niedziela, 19 sierpnia 2018

~~Lights and shadows~~ 4 rocznica bloga~~

Dzisiejszy dzień w Tęczowym Królestwie był wyjątkowo słoneczny, więc Aomine, Kise, Kagami, Kuroko, Kageyama, Hinata, Nishinoya, Asahi, Kuroo, Bokuto, Akaashi, Oikawa i Iwaizumi postanowili pograć na zewnątrz.
-To w co będziemy grać?- Spytał Kagami, gdy szli korytarzem.
-Mi to obojętnie. Chcę skorzystać ze słońca.- Mruknął Aomine.
-Możemy pograć najpierw w siatkówkę, później w koszykówkę, a jak dołączy więcej osób to w dwa ognie.- Zaproponował Kuroko.
-Możemy w sume nawet w piłkę nożną pograć.- Dodał Kuroo.
Tak rozmawiali, gdy wtem usłyszeli jakiś hałas piętro wyżej.
-To chyba u Kimie-chan, co nie?- Spytał Kise, zatrzymując się i nasłuchując.
-Znowu Internet jej zamula? Ostatnio tak było.- Powiedział Oikawa.
-Może lepiej to sprawdźmy?- Zaproponował Iwaizumi.
-Lepiej tak, bo mam dziwne przeczucie- Mruknął Aomine i ruszyli na górę.
Weszli po schodach i w tym momencie drzwi od pokoju Kimie się otworzyły i wyszedł Akashi, zaś w drzwiach pokazała się Kimie, która była wkurzona.
-Nie będę cię słuchać~! Teraz to przesadziłeś~!- Krzyknęła w stronę Akashiego.
-Kimie....
-Cicho bądź~! Masz zakaz wchodzenia do tego pokoju. Nawet mi się na oczy nie pokazuj~! Nienawidzę cię~!!- Krzyknęła, po czym weszła do pokoju i trzasnęła drzwiami.
-Kimie...- Powiedział nieco groźnie Akashi.
-Nie boję się ciebie i nawet nie próbuj mi grozić~! Idź stąd~! Natychmiast albo dzwonię do adwokata~!- Krzyknęła zza drzwi Kimie ale było ją bardzo dobrze słychać. Akashi stał zszokowany przed drzwiami ale jeszcze bardziej zszokowana była reszta.
Po chwili Aomine podszedł do Akashiego, złapał go za ramię i ruszył w dół.
-Musimy pogadać.- Mruknął tylko. Akashi nic nie powiedział tylko dał się prowadzić. Reszta w milczeniu poszła za nimi.


Udali się do jadalni. Gdy usiedli przy stole wszyscy spojrzeli się na Akashiego. Ten zaś patrzał się na Aomine i czekał spokojnie aż zacznie mówić.
-Zacznę od tego, że dobrze znam swoją siostrę. I wiem jak bardzo cię kocha i uwielbia i pewnie wybaczyła by ci wszystko. Pewnie nawet jakbyś zabił kogoś z nas to i tak by nie była na ciebie zła.- Powiedział Aomine i westchnął głośno.- Dlatego zastanawiam się co takiego jej powiedziałeś, że się na ciebie zdenerwowała? Oświeć mnie, bo naprawdę nie wiem.- Aomine spojrzał na Akashiego wyczekująco, tak jak reszta.
Akashi nic przez chwilę nie mówił tylko patrzył Aomine w oczy, po czym westchnął i spojrzał na resztę.
-Zacznę od tego, że Kimie ostatnio nie ma weny i nic nie zaczęła nawet pisać. Dzisiaj włączyła Worda ale nic nie napisała i stwierdziła, że dalej nie ma weny ani nawet pomysłów. Zaproponowałem więc jej aby zrobiła sobie dłuższą przerwę i dopiero wtedy wróciła do pisania. I dlatego się zdenerwowała.- Powiedział spokojnie Akashi.
-Chwila....- Aomine wyprostował się i spojrzał zdziwiony na Akashiego.- Powiedziałeś Kimie, że ma zrobić sobie przerwę?
-Tak.
-I dopiero jak odetchnie i nabierze pomysłów ma wrócić do pisania?
-Tak.- Przytaknął Akashi.
-Akashi miałem cię za mądrego człowieka ale najwyraźniej jednak jesteś idiotą.- Powiedział Aomine, a Kise zaczął go szturchać aby się zamknął.
-Aominecchi...- Mruknął Kise. Nie chciał aby ten został zabity.
-Cicho Kise.- Mruknął do niego Aomine i zwrócił się do Akashiego.- Naprawdę nie spodziewałem się tego po tobie! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłeś?!- Prawie że krzyknął na niego. Akashi tylko pokręcił głową, patrząc się nieco zdziwiony na Aomine.
-Wiesz o co chodzi?- Spytał się po cichu Kagami, Kuroko.
-Wiem i ty też za chwilę się dowiesz.- Mruknął cicho Kuroko.
-Jesteś jej mężem a nie wiesz. Geez~!- Aomine westchnął głośno.- Powiedziałeś jej, że ma zrobić sobie dłużą przerwę, co równa się zawieszeniu bloga. A Kimie tego nienawidzi~! Ile razy mówi, że nie ma weny i pisanie jej nie idzie ale mimo to się stara, bo nie chce zawieszać bloga. Dla niej zawieszenie bloga równa się ze skończeniem pisania na zawsze. Więc nie dziwię się, że się na ciebie wkurzyła.- Aomine westchnął, a reszta była zdziwiona, że wie takie rzeczy- chociaż część z nich nie wiedziała o co taki rumor.
-Rozumiem.- Powiedział Akashi.- Nie myślałem o tym pod takim kątem.
-Dobra, ja wiem, że ty chcesz dla Kimie jak najlepiej ale trzeba to rozwiązać. I to jak najszybciej~!- Przytaknął nawet głową na swoje słowa.
-A dlaczego jak najszybciej?- Spytał się Kageyama.
-Przecież to logiczne, co nie?!- Aomine spojrzał na niego.
-Trochę niezbyt.- Mruknął Kuroo.
-Heh~!- Westchnął głośno Aomine.- Jeśli Kimie zerwie z Akashim to zacznie szukać kogoś nowego i ten nowy może być nawet większym psycholem od Akashiego. Sory ale mi życie miłe i przyzwyczaiłem się do obecnego stanu rzeczy. Trzeba więc wymyślić jak udobruchać Kimie.- Powiedział Aomine, a reszta był zdziwiona jego zachowaniem.- Drogi Szwagrze, jakie masz pomysły?- Zwrócił się do Akashiego, który otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
-Eeee.... Nie mam pomysłów. A może ty mi coś podpowiesz?- Wydukał Akashi.
-Duży bukiet róż, oczywiście czerwonych. Jakiś koszyk z czekoladą i żelkami. Duży pluszak, najlepiej kot. I może jeszcze jakieś kolczyki. To powinno wystarczyć.
-To ja już pójdę wszystko kupić.- Powiedział Akashi i wstał.
-Pójdę z tobą. Wszystkiego nie uniesiesz. Kise też chodź. Przydasz się.- Aomine wstał i pociągnął Kise za sobą. Reszta siedziała dalej zaskoczona.
-Czy Aomine uderzył się w głowę, że tak mądrze gadał?- Spytał Kagami.
-Najwidoczniej jeśli chodzi o Kimie to tak ma.- Powiedział Iwaizumi.
-Eto.... A my co mamy robić?- Spytał Hinata, nie rozumiejąc do końca o co chodzi w tej całej sytuacji.
-Lepiej poczekajmy aż wrócą.- Zaproponował Kuroko.
-Więc nici z gry~?- Jęknął Nishinoya.
-Chodzi o Kimie, więc to poważna sprawa.- Powiedział Asahi, nieco przerażony tym co się dzieje.
-Pójdę zrobić coś do jedzenia.- Mruknął Kagami wstając i ruszając do kuchni.
-Mówimy jeszcze komuś o tym?- Spytał Oikawa.
-Na razie lepiej nie. Jeśli szybko nie uda nam się rozwiązać tej sprawy to wtedy powiemy.- Powiedział Kuroko.
-To chodźmy do kuchni i pomóżmy Kagamiemu. Zanim Akashi, Aomine i Kise wrócą to zdążymy coś zjeść.- Powiedział Iwaizumi wstając i ciągnąc od razu Oikawe za sobą. Reszta powoli ruszyła za nim, zastanawiając się jak to będzie.

Gdy Akashi, Aomine i Kise wrócili od razu poszli na górę. Kilka osób ruszyło za nimi aby sprawdzić, czy ich plan się powiedzie. Akashi podszedł do drzwi, a reszta obserwowała go zza rogu.
-Uda się?- Spytał się Kagami.
-Pewnie. Kimiś by Akashiemu nie wybaczyła?- Mruknał Aomine, pewny swego.
Akashi poprawił koszulę i zapukał. Po chwili zrobił to ponownie, gdyż Kimie nie odpowiadała,
-Kimie? To ja. Możesz otworzyć?- Spytał się spokojnie Akashi ale odpowiedziała mu cisza.- Chcę ci coś dać.- Nadala cisza.- Zostawię to pod drzwiami.- Mówi, kładac wszystko i odchodząc.
-Spokojnie, pewnie słucha muzyki na słuchawkach i nie słyszy.- Powiedział Aomine pocieszająco do Akashiego.
Wtem drzwi sie otworzyły i wyszła Kimie.
-Ciii~!- Uciszył wszystkich Aomine, spoglądając zza rogu na siostrę. Kimie ze spokojnym wyrazem twarzy ukucnęła i zajrzała do koszyka, następnie wąchając kwiaty.
-Chyba się jej podoba.- Mruknął Kise. Kimie podniosła koszyk, misia i kwiaty, podeszła do schodów i rzuciła wszystko na dół, po czym wróciła do pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi.
-Jednak się jej nie podobało.- Mruknął Kuroo.
-Plan B?- Spytał Kageyama, patrząc na Aomine.
-Na pewno tylko mówiłeś jej o przerwie?- Spytał sie Aomine Akashiego.
-Tak.
-Heh~! Dobra. To pora zastanowić się nad planem B. Chodźmy do kuchni.- Powiedział Aomine i ruszył na dół.
-To może pójdę jeszcze raz i spróbuję z nią porozmawiać?- Zaproponował Akashi, gdy już dotarli do kuchni.
-Wątpię, że to się uda. Nawet się nie odezwała, gdy zapukałeś.- Mruknął Aomine.
-To może ty idź z nią porozmawiaj.- Zaproponował Kise.
-Taa, bo mnie posłucha.
-To może Kageyama pójdzie?
-Ja?- Wskazał na siebie zdziwiony Kageyama.
-Jak Kimie jest tak wkurzona to jedno spojrzenie i Kageyama zwieje.- Mruknął Aomine.
-Dlatego ty nie chcesz iść?- Spytał Kagami.
-Nie, że nie chcę. Po prostu wiem, że mnie nie posłucha. W ogóle to nie wiadomo, czy kogokolwiek teraz wpuści do pokoju.
-Mam propozycję.- Powiedział wtem Haru.- Zadzwonimy po dziewczyny. Je na pewno wpuści do pokoju i one zapewne ją przekonają aby porozmawiała z Akashim.
-W sumie dobry pomysł ale Mine odpada. Wyjechała wczoraj na wycieczkę.- Powiedział Kise z nieco smutną miną.
-Akina też odpada. No jedynie, że poczekamy dwa dni, bo wtedy ma wrócić.
-To dzwonimy do Ryo-chan.- Powiedział Oikawa.
-Ryo-chan pojechała na konwent.- Powiedział Nijimura, wchodząc do kuchni.- Co jest? Co to za zebranie?
-Kimie pokłóciła się z Akashim i teraz rozmyślamy jak ich pogodzić.- Wyjaśnił krótko Akaashi.
-Pokłócili się~?!- Nijimura spojrzał się zdziwiony na Akashiego.
-Zagroziła mu nawet adwokatem.- Powiedział Iwaizumi.
-I ja dopiero teraz się o tym dowiaduję?!- Fuknął na nich.- Dobra, nieważne. Ja z nią porozmawiam.- Jak powiedział tak ruszył na górę, a reszta za nim. Nikt nawet nie próbował go zatrzymać. Gdy weszli na górę Nijimura podszedł do drzwi a reszta czekała za rogiem.
-Kimie-chan~! To ja~! Otwórz drzwi, pogadamy.- Powiedział głośno Niji, pukając.- Kimie-chan~! No weź otwórz~!
-Nijimura.- Powiedziała Kimie z warknięciem, uchylając drzwi.- Zapukaj raz jeszcze a nie będziesz miał ban na wszystko na rok i będziesz spał w piwnicy.- Zamknęła drzwi a Nijimura stał tak chwilę zszokowany, po czym podszedł do chłopaków.
-Akashi coś ty jej zrobił?- Jęknął z przerażeniem.- Miała spojrzenie straszniejsze od twojego.
-Dobra, lepiej powiedzmy reszcie o tym. Może ktoś wpadnie na jakiś genialny pomysł aby uspokoić wściekłą kicie.- Aomine westchnął głośno.
-Ty jesteś obeznany w uspokajaniu takiej bestii, co nie?- Niji puścił mu oczko z uśmiechem.
-Niby tak ale mojej Kocicy to ja jeszcze tak wściekłej nie widziałem. Najwyraźniej mój urok tak na nią działa, że bardziej niż zwykle wściekła być nie może.- Aomine uśmiechnął się lekko.
-Dobra, później pogadacie. Teraz chodźmy, bo jeszcze Kimie zacznie szukać sobie nowego męża.- Mruknął Akaashi.
-Myślisz, że tak szybko zacznie sobie kogoś szukać?- Spytał Iwaizumi.
-Nie wiem ale wiadomo jak reaguje jak jej się ktoś spodoba.
-Idziemy.- Warknął Akashi, schodząc na dół.
-Chyba ten ktoś szybciej ostanie zamordowany przez Akashiego zanim wejdzie do pokoju Kimie.- Mruknął Bokuto.
-Jak będzie większym psycholem od Akashiego to może być inaczej.- Aomine ruszył na dół.- Zawołajcie resztę.

Po około piętnastu minutach wszyscy zebrali się w salonie. Aomine wyjaśnił reszcie zaistniałą sytuacje.
-Skoro nikt nie może pogadać z Kimie to jak mamy załatwić tą sprawę?- Spytał Takao.
-To może Izaya pójdzie?- Zaproponował Kise.
-Przykro mi ale nie wytrzymam roku bez kawy i tuńczyka.- Powiedział Izaya.- Ale mam pomysł jak ją udobruchać.- Uśmiechnął się zwycięsko, opierając się o Shizuo.
-Ale plan aby kogoś tam wpuściła czy aby ją wyciągnąć z pokoju aby pogodziła się z Akashim?- Spytał Makoto.
-Bardziej aby ją udobruchać aby z kimś pogadała albo chociaż zdołała wysłuchać Akashiego.
-To jaki to plan?- Spytał Aomine.
-Przyprowadzimy kogoś nowego i powiemy mu aby pogadał z Kimie.
-I myślisz, że to pomoże?- Spytał Rin.
-Tak o ile będzie to odpowiednia osoba. I tak w razie co można przyprowadzić kilka osób, jeśli pierwsza nie da rady.
-Chwila~!- Krzyknął Kise.- A jeśli ta osoba spodoba się Kimie? No wiecie, w ten sposób.
-Ale musimy wziąć taką osobę, która jej się spodoba, bo inaczej z naszego planu nici.
-Heh~! Ma ktoś może inny pomysł?- Zapytał Aomine, widząc zmartwioną minę Kise.
-Powiedzmy Kimie, że jednemu z nas coś się stało. Gdy ta wyjdzie z pokoju złapiemy ją, zwiążemy i wtedy pogada z Akashim.- Powiedział Kisumi.
-Tak, a przy tym przeklnie nas wszystkim klątwą. BU~!- Krzyknął Nagisa, strasząc Reia.
-Ja bym poczekał aż Kimie sama wyjdzie. Jak się uspokoi to szybciej będzie chętna aby z nami porozmawiać.- Powiedział Kenma.
-To głosujemy?- Spytał Kagami.
-Nie. Najpierw spróbujemy planu Kisumiego, później Izayi, a jak to nie podziała to słuchamy się Kenmy.- Powiedział Aomine.
-A jak nic nie podziała to się włamujemy.- Dopowiedział Kuroo.
-I miejmy nadzieję, że Kimie sie bardzo na nas nie zezłości.- Mruknął Haizaki.


-Okey~! Haru, połóż się tutaj.- Kisumi wskazał miejsce przed sobą.
-Dlaczego ja?
-Bo jestem pewien, że Kimie wyjdzie, jeśli coś się tobie stanie.
-A dlaczego tu?- Spytał Makoto.
-Nie będziemy robić tego na basenie. Jak wypadek to spadnięcie ze schodów. Więc Haru kładź się.- Kisumi poklepał Harukę w plecy zachęcająco. Ten westchnął i położył się wraz ze wskazówkami różowowłosego. Po tym Nagisa zrobił kałużę krwi i małą ranę na głowie.
-Gotowe?- Spytał Aomine, widząc Kisumiego.
-Mhm. Więc stujcie tu i nie wychylajcie się.- Aomine przytaknął i wraz z Murasakibarą, Shizuo i Levi'em schowali się za zakrętem. Kisumi zaś podszedł do drzwi Kimie.
-Zagraj to dobrze~!- Mruknął Kise, który chował się z Kuroko, Kagamim i Kuroo za drugim zakrętem. Kisumi wziął głęboki oddech, po czym zaczął walić w drzwi
-Kimie~! Kimie~! Szybko~! To strasznie~!- Krzyczał płaczliwie. Kilka sekund później Kimie otworzyła drzwi.
-Czego?- Warknęła.
-Haru~! On....On spadł ze schodów~! I-I krew.... O Boże~!- Jęknął Kisumi ze łzami w oczach.
-Heh~!- Kimie westchnęła głośno.- Haru~!- Krzyknęła, opierając się o framugę.- Jak przestaniesz udawać to dostaniesz zapas makreli na miesiąc i zrobię ci ten pokój pod basenem~!- Krzyknęła. Makoto w tym czasie cicho mówił Haru aby się nie zgadzał, lecz ten leżał nieruchomo, jakby naprawdę coś mu się stało.- Załatwię ci basen olimpijski na miesiąc~!
-Olimpijski?- Powiedział Haru, nie wytrzymując.
-Skoro słyszysz i odpowiadasz to nic ci nie jest.- Krzyknęła, następnie zwracając się w stronę Kisumiego.- A jak sobie zrobił małe kuku to niech Midorima się nim zajmie.- Powiedziała i weszła do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
-Przepraszam.- Powiedział Haru, który już wstał i wszedł na piętro.
-Nie szkodzi. Jakby był to ktoś inny to też by pewnie zareagował.- Mruknął Aomine.
-Izaya, twoja kolej.- Powiedział Kisumi do zadowolonego szatyna.
-Kogo przyprowadzisz?- Spytał Kuroo.
-Nie powiem. Zajmę tym się sam. Jak mi się uda to powiem.- Powiedział z uśmiechem.


Izaya siedział na schodach i czekał. Po jakieś godzinę przyszedł jego gość.
-Witam.- Powiedział chłopak.
-Ohayo~! Cieszę się, że cię widzę i, że jesteś chętny pomóc.- Izaya od razu zaczął go ciągnąć na górę.
-Mówiłeś, że to poważne. A skoro mogę pomóc.- Mruknął chłopak.
-Tak. Więc sprawa ma się tak, że Kimie i Akashi się pokłócili. Trzeba przekonać Kimie aby porozmawiała z nim, czyli trzeba jakoś nakłonić ją aby wyszła z pokoju. Dasz radę?
-Hmmm..... Nie wiem. Postaram się.
-Dobra. To pukaj. I niby to są niespodziewane odwiedziny.- Izaya dał mu jeszcze kwiatki, po czym uciekł zza róg. Chłopak zapukał, po chwili drzwi się otworzył, a następnie zamknęły za nim. Izaya uśmiechnął się, że chociaż udało mu się wejść.
Po dobrych dwóch godzinach chłopak wyszedł z pokoju Kimie. Izaya od razu do niego podszedł.
-I jak? Pogada z Akashim?- Spytał z uśmiechem.
-Oh. Zapominałem o to spytać.- Powiedział chłopak.
-He?- Izaya spojrzał na niego zdziwiony.- To co tam robiłeś przez dwie godziny?
-Rozmawialiśmy ale nie o kłótni. Kimie mnie po prostu zagadała o innych sprawach.- Mruknął zakłopotany. Wtem drzwi się otworzyły i Izaya spojrzał na Kimie.
-Dzięki Iza-nii za przyprowadzenie go. Miło było porozmawiać.- Powiedziała z uśmiechem i zamknęła drzwi. Izaya westchnął głośno.
-Naprawdę przepraszam. Nie pomogłem.- Powiedział chłopak.
-Spoko, spoko. Coś się na to zarazi.- Poklepał go po ramieniu i odprowadził do wyjście, następnie udając się do salonu.
-I?- Spytał od razu Aomine.
-Kimie go wpuściła ale nic nie zdziałał. I się w sumie skapnęła, że to ja go przyprowadziłem i chyba mamy jakiś postęp, po powiedziała do mnie "Iza-nii" i mnie nie ukarała.
-To czyli pozostaje nam czekanie.- Mruknął Kise.
-A może jeszcze coś zrobimy?- Zapytał Kuroo.
-A masz jakiś pomysł?- Spytał Nijimura.
-Kimie....- Powiedział wtem Haru, patrząc na korytarz. Reszta od razu tam spojrzała i mignęły im tylko włosy dziewczyny. Akashi od razu zerwał się z miejsca i udał na korytarz.
-Kimie, zaczekaj.- Zatrzymał ją. Kimie ustała, patrząc na niego i czekając. Reszta zaglądała na korytarz z salonu i obserwowała ich.- Chciałem cie przeprosić za to, co powiedziałem. Nie miałem oczywiście na myśli tego abyś zawiesiła bloga ale abyś po prostu odpoczęła. I tak wiem, że codziennie próbujesz coś napisać, a jak tego nie robisz to zapisujesz pomysły jak i ich szukasz. Widzę, jak patrzysz co masz napisane i zastanawiasz się jak zakończyć. I jak uśmiechasz się, czytając komentarze na blogu. Może i od pewnego czasu nic nie wstawiłaś ale to nie znaczy, że nic nie napisałaś. Wiem, że to chwilowe i już zaczęłaś się odbijać i pewnie niebawem ta się rozpiszesz, że nie nadążą tego czytać i komentować. Kimiś kocham cię i będę cię w tym wspierać, dlatego też martwię się abyś nie zasnęła przy biurku. I też czasem ci przeszkadzam i dekoncentruje się ale nie dziw się, że jak widzę jak uśmiechasz się na widok innych facetów to jestem zazdrosny.- Powiedział Akashi, patrząc jej prosto w oczy.
-Oh.- Kimie zamrugała szybko.- Wiesz, w sumie ja też chciałam cię przeprosić za mój wybuch. Chyba to, że ostatnio nic nie wstawiłam tak na mnie działa i musiałam odreagować. Wiem, że mnie kochasz, bo ja też cię kocham i wiem, że mnie wspierasz i opiekujesz się mną. Naprawdę powinieneś dostać medal, że ze mną wytrzymujesz.- Zaśmiała się Kimie.- Nie Dai-chan, ty nie zasługujesz.- Powiedziała wiedząc, że Aomine się wtrąci.- I oczywiście, że się odbiję z pisaniem. Po prostu wakacje zadziałały na mnie tak relaksacyjnie.- Zaśmiała się ponownie.- I nie masz o co być zazdrosny, bo ty jesteś moim numerem jeden.- Kimie podeszła i cmoknęła go krótko w usta. Akashi uśmiechnął się i objął ją.
-Jest.- Aomine uśmiechnął się, a reszta odetchnęła z ulgą.
-W ogóle to macie naprawdę dziwne pomysły na pogodzenie mnie i Sei-chana.- Kimie zwróciła się do chłopaków.
-Następnym razem to od razu cię z tego pokoju wyciągniemy.- Mruknął Aomine.
-Albo po prostu wrzucimy tam Akashiego i was zamkniemy.- Powiedział Nijimura, puszczając im oczko.
-Niji dlaczego tego od razu nie zrealizowałeś?- Kimie uśmiechnęła się szeroko.
-Aomine by protestował.- Spojrzał rozbawiony na jego niezadowoloną minę.
-Dobra, koniec pogaduszek. Dajcie mi żelki i idę do siebie, bo czasu brak.- Powiedziała Kimie, odklejając się- niechętnie- od Akashiego.
-Na co nie ma czasu?- Spytał się Kise.
-Jak to na co? Czwarta rocznica bloga.- Kimie spojrzała na nich krytycznie.
-Skoro tak to już idź a my ci wszystko przyniesiemy.- Powiedział Kuroo.
-Dziękuje~!- Kimie wysłała im całuski.
-Za chwilę. Mam do ciebie Skarbie pytanie.- Powiedział Akashi. Kimie spojrzała na niego wyczekująco.- Dowiedziałem się, że pewien ktoś ma do nas dołączyć. Czy to prawda?- Spojrzał się na nią poważnie.
-Jaki ktoś?
-GD.
-GD?.... A~! Tak~! Ale to jeszcze nie pewne.- Kimie uśmiechnęła się słodko.
-Nie chce go tu.- Mruknął Akashi.
-Oj Sei-chan~! Mówiłam ci, że nie masz być o co zazdrosny. Plus ja chcę Nyongtory i koniec kropka. Nyongtory~!- Zapiszczała Kimie. Zaś połowa chłopaków nie wiedziała o co jej w ogóle chodzi i kim jest ten GD.
-Heh~!
-Oj, już tak nie wzdychaj~! I tak dojdzie więcej osób.- Mruknęła Kimie.
-Co?- Spytali chłopcy chórem.
-No co sie dziwicie? Yaoi to szerokie pojęcie. Ktoś musi shippować.
-Jesteś Królową, więc to ty decydujesz.- Powiedział Nijimura z uśmieszkiem.
-Dokładnie~! Więc idę do siebie oglądać a wy przynieście mi przekąski.
-Mówiłaś pisać.- Powiedział Kagami.
-Chce tylko posłuchać jednej piosenki. Ewentualnie dwóch. Zwłaszcza, że teraz mam nowy tron i wygodniej się siedzi i ogląda.
-Tylko nie za długo.- Zaśmiał się Kisumi.
-Przypilnuję jej.- Powiedział Akashi i wziął ją na ręce, idąc na górę.
-I ja mam się skupić na pisaniu tak?!- Zaśmiała się Kimie, cmokając go w policzek.
-To ja idę procenty chłodzić.- Powiedział zadowolony Nijimura.
-To my zaniesiemy Kimie jedzonko i idziemy grać, co nie?- Spytał Kise z uśmiechem.
-W sumie to bym film obejrzał, czuję się zmęczony.- Aomine westchnął głośno i poszedł położyć się na kanapie.
-Horror czy komedia?- Spytał Kuroko.
-Komedia~!- Krzyknął Nishinoya.
-Horrorówo nam na dzisiaj starczy.- Zaśmiał się Kuroo.
I tak minął dzień w Tęczowym Królestwie.



 Ohayo~! ^w^
To ja Kimie oczywiście :D 
Troszkę tu mnie nie było- naprawdę proszę przemilczeć te ponad 3 miesiące ciszy -.- (Chociaż pojawiłam się na drugim blogu i oczywiście na FP ^^) 
Czas szybko leci i nadszedł już dzień 4 rocznicy bloga <3 Naprawdę nieco ciężko mi uwierzyć, że to już 4 lata o.o I nie wiem co uznać za najważniejsze. Czy zmianę nazwy, cz rozwinięcie bloga o nowych bohaterów, czy założenie drugiego bloga i Fanpage'a. Jak dla mnie najważniejszym jest, że mogłam poznać świetne osoby, które swoimi komentarzami sprawiają, że się szczerzę do ekranu i nabieram chęci, weny oraz pomysłów do dalszego pisania ^^ Słowo "Dziękuje" nie wystarczy. Po prostu jesteście cudowni i cieszę się bardzo, że jesteście i mam nadzieję, że będziecie :* 
Ryo-chan- Kochana ty moja Siostrzyczko <3 Obie ostatnio zajęte jesteśmy ale na pewno nadrobimy, gdy się spotkamy ;) Postaram się wtedy nie udusić cię ze szczęścia :D <3
 Akina-Moja cudowna Bratowo <3 Twoje dialogi z Dai-chanem nigdy się mi nie znudzą :D Obiecuję pojawić się u ciebie i nadrobić te wszystkie komentarze ;) (Więc odłóż tą patelnię XD) 
Mine- Moja słodka Mine <3 Za twe szalone komentarze mogę ci zdradzić, że twój Wilczek niebawem powróci ;) I ja dalej liczę na to, że jeszcze przeczytam coś twego autorstwa ;) 
Basia- Kochana moja, widzę jak komentujesz kolejne rozdziały i bardzo mnie to cieszy ^^ Mam nadzieję, że częściej będę mogła je czytać ;) 
Suga-senpai- Ja czuję, że tu jesteś ale czekam na twoje komentarze jak i na dalsze rozdziały twego opowiadania :* 
Rukja Kuchiki- Dziękuje za komentarz ^^ Mam nadzieję, że będziesz się często pojawiać :D
Dziękuje wszystkim, którzy się tu zjawili i przeczytali moje teksty ^^ Proszę czytajcie dalej i dajcie znać w komentarzu, czy się wam podoba ;) 

Co do dalszych losów bloga to spokojnie, mam zaczęte dwa rozdziały i shota, więc bardzo się postaram aby coś skończyć i wstawić jak najszybciej ^^ Powiem też, że wróci Twin Blood oraz Dance Macabre, jak i pojawią się nowe osoby ^^
Co do GD i Nyongtory to się pojawi- kiedy to nie wiem :p Ale wspomniałam o tym w shocie, gdyż wczoraj GD miał urodziny, a dziś Big Bang ma 12 rocznicę :D Więc Wszystkiego Najlepszego dla GD oraz dla całego zespołu <3 
(Czekamy na Wasz powrót :*) 

I mam jeszcze do Was takie pytanie. Bo ostatnio coraz więcej postaci się tu przewija i więcej będzie, więc zastanawiam się nad zrobieniem zakładki z postaciami. Chcecie? Bo ja mam w sumie zapisanych wszystkich w notesie, bo nawet ja ich wszystkich nie ogarniam :p Więc jeśli chcecie to piszcie, a wtedy się pojawi ^^ (Myślę, że to pomoże Wam przy tych grupowych shotach o.o) 

Oczywiście jeśli macie jakieś propozycje to piszcie ^^ W komentarzu, mailu, na FP :D 

Jeszcze raz dziękuje za te cudowne 4 lata ^^ I mam nadzieję, że będziecie dalej <3
Koooocham Was~! :* <3 

Z wyrazami szacunku, miłości i zajebistości
Queen Kimie Kikui
And Rainbow Team








Czy ktoś pamięta poprzednie nagłówki? :p 


 Uwielbiam ten gif <3 :D

sobota, 5 maja 2018

W kolorowym zamku Wiedźmy

 Hejka~! ^^
Ja żyję~! XD Jakby ktoś miał wątpliwości~! :p Ale informacje na koniec, teraz coś ważniejszego ^^
Wczoraj były urodziny aż dwóch osóbek~!
Naszej kochanej Mine Izuki oraz mojego braciszka Izayi Orihary~! *w*

Happy Birthday Dear Mine-chan~! :*
<3 <3 <3 
Happy Birthday Dear Iza-niii~! :*
<3 <3 <3 

Wszystkiego Najlepszego~! Niech Wasze marzenia się spełniają~! ^w^ 
Oczywiście pamiętałam o tym dniu, więc pomęczyłam swą wenę i wyszedł taki cosiek :p 
Piszcie, czy Wam się podoba ;)
Już nie przedłużam i zapraszam do czytania :3
Reszta informacji na koniec ;)
#Kimie





Młoda dziewczyna o blond włosach siedziała sobie na parapecie okna i jadła ciasteczka. Miała na imię Mine i właśnie się zastanawiała, gdzie dokładnie jest. O tym opowie sama dalej, bo narrator musi iść sobie kawkę.

Hejka. Nazywam się Mine. Mam blond włosy i niebieskie oczy. I w sumie tylko to wiem. Wiem jeszcze, że znajduję się w jakimś dziwnym miejscu ale nie wiem jak tu trafiłam i co robiłam wcześniej. Jak to miejsce wygląda? Hmmm.... Jak tu to opisać?... Hmmm...... Ale te ciasteczka są dobre~! Oj, zbaczam z tematu. Tak więc~! Wiem, że jest to zamek- bo jest duży, ma duże okna, wieże i takie tam. Jednak jest to najdziwniejszy zamek jaki widziałam~! Co jest w nim dziwnego? Jest mega kolorowy~! Nie wiem kto to urządzał ale moim zdaniem jakiś Szalony Kapelusznik. Korytarze mają zazwyczaj bardzo jaskrawe kolory- jeden na przykład jest cały różowy~! Prawie czuje się w nim jak lalka Barbie. Pokoje są kolorowe i ogółem pełno w nich rzeczy. 


W moim pokoju jest miętowe łóżko- znaczy w takim kolorze. Wiecie jaki to, co nie?! Dywan z dalmatyńczyka, czyli biały w czarne kropki. Żółta kanapa, która jest naprawdę żółta~! Denerwująco żółta ale jednak fajna, bo wygodna. Błękitny stolik w chmurki, różowo-niebieskie krzesła, biurko w stokrotki. Do tego trzy szafy- pierwsza fioletowa w czerwone paski, druga ciemnoniebieska w złote gwiazdki, trzecia pomarańczowa z zielonymi listkami. Ściany były w kolorach cytryny, maliny, kawy z mlekiem oraz srebra. Sufit był cały z czarnego futerka i zwisały z niego kolorowe kuleczki, dzwoneczki oraz lampa w kształcie muffinki. Na ścianach są jeszcze ramki ze zdjęciami kotków, piesków, wilków, króliczków oraz motyli. Jeszcze półki z pustymi książkami oraz piłkami i lalkami bez głów.
Czy to nie wydaje się Wam dziwne? Bo mi bardzo~! Chociaż niektóre rzeczy mi się w sumie podobają.... Dobra~! Przejdźmy dalej~!


Sala tronowa~! Złota, brokatowa podłoga. Wszystkie ściany były tęczowe. Na jednej ze ścian były dwa duże obrazy. Pierwszy przedstawia tęczowego kota, a na drugim są szachy. Zaś na drugiej ścianie jest pełno portretów, które mają zasłonięte twarze. I skoro to sala tronowa to musi być tron i jest. Duży, złoto-czerwony z koroną zawieszoną na oparciu. Obok był mały stolik, na którym codziennie była inna rzecz- filiżanka, zeszyt, książka, świeczki, żelki, misie itp. Muszę jeszcze wspomnieć, że za tym tronem, na ścianie wisiały duże nożyczki. Nie wiem po co komu takie wielkie i czy w ogole da się nimi coś przeciąć. Ale to nie ja odpowiadam za wystrój wnętrz, więc proszę, nie dziwcie się. Chociaż możecie się dziwić, bo to bardzo dziwne miejsce. Nawet posiłki w kuchni pojawiają się znikąd- w tej kuchni nawet patelni nie ma. Naaaapraaawdę dziwne~!


Zapomniałabym~! Mam współlokatora. Chociaż na początku myślałam, że jest to jakiś duch ale okazał się człowiekiem. Na imię mu Izaya i.... dziwak z niego. Zazwyczaj w sumie to gdzieś znika albo śpi albo siedzi w salonie, pije kawę i pisze coś w zeszycie, śmiejąc się czasem. Raz nawet tak się śmiał, że spadł z tej kanapy. Rozmawiamy sobie czasami, chociaż ja mam takie wtedy niemiłe uczucie. Może dlatego, że cały czas się na mnie gapi? Albo przez te jego pytania? No nie ważne. Ważne, że nie jestem tu sama, bo inaczej pewnie nie wychodziłabym z pokoju. Przytargałabym lodówkę do siebie i byłoby dobrze. 


A teraz przejdę do wydarzeń z ostatnich dni..... Pani Narrator, może Pani teraz będzie dalej mówić?..... Nie?... Dobrze mi idzie?!...... Skoro tak...

Od ostatnich kilku dni zauważyłam coś dziwnego. Gdybym siedziała w swoim pokoju to bym tego pewnie nie zauważyła ale, że nie mogę wysiedzieć w jednym miejscu to chodzę sobie po zamku i szukam rozrywki. I tak czasami przechodzę przez sale tronową i -jak już wcześniej wspominałam- na stoliku pojawiają się różne rzeczy. Lecz tym razem zazwyczaj leżało tam takie prostokątne czarne coś. Nie wiem co to, bo tego nie dotykałam ale tam leżało. Raz było nawet otwarte i powiem Wam, że było to dziwne. To pudełko miało jakieś jakby klawisze z literami i liczbami i jeszcze jakimiś dziwnymi znakami, a z drugiej strony się świecił~! Do tego obok było takie małe coś, co było połączone z tym pudełkiem. Jak przez przypadek to poruszyłam to na tej świecącej stronie taka strzałeczka się ruszyła~! Z wielkiej ciekawości poruszyłam kilka razy myszką, po czym kliknęłam na coś i pokazał się obraz. Tam był Izaya~! Z myślą, że to coś go pożarło uciekłam. Zauważyłam go jednak jeszcze tego samego dnia jak skocznym krokiem kierował się do swojego pokoju. Dziwne~!
A dzisiaj to dopiero się działo~! Znaczy to już było w nocy. Usłyszałam jakieś dziwne dźwięki. Mimo tego iż nieco się bałam to wstałam i wyszłam z pokoju, po cichutku kierując się na dół. Zajrzałam do sali tronowej i zamarłam. Na tronie ktoś siedział~! I na to nie był Izaya. W sumie nie wiem kto to był, bo osoba ta miała kaptur na głowie i jakieś ciemne okulary na nosie. Naciskała na klawisze, patrząc się na ekran.

Mine bardzo chciała podejść ale bała się, że zostanie wciągnięta do tajemniczego, czarnego pudełka. Postanowiła po cichu się oddalić i wrócić do swojego pokoju stwierdzając, iż jutro zapyta o tą sprawę Izaye.
.....
Mine starczy, ja teraz poopowiadam. Znaczy dajmy Izayi się wypowiedzieć..... Nie, nie przynudzałaś. Po prostu akcja musi się nam rozwinąć..... No nie rób tej smutnej minki~! Idź do kuchni, są tam dla ciebie lody.....
Wracając do historii....

Nareszcie mogę się wypowiedzieć~! W ogóle to powinienem jako pierwszy mówić, w końcu Bogiem jestem ale ci Narratorko wybaczę...... Nie opowiedziałbym tego dziwnie~! No może troszkę bym namieszał i może nawet trochę zmyślił ale fajnie by było~!..... Co?.... A~! Dobrze, dobrze~! Już kontynuuję~!
Po pierwsze to również nie wiedziałem jak znalazłem się w tym dziwnym zamku. Chciałem z niego uciec ale nie mogłem otworzyć drzwi, więc zwiedziłem sobie owe miejsce. Znalazłem kilka fajnych rzeczy ale nadal zadawałem sobie pytanie "Dlaczego ja- wielki Izaya Orihara- tutaj jestem~?!". Dlatego też codziennie przechadzałem się po zamku, po czym robiłem sobie notatki. Nie znalazłem jednak poszlaki, która powiedziałaby mi coś o tym miejscu. Nie mogłem jednak narzekać, bo ten zamek był naprawdę zabawny, jednak brakowało mi w nim moich kochanych ludzi. Do tego byłem ciekawy kto robi dla mnie taką pyszną kawę~! Znaczy z jednej strony to była ona okropna ale z drugiej mocna i bardzo dobra. 


I tak jednej nocy moje prośby się spełniły- chociaż ja o nic nie prosiłem, bardziej mi tu chodzi o to, iż w końcu coś zaczęło się dziać. Zamiast grzecznie spać kręciłem się po zamku, bo zawsze była możliwość, że stanie się coś fajnego. Tak więc szedłem sobie wolnym kroczkiem, rozglądając się, gdy zauważyłem światło w sali tronowej. Zajrzałem tam i zauważyłem człowieka. Człowiek~! Więc jednak moje przypuszczenia, iż ktoś tu jednak jest były trafne. Jednak, gdy tylko chciałem podejść i pogadać sobie z ową osobą zrobiło mi się ciemno przed oczami i prawdopodobnie zemdlałem, a gdy już się obudziłem byłem w swoim łóżku. Nie byłem z tego zadowolony ale postanowiłem się nie poddawać~!
Wstałem i ruszyłem na dół ale nikogo tam nie było, a na stoliku był tylko pusty kubek po kawie i papierek po czekoladzie. Nie mając innego wyboru ruszyłem do kuchni, skąd wziąłem przygotowaną już dla mnie kawę oraz kanapki. Rozsiadłem się w salonie i wpisałem do notesu kilka zdań. Po chwili zjawiła się Mine i widziałem, że o coś chce mnie zapytać.
-Izaya~! Mam pytanie.- Zaczęła od razu, kładąc na stole naleśniki i herbatę.
-Mine-chan~! A o co takiego chcesz się mnie spytać?- Spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Bo wczoraj w nocy widziałam, jak ktoś siedzi w sali tronowej. Wiesz może kto to taki?- Spojrzała się na mnie z zaciekawioną miną. Czyli też widziała tą osobę.... Ciekawe...
-Nie wiem kto to ale na pewno nie jest tu już pierwszy raz.- Może i widziałem tą osobę po raz pierwszy ale już wcześniej wiedziałem, że ktoś tu jednak przychodzi.
-Chciałabym się dowiedzieć kto to taki~!- Mine się zadumała.
-To może sprawdzimy dzisiaj?- Spytałem się jej. Ta zrobiła zszokowaną minę.
-A jak coś nam się stanie?!
-Będzie dobrze~! Przygotujemy się aby nic nas w razie co nie zjadło~!- Zaśmiałem się ale Mine nie była przekonana.- Chyba chcesz wiedzieć kto tu nas przetrzymuje, co nie?
-No chcę.... Dobra. Niech będzie.- Przytaknęła.
-To idziemy się przygotować~!- Wstałem, złapałem ją za rękę i pognaliśmy na górę.

I tak Izaya i Mine przygotowywali się do złapania tajemniczej osoby..... Izaya spadaj~! Nie, już nie będziesz opowiadał~!..... Dobrze ci szło ale już starczy. Teraz moja pora..... Sio~! Bo tuńczyka nie dostaniesz~!...
Przygotowali się i czekali aż zapadnie noc. Siedzieli za filarem w sali tronowej i czekali i dość szybko się doczekali. Tajemnicza osoba przyszła i usiadła na tronie, po czym położyła czarne pudełko na stoliku, otworzyła je i zaczęła coś pisać. Izaya dał znać Mine i po chwili wyszli zza filaru.
-Mamy cię~!- Krzyknęła Mine i chciała rzucić siatkę ale ktoś ją zatrzymał, tak samo jak Izayę.
-No nie może być~!- Krzyknął Izaya i próbował się wyrwać.
Wtem tajemnicza osoba zrzuciła kaptur z głowy i zciągnęła okulary. Izaya i Mine zauważyli, że ta osoba to kobieta, o tęczowych włosach.
-O co tu...?- Nie zdążyła dokończyć Mine, gdyż poczuła ukucie w karku. Ona i Izaya zemdleli.
Gdy się ocknęli zauważyli, że siedzą, a przed nimi jest pełno ludzi.
-Wszystkiego Najlepszego~!!!- Krzyknęli wesoło. Jako pierwszy ocknął się Izaya.
-Co to miało być~?- Jęknął, gdyż bolała go głowa.
-Kimie-chan~! Dlaczego~?- Jęknęła Mine i wstała, podchodzą do tęczowowłosej i przytulając się do niej.
-Nie chciałam Was zamykać ale czułam, że Izaya mi zwieje, więc mieliście małe wakacje. Jakbym normalnie Was zamknęła to byście się szybko domyślili o co chodzi.- Zaśmiała się Kimie, przytulając Mine.
-Phi~! Shizu-chan i tak by mnie znalazł. Węch ma niczym u psa.- Prychnął Izaya.
-Ale wtedy nie mógłbyś chodzić przez tydzień.- Warknął na niego Shizuo.
-I tak nie będę mógł chodzić po dzisiejszym wieczorze, więc jaka różnica~!- Zaśmiał się Izaya, uśmiechając się w stronę Shizuo.- Zaopiekujesz się swoją pchełką, co nie~?!- Spytał robiąc urocza minkę.
-A cicho bądź.- Warknął Shizuo i usiadł obok niego.- Powiedz "A~!"- Zaśmiał się blondyn, posuwając Izayi pod usta ootoro.
-A~!- Izaya widząc tuńczyka od razu się rozpromienił i zaczął zajadać go ze smakiem.
-Mine-chan~! Ale odklej się od Kimie~!- Kise przytulił się do Mine i próbował ja odsunąć od tęczowowłosej.
-Ale dlaczego~?- Zaśmiała się Mine, drocząc się z nim.
-Tortu nie chcesz?- Spytał z uśmiechem Kise.
-Może....
-I jeszcze prezenty~!- Kusił ją Kise.
-Mine, Kise powiedział, że chce dla ciebie zatańczyć.- Powiedział Aomine z uśmiechem. Mine zarumieniła się na jego słowa.
-Kise nie musisz~!- Odwróciła się w stronę blondyna.
-Zrobisz to, gdy będziecie sami~!- Powiedziała Akina.
-Wtedy Kise zdejmie wszystko, a tak to się pewnie nieco wstydzi.- Dopowiedziała Ryo.
-Z pokoju nie musicie wychodzić~! Jakby co to możemy przynieść Wam coś do jedzenie.- Dodała Kimie.
-Ej no~! Wredne jesteście~!- Jęknęła Mine, cała czerwona.
-To jemy ten tort~?- Mruknął Murasakibara.
-Wiesz Kimie, mogliśmy jednak z Kise zrobić stolik dla Mine.- Powiedział Nijimura.
-Ja chcę taki z Shizusia~!- Krzyknął Izaya.
-Ja lepiej zacznę kroić ten tort, a następnie spróbuję uciec od waszych zboczonych żartów.- Mruknęła Mine, na co wszyscy się zaśmiali.
-Jak się napijesz to będziesz to uwielbiać.- Powiedział Akashi, czym rozbawił wszystkich, a zarazem zawstydził Solenizantkę.
-Ja nie piję, bo jeszcze rzucę się na Shizu-chana przy wszystkich.- Zaśmiał się Izaya.
-Ja tego nie przeżyję~!- Jęknęła Mine.- Kageyama ratuj~!- Przytuliła się do szatyna.
-Trójkącik?- Zapytała Kimie z uśmiechem.
-Kimie~!- Jęknąłe Mine.- Koniec. Pora się bawić. Izaya~! Idziemy kroić tort.
-Możesz pokroić, ja i tak nie lubię słodyczy.- Mruknął Izaya, zajadając się tuńczykiem.
I tak impreza urodzinowa Mine i Izayi rozpoczęła się. I Mine i Izaya byli zadowoleni, nawet jeśli byli przez jakiś czas zamknięci w zamku. Zostali nawet nieco dłużej, gdyż impreza się przedłużyła oraz ciężko im było wstać z łóżek. Do tego Kimie ich nie wyganiała, wręcz przeciwnie- chciała aby zostali jak najdłużej. Postanowili więc pozostać dłużej, gdyż kolorowy zamek Królowej per Wiedźmy był bardzo fajny. 



 Tak informacyjnie~!
Wiem, że znowu długo mnie nie było ale z weną i pomysłami ciężko -.- Ostatnio w sumie po prostu oglądam anime, czytam mangi i tym podobne, czyli po prostu szukam swego natchnienia ^^ Czuję, że jest już lepiej ale nie mogę powiedzieć, kiedy pojawi się następny post o.o  Postaram się jak najszybciej ;) I nie mogę powiedzieć co też się pojawi, wena jest kapryśna :p 
Mam nadzieję, że jesteście jednak cierpliwi i poczekacie ;) 
Jeśli macie jakieś pomysły to piszcie~! :D Wiecie gdzie ;) 
Do następnego~! :*
#Kimie 






 

czwartek, 29 marca 2018

"A-GU-GU~!"- Baby Buu~! EXTRA

Ohayo~! ^w^ 
Dawno mnie tu nie było, co nie? o.o Cztery tygodnie aż~! :o Ale spokojnie, ja żyję, chociaż moja wena trochę niezbyt żyła XD Ale to też może dlatego, że uparłam się aby skończyć tego shota :p Chociaż do tego dochodzą też inne sprawy, no i jednak brak weny x.x (I przekleństwo YT XD )

Plus nie jest to zwykły post. Ten post jest 200 postem~! O.O
200 postów~! :o 
Tylko tyle i aż tyle~! :D 

Z tej okazji dziękuje wszystkim Wam, którzy tu zaglądają, czytają, komentują, są i mam nadzieję, że będziecie dalej i dalej będziecie czytać moje teksty <3 :* 
Kto przeczytał wszystko jest Mistrzem XD 

Bądźcie ze mną dalej~! ^w^

Informacji w sumie nie mam i tylko mogę powiedzieć, że postaram się teraz wstawić coś o wiele wcześniej ale nie wiem co to będzie :p Co będzie to będzie~! :D I tak kochacie moje posty, co nie? :D (Aosiowa skromność XD) 

Co do tego shota to jedna uwaga- jest mega słodkie, więc nie radzę jeść nic słodkiego :p
I na pewno pojawi się jeszcze jeden dodatek do BB ;) (Później XD)

Już nie przedłużam i życzę Wam miłego czytania :* 
I jeszcze raz dziękuje~! :*
#Kimie

EDIT: Shot miał się pojawić wczoraj ale przy wstawianiu zorientowałam się, że nie napisałam jeden sceny XD (Tak to jest jak pisze się dość późno :p) Z góry przepraszam za błędy ale jest już późno i nie mam siły sprawdzać -.- Dziękuje za wyrozumiałość ^^ #Kimie


"Córeczka Tatusia"
 
Kolejne pranie włożone do pralki, więc pora powiesić to wyprane i sprawdzić co już wyschło. Nie zdąrzyłem jednak wyjść na balkon, a usłyszałem płacz. Poszedłem więc do pokoju, sprawdzić co się stało.
-Waaaaa~!- Mika leżała w łóżeczku płacząc głośno, a obok niej leżał smocznek.
-Co tam Malutka? Smoczek ci uciekł?- Spytałem z lekkim uśmiechem biorąc ją na ręce i wkładając do jej buzi smoczek. Od razu się uspokoiła.- Tak lepiej?- Przytuliłem ją do siebie. Chwilę ją bujałem, a gdy zauważyłem, że zasnęła odłożyłem ją z powrotem do łóżeczka i przykryłem pranie włożone do pralki, więc pora powiesić to wyprane i sprawdzić co już wyschło. Nie zdążyłem jednak wyjść na balkon, a usłyszałem płacz. Poszedłem więc do pokoju, sprawdzić ją kocykiem. Wyszedłem po cichu i poszedłem powiesić w końcu pranie. Kagamiego nie było,a musiałem zdążyć zanim Mika się obudzi, bo wtedy już na pewno będzie głodna.

Właśnie wyciągnąłem pranie, gdy usłyszałem szczęk zamka, a następnie dźwięk otwieranych drzwi.
-Tetsu?- Usłyszałem, więc wyszedłem na korytarz.
-Witaj w domu. Mika jeszcze śpi.- Powiedziałem od razu.
-Wróciłem. Dlatego wchodzę po cichu.- Kagami uśmiechnął się, po czym gdy zdjął buty podszedł do mnie i pocałował mnie krótko.- Wezmę szybki prysznic i zrobię nam coś na kolację. Na co masz ochotę?
-Na omlet ryżowy. Więc idź się wykąpać,a ja powieszę to pranie.- Wziąłem kosz z łazienki.
-Tetsu.
-Hm?- Spojrzałem na niego i zostałem jeszcze raz pocałowany.- Później.- Mruknąłem i poszedłem na balkon.
Zdążyłem ściągnąć część prania, gdy Mika znowu zaczęła płakać. Od razu do niej poszedłem. Teraz stała w łóżeczku, trzymając się barierki i patrzała na drzwi.
-Już się wyspałam tak?- Wziąłem ją na ręcę.- Ale najpierw to trzeba zmienić pieluszkę, co nie?- Położyłem ją na przewijaku, a ta od razu zaczęła płakać.- Szybko przebierzymy i pójdziemy się bawić, już, już.- Jak najszybciej się dało zmieniłem jej pieluszkę i śpioszki, po czym wziąłem ją na ręce ale mała i tak była niezadowolona.- A co to za łezki co? Już nie leżysz.- Powiedziałem wycierając jej policzki.
-A kto tu tak płacze?- Spytał Kagami wchodząc do pokoju.
-Mika, Tygrys przyszedł cię zjeść~!- Udałem przerażonego. Mika od razu przestała płakać.
-Zjem za chwilę tego słodziaka~!- Kagami zbliżał się powoli z wyciągnietymi dłońmi.
-Aaa~!- Mika zaśmiała się i próbowała uciekać, więć podreptałam z nią do tyłu.
-Nie.....uciekniesz~!- Powiedział Kagami zabierając ją ode mnie, obkręcając się z nią kilka razy.- Zjem~!- Zaczął udawać, że chce zjeść jej paluszki, a Mika śmiała się wesoło.
-Bada~!- Powiedziała i zasłoniła Kagamiemu usta.
-Nie mogę cię zjeć? A buziaka dostanę?- Wymamrotał Kagami. Mika wzięła rączki i dała mu buziaka.- Ale słodki~! To teraz idziesz z tatą się pobawić tak? Pomożesz mi w robieniu kolacji, co nie?- Spytał się jej.
-Łaaa~! Abu ga ga nii~!- Powiedziała po swojemu Mika.
-Tak, zrobimy pyszne jedzonko.- Zaśmiał się Kagami, dając jej całusa w policzek i ruszył z Małą do kuchni. Ja więc ruszyłem na balkon aby ogarnąć do końca pranie.
Szybko skończyłem i wróciłem do nich. Mika siedziała w swoim krzesełku i jadła jogurcik, chociaż miała go wszędzie. Kagami zaś z drugiej strony robił kolację.
-I co Mika, dobry jogurcik?- Spytał Kagami. Mika wzięła łyżeczkę, po czym zaczęła ją uderzać w miseczkę, przez co ta spadła na podłogę.
-Bum~!- Krzyknęła przechylając się do przodu.
-Miseczka zrobiła bum~! Jednak nie chciałaś jogurciku co?- Zaśmiał się Kagami.
-A bu~! Nana ni lu~!- Powiedziała wesoło Mika.
-To chyba znaczyło, że mama ma posprzątać.- Powiedział Kagami zerkając na mnie.
-Tata i Mika rozrabiają, a Mama ma sprzątać?!- Fuknąłem na nich, jednak podnisłem miseczkę i poszedłem po ręczniki papierowe.
-Ma~!- Krzyknęła Mika, bawiąc się łyżeczką.
-Mika ma łyżeczkę tak?- Spytałem ją, kucając obok niej. Mika chwilę gapiła się na łyżeczkę, po czym podsunęła mi ją pod usta.- Karmisz mnie?- Zaśmiałem się, biorąc łyżeczkę do ust.- Nie przepadasz jednak za serkiem brzoskwiniowym?- Na moje pytanie Mika tylko wytykała język. Zaśmiałem się i posprzątałem, wycierajc jeszcze Mikę z serka.
-Kolacja~!- Powiedział Kagami stawiając dwa omlety na stole.
-A dla Miki? Nie zrobiłeś jej kaszki?- Spytałem siadając do stołu.
-Spróbuję dać jej trochę omletu. Ostatnio jadła w sumie ryż z marchewką.- No tak, Mika już za miesiąc ma mieć roczek, więc dajemy jej więcej kaszek i temu podobnych rzeczy. A że Kagami to świetny kucharz- nawet rzucił pracę strażaka i zaczął pracować w takiej małej restauracji- to często gotuje coś dla Małej.
-Powiedz A~!- Podsunął Mice trochę omletu, który najpierw oczywiście podmuchał. Mika chętnie otworzyła buzię i wzięła omlet.- I jak?- Spytał Kagami po chwili, a Mika uśmiechnęła się szeroko.
-Chyba wszystko co jej dasz będzie jej smakować.- Powiedziałem, po czym nakarmiłem Mike.
-Mamy szczęście, że nie wybrzydza.- Kagami uśmiechnął się i również ją nakarmił.
Po zjedzonej kolacji Kagami chciał pomyć naczynia lecz Mika zaczęła piszczeć i wyciągać do niego rączki.
-Chcesz do Tatusia? Ale Tatuś musi pozmywać.- Odłożył naczynia i wziął ją na ręce.- Pobawisz się chwilę z mamusią, dobrze?
-Gha~! A bu~! Ijau~!- Jęczała Mika, trzymając się kurczowo koszulki Kagamiego.
-Ja już pozmywam. Ciebie nie było prawie cały dzień, więc pobaw się z nią.- Cmoknąłem Mike w rączkę, po czym poszedłem pozmywać.
-Jesteś pewien? Wiesz, ostatnio to tylko ty sprzątasz.- Powiedział Kagami idąc za mną.
-I zajmuję się naszą córeczką, gdy ciebie nie ma. A widzę, że ona za tobą tęskni.- Powiedziałem z uśmiechem, nakładając trochę piany na nos Miki, na co ta się zaśmiała.
-Skoro tak~! Tak bardzo Mika-chan tęskni za Tatusiem~? Trzeba wyłaskotać tą Kruszynkę tak~?- Kagami z uśmiechem zrobiłem jej samolocik.
-Iiiaaaa~!- Mika piszczała szczęśliwa.
-A może poczekamy na Mamusię i się wtedy razem pobawimy? Czy jednak damy Mamie czas wolny aby poleżała trochę w wannie? Jak sądzisz Mika-chan?- Spytał się Małej. Ta patrzała na mnie, trzymając się jednak jego koszulki.
-Tata~!- Krzyknęła wtem, a nas wmórowało. To było jej pierwsze słowo.
-Czy ona właśnie powiedzała "Tata"?- Spytał mnie Kagami, niedowieżając.
-Mhm. Jej pierwsze słowo.- Uśmiechnąłem się i cmoknąłem Mike w nos.- Ślicznie Mika-chan.
-Mama~!- Powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce.- Mama~!- Wziąłem ją na ręce i prztuliłem.
-Nasza dziewczynka szybko rośnie, co nie?- Spytał Kagami przytulając mnie od tyłu.
-Jestem pewny, że to ty będziesz płakał, gdy będzie miała iść do przedszkola.
-He?! Tetsu ty....
-Tata~!- Krzyknęła Mika, ciągnąc go za włosy.- Tata~!- Zaczęła się wiercić.
-A no tak, Tatuś miał się pobawić z Miką.- Kagami z uśmiechem wziął ją na ręce.
-Tata~!
-Tak, tak, idziemy się bawić. A co z Mamusią?
-Tata~!- Mika uparła się.
-Mamusia idzie się relaksować w wannie. Córeczka chce się bawić tylko z Tatusiem.- Z lekkim uśmiechem ruszyłem do łazienki.- Gdy zacznie się robić śpiąca to powiedz to przygotuję wodę.
-Hej, to ja mam dzisiaj już wszystko zrobić?- Spytał się Kagami.
-Mhm. Ja na dzisiaj mam wolne.- Powiedziałem i szybko zniknąłem w łazience.
Tak więc Kagami bawił się z Miką, potem ją wykąpał, ubrał, nakarmił i ululał do snu. A Mika ani razu mnie nie zawołała. W końcu to córeczka Tatusia to Tatusia dzisiaj męczyła. 






"Smile"

 
Spałem naprawdę mocno, więc trochę minęło zanim usłyszałem płacz.
-Co....- Mruknąłem przeciągając się i przecierając oczy. Wstałem i zaspany poszedłem do drugiego pokoju.- Co Słoneczko~? Już nie chcę spać? Ale Mamcia bardzo chce~!- Wziąłem płaczącą Natsuki na ręce. Spojrzałem na zegarek- 8:30. Czyli spałem tylko trzy godziny, bo o piątej karmiłem małą.
-A~!- Jęknęła Natsu.
-Pieluszka przecież sucha, na pewno nie jesteś głodna. Stęskniłam się za Mamusią tak? Bo jak Tatuś wychodził do pracy to spałaś.- Wytarłem jej łezki i przytuliłem ją, ruszając do kuchni aby zrobić sobie kawę. Na moje nieszczęście Shin-chan ma dzisiaj poranny dyżur w szpitalu, więc ze spania nici.
-Ma~!- Mruknęła Natsu, po czym zaczęła mi ślinić koszulkę. W końcu ząbki jej wychodzą.
-Ładnie to tak Mamusię ślinić?- Wziąłem gryzaka z kuchni i dałem jej go.- Natsu-chan sobie teraz to pogryzie, grzecznie siedząc na kanapie, a Mamusia zrobi sobie kawę i kanapkę.- Posadziłem ją na kanapie i poszedłem do kuchni. Jak dobrze, że kuchnie i salon mamy połączone.
Zdążyłem zalać sobie kawę i przeciąć bułkę na pół, gdy Natsu zaczęła płakać.
-Co się stało~?- Od razu do niej podszedłem i wziąłem ją na ręce. Od razu się uspokoiła.- Nie chciałaś sama siedzieć?- Ta w odpwiedzi dała mi buziaka.- Ale słodki buziak~! No dobrze, z mamusią zrobisz bułeczkę. I naleję ci soczku do butelki.- Wróciłem do kuchni i jedną ręką zrobiłem sobie bułkę i nalałem soku do butelki, po czym to wszystko zaniosłem do salonu. Położyłem Natsuki na kanapie, opierając ją o poduszki i dałem jej butelkę.
-Przynajmniej śniadanko dasz mi zjeść.- Zaśmiałem się, po czym wgryzłem się w bułkę.

Natsuki była dzisiaj naprawdę marudna i nie opuszczała mnie na krok ale zdołałem chociaż zrobić jakiś obiad i wyprasować jej śpioszki. Byłem naprawdę wykończony i śpiący. Siedziałem na dywanie, opierając się o kanapę, gdy Natsuki skakała sobie w chodaku.
-Babu lalami~!- Mówiła, trzymając misia w rączkach. Miała dziesięć miesięcy ale naprawdę szybko się uczy.
-Opowiadasz misiowi co ci się śniło?- Spytałem ją, ziewając głośno. I nie wiem nawed kiedy, a zasnąłem.

-Wróciłem.- Powiedziałem wchodząc do mieszkania ale nie usłyszałem odpowiedzi. Zdjąłem buty i marynarkę, po czym poszedłem do salonu, gdzie zastałem Takao śpiącego na podłodze i Natsuki siedzącą w chodziku i bawiącą się misiem.
-Abudi~!- Machnęła rączką w moja stronę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej.
-Cieszysz się, że Tatuś wrócił tak? To Tatuś tylko położy Mamusię do łóżka i wtedy pobawi się z Natsuki. Dobrze?- Spytałem, a ta dała mi misia.- Mam dać to Mamusi?- Ta w odpowiedzi zaczęła skakać. Uśmiechnąłem się lekko, po czym wziąłem Takao na ręce i zaniosłem do sypialni. Słyszałem, że wstawał w nocy, więc pewnie Nastuki nie dała mu pospać. Przykryłem go kołdrą i wróciłem do salonu.
-Natsuki a pójdziesz z Tatusiem na spacer?- Spytałem, biorąc Małą na ręce. Ta uroczyła mnie szerokim uśmiechem. Przebrałem więc ją, spakowałem co najważniejsze do wózka i wyszedłem z nią na spacer i na małe zakupy.
Natsuki była bardzo roześmiana i gadatliwa i wszystko ją interesowało. Zdecydowanie miała to po Takao. Z racji iż było ciepło to pochodziliśmy nieco dłużej, po czym wróciłem do domu, nakarmiłem ją, a następnie bawiliśmy się na dywanie. Raczkowała wesoło po nim, a nastepnie siedziała i podawała mi zabawki, śmiejąc się wesoło.
-Nana~! Ninini.- Gadała po swojemu. Wtem wstała lecz zachwiała się ale szybko ją złapałem. Chwilę tak stała zszkowana, po czym uraczyła mnie szerokim uśmiechem. Może miała dopiero pięć ząbków ale jej uśmiech był przeuroczy.
-Chodź do Tatusia.- Wziąłem ją na kolana, przodem do siebie. Ta od razu próbowała ściągnąć moje okulary.- A wiesz, że nie wolno zabierać Tacie okularów, prawda? Masz lalkę.- Dałem jej szmacianą laleczkę, na co bardzo się ucieszyła.
-Natsuki~!- Takao wręcz wybiegł z sypialni przerażony.- Och, Shin-chan. Uff~!- Odetchnął i podszedł do mnie.- Kiedy wróciłeś?
-O drugiej. Zasnąłeś na dywanie.- Na moje słowa spóścił głowę.- To nic. Wiem, że się nie wyspałeś, a Natsuki i tak nic się nie stało. A skoro wstałeś to idź coś zjeść.- Pomiziałem go po głowie.
-Natsu-chan była grzeczna?- Spytał i przybliżył się. Mała od razu się uśmiechnęła i wyciągnęła do niego rączki.
-Tak. Byliśmy na spacerze nawet i była bardzo rozgadana.
-Co wszystkim naopowiadałaś~?- Spytał się Takao z uśmiechem, na co Natsuki się uśmiechnęła tylko.
-Idź jedz, a ja się z nią pobawię.
-Dobrze~! Ale najpierw....- Powiedział Takao, po czym mnie pocałował.- Witaj w domu.
-Wróciłem.- Uśmiechnąłem się lekko, po czym go pocałowałem.
-Aaaa~!- Pisnęła wtem Natsuki, aż się obaj przestraszyliśmy.
-Dopóki nie zaśnie to nie da nam spokoju.- Zaśmiał się Takao, po czym ruszył do kuchni. Natsuki chwilę się rozglądała, po czym wzięła misia i podała mi go z uśmiechem. Moja mała Śmieszka. 



"Synuś Mamusi"

 
Nareszcie do domu~! Myślałem, że to się nigdy nie skończy. Może godzina ósma wieczorem to nie aż tak późno ale bycie od rana w pracy- to męczące.
Gdy wszedłem nie mówiłem nic aby przypadkiem nie obudzić dziecka. Wszedłem więc do salonu i zastałem tam Shougo siedzącego ze skrzyżowanymi nogami na kanapie. Miał na nim kocyk, a na kocyku leżał Takashi, który właśnie był karmiony.
-Jak ty go karmisz?- Spytałem cicho, podchodząc do nich. Haizaki dopiero teraz mnie zauważył.
-Witaj w domu. A karmię go normalnie. Plus jak przysypia to karmienie go trwa dłużej, a mnie wtedy ręka boli. I Taka lubi być tak karmiony.- Uśmiechnął się lekko. Spojrzałem na naszego synka, który jedną nogą był już w krainie snów ale dalej powolutku pił mleczko. Z tą szopą na głowie- ma naprawdę dużo włosów, jak na prawie roczne dziecko, zdecydowanie ma to po Haizakim- i tymi jasnoniebieskimi śpioszkami wyglądał uroczo.
-Chyba już zasnął co?- Spytałem widząc, że nie pije już mleka.
-To teraz mała zamiana.- Haizaki wziął delikatnie butelkę i dał Małemu smoczek.- I do wyrka~!- Wziął go delikatnie aby go nie zbudzić i zaniósł powoli na górę. Poszedłem oczywiście za nim.
Położył Take w łóżeczku, przykrywając go kocykiem i kładąc obok misia.
-Śpij jak najdłużej aby Mamusia się wyspała.- Powiedział, po czym cmoknął go w policzek.
-Rano opowiesz nam co ci się śniło.- Powiedziałem i cmoknąłem go w czółko, po czym razem z Haizakim wyszliśmy z jego pokoju.
-Tak w ogóle to strasznie późno dzisiaj wróciłeś.- Powiedział z niezadowoloną miną Shougo, schodząc na dół.
-Spotkanie mi się przeciągnęło i musiałem jeszcze coś dokończyć. A co? Stęskniłeś się?- Objąłem go od tyłu.
-Może. Ale pamiętasz, że ja jadę jutro do brata i ty zajmujesz się Takashim?
-To już jutro? Spokojnie, nie musisz się martwić. Przecież to mój synek.
-Mam nadzieję, że nie będziesz dzwonić do mnie co pięć minut.- Mruknął.
-Na pewno nie. Więc tęskniłeś czy nie?- Wymruczałem, wkładając dłonie pod jego koszulkę.
-Może troszeczkę.- Mruknął, odwracając głowę w drugą stronę.- Jutro muszę wcześniej wstać więc puść.- Położył dłonie na moich dłoniach, jednak nic nie robił.
-Tylko troszeczkę.- Przymiziałem się do niego bardziej.
-To...To najpierw zjemy kolację i możemy wziąc razem prysznic.- Wymamrotał.
-Dobrze.- Cmoknąłem go w policzek, po czym odkleiłem się od niego i ruszyliśmy do kuchni. Ach~! Uwielbiam takie zakończenia dnia.

Otworzyłem powoli oczy, rozglądając się po pokoju.
-Już się obudziłeś?- Spytał Haizaki wchodząc do pokoju z Taką na rękach.- Wstawaj, bo ja niedługo wychodzę. Taka obudź swojego Tatusia.- Powiedział i z uśmiechem położył mi go na klatce piersiowej.
-Tak, tak. Dzień dobry Misiu~! Ty już broisz?- Objąłem delikatnie Take, całując go w główkę.
-Iaaa~!- Pisnął, śliniąc przy tym moją koszulkę.
-Ładnie to tak?- Spojrzałem na niego ale ten dalej mnie ślinił, co rozbawiło Shougo.
-Już ci radzę zakładać jakieś stare koszulki, bo będziesz się przebierał kilka razy.- Zaśmiał się.- Chodź Taka. Pójdziemy przygotować śniadanie, a Tatuś się ogarnie.- Haizaki wziął małego ode mnie, od razu dając mu pluszaka.
-Ej, a gdzie mój poranny buziak?- Spojrzałem na Haizakiego z uśmiechem.
-Jak wstaniesz to dostaniesz.- Pokazał mi język i ruszył w stronę drzwi. Wredny, specjalnie tak szybko wyszedł.
Wstałem i poszedłem do łazienki, szybko się ogarniając. Gdy wszedłem do kuchni zobaczyłem Takę siedzącego w swoim foteliku, który bawił się kubeczkiem oraz Haizakiego, który właśnie nakładał na talerz jajecznicę.
-To jest naprawdę miły widok.- Mruknąłem z uśmiechem, podchodząc do Haizakiego.
-He?- Ten spojrzał na mnie ze zdziwioną miną.
-Nic takiego Koteczku.- Podszedłem i pocałowałem go, po czym usiadłem aby zjeść śniadanie.
-Ma, ma, ma... ina..uuuu.- Mówił po swojemu Taka, machając kubeczkiem.
-Jak się pije z kubeczka Taka?- Spytał się Haizaki, przykucając przed nim. Takashi chwilę się zastanawiał, po czym upuścił kubek na ziemię.- Tak to się nie robi~!- Shougo wziął kubek i dał mu go. Taka chwilę obracał go w dłoniach, następnie przysunął sobie do ust.- Właśnie tak.- Pochwalił go Haizaki, na co ten się uśmiechnął szeroko i znowu upuścił kubeczek.- Znudziło ci się, mam rozumieć.
-Ma....- Takashi spojrzał na Haizakiego i się nagle rozpłakał.- A~!
-A skąd ten płacz?- Zaśmial się Shougo biorąc go na ręce i przytulając. Taka uczepił się go, powoli się uspokajając.
-Jednak chce z powrotem ten kubeczek.- Zaśmiałem się wstając i biorąc kubek. Wytarłem go i dałem go Takashiemu.- Podoba ci sie taka zabawa, co?- Wziąłem pieluszkę i wytarłem mu łezki.
-Ija mi na luu. Aba buu ni.- Powiedział skupiony na kubeczku i obracaniu go.
-Chyba powiedział, że bardzo lubi kubeczek. Dobrze przetłumaczyłem, co nie?- Spytałem się Haizakiego, a ten wzruszył tylko ramionami.
-Coraz większa gaduła się z niego robi.- Spojrzał na Take z uśmiechem.- A skoro już skończyłeś jeść to już się pobaw z syneczkiem, bo ja muszę się ogarnąć.- Dał mi dziecko i szybko pognał na górę.
-Okey~! Więc my będziemy dalej bawić się kubeczkiem~!- Zrobiłem Tace samolocik, po czym cmoknąłem go w policzek i ruszyłem na kanapę.

-Będę wieczorem. Wiesz gdzie wszystko jest?- Spytał się Haizaki, ubierając buty.
-Tak, wiem. Poradzimy sobie.- Mruknąłem, przy okazji wycierając Tace brodę.
-Okey.- Westchnął Shougo, poprawiając torbę.- Taka, Mamusia już sobie idzie~!- Powiedział, głaszcząc go po policzku.- Zrobisz "Papa"?
-....- Takashi gapił się na niego chwilę.- Ma~!- Uśmiechnął się i wyciągnął do niego rączki.
-Zostajesz z Tatusiem. Mamusia wróci późno, więc bądź grzeczny. Okay~?- Cmoknął go w czółko.- Idę. Jak coś to dzwoń.
-Wiem, wiem. Miłego dnia.- Pocałowaliśmy się, po czym Haizaki machając jeszcze Tace wyszedł.- Więc my idziemy się bawić~!- Chciałem ruszyć do salonu lecz Taka się rozpłakał.- Teraz się zorientowałeś, że Mamusia poczła "Papa"?- Przytuliłem go do siebie.- Już, już~! Przestajemy płakać i idziemy się bawić~!- Bujając go na rękach ruszyłem do salonu.

Po czterech godzinach czułem się zmęczony. Takashi był dzisiaj wyjątkowo marudny. Żadna zabawka nie zainteresowała go dłużej niż pięć minut. Gdy chciałem iść do kuchni aby się napić to ten od razu zaczął płakać. O zrobieniu obiadu nie było mowy, gdyż nawe bajki go nieinteresowały.
-Taka-chan~! Aż tak bardzo tęsknisz za Mamusią?- Spytałem, kręcąc się z nim po pokoju. On nic nie odpowiedział tylko trzymał się mojej koszulki.- Taka~!- Pogłaskałem go po plecach ale ten dalej mnie ignorował. Usłyszałem wtem dzwonek do drzwi, więc poszedłem otworzyć. W końcu dostarczyli moją pizze~! Szybko zapłaciłem i zamknąłem drzwi, gdyż zrobiło się nieco chłodno.
-Ma~!- Krzyknął wtem Taka, wskazując na drzwi.
-Tak, tam poszła Mama. Ale jeszcze nie wróci. Później.- Taka wpatrywał się w drzwi.- Nie możemy iść na spacer~! Tatuś czuje, że będzie padać.- Ruszyłem do salonu, a Taka znowu się rozpłakał.- Heh~!- Westchnąłem, odkładając pizze na stolik i bujając Takę na rękach. Wtem wpadłem na genialny pomysł. Położyłem Takę w nosidełku i szybko pognałem do łazienki, następnie do kuchni i wróciłem do salonu. Wziąłem Takę na ręce i usiadłem ze skrzyżowanymi nogami na kanapie. Na nogach położyłem kocyk, na nim Takę, a obok niego bluzkę Haizakiego i dałem Tace butelkę z mlekiem. Ten od razu się uspokoił i zaczął pić mleczko, powoli przysypiając.
-Jestem Geniuszem.- Wyszeptałem, gdy już zasnął. Położyłem go delikatnie obok.- Teraz mogę zjeść.- Mruknąłem i najciszej jak mogłem sięgnąłem po pizze.

Takashi obudził się godzinę później ale nie był już taki marudny. Powylegiwaliśmy się na kocyku, wygilgotałem go- to stanowczo mu się podobało-, zjadł ładnie kaszkę, następnie wygłupialiśmy się na kanapie, po tym wspólna kąpiel- dużo piany i bąbelków to jest to- a po tym znowu wylegiwaliśmy się na kanapie. O dziwo po wypiciu mleczka nie zasnął, więc położyłem go sobie na swojek klatce piersiowej i głaskałem go po plecach. To poskutkowało, gdyż nieco później już zasnął, śliniąc mi oczywiście koszulkę.
-Co ci się śni Słodziaku? Może twoje ulubione chrupki czekoladowe?- Wyszeptałem, całując go w czółko. W ubraniu kotka wyglądał przesłodko.
Leżałem z nim tak, gdyż nie chciało mi się wstawać chociaż czułem, że przysypiam. Wtem usłyszałem szczęk zamka, a następnie otwieranych drzwi, po chwili widząc Haizakiego zaglądającego do salonu.
-Witaj w domu.- Mruknąłem z uśmiechem.
-Wróciłem. Dlaczego tu leżysz?- Spytał i chyba dopiero teraz zauważył Takę. Uśmiechnął się lekko pdchodząc i przykucając. Pocałował go w rączkę, przyglądając mu się.- Ciężko było?
-Hmm... Nie. Zachowywał się jak ty, więc na spokojnie dałem sobie radę.- Na moje słowa Haizaki wywrócił oczami.
-Weź go do łóżeczka. Widzę, że sam już przysypiasz.- Mruknął wstając i idąc do kuchni.
-Mhm.- Wstałem delikatnie aby nie obudzić Taki.- Idź już do łazienki, ja już posprzątam.- Mruknął do Shougo i ruszyłem na górę. Położyłem Koteczka w łóżeczku, następnie szybko posprzątałem, a później wraz z Shougo położyliśmy się w łóżku, gdyż obaj byliśmy naprawdę zmęczeni.
-Takac-chan śpij długo.- Mruknął Haizaki na co się zaśmiałem. Przytuliłem go i szybko zasnąłem.

Następnego dnia Taka nie dał nam za długo pospać. Chociaż najprawdopodobniej wiedział, że jego kochana Mamusia już wróciła, więc musiał się z nią przywitać.
Robiłem śniadanie, gdy Haizaki trzymał Take na rękach i bawił się z nim misiem.
-Z charakteru cały ty. Mała przylepa Mamy.- Mruknąłem, widząc jak Taka tuli się do Shougo.
-Coś ty. Ja tam uważam, że więcej od ciebie ma z charakteru.- Powiedział Haizaki, podchodząc i zabierając już jedną kanapkę.
-A na jakiej podstawie tak uważasz?
-Taka tuli się do mnie jak tak ja ty to robisz. Sam ile razy mówiłeś, że jestem tylko twój. Teraz jednak musisz się mną dzielić.- Uśmiechnął się, cmokając Take w czółko. Chwilę się na niego gapiłem, po czym odłożyłem nóż i podszedłem do nich, obejmując Haizakiego.
-Z racji iż jest to nasz syn to niech tak będzie.- Z uśmiechem pogłaskałem Takę po policzku.- Ale w nocy jesteś tylko mój.- Wyszeptałem d Haizakiego. Ten zarumienił się i pomamrotał coś pod nosem, po czym pocałował mnie.
-Ma~!- Pisnął Takashi, aż się przestraszyliśmy.
-Teraz jest pora Taki i Mamy, więc... Kończ śniadanie.- Shougo cmoknął mnie w policzek i zadowolony ruszył z Taką do salonu.
-Tati~!- Pisnął Taka, wskazując na mnie.
-Jak Tatuś skończy to przyjdzie i się z nami pobawi. A teraz zrobim..... Hopsy~!- Haizaki zaczął podrzucać Takę i robić mu samolocik, na co ten piszczał szczęśliwy. Zaśmiałem się i wróciłem do robienia kanapek, patrząc na te moje dwa największe Skarby. Niby takie dwie marudy ale wiem, jak bardzo mnie Kochają, bo ja też ich bardzo Kocham. 



"Słodka strona" 

 
Po dość długim spacerze wróciłem do domu, po cichu wchodząc do środka aby Sayuri, która spała w wózku się nie obudziła. Zdjąłem kurtkę, szalik oraz buty, po czym wziąłem powoli Malutką na ręce. Ta jednak spała bardzo mocno, więc nie musiałem się martwić, że się zbudzi. Poszedłem z nią na górę do jej pokoju, kładąc ją w łóżeczku. Ściągnąłem jej kombinezon, czapeczkę oraz buty, po czym przykryłem ją kocykiem i wyszedłem.
-Uff~! To pora iść zrobić coś sobie na kolację.- Z lekkim uśmiechem na ustach zszedłem na dół, biorąc zakupy z wózka i ruszając do kuchni. Wolę już teraz coś sobie przyszykować do jedzenia, gdyż Sayuri jest dzisiaj wyjątkowo nieznośna, a Akashi jest w podróży służbowej, więc muszę radzić sobie sam.
Mógłbym w prawdzie iść do swoich rodziców ale oni też pracują, więc nie chcę ich zamęczać chociaż wiem, jak bardzo kochają swoja wnusię i nie mieliby nic przeciwko. Miałem też kilka numerów opiekunek jednak nie chciałem aby ktoś obcy zajmował się moją córeczką. Zgodziłem się tylko na sprzątaczkę, bo Akashi stwierdził, że nie powinienem się przemęczać. W sumie nie narzekam, bo dzięki temu mam więcej czasu dla siebie, gdy Saturi śpi oraz więcej czasu na zabawę z moim Kwiatuszkiem. Jednak czuję się nieco smutny i samotny, gdy nie ma Akashiego. Wiem, że musi pracować ale uwielbiam te momenty, gdy jesteśmy razem w trójkę, gdy Akashi karmi Sayuri, bądź bawi ją albo utula do snu. Ach~!..... Oj, muszę się wziąć za tą kolację, bo nigdy jej nie zrobię.

Od dobrej godziny chodziłem po pokoju, bujając Sayuri na rękach. Już nie płakała ale wiedziałem, że jeśli chociaż spróbuję położyć ją w łóżeczku to zacznie znowu. Nie wiem, czy to przez wychodzące ząbki, czy też kolkę ale Sayu-chan kolejny dzień zachowywała się, jakby wstała lewą nogą. Wcześniej zasnęła chyba ze zmęczenia, a teraz po kąpieli nie chciała pić mleka, tym bardziej iść spać. Spojrzałem na zegarek- dochodziła północ.
-Sayu-chan~! Co z ciebie taka maruda, co? O tej porze to już powinnaś spać. Może się pobawimy?- Usiadłem w fotelu, gdyż ręce i nogi już mnie bolały.
-Łaaa~!- Sayuri rozpłakała się, więc wstałem szybko i znowu zacząłem chodzić po pokoju i bujać ją.
-Już, już~! Nie ma co płakać.- Pogłaskałem ją po pleckach, dając jej buziaka w czółko.
Dopiero coś koło pierwszej w nocy Sayu-chan skusiła się na mleczko i po wypiciu go zasnęła. Gdy tylko położyłem ją w łóżeczku poszedłem do łazienki aby wziąć prysznic i ogarnąć się, a następnie zmęczony i śpiący położyłem się w łóżku, niemal od razu zasypiając.

Otworzyłem powoli oczy, obruciłem się na plecy i przeciągnąłem się. Czułem się wyspany i wypoczęty. Spojrzałem na zegarek- 12:20. Czyli spałem jakieś dziesięć go.... Chwila~!! To niemożliwe~! Sayuri na pewno już nie śpi. Zerwałem się z łóżka i poszedłem szybko do pokoju Malutkiej- nie było jej w łóżeczku. Rozejrzałem się po pokoju ale to było niemożliwe aby wyszła z łóżeczka, bo miała dopiero dziesięć miesięcy. Do głowy od razu wpadł mi nagorszy scenariusz, że Sayuri została porwana. N-Nie... T-Tak n-na pewno się n-nie stało. Może dzisiaj przyszła sprzątaczka i się nią zajmuje? Jednak.... Ach~! Zszedłem szybko na dół, a będąc jeszcze na schodach usłyszałem śmiech mojego Kwiatuszka. Wbiegłem do salonu, gdzie zastałem Akashiego, który karmił właśnie Sayuri.
-A-Akashi?- Jęknąłem zaskoczony.
-Witaj Koki.- Powiedział spokojnie, zerkając na mnie.
-A-Ale.... Co t-ty tu robisz?! Przecież.... Przecież m-miałeś przyjechać za trzy dni~?!- Wyjąkałem, czując przy tym ulgę, że Sayuri jest cała i zdrowa.
-Udało mi się załatwić wszystko szybciej, więc przyjechałem wcześniej. Czy to źle?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-N-Nie, oczywiście, że nie~!- Odpowiedziałem szybko, po czym westchnąłem głośno.- A d-dlaczego mnie nie obudziłeś?
-A po co miałem? Zuważyłem, że założyłeś koszulkę odwrotnie, więc pewnie Sayuri nie pozowliła ci iść wcześniej spać.- Spojrzałem na swoją koszulkę i rzeczywiście, miałem ją źle ubraną.- A gdy zajrzałem do pokoju Sayuri i zauważyłem, że nie śpi to wziąłem ją do salonu i tak sobie siedzimy.- Z lekkim uśmiechem wytarł Małej buzię z kaszki.
Zrobilo mi się nieco głupio, że go tak przepytuję. Powinienem go przywitać i cieszyć się, że Sayuri powrócił humor.
-W-Witaj w domu.- Wymamrotałem, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy.
-Koki, podejdź tu.- Akashi przywołał mnie ręką. Gdy podszedłem złapał mnie za koszulkę i pociagnął w dół, skaładając poałunek na mych ustach.- Wróciłem Koki.- Zarumieniłem się chyba po same uszy.
-Ae iuu~! Gagau~!- Odezwała się Sayuri, wyciągając w naszą stronę rączki.
-Jeszcze?- Akashi podsunął jej kolejna łyżeczkę kaszki, którą chętnie zjadła.
-Nie jest marudna?- Spytałem, widząc jak grzecznie siedzi i je.
-Ani trochę. A co? Była wcześniej?
-Wczoraj wieczorem to wcale nie chciała iść spać ani pić mleka i tylko na rękach chciała być. Najwidoczniej nie mogła się już doczekać powrotu Tatusia.- Z uśmiechem wytarłem jej brodę.
-Więc dobrze, że wróciłem szybciej.- Akashi pogłaskał ją po policzku. Sayuri złapała jego dłoń i uśmiechnęła się słodko.
-To ja się szybko ogarnę i zrobię jakiś obiad.- Nie czekając na odpowiedź poszedłem na górę z uśmiechem. Widząc Akashiego z Sayuri od razu zrobiło mi się weselej i aż poczułem miłe ciepło w sercu. Ten dzień, jak i cały weekend na pewno będą cudowne.

Siedziałem w fotelu i patrzyłem jak Akashi bawi się z Sayuri na kanapie. I tylko to mogłem robić, bo już trzeci dzień czuję się pominięty. Akashi cały czas zajmuje się Sayuri- bawi się z nią, kąpie ja, karmi, przebiera pieluchy, utula do snu. Od rana do wieczora Sayuri ma Tatusia całego dla siebie. A Akashi jest tak wpatrzony w nasze Słoneczko, że chyba o mnie zapomniał. No w sumie to trzy dni temu, czyli wtedy kiedy wrócił to powiedział, że ja mogę odpocząć, a on zajmnie się Sayuri. Rozumiem, że się stęsknił ale wręcz odsunął mnie od naszej córeczki. Plus... No.... Ja stęskniłem się za nim i w ogóle... No.. Heh~!
Chciałem wstać i pójść się przejść ale wtem rozbrzmiała komórka Akashiego. Ten spojrzał na wyświetlacz i już myślałem, że powie mi abym popilnował Sayuri, bo on musi odebrać lecz  tak się nie stało. Wcisnął czerwoną słuchawkę i odłożył telefon. A było tak blisko~!

Po wieczornej kąpieli postanowiłem zajrzeć do pokoju Sayuri. Cały dzień w sumie spędziłem na czytaniu, bo nic innego nie miałem do roboty. Gdy zajrzałem do jej pokoju nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Akashi trzymał na rękach Sayuri, która miała na sobie swój ręczniczek z kapturem i uszkami króliczka. Dawała Akashiemu buziaka i śmiała się, a on robił to samo. To był mega uroczy widok. Aż nie mogłem się na niego złościć za to, że przez te trzy dni nie zwracał na mnie uwagi.
-Oh, Koki. Chodź tu.- Gdy mnie zawołałam aż się wzdrygnąłem z zaskoczenia.
-T-Tak?- Wszedłem do pokoju i podszedłem do niego.
-Magugigoo~!- Wymamrotała Sayuri i wyciągnęła rączki w moją stornę. Wziąłem ją na ręce z uśmiechem.
-Wykąpana jestem, tak? Taka szczęśliwa?- Cmoknąłem ją w policzek, a ta zaśmiała się.
-Ubierzesz ją i położysz do łóżka? Pójdę się już wykąpać.- Akashi zaczął miziać swoimi włosami po szyi Sayuri, na co ta zaczęła się śmiać.
-Pewnie. Idź, woda jest podgrzana.- Zaśmiałem się, poprawiając sobie Sayu-chan na rękach.
-Dobrze.- Akashi cmoknął naszą Księżniczkę w policzek.- Słodkich snów.- Cmoknął ją jeszcze raz i wyszedł.
-Chyba pora ubrać piżamkę, co nie Sayu-chan?- Położyłem ją na przewijaku, a ta ziewnęła szeroko.- Śpiąca? Więc szybko się ubieramy, dostaniesz mleczko i spać.- Pocałowałem ją w brzuszek, na co ta się zaśmiała. Jest taka urocza~!
Ubrałem jej pieluchę, śpiszki, a następnie usiadłem z nią w fotelu, dając jej mleko. Na początku zaciekawiła się moją koszulką, po czym chwilę trzymała swoją butelkę. Gdy wypiła całe mleczko zacząłem ją kołysać. Już w czasie karmienia przysypiała, więc to była kwestia kilku minut i Sayuri już smacznie spała sobie w swoim łóżeczku. Włączyłem jeszcze małą lapkę i wyszedłem po cichu z jej pokoiku.
Wszedłem do sypialni i udałem się w stornę łóżka. W tym właśnie momencie Akashi wyszedł z łazienki w samych bokserkach, wycierając włosy ręcznikiem. Tak się zapatrzyłem, że zamiast wejść na łóżko i się położyć to wplątałem się w kołdrę i spadłem na ziemię.
-Ał.- Jęknąłem, wstając powoli i wyplątując się z kołdry.
-Koki wszystko w porządku?- Akashi podszedł i pomógł mi wstać.
-T-Tak, wszstko dobrze.- Przytaknąłem, nie potrafiąc spojrzeć na niego.
-Koki, a dlaczego na mnie nie patrzysz?- Akashi objął mnie delikatnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie, więc mimowolnie spojrzałem mu w oczy.
-P-Patrzę...- Wyjąkałem.- P-Po-pro-ostu dawno.....- Przełknąłem gulę w gardle, nie wiedząc co zrobić z dłońmi.
-Oh, więc to dlatego.- Powiedział Akashi z lekkim uśmiechem i popchnął mnie na łóżko.- Nie chciałem się z tym spieszyć ale w sumie już możemy.- Wszedł na łóżko, pochylając się nade mną.
-He? Co możemy?- Spojrzałem się na niego nieco zdziowony.
-Postarać się o kolejne dziecko.- Gdy to powiedział to aż mnie zamroziło.
-C-C-C-C-Cooooo~!?- Jęknąłem zaskoczony.
-Sayuri ma prawie roczek, a ja nie chcę aby między naszymi dziećmi była duża różnica wieku.
-D-D-Dziećmi~?!
-Na pewno na dwójce nie poprzestaniemy. Chcę mieć przynajmniej trzech synów.- Powiedział z lekkim uśmiechem, a mnie wmurowało. Wprawdzie chciałem mieć jeszcze synka ale nie trzech~!
-A-A-Ale t-t-o ....- Nie wiedziałem kompletnie co powiedzieć. Wtem mne olśniło.- Nie możemy teraz~!- Prawie, że krzyknąłem.
-Dlaczego?- Spytał Akashi, wkładając dłonie pod moją koszulkę.
-B-Bo najpierw m-musimy się pobrać. A j-ja nie chcę na ślubie być w ciąży. Co inni sobie pomyślą....- Próbowałem ratować jakoś sytuację.
-Prawda, ojciec nie będzie pewnie bardzo z tego zadowolony.- Mruknął Akashi, robiąc niezadowoloną minę, a ja odetchnąłem z ulgą.- Więc teraz przećwiczymy naszą noc poślubną.
-He? Że....- Zszokowany nie zdołałem nic powiedzieć, gdy wpił się w moje usta i zaczął ściągać moje spodnie. Po chwili już zapomniałem o całej tej rozmowie, gdyż rozkosz przyćmiła moje zmysły. Ach~! ...

Leżałem w łóżku niezdolny do ruchu. Akashi nie dał mi w nocy chwili wytchnienia. Chyba słowo "raz" nie istnieje w jego słowniku. Z tego powodu on opiekuje się Sayuri, a ja leżę i próbuję dojść do siebie. Popołudniu udało mi się iść do łazienki, więc wziąłem szybki prysznic, przebrałem się, a następnie znowu położyłem w łóżku. Chwilę później do sypialni przyszedł Akashi z Sayuri.
-Jest Mamusia?- Spytał się Akashi, a Sayuri uśmiechnęła się słodko w moją stronę. Akashi wszedł na łóżko i dał mi nasze Słoneczko.
-Cześć Malutka~! Przyszłaś z Mamusią się pobawić? Czy uciąć sobie drzemkę?- Przytuliłem ją do siebie, całując ją w czółko.
-Ma~! Gaga io naa~!- Powiedziała po swojemu, po czym się zaśmiała.
-Jesteś taka urocza~!- Tyknąłem ją w policzek, na co ponownie się zaśmiała.
-Co jeszcze powiesz?- Spytał ją Akashi. Przysunął się bliżej niej, robiąc z nią noski-noski. Sayuri zaśmiała się i podniosła nieco głowę, robiąc noski-noski, a następnie dając mu całusa. Akashi zaśmiał się i cmoknął ją w policzek. A~! Oni wyglądają razem tak uroczo.
-Ja też chcę całuska.- Przybliżyłem się i zrobiłem z Sayu-chan noski-noski, na co ta zaśmiała się.
Tak miło spędziliśmy całe popołudnie. Sayuri co chwila się uśmiechała bądź śmiała, dając nam całusy i mówiąc coś po swojemu. Ona jest taka urocza~! Już nie mogę się doczekać aż powie pierwsze słowo- zapewne będzie to "Tata", bo jest w niego naprawdę zapatrzona. Ale to nic. Jestem szczęśliwy widząc jak rośnie i dorasta. A każdy jej uśmiechem jest cudowny i po prostu jestem jeszcze bardziej szczęśliwy, że to moja córeczka, którą nosiłem dziewięć miesięcy pod moim sercem. I będę tak samo szczęśliw patrząc na naszego syna..... No może synów. Ach~! Naprawdę muszę porozmaawiać z Akashim co do ilości dzieci. Chociaż nie powiem ale taka gromadka byłaby cudowna... Nie, lepiej nie mówić tego na głos. Zdecydowanie.


"Cake~!"   


Spałem sobie smacznie, gdy wtem poczułem, jak ktoś ciągnie mnie za włosy. Mruknąłem niezadowolony, że mnie się budzi i powoli otworzyłem oczy. Widząc te zielone oczy wpatrzone we mnie, a następnie uroczy uśmiech Ryu nie mogłem się złościć ani nawet marudzić, że mnie obudził.
-Dzień dobry Ryu.- Mruknąłem i podniosłem się nieco aby pocałować go w nosek.
-Ma~!- Pisnął szczęśliwy, a następnie zaczął się chować pod kołdrą.
-Ryu-chin~! Obudziłeś już Mamusię~?- Murasakibara wszedł do sypialni.
-A~!- Pisnął Ryu spod kołdry.
-He? A gdzie się podział Ryu-chin~?- Atsushi zaczął się rozglądać, a następnie wpełznął pod kołdrę.- Mam go~!- Powiedział, przy akompaniamencie śmiechu Ryu. Sam zaśmiałem się z tych moich głupoli.
-Iaa~! Papi nu. A gui~!
-He? Nie mogę zjeść Ryu-china~?- Spytał się Atsushi, wyłaniająć się z Ryu spod kołdry.
-Aja~!- Pisnął Ryu i obrócił się na brzuch, pełzając w moją stronę.
-Mamusia ma ratować, tak? No chodź, Mamusia nie pozwoli cię zjeść.- Chciałem go przytulić lecz Ryu postanowił schować się pod moją koszulkę.- Ej~! Do brzuszka już nie możesz wrócić~!- Zaśmiałem się z jego zachowania.
-Dzień dobry Muro-chin~!- Atsushi podsunął się wyżej i cmoknął mnei w usta.
-Dzień dobry Atsushi. Widzę, że z Ryu już broicie od rana.- Powiedziałem, próbując wyciągnąć tego małego urwisa spod koszulki ale ten się uparł i chował się dalej.
-Ryu-chin zjad już śniadanko, a ja przed chwilą skończyłem robić śnaidanie dla nas.
-A dlaczego mnie nie obudziłeś? Pomógłbym ci.
-Ryu-chin był grzeczny, więc nie było potrzeby. Ta kaszka z mango mu posmakowała.
-O~! To dobrze, bo ostatnio to tylko tą z malinam jadł najchętniej.- Powiedziałem, wyciągając w końcu Cukiereczka spod swojej koszulki i kładąc go na swoim torsie.- To co Ryu-chin? Idziemy na bujawkę?
-Iuuu~! Iuuu~!
-To idziemy.- Wstałem powoli, przytulając Ryu.- Atsushi weź Ryu, a ja pójdę się szybko odświeżyć.
-Mhm~! Ryu-chin idziemy robić iuuuu~!- Murasakibara wziął ode mnie Ryu i podniósł go wysoko.
-Jaaa~! Iuuu~!- Zapiszał szczęśliwy.
Udałem się do łazienki, gdzie przebrałem się, umyłem zęby i twarz, po czym poszedłem do jadalni. Musiałem wejść od strony salonu, gdyż w drugim wejściu Ryu już bujał się na chuśtawce. Z uśmiechem usiadłem i wziąłem się za jedzenie.
-Muro-chin, chciałeś gdzieś dzisiaj iść?- Spytał się wtem Murasakibara.
-Nie, niczego nie planowałem. Chociaż pogoda nie jest zła, więc może na spacer z Ryu, a co?
-Zapomniałem o jednym zamówieniu i muszę dzisiaj je zrobić. Nie będziesz miał za złe jak pójdę na trochę do cukierni?
Oh. Nie, idź, idź~! W końcu to ważne. A dlaczego jesteś taki tym przybity?- Spojrzałem na jego smutną minę.
-Bo chciałem spędzić dzisiaj cały dzień z Muro-chinem i Ryu-chinem~!- Jęknął niezadowolony, a ja zaśmiałem cichutko. Atsushi zrobił się trochę bardziej leniwy odkąd urodził się Ryu, z drgiej strony to cieszę się, że chce spędzić ze mną i Ryu więcej czasu.
-Oj, nie smuć się. Gdy wrócisz to pobawisz sie z Ryu. A jak będziesz miał kolejny weekend wolny to gdzieś się wybierzemy we trójkę.- Z uśmiechem pomiziałem go po głowie.
-Postaram się wrócić jak najszybciej. Heh~! Muszę się już zbierać.- Atsushi z jękiem wstał. Nie mogłem się powstrzymać i zaśmiałem się.
-Ryu zrób Tatusiowi "Papa~!"- Powiedziałem. Ryu spojrzał najpierw na mnie, po tym na Atsushiego.
-Da~! Pa~!- Zaczął z uśmiechem machać rączką.
-Ryu-chin~! Taki uśmiech, gdy Tatuś ma wyjść? Tatuś za to chce buziaka.- Murasakibara na chwilę go zatrzymał, a gdy tylko Ryu dał mu buziaka oraz maskotkę to rozbujał go ponownie.- Idę. Mruknął Atsushi w moją stronę.
-Miłej pracy.- Podszedłem i też dałem mu buziaka.
-Muszę iść~?- Jęknął, idąc powoli w stornę korytarza.
-Zapomniałeś o zamówieniu, więc musisz.- Zaśmiałem się i wziąłem brudne talerze i miski do kuchni.
Po pozmywaniu naczyń zrobiłem sobie herbatę i usaidłem przy stole i bujałem Ryu. Dopóki mu się nie znudzi to go nie ruszam. I tak w sumie to p chwili poszedłem do kuchni i zacząłem szykować sobie wszystko do obiadu.
-Maaa~!- Jękną Ryu i zaczął płakać.
-Już ci się znudziło?- Podszedłem i wziąłem go na ręce.- Hmmm..... Chyba ktoś tu ma zdecydowanie za ciężką pieluchę.
-Łaaa~!- Zapłakał głośno.
-Ale dlaczego płaczesz? Już idziemy zmienić pieluszkę na świeżutką.- Pogłaskałem go po plecach, po czym położylem go na przewijaku.- Gdy tylko leżał bez pieluszki to od razu zrobił się radosny.- Pieluchy nie mam i taki radosny jestem~! A co tu jest? Brzusio~!- Pomiziałem go nosem po brzuchu, na co zaśmiał się i zaczął się wiercić.- A co to za malutkie paluszki? A ile paluszków ma Ryu? Policzymy?- Złapałem jego nóżkę i zacząłem liczyć.- Jeden paluszek, drugi paluszek, trzeci paluszek, czwarty i piąty paluszek~!- Pogilgotałem go w stópkę, na co zaśmiał się głośno.
-Oooiiii~! Nana. I~!- Zapiszczał i podniósł drugą nóżkę.
-Tu też mam policzyć? No dobrze~! To jeden paluszek, drugi paluszek, trzeci paluszek, czwarty paluszek i.... piąty paluszek~!- Znowu go połaskotałem.
-Iaaa~!- Zapiszał radośnie.
-A teraz ubieramy pieluszkę i w sumie to się ubierzemy i pójdziemy na spacerek. Zobaczymy jak listki spadają, może wiewiórkę zobaczymy~! A kaczuszki będą? Ryu jak robią kaczuszki?- Spytałem ubierając mu pieluchę i wyciągając ubrania.
-A~!
-Nie, kaczuszki tak nie robią. Kaczuszki robią "Kwa, kwa, kwa~!".
-Wa, wa, wa~!
-No prawie idealnie~!- Zaśmiałem się, ubierając go do końca.
Włożyłem Ryu do wózka, po czym sam ubrałem się ciepło i wyszliśmy na spacer. Ryu był bardzo ciekawski i prawie całą drogę gadał coś po swojemu. Na widok kaczek zapiszczał ale nie chciał do nich podchodzić.
-Plum~!- Pisnął, gdy kaczka wylądowała w fontannie.
-Kaczka się kąpie, tak? Ryu też lubi się kąpać, co nie?- Spytałem się go, poprawiając mu czapeczkę.
-Pljum~! Tati~!
-Z Tatusiem lubisz robić "Plum, plum".- Uśmiechnąłem się, po czym cmoknąłem go w policzek.- Idziemy. Robi się jakoś chłodniej.- Podniosłem go i włożyłem do wózka.- Zrób kaczuszką "Papa".- Pwiedziałem, zapinając go.
-Papapapa~!- Pomachał im i ruszyliśmy dalej. Poszliśmy nieco krótszą drogą, gdyż przeczówałem, że za chwilę tak się stanie. I gdy tylko wróciliśmy do domu to się rozpadalo.
-Uff~! Mieliśmy szczęście.- Gdy tylko się rozebraliśmy z ciepłych ubrań poszliśmy do salonu. Przyciągnąłem pudełko z zabawkami i z Ryu zaczęliśmy się bawić. Po dobrej godzinie Ryu zaczął przysypiać, więc wziąłem go na ręce i zacząłem go kołysać. Chwilę jakby walczył z cięzkimi powiekami ale się poddał i zasnął. Położyłem go w łóżeczku turystycznym, który mamy w salonie
Po zjedzeniu obiadu poszedłem zrobić pranie i przy okazji posprawdzałem, czy czegoś brakuje. Schowałem właśnie ostatnie śpiszki do szafy, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Zszedłem szybko na dół aby powiedzieć Atsushiemu, żeby był cicho ale to nie było potrzebne. Nasz Królewicz już wstał i wyciągał rączki w stronę Tatusia.
-Dzień dobry Ryu-chin~! Wyspałeś się?- Mukkun wziął go od razu na ręce i cmoknął w policzek.
-Wa, wa, wa~!
-Kaczuszki ci się śniły?- Spytałem.
-Wróciłem Muro-chin.- Atsushi podszedł do mnie i dał mi całusa.
-Witaj w domu. Szybko zrobiłeś to zamówienie.
-Po drodze spotkałem Aki-china i zaproponował mi pomoc, więc poszło szybciej.
-To miałeś szczęście? Głodny? Obiad już jest.
-Am, am~!- Powiedzial Ryu.
-Ryu-chin głodny? Więc idziemy jeść.- Atsushi cmoknął go w czółko.
-To pobaw się z nim chwilę to nałożę ci i Smerfikowi obiad.- Cmoknąłem Ryu w policzek i ruszyłem do kuchni. Nałożyłem ryż i curry na talerz, a do miseczki nalałem zupki. Murasakibara wziął się za swój obiad, a ja za karmienie Ryu.
-Dziękuje za posiłek. Było przepyszne.- Powiedział zadowolony Atsushi.
-Ryu też już zjadł i to całą miseczkę zupki. Mój Skarbuś~!- Cmoknąlem go w policzek, gdy tylko wytarłem mu brodę.
-A ja mam coś dla Ryu-china~!- Murasakibara wstał i poszedł do kuchni, wyciągając z reklamówki niewielką paczuszkę. Z niej wyciągnął nieduży torcik.
-A co to za torcik?- Pierszy raz widziałem taki.
-Specjalny dla Ryu-china. Biszkopt nasączony pączem brzoskwioniowym i krem malinowy. Nie dawałem za dużo cukru, aby nie był za słodki.- Atsuchi ukroił kawałek, po czym podszedł do nas i przykucnął obok krzesełka Ryu.- Ryu-chin~! A~!- Podsunął mu kawałek na łyżeczce. Ryu chętnie zjadł.
-Pyszne?- Spytałem.
-Mmmmm~! Miam, miam~!- Pisnął zadowolony i uśmiechnął się szeroko.
-Jak zrobi się wybredny to będzie twoja wina.- Zaśmiałem się.
-Będę mu piekł co tylko będzie chciał.- Powiedział Atsushi z zadowoloną miną.- Chcesz spórbować Muro-chin?- Atsushi podsunął mi kawałek. Posmakowałem i naprawdę to ciasto było pyszne.
-Mógłbyś dodać je do sklepu. I może od razu robić takie małe porcje dla dzieci.
-Tak uważasz? Więc zrobię jutro i dam posmakować innym. I może w innych smakach? Zaczął się zastanawiać.
-Miam, miam, miam~!- Powiedział Ryu, otwierając buzię aby dostać jeszcze.
-Daj mu zjeść ten kawałek i pobaw się z nim, a ja pójdę powiesić pranie.- Cmoknąłem Atsuchiego w policzek i ruszyłem na górę.
Po powieszeniu prania zszedłem na dół i dołączyłem do zabawy na dywanie. Trochę zabawy, chuśtanie, oglądanie bajek, kąpiej Ryu z Tatusiem, mleczko i nasz urwis dalej nie spał. Leżeliśmy we trójkę w łóżku, a Smerfik pełzał to do mnie to do Atsushiego.
-Księciuniu~! A może tak już pójdziesz spać?- Spytałem i ukryłem ziewnięcie.
-Myślisz, że to przez ciasto?- Spytał się Atsushi, patrząc jak Ryu pełza w moją stronę.
-Może. Chociaż wcześniej nawet po zjedzeniu czegoś słodkiego normalnie zasypiał.- Mruknąłem. Wtem Ryu znowu zaczął chować się pod moją koszulkę.- Ryu~! Mówiłem ci, że nie możesz wrócić do brzusia~!- Zaśmiałem się, głaszcząc go po pleckach.
-Bu, bu, bu~!- Mruknął, i przytulił się do mojego brzucha.
-A może.... Może czuje, że będzie miał rodzeństwo?- Spytał Atsushi. Spojrzałem to na niego, to na Ryu i tak kilka razy.
-Ryu tam jest twoja siostrzyczka, tak?- Spytałem z uśmiechem.
-Nana~!- Powiedział i zaśmiał się.
-Chyba jutro będę musiał test zrobić.- Mruknąłem.
-N-Naprawdę możesz być w ciązy?- Spytał zaskoczony Atsushi.
-Przecież i tak chcemy drugie dziecko, a ja się nie zabezpieczałem.- Powiedziałem nieco zaskoczony.
-Muro-chin Kocham Cię~!- Atsushi przytulił mnie, po czym pocałował.
-Ja ciebie też.- Z uśmiechem wtuliłem się w niego.
-Maaa~!- Zajęczał Ryu, wyłaniając się.
-Ciebie też kocham mały Urwisie.- Złapałem go i położyłem między nas, calując go w czółko.
Patrzyłem na tych moich dwóch kochanych facetów. Byłem mega szczęśliwy mając ich. I możliwe, że niebawem będzie jeszcze córeczka, którą bardzo pragnę. Nie wiem, czy jestem w ciąży, czy też Ryu po prostu lubi się chować w moją koszulkę. Ale na pewno chcę mieć jeszcze jedno dziecko i będe je kocham tak samo jak to piersze i to moje duże dziecko- czytaj Atsushi. Pogłaskałem się po moim jeszcze płaskim brzuchu, patrząc jak Smerfik zasypia. Wtem Atsushi pogłaskał mnie po brzuchu i cmoknął w czoło. A gdy spojrzałem na niego i zauważyłem, że ma łzy w oczach, powstrzymałem śmiech u wytarłem mu je. Poczułem, że jestem w idealnym miejcu i nie zmieniłbym je na żadne inne. Bo to miejsce z osobami, które kocham najmocniej, a oni kochają mnie jest najlepsze. 


"Urwisy"

Otworzyłem powolo oczy i spojrzałem na zegarek- 6:40. Czyli zdecydowanie mogę się jeszcze zdrzemnąć. No w sumie tak myślałem ale w momencie, gdy chciałem obrócić się na drugi bok, zaskrzypiały drzwi od sypialni. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem, jak Seiji i Yuichi dreptają w stornę łóżka, po czym wspinają się na nie. Gdy Yuichi spostrzegł, że już nie śpię, uśmiechnął się i szybko do mnie podszedł, przytulając się.
-Dzień dobry Słoneczko~!- Powiedziałem nieco śpiącym głosem, dając mu buziaka.
-Mama~! Ja up, up~!- Uśmiechnął się promiennie.
-No widzę, że już wstaliście. A ładnie to tak wychodzić z łóżeczka?- Spytałem, tycając go w policzek, na co się zaśmiał, po czym przytaknął. Seiji w tym czasie położył się na plecach Aominecchiego, gdyż ten spał na brzuchu.
-Tata~! Up, up, up~!- Krzyknął Seiji, klepiąc Daikiego po ręce.
-Mmmm.... Jeszcze pięć minut....- Mruknął Aomine.
-Papa~!- Krzyknął znowu Seiji. Yuichi wtem zszedł ze mnie, podpełznął do Tatusia i dał mu buziaka w policzek. Aomine otworzyl oczy i chwilę się na niego patrzył.
-Słodziaku, a może tak dasz jednak Tatusiowi pospać, co?- Spytał, wyciągając rękę i miziając go po pleckach.
-Up, up, up~!- Seiji zszedł z pleców Aomine i zaczął skakać po łóżku. Yuichi szybko do niego dołączył.
-Ja chcę spać~!- Zajęczał Aomine, chowając twarz w poduszkę.
-Przykro mi ale nic na to nie poradzimy.- Zaśmiałem się i ruszyłem z łóżka.- Chodźcie dzieciaczki, idziemy śniadanko zrobić.- Złapałem tych dwóch Łobuzów i ruszyłem do wyjścia.
-Tata~! Tata~!- Zaczęli krzyczeć obaj.
-Już idę, już~!- Jęknął Daiki i wstał powoli.- To co na śniadanko?- Spytał się, po czym ziewmną, i wziął ode mnie Yuichiego.
-Jako.- Powiedział Yuichi.
-Jabłko? I coś jeszcze?
-Mama~!- Krzyknął Seiji.
-Ja chętnie zjem Maumusię.- Powiedział Daiki, cmokając mnie w szyję.
-Mamusi jeść nie wolno.- Pokazałem mu język i ruszyłem do kuchni.- Seiji i Yuichi oglądając bajką, a Tatuś z Mamusią zrobią śniadko~! Okey-dokey~?- Posadziłem Yuichiego na kanapie, sięgając po pilota.
-Baja~!- Yuichi od razu się ropromienił. Gdy Aominecchi posadził już Seijiego włączyłem telewizor i przełączyłem na kanał dla dzieci, po czym ruszyłem do kuchni.
Bliźniaki zazwyczaj nie budzą się tak wcześnie, po potrafią nawet do dziesiątej spać ale z drugiej strony skoro wstali tak wcześnie to popłudniu zrobią sobie drzemkę. Krótką, bo im dłużej śpią popołudniu tym później dłużej trzeba ich usypiać.
Poszliśmy do kuchni. Aominecchi wziął się za robienie kaszki z jabłkiem i bananem, a ja wziąłem się za omlet ryżowy z kurczakiem. Daiki idzie do pracy, więc musi zjeść coś pożywnego.
-Hmmm.... Jest dość dużo kurczaka, więc drugi pmlet będziesz mial do pracy, okey?- Spytałem, mieszając jajka.
-Mhm.- Mruknął, wyciągając mleko z lodówki.
-Wstawię wodę na kawę.- Powiedziałem, biorąc czajnik.
-Dzięki.- Powiedział, po czym ziewnął.
Nieco później śniadanko było gotowe. Posadziliśmy Seijiego i Yuichiego w ich krzesłach i daliśmy po miseczce kaszki. Mają już półtora roku, więc potrafią jeść sami. No jedzenie kaszek i serków idzie im znakomicie, chociaż czasem jak są leniwi to my musimy ich karmić.
-Seiji~! A~!- Aomine podsunął mu trochę omletu, którego ten chętnie wziął.
-Zjadł kaszkę i jeszcze mu mało.- Zaśmiałem się, próbując dać nieco jajka Yuichiemu. Wziął ale chyba tylko dlatego, że Seiji też jadł.
Gdy wszystko było już zjedzon dzieciaczki zaczęli bawić się w salonie, a ja spakowałem Daikiemudrugie śniadanie i pozmywałem. Aominecchi w tym czasie poszedł się odświeżyc i przebrać.
-Dziś mam być na patrolu, więc możliwe, że wrócę wcześniej.- Powiedział wchodząc do kuchni i zapinając do końca guziki od koszuli.
-To napisz może później gdzie będziesz. Jak nie będzie za zimno to wyjdę z Maluchami na spacer.- Powiedziałem, dając mu bento.
-Jak będę niedaleko to na pewno napiszę. I o ile nie będzie jakiegoś nagłego wypadku.- Westchnął, po czym ruszył na przedpokój aby ubrać buty i resztę. Dzieciaczki wtem zaczęły się rozglądać, a widząc Tatusia ubierającego kurtkę zaczęli płakać.
-Tata~!- Krzyknęli i podbiegli do niego.
-Nie papa~!- Jęknął Yuichi, przytulając się do niego. Tak to było z naszymi bliźniakami, że jednego nie świata nie widzieli poza Tatusiem, a nastepnego poza Mamusią. Chociaż zazwyczaj to zależało od tego, który pierwszy wychodzi do pracy. Ja mam wolne, więc teraz Daikieg nie chcę póścić.
-Muszę iść do pracy. Obiecuję wrócić najszybciej jak się da.- Przytulił ich, całując ich w czółka.- Bądźcie grzeczni i słuchajcie się Mamusi. Okey?- Cmoknął ich jeszcze raz, po czym wstał.
-Miłej pracy.- Podszedłem i pocałowałem go.
-Dzięki. Wychodzę.- Zaczął machać bliźniakom, a ci jeszcze bardziej się rozpłakali.
-Zróbcie Tatusiowi "Papa~!".- Ukucnąłem, przytulając ich do siebie. Seiji i Yuichi zaczeli machać, dalej płacząc. Gdy Aomine wyszedł od razu chcieli iść za nim.- Nie, nie idziemy za Tatusiem. Idziemy się przebrać i będziemy się bawić.- Wzięłem ich na ręce i ruszyłem na górę.
-Tata~!- Powiedział Seiji ze łzami w oczach.
-Tatuś wróci. Musicie grzecznie na niego poczekać.- Cmoknąłem ich w policzki. Ach~! Coś czuję, że dzisiaj nie będzie łatwo.

Musiałem zamknąć się z bliźniakami w ich pokoju, gdyż uciekali mi i chcieli wyjść. Oczywiście był płacz ale po kilku minutach dali spokój i zaczęli się bawić. Jednak, gdy tylko poszedłem z nimi do salonu, bo musiałem wziąć się za obiad to pierwsze co pobiegli do drzwi. Na szczęście były zamknięte, więc nic nie mogli zrobić. Z tego powodu jednak zaczęli broić- zaczęli rzucać poduszkami i zabawkami, omal nie stłukli wazonu. Gdy za karę posadziłem ich w krzesełkach to od razu zacżęli płakać.
-Jestem na Was zły. Wiecie, że nie wolno nic niszczyć. Jak będziecie tak robić to Tatuś się na Was obrazi.- Powiedziałem, patrząc na nich. Uspokoili się, po czym spojrzeli na siebie, a następnie na mnie.
-Mama~!- Znowu zaczęli płakać, wyciągając rączki w moją stronę. No i jak mogę się na nich złościć~?! Wziąłem ich na ręce i zacząłem przytulać.
-No już dobrze~! Już, już.- Usiadłem na kanapie, i zacząłem miziać ich po pleckach.- Może się położycie? Zrobię Wam mleczko, okey?- Odsunąłem ich nieco od siebie aby wytrzeć im łezki. Jeszcze chwilę z nimi siedziałem, po czym wstałem i położyłem ich na materacu, który leżał w salonie, a służył bliźniakom do leżakowania- no czasmi również Daikiemu. Poszedłem do kuchni i zrobiłem im po butlece mleka. Dałem im butelki i położłem się obok nich, głaszcząc ich po brzuszkach. Wypili, a chwilę później już słodko spali. Dostałem wtem wiadomość od Daikiego, że jest na komendzie i wypełnia papierki, a jak skończy to może wrócić do domu- czyli pewnie się pospieszy. Udałem się do kuchni  przyszykowałem sobie wszystko, po czym położyłem się na kanapie. Wprawdzie miałem pranie zrobić i jeszcze pościerać kurze ale mogę to zrobić później. Chwila odpoczynku nie zaszkodzi.

Po godzinie bliźniaki się obudzili, więc zmieniłem im pieluchy i zaczęliśmy się bawić. Uwielbiają piłeczki, a dzięki zabakowemu koszu, który dostali na roczek mogą grać w salonie. Próbują do niego trafiać ale zazwyczaj po prostu podchodzą i przekładają piłkę przez siatkę. Daiki bardzo wcześnie wziął się za nauczenie ich grania w kosza, chociaż może to być też sprawką genów. I tak bawiłem się z moimi Słoneczkami do momentu przyjścia Daikiego z pracy.
-Wróciłem~!- Powiedział Daiki. Seiji i Yuichi od razu podreptali go przywitać.
-Tata~! Tata, tata, tata~!- Krzyczeli oboje.
-Cześć Łobuzy~! Tak się stęskniliście?- Aominecchi szybko się rozebrał aby wziąć Maluchy na ręce.
-Niezbyt ale po drzemce już byli Aniołkami.- Powiedziałem podchodząc do niego.- Witaj w domu.- Dałem mu buziaka i jakoś się w niego wtuliłem.
-Ach tak. Wy dwa Urwisy~! Ej, czuje się jakbym wrócił z jakieś długiej podróży, a nie sprawdzy.- Zaśmiał się Aominecchi.
-Nawet krótka rozłąka jest dla nas ciężka.- Zaśmiałem się, i odsunąłem.- To ty się z nimi pobaw, a ja raz dwa obiad zrobię.- Dałem im buziaki i ruszyłem do kuchni.- Powiedźcie Tatusiowi ile punktów zdobyliście~!
-O, w kosza graliście? To ile tych punktów już macie?
-Duzio.- Powiedział Seiji i się zaśmiał.
-Moi mali Mistrzowie.- Zaśmiał się i ruszył z nimi do salonu.
Aominecchi się przebrał, zjedliśmy obiad, a następnie bawiliśmy się z bliźniakami. Po zabawie kolacja, wspólna kąpiel- nasze dzieciaczki bardzo się uparły, a po mleczku biźniaki już słodko spali. Ja i Aomine zaś poogarnialiśmy nieco, po czym sami udaliśmy się do łóżka.
-Mmmm..... Ryouta......- Zamruczał Daiki w moją szyję, wkładając dłonie pod moją koszulkę. No co? Wzięło nam się za amory.
-Ah~! Pospiesz się....- Jęknąłem, wiercąc się niecierpliwie. Rozebraliśmy się i znowu zaczęliśmy się całować, dotykając się nawzajem.
-Łaaaa~!- Wtem usłyszeliśmy płacz naszych Maluchów.
-Serio~?!- Jęknął niezadowolony Aomine.
-Uparci są dzisiaj.- Westchnąłem i sięgnąłem po bokserki, drugą parę podając Aomine.
-Jutro pójdą do dziadków.- Mruknął, ubierając się.
-Ej, nie możemy tak~!- Spojrzałem się na nieg krytycznie.
-Możemy, możemy. A jak weźniemy jeszcze Mikę to na pewno szybko nas nie zawołają.- Stwierdził i ruszył do pokoju Maluchów.
Pokręciłem niedowierzająco głową. Nie mieliśmy ostatno czasu dla siebie, więc ten pomysł w sumie nie był zły. Nasza dwójka Urwisów była ostatnio dość uparta i zostawienie ich na dłuższy czas z kims było niemożliwe. A jak nie ujarzmię mojego kochanego mężą to jeszcze się na mnie rzuci. Jak nie dwa małe to jeden duży Urwis. Ale co tam~! Kocham ich. Może i są męczący ale zarazem bardzo kochani.
-Kise.- Mruknął Daiki, gdy wyszliśmy po cichu z pokoju dzieci, gdy ich uspokoiliśmy.- Chodź szbko. Chyba nam się się uda.- Zaczął mnie ciągnąć do sypialni.
-Teraz to ja już zmęczony jestem.- Mruknąłem, a widząc niezadowoloną minę mego mężą powstrzymałem śmiech i przytuliłem się do niego.- Jutro po śniadanku podrzucamy dzieci do dziadków i będziemy mieli dla siebie kilka godzin. To chyba lepsze niż szybki numerek, co nie?
-Lepsze ale ja nie będę narzekał na szybki numerek.- Położyliśmy się na łóżku, jednak Daiki sobie odpóścił.- To musimy się wyspać. WIedz, że jutro nie dam ci spokoju.- Cmoknął mnie w usta.
-Na to liczę.- Wtuliłem się w niego i szybko zasnęliśmy. Z nadzieję, że nasze Maluchy będą jutro grzeczne i dadzą nam dzień wolnego.