czwartek, 24 września 2015

Miłość ma słodko-gorzki smak- Aomine x Akashi

Ohayo~!!! ^.^ <kica z radości>
Witam, witam moje drogie wilczurki~! <3
Tak więc nadszedł ten dzień.....
3000 wyświetleń~!!! ^.^ <fanfary>
Jej~~!!! Otwieramy szampany i pijemy wasze zdrowie, bo to dzięki Wam. 
Kimie Was Koooocha~! <3
Z taj niezwykłej okazji mam dla Was one-shota. ^^
W tym wydaniu Kuroko no Basket, paring Aomine x Akashi.
Taa, powaliło mnie ale mam ostatnio na nich zajawkę, więc....no~! *.*
I to jest 69 post~! ^^ <takie małe skojarzenie> ;p
Jest to yaoi, więc nie lubisz, nie czytaj.
Lubisz/kochasz/wielbisz- Serdecznie zapraszam~! :)
Dedykuje go samej sobie, gdyż wiele radochy miałam podczas pisania go.
 Jeszcze raz dziękuje za to, że tu wchodzicie.<3 <wzruszona>
Enjoy i miłego weekendu~! ^^
#Kimie Kikui 


Jesień. Słoneczko świeci, wieje lekki wiaterek, ptaszki śpiewają, a ja zamiast edukować się z gazetką Horikity Mai na dachu szkoły ciężko trenuję na sali gimnastycznej. Aktualnie jednak moja zacna osoba siedzi sobie wygodnie na materacu i patrzy jak trenują pierwszoklasiści. Patrząc na większość to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Jak można być tak słabym i chcieć dostać się do drużyny, na dodatek do drugiego składu?! Oczywiście pierwszy skład to same zajebiste osóbki, wliczając w to Tetsu, którego zauważyłem dopiero w połowie treningu. Ta mała gnida jest mistrzem w znikaniu i pojawianiu się wręcz znikąd, dlatego dostaje minimum trzy zawały w ciągu tygodnia. Powróćmy jednak do mojej zajebistej osoby. Siedziałem i przyglądałem się tym przyszłym graczom, których ja osobiście wywaliłbym na zbity pysk z tej sali. Dźwięk gwizdka i wszyscy ustawiają się w szeregu niczym dzieci w przedszkolu. Trener coś tam do nich papla. Trzyma w ręce podkładkę, więc pewnie będzie czytał składy drużyn. Jego przemowę przerywa spokojny lecz stanowczy głos. Panie i panowie oto i on. Kapitan Teiko o dwukolorowych tęczówkach Akashi Seijrou. Pozycja rozgrywającego z numerem 4. Umiejętność- Emperor Eye. Pan i władca, który zawsze jest pewien swojej wygranej. Aktualnie obiekt moich westchnień........Zaraz~!!!! Jakim cudem ja, Aomine Daiki, as Pokolenia Cudów zakochał się w tej czerwonowłosej gnidzie, która potrafi zabić spojrzeniem?!! Ja też nadal tego nie pojmuję ale takie są fakty. Patrząc na to filozoficznie to szybciej powinienem zakochać się w Tetsu. W końcu jest moim cieniem. Już nawet Kise powinien być mi bliższy skoro to dzięki mnie zaczął grać i gramy często one on one. Już nawet tej glonojad Midorima mógłby mi być pisany. Zgoniłbym wszystko na tego Oha Ase, że nasze znaki się połączyły i tak dalej. Już nawet z tym wielkoludem Murasakibarą mógłbym być w związku. Wpieprzalibyśmy słodycze na okrągło i grali czasem w kosza, a to dałoby nam wiele szczęścia. Jednak ja musiałem zakochać się w Akashim, który za jakiś mój błąd lub nie przyjście na trening wyrwałby mi flaki i powiesił sobie na choince w święta. Chyba jestem jakimś masochistą. Wracając do eliminacji. Patrzę na Akashiego. Nie wiem co mówi, gdyż jestem za daleko plus on zawsze mówi spokojnie i płynnie. Parzę na pierwszoklasistów i aż się uśmiecham na widok ich przerażonych minek. Wręcz się trzęśli na sam jego widok. Zauważyłem jak na boisko wchodzi Kise, przysłuchując się tego. Widząc po jego minie chce zagrać ale nie chce przeszkadzać. Do głowy wpadł mi pewien pomysł, który postanowiłem sprawdzić. Wstałem i wziąłem piłkę. Poruszyłem się najpierw leniwie lecz w sekundę przyspieszyłem, ominąłem zaskoczonego Kise i zrobiłem wsad do kosza. Pierwszaki patrzeli na mnie zachwyceni, Kise miał ogniki w oczach, co oznaczało, że chce jak najszybciej zagrać ze mną one on one. Trener pisał coś w swoich notatkach. Akashi natomiast zmrużył niebezpiecznie oczy. Oho. Wkurzył się. Pora uciekać i zmawiać paciorek.

-Jaki jest drugi skład? Chętni bym sobie z nimi pograł.- Uśmiechnąłem się wyzywająco, próbując wygramolić się z trudnej sytuacji. Akashiemu o dziwo złagodniał nieco wzrok, jednak zaiskrzyło się w nich coś psychicznego. Uśmiechnął się i podszedł do mnie. Bać się czy być spokojnym??

-Daiki kogo byś wybrał do drugiego składu?- Powiedział spokojnie patrząc się na pierwszaków.

-Żadnego. Każdy z nich ma kiepską kondycję i nie dorównuje nawet Tetsu do pięt.- Bo do mnie w ogóle nie da się ich porównywać. Oczywiście powinienem ugryźć się w język i powiedzieć coś w stylu „To nie ja o tym decyduję tylko trener.”. Ale oczywiście moja zajebistość mną ocieka i powiedziałem to co myślę.

-Masz rację Daiki. Nie są tak utalętowani jak Tetsuya i tym bardziej jak ty i reszta drużyny. Jednak dzięki treningowi mogą stać się trochę lepsi, chociaż wątpię aby przy zdolnościach pierwszego składu weszli na boisko. Jednakże drugi skład musi być zgłoszony, więc jeśli pozwolisz to trener go odczyta. A ty w tym czasie przebiegnij 10 okrążeń wokół boiska.- Akashi powiedział, że mam rację. Cud się stał, nowe wydarzenie w kalendarzu. Aż skaczę z radości. I o dziwo dostałem tylko 10 okrążeń za moje przedstawienie. Zazwyczaj musiałem biegać z jakieś 40, gdy wkurzę tą czerwoną gnidę. No nic. Grzecznie więc poszedłem pobiegać. Po tym zagrałem z Kise 2 razy one on one i zagraliśmy mecz z drugim składem. Oczywiście my zdobyliśmy 83 punkty, a oni nic. Zmęczony i zadowolony jednocześnie wróciłem do domu.

-Wróciłem!- Krzyknąłem od progu ściągając buty, torbę rzucając w kąt i idąc do kuchni.

-Witaj w domu!- Usłyszałem krzyk mojej mamy z docelowego miejsca. Wszedłem do przestronnej kuchni połączonej z salonem. Usiadłem na krzesełku i przyglądałem się ze znudzeniem rzeczą leżącym na stole.

-Jak było na treningu?- Zapytała z uśmiechem mamusia. Jak wygląda? Długie czarne włosy aktualnie splecione w warkocz, skóra lekko opalona, duże niebieskie oczy, szczupła sylwetka i piersi o miseczce C. Podobno wcześniej miała większe ale jak to stwierdził mój ojciec wyssałem z niech dużo będąc malcem. Może na to nie wygląda ale jestem synkiem mamusi- w końcu jedynak ze mnie- i to po niej odziedziczyłem charakterek. Ogółem to moi rodzice mają taki wyluzowany sposób wychowywania mnie. Nie czepiają się mnie, że mam niskie oceny, gdyż wiedzą, że nie lubię się zbytnio uczyć i nie wybieram się na studia. Nie panikowali, gdy będąc w podstawówce późno wracałem do domu. Wiedzieli po prostu, że wrócę. Dzięki temu mogłem trenować uliczną koszykówkę. No i mamusia nie panikowała widząc moje otarcia i stłuczenia. Sprawdzała po prostu czy czegoś sobie nie złamałem i przemywała rany abym się nie rozchorował. Oczywiście oboje wspierają mnie w koszykówce, zwłaszcza finansowo, gdyż buty szybko się niszczą. I na dodatek dostaje od ojca dodatkową kasę na moje czasopisma. Mamy taki układzik, że ja kupuję, a on gdy mama nie widzi sobie czasami je przegląda. Mi to nie przeszkadza zwłaszcza, że ojciec mimo iż jest z mamą już jakieś 20 lat to nadal kocha ją tak mocno jak przed ślubem, gdy był gówniarzem i zakochał się w niej do szaleństwa. Drogi tatusiu, mamy podobnie tylko, że ja wybrałem szalonego i psychopatycznego kapitana mojej drużyny. Nie, ja nie jestem gejem. Mi po prostu nie przeszkadza to, że nie ma on cycków w rozmiarze F i ma to samo co ja między nogami. Powróćmy do kuchennej sytuacji.

-Jak zwykle. Wybierali nowe składy.- Powiedziałem beznamiętnie patrząc jak matka miesza jakąś sałatkę. Nawet ładnie pachniało ale ja i tak wole mięcho.

-Po co ich wybierają skoro nikt nie jest lepszy od mojego synka i jego drużyny?!- I jak nie kochać tu tej kobiety?! Aż kupię jej jakieś kwiatuszki tak bez powodu.

-Powiedziałem to samo lecz jak zostało mi wytłumaczone drugi skład musi być mimo wszystko wpisany, gdyż bez tego nie moglibyśmy brać udziału w zawodach. Są beznadziejni ale mimo to muszą zostać.- Westchnąłem ciężko przyciągając do siebie miskę z sałatką i smakując ją. Nawet dobre to zielsko. Ale ja chcę to z skali1 mała porcja na dużą porcję mięska.

-Coś jeszcze się wydarzyło?- Mamusia spojrzała się na mnie zadziornie. Ta, przed nią niczego nie ukryję. Nie wiem jak ale dowiedziała się, że podoba mi się Akashi. Sama nawet mnie dopinguje, gdyż chciałaby mieć tak mądrego zięcia jak on- nie urażając oczywiście mojej zajebistej osoby. Stwierdziła również, że dopiero gdy zacznę z nim chodzić to powiemy ojcowi o wszystkim.

-Nie. Dostałem jedynie 10 okrążeń zamiast 40, więc to jest już jakiś postęp.- Uśmiechnąłem się głupkowato. Mamusia się tylko cicho zaśmiała i zabrała mi sałatkę sprzed nosa, którą wąchałem już od ponad pięciu minut. Nie moja wina, że ładnie pachnie. 

-No dobra! Koniec o szkole. Teraz masz siedzieć grzecznie, a ja usmażę ci steki. Zjesz 3 czy 4?- Chyba po obiadku przejdę się po te kwiatuszki. No jak nie kochać takiej kobiety, która robi to co jej synuś uwielbia. Oczywiście powiedziałem 3, gdyż patrząc na ich wielkość to więcej nie zjem.



Po jakże zacnym obiadku udałem się do mych włości. Pora się trochę poedukować. Rzuciłem się na łóżko i sięgnąłem po najnowszą gazetkę. Zacząłem powoli przeglądać strony, prawie wciskając w nie nos. Odpiąłem spodnie i zsunąłem je nieco wraz z bokserkami, zaczynając powoli poruszać ręką w górę i w dół. Wtem ujrzałem zdjęcie czerwonowłosej kobiety o dużych piersiach i zgrabnym tyłeczku. Klęczała w rozkroku wypinając piersi do przodu. Nagle wyobraziłem sobie Akashiego w takiej pozycji i już po chwili doszedłem z stęknięciem. No tak. Moja wyobraźnia robi swoje. Odłożyłem gazetkę i sięgnąłem po chusteczki. Gdy już się wytarłem i poprawiłem usłyszałem dźwięk telefonu.



Od: Czerwona gnida

Do: Daiki

Temat: Trening

Treść: W sobotę odbędzie się trening, więc nie planuj sobie niczego i nie próbuj nie przychodzić i się spóźniać. Znajdę cię i już nigdy więcej nie popatrzysz sobie na zboczone pisemka.



Powiało chłodem. Aż mi ciarki przeszły. Odpowiadać oczywiście nie musiałem, więc odłożyłem telefon i zdrzemnąłem się do kolacji. Oczywiście powiadomiłem rodziców, że mam trening w sobotę. Nie przejęli się tym, gdyż jak mnie powiadomili wyjeżdżają na weekend. Kochana mamusia zapytała się jeszcze co ma mi zrobić abym sobie w weekend odgrzał. Złożyłem u niej nieskomplikowane zamówienie i dostałem dodatkowe fundusze, gdybym chciał sobie coś kupić po treningu. Podziękowałem ślicznie i po tym udałem się do siebie. Po jakże odświeżającym prysznicu i zrelaksowaniu się przy bardzo interesującym i edukującym filmiku zasnąłem.



Sobotni trening nadszedł dość szybko. W tygodniu nic ciekawego się nie zdarzyło. Lekcje, drzemka na dachu, marudząca Satsu, 10 okrążeń wokół boiska za spóźnienie, one on one z Kise, zawał, mecz towarzyski, czasopismo, mięcho, wkurzenie glona, kolejny zawał i tak w kółko. No może jeszcze taki mój mały sukces w postaci poczochrania włosów Akashiego podczas meczu i nie zostania przez to zabitym. Tak więc stawiłem się punktualnie w szatni aby nie zostać zabitym przez obiekt moich westchnień, które aktualnie przebierało się w sportowy strój. Aż mi się ciasno zrobiło w spodniach, gdy wypiął się lekko aby założyć spodenki. Odetchnąłem kilka razy, przebrałem się i ruszyłem na boisko. Trening był w cholerę ciężki. Już myślałem, że umrę. Bieganie-60 okrążeń, ćwiczenia i 2 mecze. Po drugim meczu dzięki mojemu refleksowi zdążyłem złapać Tetsu przed bolesnym upadkiem na podłogę. Murasakibara wraz z Kise poszli z nim do szatni i mieli przypilnować aby doszedł do siebie. Glon położył się na ławce lecz Akashi po chwili również wygnał go do szatni. Ja natomiast leżałem niczym kłoda na samym środku boiska.

-Daiki wyjdź z boiska, bo drugi i trzeci skład będą grały mecz.- Powiedział spokojnie Akashi przykucając przy mnie. On sam nadal ciężko oddychał.

-Nie mam siły.- Wysapałem. Akashi westchnął, wstał i zaczął mnie ciągnąć. Niezbyt mu się to udawała, gdyż jestem od niego wyższy i cięższy. Wstałem i zawisłem na jego barkach.- Tak szybciej dotrzemy do ławki.- Powiedziałem i zacząłem powoli iść. Wszystko wręcz mnie bolało, więc z ulgą położyłem się na ławce. Akashi usiadł obok i przyglądał się meczowi. Jak zwykle kalkulował wszystko i wszystkich. Po meczu wszyscy oprócz młodzików udali się do szatni- ktoś musi posprzątać. Ja sam doczłapałem się do niej w jakieś 10 minut. W szatni był jeszcze Kise, który powiadomił mnie, że z Tetsu jest już lepiej i został on odprowadzony znaczy zaniesiony przez Murasakibarę do domu przy eskorcie Satsu. Kiwnąłem tylko głową i udałem się pod prysznic. Umyłem się, ubrałem i siedziałem sobie na ławeczce. Nie miałem siły oby dojść do domu. Po pewnym czasie do szatni wszedł Akashi.

-Jeszcze nie wyszedłeś?- Spytał wyciągając torbę z szafki.

-Nie mam siły. Posiedzę jeszcze trochę i powoli dotrę do domu.- Westchnąłem głośno z przymkniętymi oczami. Przez chwilę panowała między nami cisza. Akashi podszedł do mnie i złapał za rękę, przewieszając moją rękę przez swoją głowę. Spojrzałem się na niego zdziwiony.

-Nie będziesz tu tak siedział. Zaprowadzę cię do domu.- Patrzyłem się na niego jak na wariata, jednak szybko się otrząsnąłem, wstałem i razem powoli doszliśmy do mnie. Mimo, iż mieszkam blisko to droga zajęła nam jakieś 30 minut. Wygrzebałem klucze z kieszeni, otworzyłem drzwi i weszliśmy. O dziwo Akashi zdjął buty i razem ze mną udał się do salonu. Zrzucił mnie ze swoich ramion na sofę. Zamknąłem oczy czując tą miękkość. Dopiero po jakieś chwili przypomniałem sobie, że Akashi tu jest. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Stał w kuchni tyłem do mnie. Mogłem podziwiać tylko jego plecy, gdyż dół zasłaniały mi szafki. Chwilę później odwrócił się i podszedł do mnie, stawiając dwa talerze na niskim stoliku. Po zapachu wyczułem, że jest to curry. Usiadłem z głośnym westchnieniem i zacząłem jeść. Akashi usiadł naprzeciw mnie i również jadł powoli swoją porcję. Nie powiem ale dziwiło mnie to, ze został i podgrzał mi jedzenie.

-Dlaczego to robisz?- Spytałem, gdy już zjedliśmy, a on przyszedł do salonu z dwoma kubkami herbaty. Spojrzał się na mnie nieco zdziwiony lecz uśmiechnął się delikatnie.

-Jestem kapitanem. Muszę pilnować aby zawodnicy głównego składu byli w formie i nie dostali jakieś kontuzji.- Powiedział spokojnie wpatrując się w medale stojące na komodzie. Mamusia musi się chwalić talentem swojego synka.

-To dlaczego nie poszedłeś do Tetsu?- W końcu on wręcz zemdlał na treningu.

-Sprawdziłem jego stan po treningu i mogłem powierzyć nad nim opiekę komuś innemu. Plus to ty jesteś asem, więc grasz w każdym meczu i kontuzja nie byłaby ci na rękę.- Spojrzał na mnie jakby tak obojętnie, po czym przykucnął i ścisnął moją łydkę. Zawyłem wręcz z bólu.- Masz za bardzo spięte mięśnie. Połóż się na brzuchu.- Rozkazał, więc tak zrobiłem. Akashi usiadł okrakiem na moich kostkach i zaczął delikatnie masować moje łydki. Na początku spiąłem się i pomarudziłem, gdyż nieźle bolało. Lecz z każdą chwilą robiło się przyjemniej. Po jakiś 10 minutach Akashi usiadł nieco wyżej i zaczął masować moje uda. Spiąłem się czując jego dłonie tak blisko mojego krocza, więc zacząłem myśleć o jakiś obleśnych rzeczach aby się nie podniecić. Po ponownych 10 minutach masaż dobiegł końca. Myślałem, że ze mnie zejdzie lecz on usiadł wyżej i zaczął masować moje plecy i ramiona. Wtopiłem się wręcz w kanapę czując, jak całe napięcie powoli znika. Omal co nie zasnąłem lecz myśl, że jest tu Akashi mnie powstrzymywała. Może teraz był miły lecz jego charakter zmienia się niczym nastrój kobiety w okresie przed miesiączkowym.

-Już lepiej?- Usłyszałem jego głos jakby przez mgłę.

-O niebo lepiej. Dzięks.- Podniosłem się na rękach lecz wtem doszło do mnie, że Akashi nadal na mnie siedzi, a raczej siedział. Gdy obróciłem głowę ujrzałem Akashiego siedzącego w rozkroku i patrzącego na mnie z wyrzutem.

-Nie ma za co ale mogłeś poczekać aż z ciebie zejdę.- Ledwo co go zrozumiałem, gdyż mój mózg podsuwał mi same sprośne myśli. Dlaczego on musiał być akurat w takiej pozycji?!

-Soraski.- Poczekałem aż Akashi wstanie, a sam usiadłem i ziewnąłem głośno.- I dzięks za opiekę nad moją zacną osobą. – Ukłoniłem się w pas z głupkowatym uśmiechem. Akashi zaś westchnął i uśmiechnął się nieco.- Będę tak dobrotliwy i odprowadzę cię do drzwi.- Wstałem i rozciągnąłem się, aż mi kości przyjemnie strzeliły.

-Jak chcesz to mogę ci w czymś jeszcze pomóc.- Spojrzałem się na niego zdziwiony. Akashi chce spędzić ze mną swój cenny czas? Boziu czy to jest ten dzień? Oczywiście musiałem głęboko schować w swoimi umyśle zdanie typu „Użycz mi swojej ręki” albo Będę zdrów, gdy zerżnę cię tu.”.

-Skoro jesteś taki hojny to możesz pomóc mi w lekcjach.- Uśmiechnąłem się lekko. Ogółem czułem się teraz tak jakoś lekko i wesoło. Co ta bestia ze mną zrobiła?

-Znowu zwiewałeś na dach i nie słuchałeś na lekcji jak już się na niej znalazłeś. Prowadź do swojego pokoju to ci wszystko przetłumaczę z podstawy.- To pan geniusz Akashi chodzi do klasy A, czyli klasy super geniuszy, którzy uczą się więcej od nas przeciętnych. Mnie tylko dziwi, że w tej klasie jest Murasakibara zamiast Midorimy. To jest czysta zagadka.

-Za mną, paniczu.- Ukłoniłem się ponownie w pas i ruszyłem na górę. Cofnąłem się jeszcze po herbatę aby było co się napić. Otworzyłem drzwi i wpuściłem go przodem. I nie myślcie, że mam tu bałagan. Mamusia pilnuje abym nie zrobił burdelu z tego pokoju w odcieniu niebieskiego. Tak więc po prawej znajdowała się szafa, łóżko i stolik nocny. Po lewej biurko i komoda. Na środku niski stolik, na którym aktualnie leżało kilka moich ukochanych czasopism. Po lewej obok komody były drzwi prowadzące do łazienki. Wcześniej ich tam nie było ale kochana rodzicielka zdecydowała, że skoro jestem jedynakiem to mogę mieć swoją małą łazienkę. Byłem jej za to bardzo wdzięczny, gdyż lubiłem postać sobie pod prysznicem z 40 minut myśląc o egzystencji świata. Mamusia zaś uwielbia posiedzieć sobie w wannie z uspokajającym nastrojem wokół. Okupacja łazienki jest wpisana w genach rodziny Aomine. Akashi najpierw rozejrzał się nieco, po czym podszedł do stoliczka i wziął jedną gazetkę, którą zaczął sobie przeglądać. Nieco mnie to zdziwiło ale nic nie mówiłem tylko odłożyłem kubki na biurko i usiadłem wygodnie na krześle.

-Nie wiem co ty widzisz w tych kobietach.- Powiedział po czasie Akashi, przyglądając się z lekkim obrzydzeniem zdjęciom półnagich kobiet. Oczywiście zdążyłem ugryźć się w język przed powiedzeniem „Ja wyobrażam sobie ciebie w takich pozach jak są te kobiety.”.- Ale to nieważne. Wyciągaj książki i zabierzmy się za naukę.- Westchnąłem cierpiętniczo i wyciągnąłem potrzebne rzeczy i już po chwili siedzieliśmy na mięciutkim dywanie. Akashi tłumaczył mi dokładnie każde pojęcie i muszę przyznać, że był lepszy od nauczycieli. To wszystko zajęło nam jakieś 3 godziny. Trzy godzin y nauki to i mnie świętość. Chociaż plusem jest, że jednak mogę posiedzieć sobie z tym paniczem. Odłożyłem książkę na stolik z głośnym westchnięciem.

-Dosyć. Mój mózg dłużej nie pociągnie. Uczyłem się dłużej niż w całym swoim życiu.- Akashi pokiwał niedowierzająco głową oglądając przy tym moje pisemko. Gdy ja robiłem zadania on zaczął przeglądać każdą po kolei. Dziwne zjawisko ale nie sprzeciwiałem się dopóki nie próbował ich zniszczyć/podpalić/wyrzucić za okno i co mu jeszcze przyjdzie do głowy. Gdy obejrzał już całą wstał i przeciągnął się. Siedzenie w takiej samej pozycji przez dłuższy czas jest męczące.

-Mam nadzieję, że zostanie coś z tej nauki w głowie.- Powiedział piorunując mnie wzrokiem. Nie dochodziło to jednak do mnie, gdyż tak jakoś zamyśliłem się.

-Ciężko będzie, skoro ty zajmujesz w niej więcej czasu.- Powiedziałem co miałem na myśli. Akashi spojrzał na mnie zdziwiony.

-O czym ty mówisz?- Zapytał patrząc się uważnie na mnie.

-Nawet nie wiesz ile razy w ciągu dnia mam ochotę przyciągnąć cię mocno do siebie i pocałować.- Powiedziałem rozmarzony i dopiero po jakieś minucie doszło do mnie co powiedziałem i, że Akashi nadal tu jest. No to się wkopałem.

-N-Nie gadaj głupstw.- Akashi się zająkał? To przecież niemożliwe. Spojrzałem się na niego. Stał, a głowę miął odwróconą w drugą stronę i zasłaniał usta dłonią. I w tym momencie mnie zmroziło. Akashi się rumienił!! Rumieniący się Akashi. Aż mi się ciasno w spodniach zrobiło od tego widoku. Wstałem powoli bojąc się, że jak go dotknę albo przybliżę się zbyt blisko to oberwę. Przybliżyłem się jednak i obróciłem go nawet tak, że staliśmy naprzeciw siebie. Nie oberwałem. Cud za cudem. Odwróciłem jego głowę tak aby na mnie spojrzał. Jego dwukolorowe tęczówki świeciły się jakoś dziwnie, na policzkach nadal widniał rumieniec, a usta były lekko otwarte. Postawiłem wszystko na jedna kartę. Pochyliłem się i pocałowałem go lekko. I jeszcze raz. I jeszcze. Nie mogłem oderwać się do tych słodko-gorzkich ust. W pewnym momencie poczułem jak Akashi otwiera szerzej usta, więc wtargnąłem do nich językiem, badając dokładnie. Niewinny pocałunek stał się czystą namiętnością. Gdy z niechęcią się od niego oderwałem, gdyż zabrakło nam powietrza ujrzałem przecudowny widok. Oczy przysłonięte mgiełką podniecenia, czerwone niczym jego włosy policzki i nabrzmiałe usta próbujące złapać oddech. Mamusiu, twój synek chyba wylądował w raju. Akashi po chwili spuścił głowę w dół. Nie odzywałem się tylko czekałem na jego reakcję.

-Już długo to trwa?- Zapytał po chwili.

-Tak jakoś od połowy pierwszej klasy.- Powiedziałem spokojnie i ponownie nastała między nami cisza. Nagle oberwałem w brzuch i aż się skuliłem. Oho. Wkurzył się. To jest chyba koniec Aomine Daikiego. Żegnajcie pornoski. Pa, pa koszykówko. Do widzenia mięsko. Z wrażenia usiadłem na stoliku krzywiąc się. Akashi złapał mnie za włosy i pociągnął tak abym spojrzał na niego.

-Naprawdę jesteś idiotą, skoro ukrywałeś to tak długo. Jesteś asem nie do pokonania, a zarazem głupcem Daiki.- Gdy chciałem mu odpowiedzieć on nagle pocałował mnie. Siedziałem sparaliżowany nie wiedząc co zrobić. Akashi spojrzał na mnie i uśmiechnął się tak radośnie, że zrobiło mi się cieplutko w serduchu, a zarazem ciasno w spodniach.

-Akashi czy to znaczy, że zgadzasz się zostać moim chłopakiem i nie zostanę zabity i nie wyprujesz mi flaków?!- Zapytałem z głupim wyrazem twarzy. Akashi westchnął, klęknął między moimi nogami zarzucając ręce na moją szyje.

-Jednak posiadasz mózg i potrafisz dobrze myśleć. Ale odpowiem poprawnie, gdybyś nie wiedział o co mi chodzi. Tak, zostanę twoim chłopakiem i powstrzymam się od zabicia cię i powieszenia twoich flaków na koszu. Oczywiście nie radzę ci nie przychodzić na treningi.- Uśmiechnął się lekko, a ja czułem się niczym nowo narodzony.

-Lubię cię Seijuro.- Uśmiechnąłem się, a Akashi zarumienił słysząc swoje imię. Złapałam go w pasie i wpiłem się w jego usta. Przysunąłem go bliżej siebie, a Akashi wplótł dłonie w moje włosy. Moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę gładząc jego plecy, talię i brzuch. Zadrżał, gdy zahaczyłem o jego sutki. Złapałem go za tyłek i wstałem. Akashi oplótł swoje nogi wokół moich bioder i przez przypadek się o mnie otarł. Powstrzymałem się przed zdarciem z niego ubrań i wejścia w niego bez przygotowania. Zamiast tego położyłem go na moim łóżku i ściągnąłem z niego koszulkę. Sam chciałem zdjąć swoją lecz Akashi był chyba bardziej niecierpliwy ode mnie i ją rozerwał. Nie przejąłem się tym zbytnio, gdyż zajęty byłem całowaniem i gryzieniem jego szyi. Powoli doszedłem do jego różowych sutków i zassałem się na jednym, drugi stymulując palcami. Akashi jęknął i westchnął głośno. Nadal zajmując się jego sutkami rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je wraz z bokserkami. Gdy już mi się znudziły jego sutki zjechał z pocałunkami niżej. Czułem jak zadrżał, gdy byłem blisko jego krocza. Odsunąłem się i spojrzałem na niego. Akashi wyglądał o niebo lepiej od tych wszystkich dziewczyn z moich czasopism. Widok Akashiego tak podnieconego pozostanie mi w pamięci na długo. Poczułem jak Akashi odpina moje spodnie i zsuwa je całując mnie po klacie. Niewinna wręcz czynność, a cholernie podnieca. Popchnąłem go na pościel, pochyliłem się i polizałem jego już twardą męskość po całej długości. Akashi jęknął i wygiął się w lekki łuk. Polizałem jeszcze tak kilka razy, po czym wziąłem go do ust, liżąc i ssąc. Akashi jęczał i ściskał palce na moich włosach. Po kilku ruchach głowy poczułem słonawą ciecz. Połknąłem wszystko odsuwając się od jego krocza. Akashi był wręcz cały czerwony na twarzy, oczy miał przymknięte i oddychał nierówno. Nikomu nie pozwolę aby widział tak seksownego Akashiego. Ten widok jest zarezerwowany tylko dla mnie. Pochyliłem się do mojej szafeczki wyciągając z niej żel. Wylałem trochę na palce, po czym włożyłem jeden do jego dziurki. Zacisnął się i syknął. Chciał coś powiedzieć lecz uciszyłem go pocałunkiem. Akashi nie pozostał bierny i zaczął poruszać dłonią na moim kroczu. Mruczeliśmy sobie w usta. Gdy Akashi był już dość rozciągnięty wyciągnąłem palce, a on założył mi kondom. Wysmarowałem jeszcze żelem swojego penisa.

-Obróć się na brzuch.- Wychrypałem.

-Nie. Chcę cię widać. Nie bój się. Nic mi się nie stanie, nie jestem z porcelany.- Wysapał i wpił się w moje usta. Rozszerzyłem jego nogi i wszedłem powoli. Akashi stęknął i wbił paznokcie w moje plecy. Gdy wszedłem już cały poczekałem, aż Akashi się przyzwyczai, całując przy tym jego szyję i twarz. Po krótkiej chwili Akashi poruszył lekko biodrami, więc zacząłem się powoli poruszać. Z każdą chwilą zacząłem przyspieszać. Akashi jęczał mi wręcz do ucha drapiąc i wbijając paznokcie w moje plecy. W pewnym momencie Akashi zacisnął się mocno na mnie i doszedł z głośnym jękiem, a ja tuż po nim. Opadłem na niego cały zdyszany. Leżeliśmy tak chwilę normując oddechy.

-Jesteśmy od jakiś 30 minut parą, a już to zrobiliśmy.- Odezwał się Akashi miziając mnie po włosach.

-Żałujesz?- Spytałem się podnosząc się nieco i patrząc na niego.

-Ani trochę.- Pocałowaliśmy się, po czym wyszedłem z niego i poleżeliśmy jeszcze trochę. Akashi niestety musiał wracać do domu. Wziął jeszcze prysznic, odprowadziłem go do drzwi, pocałowałem namiętnie i tyle go widziałem. Byłem tak szczęśliwy, że mógłbym skakać z radości.



W poniedziałek wręcz z wielką chęcią poszedłem na trening. O dziwo byłem pierwszy, co było zadziwiające. Gdy zacząłem się przebierać do szatni wszedł Akashi. O dziwo był już przebrany. Chociaż jest kapitanem, więc pewnie przyszedł wcześniej. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Spojrzał się jeszcze na korytarz, po czym wszedł do szatni, podszedł do mnie i pocałował. Tak to ja treningi mogę zaczynać zawsze.

-Jak się czujesz?- Spytałem ubierając buty. Akashi stał oparty o szafki patrząc na mnie.

-Całkiem dobrze.- Uśmiechnął się do mnie. Wstałem i ponownie go pocałowałem. No co?! Będę musiał poczekać aż zakończy się trening aby móc zrobić to ponownie.

-A i skoro ze sobą chodzimy to masz wyrzucić wszystkie te zboczone pisemka. Dzisiaj wracam z tobą do domu to ci pomogę. Do zobaczenia na treningu Ko-cha-nie.- Pocałował mnie i wyszedł. Ja stałem i przyswajałem sobie te słowa. Wyrzucić pisemka? Wszystkie?!! No jedynie, że będzie zaspokajał moje fizyczne potrzeby to czemu nie. Chociaż tatuś nie będzie miał na co popatrzeć. Ale czego się nie robi z miłości. Tak więc po ciężkim treningu, dostaniu zawału i wymacaniu Akashiego pod prysznicem- specjalnie na niego poczekałem- poszliśmy do mnie. Rodzice akurat wrócili, więc najpierw powiadomiłem moją kochaną rodzicielkę co się wydarzyło. Uścisnęła mnie aż z tej radości. Po tym pogadaliśmy z ojcem. O dziwo nie miał żadnych pretensji do momentu, aż powiedziałem, że muszę wywalić wszystkie pisemka. Akashi zgodził się więc na pozostawieniu trzech, za co dostał miano „Syna”. Tak więc radosne życie asa Pokolenia Cudów Aomine Daikiego zaczęło się toczyć z kapitanem czerwoną gnidą Akashim Seijuro. 

1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    cudowny tekst, naprawdę pięknie... kiedy powiedział od kiedy darzy Akashiego uczuciem i ten mu przywalil i bylo żegnaj to najpiere powinno być w takiej kolejności... żegnaj mięsko, pornole, mięsko, koszykówka, mięsko... czy mówiłem o mięsku... haha
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń