środa, 30 września 2015

Zapominalski i uroczy- Aomine x Kise

Dzień dobra noc~! ^.^ 
W oczekiwaniu na nowy rozdział z DM macie tu miniaturkę~! :p
Tak jakoś mnie nagle oświeciło, więc napisałam i wstawiam obyście mieli coś do poczytania przed snem. ^^
Przypomnę o konkursie- mam nadzieję, że weźmiecie udział ;)
O ankiecie, która nadal trwa------>
I o napisaniu komentarza, tak dla uciechy autorki. 
Potrzebuję trochę dopingu >o<
Życzę wam miłej nocy~! :*
#Kimie

 
Nie ma to jak praca w policji. Siedzisz i wypełniasz nikomu nie potrzebne papiery pijąc świeżo zaparzoną kawę i jedząc słodziutkie pączusie. Na moje szczęście nie musiałem iść dzisiaj na patrol, tylko wypełnić te papierzyska, po czym do domku. Ciekawe, czy Kise już jest. A właśnie. Tak. Chodzę z tym długonogim chłopakiem o nie farbowanych blond włosach od liceum, czyli już będzie z jakieś 7 latek. Szczęśliwa liczba, nie ma co. Jakim cudem jesteśmy razem? To chyba zaczęło się od imprezy po zimowych zawodach. Akashi stwierdził, że Pokolenie Cudów powinno się spotkać tak prywatnie, czyli zrobić sobie małą imprezę. Poszedłem spać wtedy do Kise, gdyż byłem trochę podpity plus u mnie w domu aktualnie byli goście. Pamiętam, że przez całą drogę z czegoś się śmialiśmy. I jak weszliśmy do jego mieszkania to Kise potknął się o własne nogi i upadł na moją klatę. Jakoś tak patrzeliśmy sobie w oczy, po czym zaczęliśmy się całować, następnie lądując w łóżku. Nie, nie zrobiliśmy jeszcze tego w tamtym momencie. Popieściliśmy się trochę i zasnęliśmy. Rano o dziwo pamiętaliśmy co się wydarzyło. I jakoś tak jak zobaczyłem te rumieńce na jego policzkach i błyszczące oczy to nie wytrzymałem i pocałowałem go. Pisnął niczym baba z zaskoczenia lecz oddał piesztotę. Postanowiliśmy spróbować być razem i wyszło nam to na dobre. Nasz pierwszy raz odbył się przed letnimi zawodami. Musiałem nieźle trzymać mój popęd na wodzy, gdyż przez tą blond ciotę i jego piski  oraz jęki omal nie wszedłem w niego bez przygotowania. Opanowałem się jednak i było warto. Jak usłyszałem jego głośny jęk, gdy trafiłem w prostatę i jak się wtedy na mnie zacisną to omal nie doszedłem. Następnego dnia Kise marudził trochę, że go dupa boli i jak on będzie grał. Lecz sam omal co nie podbiegł do mnie sprintem, gdy mnie zobaczył.

No nic. Dość tego nawet miłego wspominania. I tak mam większy problem na głowie i zwie się on Kise. Jak Kise może być problemem?! Otóż stał się ostatnio jakiś dziwny. Chodzi jakiś zamyślony, ucieka wręcz ode mnie. Spędza większość czasu w pracy- ta, nadal jest modelem. I najważniejsza kwestia nie spaliśmy ze sobą od jakiś dwóch tygodni. Nic. Nul. Zero kompletne. Daiki Junior czuje się niedopieszczony. Gdy tylko chce zacząć grę wstępną ten śpi jak zabity. Albo wraca nad ranem, gdy ja idę do pracy. Raz nawet chciałem do niego pojechać i pomiziać się z nim trochę w garderobie ale ten jak się okazało jest w innym mieście i wróci jutro późnym wieczorem. Jak pornoski kocham wkurwiłem się. Nawet zwalanie sobie ręką odpada, gdyż zostałem spedalony doszczętnie i jakoś nie podniecają mnie już kobiece kształty. Ale mimo to lubię sobie na nie popatrzeć. Zastanawiałem się już od kilku dni, dlaczego tak się dzieje. Na pewno nie zapomniałem o żadnej rocznicy- mam powiadomienie w telefonie dwa tygodnie przed aby coś przyszykować. Natłok pracy też odpada, gdyż nawet jeśli miał sesje zdjęciowe dzień w dzień to nie odmawiał pieszczoch. Znudziłem mu się?! Jak na razie to było nadal zastanawiające. Wiem, że nie mamy dla siebie dużo czasu ale wytrwaliśmy już ze sobą te 7 lat. Plus z kim miałby być jak nie ze mną? Tetsu odpada, gdyż ta mała gnida wpatrzona jest w mutanta z podwójnymi brwiami. Są ze sobą od 3 liceum i dobrze im się wiedzie. Akashi?! Też odpada. Furihata jest jego oczkiem w głowie. Glon również odpada. Ten tsunderowaty lekarz żyje w (nie)spokojnym związku z Takao. Jego były kapitan Kasamatsu też odpada. Pracuje w jakieś zagranicznej firmie. Więc co do cholery się z nim dzieje?



Wróciłem do domu nieco wkurzony. Westchnąłem ciężko odkładając klucze na szafkę, zdejmując buty.

-O Aominecchi~! Już jesteś~! Witaj w domu~!- Z kuchni wyłoniła się blond czupryna. Spojrzałem się na wesołą mordkę Kise, który właśnie szedł do mnie. Jest w domu, co samo w sobie jest dziwne.

-Wróciłem. Nie w pracy?- Mruknąłem ziewając głośno.

-Na dzisiaj mam już wolne. A ty musiałeś pewnie wypełniać papiery skoro jesteś taki zmęczony.- Zaśmiał się krótko pod nosem, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Podszedłem do niego, patrząc w te złote oczyska z długimi rzęsami. Dopiero po jakieś chwili zauważyłem, jak Kise patrzy to w moje oczy to na usta i przegryza wargę. Uśmiechnąłem się kącikiem ust i pocałowałem go. Mruknął zadowolony, co od razu poprawiło moje samopoczucie.

-Jesteś głodny?- Spytał odsuwając się ode mnie i idąc w stronę kuchni. Podszedłem szybko do niego obejmując go od tyłu.

-Poproszę pewnego modela jako przystawkę, obiad i deser.- Wymruczałem, całując go po szyi. Zadrżał i odsunął się ode mnie.

-Nie teraz Aominecchi~! Mam jeszcze coś do zrobienia.- Powiedział i wręcz popędził do łazienki. Westchnąłem niczym męczennik i udałem się do sypialni. Rzuciłem się na łóżko, gapiąc się w sufit przez dobrą godzinę zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi. Postanowiłem spytać się go po prostu, dlaczego mnie od siebie odsuwa. Wstałem i udałem się do kuchni widząc, że w łazience nie pali się światło.

-Oi Kise, musimy pogadać.- Wszedłem do kuchni i mnie zmroziło. Kise stał przy stole i zapalał świeczki na niewielkim torcie. Obok były dwa kieliszki, a w wiaderku chłodził się szampan. Kise ubrany w fartuszek patrzał na mnie z ręką zawieszoną nad tortem.

-Aominecchi~! Wszystko popsułeś!!- Wyprostował się, zacisnął dłonie w pięści i tupną nogą, robiąc do tego dzióbek.

-O co tu chodzi?- Stałem tak skołowany nie wiedząc po co to wszystko. Czyżby przypomnienie zawaliło i dzisiaj była nasza rocznica?! O mój Boziu oby nie. Kise spojrzał na mnie zdziwiony.

-Zapomniałeś?!- Spytał szczerze zdziwiony. Uśmiechnął się po tym, dokańczając zapalanie świeczek. Wziął tort i podszedł do mnie.- Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin Aominecchi~!- Wręcz wyśpiewał szczerząc się jak mysz do sera. Zaraz, zaraz! Moje urodziny..... W tym momencie zajebisty ja musiał strzelić sobie face palma. Jak ja mogłem o tym zapomnieć?!

-Więc to dlatego tak mnie od siebie odsuwałeś?- Spytałem. Wolałem mieć pewność. Kise zrobił lekko zaskoczoną minę.

-Miałem mieć dzisiaj wieczorną sesję i jutro wywiad ale wolałem pospieszyć to wszystko aby mieć dla ciebie czas. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.- Zrobił minę szczeniacza, patrzą na mnie złotymi maślanymi oczkami. I ja mam się złościć?? Zdmuchnąłem świeczki i uśmiechnąłem się.

-Dziękuje, że pamiętałeś.- Kise na moje słowa zarumienił się i próbował schować za tortem. Wziąłem go od niego i postawiłem na stół. Objąłem go w pasie wpijając się w jego usta.

-Aominecchi~! Może najpierw zjemy i napijemy się szampana? Mam nawet prezent dla ciebie.- Próbował się wyszarpać lecz nic z tego. Przycisnąłem go bliżej siebie, robiąc malinkę na jego szyi.

-Ty jesteś moim prezentem Ryouta i zamierzam cię rozpakować w sypialni.- Wymruczałem na co spalił buraka. Podniosłem go za tyłek i zaniosłem do sypialni. Cofnąłem się jeszcze po tort i szampana. Te urodziny były niezapomniane. Zwłaszcza dla Kise, który nie mógł chodzić przez jakiś tydzień i z powodu dużej ilości malinek na całym ciele nie mógł iść do pracy. Życie jest piękne.

wtorek, 29 września 2015

Konkurs~!!!! ^^

Ohayo~! ^.^
Przypomniało mi się, że miałam zrobić konkurs, więc zebrałam się w sobie i już wszystko zaplanowałam. :)
Tak więc już wam wyjaśniał o co kaman.....

Konkurs polega na wysłaniu mi pracy. 
Do wyboru są 3 propozycje.

I.
Narysować plakat pt. (i tu też wybór)
1. "Gdyby moje myśli napisać w formie książek, byłyby one zakazane."
2. "Druga strona mnie, czyli rąbnięta otaku z fascynacją yaoi."
Wielkość dowolna, forma dowolna. Narysować, zrobić zdjęcie i wysłać mailem. ^^

II.
Napisać krótką historię. Takiego one-shota. I tu trzeba wykorzystać wszystkie podane słowa:
Nożyczki, książki, zboczone pisemka, krwotok z nosa, otaku, znak drogowy,
futerko, sushi, fanservis, wkurwiająco uroczy, Bóg sexu, zbolała tęcza,
kastracja, Nobel, onsen, fobia, truskawki, true love.
 
III.
ABC, czyli co sądzę/kojarzę/mi przypomina/itd. dane słowo. Od A do Z.
A- Akashi, B- Bliźniaki, C- Chcica, D- Drużyna, E- Elfy, F- Francja, G- Gotowanie, H- Herbata, I- Ishikawa, J- Japonia, K- Kimie, L- Lekarz, M- Miłość, N-Nienawiść, O- Orientacja, P- Patrice, R- Romanse, S- Shoty, T- Tsundere, U- Ulubiony, W- Wampiry, Y- Yaoi, Z- Zagadki


Nagrody~! :D

Pierwsze miejsce:
2 one-shoty + miniaturka z wybranymi paringami. 
Można napisać co chce aby dana historia zawierała, taka myśl główna.
I oczywiście gatunek i tematyka.

Drugie miejsce:
1 one-shot + miniaturka z wybranymi paringami.
Można napisać co chce aby dana historia zawierała, taka myśl główna.
I oczywiście gatunek i tematyka.

Trzecie miejsce:
One-shot z wybranym paringiem.
Można napisać co chce aby dana historia zawierała, taka myśl główna.
I oczywiście gatunek i tematyka.

Czwarte, piąte i szóste miejsce:
Miniaturka z wybranym paringiem. ^^


 Prace słać na adres:  KimieKikui@wp.pl
W temacie wpisać "Geniusze ociekają zajebistością"
 Termin od 29.09.15r. do 29.11.15r.

Oczywiście pamiętać o podpisaniu się imieniem lub ksywką.
Można robić w parach- choć nie wiem jak to będzie wtedy z nagrodą. o.O

Jeśli macie jakieś wątpliwości lub pytania to pisać w komentarzu. 
Oczywiście prace zwycięskich osób trafią na bloga. :p

 Życzę dużo weny i powodzenia~! <trzyma kciuki> <3 
#Kimie Kikui

P.S. Rozdział z DM będzie prawdopodobnie dopiero w weekend. Gomene -.-
 PP.S. Tego posta znajdziecie w "Informacjach" ;) 

czwartek, 24 września 2015

Miłość ma słodko-gorzki smak- Aomine x Akashi

Ohayo~!!! ^.^ <kica z radości>
Witam, witam moje drogie wilczurki~! <3
Tak więc nadszedł ten dzień.....
3000 wyświetleń~!!! ^.^ <fanfary>
Jej~~!!! Otwieramy szampany i pijemy wasze zdrowie, bo to dzięki Wam. 
Kimie Was Koooocha~! <3
Z taj niezwykłej okazji mam dla Was one-shota. ^^
W tym wydaniu Kuroko no Basket, paring Aomine x Akashi.
Taa, powaliło mnie ale mam ostatnio na nich zajawkę, więc....no~! *.*
I to jest 69 post~! ^^ <takie małe skojarzenie> ;p
Jest to yaoi, więc nie lubisz, nie czytaj.
Lubisz/kochasz/wielbisz- Serdecznie zapraszam~! :)
Dedykuje go samej sobie, gdyż wiele radochy miałam podczas pisania go.
 Jeszcze raz dziękuje za to, że tu wchodzicie.<3 <wzruszona>
Enjoy i miłego weekendu~! ^^
#Kimie Kikui 


Jesień. Słoneczko świeci, wieje lekki wiaterek, ptaszki śpiewają, a ja zamiast edukować się z gazetką Horikity Mai na dachu szkoły ciężko trenuję na sali gimnastycznej. Aktualnie jednak moja zacna osoba siedzi sobie wygodnie na materacu i patrzy jak trenują pierwszoklasiści. Patrząc na większość to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Jak można być tak słabym i chcieć dostać się do drużyny, na dodatek do drugiego składu?! Oczywiście pierwszy skład to same zajebiste osóbki, wliczając w to Tetsu, którego zauważyłem dopiero w połowie treningu. Ta mała gnida jest mistrzem w znikaniu i pojawianiu się wręcz znikąd, dlatego dostaje minimum trzy zawały w ciągu tygodnia. Powróćmy jednak do mojej zajebistej osoby. Siedziałem i przyglądałem się tym przyszłym graczom, których ja osobiście wywaliłbym na zbity pysk z tej sali. Dźwięk gwizdka i wszyscy ustawiają się w szeregu niczym dzieci w przedszkolu. Trener coś tam do nich papla. Trzyma w ręce podkładkę, więc pewnie będzie czytał składy drużyn. Jego przemowę przerywa spokojny lecz stanowczy głos. Panie i panowie oto i on. Kapitan Teiko o dwukolorowych tęczówkach Akashi Seijrou. Pozycja rozgrywającego z numerem 4. Umiejętność- Emperor Eye. Pan i władca, który zawsze jest pewien swojej wygranej. Aktualnie obiekt moich westchnień........Zaraz~!!!! Jakim cudem ja, Aomine Daiki, as Pokolenia Cudów zakochał się w tej czerwonowłosej gnidzie, która potrafi zabić spojrzeniem?!! Ja też nadal tego nie pojmuję ale takie są fakty. Patrząc na to filozoficznie to szybciej powinienem zakochać się w Tetsu. W końcu jest moim cieniem. Już nawet Kise powinien być mi bliższy skoro to dzięki mnie zaczął grać i gramy często one on one. Już nawet tej glonojad Midorima mógłby mi być pisany. Zgoniłbym wszystko na tego Oha Ase, że nasze znaki się połączyły i tak dalej. Już nawet z tym wielkoludem Murasakibarą mógłbym być w związku. Wpieprzalibyśmy słodycze na okrągło i grali czasem w kosza, a to dałoby nam wiele szczęścia. Jednak ja musiałem zakochać się w Akashim, który za jakiś mój błąd lub nie przyjście na trening wyrwałby mi flaki i powiesił sobie na choince w święta. Chyba jestem jakimś masochistą. Wracając do eliminacji. Patrzę na Akashiego. Nie wiem co mówi, gdyż jestem za daleko plus on zawsze mówi spokojnie i płynnie. Parzę na pierwszoklasistów i aż się uśmiecham na widok ich przerażonych minek. Wręcz się trzęśli na sam jego widok. Zauważyłem jak na boisko wchodzi Kise, przysłuchując się tego. Widząc po jego minie chce zagrać ale nie chce przeszkadzać. Do głowy wpadł mi pewien pomysł, który postanowiłem sprawdzić. Wstałem i wziąłem piłkę. Poruszyłem się najpierw leniwie lecz w sekundę przyspieszyłem, ominąłem zaskoczonego Kise i zrobiłem wsad do kosza. Pierwszaki patrzeli na mnie zachwyceni, Kise miał ogniki w oczach, co oznaczało, że chce jak najszybciej zagrać ze mną one on one. Trener pisał coś w swoich notatkach. Akashi natomiast zmrużył niebezpiecznie oczy. Oho. Wkurzył się. Pora uciekać i zmawiać paciorek.

-Jaki jest drugi skład? Chętni bym sobie z nimi pograł.- Uśmiechnąłem się wyzywająco, próbując wygramolić się z trudnej sytuacji. Akashiemu o dziwo złagodniał nieco wzrok, jednak zaiskrzyło się w nich coś psychicznego. Uśmiechnął się i podszedł do mnie. Bać się czy być spokojnym??

-Daiki kogo byś wybrał do drugiego składu?- Powiedział spokojnie patrząc się na pierwszaków.

-Żadnego. Każdy z nich ma kiepską kondycję i nie dorównuje nawet Tetsu do pięt.- Bo do mnie w ogóle nie da się ich porównywać. Oczywiście powinienem ugryźć się w język i powiedzieć coś w stylu „To nie ja o tym decyduję tylko trener.”. Ale oczywiście moja zajebistość mną ocieka i powiedziałem to co myślę.

-Masz rację Daiki. Nie są tak utalętowani jak Tetsuya i tym bardziej jak ty i reszta drużyny. Jednak dzięki treningowi mogą stać się trochę lepsi, chociaż wątpię aby przy zdolnościach pierwszego składu weszli na boisko. Jednakże drugi skład musi być zgłoszony, więc jeśli pozwolisz to trener go odczyta. A ty w tym czasie przebiegnij 10 okrążeń wokół boiska.- Akashi powiedział, że mam rację. Cud się stał, nowe wydarzenie w kalendarzu. Aż skaczę z radości. I o dziwo dostałem tylko 10 okrążeń za moje przedstawienie. Zazwyczaj musiałem biegać z jakieś 40, gdy wkurzę tą czerwoną gnidę. No nic. Grzecznie więc poszedłem pobiegać. Po tym zagrałem z Kise 2 razy one on one i zagraliśmy mecz z drugim składem. Oczywiście my zdobyliśmy 83 punkty, a oni nic. Zmęczony i zadowolony jednocześnie wróciłem do domu.

-Wróciłem!- Krzyknąłem od progu ściągając buty, torbę rzucając w kąt i idąc do kuchni.

-Witaj w domu!- Usłyszałem krzyk mojej mamy z docelowego miejsca. Wszedłem do przestronnej kuchni połączonej z salonem. Usiadłem na krzesełku i przyglądałem się ze znudzeniem rzeczą leżącym na stole.

-Jak było na treningu?- Zapytała z uśmiechem mamusia. Jak wygląda? Długie czarne włosy aktualnie splecione w warkocz, skóra lekko opalona, duże niebieskie oczy, szczupła sylwetka i piersi o miseczce C. Podobno wcześniej miała większe ale jak to stwierdził mój ojciec wyssałem z niech dużo będąc malcem. Może na to nie wygląda ale jestem synkiem mamusi- w końcu jedynak ze mnie- i to po niej odziedziczyłem charakterek. Ogółem to moi rodzice mają taki wyluzowany sposób wychowywania mnie. Nie czepiają się mnie, że mam niskie oceny, gdyż wiedzą, że nie lubię się zbytnio uczyć i nie wybieram się na studia. Nie panikowali, gdy będąc w podstawówce późno wracałem do domu. Wiedzieli po prostu, że wrócę. Dzięki temu mogłem trenować uliczną koszykówkę. No i mamusia nie panikowała widząc moje otarcia i stłuczenia. Sprawdzała po prostu czy czegoś sobie nie złamałem i przemywała rany abym się nie rozchorował. Oczywiście oboje wspierają mnie w koszykówce, zwłaszcza finansowo, gdyż buty szybko się niszczą. I na dodatek dostaje od ojca dodatkową kasę na moje czasopisma. Mamy taki układzik, że ja kupuję, a on gdy mama nie widzi sobie czasami je przegląda. Mi to nie przeszkadza zwłaszcza, że ojciec mimo iż jest z mamą już jakieś 20 lat to nadal kocha ją tak mocno jak przed ślubem, gdy był gówniarzem i zakochał się w niej do szaleństwa. Drogi tatusiu, mamy podobnie tylko, że ja wybrałem szalonego i psychopatycznego kapitana mojej drużyny. Nie, ja nie jestem gejem. Mi po prostu nie przeszkadza to, że nie ma on cycków w rozmiarze F i ma to samo co ja między nogami. Powróćmy do kuchennej sytuacji.

-Jak zwykle. Wybierali nowe składy.- Powiedziałem beznamiętnie patrząc jak matka miesza jakąś sałatkę. Nawet ładnie pachniało ale ja i tak wole mięcho.

-Po co ich wybierają skoro nikt nie jest lepszy od mojego synka i jego drużyny?!- I jak nie kochać tu tej kobiety?! Aż kupię jej jakieś kwiatuszki tak bez powodu.

-Powiedziałem to samo lecz jak zostało mi wytłumaczone drugi skład musi być mimo wszystko wpisany, gdyż bez tego nie moglibyśmy brać udziału w zawodach. Są beznadziejni ale mimo to muszą zostać.- Westchnąłem ciężko przyciągając do siebie miskę z sałatką i smakując ją. Nawet dobre to zielsko. Ale ja chcę to z skali1 mała porcja na dużą porcję mięska.

-Coś jeszcze się wydarzyło?- Mamusia spojrzała się na mnie zadziornie. Ta, przed nią niczego nie ukryję. Nie wiem jak ale dowiedziała się, że podoba mi się Akashi. Sama nawet mnie dopinguje, gdyż chciałaby mieć tak mądrego zięcia jak on- nie urażając oczywiście mojej zajebistej osoby. Stwierdziła również, że dopiero gdy zacznę z nim chodzić to powiemy ojcowi o wszystkim.

-Nie. Dostałem jedynie 10 okrążeń zamiast 40, więc to jest już jakiś postęp.- Uśmiechnąłem się głupkowato. Mamusia się tylko cicho zaśmiała i zabrała mi sałatkę sprzed nosa, którą wąchałem już od ponad pięciu minut. Nie moja wina, że ładnie pachnie. 

-No dobra! Koniec o szkole. Teraz masz siedzieć grzecznie, a ja usmażę ci steki. Zjesz 3 czy 4?- Chyba po obiadku przejdę się po te kwiatuszki. No jak nie kochać takiej kobiety, która robi to co jej synuś uwielbia. Oczywiście powiedziałem 3, gdyż patrząc na ich wielkość to więcej nie zjem.



Po jakże zacnym obiadku udałem się do mych włości. Pora się trochę poedukować. Rzuciłem się na łóżko i sięgnąłem po najnowszą gazetkę. Zacząłem powoli przeglądać strony, prawie wciskając w nie nos. Odpiąłem spodnie i zsunąłem je nieco wraz z bokserkami, zaczynając powoli poruszać ręką w górę i w dół. Wtem ujrzałem zdjęcie czerwonowłosej kobiety o dużych piersiach i zgrabnym tyłeczku. Klęczała w rozkroku wypinając piersi do przodu. Nagle wyobraziłem sobie Akashiego w takiej pozycji i już po chwili doszedłem z stęknięciem. No tak. Moja wyobraźnia robi swoje. Odłożyłem gazetkę i sięgnąłem po chusteczki. Gdy już się wytarłem i poprawiłem usłyszałem dźwięk telefonu.



Od: Czerwona gnida

Do: Daiki

Temat: Trening

Treść: W sobotę odbędzie się trening, więc nie planuj sobie niczego i nie próbuj nie przychodzić i się spóźniać. Znajdę cię i już nigdy więcej nie popatrzysz sobie na zboczone pisemka.



Powiało chłodem. Aż mi ciarki przeszły. Odpowiadać oczywiście nie musiałem, więc odłożyłem telefon i zdrzemnąłem się do kolacji. Oczywiście powiadomiłem rodziców, że mam trening w sobotę. Nie przejęli się tym, gdyż jak mnie powiadomili wyjeżdżają na weekend. Kochana mamusia zapytała się jeszcze co ma mi zrobić abym sobie w weekend odgrzał. Złożyłem u niej nieskomplikowane zamówienie i dostałem dodatkowe fundusze, gdybym chciał sobie coś kupić po treningu. Podziękowałem ślicznie i po tym udałem się do siebie. Po jakże odświeżającym prysznicu i zrelaksowaniu się przy bardzo interesującym i edukującym filmiku zasnąłem.



Sobotni trening nadszedł dość szybko. W tygodniu nic ciekawego się nie zdarzyło. Lekcje, drzemka na dachu, marudząca Satsu, 10 okrążeń wokół boiska za spóźnienie, one on one z Kise, zawał, mecz towarzyski, czasopismo, mięcho, wkurzenie glona, kolejny zawał i tak w kółko. No może jeszcze taki mój mały sukces w postaci poczochrania włosów Akashiego podczas meczu i nie zostania przez to zabitym. Tak więc stawiłem się punktualnie w szatni aby nie zostać zabitym przez obiekt moich westchnień, które aktualnie przebierało się w sportowy strój. Aż mi się ciasno zrobiło w spodniach, gdy wypiął się lekko aby założyć spodenki. Odetchnąłem kilka razy, przebrałem się i ruszyłem na boisko. Trening był w cholerę ciężki. Już myślałem, że umrę. Bieganie-60 okrążeń, ćwiczenia i 2 mecze. Po drugim meczu dzięki mojemu refleksowi zdążyłem złapać Tetsu przed bolesnym upadkiem na podłogę. Murasakibara wraz z Kise poszli z nim do szatni i mieli przypilnować aby doszedł do siebie. Glon położył się na ławce lecz Akashi po chwili również wygnał go do szatni. Ja natomiast leżałem niczym kłoda na samym środku boiska.

-Daiki wyjdź z boiska, bo drugi i trzeci skład będą grały mecz.- Powiedział spokojnie Akashi przykucając przy mnie. On sam nadal ciężko oddychał.

-Nie mam siły.- Wysapałem. Akashi westchnął, wstał i zaczął mnie ciągnąć. Niezbyt mu się to udawała, gdyż jestem od niego wyższy i cięższy. Wstałem i zawisłem na jego barkach.- Tak szybciej dotrzemy do ławki.- Powiedziałem i zacząłem powoli iść. Wszystko wręcz mnie bolało, więc z ulgą położyłem się na ławce. Akashi usiadł obok i przyglądał się meczowi. Jak zwykle kalkulował wszystko i wszystkich. Po meczu wszyscy oprócz młodzików udali się do szatni- ktoś musi posprzątać. Ja sam doczłapałem się do niej w jakieś 10 minut. W szatni był jeszcze Kise, który powiadomił mnie, że z Tetsu jest już lepiej i został on odprowadzony znaczy zaniesiony przez Murasakibarę do domu przy eskorcie Satsu. Kiwnąłem tylko głową i udałem się pod prysznic. Umyłem się, ubrałem i siedziałem sobie na ławeczce. Nie miałem siły oby dojść do domu. Po pewnym czasie do szatni wszedł Akashi.

-Jeszcze nie wyszedłeś?- Spytał wyciągając torbę z szafki.

-Nie mam siły. Posiedzę jeszcze trochę i powoli dotrę do domu.- Westchnąłem głośno z przymkniętymi oczami. Przez chwilę panowała między nami cisza. Akashi podszedł do mnie i złapał za rękę, przewieszając moją rękę przez swoją głowę. Spojrzałem się na niego zdziwiony.

-Nie będziesz tu tak siedział. Zaprowadzę cię do domu.- Patrzyłem się na niego jak na wariata, jednak szybko się otrząsnąłem, wstałem i razem powoli doszliśmy do mnie. Mimo, iż mieszkam blisko to droga zajęła nam jakieś 30 minut. Wygrzebałem klucze z kieszeni, otworzyłem drzwi i weszliśmy. O dziwo Akashi zdjął buty i razem ze mną udał się do salonu. Zrzucił mnie ze swoich ramion na sofę. Zamknąłem oczy czując tą miękkość. Dopiero po jakieś chwili przypomniałem sobie, że Akashi tu jest. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Stał w kuchni tyłem do mnie. Mogłem podziwiać tylko jego plecy, gdyż dół zasłaniały mi szafki. Chwilę później odwrócił się i podszedł do mnie, stawiając dwa talerze na niskim stoliku. Po zapachu wyczułem, że jest to curry. Usiadłem z głośnym westchnieniem i zacząłem jeść. Akashi usiadł naprzeciw mnie i również jadł powoli swoją porcję. Nie powiem ale dziwiło mnie to, ze został i podgrzał mi jedzenie.

-Dlaczego to robisz?- Spytałem, gdy już zjedliśmy, a on przyszedł do salonu z dwoma kubkami herbaty. Spojrzał się na mnie nieco zdziwiony lecz uśmiechnął się delikatnie.

-Jestem kapitanem. Muszę pilnować aby zawodnicy głównego składu byli w formie i nie dostali jakieś kontuzji.- Powiedział spokojnie wpatrując się w medale stojące na komodzie. Mamusia musi się chwalić talentem swojego synka.

-To dlaczego nie poszedłeś do Tetsu?- W końcu on wręcz zemdlał na treningu.

-Sprawdziłem jego stan po treningu i mogłem powierzyć nad nim opiekę komuś innemu. Plus to ty jesteś asem, więc grasz w każdym meczu i kontuzja nie byłaby ci na rękę.- Spojrzał na mnie jakby tak obojętnie, po czym przykucnął i ścisnął moją łydkę. Zawyłem wręcz z bólu.- Masz za bardzo spięte mięśnie. Połóż się na brzuchu.- Rozkazał, więc tak zrobiłem. Akashi usiadł okrakiem na moich kostkach i zaczął delikatnie masować moje łydki. Na początku spiąłem się i pomarudziłem, gdyż nieźle bolało. Lecz z każdą chwilą robiło się przyjemniej. Po jakiś 10 minutach Akashi usiadł nieco wyżej i zaczął masować moje uda. Spiąłem się czując jego dłonie tak blisko mojego krocza, więc zacząłem myśleć o jakiś obleśnych rzeczach aby się nie podniecić. Po ponownych 10 minutach masaż dobiegł końca. Myślałem, że ze mnie zejdzie lecz on usiadł wyżej i zaczął masować moje plecy i ramiona. Wtopiłem się wręcz w kanapę czując, jak całe napięcie powoli znika. Omal co nie zasnąłem lecz myśl, że jest tu Akashi mnie powstrzymywała. Może teraz był miły lecz jego charakter zmienia się niczym nastrój kobiety w okresie przed miesiączkowym.

-Już lepiej?- Usłyszałem jego głos jakby przez mgłę.

-O niebo lepiej. Dzięks.- Podniosłem się na rękach lecz wtem doszło do mnie, że Akashi nadal na mnie siedzi, a raczej siedział. Gdy obróciłem głowę ujrzałem Akashiego siedzącego w rozkroku i patrzącego na mnie z wyrzutem.

-Nie ma za co ale mogłeś poczekać aż z ciebie zejdę.- Ledwo co go zrozumiałem, gdyż mój mózg podsuwał mi same sprośne myśli. Dlaczego on musiał być akurat w takiej pozycji?!

-Soraski.- Poczekałem aż Akashi wstanie, a sam usiadłem i ziewnąłem głośno.- I dzięks za opiekę nad moją zacną osobą. – Ukłoniłem się w pas z głupkowatym uśmiechem. Akashi zaś westchnął i uśmiechnął się nieco.- Będę tak dobrotliwy i odprowadzę cię do drzwi.- Wstałem i rozciągnąłem się, aż mi kości przyjemnie strzeliły.

-Jak chcesz to mogę ci w czymś jeszcze pomóc.- Spojrzałem się na niego zdziwiony. Akashi chce spędzić ze mną swój cenny czas? Boziu czy to jest ten dzień? Oczywiście musiałem głęboko schować w swoimi umyśle zdanie typu „Użycz mi swojej ręki” albo Będę zdrów, gdy zerżnę cię tu.”.

-Skoro jesteś taki hojny to możesz pomóc mi w lekcjach.- Uśmiechnąłem się lekko. Ogółem czułem się teraz tak jakoś lekko i wesoło. Co ta bestia ze mną zrobiła?

-Znowu zwiewałeś na dach i nie słuchałeś na lekcji jak już się na niej znalazłeś. Prowadź do swojego pokoju to ci wszystko przetłumaczę z podstawy.- To pan geniusz Akashi chodzi do klasy A, czyli klasy super geniuszy, którzy uczą się więcej od nas przeciętnych. Mnie tylko dziwi, że w tej klasie jest Murasakibara zamiast Midorimy. To jest czysta zagadka.

-Za mną, paniczu.- Ukłoniłem się ponownie w pas i ruszyłem na górę. Cofnąłem się jeszcze po herbatę aby było co się napić. Otworzyłem drzwi i wpuściłem go przodem. I nie myślcie, że mam tu bałagan. Mamusia pilnuje abym nie zrobił burdelu z tego pokoju w odcieniu niebieskiego. Tak więc po prawej znajdowała się szafa, łóżko i stolik nocny. Po lewej biurko i komoda. Na środku niski stolik, na którym aktualnie leżało kilka moich ukochanych czasopism. Po lewej obok komody były drzwi prowadzące do łazienki. Wcześniej ich tam nie było ale kochana rodzicielka zdecydowała, że skoro jestem jedynakiem to mogę mieć swoją małą łazienkę. Byłem jej za to bardzo wdzięczny, gdyż lubiłem postać sobie pod prysznicem z 40 minut myśląc o egzystencji świata. Mamusia zaś uwielbia posiedzieć sobie w wannie z uspokajającym nastrojem wokół. Okupacja łazienki jest wpisana w genach rodziny Aomine. Akashi najpierw rozejrzał się nieco, po czym podszedł do stoliczka i wziął jedną gazetkę, którą zaczął sobie przeglądać. Nieco mnie to zdziwiło ale nic nie mówiłem tylko odłożyłem kubki na biurko i usiadłem wygodnie na krześle.

-Nie wiem co ty widzisz w tych kobietach.- Powiedział po czasie Akashi, przyglądając się z lekkim obrzydzeniem zdjęciom półnagich kobiet. Oczywiście zdążyłem ugryźć się w język przed powiedzeniem „Ja wyobrażam sobie ciebie w takich pozach jak są te kobiety.”.- Ale to nieważne. Wyciągaj książki i zabierzmy się za naukę.- Westchnąłem cierpiętniczo i wyciągnąłem potrzebne rzeczy i już po chwili siedzieliśmy na mięciutkim dywanie. Akashi tłumaczył mi dokładnie każde pojęcie i muszę przyznać, że był lepszy od nauczycieli. To wszystko zajęło nam jakieś 3 godziny. Trzy godzin y nauki to i mnie świętość. Chociaż plusem jest, że jednak mogę posiedzieć sobie z tym paniczem. Odłożyłem książkę na stolik z głośnym westchnięciem.

-Dosyć. Mój mózg dłużej nie pociągnie. Uczyłem się dłużej niż w całym swoim życiu.- Akashi pokiwał niedowierzająco głową oglądając przy tym moje pisemko. Gdy ja robiłem zadania on zaczął przeglądać każdą po kolei. Dziwne zjawisko ale nie sprzeciwiałem się dopóki nie próbował ich zniszczyć/podpalić/wyrzucić za okno i co mu jeszcze przyjdzie do głowy. Gdy obejrzał już całą wstał i przeciągnął się. Siedzenie w takiej samej pozycji przez dłuższy czas jest męczące.

-Mam nadzieję, że zostanie coś z tej nauki w głowie.- Powiedział piorunując mnie wzrokiem. Nie dochodziło to jednak do mnie, gdyż tak jakoś zamyśliłem się.

-Ciężko będzie, skoro ty zajmujesz w niej więcej czasu.- Powiedziałem co miałem na myśli. Akashi spojrzał na mnie zdziwiony.

-O czym ty mówisz?- Zapytał patrząc się uważnie na mnie.

-Nawet nie wiesz ile razy w ciągu dnia mam ochotę przyciągnąć cię mocno do siebie i pocałować.- Powiedziałem rozmarzony i dopiero po jakieś minucie doszło do mnie co powiedziałem i, że Akashi nadal tu jest. No to się wkopałem.

-N-Nie gadaj głupstw.- Akashi się zająkał? To przecież niemożliwe. Spojrzałem się na niego. Stał, a głowę miął odwróconą w drugą stronę i zasłaniał usta dłonią. I w tym momencie mnie zmroziło. Akashi się rumienił!! Rumieniący się Akashi. Aż mi się ciasno w spodniach zrobiło od tego widoku. Wstałem powoli bojąc się, że jak go dotknę albo przybliżę się zbyt blisko to oberwę. Przybliżyłem się jednak i obróciłem go nawet tak, że staliśmy naprzeciw siebie. Nie oberwałem. Cud za cudem. Odwróciłem jego głowę tak aby na mnie spojrzał. Jego dwukolorowe tęczówki świeciły się jakoś dziwnie, na policzkach nadal widniał rumieniec, a usta były lekko otwarte. Postawiłem wszystko na jedna kartę. Pochyliłem się i pocałowałem go lekko. I jeszcze raz. I jeszcze. Nie mogłem oderwać się do tych słodko-gorzkich ust. W pewnym momencie poczułem jak Akashi otwiera szerzej usta, więc wtargnąłem do nich językiem, badając dokładnie. Niewinny pocałunek stał się czystą namiętnością. Gdy z niechęcią się od niego oderwałem, gdyż zabrakło nam powietrza ujrzałem przecudowny widok. Oczy przysłonięte mgiełką podniecenia, czerwone niczym jego włosy policzki i nabrzmiałe usta próbujące złapać oddech. Mamusiu, twój synek chyba wylądował w raju. Akashi po chwili spuścił głowę w dół. Nie odzywałem się tylko czekałem na jego reakcję.

-Już długo to trwa?- Zapytał po chwili.

-Tak jakoś od połowy pierwszej klasy.- Powiedziałem spokojnie i ponownie nastała między nami cisza. Nagle oberwałem w brzuch i aż się skuliłem. Oho. Wkurzył się. To jest chyba koniec Aomine Daikiego. Żegnajcie pornoski. Pa, pa koszykówko. Do widzenia mięsko. Z wrażenia usiadłem na stoliku krzywiąc się. Akashi złapał mnie za włosy i pociągnął tak abym spojrzał na niego.

-Naprawdę jesteś idiotą, skoro ukrywałeś to tak długo. Jesteś asem nie do pokonania, a zarazem głupcem Daiki.- Gdy chciałem mu odpowiedzieć on nagle pocałował mnie. Siedziałem sparaliżowany nie wiedząc co zrobić. Akashi spojrzał na mnie i uśmiechnął się tak radośnie, że zrobiło mi się cieplutko w serduchu, a zarazem ciasno w spodniach.

-Akashi czy to znaczy, że zgadzasz się zostać moim chłopakiem i nie zostanę zabity i nie wyprujesz mi flaków?!- Zapytałem z głupim wyrazem twarzy. Akashi westchnął, klęknął między moimi nogami zarzucając ręce na moją szyje.

-Jednak posiadasz mózg i potrafisz dobrze myśleć. Ale odpowiem poprawnie, gdybyś nie wiedział o co mi chodzi. Tak, zostanę twoim chłopakiem i powstrzymam się od zabicia cię i powieszenia twoich flaków na koszu. Oczywiście nie radzę ci nie przychodzić na treningi.- Uśmiechnął się lekko, a ja czułem się niczym nowo narodzony.

-Lubię cię Seijuro.- Uśmiechnąłem się, a Akashi zarumienił słysząc swoje imię. Złapałam go w pasie i wpiłem się w jego usta. Przysunąłem go bliżej siebie, a Akashi wplótł dłonie w moje włosy. Moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę gładząc jego plecy, talię i brzuch. Zadrżał, gdy zahaczyłem o jego sutki. Złapałem go za tyłek i wstałem. Akashi oplótł swoje nogi wokół moich bioder i przez przypadek się o mnie otarł. Powstrzymałem się przed zdarciem z niego ubrań i wejścia w niego bez przygotowania. Zamiast tego położyłem go na moim łóżku i ściągnąłem z niego koszulkę. Sam chciałem zdjąć swoją lecz Akashi był chyba bardziej niecierpliwy ode mnie i ją rozerwał. Nie przejąłem się tym zbytnio, gdyż zajęty byłem całowaniem i gryzieniem jego szyi. Powoli doszedłem do jego różowych sutków i zassałem się na jednym, drugi stymulując palcami. Akashi jęknął i westchnął głośno. Nadal zajmując się jego sutkami rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je wraz z bokserkami. Gdy już mi się znudziły jego sutki zjechał z pocałunkami niżej. Czułem jak zadrżał, gdy byłem blisko jego krocza. Odsunąłem się i spojrzałem na niego. Akashi wyglądał o niebo lepiej od tych wszystkich dziewczyn z moich czasopism. Widok Akashiego tak podnieconego pozostanie mi w pamięci na długo. Poczułem jak Akashi odpina moje spodnie i zsuwa je całując mnie po klacie. Niewinna wręcz czynność, a cholernie podnieca. Popchnąłem go na pościel, pochyliłem się i polizałem jego już twardą męskość po całej długości. Akashi jęknął i wygiął się w lekki łuk. Polizałem jeszcze tak kilka razy, po czym wziąłem go do ust, liżąc i ssąc. Akashi jęczał i ściskał palce na moich włosach. Po kilku ruchach głowy poczułem słonawą ciecz. Połknąłem wszystko odsuwając się od jego krocza. Akashi był wręcz cały czerwony na twarzy, oczy miał przymknięte i oddychał nierówno. Nikomu nie pozwolę aby widział tak seksownego Akashiego. Ten widok jest zarezerwowany tylko dla mnie. Pochyliłem się do mojej szafeczki wyciągając z niej żel. Wylałem trochę na palce, po czym włożyłem jeden do jego dziurki. Zacisnął się i syknął. Chciał coś powiedzieć lecz uciszyłem go pocałunkiem. Akashi nie pozostał bierny i zaczął poruszać dłonią na moim kroczu. Mruczeliśmy sobie w usta. Gdy Akashi był już dość rozciągnięty wyciągnąłem palce, a on założył mi kondom. Wysmarowałem jeszcze żelem swojego penisa.

-Obróć się na brzuch.- Wychrypałem.

-Nie. Chcę cię widać. Nie bój się. Nic mi się nie stanie, nie jestem z porcelany.- Wysapał i wpił się w moje usta. Rozszerzyłem jego nogi i wszedłem powoli. Akashi stęknął i wbił paznokcie w moje plecy. Gdy wszedłem już cały poczekałem, aż Akashi się przyzwyczai, całując przy tym jego szyję i twarz. Po krótkiej chwili Akashi poruszył lekko biodrami, więc zacząłem się powoli poruszać. Z każdą chwilą zacząłem przyspieszać. Akashi jęczał mi wręcz do ucha drapiąc i wbijając paznokcie w moje plecy. W pewnym momencie Akashi zacisnął się mocno na mnie i doszedł z głośnym jękiem, a ja tuż po nim. Opadłem na niego cały zdyszany. Leżeliśmy tak chwilę normując oddechy.

-Jesteśmy od jakiś 30 minut parą, a już to zrobiliśmy.- Odezwał się Akashi miziając mnie po włosach.

-Żałujesz?- Spytałem się podnosząc się nieco i patrząc na niego.

-Ani trochę.- Pocałowaliśmy się, po czym wyszedłem z niego i poleżeliśmy jeszcze trochę. Akashi niestety musiał wracać do domu. Wziął jeszcze prysznic, odprowadziłem go do drzwi, pocałowałem namiętnie i tyle go widziałem. Byłem tak szczęśliwy, że mógłbym skakać z radości.



W poniedziałek wręcz z wielką chęcią poszedłem na trening. O dziwo byłem pierwszy, co było zadziwiające. Gdy zacząłem się przebierać do szatni wszedł Akashi. O dziwo był już przebrany. Chociaż jest kapitanem, więc pewnie przyszedł wcześniej. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Spojrzał się jeszcze na korytarz, po czym wszedł do szatni, podszedł do mnie i pocałował. Tak to ja treningi mogę zaczynać zawsze.

-Jak się czujesz?- Spytałem ubierając buty. Akashi stał oparty o szafki patrząc na mnie.

-Całkiem dobrze.- Uśmiechnął się do mnie. Wstałem i ponownie go pocałowałem. No co?! Będę musiał poczekać aż zakończy się trening aby móc zrobić to ponownie.

-A i skoro ze sobą chodzimy to masz wyrzucić wszystkie te zboczone pisemka. Dzisiaj wracam z tobą do domu to ci pomogę. Do zobaczenia na treningu Ko-cha-nie.- Pocałował mnie i wyszedł. Ja stałem i przyswajałem sobie te słowa. Wyrzucić pisemka? Wszystkie?!! No jedynie, że będzie zaspokajał moje fizyczne potrzeby to czemu nie. Chociaż tatuś nie będzie miał na co popatrzeć. Ale czego się nie robi z miłości. Tak więc po ciężkim treningu, dostaniu zawału i wymacaniu Akashiego pod prysznicem- specjalnie na niego poczekałem- poszliśmy do mnie. Rodzice akurat wrócili, więc najpierw powiadomiłem moją kochaną rodzicielkę co się wydarzyło. Uścisnęła mnie aż z tej radości. Po tym pogadaliśmy z ojcem. O dziwo nie miał żadnych pretensji do momentu, aż powiedziałem, że muszę wywalić wszystkie pisemka. Akashi zgodził się więc na pozostawieniu trzech, za co dostał miano „Syna”. Tak więc radosne życie asa Pokolenia Cudów Aomine Daikiego zaczęło się toczyć z kapitanem czerwoną gnidą Akashim Seijuro. 

poniedziałek, 21 września 2015

Twin Blood 2- rozdział 7

Siemson~! ^.^
Jak wam minął weekend?! o.O 
Dzisiaj wstawiam kolejny rozdział TB, gdyż żadnego shota, a tym bardziej rozdziału z DM nie napisałam. Tak jakoś nie miałam na to dużych chęci. >p<
Shocik pojawi się na równiutką liczbę wyświetleń ;)
Witam nową czytelniczkę Natalie~! ^.^ Rozgość się w norce Kimie <3
A Julci życzę duuużo zdrówka~! *.*
Przypomnę jeszcze o ankiecie---->
Tak więc do zobaczenia niebawem, a ja idę oglądać kolejny odcinek Junjou Romantici 3
Enjoy~! 

Szliśmy, rozmawiając o dzisiejszych lekcjach i tym podobnych sprawach. Byliśmy już kilka metrów od willi.

-Wow~!- Powiedział zafascynowany Shun. Rozglądał się po całej okolicy. Przeszliśmy przez furtkę i po pokonaniu kilku metrów byliśmy już w salonie. Wszyscy rozsiedliśmy się wygodnie na sofach.

-Shun. Musimy ci coś powiedzieć. Jest to nasza mała tajemnica, więc mam nadzieję, że jej dochowasz.- Zwrócił się do niego Jason z poważną miną.

-No pewnie, że dochowam. Ale o co chodzi, bo macie takie poważne miny.- Stwierdził trochę podenerwowany Shun.

-Chodzi o to, że nie mamy po 18 lat.- Stwierdził Kiyoshi, który wpatrywał się w niego uważnie.

-Powtarzaliście klasę?! Więc po ile macie lat?- Spytał wesoło Shun.

-Mamy po 300 lat.- Stwierdził Joni z uśmieszkiem, na co Shunowi opadła szczęka.

-Shun. Ja i bliźniacy jesteśmy wampirami, Kiyoshi jest wilkołakiem, a Louis elfem.- Powiedział z obojętną miną Rune.

-Wa-Wa-Wampirami?! Wilk?! Elf?! Hehe. Fajny żart.- Stwierdził z uśmiechem Shun lecz widząc nasze poważne miny zamilkł.- Mówicie tak na serio?!- Spojrzał się na mnie, jakby szukając odpowiedzi. Ja tylko wskazałam mu sofę, na której siedzieli chłopacy. Spojrzał się w tamtą stronę i zamarł. Bliźniacy i Rune pokazali swoje czerwone oczy i kły, Kiyoshi zamienił się w wilka, a Louis ukazał swe skrzydełka i długie uszy. Zapadła niezręczna cisza. Najchętniej bym zaczęła mu wszystko wyjaśniać ale postanowiłam dalej milczeć. Dopiero po kilku minutach odezwał się Shun.

-Mari. Jak długo już wiesz o tym, że Jason jest wampirem?- Spytał się spokojnie, patrząc na mnie uważnie.

-Od listopada. Megumi i Yuko dowiedziały się miesiąc temu.- Również mówiłam spokojnie ale serce waliło mi bardzo mocno. Shun przez chwilę się nie odzywał i wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Nagle odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lekko.

-Nie wiem co teraz mam powiedzieć. Po prostu akceptuje to kim jesteście i nie robi mi to żadnego problemu. Plus nikomu innemu tego nie wyjawię bez waszej zgody.- Na jego słowa aż odetchnęłam z wielką ulgą. Już myślałam, że Shunsuke stąd ucieknie z krzykiem. Po tym długo rozmawialiśmy. Opowiedzieliśmy mu o złych wampirach, rodzinie Kiyoshiego i innych sprawach.

-Teraz wiem dlaczego jesteście tacy szybcy. Ale i tak się nie poddam i jeszcze was przegonie.- Stwierdził z wielkim uśmiechem Shun.

-Powodzenia. Może za sto lat ci się uda.- Odpowiedział Kiyoshi z zadziornym uśmieszkiem.

-Powiem wam, że jest już dość późno a dziewczyny nie są jeszcze pełnoletnie.- Stwierdził Rune, który leżał na kanapie, mając głowę na kolanach Kiyoshiego.

-To rusz swoją głowę, bo wstać muszę.- Rune na słowa Kiyoshiego zrobił nadąsaną minkę lecz posłusznie wstał.

-To wy idźcie odprowadzić swe dziewczyny i Shuna, a ja idę spać. Dobranoc.- Rune pomachał nam wszystkim i ruszył na górę.

-Dobranoc~!- Krzyknęliśmy wszyscy, po czym wstaliśmy i ruszyliśmy do domu. Shuna odprowadziliśmy tylko kawałek, gdyż mieszka w innym kierunku. Szłam z Jasonem trzymając się za ręce.

-Więc już nie musisz trzymać niczego w tajemnicy przed przyjaciółmi.- Stwierdził w pewnym momencie Jason.

-Taa~! Teraz już jestem spokojna i mogę więcej czasu poświęcić pewnej osobie.- Uśmiechnęłam się lekko, patrząc na niego.

-A kim jest ta osoba??- Spytał się Jason bardzo zaciekawiony.

-Ta osoba to ktoś, kto jest dla mnie bardzo ważny. I jeśli nie da mi buziaka to się na nią obrażę.- Uśmiechnęłam się szeroko. Jason natomiast zaśmiał się i pociągnął mnie w swoją stronę. Objął mnie w pasie i pocałował.

-Czy księżniczka będzie miała dla mnie jutro czas i pójdzie ze mną do kina, kawiarenki i na niespodziankę?!- Zapytał się zadziornie Jason, stykając się ze mną nosem.

-Księżniczka zgadza się na tą propozycję.- Zaśmiałam się i pocałowałam go.- Mój Kochany głupol.- Przytuliłam się do niego mocno.

-Też cię kocham. Ale teraz marsz do domu, bo dostaniesz szlaban i nici z niespodzianki.- Stwierdził odklejając mnie od siebie. Ja tylko pocałowałam go.

-Do zobaczenia jutro.- Pocałowałam go w policzek i pobiegłam do domu.



Jeśli pani od biologii nie przestanie za chwilę gadać to zasnę i nie zdołają mnie obudzić do jutra. Po co mi wiedzieć jak rozwijają się jakieś bakterie?? Gdybym chciał to wiedzieć to spytałbym się Nikosia. No w końcu~! Dziękuje ci dzwoneczku. Wyszedłem z klasy, kierując się do wyjścia ze szkoły.

-Na tych lekcjach to nie długo odkryje jakieś swoje ukryte talenty. Poproszę dużą kawę na wynos, bo nie chcę zasnąć w drodze do domu.- Powiedział Kiyoshi, z którym szedłem sobie spokojnie korytarzem.

-A ja wynajdę wygodną pozycję do spania. Cieszmy się, że to była ostatnia lekcja.- Stwierdziłem, przy okazji uśmiechając się do stojących nieopodal dziewczyn. One na mój gest zarumieniły się i cicho zaśmiały.

-Gdybyśmy mieli jeszcze w-fy to nie byłoby tak źle. Poprosiło by się ładnie pana Tamuro o poleżenie sobie na ławeczkach. Ale dość o szkole. Idziemy się gdzieś przejść?- Spytał się Kiyoshi, przebierając buty.

-Ty lepiej się przejdź z Megumi. Zapomniałeś, że jutro przyjeżdża twoje rodzeństwo?- Spytałem zamykając szafkę i ruszając do wyjścia.

-Racja. Ale następnym razem ci nie odpuszczę. I mam nadzieję, że w niedzielę przyjdziesz na obiad.- Powiedział z uśmiechem Kiyoshi, poprawiając sobie plecak na ramieniu.

-To muszę pamiętać, żeby w niedzielę rano nie jeść śniadania.- Stwierdziłem z zastanowieniem.

-Ty w niedzielę zanim wstaniesz i się wyszykujesz to będziesz już musiał wychodzić.- Stwierdził Kiyoshi ze śmiechem.

-Ty się módl, bo jeśli mi się będzie chciało to przyniosę jakiś deserek.- Na moje słowa aż się oblizał.

-Boże spraw aby temu szantażyście zachciało się piec.- Mówiąc to Kiyoshi patrzał w niebo. Ja natomiast zrobiłem minę, która mówiła „Serio?!”. On na to się zaśmiał i poklepał mnie po plecach.- To ja lecę. Muszę jeszcze zadzwonić do Megi i jakoś się wyrwać z domku. A ty nabierz chęci. Do zobaczenia.- Kiyoshi zamienił się w wilka i wbiegł do lasu. Ja tymczasem udałem się do willi. Gdy wszedłem do salonu poczułem piękny zapach.

-Witam cię mój drogi Williamie.- Powiedziałem wchodząc do kuchni.

-Witaj Rune. Umyj rączki to dostaniesz coś do jedzenia, co ci pewnie zapachniało.- Na słowa Willa grzecznie umyłem rączki i usiadłem przy stole. Po chwili przed moim nosem pojawiła się porcja risotto.

-Itadakimatsu.- Powiedzieliśmy równo i zabraliśmy się za jedzenie. Po posiłku Will zmywał naczynia, a ja robiłem deserek w postaci kawy i maślanych ciasteczek.

-Kiedy coś upieczesz?- Spytał Will, wycierając ręce.

-Może w weekend. Dzisiaj nie mam chęci.- Stwierdziłem i podałem mu kawę. On od razu upił łyk.

-Mmmm. W robieniu kawy jesteś mistrzem.- Stwierdził Will z zadowoloną minką.

-Więc ta kawa na razie musi ci wystarczyć.- Zaśmiałem się krótko i poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem szybki prysznic. Ubrałem czarne jeansy, jasnoniebieską koszulkę na to zarzucając kremową cienką kurtkę. Do tego szaliczek. Przeczesałem włosy i wyszedłem na miasto. Szedłem sobie spacerkiem zamyślony. Tak wiele się ostatnio zdarzyło, że nie miałem czasu niczego dobrze przemyśleć. Zwłaszcza, że coś mnie trapi ale na razie nie będę o tym mówił. Ocknąłem się ze swoich myśli i zobaczyłem, że ktoś na mnie leci. Nie zdarzyłem zareagować i już po chwili leżałem na ziemi. Otworzyłem oczy i ujrzałem blond fryzurkę.

-Przepraszam.- Powiedział i spojrzał na mnie.- Nic ci nie....- Przestał sobie rozmasowywać głowę i wpatrywał się we mnie. Ja również mogłem się mu przyjrzeć. Miał on zielone oczy. Wyglądał na młodego. Po chwili ujrzałem przerażenie na jego ślicznej twarzyczce. –Nic ci nie jest?! Słyszysz mnie?!- Położył dłonie na moich policzkach. Ja natomiast patrzałem na niego zszokowany.

-Nie. Nic mi nie jest.- Powiedziałem powoli, trochę przestraszony jego zachowaniem.

-Na pewno?! Widzisz mnie?! Powiedz ile widzisz palców?!!- Powiedział szybko, pokazując paluszki.

-Widzę trzy i widzę ciebie i twoje przerażenie.- Powiedziałem. Trochę śmieszyła mnie ta sytuacja.

-Serio?! No bo zrobiły ci się takie czarne oczy i myślałem, że straciłeś przytomność.- Powiedział, drapiąc się nerwowo po głowie. Po jego słowach zacząłem się śmiać. On za to patrzał na mnie zdziwiony.

-Powiem ci, że od urodzenia mam czarne tęczówki.- Powiedziałem po chwili z uśmiechem.

-Łał~! Aż tej czarnej kropeczki nie widać. Też chciałbym mieć takie oczy.- Stwierdził ze smutną minka.

-Przecież masz ładne oczy. Plus taki kolor jest bardzo rzadki.- Około 4 procent ludzi na świecie ma taki kolor.

-Dziękuje.- Powiedział zawstydzony. Pierwszy raz widzę u faceta rumieńce.

-Nie ma za co. Wiesz mam prośbę. Czy mógłbyś ze mnie zejść?- Spytałem uprzejmie. Dopiero teraz zauważył, że siedzi mi na biodrach. On na moje słowa jak oparzony wstał i wyciągnął do mnie rękę.

-Sorki.- Ponownie podrapał się po głowie. Wziął z ziemi deskę. Obrócił się z zamiarem pójścia ale zatrzymałem go.- Co?!- Spytał zdziwiony.

-To.- Wskazałem jego kolano, z którego leciała krew.

-To nic. Masz chusteczkę?- Spytał się jakby nigdy nic. Przewróciłem oczami i pociągnąłem go do ławki.

-Siedź tu i czekaj.- Powiedziałem i udałem się do pobliskiej apteki po wodę utleniona i jakiś bandaż. Wróciłem i zacząłem mu opatrzać ranę. Niko powinien być ze mnie dumny.

-Ał.- Pisnął.

-Sorki. Za chwile przestanie.- Dokończyłem oczyszczanie rany i wziąłem się za bandażowanie.- Skończone.- Powiedziałem zadowolony ze swojego dzieła.

-Dzięki.- Powiedział trochę zawstydzony.

-Rune.- Powiedziałem i usiadłem obok niego.

-He~?- Mruknął, przekrzywiając głowę w bok.

-Rune. Tak mam na imię.- Zaśmiałem się z jego poczynań.

-A~! Sorki. Ja jestem Isey.- Przedstawił się z wielkim uśmiechem.


Isey Adachi

16 lat

09.05.1998r.

Wzrost: 1,65

Kraj: Japonia

Blond włosy, zielone oczy

Hobby: skateboard, surfing, muzyka, astronomia                                   
-Miło cię poznać. Możesz wstać czy ci pomóc?- Spytałem. On na to wstał i zrobił krok do przodu.

-Gdybyś mógł mi troszkę pomóc....- Powiedział z uśmiechem.

-Ależ oczywiście.- Wstałem. Najpierw wziąłem jego deskę, następnie użyczając mu ramienia.- Chodźmy do tej kawiarni. Na razie nie powinieneś się przemęczać.

-Ale...- Nie  zdążył zaprotestować, a ja już ciągłem go do kawiarenki. Weszliśmy do środka. Pomogłem mu dość do stolika, a sam po chwili oddaliłem się, by złożyć zamówienie. Wróciłem po chwili i usiadłem przed nim. Isey natomiast siedział z nadąsaną minką.

-Coś się stało?- Spytałem, nie rozumiejąc jego zachowania.

-To ja powinienem zapłacić, a nie ty. W końcu to ja spowodowałem wypadek.- Odpowiedział.

-Ale to moja wina, bo ja się zamyśliłem i to ja cię tu zaciągnąłem. Więc nie rób takiej smutnej minki tylko się uśmiechnij.- Najpierw zrobił zszokowaną minkę, by po chwili się szczerze uśmiechnąć. Wtedy również przyniesiono nam nasze zamówienie. A była to mrożona herbata i lody jagodowo- śmietankowe z polewa czekoladową. Buźka Iseya aż się rozpromieniła. Od razu zabraliśmy się za jedzenie.

-Rune to japońskie imię?- Spytał po chwili Isey.

-Nie Francuskie.- Odpowiedziałem, popijając herbatę.

-Jesteś Francuzem? Powiedz coś po francusku~! Prooszę~!- Poprosił z miną szczeniaczka. I jak tu się nie zgodzić?!

-Masz bita śmietanę na nosie.- Powiedziałem ze śmiechem.

-A teraz mi przetłumacz, bo nie wiem co powiedziałeś ale wiem, że było to piękne.- Stwierdził ze śmiechem. Ja natomiast wziąłem chusteczkę i wytarłem mu nos.

-Powiedziałem, że masz bitą śmietanę na nosie.- Jak tu się nie uśmiechać z jego zachowania?! Isey natomiast zaśmiać się perliście i powrócił do jedzenia. Po tym odprowadziłem go kawałek do domu. Oczywiście spacerując rozmawialiśmy o różnych rzeczach.

-Ile masz lat?- Spytałem, gdy przystaliśmy na przystanku autobusowym.

-Jeszcze 16. Ale w sobotę mam urodziny.- Powiedział z uśmiechem.

-Masz jutro czas?- Spytałem  po namyśle.

-Pewnie. A co?- Spytał spoglądając na mnie.

-Więc jeśli się zgodzisz to gdzieś cię zabiorę..- Powiedziałem, patrząc na niego uważnie.

-Więc się zgadzam.- Odpowiedział z wielkim uśmiechem. Wtedy nadjechał autobus.

-To do zobaczenia jutro o 16 w tym miejscu.- Powiedziałem szybko.

-Dzięki. To do zobaczenia.- Powiedział i wszedł do autobusu, machając mi jeszcze ze środka. Odmachałem mu i ruszyłem do siebie. Co mnie wzięło aby zapraszać wręcz nieznajomego mi chłopaka na spotkanie?? Nie wiem. Chyba oszalałem. Jednak w dobrym humorze wróciłem do willi zastanawiając się, co upichcić w sobotę.





Nadszedł piątek. Weekendu początek ale dla mnie spotkania z moim rodzeństwem. Dowiedziałem się od mamusi, że mój brat ma 80 lat, a siostra 60. Więc są bardzo młodzi. Właśnie teraz odprowadzałem Megumi do domu.

-Zdenerwowany przed spotkaniem?- Spytała się Megi.

-Trochę. W końcu nie wiedziałem, że mam rodzeństwo. Nie wiem jacy są. Wręcz jesteśmy dla siebie obcy.- Powiedziałem zapatrzony w jakiś punkt przed sobą.

-Nie martw się. Macie cały weekend na pogaduszki. Plus na pewno szybko cię pokochają jako starszego brata.- Stwierdziła Megi z uśmiechem.

-Właśnie! Cały weekend z rodziną. A ja tak bardzo chciałem gdzieś z tobą wyjść.- Stwierdziłem, patrząc na Megi miną małego szczeniaczka.

-Ja też chętnie bym gdzieś z tobą poszła. Ale nie martw się. Nadrobimy ten stracony weekend. A teraz uśmiechnij się, bo nie lubię twojej smutnej minki.- Uśmiechnąłem się szeroko na jej słowa i przytuliłem ją do siebie.

-Stwierdzam iż nie boję się spotkania z rodzeństwem. Bardziej będę zdenerwowany, gdy będę miał cię przedstawić swojej mamie.- Powiedziałem.

-Dlaczego?!- Spytała zdziwiona Megi.

-Synek mamusi przyprowadza do domu przyszłą żonę. Teściowa i żona to nie jest dobrana para.- Stwierdziłem za co dostałem kukśtańca w bok.

-Głupek. A o do spotkania nie musisz się martwić. W razie czego schowam się za teściem.- Po słowach Megi razem zaczęliśmy się śmiać.

-Teściu dobry na wszystko. Plus możesz się schować za moim chrzestnym. To brat ojca, więc będzie po naszej stronie.- Megi ponownie zaśmiała się pięknie.

-Już nie mogę się doczekać spotkania z nimi. I z twoim rodzeństwem i z resztą rodziny.- Powiedziała, gdy przystanęliśmy pod jej domem.

-Niedługo ich poznasz. A teraz buziak i idę do domu.- Powiedziałem, obejmując Megi w pasie.

-A jak nie dam buziaka?- Spytała z zadziorną minką.

-To zrobię to.- Powiedziałem szybko i zacząłem ją gryźć po szyi. Ona na mój gest pisnęła i zaczęła się śmiać.

-Już starczy~! Haha~! Dam ci tego całusa.- Powiedziała. Dopiero wtedy się odsunąłem od jej szyi. Pochyliłem się i pocałowałem ją namiętnie.- Miał być tylko całus.- Stwierdziła z nadąsaną minką.

-Musi starczyć mi na weekend.- Stwierdziłem stanowczo po czym ponownie ją pocałowałem.- No dobra. Teraz mogę iść. Do zobaczenia Kotek.- Pocałowałem ją jeszcze w czółko i niechętnie się od niej odsunąłem.

-Pa pa Wilczku.- Powiedziała Megi i cmoknęła mnie w policzek. Po tym poszła do domu, a ja ruszyłem do siebie. Oczywiście w lesie zamieniłem się w wilka. Pobiegałem trochę po lesie i dopiero wtedy wróciłem do obozu.

-Tatuś~!- Oczywiście przywitanie przez córeczkę jest obowiązkowe. Jak to już w zwyczaju wziąłem Emi na ręce i pocałowałem ją w czółko.

-Cześć Skarbie. Co dzisiaj porabiałaś?- Tatuś musi wiedzieć co robiła jego najukochańsza córeczka.

-Po szkole wraz z babcią upiekłam ciasteczka. A potem wraz z wujkiem Shikim oglądałam bajkę.- Powiedziała radośnie.

-To miałaś bardzo ciekawe zajęcia. A teraz jeśli pozwolisz tatuś pójdzie wziąć prysznic i się przebierze, a ty zrób tatusiowi herbatki. I mam nadzieję, że zasłużyłem na ciastko.- Powiedziałem z uśmiechem.

-Tatuś zasłużył aż na trzy ciasteczka~!- Powiedziała wesoło.

-Ale ja byłem grzeczny. Już teraz dziękuje za ciasteczka.- Powiedziałem ze śmiechem.- A teraz dawaj noska.- Emi uśmiechnęła się szeroko i przybliżyła się do mnie. Ja trochę pochyliłem głowę do przodu i potarłem swój nosek o jej.- To idź po ciasteczka.- Powiedziałem, a ona zeszła ze mnie i pobiegła do jednego z domków. Ja natomiast wszedłem do swojego.

-Wróciłem~!- Krzyknąłem na wejściu, rzucając plecak w kąt.

-Witaj w domu.- Powitała mnie mama z uśmiechem, dając buziaka w policzek.- Głodny?- Spytała.

-Taa. Podgrzej mi obiad. Ja idę się ogarnąć- Po tych słowach poszedłem do siebie. Szybko się ogarnąłem i zszedłem na dół. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść.

-O~! Już wróciłeś.- Stwierdził tatko, który właśnie zszedł z piętra do salonu. Mruknąłem mu, że tak, gdyż miałem pełne usta. Co mama dodała do tych żeberek, że są takie dobre? Chyba muszę zacząć ćwiczyć, bo nie zdarzę tego wszystkiego zgubić. Po obiadku przyszła Emi z herbatką i trzema ciasteczkami. Usiadłem w salonie i wziąłem ją na kolana.

-Już niedługo powinni przyjechać.- Powiedział ojciec, wczytany w gazetę.

-Możesz mi coś więcej o nich powiedzieć?!- Spytałem ojczulka, jedząc ciasteczko, którym karmiła mnie Emi.

-Co tu mówić? Sam się od nich dowiesz. I nie martw się tak. To twój brat i siostra. Macie ze sobą dużo wspólnego.- Powiedział, nie odrywając wzroku od gazety. Ja na to tylko westchnąłem i dojadłem swój podwieczorek. Jakąś godzinę później weszła moja mama i powiedziała, że przyjechali. No nic. Pora poznać swoje rodzeństwo. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i rozmowy do salonu weszła wraz z ojcem moją siostrą jak mniemam.

 

Hitomi Ishikawa
 „12” lat
05.07.2002r.

Wzrost: 1.45

Kraj: Japonia

Białe włosy, brązowe oczy

Hobby: zwierzęta, wróżbiarstwo, książki












Dopiero teraz mnie zauważyła. Patrzała na mnie zszokowana.

-Kiyoshi. To twoja siostra Hitomi. Hitomi. To właśnie twój najstarszy brat Kiyoshi.- Przedstawił nas sobie ojciec.

-Cześć Hitomi.- Powiedziałem. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Jednak siostra zrobiła coś, co mnie zszokowała. Mianowicie podbiegła do mnie i przytuliła się. Nie widząc innego wyjścia odwzajemniłem jej uścisk.

-Przepraszam, że tak nagle cię przytuliłam.- Powiedziała, gdy się ode mnie odkleiła.- Już od dawna chciałam cię poznać. Rodzice trochę o tobie opowiadali.- Powiedziała trochę zawstydzona.

-Nic się nie stało. Ja w przeciwieństwie do ciebie dopiero niedawno dowiedziałem się, że mam siostrę. Ale od razu chciałem cię poznać. Mam nadzieję, że nie zawiodę twoich oczekiwań.- Powiedziałem z uśmiechem.

-Ależ skąd. Na pewno się dogadamy.- Powiedziała z uśmiechem. Już po tym uśmiechu stwierdzam, że to moja siostra.

-To może teraz idź się rozpakuj, odśwież po podróży. Zobaczymy się na kolacji.- Powiedziałem z wielką uprzejmością.

-Dobrze. To do zobaczenia później Aniki (starszy brat).- Po tych słowach pokochałem swoją siostrzyczkę. Będę napawał się dumą niczym paw przez miesiąc. Po chwili moja matka weszła wraz z moim bratem do środka.






Satoshi Ishikawa

„14” lat

20.12.2000r.
Wzrost: 1,60

Kraj: Japonia

Białe włosy, zielone oczy

Hobby: piłka nożna, wędrówki po górach, muzyka

















Od razu rzucił mi się w oczy inny kolor włosów. Spojrzał się na mnie trochę podejrzliwie.

-To jest Satoshi. Satoshi. To jest twój starszy brat Kiyoshi. Pamiętasz, jak ci o nim opowiadaliśmy.- Powiedziała mama z łezką w oku. Satoshi natomiast patrzał się na mnie zszokowany.

-Hejka Satoshi.- Powiedziałem z uśmiechem.

-H-Hej.- Powiedział nadal zszokowany.- Więc w końcu się odnalazłeś. Sorki za takie przywitanie.- Mówił wolno, nadal zszokowany. Nie dziwię mu się. Przyjeżdża a tu niespodzianka. Poznaje brata, którego nie widział prawie wiek.

-Nie szkodzi. Pewnie jesteś zmęczony. Idź do swojego pokoju. Później pogadamy.- Patrząc na ta jego zszokowaną minę czuje się trochę dziwnie.

-Taa. Do zobaczenia.- Powiedział jakby był w transie. Mama wskazała mu jego pokój i już po chwili słychać było dźwięk zamykanych drzwi.

-Pierwsze pytanie. Dlaczego on ma czerwony kolor włosów?- Spytałem rodziców.

-Przefarbował sobie. Stwierdził, że w białych wygląda staro.- Powiedział ojciec i usiadł na fotelu.

-No dobra. Drugie pytanie. Dlaczego byli tacy zszokowani?

-No bo nie powiedzieliśmy im, że cię znaleźliśmy. Postanowiliśmy zrobić im niespodziankę.- Wytłumaczyła mamusia.

-No ok. I ostatnie pytanie. Co im o mnie nagadaliście?- Spytałem z powagą.

-Nie wiele. Opowiadaliśmy o różnych sytuacjach, gdy jeszcze byliśmy razem. To tyle.- Powiedział ojciec z uśmiechem. Ja na to tylko pokiwałem głową.

-Pójdę do siebie. Zawołajcie mnie na kolację.- Powiedziałem i zniknąłem na górze. Położyłem się na łóżku i rozmyślałem o tym spotkaniu.

 Z serii rysuneczki Kimie~! ^.^
Kirito z SAO ode mnie dla Asuny~! <3