Wszystkiego Najlepszego dla naszego Doktorka oraz dla osób, które dzisiaj albo jutro obchodzą urodziny ^.^ Oraz Wszystkiego Najlepszego z okazji Mikołajek *.*
Pochwalcie się, co dostaliście :D
Milutkiego czytania i Smacznego -.o
Szwajcaria,
06.12 1993r.
Mimo
iż był to początek grudnia, śnieg sypał niemiłosiernie. Wszędzie było dużo
białego puchu, który otulał domy, ulice, drzewa oraz całą ziemie. Mimo to
ludzie cieszyli się, z nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Wszędzie było
pełno pięknych ozdób i lampek. Wystawy mieniły się pięknymi kolorami. Wszędzie
unosił się piękny zapach wypieków i innych smakołyków. Dzieci w pobliskim parku
lepiły bałwana, później urządzając bitwę na śnieżki. W mieście było pełno ludzi
szukając prezentów dla najbliższych. Każdemu udzielał się już duch świąt. Niko
szedł właśnie jedną z ulic do pracy. Uśmiechał się mimowolnie na to wszystko. W
drodze do pracy ludzie witali się z nim, pozdrawiali i życzyli czasem Wesołych
Świąt.
-Pan
Nicholas!- Przywitała go wesoło żona piekarza. Wchodziła właśnie do sklepu
swojego męża po zakupach.
-Dzień
dobry pani Kraus.- Uśmiechnął się do niej.- Jak się pani miewa?- Jest to małe
miasteczko, więc wszyscy się wręcz znali. A Niko, jako lekarz był tu jedyny.
Nie licząc weterynarza.
-A
dobrze, dobrze. A co u pana? Niech pan wejdzie na chwilę. – Złapała go za rękaw
płaszcza, ciągnąc go do sklepu.
-Również,
dziękuje. Ależ nie mogę, spieszę się.- Oznajmił, mimo to cicho zaśmiał się z
tej sytuacji. Często pani Kraus wciągała go do sklepu, dając jakieś smakołyki.
Nadal pamięta, gdy dała mu ciastko czekoladowe. Gdy wrócił do domu to nie
zdążył go skosztować, gdyż Joni rzucił się na nie jak wilk (Dziwne porównanie,
bo tylko Kiyoshi może tak robić ;p- Kimie).
-Chociaż
na chwilkę. Czuję, że mój mąż właśnie wyciąga rogaliki z konfiturą z malin.-
Uśmiechnęła się do niego.
-No
dobrze ale tylko na chwilę. Przekonała mnie pani tymi malinami.- Uśmiechnął się
szeroko i wszedł do piekarni. Uwielbiał tu przychodzić. Pachniało tu wspaniale
i wspaniałe mieli wypieki. Pani Kraus poszła za ladę i zniknęła na zapleczu.
Tuz po chwili wyszedł jej mąż.
-Witam
pana Tencin (tąsę).- Uśmiechnął się pan Kraus, ściskając mu dłoń na
przywitanie.
-Dzień
dobry panie Kraus.- Odwzajemnił uścisk z uśmiechem.
-Moja
żona ponownie tu pana zaciągnęła.- Zaśmiał się piekarz.
-Nie
tylko ona. Przez sam zapach aż chce się tu wejść.- Stwierdził.
-Proszę,
proszę.- Nagle z zaplecza przyszła pani Kraus, wręczają lekarzowi kilka
rogalików.- Mam nadzieję, że będą smakować.- Uśmiechnęła się, stając koło
swojego męża. Niko przyjął od niej rogaliki. Były wręcz gorące. Lecz zanim
dojdzie do pracy to zdążą wystygnąć, czyli mieć odpowiedzią temperaturę do
zjedzenia ich z herbatą.
-Na
pewno będę smakowały.- Powiedział z uśmiechem, chowając rogaliki do torby.-
Dziękuję i życzę miłego dnia.- Powiedział otwierając drzwi.
-Nie
ma za co. I nawzajem.- Powiedział pan Kraus i z żoną pomachali lekarzowi na do
widzenia. Niko wyszedł ze sklepu i skierował się do pracy. Po drodze na
szczęście nikt go już nie zatrzymywał.
-Dzień
dobry.- Przywitał się z sekretarką, wchodząc do kliniki.
-Dzień
dobry panie Tencin.- Uśmiechnęła się do niego młoda brunetka. Niko skierował
się do swojego gabinetu, a tuż za nim owa sekretarka. Wszedł, zdjął płaszcz i
usiadł przed biurkiem. Po kilku minutach pojawiła się sekretarka.
-Tu
są dzisiejsze zaplanowane wizyty, a tu pana herbata.- Położyła na biurku kilka
kart pacjentów i filiżankę herbaty.
-Dziękuję
ci Claro. Proszę.- Wręczył jej rogaliki. Oczywiście dwa sobie zostawił.
-Co
to?- Spytała, biorąc od niego paczuszkę. Zajrzała do środka i uśmiechnęła się.-
Dziękuję.
-Nie
ma za co. Możesz już iść. I tak za 10 minut może wejść pierwszy pacjent.- Clara
skinęła tylko głową i wyszła. Niko natomiast zabrał się za konsumpcję
rogalików. Miał rację. Były przepyszne. Po zjedzeniu i wypiciu herbaty zaczął
przyjmować pacjentów. Dzisiaj pracował krócej, gdyż były Mikołajki. Miał
dzisiaj jednak dziwne uczucie, że o czymś zapomniał.....
Pani
Kraus wykładała właśnie świeżo upieczone bułki, a pan Kraus stał obok i popijał
herbatę, gdy do sklepu wszedł klient.
-Dzień
dobry~!- Przywitał się wesoło blondyn.
-Och!
Dzień dobry Jonathanie.- Uśmiechnęła się szeroko pani Kraus.
-Dzień
dobry, dzień dobry.- Powiedział rozbawiony pan Kraus.
-W
czym możemy służyć?- Spytała miło pani Kraus.
-Ja
po specjalne zamówienie.- Powiedział z szerokim uśmiechem Joni.
-Ach
tak, tak.- Pani Kraus zniknęła, by po chwili pojawić się z dużym czekoladowym
tortem.- Podoba się?- Spytała, gdy zaczęła pakować tort.
-Tak,
tak, tak, tak~! Wygląda smakowicie~!- Powiedział Joni, patrząc się na tort jak
zaklęty. Pan Kraus zaśmiał się na jego zachowanie.
-Proszę
bardzo.- Powiedział pani Kraus, gdy skończyła pakować tort. Joni już chciał go
zabrać, gdy nagle ktoś zrobił to przed nim. Spojrzał w bok.
-Rune~!
Daj mi tego tort. Ja go będę niósł.- Stwierdził blondyn, wyciągając po niego
łapki.
-O
nie, nie, nie. Jeśli ty będziesz go niósł to nie dotrwa do dojścia do domu. Ze
mną będzie bezpieczniejszy.- Stwierdził Rune, trzymając tort z dala od Joniego.
(Rune pojawi się dopiero w 21 rozdziale- Kimie). Joni zrobił na te słowa smutną
minkę i obrócił się do niego tyłem.
-Nie
smuć się tak. Proszę. Częstuj się.- Pan Kraus wyciągnęła w jego stronę
koszyczek z rogalikami. Takimi samymi, które wcześniej dała lekarzowi. Joni na
jej gest uśmiechnął się szeroko i wziął jednego rogalika, od razu go jedząc.
-Mmmm~!
Pycha~!.- Stwierdził, oblizując się.
-Na
co wam ten tort?- Spytał się pan Kraus.
-Niko
ma dzisiaj urodziny. Robimy mu małe przyjęcie w gronie przyjaciół. Tylko mu ani
słowa.- Uśmiechnął się Rune, przytykając palec do ust.
-Naprawdę?!-
Zdziwiła się lekko pani Kraus. Gdy Joni potwierdził jej to kiwnięciem głowy,
ona zaczęła coc pakować.- Proszę. To taki skromny prezent od nas.- Podała
torebkę Runiemu. Rune zajrzał do środka i ujrzał tam różne ciasteczka ich
roboty.
-Dziękujemy.
Przekażemy mu życzenia. Do widzenia.- Uśmiechnął się Rune, idąc do wyjścia.
-Do
widzenia~! Ej, Runi. A dasz mi ponieść chociaż tą torbę?- Spytał z nadzieja w
głosie Jonathan.
-Nie.
Powiedział krótko Runi, wychodząc ze sklepu.
-Ale
dlaczego~?!- Jęknął Joni, idąc za nim. Państwo Kraus zaśmiali się na ich
zachowanie. Po zakupieniu jeszcze kilku rzeczy wrócili do domu. Ich domem była
chatka, znajdująca się niedaleko gór. Krajobraz o tej porze roku był wspaniały.
Wracając do urodzin. Rune wraz z Jonim weszli do chatki. Rozebrali się i poszli
do salonu. Tam trwały ostatnie przygotowania do przyjęcia. Will wraz z Juri
nakrywali do stołu. Jason i Kadota przygotowywali przekąski. Kiyoshi natomiast
stał przed barkiem, nad czymś się zastanawiając.
-Mamy
tort~!- Powiedział wesoło Joni, robiąc piruet z reklamówką owoców.
-Dajcie
go tutaj!- Krzyknął Jason z kuchni. Runi poszedł tam, odstawił tort, ciasteczka
i resztę zakupów.
-Nad
czym się tak zastanawiasz?- Spytał się runi Kiyoshiego, gdy wrócił do salonu.
-Nad
piciem. Nie wiem czy wsiąść wino, czy cos mocniejszego.-Stwierdził przeglądając
zawartość barka,
-Weź
wino.- Stwierdził Runi, gdy podszedł do niego.- Cos mocniejszego zostaw na
później.- Kiyoshi tylko przytaknął głową i wziął dwie butelki czerwonego wina i
jedna białego. Po przyszykowaniu wszystkiego czekali na solenizanta.
Niko
po skończonej pracy udał się prosto do domu. Na szczęście nie było dzisiaj
żadnych poważnych przypadków. Nadal nie wiedział o czym zapomniał. Sądził że to
coś ważnego, a zarazem błahego. Wszedł do domku, ściągnął płaszcz i odstawił
swoją torbę na komodę. Wszedł do salonu, w którym o dziwo było ciemno. Wyszli
wszyscy czy poszli spać. Zapalił światło.
-Niespodzianka~!-
Wszyscy krzyknęli głośno. Niko aż podskoczył. Patrzał się na nich w zdziwieniu.
Właśnie....Dziś są jego urodziny. Uśmiechnął się wesoło czekając, aż skończą
śpiewać „Sto lat”.
-Pewnie
znów zapomniałeś.- Stwierdził Jason, gdy wręczał mu prezent.
-Jak
ty mnie dobrze znasz.- Uśmiechnął się głupkowato. Po wręczeniu wszystkich
prezentów i długiego dziękowania ze strony solenizanta, wszyscy zasiedli do
stołu. Ponownie odśpiewali sto lat, by po chwili zajadać się tortem. Oczywiście
pierwszy kawałek należał do Joniego, któremu aż ślinka leciała. Jedli, pili i
rozmawiali, wspominając stare, dobre czasy. Nie mogli siedzieć do późnej nocy,
gdyż Niko szedł jutro do pracy. Obiecał jednak, że weźnie niedługo kilka dni
wolego aby spędzić z nimi trochę czasu. Zaplanowali również kilka rzeczy m.in.
przeprowadzkę do Francji. Chcieliby tu zostać ale dziwnym by było gdyby w wieku
80 lat wyglądali jak nastolatkowie. Po tym usiedli razem przy kominku i
obserwowali palące się drewno, jak również padający biały puch za oknem. Będzie
brakowało im tego widoku....
EXTRA!!! Obrazki z różnych anime~! ^.^
Wesołych Świąt *.*












ale jak to nikt nie skomentował :c
OdpowiedzUsuńno to chociaż ja ^^
na wstępie przyznam, że aż mi wstyd, że chyba dopiero teraz dotarłam na bloga jednej z moich ulubionych czytelniczek... przepraszam, ciągle przekładałam, ale lepiej późno niż wcale, co nie? :D
w tym roku jakoś słabo czuję te święta (śniegu, gdzie jesteś? ;-; ) także postanowiłam zacząć od świątecznego oneshota... mam nadzieję, że pomimo daty opublikowania tego postu, zauważysz komentarz ^^
no a nawiązując do samego opowiadania, ciekawie się czytało, z początku prawie nic nie ogarniałam (nieprzyzwyczajona do realiów, bohaterów i wgl) ale naprawdę żałuję, że się skończyło (akurat jak się wciągnęłam >...< ) niespodziewane przyjęcie urodzinowe i postacie, które się nie starzeją zawsze spoko <3
nie wiem, co jeszcze dopisać, także spadam zerknąć na miniaturki, bo serii dzisiaj nie ogarnę
wesołych świąt (no jeszcze jeden dzień został ;) )
oczywiście udanego sylwestra
a poza tym to dużo weny :*
Jej~! Jestem ulubioną czytelniczką~! ^w^
UsuńDziękuję, że tu zajrzałaś ^.^
Też mi brakuje śniegu ;_; Mój piesek wtedy się tak fajnie na nim bawi :3
Urok one-shotów >p<
Dziękuję za życzenia ^.^ Przeczytałam wcześniej ale nie miałam kiedy odpisać xp
Jeszcze raz dziękuję~! :*
#Kimie
Hej,
OdpowiedzUsuńok, trochę się polubiłam... kim jest Nico? to jest z przeszłości? bo gdzie Yuko, Marika... dobra ok... już wiem wszystko...
cudownie, aż sama nabrałam ochoty na te słodkości, z Jonniego to jest taki słodkościowy potworem...
sorki za taki komentarz, ale pisany był w czasie czytania...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia