niedziela, 15 marca 2015

Pamiętnik cz.2

                                    Francja, rok 1822

Nadeszły ciężkie czasy. Tu wojna, tam wojna. Dobrze, że jestem arystokratą, bo jakoś nie uśmiecha mi się walczyć. Teraz z Jasonem i Jonim zastanawiamy się, gdy by tu wyemigrować. I najprawdopodobniej popłyniemy do Ameryki. Jedynie, że coś nam nie wyjdzie. Wtedy na wschód, czyli do Indii. Aktualnie spacerowałem sobie po mieście. Bliźniaki mieli jakąś sprawę do załatwienia, a mi nie chciało się im towarzyszyć. Nie lubię spotkań biznesowych i typu „w poszukiwaniu żony”. Wręcz zbrzydły mi takie spotkania. Na każdym wręcz słyszę te same pytania: „To są prawdziwe włosy?”, „Naprawdę jesteś Japończykiem?” , „Ile masz lat?”, „Jak duży masz dom?”....bla, bla, bla. Już znieść nie mogę tych zachwytów, że ja taki piękny, bogaty i szarmancki. Może trochę łechtają tym moje ego, no ale ileż można. Nie chcę żony, która patrzy ile mam portfelu zamiast na mnie. Czy ja kiedykolwiek znajdę idealną kandydatkę na żonę? (Ależ oczywiście. Musisz poczekać tylko mniej niż 200 lat >.<- Kimie). Chociaż młody jestem, więc mam czas do ożenku. Według nich mam ok. 23 lata. Tak naprawdę to już stuknęła mi 100. Ciężkie jest życie takiego pięknego wilczka jak ja.

Wracając do mojego spacerku. Szedłem sobie wytwornie, spoglądając na mijające mnie damy. Żadna nie przypadała mi do gustu. Czy zmienia mi się orientacja?? Oby nie, bo jeszcze w przypływie ekstazy zaatakuje któregoś z bliźniaków. Matko! O czym ja myślę?! No nic. Szedłem sobie uliczką, po której spacerowało kilka par. Nagle usłyszałem głośny stukot i zostałem szarpnięty za ramię. Upadłem na ziemię, a tuż przed nosem przejechał pędzący powóz. Siedziałem na ziemi zszokowany.
(Podkreślony to francuski)
-Wszystko w porządku?- Usłyszałem męski głos obok siebie. Spojrzałem w lewo. Moim oczom ukazał się młodzieniec. Mógł być prawdopodobnie w moim wieku. Miał kruczoczarne włosy i tego samego koloru oczy. Jego blada cera pięknie się z tym kontrastowała. Widać również był szlachcicem, co było widać po jego ubiorze. Zauważyłem jak podnosi rękę i nawija sobie na palec pasmo moich włosów. Potarł je w palcach i uśmiechnął się.- Jakie mięciutkie.- Stwierdził. O mój Boziu! Chyba na serio zmieniam orientację. W tej chwili pomyślałem, jaki on uroczy. Otrząsnąłem się, wracając do rzeczywistości.
-Tak. Wszystko w porządku.- Młodzieniec podał mi dłoń, pomagając mi wstać. Otrzepałem się z kurzu.- Dziękuje za pomoc panie...- Patrzyłem się na niego wyczekująco.
-Rune. Rune de la Regence (reżąs).- Powiedział i skłonił się lekko.
-Kiyoshi Ishikawa.- Również się przedstawiłem i uśmiechnąłem lekko.- Dziękuje za ratunek.- Ukłoniłem się lekko w podzięce.
-Nie ma za co.- Powiedział po japońsku, co mnie troszkę zdziwiło.
-Znasz japoński?- Spytałem, przyglądając mu się uważnie.
-Ależ oczywiście. Uwielbiam ten kraj. Właśnie stamtąd niedawno wróciłem.- Powiedział z dumą.- W Francji od niedawna czy już od dłuższego czasu?- Spytał, przekrzywiając głowę w bok. Matko! Ja chyba na serio zmieniam orientację.
-Od dłuższego czasu. Ale i tak prawdopodobnie niedługo wyjeżdżam.- Kłamać przecież nie muszę.
-A gdzie jeśli można wiedzieć?- Te oczy są tak czarne, że źrenicy  nie widać. W ogóle o czym ja w tym momencie rozmyślam??
-Do Ameryki.- Czuje się jak jakiś odkrywca.
-Też chciałbym tam pojechać.- Stwierdził i zrobił smutną minkę. Aż nabrałem ochoty aby go przytulić.
-A dlaczego nie pojedziesz?- Spytałem, odganiając moje kudłate myśli.
-Nie mam z kim. A samemu to nie to samo.- Co prawda to prawda.
-To może pojedziesz ze mną i z moimi towarzyszami. Co ty na to?- Wcale go nie znam, a proponuje mu coś takiego. Czy ja upadłem na głowę??
-Naprawdę mógłbym?- Spytał bardzo zaciekawiony.
-Jeśli dasz się zaprosić na herbatę to pewnie.- Nie będę z nim gadał tak na chodniku. Nagle rzucił mi się na szyję i uściskał mnie mocno.
-Oj przepraszam.- Odsunął się ode mnie z dużym uśmiechem na ustach.- Dziękuję i chętnie pójdę z tobą na herbatę.- Dlaczego nie urodziłeś się kobietą??
-Masz teraz czas? Jeśli tak to pojedźmy od razu do mojej rezydencji.- Nie jest późno, a coś czuje, że mamy ze sobą dużo wspólnego.
-Ależ oczywiście. Zapraszam do powozu.- Wskazał ręką powóz za nim. Zaśmiałem się pod nosem, kierując się do powozu. Powiedziałem woźnicy, gdzie ma jechać i po dłuższej chwili byliśmy już u mnie. W salonie przy herbacie i słodkościach wciągnęliśmy się w rozmowę. I tak jak myślałem mamy ze sobą dużo wspólnego. Czas zleciał bardzo szybko.
-Już tak późno?- Powiedział Rune, patrząc na panującą za oknem ciemność.
-Przy doborowym towarzystwie czas leci szybciej.- Nie żeby coś.
-Będę musiał już wracać. Jak ja nie lubię wracać w takie ciemności.- Westchnął głośno.
-To może zostaniesz na noc?- Żadnych podtekstów.
-Mógłbym?- Jak się nie zgodzić, gdy robisz taką minę? (Szczeniaczek)
-Pewnie. To żaden problem. Pani Grand. Proszę przyszykować kąpiel i ubrania dla gościa. Pan de la Regence zostaje dzisiaj na noc.- Powiedziałem do pokojówki, a ta chybcikiem poszła wszystko przygotować.
-Dziękuję za gościnę.- Uśmiechnął się delikatnie. Porozmawialiśmy jeszcze trochę by po tym udać się na spoczynek.

Ale miło. Jest mi ciepło, wygodnie i ktoś drapie mnie po głowie.....Zaraz, zaraz, zaraz. Drapie....Otworzyłem leniwie oczy i ujrzałem czarną czuprynę i czarne oczy. Jason zaczął nosić perukę?? Dopiero po chwili dotarło do mnie kto to jest.
- Dzień dobry.- Przywitał mnie Rune z uśmiechem, zaprzestając drapania.
-Dzień dobry.- Odpowiedziałem jeszcze sennie, unosząc się na łokciach.- Jeśli mogę spytać to co ty tu robisz?- W ogóle która jest godzina?
-Przyszedłem cię obudzić. Głodny jestem, a sam śniadania jeść nie będę.- Stwierdził, rozkładając się na moim łóżku. Westchnąłem, rozciągając się. Dopiero teraz się skapnąłem, że nie mam nic na sobie. Spojrzałem się na Runiego, który wręcz pożerał mnie wzrokiem. Dobrze, że nie skopałem kołdry, bo widziałby mnie tak jak mnie Bozia stworzyła.
-Zazdroszczę ci.- Usłyszałem nagle. Spojrzałem się zdziwiony na niego.
-Niby czego?- Przecież jestem całkiem normalny.
-Twoich włosów i oczu i ogółem całej sylwetki. Masz białe włosy niczym śnieg, złote oczy i jesteś dobrze zbudowany. A ja? Ja jestem zwykłym przeciętniakiem o zbyt bladej cerze.- Stwierdzam iż zaskoczyły mnie jego słowa. Połechtał moje ego i to bardzo.
-Nie jesteś przeciętny. Może i czarne włosy ma większość osób. Ale tak czarnych oczu niczym noc i pięknie kontrastującą z tym cerą nikt nie ma. Do tego masz smukłą sylwetkę co dodaje ci uroku.- Matko! Ja to powiedziałem na głos. Rune patrzał na mnie zszokowany.
-Dziękuje za komplement.- Powiedział z uśmiechem. Pochylił się w moja stronę i pocałował mnie w policzek. Po tym wstał z mojego łóżka i ruszył do drzwi. Spojrzał się jeszcze na mnie i po chwili zniknął za nimi. Ja natomiast siedziałem tak na łóżku skołowany. On na serio zachowuje się swobodnie. Pokręciłem z niedowierzaniem głową, wstając z łóżka. Ubrałem się i zszedłem do salonu.
-To ty już na nogach?- Spytał się Jason z szokiem wymalowanym na twarzy.
-A co? Po co mam spać jak jest taka piękna pogoda.- Stwierdziłem z chytrym uśmieszkiem.
-Kto to?- Zapytał nagle Joni, wskazując kogoś za moimi plecami. Obróciłem się i spojrzałem na ubranego w codzienny strój Runiego.
-Poznajcie się. To jest Rune. Rune, to Jonathan i Jason.- Wskazałem który to który aby nie miał z tym problemów.
-Miło cię poznać Rune.- Przywitał go Jason z uśmiechem. Runi natomiast nic nie powiedział, co mnie bardzo zdziwiło. Nagle podszedł do Joniego i go przytulił. Byłoby to normalne lecz zszokowana mina Joniego w tym przeszkadzała. Rune odsunął się od niego, a mnie również zszokowało. Otóż czarne oczy zmieniły się na karmazynową czerwień, a z lekko rozchylonych ust wychodziły dwa kły. Również bliźniacy byli tym widokiem zaszokowani.
-Jesteś wampirem.- Stwierdził Jason, nadal lekko zszokowany.
-Wy też.- Spojrzał się na nich już czarnymi oczami.
-A skąd to wiesz?- Spytał zaciekawiony Jason. Oczywiście mnie również to ciekawiło.
-Wyczułem od was świeżą krew. Musieliście niedawno co pić. A byłem głodny to się napiłem.- Stwierdził spokojnie.- Wiem też, że Kiyoshi nie jest wampirem. Chociaż jestem ciekawy kim, bo na pewno nie człowiekiem.- Muszę przyznać, że jest bardzo mądry.
-Kolejny wampir do kolekcji.- Stwierdziłem z westchnieniem na co bliźniacy zaczęli się śmiać.- Nie powiem ci kim jestem. Po prostu to pokażę.- Powiedziałem do Runiego, który patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Zrobiłem kilka kroków na przód, zamieniając się w wilka. Widziałem jego zszokowaną minę. Po chwili podszedł do mnie i dotknął mojego furta.
-Futerko.- Powiedział zafascynowany i najwyraźniej chciał się przytulić ale pobiegłem kawałek do przodu. Spojrzał się na mnie zdziwiony.- Chodź tu.- Wskazał miejsce obok siebie. Nie posłuchałem się go i stałem tak jak wcześniej.
-Nie da ci się pogłaskać, a tym bardziej przytulić.- Stwierdził Jason, co oczywiście było prawdą. Spojrzałem się na Runiego i mnie zmroziło. Patrzał się na mnie z taką wściekłością, a zarazem determinacja.
-Ja go pogłaskam.- Stwierdził poważnie i ruszył w moją stronę. Oj nie. Nie dam się tak łatwo. Zacząłem uciekać. Dobrze znałem swoja rezydencję, więc nie miałem problemów z ucieczką. Biegłem sobie korytarzem, gdy nagle padłem na ziemię jak długi. Spojrzałem się za siebie i ujrzałem pewną osobę o czarnych włosach, przytulającą się do mnie.
-Milutko.- Bardziej westchnął niż powiedział. Ja natomiast zamieniłem się z powrotem w człowieka i czekałem aż on ze mnie zejdzie. Runi natomiast spojrzał się na mnie z wyrzutem.- Zamień się z powrotem w wilka.- Rozkazał sir Rune.
-Nie. I złaź ze mnie.- Powiedziałem spokojnie. Chwile patrzeliśmy sobie w oczy. Po chwili Rune zamiast ze mnie zejść zaczął mnie gryźć po żebrach. Oczywiście nie wyciągnął kłów tylko po prostu mnie gryzł. Zacząłem się z nim szarpać. Usłyszałem śmiech bliźniaków. Nagle Runi podniósł się trochę do góry i pocałował mnie w usta. Zszokowany leżałem na ziemi i patrzałem się na niego.
-Złap mnie.- Powiedział z uśmieszkiem, pokazując w ręce trzymany zegarek. MÓJ zegarek. Zszedł ze mnie w mgnieniu oka i zaczął uciekać.

-Ty mały!- Wydarłem się wstając z podłogi i goniąc tą czarnooką wredotę. Bliźniacy natomiast stali i płakali ze śmiechu. Tamtego pamiętnego dnia znalazłem nowego przyjaciela, jak również przybranego brata. Oraz uświadomiłem sobie, że jednak nie zmieniam orientacji.

1 komentarz:

  1. Hej,
    och i poznaliśmy Rune, tak to było słodkie, czemu nie zmienia orientacji...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń