Ohayo & Gomene
Wiem, że rozdział miał być wczoraj ale jakoś tak nie wiedziałam jak go zakończyć. A dzisiaj wstawiłabym wcześniej ale brat przyszedł z 3-miesięcznym kotkiem.....A Kimie lubi kotki..... :3
Ale już skończyłam, więc wstawię ku waszej radości mam nadzieję. ;)
Ogółem wrzesień jest okropnym miesiącem- chyba ze względu na to, że wraca się do szkoły ;-;
Przez to nie mam jakoś chęci na pisanie -.-
Zdopingujcie mnie~!!!!
Komentarz zawsze mile widziany, nawet krótki. ^.^
Co do one-shotów to możliwe, że pojawi się jakiś na koniec tygodnia.
I to yaoi, więc warto dopingować mnie niczym drużynę Seirin w walce z Rakuzan. XD
Taa~! Kimie sobie niedawno co obejrzała KnB 3 i jest teraz ekstaza na kosza. A zwłaszcza Akashiego. ^^
Nowa ankieta, więc również głosujcie~! --->
A co do konkursu to info pokaże się niedługo. *.*
Tak więc miłego czytania i przetrwania w szkole. ;*
Siemson~! #Kimie
O
dziwo wczoraj Pan Zagadka się nie pojawił. Przez to z jednej strony czułam
złość, a z drugiej radość. Mimo iż, mnie obraża lub robi coś niestosownego to
miło się jednak z nim rozmawia. Przy śniadaniu dowiedziałam się, że lord
Geoffrin nie żyje, a rodzina nie powiedziała na co zmarł. To mnie trochę
zdziwiło lecz od razu wiedziałam kto za tym stoi. Ponownie nie mogłam się
skupić na lekcjach, gdy on coś zrobi. Miałam akurat lekcje angielskiego, gdy
zauważyłam jak wesołym krokiem idzie ścieżką w stronę drzewa. Miałam ochotę
walnąć go mocno w głowę za to co robi. Musiałam jednak poczekać do popołudnia,
gdyż dopiero po obiedzie miałam czas. Po posiłku powolnym krokiem aby nie
wyglądało to podejrzanie, że biegnę do ogrodu, poszłam do niego. Jednak, gdy
byłam już pod drzewem nikogo tam nie było. Spojrzałam w stronę cmentarza lecz
tam też wiało pustkami. Już chciałam iść do altany lecz nagle zaczęły spadać na
mnie płatki róż. Spojrzałam się w górę. Pan Zagadka leżał sobie na brzuchu na
gałęzi i rwał płatki z czerwonej róży. Spojrzałam się na niego wściekle.
-Ty......!-
On widząc moją minę zaśmiał się, zrzucił resztę kwiatków i oparł głowę na
ramieniu.
-Dlaczego
panienka się tak wścieka? Czyżby nie lubiła pani kwiatków?- Uśmiechnął się
szyderczo, machając wesoło nogami.
-Złaź
i to natychmiast!- Rozkazałam wskazując na ziemię. On spojrzał się zdziwiony na
mnie, po czym na miejsce, na które wskazywałam. Popatrzał się tak kilka razy, a
ja sama zaczęłam się zastanawiać co go tak dziwi.
-Ne~!-
Uśmiechnął się szeroko i obrócił do mnie tyłem. Stałam tak chwilę zszokowana
patrząc na tył jego głowy. Nie poddałam się i poszłam z drugiej strony,
krzyżując ręce na piersi.
-Schodź
natychmiast! Musimy porozmawiać.- Powiedziałam na poważnie. On spojrzał na mnie
znudzony.
-Jesteś
w ciąży i nie wiesz jak powiedzieć to rodzicom?! Powiedz im od razu i zwal
wszystko na swojego narzeczonego, że cię zgwałcił. Będziesz miała dzięki temu
szybszy ślub.- Powiedział beznamiętnie, a mi szczęka opadła. Westchnęłam głośno
i aż warknęłam.
-Nie.
Nie jestem w ciąży. I tu chodzi o ciebie i o to, co zrobiłeś.- Powiedziałam, a
gdy na niego spojrzałam nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Pan Zagadka drzemał
sobie na drzewie. Tak po prostu zasnął. Przez chwilę myślałam aby go tak
zostawić i dać mu na dzisiaj spokój. Jednak mógł udawać i nie chciała zostawiać
tej sprawy niewyjaśnionej. Pozbierałam kilka małych kamyczków i zaczęłam w
niego rzucać. Oczywiście tak aby nie wybić mu oka. Gdy trafiłam go w czoło
otworzył oko i spojrzał na mnie.
-Dlaczego
ty rzucasz we mnie kamykami?- Spytał z pretensją. Ja uśmiechnęłam się lekko na
to, że w końcu się obudził.
-Bo zasnąłeś, gdy do ciebie mówiłam, a to nieładnie.
Schodź stamtąd i chodź do altany.- Po tych słowach odwróciłam się i ruszyłam
wskazane miejsce. Usiadłam ale nie zauważyłam go za sobą. Dopiero po chwili
zeskoczył zgrabnie z gałęzi i ruszył w moją stronę. Dzisiaj był bez płaszcza,
więc mogłam przyjrzeć się jego sylwetce. Mimo pufków na ramionach widać było,
że jest szczupły. Czarne kosmyki okalały jego włosy. Czarne oczy patrzały
przenikliwie przed siebie. Lekko różowe usta, na których gościł cień uśmiechu.
Z wyglądu był ideałem. Podszedł do mnie i usiadł tuż obok. Westchnął głośno i
spojrzał na mnie.
-Co
ty ode mnie chcesz dziewucho?- Spytał, a ja już miałam ochotę nakrzyczeć na
niego za nazywanie mnie „dziewuchą”. Pokręciłam tylko głową i upiłam herbaty.
-To
ty zabiłeś lorda Geoffrin?- Zapytałam i spojrzałam na niego, oczekując jakieś
nerwowej reakcji. Ten jednak siedział i znudzonym wzrokiem patrzał w górę.
-Dlaczego
jak ktoś umrze to od razu to moja wina?- Zapytał, a ja aż chwilę musiałam się
zastanowić, dlaczego go o to podejrzewam.
-Najpierw
zabiłeś duchownego, teraz szlachcica. Najwyraźniej nie lubisz bogatych ludzi.-
Odpowiedziałam i oczekiwałam co odpowie. Przyzna się czy będzie się wykręcał?
-Nie
zabiłem duchownego. Przecież on zmarł z przyczyn naturalnych, był chory. A o
śmierci jakiegoś lorda pierwsze słyszę.- Powiedział spokojnie i spojrzał na
mnie kątem oka z uśmiechem. Coś czułam, że kłamie. Już chciałam zadać kolejne
pytanie lecz głos Nuny mi przerwał.
-Lili!
Lili!- Przybiegła do mnie i usiadła tuż obok zdyszana.
-Stało
się coś?!- Spytałam nie wiedząc o co chodzi. Nie powiem ale miłą by dla mnie
wiadomością było zerwanie zaręczyn.
-Dowiedziałam
się co się stało lordowi Geoffrin I dlaczego rodzina nic nie chce mówić.-
Powiedziała, gdy odzyskała oddech. Spojrzałam na nią zszokowana, po czym kątem
oka spojrzałam na niego. Ten jednak siedział niewzruszony.
-To
mów!- Pospieszyłam ją.
-Dowiedziałam
się od znajomej pokojówki, że lorda Geoffrin znaleziono w jego sypialni
martwego z sztyletem w sercu. Podobno zostawił list, że musi już odejść z tego
świata. Ale to nic z tym, co się stało nieco później.- Takie wiadomości zawsze
ekscytują. Spojrzałam na nią i ręką pokazałam aby mówiła dalej.- No więc, gdy
obudziła się jego żona i dowiedziała się o śmierci męża to trochę posmutniała.
Lecz tu nagle się okazuje, że nie ma dziecka. Tego co rok temu urodziła.
Zaczęto szukać w całym pałacu ale nie znaleziono go. Możliwe, że sam lord zabił
dziecko i gdzieś zakopał albo zostawił w lesie. Straże już przeszukują las.-
Zszokowała mnie ta wiadomość. To było bardzo dziwne. Pan Zagadka mógł
spowodować samobójstwo ale po co mu dziecko?!
-Ciekawe
co się teraz stanie. No nic. Dzięki Nuna, że mi powiedziałaś.- Uśmiechnęłam się
do niej lekko, kładąc dłoń na jej dłoni. Ona również się uśmiechnęła.
-Nie
ma tu za co dziękować. Ja idę sprzątać, a ty ciesz się słonecznym dniem.-
Wstała, pomachała mi jeszcze po drodze i już jej nie było. Od razu wściekła
spojrzałam się na Pana Zagadkę lecz on dalej nie wyrażał żadnych emocji, poza
znudzeniem.
-Ty
to zrobiłeś tak?! Mów po co ci dziecko?!- Warknęłam na niego, a on westchnął
głośno.
-Ja
nic nie zrobiłem. I po co mi takie małe wrzeszczące coś?!- Uniósł jedną brew do
góry, patrząc na mnie uważnie. W sumie miał trochę reakcji. Plus gdzie
trzymałby takie maleństwo? W krypcie? A może je zabił i gdzieś zakopał?!
-Może
ci przeszkadzało, dlatego je zabiłeś i gdzieś zakopałeś lub schowałeś, a teraz
zwalasz wszystko na przypadek.- I tu cię mam. Nie wywiniesz się od tej zbrodni.
Pan Zagadka siedział chwilę wpatrując się w moją filiżankę. Nie wiem dlaczego
to robił ale cierpliwie czekałam co powie mi na ten temat.
-Nawet
jeśli to prawda i ja zabiłem i lorda i dziecko to co zrobisz? Powiesz im, że
znasz mordercę? Przecież oni mnie nie widzą. Plus nie zwalam wszystkiego na
przypadek. Dużo jest możliwości dlaczego ten staruch zabił siebie i swoje
dziecko. Mnie to nie interesuje. A ty nie zwalaj każdej śmierci czyjeś osoby na
mnie. Niedługo powiesz, że zabiłem 10 tysięcy żołnierzy, którzy walczyli w
obronie swojego kraju. Albo, że to ja zabiłem kilkanaście tysięcy ludzi, którzy
zmarli na dżumę. Jesteś zbyt stereotypowa. To, że ktoś raz kogoś zabił nie
znaczy, że zrobi to po raz drugi. Każdy człowiek jest inny ale ty tego nie
widzisz, gdyż jesteś z wyższych sfer. Zastanów się trochę nad moimi słowami.-
Powiedział spokojnie po czym wstał i ruszył w stronę cmentarza. Siedziałam tak
zszokowana jego słowami, a w mojej głowie zapanował chaos. Dlaczego ten
wstręciuch zawsze musi mieć rację?! Przez niego cały dzień rozmyślałam nad
ludzkim życiem i nawet nie wiem kiedy dzień się skończył.
Następnego
dnia przyszła do nas wiadomość kiedy odbędzie się pochówek lorda Geoffrin. Mój
ojciec dostał jeszcze jedną poufną wiadomość ale spodziewałam się co tam
jestem. Pewnie rodzina poprosiła o kilka osób ze straży ojca w poszukiwaniu
dziecka. Jednak było mi przykro, że jego żona straciła tak maleńkie dziecko.
Nie mogłam jednak nic powiedzieć, bo Pan Zagadka nie istnieje. Ale tak naprawdę
on jest. Nadal nie wiedziałam czym on jest. Jak to jest możliwe, że tylko ja i
Silo go widzimy. No jeszcze pan Lorrain go widział ale on już nie żyje. Ta
zagadka była naprawdę ciężka. Mam kilka kartek na których zapisuję co mówi, jak
się zachowuje. I oczywiście swoje przemyślenia i domysły oraz różne fragmenty z
książek. Jednak to nadal nie przynosi żadnych efektów. Tego dnia nie chciałam
się z nim widzieć, dlatego postanowiłam nie iść do ogrodu. Mam tylko nadzieję,
że nie wejdzie do mojego pokoju. Pewnie będzie się naśmiewał i szydził ze mnie,
gdy będę przy nim zmieszana. Tak, wczorajsze słowa dały mi dużo do myślenia.
Musiałam wszystkie swoje myśli wylać na papier aby spać spokojnie w nocy. Pora
zamknąć na trochę myśli o Panu Zagadce i jego teoriach i iść na lekcje.
Właśnie
trwała lekcja angielskiego. Dzisiaj wyjątkowo mogłam poczytać jedną powieść,
gdyż nauczyciel miał kilka spraw do załatwienia. W pewnym momencie spojrzałam
za okno. Mój wzrok od razu powędrował na cmentarz. On tam był. Leżał na jednym
z nagrobków i prawdopodobnie sobie drzemał. Zaczęłam mu się przyglądać i nagle
naszła mnie jedna myśl. Wyglądał teraz niczym trup leżący w swojej trumnie.
Przeraził mnie trochę ten fakt lecz przyglądałam mu się dalej. Po kilkunastu
minutach otworzył oczy, usiadł i przeciągnął się. Swoje oczy jak i twarz
skierował ku niebu i siedział w takiej pozycji dość długo. Po chwili opuścił
swój wzrok na swoją dłoń. Nie widziałam jej lecz byłam tego pewna, że patrzy na
nią. Nagle spojrzał ponownie na niebieskie niebo i uśmiechnął się szeroko.
Powiedział coś. Co to mogło być? Nie wiem. Za duża odległość plus zamknięte
okno. Wyciągnął swój sztylet i zaczął mu się przyglądać. Nie wiem co mogło być
tak fascynującego w kawałku metalu. W pewnym momencie chwilę patrzałam w
książkę aby nauczyciel nie uważał, że cały czas wpatruję się w widoki za oknem.
Gdy spojrzałam ponownie za nie go tam nie było. Rozejrzałam się jeszcze po
ogrodzie lecz nigdzie go nie było. Spojrzałam na nauczyciela i omal nie
krzyknęłam. Pan Zagadka siedział sobie na oknie za nauczycielem. Patrzał na
mnie z uśmieszkiem na ustach, a w dłoniach nadal trzymał sztylet. Wstał,
obszedł nauczyciela i usiadł obok mnie na drugim fotelu. Nic nie robił po
prostu siedział i obserwował nauczyciela. Nie mogłam cały czas na niego
patrzeć, dlatego próbowałam skupić się na słowach książki. Jednak co chwila
zerkałam na niego czy aby nie robi czegoś niestosownego. Jednak on jak siedział
tak siedział. Po jakimś czasie nauczyciel oderwał się od wypełniania papierów i
spojrzał na mnie.
-Jak
książka?- Zapytał po francusku. Był on miłym mężczyzną po 30. Szkoda, że nie
pochodził z wyższych sfer, bo za niego mogłabym nawet wyjść. Niestety on jak
się nie mylę ma już żonę. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Przyjemnie
mi się ją czyta ale niektórych słów nie rozumiem.- Przyznałam szczerze. Mimo
iż, uczę się tego języka dość długo to czasami zapominam niektórych słów.
Niekiedy mogę się ich domyśleć ale czasami lepiej jest się spytać co one
znaczą.
-To
zapamiętaj albo zaznacz momenty, których nie rozumiesz. Na następnej lekcji ci
je przetłumaczę i omówimy niektóre fragmenty. A na dzisiaj już dziękuję.-
Uśmiechnął się szeroko, skinając w moją stronę głowę.
-Dobrze.
I ja również dziękuję.- Nauczyciel po moich słowach wstał, wziął swoje papiery,
ukłonił się i wyszedł. Odczekałam troszkę, po czym spojrzałam się wściekła na
niego.
-Co
ty tu robisz?- Spytałam ostro. Najwyraźniej wyrwałam go z letargu, gdyż
spojrzał na mnie zaskoczony.
-Ty
mnie widzisz?!- Zapytał zszokowany, na co spojrzałam na niego z szokiem i
zdziwieniem na twarzy. Już miałam coś powiedzieć lecz on zaczął się śmiać.- Ale
zrobiłaś głupią minę. I łatwo cię czymś zaskoczyć. Bardzo ciekawe.- Uniósł
kącik ust patrzą na mnie z rozbawieniem. Otrząsnęłam się i ponownie patrzałam
na niego zła.
-Nie
wygłupiaj się i mów co tu robisz.- Powiedziałam stanowczo.
-A
nie widać?! Siedzę na nawet wygodnym fotelu i rozmawiam z tobą. Jesteś ślepa
czy głupia?- Przekrzywił głowę w bok z szerokim uśmiechem. Westchnęłam głośno
zmęczona jego głupim zachowaniem.
-To
idź stąd i znajdź sobie jakieś ciekawe zajęcie, a nie codziennie mnie
nachodzisz.- Fuknęłam, odłożyłam książkę i wstałam.
-Wiesz
mam jedno takie zajęcie. Zabijanie ludzi. Jak chcesz to mogę iść i oddać się
tej rozrywce.- Spojrzałam na niego zszokowana. On uśmiechał się kpiąco i
patrzał swoimi czarnymi tęczówkami w moje niebieskie oczy. Zastanowiłam się czy
to prawda czy chce mnie zdenerwować. Postanowiłam jednak nie ryzykować.
-No
dobra. Możesz iść ze mną ale masz być grzeczny. Zrozumiałeś?- Spojrzałam na
niego stanowczo, na co on uśmiechnął się szeroko.
-Jednak
ważne jest ci życie nieznanych tobie ludzi.- Nie wiedziałam o co dokładnie
chodziło mu w tej wypowiedzi. Po prostu wyszłam z tego pokoju. On od razu
znalazł się tuż obok mnie. Poszliśmy do jadalni. Tam już czekali na mnie
rodzice. Pan Zagadka ustał przed dużym oknem i obserwował chwilę ogród. Nam w
tym czasie podano zupę. Jak zwykle nie rozmawialiśmy przy obiedzie. Zdarzało
się to tylko przy śniadaniu i czasami podczas kolacji. Siedziałam i zerkałam na
niego. W pewnym momencie podszedł on do lustra i zaczął się w nim przyglądać.
Omal co nie otworzyłam ust z szoku. Nie widziałam jego odbicia w nim. On
najwyraźniej siebie widział, gdyż patrzał na siebie z każdego profilu i
poprawił nawet kołnierzyk. Musiałam jednak opanować się i zjeść spokojnie
obiad. Nagle poczułam chłód na plecach i od razu wiedziałam, że on stoi tuż za
mną.
-Smakuje?-
Wyszeptał mi do ucha, na co połknęłam szybko to co miałam w ustach i jadłam
dalej nie przejmując się nim. Nagle poczułam dłonie na swojej talii. Oplótł
mnie nimi w pasie i stał tak. Musiałam odetchnąć kilka razy aby skończyć
posiłek. Gdy odłożyłam sztućce od zabrał ręce i odsunął się. Ja sama
podziękowałam za posiłek i udałam się do swojego pokoju. On oczywiście szedł
tuż obok mnie z lekkim uśmiechem na ustach. Weszłam do swojego pokoju, a on tuż
za mną, zamykając drzwi. Usiadłam na łóżku patrząc co zrobi. On chwilę
rozglądał się po pomieszczeniu, po czym położył się tuż obok mnie.
-Zamierzasz
tu tak po prostu leżeć?- Spytałam zerkając na niego. On otworzył oczy i
spojrzał na mnie.
-A
przeszkadza ci to, że sobie leżę? Wiesz, jeśli chcesz to ja sobie pójdę i....
-Leż
i bądź cicho.- Odpowiedziałam szybko, na co on się uśmiechnął. Odwróciłam od
niego wzroki i zaczęłam się zastanawiać nad tym lustrem. Jak to możliwe, że ja
go nie widziałam, a on siebie tak? Przecież mówił, że nie jest wampirem. Plus
wampiry nie są niewidzialne. Nagle zostałam przewalona na plecy, a moje ręce
zostały unieruchomione jakąś szmatką. Pan Zagadka usiadł natomiast na moich
biodrach z uśmieszkiem.
-A
ty jak zwykle nieuważna. Chyba powinienem cię ukarać za niesłuchanie.-
Uśmiechnął się szeroko, a w jego oczy zabłyszczały szaleństwem. Zaczęłam się
wiercić lecz on przytrzymał moje ręce, a drugą dłoń położył na moich ustach.-
Dopiero teraz zaczynasz się bać? Jestem ciekaw o czym tak myślałaś, że
odpłynęłaś na moment.- Wyszeptał mi do ucha, po czym je polizał. Wzdrygnęłam
się, próbując się wyszarpać. On jednak trzymał mnie mocno tak, że zaczęły mnie
boleć nadgarstki. Poczułam jak językiem schodzi na moją szyję, którą następnie
kąsa. Musiałam coś zrobić, bo ten idiota może się posunąć o wiele dalej niż
zazwyczaj.
-Myślałam......Myślałam
o tobie.- Na moje słowa zaprzestał molestowania mojej szyi i spojrzał na mnie.
-Po
co o mnie myślisz skoro tu jestem?- Patrzał się na mnie zdziwiony, a ja nie
wiedziałam przez chwilę co zrobić. Myślałam, że spyta o czym dokładnie, a on
się dziwi, że o nim myślę, gdy właśnie tu jest. Nie pojmę jego toku myślenia.
Otrząsnęłam się i odchrząknęłam cichutko.
-Bo
jesteś dla mnie zagadką i ciągle się zastanawiam kim tak naprawdę jesteś. A
przed chwilą myślałam o tym, dlaczego nie widzę cię w lustrze.- Odpowiedziałam
spokojnie mimo zaistniałej sytuacji. Pan Zagadka przyglądał mi się z lekko
zdziwionym wyrazem twarzy.
-Założyliśmy
się więc nie mogę ci tego powiedzieć. Ciekawe jest to, że o mnie codziennie
myślisz.- Uśmiechnął się tak jakoś dziko, po czym przybliżył swoje usta do
mojego ucha.- A skąd wiesz, że nie kłamię?- Wyszeptał i nagle poczułam jak
ściska dłonią mój pośladek. Pisnęłam z zaskoczenia nie wiedząc nawet kiedy
zsunął się lekko z moich bioder tak, że był między moimi nogami. Ponownie
zaczął mnie kąsać, tym razem po uchu. Miałam istny chaos w głowie i próbowałam
wybrać jedną racjonalną odpowiedź na jego pytanie.
-Bo
ty nie kłamiesz tylko manipulujesz słowami!- Wykrzyczałam zaciskając mocno
powieki. Nie czułam żadnych jego ruchów. Gdy chciałam otworzyć oczy nagle
zostałam pociągnięta na środek łóżka. Poczułam jak rozwiązuje mi moje ręce.
Dopiero wtedy odważyłam się na niego spojrzeć. Otworzyłam oczy akurat, gdy
wziął moją rękę i ucałował w wystającą kość. Zarumieniłam się na ten czuły
gest.
-Masz
trochę racji z tą manipulacją słów. Jednak ja nazwałbym to dekoncentracją. A co
do usta to, gdy dowiesz się kim jestem ci wyjaśni. Jeśli nie to ja to zrobię. A
teraz wybacz ale zrobiłem się nieco śpiący.- Po tych słowach objął mnie w tali,
położył głowę na moim brzuchu i po prostu zasnął. Patrzałam się na niego nieco
zszokowana i zdezorientowana. Cieszyłam się jednak, że nic mi nie zrobił.
Chwilę się mu przyglądałam, po czym z duszą na ramieniu wplotłam palce w jego
włosy. Były miękkie w dotyku niczym jedwab. Usłyszałam jeszcze cichy pomruk
aprobaty z jego strony. Uśmiechnęłam się na to i głaszcząc go po głowie
odpłynęłam myślami.
A tu taki wampirek z Vampire Knight mojego autorstwa ^.^
Za opóźnienie. :p
O dobry Boże kocham cie to opowiadanie xdd. Boskie niczym Kise xd. Patrice jest taki sexyyy *o*.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa kiedy nasz panna Naiwna xdd sie dowie kim jest pan Zagadka :3 (ja też nie wiem ale trzeba udawać że sie wie, musze być fajna xdd) Poleciłam twój blog mojej przyjaciółce ... sfiksowała jak przeczytała Danse Macabre xdd to już nie jest ta sama osoba XDD
I ta ostatnia scena taka kawaiiii <3
Nie wiem ile razy już sprawdzałam czy dodałaś rozdział ( jakbym była na odwyku i ktoś mi nielegalnie zaraz miał dostarczyć marihuanen xdd)
Kimie = nieuleczalne uzależnienie xd
Duużo weny i czytelników od
chorej i chodzącej na rehabilitacje (bo kaleka xdd)
~Julci N.
I jeszcze zapomniałam dodać xd
UsuńŚliczny rysunek.
Vampire Knight moje pierwsze anime więc bardzo je kofffaaamm <3
Zazdroszcze talentu (bo Jula to oprócz że kaleka to ma w zestawie dwie lewe ręce xdd)
~Julia N.
Ale ja jestem kochana~! <3 ^.^ Kuroko no Basket wszędzie~! @.@ Chyba zacznę jakiś sezon na one-shoty z nimi >.<
UsuńJeszcze troszeczkę trzeba poczekać. :) Ale serio nie wiesz kim jest?! o.O No nic, dowiesz się, gdy panna Naiwna się dowie :p
Dziękuje ślicznie za polecenie~! :* I cieszę się, że przyjaciółce się podoba i mam nadzieję, że napisze jakiś krótki komentarz :D
Właśnie nad tą ostatnią sceną się zastanawiałam- i jednak dobrze mi wyszła ^^
Oj Julcia ale ty niecierpliwa~! :D Heheszki~! Następny rozdział prawdopodobnie za tydzień- jak napiszę xp
Dziękuje za pochwałę talentu~! Będzie tego więcej. :)
Jak zawsze dziękuje za wenę~! :* (Ale się nadziękowałam :p)
Życzę zdrówka i miłego dnia~! #Kimie
Omfg ten rozdział jest genialny *.* w sumie jak całe to opowiadanie ;D ZAKOCHALAM SIE W PATRICE ...najlepsza postać
OdpowiedzUsuńCzekam na rozwiązanie zagadki przez Lili
Poweru do dalszego pisania i do rysowania tak genialnych rysunków *.*
~natalia ł. (Przyjaciolka Julci )
Arigatou za pochwałę~! ^.^ < kłania się >
UsuńPatrice robi furorę <3 Wszyscy kochają tajemnicze charaktery ^^
Powolutku, małymi kroczkami zbliżamy się do rozwiązania zagadki. ;)
Power się przyda, zwłaszcza teraz. :)
Pozdrawiam Natalcię i życzę miłego dnia~! #Kimie
Hejka, hejka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, ech wciąż nie domyśla się kim jest Pan Zagadka, a odpowiedź jest taka prosta...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia