Siemson~! ^.^
Jak wam minął weekend?! o.O
Dzisiaj wstawiam kolejny rozdział TB, gdyż żadnego shota, a tym bardziej rozdziału z DM nie napisałam. Tak jakoś nie miałam na to dużych chęci. >p<
Shocik pojawi się na równiutką liczbę wyświetleń ;)
Witam nową czytelniczkę Natalie~! ^.^ Rozgość się w norce Kimie <3
A Julci życzę duuużo zdrówka~! *.*
Przypomnę jeszcze o ankiecie---->
Tak więc do zobaczenia niebawem, a ja idę oglądać kolejny odcinek Junjou Romantici 3
Enjoy~!
Szliśmy, rozmawiając o dzisiejszych lekcjach i
tym podobnych sprawach. Byliśmy już kilka metrów od willi.
-Wow~!- Powiedział zafascynowany Shun. Rozglądał
się po całej okolicy. Przeszliśmy przez furtkę i po pokonaniu kilku metrów
byliśmy już w salonie. Wszyscy rozsiedliśmy się wygodnie na sofach.
-Shun. Musimy ci coś powiedzieć. Jest to nasza
mała tajemnica, więc mam nadzieję, że jej dochowasz.- Zwrócił się do niego
Jason z poważną miną.
-No pewnie, że dochowam. Ale o co chodzi, bo
macie takie poważne miny.- Stwierdził trochę podenerwowany Shun.
-Chodzi o to, że nie mamy po 18 lat.- Stwierdził
Kiyoshi, który wpatrywał się w niego uważnie.
-Powtarzaliście klasę?! Więc po ile macie lat?-
Spytał wesoło Shun.
-Mamy po 300 lat.- Stwierdził Joni z
uśmieszkiem, na co Shunowi opadła szczęka.
-Shun. Ja i bliźniacy jesteśmy wampirami,
Kiyoshi jest wilkołakiem, a Louis elfem.- Powiedział z obojętną miną Rune.
-Wa-Wa-Wampirami?! Wilk?! Elf?! Hehe. Fajny żart.-
Stwierdził z uśmiechem Shun lecz widząc nasze poważne miny zamilkł.- Mówicie
tak na serio?!- Spojrzał się na mnie, jakby szukając odpowiedzi. Ja tylko
wskazałam mu sofę, na której siedzieli chłopacy. Spojrzał się w tamtą stronę i
zamarł. Bliźniacy i Rune pokazali swoje czerwone oczy i kły, Kiyoshi zamienił
się w wilka, a Louis ukazał swe skrzydełka i długie uszy. Zapadła niezręczna
cisza. Najchętniej bym zaczęła mu wszystko wyjaśniać ale postanowiłam dalej
milczeć. Dopiero po kilku minutach odezwał się Shun.
-Mari. Jak długo już wiesz o tym, że Jason jest
wampirem?- Spytał się spokojnie, patrząc na mnie uważnie.
-Od listopada. Megumi i Yuko dowiedziały się
miesiąc temu.- Również mówiłam spokojnie ale serce waliło mi bardzo mocno. Shun
przez chwilę się nie odzywał i wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Nagle
odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lekko.
-Nie wiem co teraz mam powiedzieć. Po prostu
akceptuje to kim jesteście i nie robi mi to żadnego problemu. Plus nikomu
innemu tego nie wyjawię bez waszej zgody.- Na jego słowa aż odetchnęłam z
wielką ulgą. Już myślałam, że Shunsuke stąd ucieknie z krzykiem. Po tym długo
rozmawialiśmy. Opowiedzieliśmy mu o złych wampirach, rodzinie Kiyoshiego i
innych sprawach.
-Teraz wiem dlaczego jesteście tacy szybcy. Ale
i tak się nie poddam i jeszcze was przegonie.- Stwierdził z wielkim uśmiechem
Shun.
-Powodzenia. Może za sto lat ci się uda.-
Odpowiedział Kiyoshi z zadziornym uśmieszkiem.
-Powiem wam, że jest już dość późno a dziewczyny
nie są jeszcze pełnoletnie.- Stwierdził Rune, który leżał na kanapie, mając
głowę na kolanach Kiyoshiego.
-To rusz swoją głowę, bo wstać muszę.- Rune na
słowa Kiyoshiego zrobił nadąsaną minkę lecz posłusznie wstał.
-To wy idźcie odprowadzić swe dziewczyny i
Shuna, a ja idę spać. Dobranoc.- Rune pomachał nam wszystkim i ruszył na górę.
-Dobranoc~!- Krzyknęliśmy wszyscy, po czym
wstaliśmy i ruszyliśmy do domu. Shuna odprowadziliśmy tylko kawałek, gdyż
mieszka w innym kierunku. Szłam z Jasonem trzymając się za ręce.
-Więc już nie musisz trzymać niczego w tajemnicy
przed przyjaciółmi.- Stwierdził w pewnym momencie Jason.
-Taa~! Teraz już jestem spokojna i mogę więcej
czasu poświęcić pewnej osobie.- Uśmiechnęłam się lekko, patrząc na niego.
-A kim jest ta osoba??- Spytał się Jason bardzo
zaciekawiony.
-Ta osoba to ktoś, kto jest dla mnie bardzo
ważny. I jeśli nie da mi buziaka to się na nią obrażę.- Uśmiechnęłam się
szeroko. Jason natomiast zaśmiał się i pociągnął mnie w swoją stronę. Objął
mnie w pasie i pocałował.
-Czy księżniczka będzie miała dla mnie jutro
czas i pójdzie ze mną do kina, kawiarenki i na niespodziankę?!- Zapytał się
zadziornie Jason, stykając się ze mną nosem.
-Księżniczka zgadza się na tą propozycję.-
Zaśmiałam się i pocałowałam go.- Mój Kochany głupol.- Przytuliłam się do niego
mocno.
-Też cię kocham. Ale teraz marsz do domu, bo
dostaniesz szlaban i nici z niespodzianki.- Stwierdził odklejając mnie od
siebie. Ja tylko pocałowałam go.
-Do zobaczenia jutro.- Pocałowałam go w policzek
i pobiegłam do domu.
Jeśli pani od biologii nie przestanie za chwilę
gadać to zasnę i nie zdołają mnie obudzić do jutra. Po co mi wiedzieć jak
rozwijają się jakieś bakterie?? Gdybym chciał to wiedzieć to spytałbym się
Nikosia. No w końcu~! Dziękuje ci dzwoneczku. Wyszedłem z klasy, kierując się
do wyjścia ze szkoły.
-Na tych lekcjach to nie długo odkryje jakieś
swoje ukryte talenty. Poproszę dużą kawę na wynos, bo nie chcę zasnąć w drodze
do domu.- Powiedział Kiyoshi, z którym szedłem sobie spokojnie korytarzem.
-A ja wynajdę wygodną pozycję do spania. Cieszmy
się, że to była ostatnia lekcja.- Stwierdziłem, przy okazji uśmiechając się do
stojących nieopodal dziewczyn. One na mój gest zarumieniły się i cicho
zaśmiały.
-Gdybyśmy mieli jeszcze w-fy to nie byłoby tak
źle. Poprosiło by się ładnie pana Tamuro o poleżenie sobie na ławeczkach. Ale
dość o szkole. Idziemy się gdzieś przejść?- Spytał się Kiyoshi, przebierając
buty.
-Ty lepiej się przejdź z Megumi. Zapomniałeś, że
jutro przyjeżdża twoje rodzeństwo?- Spytałem zamykając szafkę i ruszając do
wyjścia.
-Racja. Ale następnym razem ci nie odpuszczę. I
mam nadzieję, że w niedzielę przyjdziesz na obiad.- Powiedział z uśmiechem
Kiyoshi, poprawiając sobie plecak na ramieniu.
-To muszę pamiętać, żeby w niedzielę rano nie
jeść śniadania.- Stwierdziłem z zastanowieniem.
-Ty w niedzielę zanim wstaniesz i się
wyszykujesz to będziesz już musiał wychodzić.- Stwierdził Kiyoshi ze śmiechem.
-Ty się módl, bo jeśli mi się będzie chciało to
przyniosę jakiś deserek.- Na moje słowa aż się oblizał.
-Boże spraw aby temu szantażyście zachciało się
piec.- Mówiąc to Kiyoshi patrzał w niebo. Ja natomiast zrobiłem minę, która
mówiła „Serio?!”. On na to się zaśmiał i poklepał mnie po plecach.- To ja lecę.
Muszę jeszcze zadzwonić do Megi i jakoś się wyrwać z domku. A ty nabierz chęci.
Do zobaczenia.- Kiyoshi zamienił się w wilka i wbiegł do lasu. Ja tymczasem
udałem się do willi. Gdy wszedłem do salonu poczułem piękny zapach.
-Witam cię mój drogi Williamie.- Powiedziałem
wchodząc do kuchni.
-Witaj Rune. Umyj rączki to dostaniesz coś do
jedzenia, co ci pewnie zapachniało.- Na słowa Willa grzecznie umyłem rączki i
usiadłem przy stole. Po chwili przed moim nosem pojawiła się porcja risotto.
-Itadakimatsu.- Powiedzieliśmy równo i
zabraliśmy się za jedzenie. Po posiłku Will zmywał naczynia, a ja robiłem
deserek w postaci kawy i maślanych ciasteczek.
-Kiedy coś upieczesz?- Spytał Will, wycierając
ręce.
-Może w weekend. Dzisiaj nie mam chęci.-
Stwierdziłem i podałem mu kawę. On od razu upił łyk.
-Mmmm. W robieniu kawy jesteś mistrzem.-
Stwierdził Will z zadowoloną minką.
-Więc ta kawa na razie musi ci wystarczyć.-
Zaśmiałem się krótko i poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem szybki prysznic.
Ubrałem czarne jeansy, jasnoniebieską koszulkę na to zarzucając kremową cienką
kurtkę. Do tego szaliczek. Przeczesałem włosy i wyszedłem na miasto. Szedłem
sobie spacerkiem zamyślony. Tak wiele się ostatnio zdarzyło, że nie miałem
czasu niczego dobrze przemyśleć. Zwłaszcza, że coś mnie trapi ale na razie nie
będę o tym mówił. Ocknąłem się ze swoich myśli i zobaczyłem, że ktoś na mnie
leci. Nie zdarzyłem zareagować i już po chwili leżałem na ziemi. Otworzyłem
oczy i ujrzałem blond fryzurkę.
-Przepraszam.- Powiedział i spojrzał na mnie.-
Nic ci nie....- Przestał sobie rozmasowywać głowę i wpatrywał się we mnie. Ja
również mogłem się mu przyjrzeć. Miał on zielone oczy. Wyglądał na młodego. Po
chwili ujrzałem przerażenie na jego ślicznej twarzyczce. –Nic ci nie jest?!
Słyszysz mnie?!- Położył dłonie na moich policzkach. Ja natomiast patrzałem na
niego zszokowany.
-Nie. Nic mi nie jest.- Powiedziałem powoli,
trochę przestraszony jego zachowaniem.
-Na pewno?! Widzisz mnie?! Powiedz ile widzisz
palców?!!- Powiedział szybko, pokazując paluszki.
-Widzę trzy i widzę ciebie i twoje przerażenie.-
Powiedziałem. Trochę śmieszyła mnie ta sytuacja.
-Serio?! No bo zrobiły ci się takie czarne oczy
i myślałem, że straciłeś przytomność.- Powiedział, drapiąc się nerwowo po
głowie. Po jego słowach zacząłem się śmiać. On za to patrzał na mnie zdziwiony.
-Powiem ci, że od urodzenia mam czarne
tęczówki.- Powiedziałem po chwili z uśmiechem.
-Łał~! Aż tej czarnej kropeczki nie widać. Też
chciałbym mieć takie oczy.- Stwierdził ze smutną minka.
-Przecież masz ładne oczy. Plus taki kolor jest
bardzo rzadki.- Około 4 procent ludzi na świecie ma taki kolor.
-Dziękuje.- Powiedział zawstydzony. Pierwszy raz
widzę u faceta rumieńce.
-Nie ma za co. Wiesz mam prośbę. Czy mógłbyś ze
mnie zejść?- Spytałem uprzejmie. Dopiero teraz zauważył, że siedzi mi na
biodrach. On na moje słowa jak oparzony wstał i wyciągnął do mnie rękę.
-Sorki.- Ponownie podrapał się po głowie. Wziął
z ziemi deskę. Obrócił się z zamiarem pójścia ale zatrzymałem go.- Co?!- Spytał
zdziwiony.
-To.- Wskazałem jego kolano, z którego leciała
krew.
-To nic. Masz chusteczkę?- Spytał się jakby
nigdy nic. Przewróciłem oczami i pociągnąłem go do ławki.
-Siedź tu i czekaj.- Powiedziałem i udałem się
do pobliskiej apteki po wodę utleniona i jakiś bandaż. Wróciłem i zacząłem mu
opatrzać ranę. Niko powinien być ze mnie dumny.
-Ał.- Pisnął.
-Sorki. Za chwile przestanie.- Dokończyłem
oczyszczanie rany i wziąłem się za bandażowanie.- Skończone.- Powiedziałem
zadowolony ze swojego dzieła.
-Dzięki.- Powiedział trochę zawstydzony.
-Rune.- Powiedziałem i usiadłem obok niego.
-He~?- Mruknął, przekrzywiając głowę w bok.
-Rune. Tak mam na imię.- Zaśmiałem się z jego
poczynań.
-A~! Sorki. Ja jestem Isey.- Przedstawił się z
wielkim uśmiechem.
Isey Adachi
16 lat
09.05.1998r.
Wzrost: 1,65
Kraj: Japonia
Blond włosy, zielone oczy
Hobby: skateboard, surfing, muzyka, astronomia
-Miło cię poznać. Możesz wstać czy ci pomóc?- Spytałem. On na to wstał i zrobił krok do przodu.
-Miło cię poznać. Możesz wstać czy ci pomóc?- Spytałem. On na to wstał i zrobił krok do przodu.
-Gdybyś mógł mi troszkę pomóc....- Powiedział z uśmiechem.
-Ależ oczywiście.- Wstałem. Najpierw wziąłem jego deskę,
następnie użyczając mu ramienia.- Chodźmy do tej kawiarni. Na razie nie
powinieneś się przemęczać.
-Ale...- Nie
zdążył zaprotestować, a ja już ciągłem go do kawiarenki. Weszliśmy do
środka. Pomogłem mu dość do stolika, a sam po chwili oddaliłem się, by złożyć
zamówienie. Wróciłem po chwili i usiadłem przed nim. Isey natomiast siedział z
nadąsaną minką.
-Coś się stało?- Spytałem, nie rozumiejąc jego zachowania.
-To ja powinienem zapłacić, a nie ty. W końcu to ja
spowodowałem wypadek.- Odpowiedział.
-Ale to moja wina, bo ja się zamyśliłem i to ja cię tu
zaciągnąłem. Więc nie rób takiej smutnej minki tylko się uśmiechnij.- Najpierw
zrobił zszokowaną minkę, by po chwili się szczerze uśmiechnąć. Wtedy również
przyniesiono nam nasze zamówienie. A była to mrożona herbata i lody jagodowo-
śmietankowe z polewa czekoladową. Buźka Iseya aż się rozpromieniła. Od razu
zabraliśmy się za jedzenie.
-Rune to japońskie imię?- Spytał po chwili Isey.
-Nie Francuskie.- Odpowiedziałem, popijając herbatę.
-Jesteś Francuzem? Powiedz coś po francusku~! Prooszę~!-
Poprosił z miną szczeniaczka. I jak tu się nie zgodzić?!
-Masz bita śmietanę na nosie.- Powiedziałem ze
śmiechem.
-A teraz mi przetłumacz, bo nie wiem co powiedziałeś ale
wiem, że było to piękne.- Stwierdził ze śmiechem. Ja natomiast wziąłem
chusteczkę i wytarłem mu nos.
-Powiedziałem, że masz bitą śmietanę na nosie.- Jak tu się
nie uśmiechać z jego zachowania?! Isey natomiast zaśmiać się perliście i
powrócił do jedzenia. Po tym odprowadziłem go kawałek do domu. Oczywiście
spacerując rozmawialiśmy o różnych rzeczach.
-Ile masz lat?- Spytałem, gdy przystaliśmy na przystanku
autobusowym.
-Jeszcze 16. Ale w sobotę mam urodziny.- Powiedział z
uśmiechem.
-Masz jutro czas?- Spytałem po namyśle.
-Pewnie. A co?- Spytał spoglądając na mnie.
-Więc jeśli się zgodzisz to gdzieś cię zabiorę..-
Powiedziałem, patrząc na niego uważnie.
-Więc się zgadzam.- Odpowiedział z wielkim uśmiechem.
Wtedy nadjechał autobus.
-To do zobaczenia jutro o 16 w tym miejscu.- Powiedziałem
szybko.
-Dzięki. To do zobaczenia.- Powiedział i wszedł do
autobusu, machając mi jeszcze ze środka. Odmachałem mu i ruszyłem do siebie. Co
mnie wzięło aby zapraszać wręcz nieznajomego mi chłopaka na spotkanie?? Nie
wiem. Chyba oszalałem. Jednak w dobrym humorze wróciłem do willi zastanawiając
się, co upichcić w sobotę.
Nadszedł piątek. Weekendu początek ale dla mnie spotkania
z moim rodzeństwem. Dowiedziałem się od mamusi, że mój brat ma 80 lat, a
siostra 60. Więc są bardzo młodzi. Właśnie teraz odprowadzałem Megumi do domu.
-Zdenerwowany przed spotkaniem?- Spytała się Megi.
-Trochę. W końcu nie wiedziałem, że mam rodzeństwo. Nie
wiem jacy są. Wręcz jesteśmy dla siebie obcy.- Powiedziałem zapatrzony w jakiś
punkt przed sobą.
-Nie martw się. Macie cały weekend na pogaduszki. Plus na
pewno szybko cię pokochają jako starszego brata.- Stwierdziła Megi z uśmiechem.
-Właśnie! Cały weekend z rodziną. A ja tak bardzo chciałem
gdzieś z tobą wyjść.- Stwierdziłem, patrząc na Megi miną małego szczeniaczka.
-Ja też chętnie bym gdzieś z tobą poszła. Ale nie martw
się. Nadrobimy ten stracony weekend. A teraz uśmiechnij się, bo nie lubię
twojej smutnej minki.- Uśmiechnąłem się szeroko na jej słowa i przytuliłem ją
do siebie.
-Stwierdzam iż nie boję się spotkania z rodzeństwem.
Bardziej będę zdenerwowany, gdy będę miał cię przedstawić swojej mamie.-
Powiedziałem.
-Dlaczego?!- Spytała zdziwiona Megi.
-Synek mamusi przyprowadza do domu przyszłą żonę. Teściowa
i żona to nie jest dobrana para.- Stwierdziłem za co dostałem kukśtańca w bok.
-Głupek. A o do spotkania nie musisz się martwić. W razie
czego schowam się za teściem.- Po słowach Megi razem zaczęliśmy się śmiać.
-Teściu dobry na wszystko. Plus możesz się schować za moim
chrzestnym. To brat ojca, więc będzie po naszej stronie.- Megi ponownie
zaśmiała się pięknie.
-Już nie mogę się doczekać spotkania z nimi. I z twoim
rodzeństwem i z resztą rodziny.- Powiedziała, gdy przystanęliśmy pod jej domem.
-Niedługo ich poznasz. A teraz buziak i idę do domu.-
Powiedziałem, obejmując Megi w pasie.
-A jak nie dam buziaka?- Spytała z zadziorną minką.
-To zrobię to.- Powiedziałem szybko i zacząłem ją gryźć po
szyi. Ona na mój gest pisnęła i zaczęła się śmiać.
-Już starczy~! Haha~! Dam ci tego całusa.- Powiedziała.
Dopiero wtedy się odsunąłem od jej szyi. Pochyliłem się i pocałowałem ją
namiętnie.- Miał być tylko całus.- Stwierdziła z nadąsaną minką.
-Musi starczyć mi na weekend.- Stwierdziłem stanowczo po
czym ponownie ją pocałowałem.- No dobra. Teraz mogę iść. Do zobaczenia Kotek.-
Pocałowałem ją jeszcze w czółko i niechętnie się od niej odsunąłem.
-Pa pa Wilczku.- Powiedziała Megi i cmoknęła mnie w
policzek. Po tym poszła do domu, a ja ruszyłem do siebie. Oczywiście w lesie
zamieniłem się w wilka. Pobiegałem trochę po lesie i dopiero wtedy wróciłem do
obozu.
-Tatuś~!- Oczywiście przywitanie przez córeczkę jest
obowiązkowe. Jak to już w zwyczaju wziąłem Emi na ręce i pocałowałem ją w
czółko.
-Cześć Skarbie. Co dzisiaj porabiałaś?- Tatuś musi
wiedzieć co robiła jego najukochańsza córeczka.
-Po szkole wraz z babcią upiekłam ciasteczka. A potem wraz
z wujkiem Shikim oglądałam bajkę.- Powiedziała radośnie.
-To miałaś bardzo ciekawe zajęcia. A teraz jeśli pozwolisz
tatuś pójdzie wziąć prysznic i się przebierze, a ty zrób tatusiowi herbatki. I
mam nadzieję, że zasłużyłem na ciastko.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Tatuś zasłużył aż na trzy ciasteczka~!- Powiedziała
wesoło.
-Ale ja byłem grzeczny. Już teraz dziękuje za ciasteczka.-
Powiedziałem ze śmiechem.- A teraz dawaj noska.- Emi uśmiechnęła się szeroko i
przybliżyła się do mnie. Ja trochę pochyliłem głowę do przodu i potarłem swój
nosek o jej.- To idź po ciasteczka.- Powiedziałem, a ona zeszła ze mnie i
pobiegła do jednego z domków. Ja natomiast wszedłem do swojego.
-Wróciłem~!- Krzyknąłem na wejściu, rzucając plecak w kąt.
-Witaj w domu.- Powitała mnie mama z uśmiechem, dając
buziaka w policzek.- Głodny?- Spytała.
-Taa. Podgrzej mi obiad. Ja idę się ogarnąć- Po tych
słowach poszedłem do siebie. Szybko się ogarnąłem i zszedłem na dół. Usiadłem
przy stole i zacząłem jeść.
-O~! Już wróciłeś.- Stwierdził tatko, który właśnie zszedł
z piętra do salonu. Mruknąłem mu, że tak, gdyż miałem pełne usta. Co mama
dodała do tych żeberek, że są takie dobre? Chyba muszę zacząć ćwiczyć, bo nie
zdarzę tego wszystkiego zgubić. Po obiadku przyszła Emi z herbatką i trzema
ciasteczkami. Usiadłem w salonie i wziąłem ją na kolana.
-Już niedługo powinni przyjechać.- Powiedział ojciec,
wczytany w gazetę.
-Możesz mi coś więcej o nich powiedzieć?!- Spytałem
ojczulka, jedząc ciasteczko, którym karmiła mnie Emi.
-Co tu mówić? Sam się od
nich dowiesz. I nie martw się tak. To twój brat i siostra. Macie ze sobą dużo
wspólnego.- Powiedział, nie odrywając wzroku od gazety. Ja na to tylko
westchnąłem i dojadłem swój podwieczorek. Jakąś godzinę później weszła moja mama
i powiedziała, że przyjechali. No nic. Pora poznać swoje rodzeństwo. Usłyszałem
dźwięk otwieranych drzwi i rozmowy do salonu weszła wraz z ojcem moją siostrą
jak mniemam.
Hitomi Ishikawa
„12” lat
05.07.2002r.
Wzrost: 1.45
Kraj: Japonia
Białe włosy, brązowe oczy
Hobby: zwierzęta, wróżbiarstwo, książki
Dopiero teraz mnie zauważyła. Patrzała na mnie zszokowana.
-Kiyoshi. To twoja siostra Hitomi. Hitomi. To właśnie twój
najstarszy brat Kiyoshi.- Przedstawił nas sobie ojciec.
-Cześć Hitomi.- Powiedziałem. Nie wiedziałem jak mam się
zachować. Jednak siostra zrobiła coś, co mnie zszokowała. Mianowicie podbiegła
do mnie i przytuliła się. Nie widząc innego wyjścia odwzajemniłem jej uścisk.
-Przepraszam, że tak nagle cię przytuliłam.- Powiedziała,
gdy się ode mnie odkleiła.- Już od dawna chciałam cię poznać. Rodzice trochę o
tobie opowiadali.- Powiedziała trochę zawstydzona.
-Nic się nie stało. Ja w przeciwieństwie do ciebie dopiero
niedawno dowiedziałem się, że mam siostrę. Ale od razu chciałem cię poznać. Mam
nadzieję, że nie zawiodę twoich oczekiwań.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Ależ skąd. Na pewno się dogadamy.- Powiedziała z
uśmiechem. Już po tym uśmiechu stwierdzam, że to moja siostra.
-To może teraz idź się rozpakuj, odśwież po podróży.
Zobaczymy się na kolacji.- Powiedziałem z wielką uprzejmością.
-Dobrze. To do zobaczenia później Aniki (starszy brat).-
Po tych słowach pokochałem swoją siostrzyczkę. Będę napawał się dumą niczym paw
przez miesiąc. Po chwili moja matka weszła wraz z moim bratem do środka.
Satoshi Ishikawa
„14”
lat
20.12.2000r.
Wzrost: 1,60
Kraj:
Japonia
Białe
włosy, zielone oczy
Hobby:
piłka nożna, wędrówki po
górach, muzyka
Od
razu rzucił mi się w oczy inny kolor włosów. Spojrzał się na mnie trochę
podejrzliwie.
-To
jest Satoshi. Satoshi. To jest twój starszy brat Kiyoshi. Pamiętasz, jak ci o
nim opowiadaliśmy.- Powiedziała mama z łezką w oku. Satoshi natomiast patrzał
się na mnie zszokowany.
-Hejka
Satoshi.- Powiedziałem z uśmiechem.
-H-Hej.-
Powiedział nadal zszokowany.- Więc w końcu się odnalazłeś. Sorki za takie
przywitanie.- Mówił wolno, nadal zszokowany. Nie dziwię mu się. Przyjeżdża a tu
niespodzianka. Poznaje brata, którego nie widział prawie wiek.
-Nie
szkodzi. Pewnie jesteś zmęczony. Idź do swojego pokoju. Później pogadamy.-
Patrząc na ta jego zszokowaną minę czuje się trochę dziwnie.
-Taa.
Do zobaczenia.- Powiedział jakby był w transie. Mama wskazała mu jego pokój i
już po chwili słychać było dźwięk zamykanych drzwi.
-Pierwsze
pytanie. Dlaczego on ma czerwony kolor włosów?- Spytałem rodziców.
-Przefarbował
sobie. Stwierdził, że w białych wygląda staro.- Powiedział ojciec i usiadł na
fotelu.
-No
dobra. Drugie pytanie. Dlaczego byli tacy zszokowani?
-No
bo nie powiedzieliśmy im, że cię znaleźliśmy. Postanowiliśmy zrobić im
niespodziankę.- Wytłumaczyła mamusia.
-No
ok. I ostatnie pytanie. Co im o mnie nagadaliście?- Spytałem z powagą.
-Nie
wiele. Opowiadaliśmy o różnych sytuacjach, gdy jeszcze byliśmy razem. To tyle.-
Powiedział ojciec z uśmiechem. Ja na to tylko pokiwałem głową.
-Pójdę
do siebie. Zawołajcie mnie na kolację.- Powiedziałem i zniknąłem na górze.
Położyłem się na łóżku i rozmyślałem o tym spotkaniu.
Z serii rysuneczki Kimie~! ^.^
Kirito z SAO ode mnie dla Asuny~! <3




O dobry boże xdd, ,,przefarbował sobie.Stwierdził że w białych wygląda staro" nawet nie wiesz jak mnie to rozwaliło xxd
OdpowiedzUsuńUWAGA! UWAGA! RUNE X ISEY jak to przeczytałam to myśle tylko o tym. Więcej yaoi. Yaoi bogiem a sexy nałogiem xdd.
Rozdział zajebisty niczym Izaya (kocham Izaye <3)
Tylko czekać aż coś dodasz kochana :**
Dużoo weny i czytelników tak zajebistych jak ja (taka skromna xd)
~Julia N.
Ojczulek jak zawsze szczery xd Poczucie humoru musi być :D
UsuńWiedziałam, że ci się spodoba~! :D Heheszki~! ^^ Ogółem to na początku tego paringu nie było ale przyszedł z czasem i powoli będzie się rozwijał ;)
"Yaoi bogiem a sexy nałogiem"- motto każdej yaoistki <3
Również kocham Izayę <3 I Shizu-chana. I ten paring~! <3 ^^
One-shot w trakcie pisania. Będzie zaskoczenie-tak sądzę :p
Senkju za wenę moja zajebista czytelniczko Julcio~nyan! ^^
Zdrówka~! #Kimie
Co zrobi Allan - zobaczysz:) Jeszcze trochę :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
LM
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, ale brakuje mi takiego czegoś w kogo sie wczuwamy w danym momencie, dopiero później zorientowałam sie ze chodzi o Rene... rodzeństwo zszokowane, że znalazł sie brat... ;)
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia