czwartek, 25 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 21

Dni mijały bardzo  spokojnie. Aktualnie mamy jesień. Lubię tą porę roku. Są kolorowe liście, kasztany a w deszczowe dni można czytać książki lub znaleźć sobie interesujące zajęcie. Chociaż z drugiej strony przez niepogodę nie można chodzić na spacery i do wesołego miasteczka. Również robi się coraz zimniej i trzeba się cieplej ubierać. Przez to nie przesiadujemy na dachu. Jako alternatyw wybraliśmy sobie stolik w rogu stołówki. Jakoś wytrzymamy ten okres jesienno-zimowy. Każdy ma inne podejście do pogody i w ogóle. Shun smuci się, bo nie może ćwiczyć na świeżym powietrzu. Jednak z drugiej strony cieszy się, gdyż będą się zaczynać sporty zimowe typu hokej. Joni marudzi na zimno. Yuko za to stwierdziła, że przez deszcz robi się bardziej leniwa. Megumi nie marudzi na taką pogodę. Kiyoshi za to przeciwnie, ponieważ nie może chodzić sobie po górach. Jason tylko trochę marudzi. Zwłaszcza dlatego, iż nie może mnie zabierać w jakieś fajne miejsca. Powiedziałam mu, że jeśli mnie kocha to przetrwa ten czas. Zaśmiał się na to i powiedział „Dzięki mojej miłości do ciebie mógłbym nawet przeżyć epokę lodowcową”. Ale z niego głupol ^.^ Chociaż teraz dni zrobiły się słoneczne i nie jest aż tak zimno. Właśnie teraz uczniowie z naszej klasy i z równoległej przygotowywali jesienny festyn. Ja z dziewczynami przygotowywałyśmy dekoracje. Chłopcy budowali stoiska. Raz ich obserwowałam i nie mogłam przestać się śmiać. Dlaczego? Najpierw udawali, że surfują. Później było „Trzymaj gwóźdź a ja wbiję”, „Ale nie przywal mi w palce”. Raz nawet Kiyoshi gonił Jasona z siekierką. Przerwał im pan Tamuro z groźną miną lecz i tak się z nich śmiał. Ja, Yuko i Megi zgłosiłyśmy się być kelnerkami w kawiarence. Jedna dziewczyna powiedziała, że będziemy przebrane za pokojówki. Wtedy przypomniało mi się anime Kaichou wa Maid-sama. Tylko jest zasadnicza różnica- ja już chodzę z głównym bohaterem, hehe. Nie wiem dokładnie czym zajmują się chłopaki. I tak pewnie przyjdą do kawiarenki. Nie wiem jak Shun, bo on jest zgłoszony u pana Tamuro i pewnie będzie zajęty. Już nie mogę się doczekać ^.^

Dzień festiwalu~! Aktualnie jesteśmy już przebrane w nasze stroje. Już zaczęłyśmy naszą prace. I muszę stwierdzić, iż wyglądam w tym stroju świetnie. Jest bardzo fajnie. Nasi klienci są bardzo mili i przyjaźnie nastawieni. Od rana nie widziałam chłopaków. Raz tylko Shunsuke przebiegnął mi przed nosem. Mam nadzieję, że chociaż wpadną na chwilę.....
                                   Po około 3 godzinach
Nadal pracujemy. Raz przyszedł pan od fizyki i był wręcz zauroczony naszym zapałem i uprzejmością.
-Czy ja też zostanę obsłużony?- Aż podskoczyłam, gdy Jason powiedział mi te słowa do ucha. Zjawił się za mną tak znienacka. Obróciłam się do niego przodem i wręcz zamarłam. Był on przebrany za.....
-Kotek?!- Aż uśmiechnęłam się.
-No co?! Nie podobam ci się?- Spytał z maślanymi oczkami.
-Podobasz. Jesteś bardzo słodziutki ^.^.- Powiedziałam i pogłaskałam go po głowie.
-Twój kotek jest bardzo głodny.- Stwierdził Jason i zaczął dawać mi buziaki.
-No dobrze. Siadaj a ja za chwilę ci coś podam.- Usiadł grzecznie i czekał na jedzenie. Przyniosłam mu kawałek tarty truskawkowo-jagodowej i gorącą czekoladę.
-Mari. Jestem zazdrosny.- Powiedział, gdy usiadłam naprzeciwko niego.
-Dlaczego?- Przecież nie jestem tu jedyną dziewczyną.
-Bo w tym stroju wyglądasz naprawdę uroczo i seksownie a przychodzi tu pewnie dużo chłopaków. I nie mogę przeboleć, że patrzą się na moją śliczną dziewczynę.- Ja go chyba zabiję za te teksty. Przez nie robię się czerwona jak burak.
-A co ja mam powiedzieć?! Mój super przystojny chłopak, wyglądający bardzo słodko z tymi uszkami i uśmiecha się do tych wszystkich dziewczyn. I jak myślisz jak się czuję?- Aż przestał jeść. Szybko pogryzł i połknął kęs ciasta. Złapał mnie za rękę i trochę przybliżył.
-Skarbie. To dla mnie wielka tortura uśmiechać się do tych dziewczyn. I nie bój się. Wynagrodzę ci to po festynie.- I co ja mam o tym myśleć. Jednak uśmiechnęłam się na jego słowa i cmoknęłam go w nosek.
-Ja też chcę ciacho.- Stwierdził Joni stojący tuz obok nas. Również był ubrany za kotka. Przysunął sobie krzesło i usiadł koło brata.
-Joni~! Wyglądasz tak sweet~!- Stwierdziła Yuko i rzuciła się na szyję swojemu chłopakowi.
-Ty też Yuko~!- To są dwa wariaty. Yuko od razu podała swojemu chłopakowi ciastko i picie. Gadaliśmy tak chwilę. Lecz nagle przez naszą kawiarenkę przeszedł pisk dziewczyn. Zobaczyłam na drzwi by zobaczyć, kto wywołał taki pisk. Okazał się nim być Kiyoshi. Ale wcale nie wyglądał jak ten Kiyoshi, którego znam. Również był przebrany za kota. Lecz muszę przyznać, że wyglądał fantastycznie. Może to przez to, że miał na sobie futrzaną kamizelkę oraz opaski na rękach z futerkiem. Miał również ogon i wąsy. Do tego cały ubrany był  na biało, co dawało fajny kontrast z jego oczami. Wszedł do środka i usiadł z nami.
-O matko! Kiyoshi to naprawdę ty?- Zapytała się Yuko.
-Tak to ja.- Odpowiedział jej z uśmiechem. W tym czasie podeszła do nas Megi. Ona patrzała się na niego a on na nią. Megumi po chwili przybliżyła się do Kiyoshiego i.........zaczęła go drapać za uchem. Zdziwiło go to na początku lecz po chwili zaczął się do niej łasić, prosząc o więcej. Megi tylko śmiała się z jego zachowania.
-Megi. Wiedz, że zostaniesz za chwilę przeze mnie porwana.- Powiedział Kiyoshi, gdy ta przestała go drapać.
-Dlaczego?- Spytała się. Też jestem tego ciekawa.
-Albo cię porywam albo zabijam wszystkich facetów, którzy na ciebie spojrzą.- Spojrzał się na innych z mordem w oczach. Ale z niego zazdrośnik.
-Nie martw się. Gdy do nich podchodzę od razu mówię, że mam chłopaka.- Na jej słowa wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po tym pogadałyśmy jeszcze chwilę z chłopakami i wrócili oni do swojej pracy.

Właśnie stoimy całą naszą grupką na placu szkoły. Nasza praca już się skończyła więc możemy iść na jakieś atrakcje albo po prostu odpocząć. Jak na razie to po prostu stoimy i gadamy. Nagle coś przykuło moją uwagę a raczej ktoś. Była nią młoda dziewczyna. Miała ona rude, długie włosy i brązowe oczy. Była ubrana w czarne legginsy, czerwono-czarną sukienkę z falbankami i długimi rękawami. Stała przy bramie szkoły a wokół niej stało kilka osób. Widać było, że jest tym faktem przerażona. Nagle spojrzała w moją stronę. Po chwili minęła tych ludzi i biegła w naszą stronę. Podbiegła i.......przytuliła się do Kiyoshiego. Nie powiem, ale trochę mnie to zdziwiło. Na początku Kiyoshi również nie wiedział, kto się do niego tuli. Wszyscy aż zamilkli, gdy ta dziewczynka to zrobiła. Najwyraźniej Kiyoshi znał ją bo uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie.
-Co tu robisz Emi?- Spytał się jej. Wiec ma na imię Emiko. Dziewczynka nic nie odpowiedziała tylko bardziej wtuliła się w niego i wręcz się za nim schowała.- Nie chowaj się. Zobacz kto tu jest.- Dziewczynka na jego słowa wyjrzała zza niego i spojrzała na nas. Uśmiechnęła się i podbiegła do Jasona by go przytulić. On jakby wiedział, że to zrobi dlatego przed tym kucnął.
-Cześć Emiko.- Powitał ją z uśmiechem.
-A ze mną się nie przywitasz?- Spytał się Joni. Emiko spojrzała na niego i również podeszła do niego, by się przywitać.
-Jaka ona słodka~!- Stwierdziła Yuko i najwidoczniej również chciała się przywitać z Emi. Ona zaś przestraszyła się i szybko schowała się za Kiyoshim.
-Nie bój się. Nic ci nie zrobi.- Powiedział do niej z uśmiechem Kiyoshi. Muszę przyznać, że wyglądał wtedy inaczej. Był taki bardziej....troskliwy?
-Cześć! Jak masz na imię?- Spytała się Megi i ukucnęła niedaleko niej. Emi patrzała się na nią chwilę. Jednak wyszła zza Kiyoshiego i ustała przed nią.
-Nazywam się Emiko.- Powiedziała dziewczynka cichutko.
-Miło cię poznać Emi-chi. Ja nazywam się Megumi.- Przywitała się Megi. Ta scena wyglądała nawet słodko.
-Miło cię poznać Megi-san.- Powiedziała cicho Emi. I nawet się do niej uśmiechnęła.
-A przywitasz się z innymi?- Spytał się jej Kiyoshi i ukucnął za nią.
-Nie.- Powiedziała i ponownie przytuliła się do niego. Kiyoshi wziął ją na ręce.
-Ale z ciebie uparciuch. Ale jak nie chcesz to nie będę cię zmuszał.- Zadziwiał mnie taki Kiyoshi. Mógłby być taki częściej.
-A tak w ogóle to kto to jest?- Spytał się Shun. Właśnie. Wiemy, że ma na imię Emiko i zna Kiyoshiego.
-Moja siostra.- Powiedział Kiyoshi. Nawet nie są do siebie podobni ale nie wnikam.
-Chcę iść do domu.- Powiedziała Emiko.
-No dobrze. Sorki ale ja już idę. Życzę miłej zabawy.- Powiedział Kiyoshi i poszedł z Emiko na rękach do domu.
-Na razie-!- Zdołaliśmy jeszcze za nim krzyknąć.
-Ale Kiyoshi ma słodka siostrę. Może nie jest do niego podobna wyglądem ale pewnie ma podobny charakter.- Skomentowała Yuko. Może gdyby lepiej ją poznać okazało by się to prawdą. Chociaż to, że nie chciała nas poznać można porównać do charakteru Kiyoshiego.
Po tym pochodziliśmy po kilku stoiskach. Następnie Shun i Lou odprowadzili Megi do domu. Yuko z Jonim tez gdzieś poszli. Za to ja z Jasonem wybraliśmy się na spacer po parku. Usiedliśmy na ławce i rozmawialiśmy na temat dzisiejszego dnia.
-Muszę przyznać, że Kiyoshi ma uroczą siostrę.- Powiedziałam w pewnej chwili.
-To nie jest jego siostra.- Powiedział Jason co mnie bardzo zdziwiło.
-Jak to nie jest to jego siostra?! Więc kto?- To było dziwne. Przecież tak ją nam przedstawił.
-To jego córeczka.- Na te słowa szczęka opadła mi do podłogi.
-C-Có-Córeczka?! Ale jak to?- Kiyoshi ma córkę?!
-To nie jest taka prawdziwa córka. Znalazł ją raz w lesie samą podczas  ulewy i zaopiekował się nią. Miała wtedy jakieś 7 miesięcy. Dlatego Kiyoshi traktuje ją bardziej jak córkę a nie siostrę.- Wytłumaczył mi Jason. -Muszę przyznać, że nadal wydaje mi się to skomplikowane.
-Przecież nie mógł przy wszystkich powiedzieć, że to jego córka.
Pomyśl jak by zareagowała Megi.- Ach tak! Muszę przyznać, że ja też nie chciałabym usłyszeć od swojego chłopaka, że ma córkę.
-Przez to można powiedzieć, że Kiyoshi jest bardzo dojrzały. Pewnie nie było mu łatwo się nią opiekować.- Stwierdziłam.
-Nie łatwo zwłaszcza jak ma jeszcze 50 wychowanków.- Powiedział Jason a mi ponownie opadła szczęka.
-J-Jak to 50?!- Czy on żartuje czy mówi serio??
-Tak to. Przecież wataha nie składa się z 5 osób. Jego liczy już ponad 50. Ale traktuje ich bardziej jak siostry i bracia. Emi jest takim wyjątkiem. Więc reszta ma przechlapane, gdy staje się jej coś pod jego nieobecność.- Dobra. Przyznaję się, że myślałam, że wataha to jakieś małe grono wilków. Więc cieszę się, że mam to teraz wytłumaczone.
-A już raz coś takiego się zdarzyło?- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła ale kto pyta ten nie błądzi więc mam wytłumaczenie.
-Tak. Ja z Kiyoshim byliśmy wtedy na wycieczce. Mieliśmy wrócić po 3 dniach. Wtedy kilka osób z jego watahy wzięło Emiko i poszli się powspinać. Na wspinaczce Emi złamała rękę. Jak Kiyoshi to zobaczył to mało powiedziane, że był wściekły. Dobrze, że przy tym byłem bo możliwe, że któryś z nich nie uszedłby z życiem. Dał im porządną karę, dlatego od tamtego momentu wszyscy pilnują Emiko aby nie podpaść.- Przez tą historię nie wiem czy nie powinnam się zacząć bać Kiyoshiego. Chociaż mam Jasona, który potrafi go uspokoić więc jest OK.
-To dobrze, że jest taki opiekuńczy wobec swojej przybranej córki. Przynajmniej jego dzieci będą czuły się bezpiecznie.- Tylko przyszli teściowie będą się go bać, dodałam w myślach.
-Prawda. Nasze dzieci również będą z nami bezpieczne.- Powiedział Jason. Dopiero po kilku minutach doszło do mnie co powiedział.
-Że co?!!- D-D-Dzieci z Jasonem?!
-Ale masz szybki czas reakcji.- Zaśmiał się Jason za co dostał z łokcia w żebra.- No ale wiesz, tak się może zdarzyć czyż nie?!- Na samą myśl dostałam rumieńców.
-T-Ty tak nie idź d-daleko w p-przyszłość.- Powiedziałam próbując się nie jąkać. Jason tylko zaśmiał się pod nosem i mocniej mnie przytulił. Po tym pospacerowaliśmy jeszcze trochę i poszliśmy do domu. Muszę przyznać, że mam lekki mętlik w głowie. Nigdy nie myślałam o tym aby mieć dzieci z Jasonem. Nie tak, że nie chciałabym. Ale jak na razie jestem jego dziewczyną i może być tak, że ze mną zerwie. Chociaż gdy tak mówi o tych dzieciach......Czekaj! Przecież dzieci są.........I najpierw trzeba..........Nie! Nie! Nie!!! Aktualnie złapałam największego możliwego buraka ever. Jak na razie te myśli schowam na później.


Zamiast iść do domu poszedłem do willi. Oczywiście z Jonim. I w głowie nadal miałem reakcję Mari, gdy powiedziałem jej o wspólnych dzieciach. Ciekawe czy teraz nad tym rozmyśla? No nic. Jak na razie mam ochotę pogadać z kumplami i może nawet napić się czegoś mocniejszego. Bo przecież tak naprawdę nie mam 17 lat. Mimo iż doszliśmy tak ok.21 to nikt nie spał.
-Jak miło was widzieć.- Powiedział na przywitanie Niko.
-Ciebie tez Doktorku. Jakieś nowe wiadomości?- Trzeba być obeznanym.
-Tak i to nie najlepsze.- Dlaczego nie mógł powiedzieć „Wszystko w porządku. Możecie się opierdalać”.
-Co się stało?- Spytałem i usiedliśmy wszyscy w salonie.
-Rivera powrócił.- Powiedział Will. Na te słowa wszystkie mięśnie mi się spięły. Tylko nie ON.
-Skąd wiecie, że to prawda?- Może to po prostu jakaś płotka.
-To prawda. Jeden klan już został wymordowany. Byłem tam. Zauważyłem jego specyficzny znak na jednej kobiecie. Najwidoczniej zdążył się jeszcze napoić.- Powiedział Rune.
Rune de la Regence (reżąs)
“17” lat
02.02.1997r.
Wzrost: 1,79
Kraj: Szwecja, Francja
Czarne włosy, czarne oczy
Hobby: prawo, sztuki walki, fotografia, modeling









-Witaj Rune. Serio tam byłeś?- Mógłby chociaż mnie pocieszyć.
-Witaj. Tak. I wiem, że się na to wkurzyłeś. Ale spokojnie. Jak na razie wystarczy obserwować teren. Ewentualnie zabić jakichś ludzi. Dopóki nic nam nie zagraża jest dobrze.- Powiedział Rune i usiadł z nami.
-Może nam nie. Ale ja się bardziej o kogoś innego martwię.- Rune na moje słowa zrobił zdziwioną minę.
-Chodzi o jego dziewczynę. Nie jest wampirzycą lub inną istotą tylko normalnym człowiekiem. Więc jeśli ktoś z jego ludzi zauważy, że Jason ma dziewczynę to mogą ją porwać albo zabić.- Wytłumaczył mu Niko.
-Aaaa! Ale lepiej nie mów jej na razie o tym. Niech się tym nie zamartwia - Rune ma rację. Jak na razie pozostaje mi wzmocnić swoją czujność i zapewnić bezpieczeństwo Mari jak i innym.
-Powiadomię o tym fakcie Kiyoshiego i Louisa. Niech też lepiej będą się mieli na baczność. Rivera może zakumplować się z innymi naszymi wrogami. A to będzie już masakra.- Już nawet nie chcę myśleć co może się wtedy stać.
-Dobra, dobra. Nie panikujmy tak od razu. On na pewno teraz nie zaatakuje. Pewnie dopiero, gdy zbierze niezłą armię, ruszy na nas. Tylko nie wiemy jaki ma powód aby nas atakować.- Powiedział Will. To prawda. Wcześniej prowadziliśmy kilka walk. Ale zawsze je wygrywaliśmy. Może chce się zrewanżować? Mam tylko nadzieję, że nikt nie ucierpi, zwłaszcza ktoś bliski.

Maurice Rivera




2 komentarze:

  1. Hej,
    och Jasoon już dzieci planuje, skąd się wzięła Emi tam? i kim jest Rivera...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej~! ^^
      Już trochę latek ma to planuje XD Ano przyszła, bo się stęskniła :3 Rivera to zły wampir, o którym będzie nieco więcej w kolejnych rozdziałach ;)
      Dziękuje ślicznie~! :*
      Ciebie również pozdrawiam Basiu~! :*
      #Kimie

      Usuń