Dobry wieczór~! ^.^
Wiem, wiem. Miałam wstawić rozdział zaraz po północy ale po kąpieli śpiąca się zrobiłam więc..... :3
Co do rozdziału to jest bardzo fajny i wesoły~! :D
Wogóle to dawno nie wstawiałam rozdziału o,O
I możecie być spokojni, powoli piszę kolejne ^.^
A w niedzielę wstawię rozdział z Danse Macabre~! *.*
Przypomnę, że z DM pozostały 3 rozdziały do końca ;-;
Pamiętajcie o ankiecie~! ^.^
Miłego wieczorka Kochani~! :*
#Kimie
Obudziłem się wczesnym rankiem. Promienie słońca rozświetlały pokuj. Przeciągnąłem się i dopiero wtedy ujrzałem osobę wtuloną w mój bok. Rune nadal spał sobie słodko. Po przyjrzeniu mu się stwierdzam, że wygląda niczym kot. Taki czarny słodki kociak, który w nocy pokazuje swoje pazurki. Dosłownie tylko uszu i ogona mu brakuje. Sprawię mu takie w postaci prezentu. I nie. Ja wcale nie jestem fetyszystą. No może w małym stopniu. Heh. Przypomniało mi się, że dzisiaj jest poniedziałek, więc Rune powinien iść do szkoły. Niechętnie musiałem go obudzić.
-Runi.
Pora wstawać.- Powiedziałem dość głośno, głaszcząc go po
policzku. Runi zamruczał i jeszcze bardziej się we mnie wtulił. No
i jak tu go budzić? Postanowiłem zrobić to małym podstępem.
Zacząłem drapać go delikatnie po plecach, jednocześnie go
całując. Rune jakby na złość zaczął oddawać pocałunki,
słodko przy tym mrucząc i łasząc się. Jak nie przestanie, to
go zaraz przelecę. Odsunąłem się od jego ust, oczekując
reakcji. Runi przetarł swoje oczka i obrócił się na plecy, słodko
się rozciągając. Westchnął i ukazał światu swe piękne oczęta.
Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Dzień
dobry.- Powiedział nadal sennym głosem.
-Dobry Śpioszku. Powiadamiam cię iż jest godzina
6:40. A jak mniemam dzisiaj masz szkołę.- Rune na moje słowa
jęknął niezadowolony. Obrócił się na brzuch, wtulając się w
poduszkę. Nie wspomnę, że kołdra się zsunęła, przez co miałem
piękny widok na jego pośladki. Po chwili Rune obrócił głowę w
moją stronę, patrząc na mnie.
-Muszę
iść do szkoły, a mi się nie chcę.- Powiedział smutny.
-A
co ci się chcę?- Spytałem rozbawiony z jego zachowania.
-Chcę
powtórkę z wczorajszej nocy.-Powiedział namiętnie. Obrócił się
z powrotem na plecy, uwodząc mnie spojrzeniem i oblizując się
perwersyjnie. Jeszcze chwila i na serio nie pójdzie do szkoły.
Trzeba z tego jakoś wybrnąć, na moje nieszczęście.
-Runi,
takimi zagrywkami mnie nie przekonasz. Idziesz i już.- Powiedziałem
stanowczo, nie wierząc w własne słowa.
-Chcesz
się założyć?- Usłyszałem. Po chwili Runi usiał na mnie
okrakiem, patrząc na mnie jak na zwierzynę. Oblizał się
perwersyjnie, po czym wpił się w moje usta. Nie mając innego
wyboru zacząłem oddawać pocałunki. Gdy odsunęliśmy się od
siebie, zamierzałem powiedzieć mu, że to i tak nic nie zmieniło.
Moje plany legły jednak w gruzach. Rune zaczął się o mnie ocierać
i mruczeć niczym kot. Poczułem krótkie liźnięcia przy moim uchu.
-Ichi.
Pieprz mnie aż zobaczę gwiazdy.- Wyszeptał z pomrukiem
zadowolenia. Ja natomiast miałem wewnętrzną batalię. Zgodzić
się na jego propozycję, czy jednak odsunąć się i kazać mu iść
do szkoły??........Dlaczego to jest takie trudne?! Westchnąłem
głośno i objąłem go w pasie.
-Runi, chętnie spełniłbym twoje życzenie ale mimo
wszystko nie powinieneś tak olewać szkoły.- Te słowa ledwo
przeszły mi przez gardło. Nagi Runi leży na mnie i domaga się
o jeszcze, a ja mu odmawiam przez głupią szkołę!? Musiałem chyba
uderzyć się mocno w głowę.
-Jednak
masz trochę przyzwoitość.- Usłyszałem. Hę? Runi podniósł
głowę i spojrzał na mnie.- Już myślałem, że się na mnie
rzucisz. Za twoją opiekę nad moją edukacją masz u mnie dużego
plusa.- Uśmiechną się i poczochrał moje włosy. Patrzałem na
niego zszokowany. Wręcz odetchnąłem z ulga po jego słowach. Runi
zszedł ze mnie i położył się obok.
-Czy
ja kiedykolwiek cię zrozumiem?- Spytałem z westchnięciem.
-Może w następnym tysiącleciu. A teraz bądź tak
miły i przynieś mi mój mundurek i bokserki. Ja idę pod prysznic.-
Po tych słowach Runi wstał i przeciągnął się. Patrzałem na
niego niczym zahipnotyzowany. Zwłaszcza, że po wewnętrznej stronie
jego ud spływała biała ciecz.
-Ty musiałeś ukraść komuś to ciało.- Stwierdziłem
nadąsany i niechętnie wstałem. Runi zatrzymał się w drzwiach do
łazienki.
-Taa,
zaszantażowałem jednego boga. Dlatego jestem taki boski.- Puścił
mi oczko i zniknął za drzwiami. Zaśmiałem się z jego słów.
Ubrałem szlafrok i poszedłem po jego ubrania. Na szczęście
wszystko leżało na fotelu, więc nie miałem problemów z
szukaniem. Chociaż bardzo chętnie bym się tu porozglądał.
Wróciłem do pokoju, odłożyłem rzeczy na krzesło i pościeliłem
łóżko. Gdy skończyłem z łazienki wyszedł Runi. Kropelki wody
nadal zdobiły jego boskie ciało. Tylko ten ręcznik wokół bioder
mi przeszkadzał. Na moje szczęście Rune po chwili się go pozbył
i porządnie się wytarł. Ja siedziałem na łóżku i patrzałem na
ten cudowny widok. Runi nieśpiesznie ubrał bokserki, wypinając
lubieżnie swoje pośladki w moją stronę. Potem spodnie, koszula,
skarpetki, buty, krawat i marynarka. Po ubraniu się podszedł do
lustra i poprawił nieco swoje włosy. Obejrzał się jeszcze w
lustrze, po czym obrócił się w moją stronę. Podszedł i
przytulił się do moich pleców.
-Spać.-
Usłyszałem jego mruknięcie.
-Oj
już nie marudź. Wytrzymasz.- Zaśmiałem się.
-Właśnie!-
Nagle go jakby olśniło. Przybliżył swe usta do mojego karku. Chce
mnie ugryźć??- Dziękuje za upojną noc Kochanie.- Wyszeptał
mi do ucha, po czym pocałował mnie w policzek. Zamarłem. Już
miałem zamiar powalić go na łóżko i zedrzeć z niego te ubrania,
by następnie rżnąć go cały dzień lecz się opanowałem. Runi
wstał i wyszedł z pokoju. Odetchnąłem kilka razy- tak oby
uspokoić swój testosteron- i również wyszedłem. O dziwo Runi
wyszedł ze swojego pokoju. Zauważyłem, że ma ze sobą torbę. No
tak. Przecież bez książek i zeszytów nie pójdzie. W ciszy
poszliśmy do kuchni. O dziwo nikogo tam jeszcze nie było. Runi
zrobił mi kawę i sobie. W zamian zrobiłem kilka kanapek.
Oczywiście Runi zjadł połowę jednej, a dwie spakował do szkoły.
Po wypiciu kawy zrobił kolejną, tym razem na wynos. Przerzucił
torbę przez ramię i wziął kawę do ręki.
-Do
zobaczenia później.- Powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Miłego
dnia.- Ach! Ten szczęśliwy Runi jest taki boski. Po chwili
usłyszałem tylko trzask drzwi.
Uśmiechnąłem
się lekko, gdy wyszedłem z willi. Mina Ichiego na taki drobny gest
była wręcz zabawna. No nic. Pora iść z bolącym tyłkiem do
szkoły. Przeszedłem przez furtkę i zobaczyłem......
-Kiyoshi?!-
Spojrzałem na niego zdziwiony, przekrzywiając głowę w bok.
Dosłownie jakbym go znał od kilku dni i dziwił się, że tu
przyszedł.
-Siemka.-
Kiyoshi podszedł do mnie na luzie i zabrał mi z rąk kawusię.
Chciał upić łyk ale zobaczył moja nadal zdziwioną twarz.- No
co?- Spytał zbity z tropu.
-Co
ty tu robisz?- Spytałem prosto z mostu. On spojrzał się na mnie
jak na dziwaka.
-Przyszedłem
po ciebie. Coś w tym dziwnego?!- Spytał i napił się kawusi.
-Bo
zazwyczaj się umawiamy, bo ty albo idziesz sam, albo idziesz po
Megumi albo ze mną i z bliźniakami ewentualnie z Louisem. Więc co
się stało, że postanowiłeś po mnie przyjść?- Spytałem i
powoli ruszyłem w stronę szkoły. Kiyoshi dorównał mi kroku i
chwilę się nie odzywał, popijając kawkę.
-Na
początku chciałem iść sam. Ale rodzice powiedzieli, że idą z
Hitomi i Satoshim załatwić szkołę, więc pójdziemy razem i mnie
odprowadzą. Wtedy powiedziałem im, że umówiłem się z tobą.-
Bardziej wymamrotał, a ja się zaśmiałem.
-Z
tego wynika, że po prostu nie chciałeś alby inni zauważyli jak
rodzice odprowadzają cię do szkoły, bo ty się ich trochę
wstydzisz. Więc aby tego ominąć powiedziałeś, że się
umówiliśmy. Kiyoshi jedno ci powiem. Dzieciak z ciebie.-
Powiedziałem i zacząłem się śmiać. Kiyoshi prychnął na moje
słowa lecz widziałem ten lekki uśmiech na jego twarzy.
-No
wiesz.- Odezwał się Kiyoshi, gdy przestałem się śmiać.- Z ojcem
i rodzeństwem to jeszcze spoko. Ale z mamusią o nie. Zapewne
wycałowała i wymiziała mnie pod szkołą. A ja nie chcę stracić
swojego charakteru buntownika.- Powiedział z uśmieszkiem, dalej
popijając kawę.
-Chciałeś
chyba powiedzieć zakochanego po uszy buntownika. Ale wiesz, że
prędzej czy później twoi rodzice zjawią się w szkole.- Kiyoshi
na moje słowa westchnął głośno.
-To
masz być wtedy ze mną. Będzie mniejszy przypał.- Obaj
parsknęliśmy śmiechem na te słowa.
-Twój
ojciec będzie taką małą atrakcją w szkole. Wygląda bardziej jak
twój brat, a nie ojciec.- Wyciągnąłem ze swojej torby jabłko i
zacząłem powoli jeść. Jednak pół porannej kanapki to za mało.
-Jak
myślisz, obrazi się, jeśli nazwę go starym prykiem?!- Na słowa
Kiyoshiego omal nie wyplułem kawałka jabłka.
-Sądzę,
że cię wydziedziczy po tych słowach.- Ponownie się zaśmialiśmy,
skręcając w stronę szkoły.
-To
powiem, że bardzo dba o wygląd. Na to nie powinien się obrazić.
Ewentualnie przekupię go twoimi czekoladkami, które masz w torbie.-
Powiedział Kiyoshi, spoglądając na mnie z zadziornym uśmieszkiem.
Ja udałem, że tego nie widzę i dalej patrząc przed siebie jadłem
słodkie jabłuszko.
-Dam
ci kilka czekoladek, jeśli ty dasz mi kilka naleśników.-
Spojrzałem na niego kątem oka i widziałem jego szok. Szybko jednak
zastąpił go uśmiechem i powrócił do popijania kawki.
-Ohayo~!-
Przywitał nas wesoły głos Shuna, który opierał się obok wejścia
do szkoły.
-Siemka.-
Kiyoshi podszedł do niego z lekkim uśmiechem i oparł się o murek
obok niego.
-Bonjour.-
Powiedział Rune z wyraźnym akcentem. Ustał przed nami i kończył
jeść jabłko.
-Jak
ja bym chciał nauczyć się francuskiego i mieć jeszcze taki
akcent.- Powiedział zachwycony Shunsuke z lekkim smutkiem.
-Możemy
cię uczyć jeśli chcesz. Tylko wątpię, że będziesz potrafi
mówić z takim akcentem, jaki ma Rune. W końcu on jest Francuzem z
krwi i kości.- Powiedziałem, chowając pusty kubek po kawie do
plecaka.
-Jak
mnie nauczycie, to będzie cud. Ja jestem kaleką w językach.-
Stwierdził Shun ze smutną minką, na co ja i Runi zaśmiali się.
-Il
sera leçons intéressantes.- Przechodzące dziewczyny na słowa
Runiego aż się zarumieniły. Nie zrozumiały, co powiedział lecz z
jego akcentem i gracją było to bardzo piękne. Shunsuke z wrażenia
patrzył się na niego z otwartą buzią.
-Łaa~!
To było coś. A właściwie to co powiedział?- Spytał się mnie.
-„To
będą ciekawe lekcje”- Odpowiedziałem.
-Coraz
bardziej zachęcacie mnie do tych lekcji.- Stwierdził wesoło Shun.
W tym momencie podeszły do nas trzy dziewczyny.
-Doberek.-
Powiedziały razem w dobrych humorach. Od razu zwróciliśmy się w
ich stronę.
-Siemka~!-
Shun od razu rzucił się na Mariko z wielkim hugiem. Megumi od razu
ewakuowała się do mnie. Objąłem ją jedną ręką w pasie i
pocałowałem w policzek.
-Dzień
dobry. Jak się spało?- Spytałem z uśmiechem. Dziewczyna
zachichotała i przytuliła się do mnie.
-Bardzo
dobrze. Śnił mi się jakiś wilczek. Wiesz może o kogo chodzi?!-
Spytała psotnie, na co dostała drugiego całusa.
-Bonjour
les dames.- Dziewczyny aż spojrzały na Runiego.
-Runi
ma taki piękny akcent~.- Zapiszczała aż Yuko i przytuliła się do
Runiego. On natomiast zaśmiał się i odwzajemnił uścisk.
-Chyba
powiem mojemu chłopakowi aby zaczął częściej mówić po
francusku.- Stwierdził Mari bardziej do siebie. Mimo to reszta
uśmiechnęła się na jej słowa.
-Bonjour.-
Powiedzieli równo bliźniacy, którzy usłyszeli ich krótką
rozmowę. Yuko oczywiście od razu po usłyszeniu swojego chłopaka
rzuciła mu się na szyję.
-Bonjour
amis. (Dzień dobry przyjaciele).- Przywitał ich Rune z lekkim
ukłonem, na co oni odpowiedzieli tym samym. Jednak Jason tylko
odpowiedział, gdyż Joni nadal był w objęciach Yuko.
-Bonjour
amis.- Powiedziałem, co trochę zaskoczyło resztę. Wiem, że nie
mam takiego akcentu jak Runi ale umiem ładnie mówić po francusku.
Jason podszedł do Mari, obejmując ją od tyłu w pasie.
-Bonjour
chéri.- Powiedział Jason wręcz szeptem wprost do jej ucha. Ona
zarumieniła się siarczyście i szepnęła jakieś przywitanie.
-Buongiorno-
Do naszej gromadki dołączył ostatni brakujący element czyli
Louis. Chyba usłyszał, że rozmawiamy po francusku, więc
postanowił przywitać się w swoim ojczystym języku.
-Dzisiaj
jest dzień języków obcych. W naszym przypadku to japoński,
francuski i włoski.- Stwierdziła radośnie Mariko.
-O
łacinie zapomniałaś.- Dopowiedział Jason, na co dziewczyny i Shun
spojrzeli się na niego dziwnie.
-Umiecie
mówić po łacinie?- Spytała nieźle zdziwiona Yuko.
-No
pewnie. Kurwa, dlaczego do cholery musiałem tak wcześnie wstać?-
Zapytał retorycznie Runi na co ja z chłopakami zaczęliśmy się
śmiać, a dziewczyny nadal nie wiedziały o co chodzi.
-To
był przykład łaciny podwórkowej.- Wytłumaczył Louis na co
dziewczyny wywróciły oczami. Po tym wszyscy ruszyliśmy na lekcje.
Jak
ja lubię takie poranki. Mimo, iż człowiek budzi się niewyspany,
gdyż czytał w nocy mangi to nie zmienia faktu, że humor może mu
się polepszyć. Po porannych przywitaniach stwierdziłam, iż
poproszę Jasona aby nauczył mnie francuskiego. Na samą myśl, że
będziemy sam na sam, a Jason będzie swoim seksownym głosem mówił
jakieś czułe słówka po francusku mam rumieńce, a zarazem cieszę
się jak dziecko. Aż mi się przypomniała Yuko, która w drodze na
lekcję błagała wręcz Runiego o kilka słów po francusku. Przed
salą wyszeptał jej coś do ucha na co ona zarumieniła się
delikatnie i zaśmiała pod nosem. Oczywiście Joni zrobił się
zazdrosny i chciał wiedzieć co jej powiedział Rune. Oczywiście mi
i Megumi powiedziała. „Jonathan ma bardzo słodką dziewczynę”-
za to wielki przytulas dla Runiego. Podczas przerwy obiadowej
poszliśmy na stołówkę. Poszlibyśmy na dach ale chłopcy
zapomnieli swojego drugiego śniadanka. Ja z dziewczynami, Shunsuke i
Louisem- tak, tylko my pamiętaliśmy o naszych pudełeczkach-
usiedliśmy przy jednym stole, a reszta poszła stać w kolejce.
Właśnie wtedy zdarzyła się bardzo ciekawa rzecz. Do Runiego
podeszło kilka dziewczyn. Chwilę ze sobą rozmawiali. Po chwili
każda z nich- a było ich 6- dała Runiemu jakieś pudełko. On
uśmiechnął się delikatnie i skłonił w ich stronę, na co one
zachichotały i z rumieńcami uciekły. Po tym Runi powiedział coś
do chłopaków i od razu podeszli do naszego stolika, dosiadając
się.
-Co
to jest? I dlaczego nie kupiliście sobie czegoś?- Spytałam od
razu. Rune w tym czasie dał Jasonowi, Joniemu i Kiyoshiemu po
pudełku i sam wziął jedno.
-Bento.-
Powiedział Kiyoshi jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Chociaż w prawdzie jest.
-Runi
dostał to od swoich fanek.- Jason zaśmiał się pod nosem,
konsumując już swoje śniadanie.
-Najwidoczniej
już wcześniej chciały mi je dać ale się wstydziły podejść.
Zauważyły, że stoję w kolejce więc podeszły i zagadały.
Chciały abym wybrał jedno ale powiedziałem im, że nie mógłbym
wybrać jednego, gdyż na pewno wszystkie są bardzo pyszne.
Powiedziałem, że weznę wszystkie i poczęstuje nim swoich
przyjaciół.- Opowiedział Runi z lekkim uśmiechem.
-To
jest pyszne~!- Skomentował Joni z uśmiechem. Miał kilka ziarenek
ryżu na brodzie, które zostały starte przez Yuko.
-Innymi
słowy Runi jest bardzo popularny.- Stwierdził Louis. Dopiero teraz
do mnie dotarło, że nie ma on dziewczyny. Chyba.....W końcu mało
o nim wiem, bo wydaje się taki tajemniczy.
-Runi,
daj jeszcze jedno.- Kiyoshi musiał być naprawdę głodny. Śniadania
nie jadł czy co??
-Masz.
Smacznego.- Runi zaśmiał się z jego łakomstwa, a Megumi wywróciła
oczami. Każdy zabrał się za jedzenie. Jason z Jonim podzielili się
ostatnim pudełeczkiem ze śniadaniem od dziewczyn, a Runi oddał
połowę swojego Kiyoshiemu.
-Kiyoshi,
daj się Runiemu najeść, a nie zabierasz mu jedzenia.- Troskliwa
Megumi nie jest łaskawa dla swojego chłopaka.
-Ale
ja już się najadłem.- Runi spojrzał się na nią z lekko
zdziwiona miną, a zarazem z uśmiechem.
-Serio?!-
Yuko aż zaprzestała jeść swojego ulubionego batonika, przez co
Joni jej go zjadł.
-Serio.- Runi z obojętną miną zaczął pić soczek.
-Runi
nigdy nie jadł dużo. Woli napić się krwi niż zjeść jak
człowiek.- Powiedział Kiyoshi z miną nie wyrażającą żadnych
emocji. Najwyraźniej przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy.
Mimo wszystko trochę mnie to zmartwiło. Czasami patrząc na Runiego
wydaje się, że ma anemię. Nagle mnie olśniło i zaczęłam
grzebać w swojej torbie.
-Proszę.-
Wyciągnęłam w stronę Runiego małe pudełko. Wziął je niepewnie
i otworzył. Uśmiechnął się, gdy zobaczył co jest w środku.
-Merci.- Albo mi się zdaje albo pierwszy raz widzę
szczery uśmiech u Runiego. No nic. Najważniejsze, że się cieszy i
z lekkim uśmiechem zaczął jeść truskawki. Tak, truskawki. Gdy
rano zobaczyłam koszyk z truskawkami to od razu poprosiłam mamę
aby spakowała mi trochę. Chciałam je zjeść wspólnie z Jasonem
ale patrząc na minę Runiego sądzę, że dobrze zrobiłam.
-S’il
vous plaît („Proszę”)- Przed moim nosem pojawiło się
pudełeczko. Wzięłam je delikatnie i otworzyłam. Czekoladki?!
Wzięłam jedną i włożyłam do buzi.....Mmmm......Jakie to
pyszne~! Aż zamknęłam oczy. Po chwili otworzyłam je. Kiyoshi,
bliźniacy, Rune i Lou patrzeli na mnie z uśmiechem, a reszta nie
wiedziała o co chodzi.
Podsunęłam
Megumi, Shunowi i Yuko pudełeczko z czekoladkami i ruchem głowy
kazałam im się poczęstować. Efekt był taki sam. Rozanielona mina
mówiła wszystko.
-Dziękuje
Rune. Ale skąd masz takie dobre czekoladki?!- Spytałam szczerze
zaciekawiona. Nigdy w swoim krótkim życiu nie jadłam tak dobrych
czekoladek.
-Jedna
z tajemnic Runiego zostaje przez was odkryta. On sam je zrobił.-
Powiedział melodyjnie Jason, na co Joni zaśmiał się pod nosem.
Mnie to mało interesowało, gdyż przeżywałam aktualnie szok. Runi
sam zrobił te czekoladki?!!
-Joni,
a ty umiesz robić takie czekoladki~?- Yuko spojrzała na swojego
chłopaka maślanymi oczkami.
-Umiem
ale nie tak dobre jak te Runiego.- Odpowiedział jej Joni, a Yuko
zrzedła mina.- Skarbie, co jest?- Yuko ma smutna minkę to od razu
Joni się martwi.
-Runi,
umówisz się ze mną?- Yuko wychyliła się zza Joniego z wielkim
uśmiechem na ustach. Mnie i Joniego zmroziło, a reszta zaczęła
się śmiać.
-Yuko,
dlaczego?!! Przecież to ja jestem twoim chłopakiem?!- Spytał
przerażony Joni.
-Runi
potrafi zrobić takie pyszne łakocie, a ty nie.- I klasyczny dzióbek
w wykonaniu Yuko.
-Widzisz
Joni. Jedna czekoladka i twoja dziewczyna już jest moja.- Od razu
było widać, że nieźle bawi go ta sytuacja.
-Runi,
nauczysz mnie robić takie czekoladki??- Joni zwrócił się do
Runiego ze szczenięcą minką.
-Nie.
To mój tajny przepis. Tylko Wybraniec go dostanie.- Powiedział z
powaga i dumnie wypiętą piersią. Kiyoshi natomiast zasłaniał
sobie usta dłońmi, próbując nie roześmiać się na całą
stołówkę. Joni natomiast zrobił bardzo smutną minkę i spuścił
głowę w dół. Jego brat poklepał go pocieszająco po plecach.
-Nie
martw się Joni.- Powiedział pocieszając Louis. Chociaż po jego
wyrazie twarzy było widać, że go również to bawi. Ja natomiast
nie wiedziałam czy to prawda, czy takie żarty.
-Yuko
ale muszę powiedzieć ci coś ważnego. Gdyby nie Jonathan nie
poznałabyś mnie i nie skosztowała tych czekoladek. Powinnaś się
cieszyć, że masz takiego chłopaka, który się tak o ciebie
troszczy i chce ci dać wszystko co najlepsze.- Runi patrzał na nią
z lekkim uśmiechem, przy okazji wpychając Kiyoshiemu truskawkę do
buzi. Yuko natomiast chwilę jakby analizowała te słowa, po czym
uśmiechnęła się słodko. Popukała Joniego po plecach tak aby
obrócił się do niej przodem. Ten spojrzał na nią z miną zbitego
szczeniaka.
-Mój
Joni kochany, mój słodki misiu, Kocham Cię najmocniej ze
wszystkich misiów~!- Powiedziała Yuko radośnie, przytulając się
do niego i dając całusa w policzek. Joniego na krótką chwilę
zszokowało. Uśmiechnął się jednak szeroko przytulając mocniej
swoja dziewczynę do siebie i dając jej całusa w czółko.
-Moja
słodka Pszczółka, którą Kocham~!- I tu klasyczne „O~!!” w
wykonaniu naszej paczki. Jeśli byłyby wybory na najsłodszą parę
to Joni i Yuko mają puchar w kieszeni. Odkleili się od siebie z
uśmiechami na ustach. Wtedy Shun podszedł do Yuko i wyszeptał jej
coś do ucha. Ona na to uśmiechnęła się jeszcze szerzej i
zapiszczała cicho.
-Joni,
Joni, Joni~!- Yuko aż zaczęła podskakiwać na krześle.
-O
co chodzi Skarbie~?- Spytał z uśmiechem.
-Prześpij
się z Runim.- Na jej słowa Jason i Louis aż się zakrztusili,
Kiyoshi i Rune zaczęli się śmiać, Shun uśmiechał się szeroko,
a ja z Megumi byłyśmy zszokowane.
-Co???-
Joni patrzał na Yuko z szeroko otwartymi oczami.
-Prześpij
się z Runim. Nagramy to! Iiii~!!! Będę miała cudowne nagranie!-
Yuko w swoim żywiole. Spojrzałam na Shuna, który uśmiechnął się
do mnie szczerze. Najwyraźniej zabrakło mu tej strony Yuko.
-Nie
pozwolę na to!- Odezwał się Kiyoshi.- Niczym rycerz ochronię
dziewictwo Runiego!- Po tych słowach Runi, Lou, Jason, Shun i
Kiyoshi zaczęli się śmiać. Mnie samej również zaczęła
śmieszyć ta sytuacja. Spojrzałam na Megi, która śmiała się pod
noskiem.
-Chwila,
chwila, chwila.- Śmiechy przerwał Runi.- A kto powiedział, że ja
mam być na dole?- Chłopacy zaczęli zastanawiać się nad tym
fantem.
-Yuko.
Kto ma być na dole?! Joni czy Rune?- Spytał Shun z chytrym
uśmieszkiem. Yuko przytknęła palec do ust w zastanowieniu.
-Joni~!-
Wręcz wyśpiewała i zaklaskała z tej radości. Chłopacy zaczęli
się śmiać, a Joni siedział załamany.
-Ale
dlaczego Runi nie może być na dole??- Spytał Joni z przekąsem.
-Ależ
to oczywiste~!- Yuko aż się wyprostowała i uniosła palec
wskazujący.- Runi nie może być na dole, gdyż Kiyoshi skradnie mu
dziewictwo~!- Na jej słowa Kiyoshi się opluł, a Runi aż zatrząsł
ze śmiechu. Ja sama zaczęłam się śmiać. Yuko i jej yaoistyczne
teorie. No ale za to ją tak kochamy.
-Yuko,
mam propozycję.- Odezwał się Kiyoshi, gdy już się ogarnął.-
Niech Joni prześpi się z Louisem.- Powiedział szczerząc się.
Louis spojrzał na niego zszokowany, a my chórem się zaśmialiśmy.
Każdy się pewnie zastanawiał o co nam może chodzić.
-Nie,
nie, nie~!- Yuko zaprzeczyła, kręcąc głową na boki.
-Ale
dlaczego nie?!- Spytał Jason z zaciekawieniem.
-Bo
Louis ma kochać się z Shunem~.- Po tych słowach nastąpiła salwa
śmiechu. Runi leżał wręcz na stole i trzymał się za brzuch.
Jasonowi ze śmiechu aż poleciało kilka łez. Mnie samej zaczęły
boleć poliki. Yuko patrzała na nas zdezorientowana.
-No
dobra.- Runi podniósł się ze stołu, trąc oczy.- Prześpię się
z Jonim. Może będzie lepszy od ciebie.- Tu kątem oka spojrzał na
Kiyoshiego.
-A
co? Ja niby nie jestem dobry?- Kiyoshi obrócił twarz w jego stronę,
podnoszą jedną brew ku górze.
-Jesteś
za mało delikatny.- Powiedział Runi z lekko smutna minką.
-Ale
to nie moja wina. To ty jesteś za bardzo seksowny, gdy się tak pode
mną wijesz.- Na słowa Kiyoshiego Yuko zaświeciły się oczy z
zachwytu. Jason i Louis patrzeli na nich z uśmiechem. Joni jakby nie
ogarniał sytuacji. Shun patrzał na to z zaciekawieniem. Ja z Megumi
wiedziałyśmy, że sobie po prostu żartują, więc patrzałyśmy na
tą scenę z uśmiechem.
-Więc
najlepiej winę zgonić na mnie?! Ty to jesteś.- Runi z obojętną
miną odwrócił głowę w drugą stronę.
-Oj,
nie fochaj się.- Kiyoshi złapał Runiego za ramię tak aby ten
oparł się o jego ramię.- Przyjdź do mnie dzisiaj to pokażę ci
jaki delikatny potrafię być. Tylko zapamiętaj jedno- jeśli
będziesz prosił abym się pospieszył albo zrobił to mocniej lub
szybciej to wcale cię nie posłucham.- Wręcz wyszeptał mu to do
ucha. Na reakcję Yuko nie trzeba było długo czekać. Pisnęła
głośno i złapała się za nos.
-Wiedziałam,
wiedziałam~!!! Iiii~! Moje sny się spełniają!- Wręcz
podskakiwała z radości. Shun dał jej chusteczkę aby nie
pobrudziła się od krwi. Aż dziw, że po takiej wymianie zdań
pomiędzy chłopakami, Yuko zacznie lecieć krew z nosa.
Najwidoczniej czekała na taki moment z niecierpliwością.
Oczywiście po jej słowach wszyscy zaczęli się śmiać.
-Przykro
mi Yuko ale to były tylko żarty.- Kiyoshi spojrzał na nią z
chytrym uśmieszkiem na twarzy. Na te słowa Yuko zrzedła minka.
-Joni~!!
Przytul.- Wtuliła się w swojego chłopaka niczym małpka. Joni
zaśmiał się tylko i objął ją w pasie, całując w czółko.
Runi tymczasem odsunął się od Kiyoshiego, wstał i wziął
pudełeczka od dziewczyn mówiąc, że idzie je oddać i nie musimy
na niego czekać. Wstaliśmy i poszliśmy więc pod salę, pod którą
po chwili przyszedł Runi. Wchodząc zauważyłam kątem oka te
dziewczyny. Każda z nich uśmiechała się i miała rumieńce na
twarzy. Ciekawe co powiedział im Runi. Zadzwonił dzwonek i
lekcja się zaczęła.
Ostatnią
lekcją były w-fy. Taa, kto nie kocha tego przedmiotu.
Dzisiaj pan Tamuro zaproponował zagrać w dwa ognie. Najpierw
zagrali chłopcy, potem dziewczyny. Tak się złożyło, że Jason,
Joni, Kiyoshi, Louis, Rune i Shun byli w jednej drużynie. Już
myślałam, że zaczną się kłócić kto ma być „matką” ale
odziwo Runi od razu poszedł na to stanowisko. Rozgrywka trwała dość
krótko. Chociaż nie dziwię się, jak chłopacy się zawzięli to
nikomu nie dali szans. Po tym przyszła kolej na nas. Byłam w grupie
z Yuko i Megi, więc nie musiałam być ich chwilowym wrogiem. Grając
na chwilę spojrzałam się na trybuny i pożałowałam tego. Jason
wręcz przeszywał mnie wzrokiem. Plus ten uśmieszek zadowolenia.
Przez to zostałam zbita i musiałam zejść z boiska. Zapamiętać-
nie patrzeć na swojego chłopaka podczas gry. Aktualnie grupką
już przebrani siedzieliśmy na trybunach z nauczycielem i miło
sobie gawędziliśmy. Pan Tamuro zażartował, że ja z Jasonem
powinniśmy się do siebie tak nie kleić. Na jego słowa Jason
posadził mnie na swoich kolanach i przytulił do moich pleców
mówiąc „Pokazuję co jest moje”. Dla jego większej radości
obróciłam się do niego bokiem i wtuliłam się mocno mówiąc „I
wzajemnie”. Nauczyciel się zaśmiał, a dziewczyny zrobiły głośne
„O~!”. Tak, możecie mi zazdrościć takiego przystojniaka,
hihihi. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, gdy nagle zobaczyłam jak
Kiyoshi próbuje schować się za Runim. O co mu....?
-Kiyoshi! I tak cię widzę!- Spojrzałam w prawo i
ujrzałam idącego w naszą stronę pana Ishikawę. Najwidoczniej
Kiyoshi chciał się przed nim schować ale mu nie wyszło.
Zachichotałam pod nosem i poprawiłam na kolanach Jasona. Kiyoshi z
uśmieszkiem wyszedł zza Runiego, wzdychając głośno.
-A
mogłem zacząć biec lub coś w tym rodzaju.- Powiedział z żalem.
Pan Ishikawa w tym czasie doszedł do nas.
-I
tak bym cię złapał, więc twój wysiłek byłby daremny.- Pan
Yoshinori uśmiechnął się do niego. Muszę stwierdzić, iż
wygląda on całkiem fajnie. Czarne buty i spodnie, biały t-shirt i
granatowa marynarka z rękawami ¾ .Do tego trzy srebrne kolczyki w
lewym uchu. Gdybym ich nie znała i zobaczyła gdzieś na mieście
pomyślałabym, że są braćmi.
-Kiyoshi,
kto to jest?- Pan Tamuro jak zawsze czujny. Żadnego obcego nie
wpuści na teren szkoły. Kiyoshi na pytanie chwilę patrzał się na
swojego ojca, jakby nad czymś się zastanawiał.
-Mój
tatuś.- Kiyoshi uśmiechnął się szeroko do nauczyciela.
-Nad
czym ty się tak zastanawiałeś?- Spytał podejrzliwie pan Ishikawa.
-Zastanawiałem
się czy powiedzieć tatuś, ojciec, stary, rodzic, ojczulek i tak
dalej.- Pan Yoshinori westchnął, a Kiyoshi się zaśmiał.
-O~!
Dzień dobry. Miło w końcu pana poznać, panie Ishikawa.- Pan
Tamuro od razu się rozpromienił. Wstał nawet i uścisnął dłoń
pana Ishikawy.
-Pana
również miło poznać.- Yoshinori-san uśmiechnął się szeroko.
Po tym uśmiechu na 100 procent jestem pewna, że to ojciec
Kiyoshiego. Mają wręcz takie same uśmiechy.
-Dzień
dobry~!- Jason i Joni przywitali się melodyjnie z ojcem przyjaciela.
-Witam.
Widzę, że wam się dobrze powodzi.- Powiedział z subtelnym
uśmiechem. Dopiero teraz zauważyłam, że ma ciemne oczy które
teraz były w kolorze rubinu.
-Jak
się zobaczyło taką piękność, przy której serce szybciej bije
to trzeba ją w sobie rozkochać, a potem cieszyć się wspólnym
życiem.- Jason powinien zostać pisarzem. Na serio. Na jego słowa
dziewczyny za nami zrobiły „O~!”, a niektóre nawet zapiszczały.
Zarumieniona wtuliłam się w mojego kochanego głupola.
-Jeśli
obaj tak sądzicie to wasze dziewczyny mają wielkie szczęście z
wami.- Czuję się jakbym dostała błogosławieństwo od pana
Ishikawy. Serio. Trochę to dziwne, a zarazem zabawne.
-Siemka
tatko.- Rune uśmiechnął się do pana Ishikawy i nawet mu pomachał
z pozycji półleżącej.
-Cześć
synek. A ty to jednak singiel?- Pan Ishikawa odwzajemnił uśmiech i
spojrzał się na niego nieco figlarnie.
-Ja
nie dam się zakuć. Jak już to mogę zakuć kogoś kajdankami do
mojego łóżka ale to już inna sprawa.- Dziewczyny siedzące za
Runim spaliły niezłego buraka na twarzy. Jestem pewna, że
wyobraziły sobie taką sytuację ze sobą i Runim w roli głównej.
Runi w pewnym sensie dba tym o swój Fan Club, dając im takie
wiadomości.
-A
tak w ogóle to co tu robisz i czy jest z tobą mamusia per twoja
żona??- Kiyoshi aż zaczął się rozglądać na wszystkie strony.
-Chciała
tu przyjść ale byłem dla ciebie łaskawy. Powiedziałem jej, że
jak wrócisz to będziesz pewnie strasznie głodny i najchętniej byś
zjadł jej domową kuchnię. Dlatego po dużych zakupach od razu
poszła do kuchni i szukuje dla ciebie obiad full zestaw. A
przyszedłem cię odebrać, bo jedziesz ze mną na zakupy.- Ze słów
pana Ishikawy wywnioskowałam, że Kiyoshi pewnie nie chce aby jego
mama tu przychodziła. Ciekawe jaką jest osobą.
-Och,
dzięki ci mistrzu.- Kiyoshi ukłonił się teatralnie do niego.- A
zakupy masz namyśli domowe czy z cyklu „Dzień dla synusia”?-
Kiyoshi wyszczerzył się do niego i nastawił ucha do odpowiedzi.
-Zdecydowanie
to drugie.- Pan Yoshinori aż się zaśmiał.
-No
to trzeba było tak od razu. Jesteś samochodem co nie?!- Jakby tak
zmrużyć oczy i włączyć wyobraźnię to widać jak Kiyoshi merda
ogonem w szczęściu.
-No
jestem i co w związku z tym?- Po jego wyrazie twarzy było widać,
że zna odpowiedź.
-Dasz
poprowadzić?- Kiyoshi przybliżył się i oparł na jego ramieniu.
-Nie.
Za młody jesteś.- Kiyoshi westchnął ciężko, lecz po chwili
uśmiechnął się zawadiacko.
-
No dobra. Przeżyję. Ale jak tylko będę miał prawo jazdy to
samochodu nie zobaczysz..- Uśmiechnął się szeroko.
-Jak
będziesz miał prawo jazdy to musze ubezpieczyć samochód w kilku
oddziałach.- Chłopacy zaczęli się śmiać. Chociaż znając
Kiyoshiego trochę to lubi szybka jazdę.
-I
ubezpieczenie na życie, testament i miejsce na cmentarzu.- Po
słowach Runiego wszyscy zaczęli się śmiać. Niektórzy mieli
nawet łzy w oczach.
-No
wiesz co Runi~! Aż tak kiepskim kierowcą bym nie był.- Powiedział
Kiyoshi z żalem ale z uśmiechem na ustach.
-No
może byłbyś dobrym kierowcą. Ale jak już to jako kierowca
rajdowy, a nie zwykły miejski.- Powiedział spokojnie, bez żadnych
emocji. Szczerze to nie widziałam jeszcze Runiego wściekłego.
Nawet podczas walki nie wyrażał nic, jakby skupiał się na niej.
-Runi,
dzięki za radę. Zanim Kiyoshi pójdzie na prawo jazdy to ja już
będę bezpieczny w każdym względzie.- Pan Ishikawa nadal śmiał
się pod nosem.
-No
dobra tatko. Idziemy czy będziemy tu tak stać i negocjować o
testamencie?!- Kiyoshi odsunął się od ojca i wziął swój plecak
na ramię.
-Idziemy,
idziemy. Sprawę testamentu zostawmy na później.- Pan Ishikawa
mrugnął do niego z uśmiechem.
-To
tylko się pożegnam i idziemy. Runi~!- Kiyoshi nagle się przytulił
do niego, że omal nie spadł. Po tym podszedł do Shuna i pomiział
go po głowie. Z Louisem, Jonim i Jasonem przybili sobie piątki. Mi
i Yuko dał całusa w policzek- jakie to było urocze ^.^
-Pa
Skarbie.- Oczywiście Megi musiała dostać pożegnalnego całusa i
mocny uścisk.
-Kiyoshi.
Będziesz miał mnóstwo czasu aby wycałować i wyściskać moją
przyszła synową.- Megi na słowa pana Ishikawy złapała niezłego
buraka. Kiyoshi zaś podszedł do ojca z szerokim uśmiechem.
-Wiem
tatko. Ale nie będę taki jak ty, który latałeś za mamą niczym
pies.- Kiyoshi zaczął iść w stronę wyjścia.
-Ty
też zaczniesz tak latać, jeśli Megumi cię o to poprosi.- Pan
Ishikawa uśmiechnął się pod nosem.- Do zobaczenia~!- Pomachał
nam i ruszył za swoim synem. Oczywiście wszyscy ładnie i grzecznie
odmachali.
-Kiyoshi
ma bardzo fajnego ojca.- Stwierdził Shun, bawiąc się piłką.
-Obaj
maja poczucie humoru.- Louis uśmiechnął się na samo wspomnienie.
-Właśnie!
Rune. Ty i Kiyoshi jesteście braćmi?- Pan Tamuro zwrócił się do
niego. Runiego jakby zszokowało trochę jego pytanie.
-Nie,
nie jesteśmy.- Odpowiedział, patrząc trochę ze zdziwieniem na
nauczyciela.
-Ale
pan Ishikawa powiedział do ciebie „Synu”??- Widać było, że
pan Tamuro nie wie o co chodzi.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz