czwartek, 27 listopada 2014

Urodzinowo z Twin Blood po raz drugi ^.^

Ohayo~! ^.^
No więc dzisiaj mamy urodziny naszej małej Emiko :* Z tej okazji wstawiam urodzinowego one-shota :p
I oczywiście Wszystkiego Najlepszego dla dzisiejszych jubilatów i weekendowych :D
Z tej okazji możecie napisać w komentarzu co byście chcieli np. one shota z kimś lub jakiś spam ;)
Miłego czytania -.o
#Kimie     #LovelyxAsuna


Nowy dzień powoli budził się w górach. Gęsta mgła unosiła się między górami i pagórkami. Szron otulał rośliny tworząc piękny widok. Lekki wiaterek kołysał drzewa. W jednej z doli, na której wznosiły się piękne drewniane chaty, panowała głucha cisza. Wszystkie osoby tam mieszkające spały smacznie lecz jedna z nich właśnie się budziła. Mała, rudowłosa dziewczynka przytuliła się bardziej do mięciutkiej poduszki, otwierając oczy. Podniosła się do siadu, rozglądając się po pokoju. Czując chłód ponownie skryła się pod grubą kołdrą. Usłyszała kroki, zbliżające się do niej. Do pokoju wszedł białowłosy chłopak. Spojrzał się na nią swoimi złotymi oczami i uśmiechnął ciepło. Podszedł i usiadł na łóżku. Dziewczynka wykorzystała to siadając mu na kolanach i wtulając się w niego. Chłopak uśmiechnął się szerzej na jej zachowanie i objął to drobniutkie ciałko. Czując, że drży przykrył a kocem.
-Jak się spało?- Spytał łagodnym głosem.
-Dobrze. Tylko teraz jest bardzo zimno.- Wymamrotała. Swoje łapki włożyła pod jego kamizelkę, policzek kładąc na jego ramieniu.
-Jak się ubierzesz i zjesz ciepłe śniadanie to się rozgrzejesz. Plus jest bardzo wcześnie, więc tak już jest. Mówiąc drapał ja po plecach.
-Brrr. Wolę, gdy jest cieplutko.- Marudziła.
-Na ciepłe dni musisz poczekać. A teraz....- Podniósł ją tak aby spojrzała na niego.- Wszystkiego Najlepszego Emi.- Uśmiechnął się i ucałował ja w czółko. Emiko ucieszyła się na jego słowa i rzuciła się z cichym „Dziękuje” na jego szyję. W ten piękny listopadowy, jesienny dzień obchodziła urodziny.

Wstała radośnie i poszła się ubrać. Potem poszła do kuchni i usiadła na krześle. Przed nią był talerz z naleśnikami, a na nich narysowany czekoladą kwiatek.
-Dziękuje Tatusiu.- Uśmiechnęła się szeroko do białowłosego, który siedział przed nią i popijał kawę.
-Dla mojej córeczki wszystko. A teraz jedz póki ciepłe.- Dziewczynka posłusznie zabrała się za jedzenie. Po posiłku wstała, talerz włożyła do mycia i podeszła do Kiyoshiego.
-Gotowa.- Powiedział z uśmiechem. Kiyoshi uśmiechnął się i wstał.
-To idziemy.- Wyciągnął do niej rękę.- Coś dla ciebie przygotowaliśmy.- Emiko podała mu swoja łapkę i potaknęła. Wyszli z domku. Usłyszeli głośne „Sto lat Emi~!”. Wszyscy stali przed domkiem. Emiko bardzo się ucieszyła z tego drobnego gestu. Schowała się za Tatusiem, niby to bardzo się zawstydzając. Jednak wyszła po chwili i zaczęła ściskać braci i siostry.
-Chodź Emi. Mamy dla ciebie kilka niespodzianek.- Odezwał się jeden chłopak. Złapał ją za rękę i małą grupą poszli do jednej chatki. Tam przygotowane już były sztalugi i płótna oraz farby i pędzle.
-Oto jedna z atrakcji. Zobaczymy kto najlepiej maluje.- Stwierdziła jedna z dziewczyn. Emiko z wielka radością podbiegła do jednej z sztalug. Reszta poszła w jej ślady i nie tracąc czasu zaczęli malować.

Po ponad godzinie obrazy były gotowe.
-Mój obraz wygląda jak jakiś kleks.- Stwierdził chłopak o czarnych włosach.
-A mój to coś a’la Picasso.- Stwierdził drugi.
-A twój Emi?- Spytała dziewczyna o blond włosach.
-A taki jest.- Obróciła obraz w ich stronę. Wszyscy wręcz rozszerzyli oczy ze zdziwienia. Emi mimo swojego młodego wieku malowała bardzo pięknie. Tym razem namalowała górski krajobraz x wieczora.
-Emi, przez ciebie wpadniemy w depresje.- Stwierdził le Picasso z uśmiechem.
-Ona jest po prostu bardzo utalentowana. Emi, gdzie powiesisz ten obraz?- Spytała ja blondynka.
-Hmmm........U Tatusia~!- Stwierdziła z uśmiechem. Zostawili swoje prace aby wyschły i wyszli. Emiko od razu podbiegła do Kiyoshiego, czyli Tatusia. On z uśmiechem wziął ja na ręce.
-Co moja artystka namalowała?- Spytał i starł z jej policzka plamkę farby.
-Dowiesz się później.- Powiedziała z uśmiechem.
-No niech ci będzie. Więc teraz wybieramy się na wycieczkę.- Postawił ją na ziemi i zmienił się w wilka. Emiko wraz z grupką osób zrobiła to samo. Wbiegli do lasu. Gdyby ktoś ujrzał ich z daleka nie uwierzyłby własnym oczom. Najbardziej oczywiście wyróżniał się Kiyoshi białym kolorem futra i wielkością. Był on z dwa razy większy od normalnego wilka. Każdy z nich wyróżniał się kolorem futra i wielkością. Od jednolitych kolorów po różnobarwne. Od najmniejszych do największych. Wbiegli na dużą polanę. Psoty czas zacząć. Tego wszystkiego pilnował oczywiście Kiyoshi. Wszyscy bawili się w wilczej , jak i w ludzkiej postaci. Po ponad 3 godzinnej zabawie wrócili do obozu. Tam na Emiko czekała kolejna niespodzianka. Wszyscy ustali w kółku, a dwie osoby trzymały tort urodzinowy. Zaczęli śpiewać „Sto lat’’ dla solenizantki. Ona z wielkim uśmiechem czekała. Gdy skończyli śpiewać pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki przy akompaniamencie oklasków i okrzyków. Tym zaczęła się urodzinowa impreza. Wszyscy zebrali się wokół ogniska jedząc, rozmawiając, śmiejąc się, tańcząc i śpiewając. Impreza skończyła się krótko po północy. Solenizantka zmęczona poszła do swojej chatki. Mimo zmęczenia postanowiła wziąć długą kąpiel. Była bardzo szczęśliwa i zadowolona z dzisiejszego dnia. Cieszyła się, że trafiła do tego klanu. Jej historia jest dość smutna ale ją jednak ona cieszy. Emi, gdy była mała została prawdopodobnie porzucona w lesie. Na szczęście znalazł ją Kiyoshi i zaopiekował się nią. Teraz jest jego córeczka. Teraz ma mnóstwo braci i sióstr, którzy ja kochają. Nie pamięta swoich biologicznych rodziców. Dla niej jej ojcem jest Kiyoshi, a matka Chiyo. Mimo, iż nie są oni razem jako małżeństwo.

Wykąpała się i ubrała w swoja piżamkę, po czym poszła do swojego pokoju. Na łóżku półleżał Kiyoshi, czytając książkę. Podeszła do łóżka i wskoczyła mu na kolana.
-O! Już chciałem po ciebie iść.- Stwierdził, odkładając książkę.
-Tatuś~!- Spojrzała na niego niewinnie.
-Słucham cię.- Powiedział z uśmiechem.
-A gdzie prezencik dla córeczki?!- Zapytała nadal niewinnie lecz z uśmiechem.
-A tutaj.- Trzymał na dłoni małe pudełeczko. Emiko z radością przyjęła prezent. Od razu go rozpakowując. Jej oczom ukazał się srebrny pierścionek ze złotym oczkiem. Spojrzała do środka, a w nim ujrzała napis „Tata i córka”.
-Na razie jest dla ciebie za duży więc...- Wziął od niej pierścionek i założył na łańcuszek. Zapiął go na jej szyi.- Na razie możesz tak go nosić.- Emi jeszcze raz spojrzała na pierścionek.
-Dziękuje~!- Przytuliła się do niego mocno.

-Dla ciebie wszystko. A teraz spać.- Położył się, przytulając do siebie Emiko. On wtuliła się w niego i zasnęła. Cały czas trzymała pierścionek w swojej rączce. Od tego momentu jest on jej największym skarbem. 

niedziela, 23 listopada 2014

Twin blood- rozdział 17

Ohayo~! ^.^
Nie będę dużo pisać, bo nie mam o czym. No ewentualnie, że w czwartek się coś pojawi ;) 
Więc miłego czytania po prostu :*
#Kimie


Ale milutko. I cieplutko. Zostanę tak na dłużej. Zaraz.....ktoś mnie woła?!
-Joni~! Wstawaj. Bo spóźnimy się do szkoły.- Usłyszałem od swojego braciszka na „Dzień dobry”.
-Mógłbyś mi zaserwować jakąś milszą pobudkę.- Wymamrotałem, bardziej przytulając się do jego torsu. Jaki cieplutki^.^.
-Dzień dobry, mój kochany braciszku~! Pora wstawać~!- Powiedział słodkim głosem Jason. Otworzyłem swoje ślepka i spojrzałem na niego nadal nie odrywając się od niego. Po chwili rzuciłem się na niego, oplatając ręce w koło jego szyi.
-Dzień doberek Onii-san~!- Powitałem go melodyjnym głosem śmiejąc się przy tym. On najpierw lekko doznał szoku lecz uśmiechnął się i głaskał mnie po głowie.
-Ty i te twoje przywitania.- Wiem! Są boskie~! ^.^- A teraz ruszaj się. Trzeba się ogarnąć. Obiecałem Mari, że pójdziemy po nią.- Powiedział i czekał aż się od niego odkleję.
-No dobrze, dobrze.- Powiedziałem i odkleiłem się od źródła ciepła. Poszedłem do swojego pokoju aby się ogarnąć. Dlaczego w nim nie śpię? Sam nie wiem. Już od małego właziłem braciszkowi do wyrka i chyba się do tego przyzwyczaiłem. Nie lubię spać sam. Jason nie marudzi na to. No może tylko czasami, gdy przeze mnie śpi sobie dłużej i martwi się, że się spóźni. Poczłapałem do kuchni aby coś zjeść i później wyszliśmy do szkoły. Oczywiście po drodze wzięliśmy ze sobą Mari. Czy ją lubię? Bardzo. Jest moją przyjaciółką. I cieszę się, że chodzi z moim braciszkiem. Gołym okiem widać, że się kochają. Hehe, ale się ze mnie maniak romantyzmu robi ;p. Na placu spotkaliśmy się całą naszą grupką:
   1.Shunsuke- fajny chłopak. Kocha wszystkie sporty. Raz tłumaczył             mi zasady niektórych. Gadatliwy i przyjazny.
   2. Megumi- spokojna dziewczyna. Aktualnie dziewczyna Kiyoshiego. Bardzo miła. Uwielbia romanse.
   3. Kiyoshi- przyjaciel od wieluuuuu lat. Może jest arogancki i      złośliwy ale nie w stosunku do przyjaciół. Uwielbia drażnić Jasona.
  4.Louis- również przyjaciel od dawna. Bardzo przyjazny choć potrafi się zezłościć. Robi przepyszne spaghetti ;p.
  5.Mariko- moja nowa przyjaciółka. Dziewczyna mojego brata. Uwielbia mangę i anime. Oraz truskawki ^.^.
  6.Yuko- śliczna, miła, śliczna, zabawna, śliczna, towarzyska......Chyba widać, że nadużywam słowa śliczna ;p. Otóż podoba mi się. Dlaczego się z nią jeszcze nie umówiłem? Wmawiam sobie, że nie było okazji. Ale chcę to dzisiaj zrobić. Tylko muszę zrobić to tak abyśmy byli sami. Nie powiedziałem nic na ten temat Jasonowi ale chyba się domyśla. No nic. Poczekam trochę i wkroczę do akcji. Może na dużej przerwie mi się uda?

Nie. Jednak nie. Aktualnie jest duża przerwa. I WSZYSCY jesteśmy na dachu. Boże, dlaczego mi to robisz? Nawet nie wiem czy w niego wierzę. Ale jeśli istnieje to powinien mi chociaż pomóc. Gołąbki gruchały- czyli Jason i  Mariko oraz Kiyoshi i Megumi. Tak, już wróciła do szkoły chociaż dalej ma zabandażowaną nogę. Dlatego Kiyo-chi pilnuje jej na każdej przerwie. Shun w coś gra, a Yuko odrabia lekcje. Widać, że się nad czymś męczy.
-Coś się stało Yuko-chi?- Spytałem.
-Oh~! No bo nie rozumiem jednego zadania.- Powiedziała i wymusiła uśmiech.
-Jednego?- Coś czułem, że to kłamstwo.
-No.....2....lub 7.- Stwierdziła i z niemocy spuściła głowę w dół.
-Daj. Pomogę ci.- Powiedziałem i usiadłem obok niej. Wziąłem jej ćwiczenia i zacząłem czytać. Kątem oka zauważyłem jak Jason mi się przygląda. Uśmiechnął się na to i dalej drażnił Mari. Powoli tłumaczyłem Yuko zadania. Starałem się to robić tak aby zrozumiała. Szybko kumała o co chodzi. Gdy byliśmy przy ostatnim zadaniu postanowiłem coś zrobić. Wziąłem kartkę z obliczeniami i zapisałem na niej „Czy pójdziesz ze mną na randkę?”. Podsunąłem jej ją, pytając jak by zapisała jedno równanie. Widziałem jej zaskoczenie, gdy przeczytała moje pytanie. Zaczęła coś pisać na kartce.
-Tak.- Podała mi ją cała się rumieniąc. Zauważyłem na niej podane równanie i słowo „Tak” pod moim pytaniem. Uśmiechnąłem się na to.
-Dobrze.- Odpowiedziałem i rozbrzmiał dzwonek. Szybko napisałem kiedy, gdzie i o której się spotykamy. Przez resztę dnia chodziłem cały wesoły. Z tego wszystkiego nie zauważyłem, że położyłem się u siebie.
-Co się stało, że śpisz u siebie?- Spytał się Jason opierając się o framugę drzwi. Wszedł do pokoju zamykając je za sobą i usiadł na łóżku. Opowiedziałem mu o dzisiejszej sytuacji. Uśmiech nadal nie schodził mi z twarzy. Aż mi się przypomniało, gdy to Jason umówił się na randkę z Mariko.
-No, no, no braciszku. Widzę, że w ciebie też Amor trafił strzałą miłości.- Po tych słowach dostał poduszką w głowę. Mimo to zaśmiałem się na jego słowa.- Teraz to ja muszę cię pilnować.- Powiedział śmiejąc się. O co mu chodzi? Patrzyłem na niego jak jakiś niedorozwój.- Nie jesteś głodny?- Spytał, a mnie olśniło. Krew. Mimowolnie zamieniłem się w wampira. Jason usiadł wygodniej na kanapie i usadowił mnie na swoich biodrach. Nie musiał nic więcej mówić. Wgryzłem się w niego od razu. Nie spodziewałem się, że jestem taki spragniony. Zlizałem ranki aby się zagoiły i spojrzałem się na niego z przymkniętymi powiekami. Chyba się odurzyłem od tej krwi. Jason pocałował mnie w policzek i szepnął „Dobranoc”. Przytuliłem się do jego torsu i od razu zasnąłem.

........Joni........Joni...........Joni...................Joni.......................................
-Joni wstawaj~!- Z mojego pięknego snu wybudził mnie głos braciszka.
-Nie~! Dzisiaj nie idę do szkoły i spędzam cały dzień w łóżku.- Stwierdziłem i mocniej wtuliłem się w ciepełko.
-Ach tak?! Co sobie pomyśli Yuko, gdy cię nie będzie? Pewnie pomyśli, że jesteś chory i randka odwołana.- Na jego słowa szybko zerwałem się z łóżka, prawie z niego spadając.
-Jason~! Rusz swoje cztery litery i idź się ogarnij do szkoły!- Przez to wszystko zacząłem się wydzierać na brata. Za to on śmiał się wniebogłosy. Przyczyniło się to do krótkiej wojny na poduszki. Nie mógłbym odwołać randki z Yuko. Nie mogę się jej doczekać :)

W końcu sobota~! Z mojej ekscytacji obudziłem Jasona moją nagłą pobudką. Tak, znowu spałem z nim. Gdy ja brałem prysznic, on zrobił śniadanie. Ja jadłem a on pomagał mi wybrać ciuchy. Wybraliśmy: czarne spodnie, białą koszulę bez rękawów, niebieską marynarkę z rękawami ¾, białe adidasy. Włosy ułożone  w prawo przy pomocy żelu. Wyglądałem bosko. Hehehe, ale ja się oceniam. Dałem Jasonowi buziaka. W zamian dostałem kopniaka na szczęście. Poszedłem na miejsce naszego spotkania, czyli przy fontannie w parku. I teraz tylko czekać aż przyjdzie.

Yuuu......Yu........Yuko?! O.O Aż mnie zatkało, gdy ją ujrzałem. Była ubrana w beżową sukienkę, sięgającą do kolan,  zdobioną guziczkami z paseczkami na klatce piersiowej. Do tego buty na koturnie i bordowy, krótki sweterek. Włosy przyozdobiła opaską z gwiazdeczkami. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Pierwszy raz widzę ją w sukience. Zazwyczaj nosi mundurek lub krótkie spodenki. A teraz.....
-Cześć Jonathan.- Przywitała mnie Yuko.
-Hej Yuko. Wyglądasz prześlicznie i przesłodko.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Widziałem na jej twarzy lekki rumieniec.
-Więc gdzie mnie zabierasz?- Spytała już wesolutka.
-A co powiesz na Krainę Zabaw?- Jest tam pełno zabaw dla dzieci i starszych.
-Weeeee~! Tak, tak, tak, TAK~!- Odpowiedziała z ekscytacją. To właśnie w niej lubię. Wręcz tam biegliśmy. Byliśmy chyba na wszystkich możliwych zabawach i grach. Oczywiście robiliśmy sobie małe przerwy na jedzenie. Nie mogłem przestać się śmiać, gdy Yuko nie wiedziała jakie ciastko wybrać. Była wręcz przerażona tym, że musi wybrać jedno. Zrobiliśmy sobie nawet pamiątkowe zdjęcia. Po kilkugodzinnej zabawie poszliśmy na jakiś plac zabaw. Usiedliśmy na huśtawkach. Rozmawialiśmy o różnych zabawnych rzeczach. Później zamilkliśmy na chwilę.
-Podobało się?- Spytałem aby przerwać ciszę.
-I to bardzo. Dziękuję, że mnie zaprosiłeś.- Powiedziała Yuko z lekkim rumieńcem, uśmiechając się.
-Cieszę się, że ci się podobało.- Nagle zauważyłem, że Yuko się trzęsie. Wstałem z huśtawki i podszedłem do niej. Zdjąłem swoją marynarkę i zarzuciłem na jej ramiona. Zdziwiła się na ten gest.- Widzę, że ci zimno.- Powiedziałem lekko się uśmiechając.
-A-Ale tobie będzie zimno.- Sprzeciwiła się Yuko.
-W porządku. Mi jest wręcz gorąco. A teraz wstawaj. Odprowadzę cię do domu.- Powiedziałem i wyciągnąłem w jej stronę rękę. Zdziwiłem się, gdy jej nie przejęła tylko spuściła niżej głowę.- Yuko. Stało się coś?- Spytałem i ukucnąłem przed nią. Zobaczyłem, że ma łzy w oczach. Przytuliłem ją mocno do siebie. Czułem jej łzy na swoim ramieniu. Nie wiedziałem dlaczego płacze. Lecz nadal przytulałem ją mocno do siebie. Uspokoiła się po jakichś 6 minutach.
-Co się stało?- Spytałem, klęcząc przed nią i trzymając ją za ręce.
-No bo.....- Zaczęła niepewnie. Nadal miała spuszczoną głowę.- nie wiem co zrobić w tej sytuacji.- Powiedziała szybko.
-Jakiej sytuacji?- O co kaman?! o.O
-Bo niedawno byłam na randce z jednym chłopakiem ze szkoły. I on powiedział, że mnie bardzo lubi. Ale ja nie wiedziałam co powiedzieć w tej sytuacji. I powiedziałam, że się zastanowię nad tym. I niedługo po tym ty mnie zaprosiłeś na randkę. I była ona bardzo super. Ale ja nie wiem którego mam wybrać bo obu was lubię. Jedynie, że ty nic do mnie nie czujesz więc mogę już wybrać.- Zszokowała mnie tym. Więc jest jeszcze jeden chłopak któremu podoba się Yuko?!
-Yuko.- Złapałem ją za podbródek i podciągnąłem do góry tak, aby spojrzała mi prosto w oczy.- Kocham Cię, Yuko. I będę się starał tak, abyś ty też mnie pokochała i mnie wybrała. Nie poddam się tak łatwo. Będę walczył o twoje względy. Nie pozwolę aby jakiś inny facet cię całował oprócz mnie. Kocham Cię.- Powiedziałem to i pocałowałem ją. Widać było, że jest zszokowana moją wypowiedzią. Nagle zasłoniła sobie usta dłońmi i zaczęła kręcić nerwowo głową.
-Joni~! Ty idioto~!- Krzyknęła na mnie po chwili.
-Niby dlaczego?!- Spytałem się z lekkim uśmieszkiem.
-Bo skradłeś mój pierwszy pocałunek.- Powiedziała cała się rumieniąc. Uśmiechnąłem się szerzej na jej słowa.
-Chodź. Odprowadzę cię.- Powiedziałem i ponownie wyciągnąłem do niej rękę. Tym razem ją przyjęła. Droga powrotna miło nam upłynęła. Na koniec zdołałem dać jeszcze Yuko buziaka w policzek.

W drodze do domu układałem sobie plan zdobycia Yuko. Plus, czy prosić o pomoc Jasona i Kiyoshiego. Wróciwszy do domu nie przywitałem się tylko od razu poszedłem się umyć i ubrać do snu. Nadal się nad tym wszystkim zastanawiałem. Wracając z kuchni zostałem pociągnięty do pokoju Jasona. Oczywiście to on mnie ciągnął. Usadowił mnie na łóżku. Sam usiadł obok.
-Od przyjścia nic mi nie mówisz. Plus, nie wyglądasz na zbyt szczęśliwego. Stało się coś?- Chwilę milczałem zastanawiając się, czy mu powiedzieć. Stwierdziłem, że będzie mnie to bardziej męczyć, gdy się nie wygadam więc wszystko opowiedziałem. Oczywiście cieszyłem się jak głupi, gdy mówiłem o wszystkich zabawach. Mina zrzedła mi pod koniec relacji. Jason słuchał uważnie, nie wtrącając się w moją wypowiedź. Po niej zapadła cisza.
-Co zamierzasz zrobić?- Spytał.
-Oczywiście, że będę o nią walczył. Nie zamierzam się poddawać tak szybko i łatwo.- Stwierdziłem przybierając bojową postawę.
-Cieszę się. I jestem po twojej stronie. Masz moje wsparcie.- Powiedział mój braciszek z uśmiechem.
-Dziękuje. A wiesz co?!- Spytałem z uśmiechem. Widać czekał na odpowiedź.- To, że walczę o swoją miłość nie znaczy, że przestanę wkradać ci się do wyrka.- Na te słowa obaj zaczęliśmy się śmiać.
-Ty nawet ostatniej nocy przed swoim własnym ślubem byś spał ze mną.- Stwierdził i potargał mnie po włosach.
-Prawda. A teraz dawaj papu i spać.- Powiedziałem i już usadowiłem się wygodnie na biodrach braciszka.
-Smacznego.- Dodał Jason chichrając się pod nosem. Uśmiechnąłem się tylko na to i po chwili wbiłem kły w jego szyję. Ale ulga. Położyliśmy się, a ja od razu wtuliłem się w moje ciepełko. Gadaliśmy jeszcze do późna o tym, co mogę zrobić aby zdobyć Yuko. Nie ma to jak brat bliźniak.

Komentować, komentować~!!!!! :D

poniedziałek, 17 listopada 2014

Twin blood- rozdział 16

Doberek~! ^.^
Od razu przepraszam, że nowy rozdział TB nie pojawił się w weekend :( Wasza Kimi nie miała czasu aby chociaż na chwile się pojawić :p Ale nie martwcie się- cały czas o was pamiętam :3
Co tam u was słychać?? Bo u mnie troszkę kiepsko- mała kontuzja ręki :(
Piszcie co u was i co sądzicie o tym i innych rozdziałach w komentarzach :D
Bye~! :*   #Kimie


Aktualne miejsce- szkoła. Czas- długa przerwa. Co robię? Siedzę na dachu z Yuko i Shunsuke. Megumi nie przyszła dzisiaj do szkoły. Bliźniacy gdzieś zniknęli. Tak samo Kiyoshi. Louis za to poszedł do pani Kanegawy. Nie wiem po co ale go tu nie ma. Mogę stwierdzić, iż się nudzę. Shun właśnie poszedł do pana Tamuro. A Yuko odrabia lekcje. A ja zastanawiam się nad egzystencją świata. Nie, jednak nie. Zastanawiałam się nad wszystkim co mnie spotkało od przybycia Jasona. I aż uśmiechnęłam się na te momenty. Chociaż teraz chyba się coś zmieniło. Sama nie wiem co dokładnie. Może to, że poznałam tajemnicę chłopaków? A może to, że mam chłopaka? Moje rozmyślania przerwał dzwonek na lekcje.

W końcu koniec. Na lekcjach nie ma nic ciekawego. Szłam właśnie w stronę Jasona i Jonathana.
-Hej. Idziemy gdzieś dzisiaj?- Spytałam się Jasona.
-Hej. Przykro mi ale dzisiaj nie mogę. Mamy z Jonim sprawę do załatwienia.- Powiedział Jason robiąc przy tym smutną minkę.
-No dobrze. A widzieliście Kiyoshiego, Lou, Yuko albo Shuna?- Może ktoś z nich jest dzisiaj wolny.
-Kiyoshi poszedł do Megi, Lou na jakieś ważne spotkanie. Shun ma trening a Yuko korepetycje.- Odpowiedział Jason.
-Szkoda. No nic. Idę do siebie. Napisz później. Pa~!- Już chciałam iść w stronę domu lecz ręka Jasona mi to uniemożliwiła.- Coś się stało?- Spytałam zbita z tropu.
-A to, że chyba zapomniałaś, że cię odprowadzam.- Powiedział z uśmiechem.
-Ale przecież mówiłeś, że masz jakąś sprawę do załatwienia.- Nie rozumiem tego.
-Bo mam. Ale na spokojnie zdążę cię odprowadzić.- Stwierdził i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy na pospolite tematy. Oczywiście pod moim domem musiał mi dać milion buziaków. Brakuje mu pieszczot czy co?! ^.^ Pożegnałam się i weszłam do domku. Zjadłam obiad a później robiłam zwyczajne rzeczy. Przez tą nudę obejrzałam wszystkie odcinki Special A. Mam nadzieję, że Jason napisze później.

                          Tymczasem w domu Megumi........
-Nie, nie, nie!- Krzyknęła Megumi.
-M-e-g-u-m-i~! No dalej~! Nie daj się prosić.- Powiedziałem z udawanym żalem.
-Nie! Koniec kropka.- Powiedziała Megi i złożyła ręce na piersiach.
-Ale ja cię tak ładnie proooooszę~!- Minka pieska wita, hehe.
-Ne~!- Powiedziawszy to zrobiła fochnięto- złą minkę.
-Megi~! No dalej. Powiedz Aaaa~!- Na moje słowa obróciła głowę w drugą stronę.- Skarbie~! Proszę. Zjedz chociaż trochę tej owsianki. Zrobiłem ją specjalnie dla ciebie.- Od jakiś dobrych 5 minut próbuje nakarmić moją dziewczynę owsianką. Lecz ten uparciuch twierdzi, iż jej nie lubi.
-Nie! Powiedziałam, że nie lubię owsianki to nie lubię.- Stwierdziła z uporem.
-Jak ładnie zjesz owsiankę zabiorę cię na balet pt.: ”Zakochany wilczek”.- To tylko mały szantażyk. Usłyszawszy to spojrzała na mnie.- Tak. Mam bilety w dobrych miejscach. Ale jeśli nie zjesz to nie idziesz.- Ale ja okrutny~!  Spojrzała na mnie w stylu „Jak ty możesz mnie tak bardzo szantażować?!”. Patrzała jeszcze chwilę, po czym westchnęła cierpiętniczo.
-No dobrze. Niech ci będzie. Zjem tą owsiankę.- Powiedziała z obojętnością. Już chciała wziąć ode mnie miseczkę lecz jej na to nie pozwoliłem.
-Nie, nie, nie. Ja cię karmię a ty ładnie jesz.- Na moje słowa zrobiła się lekko czerwona.- A teraz powiedz Aaaa~!- Jak grzeczna dziewczynka otworzyła buzię i zjadła porcję owsianki. Po chwili już nic nie było w misce.
-Dobre było.- Stwierdziła popijając herbatę.
-Bo ja ją zrobiłem.- Powiedziałem szczerząc się jak głupi. Razem siedzieliśmy na jej łóżku. Nagle Megumi przybliżyła się do mnie i pocałowała w policzek.
-Dziękuję.- Powiedziała.- A teraz nagroda.- Dodała. Że co? Zaczęła mnie drapać za uchem. Od razu ułożyłem się wygodniej, jak zwykle kładąc głowę na jej kolanach.
-Nie ma za co. Chyba muszę więcej dla ciebie robić za takie nagrody.- Stwierdziłem, a ona zaśmiała się tylko na to. Ktoś mógłby stwierdzić, że mój związek z Megumi jest dziwny lub że do siebie nie pasujemy. Ja jestem porywczy, szalony, szybko się wściekam, niemiły, nieczuły, wkurzający i tym podobne. A Megi?! Jest cicha, spokojna, pomocna, wstydliwa, miła. Jesteśmy przeciwieństwami. Ale podobno przeciwieństwa się przyciągają. Ostatnio zastanawiałem się, czy nie powiedzieć Megumi prawdy, że jestem wilkiem. I doszedłem do wniosku, że jeszcze nie pora. Jestem w ogóle ciekaw jak zareaguje. Oczywiście, gdyby mnie odrzuciła mógłbym wymyślić jakąś bajkę o przywiązaniu i musiałaby zostać ze mną. Ale nie chcę żeby była nieszczęśliwa. Chyba zamieniam się w pesymistę. Nic na to nie poradzę. Jestem jaki jestem.
-Musisz już iść. Jeszcze autobus ci ucieknie.- Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Megumi.
-No dobrze już. Nie musisz mnie wyganiać.- Powiedziałem wręcz się śmiejąc i dałem jej buziaka w policzek.
-Gdybym cię nie chciała nie wpuściłabym cię do domu.- Powiedziała ze śmiechem.
-Więc wszedłbym przez okno.- Na te słowa zaczęła się śmiać.- No dobra. Idę. A ty pamiętaj, że masz się nie przemęczać. Papatki~!- Powiedziałem i dałem jej całusa.
-Papa~!- To było ostatnie co usłyszałem zanim wyszedłem. Oczywistym było, że spóźnię się na autobus. Nie przejąłem się tym zbytnio. Pobiegłem przez las w postaci wilka oczywiście. Gdy wróciłem do wioski było późne popołudnie.
-Tatuś~!- I już po chwili miałem na rękach moją małą przylepę.
-Emi. Też się cieszę, że cię widzę.- Powiedziałem i cmoknąłem ją w czółko.
-Gdzieś ty się podziewał?!- Powiedziała z wściekłością Ayako stojąca aktualnie przede mną.
-A co to za pytanie?! Przecież jestem wodzem i mogę chodzić i wracać gdzie chcę i kiedy chcę.- Zdziwiło mnie jej pytanie.
-Może poświęciłbyś trochę więcej czasu rodzinie. Ostatnio nigdzie nie idziemy, nie wychodzimy. Tylko sprzątamy, gotujemy i chodzimy do szkoły. A ty idziesz do szkoły, wracasz późno, jesz, zamienisz z nami kilka zdań i idziesz spać. Poświęć nam trochę więcej czasu~!- W Ayako aż wrzało.
-A może ty zostaniesz wodzem i zaczniesz to wszystko ogarniać?! Przecież wiesz jak nim zostać.- Na moje słowa rozszerzyły się jej oczy. Jednak zaprzeczyła moim słowom.- Więc pomyśl trochę. Opiekuję się wami, daję wam schronienie, uczę i traktuję jak rodzinę. Staram się spędzać z wami jak najwięcej czasu. Ale też mam swoje życie osobiste. Mógłbym was totalnie olać i karać za jakieś błędy i wybryki! Ale nie robię tego. Więc doceń to i okaż trochę szacunku swojemu wodzowi! W ogóle jak  śmiesz na mnie krzyczeć?!- Z tego wszystkiego zacząłem na nią krzyczeć. Spuściła głowę na moje słowa. Wszyscy dookoła patrzeli na tą scenę.
-Przepraszam.- Powiedziała cicho. Słyszałem jak załamuje jej się głos. Postawiłem Emiko na ziemi i podszedłem do Ayako. Przytuliłem ją do siebie.
-Już dobrze. Nie płacz. Musisz uszanować to, że mam szkołę i potrzebuję odpoczynku. A teraz idź do swojego pokoju i uspokój się. Przyjdź później.- Mówiłem te słowa spokojnie. Posłuchała mnie i poszła. Ja uspokoiłem resztę. Dodałem, że dzisiaj można spać w dużej sypialni. Po ogarnięciu się i zjedzeniu czegoś poszedłem tam. Chyba dzisiaj wszyscy tu śpią. Oczywiście poszedłem na swoje ulubione miejsce. Po krótkim czasie podeszła do mnie Emiko. Usiadła mi między nogami i przytuliła się (Była w pozycji półleżącej). Drapałem ją delikatnie po plecach. Położyłem się po chwili. Emi wtuliła się w mój tors. Zobaczyłem, że przyszła Ayako. Spojrzała na mnie i położyła się jakieś 2 metry ode mnie. Położyłem Emi na chwilę z boku i podszedłem do Ayako. Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem na swoje miejsce. Ponownie położyłem się na plecach. Emiko od razu się we mnie wtuliła. Ayako trochę niepewniej to zrobiła. Przykryłem nas i po chwili zasnąłem.


Właśnie szedłem z Jonathanem i Willem na opuszczony cmentarz. To tam mamy się spotkać z innym wampirem. Doszliśmy na miejsce na czas.
-Jacy punktualni. Witam rówieśników.- Przywitał nas lodowaty głos mężczyzny. Był on ubrany cały na czarno- buty, spodnie, rękawiczki, płaszcz. Nawet miał okulary przeciwsłoneczne. Blada cera i ciemne włosy. Nie chował się z tym, że jest wampirem. Ukazywał swoje czerwone oczy i kły.- Nazywam się Fukusawa Taki.- Powiedział i lekko się skłonił. Zdjął przy okazji swoje okulary.
-Taki nijaki. Czego od nas chcesz?- Spytałem bez ogródek. Spojrzał się na mnie i zaśmiał pod nosem.
-Ależ ty niewychowany. Nie wiesz, że najpierw trzeba się przedstawić a potem możemy rozmawiać o interesach.- Jak mnie ten facet denerwuje. Widziałem, że moim towarzyszom również działa na nerwy.
-Nie musisz nas uczyć dobrego wychowania. Lepiej gadaj czego chcesz.- Stwierdził Joni z mordem w oczach.
-Już dobrze, dobrze. Powinniście wiedzieć po co was tu wezwałem. Chyba wczoraj mój sługa was o tym powiadomił?!- Zapytał z wrednym uśmieszkiem.
-Więc stwierdzę, że jesteś pojebany jeśli sądzisz, że damy ci jakąś ofiarę.- Stwierdził Will.- W ogóle dlaczego mamy ci dawać jakąś ofiarę?- Spytał. Na te słowa Taki zaśmiał się sztucznie.
-Jak to „po co”?! Jeżeli chcecie jeszcze żyć to musicie to zrobić. Ja tu rządzę i musicie się mi podporządkować. Jeśli nie to was zniszczę.- Powiedział a ja zacząłem się śmiać. Will i Joni uśmiechali się. Fukusawę zdziwiła moja reakcja.
-W tym świecie nie ma rządzących. Rządzi najsilniejszy a nie ten, co sobie tak stwierdzi. Chodźcie chłopaki. Nie będziemy marnować naszego czasu na jakiegoś śmiecia.- Stwierdziłem i obróciłem się aby iść sobie stąd.
-Coś ty powiedział?!- Krzyknął Taki. Przystanąłem na jego słowa.
-To co słyszałeś palancie.- Rzuciłem przez ramię. Widziałem rosnącą w nim wściekłość.
-Więc walcz ze mną. Chyba że jesteś tchórzem.- Wiedziałem, że mnie prowokuje. A co mi tam. Obróciłem się do niego z wrednym uśmieszkiem.
-Niech wygra najlepszy.- Powiedziałem i po chwili rzuciliśmy się na siebie ze sztyletami. Od razu ukazałem swoją naturę.
-Powinieneś częściej pokazywać swoje szkarłatne oczy Jason.- Powiedział, gdy lustrowaliśmy siebie wzrokiem.

-Dla ciebie panie Jaucourt (Żokur).- Po tych słowach ponownie zaczęliśmy walczyć. Nie trwało to długo. Widać nie był obeznany w walce. Gdy miałem okazję wbiłem mu sztylet w serce.- Miłej wieczności w piekle.- Wysyczałem mu do ucha i po chwili przegryzłem mu tętnicę. Upadł na ziemię. Jego ciało zaczęło dymić by po chwili spłonęło w zaskakującym tempie. Została po nim kupka piasku. Joni i Will zajęli się resztą. Oczyściliśmy się trochę i wróciliśmy do willi. Opowiedziałem wszystko Doktorkowi. Umyliśmy się i z Jonim poszliśmy do domu. Mama trochę marudziła, że tak późno wróciliśmy. Joni szybko zasnął przytulony do mnie. Ja do późna pisałem z Mariko. Lecz nic jej nie powiedziałem o dzisiejszym spotkaniu. 

niedziela, 9 listopada 2014

Neko

Powróciłam~! ^.^ 
No może nie po godzinie ale jeszcze dzisiaj :D No więc oto niespodzianka, czyli one shot. Nie jest on z niczym powiązany. I już uprzedzam, że to yaoi, czyli boy x boy. Więc jeśli nie lubisz to nie czytaj. :p
A dla tych co lubią- miłego czytania i Komentowania!!!
#Kimie

        Znajdujemy się w jednej z tokijskich szkół. W jednej z sal właśnie trwa biologia. Wszyscy uważnie słuchają nauczycielki, oprócz jednego chłopaka. Siedzi on w piątej ławce przy oknie, spoglądając za nie znudzony. Jak wygląda? Ma średniej długości granatowe włosy i złote, przenikliwe oczy. Wysoki, szczupły z lekko wysportowaną sylwetką. W prawym uchu pięć kolczyków, a w drugim cztery. Dziewczyny szalały za nim za jego ciemny z wyglądu charakter lecz dobre serce. Uwielbiany przez nauczycieli za najlepsze oceny w szkole. Nie jest kujonem- po prostu ma fotogeniczną pamięć. Patrzył znudzony na leniwie poruszające się chmury. Myślał o swoim znudzonym życiu. Nudziła go ta monotonność. Chciał zmienić swoje życie ale nie wiedział jak.
-Yuuki.- Z jego rozmyślań obudził go jego kolega.- Już był dzwonek.- Poinformował go. Yuuki westchnął głośno, spakował się i wyszedł. Szedł do domu nadal zastanawiając się nad swoim życiem.
          Po obiedzie postanowił pobiegać. Świeże powietrze zawsze dobrze robi na umysł. Po godzinnym biegu szedł spokojnie do domu pomiędzy uliczkami. Nagle usłyszał miauczenie. Zaczął się rozglądać w poszukiwaniu kota ale żadnego nie zauważył.
-Chyba się przesłyszałem.- Stwierdził i chciał iść dalej lecz ponownie było słychać miauczenie. Ponownie zaczął się rozglądać i zauważył pudełko obok latarni. Podszedł do niego. W pudełku znajdował się mały, czarny kotek o dużych zielonych oczach. Ukucnął i zaczął go głaskać.
-Ktoś cię tu zostawił mały?!- Zrobiło mu się żal tego kotka. Taki maluch nie przeżyje w tak wielkim mieście. Wziął kotka na ręce.- Zabiorę cię do domu. Co ty na to??- Spytał. Kotek zamiauczał w odpowiedzi.- Mam nadzieję, że powiedziałeś „Tak”.- Uśmiechnął się i przytulił ta kruszynę do swojego torsu, przykrywając bluzą. Kotek zamruczał na jego poczynania. W domu wykąpał go, wysuszył i dał jeść. Przygotował również legowisko i kuwetę. Siedział na łóżku i patrzył, jak kociak pije mleczko z talerzyka.
-Nazwę cię Aki.- Powiedział po chwili zastanowienia  Aki spojrzał na niego z kropelkami mleka na wąsach. Nie jedna dziewczyna piszczała by na ten widok i mówiła jaki on słodziutki. Po jedzonku ululał go i sam poszedł spać.
        Następnego dnia był szczęśliwy, że wraca do domu. Po drodze kupił dla Akiego jedzenie i zabawkę. Wszedł do swojego pokoju i ujrzał uroczą scenę. Aki zakopał się w jego ciuchach i atakował je. Dopiero gdy Yuuki podszedł do łóżka, Aki go zauważył. Zamiauczał i próbował wstać, lecz bluza mu w tym przeszkodziła. Rozplątał go i zaczął drapać go za uchem.
-Cześć Akiś. Byłeś grzeczny?- Chyba zwariowałem, że gadam do kota. Chociaż wiele osób tak robi....Więc jednak jestem normalny. Po odrobieniu zadań domowych zacząłem się z nim bawi. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, gdy zaplątał się w włóczkę. Później zabrałem go do ogrodu. Zbadał wszystkie zakamarki, po czym biegał z motylkiem. Gdy go położyłem w kojcu zasnął od razu, pomrukując cicho.
        Dni mijały spokojnie. Akiś do końca się zaaklimatyzował. Gdy wracam do domu wita mnie w drzwiach. Idziemy ze mną do kuchni, wskakuje na blat i czeka na jedzenie. Często kładzie się ze mną spać. Budzie mnie rano lizać mnie po nosie lub policzku. Lecz najdziwniejsze stało się później....
        Wieczorem leżałem w łóżku. Obok mnie leżał Aki, którego drapałem po brzuszku. Mruczał i łasił się, prosząc o więcej.
-Ale z ciebie pieściuch.- Zaśmiałem się z jego zachowania. Był śmieszny, a zarazem słodki. Przykryłem go trochę i zgasiłem światło.
-Dobranoc Aki.- Mruknąłem i zasnąłem.
        Rano poczułem miłe ciepło. Przytuliłem bardziej to ciepełko do siebie. Zaraz, zaraz. Przecież Aki jest za mały aby ocieplał połowę mnie. Otworzyłem leniwie oczy, które po krótkiej chwili rozszerzyły się w szoku. Ujrzałem przytulającego się do mego boku nagiego chłopaka. Skąd on się tu wziął?!! Gdy zobaczyłem, że się wybudza zamknąłem oczy. To tylko sen i za chwilę obudzę się z Akim u boku. Poczułem lizanie na nosie. Uśmiechnąłem się na to i ponownie otworzyłem oczy. Obraz się jednak nie zmienił. Patrzyły na mnie zielone oczy tego chłopaka. Dopiero teraz zauważyłem, że ma kocie uszy i ogon.
-Aki??- Spytałem niepewnie.
-Tak?- Przechylił swój łepek, patrząc się wyczekująco.
-Ty jesteś Aki?! Nie, to niemożliwe. Aki! Chodź do mnie!- Zawołałem. Poczułem jak ten chłopak siada mi na biodrach i zaczyna lizać po policzku. Spojrzałem na niego zszokowany.
-Przecież tu jestem, Panie.- Uśmiechnął się słodko.- A tak w ogóle to dzień doberek~nyan! Jak się spało~nyan?!- Świat się wali. Mój kot jest człowiekiem. Jak to możliwe??
-Chwila, chwila, chwila.-Wstałem, spychając go z siebie.- Co tu się do cholery dzieje?!- Zapytałem, chodząc po pokoju.
-Pan zły na Akiego?! Aki być niegrzeczny~nyan?- Spytał Aki, kładąc uszy i podkulając ogon. Patrzał się na mnie tymi swoimi dużymi, zielonymi oczami. Dlaczego on musi być taki uroczy? Podszedłem i usiadłem obok niego. Odruchowo zacząłem drapać go za uchem.
-Nie na ciebie Aki. Tylko jeśli możesz to wyjaśnij mi, Jak to możliwe, że zamieniłeś się w człowieka?- Spytałem trochę skołowany.
-Człowieka~nyan?! Aki jest demonem~nyan! Aki jest pół człowiekiem, pół kotkiem~nyan! Pan się cieszy??- Spytał, machając radośnie ogonem i łasząc się do mojej ręki.
-Cieszę, cieszę. Tylko teraz musimy trochę zmienić.- Spojrzał na mnie zdziwiony.- Najpierw trzeba cię ubrać.- Spojrzał na siebie i po chwili zakopał się pod kołdrą. Zaśmiałem się na jego zachowanie. Na szczęście był weekend, więc mogłem nauczyć go kilku rzeczy. Później poszedłem z nim na zakupy. Dobrze, że mógł schować uszy i ogon. Musiałem mieć go cały czas na oku, gdyż był wszystkim zafascynowany i biegał w tę i z powrotem. Najgorsze jednak było po weekendzie. Musiałem wytłumaczyć mu, że nie może iść ze mną do szkoły. Omal mu pozwoliłem. Wredny jest za słodki. Na szczęście został i powitał mnie z dużym uśmiechem. Kilku rzeczy nie dało się zmienić, tj. spanie razem. Często wślizguje się do mojego łóżka. Jakoś nie potrafię go wtedy wygonić. Często przytulam go do siebie. Zaś gdy nie mogę zasnąć patrzę na jego spokojna twarz. Czasami nie mogę uwierzyć, że mój kot może zamienić się w człowieka.
        Aktualnie miałem ferie. Leżałem sobie a kanapie, czytając książkę. Nagle poczułem ucisk na biodrach i brzuchu. Podniosłem książkę do góry i ujrzałem nadętą minę Akiego.
-Stało się coś?- Spytałem lekko zdziwiony.
-Tak, stało. Ty sobie czytasz, a ja się nudzę. Jako twój kot potrzebuję rozrywki.- Powiedział z żalem. Westchnąłem głośno. Gdzie ja weznę kota? Czekaj.....Przecież ten kot zamienia się w człowieka. Więc gdzie mogę z nim pójść?
-To co powiesz na kino, obiad i wesołe miasteczko?- Pewnie powie, że to nudne albo.......
-Pewnie~nyan!- Krzyknął uradowany, machając ogonem.
-Serio? No dobra. To za godzinę wychodzimy.- Ale on nieprzewidywalny.
-Dobra~nyan!- Powiedział z uśmiechem, ukazując swoje kiełki. Pocałował mnie w policzek, gdy ze mnie schodził i poszedł się przygotować. Dotknąłem policzka, w który mnie pocałował. Zostawił on miłe ciepło.....Zaraz, zaraz, zaraz! No chyba nie. Nie mówcie mi, że.......podoba mi się Aki?! Przecież to facet! A ja lubię dziewczyny no nie?! Yuu, ogarnij się! Potrząsnąłem głową, jakby to miało odgonić moje myśli o tym.
         Po umówionej godzinie wyszliśmy do miasta. Akiś wręcz skakał z radości. Doszliśmy do kina. Kupiłem dwa bilety na horror i jakieś przekąski. Lubiłem horrory, więc nic nie mogło mnie zaskoczyć. Aki najwyraźniej miał odmienne zdanie, gdyż trząsł się i wręcz podskakiwał , gdy coś wyskakiwało. Nie mogąc na to dłużej patrzeć objąłem go ramieniem. Niestety to w niczym nie pomogło. Przyciągnąłem go do siebie, sadzając na swoich kolanach. Objąłem go w pasie. Aki na ten gest bardziej się we mnie wtulił, zagłębiając nos w moja szyję. Było to miłe uczucie.
-Nigdy więcej horrorów.- Stwierdził Aki w drodze do knajpki. Aż zatrząsł się na samo wspomnienie.
-Hahaha! Trzęsłeś się jak galareta. Musiałem go trochę podrażnić. Neko (czyli Aki) najpierw zrobił nadąsana minkę, by po chwili z uśmiechem rzucić się na moją szyję.
-Z tobą mogę oglądać horrory. Tylko nie pytaj się mnie później o ich przebieg.- Zaśmiałem się na jego słowa, drapiąc go po głowie. W knajpie również nie mogłem przestać się śmiać. Rozanielona mina Akiego jedzącego swoja ulubiona rybkę jest bezcenna. Po napełnieniu żołądków wybraliśmy się do wesołego miasteczka. Aki ciągnął mnie z jednej atrakcji na drugą. Cieszył się jak nie wiem, gdy wygrałem dla niego pluszaka, na dodatek w kształcie kota. Nazwał go Yoru.  Wybawieni wróciliśmy do domu. Ja poszedłem się myć, a Aki wybierał miejsce spanie dla Yoru. Po kąpieli ogarnąłem trochę dom i z piciem poszedłem do pokoju. Zastałem tam Akiego leżącego na kanapie, na brzuch w samym ręczniku. Odłożyłem picie i podszedłem do niego.
-Aki! Wstawaj! Nie możesz tak spać.- Obróciłem go na plecy. Aki patrzał na mnie spod wpół przymkniętych powiek. Jego wilgotne włosy były roztrzepane na wszystkie strony. Ten widok był przeuroczy. Pochyliłem się nad nim i bez zastanowienia pocałowałem go w usta. Odsunąłem się od niego, patrząc prosto w te zielone oczy.
-Dlaczego.....mnie pocałowałeś?- Spytał cicho z lekkimi rumieńcami. Czy można być bardziej uroczym??
-Sam nie wiem dokładnie.- Po tych słowach ponownie go pocałowałem. Z każdą chwilą pogłębiałem ten słodki pocałunek. Polizałem jego dolną wargę, na co on otworzył szerzej usta. Wykorzystałem ten moment i wtargnąłem do nich językiem, powoli badając jego podniebienie. Aki jęknął krótko. Oderwałem się od jego ust, składając pocałunki na jego policzkach, skroni. Polizałem go w ucho i ugryzłem je, co wywołało dreszcz i jęk Akiego. Te krótkie jęki coraz bardziej mnie nakręcały. Całowałem go po szyi, ramionach, schodząc coraz niżej i pozostawiając malinki. Rękoma badałem jego ciało. Gdy przejechałem opuszkami palców wzdłuż jego kręgosłupa, wygiął się w delikatny łuk. Wplótł palce w moje włosy jakby prosił, abym nie przerywał. Po złożeniu kolejnej malinki, zjechałem na jeden z jego sutków. Polizałem go po nim, by zassać się po chwili. Akiś jęknął i zaczął się o mnie sugestywnie ocierać. Oderwałem się na chwilę od niego, by zdjąć z siebie koszulkę. Gdy ściągałem z niego ręcznik zaczerwienił się cały i odwrócił wzrok. Usadowiłem się między jego nogami. Ujrzałem jego twardego penisa. Uśmiechnąłem się sarkastycznie. Pochyliłem się i polizałem jego penisa po całym trzonie. Aki jęknął na to przeciągle i wypchnął biodra do przodu. Wziąłem samą główkę do buzi, zasysając się na niej. Ręką poruszałem po całym trzonie. Słyszałem jęki aprobaty ze strony Akiego. Zacząłem ruszać rytmicznie głową, wkładając sobie jego penisa coraz głębiej.
-Ach~!!- Aki jęczał coraz głośniej. Wziął moją rękę i zaczął ślinić moje palce. Mruczał i jęczał, co coraz bardziej mnie nakręcało.
-Yuuki....Ja...Ja......Aaah~!!- Jęknął głośno dochodząc. Połknąłem wszystko, oblizując się perwersyjni. Spojrzałem na Akiego. Był cały zarumieniony, jego oczy były zasłonięte mgiełka pożądania, a usta próbowały złapać oddech. Aż zrobiło mi się gorąco na sam jego widok. Rozszerzyłem trochę jego nogi, wkładając palec w jego dziurkę. Jęknął i zacisnął się.
-Spokojnie. Rozluźnij się.- Powiedziałem cichym, chrapliwym głosem. Odetchnął kilka razy, rozluźniając się. Dołożyłem drugi palec aby dobrze go przygotować. Krzyknął, gdy trafiłem w ten słodki splot nerwów. Gdy dołożyłem trzeci palec, zaczął się na nie nabijać. Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Jego jęki i wygląd doprowadzały mnie do skraju. Wyjąłem palce, co spotkało się z jękiem pełnym wyrzutu. Zdjąłem bokserki, uwalniając swojego twardego penis. Naśliniłem go trochę i usadowiłem się wygodniej. Pochyliłem się nad nim, wpijając się w jego usta, tym samym wkładając sam czubek do jego dziurki. Jęknął mi w usta i zacisnął się nieco. Całując go, wchodziłem coraz głębiej. Gdy wszedłem już cały westchnąłem głośno. Akiś był taki ciasny i ciepły. Aki jęknął, oddychając głęboko. Czekałem, aż się do mnie przyzwyczai.
-Yuu.- Poruszył biodrami i jęknął dając znak, że mogę się poruszyć. Najpierw poruszałem się powoli w jego ciasnej dziurce. Z każdą chwilą przyspieszałem. Było mi tak dobrze. Aki jęczał głośno, wijąc się pode mną z rozkoszy. Dłonią zacząłem stymulować jego członka. Czułem, jak Aki robił się coraz ciaśniejszy.
-Ach!!.....ach....Yuuki~!!!- Doszedł, krzycząc moje imię. Zacisnął się tak mocno, że nie wytrzymałem i doszedłem głęboko w nim. Opadłem na niego. Obaj próbowaliśmy wyrównać oddech. Wyszedłem z niego i położyłem się obok, przyciągając go do siebie. Od razu wtulił się w mój tors.
-Yuuki.- Odezwał się Aki sennym głosem.
-Ciii......Idź spać. Jesteś zmęczony.- Nie odezwał się już. Wtulił się tylko bardziej i zasnął. Przykryłem nas jeszcze i sam zasnąłem.
         Obudziłem się wczesnym rankiem. Obok mnie nie było Akiego. Czy to stało się naprawdę? Czy to był tylko sen? Wstałem leniwie, zastanawiając się nad tym. Z tymi myślami wyszedłem do sklepu. Czy chciałbym aby to było prawdą? Czy tak naprawdę cos do niego czuję? Czy jednak wole chłopców? Wróciłem do domu z postanowieniem, że muszę o tym z nim porozmawiać.
-Aki!- Krzyknąłem wchodząc. Odpowiedziała mi cisza. Czyżby jeszcze spal? Poszedłem do jego pokoju ale go tam nie zastałem. Już chciałem wychodzić, gdy spostrzegłem kartkę na biurku. Podszedłem i zacząłem czytać. Moje oczy rozszerzyły się w szo      

  „Drogi Yuuki.
    Przykro mi ale nie mogę z tobą dłużej mieszkać. Kocham Cię i przez to nie chce mieszać w twoim życiu. Wiem, że nie darzysz mnie tym samym uczuciem. Dziękuje za mile spędzoną noc. Dziękuje za opiekę. Dziękuje za wszystko.”
                                                 Aki

Zamarłem. On odszedł. Osoba, która mnie kocha odeszła. Nie....Osoba, którą ja kocham odeszła. Wybiegłem z domu. Musiałem go znaleźć Nie mogę pozwolić aby tak po prostu odszedł. Szukałem go wszędzie. Najpierw przeszukałem nasze ulubione miejsca, później schroniska, a następnie całą resztę. Był już późny wieczór, a ja nadal go nie znalazłem. Szedłem zmęczony przez park. Przysiadłem na ławce. Kląłem na samego siebie. Moja głupota osiągnęła maksa. Myśląc o swoim idiotyzmie patrzałem beznamiętnie na drzewo. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłem na nim kota. Przyjrzałem mu się. Czarne futerko, zielone oczy........Aki! Podbiegłem do drzewa.
-Aki?!- Spytałem niepewnie. Kotek spojrzał na mnie takim zdziwionym wzrokiem. Zamienił się on jednak w smutny. Odwrócił się tak, jakby miał uciec.- Aki zaczekaj! Proszę!- Spojrzał na mnie niepewnie. Usiadł do mnie przodem, wyczekując.- No więc....- Podrapałem się nerwowo po karku. Odetchnąłem głęboko.- Jestem idiotą. Nie zauważyłem tego. Za bardzo uważałem cię za kota. A tej nocy....nie zrobiłem tego z kaprysu. Aki ja.....Kocham Cię. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero, gdy odszedłeś. Aki, proszę. Wróć do mnie. Kocham Cię i chcę być z Tobą. Aki, zostaniesz moim kotkiem/- Mówiąc nie patrzyłem na niego. Czekałem na jego odpowiedź. Nagle coś, a raczej ktoś się na mnie rzucił. Poczułem ramiona oplatając moja szyję. Upadłem na ziemię.- Aki??- Spytałem zdziwiony jego zachowaniem. Podniósł swój łepek, patrząc mi prosto w oczy.
-Kocham Cię Yuuki. I zostanę twoim kotkiem, wie weź za to odpowiedzialność~nyan!- Uśmiechnął się do mnie słodziutko. Ja również uśmiechnąłem się na jego słowa.

-Oczywiście, mój Neko.- Przybliżyłem się i złączyłem nasze usta. Taki mały kotek, a znacząco zmienił moje życie. 

Twin blood- rozdział 15

Ohayo~! ^.^
Ja tu tylko na chwilkę bo za jakąś godzinkę wracam ponownie z niespodzianką. Właśnie ją przepisuje więc wy w tym czasie możecie sobie przeczytać kolejny rozdział TB :p
Do zobaczenia~!  #Kimie ;)

No i mamy poniedziałek. Od razu wszystko wyjaśniłam Megumi i Yuko. Oczywiście nie powiedziałam, że Jason i Jonathan są wampirami, Kiyoshi wilkiem a Louis elfem. Nawet Shunsuke tego nie powiedziałam. To ich decyzja kiedy im powiedzą. Jak na razie to taka tajemnica. Wszystko znowu jest po staremu. Aktualnie są teraz WF-y. Dopiero się rozpoczęły więc nic ciekawego na razie nie ma. Oczywiście Kiyoshi i Louis muszą się pokazać nauczycielowi. 
-No dobrze. Więc niech najpierw pokaże mi się Louis....- Najwidoczniej pan Tamuro nie może wyczytać jego nazwiska.
-Guattari (Gatari).- Powiedział Louis wyłaniając się z tłumu. Uśmiechnął się do nauczyciela.
-Więc to ty jesteś Louis. Miło poznać.- Powiedział pan Tomuro z uśmiechem.- A teraz Kiyoshi Ishikawa.- Dodał. Kiyoshi wyłonił się z tłumu i spojrzał się na nauczyciela. Miał on bardziej poważne spojrzenie.
-Coś ci zrobiłem, że patrzysz na mnie takim morderczym spojrzeniem?- Powiedział przestraszony pan Tamuro. Muszę przyznać mu rację. Kiyoshi patrzał się tak, jakby chciał zabić nauczyciela wzrokiem. Na jego słowa zdziwił się lecz po chwili uśmiechnął przyjacielsko.
-Nie, nie. Wszystko dobrze.- Uśmiechnął się szerzej.
-To dobrze. Ciebie również miło poznać. A teraz słuchajcie. Najpierw każdy robi swoją własną rozgrzewkę a potem robimy wyścigi. Więc do pracy.- Powiedział nauczyciel i każdy zabrał się za rozgrzewkę. Po jakiś 20 minutach ponownie zebraliśmy się przy wuefiście.
-Jeśli chcecie to możecie dobrać się z osobą, z którą chcecie się ścigać.- Kila osób to zrobiło. W tym Kiyoshi i Jason.
-Więc, kto pierwszy?- spytał wesoło pan Tamuro.
-My.- Powiedzieli zgodnie Kiyoshi i Jason. Patrzeli się na siebie z zamiarem mordu. Do tego chytry uśmieszek. Stanęli na linii startowej.
-No dobrze. Ustawcie się. Zrobicie 2 okrążenia.- Powiedział lekko zaniepokojony nauczyciel. Chłopcy ustawili się. Inni chłopacy z klasy zakładali się, który z nich wygra.
-Gotowi, do startu.....START!- Krzyknął nauczyciel i zagwizdał. Biegli łeb w łeb. Cała klasa ich dopingowała. Zrobili już jedno okrążenie. Nawet drugie ale biegli dalej. Mimo iż nauczyciel kazał tylko 2. Nadal nie było widać kto wygra. Razem przebiegli 8 kółek. A nasz stadion ma 600m. Czyli to daje....4,8 km!! I mimo to był remis. Nauczyciel był w szoku.
-Mimo iż jest remis obaj dostajecie celujący.- Stwierdził pan Tamuro z uśmiechem. 
-Niech teraz pan wytyczy najlepszego z reszty grupy. Wtedy w 3 będziemy się ścigać.- Powiedział Kiyoshi. Widać było w jego oczach chęć rywalizacji. I tak się stało. Każdy biegł i powoli wyznaczał się najlepszy. Okazał się nim Shunsuke. Pewnie się dziwicie, dlaczego nie Joni?! Otóż później Kiyoshi stwierdził, że Joni biega tak samo jak Jason. Dlatego przebiegł się z jednym z chłopaków i wygrał. Po tym cały czas siedział na ławce i prowadził pogaduszki z braciszkiem i Kiyoshim. Trójka finalistów ustawiła się na starcie i po usłyszeniu gwizdka ruszyli. Oczywiście teraz mieli przebiec tylko 2 kółka. Najpierw szli łeb w łeb. Lecz ponownie Kiyoshi z Jasonem zremisowali i to oni zwyciężyli. Na początku myślałam, że Shun załamie się przegraną. A to go jeszcze bardziej nakręciło. Powiedział, że będzie tak trenował, że pewnego razu ich przegoni. Później oni odpoczywali a dziewczyny biegały truchcikiem. Podczas naszego biegu Megumi się wywróciła.
-Megumi!- Od razu usłyszeliśmy krzyk Kiyoshiego. W mgnieniu oka znalazł się przy niej.- Coś cię boli?- Spytał.
-Kostka.- Odpowiedziała Megi z jękiem bólu. Gdy dotknął jej kostki ona aż krzyknęła z bólu.
-Najwidoczniej jest lekko skręcona. Zabiorę ją do pielęgniarki.- Powiedział Kiyoshi do nauczyciela i wziął Megi na ręce.
-Dobrze, dobrze. Ja przyjdę tam za chwilę, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.- Powiedział nauczyciel z troską.
-Dobrze.- I poszli. Biedna Megi. Jason widząc moje zmartwienie przytulił mnie do siebie od tyłu.
-Wszystko będzie dobrze. To tylko lekkie skręcenie. Nie martw się tak.- Powiedział mi do ucha. Uspokoiłam się na te słowa. Trener kazał nam iść do szatni a sam udał się do pielęgniarki. Przebrałam się w miarę szybko i wraz z Jasonem, Jonim, Yuko, Louisem i Shunem czekaliśmy na nich przy bramie szkoły. Mam nadzieje, że wszystko w porządku.

Od razu, gdy zobaczyłem, że Megumi przewróciła się podbiegłem do niej. Miałem nadzieje, że nic jej się nie stało.
-Megumi!- Krzyknąłem. Bałem się o swoja dziewczynę. W mgnieniu oka znalazłem się przy niej.- Coś cię boli?- Spytałem.
-Kostka.- Odpowiedziała Megi z jękiem bólu. Gdy dotknąłem jej kostki ona aż krzyknęła z bólu.
-Najwidoczniej jest lekko skręcona. Zabiorę ją do pielęgniarki.- Powiedziałem do nauczyciela i wziąłem Megi na ręce.
-Dobrze, dobrze. Ja przyjdę tam za chwilę, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.- Powiedział nauczyciel z troską.
-Dobrze.- Powiedziałem i ruszyłem do pielęgniarki. Gdy weszliśmy położyłem ja na jednym z łóżek. Ponownie krzyknęła z bólu, gdy lekarz dotknął jej kostki. Dzisiaj był, gdyż jest to mąż pielęgniarki.
-Jest tylko lekko skręcona. Dam ci coś przeciwbólowego i ją nastawię.- Powiedział lekarz i po chwili dawał jej zastrzyk.
-Nie, nie. Ja nie chcę.- Mówiła w płaczu Megi.
-Nie bój się Megumi. Jestem tu z tobą. Nigdzie się nie wybieram. Możesz mnie trzymać za rękę.- Musiałem ją jakoś uspokoić. Wzięła mnie za rękę i lekko się przytuliła. W tym czasie lekarz nastawił jej kostkę. Obwinął ją bandażem i kazał iść z tym do szpitala. Powiedziałem, że ją tam zaprowadzę. Starłem Megi łzy z twarzy i ponownie wziąłem na ręce. Przy bramie czekała na nas nasza trupa.
-I jak? I jak?- Od razu spytała się Mari. Widać bardzo martwiła się o przyjaciółkę.
-Trzeba ją zawieść do szpitala. Tam pewnie założą jej gips. Ale to tylko lekkie skręcenie.- Powiedziałem. Widziałem małe przerażenie w ich oczach.
-Chodźmy do pana Tamuro. On jeszcze nie pojechał do domu więc może nas podwieźć.- Powiedział Shunsuke. Nie powiem, był to dobry pomysł.
-Zróbmy tak. Ja pojadę z panem Tamuro aby zawieść Megi. A wy idźcie do domu. Zawiadomię was jak już wszystko będzie w porządku.- Bo przecież wszyscy nie zmieścimy się w 5-osobowym samochodzie. Mariko chciała się sprzeciwić, lecz Jason jej to uniemożliwił. Oni poszli do domu a ja z Megumi na rękach na parking. Tam- jak się spodziewałem- spotkałem pana Tamuro. Nie musiałem mu wszystkiego wyjaśniać. Od razu zawiózł nas do szpitala. Polubiłem go. Zwłaszcza za tak szybką jazdę samochodem. W szpitalu nie opuszczałem Megi na krok. Nawet ona się ode mnie nie odczepiała. Po założeniu gipsu pan Tamuro zawiózł nas pod dom Megumi. Podziękowałem mu za pomoc. Chciał mnie odwieźć ale odmówiłem. Powiedziałem, że mam coś jeszcze do załatwienia. Zaniosłem Megi do domu.
-Dziękuje ci za pomoc.- Powiedziała, gdy posadziłem ją na jej łóżku.
-Nie ma za co. Przecież jesteś moją dziewczyną. I martwię się o ciebie. Przynieść ci coś? Pewnie jesteś głodna. Nie ruszaj się stąd. Za chwilę przyjdę.- Powiedziałem i ruszyłem do kuchni. Przygotowałem kilka kanapek i herbatę. Gdy wróciłem do pokoju, Megumi leżała na łóżku z zamkniętymi oczami. Wyglądała naprawdę słodko. Postawiłem tackę z jedzeniem na stoliku nocnym. Usiadłem obok niej i odgarnąłem jej włosy z oczu. Na ten gest lekko otworzyła oczy.
-Nie ma jeszcze spania Śpioszku. Najpierw zjedz i się przebierz. Wtedy możesz iść spać. – Powiedziałem z uśmiechem.
-No dobrze.- Powiedziała z lekką niechęcią. Zostałem dopóki nie zjadła i się nie przebrała. Gdy poszła się myć, ja umyłem naczynia. Wróciłem do pokoju i czekałem aż wyjdzie z łazienki.
-Możesz już iść do domu.- Usłyszałem z łazienki po jakichś 10 minutach.
-Jeśli się wstydzisz to mogę wyjść na chwilę z pokoju.- Odpowiedziałem, uśmiechając się na jej słowa. Po chwili jednak wyszła z łazienki. Miała śliczną piżamkę. Bluzeczka z krótkim rękawkiem i do tego krótkie spodenki. Całość w kolorze brzoskwini. Na jej twarzy widniał rumieniec. Wstałem z łóżka i pomogłem jej dojść do niego. Od razu się położyła i przykryła pod sam nos.
-No wiesz co. Tak się chować przede mną.- Zaśmiałem się pod nosem i przytuliłem ją przez kołdrę. Gdy chciałem wstać, poczułem jak ktoś łapie mnie za ramię. Była to oczywiście Megumi, która postanowiła jednak trochę się odsłonić. Usiadłem z powrotem a ona od razu się do mnie przytuliła.
-Dziękuję za opiekę.- Powiedziała a jej głos stłumiła moja koszulka.
-Nie musisz. Wszystko w porządku?- Spytałem, a ona odkleiła się ode mnie. Kiwnęła tylko głową, że tak. Patrzeliśmy sobie w oczy. Pocałowałem ją delikatnie w usta. Po chwili ponownie to zrobiłem lecz nie oderwałem się od jej ust. Przytuliłem ją do siebie mocniej. Po jakiejś chwili pchnąłem ją aby się położyła. Nie oderwałem się od jej ust. Dopiero po chwili to zrobiłem. Na jej twarzy widniał rumieniec. Zasłoniła się do szyi. Zaśmiałem się lekko.
-Nie bój się. Nic ci nie zrobię bez twojej zgody.- Powiedziałem i dałem jej całusa w czoło. Uśmiechnęła się na te słowa.
-No dobrze. Starczy już. A teraz zmykaj do domu bo będziesz jeszcze spał na siedząco w szkole.- Zaśmiała się na to. Zrobiłem to samo.
-Dobrze. Dobranoc Słońce. Dałem jej ostatniego całusa dzisiaj i poszedłem do siebie. Po drodze napisałem SMS`a do wszystkich, że wszystko w porządku.

-Tatuś~!- Usłyszałem i zobaczyłem biegnącą w moją stronę Emiko.
-Cześć Skarbie.- Uśmiechnąłem się do niej i wziąłem na ręce.- Co dzisiaj porabiałaś?- W końcu tatuś musi wiedzieć co jego córeczka robiła.
-Byłam w szkole a później pomogłam przy kolacji i pobawiłam się z Eiichi-kunem.- Powiedziała radośnie.
-To dobrze. Przynajmniej się nie nudziłaś. A stęskniłaś się za mną?- Nadal ma siły?! Ja po szkole czuję się z nich wypompowany.
-Tak~! A gdzie Tatuś był, że tak późno wrócił?- Spytała z zaciekawioną minką.
-W szpitalu. Moja koleżanka z klasy skręciła sobie kostkę i musiałem jej pomóc.- Przecież nie powiem jej, że mam dziewczynę.
-Ojojoj~! Oby szybko wyzdrowiała.- Powiedziała z uśmiechem.
-Też tak myślę. A teraz chodźmy coś zjeść.- Powiedziałem i ruszyłem wraz z Emiko do jadalni. Wieczór szybko minął. Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się. Powiedziałem wszystkim „Dobranoc!” i sam udałem się do swojego domku. Zasnąłem w mgnieniu oka.


Aktualnie byłem w willi. Właśnie rozmawiałem z Willem. Zadzwonił on do mnie abym jak najszybciej się zjawił.
-Co się stało?- Spytałem od razu.
-Wczoraj przyszedł tu jeden gościu. Powiedział, że jeśli nie damy mu „ofiary” to nas zniszczy.- Przekazał mi Will.
-Że co? Co on sobie myśli?! Gdzie on mieszka?!- Spytałem od razu. Nie będę robił za sługę.
-Mamy się z nim jutro spotkać o 22 na opuszczonym cmentarzu.- Odpowiedział mi.
-Widać wybrał sobie miejsce pochówku.- Stwierdziłem na co Will się uśmiechnął.
-Co się stało, że przyszli? Przecież wcześniej tego nie robili?- Zapytał się Joni. To prawda. I było to trochę dziwne.
-Może nie chcą mieć konkurencji. Albo po prostu się nudzą.- Odpowiedział mu Doktorek.
-Coś się stało Niko?- Nie wyglądał najlepiej. Był bledszy niż zazwyczaj.
-Nie, nic. Po prostu jestem zmęczony. Zacząłem pracować w szpitalu.- Prawda. Kiedyś szpitale były całkiem inne. Teraz to lekarze harują po kilkanaście godzin dziennie.
-Idź spać. Jutro ja, Joni i Will pójdziemy na spotkanie. Opowiemy ci wszystko, gdy wrócimy.- Nie chcę zabierać zombiaka na spotkanko. A i tak nie potrzeba dużo osób. Ukłonił się lekko i poszedł do siebie. My z Jonim również to zrobiliśmy. Ale poszliśmy do drugiego domu.

Uśmiechałem się, gdy dostałem SMS`a od Kiyoshiego. Wróciwszy do domu zjadłem kolację, umyłem się, przebrałem i położyłem się w łóżku. Dzisiaj wyjątkowo spałem sam. Najwidoczniej Joni był tak zmęczony, że nie dotarł do mojego pokoju. Heh, mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów. 

niedziela, 2 listopada 2014

Twin blood- rozdział 14

Gomene~! Miała być dzisiaj niespodzianka ale wczoraj rodzinka się zebrała i nawet nie włączyłam komputerka :( Więc nie przepisałam niespodzianki :( Już niedługo ją wstawię, na pewno~! :D
Możecie mnie zbesztać za to :p A teraz miłego czytania kolejnego rozdziału TB ^.^
Enjoy ;)

Nie czekałem długo. Gdy ją zobaczyłem serce zaczęło mi szybciej bić. Jak zawsze była piękna. Chociaż widziałem jej zdenerwowanie. Ja również byłem zdenerwowany. Czekałem na jej decyzję 3 dni. Teraz dowiem się, czy będę skakał z radości i kradł pocałunki ukochanej, czy będę próbował zszywać serce. Podeszła do mnie i spojrzała prosto w oczy. Chyba się rozpłynę w tych różowych oczętach.
-Hej.- Mruknąłem na powitanie.
-Hej.- Powiedziała i westchnęła ciężko.
-Więc?- W tym momencie stałem się bardziej niecierpliwy.
-Długo nad tym myślałam. Myślałam i myślałam. Robiłam „za” i „przeciw”. I w końcu zdecydowałam, że.......- Powiedz, bo padnę na zawał.-.....Kocham Cię Jason takim jakim jesteś i chcę być z Tobą.- Powiedziała na wdechu. A mnie zatkało. Chyba za bardzo spodziewałem się tej gorszej decyzji. Lecz, gdy jej słowa dotarły do mnie......cieszyłem się jak głupi. Uśmiech od razu pojawił mi się na twarz. Objąłem ją w pasie, podniosłem i zacząłem kręcić w kółko.


W końcu mu powiedziałam. Na początku zdziwił mnie jego wyraz twarzy. Lecz, gdy się uśmiechnął, podniósł mnie i zaczął się kręcić wiedziałam, że się cieszy. Ja też na samą myśl, że go nie stracę uśmiechnęłam się. Po chwili postawił mnie na ziemi ale nie puszczał z objęcia. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. Widziałam w tym błękicie iskierki radości. Patrzałam się w niego, by po chwili zamknąć oczy do pocałunku. Całowaliśmy się. Ale się za tym stęskniłam. Zwłaszcza za jego atakami całusów, szeptami do ucha, podkradaniem jedzenia, spacerami, rozmowami, uśmiechami. Za całym nim. Po jakichś 4 minutach odkleiliśmy się od siebie. Tuliliśmy się do siebie. Nacieszaliśmy się sobą. W końcu trzymaliśmy się za ręce patrząc na siebie.
-Oj Skarbie. Jak ja cię Kooocham. A jak się za Tobą stęskniłem. Długo by opowiadać. Ale cieszę się, że nadal chcesz być ze mną.- Jasonowi uśmiech nie schodził z twarzy. Aby jeszcze bardziej go powiększyć, uraczyłam go rumieńcem.
-Ja też cię Kocham i też tęskniłam. Ale chcę się o tobie dowiedzieć wszystkiego. Dobrze?- I słodka minka małego pieska.
-Dobrze, dobrze. To chodźmy gdzieś usiąść i wtedy odpowiem na wszystkie twoje pytania.- Powiedział i po chwili szliśmy za rękę w stronę kawiarni. Usiedliśmy na tarasie, naprzeciwko siebie z dala od innych. I tak było mało osób. Zamówiliśmy po herbacie i ciastku. Dopiero gdy kelnerka przyniosła nam zamówienie, zaczęliśmy rozmawiać.
-A więc. Ile tak naprawdę masz lat?- Bo na pewno nie 17.
-Na serio chcesz wiedzieć?- Chwila zastanowienia z mojej strony...
-Tak.- Powiedziałam, nawet kiwając głową.
-Tylko 306.- Powiedział z uśmiechem. Dosłownie szok! Aż buzię otworzyłam ze zdziwienia.
-Aha. Spoko.- Otrząśnięcie się.- Następne pytanie. Dlaczego nie śpisz w dzień? Dlaczego nie spalasz się na słońcu? Dlaczego bije ci serce?- Miało być jedno a tu wyszły 3. Hehehe.
-Pierwsze - na początku byłem człowiekiem i przyzwyczaiłem się do takiego trybu życia. Drugie - to jest jakaś bajeczka ze spalaniem się na słońcu. Przecież ja nawet blady nie jestem. I trzecie - bije bo jestem w tobie zakochany i na twój widok wręcz przyspiesza.- Odpowiedział po kolei. Na ostatnią odpowiedź zarumieniłam się.
-Są jeszcze jakieś inne stworzenia? I czy znasz inne wampiry?- Często się nad tym zastanawiałam będąc w domu.
-Jeden nawet bardzo blisko.- Zrobiłam zdziwioną minę.- Jonathan.- Odpowiedział na moje nieme pytanie.
-Serio? On też jest wampirem?- Jason aż zaśmiał się pod nosem na moją fascynację tym tematem.
-Tak. Przecież to mój brat bliźniak. I znam inne wampiry. Przedstawię ci je niedługo. A inne stworzenia? Tak, są. I też nie trzeba daleko szukać.- Ale on mnie zaciekawił.
-Kto? Kto? Kto?- Dosłownie jak małe dziecko.
-Kiyoshi i Louis.- Odpowiedział z uśmiechem.
-Kim oni są?- Bo na pewno nie wampirami. Ewentualnie Kiyoshi mógłby nim być. Ale do Louisa to nie pasuje.
-Louis jest elfem a Kiyoshi wilkiem.- S-S-Serio? Chciałabym ich zobaczyć w innych postaciach.
-A będę mogła zobaczyć ich w innej postaci? Proszę~!- Teraz to istne dziecko. No co? Ciekawska jestem.
-Mogę do nich zadzwonić i się spotkamy. Co ty na to?- Wprawdzie jest dopiero 17. Więc późno nie jest.
-To dzwoń. A ja przy okazji zjem ciastko.- Powiedziałam z chytrym uśmieszkiem i zaczęłam jeść. Jason zadzwonił i po zjedzeniu ciastka (którym musiałam się podzielić z Misiem :P), poszliśmy na spotkanie.

Byliśmy w lesie. Na początku się przeraziłam, bo mogliśmy się zgubić. Lecz Jason uspokoił mnie mówiąc, że dobrze zna ten teren tak samo jak Kiyoshi. Mieliśmy się spotkać na skraju łąki przy górach. Gdy tam dochodziliśmy widziałam, że Joni już na nas czeka. Uśmiechnął się na nasz widok.
-Aż miło na was patrzeć, gdy ponownie trzymacie się za ręce.- Powiedział, gdy byliśmy już obok niego. Widział jak patrzę na niego. On się tylko zaśmiał i zmienił się w wampirka. Nie powiem, wyglądał dobrze.- Widać tą twoją ciekawość w oczach.- Powiedział z uśmiechem. Fajnie to wyglądało. Takie dwa kiełki ^.^
-Ale Joni ty nie wyglądasz strasznie jako wampir. Bardziej zabawnie.- Powiedziałam, a Jason zaczął się chichrać pod nosem. Jonathan najpierw zrobił zdziwioną minę, lecz szybko zamienił ją w uśmiech.
-Oj Mari. Potrafię być straszny, lecz teraz wolę być wesoły.- Najwidoczniej nie chciał mnie przestraszyć.
-Mam nadzieję, że codziennie będę widział was tak zakochanych Gołąbeczki.- Powiedział Louis, którego zauważyłam po chwili. Siedział na skale. Ale wyglądał cudnie. Miał na sobie ciemnozielone spodnie, brązowe buty, luźną zieloną bluzkę z rękawami ¾. Do tego te uszy, zielono-złote skrzydła, makijaż z boku oka, błyszczące ciało i łuk- Jak nie z tej ziemi. Zleciał do nas i ustał obok Joniego.
-I jak?- Spytał się najwyraźniej mnie.
-Jak wyciągnięty z mangi.- Stwierdziłam, gdyż przypomniałam sobie, że chyba coś tam raz takiego było. On na to szeroko się uśmiechnął.
-Cieszę się.- Powiedział Lou. Nagle usłyszałam piękne wycie wilka. Aż zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony aby go zobaczyć. Po chwili ujrzałam. W naszą stronę biegł biały wilk o złotych oczach. Był on z dwa razy większy od normalnych wilków. Prezentował się wspaniale. Gdy już prawie przy nas był zamienił się w człowieka. Kiyoshi jak zwykle ubrany był w czarne jeansy, białe buty, białą bluzkę i skórę. Widać miał dobry humor.
-Zamień się jeszcze raz i pobiegaj tak jeszcze kilka razy i powyj trochę. Wtedy napatrzę się wystarczająco.- Na moje słowa wszyscy zaczęli się śmiać. No co?! Nie moja wina, że Kiyoshi tak dobrze wygląda jako wilk. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie widziałam białego wilka. Jego futro wręcz lśniło. A gdy wył to ciarki przechodziły mi po plecach.
-Widzisz Jason. Podobam się bardziej Mari niż ty.- Stwierdził Kiyoshi.
-Ne~! Jason podoba mi się najbardziej. I ugryzie cię jeśli będziesz mnie podrywał.- Powiedziałam wtulona w swojego chłopaka.
-Słyszysz. Więc lepiej uważaj.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-No dobra, dobra. To idziemy czy będziemy tu stać jak kołki?!- He?!
-Gdzie mamy iść?- Spytałam się Jasona
-Poznasz resztę wampirów z mojego klanu. To jest taka moja rodzinka.- Stwierdził z uśmiechem.  Nie wiedziałam, że tak szybko ich poznam.
-Mari-chi~! A chcesz się przejechać na moim grzbiecie?!- Spytał Kiyoshi z wrednym uśmieszkiem. Spojrzałam na Jasona z maślanymi oczkami. On na to wywrócił oczami i się zgodził. Wszyscy znowu zaczęli się śmiać z mojej ekscytacji. Kiyoshi zamienił się w wilka i usiadłam mu na grzbiecie. Jego futerko było bardzo mięciutkie i milutkie. Aż mi się przypomniało. Zaczęłam drapać go za uchem. Lecz przeraziłam się, gdy zawarczał na mnie złowieszczo. Szybko odsunęłam rękę.
-Kiyoshi! Nie strasz mojej dziewczyny. I Mari musisz zapamiętać jedno. Za uchem może go drapać tylko Megumi.- Powiedział najpierw ze złością lecz potem z uśmiechem Jason. Zaśmiałam się na jego słowa, ale zrozumiałam. Złapałam się mocniej futerka aby nie spaść i ruszyliśmy. Po drodze musieliśmy się trochę powygłupiać. Raz Kiyoshi pobiegł trochę dalej i zwalił mnie z siebie. Położył swój pysk na moim brzuchu i czekał. Po chwili moim oczom ukazała się gonitwa. Widać Kiyoshi chciał po prostu pogonić się z Jasonem. Po 5 minutach gonitwy szliśmy dalej. Dowiedziałam się trochę więcej. Jason i Jonathan mają klan, Kiyoshi watahę a Louis wioskę. Nie wiem dlaczego na każde jest inna nazwa. Powiedzieli, że raz mi je pokażą. Trzymam za słowo. Po drodze zmienili się w zwyczajnych ludzi.  Szliśmy jakieś 20 minut zanim doszliśmy do.......Najpiękniejszego miejsca jakie do tej pory widziałam. Willa, jezioro, góry i las. To wszystko wyglądało przepięknie. Musieli na mnie czekać aż otrząsnę się z szoku. Weszliśmy do willi i od razu skierowaliśmy się do salonu. Tam siedział chłopak, którego widziałam, gdy z dziewczynami śledziłam Jasona. Więc on też jest wampirem?! Na początku tylko na chwilę oderwał swoje oczy od gazety. Lecz gdy dotarło do niego kto przyszedł od razu odłożył gazetę. Wstał i podszedł do nas.
-Widzę, że wszystko dobrze się ułożyło.- Powiedział do Jasona.
-Tak, tak. Mari. To jest William. Willi. To jest Mariko. Moja dziewczyna.- Przedstawił nam sobie Jason. Uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Więc to ty tak zawróciłaś mu w głowie?! Nie dziwię się. Jason ma szczęście mieć taką piękną dziewczynę.- Uśmiechnęłam się na jego słowa delikatnie. Po przywitaniu wszyscy usiedliśmy na sofach. Oczywiście zaczęliśmy rozmawiać.
-A co tu nagle się taki gwar zrobił?!- Powiedział chłopak w okularach i kitlu. Najpierw patrzał na zebranych. Gdy mnie dostrzegł znalazł się przede mną w kilka sekund. Po chwili trzymał moją dłoń w geście przywitania.
-Więc w końcu przyszłaś.- Powiedział z radością.
-Mari, to jest Nicko. Nicko, to jest Mari.- Powiedział w skrócie Jason.
-Miło cię poznać Mari-chan. Możesz mi mówić Nicko albo Doktorek.- Powiedział, nadal mnie witając.
-Ciebie również.- Powiedziałam z uśmiechem. W końcu puścił moją dłoń i usiadł w fotelu. Również miał blond włosy i niebieskie oczy jak Jason. Ale Jason jest od niego o wiele przystojniejszy. No co? Mój Jason ;*. Miło się z nim rozmawiało. Jak również z Willem.
-Wy na targu jesteście, że tak rozmawiacie?- Powiedziała dziewczyna wchodząc do pokoju. Od razu ją poznałam. Była to ta, która spotkała się wcześniej z Jasonem. Najpierw patrzałyśmy na siebie. Po chwili podbiegła z piskiem i rzuciła mi się na szyję. Byłam wręcz sparaliżowana. Jednak po chwili puściła mnie. Miała wielki uśmiech na buzi.
-Mari, to jest Juri. Juri, to Mariko.- Powiedział Jason wręcz się śmiejąc.
-W końcu cię poznałam Mari-chan. Na pewno się zaprzyjaźnimy i zostaniemy przyjaciółkami.- Bardzo przypominała mi Yuko.
-Właśnie Juri-chi.- Odezwał się do niej Jason.- Teraz nie możesz się na mnie rzucać i tulić bez pozwolenia.- Powiedział z lekko poważną miną.
-Co?! Dlaczeeego???- Aż zajęczała z niezadowolenia Juri.
-Bo moja dziewczyna jeszcze pomyśli, że ją zdradzam. Dlatego bez jej pozwolenia nie ma misiaków.- Stwierdził z chytrym uśmieszkiem. Gdy spojrzałam się na Juri, ona patrzała się na mnie z maślanymi oczkami. Widać, że chciała jednak rzucać się na Jasona.
-Możesz się do niego przytulać, ale czasami. Dobrze?- W odpowiedzi rzuciła się na mnie, później na Jasona. W końcu usiadła i dalej rozmawialiśmy. Po jakichś 30 minutach ja z Jasonem poszliśmy do jego pokoju. Powiedział, że jeszcze kogoś muszę poznać. Ciekawe kogo?!
Weszliśmy do jego pokoju i omal nie pisnęłam z radości. Na łóżku leżał przesłodki kotek. Gdy usłyszał, że ktoś wchodzi obudził się i usiadł. Miał kremowe futerko i ciemne oczy. Był cudny. Usiadłam na łóżku i zaczęłam go głaskać i drapać za uszkiem.
-To jest Shira. Znalazłem ją jakieś 2 tygodnie przed wyjazdem do Japonii.- Powiedział Jason a ja dalej pieściłam kotka. Usiadła mi na kolanach i cicho pomrukiwała.- Ej! Bo będę zazdrosny.- Stwierdził ze śmiechem Jason.
-Jest prześliczna i przesłodka. I nie musisz być zazdrosny. Bo ciebie Kocham.- Powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się do niego. On odpowiedziałTo był wspaniały dzień. Poznałam „rodzinę” Jasona i Jonathana. I małą tajemnicę. Mam nadzieję, że będziemy żyć szczęśliwie.

                          
                                                                        Shira ^.^ 

P.S. Zostawcie jakiś komentarz po sobie ;p #Kimie