Od razu przepraszam, że nowy rozdział TB nie pojawił się w weekend :( Wasza Kimi nie miała czasu aby chociaż na chwile się pojawić :p Ale nie martwcie się- cały czas o was pamiętam :3
Co tam u was słychać?? Bo u mnie troszkę kiepsko- mała kontuzja ręki :(
Piszcie co u was i co sądzicie o tym i innych rozdziałach w komentarzach :D
Bye~! :* #Kimie
Aktualne miejsce- szkoła. Czas- długa przerwa. Co
robię? Siedzę na dachu z Yuko i Shunsuke. Megumi nie przyszła dzisiaj do
szkoły. Bliźniacy gdzieś zniknęli. Tak samo Kiyoshi. Louis za to poszedł do
pani Kanegawy. Nie wiem po co ale go tu nie ma. Mogę stwierdzić, iż się nudzę.
Shun właśnie poszedł do pana Tamuro. A Yuko odrabia lekcje. A ja zastanawiam
się nad egzystencją świata. Nie, jednak nie. Zastanawiałam się nad wszystkim co
mnie spotkało od przybycia Jasona. I aż uśmiechnęłam się na te momenty. Chociaż
teraz chyba się coś zmieniło. Sama nie wiem co dokładnie. Może to, że
poznałam tajemnicę chłopaków? A może to, że mam chłopaka? Moje rozmyślania
przerwał dzwonek na lekcje.
W końcu koniec. Na lekcjach nie ma nic ciekawego. Szłam
właśnie w stronę Jasona i Jonathana.
-Hej. Idziemy gdzieś dzisiaj?- Spytałam się Jasona.
-Hej. Przykro mi ale dzisiaj nie mogę. Mamy z Jonim
sprawę do załatwienia.- Powiedział Jason robiąc przy tym smutną minkę.
-No dobrze. A widzieliście Kiyoshiego, Lou, Yuko albo
Shuna?- Może ktoś z nich jest dzisiaj wolny.
-Kiyoshi poszedł do Megi, Lou na jakieś ważne spotkanie.
Shun ma trening a Yuko korepetycje.- Odpowiedział Jason.
-Szkoda. No nic. Idę do siebie. Napisz później. Pa~!- Już
chciałam iść w stronę domu lecz ręka Jasona mi to uniemożliwiła.- Coś się
stało?- Spytałam zbita z tropu.
-A to, że chyba zapomniałaś, że cię odprowadzam.-
Powiedział z uśmiechem.
-Ale przecież mówiłeś, że masz jakąś sprawę do
załatwienia.- Nie rozumiem tego.
-Bo mam. Ale na spokojnie zdążę cię odprowadzić.-
Stwierdził i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy na pospolite
tematy. Oczywiście pod moim domem musiał mi dać milion buziaków. Brakuje mu
pieszczot czy co?! ^.^ Pożegnałam się i weszłam do domku. Zjadłam obiad a
później robiłam zwyczajne rzeczy. Przez tą nudę obejrzałam wszystkie odcinki Special
A. Mam nadzieję, że Jason napisze później.
Tymczasem w domu Megumi........
-Nie, nie, nie!- Krzyknęła Megumi.
-M-e-g-u-m-i~! No dalej~! Nie daj się prosić.-
Powiedziałem z udawanym żalem.
-Nie! Koniec kropka.- Powiedziała Megi i złożyła ręce na
piersiach.
-Ale ja cię tak ładnie proooooszę~!- Minka pieska
wita, hehe.
-Ne~!- Powiedziawszy to zrobiła fochnięto- złą minkę.
-Megi~! No dalej. Powiedz Aaaa~!- Na moje słowa obróciła
głowę w drugą stronę.- Skarbie~! Proszę. Zjedz chociaż trochę tej owsianki.
Zrobiłem ją specjalnie dla ciebie.- Od jakiś dobrych 5 minut próbuje nakarmić
moją dziewczynę owsianką. Lecz ten uparciuch twierdzi, iż jej nie lubi.
-Nie! Powiedziałam, że nie lubię owsianki to nie lubię.-
Stwierdziła z uporem.
-Jak ładnie zjesz owsiankę zabiorę cię na balet pt.:
”Zakochany wilczek”.- To tylko mały szantażyk. Usłyszawszy to spojrzała na
mnie.- Tak. Mam bilety w dobrych miejscach. Ale jeśli nie zjesz to nie
idziesz.- Ale ja okrutny~!
Spojrzała na mnie w stylu „Jak ty możesz mnie tak bardzo szantażować?!”.
Patrzała jeszcze chwilę, po czym westchnęła cierpiętniczo.
-No dobrze. Niech ci będzie. Zjem tą owsiankę.-
Powiedziała z obojętnością. Już chciała wziąć ode mnie miseczkę lecz jej na to
nie pozwoliłem.
-Nie, nie, nie. Ja cię karmię a ty ładnie jesz.- Na moje
słowa zrobiła się lekko czerwona.- A teraz powiedz Aaaa~!- Jak grzeczna
dziewczynka otworzyła buzię i zjadła porcję owsianki. Po chwili już nic nie
było w misce.
-Dobre było.- Stwierdziła popijając herbatę.
-Bo ja ją zrobiłem.- Powiedziałem szczerząc się jak
głupi. Razem siedzieliśmy na jej łóżku. Nagle Megumi przybliżyła się do mnie i
pocałowała w policzek.
-Dziękuję.- Powiedziała.- A teraz nagroda.- Dodała. Że
co? Zaczęła mnie drapać za uchem. Od razu ułożyłem się wygodniej, jak
zwykle kładąc głowę na jej kolanach.
-Nie ma za co. Chyba muszę więcej dla ciebie robić za
takie nagrody.- Stwierdziłem, a ona zaśmiała się tylko na to. Ktoś mógłby
stwierdzić, że mój związek z Megumi jest dziwny lub że do siebie nie pasujemy.
Ja jestem porywczy, szalony, szybko się wściekam, niemiły, nieczuły, wkurzający
i tym podobne. A Megi?! Jest cicha, spokojna, pomocna, wstydliwa, miła.
Jesteśmy przeciwieństwami. Ale podobno przeciwieństwa się przyciągają.
Ostatnio zastanawiałem się, czy nie powiedzieć Megumi prawdy, że jestem
wilkiem. I doszedłem do wniosku, że jeszcze nie pora. Jestem w ogóle ciekaw jak
zareaguje. Oczywiście, gdyby mnie odrzuciła mógłbym wymyślić jakąś bajkę o
przywiązaniu i musiałaby zostać ze mną. Ale nie chcę żeby była nieszczęśliwa. Chyba
zamieniam się w pesymistę. Nic na to nie poradzę. Jestem jaki jestem.
-Musisz już iść. Jeszcze autobus ci ucieknie.- Z moich
rozmyślań wyrwał mnie głos Megumi.
-No dobrze już. Nie musisz mnie wyganiać.- Powiedziałem
wręcz się śmiejąc i dałem jej buziaka w policzek.
-Gdybym cię nie chciała nie wpuściłabym cię do domu.-
Powiedziała ze śmiechem.
-Więc wszedłbym przez okno.- Na te słowa zaczęła się śmiać.-
No dobra. Idę. A ty pamiętaj, że masz się nie przemęczać. Papatki~!-
Powiedziałem i dałem jej całusa.
-Papa~!- To było ostatnie co usłyszałem zanim wyszedłem.
Oczywistym było, że spóźnię się na autobus. Nie przejąłem się tym zbytnio.
Pobiegłem przez las w postaci wilka oczywiście. Gdy wróciłem do wioski było
późne popołudnie.
-Tatuś~!- I już po chwili miałem na rękach moją małą
przylepę.
-Emi. Też się cieszę, że cię widzę.- Powiedziałem i
cmoknąłem ją w czółko.
-Gdzieś ty się podziewał?!- Powiedziała z wściekłością
Ayako stojąca aktualnie przede mną.
-A co to za pytanie?! Przecież jestem wodzem i mogę
chodzić i wracać gdzie chcę i kiedy chcę.- Zdziwiło mnie jej pytanie.
-Może
poświęciłbyś trochę więcej czasu rodzinie. Ostatnio nigdzie nie idziemy, nie wychodzimy.
Tylko sprzątamy, gotujemy i chodzimy do szkoły. A ty idziesz do szkoły, wracasz
późno, jesz, zamienisz z nami kilka zdań i idziesz spać. Poświęć nam trochę
więcej czasu~!- W Ayako aż wrzało.
-A
może ty zostaniesz wodzem i zaczniesz to wszystko ogarniać?! Przecież wiesz jak
nim zostać.- Na moje słowa rozszerzyły się jej oczy. Jednak zaprzeczyła moim
słowom.- Więc pomyśl trochę. Opiekuję się wami, daję wam schronienie, uczę i
traktuję jak rodzinę. Staram się spędzać z wami jak najwięcej czasu. Ale też
mam swoje życie osobiste. Mógłbym was totalnie olać i karać za jakieś błędy i
wybryki! Ale nie robię tego. Więc doceń to i okaż trochę szacunku swojemu
wodzowi! W ogóle jak śmiesz na mnie
krzyczeć?!- Z tego wszystkiego zacząłem na nią krzyczeć. Spuściła głowę na moje
słowa. Wszyscy dookoła patrzeli na tą scenę.
-Przepraszam.-
Powiedziała cicho. Słyszałem jak załamuje jej się głos. Postawiłem Emiko na
ziemi i podszedłem do Ayako. Przytuliłem ją do siebie.
-Już
dobrze. Nie płacz. Musisz uszanować to, że mam szkołę i potrzebuję odpoczynku.
A teraz idź do swojego pokoju i uspokój się. Przyjdź później.- Mówiłem te słowa
spokojnie. Posłuchała mnie i poszła. Ja uspokoiłem resztę. Dodałem, że dzisiaj
można spać w dużej sypialni. Po ogarnięciu się i zjedzeniu czegoś poszedłem
tam. Chyba dzisiaj wszyscy tu śpią. Oczywiście poszedłem na swoje
ulubione miejsce. Po krótkim czasie podeszła do mnie Emiko. Usiadła mi między
nogami i przytuliła się (Była w pozycji półleżącej). Drapałem ją
delikatnie po plecach. Położyłem się po chwili. Emi wtuliła się w mój tors.
Zobaczyłem, że przyszła Ayako. Spojrzała na mnie i położyła się jakieś 2 metry
ode mnie. Położyłem Emi na chwilę z boku i podszedłem do Ayako. Wziąłem ją za
rękę i zaprowadziłem na swoje miejsce. Ponownie położyłem się na plecach. Emiko
od razu się we mnie wtuliła. Ayako trochę niepewniej to zrobiła. Przykryłem nas
i po chwili zasnąłem.
Właśnie
szedłem z Jonathanem i Willem na opuszczony cmentarz. To tam mamy się spotkać z
innym wampirem. Doszliśmy na miejsce na czas.
-Jacy
punktualni. Witam rówieśników.- Przywitał nas lodowaty głos mężczyzny. Był on
ubrany cały na czarno- buty, spodnie, rękawiczki, płaszcz. Nawet miał okulary
przeciwsłoneczne. Blada cera i ciemne włosy. Nie chował się z tym, że jest
wampirem. Ukazywał swoje czerwone oczy i kły.- Nazywam się Fukusawa Taki.-
Powiedział i lekko się skłonił. Zdjął przy okazji swoje okulary.
-Taki
nijaki. Czego od nas chcesz?- Spytałem bez ogródek. Spojrzał się na mnie i
zaśmiał pod nosem.
-Ależ
ty niewychowany. Nie wiesz, że najpierw trzeba się przedstawić a potem możemy
rozmawiać o interesach.- Jak mnie ten facet denerwuje. Widziałem, że
moim towarzyszom również działa na nerwy.
-Nie
musisz nas uczyć dobrego wychowania. Lepiej gadaj czego chcesz.- Stwierdził
Joni z mordem w oczach.
-Już dobrze, dobrze. Powinniście wiedzieć po co was tu
wezwałem. Chyba wczoraj mój sługa was o tym powiadomił?!- Zapytał z wrednym
uśmieszkiem.
-Więc
stwierdzę, że jesteś pojebany jeśli sądzisz, że damy ci jakąś ofiarę.-
Stwierdził Will.- W ogóle dlaczego mamy ci dawać jakąś ofiarę?- Spytał. Na te
słowa Taki zaśmiał się sztucznie.
-Jak
to „po co”?! Jeżeli chcecie jeszcze żyć to musicie to zrobić. Ja tu rządzę i
musicie się mi podporządkować. Jeśli nie to was zniszczę.- Powiedział a ja zacząłem
się śmiać. Will i Joni uśmiechali się. Fukusawę zdziwiła moja reakcja.
-W
tym świecie nie ma rządzących. Rządzi najsilniejszy a nie ten, co sobie tak
stwierdzi. Chodźcie chłopaki. Nie będziemy marnować naszego czasu na jakiegoś
śmiecia.- Stwierdziłem i obróciłem się aby iść sobie stąd.
-Coś
ty powiedział?!- Krzyknął Taki. Przystanąłem na jego słowa.
-To
co słyszałeś palancie.- Rzuciłem przez ramię. Widziałem rosnącą w nim
wściekłość.
-Więc
walcz ze mną. Chyba że jesteś tchórzem.- Wiedziałem, że mnie prowokuje. A co
mi tam. Obróciłem się do niego z wrednym uśmieszkiem.
-Niech
wygra najlepszy.- Powiedziałem i po chwili rzuciliśmy się na siebie ze
sztyletami. Od razu ukazałem swoją naturę.
-Powinieneś
częściej pokazywać swoje szkarłatne oczy Jason.- Powiedział, gdy lustrowaliśmy
siebie wzrokiem.
-Dla
ciebie panie Jaucourt (Żokur).- Po tych słowach ponownie zaczęliśmy walczyć.
Nie trwało to długo. Widać nie był obeznany w walce. Gdy miałem okazję wbiłem
mu sztylet w serce.- Miłej wieczności w piekle.- Wysyczałem mu do ucha i po
chwili przegryzłem mu tętnicę. Upadł na ziemię. Jego ciało zaczęło dymić by po
chwili spłonęło w zaskakującym tempie. Została po nim kupka piasku. Joni i Will
zajęli się resztą. Oczyściliśmy się trochę i wróciliśmy do willi. Opowiedziałem
wszystko Doktorkowi. Umyliśmy się i z Jonim poszliśmy do domu. Mama trochę
marudziła, że tak późno wróciliśmy. Joni szybko zasnął przytulony do mnie. Ja
do późna pisałem z Mariko. Lecz nic jej nie powiedziałem o dzisiejszym
spotkaniu.
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, udało im się pozbyć tego wampira, ciekawe jak Megumi zareguje jak się dowie, że Kiyoshi jest wilczkiem, bo Marii bardzo spokojnie przyjęła te nowiny...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia