czwartek, 27 listopada 2014

Urodzinowo z Twin Blood po raz drugi ^.^

Ohayo~! ^.^
No więc dzisiaj mamy urodziny naszej małej Emiko :* Z tej okazji wstawiam urodzinowego one-shota :p
I oczywiście Wszystkiego Najlepszego dla dzisiejszych jubilatów i weekendowych :D
Z tej okazji możecie napisać w komentarzu co byście chcieli np. one shota z kimś lub jakiś spam ;)
Miłego czytania -.o
#Kimie     #LovelyxAsuna


Nowy dzień powoli budził się w górach. Gęsta mgła unosiła się między górami i pagórkami. Szron otulał rośliny tworząc piękny widok. Lekki wiaterek kołysał drzewa. W jednej z doli, na której wznosiły się piękne drewniane chaty, panowała głucha cisza. Wszystkie osoby tam mieszkające spały smacznie lecz jedna z nich właśnie się budziła. Mała, rudowłosa dziewczynka przytuliła się bardziej do mięciutkiej poduszki, otwierając oczy. Podniosła się do siadu, rozglądając się po pokoju. Czując chłód ponownie skryła się pod grubą kołdrą. Usłyszała kroki, zbliżające się do niej. Do pokoju wszedł białowłosy chłopak. Spojrzał się na nią swoimi złotymi oczami i uśmiechnął ciepło. Podszedł i usiadł na łóżku. Dziewczynka wykorzystała to siadając mu na kolanach i wtulając się w niego. Chłopak uśmiechnął się szerzej na jej zachowanie i objął to drobniutkie ciałko. Czując, że drży przykrył a kocem.
-Jak się spało?- Spytał łagodnym głosem.
-Dobrze. Tylko teraz jest bardzo zimno.- Wymamrotała. Swoje łapki włożyła pod jego kamizelkę, policzek kładąc na jego ramieniu.
-Jak się ubierzesz i zjesz ciepłe śniadanie to się rozgrzejesz. Plus jest bardzo wcześnie, więc tak już jest. Mówiąc drapał ja po plecach.
-Brrr. Wolę, gdy jest cieplutko.- Marudziła.
-Na ciepłe dni musisz poczekać. A teraz....- Podniósł ją tak aby spojrzała na niego.- Wszystkiego Najlepszego Emi.- Uśmiechnął się i ucałował ja w czółko. Emiko ucieszyła się na jego słowa i rzuciła się z cichym „Dziękuje” na jego szyję. W ten piękny listopadowy, jesienny dzień obchodziła urodziny.

Wstała radośnie i poszła się ubrać. Potem poszła do kuchni i usiadła na krześle. Przed nią był talerz z naleśnikami, a na nich narysowany czekoladą kwiatek.
-Dziękuje Tatusiu.- Uśmiechnęła się szeroko do białowłosego, który siedział przed nią i popijał kawę.
-Dla mojej córeczki wszystko. A teraz jedz póki ciepłe.- Dziewczynka posłusznie zabrała się za jedzenie. Po posiłku wstała, talerz włożyła do mycia i podeszła do Kiyoshiego.
-Gotowa.- Powiedział z uśmiechem. Kiyoshi uśmiechnął się i wstał.
-To idziemy.- Wyciągnął do niej rękę.- Coś dla ciebie przygotowaliśmy.- Emiko podała mu swoja łapkę i potaknęła. Wyszli z domku. Usłyszeli głośne „Sto lat Emi~!”. Wszyscy stali przed domkiem. Emiko bardzo się ucieszyła z tego drobnego gestu. Schowała się za Tatusiem, niby to bardzo się zawstydzając. Jednak wyszła po chwili i zaczęła ściskać braci i siostry.
-Chodź Emi. Mamy dla ciebie kilka niespodzianek.- Odezwał się jeden chłopak. Złapał ją za rękę i małą grupą poszli do jednej chatki. Tam przygotowane już były sztalugi i płótna oraz farby i pędzle.
-Oto jedna z atrakcji. Zobaczymy kto najlepiej maluje.- Stwierdziła jedna z dziewczyn. Emiko z wielka radością podbiegła do jednej z sztalug. Reszta poszła w jej ślady i nie tracąc czasu zaczęli malować.

Po ponad godzinie obrazy były gotowe.
-Mój obraz wygląda jak jakiś kleks.- Stwierdził chłopak o czarnych włosach.
-A mój to coś a’la Picasso.- Stwierdził drugi.
-A twój Emi?- Spytała dziewczyna o blond włosach.
-A taki jest.- Obróciła obraz w ich stronę. Wszyscy wręcz rozszerzyli oczy ze zdziwienia. Emi mimo swojego młodego wieku malowała bardzo pięknie. Tym razem namalowała górski krajobraz x wieczora.
-Emi, przez ciebie wpadniemy w depresje.- Stwierdził le Picasso z uśmiechem.
-Ona jest po prostu bardzo utalentowana. Emi, gdzie powiesisz ten obraz?- Spytała ja blondynka.
-Hmmm........U Tatusia~!- Stwierdziła z uśmiechem. Zostawili swoje prace aby wyschły i wyszli. Emiko od razu podbiegła do Kiyoshiego, czyli Tatusia. On z uśmiechem wziął ja na ręce.
-Co moja artystka namalowała?- Spytał i starł z jej policzka plamkę farby.
-Dowiesz się później.- Powiedziała z uśmiechem.
-No niech ci będzie. Więc teraz wybieramy się na wycieczkę.- Postawił ją na ziemi i zmienił się w wilka. Emiko wraz z grupką osób zrobiła to samo. Wbiegli do lasu. Gdyby ktoś ujrzał ich z daleka nie uwierzyłby własnym oczom. Najbardziej oczywiście wyróżniał się Kiyoshi białym kolorem futra i wielkością. Był on z dwa razy większy od normalnego wilka. Każdy z nich wyróżniał się kolorem futra i wielkością. Od jednolitych kolorów po różnobarwne. Od najmniejszych do największych. Wbiegli na dużą polanę. Psoty czas zacząć. Tego wszystkiego pilnował oczywiście Kiyoshi. Wszyscy bawili się w wilczej , jak i w ludzkiej postaci. Po ponad 3 godzinnej zabawie wrócili do obozu. Tam na Emiko czekała kolejna niespodzianka. Wszyscy ustali w kółku, a dwie osoby trzymały tort urodzinowy. Zaczęli śpiewać „Sto lat’’ dla solenizantki. Ona z wielkim uśmiechem czekała. Gdy skończyli śpiewać pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki przy akompaniamencie oklasków i okrzyków. Tym zaczęła się urodzinowa impreza. Wszyscy zebrali się wokół ogniska jedząc, rozmawiając, śmiejąc się, tańcząc i śpiewając. Impreza skończyła się krótko po północy. Solenizantka zmęczona poszła do swojej chatki. Mimo zmęczenia postanowiła wziąć długą kąpiel. Była bardzo szczęśliwa i zadowolona z dzisiejszego dnia. Cieszyła się, że trafiła do tego klanu. Jej historia jest dość smutna ale ją jednak ona cieszy. Emi, gdy była mała została prawdopodobnie porzucona w lesie. Na szczęście znalazł ją Kiyoshi i zaopiekował się nią. Teraz jest jego córeczka. Teraz ma mnóstwo braci i sióstr, którzy ja kochają. Nie pamięta swoich biologicznych rodziców. Dla niej jej ojcem jest Kiyoshi, a matka Chiyo. Mimo, iż nie są oni razem jako małżeństwo.

Wykąpała się i ubrała w swoja piżamkę, po czym poszła do swojego pokoju. Na łóżku półleżał Kiyoshi, czytając książkę. Podeszła do łóżka i wskoczyła mu na kolana.
-O! Już chciałem po ciebie iść.- Stwierdził, odkładając książkę.
-Tatuś~!- Spojrzała na niego niewinnie.
-Słucham cię.- Powiedział z uśmiechem.
-A gdzie prezencik dla córeczki?!- Zapytała nadal niewinnie lecz z uśmiechem.
-A tutaj.- Trzymał na dłoni małe pudełeczko. Emiko z radością przyjęła prezent. Od razu go rozpakowując. Jej oczom ukazał się srebrny pierścionek ze złotym oczkiem. Spojrzała do środka, a w nim ujrzała napis „Tata i córka”.
-Na razie jest dla ciebie za duży więc...- Wziął od niej pierścionek i założył na łańcuszek. Zapiął go na jej szyi.- Na razie możesz tak go nosić.- Emi jeszcze raz spojrzała na pierścionek.
-Dziękuje~!- Przytuliła się do niego mocno.

-Dla ciebie wszystko. A teraz spać.- Położył się, przytulając do siebie Emiko. On wtuliła się w niego i zasnęła. Cały czas trzymała pierścionek w swojej rączce. Od tego momentu jest on jej największym skarbem. 

niedziela, 23 listopada 2014

Twin blood- rozdział 17

Ohayo~! ^.^
Nie będę dużo pisać, bo nie mam o czym. No ewentualnie, że w czwartek się coś pojawi ;) 
Więc miłego czytania po prostu :*
#Kimie


Ale milutko. I cieplutko. Zostanę tak na dłużej. Zaraz.....ktoś mnie woła?!
-Joni~! Wstawaj. Bo spóźnimy się do szkoły.- Usłyszałem od swojego braciszka na „Dzień dobry”.
-Mógłbyś mi zaserwować jakąś milszą pobudkę.- Wymamrotałem, bardziej przytulając się do jego torsu. Jaki cieplutki^.^.
-Dzień dobry, mój kochany braciszku~! Pora wstawać~!- Powiedział słodkim głosem Jason. Otworzyłem swoje ślepka i spojrzałem na niego nadal nie odrywając się od niego. Po chwili rzuciłem się na niego, oplatając ręce w koło jego szyi.
-Dzień doberek Onii-san~!- Powitałem go melodyjnym głosem śmiejąc się przy tym. On najpierw lekko doznał szoku lecz uśmiechnął się i głaskał mnie po głowie.
-Ty i te twoje przywitania.- Wiem! Są boskie~! ^.^- A teraz ruszaj się. Trzeba się ogarnąć. Obiecałem Mari, że pójdziemy po nią.- Powiedział i czekał aż się od niego odkleję.
-No dobrze, dobrze.- Powiedziałem i odkleiłem się od źródła ciepła. Poszedłem do swojego pokoju aby się ogarnąć. Dlaczego w nim nie śpię? Sam nie wiem. Już od małego właziłem braciszkowi do wyrka i chyba się do tego przyzwyczaiłem. Nie lubię spać sam. Jason nie marudzi na to. No może tylko czasami, gdy przeze mnie śpi sobie dłużej i martwi się, że się spóźni. Poczłapałem do kuchni aby coś zjeść i później wyszliśmy do szkoły. Oczywiście po drodze wzięliśmy ze sobą Mari. Czy ją lubię? Bardzo. Jest moją przyjaciółką. I cieszę się, że chodzi z moim braciszkiem. Gołym okiem widać, że się kochają. Hehe, ale się ze mnie maniak romantyzmu robi ;p. Na placu spotkaliśmy się całą naszą grupką:
   1.Shunsuke- fajny chłopak. Kocha wszystkie sporty. Raz tłumaczył             mi zasady niektórych. Gadatliwy i przyjazny.
   2. Megumi- spokojna dziewczyna. Aktualnie dziewczyna Kiyoshiego. Bardzo miła. Uwielbia romanse.
   3. Kiyoshi- przyjaciel od wieluuuuu lat. Może jest arogancki i      złośliwy ale nie w stosunku do przyjaciół. Uwielbia drażnić Jasona.
  4.Louis- również przyjaciel od dawna. Bardzo przyjazny choć potrafi się zezłościć. Robi przepyszne spaghetti ;p.
  5.Mariko- moja nowa przyjaciółka. Dziewczyna mojego brata. Uwielbia mangę i anime. Oraz truskawki ^.^.
  6.Yuko- śliczna, miła, śliczna, zabawna, śliczna, towarzyska......Chyba widać, że nadużywam słowa śliczna ;p. Otóż podoba mi się. Dlaczego się z nią jeszcze nie umówiłem? Wmawiam sobie, że nie było okazji. Ale chcę to dzisiaj zrobić. Tylko muszę zrobić to tak abyśmy byli sami. Nie powiedziałem nic na ten temat Jasonowi ale chyba się domyśla. No nic. Poczekam trochę i wkroczę do akcji. Może na dużej przerwie mi się uda?

Nie. Jednak nie. Aktualnie jest duża przerwa. I WSZYSCY jesteśmy na dachu. Boże, dlaczego mi to robisz? Nawet nie wiem czy w niego wierzę. Ale jeśli istnieje to powinien mi chociaż pomóc. Gołąbki gruchały- czyli Jason i  Mariko oraz Kiyoshi i Megumi. Tak, już wróciła do szkoły chociaż dalej ma zabandażowaną nogę. Dlatego Kiyo-chi pilnuje jej na każdej przerwie. Shun w coś gra, a Yuko odrabia lekcje. Widać, że się nad czymś męczy.
-Coś się stało Yuko-chi?- Spytałem.
-Oh~! No bo nie rozumiem jednego zadania.- Powiedziała i wymusiła uśmiech.
-Jednego?- Coś czułem, że to kłamstwo.
-No.....2....lub 7.- Stwierdziła i z niemocy spuściła głowę w dół.
-Daj. Pomogę ci.- Powiedziałem i usiadłem obok niej. Wziąłem jej ćwiczenia i zacząłem czytać. Kątem oka zauważyłem jak Jason mi się przygląda. Uśmiechnął się na to i dalej drażnił Mari. Powoli tłumaczyłem Yuko zadania. Starałem się to robić tak aby zrozumiała. Szybko kumała o co chodzi. Gdy byliśmy przy ostatnim zadaniu postanowiłem coś zrobić. Wziąłem kartkę z obliczeniami i zapisałem na niej „Czy pójdziesz ze mną na randkę?”. Podsunąłem jej ją, pytając jak by zapisała jedno równanie. Widziałem jej zaskoczenie, gdy przeczytała moje pytanie. Zaczęła coś pisać na kartce.
-Tak.- Podała mi ją cała się rumieniąc. Zauważyłem na niej podane równanie i słowo „Tak” pod moim pytaniem. Uśmiechnąłem się na to.
-Dobrze.- Odpowiedziałem i rozbrzmiał dzwonek. Szybko napisałem kiedy, gdzie i o której się spotykamy. Przez resztę dnia chodziłem cały wesoły. Z tego wszystkiego nie zauważyłem, że położyłem się u siebie.
-Co się stało, że śpisz u siebie?- Spytał się Jason opierając się o framugę drzwi. Wszedł do pokoju zamykając je za sobą i usiadł na łóżku. Opowiedziałem mu o dzisiejszej sytuacji. Uśmiech nadal nie schodził mi z twarzy. Aż mi się przypomniało, gdy to Jason umówił się na randkę z Mariko.
-No, no, no braciszku. Widzę, że w ciebie też Amor trafił strzałą miłości.- Po tych słowach dostał poduszką w głowę. Mimo to zaśmiałem się na jego słowa.- Teraz to ja muszę cię pilnować.- Powiedział śmiejąc się. O co mu chodzi? Patrzyłem na niego jak jakiś niedorozwój.- Nie jesteś głodny?- Spytał, a mnie olśniło. Krew. Mimowolnie zamieniłem się w wampira. Jason usiadł wygodniej na kanapie i usadowił mnie na swoich biodrach. Nie musiał nic więcej mówić. Wgryzłem się w niego od razu. Nie spodziewałem się, że jestem taki spragniony. Zlizałem ranki aby się zagoiły i spojrzałem się na niego z przymkniętymi powiekami. Chyba się odurzyłem od tej krwi. Jason pocałował mnie w policzek i szepnął „Dobranoc”. Przytuliłem się do jego torsu i od razu zasnąłem.

........Joni........Joni...........Joni...................Joni.......................................
-Joni wstawaj~!- Z mojego pięknego snu wybudził mnie głos braciszka.
-Nie~! Dzisiaj nie idę do szkoły i spędzam cały dzień w łóżku.- Stwierdziłem i mocniej wtuliłem się w ciepełko.
-Ach tak?! Co sobie pomyśli Yuko, gdy cię nie będzie? Pewnie pomyśli, że jesteś chory i randka odwołana.- Na jego słowa szybko zerwałem się z łóżka, prawie z niego spadając.
-Jason~! Rusz swoje cztery litery i idź się ogarnij do szkoły!- Przez to wszystko zacząłem się wydzierać na brata. Za to on śmiał się wniebogłosy. Przyczyniło się to do krótkiej wojny na poduszki. Nie mógłbym odwołać randki z Yuko. Nie mogę się jej doczekać :)

W końcu sobota~! Z mojej ekscytacji obudziłem Jasona moją nagłą pobudką. Tak, znowu spałem z nim. Gdy ja brałem prysznic, on zrobił śniadanie. Ja jadłem a on pomagał mi wybrać ciuchy. Wybraliśmy: czarne spodnie, białą koszulę bez rękawów, niebieską marynarkę z rękawami ¾, białe adidasy. Włosy ułożone  w prawo przy pomocy żelu. Wyglądałem bosko. Hehehe, ale ja się oceniam. Dałem Jasonowi buziaka. W zamian dostałem kopniaka na szczęście. Poszedłem na miejsce naszego spotkania, czyli przy fontannie w parku. I teraz tylko czekać aż przyjdzie.

Yuuu......Yu........Yuko?! O.O Aż mnie zatkało, gdy ją ujrzałem. Była ubrana w beżową sukienkę, sięgającą do kolan,  zdobioną guziczkami z paseczkami na klatce piersiowej. Do tego buty na koturnie i bordowy, krótki sweterek. Włosy przyozdobiła opaską z gwiazdeczkami. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Pierwszy raz widzę ją w sukience. Zazwyczaj nosi mundurek lub krótkie spodenki. A teraz.....
-Cześć Jonathan.- Przywitała mnie Yuko.
-Hej Yuko. Wyglądasz prześlicznie i przesłodko.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Widziałem na jej twarzy lekki rumieniec.
-Więc gdzie mnie zabierasz?- Spytała już wesolutka.
-A co powiesz na Krainę Zabaw?- Jest tam pełno zabaw dla dzieci i starszych.
-Weeeee~! Tak, tak, tak, TAK~!- Odpowiedziała z ekscytacją. To właśnie w niej lubię. Wręcz tam biegliśmy. Byliśmy chyba na wszystkich możliwych zabawach i grach. Oczywiście robiliśmy sobie małe przerwy na jedzenie. Nie mogłem przestać się śmiać, gdy Yuko nie wiedziała jakie ciastko wybrać. Była wręcz przerażona tym, że musi wybrać jedno. Zrobiliśmy sobie nawet pamiątkowe zdjęcia. Po kilkugodzinnej zabawie poszliśmy na jakiś plac zabaw. Usiedliśmy na huśtawkach. Rozmawialiśmy o różnych zabawnych rzeczach. Później zamilkliśmy na chwilę.
-Podobało się?- Spytałem aby przerwać ciszę.
-I to bardzo. Dziękuję, że mnie zaprosiłeś.- Powiedziała Yuko z lekkim rumieńcem, uśmiechając się.
-Cieszę się, że ci się podobało.- Nagle zauważyłem, że Yuko się trzęsie. Wstałem z huśtawki i podszedłem do niej. Zdjąłem swoją marynarkę i zarzuciłem na jej ramiona. Zdziwiła się na ten gest.- Widzę, że ci zimno.- Powiedziałem lekko się uśmiechając.
-A-Ale tobie będzie zimno.- Sprzeciwiła się Yuko.
-W porządku. Mi jest wręcz gorąco. A teraz wstawaj. Odprowadzę cię do domu.- Powiedziałem i wyciągnąłem w jej stronę rękę. Zdziwiłem się, gdy jej nie przejęła tylko spuściła niżej głowę.- Yuko. Stało się coś?- Spytałem i ukucnąłem przed nią. Zobaczyłem, że ma łzy w oczach. Przytuliłem ją mocno do siebie. Czułem jej łzy na swoim ramieniu. Nie wiedziałem dlaczego płacze. Lecz nadal przytulałem ją mocno do siebie. Uspokoiła się po jakichś 6 minutach.
-Co się stało?- Spytałem, klęcząc przed nią i trzymając ją za ręce.
-No bo.....- Zaczęła niepewnie. Nadal miała spuszczoną głowę.- nie wiem co zrobić w tej sytuacji.- Powiedziała szybko.
-Jakiej sytuacji?- O co kaman?! o.O
-Bo niedawno byłam na randce z jednym chłopakiem ze szkoły. I on powiedział, że mnie bardzo lubi. Ale ja nie wiedziałam co powiedzieć w tej sytuacji. I powiedziałam, że się zastanowię nad tym. I niedługo po tym ty mnie zaprosiłeś na randkę. I była ona bardzo super. Ale ja nie wiem którego mam wybrać bo obu was lubię. Jedynie, że ty nic do mnie nie czujesz więc mogę już wybrać.- Zszokowała mnie tym. Więc jest jeszcze jeden chłopak któremu podoba się Yuko?!
-Yuko.- Złapałem ją za podbródek i podciągnąłem do góry tak, aby spojrzała mi prosto w oczy.- Kocham Cię, Yuko. I będę się starał tak, abyś ty też mnie pokochała i mnie wybrała. Nie poddam się tak łatwo. Będę walczył o twoje względy. Nie pozwolę aby jakiś inny facet cię całował oprócz mnie. Kocham Cię.- Powiedziałem to i pocałowałem ją. Widać było, że jest zszokowana moją wypowiedzią. Nagle zasłoniła sobie usta dłońmi i zaczęła kręcić nerwowo głową.
-Joni~! Ty idioto~!- Krzyknęła na mnie po chwili.
-Niby dlaczego?!- Spytałem się z lekkim uśmieszkiem.
-Bo skradłeś mój pierwszy pocałunek.- Powiedziała cała się rumieniąc. Uśmiechnąłem się szerzej na jej słowa.
-Chodź. Odprowadzę cię.- Powiedziałem i ponownie wyciągnąłem do niej rękę. Tym razem ją przyjęła. Droga powrotna miło nam upłynęła. Na koniec zdołałem dać jeszcze Yuko buziaka w policzek.

W drodze do domu układałem sobie plan zdobycia Yuko. Plus, czy prosić o pomoc Jasona i Kiyoshiego. Wróciwszy do domu nie przywitałem się tylko od razu poszedłem się umyć i ubrać do snu. Nadal się nad tym wszystkim zastanawiałem. Wracając z kuchni zostałem pociągnięty do pokoju Jasona. Oczywiście to on mnie ciągnął. Usadowił mnie na łóżku. Sam usiadł obok.
-Od przyjścia nic mi nie mówisz. Plus, nie wyglądasz na zbyt szczęśliwego. Stało się coś?- Chwilę milczałem zastanawiając się, czy mu powiedzieć. Stwierdziłem, że będzie mnie to bardziej męczyć, gdy się nie wygadam więc wszystko opowiedziałem. Oczywiście cieszyłem się jak głupi, gdy mówiłem o wszystkich zabawach. Mina zrzedła mi pod koniec relacji. Jason słuchał uważnie, nie wtrącając się w moją wypowiedź. Po niej zapadła cisza.
-Co zamierzasz zrobić?- Spytał.
-Oczywiście, że będę o nią walczył. Nie zamierzam się poddawać tak szybko i łatwo.- Stwierdziłem przybierając bojową postawę.
-Cieszę się. I jestem po twojej stronie. Masz moje wsparcie.- Powiedział mój braciszek z uśmiechem.
-Dziękuje. A wiesz co?!- Spytałem z uśmiechem. Widać czekał na odpowiedź.- To, że walczę o swoją miłość nie znaczy, że przestanę wkradać ci się do wyrka.- Na te słowa obaj zaczęliśmy się śmiać.
-Ty nawet ostatniej nocy przed swoim własnym ślubem byś spał ze mną.- Stwierdził i potargał mnie po włosach.
-Prawda. A teraz dawaj papu i spać.- Powiedziałem i już usadowiłem się wygodnie na biodrach braciszka.
-Smacznego.- Dodał Jason chichrając się pod nosem. Uśmiechnąłem się tylko na to i po chwili wbiłem kły w jego szyję. Ale ulga. Położyliśmy się, a ja od razu wtuliłem się w moje ciepełko. Gadaliśmy jeszcze do późna o tym, co mogę zrobić aby zdobyć Yuko. Nie ma to jak brat bliźniak.

Komentować, komentować~!!!!! :D

poniedziałek, 17 listopada 2014

Twin blood- rozdział 16

Doberek~! ^.^
Od razu przepraszam, że nowy rozdział TB nie pojawił się w weekend :( Wasza Kimi nie miała czasu aby chociaż na chwile się pojawić :p Ale nie martwcie się- cały czas o was pamiętam :3
Co tam u was słychać?? Bo u mnie troszkę kiepsko- mała kontuzja ręki :(
Piszcie co u was i co sądzicie o tym i innych rozdziałach w komentarzach :D
Bye~! :*   #Kimie


Aktualne miejsce- szkoła. Czas- długa przerwa. Co robię? Siedzę na dachu z Yuko i Shunsuke. Megumi nie przyszła dzisiaj do szkoły. Bliźniacy gdzieś zniknęli. Tak samo Kiyoshi. Louis za to poszedł do pani Kanegawy. Nie wiem po co ale go tu nie ma. Mogę stwierdzić, iż się nudzę. Shun właśnie poszedł do pana Tamuro. A Yuko odrabia lekcje. A ja zastanawiam się nad egzystencją świata. Nie, jednak nie. Zastanawiałam się nad wszystkim co mnie spotkało od przybycia Jasona. I aż uśmiechnęłam się na te momenty. Chociaż teraz chyba się coś zmieniło. Sama nie wiem co dokładnie. Może to, że poznałam tajemnicę chłopaków? A może to, że mam chłopaka? Moje rozmyślania przerwał dzwonek na lekcje.

W końcu koniec. Na lekcjach nie ma nic ciekawego. Szłam właśnie w stronę Jasona i Jonathana.
-Hej. Idziemy gdzieś dzisiaj?- Spytałam się Jasona.
-Hej. Przykro mi ale dzisiaj nie mogę. Mamy z Jonim sprawę do załatwienia.- Powiedział Jason robiąc przy tym smutną minkę.
-No dobrze. A widzieliście Kiyoshiego, Lou, Yuko albo Shuna?- Może ktoś z nich jest dzisiaj wolny.
-Kiyoshi poszedł do Megi, Lou na jakieś ważne spotkanie. Shun ma trening a Yuko korepetycje.- Odpowiedział Jason.
-Szkoda. No nic. Idę do siebie. Napisz później. Pa~!- Już chciałam iść w stronę domu lecz ręka Jasona mi to uniemożliwiła.- Coś się stało?- Spytałam zbita z tropu.
-A to, że chyba zapomniałaś, że cię odprowadzam.- Powiedział z uśmiechem.
-Ale przecież mówiłeś, że masz jakąś sprawę do załatwienia.- Nie rozumiem tego.
-Bo mam. Ale na spokojnie zdążę cię odprowadzić.- Stwierdził i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy na pospolite tematy. Oczywiście pod moim domem musiał mi dać milion buziaków. Brakuje mu pieszczot czy co?! ^.^ Pożegnałam się i weszłam do domku. Zjadłam obiad a później robiłam zwyczajne rzeczy. Przez tą nudę obejrzałam wszystkie odcinki Special A. Mam nadzieję, że Jason napisze później.

                          Tymczasem w domu Megumi........
-Nie, nie, nie!- Krzyknęła Megumi.
-M-e-g-u-m-i~! No dalej~! Nie daj się prosić.- Powiedziałem z udawanym żalem.
-Nie! Koniec kropka.- Powiedziała Megi i złożyła ręce na piersiach.
-Ale ja cię tak ładnie proooooszę~!- Minka pieska wita, hehe.
-Ne~!- Powiedziawszy to zrobiła fochnięto- złą minkę.
-Megi~! No dalej. Powiedz Aaaa~!- Na moje słowa obróciła głowę w drugą stronę.- Skarbie~! Proszę. Zjedz chociaż trochę tej owsianki. Zrobiłem ją specjalnie dla ciebie.- Od jakiś dobrych 5 minut próbuje nakarmić moją dziewczynę owsianką. Lecz ten uparciuch twierdzi, iż jej nie lubi.
-Nie! Powiedziałam, że nie lubię owsianki to nie lubię.- Stwierdziła z uporem.
-Jak ładnie zjesz owsiankę zabiorę cię na balet pt.: ”Zakochany wilczek”.- To tylko mały szantażyk. Usłyszawszy to spojrzała na mnie.- Tak. Mam bilety w dobrych miejscach. Ale jeśli nie zjesz to nie idziesz.- Ale ja okrutny~!  Spojrzała na mnie w stylu „Jak ty możesz mnie tak bardzo szantażować?!”. Patrzała jeszcze chwilę, po czym westchnęła cierpiętniczo.
-No dobrze. Niech ci będzie. Zjem tą owsiankę.- Powiedziała z obojętnością. Już chciała wziąć ode mnie miseczkę lecz jej na to nie pozwoliłem.
-Nie, nie, nie. Ja cię karmię a ty ładnie jesz.- Na moje słowa zrobiła się lekko czerwona.- A teraz powiedz Aaaa~!- Jak grzeczna dziewczynka otworzyła buzię i zjadła porcję owsianki. Po chwili już nic nie było w misce.
-Dobre było.- Stwierdziła popijając herbatę.
-Bo ja ją zrobiłem.- Powiedziałem szczerząc się jak głupi. Razem siedzieliśmy na jej łóżku. Nagle Megumi przybliżyła się do mnie i pocałowała w policzek.
-Dziękuję.- Powiedziała.- A teraz nagroda.- Dodała. Że co? Zaczęła mnie drapać za uchem. Od razu ułożyłem się wygodniej, jak zwykle kładąc głowę na jej kolanach.
-Nie ma za co. Chyba muszę więcej dla ciebie robić za takie nagrody.- Stwierdziłem, a ona zaśmiała się tylko na to. Ktoś mógłby stwierdzić, że mój związek z Megumi jest dziwny lub że do siebie nie pasujemy. Ja jestem porywczy, szalony, szybko się wściekam, niemiły, nieczuły, wkurzający i tym podobne. A Megi?! Jest cicha, spokojna, pomocna, wstydliwa, miła. Jesteśmy przeciwieństwami. Ale podobno przeciwieństwa się przyciągają. Ostatnio zastanawiałem się, czy nie powiedzieć Megumi prawdy, że jestem wilkiem. I doszedłem do wniosku, że jeszcze nie pora. Jestem w ogóle ciekaw jak zareaguje. Oczywiście, gdyby mnie odrzuciła mógłbym wymyślić jakąś bajkę o przywiązaniu i musiałaby zostać ze mną. Ale nie chcę żeby była nieszczęśliwa. Chyba zamieniam się w pesymistę. Nic na to nie poradzę. Jestem jaki jestem.
-Musisz już iść. Jeszcze autobus ci ucieknie.- Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Megumi.
-No dobrze już. Nie musisz mnie wyganiać.- Powiedziałem wręcz się śmiejąc i dałem jej buziaka w policzek.
-Gdybym cię nie chciała nie wpuściłabym cię do domu.- Powiedziała ze śmiechem.
-Więc wszedłbym przez okno.- Na te słowa zaczęła się śmiać.- No dobra. Idę. A ty pamiętaj, że masz się nie przemęczać. Papatki~!- Powiedziałem i dałem jej całusa.
-Papa~!- To było ostatnie co usłyszałem zanim wyszedłem. Oczywistym było, że spóźnię się na autobus. Nie przejąłem się tym zbytnio. Pobiegłem przez las w postaci wilka oczywiście. Gdy wróciłem do wioski było późne popołudnie.
-Tatuś~!- I już po chwili miałem na rękach moją małą przylepę.
-Emi. Też się cieszę, że cię widzę.- Powiedziałem i cmoknąłem ją w czółko.
-Gdzieś ty się podziewał?!- Powiedziała z wściekłością Ayako stojąca aktualnie przede mną.
-A co to za pytanie?! Przecież jestem wodzem i mogę chodzić i wracać gdzie chcę i kiedy chcę.- Zdziwiło mnie jej pytanie.
-Może poświęciłbyś trochę więcej czasu rodzinie. Ostatnio nigdzie nie idziemy, nie wychodzimy. Tylko sprzątamy, gotujemy i chodzimy do szkoły. A ty idziesz do szkoły, wracasz późno, jesz, zamienisz z nami kilka zdań i idziesz spać. Poświęć nam trochę więcej czasu~!- W Ayako aż wrzało.
-A może ty zostaniesz wodzem i zaczniesz to wszystko ogarniać?! Przecież wiesz jak nim zostać.- Na moje słowa rozszerzyły się jej oczy. Jednak zaprzeczyła moim słowom.- Więc pomyśl trochę. Opiekuję się wami, daję wam schronienie, uczę i traktuję jak rodzinę. Staram się spędzać z wami jak najwięcej czasu. Ale też mam swoje życie osobiste. Mógłbym was totalnie olać i karać za jakieś błędy i wybryki! Ale nie robię tego. Więc doceń to i okaż trochę szacunku swojemu wodzowi! W ogóle jak  śmiesz na mnie krzyczeć?!- Z tego wszystkiego zacząłem na nią krzyczeć. Spuściła głowę na moje słowa. Wszyscy dookoła patrzeli na tą scenę.
-Przepraszam.- Powiedziała cicho. Słyszałem jak załamuje jej się głos. Postawiłem Emiko na ziemi i podszedłem do Ayako. Przytuliłem ją do siebie.
-Już dobrze. Nie płacz. Musisz uszanować to, że mam szkołę i potrzebuję odpoczynku. A teraz idź do swojego pokoju i uspokój się. Przyjdź później.- Mówiłem te słowa spokojnie. Posłuchała mnie i poszła. Ja uspokoiłem resztę. Dodałem, że dzisiaj można spać w dużej sypialni. Po ogarnięciu się i zjedzeniu czegoś poszedłem tam. Chyba dzisiaj wszyscy tu śpią. Oczywiście poszedłem na swoje ulubione miejsce. Po krótkim czasie podeszła do mnie Emiko. Usiadła mi między nogami i przytuliła się (Była w pozycji półleżącej). Drapałem ją delikatnie po plecach. Położyłem się po chwili. Emi wtuliła się w mój tors. Zobaczyłem, że przyszła Ayako. Spojrzała na mnie i położyła się jakieś 2 metry ode mnie. Położyłem Emi na chwilę z boku i podszedłem do Ayako. Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem na swoje miejsce. Ponownie położyłem się na plecach. Emiko od razu się we mnie wtuliła. Ayako trochę niepewniej to zrobiła. Przykryłem nas i po chwili zasnąłem.


Właśnie szedłem z Jonathanem i Willem na opuszczony cmentarz. To tam mamy się spotkać z innym wampirem. Doszliśmy na miejsce na czas.
-Jacy punktualni. Witam rówieśników.- Przywitał nas lodowaty głos mężczyzny. Był on ubrany cały na czarno- buty, spodnie, rękawiczki, płaszcz. Nawet miał okulary przeciwsłoneczne. Blada cera i ciemne włosy. Nie chował się z tym, że jest wampirem. Ukazywał swoje czerwone oczy i kły.- Nazywam się Fukusawa Taki.- Powiedział i lekko się skłonił. Zdjął przy okazji swoje okulary.
-Taki nijaki. Czego od nas chcesz?- Spytałem bez ogródek. Spojrzał się na mnie i zaśmiał pod nosem.
-Ależ ty niewychowany. Nie wiesz, że najpierw trzeba się przedstawić a potem możemy rozmawiać o interesach.- Jak mnie ten facet denerwuje. Widziałem, że moim towarzyszom również działa na nerwy.
-Nie musisz nas uczyć dobrego wychowania. Lepiej gadaj czego chcesz.- Stwierdził Joni z mordem w oczach.
-Już dobrze, dobrze. Powinniście wiedzieć po co was tu wezwałem. Chyba wczoraj mój sługa was o tym powiadomił?!- Zapytał z wrednym uśmieszkiem.
-Więc stwierdzę, że jesteś pojebany jeśli sądzisz, że damy ci jakąś ofiarę.- Stwierdził Will.- W ogóle dlaczego mamy ci dawać jakąś ofiarę?- Spytał. Na te słowa Taki zaśmiał się sztucznie.
-Jak to „po co”?! Jeżeli chcecie jeszcze żyć to musicie to zrobić. Ja tu rządzę i musicie się mi podporządkować. Jeśli nie to was zniszczę.- Powiedział a ja zacząłem się śmiać. Will i Joni uśmiechali się. Fukusawę zdziwiła moja reakcja.
-W tym świecie nie ma rządzących. Rządzi najsilniejszy a nie ten, co sobie tak stwierdzi. Chodźcie chłopaki. Nie będziemy marnować naszego czasu na jakiegoś śmiecia.- Stwierdziłem i obróciłem się aby iść sobie stąd.
-Coś ty powiedział?!- Krzyknął Taki. Przystanąłem na jego słowa.
-To co słyszałeś palancie.- Rzuciłem przez ramię. Widziałem rosnącą w nim wściekłość.
-Więc walcz ze mną. Chyba że jesteś tchórzem.- Wiedziałem, że mnie prowokuje. A co mi tam. Obróciłem się do niego z wrednym uśmieszkiem.
-Niech wygra najlepszy.- Powiedziałem i po chwili rzuciliśmy się na siebie ze sztyletami. Od razu ukazałem swoją naturę.
-Powinieneś częściej pokazywać swoje szkarłatne oczy Jason.- Powiedział, gdy lustrowaliśmy siebie wzrokiem.

-Dla ciebie panie Jaucourt (Żokur).- Po tych słowach ponownie zaczęliśmy walczyć. Nie trwało to długo. Widać nie był obeznany w walce. Gdy miałem okazję wbiłem mu sztylet w serce.- Miłej wieczności w piekle.- Wysyczałem mu do ucha i po chwili przegryzłem mu tętnicę. Upadł na ziemię. Jego ciało zaczęło dymić by po chwili spłonęło w zaskakującym tempie. Została po nim kupka piasku. Joni i Will zajęli się resztą. Oczyściliśmy się trochę i wróciliśmy do willi. Opowiedziałem wszystko Doktorkowi. Umyliśmy się i z Jonim poszliśmy do domu. Mama trochę marudziła, że tak późno wróciliśmy. Joni szybko zasnął przytulony do mnie. Ja do późna pisałem z Mariko. Lecz nic jej nie powiedziałem o dzisiejszym spotkaniu.