Ohayo~!!! ^.^ <kica z radości>
Witam, witam moje drogie wilczurki~! <3
Tak więc nadszedł ten dzień.....
3000 wyświetleń~!!! ^.^ <fanfary>
Jej~~!!! Otwieramy szampany i pijemy wasze zdrowie, bo to dzięki Wam.
Kimie Was Koooocha~! <3
Z taj niezwykłej okazji mam dla Was one-shota. ^^
W tym wydaniu Kuroko no Basket, paring Aomine x Akashi.
Taa, powaliło mnie ale mam ostatnio na nich zajawkę, więc....no~! *.*
I to jest 69 post~! ^^ <takie małe skojarzenie> ;p
Jest to yaoi, więc nie lubisz, nie czytaj.
Lubisz/kochasz/wielbisz- Serdecznie zapraszam~! :)
Dedykuje go samej sobie, gdyż wiele radochy miałam podczas pisania go.
Jeszcze raz dziękuje za to, że tu wchodzicie.<3 <wzruszona>
Enjoy i miłego weekendu~! ^^
#Kimie Kikui
Jesień.
Słoneczko świeci, wieje lekki wiaterek, ptaszki śpiewają, a ja zamiast edukować
się z gazetką Horikity Mai na dachu szkoły ciężko trenuję na sali
gimnastycznej. Aktualnie jednak moja zacna osoba siedzi sobie wygodnie na
materacu i patrzy jak trenują pierwszoklasiści. Patrząc na większość to aż mi
się nóż w kieszeni otwiera. Jak można być tak słabym i chcieć dostać się do
drużyny, na dodatek do drugiego składu?! Oczywiście pierwszy skład to same
zajebiste osóbki, wliczając w to Tetsu, którego zauważyłem dopiero w połowie
treningu. Ta mała gnida jest mistrzem w znikaniu i pojawianiu się wręcz znikąd,
dlatego dostaje minimum trzy zawały w ciągu tygodnia. Powróćmy jednak do mojej
zajebistej osoby. Siedziałem i przyglądałem się tym przyszłym graczom, których
ja osobiście wywaliłbym na zbity pysk z tej sali. Dźwięk gwizdka i wszyscy
ustawiają się w szeregu niczym dzieci w przedszkolu. Trener coś tam do nich
papla. Trzyma w ręce podkładkę, więc pewnie będzie czytał składy drużyn. Jego
przemowę przerywa spokojny lecz stanowczy głos. Panie i panowie oto i on.
Kapitan Teiko o dwukolorowych tęczówkach Akashi Seijrou. Pozycja rozgrywającego
z numerem 4. Umiejętność- Emperor Eye. Pan i władca, który zawsze jest pewien
swojej wygranej. Aktualnie obiekt moich westchnień........Zaraz~!!!! Jakim
cudem ja, Aomine Daiki, as Pokolenia Cudów zakochał się w tej czerwonowłosej
gnidzie, która potrafi zabić spojrzeniem?!! Ja też nadal tego nie pojmuję ale
takie są fakty. Patrząc na to filozoficznie to szybciej powinienem zakochać się
w Tetsu. W końcu jest moim cieniem. Już nawet Kise powinien być mi bliższy
skoro to dzięki mnie zaczął grać i gramy często one on one. Już nawet tej
glonojad Midorima mógłby mi być pisany. Zgoniłbym wszystko na tego Oha Ase, że
nasze znaki się połączyły i tak dalej. Już nawet z tym wielkoludem Murasakibarą
mógłbym być w związku. Wpieprzalibyśmy słodycze na okrągło i grali czasem w
kosza, a to dałoby nam wiele szczęścia. Jednak ja musiałem zakochać się w
Akashim, który za jakiś mój błąd lub nie przyjście na trening wyrwałby mi flaki
i powiesił sobie na choince w święta. Chyba jestem jakimś masochistą. Wracając
do eliminacji. Patrzę na Akashiego. Nie wiem co mówi, gdyż jestem za daleko
plus on zawsze mówi spokojnie i płynnie. Parzę na pierwszoklasistów i aż się
uśmiecham na widok ich przerażonych minek. Wręcz się trzęśli na sam jego widok.
Zauważyłem jak na boisko wchodzi Kise, przysłuchując się tego. Widząc po jego
minie chce zagrać ale nie chce przeszkadzać. Do głowy wpadł mi pewien pomysł,
który postanowiłem sprawdzić. Wstałem i wziąłem piłkę. Poruszyłem się najpierw
leniwie lecz w sekundę przyspieszyłem, ominąłem zaskoczonego Kise i zrobiłem
wsad do kosza. Pierwszaki patrzeli na mnie zachwyceni, Kise miał ogniki w
oczach, co oznaczało, że chce jak najszybciej zagrać ze mną one on one. Trener
pisał coś w swoich notatkach. Akashi natomiast zmrużył niebezpiecznie oczy.
Oho. Wkurzył się. Pora uciekać i zmawiać paciorek.
-Jaki
jest drugi skład? Chętni bym sobie z nimi pograł.- Uśmiechnąłem się wyzywająco,
próbując wygramolić się z trudnej sytuacji. Akashiemu o dziwo złagodniał nieco
wzrok, jednak zaiskrzyło się w nich coś psychicznego. Uśmiechnął się i podszedł
do mnie. Bać się czy być spokojnym??
-Daiki
kogo byś wybrał do drugiego składu?- Powiedział spokojnie patrząc się na
pierwszaków.
-Żadnego.
Każdy z nich ma kiepską kondycję i nie dorównuje nawet Tetsu do pięt.- Bo do
mnie w ogóle nie da się ich porównywać. Oczywiście powinienem ugryźć się w
język i powiedzieć coś w stylu „To nie ja o tym decyduję tylko trener.”. Ale
oczywiście moja zajebistość mną ocieka i powiedziałem to co myślę.
-Masz
rację Daiki. Nie są tak utalętowani jak Tetsuya i tym bardziej jak ty i reszta
drużyny. Jednak dzięki treningowi mogą stać się trochę lepsi, chociaż wątpię
aby przy zdolnościach pierwszego składu weszli na boisko. Jednakże drugi skład
musi być zgłoszony, więc jeśli pozwolisz to trener go odczyta. A ty w tym
czasie przebiegnij 10 okrążeń wokół boiska.- Akashi powiedział, że mam rację.
Cud się stał, nowe wydarzenie w kalendarzu. Aż skaczę z radości. I o dziwo
dostałem tylko 10 okrążeń za moje przedstawienie. Zazwyczaj musiałem biegać z
jakieś 40, gdy wkurzę tą czerwoną gnidę. No nic. Grzecznie więc poszedłem
pobiegać. Po tym zagrałem z Kise 2 razy one on one i zagraliśmy mecz z drugim
składem. Oczywiście my zdobyliśmy 83 punkty, a oni nic. Zmęczony i zadowolony
jednocześnie wróciłem do domu.
-Wróciłem!-
Krzyknąłem od progu ściągając buty, torbę rzucając w kąt i idąc do kuchni.
-Witaj
w domu!- Usłyszałem krzyk mojej mamy z docelowego miejsca. Wszedłem do
przestronnej kuchni połączonej z salonem. Usiadłem na krzesełku i przyglądałem
się ze znudzeniem rzeczą leżącym na stole.
-Jak
było na treningu?- Zapytała z uśmiechem mamusia. Jak wygląda? Długie czarne
włosy aktualnie splecione w warkocz, skóra lekko opalona, duże niebieskie oczy,
szczupła sylwetka i piersi o miseczce C. Podobno wcześniej miała większe ale
jak to stwierdził mój ojciec wyssałem z niech dużo będąc malcem. Może na to nie
wygląda ale jestem synkiem mamusi- w końcu jedynak ze mnie- i to po niej
odziedziczyłem charakterek. Ogółem to moi rodzice mają taki wyluzowany sposób
wychowywania mnie. Nie czepiają się mnie, że mam niskie oceny, gdyż wiedzą, że
nie lubię się zbytnio uczyć i nie wybieram się na studia. Nie panikowali, gdy
będąc w podstawówce późno wracałem do domu. Wiedzieli po prostu, że wrócę.
Dzięki temu mogłem trenować uliczną koszykówkę. No i mamusia nie panikowała
widząc moje otarcia i stłuczenia. Sprawdzała po prostu czy czegoś sobie nie
złamałem i przemywała rany abym się nie rozchorował. Oczywiście oboje wspierają
mnie w koszykówce, zwłaszcza finansowo, gdyż buty szybko się niszczą. I na
dodatek dostaje od ojca dodatkową kasę na moje czasopisma. Mamy taki układzik,
że ja kupuję, a on gdy mama nie widzi sobie czasami je przegląda. Mi to nie
przeszkadza zwłaszcza, że ojciec mimo iż jest z mamą już jakieś 20 lat to nadal
kocha ją tak mocno jak przed ślubem, gdy był gówniarzem i zakochał się w niej
do szaleństwa. Drogi tatusiu, mamy podobnie tylko, że ja wybrałem szalonego i
psychopatycznego kapitana mojej drużyny. Nie, ja nie jestem gejem. Mi po prostu
nie przeszkadza to, że nie ma on cycków w rozmiarze F i ma to samo co ja między
nogami. Powróćmy do kuchennej sytuacji.
-Jak
zwykle. Wybierali nowe składy.- Powiedziałem beznamiętnie patrząc jak matka
miesza jakąś sałatkę. Nawet ładnie pachniało ale ja i tak wole mięcho.
-Po
co ich wybierają skoro nikt nie jest lepszy od mojego synka i jego drużyny?!- I
jak nie kochać tu tej kobiety?! Aż kupię jej jakieś kwiatuszki tak bez powodu.
-Powiedziałem
to samo lecz jak zostało mi wytłumaczone drugi skład musi być mimo wszystko
wpisany, gdyż bez tego nie moglibyśmy brać udziału w zawodach. Są beznadziejni
ale mimo to muszą zostać.- Westchnąłem ciężko przyciągając do siebie miskę z
sałatką i smakując ją. Nawet dobre to zielsko. Ale ja chcę to z skali1 mała
porcja na dużą porcję mięska.
-Coś
jeszcze się wydarzyło?- Mamusia spojrzała się na mnie zadziornie. Ta, przed nią
niczego nie ukryję. Nie wiem jak ale dowiedziała się, że podoba mi się Akashi.
Sama nawet mnie dopinguje, gdyż chciałaby mieć tak mądrego zięcia jak on- nie
urażając oczywiście mojej zajebistej osoby. Stwierdziła również, że dopiero gdy
zacznę z nim chodzić to powiemy ojcowi o wszystkim.
-Nie.
Dostałem jedynie 10 okrążeń zamiast 40, więc to jest już jakiś postęp.-
Uśmiechnąłem się głupkowato. Mamusia się tylko cicho zaśmiała i zabrała mi
sałatkę sprzed nosa, którą wąchałem już od ponad pięciu minut. Nie moja wina,
że ładnie pachnie.
-No
dobra! Koniec o szkole. Teraz masz siedzieć grzecznie, a ja usmażę ci steki.
Zjesz 3 czy 4?- Chyba po obiadku przejdę się po te kwiatuszki. No jak nie
kochać takiej kobiety, która robi to co jej synuś uwielbia. Oczywiście
powiedziałem 3, gdyż patrząc na ich wielkość to więcej nie zjem.
Po
jakże zacnym obiadku udałem się do mych włości. Pora się trochę poedukować.
Rzuciłem się na łóżko i sięgnąłem po najnowszą gazetkę. Zacząłem powoli
przeglądać strony, prawie wciskając w nie nos. Odpiąłem spodnie i zsunąłem je
nieco wraz z bokserkami, zaczynając powoli poruszać ręką w górę i w dół. Wtem
ujrzałem zdjęcie czerwonowłosej kobiety o dużych piersiach i zgrabnym tyłeczku.
Klęczała w rozkroku wypinając piersi do przodu. Nagle wyobraziłem sobie
Akashiego w takiej pozycji i już po chwili doszedłem z stęknięciem. No tak.
Moja wyobraźnia robi swoje. Odłożyłem gazetkę i sięgnąłem po chusteczki. Gdy
już się wytarłem i poprawiłem usłyszałem dźwięk telefonu.
Od:
Czerwona gnida
Do:
Daiki
Temat:
Trening
Treść:
W sobotę odbędzie się trening, więc nie planuj sobie niczego i nie próbuj nie
przychodzić i się spóźniać. Znajdę cię i już nigdy więcej nie popatrzysz sobie
na zboczone pisemka.
Powiało
chłodem. Aż mi ciarki przeszły. Odpowiadać oczywiście nie musiałem, więc
odłożyłem telefon i zdrzemnąłem się do kolacji. Oczywiście powiadomiłem
rodziców, że mam trening w sobotę. Nie przejęli się tym, gdyż jak mnie
powiadomili wyjeżdżają na weekend. Kochana mamusia zapytała się jeszcze co ma
mi zrobić abym sobie w weekend odgrzał. Złożyłem u niej nieskomplikowane
zamówienie i dostałem dodatkowe fundusze, gdybym chciał sobie coś kupić po
treningu. Podziękowałem ślicznie i po tym udałem się do siebie. Po jakże
odświeżającym prysznicu i zrelaksowaniu się przy bardzo interesującym i
edukującym filmiku zasnąłem.
Sobotni
trening nadszedł dość szybko. W tygodniu nic ciekawego się nie zdarzyło.
Lekcje, drzemka na dachu, marudząca Satsu, 10 okrążeń wokół boiska za
spóźnienie, one on one z Kise, zawał, mecz towarzyski, czasopismo, mięcho,
wkurzenie glona, kolejny zawał i tak w kółko. No może jeszcze taki mój mały
sukces w postaci poczochrania włosów Akashiego podczas meczu i nie zostania
przez to zabitym. Tak więc stawiłem się punktualnie w szatni aby nie zostać
zabitym przez obiekt moich westchnień, które aktualnie przebierało się w
sportowy strój. Aż mi się ciasno zrobiło w spodniach, gdy wypiął się lekko aby
założyć spodenki. Odetchnąłem kilka razy, przebrałem się i ruszyłem na boisko.
Trening był w cholerę ciężki. Już myślałem, że umrę. Bieganie-60 okrążeń, ćwiczenia
i 2 mecze. Po drugim meczu dzięki mojemu refleksowi zdążyłem złapać Tetsu przed
bolesnym upadkiem na podłogę. Murasakibara wraz z Kise poszli z nim do szatni i
mieli przypilnować aby doszedł do siebie. Glon położył się na ławce lecz Akashi
po chwili również wygnał go do szatni. Ja natomiast leżałem niczym kłoda na
samym środku boiska.
-Daiki
wyjdź z boiska, bo drugi i trzeci skład będą grały mecz.- Powiedział spokojnie
Akashi przykucając przy mnie. On sam nadal ciężko oddychał.
-Nie
mam siły.- Wysapałem. Akashi westchnął, wstał i zaczął mnie ciągnąć. Niezbyt mu
się to udawała, gdyż jestem od niego wyższy i cięższy. Wstałem i zawisłem na
jego barkach.- Tak szybciej dotrzemy do ławki.- Powiedziałem i zacząłem powoli
iść. Wszystko wręcz mnie bolało, więc z ulgą położyłem się na ławce. Akashi
usiadł obok i przyglądał się meczowi. Jak zwykle kalkulował wszystko i
wszystkich. Po meczu wszyscy oprócz młodzików udali się do szatni- ktoś musi
posprzątać. Ja sam doczłapałem się do niej w jakieś 10 minut. W szatni był
jeszcze Kise, który powiadomił mnie, że z Tetsu jest już lepiej i został on
odprowadzony znaczy zaniesiony przez Murasakibarę do domu przy eskorcie Satsu.
Kiwnąłem tylko głową i udałem się pod prysznic. Umyłem się, ubrałem i
siedziałem sobie na ławeczce. Nie miałem siły oby dojść do domu. Po pewnym
czasie do szatni wszedł Akashi.
-Jeszcze
nie wyszedłeś?- Spytał wyciągając torbę z szafki.
-Nie
mam siły. Posiedzę jeszcze trochę i powoli dotrę do domu.- Westchnąłem głośno z
przymkniętymi oczami. Przez chwilę panowała między nami cisza. Akashi podszedł
do mnie i złapał za rękę, przewieszając moją rękę przez swoją głowę. Spojrzałem
się na niego zdziwiony.
-Nie
będziesz tu tak siedział. Zaprowadzę cię do domu.- Patrzyłem się na niego jak
na wariata, jednak szybko się otrząsnąłem, wstałem i razem powoli doszliśmy do
mnie. Mimo, iż mieszkam blisko to droga zajęła nam jakieś 30 minut. Wygrzebałem
klucze z kieszeni, otworzyłem drzwi i weszliśmy. O dziwo Akashi zdjął buty i
razem ze mną udał się do salonu. Zrzucił mnie ze swoich ramion na sofę.
Zamknąłem oczy czując tą miękkość. Dopiero po jakieś chwili przypomniałem
sobie, że Akashi tu jest. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Stał w kuchni
tyłem do mnie. Mogłem podziwiać tylko jego plecy, gdyż dół zasłaniały mi szafki.
Chwilę później odwrócił się i podszedł do mnie, stawiając dwa talerze na niskim
stoliku. Po zapachu wyczułem, że jest to curry. Usiadłem z głośnym
westchnieniem i zacząłem jeść. Akashi usiadł naprzeciw mnie i również jadł
powoli swoją porcję. Nie powiem ale dziwiło mnie to, ze został i podgrzał mi
jedzenie.
-Dlaczego
to robisz?- Spytałem, gdy już zjedliśmy, a on przyszedł do salonu z dwoma
kubkami herbaty. Spojrzał się na mnie nieco zdziwiony lecz uśmiechnął się
delikatnie.
-Jestem
kapitanem. Muszę pilnować aby zawodnicy głównego składu byli w formie i nie
dostali jakieś kontuzji.- Powiedział spokojnie wpatrując się w medale stojące
na komodzie. Mamusia musi się chwalić talentem swojego synka.
-To
dlaczego nie poszedłeś do Tetsu?- W końcu on wręcz zemdlał na treningu.
-Sprawdziłem
jego stan po treningu i mogłem powierzyć nad nim opiekę komuś innemu. Plus to
ty jesteś asem, więc grasz w każdym meczu i kontuzja nie byłaby ci na rękę.-
Spojrzał na mnie jakby tak obojętnie, po czym przykucnął i ścisnął moją łydkę.
Zawyłem wręcz z bólu.- Masz za bardzo spięte mięśnie. Połóż się na brzuchu.-
Rozkazał, więc tak zrobiłem. Akashi usiadł okrakiem na moich kostkach i zaczął
delikatnie masować moje łydki. Na początku spiąłem się i pomarudziłem, gdyż
nieźle bolało. Lecz z każdą chwilą robiło się przyjemniej. Po jakiś 10 minutach
Akashi usiadł nieco wyżej i zaczął masować moje uda. Spiąłem się czując jego
dłonie tak blisko mojego krocza, więc zacząłem myśleć o jakiś obleśnych
rzeczach aby się nie podniecić. Po ponownych 10 minutach masaż dobiegł końca.
Myślałem, że ze mnie zejdzie lecz on usiadł wyżej i zaczął masować moje plecy i
ramiona. Wtopiłem się wręcz w kanapę czując, jak całe napięcie powoli znika.
Omal co nie zasnąłem lecz myśl, że jest tu Akashi mnie powstrzymywała. Może
teraz był miły lecz jego charakter zmienia się niczym nastrój kobiety w okresie
przed miesiączkowym.
-Już
lepiej?- Usłyszałem jego głos jakby przez mgłę.
-O
niebo lepiej. Dzięks.- Podniosłem się na rękach lecz wtem doszło do mnie, że
Akashi nadal na mnie siedzi, a raczej siedział. Gdy obróciłem głowę ujrzałem
Akashiego siedzącego w rozkroku i patrzącego na mnie z wyrzutem.
-Nie
ma za co ale mogłeś poczekać aż z ciebie zejdę.- Ledwo co go zrozumiałem, gdyż
mój mózg podsuwał mi same sprośne myśli. Dlaczego on musiał być akurat w takiej
pozycji?!
-Soraski.-
Poczekałem aż Akashi wstanie, a sam usiadłem i ziewnąłem głośno.- I dzięks za
opiekę nad moją zacną osobą. – Ukłoniłem się w pas z głupkowatym uśmiechem.
Akashi zaś westchnął i uśmiechnął się nieco.- Będę tak dobrotliwy i odprowadzę
cię do drzwi.- Wstałem i rozciągnąłem się, aż mi kości przyjemnie strzeliły.
-Jak
chcesz to mogę ci w czymś jeszcze pomóc.- Spojrzałem się na niego zdziwiony.
Akashi chce spędzić ze mną swój cenny czas? Boziu czy to jest ten dzień?
Oczywiście musiałem głęboko schować w swoimi umyśle zdanie typu „Użycz mi
swojej ręki” albo Będę zdrów, gdy zerżnę cię tu.”.
-Skoro
jesteś taki hojny to możesz pomóc mi w lekcjach.- Uśmiechnąłem się lekko.
Ogółem czułem się teraz tak jakoś lekko i wesoło. Co ta bestia ze mną zrobiła?
-Znowu
zwiewałeś na dach i nie słuchałeś na lekcji jak już się na niej znalazłeś.
Prowadź do swojego pokoju to ci wszystko przetłumaczę z podstawy.- To pan
geniusz Akashi chodzi do klasy A, czyli klasy super geniuszy, którzy uczą się
więcej od nas przeciętnych. Mnie tylko dziwi, że w tej klasie jest Murasakibara
zamiast Midorimy. To jest czysta zagadka.
-Za
mną, paniczu.- Ukłoniłem się ponownie w pas i ruszyłem na górę. Cofnąłem się
jeszcze po herbatę aby było co się napić. Otworzyłem drzwi i wpuściłem go
przodem. I nie myślcie, że mam tu bałagan. Mamusia pilnuje abym nie zrobił
burdelu z tego pokoju w odcieniu niebieskiego. Tak więc po prawej znajdowała
się szafa, łóżko i stolik nocny. Po lewej biurko i komoda. Na środku niski
stolik, na którym aktualnie leżało kilka moich ukochanych czasopism. Po lewej
obok komody były drzwi prowadzące do łazienki. Wcześniej ich tam nie było ale
kochana rodzicielka zdecydowała, że skoro jestem jedynakiem to mogę mieć swoją
małą łazienkę. Byłem jej za to bardzo wdzięczny, gdyż lubiłem postać sobie pod
prysznicem z 40 minut myśląc o egzystencji świata. Mamusia zaś uwielbia
posiedzieć sobie w wannie z uspokajającym nastrojem wokół. Okupacja łazienki
jest wpisana w genach rodziny Aomine. Akashi najpierw rozejrzał się nieco, po
czym podszedł do stoliczka i wziął jedną gazetkę, którą zaczął sobie
przeglądać. Nieco mnie to zdziwiło ale nic nie mówiłem tylko odłożyłem kubki na
biurko i usiadłem wygodnie na krześle.
-Nie
wiem co ty widzisz w tych kobietach.- Powiedział po czasie Akashi, przyglądając
się z lekkim obrzydzeniem zdjęciom półnagich kobiet. Oczywiście zdążyłem ugryźć
się w język przed powiedzeniem „Ja wyobrażam sobie ciebie w takich pozach jak
są te kobiety.”.- Ale to nieważne. Wyciągaj książki i zabierzmy się za naukę.-
Westchnąłem cierpiętniczo i wyciągnąłem potrzebne rzeczy i już po chwili
siedzieliśmy na mięciutkim dywanie. Akashi tłumaczył mi dokładnie każde pojęcie
i muszę przyznać, że był lepszy od nauczycieli. To wszystko zajęło nam jakieś 3
godziny. Trzy godzin y nauki to i mnie świętość. Chociaż plusem jest, że jednak
mogę posiedzieć sobie z tym paniczem. Odłożyłem książkę na stolik z głośnym
westchnięciem.
-Dosyć.
Mój mózg dłużej nie pociągnie. Uczyłem się dłużej niż w całym swoim życiu.-
Akashi pokiwał niedowierzająco głową oglądając przy tym moje pisemko. Gdy ja
robiłem zadania on zaczął przeglądać każdą po kolei. Dziwne zjawisko ale nie
sprzeciwiałem się dopóki nie próbował ich zniszczyć/podpalić/wyrzucić za okno i
co mu jeszcze przyjdzie do głowy. Gdy obejrzał już całą wstał i przeciągnął
się. Siedzenie w takiej samej pozycji przez dłuższy czas jest męczące.
-Mam
nadzieję, że zostanie coś z tej nauki w głowie.- Powiedział piorunując mnie
wzrokiem. Nie dochodziło to jednak do mnie, gdyż tak jakoś zamyśliłem się.
-Ciężko
będzie, skoro ty zajmujesz w niej więcej czasu.- Powiedziałem co miałem na
myśli. Akashi spojrzał na mnie zdziwiony.
-O
czym ty mówisz?- Zapytał patrząc się uważnie na mnie.
-Nawet
nie wiesz ile razy w ciągu dnia mam ochotę przyciągnąć cię mocno do siebie i
pocałować.- Powiedziałem rozmarzony i dopiero po jakieś minucie doszło do mnie
co powiedziałem i, że Akashi nadal tu jest. No to się wkopałem.
-N-Nie
gadaj głupstw.- Akashi się zająkał? To przecież niemożliwe. Spojrzałem się na
niego. Stał, a głowę miął odwróconą w drugą stronę i zasłaniał usta dłonią. I w
tym momencie mnie zmroziło. Akashi się rumienił!! Rumieniący się Akashi. Aż mi
się ciasno w spodniach zrobiło od tego widoku. Wstałem powoli bojąc się, że jak
go dotknę albo przybliżę się zbyt blisko to oberwę. Przybliżyłem się jednak i
obróciłem go nawet tak, że staliśmy naprzeciw siebie. Nie oberwałem. Cud za
cudem. Odwróciłem jego głowę tak aby na mnie spojrzał. Jego dwukolorowe
tęczówki świeciły się jakoś dziwnie, na policzkach nadal widniał rumieniec, a
usta były lekko otwarte. Postawiłem wszystko na jedna kartę. Pochyliłem się i
pocałowałem go lekko. I jeszcze raz. I jeszcze. Nie mogłem oderwać się do tych
słodko-gorzkich ust. W pewnym momencie poczułem jak Akashi otwiera szerzej
usta, więc wtargnąłem do nich językiem, badając dokładnie. Niewinny pocałunek
stał się czystą namiętnością. Gdy z niechęcią się od niego oderwałem, gdyż
zabrakło nam powietrza ujrzałem przecudowny widok. Oczy przysłonięte mgiełką
podniecenia, czerwone niczym jego włosy policzki i nabrzmiałe usta próbujące
złapać oddech. Mamusiu, twój synek chyba wylądował w raju. Akashi po chwili
spuścił głowę w dół. Nie odzywałem się tylko czekałem na jego reakcję.
-Już
długo to trwa?- Zapytał po chwili.
-Tak
jakoś od połowy pierwszej klasy.- Powiedziałem spokojnie i ponownie nastała
między nami cisza. Nagle oberwałem w brzuch i aż się skuliłem. Oho. Wkurzył
się. To jest chyba koniec Aomine Daikiego. Żegnajcie pornoski. Pa, pa koszykówko.
Do widzenia mięsko. Z wrażenia usiadłem na stoliku krzywiąc się. Akashi złapał
mnie za włosy i pociągnął tak abym spojrzał na niego.
-Naprawdę
jesteś idiotą, skoro ukrywałeś to tak długo. Jesteś asem nie do pokonania, a
zarazem głupcem Daiki.- Gdy chciałem mu odpowiedzieć on nagle pocałował mnie.
Siedziałem sparaliżowany nie wiedząc co zrobić. Akashi spojrzał na mnie i
uśmiechnął się tak radośnie, że zrobiło mi się cieplutko w serduchu, a zarazem
ciasno w spodniach.
-Akashi
czy to znaczy, że zgadzasz się zostać moim chłopakiem i nie zostanę zabity i
nie wyprujesz mi flaków?!- Zapytałem z głupim wyrazem twarzy. Akashi westchnął,
klęknął między moimi nogami zarzucając ręce na moją szyje.
-Jednak
posiadasz mózg i potrafisz dobrze myśleć. Ale odpowiem poprawnie, gdybyś nie
wiedział o co mi chodzi. Tak, zostanę twoim chłopakiem i powstrzymam się od
zabicia cię i powieszenia twoich flaków na koszu. Oczywiście nie radzę ci nie
przychodzić na treningi.- Uśmiechnął się lekko, a ja czułem się niczym nowo
narodzony.
-Lubię
cię Seijuro.- Uśmiechnąłem się, a Akashi zarumienił słysząc swoje imię.
Złapałam go w pasie i wpiłem się w jego usta. Przysunąłem go bliżej siebie, a
Akashi wplótł dłonie w moje włosy. Moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę
gładząc jego plecy, talię i brzuch. Zadrżał, gdy zahaczyłem o jego sutki.
Złapałem go za tyłek i wstałem. Akashi oplótł swoje nogi wokół moich bioder i
przez przypadek się o mnie otarł. Powstrzymałem się przed zdarciem z niego
ubrań i wejścia w niego bez przygotowania. Zamiast tego położyłem go na moim
łóżku i ściągnąłem z niego koszulkę. Sam chciałem zdjąć swoją lecz Akashi był
chyba bardziej niecierpliwy ode mnie i ją rozerwał. Nie przejąłem się tym
zbytnio, gdyż zajęty byłem całowaniem i gryzieniem jego szyi. Powoli doszedłem
do jego różowych sutków i zassałem się na jednym, drugi stymulując palcami.
Akashi jęknął i westchnął głośno. Nadal zajmując się jego sutkami rozpiąłem
jego spodnie i zsunąłem je wraz z bokserkami. Gdy już mi się znudziły jego
sutki zjechał z pocałunkami niżej. Czułem jak zadrżał, gdy byłem blisko jego
krocza. Odsunąłem się i spojrzałem na niego. Akashi wyglądał o niebo lepiej od
tych wszystkich dziewczyn z moich czasopism. Widok Akashiego tak podnieconego
pozostanie mi w pamięci na długo. Poczułem jak Akashi odpina moje spodnie i
zsuwa je całując mnie po klacie. Niewinna wręcz czynność, a cholernie podnieca.
Popchnąłem go na pościel, pochyliłem się i polizałem jego już twardą męskość po
całej długości. Akashi jęknął i wygiął się w lekki łuk. Polizałem jeszcze tak
kilka razy, po czym wziąłem go do ust, liżąc i ssąc. Akashi jęczał i ściskał
palce na moich włosach. Po kilku ruchach głowy poczułem słonawą ciecz.
Połknąłem wszystko odsuwając się od jego krocza. Akashi był wręcz cały czerwony
na twarzy, oczy miał przymknięte i oddychał nierówno. Nikomu nie pozwolę aby
widział tak seksownego Akashiego. Ten widok jest zarezerwowany tylko dla mnie.
Pochyliłem się do mojej szafeczki wyciągając z niej żel. Wylałem trochę na
palce, po czym włożyłem jeden do jego dziurki. Zacisnął się i syknął. Chciał
coś powiedzieć lecz uciszyłem go pocałunkiem. Akashi nie pozostał bierny i
zaczął poruszać dłonią na moim kroczu. Mruczeliśmy sobie w usta. Gdy Akashi był
już dość rozciągnięty wyciągnąłem palce, a on założył mi kondom. Wysmarowałem
jeszcze żelem swojego penisa.
-Obróć
się na brzuch.- Wychrypałem.
-Nie.
Chcę cię widać. Nie bój się. Nic mi się nie stanie, nie jestem z porcelany.-
Wysapał i wpił się w moje usta. Rozszerzyłem jego nogi i wszedłem powoli.
Akashi stęknął i wbił paznokcie w moje plecy. Gdy wszedłem już cały poczekałem,
aż Akashi się przyzwyczai, całując przy tym jego szyję i twarz. Po krótkiej
chwili Akashi poruszył lekko biodrami, więc zacząłem się powoli poruszać. Z
każdą chwilą zacząłem przyspieszać. Akashi jęczał mi wręcz do ucha drapiąc i
wbijając paznokcie w moje plecy. W pewnym momencie Akashi zacisnął się mocno na
mnie i doszedł z głośnym jękiem, a ja tuż po nim. Opadłem na niego cały
zdyszany. Leżeliśmy tak chwilę normując oddechy.
-Jesteśmy
od jakiś 30 minut parą, a już to zrobiliśmy.- Odezwał się Akashi miziając mnie
po włosach.
-Żałujesz?-
Spytałem się podnosząc się nieco i patrząc na niego.
-Ani
trochę.- Pocałowaliśmy się, po czym wyszedłem z niego i poleżeliśmy jeszcze
trochę. Akashi niestety musiał wracać do domu. Wziął jeszcze prysznic,
odprowadziłem go do drzwi, pocałowałem namiętnie i tyle go widziałem. Byłem tak
szczęśliwy, że mógłbym skakać z radości.
W
poniedziałek wręcz z wielką chęcią poszedłem na trening. O dziwo byłem
pierwszy, co było zadziwiające. Gdy zacząłem się przebierać do szatni wszedł
Akashi. O dziwo był już przebrany. Chociaż jest kapitanem, więc pewnie
przyszedł wcześniej. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Spojrzał się jeszcze na
korytarz, po czym wszedł do szatni, podszedł do mnie i pocałował. Tak to ja
treningi mogę zaczynać zawsze.
-Jak
się czujesz?- Spytałem ubierając buty. Akashi stał oparty o szafki patrząc na
mnie.
-Całkiem
dobrze.- Uśmiechnął się do mnie. Wstałem i ponownie go pocałowałem. No co?!
Będę musiał poczekać aż zakończy się trening aby móc zrobić to ponownie.
-A
i skoro ze sobą chodzimy to masz wyrzucić wszystkie te zboczone pisemka.
Dzisiaj wracam z tobą do domu to ci pomogę. Do zobaczenia na treningu
Ko-cha-nie.- Pocałował mnie i wyszedł. Ja stałem i przyswajałem sobie te słowa.
Wyrzucić pisemka? Wszystkie?!! No jedynie, że będzie zaspokajał moje fizyczne
potrzeby to czemu nie. Chociaż tatuś nie będzie miał na co popatrzeć. Ale czego
się nie robi z miłości. Tak więc po ciężkim treningu, dostaniu zawału i wymacaniu
Akashiego pod prysznicem- specjalnie na niego poczekałem- poszliśmy do mnie.
Rodzice akurat wrócili, więc najpierw powiadomiłem moją kochaną rodzicielkę co
się wydarzyło. Uścisnęła mnie aż z tej radości. Po tym pogadaliśmy z ojcem. O
dziwo nie miał żadnych pretensji do momentu, aż powiedziałem, że muszę wywalić
wszystkie pisemka. Akashi zgodził się więc na pozostawieniu trzech, za co
dostał miano „Syna”. Tak więc radosne życie asa Pokolenia Cudów Aomine Daikiego
zaczęło się toczyć z kapitanem czerwoną gnidą Akashim Seijuro.

Hejeczka,
OdpowiedzUsuńcudowny tekst, naprawdę pięknie... kiedy powiedział od kiedy darzy Akashiego uczuciem i ten mu przywalil i bylo żegnaj to najpiere powinno być w takiej kolejności... żegnaj mięsko, pornole, mięsko, koszykówka, mięsko... czy mówiłem o mięsku... haha
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia