Doberek~! ^.^
Witam was w ten dzionek, który piątkiem się zowie i zacny weekend rozpoczyna~! :p
Nie mam wam nic ciekawego do powiedzenia, więc nie przedłużając zapraszam na kolejny rozdział~! ^.^
Miłego dnia~! :*
#Kimie
Lekcje o dziwo
szybko nam minęły. Oczywiście nudno nie było, gdyż chłopaki
umieją rozluźnić atmosferę. Kiyoshi na matematyce zaczął jeść
rogale i został zauważony przez nauczycielkę. Ta kazała mu
podejść do tablicy rozwiązać trudne zadanie, nad którym nawet
nasz „kujonek” się trudził. Kiyoshi z rogalem w buzi podszedł
do tablicy i bez żadnego problemu rozwiązał je prawidłowo, po
czym idąc do ławki dokończył jeść i poprosił Runiego o jeszcze
jednego rogala. Louis popisał się na biologii znajomością roślin,
co sprawiło, że poprowadził całą lekcję. Oczywiście dostał
pozytywną ocenę i pochwałę. Bliźniacy natomiast błyszczeli na
angielskim, gdy pani zadała nam rozmówki na różne tematy w
parach. Oni niczym prawdziwi Anglicy usiedli naprzeciwko siebie i
rozmawiali o historii tego kraju. My natomiast siedzieliśmy po ich
bokach i słuchaliśmy tego uważnie. Nie zrozumiałam wszystkiego,
mimo to byłam zaskoczona ich zdolnościami w akcentowaniu. Na
francuskim oczywiście Rune nie ma sobie równych. Z pamięci
powiedział wiersz po francusku, co z jego akcentem dało nieziemski
efekt. Dziewczyny z jego Fan Clubu wręcz się rozpływały z
zachwytu. Sam Rune jak zwykle zachował stoicki spokój, mentalnie
próbując powiedzieć Kiyoshiemu, że nie dostanie więcej
rogalików. Rogaliki zniknęły i tak bardzo szybko, gdy tylko
chłopacy się o nich dowiedzieli. My z dziewczynami zdołaliśmy
zjeść po jednym, przed tymi żarłokami. Trochę tego żałowałam,
gdyż były bardzo dobre. Na moje szczęście Rune powiedział mi „w
tajemnicy”, że w willi jest kolejna porcja. Nie powiedziałam tego
reszcie, gdyż zapewne biegli by do niej i nie zostawiliby nam nawet
okruszków. Dlatego po lekcjach spacerkiem naszą paczką udaliśmy
się na „Podwieczorek w stylu francuskim” lub jak kto woli „Przed
obiadowe łakomstwo”. Gdy weszliśmy przywitał nas Willi, który
wylegiwał się na kanapie z mrożoną herbatą i kryminałem. Od
razu ustąpił nam miejsca i wraz z Jonim udali się do kuchni po
napoje. Runi natomiast najpierw poszedł się przebrać.
-Nie wiem jak
wysiedzę w tej szkole. Jest tak piękna pogoda, że najchętniej bym
leżał sobie na zielonej łące wraz z watahą cały dzień.-
Kiyoshi aż rozmarzył się na samą myśl.
-Wytrzymasz. Na
szczęście nie mamy już żadnych dużych egzaminów i nie musimy
poprawiać ocen.- Jason usiadł obok mnie, gdy tylko ściągnął
marynarkę i krawat. Moją uwagę przykuły rozpięte górne partie
jego koszuli. Wpadła mi nawet myśl do głowy, że mógłby zdjąć
tą koszule, ukazując swoje mięśnie brzucha. Skarciłam się na
samą myśl, po czym oparłam się o jego bok.
-Ja
już widzę wasze wakacje. Pierwsze dni pewnie będziecie imprezować,
a później wpadniecie na jakiś głupi pomysł.- Powiedział Willi,
który z tacą pełną szklanek z napojami wszedł do salonu. Gdy
postawił ją na stoliku, wszyscy wręcz od razu rzucili się na
picie.
-Ale
sam przyznasz, że dwa lata temu to nieźle nam wyszło.- Kiyoshi
uśmiechnął się do niego szeroko.
-Co
zrobiliście dwa lata temu?- Spytała szczerze zaciekawiona Megumi,
bawiąc się słomką.
-Na
wakacje Francja nam się znudziła, więc postanowiliśmy zrobić
wyprawę. Najpierw pojechaliśmy do Portugalii, a stamtąd
popłynęliśmy statkiem na Karaiby. Oczywiście na statku byli sami
faceci, więc było bardzo ciekawie.- Joni uśmiechnął się na samo
wspomnienie.
-Zwłaszcza,
gdy upici i naćpani postanowiliście szukać skarbu Długobrodego.-
Powiedział Runi, który aktualnie stał i opierał się o futrynę.
Na jego wypowiedź chłopcy zaśmiali się, a my nie wiedzieliśmy o
co tak dokładnie chodzi.
-Co
się tam zdarzyło?- Spytał Shun, patrząc to na Runiego to na
resztę.
-Grupą
poszliśmy w głąb wyspy, przebrani niczym prawdziwi piraci. Nieźle
zabłądziliśmy, gdyż to wszystko działo się w nocy. Doszliśmy
do jakiegoś wodospadu. Tam oczywiście stwierdzili, że muszą tu
być syreny. O dziwo były tam kobiety ale wszystkie to Niemki po 50.
Gdy Kiyoshi je zobaczył-a były one w skąpych strojach kąpielowych
z czepkami na głowach- to krzyknął „To są dzieci Krakena!
Trzeba je zabić aby dostać się do skarbu!” W tym momencie one
nas dostrzegły i zaczęły krzyczeć, po czym zaczęły biec
wściekłe na nas z parasolkami. My mimo przewagi zaczęliśmy
uciekać. Gdy wręcz je zgubiliśmy to nagle prawie wszyscy wpadli do
jeziorka. Zamiast biec dalej to oni zaczęli się rozbierać. W tym
momencie staruszki nas dogoniły ale gdy ujrzały na wpół
rozebranych facetów, na dodatek nieźle umięśnionych to całe się
rozpromieniły.- Opowiadał Rune.
-Na
szczęście Runi był od nas wszystkich bardziej trzeźwy i kazał
nam wiać, gdzie pieprz rośnie. Jakoś dotarliśmy na plażę, a
stamtąd na statek. Rano wręcz nikt nic nie pamiętał, bo wszyscy
mieli kaca. No ale przygoda niezła zwłaszcza, że podobnych
sytuacji podczas tej wycieczki było kilka.- Dokończył Louis z
uśmiechem.
-Zapomniałeś
dodać, że Runi za karę obudził nas z megafonem przy ustach.- Po
minie Willa śmiało można stwierdzić, że nie była to przyjemna
pobudka po takiej nocy.
-Ale
mimo kaca wszyscy się uśmiechali.- Powiedział nieznajomy, który
właśnie wszedł do salonu.
Lucas
Matsushita
„22”lata
10.03.1993r.
Wzrost:
1,82
Kraj:
Holandia, Japonia
Czarne
włosy, brązowe oczy
-Bo mimo wszystko
każdy miał jakieś przebłyski tego co się działo.- Stwierdził z
szerokim uśmiechem Kiyoshi.
-Dziewczyny
to jest Lucas Matsushita. Lucas to są Mariko, Yuko i Megumi. No i
jeszcze Shunsuke ale to płeć przeciwna.- Przedstawił nas sobie
Jason.
-Miło
was poznać dziewczyny i Shun.- Uśmiechnął się do nas i pomachał
na przywitanie.
-Ciebie
również miło poznać Lucky. („Szczęściarz”)- Yuko uśmiechnął
się do niego szeroko, machając mu z kolan Joniego.
-Luc
powiedz mi jedno. Gdzieś ty był, że ja cię nie widziałem?-
Spytał Will, dokładnie go obserwując.
-W
Stanach Zjednoczonych. Taka praca. Miałem przyjechać miesiąc temu
ale dali nam urlop i postanowiłem skorzystać z pięknej pogody w
Los Angeles.- Nowoprzybyły rozsiadł się wygodnie w fotelu,
nalewając sobie do szklanki zimnej herbaty.
-Lucas
walnę cię. Ja tu marzę o wakacjach, a ty opalasz się i bawisz w
L.A.- Megumi zaśmiała się z lenistwa swojego chłopaka i podrapała
go za uchem. Kiyoshi od razu nastawił łepek na pieszczochy.
-Gdzie
szykuje się zabawa?- Spytał chłopak, którego też pierwszy raz na
oczy widzę.
-Na
razie nigdzie duszku. Gdy coś będzie to cię zwerbujemy.- Will
poklepał go po ramieniu.
-Kto
to?- Spytałam Jasona.
-Nasz
duszek, czyli Ichi Sugiyama. Ichi to jest Mari, Yuko, Megumi i
Shunsuke.- Brawo Skarbie. Nie pominąłeś naszego sportowca. ^.^
-Ohayo.-
Szatyn uśmiechnął się do nas delikatnie.
-A
dlaczego duszek?- Spytała Yuko z miną szczeniaczka.
-Bo czasami
wyjeżdża i nikt nie wie, gdzie jest i kiedy wróci.- Wytłumaczył
Jason.
-No
bo jestem dorosły i nie muszę się spowiadać.-Stwierdził Ichi z
powagą.
-To
dlaczego jak tylko wracasz to nam się tłumaczysz gdzie, co i jak?-
Spytał z uśmieszkiem Will, za co dostał oburzone spojrzenie od
Ichiego. My na to zaśmialiśmy się krótko.
-Ichi
chodź ze mną na chwilkę.- Nie widziałam kiedy Runi poszedł do
kuchni. Wyszedł z niej, złapał Ichiego za ramię i pociągnął
gdzieś w głąb domu. Po krótkiej chwili usłyszeliśmy krzyk, na
co wręcz podskoczyliśmy.
-Co
się dzieje?- Spytał kolejny nieznajomy mi facet tego dnia.
-Ichi
chyba coś przeskrobał.- Stwierdził Kiyoshi, popijając herbatkę.
-A
tak ogółem to witam.- Młody mężczyzna uśmiechnął się do nas
promieniście. Nikt nie chciał się ruszać z miejsca więc ładnie
mu odmachaliśmy na powitanie.
-Alexander.
Mariko. Yuko. Megumi. Shunsuke.- Powiedział skrutowo Jason.
Najwyraźniej znudziło mu się przedstawianie nas.
-Oj
Jason, rozleniwiłeś się.- Zaśmiał się Alex.
-Jest
mi wygodnie, mam obok siebie moją kochaną dziewczynę, zimne picie
w ręce. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Plus jestem po
szkole, więc mam relaks.- Wywróciłam oczami na teorię szczęścia
mojego chłopaka w tym momencie. Jednak schlebia mi tym, że moja
osoba daje mu tyle szczęścia. Do salonu wszedł Runi, który od
razu udał się do kuchni. Tuż za nim z obolała miną wszedł Ichi,
głaszczący swoją zabandażowaną szyje.
-Coś
przeskrobał?- Spytał rozbawiony Alex.
-Nic
takiego.- Stwierdził, krzywiąc się.
-Jeśli
nic takiego nazywasz zjedzeniem całego koszyka rogalików to ugryzę
cię ponownie.- Z kuchni wyłonił się Rune z nożem w ręce. Ichi
gdy tylko go zobaczył schował się za Alexa.
-No
dobra. Przeskrobałem sobie. Przepraszam.- Powiedział ze skruchą
patrząc na Runiego zza ramienia Alexa. Runi prychnął w odpowiedzi
i wrócił do kuchni.
-Ichi jeszcze się
nie nauczyłeś, że Runiego nie należy denerwować?- Spytał się
Jason. Mimo poważnej miny było widać, że bawi go ta sytuacja.
-No
wiem. Nie moja wina, że na widok rogalików mój brzuch odtańczył
kankana. To było silniejsze ode mnie.- Jęknął boleśnie, bardziej
kuląc się za Alexem.
-Dlaczego
nie należy denerwować Runiego?- Spytałam się bardzo ciekawa tej
nowej dla mnie wiadomości.
-Runi
z natury jest spokojny. Ale gdy ktoś zniszcz coś co należy do
niego, bądź co zrobił to się denerwuje i gryzie.- Wytłumaczył
Jason.
-Warto
dodać, że Runi ma z nas wszystkich najostrzejsze kły i w takich
chwilach nie jest delikatny.- Lucas skrzywił się na same słowa.
-Więc
jeśli mówi, że wykastruje cię widelcem to może się stać w
najbliższym czasie.- Dokończył Alex na co wszyscy zaczęli się
śmiać oprócz Willa.
-Willi,
dlaczego się nie śmiejesz?- Spytał się Lou, rozbawiony.
-Bo
to rano powiedział mu Runi.- Alex zaśmiał się na to poranne
wspomnienie.
-Współczuję.
Korzystaj póki możesz.- Kiyoshi wstał i poklepał go pocieszająco
po plecach.
-Kiyoshi
nie denerwuj mnie bardziej, bo pewnego dnia obudzisz się bez swojego
futra.- Rune z maska obojętności wkroczył do salonu. W jednej ręce
trzymał paterę z ciastem, a w drugiej dzierżył nóż.
-Runi,
własnemu bratu byś to zrobił?- Spytał z żalem w głosie Kiyoshi,
patrząc na niego maślanymi oczkami.
-Kiyoshi
jeśli chcesz wiedzieć to rozprułem własnej siostrze flaki, gdyż
wkurzył mnie jej śmiech. Więc nie przeginaj.- Rune wrócił
jeszcze na chwilę do kuchni, po czym na stoliku obok ciasta położył
talerzyki i łyżeczki. Mruknął jeszcze jakieś „Smacznego’, po
czym wyszedł z salonu. Przez minutę panowała niezręczna cisza.
-Jak
myślicie, czy to co powiedział jest prawdą?- Spytał Alex,
odklejając od siebie Ichiego i zaczynając kroić tarte.
-Nie
wiem ale po Runim można się tego spodziewać.- Powiedział Joni,
którego jak nas zszokowała ta informacja.
-Coś dziwnego
dzieje się z Runim.- Stwierdził Will z ciężkim westchnieniem
siadając na kanapie obok Kiyoshiego.
-Co
masz na myśli?- Po minie Kiyoshiego można stwierdzić, że
zmartwiła go ta wiadomość.
-Wczoraj
siedział przez godzinę w fotelu w pozycji embrionalnej, trzymając
kubek w dłoniach i patrząc się na jakiś punkt przed siebie.
Powiedział, że jest trochę zmęczony ale kolacji zjadł kilka
łyżek.- Atmosfera zrobiła się jakaś taka ciężka.
-Kiyoshi
pogadaj z nim. On nam nic nie powie.- Jason spojrzał się na niego
przenikliwym wzrokiem.
-Jutro
nie mogę, bo jestem zajęty ale w czwartek na pewno wyciągnę go na
rozmowę.- Megumi w akcie pocieszenia przytuliła się do Kiyoshiego,
uśmiechając się do niego delikatnie.
-Koniec
tych smętnych min. Rune życzył nam „Smacznego”, więc
korzystajmy.- Ichi mimo bólu uśmiechnął się, biorąc talerzyk z
kawałkiem ciasta. Wszyscy poszli w jego ślady i już po chwili w
salonie było słychać mruczenie.
-Ja
jednak jestem ciekaw gdzie Runi nauczył się tak piec?- Powiedział
Louis chwilę patrząc się w zastanowieniu na swój kawałek ciasta,
po czym wziął jeden kęs.
-Nie
wiem ale wiem, że to jest zawsze bardzo dobre i to mi wystarczy do
szczęścia.- Kiyoshi wręcz w kilka sekund pochłoną swój kawałek,
patrząc prosząco na Megumi. Ta ze śmiechem poczęstowała go
kawałkiem swojej porcji.
-Raz
pamiętam stwierdziliśmy, że uderzył w niego piorun, przez co stał
się taki genialny w pieczeniu.- Jason zaśmiał się na samo
wspomnienie tego. Przyznam, że ta teoria jest dość dziwna ale nie
wnikam.
-A
może weźmiecie pod uwagę to, że już od małego po prostu
szlifował swoje zdolności kulinarskie, przez co jest teraz taki
dobry w tym?- Powiedział to młody chłopak, który stał aktualnie
obok Alexa.
„14“
lat
14.10.2000r.
Wzrost:
1,65
Kraj:
Francja, Włochy
Czarne
włosy, szare oczy
Był ubrany w białą koszulę na krótki rękaw zapinaną na złote guziki, szara kamizelkę i tego samego koloru spodnie, które przylegały do jego nóg. Do tego eleganckie buty za kostkę, kilka srebrnych bransoletek na nadgarstkach, pierścionek na palcu wskazującym prawej ręki, delikatny naszyjnik z krzyżykiem oraz kilka zwykłych srebrnych kółek w uszach.
-Jej~!-
Yuko pisnęła i w podskokach podeszła do niego od razu go
ściskając. Nie dziwię jej się, gdyż ociupinkę przypomina Ciela
z Kuroshitsuji.
-Odczep
się ode mnie kobieto.- Nowoprzybyły próbował oswobodzić się z
jej żelaznego uścisku. Udało mu się to z pomocą Alexa, który
odciągnął Yuko od niego, trzymając ją w pasie. Nieznajomy
odsunął się od niej na bezpieczną odległość, klnąc coś pod
nosem po francusku.
-Yuko,
dlaczego go zaatakowałaś?- Spytał Joni z pretensją ale i
rozbawieniem.
-Bo
on tak uroczo wygląda~!- Yuko rozmarzyła się, wlepiając swe
ślepka w podróbkę Ciela. Wtedy do pokoju wszedł Runi, który
chyba już trochę ochłonął. Nieznajomy chłopak, gdy tylko go
zobaczył podbiegł i przytulił się do jego boku.
-Co
tu się dzieje?- Spytał Runi patrząc to na chłopaka to na nas.
-Yuko
jest zachwycona urodą Gabiego.- Jason zaśmiał się widząc jak
Yuko próbuje wyspowodzić się z rąk Alexa. Ten jednak bez problemu
ją podniósł i zaniósł na kolana Joniego. Ten od razu objął ją
mocno, szepcąc coś do ucha.
-Zostawić
was na chwilę to już znęcacie się nad moim synem.- Na słowa
Runiego aż się zakrztusiłam. To jest jego syn?!! Wprawdzie
podobni są ale tego się nie spodziewałam.
-No już dobrze,
dobrze. Yuko przeproś Gabiego za swoje zachowanie.- Powiedział
Joni, patrząc wyczekująco na swoją dziewczynę.
-Przepraszam.-
Yuko skruszona zawiesiła swój łepek w dół.
-Wybaczam.-
Wymamrotał Gabi nadal kurczowo trzymając się boku Runiego. Yuko na
ten widok próbowała powstrzymać się od głośnego pisku i
ponownego wytulenia Gabiego.
-No
więc Yuko już poznałeś. To jest Megumi, Mariko i Shun.-
Przedstawił nas do końca Jason.
-Miło
mi was poznać. Nazywam się Gabriel de La Chaussee.- Chłopak na
chwilę odsunął się od Runiego kłaniając się w naszą stronę,
po czym od razu powrócił do swojej poprzedniej pozycji.
-Miło
cię poznać Gabi.- Megumi uśmiechnęła się do niego, przy okazji
próbują odciągnąć Kiyoshiego od swojego talerzyka.
-Na
serio jesteś synem Runiego?- Spytałam nie mogą się już
powstrzymać.
-Nie
jest. Przecież mają inne nazwiska.- Powiedział Jason.
-Skąd
wiesz? Może przyjął nazwisko matki, a nie moje? – Runi patrzał
się na Jasona z lekkim uśmieszkiem.
-Runi
mam prośbę. Czy chociaż raz możesz powiedzieć prawdę?- Spytał
się Kiyoshi, który ze smutną miną patrzał się na pusty talerz
swojej dziewczyny oraz równie pusta paterę.
-No
dobra. Nie jest moim synem ale go tak traktuje.- Powiedział Runi,
przytulając mocniej Gabiego.
-Uwaga!
Uwaga! Komunikat! Nie złośćcie Gabriela, bo możecie oberwać od
jego ojca.- Zakomunikował nam Willi na co wszyscy zaczęli się
śmiać.
-A
żebyś wiedział.- Runi spiorunował go wzrokiem na co Willi
wyszczerzył się do niego.- Ma ktoś widelec?- Spytał Runi,
rozglądając się po stoliku.
-Nie
boję się ciebie.- Stwierdził Will wypinając pierś do przodu.
-Serio?-
Runi powiedział to rozbawiony, patrząc na niego z ukosa.
-No
dobra. Wygrałeś. Boję się ciebie. Nie bij.- Will schował się za
kanapą, na której siedział Kiyoshi wraz z Megumi. My na jego
szybką zmianę zdania zareagowaliśmy śmiechem.
-No
dobra. Gabi schowaj się za Kiyoshiego albo Alexa, bo ja muszę iść.
Jak to nie pomoże uciekaj do mojego pokoju.- Rune pomiział go po
głowie widząc jego nadąsaną minę. Gabi westchnął i szybko
usiadł obok Kiyoshiego zerkając znad jego ramienia na Yuko. Ta zaś
patrzała na niego oczkami biednego szczeniaczka, który był
trzymany przez śmiejącego się pod nosem Joniego.
-A
gdzie się wybierasz?- Zapytał Kiyoshi przy okazji zasłaniając
bardziej Gabiego.
-Na
obiad.- Runi mrugnął do niego, po czym wyszedł z domu.
-Na
obiad? A nie mógł tu czegoś zjeść?- Przecież kuchnia duża i
zapewne pełno w niej żarcia.
-Woli
świeże.- Kącik ust Kiyoshiego uniósł się ku górze.
-To
wy w lodówce macie przeterminowane jedzenie?- Trochę to dziwne. Po
co więc mają lodówkę?
-Runi
woli prosto ze źródła.- Mrugnął do mnie Alex z uśmiechem.
Dopiero po chwili do mojej mózgownicy doszło, że tu o krew chodzi,
a nie o normalne jedzenie.
-A~!-
Bardzo inteligentna odpowiedź, na którą mój chłopka parsknął
śmiechem. Oczywiście dostał za to kuśtańca w bok. Nie znam
jeszcze ich wszystkich zwyczajów. Ale dzięki takim spotkankom dużo
mogę się dowiedzieć. Po tym posiedzieliśmy jeszcze w salonie
rozmawiając. Gabi musiał uciekać przed Yuko, która widząc jego
minę pełną wyższości chciała ponownie go wyciskać. Joni nie
zdążył jej przytrzymać i biedny Gabi musiał biec na górę. Yuko
nie udało się go złapać, gdyż wróciła do nas z bardzo smutną
minką. Joni wziął ją na barana i zaprowadził do swojego pokoju
mówiąc, że ma dla niej coś fajnego. Mój mózg podsunął mi inną
myśl, co oni mogą tam robić. Megumi najwyraźniej też o tym
pomyślała, gdyż zarumieniła się lekko. Tuż po odejściu Joniego
i Yuko, Kiyoshi wziął gdzieś Megumi, a ja z Jasonem poszliśmy do
jego pokoju. Nie robiliśmy nic konkretnego. Po prostu leżeliśmy,
rozmawialiśmy, całowaliśmy się i głaskaliśmy Shirę, która
weszła Jasonowi na głowę machając wesoło ogonem. Zasnęła
między nami mrucząc cicho. Takie przyjemne, leniwe spędzenie
popołudnia.
Usiadłem
pod drzewem blisko skateparku. Napisałem oczywiście Iseyowi, gdzie
jestem aby mnie nie szukał. Po chwili zauważyłem go jak wyjeżdża
zza rogu. Od razu mnie zauważył i pomachał z szerokim uśmiechem.
Minutę później siedział już tuż obok mnie.
-Ohayo~!
Szczeniaczek był grzeczny i dzisiaj ma wolne popołudnie~!- Uśmiech
nie schodził mu z twarzy.
-Aż
nie mogę uwierzyć, że taki diabeł jak ty był tak grzeczny. Ale
jak obiecałem nagrodę tak jest.- Położyłem przed nim kubek
termiczny z gorącą czekoladą oraz pudełko z rogalami. Aż ślinka
mu pociekła na sam widok i wręcz rzucił się na rogaliki. Wziął
jednego w łapki biorąc duży kęs i z uśmiechem go konsumując.
-Bycie
grzecznym się opłaca w takich sytuacjach.- Gryzł go tak szybko
jakbym miał mu go zabrać.
-Nie
spiesz się. Nikt nie ukradnie ci tych rogalików.- Zaśmiałem się,
gdy przysunął je bliżej siebie, rozglądając się na boki.
-Ja
wiem, że nikt mi ich nie ukradnie ale od rana od nich myślałem,
nie mogąc już się doczekać aby je zjeść.- Włożył do buzi
ostatni kawałek pierwszego rogalika, po czym napił się czekolady i
zamarł. Zaśmiałem się na jego reakcję, machając mu dłonią
przed twarzą.
-Isey~!
Tu Ziemia. Odbiór~!- Ocknął się i patrzał to na kubek to na
pudełko.
-Rune.
-Tak?
-Gdzie
ty byłeś całe moje życie?- Spytał i sam się zaśmiał, a ja z
nim.
-No
wiesz, przez te 17 lat to w Francji. I od niecałego roku już w
Japonii. A co?- Ponownie się zaśmiałem widząc jak próbuje szybko
wypić czekoladę ale była za gorąca i co łyk na nią dmuchał.
-Twoja
mama to musi mieć dobrze. Pewnie często raczysz ją herbatką i
jakimś łakociem.- Uśmiechnął się do mnie biorąc kolejnego
rogala.
-Ja
nie mam mamy.- Spojrzałem się na niego z lekkim uśmiechem, a on
zamarł z rogalem w buzi.
-Przepraszam.
Nie wiedziałem. Przykro mi.- Podrapał się nerwowo w kar,
odwracając wzrok.
-Nie
masz za co przepraszać. Skąd mogłeś wiedzieć? Przecież nic ci
nie mówiłem.- Oparłem się o drzewo przymykając oczy.
-Musiało
być ci smutno.- Isey gryzł małymi kęsami rogala wpatrując się w
trawę przed sobą.
-Niezbyt.
Zmarła, gdy mnie urodziła więc w ogóle jej nie pamiętam.-
Spojrzałem się na liście, które kołysały się lekko. Po chwili
poczułem uścisk w okolicach klatki piersiowej. Spojrzałem w dół.
Isey usiadł pomiędzy moimi nogami i przytulał się do mnie.
Objąłem go nie wiedząc o co chodzi.
-Ja
nie wyobrażam sobie, żeby mojej mamy nie było obok mnie. Musiałeś
mieć pewnie ciężko dorastając bez niej. Pewnie zastanawiałeś
się często jak by to było, gdyby żyła. I pewnie było ci smutno,
gdy widziałeś dzieci ze swoimi rodzicami. Wiesz, może i nie jestem
kobietą ale jeśli będziesz się chciał przytulić czy coś to
zawsze jestem w gotowości.- Wymamrotał w moją koszulkę tuląc się
do mnie bardziej. Ja natomiast uśmiechnąłem się pod nosem i
objąłem go mocniej.
-Wiesz
Isey na początku się nad tym zastanawiałem ale później już nie.
Zrozumiałem, że nie przywrócę jej życia i lepiej iść dalej i
zostawić przeszłość za sobą. Mogę jej tylko dziękować, że
jednak mnie urodziła oddając za to swoje życie. Mimo to miałem
szczęśliwe dzieciństwo i normalnie funkcjonuje. Więc nie martw
się o mnie, bo ja dobrze sobie radzę. A z przytulasów skorzystam
nawet w tych wesołych chwilach.- Usłyszałem cichy szloch Iseya.
Przytuliłem go do siebie mocniej, głaszcząc go po głowie. On
przyczepił się do mnie niczym małpka łkając cicho i mocząc moją
koszulkę ale nie przeszkadzało mi to.
-Jestem
jakiś dziwny. Płaczę za coś co mnie nie dotyczy.- Powiedział
Isey po kilku minutach. Odsunął się trochę ode mnie przecierając
piąstkami oczy.
-Musiałeś
jakoś odreagować to co usłyszałeś. To nie jest nic dziwnego. A
teraz na pocieszenie zjedz rogaliki.- Uśmiechnąłem się i
potargałem mu włosy. Isey prychnął, poprawił sobie fryzurę, po
czym usiadł obok i zabrał się za jedzenie.
-I
co kazała wam zrobić ALE w ramach kary?- Spytałem podając przy
okazji Iseyowi chusteczkę, gdyż całą buzię miał od czekolady.
-Musieliśmy
zrobić notatki z trzech tematów. Gdy skończyłem to wręcz mogłem
skakać z radości. Plus, gdy wróciłem do domu czekała na mnie
niespodzianka w postaci mojej ulubionej zapiekanki. Byłem tak
głodny, że aż poprosiłem o dwie dokładki.- Aż pokazał dwa
palce i pokiwał głową na potwierdzenie.
-To
ALE musi być bardzo wredne, że aż tak cię wygłodziło. Musisz
pamiętać aby chociaż na jej lekcjach być aniołkiem.- Nie wiem
dlaczego ale uśmiech nie schodził mi z twarzy. Co on robi, że moja
maska obojętności znika?
-Jeśli
uda mi się to do końca roku szkolnego to idę na aktorstwo.-
Zaśmialiśmy się na to postanowienie.- Ty to chyba nie jesz za
wiele. Masz. Będę tak hojny i podzielę się z tobą rogalikiem.-
Isey podsunął mi pod sam nos rogalika. Nie mając wyboru ugryzłem
kawałek.
-Szczerze
to sylwetkę mam po mamie. Chyba miałem być dziewczynką ale
najwyraźniej przy produkcji coś się pomieszało.- Na moje słowa
Isey opluł się czekoladą śmiejąc się głośno. Ponownie
wyciągnąłem chusteczkę nie mogą powstrzymać szerokiego
uśmiechu.
-Coś
czuję, że przez twoje teksty często będzie mnie bolał brzuch od
śmiechu. Matko! Teraz wiem co powiedzieć rodzicom, gdy będą na
coś marudzić.- Pokiwał z niedowierzaniem głową i parsknął
ponownie śmiechem.
-To
gdy rodzice będą marudzić, to powiedz im „Jeśli chcecie drugą
córkę to mogę to szybko załatwić. Mój kumpel zna się na
kastracji za pomocą plastikowego widelca”.- Isey aż skulił się
ze śmiechu, kładąc się z wrażenia na trawie.
-Ja
tego im nie powiem! W połowie zacznę się śmiać jak szalony.-
Spojrzał na mnie wycierając łezkę z kącika oka.
-To
poćwicz. Szczeki im opadną, gdy to powiesz.- Zaśmiałem się na
samo wyobrażenie takiej sytuacji.
-Spróbuję
ale nic nie obiecuję. Raz chciałem powiedzieć im coś śmiesznego
to od razu zacząłem się śmiać zamiast im powiedzieć.- Isey
powrócił do pozycji siedzącej i sięgnął po ostatniego rogala.
-U
mnie się dziwią, że potrafię powiedzieć coś śmiesznego z
poważną miną. Stwierdziłem wtedy, że to talent wrodzony i nikt
nie będzie tak dobry jak ja. I powiedziałem ojcu, że powinien być
dumny z takiego syna.- Aż wypiąłem dumnie pierś do przodu na co
Isey zaśmiał się ponownie. Skończył jeść rogala i wypił do
końca czekoladę.
-Ja
powiedziałem ojcu, że powinien być ze mnie dumy, gdy posprzątałem
swój pokój. Wywrócił wtedy oczami, a mama zaśmiała się pod
nosem.- Isey uśmiechnął się na to wspomnienie.- No nic. Dziękuje
ślicznie za jedzonko. Było baaardzo pyszne i mam nadzieję, że
nauczysz mnie je robić. Kłania się nisko Pan Uroczy.- Isey zgiął
się w pół w moją stronę.
-Ależ
nie trzeba. Była to dla mnie przyjemność. A teraz Pan Uroczy niech
się ruszy, bo Mistrz ma ochotę na spacer.- Zanim wstałem
poczochrałem go po głowie. On od razu poprawił fryzurę, po czym
wstał i rozciągnął się.
-Aż
się trochę leniwy zrobiłem po tym podwieczorku. No ale trzeba
ułożyć jedzonko w brzuszku.- Położył deskę na chodniku
rozciągając się ponownie. Wykorzystałem ten moment i ustałem na
desce odpychając się od ziemi.
-Spotkamy
się na dole.- Powiedziałem szybko i popędziłem w dół.
Usłyszałem za sobą słowo „Czekaj!” i śmiech Iseya. Po tym
zrobiliśmy sobie długi spacer. Isey pokazał kilka sztuczek na
desce, przy jednej lądując tyłkiem na ziemi. Próbowałem stłumić
śmiech ręką ale mi nie wyszło. Isey na początku oburzył się
lecz sam zaczął się z siebie śmiać. W ramach przeprosin kupiłem
mu lody. Oczywiście opluł się, gdy powiedziałem „Tak subtelnie
liżesz tego loda, że aż się ciasno robi w spodniach”. Dostałem
za to kukśtańca w żebra, mimo to zaśmiałem się z jego
czerwonych polików i odwróconego wzroku. Spacerowaliśmy jeszcze
trochę po czym odprowadziłem go na autobus. Przytulił się do mnie
szybko, po czym wsiadł do autobusu, mówiąc po drodze, że chcę
jednak zachować swoją fryzurę w całości. Zaśmiałem się po
czym pomachałem na „do widzenia”. Z uśmiechem wróciłem do
willi. Oczywiście wchodząc przybrałem obojętną maskę aby nikt
się nie zorientował, że stało się coś wesołego. Wypytywali
mnie by godzinami, a później pewnie jeszcze zaczęli śledzić.
Nie, nie, nie. Isey pozostanie jeszcze moją małą, słodką
tajemnicą. Na drugim piętrze natknąłem się na Ichiego.
-Do
pracy?- Spytałem widząc go wyszykowanego niczym struś w Boże
Ciało. Praca hosta zobowiązuje.
-Taa.
Ktoś w końcu musi oczarować kobiety swoim wdziękiem.- Uśmiechnął
się, po czym objął mnie w pasie.- Szczerze to nie chce mi się
iść. Najchętniej zostałbym z tobą i rozpieścił cię w łóżku
na 100 różnych sposobów.- Otaksował mnie wzrokiem, oblizują się
przy tym.
-Wiem,
wiem ale nie ładnie jest tak zostawiać te kobiety spragnione
miłości same. Idź i daj z siebie wszystko, a mną zajmiesz się
później. Dobrze?- Uśmiechnąłem się do niego uroczo kładąc
dłonie na jego ramionach.
-Oh
Runi~! Czasami jesteś zbyt uroczy.- Powiedział z uśmiechem,
cmokając mnie w policzki.
-Każda
moneta ma dwie strony. W moim przypadku jedna to słodkość, a druga
dzikość. Więc bądź grzeczny, a nie wypuszczę cię z łóżka
dopóki nie będziesz zadowolony.- Przybliżyłem się, wpijając się
w jego usta. Ichi przyparł mnie do ściany, wtargając się językiem
do moich ust. Rozchyliłem je ochoczo, mrucząc przy tym z rozkoszy.
Gdy się od siebie oderwaliśmy powstała między nami strużka
śliny.
-Gdy
z tobą skończę nie będziesz miał siły choćby kiwnąć palcem.-
Wyszeptał liżąc mnie po uchu, a następnie gryząc je. Westchnąłem
głośno patrząc na niego spod wpół przymkniętych powiek.
-Już
nie mogę się doczekać.- Cmoknąłem go w usta, po czym wszedłem
do swojego pokoju. Od razu skierowałem się do łazienki aby wziąć
długi prysznic. Tym razem ładnie złożyłem swoje ubrania i
dopiero wtedy udałem się do łazienki. Zdjąłem jeszcze bokserki i
wszedłem do kabiny. Uśmiech błąkał się na mojej twarzy, gdy
przypominałem sobie o uśmiechniętej buźce Iseya. Zakręciłem
kurek, wyszedłem z kabiny i wytarłem się byle jak. Kropelki wody
kapały z moich włosów. Nie przejmując się tym wszedłem do
pokoju po ubrania. Nagle zostałem pociągnięty w tył i
przyciśnięty do ściany, a moje usta zostały zaatakowane przez
drugie. Poczułem znajomy zapach perfum, więc zacząłem oddawać
pocałunki. Dopiero, gdy zabrakło mi tchu napastnik oderwał się
ode mnie.
-Ładnie
to tak wychodzić wręcz nagi z łazienki?- Wymruczał do mojego ucha
całując mnie po szyi.
-Ależ
oczywiście. Przynajmniej nie będziesz miał problemów z
rozebraniem mnie.- Próbowałem się wyspowodzić ale marnie mi to
wychodziło.
-Kotek
się wierci. Chce on uciec czy domaga się więcej pieszczot?- Alex
ugryzł mnie w ramie, co spowodowało u mnie dreszcze.
-Kotek
chcę iść do łóżka, bo lubi wygodę.- Zamruczałem, gdy polizał
mnie po sutku.
-Hmmm....Jako
właściciel ułatwię to zadanie.- Alex złapał mnie za pośladki i
podniósł do góry. Od razu oplotłem nogi wokół jego bioder oraz
ręce wokół szyi. Mruczałem ocierając się o niego. Położył
mnie na łóżku od razu wpijając się w moje usta, dłońmi błądząc
po mym ciele. Rozwiązałem jego szlafrok, po czym potarłem jego
krocze. Zamruczał mi w usta, przegryzając moją wargę. Wziął
moje ręce i uniósł je nad moją głowę blokując moje ruchy.
Ustami zaczął ssać mojego sutka, a drugą ręką sunąć po moim
przyrodzeniu. Wygiąłem się z pomrukiem i cichym jękiem. Ruszałem
biodrami w rytm ruchów jego ręki. Po chwili Alex na chwilę oderwał
się ode mnie i sięgnął po żel. Nalał go sobie trochę na palce,
po czym włożył od razu trzy do mojej dziurki. Jęknąłem głośno
wyginając się w łuk. Złapałem go za szyję przyciągając do
pocałunku. Mruczałem i pojękiwałem w jego usta. Wkurzyłem się,
gdy spowolnił ruch swoich palców.
-Alex
kurwa albo zaczniesz mnie pieprzyć albo ja cię przelecę.
Zrozumiałeś?- Wręcz warknąłem, a ten się cieszył jak głupi.
-Tak
jest.- Jakby stał to pewnie by zasalutował. W tym przypadku jednak
wyciągnął palce i od razu wszedł cały. Wręcz krzyknąłem
wbijając paznokcie w jego plecy. Od razu nadał szybkie tępo co mi
się cholernie spodobało. Nasze usta stykały się co chwile w
krótkich pocałunkach. Szybko znalazł mój czuły punkt i co
pchnięcie ocierał się o nie. Doszedłem jęcząc mu w usta. Nie
odetchnąłem dobrze, a on obrócił mnie na brzuch i ponownie we
mnie wszedł. Wychodziłem naprzeciw jego ruchom, wijąc się pod
nim. Mój jęk spełnienia stłumiła lekko kołdra. Na tym
oczywiście się nie skończyło. Po tym rzuciłem go na łóżko,
usiadłem na jego biodrach nabijając się na jego męskość.
Doszedłem jeszcze z jakieś trzy razy zanim obaj zmęczeni nie
zasnęliśmy. Poczułem jeszcze jak Alex przykrywa mnie kołdrą, po
czym objął mnie w pasie i ucałował w czoło. Dalej nic nie
pamiętam, gdyż udałem się do krainy fioletowych jednorożców,
wcinających niebieskie żelki, skacząc po tym na futrzanej łące.




Wrócę jutro, bo kolega u mnie jest :D xp
OdpowiedzUsuń<3
Hej, siemano, witam Panią! :D
OdpowiedzUsuńJak napisałam powracam dzisiaj (co prawda późno, ale jest!)
Hura!!!! Kolejny rozdział o Kyioshim xD Oczywiście innych też lubię, ale go to tak naj! :P
Rogalikiiii!!!! :D Mine nie umie ich piec (albo jej się po prostu nie chce xD)
Ileż postaci się pojawiło :D I to porównanie Gabiego do Ciela :D A reakcja na niego najlepsza! xP Biedny Gabi do pokoju musiał zamykać :/
Runi, jak długo będziesz jeszcze ukrywał swą piękną istotę? o.O Przecież to takie słodkie stworzenie :D Biedaczek się popłakał :c Ale dostał rogaliki i jest ok! :D :D
Łaaał!!! Autobus! :D Nie wiem czemu się cieszę, ale się cieszę :p Może dla tego, że zawsze jak jadę autobusem to jest wesoło :D (Chyba, że jadę sama -.-)
O proszę, są i seksy!! :p
No, o tych chyba nie trzeba wiele pisać, bo to seksy :p
Emm... papa! :*
Pozdrawiam!
całuję!
i weny życzę!
<3 :D :*
Hejo~! ^.^
UsuńWidać kochasz złote oczka :3
Ja jeszcze nie piekłam :p Ale moja siostra już tak i były bardzo dobre :3
Yuko żuciła się na Gabiego niczym Elizabet na Ciela xp
No jeszcze trochę będzie ukrywał ^.^
Aż mi się przypomniało, jak jechałam autobusem i był taki tłok, że ledwo co dychać x.x Ale tak, jak się z kimś jedzie to jest wesoło ^.^
Seksy to seksy *.*
Dziękuje~! :3
Ściskam i całuję~! :*
I również pozdrawiam ^w^
Bajo <3
#Kimie