poniedziałek, 9 listopada 2015

Twin Blood 2- rozdział 9

Witam, witam, witam~! ^.^
Od Halloween jakoś mnie tu nie było ;p
Co u was wilczurki?! O.o
Mam dla was wiadomości organizacyjne, które warto przeczytać:
1. Nie będę miała przez jakiś czas internetu. ;-; Będę go zmieniać ale nie wiem jak wyjdzie to czasowo. Jeśli mi się uda to wybiorę się do kogoś aby użyczył mi komputer. ;) Ale z tym jak zwykle nigdy nie wiadomo-.-
2. Brak weny. Nic jakoś nie przychodzi mi do głowy. Rozdziału z DM nawet nie rozpoczęłam. Listopad źle na mnie działa. -.- Postaram się jednak i spróbuję powrócić swoje myślenie na właściwy tor.
3. Nie, nie zawieszam bloga. Nie zostawiam niedokończonych spraw. 
4. Wręcz nikt nie bierze udziału w konkursie. Oczywiście jeśli ktoś się jednak zdecyduje to śmiało może wysyłać pracę. A tak to jeśli macie jakieś prośby na paringi to proszę je pisać w Informacji. 
5. Nie bójcie się komentować. Wam to reki nie urwie, a mi może zrobić przyjemność. ^^ Tym również dopingujecie mnie do pisania i dajecie jakieś pomysły :)
6. Powoli zbliża się koniec roku. Mam plany co do świąt, więc na razie może się nie pojawić żaden one-shot ani miniaturka. Chciałabym skończyć jeszcze w tym roku DM ale nie wiem jak to wyjdzie. Nie, nie jest ono dla mnie uciążliwe ale mam swoje widzi-mi-się. >.< 
7.Co do TB to będzie się ciągnąć dalej. Dużo pomysłów mam co do tego opowiadania.

I to by było na tyle informacji. Może nie są zadowalające ale wolę was o tym poinformować.
 Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
Ostrzegam, że +18  ;)
Do zobaczenia mam nadzieję wkrótce wilczurki.
Nie zapomnijcie skomentować ^^ 
Enjoy~  #Kimie

-Kolacja~!- Usłyszeliśmy głos naszej mamy. W dobrych humorach zeszliśmy na dół. Nie wiedziałam, że mam aż tak zabawnego brata. Starszego brata. Doskonale pamiętam ten wieczór, gdy rodzice powiedzieli mi i Satoshiemu, że mamy starszego brata. Jak opowiedzieli co się stało, dlaczego go z nami nie ma. Mama nadal to przeżywała, gdyż pod koniec popłynęło po jej policzkach kilka łez. Dopiero następnego dnia dowiedzieliśmy się trochę więcej o naszym bracie. „Ma na imię Kiyoshi. Ma białe włosy jak wy i złote oczy.”- usłyszeliśmy od naszego ojca. Później dowiadywaliśmy się o nim od bliskiej rodziny. „Zawsze uśmiechnięty, pełen energii.”- powiedział wujek Manabu. „Pociecha całej watahy.”- stwierdził wujek Shiki. Pamiętam, że spytałam go o reakcję rodziców, gdy zobaczyli, że ich syna nie było w obozie. Wujaszek spojrzał wtedy na mnie smutno i przez chwile się nie odzywał. Lecz odpowiedział mi na moje pytanie. „Od razu zaczęli go szukać. Wołali go. Nastał wieczór, a po nim ani śladu. Imari rozpłakała się na dobre, a Yoshinori przytulał ją mocno do siebie i dodawał otuchy. Mimo to i tak widziałem w jego oczach rozpacz. W końcu nie wiedzieli, czy ich syn nadal żyje.” Po jego słowach pobiegłam z płaczem do rodziców. Sama nie wiedziałam, dlaczego płacze. Wiem, że od tamtej pory zaczęłam go szukać. A gdy wczoraj go ujrzałam to nie mogłam się powstrzymać i go nie przytulić. Nasza pośniadaniowa rozmowa była bardzo fajna. Kiyoshi opowiedział mi o swoim dzieciństwie i o „straceniu rodziców”. I muszę przyznać, że naprawdę był pociechą rodziny. Weszliśmy do salonu nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

-Widzę, że się dogadujecie.- Stwierdził nasz tatko z uśmiechem. My nic nie powiedzieliśmy tylko zasiedliśmy do stołu.

-Yoshi, przecież to rodzeństwo. Dlaczego nie mieliby się dogadać?!- Wujek Shiki jak zawsze ma rację.

-Wiesz wujaszku, nie każde rodzeństwo się ze sobą dogaduje.- Kiyoshi uśmiechnął się do swojego chrzestnego.

-Wiem Kiyoshi. Ale w rodzinie Ishikawa wszyscy się ze sobą dobrze dogadują. Więc lepiej mówcie o czym rozmawialiście.- Ach ta nasza wspaniały ród Ishikawa.

-O moim dzieciństwie, o jej dzieciństwie. Takie podstawowe rzeczy. Właśnie! Satoshi, dlaczego do nas nie przyszedłeś?- Kiyoshi spojrzał się na brata, co ja również uczyniłam. Satoshi przerwał na chwilę zabawę widelcem i spojrzał na nas.

-Zmęczony byłem, dlatego wolałem się trochę przespać. W końcu wejście smoka o poranku przeszkodziło mi mój słodki sen.- Powiedział i powrócił do zabawy widelcem.

-A Satoshi jak zwykle jak taki niedźwiadek.- Powiedział radośnie wujek Shiki, miziając po głowie bratanka.

-Koniec rozmów. Pora jeść.- Mamusia postawiła na środek curry i ryż, po czym zasiadła z nami do stołu. Nastała chwila ciszy, w której to każdy nałożył sobie jedzenie na talerz i jadł z lekkim uśmiechem na ustach. Po tym porozmawialiśmy chwilę i każdy udał się do swojego pokoju. Stałam jakieś 5 minut przed lustrem, ubrana w piżamę i gotowa do snu lecz nad czymś się zastanawiałam. Wyszłam z łazienki, wzięłam poduszkę i poszłam na górę. Ustałam przed drzwiami, westchnęłam głęboko i zapukałam. Od razu usłyszałam „Proszę”. Niepewnie otworzyłam drzwi.

-Hitomi. Potrzebujesz czegoś?- Spytał Kiyoshi. Stał w samych spodniach w drzwiach balkonowych i popijał najwidoczniej whisky.

-No więc...Ja....Mogę dzisiaj z tobą spać?- Spytałam bawiąc się poduszką i spoglądając w swoje stopy.

-Pewnie. Tylko nie zdziw się, że rano będzie trochę mało miejsca. Emi lubi przyjść nad ranem się przytulić i pospać ze mną.- Dopiero teraz na niego spojrzałam. Kiyoshi z lekkim uśmiechem odłożył szklankę i położywszy się poklepał miejsce obok siebie. Weszłam, zamknęłam za sobą drzwi i położyłam się obok niego.

-Emi to ta twoja przybrana córka?- Spytałam, przypominając sobie, że dzisiaj mi o niej opowiadał.

-Tak. Więc nie dziw się, jak będzie mówić na ciebie ciociu. A teraz spać. Mam nadzieję, że mama się rano zlituje.-Zaśmialiśmy się krótko. Leżeliśmy twarzami zwróconymi ku sobie. W pewnej chwili Kiyoshi przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w jego tors i w takiej pozycji zasnęliśmy.



Rano poczułam, jak ktoś mizia mi po nosie piórkiem. Zmarszczyłam nos i niechętnie otworzyłam oczy. Przede mną klęczała mała dziewczynka. Miała rude włosy związane w kitkę, a ciemnobrązowe oczy wpatrywały się we mnie. Na sobie miała za dużą dla niej koszulkę, która sięgała jej do kolan oraz podkolanówki.  Uśmiechnęła się do mnie, gdy zobaczyła, że już nie śpię.

-Dzień dobry~.- Wyszeptała i zachichotała pod noskiem.

-Dzień dobry.- Powiedziałam również cicho. Dziewczynka podniosła się na równe nogi i podeszła na drugą stronę łóżka. Obróciłam się w jej stronę, gdyż byłam ciekawa co zrobi. Kiyoshi nadal spał sobie smacznie na plecach. Dziewczyna usiadła na nim okrakiem i również miziała go piórkiem po nosie. Kiyoshi zmarszczył nos i obrócił się w lewą stronę. Przez to dziewczynka padła między nami. Mimo to nie zaprzestała budzenia i ponownie smyrała go po nosie. Kiyoshi tym razem otworzył oczy. Dziewczynka na to uśmiechnęła się szeroko.

-Doberek~!- Krzyknęła radośnie.

-Ja ci dam „Doberek”.- Powiedział groźnie lecz z uśmiechem i zaczął ją łaskotać. Nie powiem ale ta sytuacja była bardzo śmieszna. Po krótkiej chwili Kiyoshi zaprzestał łaskotek, na co dziewczynka przytuliła się do niego.

-Ty mi tu teraz nie zasypiaj. Zamiast mnie budzić mogłaś się położyć.- Kiyoshi zaśmiał się i położył na plecy, wciągając małą na swój tors.

-Zanim tatuś wstanie to zdążę się jeszcze zdrzemnąć.- Powiedziała z uśmieszkiem. Zaraz, zaraz....Tatuś??

-Dobra logika ale nie na dzisiaj. Wstajemy i idziemy na śniadanie.- Kiyoshi wstał, biorąc tym małą na ręce. Dopiero teraz mu się chyba przypomniało, że ja tu jestem, gdyż obrócił się w moją stronę.- Ciocię powinnaś budzić, a nie mnie.- A~! Więc to jest Emi. Mój mózg z rana nie pracuje najlepiej. Emiko spojrzała się na mnie z wielkim uśmiechem.

-To następnym razem obudzę ciocię. Teraz tatuś ma iść z Emi na śniadanko.- Powiedziała wesoło i zaczęła się wiercić na jego rękach.

-Już dobrze, dobrze. Daj mi się chociaż przebrać. Ty w tym czasie zwal ciotkę z łóżka. Też powinna iść się ubrać na śniadanie.- Po jego słowach Emi wskoczyła na lóżko i zaczęła po nim skakać krzycząc „Wstawaj~! Wstawaj~!”. Nie mając wyboru wstałam i poszłam do siebie. Przebrałam się, uczesałam i poszłam do salonu. Zastałam tam ojca i wujka, a mama krzątała się po kuchni.

-Dzień dobry~!- Powiedziałam melodyjnie, podchodząc do tatusia i siadając mu na kolanach. W końcu córeczka tatusia ma do tego prawo.

-Dzień dobry. Widzę, że się wyspałaś.- Ojczulek przytulił mnie do siebie. Ja w odpowiedzi mruknęłam ciche „Mhm”. Wtedy do kuchni wszedł Kiyoshi z Emi na rękach.

-Śniadanie~!- Ta mała najwidoczniej jest pełna energii.

-Mamo! Mam nadzieję, że robisz naleśniki. Twoja wnusia i synuś są bardzo głodni.- Powiedział Kiyoshi z szerokim uśmiechem.

-Ktoś powiedział naleśniki?!- Zza rogu wyłonił się Satoshi.

-Wielbiciele naleśników przybyli.- Skomentował wujek Shiki. Kiyoshi, Satoshi i Emiko zasiedli do stołu. Mamusia od razu podała im kawę oraz herbatę dla mnie i Emi.

-Dzień dobry wszystkim.- Do pokoju weszła młoda dziewczyna. Miała średniej długości brązowe włosy i zielone oczy. Widać, że jest w ciąży, co świadczy jej duży brzuszek.

-Mamusia~!- Emi zeszła ze swojego krzesełka i podbiegła do niej, tuląc się do jej boku. Zaraz......Mamusia?!! Mój brat jest żonaty, a ja o niczym nie wiem.

-Siadaj Chiyo. Nie możesz się przemęczać.- Chiyo, czyli ta dziewczyna usiadła powoli obok Kiyoshiego.- Co u diabełka?- Spytał z uśmieszkiem, głaskając ją po brzuchu.

-Wszystko dobrze. Przyszłam ci przypomnieć, że w środę mam wizytę u ginekologa. Pójdziesz ze mną?!- Zrobiła do niego słodka minkę.

-Pójdę, pójdę. Przy okazji zrobimy małe zakupy.- Uśmiechnął się do niej, po czym wziął łyka kawy.

-Dziękuje~!- Chiyo pochyliła się i cmoknęła go w policzek.- To ja idę do siebie. Miałam pomóc Mai w odrabianiu zadania domowego. Wpadnę później.- Wstała powoli, pocałowała Emi w czółko i wyszła, machając nam z uśmiechem. Gdy wyszła spojrzałam się z urażeniem na brata. Od razu to zauważył.

-Co taka nadąsana siedzisz?- Spytał rozbawiony.

-Własnej siostrze nie powiedzieć, że ma bratową.- Po moich słowach ojciec, wujek i Kiyoshi zaczęli się śmiać. Patrzałam na nich zdezorientowana.

-Hitomi ale ja nie jestem żonaty. Chiyo to jedna z moich podopiecznych. Często mi pomaga i opiekuje się najmłodszymi, dlatego jest uważana za taką matkę. A w ciąży nie jest ze mną tylko z kimś innym. Tylko po urodzeniu to mnie zapisze jako biologicznego ojca, bo ten prawdziwy jest niepełnoletni i byłyby z tym kłopoty.- Wytłumaczył mi Kiyoshi. Ja chwilę musiałam trawić tą wiadomość.

-Coś podobnego do ciebie i Emi?- Spytałam w miarę inteligentni. Kiyoshi tylko pokiwał głową, potwierdzając moje myśli.- To spoko. Zostanę przybraną ciocią~!- Powiedziałam z uśmiechem, na co reszta zaczęła się śmiać.

-Śniadanie dla moich głodomorków.- Powiedziała melodyjnie mamusia, stawiając na stół dwa talerze ze stertą naleśników. Szybko przesiadłam się na swoje miejsce.

-Smacznego!- Krzyknęliśmy równo, po czym każdy nałożył sobie kilka naleśników. Nagle coś mnie zaciekawiło. Przyglądałam się zachowaniu braci. Obaj na pierwszy naleśnik nałożyli sobie krem czekoladowy, położyli na to drugi naleśnik, drzem truskawkowy, naleśnik, mus jabłkowy, naleśnik, krem czekoladowy, naleśnik i na to syrop klonowy. Zaczęłam się z tego śmiać.

-Co cię tak śmieszy?- Spytał się wujaszek.

-Kiyoshi i Satoshi są bardzo do siebie podobni. W taki sam sposób zrobili sobie torcik z naleśników.- Kiyoshi spojrzał na talerz Satoshiego, a ten na jego. Reszta oczywiście zrobiła to samo, by po chwili zaśmiać się równo.

-Kawa, naleśniki i spanie. Ciekawe co jeszcze was łączy?!- Stwierdził ojczulek, zabierając się za dalsze konsumowanie swojego śniadania. Reszta poszła w jego ślady. Po śniadaniu ja z Satoshim zmywaliśmy naczynia, rodzice wraz z wujkiem popijali herbatę w salonie i o czymś rozmawiali, a Kiyoshi poszedł się przebrać. Emi postanowiła sobie zrobić poranną zabawę i ubrudziła go kremem czekoladowym. Winowajczyni natomiast uciekła do mamusi. Po umyciu naczyń dołączyliśmy do rodzinki w salonie. Satoshi rozsiadł się w fotelu, a ja oparłam się o jego oparcie.

-Ale piękny dzisiaj dzionek.- Stwierdził Kiyoshi, właśnie do nas dołączając.

-Można się później przejść na spacer.- Wujaszkowi udzielił się wiosenny klimacik.

-Ale idziemy do miasta, czy do.....- Kiyoshi nie dokończył. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że ktoś za nim stoi. Kiyoshi natomiast żuł coś z rozanieloną miną. Ten ktoś objął go w pasie od tyłu i położył głowę na jego ramieniu. Był to chłopak o czarnych włosach i takiego samego koloru oczach.

-Mogę zedrzeć z ciebie futerko?- Zapytał go, a ja zdębiałam. Że co?!!

-Mhm.- Mruknął Kiyoshi. Jak on mógł się godzić na coś takiego?!!

-A mogę cię ugryźć i wypić całą twoją krew?- O matko!!!!

-Mhm.- Kiyoshi ponownie potwierdził, na co chłopak zaśmiał się.

-Co to ma znaczyć?!!- Krzyknęłam oburzona. Co on mu dał, że się na wszystko godzi?! Chłopak spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-Hitomi spokojnie.- Odezwał się w końcu Kiyoshi.- On nie jest niebezpieczny.- Tu wskazał chłopaka za sobą.

-Ale on chciał zedrzeć z ciebie futro i wypić twoją krew!- Powiedziałam oburzona. Plus nikt na to nie zareagował.

-Powiedział to tak dla żartu.- Kiyoshi w ogóle się tym nie przejmował.

-Nie mógłbym zrobić czegoś takiego własnemu bratu.- Powiedział chłopak, a mnie zamurowało. Bratu?!!

-Mamo. Tato. Czy my o czymś nie wiemy?- Spytałam się rodziców, na co wujek Shiki  i Kiyoshi zaczęli się śmiać.

-Nie siostra. Nie masz trzeciego brata. No nie rodzonego.- Kiyoshi zaśmiał się i odkleił od siebie tego chłopaka.- Przedstawiam wam Rune. Rune to jest Hitomi i Satoshi.- Dobra. Wiem teraz, że nazywa się Rune. Ale ja chce dalsze wyjaśnienia.

-Miło was poznać. A co do tego brata, to ja z Kiyoshim się tak traktujemy. Znamy się już dość długo i mamy podobne charaktery.- Uśmiechnął się delikatnie.

-Acha......Miło cię poznać Rune.- Powiedziałam z lekkim uśmiechem po krótkiej chwili.

-Zaraz, zaraz! Coś mi tu nie pasuje. Spytałeś się, czy możesz wypić jego krew, a przecież jesteś wilkiem. To dziwne.- Stwierdził Satoshi. Dopiero teraz to zauważyłam. Więc dlaczego zadał takie pytanie??

-To nie jest dziwne Satoshi. Rune nie jest wilkiem, a wampirem.- Po  słowach Kiyoshiego zdębiałam. Wampirem?!

-Nie musicie się mnie bać. Nie piję wilczej krwi.- Powiedział spokojnie Rune. Mimo to nie uspokoił mnie tym. Satoshi również był tym faktem zaniepokojony.

-Na serio możecie mu zaufać. Znamy się już ponad 200 lat i nigdy mi nic nie zrobił.- Kiyoshi nadal próbował złagodzić sytuację.

-Spoko Kiyoshi. Z czasem może zaczną mnie lubić. Pierwszy raz są w takiej sytuacji.- Rune jest nadzwyczaj spokojny.

-Rune. Co dałeś Kiyoshiemu, że aż się zamknął i zgadzał na takie rzeczy?- Spytał zaciekawiony wujek Shiki.

-Czekoladkę.- Odpowiedział z uśmiechem Runi.- Kiyoshi. Powiedz „A~!”- Kiyoshi posłusznie otworzył buzie i został nakarmiony czekoladką. Aż zamruczał z przyjemności.- Chcecie spróbować?- Zapytał wesoło Rune. Rodzice i wujaszek pokiwali potwierdzająco głowami. Rune podszedł do nich i wyciągnął w ich stronę pudełeczko z czekoladkami. Wzięli po jednaj i skosztowali. Ich miny były rozanielone, na co Kiyoshi zaśmiał się krótko.

-Ale to pyszne.- Stwierdził wujek Shiki, oblizując palce.

-Przepyszne.- Skomentował ojciec, nadal rozkoszując się słodyczą.

-Chcecie skosztować?- Rune wyciągnął w nasza stronę pudełeczko z czekoladkami. Chwilę się wahałam lecz sięgnęłam po jedną i posmakowałam. Aż zamknęłam oczy. To jest takie pyszne! Usłyszałam śmiech Kiyoshiego. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Satoshiego. On z rozkoszy aż wtapiał się w fotel.

-A to na potem.- Spojrzałam na Runiego, który w dłoniach trzymał jakieś pudełko.

-Ja to zaniosę do kuchni.- Zaproponował Kiyoshi i już chciał wsiąść pudełko lecz Rune go od niego odsunął.

-O nie. Gdy ci to dam to nie przetrwa do obiadu. Dam to twojej mamie. Ona nie jest takim łakomczuchem jak ty.- Rodzice i wujaszek zaśmiali się, a Kiyoshi zrobił nadąsaną minkę. Mama wzięła od Runiego pudełko i zaniosła do kuchni, przy okazji chowając je w bezpiecznym miejscu.

-Kiyoshi się obraził. Szybko ci nie wybaczy.- Wujaszek zaśmiał się z tej sytuacji.

-Założymy się, że za chwilę ponownie będzie mnie lubił?!- Spytał Rune z uśmieszkiem.

-No dobra. Ja wygrywał to ty dajesz mi resztę tych czekoladek.- Wujek aż oblizał się na samą myśl o nich.

-No dobra. Gdy ja wygram to mam godzinę tulenia.- Uścisnęli sobie dłonie, ojciec je przeciął.- Kiyoshi.- Run obrócił się do niego. Kiyoshi natomiast prychnął i obrócił się do niego tyłem.- Chcesz kawki?- Rune poszedł do kuchni, by po kilku minutach zjawić się z kubkiem kawy w ręce. Podsunął ją pod nos Kiyoshiego. On chwilę wąchał kawę i patrzał się to na kubek to na Runiego. Wziął kubek w dłonie i upił trochę.

-Rune. Wybaczam ci wszystko.- Stwierdził Kiyoshi i uśmiechnął się.

-No i widzisz braciszku. Przegrałeś.- Skomentował ojciec i poklepał Shikiego po plecach. Wujaszek natomiast westchnął z żalu.

-Co byś wujek wygrał?- Spytał Kiyoshi, obracając się w jego stronę.

-Czekoladki.- Wujaszek ponownie się rozmarzył.

-Runi. Sześć godzin tulenia za czekoladki.- Powiedział Kiyoshi. Rune chwilę się zastanawiał.

-I jedna nocka.- Tym razem to Kiyoshi się zastanawiał.

-Stoi.- Runi podszedł do Kiyoshiego i wręczył mu pudełeczko z czekoladkami. Zaśmialiśmy się z ich licytacji. Kiyoshi poczęstował nas czekoladkami, po czym usiadł na kanapie rozkoszując się kawusią i słodkościami.

-Właśnie. Niko jutro przyjdzie.- Powiedział Rune i usiadł koło „brata”.

-Ten lekarz?- Spytała mama.

-Tak. Chociaż jutro może wszyscy wpadniemy.- Stwierdził Runie po krótkim zastanowieniu.

-Wszyscy?- Spytałam trochę tego nie rozumiejąc.

-Siostrzyczko. Ja nie znam tylko jednego wampira. Ja znam ich cały klan, z którym się przyjaźnie. Więc oprócz Niko i Runiego przyjdzie reszta wampirów.- Trochę mnie tą wiadomością wmurowało. Z drugiej jednak strony Kiyoshi się z nimi przyjaźni, więc nie mogą być tacy źli.

-Dlaczego on ma czerwone włosy?- Spytał nie do tematu Runi, wskazując na Satoshiego.

-Przefarbował, bo stwierdził, że w białych głupio wygląda.- Odpowiedziałam. Już się do tego przyzwyczaiłam.

-Okazało się, że Kiyoshi i Satoshi mają ze sobą wiele wspólnego. Obaj śpią do południa i nie lubią jak ktoś ich budzi, uwielbiają poranna kawę i w ten sam sposób jedzą naleśniki.- Opowiedział wujaszek Shiki, na co Runi zaczął się śmiać.

-Co cię tak rozbawiło?- Spytał zdziwiony Kiyoshi.

-Patrząc na twojego brata widzę takiego młodszego ciebie.- Odpowiedział za co dostał kukśtańca w bok. Najwyraźniej chciał dokończyć swoją wypowiedź lecz przyszła Chiyo z Emiko. Po tym rozmawialiśmy, zjedliśmy obiad oraz deser, o który Kiyoshi się upominał. I muszę przyznać, że Rune jest mistrzem w pieczeniu. Oczywiście jakieś dobre 10 minut Kiyoshi go za to chwalił i wychwalał. Po tym Rune z Kiyoshim zamknęli się w pokoju. Przed kolacją wybraliśmy się na krótki spacer po lesie. Jednak był to spacer w ludzkiej formie. Po tym my poszliśmy do siebie, a Rune poszedł do domu. Po kolacji Kiyoshi przeszedł się na „patrol”, czyli poszedł sprawdzić co u jego „dzieci”. Ja z Satoshim odrobiliśmy lekcje. Jutro mieliśmy iść do tymczasowej szkoły, gdyż nie opłacało się nam iść do nowej na miesiąc. Od nowego roku szkolnego zaczniemy normalnie uczęszczać do jednej ze szkół. Przez ten dzień wrażeń szybko poszłam spać. Zanim zasnęłam usłyszałam, że Kiyoshi dopiero co wrócił z obchodu.





W dobrym humorze wróciłem do rezydencji. I stwierdzam, że nie ma to jak obiadki u przyszywanej rodzinki. Najadłem się, zostałem pochwalony, wytuliłem się w futerku Kiyoshiego, pośmiałem się i ogółem dobrze się bawiłem. Od razu skierowałem się do swojego pokoju, a zwłaszcza do łazienki. Pora na długą, relaksacyjną kąpiel...

Po jakże przyjemnej kąpieli w szlafroczku podszedłem do mojej szafy. Z niej wyciągnąłem bokserki, które od razu ubrałem. Pora poszukać jakieś piżamki.......Po 15 minutach szukania stwierdzam, iż nie mam nic ciekawego do spania. Ale dla mnie nie jest to żaden problem. Ponownie ubrałem szlafrok (zdjąłem go, gdy ubrałem bokserki) i poszedłem do pokoju Ichiego. Oczywiście ja wchodzę bez pukania.

-Jednak jesteś.- Powiedziałem lekko zdziwiony zastając go w pokoju. Siedział na łóżku i czytał jakąś książkę.

-Dzisiaj jest niedziela, więc jestem.- Odłożył książkę i spojrzał na mnie.- Hmmm......Co cię do mnie sprowadza w takim seksownym szlafroczku?- Spytał z zadziorną miną. Ja nic mu nie odpowiedziałem tylko podszedłem do jego szafy. Tam znalazłem dość długą koszulkę. Zrzuciłem z siebie szlafroczek i założyłem bluzkę. Sięgała mi za pośladki, więc jest spoczko.

-Jak wyglądam?- Spytałem się Ichiego, obracając się do niego przodem. Ichi przyglądał mi się chwile.

-Bardzo ładnie. A bez tej koszulki wyglądał byś wręcz bosko.- Skomentował po chwili. Ja na to wywróciłem oczami.

-A bez bokserek niczym młody bóg.- Stwierdziłem, przy okazji rzucając szlafrok na krzesło.

-Czytasz mi w myślach.- Uśmiechnął się od ucha do ucha. Podszedłem do łóżka i wślizgnąłem się pod kołdrę. Spojrzałem na Ichiego, który patrzał się na mnie lekko zszokowanym wzrokiem.

-No co?- Spytałem, poprawiając poduszkę.

-Nie, nic. Nie spodziewałem się, że się tu położysz i będziesz spać.- Powiedział spokojnie i ułożył się wygodniej na łóżku.

-Nie mogę tu spać? Jeśli nie chcesz to pójdę do siebie.- Powiedziałem smutnym głosikiem i chciałem już wstać lecz ręka Ichiego na moim łokciu mnie powstrzymała.

-Możesz tu spać. Ja cię nie wyganiam.- Powiedział z delikatnym uśmiechem i pociągnął mnie tak, że ponownie leżałem.

-Dziękuje za ugoszczenie mnie w swoim łóżku. Masz jakieś życzenia za to?- Spytałem milusim głosem, obracając się na brzuch aby móc go lepiej widzieć.

-Nie ma za co. I nie. Nie mam żadnych życzeń ani chęci.- Ichi obrócił się w moja stronę i zaczął się bawić moimi włosami. Później go za to opierdole.

-Ja wiem na co ty masz chęć. Chęć na rżnięcie mej osoby.- Po moich słowach Ichi zaczął się śmiać. Nie wiem co w tym śmiesznego. Przecież prawdę mowie.

-Oj Runi, Runi. Mam ochotę się z tobą kochać ale wiem, że i tak się nie zgodzisz. Dlatego nie poruszam tego tematu.- Powiedział spokojnie, patrząc w moje oczy.

-To się mnie najpierw spytaj, a nie ustanawiasz jakieś teorie.- Kto pyta nie błądzi.....i wie więcej oczywiście. Ichi westchnął i poprawił się na łóżku.

-Rune. Czy zgodzisz się abym dzisiejszej nocy doprowadził cię do szaleństwa?- Powiedział namiętnie, gładząc mnie po policzku. Zacząłem łasić się do jego ręki niczym kot, co go zaskoczyło.

-Doprowadź mnie tej nocy do utraty zmysłów Kochanie.- Powiedziałem namiętnym głosem, spod wpół przymkniętych powiek. Ichi patrzał się na mnie zaskoczony. Trochę się mu nie dziwię. W końcu pierwszy raz zgodziłem się uprawiać z nim seks. Postanowiłem ocknąć go troszeczkę. Położyłem się na plecach, ciągnąc go na siebie. Zacząłem składać delikatne pocałunki na jego ustach. Już po krótkiej chwili poczułem jak oddaje pocałunki i zaczyna nad nim dominować.





Nie mogłem w to uwierzyć. Rune pozwolił mi uprawiać z nim seks. Aż oniemiałem. Dopiero te delikatne pocałunki sprowadziły mnie na ziemię. Zacząłem je oddawać z coraz większą pasją. Usadowiłem się wygodniej, siadając okrakiem na jego biodrach. Moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę i wędrowały po jego torsie. Runie westchnął w moje usta i oplótł swoje ręce wokół mojej szyi. Oderwałem się od jego ust i począłem składać pocałunki na jego policzkach, nosie, powiekach, pod uchem.

-Rune.- Szepnąłem mu wprost do ucha i ugryzłem je lekko. Runi zadrżał i westchnął głośno. Pocałunkami schodziłem coraz niżej, przez szyję do obojczyków. Odsunąłem się od niej i ściągnąłem z niego koszulkę. W tym momencie mogłem mu się przyjrzeć. Włosy rozwiane na wszystkie strony, lekko różowe policzki na tej bladej skórze, przyspieszony oddech, zamglony wzrok. Wyglądał tak niewinnie, a zarazem seksownie. Ponownie wpiłem się w jego słodkie usta, po czym poprzez pocałunki i liźnięcia doszedłem do jego lewego sutka. Polizałem go, by po chwili zacząć go dość mocno ssać. Drugiego zacząłem symulować palcami. Do moich uszu doszedł słodki jęk. Rune wplótł swoje palce w moje włosy. Jedną ręką zjechał niżej, drapiąc mnie po karku. Ostatni raz liznąłem sutek i zjechałem niżej. Usadowiłem się między jego nogami, całując go po brzuchu i przy lini bokserek. Uśmiechnąłem się kącikami ust, gdy ujrzałem wypukłość nieco niżej. Spojrzałem się w górę w momencie, gdy Runi przegryzał wargę. Powoli zdjąłem z niego bokserki, ponownie napawając się nim. Powoli zacząłem całować wewnętrzną stronę jego ud. Runi zadrżał i westchnął głośno. Powoli doszedłem do punktu, który moim zdaniem domagał się największej uwagi. Złapałem jego członka i polizałem po całej długości.

-Ah~!- Rune jęknął dość głośno i wygiął się w mały łuczek. Ponownie polizałem go po całej długości, zasysając się na jego czubku. Rune jęknął głośno i wplótł ponownie palce w moje włosy. Zacząłem poruszać głową, wsadzając sobie jego męskość coraz głębiej. Runi jęczał i zaciskał palce na moich włosach. Ja słuchałem tych słodkich jęków, chcąc jeszcze więcej. Jedną dłonią zacząłem masować jego jądra, a drugą ściskać jego pośladek. Poruszałem się coraz szybciej.

-Ichi! Ah~!.......Ja.....Ja zaraz.....Ach~!!- Rune doszedł z głośnym jękiem, zaciskając dłonie na moich włosach, kilka z nich wyrywając.  Ja natomiast połknąłem wszystko i odsunąłem się od jego przyrodzenia. Spojrzałem na niego. Oddychał ciężko, był wręcz czerwony na twarzy, oczu mu lśniły. Kilka kropelek potu pojawiło się na jego ślicznej twarzyczce. Zawisłem nad nim, patrząc w te oczy niczym atrament. Rune łapał jeszcze chwilę oddech, by następnie położyć swoje dłonie na moich policzkach i przyciągnąć do pocałunku. Był od bardzo delikatny, gdyż ledwo co stykaliśmy swe usta. Nagle Rune obrócił mnie tak, że teraz ja leżałem pod nim. Pocałował mnie namiętnie lecz krótko i pocałunkami zjeżdżał w dół. Gdy był na wysokości mostka, podrapał mnie po żebrach. Westchnąłem głośno. Możecie mnie mieć za masochistę. Mnie takie rzeczy podniecają. Runi rysował róże wzorki swoim językiem na moim brzuchu, co chwila go całując. Powoli ściągnął ze mnie bokserki. Po raz ostatni pocałował mój brzuch i wyprostował się nieco. Ręką zaczął poruszać po moim członku. Uważnie przyglądałem się jego ruchom. Rune powoli zbliżał się do mojego krocza. Gdy był już blisko spojrzał na mnie, a ja zamarłem. Oblizał się perwersyjnie. Wyglądał przy tym tak dziko i seksownie zarazem. Od razu wziął moją męskość do ust ssąc i lizać po całej długości. Wzdychałem głośno na jego poczynania. Po kilku chwilach zaprzestał swoich czynności i ponownie zaczął stymulować mojego członka dłonią oraz lizać i gryźć moje jądra. Zadrżałem i jęknąłem. To było takie przyjemne. Chwilę później Rune odsunął się ostatecznie od mojego krocza, kładąc się wręcz na mnie. Objął mnie wokół szyi, patrząc w moje oczy.

-To wszystko czy zamierzasz mnie jednak porządnie zaspokoić?- Spytał namiętnym głosem, zaczynając się o mnie ocierać. Uśmiechnąłem się na jego słowa, by po chwili wpić się w jego usta, zamieniając nas miejscami. Oderwałem się od niego i otworzyłem szufladę. Z niej wyciągnąłem żel. Ponownie usadowiłem się między jego nogami. Wylałem trochę na palce, następnie wkładając jeden w jego dziurkę. Rune wziął głęboki wdech i zacisnął dłonie na pościeli. Zacząłem powoli go rozciągać, przy okazji całując jego tors i uda. Gdy trzy palce były już w jego dziurce, Runi zaczął się na nie nabijać, cicho pojękując. Wyciągnąłem palce, na co usłyszałem jęk niezadowolenia. Wyciągnąłem prezerwatywę. Chciałem ją otworzyć, ale miałem zbyt śliskie dłonie. Runi widząc to usiadł i zabrał ją ode mnie. Spodziewałem się, że ją otworzy i mi ją da, jednak myliłem się. Rzucił ją gdzieś w bok, przyciągając mnie do siebie.

-Zrób to w końcu, bo mam na ciebie wielką ochotę.- Powiedział jakby wściekły i polizał moje wargi. Wpiłem się w jego usta i popchnąłem na poduszki. Oderwawszy się od niego rozszerzyłem jego nogi, robiąc sobie lepszy dostęp. Przybliżyłem się i powoli w niego wszedłem. Runi objął mnie mocno, drapiąc mnie po plecach i wbijając w nie paznokcie.

-Ah~!- Jęknął głośno, gdy już cały się w nim znalazłem. Ściskał mnie tak mocno, że nie mogłem się nawet poruszyć. W międzyczasie zacząłem całować go po szyi i twarzy. Po chwili Runi poruszył się znacząco. Złapałem go za biodra i zacząłem się poruszać. Rune jęczał i wzdychał mi do ucha, wijąc się pode mną z rozkoszy.

-Jeszcze....Ah! Mocniej!- Błagał, a ja spełniłem jego prośbę. Wręcz rżnąłem go, a on jęczał i błagał o więcej. Rune oplótł nogami moje biodra. Czułem jak jest coraz bliżej końca.

-Ah~! A~!....Ichiii~!- Jęknął i doszedł z moim imieniem na ustach. Zacisnął się tak mocno, że nie wytrzymałem i doszedłem również. Opadłem na niego dysząc ciężko. Gdy już wyrównałem oddech podniosłem się, wyszedłem powoli z Runiego i opadłem obok. Runi wręcz od razu wtulił się w mój bok. Spojrzałem na niego i zaśmiałem się. Jak on to robi, że tak szybko potrafi zasnąć? Przykryłem nas kołdrą. Chwilę przypatrywałem się jego twarzy. Wyglądał tak niewinnie, niczym aniołek. Odgarnąłem niesforny kosmyk z jego czoła. Ucałowałem go w nie, po czym przytuliłem go mocniej do siebie. W takiej pozycji zasnąłem.

Z serii "Rysuneczki Kimie~!"
Misaki i Usui z Kaichou wa Maid-sama ^^
<3 <3 <3

1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, wow Rune i jego słodkości zrobiły furorę na rodzince, ale ten torcik naleśnikowy... wiele łączy Kiyishiego z bratem ;) a ja wyobraźiłam sobie Kiyoshego w formie wilka i uspokajnego czekoladkami och Rune i Ichin...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń