Następnego dnia chciałam
aby było jak zawsze, czyli szkoła, pogaduchy z dziewczynami o jakichś
głupotach, dom i moje wygodne łóżko. Pierwszy punkt aktualny, gdyż jestem już w
szkole. Drugi zaś - niezupełnie. Dlaczego?? Otóż podekscytowanie Yuko może
powalić...
-Mari-chan~! Dzisiaj też
idziemy do kawiarni.- Powiedziała na przywitanie Yuko.
-Hejo Mariko.- Przywitała
mnie Megumi.
-Hej~. Przecież wczoraj
byliśmy, to dlaczego dzisiaj znowu??- Zdziwiło mnie to trochę. Lubię chodzić do
kawiarni ale nie tak często.
-Idziemy, zapraszamy
jeszcze Jasona i ponownie będzie cię karmił truskawką! Iiiii~! To było takie
kawaii~!.- Powiedziała cała rozmarzona tym wczorajszy gestem. Aż poczułam
rumieniec na twarzy.
-Hej Mariko, Megumi,
Yuko.- Przywitał nas Jason z uśmiechem. Nawet go nie zauważyłam, gdy się do nas
zbliżył więc się trochę przestraszyłam.
-Nie bój się Mari-chan.
Nic ci nie zrobię. Jedynie, że zamarłaś i nie jesteś w stanie iść na lekcje to
cię zaniosę na rękach.- Patrzałam na niego z szokiem w oczach.
-Tak~! Zrób to Jason-san.- Dopingowała go Yuko a Megi śmiała się pod nosem. Nagle straciłam grunt
pod nogami. Zanim się ocknęłam z szoku byłam niesiona jak księżniczka przez
niego.
-Puść mnie! Potrafię sama
chodzić.- Co on sobie myśli?! Chyba cała szkoła się na nas patrzyła.
-Wiem to ale, że nie
odpowiadałaś na moje pytanie, to teraz niosę cię na lekcję.- Spojrzał na mnie z
lekkim uśmiechem. No i znowu ten cholerny rumieniec. Pod salą był
Shunsuke który się zdziwił, że Jason mnie niesie. Po chwili się przeraził.
-Coś się stało Mari-chan,
że ją niesiesz Jason-kun?!- Widać zmartwił się o mnie. Już chciałam
odpowiedzieć, że nic się nie stało lecz Jason mnie uprzedził zaskakującą
odpowiedzią.
-Nogi się pod nią ugięły,
gdy mnie zobaczyła.- On się uśmiecha, ja nie mogę nic powiedzieć bo aż mnie
zatkało a Shun najpierw z zaskoczeniem a potem ze śmiechem na ustach.
-Ne, Mari-chan~! Co się
stało, że aż prawie mdlejesz na widok Jasona??- Własny przyjaciel przeciwko
mnie. Chciałam mu powiedzieć o tym jak znalazłam się w ramionach Jasona, lecz
zostałam zaprowadzona do sali. Wszyscy tam zebrani patrzeli na nas z szokiem.
No chyba to pierwszy raz, gdy taki przystojniak przynosi na rękach dziewczynę
do sali lekcyjnej. Jason zaniósł mnie do mojej ławki i dopiero wtedy mnie
postawił.
-Dziękuję za
przyniesienie mnie do klasy, chociaż mogłam dojść sama.- Nie wiem dlaczego
dziękuję, bo się o to nie prosiłam.
-Nie ma za co Mari-chan.
Mogę to robić nawet codziennie.- Aż zdębiałam.
-Nie, nie trzeba.
Naprawdę. Jak coś to cię o to poproszę.- Musi mnie jeszcze bardziej
kompromitować i zawstydzać??
-Jak chcesz.- Uśmiechnął
się ostatni raz i usiadł w swojej ławce razem z Shunem. Przez całą lekcję
siedziałam ze spuszczoną głową.
Na jednej z przerw
postanowiłam iść na dach. Lubię tam pobyć sama ze sobą i rozmyślać. Siedziałam
na ziemi, oparta z tyłu rękoma.
-Medytujesz czy
rozmyślasz nad sensem życia??- Spytał mnie znajomy mi głos.
-I to, i to.-
Odpowiedziałam beznamiętnie. Jason usadowił się obok mnie i razem patrzeliśmy w
niebo.
-Podoba ci się szkoła??-
Spytałam po chwili. Najwidoczniej trochę zdziwiło go to pytanie, lecz po chwili
uśmiechnął się.
-Podoba.
-Pewnie to nie to samo co
we Francji??- Byłam trochę ciekawa.
-No na pewno się różnią
ale tu też jest fajnie. Lubię poznawać nowych ludzi, zwłaszcza tak piękne
dziewczyny jak ty.- Zaskoczył mnie, ale nie dałam po sobie tego poznać.
-Przecież jest wiele
innych pięknych dziewczyn w szkole. Na pewno któraś ci się podoba.- O nie.
Pewnie usłyszał moje zdenerwowanie w moim głosie.
-Mari-chan......- Proszę,
nie dobijaj mnie.-.....czy pójdziesz ze mną na randkę w tę sobotę??- Gdy
się spytał, podniosłam głowę i zobaczyłam, że przede mną klęczy.
-Co.....co ty robisz?!- Rumieniec
100%.
-Zapraszam cię na
randkę.- Zwykłe i proste stwierdzenie.
-Ale nie musisz aż
klęczeć przede mną.
-Wstanę jeśli się
zgodzisz.- A to szantażysta.
-No dobrze, pójdę z tobą
ale już wstań.- I tak zrobił, i przy okazji pomógł mi wstać.
-Więc widzimy się w
sobotę, na stacji o 11.- Powiedział i zaczął iść w stronę wyjścia. -Do
zobaczenia w sobotę Mariko.- Puścił oczko i wyszedł. A ja?? A ja stałam tam jak
kołek przetwarzając jego słowa. Ja...........o matko. IDĘ NA RANDKĘ Z
JASONEM! NAJWIĘKSZYM PRZYSTOJNIAKIEM W SZKOLE!! To mi się dosłownie w głowie nie
mieści. W co ja się ubiorę?? W co uczeszę?? Czy umalować się jakoś inaczej??
Spokojnie Megumi. Jest środa więc do soboty masz trochę czasu. Ach ten wredny
Jason....
Mój dzisiejszy dzień do
tej pory:
1.
Braciszek wstał
wcześniej i zrobił mi śniadanko ( Było pysia :p).
2.
Zaniosłem Mari-chan do
klasy.
3.
Zaprosiłem Mariko na
randkę i się zgodziła.
4.
Moja dusza skacze z
radości.
Czy życie nie jest
piękne? Po szkole Yuko chciała abym poszedł z nią do kawiarni. Powiedziałem, że
innym razem bo mam sprawę do załatwienia. Szedłem do domu prawie w podskokach.
Gdy przekroczyłem próg swojego domu nie witałem się, gdyż doskonale wiedziałem,
że oprócz mojego braciszka nikogo nie ma w domu. Poszedłem prosto do swojego
pokoju, domyślając się że tam go spotkam. Dziwiłem się, gdy go tam nie było. Wyszedł?
Przeszło mi przez głowę, lecz postanowiłem sprawdzić jeszcze jego pokój. I
zastałem go tam malującego jakiś obraz. W jednej ręce pędzel, w drugiej paleta
z farbami, w buzi również pędzel, związane włosy w kitkę, cały pomalowany od
farby. Wyglądał jak małe dziecko. Lecz słodko.
-Witaj Joni.- Słysząc
mnie oderwał się od malowania i spojrzał na mnie.
-Fitaj f dohmu.-
Zapomniał najwyraźniej, że ma pędzelek w buzi. Wyjął go i odłożył na bok.
-Witaj w domu Onii-san~.-
Powiedział już normalnie z uśmiechem.
-Potrzebuję twojej
pomocy.- Zdziwiona lecz zainteresowana minka malarza.- Pomożesz mi wybrać
ciuchy bo wybieram się w sobotę na randkę??- Zrobił wielkie oczy, pomrugał nimi
kilka razy i przechylił głowę w bok. Jednak zamienił ten wyraz twarzy w szczery
uśmiech.
-Więc ci się udało.
Pewnie, że ci pomogę. Ale pod kilkoma warunkami.- Stwierdził odkładając
przybory.
-Jakimi??- Zdziwiłem się,
gdyż wcześniej nie robił żadnych warunków.
-Po pierwsze, po powrocie
wszystko mi opowiadasz łącznie ze szczegółami, nawet gdy będziesz bardzo
zmęczony. Po drugie przed randką kupisz mi jakieś ciacho, najlepiej
czekoladowe. I po trzecie robisz mi za podusię przez najbliższe dwa tygodnie.-
Powiedział z dumą. Najpierw patrzyłem na niego w lekkim szoku. Potem zacząłem
śmiać się jak opętany.
-No dobrze, zgadzam się.
Chociaż i tak pewnie dłużej będę ci służył jako podusia.- Zaśmiałem się pod
nosem.
-No wiem, ale zasady mogę
postawić.- Stwierdził z złowieszczo słodką minka.
-Dobra, dobra. Ty idź się lepiej umyj a ja zrobię nam coś
do jedzenia.
-Zaczekaj.- Wstał z
krzesła, podbiegł do mnie i dał buziaka w policzek.- Dopełnienie przywitania.-
On chyba nigdy nie przestanie. Zabrałem mu gumkę z włosów i uciekłem do kuchni.
Już nie mogę się doczekać soboty.
No i mamy sobotę. Od rana
przeszukiwałam swoją szafę w poszukiwaniu jakichś fajnych ubrań. Nawet nie
usłyszałam, gdy mój brat wszedł do pokoju. Przez przypadek rzuciłam mu na głowę
kilka bluzek.
-Mari ale ja nie jestem
wieszakiem.- Aż podskoczyłam.
-Przepraszam. Nie wiem w
co się ubrać.- Powiedziałam wręcz z żalem. Dlaczego nagle nie mogę nic
dopasować??
-Jak chcesz mogę ci
pomóc. A gdzie się wybierasz, że nie wiesz w co się ubrać?
-Na.......na randkę.- Nie
wiem dlaczego się zawstydziłam tym faktem.
-To fajnie. Mam nadzieję,
że poznam później tego szczęściarza.- Szczery uśmieszek.- A teraz odsuń się bo
spóźnisz się na tą randkę, gdy będziesz tak rozrzucać te ciuchy po całym
pokoju.- Podszedł, odsunął mnie od szafy i zaczął szperać.
Właśnie, wcześniej wam
nie mówiłam, że mam brata. Ma na imię Isei. Jest on rok młodszy ode mnie. Mamy
ze sobą bardzo dobry kontakt. Za często nie ma go w domu, gdyż woli pojeździć
na desce. Uwielbia to. Zawsze jest pełen energii. Ciekawe co mi wybierze??
-Trzymaj.- Dał mi jasnofioletową
sukienkę ma ramiączkach sięgającą prawie do kolan, krótki czarny sweterek i
buty na koturnie.
-Jak chcesz mogę cię
jakoś uczesać.- Zawsze pomocny braciszek.
-Dzięki. Sama pewnie bym
jeszcze ślęczała w tej szafie. I tak, lepiej ty mnie uczesz bo ja mam wręcz
mętlik w głowie.- Taka prawda. Stresuję się tym cholernie.
-Spoczko. Więc weź
prysznic, ubierz się i mnie zawołaj.-
-Dobrze. I dziękuję.
-Nie ma za co siostra.
Trzeba sobie pomagać.- I jak tu nie lubić tego osobnika.
Mój braciszek chyba
rozpoczął swoje zasady. Dlaczego?? Bo przez niego zaspałem przez co
zwaliłem Jonathana z łóżka. Przynajmniej szybko się obudził.
-No wiesz ty co. Takich
pobudek to ja nie lubię.- Marudził masując sobie tyłek.
-Nie byłoby takiej
pobudki, gdybyś się tak we mnie nie wklejał i bym obudził się wcześniej i nie
zwalał z łóżka.- Prychnąłem trochę z pretensją, później lecz chichocząc z jego
niezadowolenia.
-No i jeszcze się ze mnie
śmiejesz. To jest szczyt wszystkiego. Powinienem się obrazić i ci nie pomagać.-
Rzekł oburzony.
-Ale??- Powiedziałem
ubierając podkoszulek.
-Ale jesteś moim
braciszkiem i ci pomogę. A teraz idź mi zrobić śniadanie, bo bez niego nic nie
zdziałam.- Wstał i zaczął iść do swojego pokoju z zamkniętymi oczami.
-Dobrze, tylko nie zaśnij
po drodze.- Usłyszałem tylko „Spoko” i ruszyłem do kuchni. Po śniadaniu,
wzięciu kąpieli i ogoleniu się wyszedłem z łazienki i usiadłem na łóżko
patrząc, jak mój braciszek szuka ciuchów w mojej szafie. Po chwili obrócił się
z nimi, podszedł do mnie i położył na łóżku ubrania. A były to: czarne jeansowe
spodnie trochę dopasowane., luźna fioletowa bluzka z nadrukiem, czarna
marynarka z rękawami ¾, białe trampki do kostki.
-Ubierz się to cię
jeszcze uczeszę i nie chcę słyszeć żadnego ale.- Powiedział i usiadł na
krześle. Tak też zrobiłem i dałem się w jego ręce. Włosy postawił trochę do
góry i w bok. Założył mi jeszcze nieśmiertelnik na szyję i już byłem gotowy.
Przejrzałem się w lustrze.
-Na ciebie zawsze mogę
liczyć.- Stwierdziłem do braciszka przytulając go i dając buziaka w policzek.
-Nie inaczej. To jeszcze
tylko jedna rzecz i możesz już iść.- Spojrzałem na niego ze zdziwioną miną. O
co może chodzić?
-Krew.- Aż otworzyłem
szeroko oczy. Byłbym zapomniał.
Zrobiłem swoje, dostałem
kopniaka i wyszedłem na umówione spotkanie.
To tyle na dziś :D Mam nadzieję, że się podoba i będziecie śledzić dalsze losy bohaterów i ładnie skomentujecie i mnie nie zabijecie za skończenie w takim miejscu ^.^
Bye bye~! :* #Kimie
No to blog założony, opowiadanie świetne, oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńrumieniec chyba dwieście procent, i tak niósł ją na rękach do sali, randka, randka, i tak szukanie ciuchów świetne...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej~! ^.^
UsuńCieszę się, że się podobało, a zwłaszcza z reakcji :3
Dziękuje ślicznie i również pozdrawiam ^w^
#Kimie
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniale, o tak randka, randka, i to szukanie ciuchów świetne... och niósł ją do sali pięknie...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńcudnie, randka... randka... i to szukanie ciuchów świetne...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza