wtorek, 19 sierpnia 2014

Twin blood- rozdział 4


Następnego dnia chciałam aby było jak zawsze, czyli szkoła, pogaduchy z dziewczynami o jakichś głupotach, dom i moje wygodne łóżko. Pierwszy punkt aktualny, gdyż jestem już w szkole. Drugi zaś - niezupełnie. Dlaczego?? Otóż podekscytowanie Yuko może powalić...
-Mari-chan~! Dzisiaj też idziemy do kawiarni.- Powiedziała na przywitanie Yuko.
-Hejo Mariko.- Przywitała mnie Megumi.
-Hej~. Przecież wczoraj byliśmy, to dlaczego dzisiaj znowu??- Zdziwiło mnie to trochę. Lubię chodzić do kawiarni ale nie tak często.
-Idziemy, zapraszamy jeszcze Jasona i ponownie będzie cię karmił truskawką! Iiiii~! To było takie kawaii~!.- Powiedziała cała rozmarzona tym wczorajszy gestem. Aż poczułam rumieniec na twarzy.
-Hej Mariko, Megumi, Yuko.- Przywitał nas Jason z uśmiechem. Nawet go nie zauważyłam, gdy się do nas zbliżył więc się trochę przestraszyłam.
-Nie bój się Mari-chan. Nic ci nie zrobię. Jedynie, że zamarłaś i nie jesteś w stanie iść na lekcje to cię zaniosę na rękach.- Patrzałam na niego z szokiem w oczach.
-Tak~! Zrób to Jason-san.- Dopingowała go Yuko a Megi śmiała się pod nosem. Nagle straciłam grunt pod nogami. Zanim się ocknęłam z szoku byłam niesiona jak księżniczka przez niego.
-Puść mnie! Potrafię sama chodzić.- Co on sobie myśli?! Chyba cała szkoła się na nas patrzyła.
-Wiem to ale, że nie odpowiadałaś na moje pytanie, to teraz niosę cię na lekcję.- Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. No i znowu ten cholerny rumieniec. Pod salą był Shunsuke który się zdziwił, że Jason mnie niesie. Po chwili się przeraził.
-Coś się stało Mari-chan, że ją niesiesz Jason-kun?!- Widać zmartwił się o mnie. Już chciałam odpowiedzieć, że nic się nie stało lecz Jason mnie uprzedził zaskakującą odpowiedzią.
-Nogi się pod nią ugięły, gdy mnie zobaczyła.- On się uśmiecha, ja nie mogę nic powiedzieć bo aż mnie zatkało a Shun najpierw z zaskoczeniem a potem ze śmiechem na ustach.
-Ne, Mari-chan~! Co się stało, że aż prawie mdlejesz na widok Jasona??- Własny przyjaciel przeciwko mnie. Chciałam mu powiedzieć o tym jak znalazłam się w ramionach Jasona, lecz zostałam zaprowadzona do sali. Wszyscy tam zebrani patrzeli na nas z szokiem. No chyba to pierwszy raz, gdy taki przystojniak przynosi na rękach dziewczynę do sali lekcyjnej. Jason zaniósł mnie do mojej ławki i dopiero wtedy mnie postawił.
-Dziękuję za przyniesienie mnie do klasy, chociaż mogłam dojść sama.- Nie wiem dlaczego dziękuję, bo się o to nie prosiłam.
-Nie ma za co Mari-chan. Mogę to robić nawet codziennie.- Aż zdębiałam.
-Nie, nie trzeba. Naprawdę. Jak coś to cię o to poproszę.- Musi mnie jeszcze bardziej kompromitować i zawstydzać??
-Jak chcesz.- Uśmiechnął się ostatni raz i usiadł w swojej ławce razem z Shunem. Przez całą lekcję siedziałam ze spuszczoną głową.

Na jednej z przerw postanowiłam iść na dach. Lubię tam pobyć sama ze sobą i rozmyślać. Siedziałam na ziemi, oparta z tyłu rękoma.
-Medytujesz czy rozmyślasz nad sensem życia??- Spytał mnie znajomy mi głos.
-I to, i to.- Odpowiedziałam beznamiętnie. Jason usadowił się obok mnie i razem patrzeliśmy w niebo.
-Podoba ci się szkoła??- Spytałam po chwili. Najwidoczniej trochę zdziwiło go to pytanie, lecz po chwili uśmiechnął się.
-Podoba.
-Pewnie to nie to samo co we Francji??- Byłam trochę ciekawa.
-No na pewno się różnią ale tu też jest fajnie. Lubię poznawać nowych ludzi, zwłaszcza tak piękne dziewczyny jak ty.- Zaskoczył mnie, ale nie dałam po sobie tego poznać.
-Przecież jest wiele innych pięknych dziewczyn w szkole. Na pewno któraś ci się podoba.- O nie. Pewnie usłyszał moje zdenerwowanie w moim głosie.
-Mari-chan......- Proszę, nie dobijaj mnie.-.....czy pójdziesz ze mną na randkę w tę sobotę??- Gdy się spytał, podniosłam głowę i zobaczyłam, że przede mną klęczy.
-Co.....co ty robisz?!- Rumieniec 100%.
-Zapraszam cię na randkę.- Zwykłe i proste stwierdzenie.
-Ale nie musisz aż klęczeć przede mną.
-Wstanę jeśli się zgodzisz.- A to szantażysta.
-No dobrze, pójdę z tobą ale już wstań.- I tak zrobił, i przy okazji  pomógł mi wstać.
-Więc widzimy się w sobotę, na stacji o 11.- Powiedział i zaczął iść w stronę wyjścia. -Do zobaczenia w sobotę Mariko.- Puścił oczko i wyszedł. A ja?? A ja stałam tam jak kołek przetwarzając jego słowa. Ja...........o matko. IDĘ NA RANDKĘ Z JASONEM! NAJWIĘKSZYM PRZYSTOJNIAKIEM W SZKOLE!! To mi się dosłownie w głowie nie mieści. W co ja się ubiorę?? W co uczeszę?? Czy umalować się jakoś inaczej?? Spokojnie Megumi. Jest środa więc do soboty masz trochę czasu. Ach ten wredny Jason....


Mój dzisiejszy dzień do tej pory:
1.    Braciszek wstał wcześniej i zrobił mi śniadanko ( Było pysia :p).
2.    Zaniosłem Mari-chan do klasy.
3.    Zaprosiłem Mariko na randkę i się zgodziła.
4.    Moja dusza skacze z radości.
Czy życie nie jest piękne? Po szkole Yuko chciała abym poszedł z nią do kawiarni. Powiedziałem, że innym razem bo mam sprawę do załatwienia. Szedłem do domu prawie w podskokach. Gdy przekroczyłem próg swojego domu nie witałem się, gdyż doskonale wiedziałem, że oprócz mojego braciszka nikogo nie ma w domu. Poszedłem prosto do swojego pokoju, domyślając się że tam go spotkam. Dziwiłem się, gdy go tam nie było. Wyszedł? Przeszło mi przez głowę, lecz postanowiłem sprawdzić jeszcze jego pokój. I zastałem go tam malującego jakiś obraz. W jednej ręce pędzel, w drugiej paleta z farbami, w buzi również pędzel, związane włosy w kitkę, cały pomalowany od farby. Wyglądał jak małe dziecko. Lecz słodko.
-Witaj Joni.- Słysząc mnie oderwał się od malowania i spojrzał na mnie.
-Fitaj f dohmu.- Zapomniał najwyraźniej, że ma pędzelek w buzi. Wyjął go i odłożył na bok.
-Witaj w domu Onii-san~.- Powiedział już normalnie z uśmiechem.
-Potrzebuję twojej pomocy.- Zdziwiona lecz zainteresowana minka malarza.- Pomożesz mi wybrać ciuchy bo wybieram się w sobotę na randkę??- Zrobił wielkie oczy, pomrugał nimi kilka razy i przechylił głowę w bok. Jednak zamienił ten wyraz twarzy w szczery uśmiech.
-Więc ci się udało. Pewnie, że ci pomogę. Ale pod kilkoma warunkami.- Stwierdził odkładając przybory.
-Jakimi??- Zdziwiłem się, gdyż wcześniej nie robił żadnych warunków.
-Po pierwsze, po powrocie wszystko mi opowiadasz łącznie ze szczegółami, nawet gdy będziesz bardzo zmęczony. Po drugie przed randką kupisz mi jakieś ciacho, najlepiej czekoladowe. I po trzecie robisz mi za podusię przez najbliższe dwa tygodnie.- Powiedział z dumą. Najpierw patrzyłem na niego w lekkim szoku. Potem zacząłem śmiać się jak opętany.
-No dobrze, zgadzam się. Chociaż i tak pewnie dłużej będę ci służył jako podusia.- Zaśmiałem się pod nosem.
-No wiem, ale zasady mogę postawić.- Stwierdził z złowieszczo słodką minka.
-Dobra, dobra.  Ty idź się lepiej umyj a ja zrobię nam coś do jedzenia.
-Zaczekaj.- Wstał z krzesła, podbiegł do mnie i dał buziaka w policzek.- Dopełnienie przywitania.- On chyba nigdy nie przestanie. Zabrałem mu gumkę z włosów i uciekłem do kuchni. Już nie mogę się doczekać soboty.


No i mamy sobotę. Od rana przeszukiwałam swoją szafę w poszukiwaniu jakichś fajnych ubrań. Nawet nie usłyszałam, gdy mój brat wszedł do pokoju. Przez przypadek rzuciłam mu na głowę kilka bluzek.
-Mari ale ja nie jestem wieszakiem.- Aż podskoczyłam.
-Przepraszam. Nie wiem w co się ubrać.- Powiedziałam wręcz z żalem. Dlaczego nagle nie mogę nic dopasować??
-Jak chcesz mogę ci pomóc. A gdzie się wybierasz, że nie wiesz w co się ubrać?
-Na.......na randkę.- Nie wiem dlaczego się zawstydziłam tym faktem.
-To fajnie. Mam nadzieję, że poznam później tego szczęściarza.- Szczery uśmieszek.- A teraz odsuń się bo spóźnisz się na tą randkę, gdy będziesz tak rozrzucać te ciuchy po całym pokoju.- Podszedł, odsunął mnie od szafy i zaczął szperać.
Właśnie, wcześniej wam nie mówiłam, że mam brata. Ma na imię Isei. Jest on rok młodszy ode mnie. Mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Za często nie ma go w domu, gdyż woli pojeździć na desce. Uwielbia to. Zawsze jest pełen energii. Ciekawe co mi wybierze??
-Trzymaj.- Dał mi jasnofioletową sukienkę ma ramiączkach sięgającą prawie do kolan, krótki czarny sweterek i buty na koturnie.
-Jak chcesz mogę cię jakoś uczesać.- Zawsze pomocny braciszek.
-Dzięki. Sama pewnie bym jeszcze ślęczała w tej szafie. I tak, lepiej ty mnie uczesz bo ja mam wręcz mętlik w głowie.- Taka prawda. Stresuję się tym cholernie.
-Spoczko. Więc weź prysznic, ubierz się i mnie zawołaj.-
-Dobrze. I dziękuję.
-Nie ma za co siostra. Trzeba sobie pomagać.- I jak tu nie lubić tego osobnika.


Mój braciszek chyba rozpoczął swoje zasady. Dlaczego?? Bo przez niego zaspałem przez co zwaliłem Jonathana z łóżka. Przynajmniej szybko się obudził.
-No wiesz ty co. Takich pobudek to ja nie lubię.- Marudził masując sobie tyłek.
-Nie byłoby takiej pobudki, gdybyś się tak we mnie nie wklejał i bym obudził się wcześniej i nie zwalał z łóżka.- Prychnąłem trochę z pretensją, później lecz chichocząc z jego niezadowolenia.
-No i jeszcze się ze mnie śmiejesz. To jest szczyt wszystkiego. Powinienem się obrazić i ci nie pomagać.- Rzekł oburzony.
-Ale??- Powiedziałem ubierając podkoszulek.
-Ale jesteś moim braciszkiem i ci pomogę. A teraz idź mi zrobić śniadanie, bo bez niego nic nie zdziałam.- Wstał i zaczął iść do swojego pokoju z zamkniętymi oczami.
-Dobrze, tylko nie zaśnij po drodze.- Usłyszałem tylko „Spoko” i ruszyłem do kuchni. Po śniadaniu, wzięciu kąpieli i ogoleniu się wyszedłem z łazienki i usiadłem na łóżko patrząc, jak mój braciszek szuka ciuchów w mojej szafie. Po chwili obrócił się z nimi, podszedł do mnie i położył na łóżku ubrania. A były to: czarne jeansowe spodnie trochę dopasowane., luźna fioletowa bluzka z nadrukiem, czarna marynarka z rękawami ¾, białe trampki do kostki.
-Ubierz się to cię jeszcze uczeszę i nie chcę słyszeć żadnego ale.- Powiedział i usiadł na krześle. Tak też zrobiłem i dałem się w jego ręce. Włosy postawił trochę do góry i w bok. Założył mi jeszcze nieśmiertelnik na szyję i już byłem gotowy. Przejrzałem się w lustrze.
-Na ciebie zawsze mogę liczyć.- Stwierdziłem do braciszka przytulając go i dając buziaka w policzek.
-Nie inaczej. To jeszcze tylko jedna rzecz i możesz już iść.- Spojrzałem na niego ze zdziwioną miną. O co może chodzić?
-Krew.- Aż otworzyłem szeroko oczy. Byłbym zapomniał.
Zrobiłem swoje, dostałem kopniaka i wyszedłem na umówione spotkanie.


To tyle na dziś :D Mam nadzieję, że się podoba i będziecie śledzić dalsze losy bohaterów i ładnie skomentujecie i mnie nie zabijecie za skończenie w takim miejscu ^.^
Bye bye~! :* #Kimie

5 komentarzy:

  1. No to blog założony, opowiadanie świetne, oby tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    rumieniec chyba dwieście procent, i tak niósł ją na rękach do sali, randka, randka, i tak szukanie ciuchów świetne...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej~! ^.^
      Cieszę się, że się podobało, a zwłaszcza z reakcji :3
      Dziękuje ślicznie i również pozdrawiam ^w^
      #Kimie

      Usuń
  3. Hej,
    wspaniale, o tak randka, randka, i to szukanie ciuchów świetne... och niósł ją do sali pięknie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejeczka,
    cudnie, randka... randka... i to szukanie ciuchów świetne...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń