poniedziałek, 21 września 2015

Twin Blood 2- rozdział 7

Siemson~! ^.^
Jak wam minął weekend?! o.O 
Dzisiaj wstawiam kolejny rozdział TB, gdyż żadnego shota, a tym bardziej rozdziału z DM nie napisałam. Tak jakoś nie miałam na to dużych chęci. >p<
Shocik pojawi się na równiutką liczbę wyświetleń ;)
Witam nową czytelniczkę Natalie~! ^.^ Rozgość się w norce Kimie <3
A Julci życzę duuużo zdrówka~! *.*
Przypomnę jeszcze o ankiecie---->
Tak więc do zobaczenia niebawem, a ja idę oglądać kolejny odcinek Junjou Romantici 3
Enjoy~! 

Szliśmy, rozmawiając o dzisiejszych lekcjach i tym podobnych sprawach. Byliśmy już kilka metrów od willi.

-Wow~!- Powiedział zafascynowany Shun. Rozglądał się po całej okolicy. Przeszliśmy przez furtkę i po pokonaniu kilku metrów byliśmy już w salonie. Wszyscy rozsiedliśmy się wygodnie na sofach.

-Shun. Musimy ci coś powiedzieć. Jest to nasza mała tajemnica, więc mam nadzieję, że jej dochowasz.- Zwrócił się do niego Jason z poważną miną.

-No pewnie, że dochowam. Ale o co chodzi, bo macie takie poważne miny.- Stwierdził trochę podenerwowany Shun.

-Chodzi o to, że nie mamy po 18 lat.- Stwierdził Kiyoshi, który wpatrywał się w niego uważnie.

-Powtarzaliście klasę?! Więc po ile macie lat?- Spytał wesoło Shun.

-Mamy po 300 lat.- Stwierdził Joni z uśmieszkiem, na co Shunowi opadła szczęka.

-Shun. Ja i bliźniacy jesteśmy wampirami, Kiyoshi jest wilkołakiem, a Louis elfem.- Powiedział z obojętną miną Rune.

-Wa-Wa-Wampirami?! Wilk?! Elf?! Hehe. Fajny żart.- Stwierdził z uśmiechem Shun lecz widząc nasze poważne miny zamilkł.- Mówicie tak na serio?!- Spojrzał się na mnie, jakby szukając odpowiedzi. Ja tylko wskazałam mu sofę, na której siedzieli chłopacy. Spojrzał się w tamtą stronę i zamarł. Bliźniacy i Rune pokazali swoje czerwone oczy i kły, Kiyoshi zamienił się w wilka, a Louis ukazał swe skrzydełka i długie uszy. Zapadła niezręczna cisza. Najchętniej bym zaczęła mu wszystko wyjaśniać ale postanowiłam dalej milczeć. Dopiero po kilku minutach odezwał się Shun.

-Mari. Jak długo już wiesz o tym, że Jason jest wampirem?- Spytał się spokojnie, patrząc na mnie uważnie.

-Od listopada. Megumi i Yuko dowiedziały się miesiąc temu.- Również mówiłam spokojnie ale serce waliło mi bardzo mocno. Shun przez chwilę się nie odzywał i wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Nagle odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lekko.

-Nie wiem co teraz mam powiedzieć. Po prostu akceptuje to kim jesteście i nie robi mi to żadnego problemu. Plus nikomu innemu tego nie wyjawię bez waszej zgody.- Na jego słowa aż odetchnęłam z wielką ulgą. Już myślałam, że Shunsuke stąd ucieknie z krzykiem. Po tym długo rozmawialiśmy. Opowiedzieliśmy mu o złych wampirach, rodzinie Kiyoshiego i innych sprawach.

-Teraz wiem dlaczego jesteście tacy szybcy. Ale i tak się nie poddam i jeszcze was przegonie.- Stwierdził z wielkim uśmiechem Shun.

-Powodzenia. Może za sto lat ci się uda.- Odpowiedział Kiyoshi z zadziornym uśmieszkiem.

-Powiem wam, że jest już dość późno a dziewczyny nie są jeszcze pełnoletnie.- Stwierdził Rune, który leżał na kanapie, mając głowę na kolanach Kiyoshiego.

-To rusz swoją głowę, bo wstać muszę.- Rune na słowa Kiyoshiego zrobił nadąsaną minkę lecz posłusznie wstał.

-To wy idźcie odprowadzić swe dziewczyny i Shuna, a ja idę spać. Dobranoc.- Rune pomachał nam wszystkim i ruszył na górę.

-Dobranoc~!- Krzyknęliśmy wszyscy, po czym wstaliśmy i ruszyliśmy do domu. Shuna odprowadziliśmy tylko kawałek, gdyż mieszka w innym kierunku. Szłam z Jasonem trzymając się za ręce.

-Więc już nie musisz trzymać niczego w tajemnicy przed przyjaciółmi.- Stwierdził w pewnym momencie Jason.

-Taa~! Teraz już jestem spokojna i mogę więcej czasu poświęcić pewnej osobie.- Uśmiechnęłam się lekko, patrząc na niego.

-A kim jest ta osoba??- Spytał się Jason bardzo zaciekawiony.

-Ta osoba to ktoś, kto jest dla mnie bardzo ważny. I jeśli nie da mi buziaka to się na nią obrażę.- Uśmiechnęłam się szeroko. Jason natomiast zaśmiał się i pociągnął mnie w swoją stronę. Objął mnie w pasie i pocałował.

-Czy księżniczka będzie miała dla mnie jutro czas i pójdzie ze mną do kina, kawiarenki i na niespodziankę?!- Zapytał się zadziornie Jason, stykając się ze mną nosem.

-Księżniczka zgadza się na tą propozycję.- Zaśmiałam się i pocałowałam go.- Mój Kochany głupol.- Przytuliłam się do niego mocno.

-Też cię kocham. Ale teraz marsz do domu, bo dostaniesz szlaban i nici z niespodzianki.- Stwierdził odklejając mnie od siebie. Ja tylko pocałowałam go.

-Do zobaczenia jutro.- Pocałowałam go w policzek i pobiegłam do domu.



Jeśli pani od biologii nie przestanie za chwilę gadać to zasnę i nie zdołają mnie obudzić do jutra. Po co mi wiedzieć jak rozwijają się jakieś bakterie?? Gdybym chciał to wiedzieć to spytałbym się Nikosia. No w końcu~! Dziękuje ci dzwoneczku. Wyszedłem z klasy, kierując się do wyjścia ze szkoły.

-Na tych lekcjach to nie długo odkryje jakieś swoje ukryte talenty. Poproszę dużą kawę na wynos, bo nie chcę zasnąć w drodze do domu.- Powiedział Kiyoshi, z którym szedłem sobie spokojnie korytarzem.

-A ja wynajdę wygodną pozycję do spania. Cieszmy się, że to była ostatnia lekcja.- Stwierdziłem, przy okazji uśmiechając się do stojących nieopodal dziewczyn. One na mój gest zarumieniły się i cicho zaśmiały.

-Gdybyśmy mieli jeszcze w-fy to nie byłoby tak źle. Poprosiło by się ładnie pana Tamuro o poleżenie sobie na ławeczkach. Ale dość o szkole. Idziemy się gdzieś przejść?- Spytał się Kiyoshi, przebierając buty.

-Ty lepiej się przejdź z Megumi. Zapomniałeś, że jutro przyjeżdża twoje rodzeństwo?- Spytałem zamykając szafkę i ruszając do wyjścia.

-Racja. Ale następnym razem ci nie odpuszczę. I mam nadzieję, że w niedzielę przyjdziesz na obiad.- Powiedział z uśmiechem Kiyoshi, poprawiając sobie plecak na ramieniu.

-To muszę pamiętać, żeby w niedzielę rano nie jeść śniadania.- Stwierdziłem z zastanowieniem.

-Ty w niedzielę zanim wstaniesz i się wyszykujesz to będziesz już musiał wychodzić.- Stwierdził Kiyoshi ze śmiechem.

-Ty się módl, bo jeśli mi się będzie chciało to przyniosę jakiś deserek.- Na moje słowa aż się oblizał.

-Boże spraw aby temu szantażyście zachciało się piec.- Mówiąc to Kiyoshi patrzał w niebo. Ja natomiast zrobiłem minę, która mówiła „Serio?!”. On na to się zaśmiał i poklepał mnie po plecach.- To ja lecę. Muszę jeszcze zadzwonić do Megi i jakoś się wyrwać z domku. A ty nabierz chęci. Do zobaczenia.- Kiyoshi zamienił się w wilka i wbiegł do lasu. Ja tymczasem udałem się do willi. Gdy wszedłem do salonu poczułem piękny zapach.

-Witam cię mój drogi Williamie.- Powiedziałem wchodząc do kuchni.

-Witaj Rune. Umyj rączki to dostaniesz coś do jedzenia, co ci pewnie zapachniało.- Na słowa Willa grzecznie umyłem rączki i usiadłem przy stole. Po chwili przed moim nosem pojawiła się porcja risotto.

-Itadakimatsu.- Powiedzieliśmy równo i zabraliśmy się za jedzenie. Po posiłku Will zmywał naczynia, a ja robiłem deserek w postaci kawy i maślanych ciasteczek.

-Kiedy coś upieczesz?- Spytał Will, wycierając ręce.

-Może w weekend. Dzisiaj nie mam chęci.- Stwierdziłem i podałem mu kawę. On od razu upił łyk.

-Mmmm. W robieniu kawy jesteś mistrzem.- Stwierdził Will z zadowoloną minką.

-Więc ta kawa na razie musi ci wystarczyć.- Zaśmiałem się krótko i poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem szybki prysznic. Ubrałem czarne jeansy, jasnoniebieską koszulkę na to zarzucając kremową cienką kurtkę. Do tego szaliczek. Przeczesałem włosy i wyszedłem na miasto. Szedłem sobie spacerkiem zamyślony. Tak wiele się ostatnio zdarzyło, że nie miałem czasu niczego dobrze przemyśleć. Zwłaszcza, że coś mnie trapi ale na razie nie będę o tym mówił. Ocknąłem się ze swoich myśli i zobaczyłem, że ktoś na mnie leci. Nie zdarzyłem zareagować i już po chwili leżałem na ziemi. Otworzyłem oczy i ujrzałem blond fryzurkę.

-Przepraszam.- Powiedział i spojrzał na mnie.- Nic ci nie....- Przestał sobie rozmasowywać głowę i wpatrywał się we mnie. Ja również mogłem się mu przyjrzeć. Miał on zielone oczy. Wyglądał na młodego. Po chwili ujrzałem przerażenie na jego ślicznej twarzyczce. –Nic ci nie jest?! Słyszysz mnie?!- Położył dłonie na moich policzkach. Ja natomiast patrzałem na niego zszokowany.

-Nie. Nic mi nie jest.- Powiedziałem powoli, trochę przestraszony jego zachowaniem.

-Na pewno?! Widzisz mnie?! Powiedz ile widzisz palców?!!- Powiedział szybko, pokazując paluszki.

-Widzę trzy i widzę ciebie i twoje przerażenie.- Powiedziałem. Trochę śmieszyła mnie ta sytuacja.

-Serio?! No bo zrobiły ci się takie czarne oczy i myślałem, że straciłeś przytomność.- Powiedział, drapiąc się nerwowo po głowie. Po jego słowach zacząłem się śmiać. On za to patrzał na mnie zdziwiony.

-Powiem ci, że od urodzenia mam czarne tęczówki.- Powiedziałem po chwili z uśmiechem.

-Łał~! Aż tej czarnej kropeczki nie widać. Też chciałbym mieć takie oczy.- Stwierdził ze smutną minka.

-Przecież masz ładne oczy. Plus taki kolor jest bardzo rzadki.- Około 4 procent ludzi na świecie ma taki kolor.

-Dziękuje.- Powiedział zawstydzony. Pierwszy raz widzę u faceta rumieńce.

-Nie ma za co. Wiesz mam prośbę. Czy mógłbyś ze mnie zejść?- Spytałem uprzejmie. Dopiero teraz zauważył, że siedzi mi na biodrach. On na moje słowa jak oparzony wstał i wyciągnął do mnie rękę.

-Sorki.- Ponownie podrapał się po głowie. Wziął z ziemi deskę. Obrócił się z zamiarem pójścia ale zatrzymałem go.- Co?!- Spytał zdziwiony.

-To.- Wskazałem jego kolano, z którego leciała krew.

-To nic. Masz chusteczkę?- Spytał się jakby nigdy nic. Przewróciłem oczami i pociągnąłem go do ławki.

-Siedź tu i czekaj.- Powiedziałem i udałem się do pobliskiej apteki po wodę utleniona i jakiś bandaż. Wróciłem i zacząłem mu opatrzać ranę. Niko powinien być ze mnie dumny.

-Ał.- Pisnął.

-Sorki. Za chwile przestanie.- Dokończyłem oczyszczanie rany i wziąłem się za bandażowanie.- Skończone.- Powiedziałem zadowolony ze swojego dzieła.

-Dzięki.- Powiedział trochę zawstydzony.

-Rune.- Powiedziałem i usiadłem obok niego.

-He~?- Mruknął, przekrzywiając głowę w bok.

-Rune. Tak mam na imię.- Zaśmiałem się z jego poczynań.

-A~! Sorki. Ja jestem Isey.- Przedstawił się z wielkim uśmiechem.


Isey Adachi

16 lat

09.05.1998r.

Wzrost: 1,65

Kraj: Japonia

Blond włosy, zielone oczy

Hobby: skateboard, surfing, muzyka, astronomia                                   
-Miło cię poznać. Możesz wstać czy ci pomóc?- Spytałem. On na to wstał i zrobił krok do przodu.

-Gdybyś mógł mi troszkę pomóc....- Powiedział z uśmiechem.

-Ależ oczywiście.- Wstałem. Najpierw wziąłem jego deskę, następnie użyczając mu ramienia.- Chodźmy do tej kawiarni. Na razie nie powinieneś się przemęczać.

-Ale...- Nie  zdążył zaprotestować, a ja już ciągłem go do kawiarenki. Weszliśmy do środka. Pomogłem mu dość do stolika, a sam po chwili oddaliłem się, by złożyć zamówienie. Wróciłem po chwili i usiadłem przed nim. Isey natomiast siedział z nadąsaną minką.

-Coś się stało?- Spytałem, nie rozumiejąc jego zachowania.

-To ja powinienem zapłacić, a nie ty. W końcu to ja spowodowałem wypadek.- Odpowiedział.

-Ale to moja wina, bo ja się zamyśliłem i to ja cię tu zaciągnąłem. Więc nie rób takiej smutnej minki tylko się uśmiechnij.- Najpierw zrobił zszokowaną minkę, by po chwili się szczerze uśmiechnąć. Wtedy również przyniesiono nam nasze zamówienie. A była to mrożona herbata i lody jagodowo- śmietankowe z polewa czekoladową. Buźka Iseya aż się rozpromieniła. Od razu zabraliśmy się za jedzenie.

-Rune to japońskie imię?- Spytał po chwili Isey.

-Nie Francuskie.- Odpowiedziałem, popijając herbatę.

-Jesteś Francuzem? Powiedz coś po francusku~! Prooszę~!- Poprosił z miną szczeniaczka. I jak tu się nie zgodzić?!

-Masz bita śmietanę na nosie.- Powiedziałem ze śmiechem.

-A teraz mi przetłumacz, bo nie wiem co powiedziałeś ale wiem, że było to piękne.- Stwierdził ze śmiechem. Ja natomiast wziąłem chusteczkę i wytarłem mu nos.

-Powiedziałem, że masz bitą śmietanę na nosie.- Jak tu się nie uśmiechać z jego zachowania?! Isey natomiast zaśmiać się perliście i powrócił do jedzenia. Po tym odprowadziłem go kawałek do domu. Oczywiście spacerując rozmawialiśmy o różnych rzeczach.

-Ile masz lat?- Spytałem, gdy przystaliśmy na przystanku autobusowym.

-Jeszcze 16. Ale w sobotę mam urodziny.- Powiedział z uśmiechem.

-Masz jutro czas?- Spytałem  po namyśle.

-Pewnie. A co?- Spytał spoglądając na mnie.

-Więc jeśli się zgodzisz to gdzieś cię zabiorę..- Powiedziałem, patrząc na niego uważnie.

-Więc się zgadzam.- Odpowiedział z wielkim uśmiechem. Wtedy nadjechał autobus.

-To do zobaczenia jutro o 16 w tym miejscu.- Powiedziałem szybko.

-Dzięki. To do zobaczenia.- Powiedział i wszedł do autobusu, machając mi jeszcze ze środka. Odmachałem mu i ruszyłem do siebie. Co mnie wzięło aby zapraszać wręcz nieznajomego mi chłopaka na spotkanie?? Nie wiem. Chyba oszalałem. Jednak w dobrym humorze wróciłem do willi zastanawiając się, co upichcić w sobotę.





Nadszedł piątek. Weekendu początek ale dla mnie spotkania z moim rodzeństwem. Dowiedziałem się od mamusi, że mój brat ma 80 lat, a siostra 60. Więc są bardzo młodzi. Właśnie teraz odprowadzałem Megumi do domu.

-Zdenerwowany przed spotkaniem?- Spytała się Megi.

-Trochę. W końcu nie wiedziałem, że mam rodzeństwo. Nie wiem jacy są. Wręcz jesteśmy dla siebie obcy.- Powiedziałem zapatrzony w jakiś punkt przed sobą.

-Nie martw się. Macie cały weekend na pogaduszki. Plus na pewno szybko cię pokochają jako starszego brata.- Stwierdziła Megi z uśmiechem.

-Właśnie! Cały weekend z rodziną. A ja tak bardzo chciałem gdzieś z tobą wyjść.- Stwierdziłem, patrząc na Megi miną małego szczeniaczka.

-Ja też chętnie bym gdzieś z tobą poszła. Ale nie martw się. Nadrobimy ten stracony weekend. A teraz uśmiechnij się, bo nie lubię twojej smutnej minki.- Uśmiechnąłem się szeroko na jej słowa i przytuliłem ją do siebie.

-Stwierdzam iż nie boję się spotkania z rodzeństwem. Bardziej będę zdenerwowany, gdy będę miał cię przedstawić swojej mamie.- Powiedziałem.

-Dlaczego?!- Spytała zdziwiona Megi.

-Synek mamusi przyprowadza do domu przyszłą żonę. Teściowa i żona to nie jest dobrana para.- Stwierdziłem za co dostałem kukśtańca w bok.

-Głupek. A o do spotkania nie musisz się martwić. W razie czego schowam się za teściem.- Po słowach Megi razem zaczęliśmy się śmiać.

-Teściu dobry na wszystko. Plus możesz się schować za moim chrzestnym. To brat ojca, więc będzie po naszej stronie.- Megi ponownie zaśmiała się pięknie.

-Już nie mogę się doczekać spotkania z nimi. I z twoim rodzeństwem i z resztą rodziny.- Powiedziała, gdy przystanęliśmy pod jej domem.

-Niedługo ich poznasz. A teraz buziak i idę do domu.- Powiedziałem, obejmując Megi w pasie.

-A jak nie dam buziaka?- Spytała z zadziorną minką.

-To zrobię to.- Powiedziałem szybko i zacząłem ją gryźć po szyi. Ona na mój gest pisnęła i zaczęła się śmiać.

-Już starczy~! Haha~! Dam ci tego całusa.- Powiedziała. Dopiero wtedy się odsunąłem od jej szyi. Pochyliłem się i pocałowałem ją namiętnie.- Miał być tylko całus.- Stwierdziła z nadąsaną minką.

-Musi starczyć mi na weekend.- Stwierdziłem stanowczo po czym ponownie ją pocałowałem.- No dobra. Teraz mogę iść. Do zobaczenia Kotek.- Pocałowałem ją jeszcze w czółko i niechętnie się od niej odsunąłem.

-Pa pa Wilczku.- Powiedziała Megi i cmoknęła mnie w policzek. Po tym poszła do domu, a ja ruszyłem do siebie. Oczywiście w lesie zamieniłem się w wilka. Pobiegałem trochę po lesie i dopiero wtedy wróciłem do obozu.

-Tatuś~!- Oczywiście przywitanie przez córeczkę jest obowiązkowe. Jak to już w zwyczaju wziąłem Emi na ręce i pocałowałem ją w czółko.

-Cześć Skarbie. Co dzisiaj porabiałaś?- Tatuś musi wiedzieć co robiła jego najukochańsza córeczka.

-Po szkole wraz z babcią upiekłam ciasteczka. A potem wraz z wujkiem Shikim oglądałam bajkę.- Powiedziała radośnie.

-To miałaś bardzo ciekawe zajęcia. A teraz jeśli pozwolisz tatuś pójdzie wziąć prysznic i się przebierze, a ty zrób tatusiowi herbatki. I mam nadzieję, że zasłużyłem na ciastko.- Powiedziałem z uśmiechem.

-Tatuś zasłużył aż na trzy ciasteczka~!- Powiedziała wesoło.

-Ale ja byłem grzeczny. Już teraz dziękuje za ciasteczka.- Powiedziałem ze śmiechem.- A teraz dawaj noska.- Emi uśmiechnęła się szeroko i przybliżyła się do mnie. Ja trochę pochyliłem głowę do przodu i potarłem swój nosek o jej.- To idź po ciasteczka.- Powiedziałem, a ona zeszła ze mnie i pobiegła do jednego z domków. Ja natomiast wszedłem do swojego.

-Wróciłem~!- Krzyknąłem na wejściu, rzucając plecak w kąt.

-Witaj w domu.- Powitała mnie mama z uśmiechem, dając buziaka w policzek.- Głodny?- Spytała.

-Taa. Podgrzej mi obiad. Ja idę się ogarnąć- Po tych słowach poszedłem do siebie. Szybko się ogarnąłem i zszedłem na dół. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść.

-O~! Już wróciłeś.- Stwierdził tatko, który właśnie zszedł z piętra do salonu. Mruknąłem mu, że tak, gdyż miałem pełne usta. Co mama dodała do tych żeberek, że są takie dobre? Chyba muszę zacząć ćwiczyć, bo nie zdarzę tego wszystkiego zgubić. Po obiadku przyszła Emi z herbatką i trzema ciasteczkami. Usiadłem w salonie i wziąłem ją na kolana.

-Już niedługo powinni przyjechać.- Powiedział ojciec, wczytany w gazetę.

-Możesz mi coś więcej o nich powiedzieć?!- Spytałem ojczulka, jedząc ciasteczko, którym karmiła mnie Emi.

-Co tu mówić? Sam się od nich dowiesz. I nie martw się tak. To twój brat i siostra. Macie ze sobą dużo wspólnego.- Powiedział, nie odrywając wzroku od gazety. Ja na to tylko westchnąłem i dojadłem swój podwieczorek. Jakąś godzinę później weszła moja mama i powiedziała, że przyjechali. No nic. Pora poznać swoje rodzeństwo. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i rozmowy do salonu weszła wraz z ojcem moją siostrą jak mniemam.

 

Hitomi Ishikawa
 „12” lat
05.07.2002r.

Wzrost: 1.45

Kraj: Japonia

Białe włosy, brązowe oczy

Hobby: zwierzęta, wróżbiarstwo, książki












Dopiero teraz mnie zauważyła. Patrzała na mnie zszokowana.

-Kiyoshi. To twoja siostra Hitomi. Hitomi. To właśnie twój najstarszy brat Kiyoshi.- Przedstawił nas sobie ojciec.

-Cześć Hitomi.- Powiedziałem. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Jednak siostra zrobiła coś, co mnie zszokowała. Mianowicie podbiegła do mnie i przytuliła się. Nie widząc innego wyjścia odwzajemniłem jej uścisk.

-Przepraszam, że tak nagle cię przytuliłam.- Powiedziała, gdy się ode mnie odkleiła.- Już od dawna chciałam cię poznać. Rodzice trochę o tobie opowiadali.- Powiedziała trochę zawstydzona.

-Nic się nie stało. Ja w przeciwieństwie do ciebie dopiero niedawno dowiedziałem się, że mam siostrę. Ale od razu chciałem cię poznać. Mam nadzieję, że nie zawiodę twoich oczekiwań.- Powiedziałem z uśmiechem.

-Ależ skąd. Na pewno się dogadamy.- Powiedziała z uśmiechem. Już po tym uśmiechu stwierdzam, że to moja siostra.

-To może teraz idź się rozpakuj, odśwież po podróży. Zobaczymy się na kolacji.- Powiedziałem z wielką uprzejmością.

-Dobrze. To do zobaczenia później Aniki (starszy brat).- Po tych słowach pokochałem swoją siostrzyczkę. Będę napawał się dumą niczym paw przez miesiąc. Po chwili moja matka weszła wraz z moim bratem do środka.






Satoshi Ishikawa

„14” lat

20.12.2000r.
Wzrost: 1,60

Kraj: Japonia

Białe włosy, zielone oczy

Hobby: piłka nożna, wędrówki po górach, muzyka

















Od razu rzucił mi się w oczy inny kolor włosów. Spojrzał się na mnie trochę podejrzliwie.

-To jest Satoshi. Satoshi. To jest twój starszy brat Kiyoshi. Pamiętasz, jak ci o nim opowiadaliśmy.- Powiedziała mama z łezką w oku. Satoshi natomiast patrzał się na mnie zszokowany.

-Hejka Satoshi.- Powiedziałem z uśmiechem.

-H-Hej.- Powiedział nadal zszokowany.- Więc w końcu się odnalazłeś. Sorki za takie przywitanie.- Mówił wolno, nadal zszokowany. Nie dziwię mu się. Przyjeżdża a tu niespodzianka. Poznaje brata, którego nie widział prawie wiek.

-Nie szkodzi. Pewnie jesteś zmęczony. Idź do swojego pokoju. Później pogadamy.- Patrząc na ta jego zszokowaną minę czuje się trochę dziwnie.

-Taa. Do zobaczenia.- Powiedział jakby był w transie. Mama wskazała mu jego pokój i już po chwili słychać było dźwięk zamykanych drzwi.

-Pierwsze pytanie. Dlaczego on ma czerwony kolor włosów?- Spytałem rodziców.

-Przefarbował sobie. Stwierdził, że w białych wygląda staro.- Powiedział ojciec i usiadł na fotelu.

-No dobra. Drugie pytanie. Dlaczego byli tacy zszokowani?

-No bo nie powiedzieliśmy im, że cię znaleźliśmy. Postanowiliśmy zrobić im niespodziankę.- Wytłumaczyła mamusia.

-No ok. I ostatnie pytanie. Co im o mnie nagadaliście?- Spytałem z powagą.

-Nie wiele. Opowiadaliśmy o różnych sytuacjach, gdy jeszcze byliśmy razem. To tyle.- Powiedział ojciec z uśmiechem. Ja na to tylko pokiwałem głową.

-Pójdę do siebie. Zawołajcie mnie na kolację.- Powiedziałem i zniknąłem na górze. Położyłem się na łóżku i rozmyślałem o tym spotkaniu.

 Z serii rysuneczki Kimie~! ^.^
Kirito z SAO ode mnie dla Asuny~! <3

4 komentarze:

  1. O dobry boże xdd, ,,przefarbował sobie.Stwierdził że w białych wygląda staro" nawet nie wiesz jak mnie to rozwaliło xxd
    UWAGA! UWAGA! RUNE X ISEY jak to przeczytałam to myśle tylko o tym. Więcej yaoi. Yaoi bogiem a sexy nałogiem xdd.
    Rozdział zajebisty niczym Izaya (kocham Izaye <3)
    Tylko czekać aż coś dodasz kochana :**
    Dużoo weny i czytelników tak zajebistych jak ja (taka skromna xd)
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojczulek jak zawsze szczery xd Poczucie humoru musi być :D
      Wiedziałam, że ci się spodoba~! :D Heheszki~! ^^ Ogółem to na początku tego paringu nie było ale przyszedł z czasem i powoli będzie się rozwijał ;)
      "Yaoi bogiem a sexy nałogiem"- motto każdej yaoistki <3
      Również kocham Izayę <3 I Shizu-chana. I ten paring~! <3 ^^
      One-shot w trakcie pisania. Będzie zaskoczenie-tak sądzę :p
      Senkju za wenę moja zajebista czytelniczko Julcio~nyan! ^^
      Zdrówka~! #Kimie

      Usuń
  2. Co zrobi Allan - zobaczysz:) Jeszcze trochę :)
    Pozdrawiam
    LM

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, ale brakuje mi takiego czegoś w kogo sie wczuwamy w danym momencie, dopiero później zorientowałam sie ze chodzi o Rene... rodzeństwo zszokowane, że znalazł sie brat... ;)
    weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń