poniedziałek, 23 marca 2015

Twin Blood- rozdział 27

Ohayo~! :)
Jak Wam minął dzionek?? Ogółem to nic ciekawego Wam dzisiaj nie powiem. Co do one shotów to nie wiem, bo coś tam mam gdzieś napisane ale muszę poszukać i przepisać XD 
Żeby nie zanudzać to po prostu życzę wam miłego czytania :p

Ferie się skończyły i ponownie trzeba wrócić do szkoły. Bardziej się cieszyłam z tego, że ponownie spotkam się z przyjaciółmi niż z samej szkoły. Szłam sobie spokojnie, gdy ktoś nagle mnie przytulił. Obróciłam się szybko i ujrzałam Jasona.
-Cześć Skarbie.- Powiedział z uśmiechem.
-Jaason~!- Powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-Jak się czujesz?- Zapytał, gdy już się odkleiłam.
-Znacznie lepiej. A gdzie Joni?- Spytałam i zaczęłam wypatrywać drugiego bliźniaka.
-Tutaj~!- Usłyszałam za sobą i zostałam zmiażdżona w uścisku.
-Joni~!- Zaczęłam się śmiać z jego przytulasów. Odczepił się ode mnie i ustał obok brata.
-Co tam? Jak tam? Ile słodyczy zjadłaś?- Zasypał mnie pytaniami.
-Dobrze, dobrze. I niewiele, bo większość brat zjadł.- Wręcz na kolanach prosił abym dała mu swoje słodycze.
-Ty masz brata?- Spytał się Jason.
-Tak. Isey. O rok młodszy. Później go poznasz.- Powiedziałam nadal z uśmiechem.
-Ohayo~!- Przywitała nas Megumi.
-Megi~!- Powiedział radośnie Joni i się przytulił.
-Tak, tak. Ja też bardzo tęskniłam.- Powiedziała rozbawiona.
-Hejo~!- Usłyszeliśmy głos Yuko. Biegła w naszą stronę z dużym uśmiechem.
-Yuko~!- Prawie krzyknął Jonathan i podbiegł do niej, aż podnosząc ją ze szczęścia. Gdy już się wytulali podeszli do nas. Yuko musiała do wszystkich się poprzytulać.
-Jak ci minęły święta?- Spytałam.
-Bardzo dobrze~! Dostałam tyle słodyczy, że trochę przyniosłam dzisiaj ze sobą~!- Powiedziała z radością. Joniemu aż oczy się zaświeciły. Te dwa głodomory.
-A co to za zebranie?- Spytał Kiyoshi, który pojawił się wręcz znikąd.
-Poświąteczne.- Stwierdził Jason. Kiyoshi podszedł do Megumi i przytulił się do niej.
-Megi, masz u mnie dług.- Powiedział.
-Jaki?- Zdziwiła się na jego słowa, tak samo jak ja.
-Nie miał kto mnie drapać.- Na jego słowa zaczęliśmy się śmiać.
-To może już zacznę teraz.- Odparła wesoła i zaczęła drapać go po głowie. Kiyoshi tylko bardziej wtulił się w nią. Nagle jakbym straciła równowagę. Ktoś bardzo mocno się do mnie przytulił. Tylko kto?
-Mari-chan~!- Usłyszałam przy uchu.
-Shunsuke~!- Odparłam, również się przytuliłam. Jak ja go dawno nie widziałam. Odkleił się i tak jak Yuko zaczął się z wszystkimi witać. Nie wiedział jak przywitać się z Megumi i Kiyoshim, gdyż nadal się do siebie tulili. Na szczęście Jason przypomniał im gdzie są i odsunęli się od siebie.
-Widzę, że wszyscy cali i zdrowi.- Powiedział mi znajomy głos.
-Fizycznie tak, ale psychicznie to bym się nad niektórymi zastanawiał.- Stwierdził do Louisa Kiyoshi.
-Lou~!- Powiedziałyśmy w trójkę i przytuliłyśmy się do niego mocno. Nie widziałam go od czasu wspólnej wigilii.
-Ale miłe przywitanie.- Skwitował z uśmiechem.
-Gdzieś ty był? Dzwoniłem chyba z milion razy.- Powiedział Jason.
-Wyjechałem do takiego kurortu. A telefon zostawiłem w domu. Widziałem, że próbowaliście się ze mną skontaktować. Myślałem żeby oddzwonić ale stwierdziłem, że i tak za 2 dni się spotkamy więc sam wiesz.- Wytłumaczył się Lou.
-Zebranie zarządu czy protest?- Spytał się Rune. Kiedy on się tu zjawił.
-Rune~!- Pisnęła wręcz Yuko i rzuciła się na niego. Na początku go to zszokowało lecz i tak się przytulił.
-A ty gdzieś się włóczył?- Spytał rozbawiony Kiyoshi.
-A dlaczego mam się tłumaczyć?!- Spytał rozbawiony i pokazał mu język. Po tym krótkim przywitaniu wszyscy poszliśmy na lekcje.

Na przerwach buzie się nam nie zamykały. Każdy opowiadał co robił w ferie. Shunsuke - jak można się domyślać - wyjechał na obóz sportowy w góry. Louis był w kurorcie a Rune wybrał się w kilka miejsc, w tym do gorących źródeł. Megumi spędziła święta ze swoją rodziną w Osace. Yuko była na nartach a tak resztę świąt spędziła w domu. Nie mogła się spotkać z Jonim, gdyż przyjechało do niej kuzynostwo. Reszta spędziła te święta w domu. Oczywiście nie powiedziałam dziewczynom co stało się pomiędzy mną a Jasonem.  Tym bardziej co mogło się zdarzyć. Po lekcjach wybraliśmy się do naszej ulubionej kawiarni, gdyż nikt z nas jeszcze wszystkiego nie powiedział. Nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu, gdy Kiyoshi chciał zabrać Runiemu ciastko a ten warczał na niego. I tak mu się to nie udało lecz w zamian dostał ciastko od Megumi. Wszyscy pożegnaliśmy się z dobrym humorem.


Stary, opuszczony magazyn, znajdujący się niedaleko portu. Mógłby być zwyczajnym magazynem gdyby nie to, że było tam pełno krwi. Była ona na podłodze, ścianach i innych rzeczach. Pełno ciał waliło się dookoła. To tu - ja, Joni, Kiyoshi, Will i Rune walczyliśmy z bandą Rivery. A bardziej z jego częścią. Każdy oddychał niespokojnie po walce. Nie wiem ilu ich dokładnie było. Wiem tylko, że były to wampiry, elfy, wilkołaki i różne inne stwory.
-Nareszcie koniec.- Stwierdził Kiyoshi, przy okazji dobijając jakiegoś wampira wbijając mu miecz prosto w klatkę piersiową.
Jak to była jedna część to pomyśl ilu ich jest ogółem.- Powiedział Will i usiadł na jakiejś skrzyni.
-Lepiej nie mów.- Skwitował Joni oparty o ścianę.
-Zostawcie to i idziemy. Trzeba się ogarnąć.- Powiedziałem i wszyscy ruszyliśmy do willi. Tam porządnie się umyliśmy. Niko opatrzył nam rany. Były to w większości siniaki, otarcia lub drobne skaleczenia. Każdy z nas, oprócz Kiyoshiego uzupełnił braki krwi.
-Jak myślicie, kiedy zaatakują po raz kolejny?- Zapytał Will leżąc na kanapie.
-Nie wiem. Teraz to mam tylko ochotę na spanie.- Stwierdził Kiyoshi, który prawie przysypiał na fotelu.
-Mam tylko nadzieję, że będą atakować w nocy.- Stwierdziłem równie śpiący co inni.
-Dlaczego?- Spytał się Joni.
-Pomyśl sobie. Idziesz sobie spacerkiem z Yuko a tu nagle wychodzi banda tych stworów. Co robisz?!- Pytanie oczywiście retoryczne.
-Też racja.- Opierał się o ścianę i leniwie mieszał herbatę.
-Nie wiem jak wy, ale ja wracam do domu. Nie chcę zasnąć na fotelu.- Stwierdził Kiyoshi, wstał i przeciągnął się. My również woleliśmy wrócić do domu. Byliśmy tak zmęczeni, że droga do domu zajęła nam prawie godzinę. Bo normalnie idziemy jakieś pół godziny. Wraz z dotknięciem poduszki udaliśmy się w objęcia Morfeusza.
Od bójki minęło kilka dni. Jak na razie nikt nie zaatakował. Chociaż dobrze, bo źle się ostatnio czuję i nie mam ochoty na bójki. Aktualnie były wf-y i siedzę sobie na ławce. Dzisiaj pan Tamuro zrobił lekcję ze skakania przez kozioł. Ja i reszta chłopaków poszliśmy na pierwszy ogień więc teraz dziewczyny próbowały. Ja oczywiście skupiałem swój wzrok na Mari. Miała na sobie zwykłą, białą koszulkę i krótkie, granatowe spodenki. Włosy związane w kitkę. Rozmawiała z jakąś dziewczyną. O, właśnie się na mnie patrzy. Patrzała na mnie by po chwili się uśmiechnąć i pomachać w moją stronę. Odmachałem jej i również się uśmiechnąłem. Nadeszła jej kolej. Odrzuciłem głowę w tył i odetchnąłem ciężko.
-Dobrze się czujesz??- Zapytał Lou, który siedział za mną.
-Tak. Po prostu się nie wyspałem.- Powiedziałem i przymknąłem oczy. Ten ból głowy jest wkurzający. Po lekcjach chciałem iść z Mariko na spacer lecz ona musiała być dzisiaj wcześniej w domu. Jak się nie mylę to ktoś do niej przyjechał. Zamiast do domu poszedłem do willi. Udałem się prosto do swojego pokoju i zasnąłem ze zmęczenia i bólu.


Po miłym spędzeniu czasu z Yuko chciałem wrócić do domu. Zadzwoniłem do swojego braciszka ale on nie odbierał. Dziwne. Zawsze, gdy dzwonię odbiera. Przecież nie spotkał się dzisiaj z Mariko. Zadzwoniłem do Willa i spytałem się, czy Jason jest w willi. Oczywiście potwierdził to i powiedział, że chyba poszedł spać. To stało się jeszcze bardziej dziwne, gdyż Jason prawie wcale nie chodzi tak wcześnie spać. Poszedłem do willi i od razu skierowałem się do jego pokoju. Zapukałem ale nikt nie odpowiadał więc wszedłem bez pytania. Zobaczyłem mojego brata śpiącego z kołdrą aż po głowę. Zaśmiałem się na ten widok. Podszedłem do niego i usiadłem na łóżku.
-Jason! Wstawaj!- Powiedziałem i zsunąłem kołdrę z jego twarzy. To co zobaczyłem, doprowadziło mnie do dreszczy.


Siedziałem u siebie na werandzie i bawiłem się z Emiko, gdy nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- Nie chciało mi się patrzeć kto dzwoni.
=K......K....Kiyoshi.... - Usłyszałem przerażony głos Jonathana.
-Joni. Co ci jest? Coś się stało?- Na te słowa Emi spojrzała się na mnie. Pogłaskałem ją po głowie z lekkim uśmiechem.
=J....J.....Jason - Wydukał do słuchawki.
-Co Jason? Coś mu jest?- Spytałem coraz bardziej zmartwiony tą sytuacją.
=Pomóż.......- Powiedział cicho, wręcz się rozpłakując.
-Gdzie jesteście?- Spytałem i poszedłem do domku po swoją kurtkę.
=Willa.- Powiedział w miarę spokojnie Joni.
-Już lecę.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Kazałem pilnować obozu i w postaci wilka pobiegłem do nich. Już w ludzkiej postaci pobiegłem do pokoju. Bez pukania wszedłem. Ujrzałem Jonathana kulącego się przy łóżku i cicho łkającego. Na łóżko widziałem sylwetkę Jasona. Ukucnąłem przy Jonim.
-Co się stało?- Spytałem się go, a on wskazał tylko Jasona. Podszedłem tam i odkryłem go aż do pasa. To co ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach. Zamiast Jasona nastolatka ujrzałem Jasona staruszka. Przez chwilę myślałem, że to maska ale wyglądała zbyt realistycznie.
-Jak.....Jak to się stało?- Spytałem, nie odrywając wzroku od niego.
-Nie wiem.- Załkał Joni.- Przyszedłem tu i takiego go zobaczyłem. Nie wiem co mu się stało. Kiyoshi pomóż.- Powiedział Jonathan i spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
-Niko!!- Wydarłem się najgłośniej jak mogłem. Już po krótkiej chwili zjawił się Doktorek.
-Co się stało?- Spytał sennym głosem. Podszedłem do niego i zacząłem popychać w stronę łóżka.
-To się stało.- Dopiero wtedy Niko spojrzał na Jasona. Jego oczy rozszerzyły się w nie małym szoku.- I mam nadzieję, że masz na to jakieś lekarstwo.- Po moich słowach Doktorek wybiegł i wrócił ze swoją torbą. Zaczął go dokładnie badać.
-Trucizna.- Stwierdził po jakiejś godzinie.
-Co?- Zdziwił się Joni.
-Najwidoczniej ktoś musiał ją podać podczas ostatniej walki.
-Da się go wyleczyć?- Zadałem najważniejsze pytanie. Niko chwilę patrzał na Jasona i odetchnął głęboko.
-Nie wiem. Muszę poszukać w księgach. Dajcie mi trochę czasu.- Po tych słowach wyszedł do swojego gabinetu. Ja usiadłem w fotelu i westchnąłem ciężko. Joni zaś usiadł obok swojego brata i głaskał go po głowie.
-Nie martw się Joni. Jason wyzdrowieje.- Powiedziałem i usiadłem obok niego. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Mam tylko jego. Nie chcę zostać sam. Nie dam sobie rady. Jason, proszę. Zostań ze mną.- Gdy to mówił, łzy spływały po jego policzkach. Schylił się i przytulił do niego. Wiem ile oni przeszli. Gdyby Jason zmarł Joni totalnie by się załamał. Nagle zadzwonił telefon. Był to telefon Jasona. Wziąłem go do ręki i spojrzałem kto dzwonił - Mariko. Musiałem jej powiedzieć co się stało.
-Cześć Mari.
=Kiyoshi? Możesz mi podać Jasona?- Spytała.
-Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić.- Powiedziałem z powagą.
=Dlaczego?
-Mari muszę ci coś powiedzieć.- Odetchnąłem głęboko.
=Co takiego? Coś się stało?- W jej głosie było słychać zmartwienie.
-Jason jest ciężko chory i może nawet nie przeżyć.- Nie lubię mówić wykrętnych odpowiedzi, więc powiedziałem jak jest.
=.......- Mariko nic nie odpowiedziała. Na pewno zszokowała ją ta wiadomość.
-Mariko. Jesteś tam?- Jakoś długo się nie odzywa.
=Co-Co mu jest?- Spytała z żalem.
-Został otruty. Jeśli możesz lub chcesz, to przyjdź do willi. To nie jest rozmowa na telefon.
=Dzisiaj już nie mogę ale będę z samego rana.- Powiedziała szybko.
-Dobrze. Jak coś to będę cię informował.- Mam nadzieję, że nie zdechnie on przez noc.
=Dobrze. Do zobaczenia.- Powiedziała i rozłączyła się.
Później Joni zadzwonił do mamy i powiedział, że razem z Jasonem nocują u kolegi. Kazałem Joniemu wziąć prysznic a sam poszedłem robić kanapki. Przez całą noc siedzieliśmy przy nim. Raz poszedłem do Doktorka spytać się, czy już coś znalazł. Powiedział, że nadal nic.

Joni z wymęczenia zasnął przy łóżku Jasona. Wziąłem go na ręce i przeniosłem do sąsiedniego pokoju a sam dalej czatowałem. Modliłem się aby przeżył.

        Plose o komentarze~!!! :*   Plose o komentarze~!!!!! :*  Plose o komentarze~! :*

1 komentarz:

  1. Hej,
    te ich przywitania są urocze, a co z Jasonem przeżyje? proszę, proszę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń