Doberek~! ^.^
Przychodzę do was z czymś nowym~! :D
Jak raz wspominałam rozmyślałam o krótkim opowiadaniu- jakieś 4-5 rozdziałów- i tak oto jest~! ^^
Pomyślałam, napisałam i wstawiam.:3
Główny paring to Aomine x Kise :*
Pobocznych dowiecie się z czytania. ;)
AoKi, czyli już wiadomo, że yaoi. <3
Kto lubi niech czyta, a kto nie niech poczyta co innego. xp
Także miłego czytania~! *.*
#Kimie
Mimo jesiennej pory było słonecznie i ciepło. Aż
nachodziła na spacer, lody i pogranie w koszykówkę. Albo ponieść się błogiemu
lenistwu leżąc w hamaku w ogrodzie z chłodną lemoniadą. Taaa....Bardzo bym
chciał to robić ale kupa raportów, które tylko zajmują miejsce i się kurzą same
się nie wypełnią. Uch..... Odłożyłem dziesiąty już raport i wziąłem się za
pisanie kolejnego. Na szczęcie (lub nie) zostało mi do napisanie sześć takich
raportów i będę mógł pognać do domu. Wrócić do domu, zjeść coś dobrego i rozleniwić
się z Kise na kanapie. Tak, z Kise. Na dodatek moim chłopakiem. Jak to się
stało, że jesteśmy razem?! To wydarzyło się po Winter Cub. Po meczu widząc go
zapłakanego jakoś tak serducho mi zmiękło i zanim dobrze pomyślałem przytuliłem
go. Na początku był zaskoczony- tak jak reszta jego drużyny- lecz po krótkiej
chwili wtulił się we mnie niczym małpka, mocząc mój rękaw. Głaskałem go po
plecach mówiąc, że dał z siebie wszystko. Po dłuższej chwili uspokoił się
odklejając się ode mnie i mrucząc ciche „Dziękuje”. Poszliśmy po tym do
kawiarni. Nie rozmawialiśmy o tym meczu i wygranej Tetsu. Rozmawialiśmy o
czasach gimnazjalnych, śmiejąc się co jakiś czas na wspomnienie jakiegoś
głupiego zdarzenia. Gdy szliśmy później przez park Kise spojrzał na mnie tymi
swoimi bursztynowymi oczami i powiedział „Dziękuje Aominecchi, że wciągnąłeś
mnie w koszykówkę.” Na chwilę mnie zmroziło lecz po chwili uśmiechnąłem się
czochrając jego włosy mówiąc „Kise......Ty na pewno nie farbujesz swoich
włosów?”. Spojrzał na mnie zdziwiony, po czym ofukał mnie i zapewnił, że jego
włosy są naturalne. Obaj mimo wszystko się zaśmialiśmy. I wtedy stało się coś
niespodziewanego.....
-Dlaczego
zadałeś to pytanie Aominecchi?- Zapytał z rozbawieniem.
-Bo
jakoś zawsze zastanawiałem się nad tym faktem ale jakoś nigdy nie było okazji
aby cię o to spytać. Twoje włosy mienią się różnymi odcieniami tak jak
farbowane, więc.....- Podrapałem się po karku z lekkim uśmieszkiem.
-Rozumiem,
rozumiem. Ja byłem w tobie zakochany i też jakoś nie mogłem się odważyć aby ci
to powiedzieć.- Powiedział, po czym zamarł i ja również. Kise wbił wzrok w
swoje buty, a ja w niego. Pchnięty jakimś dziwnym impulsem podszedłem do niego
i uniosłem jego głowę tak aby spojrzał mi w oczy. Jego tęczówki iskrzyły się, a
na policzkach widniał rumieniec zapewne od zimna. Albo zażenowania. Pochyliłem
się i pocałowałem go. Zrobiłem to delikatnie lecz stanowczo. Staliśmy tak
stykając się nosami lecz nie trwało to długo. Kise zmniejszył dzielącą nas
odległość i również mnie pocałował. Chciał się odsunąć lecz nie pozwoliłem mu
na to obejmując go w pasie całując go zachłannie. Kise pisnął z zaskoczenia
oddając jednocześnie pocałunki, zaciskając palce na moich ramionach. Gdy się od
siebie oderwaliśmy nie wiedzieliśmy co robić.
-Jutro
mam wolne popołudnie.- Powiedział patrząc na mnie z nadzieją.
-O
14 przed kinem?- Zapytałem z uśmiechem. Kise od razu się rozpromienił i
przytaknął żwawo.
No
i tak było kino, był obiad, było wspólne granie na konsoli i pocałunki. I chyba
5 dni po tej randce zapytałem go o chodzenie. Chyba nigdy nie wdziałem Kise tak
szczęśliwego. I tym oto sposobem jesteśmy już ze sobą osiem lat. Skończyliśmy
liceum, Kise dalej jest modelem, a ja zostałem policjantem. I mieszkamy ze sobą
już 5 lat ale dopiero dwa w domku. Ojciec Kise zmarł i jego matka postanowiła
wprowadzić się do swojej siostry. Matka Kise nie chciała sprzedawać domu, więc
dała go Ryoucie. Dom był zadbany i niewiele w nim zmieniliśmy. I to tyle z tej
historii. Chociaż pewnie jesteście ciekawi kiedy był nasz pierwszy raz.
Nastąpił on dość szybko. Kise był wtedy po sesji, więc jako zajebisty chłopak
zacząłem masować mu ramiona. Siedział na krześle i mruczał niczym kot. I w
jednym momencie zacząłem składać pocałunki na jego szyi i ramionach, w kolejnym
leżeliśmy nadzy w łóżku całując się namiętnie, a w ostatnim leżeliśmy spoceni i
próbowaliśmy unormować oddech po przeżytym orgazmie. Dobra. Lepiej nie myśl o
tym Daiki, bo się podniecisz, a zwalanie sobie ręką w kibelku odpada. Odłożyłem
ostatni raport na kupkę i przeciągnąłem się. Wstałem, ubrałem kurtkę i
wyszedłem, wsiadając do samochodu. Wstąpiłem jeszcze do sklepu i po chwili
byłem na miejscu.
-Wróciłem!-
Krzyknąłem lecz odpowiedziała mi cisza. Nie ma go? Zajrzałem do salonu- pusto,
kuchnia- również pusto, sypialnia- bingo. Kise leżał na boku tyłem do mnie w
pozycji embrionalnej. Zmarszczyłem brwi. Coś tu nie gra.
-Oj
Kise!- Gdy tylko się odezwałem Kise przekręcił się szybko na plecy z
zaskoczeniem wypisanym na twarzy.
-O!
Aominecchi już wróciłeś?!- Powiedział, po czym się skrzywił.
-Co
jest?- Usiadłem na łóżku przeczesując jego blond kosmyki.
-Źle
się czuje. Boli mnie brzuch, głowa, a na widok jedzenia mnie mdli. Przepraszam
ale nic nie zrobiłem.- Wykrzywił usta w bólu i przymknął oczy.
-Nie
szkodzi. Ale może zjesz coś jednak. Bo ja wiem....Może owsiankę?!- Byłem
zielony w takich sprawach. Gdy jestem chory to po prostu biorę leki, piję
ciepłą herbatę i wcinam serki.
-No
może być. Dziękuje Aominecchi.- Uśmiechnął się lekko zerkając na mnie.
-Ależ
nie ma za co. To ty tu leż i odpoczywaj.- Pocałowałem go jeszcze w policzek i
poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
-Słucham.-
Usłyszałem po trzech sygnałach.
-Yo
Kagami. Słuchaj, mam sprawę.
-Aomine?
Czego chcesz?!- O dziwo nie warknął. Hmmm....Ciekawe.
-Przyszedłbyś
do mnie zrobić owsiankę?
-Po
co ci owsianka? I niby dlaczego ja mam ją robić?
-Ty
masz ją robić, bo ja nie umiem. Specjalizuję się w prostych rzeczach. A
potrzebna dla Kise. Źle się czuje.
-Ech.....No
dobra. Będę za chwilę.- I się rozłączył. Wiedziałem, że się zgodzi. Gdyby się
nie zgodził zostałby zbesztany przez Tetsu. Ach, co ta miłość robi z
człowiekiem....
Po
10 minutach pan strażak Kagami był już u mnie od razu zabierając się do pracy.
Dopytał przy tym co dolega blondynce- nie, ja nie obrażam swojego chłopaka. To
jego wina, że piszczy jak dziewczyna, gdy go pieszczę. Dobra. Zatrzymam swoje
zbereźne myśli. Kagami po zrobieniu owsianki dał dla Kise serki- które niby są
od Tetsu, pożegnał się i wyszedł. Ja tymczasem wziąłem miskę z owsianka i sok i
zaniosłem je blondynowi. Usiadł i o dziwo zjadł wszystko. Po tym ja sam się
posiliłem i położyłem się obok Kise.
-Jeśli
nie przestanie boleć to idź jutro do lekarza.- Powiedziałem głaszcząc go po
plecach.
-Dobrze.
Ale jeśli pozwolisz to się zdrzemnę, bo czuję się nieco lepiej.- Nic nie
powiedziałem tylko przykryłem go kocem i sam udałem się do krainy Morfeusza.
Kise
obudził się po jakiś dwóch godzinach i popędził do łazienki zwracając owsiankę.
Nie chciał jeść, więc popijał tyko sok. Cały czas wręcz leżał, a spał najwyżej
jeszcze półtorej godziny. Rano zadzwonił do lekarza i umówił się na wizytę.
Miał ją o 13, więc nie mogłem go podwieść ale powiedział, że sobie poradzi.
Westchnąłem i powiedziałem, że będę koło czwartej w domu, po czym udałem się do
pracy.
Dzisiaj
czułem się o wiele lepiej i nie mdliło już mnie tak. Po pożegnaniu się z
Aominecchim zjadłem serek i poszedłem wziąć
prysznic. Odświeżony i ubrany posprzątałem nieco i zapisałem sobie
rzeczy do kupienia. Wyszedłem nieco wcześniej aby nie spieszyć się, a zarazem
być wcześniej. Siedziałem potem chwilę w poczekalni.
-Pan
Kise Ryouta.- Powiedział lekarz, więc wstałem i wszedłem z nim do gabinetu.- Co
pana do mnie sprowadza?- Powiedział z lekkim uśmiechem.
-Panie
doktorze od tygodnia boli mnie brzuch i głowa. Jednak dopiero wczoraj ból się
nasilił i doszły do tego mdłości.- Dobrze, że Aominecchi nic nie wie.
-Dobrze.
Niech pan ściągnie bluzkę i usiądzie na łóżku.- Tak jak powiedział lekarz
zrobiłem. Osłuchał mnie, zerknął do gardła, ponaciskał nieco brzuch, pobrał
krew do badania i- co mnie nieźle zdziwiło- zrobił USG. Chociaż pewnie
sprawdzał, czy z narządami wszystko w porządku. Wytarłem się i ubrałem siadając
ponownie na krześle. Lekarz chwilę coś pisał, by następnie spojrzeć na mnie z
uśmiechem.
-Z
diagnozy wynika, że jest pan w ciąży.- Powiedział, a mi omal nie opadła
szczęka. W ciąży? To normalne, że mężczyzna również może zajść w ciąże i
urodzić dziecko ale nie spodziewałem się, że mi się to przytrafi. Chociaż z
Aomine często nie używaniu gumek, wręcz rzadkością jest, że on je zakłada. Ale
że ciąża?!!! Cieszyłem się i to bardzo, a z drugiej strony bałem się reakcji
Aomine. Po tym lekarz przypisał mi witaminy i dał książkę na temat ciąży u
mężczyzn. Podziękowałem i z szerokim uśmiechem wyszedłem z gabinetu. Będąc w
sklepie kupiłem nieco więcej niż planowałem, gdyż postanowiłem zrobić coś
pożywnego i bardziej skomplikowanego. Cały w skowronkach wróciłem do domu i
przyszykowałem wszystko. Zdołałem jeszcze poczytać co nieco o ciąży.
Punktualnie o 16 zjawił się Aominecchi.
-Wróciłem!-
Jak zwykle krzyknął.
-Witaj
w domu~!- Odkrzyknąłem nakładając ryż. Aomine wszedł do kuchni i objął mnie od
tyłu w pasie przyglądając się jedzeniu.
-Wow!
To ma być jakaś rekompensata za wczoraj?!
-Po
prostu czuję się już lepiej, więc postanowiłem zrobić coś lepszego od curry.-
Uśmiechnąłem się szeroko przewracając rybę na drugą stronę.- Za chwilę będzie
gotowe, więc idź się przebrać.- Powiedziałem i cmoknąłem go w policzek. Aomine
zaś pocałował mnie w usta i grzecznie poszedł. Po chwili, gdy już wszystko było
na stole, wrócił ubrany w dresowe spodnie i czarny podkoszulek.
-Jak
było u lekarza?- Zapytał siadając do stołu.
-Dobrze.-
Wręcz wyśmienicie. Również usiadłem. Powiedzieliśmy sobie smacznego i zabraliśmy
się za jedzenie. Byłem strasznie głodny. Chociaż nie.....Byliśmy strasznie
głody, czyli ja i Junior. Po posiłku zrobiłem nam herbaty i postanowiłem
powiedzieć Aominecchiemu dobrą nowinę. Przysiadłem się do niego na kanapie.
-Daiki
muszę ci cos powiedzieć.- Powiedziałem patrząc na swoje ręce. Kątem oka
widziałem jak Aomine spina się. Rozluźnił się jednak szybko i pochylił nieco w
moją stronę.
-O
co chodzi? Lekarz ci coś powiedział?- Widziałem jego zmartwienie. Westchnąłem
głośno i spojrzałem na niego.
-Aominecchi
ja.....jestem w ciąży.- Powiedziałem i zapadła cisza. Aomine siedział
zszokowany patrząc na mnie.
-Na
pewno?- Zapytał cichym głosem. Przytaknąłem będąc bliski płaczu. Czekałem na
jego reakcję.
-Kise.-
Odezwał się po dłuższej chwili.- Jak myślisz: będzie Daiki Junior czy mała
Kisia?- Zapytał, a ja patrzałem się na niego zszokowany. Aomine uśmiechnął się
szeroko, po czym pocałował mnie i przytulił mocno.- Cieszę się.- Wyszeptał mi
do ucha, a ja nie wytrzymałem. Łzy szczęścia zaczęły lecieć mi po policzkach.
Aomine zaśmiał się ścierając je. Przytuliłem się do niego mocno nie mogąc
uwierzyć, że za 9 miesięcy- a dokładniej 34 tygodnie, bo to drugi tydzień-
będziemy rodziną.
Komentarze mile widziane~! :*

Obiecałam, jestem!
OdpowiedzUsuńMój pierwszy kom... łohohoho...
*podekscytowanie*
Witam szanowną panią i mówię z góry, iż we wszystko zagłębiłam się bardzo dokładnie, i z tego powodu w niedziele wstałam o 1 xD
Ale nawiązując do powyższego tekstu, bardzo mi się spodobało :) Fajna fabuła i ogółem jest o moim Kise, więc daje PLUSA już na samym początku xD Strasznie się uśmiałam :D Śmieszne, iż moja Kisia jest w ciąży... xD Biedactwo się namęczy, ale ja przyrzekam, iż przeczytam wszyyyystkie części! Najbardziej śmiałam się na koniec!
Tak więc opowiadanie super, pozdrawiam i weny dużo życzę :)
Witam cię Mine-chin~! ^^
UsuńOj tam, oj tam~! Dobrze, że mogłaś się wyspać bo niedziela. Pomyśl jakbyś miała wstać wcześnie rano >p<
Wzięło się przez przeczytanie innego opko i właśnie tam facet był w ciąży i to mnie rozśmieszyło tak, że postanowiłam z Kisia zrobić mamusię xp Heheszki~! ^.^
Dziękuje milutko za wenę i do zobaczenia o.-
#Kimie
Niespodzianka! ;D
OdpowiedzUsuńjuż daaaawno miałam ponadrabiać opowiadania na twoim blogu, także najwyższa pora zacząć :P
pomyślałam, że na początek pokomentuję Baby Buu, bo czytałam już z tego kiedyś fragmenty (chyba nawet cały ostatni rodział), a w dodatku nie jest takie długie jak np. „Twin Blood”
no ale przechodząc już do opowiadania….
słoneczna i ciepła jesień… chciałabym *-* teraz na upartego, teoretycznie jeszcze lato, a obudził mnie rano deszcz… i aż się nie chce z łóżka wstawać ;/
biedny Aomine z tą papierkową robotą -,-
awww ^-^
jejku jak słodko <3 coś czuję, że właśnie tego potrzebowałam na rozpoczęcie dnia
kochane słodziaki ^^
nie no, przecież my nie jesteśmy tacy zboczeni… a dobra, kontynuuj XD
już sobie wyobraził jak się Daiki podnieca przy wypełnianiu raportów o złym parkowaniu, czy jakiejś drobnej stłuczce… nie Daiki, lepiej zaczekaj aż wrócisz do domu
ohh :c biedny Kise… nie to, żebym wiedziała, dlaczego się tak źle czuje... przecież ja wcale sobie nie spoilerowałam…
Aomine >…< no ale się stara.. i w sumie dla dobra Kise, lepiej, że zadzwonił po Kagamiego XD pssst Kagami… ja się co prawda dobrze czuję, ale nie obraziłabym się na dobre śniadanko ;)
strażak Kagami… tak, zdecydowanie tak :D
będzie niespodzianka! ^w^ *czeka podekscytowana*
Kise, jak to tak ukrywać złe samopoczucie przed Aomine?
co prawda facet normalnie może zajść w ciążę, z mężem często się kochamy bez zabezpieczeń, ale jak to, jestem w ciąży? jak do tego doszło? …. tak samo ogarnięty jak Ruki, gdy się dowiedział XD
no tak, trzeba zrobić coś pysznego, jak się ma taką wiadomość do przekazania…. już czekam na reakcję Aomine *-*
swoją drogą, to aż mi się (n)ms przypomniały ;)
„czyli ja i Junior” aww ciocia już czeka na Maluchy ^^ … a bo ty Kise jeszcze nie wiesz, że Juniory będą dwa… to ja nic nie mówie :P
awww! Aomine… *sniff* idealny tatuś od pierwszego momentu <3
no i się skończyło >..<
ale to w sumie dobrze, bo mam jeszcze trochę rozdziałow i innych opowiadań do nadrobienia, a czas jednak trochę ograniczony… ale stopniowo to jakoś ponadrabiam ^^ to lecę skomentować jeszcze z rozdział, czy dwa, bo do tego już nie wiem, co dopisać, poza tym, że jestem zachwycona <3
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, bosko tak właśnie myślałam że Kise jest w ciąży, Aoime bardzo się ucieszył z tej wiadomości...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia