poniedziałek, 29 lutego 2016

Słodko- gorzko- Shizaya

Witajcie moi kochani ludkowie~! ^.^ 
Przepraszam, że nic nie wstawiałam przez ten tydzień ale nie miałam chęci na pisanie xp
Dopiero dzisiaj naskrobałam takiego cosia~! :3
Dzisiaj Iza-nii i Shizu-chan~! ^w^
Dawno ich nie było, więc oto dzisiaj przybyli~! ^^
Mogę powiedzieć, że w środę wstawię rozdział z DM :)
Co do Amnzeji i Baby Buu~! to nie wiem. Możliwe, że to pierwsze napiszę do piątku. XD 
Przestaję paplać i zapraszam do czytania~! ;)
Miłego wieczoru~! ^-^
#Kimie

Izaya Orihara był znanym informatorem, który za odpowiednią ilość pieniędzy dowie się wszystkiego. Nie był jednak zbyt lubiany, gdyż manipulował ludźmi na swoją korzyść, dlatego miał pod kontrolą wszystkie mafie i gangi. Co poniektóre rozbijał, a z innymi miał układy. Zwyczajni obywatele również z nim nie zadzierali, gdyż wiedzieli, że Orihara jest zdolny do wszystkiego. Ale tu nie chodzi o jego pracę i wpływy. Raczej o niego samego i jego prywatne życie. Jego hobbym oprócz obserwowania ludzi był Shizuo Hewajima. Mimo iż poznał go dopiero w liceum to fascynował go już w gimnazjum. Może nie polubili się, a bardziej można stwierdzić, że się nienawidzili od samego początku to przez lata to się zmieniło. Po 7 latach walki pogodzili się. Jednak w inny sposób, jaki myśleliby ludzie. Zostali parą kochanków. Może to i szokujące, a zarazem zadziwiające ale to prawda. Już od roku są ze sobą, a nawet mieszkają razem- Shizuo jednak nie do końca się do niego wprowadził, gdyż jak zawsze twierdzi "Ktoś musi pilnować Ikebukuro.". Mimo to Izaya był szczęśliwy na swój pokręcony sposób i cieszył się, że zdobył Potworka. Ludzie jednak nie wiedzili o ich realacji, gdyż dalej gonili się po mieście. Zmiejszyli jednak te gonitwy i szkody, które powstawały w większości przez blondyna. Życie toczyło się więc dalej w nieco innym tempie. Powróćmy jednak do Izayi. Czego informator nie lubi? Rybich oczu i słodkości. Skupmy się na drugim aspekcie. Izaya lubił tylko kawę, najlepiej czarną bez żadnych dodatków. Mocna i gorzka była dla niego najlepsza. Mogło by się zdawać, że skoro nie lubi słodkich rzeczy to lubi gorzkie i kwaśne. Otóż nie. Izaya naprawdę nie lubił słodyczy, nie ważne pod jaką były postacią. Nie lubił gorzkiej czekolady, kwaśnych żelków, czy wiśni w likrze. Dla niego najlepsza była po prostu kawa...

Izaya wesołym krokiem wracał do swojego apartamentu. Machał w przód i w tył reklamówką, w której miał budyń i pocky dla Shizu-chana. Postanowił być dobrym chłopakiem i kupił mu te rzeczy bez okazji. No może chciał go nieco czymś zająć, gdy on będzie pracował. W końcu informaccje same do niego nie przyjdą. Wszedł do budynku, robiąc na wejściu piruet, po czym w podskokach wszedł do windy. Nie spieszyło mu się, także ponaciskał kilka guziczków dla wesołej melodyjki. Nucąc sobie pod nosem dotarł na ostatnie piętro, gdzie znajdowało się jego mieszkanie.
-Shizu-chan~! Wróciłem~!- Krzyknął od progu. Usłyszał warknięcie z kuchni, więc tam podążył. Ujrzał blondyna w fartuchu, który szykował kolację.
-Musisz tak krzyczeć od progu?! A tak to witaj w domu.- Shizuo spojrzał najpierw na niego nieco wściekły lecz szybko złagodniał i lekko się uśmiechnął.
-Przynajmniej wiesz, że to ja, a nie jakiś intruz, np moje siostry~! Nieważne. Mam coś dla ciebie Pierwotniaku~!- Izaya uśmiechnął się szeroko, wyciągając przed siebie rękę z reklamówką.
-He?!- Blondyn spojrzał na niego zdziwiony, po czym wziął od niego reklamówkę. Zajrzał do środka i uśmiechnął się. Wprawdzie mógłby sam sobie kupić budyń i pocky ale miło było dostać nawet coś tak prostego od wiecznie zapracowanego informatora. Shizuo złapał go za rękę i przyciągnął do siebie, krótko całując w usta.
-Dziękuję.- Izaya na jego słowa zachichotał, po czym przytulił się do niego.
-Shizu-chan~! A zrobisz mi kawki~? Bo pchełka musi popracować~!- Spojrzał na niego prosząco. To zawsze działało na blondyna..... No może nie zawsze ale w przypadku zrobienia mu kawy tak.
-Heh. No dobra. Tylko za godzinę obiad, więc nieważne co odrywasz się wtedy od pracy.- Shizuo musiał wyuszać na nim takie rzeczy. Gdyby nie on Izaya siedziałby nawet cały dzień pijąc tylko kawę. A tak dostarczał organizmowi potrzebnych wartości.
-Dobrze~!- Izaya cmoknął go w policzek, po czym w podskokach ruszył do swojego biura. Shizuo westchnął, schował budyń do lodówki, a pocky do szafki, po czym wziął się za robienie obiadu. I kawy.

Po obiedzie, na czas którego Orihara oderwał się od monitora, Shizuo oglądał telewizję jedząc pocky. Chciał poczęstować Izayę lecz wiedział, że i tak odmówi. W końcu nie lubi słodyczy. Blondyn nie raz próbował zrobić dla niego deser lecz zawsze był za słodki na szatyna. Nieważne co Izaya nie ruszał słodyczy. Nawet jak Shizuo ładnie prosił. Aż dziw, że raz udało mu się namówić Oriharę na masaż czekoladą. Blondyn zastanowił się chwilę, po czym odłożył pocky i ruszył do kuchni. Postanowił zrobić dla Izayi deser. Chwilę przeszukiwał szafki zastanawiając się co będzie idealne do zrobienia owego deseru. Wyjął kilka składników i postanowił zrobić coś na kształt tiramisu. Wiedział, że deser musi być gorzki niczym kawa, dlatego męczył się z dobrą godzinę. Smakował kilka razy. Dla niego to było bardzo gorzkie i niezbyt dobre, więc dla Orihary powinno być idealne. No miał taką nadzieję, że będzie. Wziął pucharek i zaniósł do jego gabinetu. O dziwo nie zastał tam szatyna. Nie przejmując się tym postawił deser na biurku i poszedł do salonu ogądać teewizję. I zbić gorzki smak w ustach słodkim pocky.

Izaya, gdy wrócił ze sypialni- musiał przebrać bluzkę, gdyż oblał się kawą- zastał coś na swoim biurku. Usiał na krześle i obejrzał deser z każdej strony. Był trzywarstwowy. Coś bardzo ciemnego, duża część średnio brązowego i trzecia część bordowa. Zdziwił się nieco, że Shizuo dał mu deser. Przecież wiedział doskonale, że nie lubi słodkości. Postanowił jednak najpierw posmakować aby nie robić przykrości blondynowi. Jak będzie słodkie- a zapewne tak będzie- to odda ten podwieczorek Shizuo. Izaya wziął łyżeczkę, zatopił ją w 3 warstwach, po czym włożył ją do ust. Bardzo się zdziwił smakiem deseru. Nie był on wcale słodki. Smakował kawą i jakimiś owocami, które były cierpkie niczym wino. Musiał przyznać, że bardzo mu smakowało. Wesoło zjadł cały deser, nieco się nim rozkoszując. W końcu coś, co plasuje się w jego smakach. Po zjedzeniu udał się do salonu. Blondyn leżał na kanapie i oglądał jakiś film. Izaya podszedł do niego, siadając mu na biodrach. Shizuo od razu oderwał wzrok od ekranu i spojrzał na szatyna.
-Skończyłeś już prace?- Zapytał Shizuo kładąc dłonie na biodrach informatora.
-Nie. Mam jej jeszcze nieco. Przyszedłem podziękować za py~szny deser~!- Izaya na samą myśl oblizał się i uśmiechnął.
-Serio ci smakował?!- Nieco go zdziwiło, że udało mu się zrobić idealny deser dla Izayi.
-Mhm~! Dlatego dzię~ku~je~!- Po tych słowach pochylił się i pocałował swojego Potworka. Shizuo złapał go za szyję, pogłębiając pocałunek. Izaya mruknał mu w usta, po czym zdołam oderwać się od niego.
-Nie ma za co. Masz jeszcze trzy w lodówce.- Shziuo usmiechnął się i oblizał, po czym się skrzywił.- Gorzko.- Stwierdził. Po co pogłębiał pocałunek skoro wiedział, że Izaya przed chwilą jadł to coś? Zachcianka, po prostu.
-Zostawię sobie na później.- Izaya uśmiechnął się, po czym zachichotał słysząc stwierdzenie blondyna.- Za to Shizu-chan jest słodki~!- Pochylił się czekając aż eks barman złączy ich usta. I długo czekać nie musiał. Shizuo uśmiechnął się, po czym ponownie go pocałował. Izaya ułożył się wygodniej na blondyni. Muskali się ustami, leżąc w swoich objęciach. Izaya postanowił przełożyć pracę na jutro. Jest najlepszy, więc może sobie na to pozwilić. Plus słodkość jego chłopaka przyciągała go i jakoś nie chciał obuszczać jego ciepłych ramion. 





 

niedziela, 21 lutego 2016

Baby Buu~!- Rozdział 5

Witam ponownie~! ^.^
Skończyłam pisać 5 rozdział i postanowiłam wstawić go już dzisiaj~! :D
Wiem, jak lubicie to opowiadanie~! <3
Prawdopodobnie będą jeszcze 3 rozdziały~~! :3 Czyli jeden na tydzień, jak dobrze pójdzie :p
Nie przedłużając zapraszam na dalsze perypetie Kise w ciąży~! *.*
Enjoy~! ;)
#Kimie


Obudziłem się wypoczęty. O dziwo w nocy nie brało mnie na mdłości i brzuch mnie nie bolał. Wstałem więc szczęśliwy i poszedłem wziąć prysznic. Gdy wycierałem się ręcznikiem zauważyłem jedną, a nawet dwie ciekawe rzeczy. Brzuch lekko mi się zaokrąglił i piersi nieco urosły. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać ale jak się przyjrzeć to już tak. Założyłem spodnie i pognałem do kuchni.
-Aominecchi~!- Krzyknąłem od progu. Aomine stał i robił sobie kanapki.
-Co jest?- Zapytał zdziwiony patrząc na mnie.
-Brzuszek mi urósł~!- Powiedziałem z szerokim uśmiechem.
-Serio?!- Aomine odłożył kanapkę i podszedł do mnie obejmując mnie od tyłu, przyglądając się.- No tak troszeczkę urósł. I cycki ci nawet urosły.- Powiedział z uśmiechem, głaskając mnie po brzuchu i torsie.
-No dobrze, dobrze. Ale już przestań mnie macać i rób sobie kanapeczki. A jak jesteś taki dobry to zrób mi herbatki.- Zaśmiałem się i cmoknąłem go w policzek.
-Będę cię macał kiedy chce.- Powiedział stanowczo całując mnie w szyję.- Kise......ty nie masz na sobie bielizny.- Powiedział zmysłowo głaszcząc mnie po bokach. Zarumieniłem się i chciałem wyrwać lecz Aomine trzymał mnie mocno. Na dodatek włożył rękę w moje spodnie i złapał mojego członka, poruszając powoli w górę i w dół.
-Ah~! Aominecchi~! Dopiero co, ah......brałem prysznic....ah....- Wyjąkałem lecz Aomine nic sobie z tego nie robił. Zsunął moje spodnie i zaczął szybciej poruszać ręką, dodatkowo szczypiąc mój sutek i całując moją szyję i ramię. Jęczałem, wzdychałem i musiałem się przytrzymać blatu aby nie upaść. Po dłuższej chwili nie wytrzymałem i z głośnym jękiem spuściłem się w jego dłoń. Aomine odczekał chwilę, po czym wyczyścił mnie i umył ręce. Kątem oka zauważyłem, że Aomine się podniecił. Postanowiłem więc mu ulżyć. Podszedłem do niego i obróciłem przodem do siebie, po czym ukucnąłem i począłem rozpinać jego spodnie. Widziałem, że Aomine nieco się waha. Ale ani mi ani dziecku nic się przez to nie stanie. Opuściłem więc jego spodnie i bokserki do kolan, po czym wziąłem w usta sam jego czubek. Ssałem i lizałem, biorąc go coraz głębiej. Słyszałem jak Aomine wzdycha. Wiedziałem, że jest mu dobrze, gdyż wplótł palce w moje włosy, lekko je przeczesując. Czując, że jest już blisko zassałem się na główce i zacząłem szybko poruszać ręką na trzonie. Na efekty nie musiałem czekać długo, gdyż już po chwili poczułem słonawy smak w ustach. Odsunąłem się i wyplułem to. W końcu to co ja jem, je też moje dziecko, a tego nie musi smakować.
-Już wolę jak połykasz.- Stwierdził Aomine pomagając mi wstać.
-Lepiej żeby dziecko nie smakowało takich rzeczy.- Zaśmiałem się krótko, po czym cmoknąłem go w policzek i udałem się do łazienki. Umyłem zęby, uczesałem się i ubrałem porządnie, po czym wróciłem do kuchni. Na stole czekała na mnie herbata i kanapki. Od razu usiadłem przy stole czując jak głodny jestem.
-Smacznego. Ja już muszę iść.- Powiedział Aomine wchodząc do salonu i ubierając kurtkę.
-Dziękuję. Miłej pracy.- Aomine podszedł i pocałował mnie, głaszcząc przy tym brzuch. Uśmiechnął się jeszcze, po czym słyszałem jak ubiera buty, bierze klucze i wychodzi. Gdy zjadłem śniadanie i posprzątałem po sobie usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem i ujrzałem w nich pana Hatoyamę.
-Dzień dobry. Proszę wejdź.- Wpuściłem go. Dzisiaj mieliśmy ustalić plan pracy podczas mojej ciąży.
-Dzień dobry. Jak się czujesz Kise? Chociaż powinienem zapytać jak się czujecie?- Pan Hatoyama uśmiechnął się ściągając buty i wieszając kurtkę.
-Bardzo dobrze.- Odpowiedziałem z szerokim uśmiechem i ruszyłem do salonu.- Kawy? Herbaty?- Zapytałem ruszając do kuchni.
-Może ja sam sobie zrobię sobie kawy?- Zaproponował menadżer idąc za mną.
-Nie jestem kaleką. Nie trzeba mnie przy wszystkim wyręczać.- Zaśmiałem się i wstawiłem wodę na kawę dla menadżera i herbatę dla siebie.
-Wybacz. Gdy moja siostra była w ciąży to bardzo się o nią bałem. I ona też zawsze musiała mi przypominać, że wszystko w porządku i, że zrobienie herbaty nie jest dla niej problemem.- Uśmiechnął się na to wspomnienie. Właśnie wtedy woda się zagotowała, więc nalałem ją do dwóch kubków. Do kawy dolałem jeszcze nieco mleka. Już chciałem je zabrać ale menadżer mnie uprzedził.
-Przepraszam Kise. Już mam taki nawyk.- Powiedział ze skruchą.- Weź ciasteczka, jeśli jakieś masz.- Powiedział i poszedł do salonu. Zaśmiałem się z jego zachowania. Wyciągnąłem jakieś kruche ciasteczka, wsypałem je do miski i poszedłem do salonu siadając obok menadżera.
-Co wymyśliłeś aby nikt nie dowiedział się o mojej ciąży?- Zapytałem spoglądając na papiery.
-Teraz dopóki nie urósł ci tak bardzo brzuch będziesz miał normalne sesje. Ewentualnie będziemy wybierać takie luźniejsze ubrania. I tak zapewne już ci się brzuszek nieco zaokrąglił.- Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-A później?- Dopytałem wcinając ciasteczka. W takim tempie to pan Hatoyama nie zje ani jednego.
-Właśnie. Jest taki program, w którym odpowiadasz na pytania fanów przez skypa. W tym jest plus, że będą widzieć tylko twój profil. Program jest raz w tygodniu, a odpowiadać będziesz przez pół godziny. Także w piątki przed kolacją odpowiadasz na kilka pytań i masz spokój. Pasuje?- Zapytał pijąc kawę.
-Oczywiście. Mam nadzieję, że nie poczuje się nagle źle, gdy będę odpowiadał. Ty będziesz przy tym?- Zapytałem spoglądając na papiery.
-Tak. Wiesz, w razie jakby było jakieś ciężkie pytanie i pokazać ci kiedy audycja się zakończy. Jeszcze byś wstał i wszyscy zobaczyliby twój brzuch.- Odpowiedział z lekkim uśmiechem.
-A gdy urodzę? W końcu będę potrzebował czasu aby odzyskać siły i wagę.- Plus piesi będą musiały mi zmaleć.
-Zobaczymy. Ale prawdopodobnie będziesz potrzebował 4 miesięcy na odpoczynek. Hmmm..... Jak będziesz się dobrze czuł po ciąży to dalej będziesz mógł uczestniczyć w tym programie. Jakiegoś wywiadu również mógłbyś udzielić. Jeszcze zobaczymy jak to będzie. Do porodu jeszcze czas.- Pan Hatoyama uśmiechnął się miło. Odwzajemniłem uśmiech i przytaknąłem. Omówiliśmy jeszcze co nieco, po czym pan Hatoyama udał się do domu, a ja wziąłem się za robienie obiadu. No i patrzeniem na ubranka dziecięce w internecie. Ale one są urocze~! Chyba mój portfel oraz Aomine uszczupli się nieco.


Kolejny tydzień minął bardzo szybko. I chciałem aby ten również już minął. Muszę szczerze przyznać, że humorki kobiet podczas miesiączki to nic w porównaniu z humorkami Kise podczas ciąży. Stał się drażliwy i często płacze nawet z byle powodu. Oglądaliśmy jakiś program przyrodniczy to rozpłakał się widząc małą antylopę zjadaną przez lwy. Skaleczyłem się w palec to też się rozpłakał. Powiedziałem mu, że zrobiłem mu kanapki z dżemem truskawkowym to się rozpłakał. Spojrzał na nasze zdjęcie- rozpłakał się. No ile można?!! A! I drażliwość. Powiedziałem, że wrócę nieco później to na mnie nakrzyczał, że powinienem wracać punktualnie. A jak dopowiedziałem, że idę do Kagamiego oddać mu płytę to wymyślił sobie, że go zdradzam. A po tym się rozpłakał. Uspokajałem go dobrą godzinę. Skończyło się na tym, że po pracy pojechałem po niego i razem pojechaliśmy do Kagamiego i Tetsu. Na szczęście u nich nie miał humorków. Wczoraj przyszedłem później, gdyż mama poprosiła abym zawiózł ją do ojca, a później pomógł jej z zakupami. Kise nie dość, że nawrzeszczał na mnie to rzucał we mnie książkami. Na szczęście zadzwoniła moja mama i wszystko mu wyjaśniła. Kise uspokoił się lecz rozpłakał i przepraszał mnie z dobre 5 minut. Chyba to, że go kocham trzyma moje nerwy na wodzy. Dzisiaj wyjątkowo Kise był spokojny. Uśmiechał się i co chwila się do mnie przytulał. Leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy jakiś film, gdy ktoś zapukał do drzwi. Poszedłem otworzyć, gdyż Kise zapatrzył się na ekran.
-Witaj Daiki.- Przywitał się Akashi wchodząc do środka i dając mi pudełko. Zerknąłem do środka i ujrzałem 6 babeczek. Pewnie był u Murasakibary. Poczekałem aż ściągnął buty i kurtkę, po czym poszliśmy razem do salonu.
-Witaj Ki......
-Aominecchi~!- Zawył Kise. No pięknie. Zostawić go na 5 minut to od razu zacznie płakać. Akashi podszedł do niego i usiadł obok. Kise widząc go mocno się w niego wtulił płacząc. Akashi objął go lekko głaszcząc po plecach i mówiąc uspokajające słowa. Nie wiem co było bardziej zaskakujące: Kise obejmujący Akashiego, czy Akashi tulący Kise i mówiący spokojne słowa?! Nie zastanawiając się dłużej nad tym faktem poszedłem do kuchni zrobić herbaty. Gdy wróciłem do salonu Kise już był spokojny ale dalej tulił się do Akashiego. Dopiero po dłuższej chwili odkleił się od niego. Usiadł za to mi na kolanach i przytulił się. Odwzajemniłem uścisk i cmoknąłem go w czoło na co się uśmiechnął.
-Jak się czujesz Ryouta?- Zapytał Akashi biorąc łyk herbaty.
-Dobrze. Brzuszek mi się już nieco zaokrąglił.- Odpowiedział i od razu się rozweselił. Porozmawialiśmy jeszcze na neutralne tematy, po czym Akashi stwierdził, że musi się zbierać. Obiecał odwiedzić nas wraz z Furihatą. Kise zrobił się śpiący, więc razem poszliśmy spać.

Jeszcze przez dwa dni Kise płakał i krzyczał, a teraz jest już spokojniejszy. Ma humorki ale nie krzyczy. Po prostu raz jest smutny, raz wesoły, raz zły, raz kochany. Przyjaźń z Satsu na coś się przydała. Kise przez te kilka dni.....wyładniał. Nawet Tetsu tak stwierdził. Ja jeszcze zauważyłem- Kise również- że ma obfitsze kształty. W sensie biodra mu się zaokrągliły, tyłek, ramiona zrobiły nieco szersze. Chociaż najbardziej widać po tyłku. Zwłaszcza jak ubierze rurki, w które o dziwo nadal się mieści, gdyż jak mi powiedział przytył pół kilograma. Ciąża najwyraźniej mu służy. Leżeliśmy na kanapie obijając się. Był już wieczór, więc mieliśmy pewność, że nikt nas teraz nie odwiedzi. Kise siedział mi na kolanach. Przypodobał sobie to miejsce.
-Aominecchi~! Nudzi mi się.- Zamarudził Kise.
-To znajdź sobie jakąś rozrywkę. Ja nie mam pomysłów.- Powiedziałem dalej patrząc się na film. Wtem poczułem jak Kise całuje mnie po szyi i powoli zmierzał wyżej. Gdy pocałował mnie w policzek odwróciłem głowę w jego stronę i pocałowałem go w usta. Zamruczał zadowolony przekręcając się tak, że siedział na mnie okrakiem. Złapałem go za pośladki, ściskając je. Kise jęknął w moje usta i zaczął się o mnie ocierać. I to mi się podoba~! Wsunąłem dłonie pod jego koszulkę, drapiąc go po plecach. Kise złapał dół mojej koszulki, po czym szybko ją ściągnął. Od razu ściągnął wtedy swoją koszulkę. Przyssałem się wtedy do jego sutków, na co jęknął przeciągle. Hmmm..... Chyba zrobiły się bardziej wrażliwe. Ssąc jednego, drugiego szczypałem palcami. Kise jęczał głośno, ściskając palce na moich włosach. Otarłem się o niego i poczułem jak jest już podniecony. Bawiąc się jego drugim sutkiem odpiąłem mu spodnie, wyciągnąłem jego nabrzmiałego członka i zacisnąłem na nim dłoń, powoli poruszając w górę i w dół.
-Aaach~!- Kise jęknął głośno i zadrżał. Wystarczyło kilka ruchów, a doszedł z głośnym jękiem, przyciskając mnie do siebie. Całując go po szyi czekałem aż się uspokoi. Po chwili oderwał mnie od siebie, składając na moich ustach krótki pocałunek, po czym zsunął się na ziemię odpinając moje spodnie. Podniosłem się nieco aby zsunąć spodnie wraz z bokserkami. Od razu zaczął ssać i lizać samą główkę, po czym wziął go całego w usta. Nieco mnie to zaskoczyło ale nie protestowałem, gdyż było to bardzo przyjemne. Poruszał głową w górę i w dół, ręką masując moje jądra. Zadrżałem i westchnąłem głośno. Czułem, że spełnienie jest blisko ale zastanawiałem się, czy uprzedzić Kise. Pomyślałem, że i tak jak spuszczę mu się w usta to i tak to wypluje. Złapałem go za włosy, przyciągając bliżej siebie, dochodząc. Puściłem go, a on szybko się odsunął i zakaszlał.
-Aominecchi~! Przez to musiałem to połknąć.- Powiedział z wyrzutem.
-Przepraszam. Poniosło mnie. A teraz chodź tutaj.- Złapałem go za rękę i pociągnąłem w swoją stronę. Kise ściągnął do końca swoje spodnie, po czym usiadł na mnie okrakiem. Wpiłem się w jego usta, masując jego pośladki. Kise poruszał chętnie biodrami, wzdychając w moje usta. Przerwałem pocałunek i wychyliłem się do szafeczki po żel i kondoma. A co, trzeba być przygotowanym~! Wylałem nieco lubrykantu na palce i od razu wsadziłem dwa w jego dziurkę. Kise stęknął i zacisnął palce na moim ramieniu. Powoli go rozciągałem, gryząc i liżąc jego tors. Gdy dołożyłem jeszcze jeden palec, Kise zaczął się na nie nabijać. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wyciągnąłem palce, nałożyłem prezerwatywę i wszedłem w niego od razu do samego końca. Kise jęknął głośno i zacisnął palce na moich włosach. Odczekałem chwilę, aż się przyzwyczai. Czując jak się podnosi powoli zacząłem się poruszać. Kise jednak był wyjątkowo zachłanny i błagał o mocniej i szybciej. Spełniałem jego prośby z przyjemnością. Doszliśmy wręcz w tym samym momencie. Gdy odetchnęliśmy wziąłem go na ręce i zaniosłem do sypialni. Tam oddaliśmy się pieszczotom i kochaliśmy się długo. Kise wyczerpany i spełniony przytulił się do mnie i zasnął. Otarłem nas nieco, po czym ułożyłem się wygodnie i również zasnąłem, głaszcząc go po brzuchu. 








Danse Macabre- Rozdział 13

 Witam w niedzielne popołudnie~! ^.^
Co dzisiaj porabiacie?? o.O Albo jakie macie plany??
Ja skończę dzisiaj BB i porysuję sobie nieco~! :3
Kise: Miałaś skończyć wczoraj ale znalazłaś sobie nową grę~! :p
Kise ty paplo~! xp Wiem, że miałam skończyć ale ta gra jest taka fajna~! ^.^
Aomine: Onga, onga, onga, laski lubią pstrąga~! ;)
Widzisz Kise! Aosiowi się spodobała XD Jakby ktoś chciał zagrać to macie tu [LINK] ^^
  Przestaję paplać i zapraszam na kolejny rozdział Danse Macabre~! *.*
Przypomnę o ankiecie~! :3
Także miłego, leniwego niedzielnego popołudnia~! :*
#Kimie


Minęły dwa tygodnie od mojego przebudzenia. Czułam się już świetnie, a po ranie została blizna, która- jak powiedział Patrice- powinna zniknąć z czasem. Przez ten czas w większości leżałam i ćwiczyłam. Jak pierwszy raz próbowałam wstać to miałam szczęście, że Patrice był obok. Zakręciło mi się wtedy w głowie i bym upadła na podłogę lecz on szybko mnie złapał i położył na łóżku. Codziennie próbowałam przejść się kawałek i z każda próbą szło mi coraz lepiej. Patrice wpierał mnie i pomagał ale oczywiście zawsze wieczorem szedł do „pracy”. Czasami zostawałam sama w izbie, gdyż Joseph również miał pracę. Zazwyczaj po prostu spałam albo czytałam książki. A teraz po tych dwóch tygodniach miałam iść z Patrice na pierwszą misję. Musi mi pokazać jak zabiera się duszę i tak dalej. Gdy mi to rano powiedział to mimo wszystko nie mogłam się doczekać, aż nastanie wieczór.



Czytałam jakąś powieść, gdy nagle coś zostało rzucone na mój brzuch. Podniosłam się do siadu odkładając książkę i spoglądając na ubrania.

-Ubierz to. Będziesz szybciej się poruszać i nie zmarzniesz.- Powiedział Patrice ubrany już w swój strój. Przytaknęłam, wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Strój składał się z getrów, krótkich spodenek do kolan, koszuli, kamizelki i płaszcza oraz płaskie buty. Pierwszy raz miałam na sobie spodnie, więc nieco dziwnie się w nich czułam. Strój jednak był wygodniejszy od gorsetu i długiej spódnicy. Związałam jeszcze włosy w warkocz i wyszłam z łazienki. Patrice obejrzał mnie od stóp do głów i uśmiechnął się lekko.

-Dobrze w tym wyglądasz. A teraz chodź.- Złapał mnie za rękę i wyszliśmy przed chatkę. Patrice przystanął i spojrzał na mnie nad czymś się zastanawiając.

-Coś się stało?- Zapytałam nieco niepewnie.

-Nie wiem czy potrafisz zamienić się w kruka. Bo jeśli by ci wyszło to moglibyśmy polecieć.- Spojrzałam się na niego zszokowana. Zamienić się w kruka.

-To można się zamienić?- Spytałam, a Patrice się zaśmiał. Puścił moją rękę i nagle objął go ciemna smuga, a gdy zniknęła to zamiast niego był czarny kruk, tylko nieco większy od normalnych. Kruk, czyli Patrice wzbił się w powietrze i po chwili usiadł na moim ramieniu. Pogłaskałam go delikatnie po czarnych piórkach zafascynowana tym zjawiskiem. Kruk zleciał na ziemię i zamienił się w człowieka.

-To teraz ty spróbuj. Skub się i pomyśl o lataniu, poczuj się lekka.- Przytaknęłam głową skupiając myśli na jego słowach, zamykając oczy. Stałam tam jakieś 5 minut ale nic się nie działo. Otworzyłam oczy i westchnęłam głośno.

-Nie wychodzi. Nic nie czuję.- Naprawdę chciałam to zrobić ale coś na razie to blokowało. Patrice zaśmiał się i podszedł do mnie, tuląc mnie do swojego torsu.

-Nie smuć się. Poćwiczysz to za którymś razem na pewno ci się uda. Plus nie każdemu na początku to wychodzi.- Przytaknęłam, po czym poczułam pocałunek na czole.- A teraz chodź. Do miasteczka jest niedaleko, więc się przejdziemy.- Złapał mnie za rękę i pociągnął w sobie znanym kierunku. Nie znam okolicy, gdyż cały czas wręcz spędzam w mieście, a zwłaszcza w domu. Szliśmy, a ja musiałam uważać na gałęzie i korzenie wystające z ziemi. Patrice miał chyba już jakąś wprawę w chodzeniu po lesie, bo szedł i o nic się nie potykał ani o nic nie zahaczał. Po jakiś 40 minutach marszu dotarliśmy do miasteczka. Niewiele ludzi chodziło po nim ale to pewnie przez porę dnia. Spojrzałam na Patrice z niemym pytaniem „Co dalej?”.

-Pamiętasz jak uczyliśmy się znikania. To właśnie teraz musimy zniknąć i dopiero wtedy wejdziemy do miasta.- Przytaknęłam i od razu skupiłam się na tym. Gdy po chwili otworzyłam oczy zauważyłam na twarzy Patrice lekki uśmiech.- Brawo. Nauczyłaś się tego.- Zarumieniłam się na jego słowa. Patrice złapał mnie ponownie za rękę i weszliśmy do miasteczka. On pewnie już dawno był niewidzialny. Jak wcześniej mi wytłumaczył kruki widzą siebie nawzajem aby w razie co sobie nie przeszkadzać. Przeszliśmy kawałek i weszliśmy do niewielkiego domku. Nikt nie usłyszał ani zauważył tego. Izba była niewielka. Piecyk, kilka szafek, stolik z czterem krzesłami i łóżko, oraz drzwi prowadzące zapewne do sypialni rodziców i drugie drzwi do łazienki. Na łóżku leżała młoda dziewczyna. Na ziemi przy jej łóżku siedział jakiś starszy mężczyzna, a na krzesłach siedziała kobieta i chłopak w wieku około 10 lat. Wszyscy spali, najwyraźniej zmęczeni przesiadywaniem przy chorej. Dziewczyna leżała i oddychała wolno, a jej twarz już była blada. Patrice puścił moją dłoń i podszedł do niej. Ściągnął z palca pierścionek, który zamienił się w kosę. Była czarna i wykonana z jakiegoś dziwnego materiału. Patrice przysunął sztylet do szyi dziewczyny, po czym pociągnął w swoją stronę. Przez chwilę myślałam, że przeciął jej szyję ale tak się nie stało. Pojawił się tylko czarny ślady, który szybko zniknął. Kosa zamieniła się z powrotem w pierścionek, który Patrice od razu ubrał. Wtem obudził się ojciec tej dziewczyn. Spojrzał się na córkę najpierw z uśmiechem, a po chwili zamarł. Zaczął krzyczeć „Nie! Nie!” i płakać. Matka i chłopiec szybko się obudzili i jak doszło do nich co się stało również zaczęli płakać. Zrobiło mi się smutno. Patrice jednak nie okazywał żadnych uczuć tylko pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy. Poszliśmy nieco dalej i przystaliśmy przy karczmie.

-Tutaj masz pierścionek, który zamieni się w kosę. Przy każdym zabieraniu duszy robisz tak samo jak ci pokazałem. Tylko musisz się skupić na duszy, bo jeśli tego nie zrobisz to odetniesz nawet komuś głowę. Zrozumiałaś?- Zapytał podając mi srebrny pierścionek z jakimś wzorem.

-Tak.- Powiedziałam i założyłam pierścionek na palec.

-To dobrze. Teraz ty spróbujesz.- Powiedział po czy weszliśmy do baru i skierowaliśmy się na górę. Weszliśmy do jednego z pokoi. Na łóżku leżał młody mężczyzna, który klatkę piersiowa miał w bandażach. Patrice kiwną głową w jego stronę. Odetchnęłam głęboko i podeszłam do łóżka. Drżącymi dłońmi ściągnęłam pierścionek, który zamienił się w kosę. Była ona inna od tej, którą ma Patrice. Była wykonana z ciemnego drewna z niewielkim wzorem na górze. Przyłożyłam ostrze do jego szyi. Skupiła się na jego duszy. Zamknęłam oczy i przyciągnęłam kosę do siebie. Otworzyłam niepewnie oczy. Facet leżał i nie było krwi, czyli mi się udało. Odetchnęłam z ulgą. Kosa zamieniła się w pierścionek, który założyłam na palec. Spojrzałam na Patrice. Uśmiechał się lekko. Powiedział ciche chodź, więc wyszliśmy. Po tym zabraliśmy dusze jeszcze 4 osobom, a Patrice na dodatek jednej przypadkowej. Po tym wróciliśmy Patrice odprowadził mnie do chatki, a sam gdzieś jeszcze poleciał. Ja tymczasem postanowiłam wziąć długą kąpiel, gdyż nieco zmarzłam.





Po zaprowadzeniu Lili do domku poleciałem dalej zbierać dusze. Na szczęście nie było ich dużo do zebrania, więc szybko się uwinąłem. Lecz zamiast polecieć z powrotem do lasu poleciałem do mojego pokoju. Odkąd Lili się obudziła wolę rozmawiać z Josephem sam na sam. Gdy przyleciałem on już na mnie czekał jak zawsze siedząc na jednym z krzeseł i popijając wino. Zdjąłem płaszcz, rzuciłem go na łóżko i usiadłem naprzeciw niego, a kieliszek z czerwonym płynem od razu został postawiony przede mną.

-I jak poszło?- Zapytał patrząc na mnie z zaciekawieniem.

-Dobrze. Nadal jest niepewna ale to normalne. Przez pierwsze dni będę z nią chodził, a po tym sama spróbuje. –Powiedziałem biorąc łyk wina. Jak zwykle było wyśmienite. Spojrzałem się na Josepha, który spoglądał na mnie niepewnym spojrzeniem połączonym z irytacją. Westchnąłem głośno uśmiechając się krzywo.- Wiem, wiem. Z kimś niższej klasy powinna to robić ale sam wiesz, że nie może to wyjść na jaw. Jeszcze się zaprzyjaźnią, powie o mnie, a ona Śmierci. I co ty zrobisz w takiej sytuacji??- Zapytałem nieco wściekły.

-Spokojnie Patrice. Wiem to. Ale nadal mi się to nie podoba. Ona nigdy nie dorówna tobie. I wiesz, że nie zawsze będziecie razem. Nie może jechać na misje, które sam wiesz mogą długo trwać. Będziesz musiał trzymać mnóstwo rzeczy w sekrecie. I ona mimo wszystko potrzebuje opiekuna, bo jak coś się stanie, gdy ciebie nie będzie to ona nie wie co robić. Ona zna świat z innej perspektywy. A ja nie mogę ci dać tak dużo czasu na nauczenie jej tego wszystkiego. Musisz wręcz szybko i nagle przygotować ją do świata. Wiesz co rządzi tym światem. Pomyśl co może się stać jak spotka innego kruka. Ty jesteś dla niej miły ale inni nie muszą. Mogą ją nawet zranić i co wtedy?- Westchnąłem i wypiłem duszkiem wino. Chwilę trwaliśmy w ciszy.

-Wiem to wszystko i sam nie wiem co dokładnie zrobić. Zastanawiam się nad tymi wszystkimi aspektami ale nadal nie mogę znaleźć rozwiązania. Co do opiekuna to wybierz jej takiego, co da się zaszantażować. Chociaż lepiej jak ty powiesz coś stosownego, a ja upewnię się, że Lili nic nie powie o mnie i skłamie co do swojej zmiany. Wiem, że jak to wyjdzie na jaw to ty musisz mnie zabić i Lili również i wiem, że nie chcesz tego robić. Co do reszty to nadal mam wątpliwości.- Nalałem sobie jeszcze wina, ponownie wypiłem duszkiem i wstałem.

-Patrice przypomnij sobie jakie były powody, że stałeś się krukiem. Stań się taki jak na początku, a ona szybko nauczy się wszystkiego. Ty szybko wspiąłeś się na wyżyny dzięki temu, a ona szybko nauczy się co i jak. Patrice jesteś w elicie. Jesteś numerem jeden i nie zapominaj tego.- Powiedział patrząc na mnie ostro. Spojrzałem się na niego groźnie, ubrałem płaszcz i wyleciałem. Jest w tym jakiś sposób ale nie wiem, czy Lili by to wytrzymała. Przeleciałem się nad miasteczkiem i lasem aby nieco ochłonąć.





Siedziałam na łóżku i przyglądałam się pierścionkowi, gdy przyszedł Patrice. Nic nie powiedział tylko uśmiechnął się do mnie i wszedł do łazienki. Nieco zdziwiło mnie jego zachowanie ale pewnie miał jakąś niemiłą sytuację i przez to popsuł mu się nieco humor. Położyłam się i czekałam na niego. Wyszedł pół godziny później jak zawsze w samych spodniach. Położył się na kołdrze i westchnął głośno.

-Aż taki zmęczony?- Zapytałam rozbawiona jego zachowaniem.

-Zapamiętaj, że kruki są wredne i nie zawsze są mili. A jak są to coś knują albo będę chcieli jakieś korzyści.- Powiedział podnosząc się na łokcie. Chwilę mi się przyglądał, po czym przysunął się i wpił się w moje usta. Oplotłam rękoma jego szyję aby nie przestawał. Poczułam jak zsuwa ze mnie kołdrę i przysuwa bliżej siebie. Jego dłonie wślizgnęły się pod moją koszulę. Zadrżałam, gdyż miał je o dziwo zimne. Patrice przerwał na chwilę pocałunek, by zdjąć ze mnie niepotrzebny materiał. Czułam się nieco zawstydzona leżąc tak pod nim nago mimo, iż już mnie taką widział. Oderwał się od moich ust i począł składać pocałunki na mojej szyi, a dłonie pieściły każdy skrawek mojego ciała. Jęczałam cicho i drżałam z przyjemności. Gdy jego usta znalazły jednego z moich sutków ssąc go i podgryzając, jedna dłoń powędrowała na moje krocze pieszcząc je leniwie. Jęknęłam głośno wplatając palce w jego włosy i zaciskając je na nich. Jęczałam i wzdychałam, a ta przyjemność zajęła moje wszystkie myśli. Rozciągnął mnie powoli palcami znacząc moją szyję małymi ugryzieniami. Po dłuższej chwili zaprzestał swoich czynności. Spojrzałam na niego nieco zdezorientowana. Patrice ściągnął swoje spodnie, po czym usiadł między moimi nogami i wpijając się w moje usta wszedł we mnie od razu. Krzyknęłam z bólu i przyjemności zaciskając dłonie na jego ramionach, a kilka łez poleciało mi z oczu. Patrice zlizał je i czekał na moją reakcję. Po chwili poruszyłam się niepewnie, co było sygnałem dla niego. Patrice poruszał się najpierw powoli, by z każdą chwilą przyspieszać i wchodzić coraz głębiej. Jęczałam, wręcz krzyczałam z rozkoszy jak i bólu. Lecz wystarczyło kilka trafień w to czułe miejsce i doszłam krzycząc jego imię. Patrice poruszył się jeszcze kilka razy i również doszedł wylewając się na mój brzuch. Opadł po tym obok mnie przytulając mnie do siebie. Wtuliłam się w jego ciepły tors i zasnęłam w słodkim śnie.



Następnego dnia obudziłam się bardzo wypoczęta. Przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. Patrice nadal spał. Chciałam wstać i zrobić jakieś śniadanie lecz zdołałam się tylko odwrócić, a została pociągnięta do tyłu i nade mną zawisł Patrice.

-Gdzie ci się spieszy panienko?- Zapytał żartobliwie, po czym mnie pocałował krótko.- Dzień dobry Lili.- Powiedział z lekkim uśmiechem, na co się zarumieniłam.

-Dzień dobry Patrice. Chciałam zrobić śniadanie zanim wstaniesz ale mi jak widać nie wyszło.- Zaśmiałam się i próbowałam zrobić smutną minkę ale mi nie wychodziło.

-Robić śniadanie nago? Bardzo ciekawe.- Uśmiechnął się zadziornie, a ja spojrzałam na siebie. No tak. Przecież wczoraj to robiliśmy. Zalałam się rumieńcem i próbowałam przykryć ale Patrice od razu zabrał mi kołdrę.- Nie masz się czego wstydzić. Przecież widziałem cię już nago i to nie raz.- Uśmiechnął się subtelnie głaszcząc mnie po biodrze.

-No wiem ale.....mimo to to nadal się nieco wstydzę.- Powiedziałam odwracając głowę, a po chwili poczułam pocałunek na policzku.

-Uroczo się rumienisz.- Wyszeptał mi do ucha przez co poczułam jakby moje policzki paliły. Spojrzałam się na niego i lekko uśmiechnęłam.- A teraz pora wstawać. No jedynie, że masz ochotę na powtórkę z wczoraj.- Uśmiechnął się zadziornie lustrując mnie wzrokiem. Zrobiłam się całkiem czerwona i pokiwałam przecząco głową. Patrice zaśmiał się i wstał. Również chciałam to zrobić ale spojrzałam się na Patrice, który był całkiem nagi i usiadł jak gdyby nigdy nic na krześle. Naprawdę czuł się bardzo swobodnie. Ja ubrałam koszulę i wstałam, wzięłam sukienkę i udałam się do łazienki. Jeszcze przed wejściem zostałam przyciągnięta do pocałunku, na co moja twarz już płonęła. Gdy wyszłam po 20 minutach Patrice nadal siedział nago i czyścił swój sztylet. Zarumieniona poszłam do kuchni przygotować sobie coś do jedzenia. Gdy kroiłam pomidora przyszedł Joseph. Przywitał się ze mną skinieniem głowy. Spojrzał na Patrice i po chwili westchnął.

-Nie chcę przerywać twojej sielanki ale powinieneś się ubrać.- Powiedział i usiadł na drugim krześle. Patrice odłożył sztylet i spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.

-Ciepło jest, więc czemu mam nosić ubrania?- Patrice uśmiechnął się szeroko wstając, a Joseph pokiwał głową.

-Ubieraj się i idziemy. Nie mamy dużo czasu. Ubierz się. Czekam na zewnątrz.- Powiedział szybko Joseph i wyszedł. Patrice mruknął coś tylko ubierając się.

-Gdzie idziesz?- Zapytałam nieco niepewnie.

-Praca. Może zdążę wrócić na wieczór ale jak nie przyjdę do 20 to pewnie wrócę nad ranem. Także nie wiem czy pójdziemy dzisiaj na zbieranie dusz ale nie musisz się tym martwić.- Powiedział szybko. Kiwnęłam głową, że rozumiem i z wahaniem zadałam kolejne pytanie.

-Mogę iść do miasta?- Zapytałam cicho. Patrice odwrócił się w moją stronę zakładając płaszcz.

-Do miasta?- Zapytał zapinając guziki.

-No tak. Chciałabym się nieco przejść. Oczywiście będę niewidzialna.- Powiedziałam szybko patrząc na niego z nadzieją. Patrice westchnął i podszedł do mnie. Objął mnie w pasie i krótko pocałował.

-No dobrze. Przecież nie mogę ci tego zabraniać. Ale pamiętaj, żeby cały czas być niewidzialną i najlepiej nie idź do rodzinnego domu. I wróć nim zapadnie mrok. Dobrze?- Zapytał głaskając mnie po policzku.

-Dobrze. I dziękuje.- Pocałowaliśmy się, po czym Patrice wyszedł, a ja powróciłam do robienia śniadania.



Po zjedzeniu śniadania i przebraniu się poszłam do miasta. Był to jakieś 2 godziny drogi ale nie martwiło mnie to. Chciałam zobaczyć miasto z innej perspektywy oraz sprawdzić, czy z moimi rodzicami wszystko w porządku. Po tych dwóch godzinach marszu byłam już na miejscu. Upewniwszy się, że jestem niewidzialna zaczęłam spacerować po mieście. Dziwne było to uczucie, że idę po mieście i nikt mnie nie widzi, nikt nie zwraca na mnie uwagi, nikt mnie nie pilnuje. Czułam się naprawdę wolna. Gdy przechodziłam obok swojego domu chciałam tam wejść ale nie wiedziałam jak. Patrice pewnie przylatywał tutaj w formie kruka, a ja nie chciałam wchodzić frontowymi drzwiami. Weszłam w boczną alejkę i próbowałam się zamienić lecz na darmo. Poszłam więc dalej obserwować ludzi i miasto. Nagle ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Myślałam, że to Patrice, gdyż jestem przecież niewidzialna. Był to jednak o dziwo jakiś strażnik. Spojrzałam się na niego zaskoczona, a on patrzał na mnie z niedowierzaniem.

-Panienka Liliane! W końcu się panienka znalazła!- Wręcz krzyknął rozradowany. Wziął mnie na konia i pognaliśmy do domu. Byłam tak zszokowana, że nie pomyślałam o tym aby jakoś zareagować. Dopiero, gdy stanęliśmy przed wejściem chciałam się wyrwać ale zrozumiałam, że dziwnie by to wyglądało, więc posłusznie dałam się poprowadzić do środka. Inni strażnicy, którzy mnie widzieli również patrzeli na mnie zszokowani.

-Znalazłem! Znalazłem panienkę Liliane!- Krzyczał strażnik prowadząc mnie do salonu. Weszliśmy tam. Ojciec stał przed oknem, a mama na mój widok wstała z fotela.

-Córeczko!- Krzyknęła z łzami w oczach i podeszła do mnie ściskając mocno. Również ją uściskałam, gdyż mimo wszystko tęskniłam za nią. Również ją objęłam i uroniłam kilka łez. Ojciec również podszedł do mnie lecz pogłaskał mnie tylko po plecach z uśmiechem. Po tym stwierdzili, że pewnie jestem zmęczona, więc poszłam się wykąpać i przebrać. Nuna na mój widok płakała i nie mogła przestać. Ja również się cieszyłam, że nic jej nie jest i czuje się dobrze. Podczas kąpieli opowiedziała mi nieco o moich poszukiwaniach. Następnie ubrałam się i zeszłam coś zjeść. Po posiłku usiadłam w salonie wraz z rodzicami. Mama dalej roniła łzy, na co uścisnęłam ją mocno. Nagle do salonu wszedł Elwan wraz ze swoim ojcem. Na mój widok odetchnął z ulgą i uklęknął całując mnie w wierzch dłoni.

-Lili. Cieszę się, że nic ci się nie stało i wróciłaś cała i zdrowa.- Powiedział rozradowany, na co ja nieco skrępowana skinęłam tylko głową. Usiadł obok mnie, a głos zabrał mój ojciec.

-Nie chcemy cię męczyć Liliane ale czy możesz nam opowiedzieć co się wydarzyło tamtego dnia i przez resztę, gdy cię nie było.- Powiedział spokojnie siadając na fotelu. Zamilkłam chwilę zastanawiając się, co im powiedzieć. Przecież prawdy nigdy im nie powiem, a zwłaszcza tego, że nie żyję.

-Poszłam z Nuną do miasta. Chciałam coś kupić ale nic mi się nie podobało. I gdy byłyśmy już poza targiem chciałam iść dalej, gdyż myślałam, że jest tam jakiś sklep. Weszłyśmy jednak w ślepą uliczkę. I gdy Nuna obróciła się w moją stronę została zaatakowana. Przestraszyłam się i stałam tam jak kamień, a gdy chciałam uciec on mnie złapał i przyłożył coś do ust, przez co zemdlałam. Jak się ocknęłam byłam w jakieś izbie. Nie wiem gdzie, bo paliła się tylko jedna świeca. Wtedy on do mnie podszedł. Nie wiem, czy był to ten sam co mnie zaatakował, gdyż byli zamaskowani. Dał mi kubek z wodą i owoce. Mimo wszystko zjadłam, gdyż byłam głodna. Po tym siedziałam sama. Nie mogłam wstać, gdyż przykuł mnie do łóżka. Nie wiem ile tam leżałam. Przyszedł i ponownie dał mi coś do jedzenia. Tym razem jak zjadłam to mnie rozkuł i pociągnął do jakiegoś pomieszczenia, które robiło za łazienkę. Wyszedł i zamknął drzwi. Próbowałam się wydostać ale tam nie było okien. Umyłam się i ubrałam w pozostawione tam ubrania. Siedziałam tam jeszcze długo zanim przyszedł. Pociągnął mnie na łóżko i ponownie zakuł i odszedł. Długo siedziałam sama. Gdy przyszedł kolejny raz był wściekły. Nie wiem dlaczego ale rzucił wtedy czyś szklanym o ścianę, a kilka kawałków wbiło mi się w skórę. Nie wiedziałam co robić, więc siedziałam tak skulona. Lecz później przyszedł i był już spokojny. Gdy przyniósł mi jedzenie to zauważył rany i je obmył i niektóre zabandażował. Po tym po prostu przychodził i sprawdzał czy żyję. Raz.....próbował się do mnie dobrać......Ale tak się szarpałam, że dał sobie spokój. Później, gdy odkuł mnie zdołałam uciec. Ktoś wtedy otworzył drzwi prowadzące na zewnątrz, więc wyszarpałam się i wybiegłam. Biegłam przez las nie patrząc się za siebie. Schowałam się w jakieś grocie i przeczekałam tam nieco. Po tym błądziłam po lesie aż znalazłam drogę, która prowadziła do miasta. No i tam znalazł mnie strażnik.- Nie chciałam mówić, że mi coś zrobił. Doszukiwaliby się po tym jakiś śladów czy ran. Zapadła cisza. Tata i Elwan siedzieli z groźnymi minami. Mama uśmiechała się smutno, a pan Rorgon stał z twarzą nie wyrażającą żadnych emocji.

-Rozpoznałabyś porywacza?- Zapytał o dziwo spokojnie Elwan.

-Nie. Jak mówiłam nosił maskę i był ubrany od stóp do głów. I nic nie mówił, więc nawet po głosie go nie poznam.- Pokiwał tylko głową na znak, że rozumie i na tym skończyło się przepytywanie. Ojciec zamienił jeszcze kilka słów z panem de Laclos, po czym wyszli. Chciałam iść do swojego pokoju ale rodzice chcieli jeszcze ze mną o czymś porozmawiać.

-Tak ojcze? Stało się coś?- Zapytałam nie rozumiejąc całej sytuacji.

-Posłuchaj Liliane. Wiemy, że dopiero co wróciłaś do domu i bardzo się z tego faktu cieszymy. Chciałabyś zapewne teraz nieco odpocząć i wrócić do nauki i innych codziennych sprawunków. Ale nieco się zmieni. Postanowiliśmy razem z panem de Laclos, że się pobierzecie i nastąpi to jutro.- Powiedział. Siedziałam zszokowana patrząc się na nich niedowierzająco. Dopiero co wróciłam i mam wychodzić za mąż?!! Przecież to chore!

-Nie zgadzam się! Nie chce teraz wychodzić za mąż. Jestem jeszcze młoda. I chcę wyjść za kogoś kogo pokocham, a nie z przypadku!- Byłam wściekła. Jak oni mogli dalej mi to robić.

-Wyjdziesz za mąż i koniec kropka. Straż! Zaprowadźcie panienkę Liliane do jej pokoju i pilnujcie całą noc.- Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Ojciec siłą zmusza mnie do ślubu. Próbowałam się wyrwać. Szarpałam się, krzyczałam ale nic to nie dawało. Wnieśli mnie do pokoju i zamknęli za sobą drzwi. Chciałam wejść na balkon ale drzwi były zamknięte, a pod oknami stała straż. Rzuciłam się na łóżko płacząc w poduszkę. Nie mogłam zniknąć, gdyż wydawało by się to podejrzane. Ciekawe, czy Patrice zauważył już moją nieobecność? A może nie zdąży mnie uratować? Patrice......Pomóż.



PS. Podsuniecie mi jakiś temat na dialog??! o.O Mam ochotę jakiś napisać ale nie wiem na jaki temat mogę się wykłucać z "aktorami"~! :3