czwartek, 18 lutego 2016

Twin Blood 2- Rozdział 10

 Dobry wieczór~! ^.^
Wiem, wiem. Miałam wstawić rozdział zaraz po północy ale po kąpieli śpiąca się zrobiłam więc..... :3
Co do rozdziału to jest bardzo fajny i wesoły~! :D 
Wogóle to dawno nie wstawiałam rozdziału o,O 
I możecie być spokojni, powoli piszę kolejne ^.^
A w niedzielę wstawię rozdział z Danse Macabre~! *.*
Przypomnę, że z DM pozostały 3 rozdziały do końca ;-;
Pamiętajcie o ankiecie~! ^.^
Miłego wieczorka Kochani~! :*
#Kimie      


Obudziłem się wczesnym rankiem. Promienie słońca rozświetlały pokuj. Przeciągnąłem się i dopiero wtedy ujrzałem osobę wtuloną w mój bok. Rune nadal spał sobie słodko. Po przyjrzeniu mu się stwierdzam, że wygląda niczym kot. Taki czarny słodki kociak, który w nocy pokazuje swoje pazurki. Dosłownie tylko uszu i ogona mu brakuje. Sprawię mu takie w postaci prezentu. I nie. Ja wcale nie jestem fetyszystą. No może w małym stopniu. Heh. Przypomniało mi się, że dzisiaj jest poniedziałek, więc Rune powinien iść do szkoły. Niechętnie musiałem go obudzić.

-Runi. Pora wstawać.- Powiedziałem dość głośno, głaszcząc go po policzku. Runi zamruczał i jeszcze bardziej się we mnie wtulił. No i jak tu go budzić? Postanowiłem zrobić to małym podstępem. Zacząłem drapać go delikatnie po plecach, jednocześnie go całując. Rune jakby na złość zaczął oddawać pocałunki, słodko przy tym mrucząc i łasząc się. Jak nie przestanie, to go zaraz przelecę. Odsunąłem się od jego ust, oczekując reakcji. Runi przetarł swoje oczka i obrócił się na plecy, słodko się rozciągając. Westchnął i ukazał światu swe piękne oczęta. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-Dzień dobry.- Powiedział nadal sennym głosem.

-Dobry Śpioszku. Powiadamiam cię iż jest godzina 6:40. A jak mniemam dzisiaj masz szkołę.- Rune na moje słowa jęknął niezadowolony. Obrócił się na brzuch, wtulając się w poduszkę. Nie wspomnę, że kołdra się zsunęła, przez co miałem piękny widok na jego pośladki. Po chwili Rune obrócił głowę w moją stronę, patrząc na mnie.

-Muszę iść do szkoły, a mi się nie chcę.- Powiedział smutny.

-A co ci się chcę?- Spytałem rozbawiony z jego zachowania.

-Chcę powtórkę z wczorajszej nocy.-Powiedział namiętnie. Obrócił się z powrotem na plecy, uwodząc mnie spojrzeniem i oblizując się perwersyjnie. Jeszcze chwila i na serio nie pójdzie do szkoły. Trzeba z tego jakoś wybrnąć, na moje nieszczęście.

-Runi, takimi zagrywkami mnie nie przekonasz. Idziesz i już.- Powiedziałem stanowczo, nie wierząc w własne słowa.

-Chcesz się założyć?- Usłyszałem. Po chwili Runi usiał na mnie okrakiem, patrząc na mnie jak na zwierzynę. Oblizał się perwersyjnie, po czym wpił się w moje usta. Nie mając innego wyboru zacząłem oddawać pocałunki. Gdy odsunęliśmy się od siebie, zamierzałem powiedzieć mu, że to i tak nic nie zmieniło. Moje plany legły jednak w gruzach. Rune zaczął się o mnie ocierać i mruczeć niczym kot. Poczułem krótkie liźnięcia przy moim uchu.

-Ichi. Pieprz mnie aż zobaczę gwiazdy.- Wyszeptał z pomrukiem zadowolenia. Ja natomiast miałem wewnętrzną batalię. Zgodzić się na jego propozycję, czy jednak odsunąć się i kazać mu iść do szkoły??........Dlaczego to jest takie trudne?! Westchnąłem głośno i objąłem go w pasie.

-Runi, chętnie spełniłbym twoje życzenie ale mimo wszystko nie powinieneś tak olewać szkoły.- Te słowa ledwo przeszły mi przez gardło. Nagi Runi leży na mnie i domaga się o jeszcze, a ja mu odmawiam przez głupią szkołę!? Musiałem chyba uderzyć się mocno w głowę.

-Jednak masz trochę przyzwoitość.- Usłyszałem. Hę? Runi podniósł głowę i spojrzał na mnie.- Już myślałem, że się na mnie rzucisz. Za twoją opiekę nad moją edukacją masz u mnie dużego plusa.- Uśmiechną się i poczochrał moje włosy. Patrzałem na niego zszokowany. Wręcz odetchnąłem z ulga po jego słowach. Runi zszedł ze mnie i położył się obok.

-Czy ja kiedykolwiek cię zrozumiem?- Spytałem z westchnięciem.

-Może w następnym tysiącleciu. A teraz bądź tak miły i przynieś mi mój mundurek i bokserki. Ja idę pod prysznic.- Po tych słowach Runi wstał i przeciągnął się. Patrzałem na niego niczym zahipnotyzowany. Zwłaszcza, że po wewnętrznej stronie jego ud spływała biała ciecz.

-Ty musiałeś ukraść komuś to ciało.- Stwierdziłem nadąsany i niechętnie wstałem. Runi zatrzymał się w drzwiach do łazienki.

-Taa, zaszantażowałem jednego boga. Dlatego jestem taki boski.- Puścił mi oczko i zniknął za drzwiami. Zaśmiałem się z jego słów. Ubrałem szlafrok i poszedłem po jego ubrania. Na szczęście wszystko leżało na fotelu, więc nie miałem problemów z szukaniem. Chociaż bardzo chętnie bym się tu porozglądał. Wróciłem do pokoju, odłożyłem rzeczy na krzesło i pościeliłem łóżko. Gdy skończyłem z łazienki wyszedł Runi. Kropelki wody nadal zdobiły jego boskie ciało. Tylko ten ręcznik wokół bioder mi przeszkadzał. Na moje szczęście Rune po chwili się go pozbył i porządnie się wytarł. Ja siedziałem na łóżku i patrzałem na ten cudowny widok. Runi nieśpiesznie ubrał bokserki, wypinając lubieżnie swoje pośladki w moją stronę. Potem spodnie, koszula, skarpetki, buty, krawat i marynarka. Po ubraniu się podszedł do lustra i poprawił nieco swoje włosy. Obejrzał się jeszcze w lustrze, po czym obrócił się w moją stronę. Podszedł i przytulił się do moich pleców.

-Spać.- Usłyszałem jego mruknięcie.

-Oj już nie marudź. Wytrzymasz.- Zaśmiałem się.

-Właśnie!- Nagle go jakby olśniło. Przybliżył swe usta do mojego karku. Chce mnie ugryźć??- Dziękuje za upojną noc Kochanie.- Wyszeptał mi do ucha, po czym pocałował mnie w policzek. Zamarłem. Już miałem zamiar powalić go na łóżko i zedrzeć z niego te ubrania, by następnie rżnąć go cały dzień lecz się opanowałem. Runi wstał i wyszedł z pokoju. Odetchnąłem kilka razy- tak oby uspokoić swój testosteron- i również wyszedłem. O dziwo Runi wyszedł ze swojego pokoju. Zauważyłem, że ma ze sobą torbę. No tak. Przecież bez książek i zeszytów nie pójdzie. W ciszy poszliśmy do kuchni. O dziwo nikogo tam jeszcze nie było. Runi zrobił mi kawę i sobie. W zamian zrobiłem kilka kanapek. Oczywiście Runi zjadł połowę jednej, a dwie spakował do szkoły. Po wypiciu kawy zrobił kolejną, tym razem na wynos. Przerzucił torbę przez ramię i wziął kawę do ręki.

-Do zobaczenia później.- Powiedział i cmoknął mnie w policzek.

-Miłego dnia.- Ach! Ten szczęśliwy Runi jest taki boski. Po chwili usłyszałem tylko trzask drzwi.





Uśmiechnąłem się lekko, gdy wyszedłem z willi. Mina Ichiego na taki drobny gest była wręcz zabawna. No nic. Pora iść z bolącym tyłkiem do szkoły. Przeszedłem przez furtkę i zobaczyłem......

-Kiyoshi?!- Spojrzałem na niego zdziwiony, przekrzywiając głowę w bok. Dosłownie jakbym go znał od kilku dni i dziwił się, że tu przyszedł.

-Siemka.- Kiyoshi podszedł do mnie na luzie i zabrał mi z rąk kawusię. Chciał upić łyk ale zobaczył moja nadal zdziwioną twarz.- No co?- Spytał zbity z tropu.

-Co ty tu robisz?- Spytałem prosto z mostu. On spojrzał się na mnie jak na dziwaka.

-Przyszedłem po ciebie. Coś w tym dziwnego?!- Spytał i napił się kawusi.

-Bo zazwyczaj się umawiamy, bo ty albo idziesz sam, albo idziesz po Megumi albo ze mną i z bliźniakami ewentualnie z Louisem. Więc co się stało, że postanowiłeś po mnie przyjść?- Spytałem i powoli ruszyłem w stronę szkoły. Kiyoshi dorównał mi kroku i chwilę się nie odzywał, popijając kawkę.

-Na początku chciałem iść sam. Ale rodzice powiedzieli, że idą z Hitomi i Satoshim załatwić szkołę, więc pójdziemy razem i mnie odprowadzą. Wtedy powiedziałem im, że umówiłem się z tobą.- Bardziej wymamrotał, a ja się zaśmiałem.

-Z tego wynika, że po prostu nie chciałeś alby inni zauważyli jak rodzice odprowadzają cię do szkoły, bo ty się ich trochę wstydzisz. Więc aby tego ominąć powiedziałeś, że się umówiliśmy. Kiyoshi jedno ci powiem. Dzieciak z ciebie.- Powiedziałem i zacząłem się śmiać. Kiyoshi prychnął na moje słowa lecz widziałem ten lekki uśmiech na jego twarzy.

-No wiesz.- Odezwał się Kiyoshi, gdy przestałem się śmiać.- Z ojcem i rodzeństwem to jeszcze spoko. Ale z mamusią o nie. Zapewne wycałowała i wymiziała mnie pod szkołą. A ja nie chcę stracić swojego charakteru buntownika.- Powiedział z uśmieszkiem, dalej popijając kawę.

-Chciałeś chyba powiedzieć zakochanego po uszy buntownika. Ale wiesz, że prędzej czy później twoi rodzice zjawią się w szkole.- Kiyoshi na moje słowa westchnął głośno.

-To masz być wtedy ze mną. Będzie mniejszy przypał.- Obaj parsknęliśmy śmiechem na te słowa.

-Twój ojciec będzie taką małą atrakcją w szkole. Wygląda bardziej jak twój brat, a nie ojciec.- Wyciągnąłem ze swojej torby jabłko i zacząłem powoli jeść. Jednak pół porannej kanapki to za mało.

-Jak myślisz, obrazi się, jeśli nazwę go starym prykiem?!- Na słowa Kiyoshiego omal nie wyplułem kawałka jabłka.

-Sądzę, że cię wydziedziczy po tych słowach.- Ponownie się zaśmialiśmy, skręcając w stronę szkoły.

-To powiem, że bardzo dba o wygląd. Na to nie powinien się obrazić. Ewentualnie przekupię go twoimi czekoladkami, które masz w torbie.- Powiedział Kiyoshi, spoglądając na mnie z zadziornym uśmieszkiem. Ja udałem, że tego nie widzę i dalej patrząc przed siebie jadłem słodkie jabłuszko.

-Dam ci kilka czekoladek, jeśli ty dasz mi kilka naleśników.- Spojrzałem na niego kątem oka i widziałem jego szok. Szybko jednak zastąpił go uśmiechem i powrócił do popijania kawki.

-Ohayo~!- Przywitał nas wesoły głos Shuna, który opierał się obok wejścia do szkoły.

-Siemka.- Kiyoshi podszedł do niego z lekkim uśmiechem i oparł się o murek obok niego.





-Bonjour.- Powiedział Rune z wyraźnym akcentem. Ustał przed nami i kończył jeść jabłko.

-Jak ja bym chciał nauczyć się francuskiego i mieć jeszcze taki akcent.- Powiedział zachwycony Shunsuke z lekkim smutkiem.

-Możemy cię uczyć jeśli chcesz. Tylko wątpię, że będziesz potrafi mówić z takim akcentem, jaki ma Rune. W końcu on jest Francuzem z krwi i kości.- Powiedziałem, chowając pusty kubek po kawie do plecaka.

-Jak mnie nauczycie, to będzie cud. Ja jestem kaleką w językach.- Stwierdził Shun ze smutną minką, na co ja i Runi zaśmiali się.

-Il sera leçons intéressantes.- Przechodzące dziewczyny na słowa Runiego aż się zarumieniły. Nie zrozumiały, co powiedział lecz z jego akcentem i gracją było to bardzo piękne. Shunsuke z wrażenia patrzył się na niego z otwartą buzią.

-Łaa~! To było coś. A właściwie to co powiedział?- Spytał się mnie.

-„To będą ciekawe lekcje”- Odpowiedziałem.

-Coraz bardziej zachęcacie mnie do tych lekcji.- Stwierdził wesoło Shun. W tym momencie podeszły do nas trzy dziewczyny.

-Doberek.- Powiedziały razem w dobrych humorach. Od razu zwróciliśmy się w ich stronę.

-Siemka~!- Shun od razu rzucił się na Mariko z wielkim hugiem. Megumi od razu ewakuowała się do mnie. Objąłem ją jedną ręką w pasie i pocałowałem w policzek.

-Dzień dobry. Jak się spało?- Spytałem z uśmiechem. Dziewczyna zachichotała i przytuliła się do mnie.

-Bardzo dobrze. Śnił mi się jakiś wilczek. Wiesz może o kogo chodzi?!- Spytała psotnie, na co dostała drugiego całusa.

-Bonjour les dames.- Dziewczyny aż spojrzały na Runiego.

-Runi ma taki piękny akcent~.- Zapiszczała aż Yuko i przytuliła się do Runiego. On natomiast zaśmiał się i odwzajemnił uścisk.

-Chyba powiem mojemu chłopakowi aby zaczął częściej mówić po francusku.- Stwierdził Mari bardziej do siebie. Mimo to reszta uśmiechnęła się na jej słowa.

-Bonjour.- Powiedzieli równo bliźniacy, którzy usłyszeli ich krótką rozmowę. Yuko oczywiście od razu po usłyszeniu swojego chłopaka rzuciła mu się na szyję.

-Bonjour amis. (Dzień dobry przyjaciele).- Przywitał ich Rune z lekkim ukłonem, na co oni odpowiedzieli tym samym. Jednak Jason tylko odpowiedział, gdyż Joni nadal był w objęciach Yuko.

-Bonjour amis.- Powiedziałem, co trochę zaskoczyło resztę. Wiem, że nie mam takiego akcentu jak Runi ale umiem ładnie mówić po francusku. Jason podszedł do Mari, obejmując ją od tyłu w pasie.

-Bonjour chéri.- Powiedział Jason wręcz szeptem wprost do jej ucha. Ona zarumieniła się siarczyście i szepnęła jakieś przywitanie.

-Buongiorno- Do naszej gromadki dołączył ostatni brakujący element czyli Louis. Chyba usłyszał, że rozmawiamy po francusku, więc postanowił przywitać się w swoim ojczystym języku.

-Dzisiaj jest dzień języków obcych. W naszym przypadku to japoński, francuski i włoski.- Stwierdziła radośnie Mariko.

-O łacinie zapomniałaś.- Dopowiedział Jason, na co dziewczyny i Shun spojrzeli się na niego dziwnie.

-Umiecie mówić po łacinie?- Spytała nieźle zdziwiona Yuko.

-No pewnie. Kurwa, dlaczego do cholery musiałem tak wcześnie wstać?- Zapytał retorycznie Runi na co ja z chłopakami zaczęliśmy się śmiać, a dziewczyny nadal nie wiedziały o co chodzi.

-To był przykład łaciny podwórkowej.- Wytłumaczył Louis na co dziewczyny wywróciły oczami. Po tym wszyscy ruszyliśmy na lekcje.





Jak ja lubię takie poranki. Mimo, iż człowiek budzi się niewyspany, gdyż czytał w nocy mangi to nie zmienia faktu, że humor może mu się polepszyć. Po porannych przywitaniach stwierdziłam, iż poproszę Jasona aby nauczył mnie francuskiego. Na samą myśl, że będziemy sam na sam, a Jason będzie swoim seksownym głosem mówił jakieś czułe słówka po francusku mam rumieńce, a zarazem cieszę się jak dziecko. Aż mi się przypomniała Yuko, która w drodze na lekcję błagała wręcz Runiego o kilka słów po francusku. Przed salą wyszeptał jej coś do ucha na co ona zarumieniła się delikatnie i zaśmiała pod nosem. Oczywiście Joni zrobił się zazdrosny i chciał wiedzieć co jej powiedział Rune. Oczywiście mi i Megumi powiedziała. „Jonathan ma bardzo słodką dziewczynę”- za to wielki przytulas dla Runiego. Podczas przerwy obiadowej poszliśmy na stołówkę. Poszlibyśmy na dach ale chłopcy zapomnieli swojego drugiego śniadanka. Ja z dziewczynami, Shunsuke i Louisem- tak, tylko my pamiętaliśmy o naszych pudełeczkach- usiedliśmy przy jednym stole, a reszta poszła stać w kolejce. Właśnie wtedy zdarzyła się bardzo ciekawa rzecz. Do Runiego podeszło kilka dziewczyn. Chwilę ze sobą rozmawiali. Po chwili każda z nich- a było ich 6- dała Runiemu jakieś pudełko. On uśmiechnął się delikatnie i skłonił w ich stronę, na co one zachichotały i z rumieńcami uciekły. Po tym Runi powiedział coś do chłopaków i od razu podeszli do naszego stolika, dosiadając się.

-Co to jest? I dlaczego nie kupiliście sobie czegoś?- Spytałam od razu. Rune w tym czasie dał Jasonowi, Joniemu i Kiyoshiemu po pudełku i sam wziął jedno.

-Bento.- Powiedział Kiyoshi jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Chociaż w prawdzie jest.

-Runi dostał to od swoich fanek.- Jason zaśmiał się pod nosem, konsumując już swoje śniadanie.

-Najwidoczniej już wcześniej chciały mi je dać ale się wstydziły podejść. Zauważyły, że stoję w kolejce więc podeszły i zagadały. Chciały abym wybrał jedno ale powiedziałem im, że nie mógłbym wybrać jednego, gdyż na pewno wszystkie są bardzo pyszne. Powiedziałem, że weznę wszystkie i poczęstuje nim swoich przyjaciół.- Opowiedział Runi z lekkim uśmiechem.

-To jest pyszne~!- Skomentował Joni z uśmiechem. Miał kilka ziarenek ryżu na brodzie, które zostały starte przez Yuko.

-Innymi słowy Runi jest bardzo popularny.- Stwierdził Louis. Dopiero teraz do mnie dotarło, że nie ma on dziewczyny. Chyba.....W końcu mało o nim wiem, bo wydaje się taki tajemniczy.

-Runi, daj jeszcze jedno.- Kiyoshi musiał być naprawdę głodny. Śniadania nie jadł czy co??

-Masz. Smacznego.- Runi zaśmiał się z jego łakomstwa, a Megumi wywróciła oczami. Każdy zabrał się za jedzenie. Jason z Jonim podzielili się ostatnim pudełeczkiem ze śniadaniem od dziewczyn, a Runi oddał połowę swojego Kiyoshiemu.

-Kiyoshi, daj się Runiemu najeść, a nie zabierasz mu jedzenia.- Troskliwa Megumi nie jest łaskawa dla swojego chłopaka.

-Ale ja już się najadłem.- Runi spojrzał się na nią z lekko zdziwiona miną, a zarazem z uśmiechem.

-Serio?!- Yuko aż zaprzestała jeść swojego ulubionego batonika, przez co Joni jej go zjadł.

-Serio.- Runi z obojętną miną zaczął pić soczek.

-Runi nigdy nie jadł dużo. Woli napić się krwi niż zjeść jak człowiek.- Powiedział Kiyoshi z miną nie wyrażającą żadnych emocji. Najwyraźniej przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy. Mimo wszystko trochę mnie to zmartwiło. Czasami patrząc na Runiego wydaje się, że ma anemię. Nagle mnie olśniło i zaczęłam grzebać w swojej torbie.

-Proszę.- Wyciągnęłam w stronę Runiego małe pudełko. Wziął je niepewnie i otworzył. Uśmiechnął się, gdy zobaczył co jest w środku.

-Merci.- Albo mi się zdaje albo pierwszy raz widzę szczery uśmiech u Runiego. No nic. Najważniejsze, że się cieszy i z lekkim uśmiechem zaczął jeść truskawki. Tak, truskawki. Gdy rano zobaczyłam koszyk z truskawkami to od razu poprosiłam mamę aby spakowała mi trochę. Chciałam je zjeść wspólnie z Jasonem ale patrząc na minę Runiego sądzę, że dobrze zrobiłam.

-S’il vous plaît („Proszę”)- Przed moim nosem pojawiło się pudełeczko. Wzięłam je delikatnie i otworzyłam. Czekoladki?! Wzięłam jedną i włożyłam do buzi.....Mmmm......Jakie to pyszne~! Aż zamknęłam oczy. Po chwili otworzyłam je. Kiyoshi, bliźniacy, Rune i Lou patrzeli na mnie z uśmiechem, a reszta nie wiedziała o co chodzi.

Podsunęłam Megumi, Shunowi i Yuko pudełeczko z czekoladkami i ruchem głowy kazałam im się poczęstować. Efekt był taki sam. Rozanielona mina mówiła wszystko.

-Dziękuje Rune. Ale skąd masz takie dobre czekoladki?!- Spytałam szczerze zaciekawiona. Nigdy w swoim krótkim życiu nie jadłam tak dobrych czekoladek.

-Jedna z tajemnic Runiego zostaje przez was odkryta. On sam je zrobił.- Powiedział melodyjnie Jason, na co Joni zaśmiał się pod nosem. Mnie to mało interesowało, gdyż przeżywałam aktualnie szok. Runi sam zrobił te czekoladki?!!

-Joni, a ty umiesz robić takie czekoladki~?- Yuko spojrzała na swojego chłopaka maślanymi oczkami.

-Umiem ale nie tak dobre jak te Runiego.- Odpowiedział jej Joni, a Yuko zrzedła mina.- Skarbie, co jest?- Yuko ma smutna minkę to od razu Joni się martwi.

-Runi, umówisz się ze mną?- Yuko wychyliła się zza Joniego z wielkim uśmiechem na ustach. Mnie i Joniego zmroziło, a reszta zaczęła się śmiać.

-Yuko, dlaczego?!! Przecież to ja jestem twoim chłopakiem?!- Spytał przerażony Joni.

-Runi potrafi zrobić takie pyszne łakocie, a ty nie.- I klasyczny dzióbek w wykonaniu Yuko.

-Widzisz Joni. Jedna czekoladka i twoja dziewczyna już jest moja.- Od razu było widać, że nieźle bawi go ta sytuacja.

-Runi, nauczysz mnie robić takie czekoladki??- Joni zwrócił się do Runiego ze szczenięcą minką.

-Nie. To mój tajny przepis. Tylko Wybraniec go dostanie.- Powiedział z powaga i dumnie wypiętą piersią. Kiyoshi natomiast zasłaniał sobie usta dłońmi, próbując nie roześmiać się na całą stołówkę. Joni natomiast zrobił bardzo smutną minkę i spuścił głowę w dół. Jego brat poklepał go pocieszająco po plecach.

-Nie martw się Joni.- Powiedział pocieszając Louis. Chociaż po jego wyrazie twarzy było widać, że go również to bawi. Ja natomiast nie wiedziałam czy to prawda, czy takie żarty.

-Yuko ale muszę powiedzieć ci coś ważnego. Gdyby nie Jonathan nie poznałabyś mnie i nie skosztowała tych czekoladek. Powinnaś się cieszyć, że masz takiego chłopaka, który się tak o ciebie troszczy i chce ci dać wszystko co najlepsze.- Runi patrzał na nią z lekkim uśmiechem, przy okazji wpychając Kiyoshiemu truskawkę do buzi. Yuko natomiast chwilę jakby analizowała te słowa, po czym uśmiechnęła się słodko. Popukała Joniego po plecach tak aby obrócił się do niej przodem. Ten spojrzał na nią z miną zbitego szczeniaka.

-Mój Joni kochany, mój słodki misiu, Kocham Cię najmocniej ze wszystkich misiów~!- Powiedziała Yuko radośnie, przytulając się do niego i dając całusa w policzek. Joniego na krótką chwilę zszokowało. Uśmiechnął się jednak szeroko przytulając mocniej swoja dziewczynę do siebie i dając jej całusa w czółko.

-Moja słodka Pszczółka, którą Kocham~!- I tu klasyczne „O~!!” w wykonaniu naszej paczki. Jeśli byłyby wybory na najsłodszą parę to Joni i Yuko mają puchar w kieszeni. Odkleili się od siebie z uśmiechami na ustach. Wtedy Shun podszedł do Yuko i wyszeptał jej coś do ucha. Ona na to uśmiechnęła się jeszcze szerzej i zapiszczała cicho.

-Joni, Joni, Joni~!- Yuko aż zaczęła podskakiwać na krześle.

-O co chodzi Skarbie~?- Spytał z uśmiechem.

-Prześpij się z Runim.- Na jej słowa Jason i Louis aż się zakrztusili, Kiyoshi i Rune zaczęli się śmiać, Shun uśmiechał się szeroko, a ja z Megumi byłyśmy zszokowane.

-Co???- Joni patrzał na Yuko z szeroko otwartymi oczami.

-Prześpij się z Runim. Nagramy to! Iiii~!!! Będę miała cudowne nagranie!- Yuko w swoim żywiole. Spojrzałam na Shuna, który uśmiechnął się do mnie szczerze. Najwyraźniej zabrakło mu tej strony Yuko.

-Nie pozwolę na to!- Odezwał się Kiyoshi.- Niczym rycerz ochronię dziewictwo Runiego!- Po tych słowach Runi, Lou, Jason, Shun i Kiyoshi zaczęli się śmiać. Mnie samej również zaczęła śmieszyć ta sytuacja. Spojrzałam na Megi, która śmiała się pod noskiem.

-Chwila, chwila, chwila.- Śmiechy przerwał Runi.- A kto powiedział, że ja mam być na dole?- Chłopacy zaczęli zastanawiać się nad tym fantem.

-Yuko. Kto ma być na dole?! Joni czy Rune?- Spytał Shun z chytrym uśmieszkiem. Yuko przytknęła palec do ust w zastanowieniu.

-Joni~!- Wręcz wyśpiewała i zaklaskała z tej radości. Chłopacy zaczęli się śmiać, a Joni siedział załamany.

-Ale dlaczego Runi nie może być na dole??- Spytał Joni z przekąsem.

-Ależ to oczywiste~!- Yuko aż się wyprostowała i uniosła palec wskazujący.- Runi nie może być na dole, gdyż Kiyoshi skradnie mu dziewictwo~!- Na jej słowa Kiyoshi się opluł, a Runi aż zatrząsł ze śmiechu. Ja sama zaczęłam się śmiać. Yuko i jej yaoistyczne teorie. No ale za to ją tak kochamy.

-Yuko, mam propozycję.- Odezwał się Kiyoshi, gdy już się ogarnął.- Niech Joni prześpi się z Louisem.- Powiedział szczerząc się. Louis spojrzał na niego zszokowany, a my chórem się zaśmialiśmy. Każdy się pewnie zastanawiał o co nam może chodzić.

-Nie, nie, nie~!- Yuko zaprzeczyła, kręcąc głową na boki.

-Ale dlaczego nie?!- Spytał Jason z zaciekawieniem.

-Bo Louis ma kochać się z Shunem~.- Po tych słowach nastąpiła salwa śmiechu. Runi leżał wręcz na stole i trzymał się za brzuch. Jasonowi ze śmiechu aż poleciało kilka łez. Mnie samej zaczęły boleć poliki. Yuko patrzała na nas zdezorientowana.

-No dobra.- Runi podniósł się ze stołu, trąc oczy.- Prześpię się z Jonim. Może będzie lepszy od ciebie.- Tu kątem oka spojrzał na Kiyoshiego.

-A co? Ja niby nie jestem dobry?- Kiyoshi obrócił twarz w jego stronę, podnoszą jedną brew ku górze.

-Jesteś za mało delikatny.- Powiedział Runi z lekko smutna minką.

-Ale to nie moja wina. To ty jesteś za bardzo seksowny, gdy się tak pode mną wijesz.- Na słowa Kiyoshiego Yuko zaświeciły się oczy z zachwytu. Jason i Louis patrzeli na nich z uśmiechem. Joni jakby nie ogarniał sytuacji. Shun patrzał na to z zaciekawieniem. Ja z Megumi wiedziałyśmy, że sobie po prostu żartują, więc patrzałyśmy na tą scenę z uśmiechem.

-Więc najlepiej winę zgonić na mnie?! Ty to jesteś.- Runi z obojętną miną odwrócił głowę w drugą stronę.

-Oj, nie fochaj się.- Kiyoshi złapał Runiego za ramię tak aby ten oparł się o jego ramię.- Przyjdź do mnie dzisiaj to pokażę ci jaki delikatny potrafię być. Tylko zapamiętaj jedno- jeśli będziesz prosił abym się pospieszył albo zrobił to mocniej lub szybciej to wcale cię nie posłucham.- Wręcz wyszeptał mu to do ucha. Na reakcję Yuko nie trzeba było długo czekać. Pisnęła głośno i złapała się za nos.

-Wiedziałam, wiedziałam~!!! Iiii~! Moje sny się spełniają!- Wręcz podskakiwała z radości. Shun dał jej chusteczkę aby nie pobrudziła się od krwi. Aż dziw, że po takiej wymianie zdań pomiędzy chłopakami, Yuko zacznie lecieć krew z nosa. Najwidoczniej czekała na taki moment z niecierpliwością. Oczywiście po jej słowach wszyscy zaczęli się śmiać.

-Przykro mi Yuko ale to były tylko żarty.- Kiyoshi spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Na te słowa Yuko zrzedła minka.

-Joni~!! Przytul.- Wtuliła się w swojego chłopaka niczym małpka. Joni zaśmiał się tylko i objął ją w pasie, całując w czółko. Runi tymczasem odsunął się od Kiyoshiego, wstał i wziął pudełeczka od dziewczyn mówiąc, że idzie je oddać i nie musimy na niego czekać. Wstaliśmy i poszliśmy więc pod salę, pod którą po chwili przyszedł Runi. Wchodząc zauważyłam kątem oka te dziewczyny. Każda z nich uśmiechała się i miała rumieńce na twarzy. Ciekawe co powiedział im Runi. Zadzwonił dzwonek i lekcja się zaczęła.



Ostatnią lekcją były w-fy. Taa, kto nie kocha tego przedmiotu. Dzisiaj pan Tamuro zaproponował zagrać w dwa ognie. Najpierw zagrali chłopcy, potem dziewczyny. Tak się złożyło, że Jason, Joni, Kiyoshi, Louis, Rune i Shun byli w jednej drużynie. Już myślałam, że zaczną się kłócić kto ma być „matką” ale odziwo Runi od razu poszedł na to stanowisko. Rozgrywka trwała dość krótko. Chociaż nie dziwię się, jak chłopacy się zawzięli to nikomu nie dali szans. Po tym przyszła kolej na nas. Byłam w grupie z Yuko i Megi, więc nie musiałam być ich chwilowym wrogiem. Grając na chwilę spojrzałam się na trybuny i pożałowałam tego. Jason wręcz przeszywał mnie wzrokiem. Plus ten uśmieszek zadowolenia. Przez to zostałam zbita i musiałam zejść z boiska. Zapamiętać- nie patrzeć na swojego chłopaka podczas gry. Aktualnie grupką już przebrani siedzieliśmy na trybunach z nauczycielem i miło sobie gawędziliśmy. Pan Tamuro zażartował, że ja z Jasonem powinniśmy się do siebie tak nie kleić. Na jego słowa Jason posadził mnie na swoich kolanach i przytulił do moich pleców mówiąc „Pokazuję co jest moje”. Dla jego większej radości obróciłam się do niego bokiem i wtuliłam się mocno mówiąc „I wzajemnie”. Nauczyciel się zaśmiał, a dziewczyny zrobiły głośne „O~!”. Tak, możecie mi zazdrościć takiego przystojniaka, hihihi. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, gdy nagle zobaczyłam jak Kiyoshi próbuje schować się za Runim. O co mu....?

-Kiyoshi! I tak cię widzę!- Spojrzałam w prawo i ujrzałam idącego w naszą stronę pana Ishikawę. Najwidoczniej Kiyoshi chciał się przed nim schować ale mu nie wyszło. Zachichotałam pod nosem i poprawiłam na kolanach Jasona. Kiyoshi z uśmieszkiem wyszedł zza Runiego, wzdychając głośno.

-A mogłem zacząć biec lub coś w tym rodzaju.- Powiedział z żalem. Pan Ishikawa w tym czasie doszedł do nas.

-I tak bym cię złapał, więc twój wysiłek byłby daremny.- Pan Yoshinori uśmiechnął się do niego. Muszę stwierdzić, iż wygląda on całkiem fajnie. Czarne buty i spodnie, biały t-shirt i granatowa marynarka z rękawami ¾ .Do tego trzy srebrne kolczyki w lewym uchu. Gdybym ich nie znała i zobaczyła gdzieś na mieście pomyślałabym, że są braćmi.

-Kiyoshi, kto to jest?- Pan Tamuro jak zawsze czujny. Żadnego obcego nie wpuści na teren szkoły. Kiyoshi na pytanie chwilę patrzał się na swojego ojca, jakby nad czymś się zastanawiał.

-Mój tatuś.- Kiyoshi uśmiechnął się szeroko do nauczyciela.

-Nad czym ty się tak zastanawiałeś?- Spytał podejrzliwie pan Ishikawa.

-Zastanawiałem się czy powiedzieć tatuś, ojciec, stary, rodzic, ojczulek i tak dalej.- Pan Yoshinori westchnął, a Kiyoshi się zaśmiał.

-O~! Dzień dobry. Miło w końcu pana poznać, panie Ishikawa.- Pan Tamuro od razu się rozpromienił. Wstał nawet i uścisnął dłoń pana Ishikawy.

-Pana również miło poznać.- Yoshinori-san uśmiechnął się szeroko. Po tym uśmiechu na 100 procent jestem pewna, że to ojciec Kiyoshiego. Mają wręcz takie same uśmiechy.

-Dzień dobry~!- Jason i Joni przywitali się melodyjnie z ojcem przyjaciela.

-Witam. Widzę, że wam się dobrze powodzi.- Powiedział z subtelnym uśmiechem. Dopiero teraz zauważyłam, że ma ciemne oczy które teraz były w kolorze rubinu.

-Jak się zobaczyło taką piękność, przy której serce szybciej bije to trzeba ją w sobie rozkochać, a potem cieszyć się wspólnym życiem.- Jason powinien zostać pisarzem. Na serio. Na jego słowa dziewczyny za nami zrobiły „O~!”, a niektóre nawet zapiszczały. Zarumieniona wtuliłam się w mojego kochanego głupola.

-Jeśli obaj tak sądzicie to wasze dziewczyny mają wielkie szczęście z wami.- Czuję się jakbym dostała błogosławieństwo od pana Ishikawy. Serio. Trochę to dziwne, a zarazem zabawne.

-Siemka tatko.- Rune uśmiechnął się do pana Ishikawy i nawet mu pomachał z pozycji półleżącej.

-Cześć synek. A ty to jednak singiel?- Pan Ishikawa odwzajemnił uśmiech i spojrzał się na niego nieco figlarnie.

-Ja nie dam się zakuć. Jak już to mogę zakuć kogoś kajdankami do mojego łóżka ale to już inna sprawa.- Dziewczyny siedzące za Runim spaliły niezłego buraka na twarzy. Jestem pewna, że wyobraziły sobie taką sytuację ze sobą i Runim w roli głównej. Runi w pewnym sensie dba tym o swój Fan Club, dając im takie wiadomości.

-A tak w ogóle to co tu robisz i czy jest z tobą mamusia per twoja żona??- Kiyoshi aż zaczął się rozglądać na wszystkie strony.

-Chciała tu przyjść ale byłem dla ciebie łaskawy. Powiedziałem jej, że jak wrócisz to będziesz pewnie strasznie głodny i najchętniej byś zjadł jej domową kuchnię. Dlatego po dużych zakupach od razu poszła do kuchni i szukuje dla ciebie obiad full zestaw. A przyszedłem cię odebrać, bo jedziesz ze mną na zakupy.- Ze słów pana Ishikawy wywnioskowałam, że Kiyoshi pewnie nie chce aby jego mama tu przychodziła. Ciekawe jaką jest osobą.

-Och, dzięki ci mistrzu.- Kiyoshi ukłonił się teatralnie do niego.- A zakupy masz namyśli domowe czy z cyklu „Dzień dla synusia”?- Kiyoshi wyszczerzył się do niego i nastawił ucha do odpowiedzi.

-Zdecydowanie to drugie.- Pan Yoshinori aż się zaśmiał.

-No to trzeba było tak od razu. Jesteś samochodem co nie?!- Jakby tak zmrużyć oczy i włączyć wyobraźnię to widać jak Kiyoshi merda ogonem w szczęściu.

-No jestem i co w związku z tym?- Po jego wyrazie twarzy było widać, że zna odpowiedź.

-Dasz poprowadzić?- Kiyoshi przybliżył się i oparł na jego ramieniu.

-Nie. Za młody jesteś.- Kiyoshi westchnął ciężko, lecz po chwili uśmiechnął się zawadiacko.

- No dobra. Przeżyję. Ale jak tylko będę miał prawo jazdy to samochodu nie zobaczysz..- Uśmiechnął się szeroko.

-Jak będziesz miał prawo jazdy to musze ubezpieczyć samochód w kilku oddziałach.- Chłopacy zaczęli się śmiać. Chociaż znając Kiyoshiego trochę to lubi szybka jazdę.

-I ubezpieczenie na życie, testament i miejsce na cmentarzu.- Po słowach Runiego wszyscy zaczęli się śmiać. Niektórzy mieli nawet łzy w oczach.

-No wiesz co Runi~! Aż tak kiepskim kierowcą bym nie był.- Powiedział Kiyoshi z żalem ale z uśmiechem na ustach.

-No może byłbyś dobrym kierowcą. Ale jak już to jako kierowca rajdowy, a nie zwykły miejski.- Powiedział spokojnie, bez żadnych emocji. Szczerze to nie widziałam jeszcze Runiego wściekłego. Nawet podczas walki nie wyrażał nic, jakby skupiał się na niej.

-Runi, dzięki za radę. Zanim Kiyoshi pójdzie na prawo jazdy to ja już będę bezpieczny w każdym względzie.- Pan Ishikawa nadal śmiał się pod nosem.

-No dobra tatko. Idziemy czy będziemy tu tak stać i negocjować o testamencie?!- Kiyoshi odsunął się od ojca i wziął swój plecak na ramię.

-Idziemy, idziemy. Sprawę testamentu zostawmy na później.- Pan Ishikawa mrugnął do niego z uśmiechem.

-To tylko się pożegnam i idziemy. Runi~!- Kiyoshi nagle się przytulił do niego, że omal nie spadł. Po tym podszedł do Shuna i pomiział go po głowie. Z Louisem, Jonim i Jasonem przybili sobie piątki. Mi i Yuko dał całusa w policzek- jakie to było urocze ^.^

-Pa Skarbie.- Oczywiście Megi musiała dostać pożegnalnego całusa i mocny uścisk.

-Kiyoshi. Będziesz miał mnóstwo czasu aby wycałować i wyściskać moją przyszła synową.- Megi na słowa pana Ishikawy złapała niezłego buraka. Kiyoshi zaś podszedł do ojca z szerokim uśmiechem.

-Wiem tatko. Ale nie będę taki jak ty, który latałeś za mamą niczym pies.- Kiyoshi zaczął iść w stronę wyjścia.

-Ty też zaczniesz tak latać, jeśli Megumi cię o to poprosi.- Pan Ishikawa uśmiechnął się pod nosem.- Do zobaczenia~!- Pomachał nam i ruszył za swoim synem. Oczywiście wszyscy ładnie i grzecznie odmachali.

-Kiyoshi ma bardzo fajnego ojca.- Stwierdził Shun, bawiąc się piłką.

-Obaj maja poczucie humoru.- Louis uśmiechnął się na samo wspomnienie.

-Właśnie! Rune. Ty i Kiyoshi jesteście braćmi?- Pan Tamuro zwrócił się do niego. Runiego jakby zszokowało trochę jego pytanie.

-Nie, nie jesteśmy.- Odpowiedział, patrząc trochę ze zdziwieniem na nauczyciela.

-Ale pan Ishikawa powiedział do ciebie „Synu”??- Widać było, że pan Tamuro nie wie o co chodzi.

-Po prostu znamy się z Kiyoshim tak długo, że Pan Yoshi traktuje mnie jak swojego syna. I tyle. Nie jesteśmy w żadnym aspekcie spokrewnieni.- Pan Tamuro mruknął tylko, że rozumie i powrócił do rozmawianie z Shunem na temat zawodów letnich. 







 :3
Komu narobiłam ochoty na coś słodkiego~??! o.O  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz