moich pleców. Jego dłonie spoczęły na moich piersiach, masując je przez materiał koszuli. Poczułam jak liże i podgryza mój kark.
-Ej~! C-Co.....Co ty robisz?! Puszczaj!- Próbowałam się wyrwać ale nic z tego. Przyszpilił się do mnie mocno i nie chciał wypuścić ze swoich ramion. Zadrżałam, gdy polizał mnie za uchem.
-Mmmm.....Podobają mi się twoje reakcje.- Wymruczał mi do ucha, liżąc i podgryzając je po tym. Dłońmi ściskał delikatnie lecz stanowczo moje piersi, po chwili dwoma palcami szczypiąc moje brodawki. Stęknęłam z przyjemności, zasłaniając usta dłonią. Drżałam, powstrzymując westchnięcia.
-Podoba ci się, a sama sobie próbujesz temu zaprzeczyć. Trochę to zabawne.- Usłyszałam jego krótki śmiech tuż przy uchu.- Ale ja potrafię sprawić, że będziesz błagać abym nie przestawał.- Wyszeptał ledwo słyszalnie. Poczułam jego place sunące powoli po mojej nodze w stronę ud. Zacisnęłam uda, odwracając wzrok. Po chwili poczułam jak rozszerza moje uda. Pisnęłam przerażona łapiąc się prześcieradła. Jego zimne palce sunęły po wewnętrznej stronie moich ud, docierając do mojego krocza. Gdy mnie tam dotknął zadrżałam i kilka łez spłynęło po moich policzkach. Przejechał w dół i górę i ponownie, a ja wręcz wstrzymałam oddech.
-P-Przestań.....- Wyszeptałam, chowając twarz w poduszkę. 
-Hmmm......Dzisiaj chyba nici z zabawy. Tak się zestresowałaś, że coś innego wyleciało, zamiast tego czego oczekiwałem.- Poczułam jak zabiera palce, więc postanowiłam na niego spojrzeć, a w szczególności na jego dłoń. Zauważyłam na nich krew i od razu domyśliłam się o co mu chodzi. Nie wiem dlaczego ale odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam się na jego twarz. Wpatrywał się we mnie jakoś dziwnie, inaczej niż dotychczas. Uśmiechnął się przebiegle po chwili, wstając z łóżka. Podszedł do toaletki biorąc z niej chusteczkę i wycierając dłoń.
-Jesteś okropny.- Powiedziałam i przykryłam się kołdrą. Czułam się, jakbym była całkiem naga. Usłyszałam jego śmiech i zauważyłam jak kręci głową.
-Ja po prostu jestem sobą.- Powiedział zadowolony z siebie. Zauważyłam jak bierze moją czerwoną pomadkę. Otworzył pudełko, powąchał, po czym wziął odrobinę na palec i pomalował sobie usta.
-Nie dotykaj moich rzeczy.- Prychnęłam z oburzeniem. Ten jednak skończył malować sobie usta i ponownie wytarł palce, odstawiając pudełko. Musiałam przyznać przed samą sobą, że idealnie pasował mu ten kolor. Podszedł do mnie z lekkim uśmiechem. Skuliłam się pod kołdrą, patrząc na niego nieufnie. Ten uśmiechnął się szerzej, pochylił się i pocałował w policzek.
-Do zobaczenia później, Lili.- Wyszeptał do mojego ucha, po czym wyszedł na balkon i zniknął. Siedziałam tak trochę skołowana, nie wiedząc co dokładnie teraz zrobić. Otrząsnęłam się i wstałam, podchodząc do lustra. Na moim policzku był czerwony ślad szminki. Wzięłam szmatkę i nawilżyłam ją wodą aby to zetrzeć. Co by było, gdyby Nuna to zauważyła. No może nie byłoby tak źle, gdyż mogłabym powiedzieć, że to przez mamę. Chociaż taki ślad wcześnie rano? Wytarłam twarz i podeszłam do okna. Rozejrzałam się. Nie było go. Gdzie poszedł? Może do Silo? A może ma jeszcze jakieś miejsce, które lubi odwiedzać? Moje przemyślenia przerwała Nuna, która zapukała i weszła. Przywitała mnie promiennie. Od razu powiedziałam, że dostałam miesiączkę. Pomogła mi więc się obmyć, po czym ubrała w lekką sukienkę i zaprowadziła na śniadanie. Ten dzień zapowiada się bardzo dziwnie.


Spacerkiem poszedłem do swojego pokoju. Nie spieszyło mi się nigdzie, a popatrzeć sobie na codzienność ludzi nie zaszkodzi. Wesoły wszedłem do swojego pokoiku od razu zauważając pewną osobę.
-Co się stało, że odwiedzasz mnie o tak wczesnej porze?- Zapytałem zamykając drzwi i siadając na krześle, naprzeciw Josepha.
-Chciałem ci powiedzieć o następnej misji, a cię nie było. Więc postanowiłem poczekać niż szukać cię po mieście.- Powiedział i spojrzał na mnie. Zrobił zdziwiona minę, po czym uśmiechnął się lekko. Wyciągnął rękę i złapał mnie za podbródek.- Pasuje ci ten kolor. Chociaż ciekawi mnie skąd wzięła się ta szminka na twoich ustach.- Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.
-Chciałem zobaczyć twoją reakcję, więc umalowałem swoje lubieżne usta na ten kolor.- Uśmiechnąłem się chciwie, patrząc na niego uważnie. Joseph pokręcił głową w niedowierzaniu głową, zabierając dłoń i wycierając ją.
-Tylko nie maluj ich na spotkania, bo Dita będzie cię wyśmiewać.- Widziałem w jego oczach takie jakby ostrzeżenie abym znowu się z nią nie droczył, a zarazem rozbawienie, gdyż jednak lubi nasze piękne wymiany zdań i poglądów.
 -Mógłbym się jej odpyskować, że wyglądam tak o wiele lepiej od niej i dodać kilka jakże pięknych słów.- Uśmiechnąłem się szeroko, zabierając po tym od Josepha chusteczkę aby zetrzeć tą czerwień.
-Denerwowanie jej to twoja ulubiona rozrywka jak mniemam. No dobra. Skończmy ten temat i porozmawiajmy na nieco poważniejszy. Jak wcześniej wspomniałem mam dla ciebie kolejną misję. Tym razem średniej klasy malarz. Poradzisz sobie bez problemu.- Uśmiechnął się kącikami ust, obierając brodę na rękach.
-Wyprowadzanie jej z równowagi jest takie relaksujące.- Parsknąłem śmiechem, poważniejąc po chwili.- Rozumiem, rozumiem. Malarza średniej klasy to już nawet o którego ci chodzi. Więc to co zwykle i po wszystkim?- Zapytałem wręcz z obojętnością. Przyzwyczaiłem się po prostu do tego i nic jakoś mnie nie zaskakuje.
-Przykro mi to mówić ale nie. Tutaj daję ci wolną rękę.- Mrugnął do mnie, a ja od razu się rozpromieniłem.
-Czyli mogę zrobić co zechce i co przyjdzie mi do mojej zacnej główki?!- Pokiwał potwierdzająco głową, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Wolna ręka, czyli mogę go torturować nawet całą noc.
-Zlecenie na jutrzejszy wieczór, więc nie zapomnij dzisiaj się zameldować.- Joseph próbował być poważny ale mu nie wychodziło. No tak. Widząc moja ekscytację nie mógł zachować pokerowej twarzy. Nic na to nie poradzę, że lubię torturować ludzi. Każdego cieszy co innego, a mnie akurat to. Wstałem i przeciągnąłem się.
-Nie musisz się martwić. Przyniosę ci prezent, gdy skończę.- Uśmiechnąłem się psychicznie i pomachałem, wylatując zaraz po tym przez okno. Ach. Świeże powietrze. Przeleciałem się na spokojnie nad miastem. Wylądowałem w ogrodzie idąc na swoje ulubione miejsce. Przysiadłem pod drzewem, czekając.
-Dzień dobry~!- Wręcz po chwili poczułem małe ramiona obejmujące moją rękę.
-Witaj Silo. Wcześnie dziś jesteś.- Pogłaskałem chłopaka po włosach, przeczesując czarne kosmyki. Pierwszy raz przyszedł do niego od mojego wyjazdu.
-Stęskniłem się za panem.- Wymamrotał nadal tuląc się do mojego ramienia. Uśmiechnąłem się i cmoknąłem go w czółko.
-Ja za tobą też Silo. Przykro mi, że nie mogłem cię wcześniej odwiedzić. Ale mam dla ciebie prezent.- Malec od razu się ode mnie odkleił, patrząc na mnie wyczekująco swoimi dużymi niebieskimi oczami. Usiadł obok i czekał. Wyciągnąłem więc z płaszcza niewielki woreczek i wręczyłem mu. Wziął go ode mnie i zerknął do środka. Włożył do niej rękę i wyciągnął kolorowe muszelki.
-Łał~! Ale piękne! Dziękuje~!- Uśmiechnął się szeroko, rzucając się mi po tym na szyję. Zaśmiałem się, głaskając go po plecach.
-Ależ nie ma za co. Chciałem ci wynagrodzić te dni nieobecności.- Silo oderwał się ode mnie, siadając jak zwykle między moimi nogami i opierając się o mój tors. Wysypał muszelki z woreczka i zaczął się każdej po kolei przyglądać. Kazałem mu przyłożyć jedną do ucha. Rozpromienił się słysząc szum morza. Spędziłem z nim tak czas do późnego popołudnia. Musiałem jednak już iść i wypełnić swoje obowiązki. Przegnałem się z nim, życząc miłej nocy i poleciałem. Ta noc zapowiada się na długą.


Nie przyszedł. Chodziłam zirytowana w tę i z powrotem czekając na tego idiotę. Chociaż z drugiej strony nie wspominał, że przyjdzie dzisiaj. Mam nadzieję, że nie przyjdzie w nocy, gdyż brzuch mnie boli od tej miesiączki co jest męczące. Plus wpadnie mu coś dziwnego do głowy i postanowi to na mnie wypróbować. Zaraz, zaraz ale dlaczego ja go wyczekuję?! Po co na niego czekam zamiast robić pożyteczniejsze rzeczy?! Prychnęłam rozdrażniona i wściekła całą ta sytuacją i udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się i położyłam. Nie mogłam zasnąć. Różne dziwne i nielogiczne myśli krążyły po mojej głowie. Do tego ten ból, tym razem w krzyżu. Westchnęłam cierpiętniczo, odchylając głowę w tył.
-Wdychasz jakbyś nie dostała tego, czego chcesz.- Od razu podniosłam głowę, rozglądając się po pokoju. Pan Zagadka siedział na łóżku i patrzał się na mnie obojętnym wzrokiem.
-Zamknij się. Dostałam miesiączki, plecy mnie bolą i mnóstwo innych spraw weszło mi na głowę. Nie dobijaj mnie, bo się wścieknę i zacznę w ciebie rzucać czym popadnie.- Spojrzałam na niego gniewnie. Zrobił zdziwiona miną, pomieszaną z szokiem, a po tym zaczął się głośno śmiać. Zwijał się ze śmiechu nawet, gdy rzuciłam w niego poduszką.
-Nie wiedziałem, że przez takie coś stajesz się taka groźna.- Wytarł łezkę rozbawienia i przysunął się do mnie.- Mam rade na twoje bóle. Połóż się tylko na brzuchu.- Powiedział wesoło. Zmrużyłam oczy, zasłaniając się kołdrą.
-Myślisz, że to zrobię po tym co zrobiłeś dziś rano?!- Prychnęłam na niego, co miało znaczyć „Nigdy w życiu.”. Westchnął głośno.
-Obiecuję, że nie zrobię nic niestosownego. Więc zaufaj mi ten raz i daj sobie pomóc.- Nie wiem dlaczego ale po tych słowach poczułam się pewniej. Powoli położyłam się na brzuchu, patrząc na niego niepewnie. Od przykrył mnie od pasa w dół i usiadł lekko na moich biodrach. Chciałam się szarpnąć lecz tylko zacisnęłam pięści. Wtem poczułam jego dłonie, masujące dolną część moich pleców. Od razu się rozluźniłam, czując miłe mrowienie. Oddałam się temu i chyba nawet dwa razy zamruczałam.
-Zrobiłem coś złego?- Zapytał po jakiś 10 minutach, schodząc ze mnie. Usiadłam patrząc na niego z lekkim uśmiechem.
-Wręcz przeciwnie. Dziękuje.- Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek. Odwróciłam wzrok zmieszana, kładąc się i przykrywając po uszy.- Muszę rano wstać więc dobranoc.- Wymamrotałam. Wtem poczułam lekki pocałunek w czoło.
-Dobranoc Lilian.- Wyszeptał tak, że przeszedł mnie dziwny dreszcz. Po tym nastała cisza. Nie wiedziałam, czy sobie poszedł czy tez nie. Po prostu zasnęłam z miłym, ciepłym uczuciem na sercu.


Następnego dnia nie robiłem nic konkretnego. Siedziałem wręcz do późnego wieczora na dachu i obserwowałem pracujących ludzi, podziwiając po tym zachód słońca. Poszedłem po tym na chwilę do swojego mieszkanka przebrać się i udałem się na swoją misje. Cicho, niezauważalnie wszedłem do pracownie Pana Malarza. Wiedziałem, że nadal pracuje, więc nie czekałem aż skończy. Siedział na stołku i z lekkim uśmiechem malował jakiś niewielki obraz. Nie obchodziło mnie co maluje, gdyż jedna myśl zajmowała moją głowę. Podszedłem jak cień do niego. Zakryłem usta dłonią, do szyi przykładając sztylet. Pędzel upadł na podłogę brudząc ją na niebiesko. On zastygł w bezruchu, trzęsąc się. Wiedział. Wiedział kto po niego przyszedł. Lecz nie wie, co go czeka. Pociągnąłem go tak, ze spadł ze stołka. Zwinnym ruchem podciągnąłem go do pozycji pionowej, przywiązując do drewnianej belki jego ręce. Odsunąłem się podziwiając swoje pierwsze dzieło. Patrzał na mnie. Tak. Patrz. Patrz na mnie ze strachem w oczach. Patrz uważnie i niech ten obraz wyryje ci się w pamięci aż do twojej śmierci. Aż zamkniesz oczy. Podszedłem do niego powoli. Coś do mnie mówi ale ja nie słucham. Nie muszę. To ja tu wyznaczam warunki. Wyciągam niewielki nóż. Wyciągam rękę i przeciągam ostrzem po jego boku. Krzyczy z bólu lecz nie jest w stanie nic zrobić. Podchodzę do jego ręki. Palcami wiodę po jego żyłach. Robię kreski tuż obok nich. Trzęsie się i krzyczy, a ja się z tego śmieję. Podchodzę do drugiej ręki i robię to samo. Łzy ciekną mu z oczu. Żałosne. Chciał łatwego i wygodnego życia, więc trzeba za to teraz zapłacić. Ustaję przed nim. Twarz wykrzywiona w strachu i bólu. Łapię go za włosy i ciągnę nieco do tyłu. Przykładam ostrze do jego ust i przecinam mu wargę. Wzdryga się. Przybliżam się zlizując krew z jego podbródka. Widzę jego zmieszanie. Nie wie, czy błagać, czy poddać się temu. Właśnie tak. Wyciągam inne ostrze. Niemo każę aby trzymał je w ustach, po czym związuje je. Puszczam jego włosy. Palcami przesuwam po krwawiącej ranie po boku i wkładam w nie palce. Krzyczy lecz chusta tłumi krzyk. Otwiera szeroko oczy. Domyślił się. A może raczej poczuł po co ten nóż w jego ustach. Tak. Sprawię, że będziesz się uśmiechał od ucha do ucha. Robię kolejne nacięcia. Tym razem między każdym żebrem. Drży, płacze. Jest bezsilny wobec moich poczynań. Wie, że śmierć nie nastanie tak szybko. Głaszczę go po skroni, patrząc głęboko w oczy. Uśmiecham się szeroko, wydłubując mu po tym ręką lewo oko. Krzyczy głośno i spina mięśnie. Nic to przecież nie da. Przyglądam się brązowemu oku w swoich palcach. Spoglądam na niego. To okno, które mu zostało mówi, żebym w końcu go zabił. Żebym zakończył to jak najszybciej. Uśmiecham się. On patrzy przerażony jak biorę jego oko do ust i połykam. Chyba wzięło mu się na wymioty, bo jego grdyka się poruszyła. Odkładam nożyk. Nie, to nie koniec. Paznokciami przejeżdżam po jego ciele. Wzdryga się o odwraca wzrok. Boli, a zarazem podnieca. Idę za niego. Biorę bicz. Z całej siły, nieprzerwanie uderzam nim w jego plecy. Widzę jak z każdym uderzeniem robi się czerwony ślad, jak zaczynają się robić rany. Jak strużki krwi spływając z całych pleców. Odrzucam bicz. Moczę rękę w wodzie. Wyciągam sól i wkładam tam mokrą dłoń. Po tym przejeżdżam nią po jego plecach. Znowu krzyczy. Myję dłoń i sięgam po świeczkę. Przykładam ją do jego skóry. Powoli traci przytomność z tego bólu. Robię tak w kilku miejscach. Ściągam mu chustę i zabieram nóż. Tak jak chciałem. Piękny uśmiech od ucha do ucha. Biorę sztylet. Robię głębokie nacięcia na jego klatce piersiowej. Wycinam mu trzy żebra, a on to czuje. Nadal przytomny. Pora pokazać mu prawdziwy strach. Przybieram swoja naturalną formę. Widzę, jak się trzęsie i marnie chce uciec. Tak. Patrz uważnie. Patrz na mnie. Uśmiecham się szeroko, a on charczy w formie krzyku. Jednym ruchem wyrywam mu bijące serce. Widzi je. Widzi jak je zgniatam, po czym kona. Śmieje się głośno. Śmieje się i wręcz tańczę patrząc na swoje dzieło. Chowam serce do woreczka. Jego ciało tnę na malutkie kawałeczki. Pakuję do worka i wychodzę. Worek wrzucam do rzeki. Zadowolony wracam do siebie. Ta noc była przepiękna.


Te kilka dni minęło bardzo szybko. Nic ciekawego się podczas nich nie stało. No może odwiedził mnie narzeczony i Pan Zagadka nie odstępował mnie wtedy na krok. Dzisiaj nadszedł dzień rozwiązania tej zagadki, a ja nie wiedziałam kim on jest. Wczoraj przesiedziałam pół dnia czytając swoje notatki kilka razy ale żadna odpowiedź mi nie pasowała. Wybrałam się z Nuną na spacer. Musiałam odetchnąć i przemyśleć wszystko od początku. Próbowałam złożyć wszystko w jedną całość ale czegoś i tak brakował. Jakieś myśli, rzeczy. Szłam tak spacerkiem rozglądając się za jakąś wskazówką, czymś co pomoże mi w zrozumieniu tego chaosu. Dotarłyśmy z Nuna na obrzeża miasta, a dokładniej na klasztor. Kilku zakonników pracowało w polu. Jeden stał na drabinie i zrywał jabłka. Zszedł z pełnym koszem. Nuna stwierdziła, że powinniśmy podejść, więc tak zrobiłyśmy.
-Szczęść Boże.- Przywitałyśmy się z uśmiechem. Starszy zakonnik uśmiechnął się, podchodząc bliżej.
-Dzień dobry. Widzę panienki wybrały się na spacer. Nie dziwię się. Jest bardzo piękna pogoda.- Przysunął do nas kosz z jabłkami abyśmy się poczęstowały. Ja podziękowałam ale Nuna wzięła kilka.
-Mimo tu tak sobie pospacerować. Cisza, spokój.- Można myśli pozbierać o pewnym Panie Zagadce.
-Odpocząć od ślubnych przygotowań.- Dodała Nuna, a ja miałam ochotę spiorunować ją wzrokiem. Niech mi nie przypomina przykrej przyszłości.
-O! To panienka za mąż będzie wychodzić. Nich Bóg błogosławi twojemu małżeństwu i obyście byli szczęśliwy do końca swoich chwil.- Uśmiechnęłam się mimo wszystko. Jednak czy chcę, czy nie chcę wyjdę za mąż, więc życzenia trzeba przyjmować.
-Dziękuje.- Ukłoniłam się lekko z uśmiechem.
-O nie! Znowu te kruki. Idźcie latać gdzie indziej!- Krzyknął w ich stronę lecz te siedziały sobie na drewnianym płocie.
-Nie lubi pan kruków?- Spytałam nieco zdziwiona.
-Przynoszą nieszczęście, dlatego ich nie lubię.- Odpowiedział zakonnik, po czym westchnął.
-Przynoszą nieszczęście?! Jak to?- Pierwszy raz to słyszę.
-Gołębica jest symbolem Boga, dlatego miło się one nam kojarzą. A kruki niosą śmierć. Gdy krążą one nad czyimś domem to oznacza, że niebawem przyjdzie śmierć i ktoś z tego domostwa umrze. Kruki są złym znakiem. To symbole śmierci. Dlatego tak ich nie lubię, gdyż zdaję sobie wtedy sprawę, że ktoś niebawem odejdzie z tego świata.- Po jego słowach mnie oświeciło. Miałam ochotę skakać z radości lecz się powstrzymałam. Podziękowałam tylko za wyjaśnienie i wróciłyśmy z Nuną do domu. 

Nie mogłam jednak iść od razu do Pana Zagadki, gdyż miałam spotkanie rodzinne. Gdy się skończyło musiałam już iść spać ale nie zamierzałam tego robić. Gdy Nuna wyszła odczekałam trochę, po czym założyłam płaszcz i wyszłam z pokoju. Na palcach, po cichu poszłam do ogrodu. Rozejrzałam się i zauważyłam go, jak siedzi na jednym z nagrobków. Podeszłam więc szybkim krokiem.
-Już myślałem, że zapomniałaś o naszym zakładzie i stchórzyłaś. A tu proszę. Jednak się zjawiłaś.- Uśmiechnął się tajemniczo. Odetchnęłam kilka razy, normując oddech.
-I tak byś mnie znalazł, więc na darmo bym miała uciekać.- Uśmiechnął się w zadowoleniu.
-Więc słucham cię. Znasz rozwiązanie zagadki? Kim jestem?- Patrzał na mnie uważnie ale nie ugięłam się.
-Jesteś.......krukiem.- Powiedziałam trochę niepewnie. Spojrzał na mnie niepewnie.
-Więc sądzisz, że jestem.....ptakiem?!- Jego twarz wyrażała, jakby miał się zaraz roześmiać.
-Nie do końca. Po prostu.......Wiem, że musisz mieć coś wspólnego ze śmiercią. Jak się pojawiłeś to zmarły 3 osoby albo 4, a jak się dowiedziałam to kruki symbolizują śmierć. Ale ty nie jesteś śmiercią. To znaczy......- Sama pogubiłam się w swoich wyjaśnieniach. Spojrzałam się na niego aby sprawdzić, czy może on zrozumiał moją paplaninę.
-Mogę uznać, że......jest remis.- Jak to powiedział to mnie zatkało. Remis?! Czyli w jakimś sensie mam rację.
-Jestem krukiem ale źle to sobie wyjaśniłaś. To prawda, że kruki są symbolami śmierci. Ale to, że się pojawią nie znaczy, że ktoś tam umrze. Gdyby to była prawda to ty albo twoi rodzice albo ktoś ze służby by zmarł, a tak się nie stało. Ja jestem specjalnym krukiem. Jestem pomocnikiem śmierci i zbieram duszę. W kościele byłem po duszę biskupa, a nie po to, żeby go zabić. Rozumiesz?- Pokiwałam głową na tak.- Nie wszystkie kruki są takie jak ja. To Śmierć wybiera swoich pomocników. A! No i jeszcze jedno. Daj mi rękę.- Zdziwiłam się na jego prośbę ale wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. Poczułam jak łapie mnie za nadgarstek, a to, co zobaczyłam w blasku księżyca przyprawiło mnie omal o zawał. Wyrwałam się z krzykiem.
-C-Co....Co to było?!- Patrzałam to na swoją rękę to na niego.
-Co było? Przecież ja nic nie zrobiłem.- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Wyciągnij rękę.- Rozkazałam. Zrobił to. Była całkiem normalna. Przewidziało mi się. Odwróciłam wzrok zażenowana.
-Mówiłem ci, że nic nie zrobiłem. To co?! Uścisk dłoni na zgodę?- Westchnęłam i ponownie wyciągnęłam rękę w jego stronę. Poczułam ucisk. Spojrzałam się na niego. Dlaczego się tak uśmiecha? Spojrzałam na nasze dłonie. Nie wiedziałam co zrobić po tym, co zauważyłam. Puściłam jego dłoń lecz nadal się jej przyglądałam. Jego dłoń to były same kości. Bez skóry czy czegokolwiek. Patrzałam się na to przerażona lecz doszła do mnie pewna myśl.
-Nie ładnie jest się tak psocić. Wyciągnij tą kościstą dłoń i pokaż swoją prawdziwą.- Prychnęłam na niego, a ten się zaśmiał.
-Czyli nadal nie wierzysz. To pokażę ci coś, co cię przekona.- Wstał i rozpiął swoją koszulę. Wyciągnął z niej rękę, po czym ustał w świetle księżyca. Usiadłam aż z wrażenia. Widziałam jego rękę, ramię i żebra. Same kości. Nic więcej. On był trupem.
-A-A-Ale t-to.....j-jak to....- Nie mogłam skleić zdania.
-Krukiem zostaje się, po śmierci. Najpierw się umiera. Ja nie jestem człowiekiem. Jestem chodzącym trupem. Dlatego tamten lord się ta wystraszył. Ty tego nie widziałaś ale on tak. Widział szkielet idący w jego stronę. Widział śmierć w moich czarnych oczach. Plus to ja go ożywiłem. Po prostu oddałem mu duszę, którą wcześniej zabrałem.- Usiadł i schował rękę, która stała się już normalna.- A teraz wyjaśnię ci trochę moje podpowiedzi. „Pracuje” i w dzień i w nocy, gdyż człowiek może umrzeć o każdej porze. Nie obchodzi mnie czas, gdyż nie żyję i nikt nie jest w stanie mnie zabić. Ale jest on moim wyznacznikiem, gdyż o danej godzinie muszę wziąć duszę. „Czasami czuję się jak piórko”, czyli jak ptak, a jestem krukiem. Jestem kim jestem ale w pewnym sensie nie jestem straszny. Normalnym jest, że człowiek umiera, a ja po prostu zabieram duszę.- Patrzałam na niego w niedowierzaniu. Nie wiedziałam, że takie.....istoty istnieją. To było wręcz niewiarygodne.- Jest remis, więc nikt nie otrzymuje swojej nagrody.- Uśmiechnął się lekko. Nie wiedziałam do końca co tak naprawdę mam o nim myśleć.
-Dziękuje, że mi to wyjaśniłeś. Miło było cię poznać.- Powiedziałam smutno, odwracając od niego wzrok.
-He?! O co ci chodzi? Coś tak zmarkotniała?- Podniósł moją głowę do góry. W oczach miałam łzy.
-No bo ty teraz sobie pójdziesz. A ja będę musiała wyjść za mąż i żyć nieszczęśliwa z kimś kogo nie kocham. A teraz zrozumiałam, że jestem zakochana i to w nie tej osobie co powinnam.- Łza spłynęła po moim policzku.- Kocham Cię. Nie wiem jak to się stało ale to prawda. Ty jeden mnie rozumiesz i poświęciłeś swój czas. Dziękuje ci za wszystko. Dobrze się bawiłam i nigdy tego nie zapomnę.- Odwróciłam od niego wzrok. Moje serce wręcz krwawiło i krzyczało o pomstę do nieba. Usłyszałam głośne westchnięcie.
-A ty jak zwykle niczego nie rozumiesz i nie widzisz.- Spojrzałam się na niego ze zdziwieniem. On przybliżył się do mnie, kładąc dłoń na moim policzku i złączając nasze usta w delikatnym pocałunku. Rozszerzyłam oczy w szoku. Jak to? Co się dzieje?
-Nie rozumiem.- Wyszeptałam patrząc się na niego załzawionymi oczami. On uśmiechnął się lekko i starł je.
-Myślisz, że przychodziłbym tutaj tak nawet kilka razy dziennie, bo jakiś zakład?! Mógłbym cię po prostu zabić albo wykorzystać ale tego nie zrobiłem. A wiesz dlaczego? Bo również cię kocham. Może jestem trupem ale mam jednak uczucia.- Patrzałam na niego zszokowana. On mnie kocha? Tak naprawdę?! Łzy samoistnie zaczęły mi płynąć po policzkach. Rzuciłam mu się na szyję, płacząc w jego ramię. On spokojnie głaskał mnie po plecach, lekko kołysząc. Po dłuższej chwili oderwałam się od niego, wycierając ostatnie łzy rękawem.
-Muszę wyglądać okropnie.- Wymamrotałam.
-No może trochę.- Uderzyłam go w ramię, a on się zaśmiał.- Dla mnie zawsze będziesz piękna.- Zaczerwieniłam się, odwracając lekko wzrok na co dostałam buziaka w policzek.
-Ale co teraz? Ja mam się żenić z Elwanem. Nie przedstawię przecież ciebie rodzicom, bo nie żyjesz.- Rodzice by zemdleli na jego widok.
-O to się nie martw. Mam plan jak wyrwać cię stąd. Mam nadzieję, że jesteś gotowa ze mną uciec i zostawić to wszystko. Oraz będziesz musiała stać się taka jak ja abyśmy mogli żyć razem.- Splótł nasze dłonie, patrząc na mnie przenikliwie. Westchnęłam, zastanawiając się chwilę. Spojrzałam na niego z uśmiechem i pocałowałam go krótko w usta na co się zdziwił.
-Z tobą mogę iść wszędzie.- Uśmiechnęłam się szeroko. Byłam szczęśliwa. Pierwszy raz tak bardzo od momentu, w którym się dowiedziałam, że mam wyjść za mąż. On uśmiechnął się i pociągnął mnie w swoja stronę. Patrzeliśmy sobie chwilę w oczy, po czym nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Wręcz kręciło mi się w głowie i chciałam aby ta chwila trwała wiecznie.
-Nikomu cię nie oddam.- Wyszeptał, gdy oderwaliśmy się od siebie.
-A ja i tak już wręcz od pewnego czasu jestem twoja.- Uśmiechnęłam się, gładząc go po policzku. Wtem coś sobie przypomniałam.- A jak masz na imię? Wiem, że pierwsze P, a dalej?!- Uśmiechnął się i pocałował mnie krótko.
-Patrice.- Pasuje mu. Takie piękne i tajemnicze.
-Patrice.- Wypowiedziałam, a moje serce zabiło szybciej.
-Musisz już iść. Choć. Odprowadzę cię.- Wstał i pociągnął mnie ze sobą. Złapał za rękę i poprowadził do pokoju. Weszliśmy po cichu aby nikt nie usłyszał, że coś tu się dzieje. Ściągnęłam płaszcz i położyłam się, przykrywając kołdrą. Patrice usiadł obok i pochylił się aby mnie pocałować.
-Musisz iść?- Zapytałam łapiąc jego dłoń.
-Teraz to ci nie przeszkadza?!- Prychnęłam na co on się zaśmiał.- Mam do załatwienia kilka spraw, więc muszę iść. Ale przyjdę jutro zaraz po twoich lekcjach. A teraz śpij. Dobranoc Lili.- Powiedział cicho i pocałował w czoło, nosek i usta.
-Dobranoc Patrice.- Powiedziałam i wtuliłam się w mięciutka poduszkę. Widziałam jak wychodzi na balkon i znika w ciemnościach nocy. Uśmiechnęłam się jeszcze, po czym zasnęłam. Tak. To był najlepszy dzień w moim życiu.
 

 Kilka słówek~! ^.^
Ogółem to jest mój chyba ulubiony rozdział. xp Zamiast szczęśliwej 7, szczęśliwa 8. ^^
Chciałam napisać, że wasze komentarze naprawdę dają mi dużo weny, więc mam nadzieję, że nikt nie będzie się krył i napisze chociaż krótki komentarz. To bardzo cieszy i przynajmniej wiem, że ktoś to czyta. ^^
Pozdrawiam i życzę miłego dnia~! :* 
#Kimie <3

6 komentarzy:

  1. Trochę przyspieszę informację. Już jutro jest ostatni rozdział "Spotkania". Ponieważ "Epilog" ma tylko 2 strony.
    Miło mi, że jesteś zaskoczona rozdziałem. Mery była smutną niespodzianką, tak samo jak historia Marco.
    Pozdrawiam
    LM

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle miodzio xd
    Sorki za brak komentarza (brak internetu ;_;) to wyznanie sprawiło że o mało co nie dostałam uwagi bo czytałam to na lekcji ... A wiesz jak dziewczyny potrafią piszczeć xd Ale ze mnie rebel xddd jedno słowo
    KAWAII *O* °^° KOCHAM TO
    Ale nie zapominajmy o yaoi >∆<
    Duużo weny i komentarzy
    ~Julia N. Pseudonim YAOI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cud, miód i pornoski xp Za dużo Ahomine, za dużo >p<
      Nauczyciele nigdy nie zrozumieją tego, że czasami nie można się powstrzymać od zapiszczenia podczas czytania -.- ;)
      Kochasz to, kochasz Patrice, kochasz yaoi <3 <3 <3
      I to mnie cieszy :D
      Dziękuje za wenę i komentarz :*
      Pozdrawiam ko-cha-ną Julcię~nyan~! :* #Kimie

      P.S. Pseudonim "Szczeniak" ^^

      Usuń
  3. Rozdział genialny,cudowny, piękny i wiele innych przymiotnikow *.*
    Kocham ten rozdział!!! Oby więcej takich było
    Lili i Patrice no para idealna <333
    Kimie dużo weny i oczywiście chęci do pisania kolejnych wielo przymiotnikowych rozdziałów :**** ~ natalka ł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba :D
      Kolejne rozdziały będą coraz bardziej emocjonalne- w końcu miłość szaleć musi xp
      Dziękuje ślicznie za wenę ^^
      Pozdrawiam kochaną Natalkę~! :*
      #Kimie <3

      Usuń
  4. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, no w końcu zgadła choć nie do końca to jednak nie wiele się pomyliła, ale że co? jaki ma plan Patrick no i czy się powiedzie i czy będą razem... trzymam kciuki....
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń