niedziela, 6 września 2015

Danse Macabre- rozdział 4

Witajcie~! ^.^
Kimie jak zwykle nie śpi tylko piszę. Właśnie tak.
Specjalnie dla was skończyłam kolejny rozdział DM. :p
Cieszycie się???? o.O
No więc tak ogółem to przyjemnie pisało mi się ten rozdział i to bez żadnych marudzeń czy przerw, co często mi się zdarza przy pisaniu. >.< 
Ogółem to zastanawiałam się ile rozdziałów będzie miała ta seria i tak myślę, że około 20 będzie. Wątpię, że napiszę dłuższą, gdyż tu akcja będzie się ciągła w miarę szybko. Nie dam rady ciągnąć tego w nieskończoność. :p 
Co do TB to niedawno skończyłam 13 rozdział- i tu o dziwo wiem co chcę napisać w następny i sądzę, że obędzie się bez marudzenie- ale rozdziały i tak będą dodawana raz na miesiąc. Może dwa, jeśli będę się spóźniać z DM. @.@ 
Co do miniaturek to na razie nie mam pomysłów. >.< 
Możecie pisać w komentarzach jakieś paringi to może wpadnie mi coś do głowy. :)
 Przypomnę jeszcze o ankiecie! Proszę głosujcie~!!!! --->
Tak więc Sayonara~nyan~! ^.^
Do prawdopodobnie piątku.
#Kimie :*

Chłodny wiatr wije się w powietrzu. Mgła, w której kryją się duchy unosi się między drzewami, na których młode liście rodzą się do życia. Poranna rosa ozdabia źdźbła trawy i piękne czerwone róże, które wiją się po budynku ku niebu. Krople deszczu spadające z dachu do beczki wystukują rytm. Słychać szum jakby morza lecz to las śpiewa swoją piosenkę. Mały ptaszek budzi się ze snu i unosi się w powietrzu, po czym przysiada na gałązce i ćwierka wesoło. Zza zielonych drzew przebijają się złote promienie słońca, który rozświetla powoli ciche miasto utulone w objęciach Morfeusza. Nastał nowy dzień. Siedziałem na dachu i patrzałem uważnie na te wszystko, wyszukując wszystkich szczegółów tego jakże pięknego momentu dnia. Zwykli ludzie nie zwracali na to uwagi, gdyż ważniejsze jest dla nich praca i swoje własne potrzeby. Nie potrafili dostrzec magii w tym jakże zwykłym momencie codziennego życia. Z tego właśnie powodu nie lubię ludzi. Już nawet taki mały ptaszek jest od niech ciekawszy. Zaraz......Więc kim jestem skoro nie człowiekiem? Dobre pytanie lecz teraz na nie nie odpowiem. Mogę tylko powiedzieć, że jestem mężczyzną, a moje imię to Patrice. Nie jest to moje prawdziwe imię ale jakie piękne. Takie tajemnicze, skrywające coś. A ja właśnie taki byłem. Bo po co być otwartym skoro jest się niewidzialnym dla otoczenia. Nie lubię się pokazywać ludziom. Są nudni, nieinteresujący, głupi i łatwi. Zbyt przewidywalni. Zbyt pazerni. Zbyt moralni. Po siedmiu dniach obserwacji można o nich wiedzieć wszystko. Znać każde ich marzenie, każdą nadzieję, pragnienie, czego się boją i obawiają, co wywołuje u nich szczęście i przerażenie, smutek i żal, nienawiść i ufność. Wiedzieć o której wstają i idą spać, o jakiej porze jedzą i co jedzą, kiedy mówią prawdę, a kiedy kłamią drugiej osobie prosto w oczy. Czy wierzą w Boga, czy tylko modlą się dla zasady. Czy ze smutku, żalu i nienawiści zabiją siebie czy drugiego człowieka. Każdy w tym mieście jest dla mnie niczym otwarta księga, która znam wręcz już na pamięć. Ludzie rzadko kiedy się zmieniają. Bo po co coś zmieniać, skoro teraz jest dobrze? To jest zadziwiające jak ludzie mają obniżone standardy życia. Wystarczy im mieć gdzie spać, zjeść coś pożywnego, ubrać się ciepło, umyć się, mieć jakąś pracę i umieć czytać i pisać. To jest ich podstawa, z której mało osób chce wyjść. Jedni żenią się, mają dzieci i umierają godnie w sędziwym wieku. Inni marzą o bogactwie, życiu w luksusu, wyrwaniu się z wiejskiego życia wprost do elity. Mało kto myśli o dalekich podróżach, rozszerzaniu swojej wiedzy czy staniu się kimś za swoje zasługi lub czyny. Człowiek chce być po prostu przeciętny i nie zdaje sobie z tego sprawy ale tak właśnie jest. Oceniają ludzi po wyglądzie, gdyż to właśnie jak wyglądasz pokazuje jaki masz status. Czy nosisz jedwab czy lniane, podarte w niektórych miejscach ubrania. Pokaż wieśniakowi swój złoty pierścień to zrobi dla ciebie wszystko. Ludzka egzystencja jest niczym.



Powróćmy lepiej do tego poranka, gdyż o ludziach skończyły mi się tematy. Słońce wniosło się już nad wysokość drzew. Wstałem, przeszedłem kawałek po dachu, po czym skoczyłem na trawkę. Przystałem przy kamieniu, na którym wylegiwał się szary kot. Podrapałem go za uchem na co zamruczał i dalej trwał w śnie. Przeszedłem obok sadu zrywając dwa jabłka. Przystałem przy koniu, który przeżuwał już kępy mokrej trawy, wyciągając w jego stronę rękę z jabłkiem. Podszedł powoli biorąc jabłko i dając się pogłaskać. Ruszyłem dalej jedząc powoli soczysty owoc. Miasto powoli wznawiało swój rytm. Piekarz otworzył swój sklep, wystawiając jeszcze ciepłe pieczywo. Jedna kobiecina wyszła z wiaderkiem aby wydoić krowy. Mały chłopiec z koszykiem poszedł do kurnika po jajka. W południe będzie tu mnóstwo ludzi sprzedających, kupujących, spacerujących, oszukujących, przechodzących. Ruszyłem dalej z lekkim uśmiechem na ustach. Pojedyncze osoby wychodziły ze swoich domów, czasami przechodząc tuż obok mnie. Po jakimś czasie skręciłem w ciasną uliczkę i wszedłem do gospody. Na dole znajdował się bar, w którym było słychać śmiechy i rozmowy w południe oraz późnym wieczorem. Na piętrze mieszkali gospodarze. Młoda kobieta i mężczyzna z 12 letnią córką. Na strychu zaś ja miałem swoje małe gniazdko. Nie było tu żadnego bogactwa. Po lewej łóżko i stół z krzesłami. Po prawej wanna i szafa. Wszędzie wręcz pełno świec. Z przodu cztery okna. Lubiłem to miejsce ze względu na blask księżyca, który nocą oświetlał to pomieszczenie. Ściągnąłem swój czarny płaszcz i przewiesiłem go przez krzesło. Ściągnąłem swoje pantofelki i położyłem się na łóżko. Pościel była przyjemnie chłodna, gdyż okno było otwarte. Przytuliłem się do puchatej poduszki przymykając oczy. Tak to już jest jak całą noc chodzi się tu i tam to teraz powieki wydają się cięższe. Nie wiedząc nawet kiedy moje oczy zamknęły się, a ja pogrążyłem się w śnie.



Obudziłem się, gdy słońce było wysoko na niebie. Powoli otworzyłem oczy, ukazując całkiem czarne oczy. Zamrugałem otrząsając się ze snu. Spojrzałem na okno, przez które przebijały się promienie światła. Dzisiejszy dzień zapowiada się słonecznie i ciepło. Jednak jest to wiosna, a nie jesień. Powierciłem się trochę w miejscu, próbując ponownie zasnąć lecz wtedy doszedł do mnie jeden fakt. Od pasa w dół byłem przykryty lekką kołdrą. Dobrze pamiętałem, że kładłem się na niej i niemożliwym jest abym podczas snu się przykrym. Przez głowę przeszła mi tylko jedna myśl, dlaczego jestem przykryty. Westchnąłem i obróciłem się na plecy.

-Wiesz, że nie ładnie jest przychodzić do kogoś, gdy śpi? A już nieładnie jest patrzeć jak ta osoba śpi?- Spytałem zamykając nadal ciężkie od snu powieki.

-A ładnie to tak spać w dzień, gdy słońce jest wysoko na niebie?- Spytał mężczyzna siedzący na jednym z krzeseł.

-To wszystko twoja wina, więc mnie nie denerwuj Joseph.- Odwarknąłem i nawet z zamkniętymi oczami wiedziałem, że się uśmiecha. Joseph to dobrze zbudowany mężczyzna o równie ciemnych włosach i oczach jak ja. Można by było stwierdzić, że jesteśmy braćmi. Jednak ja przy nim to chuderlak z niedożywieniem. Plus jestem od niego niższy. I jestem blady, a jego kolor skóry jest nieco ciemniejszy. Chyba pora uzupełnić dane, żeby było wiadomo co i jak.



Imię: Patrice

Nazwisko: brak

Płeć: Mężczyzna

Wzrost: 1,79

Waga: ok. 60 kilogramów

Wiek: tajemnica ale wyglądam na 20

............................................................



Imię: Joseph

Nazwisko: brak

Płeć: Mężczyzna

Wzrost: 1.90

Waga: o.O.........Ok. 80 kilogramów

Wiek: starszy ode mnie o baaardzo dużo lecz wygląda na jakieś 27



Dokładniej go opisując to ma czarne włosy sięgające połowy karku, zaczesane jak zwykle do tyłu, przy czym jakiś kosmyk zawsze mu z przodu wyjdzie. Widoczne rysy twarzy, przez co wygląda bardzo męsko- oczywiście ja wyglądam niczym lalka. Dobrze zbudowany, czyli szerokie ramiona, widoczne mięśnie brzucha, wąskie biodra, silne nogi i .............No tego to się można domyśleć i nie pytać się skąd to wiem. Po prostu ja wiem i kropka. Tak więc on jest chodzącym prawdziwym mężczyzną, którego każda kobieta pragnie, a ja jestem niczym lalka, którą czasami bać się dotkną lecz przyciągam wzrokiem. Wracając do mojej zacnej osoby i niechcianego gościa. Joseph zaśmiał się krótko pod nosem, a ja nadal leżałem jak kłoda, będąc już prawie jedną nogą w krainie snów.

-To trzeba spać regularnie, a nie raz na tydzień.- Stwierdził wesoło na co prychnąłem i obróciłem się do niego tyłem.

-Jeśli to chciałeś mi powiedzieć to dziękuję za pouczenie i idź mi stąd i nie wracaj bez zaproszenia.- Warknąłem i wtuliłem się w poduszkę.

-Złość piękności szkodzi.- Powiedział figlarnie, a we mnie zaczynało się gotować ze złości.

-To lepiej mnie nie złość, bo mój sztylet za chwilę uszkodzi twoja ładną buźkę.- Warknąłem i przykryłem się po sam czubek głowy.

-Laleczka się złości. Napięcia przed miesiączkowe czy comiesięczna histeria?- Nie wytrzymałem i rzuciłem w niego swoim sztyletem. Ten jednak się tego spodziewał i w porę się uchylił, a sztylet upadł z brzękiem na podłogę. Siedziałem na łóżku warcząc i próbując zabić go wzrokiem.

-Joseph do cholery! Jesteś jakimś masochistą czy lubisz denerwować moją zacną osobę, gdy jest niewyspana?!! Daj mi spokój i albo będziesz siedział tu cicho albo wynoś się stąd! Może i jesteś moim szefem ale doskonale wiesz, że mało mnie to obchodzi i zacznę rzucać podpalonymi świeczkami w ciebie, gdy się nie uspokoisz. I przestań się śmiać!!!- Ja tu się na niego wydzieram, a ten wręcz zgina się w pół ze śmiechu. Z braku sił położyłem się ponownie tym razem przymykając oczy i czekając, co on ma mi do powiedzenia. Już po chwili w pokoju nastała cisza.

-Oj Patrice. Gdybyś był bardziej spokojny i opanowany zauważyłbyś, że przyniosłem ci śniadanie, chociaż o tej porze to bardziej obiad. I przypomniałbyś sobie, że przed twoim wyjściem powiedziałem ci, że przyjdę do ciebie w południe, a ty się na to zgodziłeś.- Powiedział spokojnie, wyczekując mojej reakcji. Zmarszczyłem brwi skupiając się na tym co robiłem przed porankiem. I oczywiście przypomniałem sobie tą sytuację, a na dodatek ja sam poprosiłem aby przyniósł mi jakieś żarcie. Westchnąłem podnosząc się do siadu.

-A ty przechodź od razu do rzeczy, a nie denerwujesz mnie od mojej pobudki. I wbij sobie do głowy, że niewyspany ja jest marudny, głośny i wkurzający i łatwo wybuchający złością. Już powinieneś wiedzieć o tym doskonale ale najwyraźniej starość nie radość i pamięć umyka.- Uśmiechnąłem się do niego chytrze wstając i przysiadając przed nim na krześle. On nic nie powiedział tylko spojrzał na mnie trochę groźnie, po czym podsunął jedzenie pod sam nos.

-Jesteś niczym kot, który będzie marudził cały dzień i podrapie najlepszy płaszcz swojego pana tylko dlatego, że go zwalili z wygodnej podusi i nie dali rybki na obiad.- Już chciałem włożyć kawałek mięsa do ust lecz słysząc jego słowa przerwałem i zastanowiłem się chwilę.

-Zjadłbym sobie rybkę.- Stwierdziłem, po czym zabrałem się za jedzenie. Josepha chwilę zszokowało to stwierdzenie lecz pokiwał tylko niedowierzająco głową, po czym oparł brodę na dłoni.

-Przejdę od razu do rzeczy. Masz nowe zlecenie.- Niezareagowałem tylko dalej jadłem. Tak to już jest, gdy zamiast jeść codziennie porządny posiłek siedzi się na dachach. Spojrzałem tylko na niego, mówiąc niemo „Jakie są szczegóły?”.- Musisz zabić lorda Geoffrin (żofrę). Tylko nie tak jak zwykle. Tym razem musisz się pokazać.- Powiedział jakby mówił o pogodzie. I o to tu w tym wszystkim chodzi. Przerwałem jedzenie, napiłem się i spojrzałem na niego.

-Spłata długów?- Spytałem domyślając się o co chodzi. Już często to robiłem, wręcz to ja tylko jestem wysyłany na takie misje.

-Tak. Możesz zrobić co zechcesz. Wbić nóż w serce, poderżnąć gardło, rozpruć brzuch czy co ci się akurat zachce. Ale to nie wszystko.- Całkowicie zaprzestałem jedzenia, patrząc na niego uważnie.

-Mam zabrać ciało ze sobą? Czy serce? Czy go okraść?- Czasami tak się zdarzało, że brało się jakieś błyskotki po to aby wyglądało to na włamanie i kradzież.

-Jakąś biżuterię zawsze możesz wziąć. Ale tu nie o serce chodzi. Musisz wziąć dziecko.- Powiedział poważnie, a mnie od razu zaciekawiło po co mu do cholery jakiś bachor.

-A po co ci to dziecko? Było ono w umowie czy jak?- Ludzie często za bogactwo są w stanie oddać bliskie sobie osoby aby tylko żyć w luksusie. Joseph westchnął ciężko, co było tak szokujące, że odsunąłem od siebie jedzenie i skupiłem się na jego słowach.

-Tak ale nie będzie tak jak zwykle. To dziecko ma przejść inicjację i tu zaczynają się problemy.- Wręcz warknął na co przysunąłem się do niego bliżej. Zaczynało być coraz ciekawiej.

-Mów dalej.- Popędziłem go.

-To dziecko ma dopiero niecały rok, więc inicjacja jest tu niewskazana. Ale w umowie było napisane, że tak ma być i koniec kropka. Jednak dziecko zamiast urodzić się 12 lat temu urodziło się dopiero rok temu. I to wszystko przez tego lorda, gdyż wolał skupić się na gromadzeniu pieniędzy niż na płodzeniu dziecka. Teraz przyszedł termin spłaty, a mi nie podoba się wiek dziecka. Można je zamienić ale będzie ono nieużyteczne.- Sam wręcz warknąłem słysząc jego słowa. Facet po prostu się wysprycił i pewnie myśli, że skoro dziecko to niemowlak nie potrafiący jeszcze dobrze chodzić to go nie zabierzemy i zostawimy już w spokoju. Niedoczekanie jego. Siedzieliśmy w ciszy zastanawiając się co zrobić w takiej sytuacji.

-Wiem co zrobiły!- Nagle mnie olśniło.- Zabierzemy dziecko i zrobimy inicjację. Po tym damy je na wychowanie jakiemuś demonowi. Dzieciak będzie się przynajmniej wszystkiego uczy, a gdy dorośnie będzie niczym maszynka do zabijania. Demon zawsze przecież ma harem, a w nim pełno kobiet. Weźmy takiego, który ma w swoim gronie jakieś potwory. Jeśli dobrze wychowa dziecko to będziesz miał oddanego sługę z doświadczeniem. Jeśli nie to przy najbliższej okazji dziecko samo gdzieś wpadnie i zostanie z niego mokra plama.- Trzeba znać się na tych sprawach aby wpaść na tak genialny pomysł. Przynajmniej na nikogo nie spadnie opieka nad bachorem. A po inicjacji jeszcze mogłyby odgryźć komuś rękę. Joseph chwilę siedział w zastanowieniu, po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.

-I właśnie dlatego tylko tobie poświęcam takie sprawy.- Aż sam uśmiechnąłem się słysząc zgodę między słowami. Podparłem brodę na dłoniach i uśmiechnąłem się słodko.

-Pupilek się spisał??- Zaskoczyłem go tym. Uśmiechnął się jednak i pogłaskał niczym zwierzątko po głowie.

-Spisał się, spisał. Co chcesz w nagrodę?- Oho~! Pan i władca ma dobry humor, więc trzeba korzystać. Ułożyłem usta w dzióbek przykładając do nich palec i zastanawiałem się głęboko. Pomysł jak zwykle wpadł mi do głowy bardzo szybko. Wstałem od stołu i ruszyłem do szafy. Otworzyłem ją po czym ściągnąłem z siebie koszulę, tunikę, po prostu zostając w samych skarpetkach. Ubrałem za to długą koszulę nocną, zamknąłem szafę i podszedłem do niego. Złapałem g za nadgarstek po czym rzuciłem na łóżko. Ulokowałem się pomiędzy jego nogami kładąc się wygodnie na brzuchu, a głowę kładąc na jego brzuchu. Ręce podwinąłem pod głowę i westchnąłem błogo.

-Porobisz mi teraz za poduszkę. Muszę odespać tydzień, a twój brzuch jest równie wygodny co moja poduszka. Więc dobranoc.- Niecałą minutę po tym już byłem jedną nogą w krainie snów. Poczułem jak Joseph poprawia się na łóżku i przykrywa mnie kołdrą, a następnie przeczesuje delikatnie moje włosy palcami. Było to miłe uczucie dlatego zamruczałem cicho i tuż po tym zasnąłem głębokim snem.



Mój sen o przepięknym wschodzie słońca przerywał czyjś głos. Zmarszczyłem z niezadowoleniem nos i poprawiłem się nieco, próbując dalej spać. Głos jednak dalej dawał mi się we znaki, dlatego niechętnie zacząłem się budzić, wiercąc się.

-Księżniczko! Pora wstawać!- Usłyszałem będąc już jedna nogą w rzeczywistości. Zaraz, zaraz. Ja jestem kobietą czy mężczyzną?....... Zdecydowanie facetem, jak dobrze sobie przypominam. Jęknąłem cierpiętniczo i otworzyłem swoje oczy, mrugając kilka razy. Byłem wtulony w bok Joseph, robiąc sobie z jego ramienia poduszkę.

-Co ty robisz w moim łóżku?- Zapytałem nieco zdziwiony. Przecież wychodził zanim poszedłem spać. On jednak zaśmiał się i pokręcił głową, poprawiając się nieco.

-Jak to co robię? Sam kazałeś abym był twoją poduszką, po czym przytuliłeś się do mnie mocno i zasnąłeś.- Spojrzałem się na niego zszokowany, po chwili jednak przypomniało mi się to dokładnie.

-Acha~!- Powiedziałem jakże inteligentnie.- No więc możesz już sobie iść. Dobranoc.- Obróciłem się do niego tyłem, wtulając się w poduszkę z zamiarem powrócenia do swojego snu.

-Przykro mi ale nie ma już spania. Pora wstawać.- Rozkazał wręcz sam wstając. Ja na to nie zareagowałem tylko już kroczyłem drogą do krainy Morfeusza. Jednak Joseph nie odpuszczał.- Patrice wstawaj i to już. Zacznij spać regularnie albo chociaż co trzy dni.- Jęknąłem niezadowolony siadając i patrząc na niego wkurzony.

-Daj mi na dzisiaj spokój. Jedną noc możesz mi odpuścić.- Ziewnąłem po tym głośno, trąc oczy. Joseph podszedł do mnie i potargał moje włosy z uśmiechem.

-Na dzisiaj masz tylko zadanie specjalne, więc po nim możesz iść już spać.- Aż się całkowicie wybudziłem i spojrzałem na niego nieco zszokowany.

-To dzisiaj?!- Prawie krzyknąłem.

-Tak, dzisiaj. Nie mówiłem ci?- Pokiwałem przecząco głową.- Nie musisz się zbytnio do tego przyszykowywać. Po prostu idź, zabij, zabierz dziecko i przynieś je do kaplicy. Po tym możesz wrócić tutaj i spać.- Powiedział spokojnie, ubierając płaszcz.- Do zobaczenia później.- Powiedział jeszcze i tyle go widziałem. Westchnąłem ciężko, po czym wstałem, ubrałem się w miarę ciepło i wyszedłem. Dojście do jego pałacu nie zajęło mi dużo czasu. Szybkim krokiem doszedłem do jego sypialni. Wszedłem po cichu, rozglądając się wokół. Na szczęście jego żony nie było z nim. Pewnie śpi w pokoju dziecka ale to nie problem. Podszedłem do i jednym kopniakiem zwaliłem go z łóżka. Obudził się szybko, klnąc pod nosem.

-Co się.....?!- Zamilkł, widząc mnie. Od razu na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Ja natomiast uśmiechnąłem się lekko, patrząc na niego jak na obrzydliwego robala.- Co...Co ty tu robisz?- Zapytał prawie szeptem wstając i patrząc na mnie z obrzydzeniem. Zaśmiałem się na to krótko, przysiadając sobie na krześle przed toaletką.

-Co ja mogę tu robić? Przyszedłem po twoją nędzną duszę człowieku.- Zaśmiałem się widząc jak blednie i próbuje coś powiedzieć, a głos ugrzązł mu w gardle.

-Jak....Jak to?!- Wydukał aż siadając z wrażenia.

-Zapomniał wół jak cielęciem był?! Zawarłeś kiedyś pakt, a teraz nadszedł dzień wypłaty.- Uśmiechnąłem się do niego szeroko wyjmując sztylet i zaczynając się nim bawić. On widząc go aż trząsł się ze strachu. Po chwili wręcz podbiegł do mnie, padając na kolana.

-Proszę! Błagam! Oszczędź mnie! Dam ci tyle pieniędzy ile zechcesz, tylko proszę oszczędź moje życie.- Błagał zalewając się aż łzami. Pochylił się i złapał mnie za stopę chcąc ją ucałować lecz nie pozwoliłem na to uderzając go w głowę, na co padł. Leżał i płakał, drżąc ze strachu. Uśmiechnąłem się na ten piękny widok. Wstałem i szturchnąłem go nogą.

-Wstawaj śmieciu. I siadaj tutaj.- Warknąłem wskazując na krzesło. On szybko wykonał moje polecenie. Podszedłem do komody, z której wyciągnąłem kartkę papieru, pióro i atrament. Postawiłem to przed nim, a on wziął pióro do ręki. Chyba myślał, że będzie pisał nową umowę. Niedoczekanie jego.- Pisz. „Ja Clement Geoffrin, zdrowy na umyśle i ciele...”- Zapisywał to tak szybko, jakby się paliło.- „.....oddaję się w ręce Boga, który wzywa mnie do swego domu.”- Spojrzał na mnie zszokowany. Widząc jednak moje wściekłe spojrzenie napisał to, co mu podyktowałem.- „Woli Pana nie da się zmienić, dlategoż żegnam się z wami i obiecuję chronić was z Królestwa Niebieskiego.”- Miałem ochotę zrzygać się przez te słowa ale powstrzymywałem się.- „Syna mego jedynego ofiarowuję w ofierze Panu Bogu, gdyż taka jest jego wola.”- Spojrzał na mnie przerażony.

-Nie możesz go zabrać. To jest jeszcze niemowlę. On nawet nie potrafi jeszcze chodzić.- Powiedział stanowczo z nutką strachu. Uśmiechnąłem się kpiąco, przybliżając twarz do jego twarzy.

-Mogę i to zrobię. Zmienimy go, a jeśli nie przetrwa to będzie pokarmem dla naszych potworków.- Uśmiechnąłem się szeroko, śmiejąc się po chwili.

-Ty gnoju! Nie zabierzesz mojego syna!- Wykrzyczał i wstał lecz zanim cokolwiek zrobił przyłożyłem mu sztylet do gardła. Zesztywniał i wstrzymał oddech.

-Ty nic nie masz tu do gadania. Wracaj do pisania, zanim skończy mi się cierpliwość.- Wysyczałem mrużąc niebezpiecznie oczy. Pokiwał lekko głową na znak zgody. Odsunąłem od niego sztylet, no co on usiadł ciężko na krześle. Wziął pióro w trzęsącą się rękę.- Nie trzęś się, bo będzie niewiarygodnie.- Huknąłem na niego, na co aż podskoczył i zapisał wcześniejsze słowa.- „Cały dom ofiarowuję mojej żonie, a cały majątek oddaję sierotom.”- Spojrzał na mnie zaskoczony lecz nic nie powiedział, tylko zapisał słowa na kartce ukośną linią.- Podpisz się, a w rogu napisz datę.- Powiedział, co od razu uczynił.- Złóż kartkę, włóż do koperty, napisz na niej imię i nazwisko swojej żony, po czym zaklej kopertę.- Drżącymi dłońmi zrobił to co mu powiedziałem. Zabrałem mu kopertę, po czym wskazałem na łóżko. Wstał i powoli zaczął iść w jego stronę. Gdy obrócił się do mnie przodem aby usiąść wbiłem mu nóż prosto w serce. Zawył i złapał się sztyletu, patrząc na mnie przerażony.

-Do zobaczenia w piekle.- Powiedziałem wesoło, po czym popchnąłem go na łóżko, tym samym wyjmując sztylet. Już po krótkiej chwili leżał martwy. Poprawiłem go nieco aby wyglądało, że sam to sobie zrobił, po czym położyłem list na stoliku obok jego okularów i wyszedłem. Pokój dziecka był dwa pokoje dalej. Wszedłem po cichu oceniając sytuację. Kobieta spała, a dziecko tuż obok niej. Podszedłem do łóżka i wyciągnąłem małą fiolkę. Przysunąłem ją pod jej nos aby opary ją znużyły. Gdy oddech nieco zwolnił wiedziałem, że się szybko nie obudzi. Wziąłem śpiącego dzieciaka w kocyk i wyszedłem niepostrzeżenie z pałacu. Musiałem przejść kilkanaście uliczek zanim dostałem się do lasu. Po około godzinie drogi byłem na miejscu. Wręcz w samym środku lasu stała opuszczona kaplica. Kiedyś wybuchł tu pożar, a później nikt nie chciał jej odnowić, dlatego stała pusta. Aktualnie robiła za miejsce zbiórek. Wszedłem najpierw przez główne drzwi, mijając w nich jakiegoś zapewne nowicjusza. Przeszedłem przez drugie drzwi prowadzące do głównej sali. Nie było tu wręcz nic oprócz wielkiego tronu, na który aktualnie siedział szef ale w innej formie. Oprócz niego aktualnie był sekretarz i kilka osób takich jak ja. Spojrzałem tylko kto tam stoi po czym zwróciłem wzrok na pana i władcę. Ustałem jakieś dwa metry przed nim kłaniając się nisko.

-Wykonałeś swoje zadanie?- Zapytał sekretarz niskim, wręcz syczącym głosem. Robił on za mównicę swojego pana, więc po prostu stał i patrzał przed siebie białymi oczami.

-Tak Panie.- Wyciągnąłem dziecko zza płaszcza. To małe, wstrętne coś się obudziło i zaczęło głośno płakać, przyprawiając mnie o ból głowy. Spojrzałem na nie z obrzydzeniem. Na szczęście po chwili podeszła jakaś zakapturzona postać i wzięła ode mnie bachora.

-Dobrze się spisałeś Shadow. Możesz już odejść w spokoju.- Powiedział donośnie pan sekretarz. Ukłoniłem się raz jeszcze w stronę władcy zaświatów, czyli Śmierci w całej swojej obrzydliwej postaci, którą skrywała pod kapturem, a jedynym dowodem, że to ona były kościste palce wystające z rękawów. I oczywiście jej wielki majestat. Zaraz, zaraz. Powinienem powiedzieć Jego ale oprócz mnie nikt nie wie, że Śmiercią tak naprawdę jest facet, a nie kobieta. O tym skąd się o tym dowiedziałem opowiem później, gdyż teraz w kruczej postaci poleciałem szybko do swojego pokoju. Od razu się rozebrałem i wszedłem do ciepłej wody, która ukoiła moje mięśnie. Dzieciak jednak ważył, a iść z nim przez ten las taki kawał to wyczyn. Po jakże miłej kąpieli ubrał się w swoją koszulę i wskoczyłem pod kołdrę.
-Księżyc dzisiaj pięknie świeci.- Powiedziałem sobie widząc jego blask wchodzący przez okna. Uśmiechnąłem się na ten widok, po czym zasnąłem z myślą, że obudzę się przed kolejnym wschodem słońca. 



P.S. Co sądzicie o nowym wyglądzie bloga??? o.O
Rozdział pisany z perspektywy Pana Zagadki. On jest po prostu moją ukochaną postacią <3 <3 <3 Chyba dlatego tak miło mi się to pisało :* Jestem ciekawa co o nim sądzicie i czy wiedzieliście kim jest???! I co sądzicie o reszcie bohaterów?? Więcej nie piszę tylko idę ubrać się w piżamkę i oglądać Junjou Romantice 3, gdyż wyszedł kolejny odcinek po polsku. <Kica z radości> :D <3 Ktoś z was to ogląda?? Dobra. Dość tych pytań. Dobranoc wilczurki~! *.* 

5 komentarzy:

  1. Zobaczymy jak to wyjdzie z zaręczynami :) Co do babci to niestety tak to bywa :D Uwielbiają swoje wnuczęta.
    Pozdrawiam
    LM

    OdpowiedzUsuń
  2. Witajjj !!! Gomen za nie pisanie komentarzy (nie ma to jak szkoła...)
    Rozdział jest zjebisty niczym Akashi w Zone xd. Boże już nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału *o* .
    PATRICE !!!! <3 <3 Bosz on jest taki sexyyy, jestem zakochana xd
    Dużo weny i jeszcze raz Gomenasai
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo~! ^.^ Taaa, szkoła daje wycisk >.<
      "Rozdział jest zjebisty niczym Akashi w Zone"- A ja akurat wczoraj skończyłam oglądać Kuroko no Basket 3 xP To się nazywa dobranie :D
      Patrice- kolejny mąż do kolekcji *x*
      Dziękuję ślicznie i nie ma za co. Już mogę powiedzieć, że nowy rozdział DM już w ten poniedziałek~! ^.^
      Zapraszam i pozdrawiam serdecznie~! #Kimie ;*

      Usuń
  3. Hejcia Kimie kiedy rozdział bo ja tu już płacze ���� Musze być cierpliwa xdd
    Pozdrowionka ����
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka,
    super rozdział, to po prostu było cudowne, trochę jednak zastanawiam się co sie stanie z tym dzieciakiem...
    weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń