Francja, rok 1822
Nadeszły ciężkie czasy. Tu wojna, tam wojna. Dobrze, że
jestem arystokratą, bo jakoś nie uśmiecha mi się walczyć. Teraz z Jasonem i
Jonim zastanawiamy się, gdy by tu wyemigrować. I najprawdopodobniej popłyniemy
do Ameryki. Jedynie, że coś nam nie wyjdzie. Wtedy na wschód, czyli do Indii.
Aktualnie spacerowałem sobie po mieście. Bliźniaki mieli jakąś sprawę do
załatwienia, a mi nie chciało się im towarzyszyć. Nie lubię spotkań biznesowych
i typu „w poszukiwaniu żony”. Wręcz zbrzydły mi takie spotkania. Na każdym
wręcz słyszę te same pytania: „To są prawdziwe włosy?”, „Naprawdę jesteś
Japończykiem?” , „Ile masz lat?”, „Jak duży masz dom?”....bla, bla, bla.
Już znieść nie mogę tych zachwytów, że ja taki piękny, bogaty i szarmancki.
Może trochę łechtają tym moje ego, no ale ileż można. Nie chcę żony, która
patrzy ile mam portfelu zamiast na mnie. Czy ja kiedykolwiek znajdę idealną
kandydatkę na żonę? (Ależ oczywiście. Musisz poczekać tylko mniej niż 200
lat >.<- Kimie). Chociaż młody jestem, więc mam czas do ożenku.
Według nich mam ok. 23 lata. Tak naprawdę to już stuknęła mi 100. Ciężkie jest
życie takiego pięknego wilczka jak ja.
Wracając
do mojego spacerku. Szedłem sobie wytwornie, spoglądając na mijające mnie damy.
Żadna nie przypadała mi do gustu. Czy zmienia mi się orientacja?? Oby nie,
bo jeszcze w przypływie ekstazy zaatakuje któregoś z bliźniaków. Matko! O czym
ja myślę?! No nic. Szedłem sobie uliczką, po której spacerowało kilka par.
Nagle usłyszałem głośny stukot i zostałem szarpnięty za ramię. Upadłem na
ziemię, a tuż przed nosem przejechał pędzący powóz. Siedziałem na ziemi
zszokowany.
(Podkreślony
to francuski)
-Wszystko
w porządku?- Usłyszałem męski głos obok siebie. Spojrzałem w lewo. Moim
oczom ukazał się młodzieniec. Mógł być prawdopodobnie w moim wieku. Miał
kruczoczarne włosy i tego samego koloru oczy. Jego blada cera pięknie się z tym
kontrastowała. Widać również był szlachcicem, co było widać po jego ubiorze. Zauważyłem
jak podnosi rękę i nawija sobie na palec pasmo moich włosów. Potarł je w
palcach i uśmiechnął się.- Jakie mięciutkie.- Stwierdził. O mój
Boziu! Chyba na serio zmieniam orientację. W tej chwili pomyślałem, jaki on
uroczy. Otrząsnąłem się, wracając do rzeczywistości.
-Tak.
Wszystko w porządku.- Młodzieniec podał mi dłoń, pomagając mi wstać.
Otrzepałem się z kurzu.- Dziękuje za pomoc panie...- Patrzyłem się na
niego wyczekująco.
-Rune. Rune de la Regence (reżąs).- Powiedział i skłonił się
lekko.
-Kiyoshi
Ishikawa.- Również się przedstawiłem i uśmiechnąłem lekko.- Dziękuje za
ratunek.- Ukłoniłem się lekko w podzięce.
-Nie
ma za co.- Powiedział po japońsku, co mnie troszkę zdziwiło.
-Znasz
japoński?- Spytałem, przyglądając mu się uważnie.
-Ależ
oczywiście. Uwielbiam ten kraj. Właśnie stamtąd niedawno wróciłem.- Powiedział
z dumą.- W Francji od niedawna czy już od dłuższego czasu?- Spytał,
przekrzywiając głowę w bok. Matko! Ja chyba na serio zmieniam orientację.
-Od
dłuższego czasu. Ale i tak prawdopodobnie niedługo wyjeżdżam.- Kłamać przecież
nie muszę.
-A
gdzie jeśli można wiedzieć?- Te oczy są tak czarne, że źrenicy nie widać. W ogóle o czym ja w tym momencie
rozmyślam??
-Do
Ameryki.- Czuje się jak jakiś odkrywca.
-Też
chciałbym tam pojechać.- Stwierdził i zrobił smutną minkę. Aż nabrałem ochoty
aby go przytulić.
-A
dlaczego nie pojedziesz?- Spytałem, odganiając moje kudłate myśli.
-Nie
mam z kim. A samemu to nie to samo.- Co prawda to prawda.
-To
może pojedziesz ze mną i z moimi towarzyszami. Co ty na to?- Wcale go nie znam,
a proponuje mu coś takiego. Czy ja upadłem na głowę??
-Naprawdę
mógłbym?- Spytał bardzo zaciekawiony.
-Jeśli dasz się zaprosić na herbatę to pewnie.- Nie będę z
nim gadał tak na chodniku. Nagle rzucił mi się na szyję i uściskał mnie mocno.
-Oj
przepraszam.- Odsunął się ode mnie z dużym uśmiechem na ustach.- Dziękuję i
chętnie pójdę z tobą na herbatę.- Dlaczego nie urodziłeś się kobietą??
-Masz teraz czas? Jeśli tak to pojedźmy od razu do mojej
rezydencji.- Nie jest późno, a coś czuje, że mamy ze sobą dużo wspólnego.
-Ależ
oczywiście. Zapraszam do powozu.- Wskazał ręką powóz za nim. Zaśmiałem się pod
nosem, kierując się do powozu. Powiedziałem woźnicy, gdzie ma jechać i po
dłuższej chwili byliśmy już u mnie. W salonie przy herbacie i słodkościach
wciągnęliśmy się w rozmowę. I tak jak myślałem mamy ze sobą dużo wspólnego.
Czas zleciał bardzo szybko.
-Już
tak późno?- Powiedział Rune, patrząc na panującą za oknem ciemność.
-Przy
doborowym towarzystwie czas leci szybciej.- Nie żeby coś.
-Będę
musiał już wracać. Jak ja nie lubię wracać w takie ciemności.- Westchnął
głośno.
-To
może zostaniesz na noc?- Żadnych podtekstów.
-Mógłbym?-
Jak się nie zgodzić, gdy robisz taką minę? (Szczeniaczek)
-Pewnie.
To żaden problem. Pani Grand. Proszę przyszykować kąpiel i ubrania dla
gościa. Pan de la Regence zostaje dzisiaj na noc.- Powiedziałem do
pokojówki, a ta chybcikiem poszła wszystko przygotować.
-Dziękuję
za gościnę.- Uśmiechnął się delikatnie. Porozmawialiśmy jeszcze trochę by po
tym udać się na spoczynek.
Ale
miło. Jest mi ciepło, wygodnie i ktoś drapie mnie po głowie.....Zaraz,
zaraz, zaraz. Drapie....Otworzyłem leniwie oczy i ujrzałem czarną czuprynę
i czarne oczy. Jason zaczął nosić perukę?? Dopiero po chwili dotarło do
mnie kto to jest.
-
Dzień dobry.- Przywitał mnie Rune z uśmiechem, zaprzestając drapania.
-Dzień
dobry.- Odpowiedziałem jeszcze sennie, unosząc się na łokciach.- Jeśli mogę
spytać to co ty tu robisz?- W ogóle która jest godzina?
-Przyszedłem cię obudzić. Głodny jestem, a sam śniadania
jeść nie będę.- Stwierdził, rozkładając się na moim łóżku. Westchnąłem,
rozciągając się. Dopiero teraz się skapnąłem, że nie mam nic na sobie.
Spojrzałem się na Runiego, który wręcz pożerał mnie wzrokiem. Dobrze, że nie
skopałem kołdry, bo widziałby mnie tak jak mnie Bozia stworzyła.
-Zazdroszczę
ci.- Usłyszałem nagle. Spojrzałem się zdziwiony na niego.
-Niby czego?- Przecież jestem całkiem normalny.
-Twoich
włosów i oczu i ogółem całej sylwetki. Masz białe włosy niczym śnieg, złote
oczy i jesteś dobrze zbudowany. A ja? Ja jestem zwykłym przeciętniakiem o zbyt
bladej cerze.- Stwierdzam iż zaskoczyły mnie jego słowa. Połechtał moje ego i
to bardzo.
-Nie
jesteś przeciętny. Może i czarne włosy ma większość osób. Ale tak czarnych oczu
niczym noc i pięknie kontrastującą z tym cerą nikt nie ma. Do tego masz smukłą
sylwetkę co dodaje ci uroku.- Matko! Ja to powiedziałem na głos. Rune
patrzał na mnie zszokowany.
-Dziękuje
za komplement.- Powiedział z uśmiechem. Pochylił się w moja stronę i pocałował
mnie w policzek. Po tym wstał z mojego łóżka i ruszył do drzwi. Spojrzał się
jeszcze na mnie i po chwili zniknął za nimi. Ja natomiast siedziałem tak na
łóżku skołowany. On na serio zachowuje się swobodnie. Pokręciłem z
niedowierzaniem głową, wstając z łóżka. Ubrałem się i zszedłem do salonu.
-To
ty już na nogach?- Spytał się Jason z szokiem wymalowanym na twarzy.
-A co? Po co mam spać jak jest taka piękna pogoda.-
Stwierdziłem z chytrym uśmieszkiem.
-Kto
to?- Zapytał nagle Joni, wskazując kogoś za moimi plecami. Obróciłem się i
spojrzałem na ubranego w codzienny strój Runiego.
-Poznajcie
się. To jest Rune. Rune, to Jonathan i Jason.- Wskazałem który to który aby
nie miał z tym problemów.
-Miło
cię poznać Rune.- Przywitał go Jason z uśmiechem. Runi natomiast nic nie powiedział,
co mnie bardzo zdziwiło. Nagle podszedł do Joniego i go przytulił. Byłoby to
normalne lecz zszokowana mina Joniego w tym przeszkadzała. Rune odsunął się od
niego, a mnie również zszokowało. Otóż czarne oczy zmieniły się na karmazynową
czerwień, a z lekko rozchylonych ust wychodziły dwa kły. Również bliźniacy byli
tym widokiem zaszokowani.
-Jesteś
wampirem.- Stwierdził Jason, nadal lekko zszokowany.
-Wy
też.- Spojrzał się na nich już czarnymi oczami.
-A
skąd to wiesz?- Spytał zaciekawiony Jason. Oczywiście mnie również to
ciekawiło.
-Wyczułem
od was świeżą krew. Musieliście niedawno co pić. A byłem głodny to się
napiłem.- Stwierdził spokojnie.- Wiem też, że Kiyoshi nie jest wampirem.
Chociaż jestem ciekawy kim, bo na pewno nie człowiekiem.- Muszę przyznać, że
jest bardzo mądry.
-Kolejny
wampir do kolekcji.- Stwierdziłem z westchnieniem na co bliźniacy zaczęli się
śmiać.- Nie powiem ci kim jestem. Po prostu to pokażę.- Powiedziałem do
Runiego, który patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Zrobiłem kilka kroków na
przód, zamieniając się w wilka. Widziałem jego zszokowaną minę. Po chwili
podszedł do mnie i dotknął mojego furta.
-Futerko.-
Powiedział zafascynowany i najwyraźniej chciał się przytulić ale pobiegłem
kawałek do przodu. Spojrzał się na mnie zdziwiony.- Chodź tu.- Wskazał miejsce
obok siebie. Nie posłuchałem się go i stałem tak jak wcześniej.
-Nie
da ci się pogłaskać, a tym bardziej przytulić.- Stwierdził Jason, co oczywiście
było prawdą. Spojrzałem się na Runiego i mnie zmroziło. Patrzał się na mnie z
taką wściekłością, a zarazem determinacja.
-Ja
go pogłaskam.- Stwierdził poważnie i ruszył w moją stronę. Oj nie. Nie dam się
tak łatwo. Zacząłem uciekać. Dobrze znałem swoja rezydencję, więc nie miałem
problemów z ucieczką. Biegłem sobie korytarzem, gdy nagle padłem na ziemię jak
długi. Spojrzałem się za siebie i ujrzałem pewną osobę o czarnych włosach,
przytulającą się do mnie.
-Milutko.-
Bardziej westchnął niż powiedział. Ja natomiast zamieniłem się z powrotem w
człowieka i czekałem aż on ze mnie zejdzie. Runi natomiast spojrzał się na mnie
z wyrzutem.- Zamień się z powrotem w wilka.- Rozkazał sir Rune.
-Nie.
I złaź ze mnie.- Powiedziałem spokojnie. Chwile patrzeliśmy sobie w oczy. Po
chwili Rune zamiast ze mnie zejść zaczął mnie gryźć po żebrach. Oczywiście nie
wyciągnął kłów tylko po prostu mnie gryzł. Zacząłem się z nim szarpać.
Usłyszałem śmiech bliźniaków. Nagle Runi podniósł się trochę do góry i
pocałował mnie w usta. Zszokowany leżałem na ziemi i patrzałem się na niego.
-Złap
mnie.- Powiedział z uśmieszkiem, pokazując w ręce trzymany zegarek. MÓJ
zegarek. Zszedł ze mnie w mgnieniu oka i zaczął uciekać.
-Ty
mały!- Wydarłem się wstając z podłogi i goniąc tą czarnooką wredotę. Bliźniacy
natomiast stali i płakali ze śmiechu. Tamtego pamiętnego dnia znalazłem nowego
przyjaciela, jak również przybranego brata. Oraz uświadomiłem sobie, że jednak
nie zmieniam orientacji.
Hej,
OdpowiedzUsuńoch i poznaliśmy Rune, tak to było słodkie, czemu nie zmienia orientacji...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia