Konbanwa~! ^.^
Nastał pierwszy września!
Dla niektórych męka, gdyż powraca do szkoły, a dla innych nic szczególnego, czyli dla tych co szkoła zaczyna się później lub już do niej nie chodzą. >.<
Ja i Asuna mamy jeszcze wolne, dlatego nie obawiajcie się, że Kimie nie wstawi rozdziału, czy cuś~! ^^
Ogółem chciałam dzisiaj w godzinach popołudniowych wstawić jakąś miniaturkę lecz zdecydowałam się na kolejny rozdział z TB. :)
Może jak będę miała chęci to wstawię jeszcze wieczorem miniaturkę.
Tak na dobranoc~! :)
Informacji zbytnio dla was nie mam. :(
Co do rozdziałów, one-shotów i miniaturek wszystko zostało powiedziane w poprzednim poście.
Mogę tylko przypomnieć o ankiecie, która jest po prawej stronie. --->
Głosujcie. głosujcie~!!! ^^
I tylko jeszcze poprosić o chodź krótkie skomentowanie~!
*.* <oczy a'la kot ze Shreka> *.*
Tak więc do zobaczenia później~!
Miłego~! #Kimie
-Kiyoshi! Wstawaj!- Kto śmie mnie budzić??
Ja mam tu taki piękny sen, a tu nagle jakiś krzyk. Zaraz,
zaraz.....Przeciągnąłem się i leniwie uchyliłem powieki. Moim oczom ukazał się
promienny uśmiech mojej rodzicielki. Spojrzałem się na nią, a po chwili
zwinąłem się w kłębek.
-Jeszcze 5 minut.- Wymamrotałem, wtulając się w
poduszkę.
-Jak dziecko. Dalej! Wstawaj! Śniadanie na
stole.- Wiedząc, że jednak nie poleżę już dłużej przeciągnąłem się ostatni raz
i wstałem.
-Dzień dobry.- Powiedziałem do swojej mamusi i
dałem jej buziaka w policzek. Po tym ubrałem się i wywlokłem na śniadanie.
Usiadłem przy stole i wziąłem kubek do ręki. Upiłem łyka i skrzywiłem się. Nie
była to moja ulubiona kawusi tylko gorąca czekolada. Wziąłem sąsiedni kubek i
powąchałem. Kawa. Kubek z czekoladą odstawiłem na tamto miejsce, a sam
popijałem kawusię. Po chwili wszedł mój ojciec.
-Doberek.- Powiedział również zaspanym głosem.
Wziął kubek do ręki i upił, a tu niespodzianka. Zamiast kawusi gorąca czekolada.-
Skarbie. Dlaczego dałaś mi gorącą czekoladę?- Spytał zdziwiony ojciec swoją
żonę, która właśnie dołączyła do śniadania.
-Położyłam ci przecież kawę.- Powiedziała
zdziwiona Imari. Po chwili oboje spojrzeli się na mnie. Ja tylko odstawiłem
kubek i uśmiechnąłem się do nich szeroko. Mama wywróciła oczami, a ojczulek się
zaśmiał. Mamusia dała mężu kawę i zaczęło się śniadanie. I muszę przyznać, że
kuchnia mamusi jest najlepsza. Coś czuję, że przybędzie mi kilku kilogramów
przez ten miesiąc. Spojrzałem na zegarek i o mało co nie oplułem się kawą.
-Dziękuje z posiłek.- Powiedziałem szybko i
wstałem od stołu. Ubrałem swoją marynarkę.- Do zobaczenia po południu!-
Krzyknąłem wychodząc z namiotu. Zamieniłem się w wilka i popędziłem do obozu.
Zapomniałem, że dzisiaj szkoła. Wbiegłem do obozu, zamieniając się z powrotem w
człowieka. Odświeżyłem się i ubrałem w mundurek. Wziąłem plecak i wyszedłem z
domku.
-Dzień dobry.- Przywitała mnie Chiyo z moim
drugim śniadaniem w dłoniach.
-Dobry, dobry. Słuchaj mnie uważnie.- Wziąłem od
niej śniadanie i zacząłem pakować je do tornistra.- Trzeba zwolnić dwa domki i
ogarnąć Sypialnię. Klan mojej rodzinki przeprowadza się tu na miesiąc. Dopilnuj
aby wszystko było gotowe do mojego powrotu. A teraz wybacz mi ale nie chcę się
spóźnić.- Cmoknąłem ją w policzek i popędziłem do szkoły. Równo z dzwonkiem
wparowałem do klasy. Zdyszany usiadłem na swoim miejscu. Zauważyłem, jak
bliźniacy, Rune, Louis i dziewczyny spoglądają się na mnie. Kiwnąłem im tylko
głową, gdyż właśnie weszła nauczycielka.
Nieco zdziwił mnie widok wbiegającego Kiyoshiego
do klasy. Chciałem wiedzieć jak mu poszło spotkanie z rodzinką. Jednak
cierpliwie, jak reszta czekałem do dużej przerwy. Nastąpiła ona w miarę szybko.
Od razu ewakuowaliśmy się na dach.
-Opowiadaj jak było.- Powiedziałem od razu do
Kiyoshiego, siadając obok Mari. Wszyscy rozsiedli się wygodnie. Oczywiście Shun
miał trening i nie mógł być z nami.
-I dlaczego się omal nie spóźniłeś?!- Powiedział
jakby z wyrzutem Rune.
-A dobrze. Na początku byli nieźle zszokowani.
Zwłaszcza moja mama. Nie mogła uwierzyć, że stoję tuż przed nią.- Kiyoshi
zaśmiał się na samo wspomnienie.
-Cieszyła się, że w końcu może cię uściskać.-
Stwierdziła z uśmieszkiem Yuko.
-Oczywiście musiałem się ze wszystkimi
przywitać, co zajęło mi trochę czasu. Później siedziałem z rodzicami,
wujaszkami i kuzynem i rozmawialiśmy. Najbardziej zdziwiło ich to, że
przyjaźnie się z wampirami.- Tu spojrzał na mnie, Joniego i Rune. My w
odpowiedzi uśmiechnęliśmy się do niego szeroko.
-Dlaczego ich to zdziwiło?- Spytała nie
rozumiejąc Megumi.
-Bo „kiedyś” wilkołaki i wampiry były dla siebie
wrogami. Ale z czasem to się zmienia. I to ich lekko zszokowało. Przy okazji
się wpakowałem.- Wytłumaczył swojej dziewczynie Kiyoshi.
-Jak się wpakowałeś?- Spytał zdziwiony Lou.
-Miałem nie mówić, że byłem w szpitalu. Ale w
waszej obronie musiałem powiedzieć, co się ostatnio zdarzyło. Oczywiście moja
mama zaczęła zadawać mi mnóstwo pytań. Na moje szczęście nie zaczęła mnie
badać. A co do was to chcą was poznać.- Tu spojrzał się na nas.
-Ależ oczywiście, że z przyjemnością poznam
swoich przybranych rodziców.- Powiedział z dumą Rune, na co zaczęliśmy się
śmiać.
-Więc dzisiaj idziecie ze mną. Wataha rodziców
wprowadza się do mnie na jakiś miesiąc.- Aż mnie zszokował tymi słowami. Jednak
z drugiej strony to zrozumiałe, dlaczego tak się dzieje.
-To ty pójdziesz po rodziców, a my się chociaż
przebierzemy i pójdziemy do obozu.- Powiedziałem z uśmiechem.
-O czymś jeszcze rozmawialiście?- Dopytywała
Mari.
-Co robiłem przez ten czas. Co oni porabiali. I
dowiedziałem się, że nie jestem jedynakiem.- Na jego ostatnie słowa aż się
oplułem.
-Serio?- Spytałem niedowierzając.
-Serio. Mam brata i siostrę. Ale poznam ich
dopiero w weekend, gdy wrócą z Internatu.- Widać było, że Kiyoshi jest
szczęśliwy z tego, że ma rodzeństwo.
-To pokaż wtedy jaki z ciebie wspaniały starszy
brat.- Powiedział Rune, klepiąc Kiyoshiego po plecach. Porozmawialiśmy,
zjedliśmy drugie śniadanie i poszliśmy na lekcje.
Zaraz po lekcjach udaliśmy się do rezydencji aby
się przebrać. Oczywiście było mi bardzo smutno, gdyż nie mogłem odprowadzić
Mariko do domu. Powiedziała, że idzie z dziewczynami na małe zakupy więc nie
mam co się smucić. Więc jednak w dobrym humorze szedłem z braciszkiem, Runim i
Louisem do Kiyoshiego. Od razu przywitała nas Emiko.
-Wujaszkowie~!- Ta mała jest po prostu
rozkoszna. Każdy z nas wyciskał tą pociechę.
-Co u ciebie Emi?- Zapytał Rune.
-Bardzo dobrze. Upiekłam dużo pysznych
ciasteczek na powitanie.- Aż się głodny zrobiłem.
-Kogo ja tu widzę.- Usłyszeliśmy znany nam głos.
Chiyo podeszła do nas, trzymając się za brzuch.
-Chiyo.- Uściskaliśmy tą drobną kobietkę.- Jak
się czujesz?- Spytałem, patrząc już na pokaźny brzuch.
-I ja i maluszek czujemy się świetnie.-
Powiedział z uśmiechem, głaszcząc się po brzuchu.
-Co to będzie?- Spytał się Louis.
-Chłopczyk. Ale nad imieniem się jeszcze
zastanawiam.- Znając Chiyo będzie bardzo oryginalne. Rune podszedł do niej i
pogłaskał ja po brzuchu.
-Cześć mały urwisie z piekła rodem.- Wszyscy
zaśmialiśmy się na te słowa.
-Dlaczego urwis i dlaczego z piekła rodem?-
Spytała przyszła mama.
-Bo po pierwsze ty go urodzisz, a po drugie
będzie go wychowywał Kiyoshi. Więc to na 100 procent nie będzie spokojne
dziecko.- Chiyo przewróciła tylko oczami, a my się zaśmialiśmy. Nagle
usłyszeliśmy hałas, dochodzący z lasu.
Po przebraniu się w wygodne ciuchy poszedłem po
rodziców.
-Hejo.- Powiedziałem, przystając koło ojca.
-Oh. Kiyoshi. Już jesteś.- Przywitał mnie z
uśmiechem.
-Spakowani?- Spytałem się, rozglądając się po
pustoszejącym terenie.
-Tak. My przejdziemy się pieszo, a wszystkie
rzeczy przywiozą.- Powiedział mama, po czym dała mi buziaka w policzek.
-Więc ruszajmy.- Obróciłem się na pięcie i
ruszyłem w drogę. Po drodze pociągnąłem ze sobą wujaszka Shikiego. Szliśmy i
rozmawialiśmy o błahych sprawach. Kilkanaście minut później weszliśmy do
obozowiska.
-Tatuś~!- W moją stronę biegła radosna Emi.
Wziąłem ją na ręce i ucałowałem ją w czółko. Wujaszek i rodzice patrzeli na
mnie zszokowani.
-Przywitaj się z babcią i dziadkiem oraz wujkiem
Shikim. Resztę poznasz za chwilę.
-Babcia~!- Emi zeszła z moich rąk i podbiegła do
babci i mocno się do niej przytuliła. Moja mama niepewnie ją obieła z nadal
zszokowaną mina. Mrugnąłem do niej porozumiewawczo, że później jej to wyjaśnię.-
Dziadek~!- Teraz rzut na dziadka.
-Cześć Skarbie.- Ojciec szybko się otrząsnął i
wziął młoda na ręce.
-Shiki-san~!- I mocny uścisk z moim chrzestnym.
-Dobra Emi. Idź powiedz reszcie, że już jesteśmy
i żeby pomogli.- Emi pokiwała tylko głową i pobiegła.
-Nie powiem ale ładnie się urządziłeś.-
Stwierdził Shiki, rozglądając się po domkach.
-W końcu to obóz Kiyoshiego.- Powiedział Rune,
który zjawił się wręcz znikąd. Na jego słowa aż wujaszek Shiki podskoczył.
Dopiero teraz zauważyłem, że podeszli również bliźniacy i Louis.
-No więc mojego ojca już znacie. To jest Imari
Ishikawa, moja mama. A to Shiki Ishikawa. Brat ojca, mój wujek i zarazem ojciec
chrzestny. Rodzinko. To jest Rune, Jason, Jonathan i Louis. Moi przyjaciele.-
Oczywiście musiałem wskazywać który z bliźniaków to który. Ciekawe czy będą
ich rozróżniać?
-Miło was poznać.- Powiedział Jason z uśmiechem.
-Was również.- Powiedziała moja mama, trochę
zszokowana.
-Wujaszku. Ten obok ciebie to taki mój przybrany
brat.- Wskazałem na Runiego. Wujek chwilę się w niego wpatrywał.
-Gdyby miał białe włosy to mógłby być twoim
bratem. Wygląda na spokojnego ale pewnie również ma charakterek.- Stwierdził po
chwili wujaszek.
-To jest szantażysta więc uważajcie na niego.-
Spojrzałem się na Runiego, który zrobił minę niewiniątka.
-A który to ten lekarz?- Zapytała się mama.
-Niko niestety nie mógł przyjść. Ma dyżur w
szpitalu.- Wyjaśnił Joni.
-No dobra. Pogadamy później. Teraz czas się
zadomowić. Chodźcie ze mną.-Ruszyłem wraz z rodzicami, wujaszkiem i chłopakami
do swojego domku. Po drodze zabraliśmy ich walizki. Weszliśmy do mojego domku.
-Na górze są dwie sypialnie, które możecie
zająć. Ta na środku jest moja.- Rodzice zaczęli się rozglądać po salonie i
kuchni, a wujaszek poszedł na górę.- Jak młodziki przyjadą to będą spać na
dole.- Powiedziałem tak dla jasności.
-Bardzo przytulnie.- Stwierdziła mamusia.
-Kiyoshi. A ty z kimś mieszkasz, że masz tyle
ciuchów?- Spytał Shiki, który właśnie schodził po schodach.
-Nie wujku. Ja po prostu lubię się dobrze
ubrać.- Stwierdziłem ze śmiechem.
-To nic. Nie widziałeś jeszcze garderoby
Runiego. Chociaż nikt jej jeszcze nie widział.- Stwierdził po namyśle Jason, a
Rune uśmiechnął się tylko na to.
-Kiyoshi. Wytłumacz o co chodzi z ta córeczką?-
Spytał się ojciec.
-Znalazłem tą dziewczynę w lesie. Miała niecały
rok. Nie mogłem jej przecież tak zostawić więc wziąłem ją do siebie i
zaopiekowałem się nią. A że nie pamięta swoich rodziców to mnie uważa za ojca.
A ja sam wręcz traktuję ją jak własna córkę.- Wyjaśniłem krótko.
-Więc zróbcie jej jakąś krzywdę, a będziecie
mieć do czynienia z Kiyoshim.- Skomentował Joni. Spojrzałem na wujaszka, który
z zszokowaną mina patrzał się w stronę kuchni. Spojrzałem w tamtą stronę.
Ujrzałem Runiego, który pił krew. Po wypiciu oblizał czerwone wargi, spomiędzy
których było widać dwa kły. Dopiero teraz zauważył, że jest obserwowany.
-No co? Byłem głodny.- Stwierdził tak po prostu.
-Wujaszku. Musisz się do tego widoku
przyzwyczaić. I zapamiętać, że sok porzeczkowy to nie jest sok porzeczkowy.-
Poklepałem wujaszka po ramieniu.
-Mam nadzieję, że nie przychodzą do ciebie
wieczorem.- Powiedział wujek Shiki.
-Nie, nie przychodzą.- Powiedziałem, jakbym
dodawał mu otuchy.
-Czasami przychodzimy w nocy i nocujemy tutaj.-
Powiedział Rune. Wujaszek aż zbladł.
-Spokojnie wujku. Oni nie piją wilczej krwi. Nie
ma się czego obawiać.- Wujaszek aż odetchnął z ulgą.
-Nie pijemy wilczej krwi.- Powiedział dla
potwierdzenia Rune.- Ja wolę ich futro.- Dlaczego on nie mógł zachować tego
dla siebie? Wujaszek spojrzał się na mnie z lekkim strachem w oczach.
-Rune lubi wilcze futra. Ale wystarczy, że dasz
mu się trochę do siebie poprzytulać od czasu do czasu a nic ci nie zrobi.- Nie
opowiem mu, że raz gonił mnie z nożem chcą zedrzeć ze mnie futerko. Na moje
szczęście tylko się do mnie przytulił.
-Jakoś to zniosę.- Stwierdził wujaszek.
-Kiyoshi. Już wszyscy się ugościli.- Powiedziała
Chiyo, wchodząc do domku. Oczywiście wujaszek i rodzice od razu zauważyli jej
duży brzusio. - Dzień dobry.- Ukłoniła się lekko Chiyo z uśmiechem.
-Dzień dobry. Widzę, że niedługo zostaniesz
mamusią.- Powiedziała moja mama.
-Tak.- Uśmiechnęła się szeroko Chiyo. Moja mama
natomiast świdrowała mnie wzrokiem.
-Nie mamo. Nie jestem biologicznym ojcem
dziecka. Zostanę zastępczym ojcem.- Wyjaśniłem już kolejną sprawę.
-Znasz już płeć dziecka?- Spytał ojciec.
-Tak. To będzie chłopczyk.- Powiedział z duma
Chiyo.- Ja już pójdę. Zobaczę czy kolacja już gotowa. Do zobaczenia.-
Uśmiechnięta Chiyo wyszła z domku. W tym czasie Rune podszedł do mnie i
przytulił się do moich pleców, kładąc głowę na moim ramieniu.
-Głodny jestem.- Stwierdził Rune, a wujaszek
wraz z rodzicami zamarli.- Nie w takim sensie. Po prostu bym coś przekąsił. Mam
nadzieję, że ta kolacja szybko nastąpi.- Odetchnięcie z ulgą.
-To możemy już iść. No chyba, że chcecie się
rozpakować albo odpocząć.- Powiedziałem z zastanowieniem.
-Nie, nie. Możemy już iść.- Stwierdził mój
ojczulek i poszliśmy na żarełko. Oczywiście w drodze do jadalni przedstawiłem
wujaszkom i kuzynowi chłopaków. Najlepsze była mina Shiby, gdyż nigdy wcześniej
nie widział bliźniaków, a zwłaszcza tak podobnych do siebie. Stwierdził, że
będzie mówił do nich JJ (dżej dżej), bo nigdy nie rozpozna który to który. Po
tym pojedliśmy, pogadaliśmy i pośmialiśmy się. Chłopaki poszli do siebie, a reszta
rodzinki udała się na spoczynek. Oczywiście ja musiałem jeszcze powiedzieć
drogiej mamusi, żeby nie dodawała tu jakiś firanek, falbanek i różowych rzeczy.
Zachowałem dla siebie to, że w garderobie mam różowy fartuszek z falbankami.
Kupiłem go specjalnie dla Megi, gdy kiedyś będzie chciała coś tutaj upichcić. A
ten widok będzie zarezerwowany tylko dla mnie.
Szłam z dziewczynami do szkoły. Byłam bardzo
ciekawa jak poszło chłopakom spotkanie z rodziną Kiyoshiego. W drodze do niej
spotkałyśmy Runiego.
-Hejka.- Powiedziałyśmy głośno, gdyż Rune szedł
przed nami. Obrócił się w naszą stronę i uśmiechnął lekko.
-Dzień dobry.- Zrównam z nami kroku i w czwórkę
ruszyliśmy w dalszą drogę.
-Jak poszło wczorajsze spotkanie?- Spytałam już
bardzo ciekawa.
-Dobrze. Chociaż trochę minie zanim się
przyzwyczają do naszej obecności. Ale jeśli będziemy często przychodzić to nasz
coraz bardziej zaakceptują.- Jednak rozumiem ich odczucia. W końcu żyli w
przekonaniu, że wampiry to ich wrogowie. Przeszliśmy przez bramę szkoły i
niedaleko niej postanowiliśmy poczekać na resztę. Pierwszy przyszedł Kiyoshi.
-Żarłok, Mari, Yuko i Skarbuś.- Przywitał nas z
uśmiechem. Oczywiście od razu podszedł do Megumi i pocałował ją w policzek na
przywitanie.
-Dlaczego żarłok?- Spytał Rune z pretensją.
-Bo wczoraj jadłeś jak za dwóch. Plus straszyłeś
mojego wujka.- Powiedział rozbawiony Kiyoshi.
-Jak go straszył?- Spytała Megi, tuląc się do
Kiyoshiego.
-Pokazywał swoje kiełki i wpatrywał się w niego
intensywnie. Przestał dopiero wtedy, gdy powiedziałem mu, że jeśli nie
przestanie to nie dostanie mojego futra.- Zaśmiałam się na te słowa.
-I kto tu jest szantażystą?!- Spytał Rune z
urażoną mina.
-Nadal ty.- Stwierdził z szerokim uśmiechem
Kiyoshi.
-Poranne zebranie zarządu.- Powiedzieli równo
bliźniacy. Nawet nie zauważyłam kiedy do nas podeszli i aż podskoczyłam.
-Nie bój się Kotek. To tylko my.- Powiedział
Jason i przytulił mnie. Yuko oczywiście od razu wskoczyła w ramiona swojego
faceta.
-Widzę każdy w dobrym humorze.- Stwierdził Lou,
który właśnie do nas dołączył.
-Aż mi coś Louis przypomniałeś. Rune.
Wprowadzasz się do mnie.- Stwierdził stanowczo Kiyoshi.
-Dlaczego?- Spytał nieźle zdziwiony Runi.
-Bo moja mama nie chciała mi dać rano kawy.
Dopiero małym szantażem dostałem upragniony napój.- Stwierdził niezadowolony.
-Jak ją zaszantażowałeś?- Spytał ciekawski
Jason.
-Kazałem jej wybierać. Albo daje mi kawę albo
wypiję butelkę whisky. Zadziałało od razu. Przy okazji ojciec miał z tego
niezły ubaw.- Zaśmialiśmy się na jego poczynania.
-Hejka~!- Usłyszeliśmy głos Shuna.
-Kogo moje oczy widzą. Już myślałem, że gdzieś
zaginąłeś na tym treningu.- Stwierdził rozbawiony Joni.
-Trener na razie dał mi wolne. Stwierdził, że i
tak jestem dobrym zawodnikiem, więc nie będę w tyle. I, że powinienem trochę
się pouczyć, bo egzaminy tuż tuż.- Stwierdził radosny Shun.
-Więc dzisiaj zabieramy cię ze sobą. Musisz
nadrobić wszystkie wypady do kawiarni i tematy o których rozmawialiśmy.-
Stwierdził Jason i puścił mi oczko. Zrozumiałam o co chodzi i uśmiechnęłam się
tylko do niego. Po tym ruszyliśmy na lekcje. O dziwo dzisiaj były nawet
zabawne. Na przykład na lekcji chemii Rune ze znudzoną miną opowiedział o
kwasach, bez patrzenia do książki. Pani była zszokowana i zachwycona jego
wiedzą, że dostał bardzo pozytywna ocenę za aktywność. Na fizyce natomiast
Kiyoshi rozśmieszył nauczyciela, który kazał mu powiedzieć jakiś przykład z
zasad grawitacji. Powiedział o spadaniu z łóżka i bolącym tyłku, którego on na
szczęście nie doznał, gdyż to Runi z niego spadł. Klasa zaczęła się śmiać, a
Runi powiedział, że się zemści. Na historii również było zabawnie, gdyż Jason,
Joni, Kiyoshi, Rune i Louis odegrali małą scenkę dotyczącą pokładowego życia.
Po lekcjach całą paczka ruszyliśmy do rezydencji.
Hej,
OdpowiedzUsuńtak rozdział cudowny, och takie strasznie rodziny Kiyoshiego, ale może tu być wiele zabawnych sytuacji... mo i ten tekst jak nie przestaniesz się wgapiać to nie dostaniesz mojego futra... miny musieli mieć zabawne po usłyszeniu czegoś takiego...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia