Witam w niedzielne popołudnie~! ^.^
Co dzisiaj porabiacie?? o.O Albo jakie macie plany??
Ja skończę dzisiaj BB i porysuję sobie nieco~! :3
Kise: Miałaś skończyć wczoraj ale znalazłaś sobie nową grę~! :p
Kise ty paplo~! xp Wiem, że miałam skończyć ale ta gra jest taka fajna~! ^.^
Aomine: Onga, onga, onga, laski lubią pstrąga~! ;)
Widzisz Kise! Aosiowi się spodobała XD Jakby ktoś chciał zagrać to macie tu [LINK] ^^
Przestaję paplać i zapraszam na kolejny rozdział Danse Macabre~! *.*
Przypomnę o ankiecie~! :3
Także miłego, leniwego niedzielnego popołudnia~! :*
#Kimie
Minęły dwa tygodnie od mojego przebudzenia. Czułam się już świetnie, a po ranie została blizna, która- jak powiedział Patrice- powinna zniknąć z czasem. Przez ten czas w większości leżałam i ćwiczyłam. Jak pierwszy raz próbowałam wstać to miałam szczęście, że Patrice był obok. Zakręciło mi się wtedy w głowie i bym upadła na podłogę lecz on szybko mnie złapał i położył na łóżku. Codziennie próbowałam przejść się kawałek i z każda próbą szło mi coraz lepiej. Patrice wpierał mnie i pomagał ale oczywiście zawsze wieczorem szedł do „pracy”. Czasami zostawałam sama w izbie, gdyż Joseph również miał pracę. Zazwyczaj po prostu spałam albo czytałam książki. A teraz po tych dwóch tygodniach miałam iść z Patrice na pierwszą misję. Musi mi pokazać jak zabiera się duszę i tak dalej. Gdy mi to rano powiedział to mimo wszystko nie mogłam się doczekać, aż nastanie wieczór.
Czytałam jakąś powieść, gdy nagle coś
zostało rzucone na mój brzuch. Podniosłam się do siadu odkładając
książkę i spoglądając na ubrania.
-Ubierz to. Będziesz szybciej się poruszać i
nie zmarzniesz.- Powiedział Patrice ubrany już w swój strój.
Przytaknęłam, wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Strój
składał się z getrów, krótkich spodenek do kolan, koszuli,
kamizelki i płaszcza oraz płaskie buty. Pierwszy raz miałam na
sobie spodnie, więc nieco dziwnie się w nich czułam. Strój jednak
był wygodniejszy od gorsetu i długiej spódnicy. Związałam
jeszcze włosy w warkocz i wyszłam z łazienki. Patrice obejrzał
mnie od stóp do głów i uśmiechnął się lekko.
-Dobrze w tym wyglądasz. A teraz chodź.- Złapał
mnie za rękę i wyszliśmy przed chatkę. Patrice przystanął i
spojrzał na mnie nad czymś się zastanawiając.
-Coś się stało?- Zapytałam nieco niepewnie.
-Nie wiem czy potrafisz zamienić się w kruka. Bo
jeśli by ci wyszło to moglibyśmy polecieć.- Spojrzałam się na
niego zszokowana. Zamienić się w kruka.
-To można się zamienić?- Spytałam, a Patrice
się zaśmiał. Puścił moją rękę i nagle objął go ciemna
smuga, a gdy zniknęła to zamiast niego był czarny kruk, tylko
nieco większy od normalnych. Kruk, czyli Patrice wzbił się w
powietrze i po chwili usiadł na moim ramieniu. Pogłaskałam go
delikatnie po czarnych piórkach zafascynowana tym zjawiskiem. Kruk
zleciał na ziemię i zamienił się w człowieka.
-To teraz ty spróbuj. Skub się i pomyśl o
lataniu, poczuj się lekka.- Przytaknęłam głową skupiając myśli
na jego słowach, zamykając oczy. Stałam tam jakieś 5 minut ale
nic się nie działo. Otworzyłam oczy i westchnęłam głośno.
-Nie wychodzi. Nic nie czuję.- Naprawdę chciałam
to zrobić ale coś na razie to blokowało. Patrice zaśmiał się i
podszedł do mnie, tuląc mnie do swojego torsu.
-Nie smuć się. Poćwiczysz to za którymś razem
na pewno ci się uda. Plus nie każdemu na początku to wychodzi.-
Przytaknęłam, po czym poczułam pocałunek na czole.- A teraz
chodź. Do miasteczka jest niedaleko, więc się przejdziemy.- Złapał
mnie za rękę i pociągnął w sobie znanym kierunku. Nie znam
okolicy, gdyż cały czas wręcz spędzam w mieście, a zwłaszcza w
domu. Szliśmy, a ja musiałam uważać na gałęzie i korzenie
wystające z ziemi. Patrice miał chyba już jakąś wprawę w
chodzeniu po lesie, bo szedł i o nic się nie potykał ani o nic nie
zahaczał. Po jakiś 40 minutach marszu dotarliśmy do miasteczka.
Niewiele ludzi chodziło po nim ale to pewnie przez porę dnia.
Spojrzałam na Patrice z niemym pytaniem „Co dalej?”.
-Pamiętasz jak uczyliśmy się znikania. To
właśnie teraz musimy zniknąć i dopiero wtedy wejdziemy do
miasta.- Przytaknęłam i od razu skupiłam się na tym. Gdy po
chwili otworzyłam oczy zauważyłam na twarzy Patrice lekki
uśmiech.- Brawo. Nauczyłaś się tego.- Zarumieniłam się na jego
słowa. Patrice złapał mnie ponownie za rękę i weszliśmy do
miasteczka. On pewnie już dawno był niewidzialny. Jak wcześniej mi
wytłumaczył kruki widzą siebie nawzajem aby w razie co sobie nie
przeszkadzać. Przeszliśmy kawałek i weszliśmy do niewielkiego
domku. Nikt nie usłyszał ani zauważył tego. Izba była niewielka.
Piecyk, kilka szafek, stolik z czterem krzesłami i łóżko, oraz
drzwi prowadzące zapewne do sypialni rodziców i drugie drzwi do
łazienki. Na łóżku leżała młoda dziewczyna. Na ziemi przy jej
łóżku siedział jakiś starszy mężczyzna, a na krzesłach
siedziała kobieta i chłopak w wieku około 10 lat. Wszyscy spali,
najwyraźniej zmęczeni przesiadywaniem przy chorej. Dziewczyna
leżała i oddychała wolno, a jej twarz już była blada. Patrice
puścił moją dłoń i podszedł do niej. Ściągnął z palca
pierścionek, który zamienił się w kosę. Była czarna i wykonana
z jakiegoś dziwnego materiału. Patrice przysunął sztylet do szyi
dziewczyny, po czym pociągnął w swoją stronę. Przez chwilę
myślałam, że przeciął jej szyję ale tak się nie stało.
Pojawił się tylko czarny ślady, który szybko zniknął. Kosa
zamieniła się z powrotem w pierścionek, który Patrice od razu
ubrał. Wtem obudził się ojciec tej dziewczyn. Spojrzał się na
córkę najpierw z uśmiechem, a po chwili zamarł. Zaczął krzyczeć
„Nie! Nie!” i płakać. Matka i chłopiec szybko się obudzili i
jak doszło do nich co się stało również zaczęli płakać.
Zrobiło mi się smutno. Patrice jednak nie okazywał żadnych uczuć
tylko pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy. Poszliśmy nieco
dalej i przystaliśmy przy karczmie.
-Tutaj masz pierścionek, który zamieni się w
kosę. Przy każdym zabieraniu duszy robisz tak samo jak ci
pokazałem. Tylko musisz się skupić na duszy, bo jeśli tego nie
zrobisz to odetniesz nawet komuś głowę. Zrozumiałaś?- Zapytał
podając mi srebrny pierścionek z jakimś wzorem.
-Tak.- Powiedziałam i założyłam pierścionek
na palec.
-To dobrze. Teraz ty spróbujesz.- Powiedział po
czy weszliśmy do baru i skierowaliśmy się na górę. Weszliśmy do
jednego z pokoi. Na łóżku leżał młody mężczyzna, który
klatkę piersiowa miał w bandażach. Patrice kiwną głową w jego
stronę. Odetchnęłam głęboko i podeszłam do łóżka. Drżącymi
dłońmi ściągnęłam pierścionek, który zamienił się w kosę.
Była ona inna od tej, którą ma Patrice. Była wykonana z ciemnego
drewna z niewielkim wzorem na górze. Przyłożyłam ostrze do jego
szyi. Skupiła się na jego duszy. Zamknęłam oczy i przyciągnęłam
kosę do siebie. Otworzyłam niepewnie oczy. Facet leżał i nie było
krwi, czyli mi się udało. Odetchnęłam z ulgą. Kosa zamieniła
się w pierścionek, który założyłam na palec. Spojrzałam na
Patrice. Uśmiechał się lekko. Powiedział ciche chodź, więc
wyszliśmy. Po tym zabraliśmy dusze jeszcze 4 osobom, a Patrice na
dodatek jednej przypadkowej. Po tym wróciliśmy Patrice odprowadził
mnie do chatki, a sam gdzieś jeszcze poleciał. Ja tymczasem
postanowiłam wziąć długą kąpiel, gdyż nieco zmarzłam.
Po zaprowadzeniu Lili do domku poleciałem dalej
zbierać dusze. Na szczęście nie było ich dużo do zebrania, więc
szybko się uwinąłem. Lecz zamiast polecieć z powrotem do lasu
poleciałem do mojego pokoju. Odkąd Lili się obudziła wolę
rozmawiać z Josephem sam na sam. Gdy przyleciałem on już na mnie
czekał jak zawsze siedząc na jednym z krzeseł i popijając wino.
Zdjąłem płaszcz, rzuciłem go na łóżko i usiadłem naprzeciw
niego, a kieliszek z czerwonym płynem od razu został postawiony
przede mną.
-I jak poszło?- Zapytał patrząc na mnie z
zaciekawieniem.
-Dobrze. Nadal jest niepewna ale to normalne.
Przez pierwsze dni będę z nią chodził, a po tym sama spróbuje.
–Powiedziałem biorąc łyk wina. Jak zwykle było wyśmienite.
Spojrzałem się na Josepha, który spoglądał na mnie niepewnym
spojrzeniem połączonym z irytacją. Westchnąłem głośno
uśmiechając się krzywo.- Wiem, wiem. Z kimś niższej klasy
powinna to robić ale sam wiesz, że nie może to wyjść na jaw.
Jeszcze się zaprzyjaźnią, powie o mnie, a ona Śmierci. I co ty
zrobisz w takiej sytuacji??- Zapytałem nieco wściekły.
-Spokojnie Patrice. Wiem to. Ale nadal mi się to
nie podoba. Ona nigdy nie dorówna tobie. I wiesz, że nie zawsze
będziecie razem. Nie może jechać na misje, które sam wiesz mogą
długo trwać. Będziesz musiał trzymać mnóstwo rzeczy w sekrecie.
I ona mimo wszystko potrzebuje opiekuna, bo jak coś się stanie, gdy
ciebie nie będzie to ona nie wie co robić. Ona zna świat z innej
perspektywy. A ja nie mogę ci dać tak dużo czasu na nauczenie jej
tego wszystkiego. Musisz wręcz szybko i nagle przygotować ją do
świata. Wiesz co rządzi tym światem. Pomyśl co może się stać
jak spotka innego kruka. Ty jesteś dla niej miły ale inni nie
muszą. Mogą ją nawet zranić i co wtedy?- Westchnąłem i wypiłem
duszkiem wino. Chwilę trwaliśmy w ciszy.
-Wiem to wszystko i sam nie wiem co dokładnie
zrobić. Zastanawiam się nad tymi wszystkimi aspektami ale nadal nie
mogę znaleźć rozwiązania. Co do opiekuna to wybierz jej takiego,
co da się zaszantażować. Chociaż lepiej jak ty powiesz coś
stosownego, a ja upewnię się, że Lili nic nie powie o mnie i
skłamie co do swojej zmiany. Wiem, że jak to wyjdzie na jaw to ty
musisz mnie zabić i Lili również i wiem, że nie chcesz tego
robić. Co do reszty to nadal mam wątpliwości.- Nalałem sobie
jeszcze wina, ponownie wypiłem duszkiem i wstałem.
-Patrice przypomnij sobie jakie były powody, że
stałeś się krukiem. Stań się taki jak na początku, a ona szybko
nauczy się wszystkiego. Ty szybko wspiąłeś się na wyżyny dzięki
temu, a ona szybko nauczy się co i jak. Patrice jesteś w elicie.
Jesteś numerem jeden i nie zapominaj tego.- Powiedział patrząc na
mnie ostro. Spojrzałem się na niego groźnie, ubrałem płaszcz i
wyleciałem. Jest w tym jakiś sposób ale nie wiem, czy Lili by to
wytrzymała. Przeleciałem się nad miasteczkiem i lasem aby nieco
ochłonąć.
Siedziałam na łóżku i przyglądałam się
pierścionkowi, gdy przyszedł Patrice. Nic nie powiedział tylko
uśmiechnął się do mnie i wszedł do łazienki. Nieco zdziwiło
mnie jego zachowanie ale pewnie miał jakąś niemiłą sytuację i
przez to popsuł mu się nieco humor. Położyłam się i czekałam
na niego. Wyszedł pół godziny później jak zawsze w samych
spodniach. Położył się na kołdrze i westchnął głośno.
-Aż taki zmęczony?- Zapytałam rozbawiona jego
zachowaniem.
-Zapamiętaj, że kruki są wredne i nie zawsze są
mili. A jak są to coś knują albo będę chcieli jakieś korzyści.-
Powiedział podnosząc się na łokcie. Chwilę mi się przyglądał,
po czym przysunął się i wpił się w moje usta. Oplotłam rękoma
jego szyję aby nie przestawał. Poczułam jak zsuwa ze mnie kołdrę
i przysuwa bliżej siebie. Jego dłonie wślizgnęły się pod moją
koszulę. Zadrżałam, gdyż miał je o dziwo zimne. Patrice przerwał
na chwilę pocałunek, by zdjąć ze mnie niepotrzebny materiał.
Czułam się nieco zawstydzona leżąc tak pod nim nago mimo, iż już
mnie taką widział. Oderwał się od moich ust i począł składać
pocałunki na mojej szyi, a dłonie pieściły każdy skrawek mojego
ciała. Jęczałam cicho i drżałam z przyjemności. Gdy jego usta
znalazły jednego z moich sutków ssąc go i podgryzając, jedna dłoń
powędrowała na moje krocze pieszcząc je leniwie. Jęknęłam
głośno wplatając palce w jego włosy i zaciskając je na nich.
Jęczałam i wzdychałam, a ta przyjemność zajęła moje wszystkie
myśli. Rozciągnął mnie powoli palcami znacząc moją szyję
małymi ugryzieniami. Po dłuższej chwili zaprzestał swoich
czynności. Spojrzałam na niego nieco zdezorientowana. Patrice
ściągnął swoje spodnie, po czym usiadł między moimi nogami i
wpijając się w moje usta wszedł we mnie od razu. Krzyknęłam z
bólu i przyjemności zaciskając dłonie na jego ramionach, a kilka
łez poleciało mi z oczu. Patrice zlizał je i czekał na moją
reakcję. Po chwili poruszyłam się niepewnie, co było sygnałem
dla niego. Patrice poruszał się najpierw powoli, by z każdą
chwilą przyspieszać i wchodzić coraz głębiej. Jęczałam, wręcz
krzyczałam z rozkoszy jak i bólu. Lecz wystarczyło kilka trafień
w to czułe miejsce i doszłam krzycząc jego imię. Patrice poruszył
się jeszcze kilka razy i również doszedł wylewając się na mój
brzuch. Opadł po tym obok mnie przytulając mnie do siebie. Wtuliłam
się w jego ciepły tors i zasnęłam w słodkim śnie.
Następnego dnia obudziłam się bardzo wypoczęta.
Przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. Patrice nadal spał.
Chciałam wstać i zrobić jakieś śniadanie lecz zdołałam się
tylko odwrócić, a została pociągnięta do tyłu i nade mną
zawisł Patrice.
-Gdzie ci się spieszy panienko?- Zapytał
żartobliwie, po czym mnie pocałował krótko.- Dzień dobry Lili.-
Powiedział z lekkim uśmiechem, na co się zarumieniłam.
-Dzień dobry Patrice. Chciałam zrobić śniadanie
zanim wstaniesz ale mi jak widać nie wyszło.- Zaśmiałam się i
próbowałam zrobić smutną minkę ale mi nie wychodziło.
-Robić śniadanie nago? Bardzo ciekawe.-
Uśmiechnął się zadziornie, a ja spojrzałam na siebie. No tak.
Przecież wczoraj to robiliśmy. Zalałam się rumieńcem i
próbowałam przykryć ale Patrice od razu zabrał mi kołdrę.- Nie
masz się czego wstydzić. Przecież widziałem cię już nago i to
nie raz.- Uśmiechnął się subtelnie głaszcząc mnie po biodrze.
-No wiem ale.....mimo to to nadal się nieco
wstydzę.- Powiedziałam odwracając głowę, a po chwili poczułam
pocałunek na policzku.
-Uroczo się rumienisz.- Wyszeptał mi do ucha
przez co poczułam jakby moje policzki paliły. Spojrzałam się na
niego i lekko uśmiechnęłam.- A teraz pora wstawać. No jedynie, że
masz ochotę na powtórkę z wczoraj.- Uśmiechnął się zadziornie
lustrując mnie wzrokiem. Zrobiłam się całkiem czerwona i
pokiwałam przecząco głową. Patrice zaśmiał się i wstał.
Również chciałam to zrobić ale spojrzałam się na Patrice, który
był całkiem nagi i usiadł jak gdyby nigdy nic na krześle.
Naprawdę czuł się bardzo swobodnie. Ja ubrałam koszulę i
wstałam, wzięłam sukienkę i udałam się do łazienki. Jeszcze
przed wejściem zostałam przyciągnięta do pocałunku, na co moja
twarz już płonęła. Gdy wyszłam po 20 minutach Patrice nadal
siedział nago i czyścił swój sztylet. Zarumieniona poszłam do
kuchni przygotować sobie coś do jedzenia. Gdy kroiłam pomidora
przyszedł Joseph. Przywitał się ze mną skinieniem głowy.
Spojrzał na Patrice i po chwili westchnął.
-Nie chcę przerywać twojej sielanki ale
powinieneś się ubrać.- Powiedział i usiadł na drugim krześle.
Patrice odłożył sztylet i spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.
-Ciepło jest, więc czemu mam nosić ubrania?-
Patrice uśmiechnął się szeroko wstając, a Joseph pokiwał głową.
-Ubieraj się i idziemy. Nie mamy dużo czasu.
Ubierz się. Czekam na zewnątrz.- Powiedział szybko Joseph i
wyszedł. Patrice mruknął coś tylko ubierając się.
-Gdzie idziesz?- Zapytałam nieco niepewnie.
-Praca. Może zdążę wrócić na wieczór ale
jak nie przyjdę do 20 to pewnie wrócę nad ranem. Także nie wiem
czy pójdziemy dzisiaj na zbieranie dusz ale nie musisz się tym
martwić.- Powiedział szybko. Kiwnęłam głową, że rozumiem i z
wahaniem zadałam kolejne pytanie.
-Mogę iść do miasta?- Zapytałam cicho. Patrice
odwrócił się w moją stronę zakładając płaszcz.
-Do miasta?- Zapytał zapinając guziki.
-No tak. Chciałabym się nieco przejść.
Oczywiście będę niewidzialna.- Powiedziałam szybko patrząc na
niego z nadzieją. Patrice westchnął i podszedł do mnie. Objął
mnie w pasie i krótko pocałował.
-No dobrze. Przecież nie mogę ci tego zabraniać.
Ale pamiętaj, żeby cały czas być niewidzialną i najlepiej nie
idź do rodzinnego domu. I wróć nim zapadnie mrok. Dobrze?- Zapytał
głaskając mnie po policzku.
-Dobrze. I dziękuje.- Pocałowaliśmy się, po
czym Patrice wyszedł, a ja powróciłam do robienia śniadania.
Po zjedzeniu śniadania i przebraniu się poszłam
do miasta. Był to jakieś 2 godziny drogi ale nie martwiło mnie to.
Chciałam zobaczyć miasto z innej perspektywy oraz sprawdzić, czy z
moimi rodzicami wszystko w porządku. Po tych dwóch godzinach marszu
byłam już na miejscu. Upewniwszy się, że jestem niewidzialna
zaczęłam spacerować po mieście. Dziwne było to uczucie, że idę
po mieście i nikt mnie nie widzi, nikt nie zwraca na mnie uwagi,
nikt mnie nie pilnuje. Czułam się naprawdę wolna. Gdy
przechodziłam obok swojego domu chciałam tam wejść ale nie
wiedziałam jak. Patrice pewnie przylatywał tutaj w formie kruka, a
ja nie chciałam wchodzić frontowymi drzwiami. Weszłam w boczną
alejkę i próbowałam się zamienić lecz na darmo. Poszłam więc
dalej obserwować ludzi i miasto. Nagle ktoś złapał mnie za ramię
i odwrócił w swoją stronę. Myślałam, że to Patrice, gdyż
jestem przecież niewidzialna. Był to jednak o dziwo jakiś
strażnik. Spojrzałam się na niego zaskoczona, a on patrzał na
mnie z niedowierzaniem.
-Panienka Liliane! W końcu się panienka
znalazła!- Wręcz krzyknął rozradowany. Wziął mnie na konia i
pognaliśmy do domu. Byłam tak zszokowana, że nie pomyślałam o
tym aby jakoś zareagować. Dopiero, gdy stanęliśmy przed wejściem
chciałam się wyrwać ale zrozumiałam, że dziwnie by to wyglądało,
więc posłusznie dałam się poprowadzić do środka. Inni
strażnicy, którzy mnie widzieli również patrzeli na mnie
zszokowani.
-Znalazłem! Znalazłem panienkę Liliane!-
Krzyczał strażnik prowadząc mnie do salonu. Weszliśmy tam. Ojciec
stał przed oknem, a mama na mój widok wstała z fotela.
-Córeczko!- Krzyknęła z łzami w oczach i
podeszła do mnie ściskając mocno. Również ją uściskałam, gdyż
mimo wszystko tęskniłam za nią. Również ją objęłam i uroniłam
kilka łez. Ojciec również podszedł do mnie lecz pogłaskał mnie
tylko po plecach z uśmiechem. Po tym stwierdzili, że pewnie jestem
zmęczona, więc poszłam się wykąpać i przebrać. Nuna na mój
widok płakała i nie mogła przestać. Ja również się cieszyłam,
że nic jej nie jest i czuje się dobrze. Podczas kąpieli
opowiedziała mi nieco o moich poszukiwaniach. Następnie ubrałam
się i zeszłam coś zjeść. Po posiłku usiadłam w salonie wraz z
rodzicami. Mama dalej roniła łzy, na co uścisnęłam ją mocno.
Nagle do salonu wszedł Elwan wraz ze swoim ojcem. Na mój widok
odetchnął z ulgą i uklęknął całując mnie w wierzch dłoni.
-Lili. Cieszę się, że nic ci się nie stało i
wróciłaś cała i zdrowa.- Powiedział rozradowany, na co ja nieco
skrępowana skinęłam tylko głową. Usiadł obok mnie, a głos
zabrał mój ojciec.
-Nie chcemy cię męczyć Liliane ale czy możesz
nam opowiedzieć co się wydarzyło tamtego dnia i przez resztę, gdy
cię nie było.- Powiedział spokojnie siadając na fotelu. Zamilkłam
chwilę zastanawiając się, co im powiedzieć. Przecież prawdy
nigdy im nie powiem, a zwłaszcza tego, że nie żyję.
-Poszłam z Nuną do miasta. Chciałam coś kupić
ale nic mi się nie podobało. I gdy byłyśmy już poza targiem
chciałam iść dalej, gdyż myślałam, że jest tam jakiś sklep.
Weszłyśmy jednak w ślepą uliczkę. I gdy Nuna obróciła się w
moją stronę została zaatakowana. Przestraszyłam się i stałam
tam jak kamień, a gdy chciałam uciec on mnie złapał i przyłożył
coś do ust, przez co zemdlałam. Jak się ocknęłam byłam w jakieś
izbie. Nie wiem gdzie, bo paliła się tylko jedna świeca. Wtedy on
do mnie podszedł. Nie wiem, czy był to ten sam co mnie zaatakował,
gdyż byli zamaskowani. Dał mi kubek z wodą i owoce. Mimo wszystko
zjadłam, gdyż byłam głodna. Po tym siedziałam sama. Nie mogłam
wstać, gdyż przykuł mnie do łóżka. Nie wiem ile tam leżałam.
Przyszedł i ponownie dał mi coś do jedzenia. Tym razem jak zjadłam
to mnie rozkuł i pociągnął do jakiegoś pomieszczenia, które
robiło za łazienkę. Wyszedł i zamknął drzwi. Próbowałam się
wydostać ale tam nie było okien. Umyłam się i ubrałam w
pozostawione tam ubrania. Siedziałam tam jeszcze długo zanim
przyszedł. Pociągnął mnie na łóżko i ponownie zakuł i
odszedł. Długo siedziałam sama. Gdy przyszedł kolejny raz był
wściekły. Nie wiem dlaczego ale rzucił wtedy czyś szklanym o
ścianę, a kilka kawałków wbiło mi się w skórę. Nie wiedziałam
co robić, więc siedziałam tak skulona. Lecz później przyszedł i
był już spokojny. Gdy przyniósł mi jedzenie to zauważył rany i
je obmył i niektóre zabandażował. Po tym po prostu przychodził i
sprawdzał czy żyję. Raz.....próbował się do mnie
dobrać......Ale tak się szarpałam, że dał sobie spokój.
Później, gdy odkuł mnie zdołałam uciec. Ktoś wtedy otworzył
drzwi prowadzące na zewnątrz, więc wyszarpałam się i wybiegłam.
Biegłam przez las nie patrząc się za siebie. Schowałam się w
jakieś grocie i przeczekałam tam nieco. Po tym błądziłam po
lesie aż znalazłam drogę, która prowadziła do miasta. No i tam
znalazł mnie strażnik.- Nie chciałam mówić, że mi coś zrobił.
Doszukiwaliby się po tym jakiś śladów czy ran. Zapadła cisza.
Tata i Elwan siedzieli z groźnymi minami. Mama uśmiechała się
smutno, a pan Rorgon stał z twarzą nie wyrażającą żadnych
emocji.
-Rozpoznałabyś porywacza?- Zapytał o dziwo
spokojnie Elwan.
-Nie. Jak mówiłam nosił maskę i był ubrany od
stóp do głów. I nic nie mówił, więc nawet po głosie go nie
poznam.- Pokiwał tylko głową na znak, że rozumie i na tym
skończyło się przepytywanie. Ojciec zamienił jeszcze kilka słów
z panem de Laclos, po czym wyszli. Chciałam iść do swojego pokoju
ale rodzice chcieli jeszcze ze mną o czymś porozmawiać.
-Tak ojcze? Stało się coś?- Zapytałam nie
rozumiejąc całej sytuacji.
-Posłuchaj Liliane. Wiemy, że dopiero co
wróciłaś do domu i bardzo się z tego faktu cieszymy. Chciałabyś
zapewne teraz nieco odpocząć i wrócić do nauki i innych
codziennych sprawunków. Ale nieco się zmieni. Postanowiliśmy razem
z panem de Laclos, że się pobierzecie i nastąpi to jutro.-
Powiedział. Siedziałam zszokowana patrząc się na nich
niedowierzająco. Dopiero co wróciłam i mam wychodzić za mąż?!!
Przecież to chore!
-Nie zgadzam się! Nie chce teraz wychodzić za
mąż. Jestem jeszcze młoda. I chcę wyjść za kogoś kogo
pokocham, a nie z przypadku!- Byłam wściekła. Jak oni mogli dalej
mi to robić.
-Wyjdziesz za mąż i koniec kropka. Straż!
Zaprowadźcie panienkę Liliane do jej pokoju i pilnujcie całą
noc.- Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Ojciec siłą zmusza
mnie do ślubu. Próbowałam się wyrwać. Szarpałam się,
krzyczałam ale nic to nie dawało. Wnieśli mnie do pokoju i
zamknęli za sobą drzwi. Chciałam wejść na balkon ale drzwi były
zamknięte, a pod oknami stała straż. Rzuciłam się na łóżko
płacząc w poduszkę. Nie mogłam zniknąć, gdyż wydawało by się
to podejrzane. Ciekawe, czy Patrice zauważył już moją
nieobecność? A może nie zdąży mnie uratować?
Patrice......Pomóż.
PS. Podsuniecie mi jakiś temat na dialog??! o.O Mam ochotę jakiś napisać ale nie wiem na jaki temat mogę się wykłucać z "aktorami"~! :3


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz