Ja tu tylko na chwilkę bo za jakąś godzinkę wracam ponownie z niespodzianką. Właśnie ją przepisuje więc wy w tym czasie możecie sobie przeczytać kolejny rozdział TB :p
Do zobaczenia~! #Kimie ;)
No i mamy poniedziałek. Od razu wszystko wyjaśniłam Megumi i Yuko. Oczywiście nie powiedziałam, że Jason i Jonathan są wampirami, Kiyoshi wilkiem a Louis elfem. Nawet Shunsuke tego nie powiedziałam. To ich decyzja kiedy im powiedzą. Jak na razie to taka tajemnica. Wszystko znowu jest po staremu. Aktualnie są teraz WF-y. Dopiero się rozpoczęły więc nic ciekawego na razie nie ma. Oczywiście Kiyoshi i Louis muszą się pokazać nauczycielowi.
-No dobrze. Więc niech najpierw pokaże mi się Louis....-
Najwidoczniej pan Tamuro nie może wyczytać jego nazwiska.
-Guattari
(Gatari).- Powiedział Louis wyłaniając się z tłumu. Uśmiechnął się do
nauczyciela.
-Więc
to ty jesteś Louis. Miło poznać.- Powiedział pan Tomuro z uśmiechem.- A teraz
Kiyoshi Ishikawa.- Dodał. Kiyoshi wyłonił się z tłumu i spojrzał się na
nauczyciela. Miał on bardziej poważne spojrzenie.
-Coś
ci zrobiłem, że patrzysz na mnie takim morderczym spojrzeniem?- Powiedział
przestraszony pan Tamuro. Muszę przyznać mu rację. Kiyoshi patrzał się tak,
jakby chciał zabić nauczyciela wzrokiem. Na jego słowa zdziwił się lecz po
chwili uśmiechnął przyjacielsko.
-Nie,
nie. Wszystko dobrze.- Uśmiechnął się szerzej.
-To
dobrze. Ciebie również miło poznać. A teraz słuchajcie. Najpierw każdy robi
swoją własną rozgrzewkę a potem robimy wyścigi. Więc do pracy.- Powiedział
nauczyciel i każdy zabrał się za rozgrzewkę. Po jakiś 20 minutach ponownie
zebraliśmy się przy wuefiście.
-Jeśli
chcecie to możecie dobrać się z osobą, z którą chcecie się ścigać.- Kila osób
to zrobiło. W tym Kiyoshi i Jason.
-Więc,
kto pierwszy?- spytał wesoło pan Tamuro.
-My.-
Powiedzieli zgodnie Kiyoshi i Jason. Patrzeli się na siebie z zamiarem mordu.
Do tego chytry uśmieszek. Stanęli na linii startowej.
-No
dobrze. Ustawcie się. Zrobicie 2 okrążenia.- Powiedział lekko zaniepokojony
nauczyciel. Chłopcy ustawili się. Inni chłopacy z klasy zakładali się, który z
nich wygra.
-Gotowi,
do startu.....START!- Krzyknął nauczyciel i zagwizdał. Biegli łeb w łeb. Cała
klasa ich dopingowała. Zrobili już jedno okrążenie. Nawet drugie ale biegli
dalej. Mimo iż nauczyciel kazał tylko 2. Nadal nie było widać kto wygra. Razem
przebiegli 8 kółek. A nasz stadion ma 600m. Czyli to daje....4,8 km!! I mimo to
był remis. Nauczyciel był w szoku.
-Mimo
iż jest remis obaj dostajecie celujący.- Stwierdził pan Tamuro z
uśmiechem.
-Niech
teraz pan wytyczy najlepszego z reszty grupy. Wtedy w 3 będziemy się ścigać.-
Powiedział Kiyoshi. Widać było w jego oczach chęć rywalizacji. I tak się stało.
Każdy biegł i powoli wyznaczał się najlepszy. Okazał się nim Shunsuke. Pewnie
się dziwicie, dlaczego nie Joni?! Otóż później Kiyoshi stwierdził, że Joni
biega tak samo jak Jason. Dlatego przebiegł się z jednym z chłopaków i wygrał.
Po tym cały czas siedział na ławce i prowadził pogaduszki z braciszkiem i
Kiyoshim. Trójka finalistów ustawiła się na starcie i po usłyszeniu gwizdka
ruszyli. Oczywiście teraz mieli przebiec tylko 2 kółka. Najpierw szli łeb w
łeb. Lecz ponownie Kiyoshi z Jasonem zremisowali i to oni zwyciężyli. Na
początku myślałam, że Shun załamie się przegraną. A to go jeszcze bardziej
nakręciło. Powiedział, że będzie tak trenował, że pewnego razu ich przegoni.
Później oni odpoczywali a dziewczyny biegały truchcikiem. Podczas naszego biegu
Megumi się wywróciła.
-Megumi!-
Od razu usłyszeliśmy krzyk Kiyoshiego. W mgnieniu oka znalazł się przy niej.-
Coś cię boli?- Spytał.
-Kostka.-
Odpowiedziała Megi z jękiem bólu. Gdy dotknął jej kostki ona aż krzyknęła z
bólu.
-Najwidoczniej
jest lekko skręcona. Zabiorę ją do pielęgniarki.- Powiedział Kiyoshi do
nauczyciela i wziął Megi na ręce.
-Dobrze,
dobrze. Ja przyjdę tam za chwilę, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.-
Powiedział nauczyciel z troską.
-Dobrze.-
I poszli. Biedna Megi. Jason widząc moje zmartwienie przytulił mnie do siebie
od tyłu.
-Wszystko
będzie dobrze. To tylko lekkie skręcenie. Nie martw się tak.- Powiedział mi do
ucha. Uspokoiłam się na te słowa. Trener kazał nam iść do szatni a sam udał się
do pielęgniarki. Przebrałam się w miarę szybko i wraz z Jasonem, Jonim, Yuko,
Louisem i Shunem czekaliśmy na nich przy bramie szkoły. Mam nadzieje, że
wszystko w porządku.
Od
razu, gdy zobaczyłem, że Megumi przewróciła się podbiegłem do niej. Miałem
nadzieje, że nic jej się nie stało.
-Megumi!-
Krzyknąłem. Bałem się o swoja dziewczynę. W mgnieniu oka znalazłem się przy
niej.- Coś cię boli?- Spytałem.
-Kostka.-
Odpowiedziała Megi z jękiem bólu. Gdy dotknąłem jej kostki ona aż krzyknęła z
bólu.
-Najwidoczniej
jest lekko skręcona. Zabiorę ją do pielęgniarki.- Powiedziałem do nauczyciela i
wziąłem Megi na ręce.
-Dobrze,
dobrze. Ja przyjdę tam za chwilę, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.-
Powiedział nauczyciel z troską.
-Dobrze.-
Powiedziałem i ruszyłem do pielęgniarki. Gdy weszliśmy położyłem ja na jednym z
łóżek. Ponownie krzyknęła z bólu, gdy lekarz dotknął jej kostki. Dzisiaj był,
gdyż jest to mąż pielęgniarki.
-Jest
tylko lekko skręcona. Dam ci coś przeciwbólowego i ją nastawię.- Powiedział
lekarz i po chwili dawał jej zastrzyk.
-Nie,
nie. Ja nie chcę.- Mówiła w płaczu Megi.
-Nie
bój się Megumi. Jestem tu z tobą. Nigdzie się nie wybieram. Możesz mnie trzymać
za rękę.- Musiałem ją jakoś uspokoić. Wzięła mnie za rękę i lekko się
przytuliła. W tym czasie lekarz nastawił jej kostkę. Obwinął ją bandażem i
kazał iść z tym do szpitala. Powiedziałem, że ją tam zaprowadzę. Starłem Megi
łzy z twarzy i ponownie wziąłem na ręce. Przy bramie czekała na nas nasza
trupa.
-I
jak? I jak?- Od razu spytała się Mari. Widać bardzo martwiła się o
przyjaciółkę.
-Trzeba
ją zawieść do szpitala. Tam pewnie założą jej gips. Ale to tylko lekkie
skręcenie.- Powiedziałem. Widziałem małe przerażenie w ich oczach.
-Chodźmy
do pana Tamuro. On jeszcze nie pojechał do domu więc może nas podwieźć.-
Powiedział Shunsuke. Nie powiem, był to dobry pomysł.
-Zróbmy
tak. Ja pojadę z panem Tamuro aby zawieść Megi. A wy idźcie do domu. Zawiadomię
was jak już wszystko będzie w porządku.- Bo przecież wszyscy nie zmieścimy
się w 5-osobowym samochodzie. Mariko chciała się sprzeciwić, lecz Jason jej
to uniemożliwił. Oni poszli do domu a ja z Megumi na rękach na parking. Tam-
jak się spodziewałem- spotkałem pana Tamuro. Nie musiałem mu wszystkiego
wyjaśniać. Od razu zawiózł nas do szpitala. Polubiłem go. Zwłaszcza za tak
szybką jazdę samochodem. W szpitalu nie opuszczałem Megi na krok. Nawet ona się
ode mnie nie odczepiała. Po założeniu gipsu pan Tamuro zawiózł nas pod dom
Megumi. Podziękowałem mu za pomoc. Chciał mnie odwieźć ale odmówiłem.
Powiedziałem, że mam coś jeszcze do załatwienia. Zaniosłem Megi do domu.
-Dziękuje
ci za pomoc.- Powiedziała, gdy posadziłem ją na jej łóżku.
-Nie
ma za co. Przecież jesteś moją dziewczyną. I martwię się o ciebie. Przynieść ci
coś? Pewnie jesteś głodna. Nie ruszaj się stąd. Za chwilę przyjdę.-
Powiedziałem i ruszyłem do kuchni. Przygotowałem kilka kanapek i herbatę. Gdy
wróciłem do pokoju, Megumi leżała na łóżku z zamkniętymi oczami. Wyglądała
naprawdę słodko. Postawiłem tackę z jedzeniem na stoliku nocnym. Usiadłem obok
niej i odgarnąłem jej włosy z oczu. Na ten gest lekko otworzyła oczy.
-Nie
ma jeszcze spania Śpioszku. Najpierw zjedz i się przebierz. Wtedy możesz iść
spać. – Powiedziałem z uśmiechem.
-No
dobrze.- Powiedziała z lekką niechęcią. Zostałem dopóki nie zjadła i się nie
przebrała. Gdy poszła się myć, ja umyłem naczynia. Wróciłem do pokoju i
czekałem aż wyjdzie z łazienki.
-Możesz
już iść do domu.- Usłyszałem z łazienki po jakichś 10 minutach.
-Jeśli
się wstydzisz to mogę wyjść na chwilę z pokoju.- Odpowiedziałem, uśmiechając
się na jej słowa. Po chwili jednak wyszła z łazienki. Miała śliczną piżamkę.
Bluzeczka z krótkim rękawkiem i do tego krótkie spodenki. Całość w kolorze
brzoskwini. Na jej twarzy widniał rumieniec. Wstałem z łóżka i pomogłem jej
dojść do niego. Od razu się położyła i przykryła pod sam nos.
-No
wiesz co. Tak się chować przede mną.- Zaśmiałem się pod nosem i przytuliłem ją
przez kołdrę. Gdy chciałem wstać, poczułem jak ktoś łapie mnie za ramię. Była
to oczywiście Megumi, która postanowiła jednak trochę się odsłonić. Usiadłem z
powrotem a ona od razu się do mnie przytuliła.
-Dziękuję
za opiekę.- Powiedziała a jej głos stłumiła moja koszulka.
-Nie
musisz. Wszystko w porządku?- Spytałem, a ona odkleiła się ode mnie. Kiwnęła
tylko głową, że tak. Patrzeliśmy sobie w oczy. Pocałowałem ją delikatnie w
usta. Po chwili ponownie to zrobiłem lecz nie oderwałem się od jej ust.
Przytuliłem ją do siebie mocniej. Po jakiejś chwili pchnąłem ją aby się
położyła. Nie oderwałem się od jej ust. Dopiero po chwili to zrobiłem. Na jej
twarzy widniał rumieniec. Zasłoniła się do szyi. Zaśmiałem się lekko.
-Nie
bój się. Nic ci nie zrobię bez twojej zgody.- Powiedziałem i dałem jej całusa w
czoło. Uśmiechnęła się na te słowa.
-No
dobrze. Starczy już. A teraz zmykaj do domu bo będziesz jeszcze spał na
siedząco w szkole.- Zaśmiała się na to. Zrobiłem to samo.
-Dobrze.
Dobranoc Słońce. Dałem jej ostatniego całusa dzisiaj i poszedłem do siebie. Po
drodze napisałem SMS`a do wszystkich, że wszystko w porządku.
-Tatuś~!-
Usłyszałem i zobaczyłem biegnącą w moją stronę Emiko.
-Cześć
Skarbie.- Uśmiechnąłem się do niej i wziąłem na ręce.- Co dzisiaj porabiałaś?-
W końcu tatuś musi wiedzieć co jego córeczka robiła.
-Byłam
w szkole a później pomogłam przy kolacji i pobawiłam się z Eiichi-kunem.-
Powiedziała radośnie.
-To
dobrze. Przynajmniej się nie nudziłaś. A stęskniłaś się za mną?- Nadal ma
siły?! Ja po szkole czuję się z nich wypompowany.
-Tak~!
A gdzie Tatuś był, że tak późno wrócił?- Spytała z zaciekawioną minką.
-W
szpitalu. Moja koleżanka z klasy skręciła sobie kostkę i musiałem jej pomóc.-
Przecież nie powiem jej, że mam dziewczynę.
-Ojojoj~!
Oby szybko wyzdrowiała.- Powiedziała z uśmiechem.
-Też
tak myślę. A teraz chodźmy coś zjeść.- Powiedziałem i ruszyłem wraz z Emiko do
jadalni. Wieczór szybko minął. Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się. Powiedziałem
wszystkim „Dobranoc!” i sam udałem się do swojego domku. Zasnąłem w mgnieniu
oka.
Aktualnie
byłem w willi. Właśnie rozmawiałem z Willem. Zadzwonił on do mnie abym jak
najszybciej się zjawił.
-Co
się stało?- Spytałem od razu.
-Wczoraj
przyszedł tu jeden gościu. Powiedział, że jeśli nie damy mu „ofiary” to nas
zniszczy.- Przekazał mi Will.
-Że
co? Co on sobie myśli?! Gdzie on mieszka?!- Spytałem od razu. Nie będę robił
za sługę.
-Mamy się z nim jutro spotkać o 22 na opuszczonym
cmentarzu.- Odpowiedział mi.
-Widać
wybrał sobie miejsce pochówku.- Stwierdziłem na co Will się uśmiechnął.
-Co
się stało, że przyszli? Przecież wcześniej tego nie robili?- Zapytał się Joni.
To prawda. I było to trochę dziwne.
-Może
nie chcą mieć konkurencji. Albo po prostu się nudzą.- Odpowiedział mu Doktorek.
-Coś
się stało Niko?- Nie wyglądał najlepiej. Był bledszy niż zazwyczaj.
-Nie,
nic. Po prostu jestem zmęczony. Zacząłem pracować w szpitalu.- Prawda. Kiedyś szpitale
były całkiem inne. Teraz to lekarze harują po kilkanaście godzin dziennie.
-Idź
spać. Jutro ja, Joni i Will pójdziemy na spotkanie. Opowiemy ci wszystko, gdy
wrócimy.- Nie chcę zabierać zombiaka na spotkanko. A i tak nie potrzeba dużo
osób. Ukłonił się lekko i poszedł do siebie. My z Jonim również to zrobiliśmy.
Ale poszliśmy do drugiego domu.
Uśmiechałem
się, gdy dostałem SMS`a od Kiyoshiego. Wróciwszy do domu zjadłem kolację,
umyłem się, przebrałem i położyłem się w łóżku. Dzisiaj wyjątkowo spałem sam.
Najwidoczniej Joni był tak zmęczony, że nie dotarł do mojego pokoju. Heh,
mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów.
Hej,
OdpowiedzUsuńświetnie, Kiyoshi tak bardzo martwi się o Megumi, ciekawie z tym spotkaniem, czemu teraz...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, Kiyoshi bardzo martwi się o Megumi, ciekawie z tym spotkaniem, czemu teraz...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga