Słońce leniwie wschodzi
nad Yokohamą. Promienie wpadają do pokoju jednej z niewielu domów dzielnicy w
Japonii oświecając twarz chłopaka. On marszczy tylko nos i zasłania twarz
poduszką. To dziś ponownie idzie do szkoły.
Uhhhh.....dlaczego to już
dzisiaj?? Dlaczego nie za tydzień abym mógł jeszcze pospać?? Ciekawe czy coś by
się stało gdybym dzisiaj się nie zjawił??! Pewnie tak....chociaż szybciej
zostałbym wymuszony pójść tam przez rodziców. Ehh, no nic.
Mam na imię Jason
Jaucourt (żokur) Kamachi, 17 lat, blond włosy, niebieskie paczadełka, szczupła,
wysportowana sylwetka. Niedawno przeprowadziłem się z Francji. Dziś ponownie
idę do szkoły. Byłbym na to pozytywniej nastawiony, gdybym się wyspał ale nie
było mi to dane przez jedna osobę, która aktualnie była do mnie przytulona jak
rzep i słodko spała...
-Ejjjj....rusz się bo nie
chcę się jednak dzisiaj spóźnić.- Powiedziałem do przylepy. Poczułem jak
przytula się bardziej i powoli się wybudza.
-Jeszcze 5 minut....albo
godzin.- Chciałbym hehe.
-Żadne 5 minut. Jak
chcesz to możesz jeszcze pójść spać ale beze mnie.- Uśmiechnąłem się na jego
pomruki niezadowolenia.
W końcu jego ślepka
otworzyły się i spojrzały półprzymknięte na mnie.
-A może dzisiaj nie
pójdziesz tylko jutro i porobisz mi jeszcze za podusię??- Powiedział i spojrzał
na mnie maślanymi oczkami.
-Gdybym tak zrobił to byś
jutro to samo powiedział.-Zaśmiałem się cicho przeczesując jego włosy.
-Łeee....dlaczego ty tak
dobrze mnie znasz??- spytał z wyrzutem.
-Bo jestem twoim bratem
na dodatek bliźniakiem i wiem o tobie wszystko Joni(dżoni :p).- Powiedziałem
uśmiechając się szeroko dając braciszkowi pstryczka w nos.
Tak, ta przylepa co
lubi robić sobie ze mnie poduszkę to Jonathan, mój młodszy o 10 minut brat
bliźniak. On jeszcze nie idzie do szkoły, bo jest jeszcze trochę chory. Jak
wygląda?? Tak samo jak ja więc dość często ciężko nas rozróżnić. Ale nie
przeszkadza to nam. Wręcz przeciwnie. Dobrze się przy tym bawimy, dlatego
często ubieramy się tak samo itp.
Odkleiłem swojego
braciszka od siebie i wstałem z łóżka przy akompaniamencie rozżalonego jęku.
Wyjmując ubrania z szafy zauważyłem jak mój brat zmienia się w kokon.
-Zimno ci??- spytałem
rozbawiony.
-Tak, bo moje źródło
ciepła woli iść do szkoły niż zostać ze mną. Najwidoczniej już mnie nie kocha.-
powiedział z żalem w głosie.
Podszedłem do niego,
usiadłem obok i przytuliłem tego kokona.
-Głupol z ciebie.
Przecież dobrze wiesz, że osobą, którą najmocniej na świecie kocham jesteś Ty
mój braciszku.- Powiedziałem mu to do ucha, całując go potem w czoło. Kokon się
rozwinął i ukazał się mój braciszek w mojej koszulce i bokserkach w serduszka.
Spojrzał na mnie, by po chwili rzucić mi się na szyję.
-Ja też ciebie kochaaam
Onii-chan~!- Powiedział, wręcz wyśpiewując te słowa. Dostałem jeszcze buziaka w
policzek, potem udając się do łazienki aby nie wyglądać pierwszego dnia w nowej
szkole jak zombie.
Nie dziwcie się tak na
nasze zachowanie. Mnie i Jonathana nikt nie rozdzieli. Zawsze byliśmy, jesteśmy
i będziemy razem. To się nigdy nie zmieni. A czułostki nikomu od czasu do czasu
nie zaszkodzą :D.
Przed wyjściem z domu
dostałem kopniaka na szczęście od braciszka. W szkole musiałem zjawić się
wcześniej aby omówić jeszcze kilka spraw z dyrektorem. Pan dyrektor wszystko mi
objaśnił, dał jeszcze mapę szkoły i kluczyk do szafki na buty. Potem do
gabinetu przyszła moja nowa wychowawczyni. Równo z dzwonkiem poszedłem z nią na
lekcje, bo pierwsza była biologia której uczyła. Kazała mi chwilę poczekać
przed salą. Po chwili usłyszałem pozwolenie na wejście. Wziąłem głęboki oddech
i wszedłem do sali. Przywitało mnie wzdychanie dziewczyn. Heh, nie
wiedziałem, że jestem taki przystojny ;p. Zacząłem rozglądać się po klasie.
Ładna, ładna, ładna, fajna czapka, ładna, ładna, o ale fajne czerwone
włoski(tak chodzi o Shunsuke J), ładna, ład....na. Mój wzrok zatrzymał się na
pięknej nieznajomej. Miała ona średniej długości brązowe włosy i te
oczy...różowe. Przypominały mi kolor kwiatów kwitnących wiśni na wiosnę. Dlatego
jest to moja ulubiona pora roku. Nasze oczy zetknęły się ze sobą. Patrzeliśmy
się na siebie przez chwilę. Uśmiechnąłem się do niej. Widać przez to się zmieszała.
Czy to był rumieniec??
-Może się przywitasz!?-
Zachęciła mnie pani Kanegawa. No nic. Przedstawienie czas zacząć.
-Hej, nazywam się Jason
Kamachi. Miło mi was poznać.- Ukłoniłem się lekko po czym uśmiechnąłem.
Dziewczyny aż zapiszczały z zachwytu. A niektórym chłopakom szczęka opadła. Czy
oni nigdy człowieka nie widzieli na oczy??
-Dobrze, uspokójcie się.
Miło mi cię poznać Jason. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzujesz. A teraz
usiądź koło...-chwila zastanowienia-...o!, koło Shunsuke-kuna.- Wskazała mi
miejsce koło chłopaka z fajnymi czerwonymi włosami. Podziękowałem skinieniem głowy i ruszyłem w stronę ławki. Widziałem
jak dziewczyny patrzą się na mnie z zachwytem na co aż się uśmiechnąłem.
Usiadłem na swoje miejsce i uśmiechnąłem się do mojego kolegi z ławki. On
również chwilę patrzył się na mnie z otwartą buzią lecz ocknął się po chwili i
uśmiechnął najszerzej jak tylko mógł. Lekcję pierwszą czas zacząć.
Podczas lekcji wzrok
wszystkich dziewczyn był zwrócony na mnie. Przez to pani Kanegawa musiała je
upominać. Ja tylko uśmiechałem się na to co potęgowało pisk dziewczyn. Czasami(
wręcz dość często) spoglądałem na piękną nieznajomą. Widziałem jak kątem
oka spogląda na mnie. Dlaczego nie mogła na mnie spojrzeć normalnie abym
mógł napatrzeć się w jej różowiutkie oczęta?? Achh...może później mi się uda.
Inne lekcje przebiegały podobnie, czyli piski dziewcząt i upominanie
nauczycieli. Nawet na przerwie nie miałem spokoju. Widziałem, jak inni chłopacy
patrzą na mnie bykiem. Ja tylko się do nich uśmiechałem i puszczałem oczko co
wywoływało u nich niezłe zdziwienie. Chciałem pogadać z Shunsuke-kunem, ale
gromadka piszczałek nie odstępowała mnie na krok, a wolałem z nim pogadać na
osobności. Na jednej z przerw, gdy przechadzałem się po boisku zdarzyło się
coś.....dziwnego?! Otóż w pewnym momencie damy, które towarzyszyły mi podczas
spacerku zatrzymały się i cofnęły o kilka kroków. O co chodzi??
Zauważyłem jak w moją stronę zbliża się jakaś dziewczyna. Różowe włosy( wolę
różowe oczka ;p), niebieskie oczy, smukła sylwetka, duże piersi. Wyglądała
dla mnie jak......lalka Barbie. Podeszła do mnie seksownym krokiem i
uśmiechnęła delikatnie.
-Hej, to ty jesteś Jason,
co nie?? Nazywam się Umeko Amaya. Miło mi cię poznać.- Przedstawiając się
ukłoniła się lekko i puściła mi oczko.
-Hej, dzięki. Ciebie
również miło poznać.- No co?? Trzeba czasami zachować się kulturalnie.
-Nie przyszłam tu z byle
powodu.- Hee??- Mam za zadanie oprowadzić cię po szkole.- W jej głosi
wyczułem jakąś intrygę.
-Jeśli tak to dobrze.
Prowadź.- No co?? Jestem ciekaw co knuje.
-Więc chodź.- Uśmiechnęła
się i wzięła mnie pod rękę. Moja gromadka nie poszła za nami. A szkoda. Mimo to
fajnie było z nimi pochodzić po szkole i pogadać. Umeko leniwie oprowadzała
mnie po szkole, nie puszczając mnie na krok. Zazwyczaj mówiła, jakie lekcje są
w danej sali. Więcej opowiadała o sobie niż o szkole. Końcowym etapem naszej
wędrówki były trybuny w sali gimnastycznej. Usiadłem trochę zmęczony, gdyż
oprowadzenie mnie przez nią po szkole zajęło 3 godziny. Nagle Umeko usiadła mi rozkraczona na kolanach. Co
ona wyprawia?? Szepnęła mi do ucha „Podobasz mi się”. Nie dziwię się jej,
bo już pewnie kilka dziewczyn się we mnie zakochało.
-Nie jesteś pierwsza i
jedyna.- Bo taka jest oczywista oczywistość.
-Ale ja jako jedyna będę
twoją dziewczyną Skarbie. Już od teraz.- Szepnęła mi do ucha po czym zaczęła
całować mnie po policzku. Gdy chciała pocałować mnie w usta odepchnąłem ją od
siebie.
-Co jest?? Nie podoba ci
się??- Zapytała zdezorientowana.
-Tak. Bo ja nie zostanę
twoim chłopakiem, ponieważ nie lubię cię. A teraz z łaski swojej zejdź ze mnie,
bo chcę już wrócić do domu i spalić ciuchy, gdyż aż mi rzygać się chce od
twoich perfum.- No co za dziewucha. Ja nie dam sobą tak łatwo pogrywać.
Patrzała na mnie zszokowana. Prawdopodobnie powoli do niej dociera potok moich
słów. Zamrugała po jakichś dwóch
minutach, jakby obudziła się z transu.
-Że co??- Ona naprawdę
jest wolno myśląca.
-Że to. Złaź ze mnie i
daj mi spokój. Szybciej wolałbym umrzeć niż chodzić z Tobą.- Na te słowa
zaczęła szybciej mrugać. Nie chcąc czekać wieczności na jej reakcję podniosłem
ją i usadowiłem na ławce. Sam wstałem, rozprostowałem obolałe kości i ruszyłem
w stronę wyjścia. Umeko nic więcej już nie powiedziała. Najwyraźniej zszokowały
ją moje słowa. Ale to była czysta prawda. Nie jestem typem faceta, który
spotyka się z byle którą itd. Ech...to trochę męczące. Jest już późno więc
lekcje się skończyły. Przez tą lalunię nie ujrzałem już dzisiaj pięknej
nieznajomej. Jutro chyba zamienię się w śledczego aby móc popatrzeć na jej
oczka. Hehehe...
Po drodze do domu
wstąpiłem do cukierni. Chyba brakuje mi cukru. Wszedłem do domu, plecak
rzuciłem w kąt, przywitałem się krótkim wróciłem i poszedłem do swojego pokoju.
Ciekawe co robi Jonathan??
-Wróciłem!- Obwieściłem
wchodząc do pokoju z myślą zastania tam mojego braciszka, którego o dziwo tam
nie było. Dziwne.....od przyjazdu wręcz się z niego nie ruszał. Podszedłem do
łóżka i już chciałem zdjąć marynarkę lecz straciłem równowagę. Pewnie się
dziwicie jak można stracić równowagę zdejmując marynarkę?? To proste.
Wystarczy, że taka małpka o imieniu Jonathan się na was rzuci. Pod wpływem
skoku runęliśmy na łóżko.
-Jaaasoon~!- Wydarł się
wręcz wprost do mojego ucha.- Witaj w domu braciszku~!.- Powiedział, cmoknął
mnie w policzek i przytulił mocniej.
-Więc w końcu się
pojawiłeś brzydalu.- Na te słowa zrobił obrażoną minkę i zaczął mi wpychać
palce między żebra.
-No wiesz ty co?! Ja cię
tu pięknie witam a ty nazywasz mnie brzydalem!?! FOCH~!. Wręcz krzyknął
odklejając się ode mnie i odsuwając zadarł nos do góry. Podniosłem się do siadu
śmiejąc się z jego reakcji.
-O nie!! Mój braciszek
się na mnie obraził! A ja przyniosłem dla niego ciastko z truskawkami ale
najwidoczniej będę je musiał zjeść sam.- Powiedziawszy to wyciągnąłem z plecaka
słodkość. Na te słowa Joni(dżoni) otworzył szeroko oczy, spojrzał czy nie
blefuję by po chwili ponownie się na mnie rzucić. Ze śmiechem dałem
łakomczuchowi ciastko. Zaczął je jeść od razu palcami, bo po co fatygować się
po łyżkę.
-Proszę bardzo! A i
dziękuje za miłe powitanie kochany braciszku~!.- Powiedziałem i cmoknąłem go w
czółko. Za to w nagrodę poczęstował mnie ciastkiem. Było pyyycha zwłaszcza,
że zostałem nim nakarmiony. Potem -będąc jeszcze w mundurku
szkolnym- zjadłem kolację, wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka. Ten dzień
był naprawdę wyczerpujący. Po chwili dołączyła się do mnie przylepa, kładąc mi
się na brzuchu, przyglądając. Po jakichś 10 minutach jego twarz zawisła nad
moją.
-Coś się stało?? Jesteś
jakiś nieobecny. Opowiedz mi wszystko, co się dzisiaj zdarzyło od A do Z.-
Powiedział siadając mi między nogami. I to się nazywa brat. Zawsze zauważy, gdy
coś mnie trapi. Podniosłem się do siadu i zacząłem opowiadać. Uśmiechnął się,
gdy powiedziałem o różowych oczach pięknej nieznajomej.
-Oj, braciszku przez
ciebie staję się zazdrosny. Gdy słyszę jak ta piękność zawróciła ci w głowie
jednym spojrzeniem.- Uśmiechnął się szeroko.- Ale cieszę się z twojego szczęścia.
Lecz chyba się z tobą pokłócę o te oczy, bo i tak uważam, że twoje
krwistoczerwone są bardziej pociągające.- Powiedziawszy to, moje oczy właśnie
się takie zrobiły.
Przysunął się do mnie
siadając mi na biodrach.
-Napij się.- szepnął mi
do ucha. I tak też zrobiłem. Wgryzłem się w jego szyję. Najwidoczniej nie
brakowało mi cukru lecz krwi. Odczepiłem się od niego zlizując ranki, które po chwili
się zagoiły. Spojrzałem mu prosto w oczy, które aktualnie były tego samego
koloru co moje - czerwieni. Pocałowałem go w nos i opadłem wraz z nim na łóżko.
Jak zwykle mój braciszek zrobił sobie ze mnie poduszkę, wtulając się w mój
tors. Zmęczenie wzięło górę, gdyż natychmiast zasnąłem.
To nie są żarty z
ugryzieniem i czerwonymi oczami. Tak, to prawda. Ja i mój braciszek jesteśmy
wampirami. Mało kto o tym fakcie wie. Nikt nas nawet o to nie podejrzewa, gdyż
zachowujemy się jak normalni ludzie. I nie musimy tego udawać. Różnimy się od
normalnych istot tym, że pijemy krew i długo żyjemy. I nie jesteśmy jedynymi w
tym mieście. Jest nas o wiele więcej. I nie tylko wampirów....
No i mamy kolejny dzień.
Rano omal nie skorzystałem z propozycji braciszka aby zostać w domu i
poleniuchować. Lecz przypomniałem sobie o różowych oczętach i ruszyłem swoje
cztery litery z ciepłego łóżeczka. Szedłem sobie spokojnie po placu szkoły, gdy
zobaczyłem, że Umeko idzie w moją stronę. Ustałem, gdyż byłem ciekawy co chce
mi powiedzieć. Może mnie przeprosi za swoje wczorajsze zachowanie??
Jednak grubo się myliłem...
-Cześć Skarbie.-
Powiedziała dźwięcznym głosem. Jakie Skarbie ja się pytam!?!! Chciała
mnie najwidoczniej pocałować w policzek, lecz nie pozwoliłem jej na to robiąc krok
w tył. Inni uczniowie przystali i zaczęli przyglądać się zaistniałej scenie.
-No co jest Skarbie?? Nie
chcesz się przywitać ze swoją dziewczyną??.- Spytała z lekko urażoną miną.
Najwidoczniej moje słowa nie dotarły do jej małego mózgu.
-Nie.- Powiedziałem z
obojętnością, by się na nią nie wydrzeć. Stała i patrzała na mnie ze
zdziwieniem.
-A-Ale dlaczego?? –
Powiedziała Umeko ze zdziwioną miną.
-Bo po pierwsze nie
jesteś moją dziewczyną a po drugie, nawet cię nie lubię. Więc jeśli możesz
zejdź mi z drogi bo chcę iść na lekcje. A, i nie rozpowiadaj plotek, że
chodzimy ze sobą. Przecież wczoraj powiedziałem ci, że nie zostanę twoim
chłopakiem.- Jak ta dziewucha mnie wkurza. Co ona sobie myśli?? Że może mieć
każdego chłopaka na pstryknięcie palcem?!! Zacząłem iść w stronę szkoły.
Znudziła mnie już ta sytuacja. Przez nią popsuł mi się humor.
Umeko po chwili odwróciła
się w moją stronę.
-Ale z ciebie żartowniś!
Haha! Naprawdę, masz poczucie humoru Kochanie.- Uhhhh!!! Przystanąłem i
obróciłem się w jej stronę z chłodnym spojrzeniem.
-Ile razy mam powtarzać,
że nie jesteśmy parą aby trafiło to do twojego małego mózgu?!!- Humor minus
99% w dół.
-I nie nazywaj mnie swoim
Kochaniem, bo to słowo jest zarezerwowane dla kogoś innego.- Rzuciłem na
odchodnym.
Widziałem jak wszystkim
opada szczęka na moje słowa. Najwidoczniej jestem pierwszym facetem, który nie
chce chodzić z Umeko. I nie żałuję. Jak dla mnie ona pozostanie lalką Barbie.
Spojrzałem się do tyłu i wręcz ustałem widząc moją piękną nieznajomą. No
co?? Chociaż ciekaw jestem jak ma na imię. Mam nadzieje, że będę mógł z nią
porozmawiać sam na sam. Spojrzała na mnie. Tak samo jak wczoraj. Mimo, że
miała na sobie mundurek taki sam jak inne dziewczyny, wyglądała przepięknie.
Uśmiechnąłem się do niej i puściłem oczko. Widać zaskoczyłem ją tym. Ale teraz
wiem, że nie mam zwidów iż ten rumieniec było widać nawet stąd. Ochhh......Jak
ona przesłodko i przeuroczo wygląda, gdy się rumieni. Muszę pamiętać, aby wziąć
od Shunsuke notatki, gdyż musze przepisać te stare tematy jak i te dzisiejsze.
Coś czuję, że nie spuszczę z niej oka na sekundę. Heh....ciekawe co wyjdzie
z tej znajomości??
Fajnie, że napisałaś też z perspektywy Jasona (tak mu było?). Dobry rozdział.
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńjak widzisz zaczęłam powoli czytać... no trochę mi to zajmie, ale najważniejsze, że zzaczęłam... miło mi, że na poprzedni k mentarz odpisałaś, dobrze było przeczytać jak to on to wszystko widział, no i wyjaśniło się czemu nie było w szkole jego brata bliźniaka, coraz bardziej mi się ta historia podoba... wampiry :)
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejo~! ^.^
UsuńWidzę, widzę i bardzo mnie to cieszy ^.^
Cieszę się, że coraz bardziej ci się podoba :)
Wpadaj częściej, bo trochę już tego jest :p
Dziękuje ślicznie za wenę~! :*
Również pozdrawiam i życzę miłego czytania :3
#Kimie
Hej,
OdpowiedzUsuńcoraz bardziej mi się ta historia podoba... wampiry moje ulubione klimaty :) no i wyjaśniło się czemu nie było w szkole jego brata bliźniaka...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, no i wyjaśniło się czemu nie było w szkole jego brata bliźniaka...
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza