wtorek, 1 września 2015

Twin Blood 2- rozdział 6

Konbanwa~! ^.^
Nastał pierwszy września! 
Dla niektórych męka, gdyż powraca do szkoły, a dla innych nic szczególnego, czyli dla tych co szkoła zaczyna się później lub już do niej nie chodzą. >.< 
Ja i Asuna mamy jeszcze wolne, dlatego nie obawiajcie się, że Kimie nie wstawi rozdziału, czy cuś~! ^^
Ogółem chciałam dzisiaj w godzinach popołudniowych wstawić jakąś miniaturkę lecz zdecydowałam się na kolejny rozdział z TB. :)
Może jak będę miała chęci to wstawię jeszcze wieczorem miniaturkę. 
Tak na dobranoc~! :)
Informacji zbytnio dla was nie mam. :(
Co do rozdziałów, one-shotów i miniaturek wszystko zostało powiedziane w poprzednim poście. 
Mogę tylko przypomnieć o ankiecie, która jest po prawej stronie. --->
Głosujcie. głosujcie~!!! ^^
I tylko jeszcze poprosić o chodź krótkie skomentowanie~!
*.* <oczy a'la kot ze Shreka> *.*
Tak więc do zobaczenia później~! 
Miłego~!  #Kimie 
 
-Kiyoshi! Wstawaj!- Kto śmie mnie budzić?? Ja mam tu taki piękny sen, a tu nagle jakiś krzyk. Zaraz, zaraz.....Przeciągnąłem się i leniwie uchyliłem powieki. Moim oczom ukazał się promienny uśmiech mojej rodzicielki. Spojrzałem się na nią, a po chwili zwinąłem się w kłębek.

-Jeszcze 5 minut.- Wymamrotałem, wtulając się w poduszkę.

-Jak dziecko. Dalej! Wstawaj! Śniadanie na stole.- Wiedząc, że jednak nie poleżę już dłużej przeciągnąłem się ostatni raz i wstałem.

-Dzień dobry.- Powiedziałem do swojej mamusi i dałem jej buziaka w policzek. Po tym ubrałem się i wywlokłem na śniadanie. Usiadłem przy stole i wziąłem kubek do ręki. Upiłem łyka i skrzywiłem się. Nie była to moja ulubiona kawusi tylko gorąca czekolada. Wziąłem sąsiedni kubek i powąchałem. Kawa. Kubek z czekoladą odstawiłem na tamto miejsce, a sam popijałem kawusię. Po chwili wszedł mój ojciec.

-Doberek.- Powiedział również zaspanym głosem. Wziął kubek do ręki i upił, a tu niespodzianka. Zamiast kawusi gorąca czekolada.- Skarbie. Dlaczego dałaś mi gorącą czekoladę?- Spytał zdziwiony ojciec swoją żonę, która właśnie dołączyła do śniadania.

-Położyłam ci przecież kawę.- Powiedziała zdziwiona Imari. Po chwili oboje spojrzeli się na mnie. Ja tylko odstawiłem kubek i uśmiechnąłem się do nich szeroko. Mama wywróciła oczami, a ojczulek się zaśmiał. Mamusia dała mężu kawę i zaczęło się śniadanie. I muszę przyznać, że kuchnia mamusi jest najlepsza. Coś czuję, że przybędzie mi kilku kilogramów przez ten miesiąc. Spojrzałem na zegarek i o mało co nie oplułem się kawą.

-Dziękuje z posiłek.- Powiedziałem szybko i wstałem od stołu. Ubrałem swoją marynarkę.- Do zobaczenia po południu!- Krzyknąłem wychodząc z namiotu. Zamieniłem się w wilka i popędziłem do obozu. Zapomniałem, że dzisiaj szkoła. Wbiegłem do obozu, zamieniając się z powrotem w człowieka. Odświeżyłem się i ubrałem w mundurek. Wziąłem plecak i wyszedłem z domku.

-Dzień dobry.- Przywitała mnie Chiyo z moim drugim śniadaniem w dłoniach.

-Dobry, dobry. Słuchaj mnie uważnie.- Wziąłem od niej śniadanie i zacząłem pakować je do tornistra.- Trzeba zwolnić dwa domki i ogarnąć Sypialnię. Klan mojej rodzinki przeprowadza się tu na miesiąc. Dopilnuj aby wszystko było gotowe do mojego powrotu. A teraz wybacz mi ale nie chcę się spóźnić.- Cmoknąłem ją w policzek i popędziłem do szkoły. Równo z dzwonkiem wparowałem do klasy. Zdyszany usiadłem na swoim miejscu. Zauważyłem, jak bliźniacy, Rune, Louis i dziewczyny spoglądają się na mnie. Kiwnąłem im tylko głową, gdyż właśnie weszła nauczycielka.





Nieco zdziwił mnie widok wbiegającego Kiyoshiego do klasy. Chciałem wiedzieć jak mu poszło spotkanie z rodzinką. Jednak cierpliwie, jak reszta czekałem do dużej przerwy. Nastąpiła ona w miarę szybko. Od razu ewakuowaliśmy się na dach.

-Opowiadaj jak było.- Powiedziałem od razu do Kiyoshiego, siadając obok Mari. Wszyscy rozsiedli się wygodnie. Oczywiście Shun miał trening i nie mógł być z nami.

-I dlaczego się omal nie spóźniłeś?!- Powiedział jakby z wyrzutem Rune.

-A dobrze. Na początku byli nieźle zszokowani. Zwłaszcza moja mama. Nie mogła uwierzyć, że stoję tuż przed nią.- Kiyoshi zaśmiał się na samo wspomnienie.

-Cieszyła się, że w końcu może cię uściskać.- Stwierdziła z uśmieszkiem Yuko.

-Oczywiście musiałem się ze wszystkimi przywitać, co zajęło mi trochę czasu. Później siedziałem z rodzicami, wujaszkami i kuzynem i rozmawialiśmy. Najbardziej zdziwiło ich to, że przyjaźnie się z wampirami.- Tu spojrzał na mnie, Joniego i Rune. My w odpowiedzi uśmiechnęliśmy się do niego szeroko.

-Dlaczego ich to zdziwiło?- Spytała nie rozumiejąc Megumi.

-Bo „kiedyś” wilkołaki i wampiry były dla siebie wrogami. Ale z czasem to się zmienia. I to ich lekko zszokowało. Przy okazji się wpakowałem.- Wytłumaczył swojej dziewczynie Kiyoshi.

-Jak się wpakowałeś?- Spytał zdziwiony Lou.

-Miałem nie mówić, że byłem w szpitalu. Ale w waszej obronie musiałem powiedzieć, co się ostatnio zdarzyło. Oczywiście moja mama zaczęła zadawać mi mnóstwo pytań. Na moje szczęście nie zaczęła mnie badać. A co do was to chcą was poznać.- Tu spojrzał się na nas.

-Ależ oczywiście, że z przyjemnością poznam swoich przybranych rodziców.- Powiedział z dumą Rune, na co zaczęliśmy się śmiać.

-Więc dzisiaj idziecie ze mną. Wataha rodziców wprowadza się do mnie na jakiś miesiąc.- Aż mnie zszokował tymi słowami. Jednak z drugiej strony to zrozumiałe, dlaczego tak się dzieje.

-To ty pójdziesz po rodziców, a my się chociaż przebierzemy i pójdziemy do obozu.- Powiedziałem z uśmiechem.

-O czymś jeszcze rozmawialiście?- Dopytywała Mari.

-Co robiłem przez ten czas. Co oni porabiali. I dowiedziałem się, że nie jestem jedynakiem.- Na jego ostatnie słowa aż się oplułem.

-Serio?- Spytałem niedowierzając.

-Serio. Mam brata i siostrę. Ale poznam ich dopiero w weekend, gdy wrócą z Internatu.- Widać było, że Kiyoshi jest szczęśliwy z tego, że ma rodzeństwo.

-To pokaż wtedy jaki z ciebie wspaniały starszy brat.- Powiedział Rune, klepiąc Kiyoshiego po plecach. Porozmawialiśmy, zjedliśmy drugie śniadanie i poszliśmy na lekcje.



Zaraz po lekcjach udaliśmy się do rezydencji aby się przebrać. Oczywiście było mi bardzo smutno, gdyż nie mogłem odprowadzić Mariko do domu. Powiedziała, że idzie z dziewczynami na małe zakupy więc nie mam co się smucić. Więc jednak w dobrym humorze szedłem z braciszkiem, Runim i Louisem do Kiyoshiego. Od razu przywitała nas Emiko.

-Wujaszkowie~!- Ta mała jest po prostu rozkoszna. Każdy z nas wyciskał tą pociechę.

-Co u ciebie Emi?- Zapytał Rune.

-Bardzo dobrze. Upiekłam dużo pysznych ciasteczek na powitanie.- Aż się głodny zrobiłem.

-Kogo ja tu widzę.- Usłyszeliśmy znany nam głos. Chiyo podeszła do nas, trzymając się za brzuch.

-Chiyo.- Uściskaliśmy tą drobną kobietkę.- Jak się czujesz?- Spytałem, patrząc już na pokaźny brzuch.

-I ja i maluszek czujemy się świetnie.- Powiedział z uśmiechem, głaszcząc się po brzuchu.

-Co to będzie?- Spytał się Louis.

-Chłopczyk. Ale nad imieniem się jeszcze zastanawiam.- Znając Chiyo będzie bardzo oryginalne. Rune podszedł do niej i pogłaskał ja po brzuchu.

-Cześć mały urwisie z piekła rodem.- Wszyscy zaśmialiśmy się na te słowa.

-Dlaczego urwis i dlaczego z piekła rodem?- Spytała przyszła mama.

-Bo po pierwsze ty go urodzisz, a po drugie będzie go wychowywał Kiyoshi. Więc to na 100 procent nie będzie spokojne dziecko.- Chiyo przewróciła tylko oczami, a my się zaśmialiśmy. Nagle usłyszeliśmy hałas, dochodzący z lasu.





Po przebraniu się w wygodne ciuchy poszedłem po rodziców.

-Hejo.- Powiedziałem, przystając koło ojca.

-Oh. Kiyoshi. Już jesteś.- Przywitał mnie z uśmiechem.

-Spakowani?- Spytałem się, rozglądając się po pustoszejącym terenie.

-Tak. My przejdziemy się pieszo, a wszystkie rzeczy przywiozą.- Powiedział mama, po czym dała mi buziaka w policzek.

-Więc ruszajmy.- Obróciłem się na pięcie i ruszyłem w drogę. Po drodze pociągnąłem ze sobą wujaszka Shikiego. Szliśmy i rozmawialiśmy o błahych sprawach. Kilkanaście minut później weszliśmy do obozowiska.

-Tatuś~!- W moją stronę biegła radosna Emi. Wziąłem ją na ręce i ucałowałem ją w czółko. Wujaszek i rodzice patrzeli na mnie zszokowani.

-Przywitaj się z babcią i dziadkiem oraz wujkiem Shikim. Resztę poznasz za chwilę.

-Babcia~!- Emi zeszła z moich rąk i podbiegła do babci i mocno się do niej przytuliła. Moja mama niepewnie ją obieła z nadal zszokowaną mina. Mrugnąłem do niej porozumiewawczo, że później jej to wyjaśnię.- Dziadek~!- Teraz rzut na dziadka.

-Cześć Skarbie.- Ojciec szybko się otrząsnął i wziął młoda na ręce.

-Shiki-san~!- I mocny uścisk z moim chrzestnym.

-Dobra Emi. Idź powiedz reszcie, że już jesteśmy i żeby pomogli.- Emi pokiwała tylko głową i pobiegła.

-Nie powiem ale ładnie się urządziłeś.- Stwierdził Shiki, rozglądając się po domkach.

-W końcu to obóz Kiyoshiego.- Powiedział Rune, który zjawił się wręcz znikąd. Na jego słowa aż wujaszek Shiki podskoczył. Dopiero teraz zauważyłem, że podeszli również bliźniacy i Louis.

-No więc mojego ojca już znacie. To jest Imari Ishikawa, moja mama. A to Shiki Ishikawa. Brat ojca, mój wujek i zarazem ojciec chrzestny. Rodzinko. To jest Rune, Jason, Jonathan i Louis. Moi przyjaciele.- Oczywiście musiałem wskazywać który z bliźniaków to który. Ciekawe czy będą ich rozróżniać?

-Miło was poznać.- Powiedział Jason z uśmiechem.

-Was również.- Powiedziała moja mama, trochę zszokowana.

-Wujaszku. Ten obok ciebie to taki mój przybrany brat.- Wskazałem na Runiego. Wujek chwilę się w niego wpatrywał.

-Gdyby miał białe włosy to mógłby być twoim bratem. Wygląda na spokojnego ale pewnie również ma charakterek.- Stwierdził po chwili wujaszek.

-To jest szantażysta więc uważajcie na niego.- Spojrzałem się na Runiego, który zrobił minę niewiniątka.

-A który to ten lekarz?- Zapytała się mama.

-Niko niestety nie mógł przyjść. Ma dyżur w szpitalu.- Wyjaśnił Joni.

-No dobra. Pogadamy później. Teraz czas się zadomowić. Chodźcie ze mną.-Ruszyłem wraz z rodzicami, wujaszkiem i chłopakami do swojego domku. Po drodze zabraliśmy ich walizki. Weszliśmy do mojego domku.

-Na górze są dwie sypialnie, które możecie zająć. Ta na środku jest moja.- Rodzice zaczęli się rozglądać po salonie i kuchni, a wujaszek poszedł na górę.- Jak młodziki przyjadą to będą spać na dole.- Powiedziałem tak dla jasności.

-Bardzo przytulnie.- Stwierdziła mamusia.

-Kiyoshi. A ty z kimś mieszkasz, że masz tyle ciuchów?- Spytał Shiki, który właśnie schodził po schodach.

-Nie wujku. Ja po prostu lubię się dobrze ubrać.- Stwierdziłem ze śmiechem.

-To nic. Nie widziałeś jeszcze garderoby Runiego. Chociaż nikt jej jeszcze nie widział.- Stwierdził po namyśle Jason, a Rune uśmiechnął się tylko na to.

-Kiyoshi. Wytłumacz o co chodzi z ta córeczką?- Spytał się ojciec.

-Znalazłem tą dziewczynę w lesie. Miała niecały rok. Nie mogłem jej przecież tak zostawić więc wziąłem ją do siebie i zaopiekowałem się nią. A że nie pamięta swoich rodziców to mnie uważa za ojca. A ja sam wręcz traktuję ją jak własna córkę.- Wyjaśniłem krótko.

-Więc zróbcie jej jakąś krzywdę, a będziecie mieć do czynienia z Kiyoshim.- Skomentował Joni. Spojrzałem na wujaszka, który z zszokowaną mina patrzał się w stronę kuchni. Spojrzałem w tamtą stronę. Ujrzałem Runiego, który pił krew. Po wypiciu oblizał czerwone wargi, spomiędzy których było widać dwa kły. Dopiero teraz zauważył, że jest obserwowany.

-No co? Byłem głodny.- Stwierdził tak po prostu.

-Wujaszku. Musisz się do tego widoku przyzwyczaić. I zapamiętać, że sok porzeczkowy to nie jest sok porzeczkowy.- Poklepałem wujaszka po ramieniu.

-Mam nadzieję, że nie przychodzą do ciebie wieczorem.- Powiedział wujek Shiki.

-Nie, nie przychodzą.- Powiedziałem, jakbym dodawał mu otuchy.

-Czasami przychodzimy w nocy i nocujemy tutaj.- Powiedział Rune. Wujaszek aż zbladł.

-Spokojnie wujku. Oni nie piją wilczej krwi. Nie ma się czego obawiać.- Wujaszek aż odetchnął z ulgą.

-Nie pijemy wilczej krwi.- Powiedział dla potwierdzenia Rune.- Ja wolę ich futro.- Dlaczego on nie mógł zachować tego dla siebie? Wujaszek spojrzał się na mnie z lekkim strachem w oczach.

-Rune lubi wilcze futra. Ale wystarczy, że dasz mu się trochę do siebie poprzytulać od czasu do czasu a nic ci nie zrobi.- Nie opowiem mu, że raz gonił mnie z nożem chcą zedrzeć ze mnie futerko. Na moje szczęście tylko się do mnie przytulił.

-Jakoś to zniosę.- Stwierdził wujaszek.

-Kiyoshi. Już wszyscy się ugościli.- Powiedziała Chiyo, wchodząc do domku. Oczywiście wujaszek i rodzice od razu zauważyli jej duży brzusio. - Dzień dobry.- Ukłoniła się lekko Chiyo z uśmiechem.

-Dzień dobry. Widzę, że niedługo zostaniesz mamusią.- Powiedziała moja mama.

-Tak.- Uśmiechnęła się szeroko Chiyo. Moja mama natomiast świdrowała mnie wzrokiem.

-Nie mamo. Nie jestem biologicznym ojcem dziecka. Zostanę zastępczym ojcem.- Wyjaśniłem już kolejną sprawę.

-Znasz już płeć dziecka?- Spytał ojciec.

-Tak. To będzie chłopczyk.- Powiedział z duma Chiyo.- Ja już pójdę. Zobaczę czy kolacja już gotowa. Do zobaczenia.- Uśmiechnięta Chiyo wyszła z domku. W tym czasie Rune podszedł do mnie i przytulił się do moich pleców, kładąc głowę na moim ramieniu.

-Głodny jestem.- Stwierdził Rune, a wujaszek wraz z rodzicami zamarli.- Nie w takim sensie. Po prostu bym coś przekąsił. Mam nadzieję, że ta kolacja szybko nastąpi.- Odetchnięcie z ulgą.

-To możemy już iść. No chyba, że chcecie się rozpakować albo odpocząć.- Powiedziałem z zastanowieniem.

-Nie, nie. Możemy już iść.- Stwierdził mój ojczulek i poszliśmy na żarełko. Oczywiście w drodze do jadalni przedstawiłem wujaszkom i kuzynowi chłopaków. Najlepsze była mina Shiby, gdyż nigdy wcześniej nie widział bliźniaków, a zwłaszcza tak podobnych do siebie. Stwierdził, że będzie mówił do nich JJ (dżej dżej), bo nigdy nie rozpozna który to który. Po tym pojedliśmy, pogadaliśmy i pośmialiśmy się. Chłopaki poszli do siebie, a reszta rodzinki udała się na spoczynek. Oczywiście ja musiałem jeszcze powiedzieć drogiej mamusi, żeby nie dodawała tu jakiś firanek, falbanek i różowych rzeczy. Zachowałem dla siebie to, że w garderobie mam różowy fartuszek z falbankami. Kupiłem go specjalnie dla Megi, gdy kiedyś będzie chciała coś tutaj upichcić. A ten widok będzie zarezerwowany tylko dla mnie.





Szłam z dziewczynami do szkoły. Byłam bardzo ciekawa jak poszło chłopakom spotkanie z rodziną Kiyoshiego. W drodze do niej spotkałyśmy Runiego.

-Hejka.- Powiedziałyśmy głośno, gdyż Rune szedł przed nami. Obrócił się w naszą stronę i uśmiechnął lekko.

-Dzień dobry.- Zrównam z nami kroku i w czwórkę ruszyliśmy w dalszą drogę.

-Jak poszło wczorajsze spotkanie?- Spytałam już bardzo ciekawa.

-Dobrze. Chociaż trochę minie zanim się przyzwyczają do naszej obecności. Ale jeśli będziemy często przychodzić to nasz coraz bardziej zaakceptują.- Jednak rozumiem ich odczucia. W końcu żyli w przekonaniu, że wampiry to ich wrogowie. Przeszliśmy przez bramę szkoły i niedaleko niej postanowiliśmy poczekać na resztę. Pierwszy przyszedł Kiyoshi.

-Żarłok, Mari, Yuko i Skarbuś.- Przywitał nas z uśmiechem. Oczywiście od razu podszedł do Megumi i pocałował ją w policzek na przywitanie.

-Dlaczego żarłok?- Spytał Rune z pretensją.

-Bo wczoraj jadłeś jak za dwóch. Plus straszyłeś mojego wujka.- Powiedział rozbawiony Kiyoshi.

-Jak go straszył?- Spytała Megi, tuląc się do Kiyoshiego.

-Pokazywał swoje kiełki i wpatrywał się w niego intensywnie. Przestał dopiero wtedy, gdy powiedziałem mu, że jeśli nie przestanie to nie dostanie mojego futra.- Zaśmiałam się na te słowa.

-I kto tu jest szantażystą?!- Spytał Rune z urażoną mina.

-Nadal ty.- Stwierdził z szerokim uśmiechem Kiyoshi.

-Poranne zebranie zarządu.- Powiedzieli równo bliźniacy. Nawet nie zauważyłam kiedy do nas podeszli i aż podskoczyłam.

-Nie bój się Kotek. To tylko my.- Powiedział Jason i przytulił mnie. Yuko oczywiście od razu wskoczyła w ramiona swojego faceta.

-Widzę każdy w dobrym humorze.- Stwierdził Lou, który właśnie do nas dołączył.

-Aż mi coś Louis przypomniałeś. Rune. Wprowadzasz się do mnie.- Stwierdził stanowczo Kiyoshi.

-Dlaczego?- Spytał nieźle zdziwiony Runi.

-Bo moja mama nie chciała mi dać rano kawy. Dopiero małym szantażem dostałem upragniony napój.- Stwierdził niezadowolony.

-Jak ją zaszantażowałeś?- Spytał ciekawski Jason.

-Kazałem jej wybierać. Albo daje mi kawę albo wypiję butelkę whisky. Zadziałało od razu. Przy okazji ojciec miał z tego niezły ubaw.- Zaśmialiśmy się na jego poczynania.

-Hejka~!- Usłyszeliśmy głos Shuna.

-Kogo moje oczy widzą. Już myślałem, że gdzieś zaginąłeś na tym treningu.- Stwierdził rozbawiony Joni.

-Trener na razie dał mi wolne. Stwierdził, że i tak jestem dobrym zawodnikiem, więc nie będę w tyle. I, że powinienem trochę się pouczyć, bo egzaminy tuż tuż.- Stwierdził radosny Shun.

-Więc dzisiaj zabieramy cię ze sobą. Musisz nadrobić wszystkie wypady do kawiarni i tematy o których rozmawialiśmy.- Stwierdził Jason i puścił mi oczko. Zrozumiałam o co chodzi i uśmiechnęłam się tylko do niego. Po tym ruszyliśmy na lekcje. O dziwo dzisiaj były nawet zabawne. Na przykład na lekcji chemii Rune ze znudzoną miną opowiedział o kwasach, bez patrzenia do książki. Pani była zszokowana i zachwycona jego wiedzą, że dostał bardzo pozytywna ocenę za aktywność. Na fizyce natomiast Kiyoshi rozśmieszył nauczyciela, który kazał mu powiedzieć jakiś przykład z zasad grawitacji. Powiedział o spadaniu z łóżka i bolącym tyłku, którego on na szczęście nie doznał, gdyż to Runi z niego spadł. Klasa zaczęła się śmiać, a Runi powiedział, że się zemści. Na historii również było zabawnie, gdyż Jason, Joni, Kiyoshi, Rune i Louis odegrali małą scenkę dotyczącą pokładowego życia. Po lekcjach całą paczka ruszyliśmy do rezydencji.


1 komentarz:

  1. Hej,
    tak rozdział cudowny, och takie strasznie rodziny Kiyoshiego, ale może tu być wiele zabawnych sytuacji... mo i ten tekst jak nie przestaniesz się wgapiać to nie dostaniesz mojego futra... miny musieli mieć zabawne po usłyszeniu czegoś takiego...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń