Witam, witam, witam~! ^.^
Jak pisałam tak jest kolejny rozdział DM. :)
Widać bardzo polubiliście tą serie- Julcia ty chyba wchodzisz tu co godzinę xp
Następny prawdopodobnie za tydzień ale mam w planach pisanie tego szybciej ale nie wiadomo jak wyjdzie w praktyce. >.<
Patrice: Postarałabyś się, a nie tylko obiecujesz.
Kimie: Oj już nie marudź Pati~! xp
Patrice: Nie jestem Pati!! I masz pisać częściej i dawać więcej mnie.
Kimie: Ale ty często tu jesteś.
Patrice: Ale to nadal za mało! Ludzie mnie kochają, więc oczekują, że będę na każdej twojej stronie.
Kimie: To aż tak kochasz swoich fanów?! o.O
Patrice: A kto powiedział, że ja ich kocham?! Oni mają po prostu mnie podziwiać i koniec kropka! To ja tu jestem głównym bohaterem.
Kimie: Patrice......Serio?! -.- Idź się połóż spać, bo zaczynasz gwiazdorzyć. Sio, sio~!
Patrice: Idę się poskarżyć Josephowi.
Kimie: Albo idziesz spać albo nie będzie cię w następnym rozdziale! >.<
Patrice:......Zzzzzzz~
Przypominam o konkursie i ankiecie ;)
Eto......Miłego czytania i dobranoc~! ^.^
P.S. Patrice zawsze będzie ale szantaż być musi xp
#Kimie <3
Ocknęłam
się z letargu, gdy niebo zrobiło się pomarańczowe. Spojrzałam się na Pana
Zagadkę, który nadal słodko drzemał. Wyciągnęłam rękę próbując wziąć jego
sztylet, lecz nagle zostałam za nią złapana. Pisnęłam zaskoczona.
-Nie
ładnie tak dobierać się do cudzych rzeczy zwłaszcza, gdy dana osoba śpi.-
Wymamrotał podnosząca głowę z mojego brzucha.
-Gdybyś
spał to nie poczułbyś, że ci coś zabieram.- Wyrwałam rękę z jego dłoni, patrząc
na niego nieco figlarnie.
-Mam
lekki sen, więc każdy ruch może mnie obudzić.- Powiedział po czym wstał i
rozciągnął się.- Słońce zbliża się ku zachodowi, więc pora iść.
-Czekaj!-
Zdążył zrobić krok lecz mój głos go powstrzymał. Spojrzał na mnie ze
zdziwieniem.
-O
co chodzi?- Ni to warknął, ni powiedział.
-No
więc......bo.....ten no......- Nie mogłam skleić zdania patrząc się na
wszystko, tylko nie na niego. Dopiero, gdy usłyszałam westchnięcie i chichot
spojrzałam n niego.
-Nie
bój się. Nie idę zabijać ludzi. Po prostu muszę gdzieś iść. No ale skoro
chcesz, żebym został to mogę przyjść w nocy. Oczywiście nie będę patrzał jak
śpisz plus są ciekawsze rzeczy do robienia o tej porze.- Rzuciłam w niego
poduszką rumieniąc się.
-A
idź do diabła.- Wymruczałam tuląc do siebie poduszkę. Usłyszałam jeszcze
śmiech, po tym kroki i zapadła cisza. Odetchnęłam kilka razy i ruszyłam na
kolację. Podczas niej dowiedziałam się, że jutro idziemy na pogrzeb lorda, a
dnia następnego ma do nas przyjść mój narzeczony. Przynajmniej nie musiałam być
szczęśliwa, zganiając przy tym na żałobę. Może lord i jego rodzina nie byli mi
bliscy ale nie chcę zostać z Elwanem sam na sam. W nieco kiepskim humorze
poszłam spać. Na szczęście podmiot szatana nie zjawił się, więc mogłam
spokojnie spać.
W o
dziwo dobrym humorze wróciłem z warty. Za oknami ciemno i nawet księżyca nie
było. Pozapalałem sobie świeczki, nalałem gorącej wody do wanny, wszedłem i
relaksowałem się. Nie czułem się senny, po prostu musiałem dać ciału trochę
relaksu i regeneracji. Przymknąłem oczy rozkoszując się miłym zapachem i ciepłą
wodą. Wtem poczułem dłonie na swoich barkach miło je uciskające, więc z
pomrukiem zadowolenia oddałem się w błogie lenistwo.
-Nie
masz przypadkiem za dobrze?- Usłyszałem tuż nad głową.
-Nie
prosiłem cię o masaż, więc nie zadawaj niepotrzebnych pytań.- Wymruczałem podnosząc
się nieco aby wymasował mój kark. Zrozumiał aluzję, więc już po chwili czułem
jak całe napięcie znika. Zamruczałem głośniej, gdy trafił w kręg, który
najbardziej potrzebował rozluźnienia.
-Nie
śpij gdzie popadnie to cię kark nie będzie tak bolał.- Powiedział rozbawiony i
po dłuższej chwili zaprzestał masażu.
-To
teraz stópki~!- Odchyliłem głowę do tylu z szerokim uśmiechem, wystawiając
stópki z wody.- I przy okazji powiesz po co przyszedłeś.
-Nie
jestem twoim masażystą.- Powiedział lecz podszedł na drugi koniec wanny, złapał
mnie za stópkę i zaczął ją delikatnie masować.
-To
łaskocze hahaha~!- Zaśmiałem się próbując się wyrwać lecz Joseph zaczął mocniej
masować więc się relaksowałem.
-Nie
mogę przychodzić tu od tak sobie?! Plus nie powinieneś marudzić skoro masz
masaż od swojego szefa.- Pociągnął mnie za nogę tak, że omal nie napiłem się
wody z wanny.
-Możesz,
możesz ale nie próbuj mnie zabić..... Chociaż ja jestem martwy, więc nic by mi
się pewnie nie stało ale mimo to nie chce smakować mydlin.- Skrzywiłem się
wyobrażając sobie tego smak.
-Jutro
pogrzeb lorda Geoffrin, więc zbytnio się nie wygłupiaj.- Powiedział i zabrał
się masowanie drugiej stópki.
-Będę
grzecznym baraniątkiem.- Uśmiechnąłem się szeroko, no co Joseph pokręcił w
niedowierzaniu głową.- Nie masz jakiegoś specjalnego zadania? Trochę nudne są
te przechadzki.- Zadrżałem, gdy trafił w jakiś czuły punkt na mojej stópce.
-Przykro
mi ale na teraz nic się nie zapowiada. Jak będzie coś ciekawego do zrobienia to
zostaniesz od razu o tym poinformowany.- Puścił moją stópkę i oparł się o
wannę.
-Co
u bachorka?- Zapytałem myjąc sobie ramiona.
-Jak
na razie nic go nie zjadło. Jak usłyszałem to jego opiekunka pilnuje go jak oka
w głowie. Może coś porządnego z niego jednak wyrośnie.- Pokiwałem głową, że
rozumiem, po czym się zanurzyłem i wynurzyłem tuż przed jego twarzą.
-A
jak coś zje go w ciągu miesiąca to zabierzemy matkę i będziemy torturować
dopóki nie zdechnie.- O tak. Patrzeć na cierpienie ludzi to moja ulubiona
rozrywka. Jak krzyczą, błagają o litość, pełznął po podłodze jak robaki i jak jednym ruchem można ich zgnieść.
Widok piękny niczym wschód słońca. Joseph wyprostował się, złapał mnie za
podbródek tak, abym na niego spojrzał.
-Już
wiem, dlaczego wybieram ciebie na zadnia specjalne.- Uśmiechnął się kącikami
ust, po czym puścił mnie i poszedł do stolika. Uśmiechnąłem się z jego
stwierdzenia wychodząc z wanny.
-Co
byś beze mnie zrobił?! Gdybyś dał takie zadanie komuś innemu to trząsłby się
jak osika bojąc się tego nie zawalić. Plus nie miałbyś komu się poradzić co
zrobić takim małym dzieciaczkiem. Mógłbym powiedzieć, że masz u mnie dług ale
nie będę tak wredny wobec ciebie, o Panie Życia i Śmierci.- Uśmiechnąłem się
chytrze. Joseph podszedł do mnie, a ja nawet nie przejąłem się, że jestem nagi.
-Przecież
wiesz, że spełniłbym każdą twoją zachciankę. Jesteś wielkim szczęściarzem, że
nie zabiłem cię za poznanie mojej tożsamości. A ja miałem szczęście, że
wybrałem cię na mojego pracownika.- Joseph sięgnął po ręcznik zarzucając mi go
na ramiona.- Oczywiście nie przesadzaj, bo moja cierpliwość ma swoje granice.-
Przyjemne ciarki przeszły mnie po plecach. Lubiłem jak był miły ale patrzeć jak
się wścieka i zabija jest o wiele milej. Wytarłem się i ubrałem w swoją
koszule.
-A
będzie jakaś wyprawa na wojnę lub bitwę?!- Zapytałem podchodząc do stolika i
biorąc winogrono do buzi.
-Coś
ty taki się pracowity nagle zrobił?- Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Po
prostu trochę nudno się tu zrobiło.- Wzruszyłem ramionami i z jabłkiem
położyłem się na łóżku. Spojrzałem się na Joseph i poklepałem miejsce obok
siebie. Gdy już usiadł sobie wygodnie oparłem się o niego.
-Po
południu przyjdę i powiem ci, czy gdzieś jest coś ciekawego.-Przytknąłem i
rzuciłem ogryzek do kosza, który stał przy drzwiach. Przytuliłem się do
Josepha, a bardziej do jego ręki.
-Jak
to możliwe, że jesteś Śmiercią, a jesteś taki cieplutki?- Wymamrotałem, po czym
zasnąłem. Nie zauważyłem lekkiego uśmiechu Josepha i momentu zgaszania świeczek
oraz nie poczułem przyjemnego chłodu kołdry.
Następnego
dnia ubrana na czarno jechałam z rodzicami do rezydencji państwa Geoffrin. Jak
zwykle podczas jazdy panowała cisza. Gdy dojechaliśmy na miejsce złożyliśmy
najpierw szczere kondolencje pani domu. Po tym musiałam przywitać się z kilkoma
obecnymi ważnościami w tym z moim narzeczonym. Po tym nastąpiła ceremonia. Dość
długo siedzieliśmy w kapliczce modląc się aby dusza pana Geoffrin poszła do
nieba. Po tym udaliśmy się na tyły domu, gdzie znajdował się rodzinny cmentarz.
Pan Geoffrin miał być pochowany do ziemi, a nie do krypty. Staliśmy w niedużym
kółku nad jego mogiłą, słuchając słów księdza. Gdy podniosłam wzrok ze wzorków
na swojej sukni omal nie odskoczyłam z wrażenia. Pan Zagadka siedział na
trumnie, bujając się lekko na boki. Patrzył się przy tym w niebo z zamyślonym
wyrazem twarzy. Po jakieś chwili westchnął i wstał, a mimika jego twarzy
przybrała całkiem inny wyraz. Na ustach błąkał się chciwy uśmieszek, a oczy
błyszczały złowrogo. Ustał przed panią Geoffrin patrząc przed siebie. Ta była w
lekko pochylonej pozycji, popłakując cicho. Stał tak i się nie ruszał, a jego
oczy zrobiły się nieco matowe. Pogrzeb trwał i właśnie w tym momencie
spuszczali trumnę w dół, który został szybko zasypany. Wtem pani Geoffrin
spojrzała się na wprost i zamarła, by nagle zemdleć. Zdążył złapać ją jej brat
i zrobiło się przez to małe zamieszanie. Nie wiem co zrobił ale to było dziwne.
Spojrzałam się jeszcze na jego oddalająca się sylwetkę. Na całe szczęście pani
Geoffrin szybko odzyskała przytomność lecz udała się na chwilę do swojego
pokoju aby odpocząć. Ja przed odjazdem porozmawiałam jeszcze chwilę z ciocią i
razem udaliśmy się do domu. Nie miałam zbytniej ochoty na jedzenie, więc udałam
się do biblioteki. Na początku chciałam poszukać czegoś ciekawego, co przyda mi
się w rozwiązaniu zagadki. Zrezygnowałam jednak i tylko odrobiłam lekcję, po
czym udałam się na krótki spacer do ogrodu. Pogoda dzisiaj nie dopisywała.
Słońce ledwo świeciło zza szarych chmur i zrobiło się nieco chłodno.
Przysiadłam w altanie patrząc na rodzinny cmentarz. Jakoś tak nie miałam
dzisiaj energii ani chęci na cokolwiek.
-Wyglądasz
jakbyś za chwilę miała wyzionąć ducha.- Podskoczyłam słysząc głos tuż obok
mojego ucha. Obróciłam głowę i miałam tuż przed sobą czarne oczy Pana Zagadki.
Patrzał na mnie jakby był wkurzony, a zarazem znudzony. Westchnęłam odwracając
wzrok i patrząc na zachmurzone niebo.
-Po
prostu nie mam na nic energii.- Wymamrotałam. Pan Zagadka wstał i usiadł tym
razem po mojej lewej stronie na murku, również patrząc w niebo.
-To
ciekawe, że ludziom psuje się humor, gdy ma padać i robi się zimno. I zawsze
uciekają przed deszczem. Ja lubię deszcz, bo zmywa wszystko na swojej drodze, a
po nim pojawia się tęcza. To tak jak z życiem. Czasem słońce, czasem deszcz ale
nie przestawajmy wierzyć, że tęcza się nie pojawi.- Uśmiechnął się delikatnie,
zrywając delikatnie źdźbło trawy, na którym była kropelka wody. Patrzałam się
na niego zszokowana, gdyż nie spodziewałam się po nim takich słów. To tak jakby
był całkiem inną osobą, jakby miał dwie twarze. („Pięćdziesiąt twarzy Patrice”
>.< Sorki, musiałam. ^^- Kimie.) Nagle wstał i podszedł do mnie, patrząc
się na mnie jakoś dziwnie. Złapał za płaszcz, który leżał obok i zarzucił mi na
ramiona. Zadrżałam, gdy musnął delikatnie palcami moją szyję.
-Lepiej
wracaj do środka, bo za chwilę zacznie padać. Do zobaczenia później.-
Uśmiechnął się tajemniczo, przeskoczył murek i ruszył żwawym krokiem w stronę
cmentarza. Odetchnęłam głęboko. Nie wiedziałam nawet, że wstrzymałam na chwilę
oddech. Wstałam i wróciłam do domu. Gdy weszłam do pokoju usłyszałam jak
pierwsze krople deszczu uderzają o okna. Wyjrzałam zza jednego. Z każdą chwilą
deszcz padał coraz bardziej. Skąd on wiedział, że zacznie padać będzie dla mnie
niewiadomą. Odsunęłam się od okna i usiadłam na krzesełku przed toaletka.
Ściągnęłam z siebie płaszcz, gdyż tu było ciepło. Gdy spojrzałam ponownie w
lustro zauważyłam coś na swojej szyi. Był to naszyjnik z małą zawieszką w
kształcie kropli. Nie poczułam nawet kiedy go założył, a tym bardziej skąd to
wziął. Mimo wszystko uśmiech zagościł na mojej twarzy. Musiałam jednak ściągnąć
to cudeńko, gdyż wypytywaliby mnie skąd je mam. Schowałam je do kieszeni i
udałam się do biblioteki. Miałam ochotę poczytać jakąś ciekawą książkę przy
kominku.
Siedziałem
na podłodze przy otwartym oknie i patrzałem na padający deszcz. Kilka kropel
czasami wpadały do mojego pokoju lecz nie przeszkadzało mi to. Siedziałem i
wdychałem ten cudowny zapach. Ten zapach świeżości, który wyłaniał się podczas
i po deszczu. Przyglądałem się wodzie wylewającej się małymi strumykami z
beczki, kroplom spadającym z drzewa. Przysłuchiwałem się kroplom wpadającym do
małej kałuży oraz szumowi lasu, który poruszał się delikatnie pod wpływem
wiatru. Siedziałem mając na nogach czarnego kotka, który schował się tu przed
deszczem, a teraz smacznie spał mrucząc milutko.
-Deszcz
jest twoim uzależnieniem.- Usłyszałem tuż obok siebie. Oderwałem powoli wzrok z
pięknego widoku i spojrzałem się na Josepha, który siedział na moim łóżku
przyglądając mi się z uwagą.
-Dlaczego
tak sądzisz?- Mówiłem o dziwo bardzo cicho. Odwróciłem swój wzrok ponownie na
deszcz aby nie ominął mnie jakiś ładny moment.
-Mówi
mi to twój wyraz twarzy. Jest on nadzwyczaj spokojny, a oczy błyszczą wręcz z
zachwytu. Plus jesteś rozluźniony i machinalnie głaskasz kota.- Joseph mówił
cicho z pomrukiem zadowolenia. Uśmiechnąłem się lekko nadal nie odrywając
wzroku z tych kropelek.
-Deszcz
to podobno łzy aniołów, którzy płaczą za grzechy i smutki swoich podopiecznych.
A gdy pojawia się tęcza to te łzy w większości były szczęśliwe. Nie sądzisz, że
ludzie mają bardzo dużą wyobraźnię?- Wręcz wyszeptałem patrząc z zachwytem jak
mały ptaszek wylatuje ze swojego gniazdka i frunie gdzieś daleko, wysoko, poza
horyzont. Chyba otworzyłem usta z zachwytu, gdyż usłyszałem cichy śmiech
Josepha. Nie zarejestrowałem, gdy podszedł do mnie i usiadł obok, chuchając na
mój kark. Zadrżałem i spiąłem się. Kotu się to nie spodobało, gdyż wstał,
przeciągnął się i wskoczył na łóżko zwijając się w kłębek. Odwróciłem głowę w
kierunku Josepha, patrząc na niego zirytowany.
-Co
ty robisz?- Zapytałem nieco ostro, na co się zaśmiał.
-Przywracam
cię do rzeczywistości. W tym amoku to jeszcze byś pobiegł za tym ptaszkiem.-
Spojrzał się na widok za oknem i jego twarz od razu złagodniała. Odwróciłem się
od niego również podziwiając deszcz.
-Jakbym
pobiegł i się zgubił to i tak bym się tym nie zmartwił. Przyszedłbyś po mnie
nieważne jak daleko bym nie poszedł.- Położyłem się na brzuchu wzdłuż okna,
głowę opierając na ramionach. Po chwili poczułem palce wplatające się w moje
włosy, przeczesujące je i masujące delikatnie głowę. Przymknąłem oczy i
zamruczałem jak kot.
-To
prawda, że wszędzie cię znajdę. Ale, gdybyś gubił się zbyt długo to dostałbyś
naganę, a po tym dobry obiad.- Uśmiechnąłem się na jego słowa i przekręciłem na
chwilę głowę aby na niego spojrzeć.
-Czyli
w nagrodę kotek dostałby rybkę.- Uśmiechnąłem się głupkowato i szybko
powróciłem do poprzedniej pozycji. Usłyszałem parsknięcie śmiechem i nawet nie
widząc wiem, że pokręcił głową.
-Bo
kotek mimo iż nabroił i tak dostanie nagrodę.- I na tym zakończyła się nasza
rozmowa. Po prostu nie była ona potrzebna i zakłócałaby dźwięk kropel deszczu.
W
deszczową pogodę miło się śpi lecz następnego dnia mimo słońca nie chciało mi
się wstawać. I powodem były tu odwiedziny mojego narzeczonego. Coś czułam, że
zostaniemy sam na sam, a tego nie chciałam. Dość wcześnie przyszła Nuna i moja
mama aby przyszykować mnie na spotkanie. Mama widziała moją skwaszoną minę ale
nie mogła nic na to poradzić. Ojciec chce żebyśmy się do siebie zbliżyli i
przekonać w tym mnie, że Elwan nie jest wcale zły i da mi to czego zapragnę.
Gdy tak o tym myślałam to przypomniały mi się słowa Pana Zagadki o facetach
pragnących tylko jednego i aż się wzdrygnęłam na samą myśl. Plus zaciekawiło
mnie, czy Pan Zagadka się pojawi. Oczywiście naszyjnik włożyłam do kieszonki
sukienki. Tak ubrana czekałam do południa na przyszłego męża i teścia. Teściowa
niestety zmarła, gdy Elwan miał 10 lat. Tak więc włóczyłam się bez celu po
pałacyku, szukając jakiegoś zajęcia. Na moje nieszczęście czas o dziwo
przyspieszył, więc goście szybko się zjawili. Odetchnęłam i uśmiechnęłam się
sztucznie idąc wraz z rodzicami powitać gości.
-Witam
Rorgonie. I ciebie Elwanie.- No pięknie. Przeszli jeszcze na ty. Nie ma dla
mnie ratunku.
-Witaj
Heroldzie. Witaj Izolino. I ciebie Lilian. Wasza córka piękna jak skowronek.-
Pan de Laclos przywitał się z uśmiechem. Nie powiem ale był nawet przyjemnym
mężczyzną.
-Witajcie.
Miło, że do nas zawitaliście.- Mama wyciągnęła dłoń, która od razu została
ucałowana przez pana Rorgona. Elwan podszedł do mnie i złapał moją dłoń całując
jej wierzch.
-Witaj
Liliane.- Tak się zamyśliłam, że zaskoczył mnie jego gest.
-Witaj
Elwanie.- Wydukałam, gdy odzyskałam rezon.
-Zapraszamy
dalej. Obiad już gotowy.- Wszyscy udaliśmy się do jadalni. Obiad mijał w miłej
atmosferze. Pan Rorgon co chwila żartował na jakieś tematy. Ja tylko
uśmiechałam się i jadłam.
-Lilian
oprowadź Elwana po ogrodzie. Tak duże spędzasz tam czasu, więc znasz go na
pamięć. Idzie, a dorośli sobie trochę pozrzędzą.- Ojciec planował to pewnie od
początku tego spotkania. Elwan wstał pierwszy i odsunął mi krzesło.
Podziękowałam cicho i udaliśmy się do ogrodu. Lekki uśmiech wkradł mi się na
usta, gdy ciepłe promienia słońca przywitały mnie w ogrodzie. Nic nie mówiąc
ruszyliśmy ścieżką.
-W
ogrodzie jest pełno różnych kwiatów ale dominują tu róże. Mama je uwielbia,
więc kazała ich posadzić jak najwięcej. W tamtej części jest wręcz ich cała
ściana.- Wskazałam na prawo, gdzie ścieżką można dojść do studni. Doszliśmy do
ławeczki, którą otaczało mnóstwo kwiatów. Zauważywszy, że rozkwitły magnolie to
aż podbiegłam do drzewka. Wyglądały przepięknie, gdyż były w kolorze brzoskwiń,
a wokół było pełno zielonych listków.
-To
są chyba twoje ulubione kwiaty, skoro do nich podbiegłaś.- Usłyszałam głos
Elwana obok siebie i dopiero wtedy doszło do mnie co zrobiłam.
-Nie,
po prostu.......Po prostu zazwyczaj wcześniej rozkwitały. A jak już rozkwitną
to pięknie wyglądają. A, gdy płatki zaczynają spadać to wokół jest tak
kolorowo.- Po prostu lubię te kwiatki i ich widok. Nagle poczułam rękę na
włosach. Elwan zerwał jeden kwitek i wplótł w moje włosy.
-Teraz
mogę powiedzieć, że są naprawdę piękne.- Odwróciłam wzrok aby nie zauważył moich
rumieńców. Mimo wszystko to było miłe. Poczułam jak łapie mnie za dłoń.
Spojrzałam się na nasze splecione dłonie, po czym na jego brązowe oczy, które
okalały włosy tego samego koloru. Nie wiem jakim cudem byliśmy tak blisko
siebie. Nasze usta dzieliła niewielka odległość. Elwan powoli przybliżał się
coraz bliżej. Nagle usłyszałam śmiech. Zaczęłam się rozglądać, co nieco
zaskoczyło Elwana. Szybko zauważyłam Pana Zagadkę siedzącego pod drzewem i
zginającego się w pół ze śmiechu.
-Stało
się coś?- Zapytał Elwan nieco zmartwiony. Oderwałam wzrok od tej zakały i
spojrzałam się przepraszająco na niego.
-Przepraszam.
Zdawało mi się, że słyszałam jakby swoje imię.- Uśmiechnęłam się lekko, co on
odwzajemnił.
-Chyba
powinniśmy już wracać.- Zasugerował, więc przytaknęłam tylko i ruszyliśmy z
powrotem. Po wymienieniu się jeszcze
kilkoma uprzejmościami pożegnaliśmy się z gośćmi. Po tym rodzice poszli do
siebie, więc ja udałam się do ogrodu. Szybko dotarłam pod znajome drzewko.
-Czy
cię wszystko śmieszy?!- Zapytałam stojąc przed nim z założonymi rękami na
piersi.
-Ale
to było wyjątkowo śmieszne.- Uśmiechnął się przebiegle, robiąc po tym niewinną
minkę.
-Co
było w tym śmiesznego?- Zapytałam zirytowana. Ten przyłożył palce do ust w
zastanowieniu.
-Może
to, że najpierw tak się bronisz przed małżeństwem, a teraz omal nie rzucasz mu
się na szyję w namiętnym pocałunku.- Powiedziawszy to roześmiał się głośno. No
może było to trochę głupie, no ale co ja poradzę, że wydawał mi się wtedy
czarujący.
-Oj
zamknij się!- Odwróciłam się od niego wzrok, prychając na tego głupka. Nagle
poczułam mocne pociągnięcie i wylądowałam na ziemi wręcz w jego ramionach.- Co
ty robisz?!- Chciałam wstać lecz on mnie przytrzymał. Usiadłam więc przed nim.
-Zamknij
oczy.- Powiedział, na co się odsunęłam nieco.- Nie bój się. Nic złego ci nie
zrobię. No, zamykaj.- Z lekką obawą zamknęłam oczy. Przez chwilę czułam tylko
lekki wiaterek. Wtem poczułam jak kładzie mi coś na głowie. Po tym poczułam
dłonie na policzkach, lekko je muskające. Powoli przesunął je do mojej szyi.
Zabrał dłonie i już chciałam otworzyć oczy lecz poczułam delikatny pocałunek na
czole. Po tym odczekałam chwilę i otworzyłam oczy, a go nie było. Wyciągnęłam
małe lusterko, które miałam w kieszeni i przejrzałam się w nim. Aż wstrzymałam oddech,
gdy zobaczyłam co mam na głowie. Piękny wianek z magnolii wyglądał niczym
korona. Dopiero po tym zauważyłam naszyjnik, który mi wcześniej dał. Teraz
oprócz niebieskiej kropelki były dwie różowe. Uśmiechnęłam się na ten gest i
schowałam do kieszeni kryształki. Z tym pięknym wiankiem siedziałam do późna w
ogrodzie. Nuna, gdy mnie zobaczyła aż westchnęła z zachwytu. Stwierdziła, że
wyglądam jak księżniczka. O dziwo nie zapytała się skąd go mam. Gdy naszedł
czas spania wzięła go ode mnie i położyła delikatnie na talerzyku z wodą. Nie
wiem co się wydarzyło, że Pan Zagadka jest taki miły ale mam nadzieję, że
będzie taki na dłużej.
Nie zapomnijcie napisać chociaż krótkiego komentarza ^^

OMG! OMG! OMG! NARESZCIE PATRICE KOCHAM CIĘ, WYJDŹ ZA MNIE XDD
OdpowiedzUsuńcudny rozdział, masz racje dziś zaglądalam tu co godzine od 10 rano serio :D
I ta ostatnia scena taka kawaiii *o*
Nie wiem jak ja ten tydzień wytrzymam xdd
To jest dla mnie jak narkotyk naprawde :**
Kochana dziękuje i weny życzę i chęci do pisania xdd
~Julia N
< Wstaje z podłogi > Rozjebałaś mnie XD Wyznanie miłości pierwsza klasa B-)
UsuńJestem Oha Asa ;p Midori przyjdź do mnie na wróżby >.<
Wytrzymasz, wytrzymasz :D Wierzę w ciebie ^^
Jestem uzależnieniem~! xp Heheszki~!
Ależ nie ma za co i również dziękuję ^^
Pozdrawiam kochaną Julcię~! :* #Kimie
Kochana rozdział po prostu idealny
OdpowiedzUsuńPAN zagadka jedekkekwk no perfekcyjny *.*
Matko shippuje go z Josphem ♥♥♥
Byliby idealną para cud miód kocham
Duzzzooo wenyyyy do dalszego pisania ;)
Trzymam kciuki za wcześniejsze napisanie kolejnego rozdziału :*** - natalka ł.
Aż chyba wydrukuje go i powieszę na ścianie skoro twierdzisz, że idealny :p
UsuńPatrice błyszczy~! *.*
Kolejna yaoistka <3 <3 <3 Heheszki~! :*
Oj przyda się, przyda :D
Możliwe, że będzie w czwartek ale niczego nie obiecuję ;p
Pozdrawiam równie kochaną Natalkę~! :* #Kimie
Mnie kochasz najbardziej xdd
Usuń~Julia N.
Jesteś na drugim miejscu :p Na pierwszym jest moja beta-żona Asuna <3. #Kimie ^^
UsuńHejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, uroczo po prostu... poznajemy też takie melancholijne zachowanie "pana zagadki" taki miły i jeszcze gest z tym naszyjnikiem...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia