Witajcie~! ^.^
Kimie jak zwykle nie śpi tylko piszę. Właśnie tak.
Specjalnie dla was skończyłam kolejny rozdział DM. :p
Cieszycie się???? o.O
No więc tak ogółem to przyjemnie pisało mi się ten rozdział i to bez żadnych marudzeń czy przerw, co często mi się zdarza przy pisaniu. >.<
Ogółem to zastanawiałam się ile rozdziałów będzie miała ta seria i tak myślę, że około 20 będzie. Wątpię, że napiszę dłuższą, gdyż tu akcja będzie się ciągła w miarę szybko. Nie dam rady ciągnąć tego w nieskończoność. :p
Co do TB to niedawno skończyłam 13 rozdział- i tu o dziwo wiem co chcę napisać w następny i sądzę, że obędzie się bez marudzenie- ale rozdziały i tak będą dodawana raz na miesiąc. Może dwa, jeśli będę się spóźniać z DM. @.@
Co do miniaturek to na razie nie mam pomysłów. >.<
Możecie pisać w komentarzach jakieś paringi to może wpadnie mi coś do głowy. :)
Przypomnę jeszcze o ankiecie! Proszę głosujcie~!!!! --->
Tak więc Sayonara~nyan~! ^.^
Do prawdopodobnie piątku.
#Kimie :*
Chłodny
wiatr wije się w powietrzu. Mgła, w której kryją się duchy unosi się między
drzewami, na których młode liście rodzą się do życia. Poranna rosa ozdabia
źdźbła trawy i piękne czerwone róże, które wiją się po budynku ku niebu. Krople
deszczu spadające z dachu do beczki wystukują rytm. Słychać szum jakby morza
lecz to las śpiewa swoją piosenkę. Mały ptaszek budzi się ze snu i unosi się w
powietrzu, po czym przysiada na gałązce i ćwierka wesoło. Zza zielonych drzew
przebijają się złote promienie słońca, który rozświetla powoli ciche miasto
utulone w objęciach Morfeusza. Nastał nowy dzień. Siedziałem na dachu i
patrzałem uważnie na te wszystko, wyszukując wszystkich szczegółów tego jakże
pięknego momentu dnia. Zwykli ludzie nie zwracali na to uwagi, gdyż ważniejsze
jest dla nich praca i swoje własne potrzeby. Nie potrafili dostrzec magii w tym
jakże zwykłym momencie codziennego życia. Z tego właśnie powodu nie lubię
ludzi. Już nawet taki mały ptaszek jest od niech ciekawszy. Zaraz......Więc kim
jestem skoro nie człowiekiem? Dobre pytanie lecz teraz na nie nie odpowiem.
Mogę tylko powiedzieć, że jestem mężczyzną, a moje imię to Patrice. Nie jest to
moje prawdziwe imię ale jakie piękne. Takie tajemnicze, skrywające coś. A ja
właśnie taki byłem. Bo po co być otwartym skoro jest się niewidzialnym dla
otoczenia. Nie lubię się pokazywać ludziom. Są nudni, nieinteresujący, głupi i
łatwi. Zbyt przewidywalni. Zbyt pazerni. Zbyt moralni. Po siedmiu dniach
obserwacji można o nich wiedzieć wszystko. Znać każde ich marzenie, każdą
nadzieję, pragnienie, czego się boją i obawiają, co wywołuje u nich szczęście i
przerażenie, smutek i żal, nienawiść i ufność. Wiedzieć o której wstają i idą
spać, o jakiej porze jedzą i co jedzą, kiedy mówią prawdę, a kiedy kłamią
drugiej osobie prosto w oczy. Czy wierzą w Boga, czy tylko modlą się dla
zasady. Czy ze smutku, żalu i nienawiści zabiją siebie czy drugiego człowieka.
Każdy w tym mieście jest dla mnie niczym otwarta księga, która znam wręcz już
na pamięć. Ludzie rzadko kiedy się zmieniają. Bo po co coś zmieniać, skoro
teraz jest dobrze? To jest zadziwiające jak ludzie mają obniżone standardy
życia. Wystarczy im mieć gdzie spać, zjeść coś pożywnego, ubrać się ciepło,
umyć się, mieć jakąś pracę i umieć czytać i pisać. To jest ich podstawa, z
której mało osób chce wyjść. Jedni żenią się, mają dzieci i umierają godnie w
sędziwym wieku. Inni marzą o bogactwie, życiu w luksusu, wyrwaniu się z
wiejskiego życia wprost do elity. Mało kto myśli o dalekich podróżach,
rozszerzaniu swojej wiedzy czy staniu się kimś za swoje zasługi lub czyny.
Człowiek chce być po prostu przeciętny i nie zdaje sobie z tego sprawy ale tak
właśnie jest. Oceniają ludzi po wyglądzie, gdyż to właśnie jak wyglądasz
pokazuje jaki masz status. Czy nosisz jedwab czy lniane, podarte w niektórych
miejscach ubrania. Pokaż wieśniakowi swój złoty pierścień to zrobi dla ciebie
wszystko. Ludzka egzystencja jest niczym.
Powróćmy
lepiej do tego poranka, gdyż o ludziach skończyły mi się tematy. Słońce wniosło
się już nad wysokość drzew. Wstałem, przeszedłem kawałek po dachu, po czym
skoczyłem na trawkę. Przystałem przy kamieniu, na którym wylegiwał się szary
kot. Podrapałem go za uchem na co zamruczał i dalej trwał w śnie. Przeszedłem
obok sadu zrywając dwa jabłka. Przystałem przy koniu, który przeżuwał już kępy
mokrej trawy, wyciągając w jego stronę rękę z jabłkiem. Podszedł powoli biorąc
jabłko i dając się pogłaskać. Ruszyłem dalej jedząc powoli soczysty owoc.
Miasto powoli wznawiało swój rytm. Piekarz otworzył swój sklep, wystawiając
jeszcze ciepłe pieczywo. Jedna kobiecina wyszła z wiaderkiem aby wydoić krowy.
Mały chłopiec z koszykiem poszedł do kurnika po jajka. W południe będzie tu
mnóstwo ludzi sprzedających, kupujących, spacerujących, oszukujących,
przechodzących. Ruszyłem dalej z lekkim uśmiechem na ustach. Pojedyncze osoby
wychodziły ze swoich domów, czasami przechodząc tuż obok mnie. Po jakimś czasie
skręciłem w ciasną uliczkę i wszedłem do gospody. Na dole znajdował się bar, w
którym było słychać śmiechy i rozmowy w południe oraz późnym wieczorem. Na
piętrze mieszkali gospodarze. Młoda kobieta i mężczyzna z 12 letnią córką. Na
strychu zaś ja miałem swoje małe gniazdko. Nie było tu żadnego bogactwa. Po
lewej łóżko i stół z krzesłami. Po prawej wanna i szafa. Wszędzie wręcz pełno
świec. Z przodu cztery okna. Lubiłem to miejsce ze względu na blask księżyca,
który nocą oświetlał to pomieszczenie. Ściągnąłem swój czarny płaszcz i
przewiesiłem go przez krzesło. Ściągnąłem swoje pantofelki i położyłem się na
łóżko. Pościel była przyjemnie chłodna, gdyż okno było otwarte. Przytuliłem się
do puchatej poduszki przymykając oczy. Tak to już jest jak całą noc chodzi się
tu i tam to teraz powieki wydają się cięższe. Nie wiedząc nawet kiedy moje oczy
zamknęły się, a ja pogrążyłem się w śnie.
Obudziłem
się, gdy słońce było wysoko na niebie. Powoli otworzyłem oczy, ukazując całkiem
czarne oczy. Zamrugałem otrząsając się ze snu. Spojrzałem na okno, przez które
przebijały się promienie światła. Dzisiejszy dzień zapowiada się słonecznie i
ciepło. Jednak jest to wiosna, a nie jesień. Powierciłem się trochę w miejscu,
próbując ponownie zasnąć lecz wtedy doszedł do mnie jeden fakt. Od pasa w dół
byłem przykryty lekką kołdrą. Dobrze pamiętałem, że kładłem się na niej i
niemożliwym jest abym podczas snu się przykrym. Przez głowę przeszła mi tylko
jedna myśl, dlaczego jestem przykryty. Westchnąłem i obróciłem się na plecy.
-Wiesz,
że nie ładnie jest przychodzić do kogoś, gdy śpi? A już nieładnie jest patrzeć
jak ta osoba śpi?- Spytałem zamykając nadal ciężkie od snu powieki.
-A
ładnie to tak spać w dzień, gdy słońce jest wysoko na niebie?- Spytał mężczyzna
siedzący na jednym z krzeseł.
-To
wszystko twoja wina, więc mnie nie denerwuj Joseph.- Odwarknąłem i nawet z
zamkniętymi oczami wiedziałem, że się uśmiecha. Joseph to dobrze zbudowany
mężczyzna o równie ciemnych włosach i oczach jak ja. Można by było stwierdzić,
że jesteśmy braćmi. Jednak ja przy nim to chuderlak z niedożywieniem. Plus
jestem od niego niższy. I jestem blady, a jego kolor skóry jest nieco
ciemniejszy. Chyba pora uzupełnić dane, żeby było wiadomo co i jak.
Imię:
Patrice
Nazwisko:
brak
Płeć:
Mężczyzna
Wzrost:
1,79
Waga:
ok. 60 kilogramów
Wiek:
tajemnica ale wyglądam na 20
............................................................
Imię:
Joseph
Nazwisko:
brak
Płeć:
Mężczyzna
Wzrost:
1.90
Waga:
o.O.........Ok. 80 kilogramów
Wiek:
starszy ode mnie o baaardzo dużo lecz wygląda na jakieś 27
Dokładniej
go opisując to ma czarne włosy sięgające połowy karku, zaczesane jak zwykle do
tyłu, przy czym jakiś kosmyk zawsze mu z przodu wyjdzie. Widoczne rysy twarzy,
przez co wygląda bardzo męsko- oczywiście ja wyglądam niczym lalka. Dobrze
zbudowany, czyli szerokie ramiona, widoczne mięśnie brzucha, wąskie biodra,
silne nogi i .............No tego to się można domyśleć i nie pytać się skąd to
wiem. Po prostu ja wiem i kropka. Tak więc on jest chodzącym prawdziwym
mężczyzną, którego każda kobieta pragnie, a ja jestem niczym lalka, którą
czasami bać się dotkną lecz przyciągam wzrokiem. Wracając do mojej zacnej osoby
i niechcianego gościa. Joseph zaśmiał się krótko pod nosem, a ja nadal leżałem
jak kłoda, będąc już prawie jedną nogą w krainie snów.
-To
trzeba spać regularnie, a nie raz na tydzień.- Stwierdził wesoło na co
prychnąłem i obróciłem się do niego tyłem.
-Jeśli
to chciałeś mi powiedzieć to dziękuję za pouczenie i idź mi stąd i nie wracaj
bez zaproszenia.- Warknąłem i wtuliłem się w poduszkę.
-Złość
piękności szkodzi.- Powiedział figlarnie, a we mnie zaczynało się gotować ze
złości.
-To
lepiej mnie nie złość, bo mój sztylet za chwilę uszkodzi twoja ładną buźkę.-
Warknąłem i przykryłem się po sam czubek głowy.
-Laleczka
się złości. Napięcia przed miesiączkowe czy comiesięczna histeria?- Nie
wytrzymałem i rzuciłem w niego swoim sztyletem. Ten jednak się tego spodziewał
i w porę się uchylił, a sztylet upadł z brzękiem na podłogę. Siedziałem na
łóżku warcząc i próbując zabić go wzrokiem.
-Joseph
do cholery! Jesteś jakimś masochistą czy lubisz denerwować moją zacną osobę,
gdy jest niewyspana?!! Daj mi spokój i albo będziesz siedział tu cicho albo
wynoś się stąd! Może i jesteś moim szefem ale doskonale wiesz, że mało mnie to
obchodzi i zacznę rzucać podpalonymi świeczkami w ciebie, gdy się nie
uspokoisz. I przestań się śmiać!!!- Ja tu się na niego wydzieram, a ten wręcz
zgina się w pół ze śmiechu. Z braku sił położyłem się ponownie tym razem
przymykając oczy i czekając, co on ma mi do powiedzenia. Już po chwili w pokoju
nastała cisza.
-Oj
Patrice. Gdybyś był bardziej spokojny i opanowany zauważyłbyś, że przyniosłem
ci śniadanie, chociaż o tej porze to bardziej obiad. I przypomniałbyś sobie, że
przed twoim wyjściem powiedziałem ci, że przyjdę do ciebie w południe, a ty się
na to zgodziłeś.- Powiedział spokojnie, wyczekując mojej reakcji. Zmarszczyłem
brwi skupiając się na tym co robiłem przed porankiem. I oczywiście
przypomniałem sobie tą sytuację, a na dodatek ja sam poprosiłem aby przyniósł
mi jakieś żarcie. Westchnąłem podnosząc się do siadu.
-A
ty przechodź od razu do rzeczy, a nie denerwujesz mnie od mojej pobudki. I wbij
sobie do głowy, że niewyspany ja jest marudny, głośny i wkurzający i łatwo
wybuchający złością. Już powinieneś wiedzieć o tym doskonale ale najwyraźniej
starość nie radość i pamięć umyka.- Uśmiechnąłem się do niego chytrze wstając i
przysiadając przed nim na krześle. On nic nie powiedział tylko spojrzał na mnie
trochę groźnie, po czym podsunął jedzenie pod sam nos.
-Jesteś
niczym kot, który będzie marudził cały dzień i podrapie najlepszy płaszcz
swojego pana tylko dlatego, że go zwalili z wygodnej podusi i nie dali rybki na
obiad.- Już chciałem włożyć kawałek mięsa do ust lecz słysząc jego słowa
przerwałem i zastanowiłem się chwilę.
-Zjadłbym
sobie rybkę.- Stwierdziłem, po czym zabrałem się za jedzenie. Josepha chwilę
zszokowało to stwierdzenie lecz pokiwał tylko niedowierzająco głową, po czym
oparł brodę na dłoni.
-Przejdę
od razu do rzeczy. Masz nowe zlecenie.- Niezareagowałem tylko dalej jadłem. Tak
to już jest, gdy zamiast jeść codziennie porządny posiłek siedzi się na
dachach. Spojrzałem tylko na niego, mówiąc niemo „Jakie są szczegóły?”.- Musisz
zabić lorda Geoffrin (żofrę). Tylko nie tak jak zwykle. Tym razem musisz się
pokazać.- Powiedział jakby mówił o pogodzie. I o to tu w tym wszystkim chodzi.
Przerwałem jedzenie, napiłem się i spojrzałem na niego.
-Spłata
długów?- Spytałem domyślając się o co chodzi. Już często to robiłem, wręcz to
ja tylko jestem wysyłany na takie misje.
-Tak.
Możesz zrobić co zechcesz. Wbić nóż w serce, poderżnąć gardło, rozpruć brzuch
czy co ci się akurat zachce. Ale to nie wszystko.- Całkowicie zaprzestałem
jedzenia, patrząc na niego uważnie.
-Mam
zabrać ciało ze sobą? Czy serce? Czy go okraść?- Czasami tak się zdarzało, że
brało się jakieś błyskotki po to aby wyglądało to na włamanie i kradzież.
-Jakąś
biżuterię zawsze możesz wziąć. Ale tu nie o serce chodzi. Musisz wziąć
dziecko.- Powiedział poważnie, a mnie od razu zaciekawiło po co mu do cholery
jakiś bachor.
-A
po co ci to dziecko? Było ono w umowie czy jak?- Ludzie często za bogactwo są w
stanie oddać bliskie sobie osoby aby tylko żyć w luksusie. Joseph westchnął
ciężko, co było tak szokujące, że odsunąłem od siebie jedzenie i skupiłem się
na jego słowach.
-Tak
ale nie będzie tak jak zwykle. To dziecko ma przejść inicjację i tu zaczynają
się problemy.- Wręcz warknął na co przysunąłem się do niego bliżej. Zaczynało
być coraz ciekawiej.
-Mów
dalej.- Popędziłem go.
-To
dziecko ma dopiero niecały rok, więc inicjacja jest tu niewskazana. Ale w
umowie było napisane, że tak ma być i koniec kropka. Jednak dziecko zamiast
urodzić się 12 lat temu urodziło się dopiero rok temu. I to wszystko przez tego
lorda, gdyż wolał skupić się na gromadzeniu pieniędzy niż na płodzeniu dziecka.
Teraz przyszedł termin spłaty, a mi nie podoba się wiek dziecka. Można je
zamienić ale będzie ono nieużyteczne.- Sam wręcz warknąłem słysząc jego słowa.
Facet po prostu się wysprycił i pewnie myśli, że skoro dziecko to niemowlak nie
potrafiący jeszcze dobrze chodzić to go nie zabierzemy i zostawimy już w
spokoju. Niedoczekanie jego. Siedzieliśmy w ciszy zastanawiając się co zrobić w
takiej sytuacji.
-Wiem
co zrobiły!- Nagle mnie olśniło.- Zabierzemy dziecko i zrobimy inicjację. Po
tym damy je na wychowanie jakiemuś demonowi. Dzieciak będzie się przynajmniej
wszystkiego uczy, a gdy dorośnie będzie niczym maszynka do zabijania. Demon
zawsze przecież ma harem, a w nim pełno kobiet. Weźmy takiego, który ma w swoim
gronie jakieś potwory. Jeśli dobrze wychowa dziecko to będziesz miał oddanego
sługę z doświadczeniem. Jeśli nie to przy najbliższej okazji dziecko samo
gdzieś wpadnie i zostanie z niego mokra plama.- Trzeba znać się na tych
sprawach aby wpaść na tak genialny pomysł. Przynajmniej na nikogo nie spadnie
opieka nad bachorem. A po inicjacji jeszcze mogłyby odgryźć komuś rękę. Joseph
chwilę siedział w zastanowieniu, po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się
lekko.
-I
właśnie dlatego tylko tobie poświęcam takie sprawy.- Aż sam uśmiechnąłem się
słysząc zgodę między słowami. Podparłem brodę na dłoniach i uśmiechnąłem się
słodko.
-Pupilek
się spisał??- Zaskoczyłem go tym. Uśmiechnął się jednak i pogłaskał niczym
zwierzątko po głowie.
-Spisał
się, spisał. Co chcesz w nagrodę?- Oho~! Pan i władca ma dobry humor, więc
trzeba korzystać. Ułożyłem usta w dzióbek przykładając do nich palec i
zastanawiałem się głęboko. Pomysł jak zwykle wpadł mi do głowy bardzo szybko.
Wstałem od stołu i ruszyłem do szafy. Otworzyłem ją po czym ściągnąłem z siebie
koszulę, tunikę, po prostu zostając w samych skarpetkach. Ubrałem za to długą
koszulę nocną, zamknąłem szafę i podszedłem do niego. Złapałem g za nadgarstek
po czym rzuciłem na łóżko. Ulokowałem się pomiędzy jego nogami kładąc się
wygodnie na brzuchu, a głowę kładąc na jego brzuchu. Ręce podwinąłem pod głowę
i westchnąłem błogo.
-Porobisz
mi teraz za poduszkę. Muszę odespać tydzień, a twój brzuch jest równie wygodny
co moja poduszka. Więc dobranoc.- Niecałą minutę po tym już byłem jedną nogą w
krainie snów. Poczułem jak Joseph poprawia się na łóżku i przykrywa mnie
kołdrą, a następnie przeczesuje delikatnie moje włosy palcami. Było to miłe
uczucie dlatego zamruczałem cicho i tuż po tym zasnąłem głębokim snem.
Mój
sen o przepięknym wschodzie słońca przerywał czyjś głos. Zmarszczyłem z
niezadowoleniem nos i poprawiłem się nieco, próbując dalej spać. Głos jednak
dalej dawał mi się we znaki, dlatego niechętnie zacząłem się budzić, wiercąc
się.
-Księżniczko!
Pora wstawać!- Usłyszałem będąc już jedna nogą w rzeczywistości. Zaraz, zaraz.
Ja jestem kobietą czy mężczyzną?....... Zdecydowanie facetem, jak dobrze sobie
przypominam. Jęknąłem cierpiętniczo i otworzyłem swoje oczy, mrugając kilka
razy. Byłem wtulony w bok Joseph, robiąc sobie z jego ramienia poduszkę.
-Co
ty robisz w moim łóżku?- Zapytałem nieco zdziwiony. Przecież wychodził zanim
poszedłem spać. On jednak zaśmiał się i pokręcił głową, poprawiając się nieco.
-Jak
to co robię? Sam kazałeś abym był twoją poduszką, po czym przytuliłeś się do
mnie mocno i zasnąłeś.- Spojrzałem się na niego zszokowany, po chwili jednak
przypomniało mi się to dokładnie.
-Acha~!-
Powiedziałem jakże inteligentnie.- No więc możesz już sobie iść. Dobranoc.-
Obróciłem się do niego tyłem, wtulając się w poduszkę z zamiarem powrócenia do
swojego snu.
-Przykro
mi ale nie ma już spania. Pora wstawać.- Rozkazał wręcz sam wstając. Ja na to
nie zareagowałem tylko już kroczyłem drogą do krainy Morfeusza. Jednak Joseph
nie odpuszczał.- Patrice wstawaj i to już. Zacznij spać regularnie albo chociaż
co trzy dni.- Jęknąłem niezadowolony siadając i patrząc na niego wkurzony.
-Daj
mi na dzisiaj spokój. Jedną noc możesz mi odpuścić.- Ziewnąłem po tym głośno,
trąc oczy. Joseph podszedł do mnie i potargał moje włosy z uśmiechem.
-Na
dzisiaj masz tylko zadanie specjalne, więc po nim możesz iść już spać.- Aż się
całkowicie wybudziłem i spojrzałem na niego nieco zszokowany.
-To
dzisiaj?!- Prawie krzyknąłem.
-Tak,
dzisiaj. Nie mówiłem ci?- Pokiwałem przecząco głową.- Nie musisz się zbytnio do
tego przyszykowywać. Po prostu idź, zabij, zabierz dziecko i przynieś je do
kaplicy. Po tym możesz wrócić tutaj i spać.- Powiedział spokojnie, ubierając
płaszcz.- Do zobaczenia później.- Powiedział jeszcze i tyle go widziałem.
Westchnąłem ciężko, po czym wstałem, ubrałem się w miarę ciepło i wyszedłem.
Dojście do jego pałacu nie zajęło mi dużo czasu. Szybkim krokiem doszedłem do
jego sypialni. Wszedłem po cichu, rozglądając się wokół. Na szczęście jego żony
nie było z nim. Pewnie śpi w pokoju dziecka ale to nie problem. Podszedłem do i
jednym kopniakiem zwaliłem go z łóżka. Obudził się szybko, klnąc pod nosem.
-Co
się.....?!- Zamilkł, widząc mnie. Od razu na jego twarzy pojawiło się
przerażenie. Ja natomiast uśmiechnąłem się lekko, patrząc na niego jak na
obrzydliwego robala.- Co...Co ty tu robisz?- Zapytał prawie szeptem wstając i
patrząc na mnie z obrzydzeniem. Zaśmiałem się na to krótko, przysiadając sobie
na krześle przed toaletką.
-Co
ja mogę tu robić? Przyszedłem po twoją nędzną duszę człowieku.- Zaśmiałem się
widząc jak blednie i próbuje coś powiedzieć, a głos ugrzązł mu w gardle.
-Jak....Jak
to?!- Wydukał aż siadając z wrażenia.
-Zapomniał
wół jak cielęciem był?! Zawarłeś kiedyś pakt, a teraz nadszedł dzień wypłaty.-
Uśmiechnąłem się do niego szeroko wyjmując sztylet i zaczynając się nim bawić.
On widząc go aż trząsł się ze strachu. Po chwili wręcz podbiegł do mnie,
padając na kolana.
-Proszę!
Błagam! Oszczędź mnie! Dam ci tyle pieniędzy ile zechcesz, tylko proszę
oszczędź moje życie.- Błagał zalewając się aż łzami. Pochylił się i złapał mnie
za stopę chcąc ją ucałować lecz nie pozwoliłem na to uderzając go w głowę, na
co padł. Leżał i płakał, drżąc ze strachu. Uśmiechnąłem się na ten piękny
widok. Wstałem i szturchnąłem go nogą.
-Wstawaj
śmieciu. I siadaj tutaj.- Warknąłem wskazując na krzesło. On szybko wykonał
moje polecenie. Podszedłem do komody, z której wyciągnąłem kartkę papieru,
pióro i atrament. Postawiłem to przed nim, a on wziął pióro do ręki. Chyba
myślał, że będzie pisał nową umowę. Niedoczekanie jego.- Pisz. „Ja Clement
Geoffrin, zdrowy na umyśle i ciele...”- Zapisywał to tak szybko, jakby się
paliło.- „.....oddaję się w ręce Boga, który wzywa mnie do swego domu.”-
Spojrzał na mnie zszokowany. Widząc jednak moje wściekłe spojrzenie napisał to,
co mu podyktowałem.- „Woli Pana nie da się zmienić, dlategoż żegnam się z wami
i obiecuję chronić was z Królestwa Niebieskiego.”- Miałem ochotę zrzygać się
przez te słowa ale powstrzymywałem się.- „Syna mego jedynego ofiarowuję w
ofierze Panu Bogu, gdyż taka jest jego wola.”- Spojrzał na mnie przerażony.
-Nie
możesz go zabrać. To jest jeszcze niemowlę. On nawet nie potrafi jeszcze
chodzić.- Powiedział stanowczo z nutką strachu. Uśmiechnąłem się kpiąco,
przybliżając twarz do jego twarzy.
-Mogę
i to zrobię. Zmienimy go, a jeśli nie przetrwa to będzie pokarmem dla naszych
potworków.- Uśmiechnąłem się szeroko, śmiejąc się po chwili.
-Ty
gnoju! Nie zabierzesz mojego syna!- Wykrzyczał i wstał lecz zanim cokolwiek
zrobił przyłożyłem mu sztylet do gardła. Zesztywniał i wstrzymał oddech.
-Ty
nic nie masz tu do gadania. Wracaj do pisania, zanim skończy mi się
cierpliwość.- Wysyczałem mrużąc niebezpiecznie oczy. Pokiwał lekko głową na
znak zgody. Odsunąłem od niego sztylet, no co on usiadł ciężko na krześle.
Wziął pióro w trzęsącą się rękę.- Nie trzęś się, bo będzie niewiarygodnie.-
Huknąłem na niego, na co aż podskoczył i zapisał wcześniejsze słowa.- „Cały dom
ofiarowuję mojej żonie, a cały majątek oddaję sierotom.”- Spojrzał na mnie
zaskoczony lecz nic nie powiedział, tylko zapisał słowa na kartce ukośną
linią.- Podpisz się, a w rogu napisz datę.- Powiedział, co od razu uczynił.-
Złóż kartkę, włóż do koperty, napisz na niej imię i nazwisko swojej żony, po
czym zaklej kopertę.- Drżącymi dłońmi zrobił to co mu powiedziałem. Zabrałem mu
kopertę, po czym wskazałem na łóżko. Wstał i powoli zaczął iść w jego stronę.
Gdy obrócił się do mnie przodem aby usiąść wbiłem mu nóż prosto w serce. Zawył
i złapał się sztyletu, patrząc na mnie przerażony.
-Do
zobaczenia w piekle.- Powiedziałem wesoło, po czym popchnąłem go na łóżko, tym
samym wyjmując sztylet. Już po krótkiej chwili leżał martwy. Poprawiłem go
nieco aby wyglądało, że sam to sobie zrobił, po czym położyłem list na stoliku
obok jego okularów i wyszedłem. Pokój dziecka był dwa pokoje dalej. Wszedłem po
cichu oceniając sytuację. Kobieta spała, a dziecko tuż obok niej. Podszedłem do
łóżka i wyciągnąłem małą fiolkę. Przysunąłem ją pod jej nos aby opary ją
znużyły. Gdy oddech nieco zwolnił wiedziałem, że się szybko nie obudzi. Wziąłem
śpiącego dzieciaka w kocyk i wyszedłem niepostrzeżenie z pałacu. Musiałem
przejść kilkanaście uliczek zanim dostałem się do lasu. Po około godzinie drogi
byłem na miejscu. Wręcz w samym środku lasu stała opuszczona kaplica. Kiedyś
wybuchł tu pożar, a później nikt nie chciał jej odnowić, dlatego stała pusta.
Aktualnie robiła za miejsce zbiórek. Wszedłem najpierw przez główne drzwi,
mijając w nich jakiegoś zapewne nowicjusza. Przeszedłem przez drugie drzwi
prowadzące do głównej sali. Nie było tu wręcz nic oprócz wielkiego tronu, na
który aktualnie siedział szef ale w innej formie. Oprócz niego aktualnie był
sekretarz i kilka osób takich jak ja. Spojrzałem tylko kto tam stoi po czym
zwróciłem wzrok na pana i władcę. Ustałem jakieś dwa metry przed nim kłaniając
się nisko.
-Wykonałeś
swoje zadanie?- Zapytał sekretarz niskim, wręcz syczącym głosem. Robił on za
mównicę swojego pana, więc po prostu stał i patrzał przed siebie białymi
oczami.
-Tak
Panie.- Wyciągnąłem dziecko zza płaszcza. To małe, wstrętne coś się obudziło i
zaczęło głośno płakać, przyprawiając mnie o ból głowy. Spojrzałem na nie z
obrzydzeniem. Na szczęście po chwili podeszła jakaś zakapturzona postać i
wzięła ode mnie bachora.
-Dobrze
się spisałeś Shadow. Możesz już odejść w spokoju.- Powiedział donośnie pan
sekretarz. Ukłoniłem się raz jeszcze w stronę władcy zaświatów, czyli Śmierci w
całej swojej obrzydliwej postaci, którą skrywała pod kapturem, a jedynym
dowodem, że to ona były kościste palce wystające z rękawów. I oczywiście jej
wielki majestat. Zaraz, zaraz. Powinienem powiedzieć Jego ale oprócz mnie nikt
nie wie, że Śmiercią tak naprawdę jest facet, a nie kobieta. O tym skąd się o
tym dowiedziałem opowiem później, gdyż teraz w kruczej postaci poleciałem
szybko do swojego pokoju. Od razu się rozebrałem i wszedłem do ciepłej wody,
która ukoiła moje mięśnie. Dzieciak jednak ważył, a iść z nim przez ten las taki
kawał to wyczyn. Po jakże miłej kąpieli ubrał się w swoją koszulę i wskoczyłem
pod kołdrę.
-Księżyc dzisiaj pięknie świeci.- Powiedziałem
sobie widząc jego blask wchodzący przez okna. Uśmiechnąłem się na ten widok, po
czym zasnąłem z myślą, że obudzę się przed kolejnym wschodem słońca.
P.S. Co sądzicie o nowym wyglądzie bloga??? o.O
Rozdział pisany z perspektywy Pana Zagadki. On jest po prostu moją ukochaną postacią <3 <3 <3 Chyba dlatego tak miło mi się to pisało :* Jestem ciekawa co o nim sądzicie i czy wiedzieliście kim jest???! I co sądzicie o reszcie bohaterów?? Więcej nie piszę tylko idę ubrać się w piżamkę i oglądać Junjou Romantice 3, gdyż wyszedł kolejny odcinek po polsku. <Kica z radości> :D <3 Ktoś z was to ogląda?? Dobra. Dość tych pytań. Dobranoc wilczurki~! *.*

Zobaczymy jak to wyjdzie z zaręczynami :) Co do babci to niestety tak to bywa :D Uwielbiają swoje wnuczęta.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
LM
Witajjj !!! Gomen za nie pisanie komentarzy (nie ma to jak szkoła...)
OdpowiedzUsuńRozdział jest zjebisty niczym Akashi w Zone xd. Boże już nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału *o* .
PATRICE !!!! <3 <3 Bosz on jest taki sexyyy, jestem zakochana xd
Dużo weny i jeszcze raz Gomenasai
~Julia N.
Ohayo~! ^.^ Taaa, szkoła daje wycisk >.<
Usuń"Rozdział jest zjebisty niczym Akashi w Zone"- A ja akurat wczoraj skończyłam oglądać Kuroko no Basket 3 xP To się nazywa dobranie :D
Patrice- kolejny mąż do kolekcji *x*
Dziękuję ślicznie i nie ma za co. Już mogę powiedzieć, że nowy rozdział DM już w ten poniedziałek~! ^.^
Zapraszam i pozdrawiam serdecznie~! #Kimie ;*
Hejcia Kimie kiedy rozdział bo ja tu już płacze ���� Musze być cierpliwa xdd
OdpowiedzUsuńPozdrowionka ����
~Julia N.
Hejka,
OdpowiedzUsuńsuper rozdział, to po prostu było cudowne, trochę jednak zastanawiam się co sie stanie z tym dzieciakiem...
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia