piątek, 19 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 20

Witam :)
Przepraszam za opóźnienie ale miałam szkolne sprawy itp. Chociaż może na trochę przerwę wstawianie rozdziałów, gdyż nikt nic nie piszę w komentarzach. A brak motywacji to wielka sprawa :(
No więc zapraszam do czytania ^.^ #Kimie


Minęło już kilka dni odkąd Yuko i Jonathan są parą. Czy coś się zmieniło? Może troszkę. Zwłaszcza nasze przesiadywanie na dachu podczas długiej przerwy. Dlaczego? Otóż, nasza nowa parka słodzi sobie słówkami, że aż się rzygać chce. Cieszą się, że są w końcu parą, dlatego przymykam na to oko. Shun jak zwykle chodzi na treningi, więc u niego po staremu. Tak samo u Jasona i Mariko. Oczywiście stosunki między bliźniakami się nie zmieniły. Joni nadal klei się do Jasona i zachowuje się jak dziecko. A Jason pilnuje go i zachowuje się jak zawsze. Tylko między Megumi a Kiyoshim jest coś nie tak. Widzę, że Kiyoshiego coś gryzie. Rozmawiałem o tym z Jasonem ale on nie wie co dokładnie mu dolega. Wiem również, że się nie pokłócił z Megi. Więc co mu jest? Jason postara się to rozwiązać i przycisnąć go trochę. Nie dziwię się. Przez zachowanie Kiyoshiego Megumi chodzi smutna i zmartwiona. Chce się powiedzieć, że wszystko będzie dobrze ale nie wiadomo. Aktualnie siedzimy na dachu i planujemy gdzieś wyjść w ten weekend (o dziwo zaproponował to Jason).
-Więc jakie są propozycje?- Zapytał Jason wszystkich.
-Ty powinieneś coś zaproponować, jeśli ty to wymyśliłeś.- Stwierdziła Mari.
-Ale mi obojętnie gdzie pójdziemy. Z moim Słoneczkiem mogę iść wszędzie.- Na te słowa Mari miała lekkie rumieńce na swoich policzkach.
-To co powiecie na oceanarium?- Zaproponowałem.
-Dobry pomysł. Po tym możemy iść coś zjeść- Powiedział Joni.
-Jeśli wybierzemy się wcześniej to możemy jeszcze pójść na kręgle.- Zaproponował Shun.
-Tak~! Więc już postanowione. Idziemy do oceanarium, coś zjeść i kręgle.- Powiedziała z entuzjazmem Yuko.
-Mi pasuje.- Powiedziałem.
-Mi też.- Stwierdził Shun.
-Ja z moim Miśkiem też pójdziemy.- Powiedziała Mari i dała całusa w policzek Jasonowi.
-My na stówkę idziemy.- Stwierdził Joni.
-Ja też pójdę.- Powiedziała Megumi z lekkim uśmiechem. Aż miło widzieć, gdy się uśmiecha.
-Ja nie idę.- W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy się na Kiyoshiego. Tak, to on to powiedział.
-Ale dlaczego?- Spytał wyraźnie zdziwiony Shun.
-Nie idę i już. Miłej zabawy.- Powiedział i ruszył w stronę wyjścia.
-Kiyoshi!- Krzyknęła za nim Megumi i już chciała pobiec za nim ale Jason ją powstrzymał.
-Zostaw go samego Megumi. On musi pobyć sam ze sobą.- Powiedział i kazał jej usiąść. Do końca dnia nikt nie był zbytnio szczęśliwy. Kiyoshi nie pokazał się już na lekcjach. Spytałem się Jasona po szkole, czy idzie do Kiyoshiego. Stwierdził, że później go odwiedzi. „Coś czuję, że teraz wolałby pozostać sam. Najwidoczniej nadal się nad czymś zastanawia” powiedział Jason. Gdy wróciłem do siebie sam również się nad tym zastanawiałem.
-Halo~! Tu ziemia do Louisa.- Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś głos.
-Ach, Tomi. Mówiłaś coś?- Spytałem.
-Jedz, bo ci wystygnie.- Powiedziała ze śmiechem. Zauważyłem, że inni już kończyli swoje jedzenie a ja miałem ledwo co zaczęte.- Nad czym się tak zastanawiałeś?- Spytała się.
-Nad Kiyoshim.- Widać było, że zdziwiła się na moje słowa.
-Serio?- To aż takie dziwne?
-Tak. Stał się ostatnio jakiś ponury. Nie wiemy co mu się stało. Zastanawiałem się, co może być tego przyczyną.- Taka prawda. Kiyoshi jest moim przyjacielem. Wolę, gdy jest złośliwy i dokucza innym niż ponury i obrażony na cały świat.
-Ach tak. To dobrze, że się o niego martwisz. Dzięki temu widać, że jesteś jego przyjacielem i to najlepszym.- Na jej słowa aż się uśmiechnąłem. Taka prawda. Kiedy któryś z moich przyjaciół dziwnie się zachowuje chcę się dowiedzieć co się stało, że taki jest. Po zjedzeniu kolacji jeszcze trochę pogadałem z resztą i poszedłem do siebie. Ciekawe, czy Jason już rozmawiał z Kiyoshim?


Była godzina ok. 22 a ja lazłem przez las. Po co? W końcu muszę pogadać z Kiyoshim. Nie dziwcie się, że tak późno. Potrafiłem przyjść do niego nawet o 4 w nocy i zwalić go z wyra aby pogadać. Bo to jest przyjaźń. Nieważne. Wreszcie dotarłem do jego obozu. Najwidoczniej wszyscy już śpią. Bez zbędnych ceregieli wszedłem do jego domku. On też już śpi? Udałem się do jego sypialni. Zobaczyłem, że siedzi na parapecie i patrzy się na coś za oknem.
-Po co przyszedłeś?- Spytał oschle.
-Pogadać.- Powiedziałem i usiadłem na łóżku.
-Nie mam nastroju. Przyjdź kiedy indziej.- Powiedział nadal nie odrywając spojrzenia od widoku za oknem.
-Ale tu nie chodzi o mnie tylko o ciebie.- Chwila ciszy.- Co cię martwi?- Spytałem prosto z mostu. Kiyoshi jeszcze chwilę siedział na parapecie, po czym wstał i usiadł na fotelu, który znajdował się przed biurkiem. Siedział tak i nic nie mówił. Nawet się na mnie nie spojrzał.
-Martwię się. Tylko tyle.- Stwierdził w końcu.
-O co się martwisz?- Powoli zaczął się otwierać.
-O swoją rodzinę.- Powiedział i spojrzał się na mnie.
-A dokładniej?- Niech się wygada.
-Ohh.. Ostatnio były te najazdy. I ja.......i ja się boję, że ktoś zrobi krzywdę mojej rodzince. Muszę ich bronić. Jestem ich wodzem a zarazem ojcem. Nie mogę pozwolić aby cierpieli bo mnie się zachciało zabaw.- No w końcu.
-Kiyoshi, ale o czymś zapomniałeś.- Na te słowa spojrzał się na mnie z zaciekawieniem.- Że to jest TWOJA rodzina. To TY ich wytrenowałeś i wychowujesz. Poradzą sobie, gdy ciebie akurat nie będzie w obozie.- Szczera prawda. Treningi Kiyoshiego nie są byle jakie. Dają one porządny wycisk.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego „ale”. Możesz jedynie jeszcze ich trenować i wprowadzić jakieś zasady. Pokazałeś im już wiele razy jak mają działać. Kiyoshi, to ty ich wszystkich przygarnąłeś i wychowałeś. Dałeś im dach nad głową i bezpieczeństwo. Nauczyłeś również jak się bronić i  poradzić sobie w trudnej sytuacji. To, że czasami wyjdziesz nie znaczy, że ich zaniedbujesz. Widać jaki mają do ciebie szacunek. I widać, że dajesz im miłość aby poczuli się jak w prawdziwej rodzinie.- Widać te słowa zaskoczyły go. Ponownie siedzieliśmy w ciszy. Nie przeszkadzało mi to. Kiyoshi pewnie nad tym rozmyślał. Po kilku minutach Kiyoshi wstał i ustał przede mną. Patrzył się na mnie chwilę po czym uderzył lekko w głowę.
-Za co?- Nie rozumiem go. Ja tu go pocieszam a on mnie bije.
-To była pieczątka na znak naszej przyjaźni.- Powiedział i się uśmiechnął.- Dzięki za rozmowę.- I kolejne punkty dla mej osobistości.
-Ale masz jeszcze jedną rozmowę do przebycia.- Powiedziałem z uśmiechem a on usiadł obok mnie.
-Z kim?- Zrobił zdziwioną minę.
-Z Megumi. Martwiła się o ciebie i widać była bardzo smutna.- Na te słowa Kiyoshi otworzył szeroko oczy, po czym walnął face palma.
-Kurwa. Jak ja jej to wszystko wytłumaczę? Ale ze mnie idiota.- Stwierdził i położył się.
-I to wielki.- Na te słowa dostałem poduszką.- Dobra. Ty się zastanawiaj co powiesz Megi a ja spadam do domu. Moja przylepa pewnie zamarzła z zimna. A! I jutro spotykamy się o 12  przed oceanarium.- Powiedziałem i wstałem.
-Dobra, dobra. Idź, bo z Joniego stanie się kostka lodu. I jeszcze raz dzięki.- Powiedział a mnie już po chwili nie było. Cieszyłem się, że w końcu jest sobą. Może mnie tylko trochę dziwi, że tak szybko się wygadał. No ale nic. Wiem jedno- muszę kupić Joniemu jakiś ocieplacz, bo wręcz się trząsł, gdy przyszedłem. Od razu, gdy się położyłem wtulił się we mnie mocno. Aż mnie ciarki przeszły, gdy mnie dotknął swoimi zimnymi dłońmi.

No i nadszedł następny dzień. Już staliśmy pod oceanarium. Lecz nie było jeszcze Kiyoshiego. Oczywiście nie powiedziałem reszcie, że przyjdzie. Wszyscy rozmawiali między sobą. Nawet Megumi się uśmiechała. Lecz ja widziałem, że nadal jest smutna.
-Hej wszystkim.- Rozmowy ucichły i wszyscy spojrzeliśmy się na Kiyoshiego.
-Kiyoshi?!- Widać Megi była zaskoczona jego obecnością.
-Megi. Możemy porozmawiać?- Spytał się jej Kiyoshi i wyciągnął w jej stronę rękę. Ona tylko kiwnęła i położyła swoja dłoń na jego. Od razu kupili bilety i weszli do oceanarium. My zrobiliśmy to dopiero po chwili. Kiyoshi, powodzenia.


Szedłem z Megumi po oceanarium. Na początku  nie odzywaliśmy się do siebie. Ja nadal się zastanawiałem, jak mam rozpocząć rozmowę.
-Więc, Megumi. Muszę ci coś powiedzieć.- Tylko tyle zdołałem wymyślić, na początek.
-Więc powiedz to w końcu.- Powiedziała. W jej głosie było słychać smutek.
-Megumi?!- Bardzo mnie zmartwiła.
-No powiedz! Powiedz, że już mnie nie kochasz i ze mną zrywasz.- W tym momencie czułem się jakbym dostał z liścia.
-Że co?- Wydukałem.
-A nie to chciałeś powiedzieć?!- Spytała się Megi i spojrzała na mnie. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
-Nie, nie to chciałem ci powiedzieć! Chciałem cię przeprosić za swoje zachowanie. Przeze mnie chodziłaś smutna i martwiłaś się o mnie. Wręcz cię olewałem. Zamiast od razu powiedzieć ci co mnie dręczy, to ja głupi to ukrywałem. Miałem kilka problemów przez co tak się zachowywałem.- Zamilkłem na chwilę. Megumi patrzyła na mnie ze zdziwieniem w oczach.- Po prostu pokłóciłem się z rodziną. Ale już wszystko w początku. Megumi.- Podszedłem do niej bliżej i wziąłem jej twarz w swoje dłonie.- Megumi kocham Cię. I za żadne skarby nie chcę z tobą zrywać. Przepraszam. Proszę, wybacz mi moje zachowanie.- Megumi patrzyła na mnie jeszcze chwilę po czym zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie i głaskałem po plecach aby się uspokoiła.- Ciii. Spokojnie.- Staliśmy tam kilka minut. W końcu Megumi uspokoiła się i spojrzała na mnie.
-Ty głupolu. Wybaczam ci, bo cię kocham. I następnym razem od razu masz mi się wygadać.- Uśmiechnęła się delikatnie.
-Dobrze, dobrze. Ja ciebie też kocham.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Ale się za tym stęskniłem. Po tym Megumi poszła do łazienki aby się ogarnąć. Gdy już to zrobiła poszliśmy poszukać reszty.


Chodziliśmy grupą po oceanarium. Yuko co chwila wskazywała na jakąś rybę. Wszyscy wręcz otworzyli szeroko buzię, gdy przepłynęła nad nami duża płaszczka. Aż zaśmiałem się na ich fascynację. Oni patrzeli na ryby i tym podobne a ja zastanawiałem się, czy Kiyoshi pogodził się już z Megumi. Minęło jakieś 20 minut a oni nadal nie wracali. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę przy akwarium z małymi rybkami. Dopiero wtedy przyszli Kiyoshi z Megumi. On się uśmiechał a ona była cała czerwona na twarzy. Trzymali się za ręce. Wszyscy spojrzeli w ich stronę. Zatrzymali się przed nami.
-No więc, chciałem was przeprosić za swoje zachowanie.- Powiedział Kiyoshi z lekkim uśmiechem.
-Nie ma za co.- Powiedziała wesoło Yuko.
-Każdemu się może zdarzyć.- Stwierdziła Mari.
-Megi-chi. Dlaczego jesteś cała czerwona na twarzy?- Spytał się jej Shun. Ona na to jeszcze bardziej spuściła głowę w dół.
-To jest słodka tajemnica.- Powiedział Kiyoshi z szerokim uśmiechem.

-No dobra! Znowu jesteśmy zgraną paczką więc ruszamy dalej pozwiedzać. I to szybko bo robię się głodna.- Stwierdziła Yuko, co wywołało u nas salwę śmiechu. Chodziliśmy jeszcze po oceanarium z jakąś godzinę. Zrobiliśmy sobie jeszcze kilka zdjęć na pamiątkę. Później oczywiście poszliśmy coś zjeść, bo dwa głodomory wręcz się domagały jedzenia. Wybraliśmy się do przytulnej knajpki. Zamówiliśmy herbatę oraz kilka dań. Nie mogliśmy przestać się śmiać, gdy Kiyoshi ukradł Yuko ciasteczko i zjadł je. Zaczęła go gonić po całej knajpie. Ja, Joni, Kiyoshi, Louis i Shun poszliśmy później do sklepu. Stwierdziliśmy, że nie chce nam się grać w kręgle, więc Shun zaprosił nas wszystkich do siebie. Dziewczyny powiedziały, że posiedzą jeszcze w knajpce. Późnym popołudniem byliśmy już u Shuna. Pograliśmy na Xboxie, pośpiewaliśmy, obejrzeliśmy film. Podczas filmu dziewczyny wtuliły się w nas jak w rzepy. Nie rozumiem jak można bać się horrorów. W pewnym momencie Shun przestraszył je. One z głośnym krzykiem uciekły do łazienki. A my? My próbowaliśmy stłumić nasz śmiech. Musieliśmy je prosić aby wyszły. Oczywiście ja, Joni i Kiyoshi mieliśmy rozkaz odprowadzić je pod sam dom. Po drodze do domu trochę przestraszyłem Mari. Dlaczego? Otóż stwierdziła ona, że przy mnie nic jej nie grozi. Chcąc zobaczyć reakcję Mari wyszeptałem jej do ucha „Przecież jestem wampirem. Mógłbym cię ugryźć i wyssać całą twoją krew. Skąd wiesz, że nie jestem w tym momencie głodny?”. Jej mina była bezcenna. Była przerażona ale nie uciekła. Zaśmiałem się na to i dałem całusa. Uspokoiłem ją, mówiąc, że „Nie ugryzę cię bez twojego pozwolenia. I nie bój się tak. Przy mnie nawet włos ci z głowy nie spadnie”. Uśmiechnęła się na te słowa i poszliśmy dalej. Oczywiście nie odpuściłem jej buziaków na dobranoc. Powiem wam, że bliźniaki mają chyba połączone mózgi. Dlaczego? Bo będąc na zakręcie spotkałem swojego braciszka i razem udaliśmy się do domu. Na nasze szczęście rodziców nie było w domu więc wybraliśmy się do rezydencji. Do późna gadaliśmy z Willem i Niko. Juri stwierdziła, że za bardzo chce jej się spać, więc pogada z nami rano. Życzyliśmy jej dobrej nocy a sami poszliśmy spać dopiero o 3 nad ranem. Wyszliśmy się jeszcze pożywić, przez co tak późno wróciliśmy do domu. I nawet tam Joni musi mi się wtrynić do łóżka. Chyba zamontuję jakiś zamek w drzwiach. Pora go nauczyć jakiejś samodzielności. Nie chcę aby właził do mojego pokoju, gdy pewnego razu będę z Mari sam na sam. If you know what I mean ;p. Ale to daleka przyszłość i nie myślę jeszcze o niej tak dokładnie. Na razie jest dobrze. Czyli nasza grupa i moja ukochana.

1 komentarz:

  1. Hej,
    wspaniale, i już się wyjaśniło Kiyoshi tak się zachowywał, ciekawe kiedy pozostali dowiedzą się kim są...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń