Konbanwa~! ^.^
To znowu ja z niespodzianką~!
Otóż napisałam kolejny rozdział DM, więc dla zniecierpliwionych wstawiam go już dzisiaj~!! :)
Dwa rozdziały pod rząd, mam rozpęd. >p<
Wene zaczął ze mną współpracować. XP
Ogółem to w następnym rozdziale będzie prawdopodobnie rozwiązanie zagadki. ^^
I rozdział ten pojawi się w czwartek lub sobotę- zależne od humoru xp
Przypominam o ankiecie i konkursie~!!!!!
I nie zapomnijcie zostawić komentarza~! :*
Dobranoc~! <3
#Kimie
Rozdział dedykuję Natalii Ł. :*
(Julcia nie gniewaj się ale ty dedykta już miałaś ^^)
Gdy
wstałam miałam wyśmienity humor. Pogoda była piękna i aż chciało się zrobić
piknik. Kiedy powiedziałam Nunie o moim pomyśle od razu się rozradowała. Jak
już stwierdziła, że wyglądam przepięknie to popędziła do kuchni aby
przyszykowali mi jakieś smakołyki. Podczas śniadania rodzice powiedzieli, że
gdzieś dzisiaj jadą coś załatwić, więc wrócą prawdopodobnie na kolację. Tak
więc pożegnałam się z nimi i poszłam na lekcje. Nie miałam ich dzisiaj dużo,
więc już wczesnym popołudniem mogłam cieszyć się świetną pogodą. Usiadłam na
kocu, na trawie i porozmawiałam sobie trochę z Nuną. Musiała on jednak wrócić
do swoich obowiązków, więc po ciśnięciu jej kilku ciasteczek w podskokach
poszła sprzątać. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Pana Zagadki lecz jeszcze
o dziwo nie przyszedł. Postanowiłam więc przejść się po ogrodzie. Poszłam nad
studnie wokół której latały wróbelki. Przeszłam obok ścianki róż, które mieniły
się kolorami. Podeszłam do małego drzewka ukochanych magnolii. Ponownie się
rozglądnęłam, czy aby już nie przyszedł lecz nadal ani śladu. Gdy chciałam już
wrócić na kocyk zauważyłam Czerwonego łabędzia z origami i kwiat magnolii. Obie
rzeczy leżały na kopercie. Usiadłam i najpierw wzięłam łabędzia aby się mu
przyjrzeć. Był bardzo starannie zrobiony, a kartka użyta do jego zrobienia nie
była postrzępiona. Odłożyłam łabędzia, powąchałam kwiat i wzięłam kopertę. Nie
była ona zaklejona tylko podpisana „Lili”. Czyli to do mnie. Otworzyłam ją,
wyciągnęłam kartkę i zaczęłam czytać:
„Damulko Lili,
Z
przykrością muszę cię poinformować, że nie odwiedzę cię przez najbliższe 10
dni. Poszedłem szukać końca tęczy aby sprawdzić czy naprawdę jest tam dzbanek
złota. Oczywiście to nieprawda ale nie powiem ci prawdziwego powodu mojej
nieobecności. Przypomnę ci, że już minęło 10 dni od naszego zakładu, więc
powinnaś zacząć myśleć o rozwiązaniu mojej zagadki. Może nie powinienem ale
będę tak dobroduszny i dam ci jeszcze jedną wskazówkę. „Z jednego miejsca
patrzę na swój kres.” Może ci tym trochę pokomplikuję ale ja wiem jak ty to
lubisz. Życzę ci jednak udanych dni pod moją nieobecność. Może nie będą one
takie wspaniałe, gdy ja w nich uczestniczę ale zawsze coś. Pamiętaj o
wszystkich moich słowach. W kopercie masz mały upominek ode mnie abyś nie
chodziła naburmuszona. Głupio wtedy wyglądasz. Do zobaczenia wkrótce Lilio
wśród róż.”
Pan
P.
Pismo
było bardzo piękne w swojej prostocie. Nie dodał na szczęście nikomu
niepotrzebnych wywijasów i nie pisał pod dużym kątem. Czasami takie teksty
wyglądają jak ślaczki. Na początku byłam wściekła, że nazwał mnie „Damulką”.
Następnie zdziwiło mnie, że go nie będzie. I, że minęło już 10 dni od zakładu.
A to, że dał wskazówkę było równie zadziwiające, a zarazem wkurzające, gdyż nie
wiem o co w niej chodzi. Gdy życzył mi miłych dni uśmiechnęłam się lecz
czytając o tych wspaniałych, gdy on jest zaśmiałam się. „Lilia wśród róż” brzmi
tak pięknie, że się chyba lekko zarumieniłam. I na koniec jego głupota, a może
to specjalnie, czyli podanie pierwszej litery swojego imienia. P jak piękny.
Zaśmiałam się i wzięłam kopertę aby zobaczyć co to za prezent. Były to dwie
przywieszki w kształcie kropli tym razem czerwone. Wyciągnęłam naszyjnik i
dołożyłam jeden z obu stron. Po tym schowałam list do koperty i włożyłam wraz z
łabędziem i naszyjnikiem do kieszeni. Magnolię zaś wpięłam sobie w włosy i
poszłam na swój kocyk korzystając z pogody. Nie powiem ale zaskoczył mnie i nie
popsuł humoru. Wręcz przeciwnie szłam wręcz podskakując i nucąc sobie coś pod
nosem. Jestem ciekawa ile ma twarzy Pan P.
..............Tymczasem w
Hiszpanii............
Leżałem sobie wygodnie na dachu jednego z mieszkań i
wygrzewałem się w słonku. Aż nabrała mnie ochota na drzemkę.
-Ty
na serio jesteś kotem.- Usłyszałem tuż przy uchu. Zerwałem się nagle i spadłem
na niższy daszek. Wstałem i wszedłem z powrotem patrząc się zmrużonymi oczami
na Josepha.
-Mogłeś
najpierw mnie szturchnąć czy coś, a nie o zawał mnie przyprawiasz.- Otrzepałem
się z kurzu i usiadłem na skraju dachu patrząc na morze.
-Nie
spodziewałem się, że cię zaskoczę i aż zwalisz się z daszku.- Zaśmiał się
krótko pod nosem na co prychnąłem.- Mam nadzieję, że jesteś gotowy na podróż.- Powiedział podchodząc do mnie.
Uśmiechnąłem się i rozciągnąłem.
-Gdybym
nie był gotowy nie nalegałbym na jakąś wyprawę. Mam nadzieję, że będzie coś
ciekawego.- Wstałem i otrzepałem się ponownie.- To co?! Ruszamy czy będziemy tu
tak stać i sępić?!- Uśmiechnąłem się chytrze. Joseph nic nie powiedział tylko
od razu zmienił się w kruka. Zrobiłem to samo i polecieliśmy w stronę statków.
Następny
dzień naszedł dla mnie stanowczo za wcześnie. Minęło jakieś 10 minut zanim Nuna
wygoniła mnie w końcu z łóżka. Dzisiejszy dzień miałam spędzić z mamą na
przygotowaniach do ślubu. Tak więc wybieraliśmy kolor sukni, płaszczu, wzoru,
dodatków, biżuterii, a po tym jak mnie uczeszą i co doczepią do włosów.
Strasznie mnie to nudziło i większość rzeczy wybrała mi mama. Zrobiłyśmy sobie
po tym przerwę na herbatę i ciasteczka. Porozmawiałyśmy trochę o moim
narzeczonym i ogółem o całym tym ślubie. Mama mimo wszystko proponowała mi abym
zainteresowała się Elwanem, że nie wydaje się on taki zły. Tak żeby miała
spokój to powiedziałam jej co wydarzyło się w ogrodzie. Oczywiście ominęłam, że
Pan P nam przeszkodził swoim śmiechem. Ucieszyła się na to, po czym pognała mnie
na dalsze przymiarki, czyli to co ubiorę po uroczystości w kościele. Na
szczęście szybko się zdecydowałam, więc resztę dnia mogłam spędzić jak chcę.
Wybrałam się do biblioteki aby dokończyć niedawno rozpoczęta książkę.
Kolejny
i następny dzień był zwyczajny, czyli wstanie, ubranie się, śniadanie, nauka,
obiad. Po tym krótki spacerek po ogrodzie i poczytanie notatek na temat Pana P.
Nadal nic mi się nie łączyło w całość. Na dodatek ta wskazówka w niczym nie
pomogła. Chodziłam po ogrodzie i cmentarzu rozglądając się co jest w zasięgu
wzroku. Nic mi to jednak nie dało. Trochę wkurzona zjadłam kolację, umyłam się
i poszłam spać.
Już
drugi dzień jak płynęliśmy grupą statkiem. Jakoś pod wieczór mieliśmy być na
miejscu. Musieliśmy płynąć statkiem, gdyż często bierzemy sobie jakieś
pamiątki. W większości są to jakieś cenne kosztowności. Siedziałem więc z tą
bandą idiotów i przysłuchiwałem się ich rozmowie.
-Tamta
akcja w Grecji była najlepsza! No może ta w Niemczech też była fajna ale nie
dorównuje Greckiej. Grecką tragedie urządziliśmy! Hahaha!!- Dlatego nie lubiłem
z nimi pracować.
-Ata
zamknij tą jadaczkę i przestań tak wszystko przeżywać.- Warknąłem na niego i od
razu nastała cisza. Warto mieć tu respekt i być tym najstraszniejszym. Ata od
razu usiadł i opuścił głowę w dół.
-Nie
przejmuj się Ata tym debilem. Mów dalej.- Zaśmiałem się i spojrzałem na
rozmówczynię.
-Dita
ty dziwko nazwij mnie tak jeszcze raz, a pozbędziesz się języka którym kłapiesz
na prawo i lewo.- Dita jest jedną z nielicznych kobiet, które są w grupie.
Razem jest nas jakieś 16 osób, w tym 4 kobiet. Dita była jedna odosobnionym
przypadkiem wrednej dziewuchy. Brązowe loki sięgające ramion, skóra jasna lecz
nie mleczna jak moja. Oczy niebieskie z powiekami pomalowanym na ciemny kolor.
Kobieta z charakterem. Nienawidziliśmy się od samego początku. Gdyby nie
szefunciu jeden zabiłby drugiego. Wracając do zaistniałej sytuacji. Wszyscy aż
się skulili aby przypadkiem nie zostać zabitym.
-Kto
tu kogo nazywa dziwką Pati?!- Uśmiechnęła się chytrze. Dobrze wie, że
nienawidzę jak ktoś mów na mnie Pati. Uśmiechnąłem się i wyłoniłem z cienia.
-To ty świecisz biustem aby się podlizać bo nie masz
umiejętności. To ja tu jestem górą, więc te usteczka otwieraj tylko, gdy chcesz
zrobić jakiemuś panu dobrze.- Uśmiechnąłem się kącikiem ust. Aż zawarczała ze
złości. I nawet poczerwieniała nieco.
-Ty wstrętny dupku.- Gromiła mnie wzrokiem lecz mi
to nic nie robiło.
-Złość piękności szkodzi. Chociaż w twoim przypadku
to nie masz się czego bać.- Wzięła pobliską butelkę i rzuciła w moją stronę.
Nie dość, że uniknąłem pocisku to szybko doskoczyłem do niej przykładając
sztylet do szyi. Wszyscy wstrzymali oddech, czekając na mój ruch.
-Dita moja cierpliwość jest ograniczona. Więc
jeszcze raz rzucisz w moją stronę coś ostrego albo zrobisz coś co mnie wkurzy
to nie będę się powstrzymywał i odetnę ci tą główkę. Mam nadzieję, że
zrozumiałaś. A! I jeszcze jedno.- Złapałem ją za włosy mocno ciągnąc ją do
tyłu.- Jeszcze jedno słówko Pati wyjdzie z twoich ust, a twoje wnętrzności będą
latały na kilometr.- Puściłem ją i wyszedłem z kajuty. Odetchnąłem morską
bryzą, uspokajając się nieco. Spojrzałem się na horyzont i postanowiłem wejść
na bocianie gniazdo. Wdrapałem się tam
raz dwa i podziwiałem widoki. No może nie było nic do podziwiania oprócz wody
ale zawsze coś. Zwłaszcza, że tafla wody świeciła od słońca.
-Daleko jeszcze?- Nie, nie pytałem w powietrze.
Dosłownie minutkę temu Joseph pojawił się tuż za mną. Skąd to wiem? Bo można
wtedy poczuć zimny dreszcz.
-Już niedaleko. Nie kłóć się tak z Ditą. Co ona ci takiego zrobiła, że jej
nienawidzisz?- Joseph ustał obok mnie opierając się rękoma o barierkę.
-Po prostu zjawiła się w tej grupie. Nie da się
inaczej tego wytłumaczyć. I żadne z nas nie wyciągnie ręki do drugiego aby się
pogodzić, a tym bardziej zaprzyjaźnić. Nic nie poradzisz. Musisz przyjąć to do
wiadomości i oddzielać nas, gdy będziemy chcieli rzucić się sobie nawzajem do
gardeł.- Joseph pokręcił głową w niedowierzaniu, a ja zaśmiałem się krótko.
-Jeśli porównać waszą grupą do rodzeństwa to ty
jesteś starszym bratem, a ona twoją siostrą bliźniaczką. Jej nie podoba się, że
wszyscy w większości ciebie faworyzują, a ty nie lubisz, gdy wtrąca się do
twoich spraw. Dlatego nienawidzicie się nawzajem. A reszta rodzeństwa jest trochę
rozdarta, gdyż ty jesteś straszny lecz utalentowany, a ona dobra lecz
zazdrosna.- Nie wiedziałem, że można przedstawić to pod takim kątem. Mimowolnie
wzdrygnąłem się.
-Jakoś jak porównałeś mnie i ją do bliźniaków to
niedobrze mi się zrobiło.- Wzdrygnąłem się ponownie, a Joseph uśmiechnął.
-Koniec tych pogaduszek, bo jeszcze tu zwymiotujesz.
Idź po resztę. Czekam na pokładzie.- Powiedział i zmienił swoją formę.
-Aj, aj kapitanie~!- Uśmiechnąłem się głupkowato i
zeskoczyłem z bocianiego gniazda. Kopniakiem otworzyłem drzwi. Momentalnie
zapadła cisza i wszystkie pary oczu skierowały się na mnie.- Ruszać się
patałachy! Śmierć wzywa na spotkanie.- Uśmiechnąłem się nieco psychopatycznie,
obróciłem się na pięcie i ustałem niedaleko naszego szefuncia. Jeszcze trochę i
zabawa się zacznie.
Przez kolejne dni strasznie się nudziłam. Dwa razy
spotkałam się z moim narzeczonym. Nic ciekawego nie wydarzyło się na tych
spotkaniach. W większości rozmawialiśmy o nauce i o tym, co się aktualnie
dzieje. Raz wspomniał o ślubie ale w tym temacie się nie rozwinęliśmy. Wszystko
wręcz szykują nasi rodzice. Tak więc resztę czasu spędziłam w ogrodzie i w
bibliotece. No jeszcze wczoraj krótko przed snem przyszła do mnie mama. Nieco
mnie zdziwiła ta wizyta. Jednak jak powiedziała o czym chce ze mną porozmawiać
to spaliłam niezłego buraka. Tak, rozmawiałam z mamą o tych sprawach. Jednak
musiała poinformować swoją córkę co stanie się po uroczystości. Leżałam po tej
rozmowie na łóżku i rozmyślałam. Przypomniały mi się momenty, gdy Pan P.
dotykał mnie tak....inaczej. Spaliłam buraka, zakrywając twarz poduszką.
Głupek, głupek, głupek~! Dlaczego on to wtedy zrobił nadal jest dla mnie
niewiadomą. Z lekkim niepokojem zasnęłam z myślą, że niedługo go zobaczę.
Bitwa i cała akcja poszła pomyślnie. Na dodatek
przestraszyłem jednego wojownika. Chciał się schować i przeczeka bitwę lecz nie
pozwoliłem mu na to. Gdy mnie zobaczył najpierw się zdziwił, a sekundę później
ze strachem w oczach próbował uciec. Podszedłem do niego powoli od tyły, złapałem
za włosy i jednym ruchem odciąłem głowę. Gdy zebraliśmy się po bitwie
przestraszyłem Ate, który aż odskoczył na dwa metry. Oczywiście Dita obrończyni
słabszych od razu się wtrąciła. Uciszyła ją jednak Śmierć. A po tym stało się
coś pięknego. Zostałem pochwalony przy wszystkich za akcję i dostałem w nagrodę
bardzo cenny naszyjnik. Dita wręcz kipiała ze wściekłości. Ja zadowolony
wziąłem sobie jeszcze trochę łupów i wszedłem na statek. Podróż z powrotem
minęła spokojnie, bez jakiś sprzeczek ze strony Dity. Tak więc leżąc na hamaku
i drzemiąc czasem wróciliśmy do Hiszpanii. Stamtąd już krótka podróż w postaci
kruka do Francji. Joseph oczywiście przyszedł. Chciałem go wygonić ale widząc,
że przyniósł rybkę od razu zmieniłem zdanie. Zaśmiał się z mojego zachowania
lecz nie komentował go. Po prostu usiedliśmy i zajadaliśmy się rybką, popijając
wino i świętując udaną akcję. Oczywiście każde nasze akcje były udane ale
dlaczego nie mielibyśmy tego świętować?! Reszta pewnie poszła do jakieś karczmy
się upić. Zero klasy. Po posiłku Joseph
musiał coś załatwić, więc ja wygrzałem się jeszcze w wannie, po czym od razu
zasnąłem.
Dzisiaj wyjątkowo nie miałam lekcji ani nawet
żadnego spotkania ani przygotowań do ślubu. Po prostu wolny dzień. Do południa
nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Snułam się po willi w poszukiwaniu czegoś
ciekawego. Później jednak stwierdziłam, że szkoda marnować taki słoneczny
dzień. Usiadłam sobie w altanie z książką i filiżanką herbaty. Książka po
jakimś czasie zaczęła mnie nudzić ale czytałam dalej. Nagle poczułam jak coś
gryzie mnie w ramie. Gdyby był to jakiś robak to może bym nie poczuła ale to
ugryzienie jednak bolało. Pisnęłam i odskoczyłam. Gdy się obróciłam nikogo nie
było. Patrząc w miejsce za mną usiadłam z powrotem. Gdy obróciłam głowę do
przodu i spojrzałam się przed siebie omal zawału nie dostałam. Wypuściłam
książkę z dłoni z piskiem i złapałam się za serce.
-Aleś się bojaźliwa zrobiła.- Pan P. złapał książkę,
która prawdopodobnie spadłaby na ziemię. Patrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Jesteś~!- Wstałam i rzuciłam mu się na szyję.
Dopiero po chwili doszło do mnie co zrobiłam, więc odkleiłam się od niego i
zmieszana usiadłam z powrotem. Pan Zagadka stał zszokowany.
-Nie spodziewałem się, że aż się za mną stęsknisz.-
Usiadł obok mnie, książkę odkładając na stolik. Jedną ręką objął mnie w pasie,
drugą kładąc na moim policzku i obracając mnie w swoja stronę.- Dużo kobiet
przed ślubem sypia z jakimś mężczyzną aby nie wypaść później źle przed mężem
ale nie spodziewałem się tego po tobie. No ale skoro aż tak się za mną
stęskniłaś.- Jakąś chwilę mi zajęło zrozumienie jego słów. A gdy już dotarło
poczułam jak całuje mnie po szyi. Odskoczyłam jak oparzona, a on zaczął się
śmiać.- Coś długo ci zajęło zrozumienie moich słów.- Znowu zaczął się śmiać, a
ja na niego prychnęłam. No co za wredny.
-To nie tak jak myśli! Po prostu......tak
jakoś.....No trochę nudo tu było jak nie przychodziłeś. Teraz żałuję, że nie
wyjechałeś na dłużej.- Odwróciłam od niego wzroku rumieniąc się lekko.
Usłyszałam jak wzdycha głośno, więc postanowiłam na niego spojrzeć.
-Przykro mi ale czytam z ciebie jak z otwartej
księgi i wiem, że kłamiesz. Jednak to miło, że cały czas o mnie myślałaś.- Na
jego słowa zrobiłam się chyba czerwona jak burak, gdyż czułam takie dziwne ciepło.
-Nie myślałam o tobie cały czas. Miałam wiele rzeczy
do zrobienia. Musiałam przygotować kilka rzeczy do ślubu, miałam naukę,
spotkałam się z narzeczonym, porozmawiałam wieczorem z mamą.- Zaczęłam się
tłumaczyć nie wiedząc po co to dokładnie.
-O~! Wiec wiesz jakie ciekawe rzeczy można robić z
mężczyzną.- Jego wzrok wręcz palił. Na dodatek oblizał lubieżnie usta.
Odwróciłam się od niego tyłem aby nie patrzeć na jego diabelskie kuszenie.
-Dla twojej wiadomości każda matka mówi swojej córce
przed ślubem czego ma się spodziewać po uroczystości, gdy zostanie sam na sam z
mężem.- Powiedziałam to co mama powiedziała mi na początku naszej rozmowy.
Poczułam jego dłonie na swojej tali. Przytulił się do moich pleców obierając
brodę o moje ramie.
-Rozumiem, rozumiem. Przecież wiesz, że się z tobą
droczę. Napisałem ci w liście, że nie masz być naburmuszona, bo głupio wtedy
wyglądasz. Masz się uśmiechać. I wyciągnij naszyjnik.- Odetchnęłam i
wyciągnęłam naszyjnik z kieszeni.- Odepnij go.- Zrobiłam co mi powiedział. On
złapał najpierw jeden koniec nakładając dwie zawieszki i to samo zrobił z drugą
stroną. Jedne były złote, drugie białe. Uśmiechnęłam się, gdyż naszyjnik
wyglądał bardzo pięknie z takimi łezkami. Pan Zagadka wziął naszyjnik i zapiął
na mojej szyi.
-Dziękuję za upominek.- Wręcz wyszeptałam, patrząc
na swoje dłonie.
-Ależ nie ma za co dziękować. To drobiazg. A teraz
ładny uśmiech poproszę.- Uśmiechnęłam się szeroko na jego słowa. Siedzieliśmy
tak, a ja opowiadałam mu co wydarzyło się przez te dni. I tak minęło nam całe
popołudnie.
Takie mniej więcej widoki miał Patrice ;)
OMG! OMG! KOCHAM CIĘ. Ja siedze sobie w szkole na przerwie i (jak zwykle) sprawdzam bloga a TAM nowy rozdział!!!!! <3 kochana zaczęłam piszczeć xd a jak powiedziałam Natalii to omało nie umarła ze szczęścia xddd
OdpowiedzUsuńRozdział wyśmienity :***
Ja chce juz kolejny rozdział ;_;
Nie wiem jak ja wytrzymam xd
Dziękuje za taką zajebistą niespodzianke <333
Dobra nie obraże sie na tego dedyka ale następny dla mnie xddd
Życzę weny i więcej czytelników.
~Julia N.
Ale miłe słowa, gdy się wstało~! ^.^ Senkju <3
UsuńWyobraziłam sobie jak siedzisz w ławce i zapiszczałaś, a klasa takie WTF?? o.O A ty takie "Sio od mojego tęczowego świata, Szarusie" >.< Heheszki~! XD
Na kolejny musisz jednak poczekać ;)
Wytrzymacie, wierzę w was :p
Ależ nie ma za co ^^
Tobie zadedykuje MidoTake <3 (Oczywiście jak napiszę >p<)
Dziękuję za wenę~! :*
Miłego wieczorka~! <3 #Kimie
Omg Kimie dziękuje za dedykakdkdkekdkekw <3 (następny dla Julci bo się biedna obrazi xd)
OdpowiedzUsuńrozdział jest genialny fantastyczny uroczy słodki i wiele innych przymiotników *.*
Więcej patrica lili razem w opowiadaniu choć patrice z Josephem są skwkw *.* to i tak proszę o lili i pana zagadkę xd
Czekam na kolejny rozdział który mam nadzieję będzie niebawem ^^
Duzo dużo weny chęci to napisania dalszej części tego genialnego itd opowiadania dkdkskdkekks ♥♥♥♥~ natalka ł.
Ależ nie ma za co~! ^w^
UsuńPrzyznam się, że mówię "Jestem Geniuszem", gdy napiszę rozdział. xp I to prawda, więc się ciesze :)
Patrice i Lili to taka słodka para, no ale yaoi jest wszędzie >.<
Już jest. Hehehe~! :D Musisz wchodzić tutaj tak często jak Julia xp
Senkju za wenę i chęci :*
W oczekiwaniu na rozdziały przeczytaj Twin Blood ^.^ Mam nadzieję, że również ci się spodoba ;)
Pozdrawiam Natalcię kochaną~! #Kimie <3
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńsuper jakie entuzjastyczne powitanie przez Lili no naprawdę ma w sobie coś z kota...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia