Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Urodziny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2018

W kolorowym zamku Wiedźmy

 Hejka~! ^^
Ja żyję~! XD Jakby ktoś miał wątpliwości~! :p Ale informacje na koniec, teraz coś ważniejszego ^^
Wczoraj były urodziny aż dwóch osóbek~!
Naszej kochanej Mine Izuki oraz mojego braciszka Izayi Orihary~! *w*

Happy Birthday Dear Mine-chan~! :*
<3 <3 <3 
Happy Birthday Dear Iza-niii~! :*
<3 <3 <3 

Wszystkiego Najlepszego~! Niech Wasze marzenia się spełniają~! ^w^ 
Oczywiście pamiętałam o tym dniu, więc pomęczyłam swą wenę i wyszedł taki cosiek :p 
Piszcie, czy Wam się podoba ;)
Już nie przedłużam i zapraszam do czytania :3
Reszta informacji na koniec ;)
#Kimie





Młoda dziewczyna o blond włosach siedziała sobie na parapecie okna i jadła ciasteczka. Miała na imię Mine i właśnie się zastanawiała, gdzie dokładnie jest. O tym opowie sama dalej, bo narrator musi iść sobie kawkę.

Hejka. Nazywam się Mine. Mam blond włosy i niebieskie oczy. I w sumie tylko to wiem. Wiem jeszcze, że znajduję się w jakimś dziwnym miejscu ale nie wiem jak tu trafiłam i co robiłam wcześniej. Jak to miejsce wygląda? Hmmm.... Jak tu to opisać?... Hmmm...... Ale te ciasteczka są dobre~! Oj, zbaczam z tematu. Tak więc~! Wiem, że jest to zamek- bo jest duży, ma duże okna, wieże i takie tam. Jednak jest to najdziwniejszy zamek jaki widziałam~! Co jest w nim dziwnego? Jest mega kolorowy~! Nie wiem kto to urządzał ale moim zdaniem jakiś Szalony Kapelusznik. Korytarze mają zazwyczaj bardzo jaskrawe kolory- jeden na przykład jest cały różowy~! Prawie czuje się w nim jak lalka Barbie. Pokoje są kolorowe i ogółem pełno w nich rzeczy. 


W moim pokoju jest miętowe łóżko- znaczy w takim kolorze. Wiecie jaki to, co nie?! Dywan z dalmatyńczyka, czyli biały w czarne kropki. Żółta kanapa, która jest naprawdę żółta~! Denerwująco żółta ale jednak fajna, bo wygodna. Błękitny stolik w chmurki, różowo-niebieskie krzesła, biurko w stokrotki. Do tego trzy szafy- pierwsza fioletowa w czerwone paski, druga ciemnoniebieska w złote gwiazdki, trzecia pomarańczowa z zielonymi listkami. Ściany były w kolorach cytryny, maliny, kawy z mlekiem oraz srebra. Sufit był cały z czarnego futerka i zwisały z niego kolorowe kuleczki, dzwoneczki oraz lampa w kształcie muffinki. Na ścianach są jeszcze ramki ze zdjęciami kotków, piesków, wilków, króliczków oraz motyli. Jeszcze półki z pustymi książkami oraz piłkami i lalkami bez głów.
Czy to nie wydaje się Wam dziwne? Bo mi bardzo~! Chociaż niektóre rzeczy mi się w sumie podobają.... Dobra~! Przejdźmy dalej~!


Sala tronowa~! Złota, brokatowa podłoga. Wszystkie ściany były tęczowe. Na jednej ze ścian były dwa duże obrazy. Pierwszy przedstawia tęczowego kota, a na drugim są szachy. Zaś na drugiej ścianie jest pełno portretów, które mają zasłonięte twarze. I skoro to sala tronowa to musi być tron i jest. Duży, złoto-czerwony z koroną zawieszoną na oparciu. Obok był mały stolik, na którym codziennie była inna rzecz- filiżanka, zeszyt, książka, świeczki, żelki, misie itp. Muszę jeszcze wspomnieć, że za tym tronem, na ścianie wisiały duże nożyczki. Nie wiem po co komu takie wielkie i czy w ogole da się nimi coś przeciąć. Ale to nie ja odpowiadam za wystrój wnętrz, więc proszę, nie dziwcie się. Chociaż możecie się dziwić, bo to bardzo dziwne miejsce. Nawet posiłki w kuchni pojawiają się znikąd- w tej kuchni nawet patelni nie ma. Naaaapraaawdę dziwne~!


Zapomniałabym~! Mam współlokatora. Chociaż na początku myślałam, że jest to jakiś duch ale okazał się człowiekiem. Na imię mu Izaya i.... dziwak z niego. Zazwyczaj w sumie to gdzieś znika albo śpi albo siedzi w salonie, pije kawę i pisze coś w zeszycie, śmiejąc się czasem. Raz nawet tak się śmiał, że spadł z tej kanapy. Rozmawiamy sobie czasami, chociaż ja mam takie wtedy niemiłe uczucie. Może dlatego, że cały czas się na mnie gapi? Albo przez te jego pytania? No nie ważne. Ważne, że nie jestem tu sama, bo inaczej pewnie nie wychodziłabym z pokoju. Przytargałabym lodówkę do siebie i byłoby dobrze. 


A teraz przejdę do wydarzeń z ostatnich dni..... Pani Narrator, może Pani teraz będzie dalej mówić?..... Nie?... Dobrze mi idzie?!...... Skoro tak...

Od ostatnich kilku dni zauważyłam coś dziwnego. Gdybym siedziała w swoim pokoju to bym tego pewnie nie zauważyła ale, że nie mogę wysiedzieć w jednym miejscu to chodzę sobie po zamku i szukam rozrywki. I tak czasami przechodzę przez sale tronową i -jak już wcześniej wspominałam- na stoliku pojawiają się różne rzeczy. Lecz tym razem zazwyczaj leżało tam takie prostokątne czarne coś. Nie wiem co to, bo tego nie dotykałam ale tam leżało. Raz było nawet otwarte i powiem Wam, że było to dziwne. To pudełko miało jakieś jakby klawisze z literami i liczbami i jeszcze jakimiś dziwnymi znakami, a z drugiej strony się świecił~! Do tego obok było takie małe coś, co było połączone z tym pudełkiem. Jak przez przypadek to poruszyłam to na tej świecącej stronie taka strzałeczka się ruszyła~! Z wielkiej ciekawości poruszyłam kilka razy myszką, po czym kliknęłam na coś i pokazał się obraz. Tam był Izaya~! Z myślą, że to coś go pożarło uciekłam. Zauważyłam go jednak jeszcze tego samego dnia jak skocznym krokiem kierował się do swojego pokoju. Dziwne~!
A dzisiaj to dopiero się działo~! Znaczy to już było w nocy. Usłyszałam jakieś dziwne dźwięki. Mimo tego iż nieco się bałam to wstałam i wyszłam z pokoju, po cichutku kierując się na dół. Zajrzałam do sali tronowej i zamarłam. Na tronie ktoś siedział~! I na to nie był Izaya. W sumie nie wiem kto to był, bo osoba ta miała kaptur na głowie i jakieś ciemne okulary na nosie. Naciskała na klawisze, patrząc się na ekran.

Mine bardzo chciała podejść ale bała się, że zostanie wciągnięta do tajemniczego, czarnego pudełka. Postanowiła po cichu się oddalić i wrócić do swojego pokoju stwierdzając, iż jutro zapyta o tą sprawę Izaye.
.....
Mine starczy, ja teraz poopowiadam. Znaczy dajmy Izayi się wypowiedzieć..... Nie, nie przynudzałaś. Po prostu akcja musi się nam rozwinąć..... No nie rób tej smutnej minki~! Idź do kuchni, są tam dla ciebie lody.....
Wracając do historii....

Nareszcie mogę się wypowiedzieć~! W ogóle to powinienem jako pierwszy mówić, w końcu Bogiem jestem ale ci Narratorko wybaczę...... Nie opowiedziałbym tego dziwnie~! No może troszkę bym namieszał i może nawet trochę zmyślił ale fajnie by było~!..... Co?.... A~! Dobrze, dobrze~! Już kontynuuję~!
Po pierwsze to również nie wiedziałem jak znalazłem się w tym dziwnym zamku. Chciałem z niego uciec ale nie mogłem otworzyć drzwi, więc zwiedziłem sobie owe miejsce. Znalazłem kilka fajnych rzeczy ale nadal zadawałem sobie pytanie "Dlaczego ja- wielki Izaya Orihara- tutaj jestem~?!". Dlatego też codziennie przechadzałem się po zamku, po czym robiłem sobie notatki. Nie znalazłem jednak poszlaki, która powiedziałaby mi coś o tym miejscu. Nie mogłem jednak narzekać, bo ten zamek był naprawdę zabawny, jednak brakowało mi w nim moich kochanych ludzi. Do tego byłem ciekawy kto robi dla mnie taką pyszną kawę~! Znaczy z jednej strony to była ona okropna ale z drugiej mocna i bardzo dobra. 


I tak jednej nocy moje prośby się spełniły- chociaż ja o nic nie prosiłem, bardziej mi tu chodzi o to, iż w końcu coś zaczęło się dziać. Zamiast grzecznie spać kręciłem się po zamku, bo zawsze była możliwość, że stanie się coś fajnego. Tak więc szedłem sobie wolnym kroczkiem, rozglądając się, gdy zauważyłem światło w sali tronowej. Zajrzałem tam i zauważyłem człowieka. Człowiek~! Więc jednak moje przypuszczenia, iż ktoś tu jednak jest były trafne. Jednak, gdy tylko chciałem podejść i pogadać sobie z ową osobą zrobiło mi się ciemno przed oczami i prawdopodobnie zemdlałem, a gdy już się obudziłem byłem w swoim łóżku. Nie byłem z tego zadowolony ale postanowiłem się nie poddawać~!
Wstałem i ruszyłem na dół ale nikogo tam nie było, a na stoliku był tylko pusty kubek po kawie i papierek po czekoladzie. Nie mając innego wyboru ruszyłem do kuchni, skąd wziąłem przygotowaną już dla mnie kawę oraz kanapki. Rozsiadłem się w salonie i wpisałem do notesu kilka zdań. Po chwili zjawiła się Mine i widziałem, że o coś chce mnie zapytać.
-Izaya~! Mam pytanie.- Zaczęła od razu, kładąc na stole naleśniki i herbatę.
-Mine-chan~! A o co takiego chcesz się mnie spytać?- Spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Bo wczoraj w nocy widziałam, jak ktoś siedzi w sali tronowej. Wiesz może kto to taki?- Spojrzała się na mnie z zaciekawioną miną. Czyli też widziała tą osobę.... Ciekawe...
-Nie wiem kto to ale na pewno nie jest tu już pierwszy raz.- Może i widziałem tą osobę po raz pierwszy ale już wcześniej wiedziałem, że ktoś tu jednak przychodzi.
-Chciałabym się dowiedzieć kto to taki~!- Mine się zadumała.
-To może sprawdzimy dzisiaj?- Spytałem się jej. Ta zrobiła zszokowaną minę.
-A jak coś nam się stanie?!
-Będzie dobrze~! Przygotujemy się aby nic nas w razie co nie zjadło~!- Zaśmiałem się ale Mine nie była przekonana.- Chyba chcesz wiedzieć kto tu nas przetrzymuje, co nie?
-No chcę.... Dobra. Niech będzie.- Przytaknęła.
-To idziemy się przygotować~!- Wstałem, złapałem ją za rękę i pognaliśmy na górę.

I tak Izaya i Mine przygotowywali się do złapania tajemniczej osoby..... Izaya spadaj~! Nie, już nie będziesz opowiadał~!..... Dobrze ci szło ale już starczy. Teraz moja pora..... Sio~! Bo tuńczyka nie dostaniesz~!...
Przygotowali się i czekali aż zapadnie noc. Siedzieli za filarem w sali tronowej i czekali i dość szybko się doczekali. Tajemnicza osoba przyszła i usiadła na tronie, po czym położyła czarne pudełko na stoliku, otworzyła je i zaczęła coś pisać. Izaya dał znać Mine i po chwili wyszli zza filaru.
-Mamy cię~!- Krzyknęła Mine i chciała rzucić siatkę ale ktoś ją zatrzymał, tak samo jak Izayę.
-No nie może być~!- Krzyknął Izaya i próbował się wyrwać.
Wtem tajemnicza osoba zrzuciła kaptur z głowy i zciągnęła okulary. Izaya i Mine zauważyli, że ta osoba to kobieta, o tęczowych włosach.
-O co tu...?- Nie zdążyła dokończyć Mine, gdyż poczuła ukucie w karku. Ona i Izaya zemdleli.
Gdy się ocknęli zauważyli, że siedzą, a przed nimi jest pełno ludzi.
-Wszystkiego Najlepszego~!!!- Krzyknęli wesoło. Jako pierwszy ocknął się Izaya.
-Co to miało być~?- Jęknął, gdyż bolała go głowa.
-Kimie-chan~! Dlaczego~?- Jęknęła Mine i wstała, podchodzą do tęczowowłosej i przytulając się do niej.
-Nie chciałam Was zamykać ale czułam, że Izaya mi zwieje, więc mieliście małe wakacje. Jakbym normalnie Was zamknęła to byście się szybko domyślili o co chodzi.- Zaśmiała się Kimie, przytulając Mine.
-Phi~! Shizu-chan i tak by mnie znalazł. Węch ma niczym u psa.- Prychnął Izaya.
-Ale wtedy nie mógłbyś chodzić przez tydzień.- Warknął na niego Shizuo.
-I tak nie będę mógł chodzić po dzisiejszym wieczorze, więc jaka różnica~!- Zaśmiał się Izaya, uśmiechając się w stronę Shizuo.- Zaopiekujesz się swoją pchełką, co nie~?!- Spytał robiąc urocza minkę.
-A cicho bądź.- Warknął Shizuo i usiadł obok niego.- Powiedz "A~!"- Zaśmiał się blondyn, posuwając Izayi pod usta ootoro.
-A~!- Izaya widząc tuńczyka od razu się rozpromienił i zaczął zajadać go ze smakiem.
-Mine-chan~! Ale odklej się od Kimie~!- Kise przytulił się do Mine i próbował ja odsunąć od tęczowowłosej.
-Ale dlaczego~?- Zaśmiała się Mine, drocząc się z nim.
-Tortu nie chcesz?- Spytał z uśmiechem Kise.
-Może....
-I jeszcze prezenty~!- Kusił ją Kise.
-Mine, Kise powiedział, że chce dla ciebie zatańczyć.- Powiedział Aomine z uśmiechem. Mine zarumieniła się na jego słowa.
-Kise nie musisz~!- Odwróciła się w stronę blondyna.
-Zrobisz to, gdy będziecie sami~!- Powiedziała Akina.
-Wtedy Kise zdejmie wszystko, a tak to się pewnie nieco wstydzi.- Dopowiedziała Ryo.
-Z pokoju nie musicie wychodzić~! Jakby co to możemy przynieść Wam coś do jedzenie.- Dodała Kimie.
-Ej no~! Wredne jesteście~!- Jęknęła Mine, cała czerwona.
-To jemy ten tort~?- Mruknął Murasakibara.
-Wiesz Kimie, mogliśmy jednak z Kise zrobić stolik dla Mine.- Powiedział Nijimura.
-Ja chcę taki z Shizusia~!- Krzyknął Izaya.
-Ja lepiej zacznę kroić ten tort, a następnie spróbuję uciec od waszych zboczonych żartów.- Mruknęła Mine, na co wszyscy się zaśmiali.
-Jak się napijesz to będziesz to uwielbiać.- Powiedział Akashi, czym rozbawił wszystkich, a zarazem zawstydził Solenizantkę.
-Ja nie piję, bo jeszcze rzucę się na Shizu-chana przy wszystkich.- Zaśmiał się Izaya.
-Ja tego nie przeżyję~!- Jęknęła Mine.- Kageyama ratuj~!- Przytuliła się do szatyna.
-Trójkącik?- Zapytała Kimie z uśmiechem.
-Kimie~!- Jęknąłe Mine.- Koniec. Pora się bawić. Izaya~! Idziemy kroić tort.
-Możesz pokroić, ja i tak nie lubię słodyczy.- Mruknął Izaya, zajadając się tuńczykiem.
I tak impreza urodzinowa Mine i Izayi rozpoczęła się. I Mine i Izaya byli zadowoleni, nawet jeśli byli przez jakiś czas zamknięci w zamku. Zostali nawet nieco dłużej, gdyż impreza się przedłużyła oraz ciężko im było wstać z łóżek. Do tego Kimie ich nie wyganiała, wręcz przeciwnie- chciała aby zostali jak najdłużej. Postanowili więc pozostać dłużej, gdyż kolorowy zamek Królowej per Wiedźmy był bardzo fajny. 



 Tak informacyjnie~!
Wiem, że znowu długo mnie nie było ale z weną i pomysłami ciężko -.- Ostatnio w sumie po prostu oglądam anime, czytam mangi i tym podobne, czyli po prostu szukam swego natchnienia ^^ Czuję, że jest już lepiej ale nie mogę powiedzieć, kiedy pojawi się następny post o.o  Postaram się jak najszybciej ;) I nie mogę powiedzieć co też się pojawi, wena jest kapryśna :p 
Mam nadzieję, że jesteście jednak cierpliwi i poczekacie ;) 
Jeśli macie jakieś pomysły to piszcie~! :D Wiecie gdzie ;) 
Do następnego~! :*
#Kimie 






 

czwartek, 22 lutego 2018

My lovely Brother- Shizuo x Kasuka

Ohayo~! ^w^
Ja żyję, chociaż nie do końca :p Od tygodnia męczy mnie kaszel -.- Ja nie wiem, w jaki sposób się tak załatwiłam ale mam już tego dość =_= A już zwłaszcza dlatego, że ledwo co mówię. nie wspominając o kaszleniu co chwila, a już zwłaszcza przed snem x.x Łączę się w bólu ze wszystkimi chorymi -.- 
Dzisiaj musiałam przybyć, gdyż urodziny ma Kasuka~! :D

Happy Birthday Kasu-chan~! :*
<3 <3 <3 <3 

Wszystkiego Najlepszego oraz Spełnienia marzeń dla naszego aktora per brata naszego Potworka ^w^
Ode mnie i wszystkich Tęczusi ^^

Chciałam napisać one-shota ale wyszła mi miniaturka, gdyż nie miałam dzisiaj za wiele czasu, plus pisałam dzisiaj na FB z Siostrami :D <3 
Co do paringu~! Jedna strona mnie mówi "Nie~! Zdecydowanie nie~! Shizaya forever~!" :D Ale ta druga rozpływa się nad braterską miłością~! (Mam d tego słabość, naprawdę :p) 
Już powiem, że jeszcze owy paring się na pewno pojawi, chociaż w większości z Shizuo jako seme (Jak dla mnie Shizuo jako uke jest na NIE ale ja mam różne odpały, więc jak coś mnie strzeli to będzie inaczej ;p)

Co do Ferajny... Ja wiem, że nie możecie się doczekać i obiecałam, że będzie tydzień temu, a tu nic :p Jestem w trakcie pisania i jutro spróbuję dopisać resztę. Chociaż nie wiem jak mi to wyjdzie, bo wena się nieco leniwa zrobiła :p Postaram się jednak aby jeszcze w tym tygodniu się rozdział pojawił, więc proszę o cierpliwość i trochę wyrozumiałości dla kaszlącej mnie ;p (Naprawdę, od tego już mnie gardło boli -.-) 

A teraz już nie przedłużam, bo późno :p
Miłego czytania ^^
#Kimie

PS. Ja wiem, że wy wiecie, że ja często- i to bardzo- pisze na ostatnią chwilę więc wybaczcie mi błędy, bo sprawdzam w sumie tylko raz ;p Z wyrazami miłości i zajebistości #Kimie


Było już dość późno, gdy wróciłem z pracy. Chociaż ostatnio to było dla mnie rutyną. Praca na planie nowego serialu, wywiady, występy w różnych programach. Jestem do tego przyzwyczajony, jednak zmęczenie nieco dało mi się we znaki. Więc, gdy wróciłem moją myślą było aby jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Najpierw jednak nałożyłem karmy i nalałem wody do miski dla Yuigadokusonmaru (To imię jego kota.- Dop. Aut.), który ocierał się o moje nogi odkąd wróciłem. Następnie wziąłem szybki prysznic i udałem się prosto do łóżka. Głodny nie byłem, bo zjadłem co nieco na planie. Wziąłem jeszcze telefon do ręki aby sprawdzić, czy nikt do mnie nie pisał. Jak się okazało miałem wiadomość od mojego brata Shizuo.

Od: Nii-san
Do: Kasuka
Temat: Spotkanie
Treść: To dasz jutro radę przyjść?

No tak. Jutro są moje urodziny ale Nii-san już wcześniej się mnie pytał, czy dam radę wpaść do niego. Wtedy mówiłem mu, że mam napięty grafik i sam nie wiedziałem, jak to będzie. Zajrzałem na jutrzejszy plan dnia. Od rana praca na planie, w południe wywiad, a po nim występ w telewizji. I na wieczór nie miałem nic zapisane, a nawet na jutro. Albo zapomniałem wpisać albo jednak menadżer dał mi nieco wolnego.

Od: Kasuka
Do: Nii-san
Temat: Re: Spotkanie
Treść: Chyba dam ale na wieczór. Napiszę ci jeszcze jutro popołudniu. Dobrze?

Napisałem i szybko dostałem odpowiedź.

Od: Nii-san
Do: Kasuka
Temat: Re: Spotkanie
Treść: Pewnie. Już nie mogę się doczekać. To do zobaczenia jutro. Dobranoc.

Odpisałem mu 'Dobranoc', po czym odłożyłem telefon na szafkę i przykryłem się kołdrą. Yuigadokunsonmaru wskoczył na moje łóżko i położył się w nogach. Patrzałem na niego, po chwili zasypiając.

Od rana praca i ani chwili wytchnienia. Nim się obejrzałem to z planu jechałem na wywiad, a po nim już siedziałem na fotelu kosmetyczki, przygotowując się do występu w telewizji. Dzisiejszy występ był specjalnie na moje urodziny, więc przez godzinę słuchałem życzeń od fanów, którzy dzwonili do studia. To było bardzo miłe z ich strony, jednak nie mogłem się doczekać spotkania z bratem. Ostatni raz widzieliśmy się na początku roku. Na jego urodziny jednak nie mogłem go odwiedzić, gdyż nie było mnie w Tokyo. Chciałem mu nieco to wynagrodzić mimo, iż dzisiaj to są moje urodziny.
Po programie poszedłem do swojej garderoby, gdzie czekał na mnie mój menadżer.
-Dobro robota Yuu-chan~!- Pochwalił mnie z szerokim uśmiechem. (Jego pseudonim to Yuuhei Hanejima ;) - Dop.Aut.)
-Dziękuję. Czy mam na dzisiaj jeszcze jakieś plany?- Spytałem, biorąc butelkę wody.
-Nie. Dzisiaj są twoje urodziny, więc zrobiłem ci nieco wolnego. Musisz też odpocząć, w końcu ostatnio miałeś bardzo napięty grafik. Więc przebierz się, a ja podjadę autem.- Powiedział, wychodząc z garderoby.
-Mhm.- Mruknąłem, biorąc telefon i pisząc do Shizuo, że będę za jakieś pół godziny. Od razu odpisał, że nie może się już doczekać.
Przebrałem się szybko, a następnie menadżer podwiózł mnie do mojego mieszkania. Wziąłem kilka swoich rzeczy, bo skoro jutro mam wolne to mogę przenocować u Shizuo. Nakarmiłem swojego kota, po czym wyszedłem z mieszkania, łapiąc taksówkę. Nieco później już pukałem do drzwi mieszkania mojego brata.
-O, Kasuka. Wchodź, wchodź.- Shizuo szybko mi otworzył, z uśmiechem zapraszając mnie do środka.
-Ohayo Nii-san.- Powiedziałem wchodząc do środka.
-Nie zmarzłeś? Strasznie dzisiaj zimno.- Mruknął, ruszając do kuchni.
-Nie, przyjechałem taksówką.- Powiedziałem i poszedłem za nim, gdy ściągnąłem już kurtkę, szalik oraz buty.- Pomóc?- Spytałem widząc, że coś gotuje.
-Ach tak. A nie, nie trzeba. No jeśli chcesz to możesz nam nałożyć już ryżu.- Wskazał głową na maszynkę. Podszedłem więc i nałożyłem nam ryżu do miseczek, bratu nakładając większą porcję. Pomogłem mu jeszcze zanieść wszystko na stół, wraz z herbatą. Zaczęliśmy jeść, rozmawiając o codziennych sprawach.
-Nii-san mogę wziąć prysznic?- Spytałem, chociaż dobrze znałem odpowiedź.
-Pewnie. Ja posprzątam, więc nie musisz się spieszyć.- Powiedział, idąc do kuchni z naczyniami. Przytaknąłem tylko i wziąłem rzeczy na przebranie, ruszając do łazienki.

Gdy z niej wyszedłem Shizuo stał przy otwartym oknie i palił papierosa.
-Nie musisz palić w oknie.- Powiedziałem, siadając na kanapie.
-Och. Wiem, że ci to nie przeszkadza ale chyba nie lubisz tego zapachu, co nie?- Spytał Shizuo zgaszając papierosa w popielniczce. Zamknął okno, następnie siadając obok mnie.
-Może i nie lubię ale nie przeszkadza mi, gdy palisz. Chociaż cieszyłbym się, gdybyś rzucił.
-To jest niemożliwe ale cieszę się, że chociaż ten zapach ci tak nie przeszkadza.- Uśmiechnął się, po czym podsunął pod mój kawałek ciasta ze świeczką, którą podpalił.- Wszystkiego Najlepszego Kasuka.- Powiedział.
-Dziękuje.- Powiedziałem, po czym zdmuchnąłem świeczkę. Sięgnąłem po widelec i wziąłem kawałek ciasta, podsuwając go pod usta mojego brata.
-Ej, ale to dla ciebie.
-Ja jestem pełny. Plus ty uwielbiasz słodkości.- Uśmiechnąłem się do niego lekko. Shizuo westchnął, jednak zjadł ciasto.- Dobre?
-Pewnie. Przecież niedobrego bym nie kupił. Masz- Podsunął mi kawałek.- Chociaż kęs.- Uparł się. Otworzyłem usta i wziąłem kęs ciasta.- Dobre?
-Mhm.- Mruknąłem.
-To się cieszę.- Shizuo uśmiechnął się, po czym zjadł ciasto do końca.
-Nii-san.- Mruknąłem, patrząc na niego.
-Hmm?- Spojrzał na mnie, odkładając talerzyk na stolik.
Przybliżyłem się do niego tak, że nasze usta prawie się stykały. Nic nie robiłem. Spojrzałem najpierw na jego usta, po tym na jego oczy. Shizuo pokonał dzielące nas centymetry i pocałował mnie delikatnie. Patrzeliśmy sobie w oczy do momentu, w którym poczułem palce wplatające się w moje włosy. Zamknąłem oczy i uchyliłem nieco usta, pozwalając Shizuo wtargnąć do nich językiem. Po chwili poczułem drugą dłoń na swojej tali, przyciągającą mnie bliżej siebie.
Może i byliśmy braćmi i nie powinniśmy tego robić lecz nas to nie obchodziło. Tutaj byliśmy sami, nikt nas nie widział. A to, co było między nami jest i pozostanie między nami. Kochamy się jak bracia ale i też w ten inny sposób, którzy inni nie zrozumieją. Tak musi być i tak jest.
Dlatego w takich momentach zapominamy o rzeczywistym świecie. Gdy przechodzimy do sypialni, gdy się rozbieramy, gdy nasze nagie ciała są tak blisko siebie nie jesteśmy braćmi. Gdy czuję pocałunki składane na mojej szyi wiem, że robi je Shizuo ale nie mój brat. Ciepło rozlewające się po moim ciele, silne ramiona mnie obejmujące, złote oczy wpatrzone w moje brązowe. To Shizuo. Nie mój brat, a Shizuo.

Leżałem wtulony w tors Shizuo, który palił papierosa.
-Możesz iść spać.- Mruknął, miziając mnie po głowie.
-Jeszcze chwila.- Mruknąłem, przytulając się. Spojrzałem na niego i chwilę się mu przyglądałem.
-Hmmm?
-Jesteś uroczy Nii-san.- Powiedziałem. Shizuo spojrzał na mnie zdziwiony.
-Ja? Coś ci się pomyliło.- Mruknął, gasząc papierosa w popielniczce.
-Nie, nic mi się nie pomyliło.- Powiedziałem, głaszcząc go po policzku.
-Nie jestem uroczy. Jak już to przystojny.- Uśmiechnął się lekko.
-To też. Ale uroczy również.- Powiedziałem, przeczesując jego blond włosy.
-Z nas dwóch to ty jesteś uroczy.- Powiedział, całując mnie w czoło.
-Niech będzie. Zakończmy już tą rozmowę i śpijmy.- Mruknąłem, przykrywając się bardziej kołdrą i wtulając w mojego brata.
-Dobrze. Dobranoc.- Shizuo zgasił jeszcze lamkę, po czym objął mnie, układając sie wygodniej.- Kasuka?
-Hmmm?
-Wszystkiego Najepszego.- Powiedział z uśmiechem.
-Dziękuje. Kocham cie Nii-san.
-Ja ciebie też.- I tak wtuleni w siebie zasnęliśmy. Mimo, iż jutro mieliśmy spędzić ze sobą dzień to i tak nie mogłem się doczekać aby spotkać się ponownie z moim bratem, jak i z Shizuo.
 










piątek, 2 lutego 2018

Ten dzień- Rin x Haruka

Hejo~! ^w^
I ja znowu tu jestem~! :p Chyba macie mnie dość, co nie?! XD Ale inaczej się da. Przepraszam, za taką aktywność mej weny XD (Chyba muszę pić mniej kawy :p) 
Dzisiaj jednak dzień niezwykły, gdyż dzisiaj urodziny ma Rin~! :D

Happy Birthday Dear Rin~! :*
<3 <3 <3 <3 <3 

Najlepsze życzenia oraz spełnienia marzeń dla naszego Rekina~! :D 
Ode mnie i całej Tęczowej Ekipy ^^

No musiałam coś napisać, więc napisałam miniaturkę ^^ Chociaż chciałam one-shota ale co chwila ktoś mi przerywał i jednak nie mogłam się rozpisać -.- Obiecuję poprawę, rozpiszę się w Ferajnie :D 

Przestaję paplać i przypomnę jeszcze o INFO, ankietach i poprzednich postach ;) 

Miłego weekendu oraz czytania~! :D
Czekam na Wasze komentarze ;)
#Kimie


 Haruka siedział u siebie w domu na werandzie i obserwował jak kot pije mleko, rozmyślając przy tym. Coś nie dawało mu spokoju ale on sam nie wiedział co to takiego. Wstał i zamknął drzwi, gdyż na zewnątrz było strasznie zimno. Napadało nawet dość dużo śniegu, co jemu się nie podobało, gdyż przez to miał zakaz pływania- raczej mógł to robić tylko trzy razy w tygodniu aby się nie przeziębić.
Westchnął ciężko i ruszył do kuchni aby usmażyć sobie makrelę. Wtedy właśnie go olśniło~! Wiążąc fartuch spojrzał na kalendarz i zorientował się, że za dwa dni Rin ma urodziny. Zdziwił się nieco, że zapomniał.  W końcu Rin był jego chłopakiem- może od dwóch miesięcy ale chłopakiem.
Haru zaczął smażyć makrelę zastanawiając się przy tym co może mu podarować. Nie miał za dużo czasu i nie mógł mu dać byle czego. Przez chwilę myślał aby spytać się Makoto, jednak to by było nieco głupie. Westchnął ponownie, patrząc na kalendarz.
-Chyba już wiem.- Mruknął do siebie, wykładając makrelę na talerz.- Tylko najpierw zjem.- Ściągnął fartuch i poszedł do salonu.


Nazajutrz po treningu, gdy był już sam wybrał numer do Rina. Ten odebrał bardzo szybko.
-Hej Haru~! Co tam?- Usłyszał nieco wesoły głos Rina.
-Hej Rin. Dzwonię aby zapytać czy masz jutro czas.
-Jutro? Pewnie. Chociaż chciałem nieco dłużej potrenować ale to nic.
-To możemy razem popływać na pływalni.
-Pewnie. To o której?
-O czwartej ci pasuje?
-Mhm. Pewnie. Sorki Haru ale muszę już kończyć. Obiecałem Nitoriemu, że pomogę mu z angielskim.- Rin brzmiał jakby wcale tego nie chciał.
-Dobrze. To do jutra.
-Ej~! Ale buziaka mi nie wyślesz~?- Spytał Rin zadziornym głosem.
-....
-Haru~!
-.....
-Obraziłeś się?!
-Pa Rin.- Powiedział Haru i wysłał mu buziaka, po czym szybko się rozłączył. Czuł się zawstydzony swoim zachowaniem.- Dobrze, że Rin mnie teraz nie widzi.- Mruknął do siebie, po czym postanowił wziąć się za lekcje.


A tymczasem Rin stał sparaliżowany, z telefonem przy uchu.
-Cholera.- Warknął pod nosem, obierając się czołem o szafkę.- Chce go zobaczyć. I dostać tego buziaka naprawdę.- Mamrotał pod nosem.
-Rin-senpai~!- Usłyszał głos Nitoriego.
-Idę~!- Krzyknął, wkładając telefon do kieszeni.- A niech cię Haru.- Uśmiechnął się lekko, po czym wziął swoją torbę i wyszedł z szatni.


Następnego dnia po lekcjach Haru od razu udał się na pływalnie. Zdziwiło go nieco, że nie musiał wymyślać czegoś aby Makoto, Nagisa i Rei nie szli z nim. Tuż po szkole od razu się z nim pożegnali i poszli w swoją stronę. Nie przejął się tym zbytnio i poszedł na pływalnię.
-Haru~!- Usłyszał, gdy był już niedaleko. Odwrócił się i zobaczył Rina biegnącego w jego stronę.
-Nie musisz biegać, nigdzie nam się nie spieszy. Plus poczekałbym na ciebie.- Powiedział Haru, gdy Rin już do niego podbiegł.
-Po prostu chciałem cię zobaczyć i... Nieważne. To idziemy?- Spytał się. Haruka zaś schował twarz w szaliku aby nie było widać jego zarumienionych policzków.
-Mhm.- Mruknął i ruszył w stronę pływali.
-A gdzie mój powitalny buziak?- Spytał Rin z uśmieszkiem.
-Nie ma.
-He?! Haru no~!- Rin objął go od tyłu, kładąc czoło na jego ramieniu.
-Nie tutaj. Ktoś może zauważyć.- Wymamrotał szatyn. Rin na początku się zdziwił, a po tym szeroko uśmiechnął. Odkleił się od Haru i razem poszli na basen.


Pływali już z godzinę. Ludzi wręcz nie było ale to pewnie przez porę roku i panujący na zewnątrz mróz. Haru i Rinowi to pasowało, bo dzięki temu mieli więcej miejsca dla siebie.
-Ścigamy się?- Spytał w pewnym momencie Haru.
-Serio~?! Skoro chcesz to pewnie~! I tak przegrasz.- Rin z szerokim uśmiechem wyszedł z basenu aby wejść na podest. Chwilę potem obaj już wskakiwali do wody. Walka była dość wyrównana, jednak to Rin wygrał. Haru aby go jeszcze bardziej uszczęśliwić uparł się na kolejny wyścig, który tym razem on wygrał, więc Rin chciał rewanżu- i w tej rudzie wygrał on.
-Jestem pierwszy~!- Rin podpłynął bliżej szatyna, uśmiechając się szeroko.
-Gratuluję- Haru uśmiechnął się lekko, po czym szybko go pocałował.- Twoja nagroda.- Mruknął, nie patrząc na niego. Rin patrzał na niego zszokowany.
-To chcę jeszcze jednego całusa.
-Nie.
-Haru.
-Nie.- Uparł się Haru i wyszedł z wody. Rin zaśmiał się z jego uporu, po czym również wyszedł już z basenu i razem ruszyli do szatni.


Po wizycie na basenie udali się do domu Haruki.
-Siedź tu i czekaj.- Haruka zostawił Rina w salonie, a sam udał się do kuchni. Rin nie wiedział o co mu chodzi ale został w salonie i zatopił się w kotatsu. Nieco zmarzł, gdy wracali.
Nie wiedział ile tak leżał w kotatsu. Po prostu w pewnym momencie Haru w końcu wyszedł z kuchni.
-Śpisz?- Spytał najpierw.
-Nie Ogrzewam się. W końcu przyszedłeś.- Rin usiadł i rozciągnął się.
-Proszę.- Haruka postawił przed nim pysznie pachnącego steaka z warzywami i miseczkę ryżu.
-Wow~!- Rinowi aż poleciała ślinka na sam zapach. Od razu wziął się za jedzenie.- Pyszności~!- Mruknął zadowolony.
-Cieszę się.- Haru spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.
Po obiedzie Haru pozmywał, a Rin wylegiwał się.
-Czuję się pełny.- Mruknął Rin widząc, że Haru wchodzi do salonu.
-Ale masz jeszcze trochę miejsca, prawda?
-He?- Rin spojrzał na niego zdziwiony. Wtem Haru położył na stole kawałek ciasta z zapaloną świeczką.
-Wszystkiego Najlepszego Rin.- Powiedział Haruka, a Rina zatkało. Zdmuchnął po chwili świeczkę, po czym namiętnie pocałował Harukę.
-Dziękuje.- Mruknął mu do ucha, przytulając go mocno.
-Eto Rin, mam coś dla ciebie.
-Serio?- Rin wypuścił Haru ze swoich objęć. Ten podał mu torebkę z prezentem. Rin zajrzał do środka, po czym wyciągnął czarną bluzę, z napisem "No.1" oraz album na zdjęcia z delfinkiem i rekinem z napisem "Let's swim together".
-Haru~!- Rin ze łzami wzruszenia mocno go przytulił.- Jesteś cudowny. Ale jeszcze jednego mi nie dałeś.
-He? Czego?- Spytał zdziwiony Haruka ale po chwili się dowiedział. Rin zaczął go łaskotać.- Nie...P-Prze....- Szatyn nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Rin uwielbiał jego śmiech i czasami żałował, że ten nie robi tego częściej.
-Dziękuje.- Powiedział, gdy przestał go gilgotać i cmoknął go w usta.
-Proszę.- Mruknął Haru. Nie był zadowolony z łaskotek.- Rin.
-Hmmm?- Mruknął, czując sekundę później usta Haru na swoich.
-Kocham Cię.- Haru uśmiechnął się uroczo. Rin aż na ten widok się zarumienił.
-Nie wytrzymam~!- Warknął Rin. Wstał, wziął Haru na ręce i ruszył z nim na górę.- To twoja wina~!- Fuknął na niego.
-Nie szkodzi. I tak chciałem to zrobić.- Haru z uśmiechem cmoknął go w policzek.
Rin nie wiedział co się stało z jego chłopakiem, że był dzisiaj taki wesolutki, a zarazem zadziorny ale podobało mu się to. Z drugiej strony jego samokontrola się posypała. Lecz z tej trzeciej strony były dzisiaj jego urodziny, więc wolno mu było robić co chce i robił to właśnie z Haru całą noc. Czuł, że szatyn rano będzie miał ochotę go zamordować, bo pewnie nie będzie miał siły wstać z łóżka ale dla niego było warto. Stwierdził w myślach, że takie urodziny może spędzać co roku i nigdy mu się nie znudzą. Najważniejsze aby Haru był z nim. 













czwartek, 1 lutego 2018

Jeden krok do szczęścia- Reita x Ruki

Ohayo~! ^w^ 
Przybywam kolejny dzień z rzędu~! :3 Bo kolejny dzień z rzędu coś się dzieje :p
Dzisiejszym naszym Solenizantem jest Ruki~! ^w^ 

Happy Birthday Dear Ruki~! :*
<3 <3 <3 <3 

Najlepsze życzenia oraz spełnienia marzeń dla świetnego wokalisty zespołu The GazettE~! <3
Życzenia ode mnie i całej Tęczowej Ekipy :3

I po prostu musiałam coś napisać na tą okazję~! :D Myślałam, że mi się nie uda, a tu proszę~! ^^ Jestem szczęśliwa, dumna z samej siebie i aż nie mogę uwierzyć , że to napisałam :p 
Mam nadzieję, że mi wyszło o.o 

Przypominam o INFO, ankietach i poprzednich postach ;) 

Miłego czytania~! :3 
#Kimie


Dlaczego jak coś musi się walić to staje się to jednego dnia? Czy tylko ja już mam takiego pecha? Nie był to piątek trzynastego, a wręcz topiłem się w swoim nieszczęściu. Ale zacznę od początku, czyli od poranka, podczas którego nie zadzwonił mi budzik i spóźniłem się godzinę do pracy. Spóźniłbym się może tylko pół godziny ale po drodze popsuło mi się auto i musiałem biec do pracy- wolałem nie korzystać z komunikacji miejskiej widząc te tłoki. Szef nie był zadowolony ale- tu na szczęście- mnie nie zwolnił i tylko kazał zostać tą godzinę dłużej w pracy. Praca dzisiaj nie była wyjątkowo lekka, klientów było dzisiaj mnóstwo, do tego te nastolatki kupujące kawę z mnóstwem dodatków- naprawdę, to nie była już kawa, a dodatki. Do tego zamiast zostać godzinę dłużej został dwie, bo koleżanka, która miała przyjść na swoją zmianę trafiła do szpitala i szef musiał załatwić kogoś na zastępstwo.I tu moje drugie małe szczęście, że nie musiałem zostać na drugiej zmianie.
Po pracy udałem się do sklepu, a jak wychodziłem z niego to zaczęło padać. Nie miałem innego wyboru jak założyć kaptur na głowę i szybkim krokiem udać się do domu, chociaż i tak nieźle zmokłem. Ze skrzynki wyciągnąłem pocztę- oczywiście same rachunki do zapłacenia. Westchnąłem ciężko i ruszyłem na górę. Wtem potknąłem się na ostatnim schodku. Zamknąłem oczy i błagałem aby nie skończyło się to dla mnie źle. Nie poczułem jednak bólu, więc otworzyłem niepewnie oczy. O dziwo wisiałem nad ziemią.
-Wszystko w porządku?- Usłyszałem za sobą i dopiero teraz poczułem ramiona mnie obejmujące. Gdy zostałem postawiony do pionu obróciłem się aby zobaczyć mojego wybawcę. Przystojnego wybawcę, jak na mój gust. Miał blond włosy z czarnymi odrostami, które były nastroszone i zasłaniały nieco jego lewe oko. Miał bandanę na nosie- nie wiem dlaczego ale w sumie fajnie to wyglądało. Ubrany był w czarne jeansy, szarą bluzę i kurtkę oraz ciężkie buty. Ogółem to miał styl bad boya ale wyglądał nieco uroczo.
-Tak, dzięki. Dziękuję za ratunek.- Uśmiechnąłem się lekko. Poprawiłem szalik, bo było mi nieco gorąco, a zarazem czułem się głupio, bo wyglądałem jak zmokła kura.
-Nie ma sprawy.- Wzruszył ramionami.
-Mieszkasz tu? Bo jakoś cię nie kojarzę.- Bardzo dobrze znam znam swoich sąsiadów, a już najbardziej sąsiadkę z parteru, która nazywa mnie dzieckiem szatana. I nie wiem, czy to przez to, że raz miałem na sobie koszulkę z pentagramem, czy przez moje kolczyki i czasem pomalowane oczy czarną kredką.
-Wprowadziłem się jakiś niecały tydzień temu. Byłem tak zajęty, że nie zdążyłem się przywitać. Akira Suzki ale mówią na mnie Reita.- Wyciągnął dłoń w moja stronę.
-Takanori Matsumto per Ruki.- Uścisnąłem jego dłoń z lekkim uśmiechem, po czym kichnąłem.
-Wiesz, pogadamy sobie kiedy idziej, bo jeszcze tu się przeziębisz.- Popchnął mnie lekko na piętro.
-Z moim szczęściem jest to możliwe.
-To ja wpadnę jutro sprawdzić, czy żyjesz. Do zobaczenia.- Z lekkim uśmiechem otworzył drzwi do swojego mieszkanie.
-Taaa~! Jeszcze raz dzięki.- Pomachałem mu, a po tym ten zniknął za drzwiami.
Westchnąłem sobie pod nosem, po czym zacząłem szukać kluczy, gdy z naprzeciwka wyszła sąsiadka.
-O, Ruki~! Już wróciłeś.- Pani Yasuda przywitała mnie z uśmiechem.
-Dzień dobry.- Ukłoniłem się jej lekko.
-Dzień dobry. Czekałam na ciebie. Wcześniej widziałam, że pogoda się psuje, więc poszłam z Koronem na spacer.- Powiedziała, a po chwili mój pies wyszedł z jej mieszkania, ciesząc się na mój widok.
-Cześć Pysiaku. Bardzo Pani dziękuję.- Jak pomyślę, że miałbym wyjść teraz na spacer z Koronem, który nie przepada za deszczem, to na sto procent wróciłbym chory.
-Nie ma sprawy. Już cię nie zatrzymuję, bo widzę, że cię ten deszcz złapał. Do widzenia.
-Tak. Dziękuje za wyprowadzenie Korona. Do widzenia.- Uśmiechnąłem się lekko, po czym wszedłem do mieszkania. Koron od razu położył się na kanapie, a ja ruszyłem do łazienki aby wziąć gorący prysznic. Następnie poszedłem do kuchni, robiąc sobie herbatę i odgrzewając wczorajszy obiad.
Zalałem właśnie herbatę, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Widząc kto dzwoni od razu odrzuciłem połączenie. Był to mój były, z który zerwałem wczoraj, bo dowiedziałem się, że mnie zdradza. Może i bym mu jeszcze wybaczył ale ta dziewczyna, z którą mnie zdradzał jest z nim w ciąży. Mam nadzieję, że nigdy już go nie spotkam, bo mu oczy wydłubię. Chyba myślał, że zostanę jego kochankiem. Jeszcze czego~!
Tak się zdenerwowałem, że zwaliłem swój kubek z herbatą, który od razu się roztrzaskał. Zdążyłem odskoczyć i się nie poparzyć. Uff~! Ten dzień jest straszny. Lepiej wcześniej się dzisiaj położę aby czegoś sobie przypadkiem nie zrobić. 


Dzisiejszy dzień był o wiele lepszy. Nie zaspałem, odebrałem już auto z naprawy i pogoda dopisywała. Zadowolony wracałem właśnie ze spaceru z Koronem, gdy przed drzwiami do swojego mieszkania spotkałem przystojnego sąsiada.
-Hejka.- Przywitał się z uśmiechem.- Widzę, że nie dałeś się chorobie.
-Hej. Na szczęście się jednak nie pochorowałem. A ty co tu robisz?
-Przecież mówiłem, że przyjdę w odwiedziny. Proszę, taki mały prezent.- Dał mi pudełeczko, w którym zobaczyłem eklerki. Mniam.
-Dzięki, nie musiałeś. Zaprosiłbym cię ale mam bałagan. Ostatnio nie miałem czasu i chęci na sprzątanie.- To prawda, jakiegoś lenia ostatnio miałem i teraz moje mieszkało wyglądało strasznie.
-Nie trzeba, chciałem się po prostu przywitać poprawnie.- Uśmiechał się promiennie.- O, nie wiedziałem, że masz psa.- Reita ukucnął, chcąc pogłaskać Korona. Już chciałem powiedzieć aby tego nie robił- mój pies nie przepada za nieznajomymi- ale o dziwo Koron dał się pogłaskać i wręcz się do niego łasił niczym kot.
-Taa i chyba mi go podmienili, bo zazwyczaj warczy na nieznajomych.- Jak tak sobie przypominał to warczał na mojego byłego. Czyżby Koron miał nosa do złych ludzi?
-To albo mnie szybko polubił albo poczuł słodkości, które przyniosłem.- Zaśmiał się krótko. Pogłaskał ostatni raz Korona i wstał.- Nie będę już przeszkadzał i idę do siebie. Miłego sprzątania.
-Nie spieszy mi się tak do sprzątania ale dzięki. Za słodkości też. Miłego dnia.- Uśmiechnął się lekko i wszedłem do mieszkania. Oparłem się o drzwi i westchnąłem głośno. Nie stresowałem się rozmową z nim. Bardziej byłem rozproszony, bo miał na sobie podkoszulek, który opinał jego sylwetkę, więc mogłem przypatrzeć się jego umięśnionej klacie. Do tego te bicepsy~! Aż chciałbym aby mnie przytulił. Dobra, zaczynam gadać jakieś głupoty, pora wziąć się za sprzątanie. 


Ten dzień miał być dla mnie szczęśliwy ale zawsze coś musi się zdarzyć. Właśnie kończyłem sprzątać i miałem wziąć się za zrobienie sobie kolacji i obiadu na jutro, gdy coś trzasnęło. I tak poszła mi kuchenka i lodówka. I co ja mam teraz zrobić? Mam na szczęście gwarancję ale tydzień minie zanim mi to naprawią. Zajrzałem do lodówki, gdzie miałem w sumie dość dużo jedzenia. Nie mogę tego tak zostawić, bo mi się wszystko popsuje. Wziąłem torbę i spakowałem wszystko do niej, po czym wyszedłem z mieszkania i zapukałem do sąsiadki. Ona na pewno mi pomoże....
Stałem tak chyba z dziesięć minut i zero odzewu. Może gdzieś wyjechała? W sumie mówiła coś, że się wnukiem ostatnio opiekuje. Pięknie~! I co ja teraz.... Spojrzałem na drzwi obok. Czy to wypada tak po dwóch dniach znajomości prosić o pomoc? No ale nie mam innego wyjścia.
Podszedłem do jego drzwi i zapukałem. Otworzył mi minutę później.
-Tak? O, Ruki. Hej. Coś cię do mnie sprowadza?
-Hej. Mam prośbę. Lodówka i kuchenka mi padły. I muszę gdzieś na razie jedzenie przytrzymać, bo nie chcę aby się popsuło. I mógłbym u ciebie coś sobie ugotować?- Spytałem niepewnie. To brzmi bardzo dziwnie.
-Pewnie, nie ma sprawy. Wchodź.- Wziął torbę, która stała przede mną i wpuścił mnie do środka.
-Dzięki. Bardzo mnie ratujesz.
-Spoko. Ale musisz mieć pecha, że od razu dwie rzeczy ci się popsuły.- Stwierdził idąc do kuchni i zaczynając robić miejsce w lodówce.
-Lepiej mi nie wspominaj. Ostatnio to jestem chodzącym nieszczęściem. Przepraszam, jeśli coś popsuję.- Reita zaśmiał się na moje słowa.
-Nie szkodzi. Dobra, wszystko schowane, więc możesz gotować. Tu są garnki, tu patelnia, a w pierwszej szufladzie drewniane łyżki i takie tam.- Wskazał na szafki.
-Dzięki. Naprawdę ci to nie przeszkadza?- Spytałem, wyciągając dwa garnki.
-Ależ skąd. A ci nie będzie przeszkadzać, jak będę cię zagadywał?
-Nie, będzie mi wręcz miło.- Uśmiechnąłem się, zabierając się za gotowanie.
I tak miło rozmawialiśmy, gdy ja gotowałem. Okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań, np. lubimy takie same zespoły. Dowiedziałem się też, że Akira pracuje w sklepie muzycznym, gra na basie, ma dwie papużki (które zobaczyłem po jakiś dwudziestu minutach w jego salonie) i też nie lubi sąsiadki z parteru.
-Proszę. To za użyczenie kuchni.- Postawiłem przed nim talerz ze spaghetti. Chciałem zrobić coś innego ale, że spaghetti wychodzi mi najlepiej to jednak je zrobiłem.
-Nie musiałeś ale dzięki. Smacznego.- Powiedział Akira, gdy usiadłem obok niego, zabierając się za swoją porcje. Czekałem na jego komentarz ale on nic nie mówi tylko jadł.
-Smakowało?- Spytałem, gdy wziąłem od niego talerz aby pomyć naczynia.
-Było boskie. Sorki, że wcześniej nie powiedziałem ale po prostu mnie zatkało.- Uśmiechnął się promiennie.
-Właśnie, a będę mógł na szybko przyjść rano? Aby zabrać chociaż jogurt i kanapki do pracy.
-Pewnie. I tak rano wstaję.
-To byłbym tak o wpół do szóstej.
-Eeee.... Wstanę. Ale lepiej wymieńmy się numerami to zadzwonisz do mnie, gdy nie będę otwierał.- Reita wyciągnął telefon z kieszeni ze śmiechem.
-Sorki, że tak wcześnie.
-Naprawdę nie musisz przepraszać. W sumie to jak znajdę zapasowe klucze to pożyczę ci je to na spokojnie rano będziesz mógł wejść.
-Jak ja ci się odwdzięczę?- Mruknąłem, gdy wymienialiśmy się numerami.
-Swoim towarzystwem. Miło jest z kimś pogadać, a po pracy czasami nie chce mi się chodzić do znajomych.- Uśmiechnąłem się na jego słowa. Naprawdę fajny z niego facet.
-To ja już idę do siebie, bo Koron się pewnie niecierpliwi, a jeszcze muszę spróbować zadzwonić w sprawie kuchenki i lodówki.
-No tak. Możesz brać Korona ze sobą tak w ogóle.
-O ile nie będzie szczekał na twoje papużki. To jeszcze raz dzięki za pomoc. Do zobaczenia.
-Nie ma sprawy. Dobranoc.- Odprowadził mnie do drzwi i nawet zerknął, czy poszedłem już do siebie. Z uśmiechem podrapałem Korona za uchem, idąc z nim do salonu. Te dni zapowiadając się ciekawie. 


Nareszcie nastała sobota, a z nią mój wolny weekend. Dzisiaj tak jak przez ostatnie dni również zamierzałem iść do Reity, gdyż mój sprzęt miał być przywieziony w poniedziałek. Gdy przyszedłem przed szóstą do niego pierwszego dnia to otworzył mi na wpół śpiący. Był to niezły widok ale wiedząc, że może sobie jeszcze pospać to wygoniłem go do łóżka, a sam wziąłem swój jogurt i kanapki. I tak mnie jakoś wzięło i na szybko zrobiłem dla niego, za tak wczesną pobudkę. Tego samego dnia dostałem klucze od niego, więc później nie było już problemu. Chociaż żałowałem nieco, że mnie nie wita, więc raz sprawdziłem czy śpi- nie bierzcie mnie za jakiegoś dziwaka czy zboczeńca czy coś. Uchyliłem drzwi i zerknąłem do jego sypialni. Spał smacznie na łóżku- no tak myślałem ale jak się okazało nie spał. Uśmiechnął się do mnie i pomachał mi, więc mu odmachałem i sobie poszedłem. Czułem się nieco zażenowany ale miło go było widzieć, zwłaszcza z tą szopą na głowie- naprawdę, ja się zastanawiam, czy on się w ogóle czesze.
Przychodziłem jeszcze wieczorem aby zrobić sobie obiadokolację. Koron na szczęście nie szczekał na ptaszki i wolał bawić się z Reitą. Mój pies czuł się bardzo swobodnie w jego mieszkaniu, bo raz nawet poszedł spać na jego łóżku. Warczał, gdy go z niego zabierałem. W sumie nie dziwię mu się, bo chętnie bym na nim poleżał, a najlepiej z właścicielem owego łóżka. No co? Czy to dziwne, że Akira mi się spodobał? Chociaż nie wiedziałem, czy woli dziewczynki, czy chłopców, czy mu to obojętne ale nie pytałem się go o to. Wolałem być na razie jego dobrym kumplem? Bardziej pasuje natrętnym sąsiadem. Chociaż sam Reita kazał mi zostawać dłużej i wtedy oglądaliśmy sobie film albo, jak wczoraj, graliśmy na gitarach. Reita świetnie grał na basie i aż mi szczęka opadła, gdy powiedział, że nie uczył się z żadnej książki ani nie brał żadnych lekcji. Ja w sumie też z początku przyglądałem się, jak inni grają ale miałem zakupioną książkę do nauki. Jakiś geniusz basu czy co?
Przejdę jednak do dzisiejszego dnia. Więc, gdy wstałem- czyli o jedenastej, chociaż o siódmej byłem na szybkim spacerze z Koronem- zjadłem na szybko rogalika z dżemem, po czym posprzątałem, a następnie udałem się na małe zakupy. Poszedłem do cukierni po ciasto- skoro i tak pewnie posiedzę nieco u Reity to przynajmniej zjemy coś słodkiego. Gdy wróciłem poszedłem do łazienki aby nieco się podrasować. Skoro jest weekend to mogłem sobie na to pozwolić i to nie ważne, że idę po prostu do swojego sąsiada.
Coś koło szóstej ruszyłem do mieszkania Reity, wcześniej prosząc sąsiadkę aby poszła z Koronem rano na spacer. Myślała, że idę do swojego kolegi i nie miałem serca mówić jej, że będę po prostu obok.
Zapukałem, a po chwili drzwi się otworzyły i ujrzałem Akire, który miał na sobie czarne jeansy i czarną koszulę. Oh, aż mam ochotę rozpiąć te guziczki.
-Hej, wchodź.- Zaprosił mnie gestem ręki, po czym pognał do kuchni.
-Hej. Mmmm~! Coś ładnie pachnie.- Mruknąłem, idąc za nim.
-Tak sobie pomyślałem, że skoro ostatnio robiłeś dla mnie obiadki to się odwdzięczę kolacją.- Powiedział mieszając coś na patelni.
-Ty kolacja, a ja deser.- Powiedziałem, wkładając ciasto do lodówki.
-O tym nie pomyślałem. Dzięki. To idź usiądź, a ja za chwilę przyjdę.- Wskazał głową salon. Poszedłem więc i usiadłem grzecznie. Pomyślałem o nalaniu sobie wina, które stało na stole ale wolałem jednak poczekać na Reitę, który zjawił się chwilę później.
-Dziękuje.- Uśmiechnąłem się promiennie, czując dodatkowe te piękne zapachy. Reita nalał wina do kieliszków.
-Na szczęście.- Powiedział z uśmiechem, wznosząc toast.
-Na szczęście.- Uśmiechnąłem się szeroko, po czym upiłem łyk i wziąłem się za jedzenie.- Mmm~! Przepyszne.- Mruknąłem z aprobatą.
-Starałem się.- Reita uśmiechnął się znad kieliszka.
I tak zjedliśmy pyszną kolację oraz deser, pijąc wino i rozmawiając.
-Tak w ogóle to dlaczego nosisz tą opaskę?- Spytałem się, bo nieco mnie to intrygowało, plus jeszcze bez niej go nie widziałem.
-Heh~! No...- Zająkał się Reita.- Bo tak w sumie nie lubię swojego nosa.- Wymamrotał.
-Co? Serio? Jestem pewien, że nie jest taki zły.
-Jest.
-Nie jest. Ściągaj, chcę zobaczyć.
-Nie.
-Proszę~!
-Nie.
-Pomogę ci.- Wyciągnąłem rękę aby ściągnąć tą opaskę lecz Akira odsunął się. Wstałem więc i on też i tak zacząłem go gonić po salonie.
-Nie. Ruki no~!
-Pokaż~! Chcę tylko zerknąć~!- Rzuciłem się na niego i upadliśmy na kanapę. Wykorzystałem chwilę jego nieuwagi i szybko ściągnął mu opaskę z nosa.
-Nie patrz.- Próbował się zasłonić dłońmi lecz je odsunąłem.
-Patrzę. I nie wiem o co ci chodzi, ładny jest. Inni mają brzydsze.- Uśmiechnąłem się, dotykając jego nosa.
-Jest za duży.
-Nie jest. Plus jak facet ma duży nos to wiesz....- Powiedziałem, po czym zacząłem się śmiać.
-To tym bardziej muszę go skrywać, bo jeszcze zaczną mnie molestować.- Zaśmiał się Rei.- Ty masz ładny nosek.- Powiedział, zakładając mi kosmyk włosów za ucho. Nie wiem czy to przez wino czy przez niego ale zrobiło mi się nieco gorąco.
-Serio?- Mruknąłem.
-Mhm. Oczy też masz śliczne. I szyję, włosy, cały jesteś śliczny.- Powiedział z lekkim uśmiechem, a ja się zarumieniłem.- Ruki.
-Hmmm?- Mruknąłem. Widząc, jak się przybliża przymknąłem oczy i chwilę później poczułem jego usta na swoim. Po pierwsze to aż nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Po drugie aż dostałem gęsiej skórki od tego pocałunku. A po trzecie... A walić po trzecie~!!
Reita niespiesznie mnie całował, po chwili wślizgując się językiem do moich ust. Jęknąłem cicho czując jak bada moje podniebienie, zahaczając o mój język. Gdy się od siebie oderwaliśmy to omal nie jęknąłem z niezadowolenia. Chciałem coś powiedzieć i ruszyłem się nieco, czując wtem męskość Reity.
-Oh.- Wymsknęło mi się. Reita wyglądał na zawstydzonego tą sytuacją.
-Eee....- Jęknął, patrząc gdzieś w bok.- Tak nie powinno być.
-He? Dlaczego?- Spojrzałem się na niego.
-Znamy się dość krótko i...Wiesz, zejdź i poczekaj tu a ja pójdę ochłonąć.- Reita próbował mnie odsunąć ale ja przybliżyłem się bardziej do niego.
-To co, że znamy się krótko. Ja ci się podobam i ty mi też.- Wymamrotałem.
-Ruki mam na ciebie straszną ochotę ale chyba powinniśmy iść najpierw na randkę czy coś, a nie od razu do łóżka.- Aż się zarumieniłem na jego słowa.
-Od poznania mieliśmy ich kilka. To co, że w twoim domu ale zawsze coś i znamy się już dość dobrze. Plus....- Otarłem się o niego, przegryzając wargę.
-Sam tego chciałeś.- Reita wstał gwałtownie, podnosząc mnie i idąc do sypialni. Rzucił mnie na łóżko i sekundę później już był nade mną.- Jesteś gotowy na długą noc?- Spytał się mnie, wsuwając dłonie pod moją koszulkę.
-Oczywiście.- Uśmiechnąłem się, rozpinając w końcu tą koszulę. Ach, te mięśnie.


Gdy się obudziłem to chwilę mi zajęło, zanim przypomniałem sobie kim jestem, gdzie jestem i co robiłem. Uśmiechnąłem się błogo na wspomnienie namiętnej nocy z Reitą. Czułem się cudownie w jego ramionach i wręcz odpłynąłem z rozkoszy jaką mi dawał. Był delikatny, a zarazem dziki, co mi się szalenie podobało. Dobrze, że jest niedziela
Ułożyłem się wygodniej na poduszkach widząc, jak Akira wchodzi do sypialni. Do tego w samych bokserkach. Ach~!
-Dzień dobry Słowiku.- Uśmiechnął się promiennie, po czym cmoknął mnie w usta.
-Mmm~! Bry. Co z ciebie taka poranna papużka?- Pomińmy fakt, iż była godzina dziesiąta.
-Bo o czymś sobie przypomniałem.
-O czym?- Spojrzałem na niego zdziwiony.
-Wszystkiego Najlepszego Skarbie.- Powiedział, podsuwając mi pod nos mały tocik ze świeczką.
-Skąd wiedziałeś?- Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Od sąsiadki. Pomogłem jej raz z zakupami, a jak spytałem się po co jej aż tyle jedzenie to powiedziała, że masz pierwszego lutego urodziny i chciała ci coś upichcić.- Ach, ta moja sąsiadka~! Będę musiał jej jakieś ładne kwiatki kupić za pamięć i za opiekę nad Koronem.
-Skoro ta.- Uśmiechnąłem się, po czym zdmuchnąłem świeczki i pocałowałem Reitę.- Dziękuje.
-Pomyślałeś życzenie?- Spytał Reita, biorą na łyżeczkę trochę ciasta i podsuwając mi pod nos.
-Mhm.- Mruknąłem, smakując ciasto.- I o dziwo spełniło się wcześniej.- Uśmiechnąłem się do niego promiennie.
Reita pochylił się i pocałował mnie namiętnie. Chyba lepiej nie mogłem sobie wyobrazić moich urodzin. Pyszny tort i przystojny Reita, który obdarowywał mnie pocałunkami. Czego chcieć więcej? Jednak szczęście mi dopisuje. Albo po prostu musiało być źle aby teraz mogło być wspaniale. 












środa, 31 stycznia 2018

Dni pełne miłości- Kagami x Kuroko

Hejo~! ^w^ 
Dzisiaj przybywam, gdyż nie kto inny, a Kuroko Tetsuya ma dzisiaj urodziny~! :D

Happy Birthday Dear Tetsu~! :*
<3 <3 <3 <3 <3 

Najlepsze życzenia ode mnie i całej Tęczowej Ekipy~! :3

Z tej okazji nie mogło zabraknąć one-shota (Chociaż to chyba bardziej miniaturka :p). Nie jest to typowo urodzinowe ale przyjemne i z naszym Solenizantem ^^ 

Wiadomości żadnych nie mam, tylko przypomnę o INFO, ankietach i ogółem poprzednich postach ^^

Miłego czytania~! ^^
Czekam na Wasze komentarze <3
#Kimie


Poniedziałek
Za oknem było nadal ciemno, gdy w pokoju rozbrzmiał budzik. Kagami wyłączył go po czym wstał, udając się od razu do łazienki. Po odświeżeniu się poszedł do kuchni i zaczął przygotowywać herbatę. Gdy jedzenie było już gotowe, postawił jeszcze herbatę na stole i poszedł do sypialni.
-Tetsu, pora wstawać. Śniadanie na stole.- Powiedział głośno lecz nie usłyszał odzewu. Nawet Nigou dalej spał smacznie na swoim posłaniu. Kagami podszedł do łóżka i usiadł na rogu, odkrywając Kuroko, który dalej spał smacznie.- Tetsu~! Jedzenie stygnie.- Szturchnął go w ramię.
Kuroko z pomrukiem obrócił się na plecy i przetarł oczy.
-Jeszcze pięć minut....- Mruknął, próbując zakryć się kołdrą. Kagami jednak mu na to nie pozwolił i po prostu wziął go na ręce i zaniósł do salonu.
-Przypomnę ci, że musisz jeszcze wyjść z Nigou na spacer.- Kagami posadził w pół przytomnego Kuroko na krześle.
-Hm?- Niebieskowłosy spojrzał na niego z miną niewiniątka.
-Dobra, ja już pójdę. Jedź.- Cmoknął go w czoło, po czym nasypał karmy do miski, a następnie sam wziął się za jedzenie.
Po posiłku Kagami przygotował im jeszcze drugie śniadania, po czym wyszedł z psem na szybki spacer, a w tym czasie Kuroko się ogarną.
-Nigou, bądź grzeczny.- Kuroko pomiział psa po głowie, dając mu smakołyk, po czym wyszedł z Kagamim z mieszkania.
-Ej, nie śpij.- Kagami szturchnął niebieskowłosego w ramię.
-Nie śpię.- Mruknął Kuroko.
Kagami zatrzymał się i pochylił w jego stronę, całując go długo w usta.
-Nie ucinaj sobie drzemek z dzieciakami.- Mruknął Kagami z uśmiechem, widząc lekkie rumieńce Kuroko.
-A co? Zazdrosny?
-He~?!- Kagami spojrzał na niego jak na wariata. Kuroko zaś powstrzymywał się od śmiechu. Uwielbiał drażnić tego Tygrysa. 


Wtorek
Kuroko po powrocie z pracy poszedł na spacer z Nigou, a następnie siedział na kanapie i czekał na Kagamiego. Był głodny i mógł w sumie zrobić sobie kanapki ale Kagami obiecał wczoraj, że zrobi jego ulubionego kurczaka. Położył się na kanapie i przykrył kocykiem, oglądając jakiś program. Nieco już przysypiał, gdy usłyszał szczęk zamka i szczekanie Nigou.
-Wróciłem~! Odsuń się, nie wolno~!- Kagami jak zwykle nie pozwolił Nigou na wskoczenie na siebie.
-Witaj w domu.- Powiedział Kuroko, gdy Kagami wszedł do salonu.
-Pewnie jesteś głodny co nie?! Już biorę się za robienie obiadu. Dokupiłem też wanilię, więc zrobię ci shake'a.- Kagami popędził z zakupami do kuchni. A Kuroko na myśl o shake'u aż zaburczało w brzuchu.
-Nic nie słyszałeś.- Powiedział od razu.
-Pfff~! Dobra, to chociaż wypakuj zakupy, a ja odświeżę się na szybko.- Kagami z uśmiechem podszedł do niego, cmokając go w policzek, po czym poszedł do łazienki.
Po obiedzie i deserze położyli się na kanapie. Kuroko czuł się najedzony, było mu ciepło, no i miał obok siebie Kagamiego.
-Hmm?- Mruknął Kagami, widząc wpatrzone w niego niebieskie oczy. Kuroko nic nie odpowiedział tylko podciągnął się i pocałował Kagamiego, po czym wtulił się w niego.
Miał nadzieje, że Kagami domyślił się, że tym gestem mówi mu, że go Kocha. 


Środa
Tuż po pracy Kuroko wziął Nigou i ruszył na pobliskie boisko. Już z daleka zauważył Kagamiego grającego z Aomine.
-Woof~!- Szczeknął wesoło Nigou. Kuroko dopiero teraz zauważył, że w jego stronę idzie Kise.
-Kurokocchi~!- Jak zwykle go wyściskał.
-Witaj Kise-kun. Dopiero co z pracy?
-Taa~! Wywiad mi się przedłużył. Heh~! A tak chciałem pograć~!- Jęknął Kise patrząc z utęsknieniem na boisko.
Wtem Kagami padł na ziemię, a Aomine zaczął się głośno śmiać.
-Coś się stało?- Mruknął Kise.
-Nigou ty mały...!- Warknął Kagami. Okazało się, że but mu się rozwalił.- Ja widzę tu ślady zębów~!- Krzyknął. Kise wraz z Kuroko powstrzymywali śmiech, a Nigou usiadł obok swojego pana, nie wiedząc o co chodzi.
Z racji iż Kagami nie miał zapasowych butów udali się do domu. Kuroko przekonał Kagamiego, że to nie wina Nigou i że po prostu buty się już zużyły. Przecież nie powie, że jak raz był zły to dał te buty psu aby je sobie pogryzł. I tak przecież Kagami chciał sobie kupić nowe, więc zrobił mu w sumie przysługę. 


Czwartek
Dzisiaj Kagami wrócił wcześniej z pracy, więc postanowił nieco posprzątać. Zrobił pranie, powycierał kurze, odkurzył i umył podłogę, poukładał w szafie i poszedł jeszcze na długi spacer z Nigou. Właśnie kończył obiad, gdy Kuroko wrócił do domu.
-Witaj w domu.- Poszedł go przywiać.
-Wróciłem.- Mruknął Kuroko i dał się pocałować, po czym pogłaskał Nigou, który szalał z radości.
-Za chwilę będzie obiad, więc umyj tylko ręce i chodź. Już posprzątałem i zostało mi powieszenie prania, więc będziesz mógł iść się zrelaksować w wannie.- Powiedział Kagami idąc do kuchni.
-Jesteś naprawdę niesamowitą żoną Kagami-kun.- Powiedział Kuroko, który szedł za nim. Kagami odwrócił się w jego stronę z niezadowoloną miną.
-Tetsu....- Ni to warknął, ni mruknął. Po chwili zastanowienia z lekkim uśmiechem przytulił się do pleców Kuroko.
-Ale wieczorem role się zamieniają i w nagrodę cię zjem.- Mruknął mu do ucha i ugryzł go w nie lekko. Po chwili zwijał się z bólu, po oberwaniu w żebra.
-Coś się chyba pali.- Fuknął Kuroko i wziął karmę z szafki aby nałożyć ją do miski Nigou. Tak na prawdę nie chciał pokazać Kagamiemu swoich rumieńców.
Wieczorem Kagami właśnie schował resztę kolacji do lodówki i poczuł ramiona oplatające jego brzuch.
-Hm?- Zerknął zza ramienia na Kuroko, chociaż tak to widział tylko jego włosy.
-Teraz role się zamieniają, co nie?- Mruknął Kuroko w jego koszulkę.
-He?
-Bakagami sam mówiłeś, więc...- Mruknął Kuroko i przez chwilę myślał aby odpuścić lecz Kagami zorientował się, o co mu chodzi. Obrócił się w jego storę i wziął go na ręce, od razu namiętnie całując.
-A myślałem, że będziesz czekał na mnie w sypialni.- Uśmiechnął się zadziornie, idąc we wspomniane miejsce.
-Nie będę spełniał twoich zboczonych fantazji.- Mruknął Tetsuya.
-Serio? W sumie to spełniasz je w trakcie.
-Jeszcze jedno słowo i się rozmyślę.- Fuknął na niego zawstydzony.
-Okey.- Kagami wszedł do sypialni, zamykając drzwi tuż przed nosem Nigou. Jak będzie miał jeszcze siły to go wpuści. 


Piątek
Kuroko, gdy wrócił do domu zastał puste mieszkanie. Przypomniał sobie, że Kagami miał dzisiaj zostać dłużej. Niebieskowłosy zjadł więc przygotowany dla niego obiad, po czym usiadł na kanapie z książką. Siedział i czytał z dobrą godzinę lecz nieco mu się nudziło. Pobawił się więc z Nigou lecz po kolejnej godzinie znudziło mu się to. Zerknął więc do lodówki aby sprawdzić co może zjeść na kolację, gdyż wiedział, że Kagami nie zdąży wrócić i mu jej przygotować. Plus nie chciał go jeszcze o to męczyć po całym dniu pracy. Wtem wpadł na pewien pomysł. Ubrał się, po czym wyszedł z mieszkania, obiecując Nigou, że jak wróci to pójdzie z nim na spacer.
Kagami wrócił do domu o północy. Miał dzisiaj mnóstwo gości plus małe przyjęcie, więc nie udało mu się wyjść wcześniej. Po cichu wszedł do mieszkania, witając się z Nigou. Następnie udał się od razu do łazienki aby wziąć szybki prysznic. Był zmęczony i śpiący ale postanowił jeszcze coś przekąsić. Udał się do kuchni i zastał małą niespodziankę. Na blacie czekało na niego dziesięć cheeseburgerów. Wziął z nich karteczkę i przeczytał:

"Pomyślałem, że jak wrócisz to będziesz głodny. Smacznego."
Kuroko

Uśmiechnął się, po czym podgrzał cheeseburgery i zjadł ze smakiem. Poszedł jeszcze umyć zęby, a następnie wślzgnął się do łóżka, przyciągając do siebie Kuroko i przytulając go. Niebieskowłosy od razu się w niego wtulił. Kagami opatulił ich jeszcze dobrze kołdrą i zasnął z lekkim uśmiechem na ustach. 


Sobota
Po późnym śniadaniu i ogarnięciu mieszkania nie wiedzieli co robić. Kagami chciał iść pograć lecz jego nowe buty jeszcze nie przyszły, więc z gry nici.
-Co porobimy?- Mruknął znudzony, przełączając kanały.
-Może przejdziemy się do Akashiego?- Zaproponował Kuroko. Kagamiemu aż ciarki przeszły na tą propozycję.
-Nie. Coś innego. Może do Tatsuyi?
-Nie.- Odpowiedział od razu Kuroko. Lubił Himuro, jednak był nieco zazdrosny, gdy ten spotykał się z Kagamim- oczywiście nigdy tego na głos nie powie.
-To zrobimy kanapki i pójdziemy na plażę.
-W sumie dobry pomysł. Nigou się przynajmniej wybiega.- Spojrzał na czworonoga, który leżał i patrzał na nich.
-Ale ty go później kąpiesz.- Zastrzegł Kagami, idąc do kuchni.
I tak dwie godziny później byli już na plaży i rzucali Nigou patyka. Nie było może za ciepło lecz dzięki świecącemu słońcu było przyjemnie. Posiedzieli na kocu, zjedli kanapki i miło spędzili czas. Niestety przez ich nieuwagę Nigou wskoczył do wody, a następnie wyturlał się w piasku. W drodze powrotnej Kuroko próbował poprosić ładnie Kagamiego o wykąpanie psa ale ten się nie zgodził. Tak więc po powrocie Kuroko siedział godzinę w łazience myjąc i susząc psa. Po tym obaj ogarnęli się i z herbatą oraz ciasteczkami rozsiedli się na kanapie, oglądając film.
W pewnym momencie, gdy akurat Kagami poszedł do sypialni zmienić bluzkę, gdyż oblał się herbatą, zabrzmiał jego telefon. Kuroko po cichu sprawdził od kogo. Był to Himuro, który pytał się, czy nie wyskoczą na piwo. Tetsu nie chciało się wychodzić, a był pewny, że jego chłopak bardzo będzie chciał iść. Usunął więc SMSa, po czym wpadł na szybki i skuteczny plan.
-Kagami-kun.- Zaczął, widząc jak ten wchodzi do salonu.
-Hm?- Spojrzał na niego.
-Chyba tu nieco gorąco.- Mruknął Kuroko z rumieńcami, podwijając koszulkę. Czuł się mega zawstydzony ale znał tylko jeden sposób na zatrzymanie Kagamiego w domu.
Taiga od razu zrozumiał aluzję i w jednej chwili znalazł się nad nim.
Himuro jednak musiał iść na piwo z kimś innym.


Niedziela
Wylegiwali się na kanapie, oglądając film. Kompletnie nic nie chciało im się robić, a już zwłaszcza Kuroko, który czół skutki wczorajszego planu. Tak więc po wyprowadzeniu Nigou na spacer zamówili sobie pizzę i postanowili nic nie robić cały dzień.
-Ten tydzień będę miał na drugą zmianę, więc ustaw sobie budzik.- Powiedział Kagami w pewnym momencie.
-Dobrze.
-Tylko to zrób. I pamiętaj, że masz wyjść z Nigou.- Przypomniał mu. Niebieskowłosy zazwyczaj- czyli bardzo często- był rano zbyt leniwy aby wyjść z psem na spacer i Kagami musiał z nim pędzić.
-A będziesz przygotowywał mi coś na kolacje?
-Jak chcesz. Zawsze też możesz przyjść do mnie do pracy.
-Nie, bo znowu objem się jakimś deserem.
-To zacznij biegać wieczorami z Nigou. Na pewno będzie szczęśliwy.
-Zacznę biegać z tobą i Nigou. Ty masz więcej siły aby go utrzymać, a on uwielbia gonić wiewiórki. A co ze środową grą z Aomine?
-Przełożyliśmy na weekend. Plus Kise marudził, że chce pograć.
-To może jeszcze kogoś zaprosimy? Proponuję Akashiego.
-Coś ty się tak uparł na niego?!
-Po prostu dawno go nie widziałem. Spokojnie, nie musisz być zazdrosny.
-Nie jestem zazdrosny.
-Naprawdę? Czyli mogę z nim lecieć na tydzień na Hawaje?
-Co~?! Po moim trupie~!- Warknął Kagami, a Kuroko nie zdążył się powstrzymać i parsknął śmiechem.- Ty mały.....- Kagami zacząl go łaskotać. Kuroko nie miał szans i nie miał się jak zasłonić, więc nie mógł powstrzymać śmiechu.
-Kagami-kun jesteś okropny.- Stwierdził nieco później Kuroko, gdy próbował złapać oddech.
-I kto to mówi.- Kagami usadził go sobie na kolanach i cmoknął go krótko. Kuroko objął go rękoma wokół szyi i przyglądał mu się chwilę.
-Kagami-kun.
-Hm?
-...- Kuroko nic nie powiedział tylko go pocałował.
-Ja ciebie też.- Kagami uśmiechnął się szeroko. Kuroko zaś wtulił się w niego z lekkim uśmiechem.
Tak wtuleni spędzili cały dzień i wcale im to nie przeszkadzało. Najważniejsze dla nich było, że spędzali ten czas razem.