środa, 16 listopada 2016

Happy Birthday Ryo-chan~! ^w^

Ohayo~! ^w^

Dzisiaj dzień wyjątkowy, gdyż urodziny ma moja siostrzyczka Ryo-chan~! :3

*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
Happy Birthday to you~!
Happy Birthday to you~!
Happy Birthday Dear Ryo- chan~!
Happy Birthday to youuuu~~~~!
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

Życzę Ci dużo zdrowia, szczęścia i radości, energii, multum weny na co dzień, aby czas ci sprzyjał, sukcesów w życiu, konwentów i koncertów, jak najwięcej czytelników, długich komentarzy, wiernych przyjaciół, przygód ciekawych, prawdziwej miłości, spełnienia wszystkich marzeń ~! <3
I aby Gazetto i Yuki ładnie pracowali ;)
Tego wszystkiego i wiele więcej życzę Ci moja Kochana Siostrzyczko~! :*
Wraz z Tęczusiami i resztą ekipy :3

Na ten dzień oczywiście nie może zabraknąć urodzinowego shota ;)
Mam nadzieję, że Ci się spodoba ^^

Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego~! <3
Przyjaciółko, siostro, wspólniczko ;)
#Kimie





 Sozo spała sobie smacznie w łóżku. Po chwili jednak usłyszała dźwięk budzika. Wysunęła rękę spod kołdry i sięgnęła po telefon. Otworzyła oczy i wyłączyła budzik, zerkając która godzina- 7:00. Jęknęła niezadowolona. Najchętniej to pospałaby sobie do 10, jednak nikt za nią do szkoły nie pójdzie. Schowała się jednak jeszcze na chwilkę pod kołderkę aby poleżeć jeszcze z 5 minut.
-Ryo-chan~!- Usłyszała zza drzwi, które po chwili się otworzyły.- Wstawaj~!
-Kaiiii~!- Jęknęła i wyłoniła się spod kołderki.- Daj mi jeszcze pospać z pięć minutek~!- Spojrzała na niego prosząco.
-Nie, bo nie wyrobisz się jak ostatnio. Wstawaj, wstawaj~! I mów co chcesz na śniadanko.- Kai uśmiechnął się słodko.
-Płatki wystarczą.- Powiedziała uśmiechając się lekko i siadając na łóżku.
-Czyli zjesz jajecznicę.- Zdecydował Kai, po czym opuścił jej pokój. Sozo pokręciła głową z rozbawienia. Jak to Lider, bez pożywnego śniadania jej nie wypuści. Ziewnęła głośno, po czym wstała, wyciągnęła ciuchy z szafy i poszła leniwym krokiem do łazienki. Gdy już się ubrała, umalowała i uczesała, poszła do kuchni.
-Ohayo~!- Powiedziała i usiadła, a pod jej nos od razu został podsunięty talerz z jajecznicą i kubek herbaty.- Dziękuje Kai.- Uśmiechnęła się do niego słodko i zabrała za jedzenie.
-Do szkoły zrobiłem ci bułki z nutellą.- Poinformował ją szatyn, na co uśmiechnęła się radośnie. Chociaż dziwiło ją nieco, że nutella jeszcze była. Wie, że jak Ruki się do niej dopadnie to później widzi tylko pusty słoik. Zjadła, wypiła herbatkę, p czym spojrzała na zegarek.
-Będę się już zbierać.- Powiedziała do Kaia. Wzięła torbę i schowała drugie śniadanie wraz z ulubionym soczkiem.
-Ryo-chan~!- Usłyszała z korytarza, a po chwili do kuchni wszedł Uruha.
-Co jest Uruha??- Zapytała. Ten podszedł do niej bez słowa i ją przytulił.
-Dzień dobry.- Mruknął, po czym się od niej odkleił.- Teraz możesz iść do szkoły.
-Wredny.- Powiedziała Sozo, jednak uśmiechnęła się lekko.
-Bez porannego buziaka byś nie wyszła.- Powiedział, po czym cmoknął ją lekko w usta.- A teraz już sio, bo się jeszcze spóźnisz.- Popchnął ją lekko w stronę drzwi.
-Najpierw mnie całujesz, a potem wyganiasz. Uważaj, bo się poskarżę Aoiemu.- Sozo zaśmiała się z jego miny. Wtem do kuchni wszedł Ruki, który tulił poduszkę i miał ledwo otwarte oczy. Podszedł do Sozo i przytulił ją.
-Spaaaaać~!- Usłyszała tuż przy uchu, na co się zaśmiała.
-Oj Ruki-chan~! To idź się jeszcze połóż, jest jeszcze wcześnie. Ja już mykam do szkoły.- Cmoknęła go w policzek, po czym ubrała kurtkę, szalik i czapkę i wyszła. Już chciała założyć słuchawki aby posłuchać sobie nieco muzyki lecz ktoś do niej dzwonił.
-Halo?
-Ohayo Ryo-cha~!
-Ohayo Kimie-chan~!- Krzyknęła ze śmiechem. Chociaż nieco się zdziwiła, że Kimie jest tak radosna z rana.
-Dzwonię aby zapytać kiedy cię wypuszczą?
-Wypuszczą?? Niby skąd??
-Jak to skąd?? Z więzienia zwanego szkołą~!- Na to stwierdzenie Sozo roześmiała się.- Męczyć moją siostrzyczkę tymi wszystkimi kartkówkami, sprawdzianami i odpytywaniem~! Dobra, ja też to przechodziłam ale to nic. Więc o której kończysz??
-Jakoś po czternastej. Przepadają mi dzisiaj z dwie lekcje. I zanim zaczniesz pytać dalej to cię o coś spytam. Co się stało, że tak wcześnie wstałaś?
-A nic takiego. Po prostu Kagami zaczął się kłócić o jakąś głupotę z Aomine i aż się obudziłam. Gdy już ich pogodziłam to jakoś nie mogłam już zasnąć.
-Akashi nie utulał cię do snu??- Zapytała zadziornie.
-Sam też nie mógł już zasnąć, więc za karę obudził całą resztę. No, a teraz przejdźmy do rzeczy~! Ogółem to mam do ciebie prośbę. Czy poszłabyś dzisiaj do Leviego mu pomóc??
-Pomóc?? A w czym??
-W sprzątaniu strychu. Ja miałam iść ale muszę pilnie gdzieś jechać. Pytałam się oczywiście Tęczusiów ale wszyscy zajęci. Plus wiesz, jakbym posłała tam Aomine czy Haizakiego to skończyłoby się to jakąś masakrą. To co? Pójdziesz?? Prooooszę~~!
-Dobrze, dobrze~! Pójdę.- Zaśmiała się Ryo-chan.
-Dziękuje~! Ratujesz mnie~! I.....- Kimie nie zdążyła dokończyć, gdyż w telefonie było słychać inny głos.- Sorki na chwilę....... Niji~!!!!! Przestań molestować Shougo, bo ci go zabiorę aż do Nowego Roku~!- Ryo-chan zaśmiała się na te słowa.- Niji i jego poranne amory. O czym to ja.... Ach tak~! Wejdź po drodze do Kaolu po rękawiczki. Zamówił mi dla Leviego.
-Dobrze~!
-To dziękuje raz jeszcze siostrzyczko~! Miłego dnia~!
-Dziękuje i wzajemnie~!- Odpowiedziała z uśmiechem, po czym się rozłączyła. W sumie lubiła Leviego i zapewne jak przyjdzie to da jej coś prostego do roboty. Sięgnęła po słuchawki i z uśmiechem na ustach pomaszerowała do szkoły.

Lekcje o dziwo szybko jej minęły. Nawet nie miała żadnej kartkówki, więc dzisiaj było dość luźno. Od razu ruszyła najpierw do salonu Kaolu.
-Ohayo Kaolu~!- Powiedziała od progu.
-O~! Ryo-chan~! Ohayo~! Co cię do mnie sprowadza?- Przywitał ją radośnie.
-Ja po rękawiczki dla Leviego. Miałam je odebrać.
-Ach tak~!- Kaolu od razu pognał na zaplecze, po czym wrócił z reklamówką.- Oto one~!
-Dziękuję. To ja się już będę zbierać.- Chciała ruszyć w stronę wyjścia lecz Kalou ją zatrzymał.
-O nie, nie, nie. Najpierw to ja ci te włoski nieco ułożę. I przy okazji podetnę ci końcówki.- Uśmiechnął się do niej radośnie, popychając ją w stronę fotela.
-Skoro tak.- Ryo-chan nawet się z nim nie spierała, bo wiedziała, że jak on się uprze to nie warto się z nim kłócić. Rozebrała się, po czym usiadła na fotel i oddała się w jego ręce. (Ja wiem jak to brzmi ale nie dało się tego inaczej napisać xp #Kimie). Po jakiś 40 minutach miała ułożoną fryzurę i nowy makijaż.
-Czuję się, jakbym szła na randkę. Kaolu czy ty przypadkiem nie chcesz mnie spiknąć z Levim??- Spytała podejrzliwie Sozo, na co Kaolu się zaśmiał.
-Nie, po prostu chciałem zrobić coś miłego. Ale teraz lepiej już pędź, bo jeszcze sprzątną zanim tam dojdziesz.
-Dobrze. Dziękuje za wszystko~!- Pomachała mu na pożegnanie.
-Nie ma za co~!- Odkrzyknął i tyle go widziała. W dobrym humorze dotarła do domu Leviego.
-Witaj.- Po chwili otworzył jej sam Levi.- Wchodź.
-Ohayo.- Uśmiechnęła się do niego. Już po chwili byli w salonie.- To co mam robić?
-Możesz poukładać te papiery.- Levi wskazał kilka kartonów pełnych papierów.
-Okey~!- Usiadła na fotelu przysuwając sobie jeden karton. Po chwili Levi przyniósł jej herbatę, a sam poszedł na górę. Układając słyszała mniej więcej co się dzieje na górze. Współczuła im nieco. W końcu wiadomo jaki z Leviego jest czyścioch. Aż zaśmiała się na myśl, jak w tym względzie jest on podobny do Rukiego. W sumie nawet wzrost się zgadza ale postanowiła nie mówić tego na głos. Gdy został jej ostatni karton do salonu wszedł Levi i przysiadł na drugim fotelu z kawą.
-Już kończycie zapewne sprzątanie.- Zagadała Sozo.
-Na szczęście.
-Późno zaczęliście.
-Zaczęliśmy od rana, bo wysprzątaliśmy cały dom.- Powiedział Levi, a Sozo nieco zszokowało. Chociaż jak spojrzała na meble to zdawało jej się, że się błyszczą.
-To teraz nieco odpoczniesz.- Uśmiechnęła się do niego i napiła się herbaty.
-W sumie to mam jeszcze tylko drobiazgi do poukładania.- Westchnął, po czym napił się kawy. Pogadali jeszcze chwilę, po czym Levi poszedł znowu na górę, bo Eren go wołał. Gdy Sozo skończyła układanie pożegnała się z Levim i ruszyła do siebie. Było już dość późno i zapewne Kai czekał na nią z obiadem. Wtem zadzwonił jej telefon.
-Halo?
-Hej Ryo-chan~!
-Uru coś się stało?
-Nie, nic. Dzwonię aby powiedzieć, że jesteśmy u Kimie-chan, która zaprasza cię do siebie. Chciała do ciebie zadzwonić ale nadal gada z Rukim. Wiesz, zima nadchodzi to muszą pogadać o kozaczkach.- Sozo zaśmiała się.
-Skoro tak to już do was idę. Będę za jakieś dwadzieścia minut.
-Ok~! To my czekamy~!- Powiedział Uruha, po czym się rozłączył. Sozo coś czuła, że sobie nie odpocznie. Chociaż nie ma to jak wieczór z tymi wariatami. Po długim spacerku w końcu dotarła do domu Kimie.
-Ohayo~!- Krzyknęła lecz było dziwnie cicho. Albo oglądają film albo jedzą. Sozo weszła do salonu i wtem....
-NIESPODZIANKA~!- Krzyknęli. Sozo chwilę stała, po czym uśmiechnęła się szeroko. Jej urodziny~! A myślała, że to dopiero jutro.
-Najlepsze życzenia siostrzyczko~!- Kimie podeszła do niej i uściskała ją mocno.
-Że ja się dałam nabrać na to sprzątanie.- Sozo zaśmiała się.
-Dla mnie to dobrze. Przynajmniej mogłam wszystko dopiąć na ostatni guzik.- Kimie uśmiechnęła się do niej szeroko. Następnie każdy podchodził i składał jej życzenia. A jak zobaczyła górę prezentów to aż się bała czy wszystkie zdoła rozpakować w weekend. Ruki pociągnął ją na środek, gdzie stał tort urodzinowy. Po odśpiewaniu "Sto lat" i różnych innych piosenek Solenizantka zdmuchnęła świeczki. Aż podziękowała później Murasakibarze za tak smaczny tort. Oczywiście później zaczęła się zabawa.
-Ale ja mam jutro szkołę.- Powiedziała Ryo-chan, gdy Kimie dała jej drinka.
-Ryo-chan to nic.- Powiedział Nijimura, obejmując ją.
-Zrobisz sobie jutro wolne.- Powiedział Uruha i objął ją z drugiej strony.
-Nie pić na własnych urodzinach to grzech~!- Stwierdził Niji.
-Plus jak się nie napijesz to będziesz miała pecha.- Stwierdził Uru.
-Kimie-chan jak zacznę się dziwnie zachowywać to lepiej mnie zawiąż.- Stwierdziła Sozo, po czym wypiła całego drinka.
-Jak będziesz się dziwnie zachowywać to podsunę ci Uru-chana w samych bokserkach.
-Kimie~!!!- Krzyknęła zawstydzona Sozo. Kimie zaśmiała się, po czym poszła szukać Sei-chana.

Następnego dnia, po południu Ryo-chan się obudziła. Impreza trwała do 2 w nocy. Na szczęście Niji i Uruha nie zrobili sobie jakiś zawodów w upiciu jej, chociaż sami trzeźwo z tego nie wyszli. Naprawdę świetnie się bawiła, jednak obawiała się zdjęć z tej imprezy. Zwłaszcza jednego, a którym to obejmuje ją kilka chłopaków bez koszulki. Już nawet nie pamięta kto to był, chociaż zapewne Tęczusie. Tak, Kimie musiała zawstydzać ją na każdym kroku i dopiero później dała jej spokój. Będzie musiała podziękować za to Akashiemu. Przez chwilę zastanawiała się czy zejść na dół, jednak nie była głodna, a śpiąca.
-Ryo-chan...- Usłyszała mruknięcie obok siebie. Spojrzała w tamtą stronę i ujrzała Uruhę. Uśmiechnęła się, gdy zauważyła jak próbuje ręką jej wyszukać. Przysunęła się do niego i wtuliła w jego cieplutki tors. Rudzielec pomruczał coś pod nosem i spał dalej. Ona sama z uśmiechem udała się ponownie do krainy Morfeusza.






środa, 2 listopada 2016

Happy Birthday Haizaki~!

Ohayo~! ^w^
Przybyłam~! :D Szybko, co nie~~?! ^^
Ale jest okazja~! Dzisiaj są urodziny Shougo~! :3

Happy Birthday dear Shougo~! <3

Mój syneczku drogi życzę ci wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczęścia, sukcesów w koszykówce, miłości (z Nijimi oczywiście) i spełnienia marzeń~! :*

Z tej oto okazji napisałam miniaturkę :D Coś miłego na wieczór ^^
I nie będę się długo rozpisywać, bo nie ma po co :p
Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego dla Haizakczka~! <3
A Wam miłego czytania ;)
Miłego wieczoru :*
#Kimie


Haizaki spał sobie smacznie, przykryty po sam czubek głowy mięciutką niebieską kołdrą. Po chwili obrócił się na plecy i ziewnął głośno, przeciągając się. Spojrzał na zegarek- 9:15. Usiadł i zerknął za okno. Było dość pochmurno i prawdopodobnie w nocy padało. Co się dziwić, w końcu to jesień. Haizaki wzruszył ramionami, po czym zakopał się pod kołdrą. Nie chciało mu się wstawać. Tu było mu cieplutko, milutko i przyjemnie. Dopiero jak zgłodnieje to wyjdzie z łóżka. Na szczęście zrobił wcześniej zakupy i nie będzie musiał wychodzić. Ułożył się w wygodnej pozycji na prawym boku i prawie już zasypiał, gdy zadzwonił jego telefon. Chciał go zignorować lecz dzwonił niemiłosiernie. Klnąc pod nosem usiadł i wziął telefon, odbierając.
-Czego?!- Warknął do telefonu.
-Shougo co ty taki zły od rana? Skończyły się twoje ulubione płatki?- Usłyszał dobrze znany głos.
-Kimie.....- Mruknął, po czym westchnął, uspokajając się.- Nie, nieważne. Chciałaś coś?
-A po co innego miałabym dzwonić?? Jakbym chciała pogadać to bym zadzwoniła po południu, mając pewność, że nie śpisz.
-A skąd wiedziałaś, że teraz odbiorę?
-Bo masz wkurzający dzwonek.- Powiedziała Kimie, śmiejąc się krótko.
-No dobra, to o co chodzi?
-O Nigou. Tetsu zostawił go wczoraj u siebie w domu, bo nie mógł go zabrać do Kagamiego. A dzisiaj się okazało, że ma gorączkę i nie jest w stanie wrócić. Chciałabym abyś poszedł tam i go nakarmił, a potem wyszedł na spacer, bo musi się wybiegać i przyszedł wtedy do mnie z nim.
-A dlaczego ja? Nie może tego zrobić ktoś inny?!
-Wszyscy są zajęci. Kise z Daikim poszli do Rukiego i Reity. Shin-chan z Takao pojechali do onsen, jak się nie mylę. Mukkun i Muro-chin są na jakimś festiwalu i nie obierają telefonu. Ja z Sei-chanem jestem u jego ojca. A Uru, Aoi i Ryo-chan są u Kaolu. Mine jeszcze nie wróciła od rodzinki, a Akina jest u lekarza. Więc zostałeś ty~!
-Eeee......- Haizaki zmieszał się nieco, gdyż Kimie mówiła tak szybko, że połowy nie zrozumiał.- A ten debil??
-Niji nie odbiera telefonu. Chociaż mówił coś, że ma jakąś sprawę do załatwienia.
-A Kagami?
-Przecież dobrze wiesz, że on się boi psów. Plus ktoś musi pilnować Kuroko.
-Heh~! No dobrze. Ej~! Ale skoro ty jesteś u Pana Akashiego to tam mam ci przyprowadzić Nigou??
-Nie. Z Sei-chanem będziemy w domu o 17, więc do tego czasu musisz się psiakiem zaopiekować.
-Heh~!- Westchnął Haizaki cierpiętniczo.
-Jest 9:40, więc tak o 11 musisz tam być. Kluczyk jest pod doniczką z różami. Nakarmisz go, a potem na spacer.
-Dobra..... Czekaj! Przecież od jego domu do was to.... Muszę przejść całe miasto~?!!
-No tak. Oj, dasz radę. To nie jest tak daleko. Przynajmniej Nigou porządnie pospaceruje. I tak możesz posiedzieć u niego z godzinę albo dwie. U nas bądź najlepiej okolo 18. Dobrze~??!
-Dobrze, dobrze.
-Dziękuje~!- Kimie posłała mu buziaka.- To widzimy się później.- Powiedziała i się rozłączyła. Haizaki westchnął niczym męczennik i powoli wstał. Skierował swoje kroki do łazienki. Rozebrał się i wszedł pod prysznic. Musiał się jakoś obudzić, a prysznic zawsze go orzeźwiał. Następnie umył zęby, ubrał się i zszedł do kuchni aby zjeść śniadanie. Wyjął płatki i wsypując je do miski próbował dodzwonić się do Nijimury. Ten jednak nie odbierał, na co prychnął wkurzony. I tak mu coś nie pasowało. Nijimura miałby nagle dać mu spokój?? Chyba w snach. Zwłaszcza, że dostałby od niego SMSa albo przyszedłby z samego rana. Chociaż i tak się wczoraj dziwił, że nie został na noc. Jak sobie przypomina to Akashi miał do niego jakąś sprawę. W sumie mógłby zadzwonić do Kimie i dowiedzieć się o co chodziło. Z drugiej jednak strony po co miał to wiedzieć?? Zignorował tą ciekawską stronę i zalał płatki mlekiem. Zjadł, napił się jeszcze soku, po czym ubrał się ciepło i wyszedł. Wzdrygnął się, czując jednak chłód. Wcisnął dłonie w kieszenie kurtki i poszedł na autobus. Nie chciało mu się iść. Akurat, gdy doszedł do przystanku przyjechał autobus, więc kupił bilet i wszedł. Na szczęście nie była to 7 rano, kiedy jest tu mega ciasno. Po dziesięciu minutach wyszedł i skierował się do domu Kuroko. Gdy już tam dotarł wziął kluczyk spod doniczki i wszedł. Nigou przywitał go radośnie.
-Hej, hej. Matko, aleś ty urósł.- Haizaki pogłaskał go po głowie i grzbiecie. Teraz sięgał mu już ponad kolana. Chociaż co się dziwić, w końcu to malamut. I pomyśleć, że był taki malutki. Haizaki najpierw założył mu obrożę i zapiął smycz, wychodząc z nim na chwilę na spacer. Szczęśliwy pies najpierw nieco pobiegł, po czym załatwił swoje potrzeby, więc wrócili do domu. Haizaiki nałożył mu karmy mokrej i suchej oraz nalał wody. Sam wyszperał sobie paczkę chipsów i puszkę coli, po czym usiadł na kanapie i włączył jakiś teleturniej. Nigou, gdy zjadł położył się obok niego, kładąc łeb na jego nogach. Haizaki podrapał go za uchem, po czym dalej oglądał.
Czas szybko leciał i nim się obejrzał już musiał wychodzić z Nigou do Kimie. Na szczęście dobrze znał miasto i wiedział jak w miarę szybko do niej dotrze. Na jego jednak nieszczęście pies był pełen energii i musiał w parku przed dobre pół godziny rzucać mu patyk. Po tym musiał go mocno trzymać, bo zobaczył: suczkę, kota, wiewiórkę, motylka i rowerzystę. Zastanawiał się jak Kuroko daje sobie z nim radę. Zwłaszcza, że pies ważył chyba tyle co on.
Mimo skrótów
-Jestem!- Krzyknął wchodząc. Opiął Nigou smycz, który od razu gdzieś pobiegł. Sam ściągnął buty oraz kurtkę, czapkę i szalik.- Halo~!- Krzyknął lecz odpowiedziała mu cisza. Widział samochód Akashiego, więc na pewno wrócili. Plus drzwi były otwarte.- Jest tu ktoś?- Powiedział i wszedł do salonu.
-NIESPODZIANKA~~!!- Krzyknęli zebrani, a Haizaki zdębiał. Przecież dzisiaj jest 2 listopada~! Jego urodziny~! Zakrył dłonią oczy i uśmiechnął się głupio. Jak mógł zapomnieć??
-Wszystkiego Najlepszego Shougo~!- Kimie podeszła i mocno go uściskała.
-Ty spryciulo jedna. Tak mnie okłamać~?- Powiedział Haizaki niby z wyrzutem, jednak uśmiech wszystko niszczył.
-Dla dobra sprawy czasem trzeba. I tak omal się nie roześmiałam, gdy Takao wieszał ozdoby i tańczył przy tym.- Zaśmiała się na samo wspomnienie.
-Haizakicchi~!- Kise prawie że się na niego rzucił i uściskał mocno. Właśnie w tym momencie wszedł Nigou i zaszczekał wesoło, na co Kagami się wzdrygnął.
-Najlepszego~!- Teraz podeszła do niego Akina wraz z Daikim. I co było dziwne Daiki poklepał go przyjaźnie po plecach.
-Ha-i-za-ki-cchi~!- Mine rzuciła się na niego niczym Kise i mocno wyściskała, dając przy tym pluszowego, różowego misia. Nieco dziwny prezent ale w sumie miły.
-Sto lat~!- Ryo-chan również go uściskała.- Prezent masz tam. Nie chce mi się teraz go szukać.- Sozo wskazała na stół pełen prezentów.
-Niespodzianka~!- Haizaki usłyszał nagle za sobą i ktoś objął go w pasie. Odwrócił głowę w tamtą stronę i został lekko pocałowany.
-Niji~!- Krzyknął nieco zawstydzony.
-A kto inny~!?- Szatyn uśmiechnął się szeroko.- No Solenizancie~! Ruszaj swoje zgrabne nóżki, bo tort czeka.- Powiedział i niby przypadkiem poklepał go po tyłku. Haizaki pomruczał coś pod nosem i ruszył w stronę tortu. Zdmuchnął świeczki, po czym każdy dostał po kawałku słodyczy. Następnie reszta złożyła mu życzenia i impreza rozpoczęła się na dobre. Każdy świetnie się bawił tańcząc, jedząc, pijąc i śpiewając.
Około północy Solenizant został porwany przez Nijimure i zaciągnięty do jednej z sypialni na górze.
-Niji!- Wrzasnął na niego Haizaki, gdy ten popchnął go na łóżko.
-No co?- Zapytał szatyn, ściągając marynarkę.
-Nie możesz mi dzisiaj odpuścić?? Jestem nieco zmęczony.- Wymamrotał Haizaki, jednak patrzył na niego hardo.
-Ale ja chciałem ci dać prezent. I to bardzo przyjemny prezent.- Wymruczał Souzo z perwersyjnym uśmieszkiem ściągając koszulę. Haizaki przełknął gulę, nie wiedząc co powiedzieć.
-A-Ale...- Kolejne słowa zostały stłumione przez delikatny lecz stanowczy pocałunek. Nijimura przewrócił Haizakiego na plecy, a jego dłonie wślizgnęły się pod jego koszulkę.
-Souzo....- Wysapał Shougo, patrząc na niego spod wpół przymkniętych powiek.
-Ciii~! Będę dzisiaj bardzo delikatny.- Wyszeptał Nijimura, po czym ponownie go pocałował....

Haziaki spał sobie smacznie pod ciepłą, mięciutką kołderką, wtulony w Nijimure. Gdy się obudził przez chwilę nie wiedział gdzie jest. Jednak widząc obok siebie szatyna od razu przypomniał sobie wszystko. Od niespodzianki po namiętny prezent od Nijimury. Zarumienił się na te ostatnie chwile. Uśmiechnął się zarazem, gdy przypomniał sobie co mówił Nijimura zanim zasnął. Wtulił się w jego bok, na co szatyn objął go w pasie.
-Też Cię Kocham.- Wymamrotał, po czym ponownie udał się do krainy snów.







wtorek, 1 listopada 2016

Tęczowe Strachy~!

Witam Was Moi Mili~! ^w^

Od razu Was bardzo przepraszam, za moją tak długą nieobecność -.- Naprawdę nie miała tyle czau aby napisać cokolwiek. Brak czasu, sprawy rodzinne, brak weny i tym podobne czynniki, przez które po prostu się zacięłam ;-; 
Z LBP nadal stoję, ostatnio napisała nieco Ferajny i nic poza tym. Naprawdę chciałam dodawać posty częściej ale wszystko jak na złość się zbuntowało >.< 
Oczywiście pamiętam o waszych zamówieniach i mam nadzieję, że wena wróci i napiszę to jeszcze w tym roku ^^ 

Ogółem to bardzo dziękuje za waszą cierpliwość i, że tu nadal wchodzicie ^w^
Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę jak uszczęśliwiają mnie wasze komentarze <3 
Jesteście MEGA KOCHANE~! :* <3 

A co do komentarzy to- ponownie- serdecznie przepraszam za opóźnienia w odpisywaniu i w ogóle. -.- Ale jak nie ma się czasu na pisanie to nie ma się czasu na komentarze. Powoli ogarniam to wszystko i postaram się w tym tygodniu to nadrobić ^^ 

Zachęcam również do zaglądania na fanpage'a, gdyż tam często przebywam, gdy wena pójdzie sobie w siną dal :p Oczywiście możecie pisać również tutaj- na pewno odpowiem ;)

A dzisiaj przedstawiam Wam Halloweenowe miniaturki~! ^w^
Wiem, że jest po północy i to powinno pojawić się wczoraj ale nie dało się szybciej pisać :p I tak nie napisałam wszystkiego czego chciałam -.- Mam jednak nadzieję, że te miniaturki wystarczą :3

Co do postów to w środę pojawi się one-shot, a później Ferajna :3
Nie piszę jej dokładnej daty, gdyż nie wiem kiedy skończę :p
I tu zachęcam do komentowania~! :D
 Proszę nie wstydźcie się komentować, bo mi to daję radość i satysfakcję z wykonanej pracy :D 
I oczywiście wtedy możecie dołączyć do Tęczowej Ekipy ;)
Przypomnę, że zajęte osoby to Akashi, Aomine, Kise i Uruha :3
Reszta czeka na swą drugą połówkę~! <3
I do swojego profilu- szczegóły w poście "Tęczowa Ferajna- Zwiastun"- proszę dopisać cechy charakteru :3

Przestaję paplać i Serdecznie Zapraszam do czytania~! :3
Słodkich snów i miłego dnia~! <3
#Kimie




"Puszka"- Aomine x Kise

Ostatni dzień października okazał się całkiem ciepły, jak na jesienną porę. Słoneczko miło świeciło i aż chciało się wyjść na spacer. Jednak Kise wraz z Aomine postanowili zostać w domu i poleniuchować przed telewizorem. Wprawdzie blondyn chciał udać się na bal przebierańców, w końcu dzisiaj Halloween, jednak nieco się przeziębił, a nie chciał się bardziej rozchorować. W końcu praca modela zobowiązuje. Dodatkowo Aomine miał dzisiaj wolny dzień od pracy, którą rozpoczął w wakacje, więc trzeba wykorzystać dzień z chłopakiem.
-Aominecchi~! A może zaprosimy Kurokocchiego i Kagamicchiego~?! Obejrzymy razem film czy coś.- Krzyknął Kise z łazienki. Właśnie wziął prysznic, po dwugodzinnym graniu w kosza.
-A po co ci oni?- Spytał Aomine, wchodząc do łazienki. Oparł się o framugę i patrzał jak blondyn nakłada odżywkę na włosy.
-No żeby pogadać, spędzić razem czas. Ostatni raz widzieliśmy się z nimi miesiąc temu i to całkiem przypadkowo. Do tego zamieniliśmy z nimi tylko kilka zdań.
-To co?! Nikogo nie zapraszamy.
-Dlaczego~~?!- Mruknął niezadowolony Kise.
-Bo ten wolny dzień spędzam tylko i wyłącznie z moim ukochanym.- Powiedział stanowczo Aomine, uśmiechając się do niego subtelnie. Kise zarumienił się na te słowa i pomruczał coś pod nosem. Nie mógł podważyć takiego argumentu.
-Właśnie. Idę do sklepu. Chcesz coś?- Spytał Aomine podchodząc to niego i przytulając go od tyłu.
-Hmmm......W sumie to tylko sok jabłkowy i landrynki owocowe. Ano i może jeszcze popcorn.- Powiedział po chwili zastanowienia.
-Okey~! To ja idę, a ty nie siedź tu za długo. Możesz wybrać jakiś film.- Powiedział Aomine, po czym cmoknął Kise w policzek.
-Hahaha. Okey. Wracaj szybko.- Powiedział z uśmiechem, po czym, gdy granatowowłosy wyszedł, zaczął suszyć włosy.
Po jakiś 15 minutach blondyn wyszedł z łazienki. Czuł się naprawdę zrelaksowany po graniu i prysznicu. Z racji, iż Aomine jeszcze nie wrócił ruszył do salonu aby wybrać film. Przynajmniej wybierze taki, po którym normalnie pójdzie spać. Wszedł do salonu, a na stoliku zauważył puszkę. Przez chwilę myślał, że to jakiś napój lecz jak wziął ją do ręki okazało się całkiem inaczej. Etykieta była bardzo kolorowa i widniał na niej napis "Puszka szczęścia. Otwórz, a będziesz szczęśliwy~!". Z ciekawości, co takiego może go uszczęśliwić otworzył puszkę. Coś z niej nagle wystrzeliło, aż na początku nie wiedział co. Gdy zobaczył co to takiego wcale nie był szczęśliwy.
-Aaaaaa~~!!!- Krzyknął głośno, szybko się otrzepując.
-Kise?! Co jest?!!- Właśnie w tym momencie przyszedł Aomine. Kise widząc go wręcz do niego podbiegł i schował się za nim.
-Aominecchi ratuj~! One są wszędzie~~!!
-Co jest wszędzie?
-Robaki!!!- Kise wskazał na puszkę, która teraz leżała na ziemi. Zpadła chwila ciszy, po czym Aomine zaśmiał się głośno. Kise spojrzał na niego krytycznie.- To nie jest śmieszne~!- Krzyknął blondyn ze łzami w oczach.
-Jest~! Hahaha!- Aomine ukucnął i wziął jednego robaka.- Bo te robaczki są z gumy. A ta puszka to na Halloween.- Aomine zaśmiał się ponownie. Widząc jednak nadal przerażonego Kise przestał i przytulił go mocno.- Oj głupolu. Zostawić cię na moment. Nie martw się. Żadne robaki cię nie zjedzą.- Powiedział uspokajająco, głaszcząc go po plecach. Kise wtulił się w niego mocno. Sztuczne czy nie robaki i tak są ohydne~!
Po tym incydencie Aomine posprzątał, po czym usiedli na kanapie włączając jakąś komedie, zajadając się popcornem. W pewnym momencie, gdy Kise sięgał po pice zobaczył pająka obok szklanki.
-Kolejny Halloweenowy żart?- Spytał się Aomine.
-Nie Kise, to jest prawdziwy pająk i właśnie teraz wchodzi ci na rękę.- Powiedział Aomine poważnym tonem. Kise po tych słowach krzyknął głośno, strzepnął pająka z ręki i pognał do łazienki. Aomine nie mógł się powstrzymać i zaśmiał się, zabijając winowajcę. I mimo, że Kise wyszedł jednak z łazienki i obejrzeli do końca całkiem zabawny film to i tak nie mógł zasnąć. Na szczęście miał obok siebie nieustraszonego Aomine, który zabije każdego robaka, który pojawi się przed Kise.



"Śmieszek"- Aomine x Kagami

Kagami po treningu, na którym znowu nie ćwiczył, bo się ostatnio przetrenował, miał zamiar iść z drużyną na jakieś dobre jedzonko. Wyszedł z szatni i wtem dostał SMSa.

Od: Aho
Do Kagami
Temat: To koniec
Treść: ...

Chwilę gapił się w ekran kompletnie nie wiedząc o co może chodzić temu debilowi. Do głowy wpadło mu, że to koniec ich związku i wcale nie poczuł się z tym dobrze.
-Kagami-kun coś się stało?- Zapytał Kuroko, widząc jego minę.
-Nie, nie~! Po prostu o czym zapominałem. Sorka ale muszę iść. Przeproś ode mnie resztę.- Powiedział pospiesznie i ruszył w stronę domu Aomine. Bez wyjaśnień sobie nie pójdzie~! Jakieś 10 minut później już pukał do jego drzwi.
-He?- Otworzył mu Daiki ze znudzonym spojrzeniem.
-Jakie he?!- Warknął Kagami, wchodząc do środka bez zaproszenia.- Co ma znaczyć ten SMS~?!!- Kagami szybko wyciągnął telefon i pokazał mu wiadomość. Aomine spojrzał na ekran, potem na Kagamiego.
-Nic.
-Jak to nic~?! Z czym koniec?!
-Z serialem. Dzisiaj puścili ostatni odcinek. Nie wiem co ze sobą teraz robić.- Mruknąl Aomine, a Kagamiemu opadły ręce. Chodziło mu o jakiś głupi serial?!!
-Tyyyyy........-Warknął lecz wtem przypomniało mu się, że jest u Aomine i mogą być jego rodzice.
-Co jest?- Zapytał od razu Daiki.
-Nic. Zapomniałem, że twoi rodzice są w domu.
-Nie ma ich. Pojechali do ciotki.
-Co?! Eh~! Nieważne.- Mruknął lecz przypomniało mu się coś ważnego.- Przez twoją błahostkę nie poszedłem z drużyną czegoś zjeść~!
-I dobrze.- Aomine uśmiechnął się lekko.
-Dobrze~?! Że nic nie zjadłem~?? Głodny jestem debilu~!- Warknął na niego.
-Kagami.- Aomie odwrócił go w stronę kuchni i zaprowadził do niej. Po tym położył przed nim pudełko, w którym był ryż z warzywami i kurczakiem.
-He?!- Spojrzał na to zaskoczony. Usiadł, a Ao podał mu widelec.- Ty to zrobiłeś?- Zapytał, biorąc się za jedzenie.
-No co ty~! Kimie była po południu i zrobiła.
-A~!  Twoja siostra.- Przypomniało się Kagamiemu. Widział ją chyba z dwa razy. Jakoś nie mieli czasu aby ze sobą dłużej porozmawiać.
-Chciałem pizze zamówić, jednak ona stwierdziła, że muszę się zdrowo odżywiać, więc to zrobiła. Już nie wspomnę, że było tego dla całej rodziny. Chociaż na nas trzech wystarczyło.
-Trzech??
-Zjedliśmy razem. Ty jesteś ten trzeci.
Kagami mruknął tylko i skończył jeść. Podziękował za posiłek i chciał wyjść, jednak Aomine przekonał go aby został. W końcu nie mieli w tygodniu dla siebie dużo czasu. Kagami postanowił, że się położy.  Daiki powiedział, że za chwilę do niego przyjdzie tylko pogoni dzieci sąsiadów, które zapewne przyjdą za chwile po cukierki. Taiga położył się na łóżko Aomine i westchnął zadowolony. W końcu mógł odpocząć. Nagle usłyszał warczenie, które dochodziło z korytarza. Od razu usiadł na łóżku, nasłuchując. Bał się psów, a ten wnioskując po warczeniu malutki nie był. Wtem drzwi do sypialni się , a warczenie stało się coraz głośniejsze.
-A~!- Kagami krzyknął, gdy drzwi otworzyły się z hukiem. Zamknął oczy, a po chwili poczuł ciężar i coś powaliło go na łóżko. Nie słysząc warczenia niepewnie otworzył oczy. Nie spodziewał się tego, co zobaczył. Aomine w wilczych prawdopodobnie uszach leżał na nim i uśmiechał się szeroko.
-Ahomine!!- Krzyknął na niego i próbował się wyrwać lecz bez skutku.
-Byś widział swoją minę.- Zaśmiał się granatowowłosy.
-Złaź ze mnie!!
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo cię upolowałem i mam zamiar skonsumować.- Wymruczał Ao, po czym wpił się w jego usta. Kagami nie miał innego wyboru jak dać się pożreć. W sumie to psy może i są straszne, jednak wilki to co innego. Jednak te drugie mają stanowczo za dużą podnietę, co stwierdził Taiga  dnia, gdy nie mógł wstać z łóżka.



"Duch"- Kise x Kuroko

Kise wiedział, że ma przechlapane. I to bardzo. Już mógł zamawiać sobie trumnę i pisać testament. Dlaczego? Przez obietnicę, której nie dotrzymał. O 18 miał być u Kuroko aby zjeść z nim kolację. Miał to być ich ostatni wolny wieczór, gdyż z początkiem listopada mieli się skupić na nauce i treningach. W końcu chcieli dobrze napisać egzaminy końcowe i zagrać niezapomniany mecz na ostatnim Winter Cup. Kise obiecywał, że przyjdzie i się nie spóźni. Jednak właśnie był spóźniony. I to nie 5 czy 10 minut a całe 2 godziny~!! Jak to się stało?? Ano po sesji, która kończyła się o 17 miał pojechać prosto do Kuroko. Jednak sesja przeciągnęła się do 17:20. Zdążyłby, gdyby nie fanki, które złapały go na parkingu. Nie mógł się od nich opędzić, na dodatek każda dała mu coś na Halloween. Jego słowa, że nie może jeść tyle słodyczy były niedosłyszane i teraz miał z wór cukierków o najróżniejszych smakach, pełno lizaków, żelków i jakiś ciasteczek. I był spóźniony.
Stał właśnie przed drzwiami do swojego mieszkania. To tu mieli zjeść kolację i zapewne Kurokocchi już tam na niego czego. I zapewne z siekierą aby odrąbać mu łeb, a nie z kolację. Przełknął gulę i wszedł powoli. Wszędzie było ciemno.
-Kurokocchi??- Zapytał niepewnie lecz odpowiedziała mu cisza. Ściągnął buty i kurtkę, po czym ruszył do salonu. Chciał po drodze zapalić światło lecz z nerwów zapomniał gdzie jest włącznik. Wszedł powoli do salonu.
-Kurokocchi naprawdę przepraszam. Sesja się przeciągnęła do tego fanki mnie zaatakowały~! Ale dzięki temu mam pełno słodyczy~!- Zaśmiał się nerwowo. Teraz postanowił poszukać jednak włącznika, gdyż naprawdę nic nie widział. A najbliższy włącznik był po lewej stronie, w kuchni. Doszedł tam niepewnie, a podłoga skrzypiała lekko gdy stawiał kolejne kroki. Powoli  zapalił świat i wtedy....
-Buuuu~!- Usłyszał za sobą i coś dotknęło jego pleców.
-Aaaa~!- Pisnął i odskoczył na dwa mety, uderzając przez to w lampę. Rozmasowując sobie czoło odwrócił się.- Kurokocchi~!- Krzyknął, widząc niebieskowłosego, który patrzył na niego z pokerową miną.
-Jesteś naprawdę zabawny Kise-kun.- Powiedział i nawet lekko się uśmiechnął.
-Kurokocchi~! Ja przepraszam~! Sesja i...- Zaczął się tłumaczyć model.
-Słyszałem, słyszałem. Nie musisz powtarzać.
-Więc.....jesteś zły?
-Nie do końca.
-Serio?!- Zdziwił się Kise.
-W sumie to ja również się spóźniłem. Koledzy z drużyny mnie zatrzymali i przyszedłem dopiero jakieś pół godziny temu. Jestem jednak trochę zły na ciebie, że nawet nie zadzwoniłeś.- Powiedział spokojnie.
-Naprawdę przepraszam~! Tak się skupiłem aby się nie spóźnić, że nawet do głowy mi to nie przyszło.- Powiedział ze skruchą blondyn. Kuroko uśmiechnął się lekko i podszedł do niego. Pociągnął go za koszulkę, po czym pocałował w czółko.
-Wybaczam.- Uśmiechnął się do niego.
-Kurokocchi~!- Kise mocno go do siebie przytulił. Po tym zamówili sobie pizze, a następnie zajadali się słodyczami. Kuroko stwierdził nawet później, że to fajnie, że dostał to wszystko. W tych wszystkich słodyczach znalazły się nawet ciasteczka dla psa. Nie wiadomo było czy to pomyłka, czy po prostu Halloweenowy żart. Mimo spóźnienia miło spędzili ten wieczór. A resztą słodyczy podzieli się ze znajomymi.



"Nożyczkoręki"- Akashi x Furihata

Furihata naprawdę nienawidził wszystkiego co straszne. I tak łatwo było go przestraszyć. Naprawdę próbował pozbyć się lęku albo po prostu być bardziej odważnym lecz na nic zdały się jego działania. Oczywiście czasami był odważny ale to rzadko i na dodatek sytuacje nie były takie straszne. I tak myślał, że od dnia w którym zgubił się w lesie nie nadejdzie nic straszniejszego. Jednak takowy dzień nadszedł, a był to dzień, w którym poznał Akashiego Seijuro. Przenigdy nie zapomni tego spojrzenia, pełnego wyższości i władzy, które przeszywało go na wylot. Czuł jakby przez jedno spojrzenie on wiedział wszystkiego jego tajemnice. I można by ująć, że drugi takowy dzień nadszedł ponownie. Wracał wtedy z treningu. Postanowił iść inną drogą i niedaleko domu dosłownie na niego wpadł. Najchętniej to by się wtedy zapadł pod ziemię. O dziwo jednak wyszedł z tego żywy. Do tego Akashi był bardzo miły. Spotkał go po tym  dnia i nawet nieco porozmawiali. I sam nie wie kiedy Akashi przestał być taki straszny i kiedy się w nim zakochał. A tego kiedy zostali parą w ogóle nie pamięta. No pamięta jednak datę, bo inaczej byłby martwy. W końcu to taka rocznica. następnego
Furihata stał się nieco bardziej odważny, jednak nie spodziewał się, że jednego dnia ta odwaga z niego uleci.
Ostatniego dnia października, tuż po treningu udał się do domu Akashiego. Nieco się denerwował, jednak myśl, że się z nim spotka dodawało mu otuchy. Było już dość ciemno i zbierało się na burzę. Zapukał, a po chwili otworzyła mu jednak z służących. Powiedział, że panicz Seijuro czeka na niego u siebie w pokoju. Z mocno bijącym sercem wszedł na górę, po czym niepewnie do jego pokoju.
-A-Akashi?- Zapytał, zamykając drzwi. W pokoju było strasznie ciemno i nikłe światło dawało tylko otwarte okno. Niepewnie zapalił nocną lampkę. To co zobaczył aż odebrało mu mowę. Akashi stał jakieś dwa metry od niego z morderczym spojrzeniem, a zamiast dłoni miał duże nożyczki. Po chwili zaczął iść w jego stronę, na co Koki zaczął się cofać aż usiadł na łóżku.
-A-A-Akashi....- Zadrżał ze strachu. Czerwonowłosy jednym szybki ruchem rozciął mu bluzkę. Po kilku kolejnych cięciach Furihata leżał na łóżku całkiem nagi, a jego ubranie leżało na podłodze w strzępach. Wtem poczuł delikatny pocałunek na swych wargach. Usta zaczęły schodzić coraz niżej, a on całkowicie przestał myśleć....
Furihata leżał obok Akashiego przykryty kołdrą pod samą szyję. Patrzył na Akashiego, który półleżąc przyglądał się z podziwem rękawiczką z nożyczkami.
-Skąd wynalazłeś takie coś?- Spytał Koki.
-Dostałem.
-Od kogo?
-Od siostry Aomine.- Powiedział spokojnie.
-Aomine ma siostrę~?!- Prawie że wykrzyknął.
-Tak ma. Jednak ma nieco inny charakter od swojego brata. Może kiedyś ją poznasz.- Powiedział Akashi w zastanowieniu.
-A dlaczego dała ci takie coś??
-Znalazła to, gdy szukała kostiumu dla siebie. Od razu stwierdziła, że bardzo to do mnie pasuje.- Akashi uśmiechnął się lekko. Furihata przyznał, że siostra Aomine musi dobrze znać Akashiego i najwyraźniej się go nie bać, skoro daje mu takie prezenty. Akashi odłożył rękawiczki na stolik, po czym położył się i przysunął do siebie Kokiego zaborczo.
-Em..... Akashi?
-Tak?
-Nie mam się w co ubrać.
-A po co masz się ubierać?
-A jak stąd wyjdę?
-Na razie nigdzie nie idziesz.
-Ale co ja powiem rodzicom, jak nie przyjdę dzisiaj do domu~??
-Powiesz im, że zostałeś porwany.
-Ta, przez psychopatę, który podarł mi ubrani, a następnie....- Koki na samą myśl o tym, co przed chwilą robili zarumienił się mocno. Akashi uśmiechnął się na ten widok i pocałował go w czoło.
-I to jeszcze nie koniec.- Wyszeptał mu do ucha, na co Furihata kompletnie spalił buraka. Teraz nie bał się tak bardzo Akashiego. Bardziej się bał Riko, która zapewne będzie wściekła, gdyż na pewno nie będzie mógł grać z wiadomych przyczyn, do których za  skarby świata się nie przyzna.

żadne

"Cukierek albo cukierek"- Murasakibara x Himuro
 
Ta miniaturka jest dla Himuro, gdyż w niedzielę miał urodziny.
Jednak przez brak czasu nie mogłam nic specjalnego napisać i wstawić wczoraj, więc lekko spóźniony prezent dla mojego syneczka z gorącymi życzeniami~! :*


Czarnowłosy chłopak leżał na brzuchu na kanapie i czytał sobie magazyn sportowy. Po chwili jednak poczuł na sobie ciężar.
-Muro-chin~! Co robisz~?- Zapytał Murasakibara z lizakiem w buzi.
-Czytam. Atsushi ciężki jesteś.- Powiedział i próbował się poruszyć. Fioletowowłosy usiadł i pociągnął za sobą chłopaka tak, że ten siedział na jego kolanach.
-A dlaczego jesteś taki smutny~?- Pytał dalej.
-Nie jestem smutny tylko znudzony. Cały czas pada, a ja chciałem dzisiaj pograć nieco. Nawet umówiłem się z Taigą.- Spojrzał na okno, za którym cały czas padało.
-Z Kagamim???- Murasakibara spojrzał na niego podejrzliwie.
-Hahaha~! Aleś ty się robisz zazdrosny, gdy chodzi o Kagamiego. Przecież mówiłem ci już wiele razy, że to mój brat.- Himuro przytulił się do niego.
-Ale nie rodzony.- Odburknął Atsushi.
-Eh~! Dobra, skończmy ten temat. Co porobimy?
-Hmmm... Mi to obojętnie. Obojętnie co byle z Muro-chinem~!
-Hahaha~! No dobrze. To może upieczemy ciasto? W sumie dzisiaj Halloween, więc możemy sobie pozwolić na nieco więcej słodyczy.- Himuro uśmiechnął się słodko. Atsushi na te słowa wstał z Tetsuyą na rękach i zaniósł go do kuchni.
Po jakiś dwóch godzinach mieli ciasto czekoladowe, pierniczki, sernik eklerki. Miło i sprawnie im się pracowało, dlatego tyle upiekli. Plus wiadomo, że Murasakibara to łakomczuch i jedno ciasto to dla niego za mało.
-Wszystko tak słodko wygląda~! W sumie Muro-chin też słodko wygląda~!- Murasakibara objął go d tyłu.
-Hahaha~! Ale ja nie jestem ciastem.- Himuro cmoknął go w policzek, po czym ściągnął fartuszek.- Ja idę się umyć, a ty w tym czasie pozmywaj.- Uśmiechnął się do niego, po czym ruszył do łazienki. Fioletowowłosy niechętnie wziął się za zmywanie i ogółem sprzątanie. Gdy Himuro wyszedł z łazienki Atsushi zajął jego miejsce. O dziwo nie wziął ani kęsa z tego co zrobili. Tetsuya wiedział, że zapewen czekał na niego aby zjeść to wspólnie.
Murasakibara odświeżony wyszedł z łazienki i skierował swoje kroki do salonu. W domu pachniało ich wypiekami i aż się głodny zrobił.
-Muro-chin~! Zrobiłeś może herbatę?- Spytał wchodząc do salonu. I przez chwilę myślał, że ma zwidy. Jednak po 5 minutach obraz się nie zmienił. Himuro dalej klęczał nago na środku salonu, oblany sosem czekoladowym, liżąc przy tym lizaka. Atsushi niczym w transie podszedł do niego i uklęknął, po czym zaczął zlizywać sos z jego szyi, na co Tetsuya jęknął cicho.
-Mój cukiereczek....- Mruknął Murasakibara, po czym polizał jego ucho...

-Muszę jeszcze raz się umyć.- Stwierdził Himuro, leżąc obok Murasakibary na podłodze.- Na szczęście nie pobrudziliśmy podłogi. Zlizałeś całą czekoladę.
-Czekoladą na pewno nie pobrudziliśmy ale na pewno czymś innym.- Mruknął zadowolony Atsushi.
-Która godzina?- Spytał szatyn, przeciągają się.
-Szesnasta.
-Ups~!
-Co?
-Zapomniałem, że Kagami ma przyjść o siedemnastej.- Po tych słowach zapadła niezręczna cisza. Szybko jednak poszli się ponownie wykąpać, a następnie dokładnie wysprzątali salon. I tak Himuro czuł się niezręcznie, gdy przyszedł Kagami i siedzieli w salonie zajadając się ciastem.



"Dr.Midostain"- Midorima x Takao
Takao nucił sobie wesołą melodyjkę krojąc warzywa. Jakoś od rana było mu strasznie wesoło. Może miał dzisiaj szczęśliwy dzień??
-Shin-chan~~~!! Jaki jest mój dzisiejszy horoskop~??!- Wydarł się na cały dom.
-Nie musisz tak krzyczeć.- Powiedział Midorima wchodząc po chwili do kuchni.- A dlaczego nagle cię to tak interesuje? Przecież nie mamy dzisiaj żadnego meczu.
-A bo dzisiaj mi tak radośnie~! No bardziej niż zwykle, według ciebie.- Uśmiechnął się do niego szeroko. Nie przestał wtedy kroić warzyw i niestety cię zaciął.- Ał~!- Jęknął puszczając nóż.
-Poczekaj.- Midorima podszedł do niego z chusteczką i delikatnie ujął jego zraniony palec.- Przytrzymaj.- Powiedział, po czym sięgnął po plaster. Wziął chusteczką, po czym zakleił ranę. Takao chwilę przyglądał się temu.
-A teraz pocałuj aby nie bolało~!- Powiedział radośnie, podsuwając mu palce do ust. Zaśmiał się, gdyż myślał, że tego nie zrobi. Jakie było jego zdziwienie, gdy poczuł delikatny pocałunek na swoim palcu. Aż lekko się zarumienił.
-Poradzisz sobie z warzywami?- Zapytał Midorima.
-Tak, tak~! To nic takiego, więc idź na górę i rób co tam musisz.- Powiedział Takao popychając Midorimę do wyjścia. Zielonowłosy westchnął, po czym poprawił okulary i ruszył na górę. Szatyn zaś dalej sobie nucąc wziął się za obiad.
Po obiedzie wzięli się za lekcje. Jednak Takao nie mógł wysiedzieć w jednym miejscu. Co chwila wiercił się i kręcił, przez co uderzył się w głowę.
-To boliiiii~!- Jęknął, rozmasowując sobie głowę.
-Pokaż mi to.- Midorima zabrał jego ręce i sprawdził miejsce uderzenia.- Na szczęście nie ma rany.- Mruknął, po czym wyszedł. Wrócił po chwili ze ścierką z lodem i położył delikatnie na jego głowie.- Musisz bardziej uważać.- Mruknął.
-Dobrze Panie Doktorze~!- Wyśpiewał Takao, śmiejąc się.
-Nie jestem lekarzem.
-Dla mnie jesteś~! Doktor Miduś~!- Powiedział Takao i aż trząsł się ze śmiechu.
-Koszmarniejszej nazwy nie mogłeś wymyślić?!- Powiedział nieco zirytowany Midorima.
-Doktor Midostain~!- Wykrzyknął Takao.
-Przypomnę ci, że Frankenstein był potworem stworzonym przez szalonego naukowca.
-To ja będę tym naukowcem, a ty potworem.
-A wiesz, że Frankenstein był zły?
-Wiem~! Ty jednak będziesz dobry.- Takao popacał go po głowie.
-A może jednak jestem zły?- Mruknął Midorima z uśmieszkiem. Takao spojrzał na niego zdziwiony. Nagle Midorima położył dłoń na jego kroczy i ścisnął je. Druga zaś wślizgnęła się pod koszulkę aby podszczypać sutek. Takao jęknął, wypychając  biodra do przodu...

-I tak jesteś dobry Shin-chan. A raczej cholernie dobry.- Powiedział Takao, próbując unormować oddech.- A potworem to ty jesteś tylko, że łóżkowym.- Mruknął. Midorima chyba przeszedł dzisiaj samego siebie.
-Skoro jestem potworem....- Midorima położył się na nim i ukryzł go w ucho.-....to jeszcze nie koniec na dzisiaj.
-Iiiiik~!- Pisnął Takao. Już nie wiedział, czy był bardziej zadowolony z tej postawy Shin-chana, czy przerażony na myśl o tym, jak będzie jutro grał.




PS. Przepraszam, że tekst jest tak wyśrodkowany ale coś się zacięło i nie chce poprawić ;-;