sobota, 30 kwietnia 2016

Be with Me- Rozdział 1

Dobry wieczór~! ^.^
Postarałam się i napisałam pierwszy rozdział nowego opowiadania~! :3
Już powiem, że nie jest z anime! :p Pomysł własny~! ;)
Ostrzegam!
Paring boy x boy, sceny przemocy i gwałtu! x.x
Jak ktoś nie lubi lub jest wrażliwy niech nie czyta.
A kto lubi to wiadomo :)
Nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania~! ^.^
Miłego wieczoru~! :*
#Kimie

Moim ulubionym momentem w życiu jest moje dzieciństwo. Gdy byłem mały i większość czasu bawiłem się z rówieśnikami. Gdy na śniadanie jadłem naleśniki z dżemem i czekoladą, po czym miałem całą brudną buzię. Gdy uczyłem się jeździć na rowerze najpierw z czterema kółkami, a później z dwoma. Gdy przez moje rysunki nie było miejsca na lodówce. Gdy po prostu mogłem trzymać mamę i tatę za ręce i śmiać się, skacząc wesoło. Jednak w jednym momencie wszystko się popsuło, a stało się to, gdy miałem 10 lat. Wtedy właśnie zmarł tata. Było to wypadek, wpadli w poślizg. Mama przeżyła lecz straciła dziecko. Po tym wszystko się zmieniło. Mama już nie była szczęśliwa. Byłem jeszcze mały i nie wszystko rozumiałem ale jej to nie ochodziło. Pewnego dnia przyszła piana. Wykrzyczała, że tato nie był moim ojcem, że to wszystko moja wina. Wtedy pierwszy raz mnie uderzyła. Byłem tak zszokowany i smutny, że po prostu zamknąłem się w pokoju i zasłoniłem uszy aby nie słyszeć jej krzyku. Mama popadła w alkoholizm. Wręcz cały czas była piana. Mną się nie interesowała. Nie sprawdzała, czy coś zjadłem, czy dobrze się czuje, czy odrobiłem lekcje. Czasami sobie o mnie przypominała ale to tylko wtedy, gdy nie miała na wódkę i wtedy mnie biła. Mogłem tylko uciekać i wracać, gdy zaśnie albo wyjdzie z domu. Uczyłem się, gotowałem, sprzątałem. Często brakowało mi na jedzenie, wtedy głodowałem. Jednak szkolna kucharka, która wiedziała o mojej sytuacji, dawała mi czasem jakiś obiad albo kanapki. W ramach podziękowania pomagałem jej w sprzątaniu. To jedyne, co mogłem zrobić. Z czasem zacząłem sobie dorabiać- kosiłem trawniki, wychodziłem z psami na spacery, sprzątałem w knajpach. Jednak matka zabierała mi część pieniędzy. A jak nie chciałem jej dać to biła. Raz nawet złamała mi rękę.

Od tego czasu minęło 8 lat, czyli teraz mam już 18. Mimo to dalej jest tak samo. Mama pije, a nawet sypia z facetami za pieniądze. Wiem, bo przychodzi z nimi do domu. Mieszkamy w starej kamienicy, a tu pełno jest pijaków, narkomanów, złodzieji. A ja, Aki, dalej muszę tu mieszkać. Został mi jeszcze rok szkoły, a wtedy się wyprowadzę do mojego przyjaciela Mito, który jest ode mnie rok starszy. Właśnie skończył szkołę i poszedł do pracy, a niedługo wynajmnie sobie mieszkanie. U niego nikt nie pije ale jest mnóstwo osób. Ma dwie siostry i trzech braci oraz ojca. Matka zmarła na jakąś chorobę. Mimo to dobrze sobie radzą. Sam wolałbym żyć w takim tłoku niż z matką alkoholiczką.
Aki Harada (18l.)

Wstałem wcześnie rano. Najpierw rozejrzałem się po małym mieszkaniu. Na szczęście matki nie było, więc miałem spokuj. Umyłem twarz i zęby, po czym ubrałem się. Zroobiłem sobie herbatę i kanapkę z serem, po czym spakowałem sobie wczorajszy obiad. Wziąłem jeszcze torbę z książkami i poszedłem na autobus. Po jakiś 10 minutach jazdy byłem w szkole. Lekcje na szczęście szybko mi minęły. Po szkole poszedłem do sklepu, w którym pracuję już od pół roku. Dzięki temu mam pieniądze na jedzenie i opłaty oraz spokój od matki. Na moje szczęście ten sklep jest za daleko od kamienicy.
-Hejo Aki.- Przywitał mnie Haru, który właśnie wykładał gazety.
-Cześć Haru. Pomóc ci?- Zapytałem zawiązując fartuch.
-Nie, dzięki. Ty lepiej wyłóż serki i pocky.- Powiedział oglądając sobie magazyn sportowy. Zawsze przy wykładaniu gazet przegląda większość, przez co zajmuje mu to więcej czasu niż potrzeba.
-Dobrze.- Poszedłem najpierw do magazynu po odpowiednie kartony, a później do lodówek. Ułożenie serków i pocky nie zajęło mi dużo czasu, więc poszedłem na kasę. O tej porze był spokój, więc mogłem odrobić lekcje.
-Lekcje?- Zapytał Haru, podchodząc z lizakiem w buzi.
-Taa. Wole tu już zrobić niż w szkole. A zwłaszcza w domu.- Westchnąłem znad zadania.
-To może idź na zaplecze i tam odrób lekcje na spokojnie?! Ja postoję na kasie.- Zaproponował.
-Nie. Nie płacą mi przecież za odrabianie lekcji. Ruchu nie ma, więc spokojnie zrobię.- Spojrzałem na niego z uśmiechem.
-No niech ci będzie. To masz.- Położył na moim zeszycie lizaka.- Za twoją ciężką pracę. Ja idę poukładać puszki.- Powiedział, po czym machając mi pojechał z wózkiem do odpowiedniego działu. Zaśmiałem się i odmachałem mu, po czym wziąłem się za zadania.

Haru nakane (22l.)

Gdy skończyłem pracę zrobiłem małe zakupy i wróciłem do domu. Gdy weszłem usłyszałem jakieś śmiechy z sypialni. Pewnie matka przyszłą z jakimś fagasem. Poszedłem po cichu do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz. Od razu założyłem słuchawki i włączyłem muzykę aby nie słyszeć jak będą się pieprzyć. Odrobiłem do końca lekcje przy małej lampce, po czym słysząc, że matka i proawdopodobnie ten facet zasnęli sam przebrałem się i położyłem. Patrzałem dłuższy czas w sufit, zastanawiając się jak szybciej się stąd wyrwać, przy czym zasnąłem.

Następny dzień nie zapowiadał się ciekawie. Rano, gdy wyszedłem ze swojego pokoju aby zrobić sobie coś do jedzenia, matka siedziała w kuchni. Jak zwykle zignorowałem ją. Bo po co rozmawiać z pianą osobą? I o czym? Wstawiłem wodę na herbatę i szybko zacząłem robić kanapki.
-Aki-! Gdzieśś ty był~?- Wybełkotała mama, jednak ja się nie odzywałem. I tak ją to nie interesuje.- Mów gówniarzu!- Krzyknęła. Ja dalej nic nie mówiłem tylko spakowałem szybko kanapki do plecaka, a herbatę już sobie odpóściłem.- Pieniądze...... Dawaj pieniądze!- Krzyknęła i omal nie spadła z krzesła.
-Nie mam kasy.- Powiedziałem cicho. Wszystkie oszczędności trzymam u Mito, a przy sobie mam tylko pieniądze na autobus.
-Masz szczeniaku!- Krzyknęła, po czym wstała, podeszła do mnie chwiejnym krokiem i złapała mnie za przód koszulki.- Dawaj kasę!- Krzyknęła ponownie, a mi się zrobiło niedobrze od zapachu alkoholu.
-Nie mam. Puść mnie.- Powiedziałem spokojnie przy czym próbowałem odepchnąć ją od siebie.
-Ty kłamco!- Krzyknęła i wymierzyła mi policzek.- Ty morderco!- Chciała uderzyć mnie jeszcze raz lecz zrobiłem unik i uciekłem. Pobiegłem szybko na przystanek. Wiem, że mnie nie dogoni ale przez te jej krzyki omal nie spóźniłem się na autobus. Widziałem w szybie w swoje odbicie i na szczęście oprócz czerwonego policzka nie miałem nic więcej. Przed wejściem do szkoły napisałem do Mito aby zapytać się gdzie pracuje po południu. Odpisał mi, że w kawiarni, więc mogłem iść się z nim spotkać.

Dzisiaj nie miałem dużo zajęć, a z w-fu mogłem się zwolnić, więc szybko zjawiłem się w kawiarni. Nie zdążyłem powiedzieć "Dzień dobry", a już zostałem zmiażdżony w uścisku Mito.
-Akiś~! Jak ja się za tobą stęskniłem~!- Powiedział radośnie.
-Oj Mito, nie widzieliśmy się tydzień.- Powiedziałem ze śmiechem.
-To AŻ tydzień Aki~!- Zaśmiałem się, a ten odkleił się ode mnie z oburzoną miną.
-Oj nie złość się. Też za tobą tęskniłem.- Uśmiechnąłem się do niego uroczo. To zawsze na niego działa. Od razu się uśmiechnął i jeszcze raz mnie przytulił.
-No dobra, dobra. Chodź, zrobię ci dobrą kawkę. A ty opowiesz mi co u ciebie.- Powiedział radośnie łapiąc mnie za rękę i ciągnąc do baru.
-A co ma być? Jest jak zwykle.- Powiedziałem z grymasem, siadając na krzesełku. Mito spojrzał na mnie smutno.
-Biła cię?- Spytał cicho.
-Tylko dzisiaj mnie spoliczkowała, bo chciała kasę ale jej nie dałem. A tak to na razie mam spokój.- Spojrzałem na niego smutno.
-Wiem Aki, że jest źle. I obiecuję, że niedługo wyprowadzisz się stamtąd i zamieszkamy razem.- Uśmiechnął się do mnie pocieszająco.
-Wiem, wiem. Szkoda, że już teraz nie mogę tego zrobić.- Westchnąłem, opierając głowę na dłoni.
-Dasz radę. Widać twoja matka ostatnio daje sobie spokój z tobą. Wytrzymaj jeszcze z trzy, cztery miesiące. Dobrze? Zrobisz to dla mnie?- Spojrzał na mnie miną szczeniaczka, a ja się zaśmiałem.
-Tak, tak~! Zrobię to dla ciebie~!- Powiedziałem z uśmiechem.
-Yupi~!- Krzyknął wesoło.- Koniec tych smutnych tematów. Teraz proszę. Rozkoszuj się czekoladowym capuccino~!- Podał mi filiżankę z dużą ilością pianki. Od razu zatopiłem usta w napoju.
-Mmm~! To jest pyszne~!- Mito naprawdę wprawił się w robieniu kawy.
-Cieszę się, że smaczne. Chcesz ciasteczko?- Zapytał.
-Nie, dziękuje.
-Ale ja nalegam.
-Wiesz Mito, że mnie nie stać.
-To ja zapłacę. Gratis do kawki, ty chudzielcu.- Powiedział z uśmiechem, po czym ukroił kawałek ciasta i mi podał. Siedziałem u niego z jakieś pół godzinki, miło z nim rozmawiając. Jednak praca czekała, więc musiałem się pożegnać i pognać do sklepu.

Mito Eguchi (19l.)

Wróciłem dzisiaj wcześniej, gdyż przyszła kierowniczka, więc nie musiałem siedzieć do późna. Gdy wróciłem do domu było dziwnie cicho. Nawet nie słyszałem pijackich śpiewek. Poszedłem do salonu, gdzie siedziała moja mama z jakimś facetem. Zdziwiło mnie, że na stole nie było ani jednej butelki. Matka uśmiechała się głupio, a ten facet patrzał na mnie uwarznie.
-No i przyszedł Aki~!- Wyśpiewała matka, śmiejąc się cicho.
-Co tu się dzieje? Kim jest ten facet?- Zapytałem od razu. Coś mi tu się nie podobało.
-To jest pan Shirosama. Twój właściciel.- Powiedziała z uśmiechem.
-Że co?! Jaki właściciel?!- Krzyknąłem oburzony.
-No co się tak dziwisz? Myślisz, że możesz tu mieszkać za darmo? Nie dajesz mi pieniędzy to znalazłam rozwiązanie. Pan Shirosama zapłacił za ciebie. Więc od teraz masz sie go słuchać. A no i oczywiście wyprowadzasz się stąd. Więc pakuj panatki i idź ze swoim "Panem".- Zaśmiała się, po czym wzięła butelkę wina z kuchni i wyszła. A ja stałem tak zszokowany. Sprzedała mnie?!! Ale przecież tak nie można!!
-Zaczekaj!- Krzyknąłem, obracając się. Już chciałem za nią pobiec ale ten facet złapał mnie za ręce od tyłu.
-Gdzie uciekasz? Teraz jesteś mój i nie potrzebna ci ta kobieta.- Powiedział mi wprost do ucha.
-Puść mnie oblechu!- Krzyknąłem i szarpnąłem się, próbując się wyrwać z jego uścisku.
-Widzę, że jesteś niegrzecznym chłopcem. Lubię takich.- Uśmiechnął się, po czym rzucił mnie na kanapę. Chciałem wstać lecz ten przygniótł mnie swoim ciałem.
-Złaź ze mnie!- Krzyknąłem, wierzgając rękoma i nogami.
-Spokojnie. Będzie ci przyjemnie. Na początku chciałem poczekać aż pojedziemy do mnie ale jesteś tak uroczy, że nie mogę się powstrzymać. Szybki numerek nie będzie taki zły.- Uśmiechnął się obleśnie, po czym polizał mnie po szyi, a jego ręce wślizgnęły się pod moją koszulkę.
-Puszczaj mnei ty zboczeńcu!- Krzyczałem i próbowałem się od niego odsunąć lecz nic to nie dawało. Tylko bardziej go wkurzyłem.
-Sam tego chciałeś.- Warknął i obrócił mnie na brzuch, odpinając szybko moje spodnie. Przycisnął mnie ręką do kanapy, więc nie miałem możliwości sie ruszyć. Wtedy zauważyłem butelkę blisko łóżka. Złapałem ją i odczekałem chwilę aż poluźni nieco uścisk. Gdy to zrobił, gdy chciał rozpiąć swoje spodnie, obruciłem się i uderzyłem go butelką w głowę. Z krzykiem odsunął się w tył. Wykorzystałem okazję. Szybko zszedłem z kanapy, zapinając spodnie. Wziąłem swoją torę i wybiegłem z mieszkania. Biegłem ze łzami w oczach. Nie mogłem uwierzyć, że rodzona matka mnie sprzedała jak jakąś dziwkę. Łzy przysłoniły mi widoczność, przez to wpadłem na kogoś i upadłem....

środa, 27 kwietnia 2016

Amnezja- Rozdział 5

G'evening~! ^.^
Ponownie przychodzę późną porą :p No ale z pieskiem musiałam wyjść na spacer :3 A że jest bardzo zimno- możliwe 0 stopni- to musiałam zrobić sobie herbatkę~! ^.^
Tak więc z zieloną herbatka i kanapeczkami przybyłam~! ^-^
Ogółem chciałam napisać coś nowego jednak wyszło na Amnezję :p Obiecuję jednak, że jeszcze w tym tygodniu owe nowe coś się pojawi ;)
Ogółem to mam pytanko~!
Oglądał ktoś "Love Stage!" ?? o.O
Bo ja oglądałam i bardzo mi się to anime podoba i myślałam o napisaniu jakiegoś shota ^w^
I to wszystko co chciałam powiedzieć~! ^.^ Chyba o.O
No nic, zapraszam do czytania :3
Dobrej nocy i kolorowych snów~! <3
#Kimie

Po przerwie obiadowej i lekcjach nadszedł czas na trening. A już myślałem, że będę mógł się dłużej polenić ale nie. Glon postanowił, że treningów nie można przerywać na długo i trzeba ostro ćwiczyć. Chciałem się wywinąć mówiąc, że przecież Akashi nie ćwiczy to ja jako jego opiekun też nie powinienem. Jednak Akashi chciał potrenować, a zwłaszcza pooglądać naszą grę. Nie mając innego wyboru- wykłócać się z kapitanem nie będę, gdyż wie o nożyczkach- przebrałem się i ćwiczyłem. Rozgrzewka, one on one z Kise z cztery razy- za każdym razem przegrał, mecz z drugim składem. Akashi siedział na ławce i dokładnie nam się przyglądał. Nie wyglądał, jakby miał amnezję. Nawet przez chwilę myślałem, że jej nie ma. Jednak jak po meczu podeszliśmy do niego to uśmiechnął się lekko i już wiedziałem, że jednak nie.
-Dobra robota.- Pochwalił nas Akashi. Aż zapiszę to sobie w kalendarzu. A tak to nas wykończy, przypomni o nauce i nic więcej.
-Aominecchi~! Zagramy jeszcze one on one?!- Zapytał Kise, patrząc na mnie szczenięcym wzrokiem. Napiłem się wody, chwilę się zastanawiając.
-Nie.
-Aominecchi~! Proszę~!
-Nie. Muszę się pouczyć.- Powiedziałem to, co pierwsze miałem na myśli. Wszyscy oprócz Akashiego spojrzeli na mnie zszokowani. Nie mówiąc nic więcej udałem się do szatni. Wziąłem prysznic, ubrałem się i ignorując mordercze spojrzenie Midorimy wyszedłem z szatni. Poszedłem na salę, gdzie czekał na mnie Akashi. O dziwo nie siedział na ławce, a rzucał do kosza. Stałem tak w drzwiach i przyglądałem mu się. No co?! On się na mnie gapił przez cały trening to ja mogę się na niego pogapić chociaż przez pięć minut.
-Zamierzasz tam tak stać?- Usłyszałem nagle. Tak się zamyśliłem, że nie zauważyłem jak Akashi przestał rzucać do kosza i posprzątał piłki.
-Nie. Po prostu nie chciałem ci przeszkadzać.- Powiedziałem podchodząc do niego.- Przypomniałeś coś sobie?- Zapytałem. Muszę przecież wiedzieć czy mój wysiłek nie idzie na marne.
-Tylko o waszych umiejętnościach i prowadzeniu treningów. Nic więcej.- Powiedział z zastanowieniem. W sumie to dobrze idzie. Chociaż nie obraziłbym się, gdyby przypominał sobie wszystko szybciej.
-Idziemy? Czy chcesz sobie jeszcze pograć?- Zapytałem.
-Idziemy. Nauka czeka.- Powiedział biorąc swoją torbę z ławki.
-He?! Jaka nauka?!- Zapytałem zdziwiony, próbując ukryć ziewnięcie.
-Sam mówiłeś, że musisz się pouczyć. Dowiedziałem się od Tetsuyi, że jutro macie sprawdzian z geografii. Pomogę ci w nauce.- Powiedział z uśmiechem, idąc w stronę wyjścia. A ja przeklinałem się w duchu. Dlaczego musiałem powiedzieć coś takiego?!! Mogłem powiedzieć prosto „Nie, bo nie.” i koniec. A tak to wkopałem się w naukę. Debil ze mnie. Niech cię Tetsu piekło pochłonie! Z westchnieniem godnym męczennika poczłapałem za czerwonowłosym.

Jak wróciliśmy do domu od razu wzięliśmy się do nauki. Znaczy ja chciałem sobie odpocząć ale Akashi wszedł za mną do pokoju. I jak chciałem go jakoś wyprosić i poprosić aby przyszedł za godzinkę to nie zdołałem nic powiedzieć, gdyż zagroził mi nożyczkami. Dlaczego to musiał sobie przypomnieć?!! Nie mając innego wyjścia przebrałem się w wygodne ciuchy- na to pozwolił Akashi, gdyż sam chciał to zrobić aby nie pognieść mundurka- i wziąłem się za uczenie. Szło mi bardzo opornie, gdyż na tych lekcjach zazwyczaj ucinam sobie drzemki. Nie moja wina, że gadanie nauczyciela działa na mnie niczym kołysanka. Akashi jednak był bardzo cierpliwy i tłumaczył mi wszystko i pomagał robić notatki. Nie chciałem jednak nauczyłem się na ten głupi sprawdzian. A to się ten stary pierdziel zdziwi, gdy zdam na stówę.
-Przerwa~! Bo mi mózg wysiądzie~!- Jęknąłem i opadłem na dywan.
-Jestem ciekaw jak ty się wcześniej uczyłeś.- Powiedział Akashi przeglądając książkę.
-Nie uczyłem się.- Przyznałem szczerze.
-To jak niby zdawałeś?- Zapytał szczerze zaciekawiony.
-Po prostu mam szczęście w trafianiu prawidłowych odpowiedzi. A z pisemnych pisałem to co wiedziałem. Zwłaszcza, że Satsu przed egzaminami często mówiła pod nosem różne teorie i tak dalej.- Raz to nawet specjalnie przyszła na dach aby najpierw pomarudzić jaki to ze mnie leń, a potem mówiąc wszystko ze swoich notatek. Potrafiła zabrać nawet moją kochaną gazetkę i zagrozić, że jeśli nie zdam spali je wszystkie. Jednak dzięki mojej zajebistości i geniuszowi wszystkie gazetki ocalały. No może jedna ucierpiała ale to przez Akashiego. Zabrał mi ją prosto z szafki i zrobił z niej konfetti.
-To można powiedzieć, że się uczyłeś tylko na swój pokręcony sposób.- Stwierdził Akashi z uśmiechem. W sumie miał trochę racji, jednak ja wolę się trzymać swojej wersji.- A teraz wstawaj z tej podłogi. Jeszcze trochę nam zostało.
-No weź~! Jeszcze trochę odpoczynku.- Mruknąłem. Ten dywan był całkiem mięciutki i wygodny.- Też sobie odpocznij.- Zasugerowałem.
-He?!- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Odpocznij.- Powiedziałem łapiąc go za ramię i ciągnąć w dół. Akashi był tak zaskoczony, że nie zdążył zareagować i już po chwili leżał na plecach obok mnie.- I jak?- Zapytałem po chwili.
-Nijak.- Odpowiedział i chciał wstać lecz złapałem go ponownie za ramię i pociągnąłem z powrotem. Widząc, że chce wstać ponownie pociągnąłem go w dół. Jednak teraz przyciągnąłem go do siebie, obejmując jego szyję. Akashi miał głowę na moim ramieniu, a ja ręką uniemożliwiłem jego ruchy.
-Odpoczywamy i nie słyszę żadnego ale.- Powiedziałem stanowczo.
-Puść mnie. Jak tego nie zrobisz to...- Zaczął grozić.
-Wiem, wiem. Ale jak mówiłem wcześniej, poleżymy tak jeszcze chwilę i wracamy do nauki.- Powiedziałem spokojnie. O dziwo Akashi nic już więcej nie powiedział. Leżeliśmy więc tak sobie, po czym powróciliśmy do nauki. Na szczęście szybko się uwinęliśmy, po czym poszliśmy na kolację. Byłem tak głodny, że aż poprosiłem o dokładkę. Po kolacji każdy poszedł do siebie, więc mogłem się polenić. Rozłożyłem się na kanapie i włączyłem sobie jakiś horror. Później jednak przełączyłem na jakąś komedie, gdyż tamten film był strasznie nudny. Po obejrzeniu filmu przebrałem się i położyłem na łóżku. Przez poranną pobudkę i niemożliwość drzemki na dachu byłem dość śpiący. Po jakiś 20 minutach leżenia usłyszałem pukanie. Kto do cholery puka o tej godzinie do drzwi?! Zignorowałem to lecz po chwili usłyszałem, że ktoś wszedł do środka. Obróciłem się w stronę drzwi i ujrzałem Akashiego.
-Akashi?? Co tu robisz? Chciałeś czegoś?- Zapytałem zdziwiony.
-Nie mogę spać.- Powiedział Akashi podchodząc do łóżka.
-E?..... A~! No dobra ale co ja mam z tym wspólnego?- Zapytałem zdziwiony. Na pewno nie będę mu śpiewać jakieś kołysanki.
-Zaradź coś na to.- Odpowiedział zirytowany.
-No to pooglądaj telewizję.- Powiedziałem to co pierwsze miałem na myśli.
-To nic nie daje. Wymyśl coś innego.- Odpowiedział od razu.
-Poczytaj jakąś książkę?
-Nigdy nie zasnąłem przy czytaniu.
-Zjedz coś?
-Nie objadam się przed snem.
-Zagraj w shogi?-
-Przy tym też nie zasnę. Przy shogi trzeba się skupić.
-Zwal sobie?- Powiedziałem. Mi czasem pomaga.
-Daiki nie denerwuj mnie.- Odpowiedział ostro, po czym westchną.
-Nie wiem co ci jeszcze poradzić.- Powiedziałem zrezygnowany. Mi się tu spać chce. A przed snem trzeba wyciszyć umysł, więc mój nie działa teraz najlepiej.
-Wiem.- Powiedział Akashi po chwili ciszy. Wszedł na moje łóżko i usiadł obok mnie.- Poopowiadaj mi.
-Że co?! Co ci mam niby opowiadać?!- Spytałem zaskoczony.
-Co robiliśmy na wyjazdach.- Powiedział tak po prostu, układając się wygodniej.
-Na wyjazdach.- Powiedziałem i westchnąłem. Jakby nie mógł poprosić o to wcześniej.- Co robiliśmy? Trenowaliśmy.- Powiedziałem, bo to robiliśmy większość czasu.
-A co po treningach? Oprócz odpoczywania i jedzenia i kąpania.- Powiedział od razu. Zastanowiłem się chwilę.
-Wygłupialiśmy się. Zwłaszcza jak ciebie nie było albo poszedłeś z Midorimą grać w shogi. Zazwyczaj ja dręczyłem Kise. Straszyłem go robakami, gilgotałem go, zabierałem jakiś krem i chowałem. Tetsu czasem się nawet dołączał, zwłaszcza przy potyczkach słownych. Murasakibara też się z nami bawił. Raz przytrzymał Kise, gdy robiliśmy mu makijarz. Wyszedł z niego przezabawny klaun. Midorimie też robiliśmy psikusy. Raz wysłaliśmy mu okropny horoskop. Jego mina była bezcenna. Dopiero po obiedzie skapnął się, że to fałszywy horoskop. Ty też się przyłączałeś. Przy bitwie na poduszki, nocnych opowieściach, wypadzie na lody. Nie uczestniczyłeś tylko w grze w butelce i jedzeniu na czas. Ale tak to zawsze robiliśmy wszystko razem. No może oprócz gotowania. Nie wiem czy pamiętasz, jak ubrudziliśmy całą kuchnie czekoladowym shake'iem, bo zapomnieliśmy założyć przykrywkę. A pamiętasz może....- Spojrzałem na Akashiego, który spał sobie smacznie. Moje gadanie tak go uśpiło?! Nieważne. Ważne jednak, że zasnął. Dlaczego jednak musiał w moim łóżku. Chciałem go zanieść do jego pokoju lecz po chwili zastanowienia postanowiłem tego nie robić. Sam byłem już dość śpiący, więc.... Nie, żeby coś. W ogóle o czym ja myślę?! I tak dzieje się ze mną ostatnio coś nie tak. Mówię, że Akashi wygląda uroczo i ładnie pachnie, że ładnie się uśmiecha. No coś tu jest nie tak. I kiedy przestałem go nazywać Czerwoną Gnidą?? Spojrzałem na Akashiego. Leżał na boku z lekko otwartymi ustami. Zsunąłem się i przykryłem nas obu aż po szyję. Wtem poczułem jak Akashi robi sobie z mojej ręki przytulankę. No pięknie. Chociaż to lepsze niż poduszka. Czując ponownie zapach malin zasnąłem z myślą, że jutro zaciągnę wszystkich na lody. Tak jak kiedyś. 

EXTRA!!
Filmik pasujący do tego rozdziału ^.^








niedziela, 24 kwietnia 2016

Baby Buu~!- Rozdział 7

Doberek~! ^.^
Przybyłam z kolejnym rozdziałem~! ^w^
Obiecałam, że będzie w niedzielę tak jest :3 Sorki, że tak późno no ale szybciej się nie dało :p
Powiem wam, iż jest to przedostatni rozdział~! >.> Także jeszcze jeden się pojawi i epilog ^.^
Powiem jeszcze, że w środę będzie Amnezja albo coś nowego ^-^
Nie przedłużając zapraszam do czytania~! :*
Miłego tygodnia~! ;)
#Kimie

-No dalej Kise.
-Uch~!
-Nie musisz się spieszyć.
-Już nie mogę Aominecchi~!
-Jeszcze troszeczkę, dasz radę.
-Naprawdę już nie mogę~!
-No dobrze, dobrze. To odpocznijmy.
-Heh~! Pomóż...
-Już, już. Powoli schodź z tej piłki.
-Dobrze~!- Zaśmiałem się, po czym przy pomocy Aomine usiadłem na kanapie. Dzisiaj postanowiłem trochę poćwiczyć. Oczywiście nie mogłem ćwiczyć normalnie, bo jednak brzuch w tym przeszkadza. Ale ćwiczenia dla osób w ciąży są bardzo fajne, na przykład takie ćwiczenie z piłką. Przy asekuracji przyszłego tatusia oczywiście.
-Chcesz coś do picia?- Zapytał się Aomine, przykucając przed mną.
-Tylko wody.- Poprosiłem. Aomine wziął butelkę wody ze stolika i podał mi.- Dziękuje.- Może i te ćwiczenia były proste ale oddychać przy tym głęboko jest nieco ciężko.
-Już lepiej?- Zapytał Aomine głaszcząc mnie po biodrze.
-Tak. Ale odpocznę jeszcze trochę zanim zaczniemy dalej ćwiczyć.- Uśmiechnąłem się do niego lekko. Aomine objął mnie i przytulił do brzucha, przed tym podwijając moją bluzkę.
-Czujecie Maluchy jak wasza mamusia się stara?! W ogóle dobrze wam tam?- Zapytał wesoło.- O, czuję, że dobrze, skoro tak leniwie kopiecie.- Zaśmiał się, po czym pocałował brzuszek.- Bądźcie grzeczni to tatuś pójdzie po czekoladki dla mamusi.- Powiedział z uśmiechem przytulając się. Położyłem rękę na brzuchu, głaszcząc go powoli i wtem poczułem dwa kopnięcia.
-Tak, tak. Po ćwiczeniach tatuś pójdzie po wasze ulubione czekoladki. I żelki. I soczek malinowy.- Zaśmiałem się i ponownie poczułem kopnięcie.
-Tatuś będzie tak dobry i zrobi na kolację waszą ulubioną sałatkę.- Aominecchi zaśmiał się i ponownie pocałował brzuszek.
-Ale tatuś jest dobry, co nie Maluchy?!- Zapytałem z uśmiechem, na co poczułem dwa dość mocne kopnięcia.
-Żałuj Kise, że nie możesz tego usłyszeć.- Powiedział Aomine, wtulony w mój brzuch.
-Czego usłyszeć?- Zapytałem zdziwiony.
-Bicia serduszek. Słychać nawet jak się poruszają.- Powiedział z uśmiechem. Aominecchi od ostatniego USG ciągle przytula się do mojego brzucha i rozmawia z Maluchami. Mówi im o nas, o koszykówce i o zwariowanych wujkach. Gdy to robi mogę patrzeć na niego godzinami, bo ten widok jest nieziemski. Ogółem Aomine bardzo się przywiązał już do Maluszków. Jak idzie do pracy to kuca przede mną, mówi Maluchom, że idzie do pracy i mają być grzeczni, po czym całuje brzuszek i mnie. A jak wraca to również powiadamia o tym Fasolki. To jest takie urocze z jego strony, że szczerze się jak głupi.
-Mi na razie wystarczy, że czuję jak kopią. Nawet nie wiesz jaki to ból, gdy w nocy postanawiają porobić fikołki.- Wtedy ich kopniaki są dość mocne i nie dają spać. Ale po krótkim przejściu się po domu, zjedzeniu czegoś i głaskaniu przez tatusia uspakajają się.
-No dobrze, dobrze. A teraz koniec odpoczynku i ćwiczymy dalej.- Powiedział Aomine wstając.
-A może jeszcze pięć minutek?- Zapytałem z nadzieją.
-Nie. Buzi i ćwiczymy.- Stwierdził Aomine pochylając się nade mną.
-Skoro buzi~!- Uśmiechnąłem się, po czym dostałem całusa, wstałem i dalej ćwiczyliśmy.

Następnego dnia poszliśmy na przyjęcie do Akashiego. W końcu trzeba było jakoś uczcić przyszłe narodziny Maluchów. A dlaczego u Akashiego?! Bo ma największy salon. W końcu tylu zaproszonych, że gdzieś każdy chciałby usiąść. Sam Akashicchi nie miał żadnych protestów, zwłaszcza, że nikt nie będzie pił. W końcu czwórka jest w ciąży, więc przyszli tatusiowie też nie piją. No i reszta zgodzie stwierdziła, że po narodzinach można zrobić jakąś imprezę, na której się spiją. Wracając do teraz. Wraz z Aominecchim, Kurokocchim i Kagamicchim dotarliśmy do domu Akashiego nieco przed czasem. I dobre dwie godziny temu zacząłem się szykować, gdyż ubrać się dobrze w tym stanie nie jest łatwo. Więc po dobrym godzinnym przebieraniu się wybrałem kremową bluzkę z długim rękawem- specjalna dla kobiet w ciąży, czarne legginsy i adidasy, które są bardzo wygodne. Aominecchi dodał do tego niebieską chustę, więc wyglądałem przepięknie- według Aominecchiego. Po tym przyszli do nas Kuroko i Kagami i razem pojechaliśmy do Akashiego i Furihaty. Zaparkowaliśmy i już po chwili pukaliśmy do drzwi.
-Witajcie. Wejdźcie.- Przywitał nas Akashi.
-Ohayo Akashicchi~!- Przywitałem się wesoło. Rozebraliśmy się i poszliśmy do salonu.- Ohayo~!- Przywitałem się zresztą. Był już Murasakibara, Himuro, Midorima, Takao, Nijimura, Haizaki, Imayoshi i Satsuki.
-Dai-chan~!- Momoi od razu rzuciła się na Aominecchiego. Czasami zachowuje się jakby nie widziała go lata, a widzieli się tydzień temu.
-Yo Satsu. Też się cieszę, że cię widzę ale mogłabyś już mnie nie dusić. Tetsu czeka na przywitanie.- Zaśmiał się Aomine tuląc do siebie różowowłosą. Satsuki na jego słowa odsunęła się i rzuciła na Kuroko.
-Siemanko Kise. Jak się czujesz?- Zapytał Haziaki podchodząc do mnie i tuląc na przywitanie.
-Ja i Maluszki mamy się dobrze~!- Powiedziałem wesoło. Haziaki odsunął się nieco i spojrzał na brzuch.
-Mogę?- Zapytał wskazując na niego. Przytaknąłem, więc położył rękę na brzuchu i powoli go głaskał.- Cześć Maluszki, tu wujek Shougo.- Powiedział z uśmiechem, a mnie to rozczuliło. Chyba zrobiłem się bardziej wrażliwy.
-Ja też chcę się przywitać~!- Stwierdził wesoło Takao i w podskokach podszedł do mnie, również głaszcząc brzuch.- Ohayo~! Tu wujcio Kazunari~!- Powiedział radośnie, śmiejąc się na koniec.- O~! Kopnęli~!- Rozradował się.
-No dobra, dobra. Koniec tego macania.- Stwierdził Aomiecchi.
-Niedługo sami będziecie czuli kopanie.- Dodał Imayoshi. Raczej powinienem powiedzieć Shoichi. Dlaczego? Ano Satsuki też jest Imayoshi. Tak, Momoi została żoną Imayoshiego. Sam już dobrze nie pamiętam jak to się stało ale najważniejsze, że są szczęśliwi.
-Oj, chcieli się tylko z Maluszkami przywitać~!- Zaśmiałem się, po czym usiadłem na kanapie. Długie stanie nie jest dla mnie. Wtem do pokoju wszedł Furihata.
-Koki przyniesiesz napoje?- Zapytał Akashi.
-Sam je sobie przynieś.- Odwarknął wręcz Furihata, co wszystkich zaskoczyło.
-Co?- Zapytał równie zaskoczony Akashi.
-Głuchy jesteś?! Sam przynieś napoje idioto!- Krzyknął Furi. Nie wiem co było bardziej szokujące: krzyczący Furi, czy Furi krzyczący na Akashiego. Aż nie mogłem uwierzyć, że to ten sam Furihata, który w podczas meczu trząsł się przed Akashim jak osika.
-Coś się...- Zaczął Akashi spokojnie.
-Zamknij się! Nie będę z tobą rozmawiać!- Wrzasnął Koki.
-Koki...- Akashicchi spojrzał się na niego groźnie. Nie jeden albo by przepraszał albo by zwiewał.
-Co?! Chcesz mi grozić?! Ja ci za chwilę pogrożę czym gorszym od nożyczek!- Koki był aż czerwony na twarzy. Akashi zaś stał, a na jego twarzy malował się szok i niedowierzanie. Ktoś pierwszy raz mu się sprzeciwił. Wtem Furihata zaczął płakać.
-Koki coś się stało?- Spytał spokojnie Akashi. Furihata stał tak chwilę i płakał.
-Proszę....powiedz, że mnie nie zostawisz..... Nie możesz mnie teraz zostawić.... Sam sobie nie poradzę.- Mówił Furihata pochlipując co chwila.
-O co chodzi Koki? Dlaczego niby miałbym cię zostawić?- Spytał Akashi zdziwiony jego zachowaniem.
-Bo to jeszcze za wcześnie. N-N-Nie jesteśmy jeszcze gotowi. A-A-Ale t-tego nie da się c-cofnąć. Ja.... Ja m-mino wszystko chcę to....- Ostatnie słowo Furihata powiedział tak cicho, że nikt tego nie usłyszał.
-Co chcesz Koki?
-Dziecko!- Krzyknął i spojrzał na Akashiego.- Jestem w ciąży! I to ty jesteś ojcem!- Krzyknął, po czym się rozpłakał. Akashi stał chwilę zszokowany po czym podszedł do bruneta i przytulił go. Na ten gest Furihata przestał płakać. Gdy Akashi się od niego odsunął miał na twarz szeroki uśmiech. I przyznam szczerze, że pierwszy raz widzę taki szczęśliwy uśmiech u Akashiego. Po prostu mnie zszokowało.
-Koki nawet nie wiesz jak się cieszą na tą wiadomość. I od razu powiem, że wezmę odpowiedzialność za swoje czyny.- Powiedział Akashi z uśmiechem, po czym pocałował zszokowanego bruneta. Furi chwilę jakby nie dowierzał lecz jak do niego to dotarło to uśmiechnął się szeroko i mocno wtulił w czerwonowłosego. Na to wszyscy zaczęli klaskać, po czym każdy gratulował przyszłym rodzicom. Wtedy przyszła reszta gości, czyli Hyuga, Riko, Teppei, Izuki, Kasamatsu i Reo. Od razu zostali powiadomieni o zaistniałej sytuacji. Kagami zaczął się nawet śmiać, gdyż stwierdził, że Hyuga i Riko zostaną dziadkami. Po tym zasiedliśmy w salonie i przy napojach i przekąskach rozmawialiśmy. Oczywiście temat dzieci był na pierwszym miejscu. I już nie wspomnę, że każdy chciał poczuć jak dzieci kopią. Przy tym co niektórzy dowiedzieli się, że to bliźniaki.
-Dobrze, że dowiedziałem się o tym wcześniej. Proszę Kise.- Nijimura wręczył mi torebkę. Zdziwiłem się lecz podziękowałem i zajrzałem do środka. Były tam dwa komplety stroju Teiko, z naszymi numerami.
-Dziękuje Nijimuracchi~!- Powiedziałem zachwycony. Po tym dostałem resztę prezentów. Kolejne komplety stroju Kaijo i Touou, śpioszki w wisienki, dwie czapeczki z pomponami, grzechotki i śliniaki. Wszystko było tak urocze, że nie mogłem się doczekać aż ubiorę w to maluchy i będę się bawić. Aomine najbardziej spodobał się mały strój z Touou. Nasza impreza trwała dalej.
-Muszę przyznać, że Kise ładnie wygląda z tym brzuszkiem.- Powiedział Himuro.
-Dziękuje~!- Uśmiechnąłem się szeroko, głaszcząc przy tym brzuch.
-Muro-chin też by ładnie wyglądał z brzuszkiem.- Stwierdził Murasakibaracchi, na co Himuro się lekko zarumienił.
-A może i Himuro jest w ciąży?!- Stwierdził Aomine, na co Kagami się zakrztusił.
-Nie, to niemożliwe.- Zaprzeczył szybko Tatsuya.
-Ma ktoś test ciążowy?- Zapytał Aomine.
-Ja mam.- Powiedział Furihata odklejając od siebie Akashiego. Poszedł do drugiego pokoju i przyszedł z testem.
-Nie będę robił żadnego testu.- Stwierdził Himuro.
-Nic ci się nie stanie. I to nie boli. Jak nie będziesz w ciąży to stawiam ci obiad przez tydzień.- Założył się Aomine. Tatsuya chwilę się zastanawiał, po czym wziął jednak test i poszedł do łazienki. W tym czasie każdy zakładał się o to, czy jednak jest w ciąży. Kagami stanowczo zaprzeczał, a reszta była jak najbardziej na tak. Po 15 minutach z łazienki wyszedł Himuro.
-Nie jesteś w ciąży, prawda Tetsuya?! Ten debil nie ma racji, co nie?!- Zapytał poddenerwowany Kagami.
-Ja ci dam debila, Bakagami!- Wrzasnął na niego Aomine. Himuro zaś z uśmiechem usiadł obok Murasakibary.
-Atsushi chciałbyś zostać ojcem?- Zapytał
-Jeśli Muro-chin zostanie mamusią to tak~! Wyremontowałbym nawet ten pokój, w którym jest pełno niepotrzebnych gratów.- Stwierdził Murasakibara.
-Miło, że w końcu się za to weźmiesz Atsushi.- Powiedział z uśmiechem Himuro.
-Wiedziałem!- Krzyknął Aomine i przybił piątkę z Imayoshim.
-Jesteś w ciąży?!!- Krzyknął Kagami.
-Jeśli dwie kreski oznaczają ciążę to tak.- Powiedział z uśmiechem, po czym przytulił się do fioletowowłosego, który siedział zszokowany.
-Dobra dziewczyny! Jeszcze wy powiedzcie, że jesteście w ciąży to budujemy przedszkole.- Stwierdził Haziaki. Riko i Satsuki zarumieniły się lekko. Satsuki jest mężatką, więc to normalne, że zostanie mamusią. Riko jednak nie jest. Jednak z Hyugą są parą już dość długo, więc może niebawem będzie jakiś ślub i dziecko. Siedzieliśmy tak do późnego wieczora rozmawiając i ogółem dobrze się bawiąc. Jak wróciłem do domu byłem kompletnie zmęczony. Aomine pomógł mi się rozebrać i ubrać w piżamkę. Położyłem się i poczekałem, aż Aomine zrobi to samo. Przytuliłem się wtedy do niego i od razu zasnałem.


Tydzień później wybraliśmy się na basen. Menadżer Kise załatwił nam prywatny basen, gdyż nikt na razie nie może się dowiedzieć o ciąży modela. Reszta skorzystała z tego, a zwłaszcza ciężarni, i razem poszliśmy się pluskać. Poszliśmy do szatni i każdy się przebrał. Oczywiście Kise założył dwuczęściowy strój, gdyż piersi mu urosły i już teraz były w rozmiarze B. Gdy wyszedłem z nim z szatni wszyscy pluskali się już w basenie.
-Teraz widać jak Kise przytył.- Stwierdził Kagami, na co Kise zrobił smutną minę.
-Zamknij się Bakagami. Wiadome, że przytył i Tetsu też przytyje. A ty Kise się nie smuć, bo wyglądasz naprawdę ślicznie.- Spojrzałem na niego z uśmiechem, po czym cmoknąłem go w policzek. Kise na moje słowa się rozweselił, po czym wszedł powoli do wody. Popłynęliśmy w bardziej zaciszne miejsce aby Kise mógł na spokojnie popływać. Zwłaszcza, że bolały go nieco plecy a woda miło złagodzi ten ból. Pływaliśmy tak powoli z dala od tych wariatów.
-I jak?- Zapytałem, gdy usiedliśmy na schodkach.
-Świetnie. Kręgosłup już mnie tak nie boli. A dzieciaki nieźle się rozbrykały~!-Stwierdził z uśmiechem. Spojrzałem na jego brzuch i ujrzałem wybrzuszenie, gdy któryś z Maluchów kopnął. Położyłem rękę na jego brzuchu, głaszcząc delikatnie. Kise wyglądał naprawdę ślicznie z brzuszkiem lecz już nie mogłem się doczekać narodzin Maluchów. Spojrzałem na Kise, który patrzał na brzuch z uśmiechem. Pochyliłem się i pocałowałem go delikatnie. Tak, to było miłe popołudnie.

Miesiąc zleciał nam bardzo szybko. Ja większość czasu spędzałem w pracy, a Kise w domu. Jak się czuł? W miarę dobrze. Jednak krzyż często go bolał, często nie mógł spać i miał zgagę. Pomagałem mu jak mogłem, jednak nie zawsze to coś dawało. Wtedy mogłem go jedynie przytulać i delikatnie masować. Kise jednak dobrze sobie radził. Dzisiaj pojechaliśmy na USG. Kise czuł się dobrze i był bardzo podekscytowany. W końcu zobaczymy jak duże są nasze Maleństwa. Po odczekaniu kilku minut w poczekalni weszliśmy do gabinetu.
-Dzień dobry~!- Przywitał się wesoło Kise.
-Dzień dobry. Widzę, że przyszła mamusia promienieje. Jak się czujesz Kise?- Zapytał od razu lekarz.
-No ostatnio bolał mnie bardzo kręgosłup ale dzisiaj jest już lepiej.- Przyznał Kise, siadając powoli na łóżku.
-To normalne podczas tego miesiąca. Nie mogę ci jednak nic przepisać, a jedynie poradzić masaże. A teraz połóż się powoli i zobaczymy jak się mają dwa urwisy.- Powiedział z uśmiechem. Kise powoli położył się i podwinął bluzkę. Oczywiście ja zająłem swoje miejsce i trzymając go za rękę czekałem aż lekarz pokaże nam Maluchy. Doktor usiadł, nałożył żel i począł jeździć tą kulka po brzuchu Kise.
-Tu jest pierwszy chłopczyk.- Pokazał na monitorze. Dziecko wyglądało już całkiem normalnie.- Duży chłopak to pewnie po tatusiu.- Przyznał lekarz, na co się uśmiechnąłem. Czyli to jest Daiki Junior.- A tu jest drugi chłopczyk.- Wskazał doktor.- Widzicie jak się uśmiecha?- Zapytał. Naprawdę było widać, jak się uśmiecha.
-Cześć Maluchy~!- Powiedział Kise z uśmiechem.
-Hej Łobuzy.- Powiedziałem, na co Daiki Junior pomachał lekko rączką. Takie niby nic, a cieszy jak nie wiem.
-Dzieci mają się dobrze. Teraz jeszcze tylko podrosną i się ułożą wygodnie. W końcu to już 27 tydzień, więc możliwe, że jeszcze z dziesięć tygodni i poród.- Powiedział lekarz z uśmiechem. Po tym doktor przypisał Kise jakieś leki na wzmocnienie, dał zdjęcia dzieci, po czym wróciliśmy do siebie. Oczywiście owe zdjęcia trafiły na lodówkę.


Kilka dni później wybrałem się z Aominecchim do restauracji. Znaczy Aomine zaprosił mnie na randkę, co mnie zaskoczyło i ucieszyło. Mieliśmy prywatny stolik, dzięki czemu uniknąłem dziwnych spojrzeń. Było bardzo miło i romantycznie. W końcu nie mieliśmy czasu aby spędzić tak miło wieczór, zwłaszcza, że ostatnio myślimy tylko o dzieciach. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie i zamiast cały czas patrzeliśmy sobie w oczy. Nie wiem nawet co zamówiliśmy i czy było dobre, bo po prostu nie mogłem oderwać wzroku od jego oczu i delikatnego uśmiechu. Po kolacji wybraliśmy się na spacer. Niedaleko było morze, więc zrobiliśmy sobie spacer po plaży. Była połowa maja, więc w miarę ciepło, jednak Aominecchi i tak dał mi swoją marynarkę. Poszliśmy na pomost. Tam przystanęliśmy i wpatrywaliśmy się w rozgwieżdżone niebo.
-Jak ładnie.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Kise.- Usłyszałem głos Aomine, więc spojrzałem na niego. Złapał mnie za dłonie i patrzał prosto w oczy.- Gdyby ktoś w gimnazjum powiedział mi, że w przyszłości będziesz moim chłopakiem i będę miał z tobą dzieci wysłałbym tę osobą do wariatkowa. Ale teraz cieszę się, że jesteśmy razem i niebawem urodzą się nasze dzieci. Po tych pięciu latach wiem, że jesteś dla mnie wszystkim i, że Kocham Cię najmocniej na świecie. I że chcę z tobą spędzić każdą chwilę w swoim życiu. Dlatego....- Aomine uklęknął i wyciągnął malutkie pudełeczko, w który znajdował się srebrny pierścionek z małym szafirem.- Ryouta zostaniesz moim mężem?- Zapytał. Stałem tak zszokowany, z mocno bijącym sercem i rumieńcem na policzkach. Aominecchi....on właśnie....
-Tak~!- Krzyknąłem, a z moich oczu poleciały łzy szczęścia. Aominecchi wstał i wsunął pierścionek na mój palec, po czym objął mnie mocno i pocałował namiętnie. W tym momencie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tuliliśmy się do siebie, a ja płakałem ze szczęścia. Po tym wróciliśmy do domu i oddaliśmy się pieszczotom. Po prostu musieliśmy przypieczętować naszą miłość. Patrząc na ten pierścionek, wtulony w swojego narzeczonego zasnąłem z uśmiechem.