Dojście do willi nie zajęło mi długo. W innym przypadku
pewnie bym się wlekł ale to była wręcz sytuacja awaryjna. Kopnąłem wejściowe
drzwi i od razu skierowałem się do salonu.
-Niko!!- Jak nie będzie Doktorka to nie wiem co zrobię.
-Nie drzyj się tak!- Usłyszałem z kuchni głos Willa.
-Pogodziłeś się z Mariko?- Spytał się Kiyoshi wchodząc do
salonu z nożem.- Bo jeśli nie to.......- Zamilkł i zamarł widząc zaistniałą
sytuację. Szybko odłożył nóż i podbiegł do mnie.- Co się stało?! Dlaczego
niesiesz Mari na rękach?- Widać trochę go to niepokoiło.
-Wstała z ławki i zemdlała. Nie wiem dlaczego. Jest
Doktorek?- Słychać było jak drżał mi głos. Ale to nie ze zmęczenia tylko z
obawy, że coś poważnego mogło się stać mojej dziewczynie.
-Jest, jest. Niko!!!!- Wydarł się Kiyoshi chyba i na całą
okolicę.
-Nie musicie krzyczeć! Słyszałem za pierwszym razem.-
Powiedział Doktorek wchodząc do salonu z jakąś książką w ręce.
-Jak słyszałeś za pierwszym razem to mogłeś przyjść
szybciej. I chodź tu, bo dziewczyna Jasona zemdlała nie wiadomo z jakiego
powodu.- Pośpieszył go Kiyoshi. Doktorek szybko zareagował i kazał ją zanieść
do mojego pokoju. On w tym czasie poszedł po swoją torbę. Kazał nam czekać na
korytarzu, dopóki nie zbada Mariko. Chodziłem w kółko przed swoim pokojem z
niecierpliwością. Jeśli stało się jej coś poważnego to do końca życia będę się
o to obwiniał. Po jakichś 20 minutach Doktorek wyszedł z uśmiechniętą miną.
-Co jej jest? Czy to coś poważnego? Będzie żyć?- Od razu
zasypałem go pytaniami.
-Spokojnie. Będzie żyć. To po prostu odwodnienie i
niedożywienie. Dałem jej leki na wzmocnienie. Teraz niech się trochę prześpi a
potem daj jej coś do jedzenia i picia.- Aż kamień spadł mi z serca.
-Dzięki Niko.- Odetchnąłem z ulgą i nawet zdołałem się
uśmiechnąć.
-To my pójdziemy coś przyszykować a ty posiedź przy
niej.- Stwierdził Kiyoshi i zaczął ciągnąć Doktorka za sobą.
-Dzięki.- Zdołałem powiedzieć zanim zniknęli za zakrętem.
Wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi i uklękłem przy łóżku. Patrzałem na twarz
Mariko i wsłuchiwałem się w jej miarowy oddech snu. Dopiero teraz zauważyłem,
że ma lekkie wory pod oczami .Mimo to i tak wyglądała uroczo.
Po ok. 2 godzinach Mariko zaczęła się przebudzać.
Usiadłem na łóżku i położyłem dłonie obok jej głowy tak, że nad nią wisiałem.
Spojrzała na mnie spod wpół przymkniętych oczek.
-Dzień doberek.- Powitałem ją z lekkim uśmiechem.
-Doberek.- Powiedziała cicho. Najwidoczniej jeszcze
dobrze się nie przebudziła. Dałem jej pstryczka w nos.
-Ała! Za co to?- Złapała się za nos z oburzeniem.
-Za zamartwianie mnie.- Powiedziałem szczerze i ponownie
dałem pstryczka w nos.
-Zamartwianie? Niby czym?- Ze zdziwienia przekręciła
lekko głowę w bok.
-Czym? Swoim stanem zdrowia. Nic nie pamiętasz?!
Zemdlałaś w parku.- Na moje słowa zrobiła wielkie oczy.- Aktualnie przyniosłem
cię do willi. Leżysz w moim łóżku. Niko cię zbadał i dał leki. Spałaś jakieś 2
godziny.- Na jej twarz wlał się rumieniec. Patrzała się chwilę na mnie po czym
odwróciła wzrok.- Chcesz mi coś wyjaśnić?
-Ja..........Ja.........Przepraszam. Trochę się
denerwowałam i martwiłam o ciebie i tak jakoś zapominałam aby coś zjeść czy
napić się. Przepraszam.- Spojrzała na mnie z maślanymi oczkami. I niby jak
mam jej nie wybaczyć??
-Oj ty Głupolu. Nie masz już tak robić. Nigdy. Dobrze?-
Spytałem się i przybliżyłem swoją twarz do jej tak, że stykaliśmy się nosami.
-Dobrze.- Po tych słowach połączyłem nasze usta w
pocałunku. Najpierw całowaliśmy się delikatnie i subtelnie. Z czasem ten
pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wszedłem na łóżko nie przerywając
pocałunku. Dłońmi zacząłem błądzić po jej talii. Mariko nie pozostawała bierna
i wplątała palce w moje włosy. Nie potrafiłem oderwać się od jej słodkich ust.
Wykorzystałem moment, w którym Mariko rozchyliła swoje wargi i wtargnąłem
językiem do jej ust. Zajęczała cicho, co spowodowało u mnie jeszcze większe
pragnienie. Przerwałem pocałunek i ustami zacząłem błądzić po jej twarzy. Z
pocałunkami przeniosłem się na jej smukłą szyję. Mari odchyliła głowę dając mi
tym większy dostęp do jej szyi.
Schodziłem coraz niżej, obcałowując jej ramiona, obojczyki.
Podwinąłem bluzkę do góry i zacząłem
całować jej brzuch, kierując się coraz wyżej. Ciche jęki i westchnienia Mari
były miodem dla mych uszu. Ściągnąłem jej bluzkę i ponownie wpiłem się w te
słodkie usta. Poczułem, jak ręce Mariko wchodzą pod moją koszulkę. Westchnąłem
z aprobatą. Ponownie zacząłem całować jej szyję, brzuch, ramiona. Całowałem jej
piersi ale nie zdejmowałem stanika. Moje dłonie nadal błądziły po jej ciele. Zacząłem
delikatnie masować jej podbrzusze, przy okazji robiąc malinkę na jej ramieniu.
Jęknęła wprost do mego ucha co wywołało u mnie przyjemne dreszcze. Usadowiłem
się wygodniej na łóżku, wsuwając kolano między jej uda. Zacząłem się o nią
ocierać, co wywołało jęki i westchnienia u Mari. Spojrzałem na nią, gdy
ponownie całowałem jej brzuch. Oczy przysłonięte mgiełką, rumieńce, usta
próbujące złapać powietrze z których wydobywały się słodkie dźwięki. Na sam jej
widok zrobiło mi się gorąco. Dalej całując jej ciało, zacząłem masować jej uda.
Chciałem odpiąć jej zamek od spodni, gdy doszło do mnie co chciałem zrobić.
Podniosłem się i ucałowałem delikatnie jej usta.
-Poczekaj tu. Przyniosę ci coś do jedzenia. Musisz być
głodna jak tak mało jadłaś. I coś do picia.- Po tych słowach wstałem i
wyszedłem z pokoju. Zamknąłem drzwi i osunąłem się na pobliską ścianę. Wziąłem
kilka głębszych oddechów i poszedłem do kuchni.
Leżałam na łóżku oszołomiona. Co się przed chwilą
stało?? Relacja od mojego omdlenia:
1. Jason
przyniósł mnie do willi.
2. Po ok.
2 godzinach snu obudziłam się.
3. Zaczęłam
całować się z Jasonem.
4. Jason
całował mnie po twarzy, szyi, brzuchu i piersiach.
5. Ocierał
się o mnie a ja jęczałam mu do ucha.
6. Jason
przerwał pocałunki i poszedł po coś do jedzenia.
7. ............Dlaczego
przestał???
Dopiero po chwili doszło do
mnie to wszystko i myśl, co mogło się stać dalej. Leżałam bez bluzki na łóżku
mojego chłopaka i omal co nie zrobiłam z nim tego. Z tego wszystkiego złapałam
buraka i szybko przykryłam się kołdrą ze wstydu. Co robić?! Co robić?! Leżałam
tak pod kołdrą i rozmyślałam. I z wielkim burakiem stwierdziłam, że było to
bardzo przyjemne. Zwłaszcza, że dawno nie całowałam się z Jasonem i trochę za
tym tęskniłam. Nadal czułam na sobie jego pocałunki. Niby krótka pieszczota a
sprawiła, że mój umysł szaleje.
W
kuchni napotkałem się na Willa. Na szczęście nic po mnie nie zauważył. Zapytał
tylko, czy Mariko czuje się już lepiej, po czym wyszedł na patrol. Podgrzałem
zupę, którą zrobił Kiyoshi z Doktorkiem. Przy okazji napiłem się krwi, aby
odetchnąć. Rozmyślałem przy tym, co stało się przed chwilą na górze. Dobrze, że
w porę się opamiętałem, bo kiepsko by było. Przez swoje rozmyślania nie
zauważyłem, że Kiyoshi wszedł do kuchni.
-Przestań
bujać w obłokach, bo o mało co zupy nie przypaliłeś.- Powiedział i oparł się o
blat. Na jego słowa otrząsnąłem się i zacząłem nalewać zupy.
-Myślałem,
że już sobie poszedłeś.- Powiedziałem, gdy wyciągałem sok z lodówki.
-Już
mnie wyganiasz?!- Powiedział z uśmiechem.
-Ależ
skąd.- Powiedziałem i również się uśmiechnąłem.
-Coś
się stało?!- Bardziej stwierdził niż spytał Kiyoshi. Najlepszy przyjaciel
zawsze zauważy, gdy coś jest nie tak. Ustawiłem wszystko na tacce i odetchnąłem
głęboko.
-Będę
u ciebie wieczorem.- Powiedziałem tylko, wziąłem tackę i poszedłem do pokoju.
Nic dodać, nic ująć. Wszedłem do pokoju i zauważyłem tylko kokon na łóżku. Aż
mi się Joni przypomniał. Odstawiłem tackę na stolik i usiadłem na łóżku, tuląc
tego kokona.
-Śpisz,
czy bawisz się w chowanego?- Spytałem Mari. Ją na te słowa aż ciarki przeszły.
Obróciła się na plecy i spojrzała na mnie.
-Jason.
Nie, tylko tak trochę zimno mi się zrobiło.- Powiedziała z wielkim burakiem.
Najwidoczniej również rozmyślała o tym co tu się zdarzyło.
-To
usiądź wygodnie. Przyniosłem ci coś ciepłego do jedzenia.- Powiedziałem i
odsunąłem się od niej lecz ona nadal nie siadała.
-Jason.-
Powiedziała niepewnie.
-Tak?!
-Możesz
się odwrócić, bo nie założyłam bluzki.- Powiedziała cicho. Trochę krępowała ją
ta sytuacja.
-Pewnie.-
Obróciłem się i czekałem, aż się ubierze. Usłyszałem tylko szelest kołdry.
-Już.-
Obróciłem się do niej. Siedziała w połowie przykryta.
-To
teraz jedz. Gdy zjesz odprowadzę cię do domu.- Powiedziałem i położyłem jej
tackę na nogach.
-Dobrze.-
Powiedziała cicho i wzięła pierwszy kęs.- To jest pyszne.- Powiedziała z
uśmiechem.
-To
musisz podziękować Kiyoshiemu. On ją zrobił.- Powiedziałem. Cieszyłem się, że
ma apetyt.
-Serio?!
Nie wiedziałam, że potrafi gotować.- Powiedziała, dalej jedząc.
-Przemierzyliśmy
kawał świata, więc czegoś tam się nauczyliśmy.- Jak nie cały. Plus poznało
się kilku szefów kuchni i jadło się w najlepszych restauracjach.
-A ty mi coś przygotujesz?- Spytała. Przez chwilę
patrzyliśmy sobie w oczy. Jak ja się stęskniłem za tym różem.
-No
pewnie. A teraz jedz.- Powiedziałem i cmoknąłem ją w policzek. Po zjedzonym
posiłku odprowadziłem ją do domu. Po drodze trochę rozmawialiśmy. Nie mogłem
się powstrzymać i pocałowałem ją namiętnie w usta. No co?! Stęskniłem się.
Później od razu wyruszyłem do Kiyoshiego.
U
Kiyoshiego zjawiłem się późnym wieczorem. Na początku nic do siebie nie
mówiliśmy. Ja leżałem na jego łóżku i rozmyślałem, a on siedział na fotelu
popijając herbatę i czekając cierpliwie.
-Dzisiaj
omal co nie zrobiłbym najgorszej rzeczy z możliwych.- Powiedziałem po jakiejś
godzinie.
-Czyli
co byś zrobił?- Spytał Kiyoshi popijając już 3 herbatę.
-Przespałbym
się z Mariko.- Powiedziałem na wdechu. Kiyoshi na moje słowa aż opluł się
piciem.
-Serio?!
Nie wciskasz mi kitu?!- Powiedział i odłożył aż kubek.
-Nie
wciskam ci kitu. To prawda.- Powiedziałem i odetchnąłem ciężko. Zapadła chwila
ciszy.
-Ale
jak to się stało?- Dopytywał Kiyoshi.
-No
normalnie. Najpierw zaczęliśmy się całować. Później zacząłem ją pieścić. Na
szczęście w porę się ocknąłem i do niczego nie doszło.- Usiadłem i zacząłem
bawić się poduszką.
-To
dobrze, że się ocknąłeś. Bo jeśli pomyślę co mogłoby się stać gdyby....
-Wiem
Kiyoshi. Wiem. Nie musisz mnie dobijać.- Przerwałem mu. Kiyoshi chwilę mi się
przyglądał po czym wstał i usiadł obok mnie. Położył mi rękę na ramieniu.
-Nie
zamartwiaj się tym tak. Ale wiesz, jeśli chcesz być z Mariko na dłużej to
prędzej czy później musisz jej to powiedzieć. I na serio nie rozmyślaj tak o
tym, bo Mari będzie się o ciebie martwić i znowu się pokłócicie. A sam dobrze
wiesz, że kłótnie teraz, gdy Rivera może zaatakować są niewskazane. Poczekaj,
bo może ona będzie chciała z tobą o tym pogadać.- Poklepał mnie po plecach i
wstał.- A teraz czekaj tu grzecznie a ja idę po coś mocniejszego, bo od tej
herbaty mnie mdli.- Powiedział i po chwili go nie było. Ma rację. Czy Kiyoshi
jest jakimś voodoo czy coś? Nieważne. Najważniejsze, że zawsze potrafi
doradzić. Kiyoshi wrócił po chwili z butelką whisky i dwoma szklankami.
-Dzięki
Kiyo.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się do niego.
-Nie
ma za co. A teraz.- Podał mi szklankę z trunkiem.- Za naszą przyjaźń.-
Powiedział i uniósł szklankę.
-A
co u ciebie i Megumi?- Spytałem już rozluźniony. Całą noc przegadaliśmy.
Następnego dnia również Joniemu powiedziałem co się stało. Był cały happy, gdyż
stwierdził, że musi mi bardzo zależeć na Mariko. I dopóki nie będzie chciała ze
mną tego zrobić musi mi wystarczyć ręka. Na początku nie wiedziałem o co mu
chodzi ale po dłuższym zastanowieniu zrobiłem minę w stylu „Are you fucking
kidding me?” On natomiast zaczął się głośno śmiać. Za te słowa został tak
wyłaskotany, że nie mógł wstać z łóżka i wszystko go bolało od śmiechu. Ten
dzień spędziłem z bratem i telefonem, pisząc z Mari SMSy. Już nie mogę się
doczekać aż ponownie zobaczę moją ukochaną.
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniale, no zemdlała tyko z głodu, a ten siódmy punkt Mariko cudowny...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia