niedziela, 15 marca 2015

Twin Blood- rozdział 25

Witam ponownie~! ^.^
Kimie w końcu odzyskała Internet! Wee~!!! :D Stęskniliście się?! Bo ja bardzo ^_^
Co do opowiadania itp.......Dzisiaj wstawiam dwa rozdziały TB oraz "Pamiętniki przyjaźni część 2". Pamiętniki miały być wstawione 2 lutego z okazji urodzin Rune ale brak Internetu zrujnował ten plan. 
Z okazji Walentynek nic nie napisałam, bo nie miałam pomysłów. Na Dzień Kobiet to samo. :(
Na pewno będzie coś na Wielkanoc i może w końcu obiecana Niespodzianka ;)
Możliwe, że pod koniec kwietnia pojawi się nowe opowiadanko- mojego autorstwa :)
Co do TB to ma 29 rozdziałów ale już powstaje drugi sezon więc się nie martwcie ^.^
To chyba na razie wszystko........
                                                          Miłego czytania :*
                     P.S. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza *.*


Nie rozmawiałem z Mariko od czasu spędzenia z naszą ekipą „świąt”.
Wiem, że zraniłem ją moimi słowami. Ale co miałem wtedy powiedzieć?! Coś w stylu „Ci goście to mordercy. Pracują dla silnego wampira, który mógłby zabić mnie jednym ciosem. Ale nie martw się, wszystko będzie dobrze” ?!!! Nie mogłem jej powiedzieć prawdy. No po prostu nie mogłem. Martwię się o nią i to bardzo. Nawet kazałem raz sprawdzić, czy nic jej nie jest. Zrobił to Will. Powiedział, że wszystko z nią w porządku ale widać, że jest smutna. Chciałbym z nią porozmawiać, wyjaśnić ale nie mogę. Nie mogę jej powiedzieć, że przeze mnie jest w niebezpieczeństwie. To co jej powiedziałem jest po części prawdą. Prawie nic o mnie nie wie. Ufam jej i kocham ją ale........Chyba trochę za dużo tego „ale”. Gdy będzie odpowiedni moment to o wszystkim jej opowiem. Ale nie teraz. Na to jest za wcześnie.

Po świętach wybrałem się do Kiyoshiego sprawdzić czy żyje. Oczywiście żył, gdyż przywitała mnie latająca głowa. Ma szczęście, że mnie nie ubrudziła krwią. Przez chwilę się zastanawiałem czy odciął ją na poważnie czy postanowił sobie pograć w golfa. Na placu stał Kiyoshi i kilka osób z jego ekipy.
-Siemka. Odpędzasz intruzów czy grasz w golfa?- Spytałem się, gdy już do niego podszedłem.
-Hejka. Bardziej to pierwsze chociaż to drugie lepiej brzmi.- Stwierdził z lekkim uśmiechem.
-Wujek~!- Przywitała mnie radośnie Emiko i rzuciła się na szyję.
-Cześć Emi. Co tam u ciebie?- Spytałem się nadal trzymając ją na rękach.
-Wszystko dobrze. A u ciebie wujaszku?- Spytała ze swoją słodką minką.
-A też dobrze. A teraz jeśli pozwolisz to pogadam sobie z twoim tatkiem. Oki??- Przecież dziecku nie będę się żalił.
-Oki~! To ja wam przyniosę gorącą czekoladę i ciasteczka.- Powiedziawszy to zeszła ze mnie i ruszyła w stronę kuchni.
-To chodź wujaszku.- Powiedział ze śmiechem Kiyoshi.
-Już idę mordo ty moja ^.^- Ach, te nasze przezwiska. Kątem oka zauważyłem Ayako. Patrzyła na mnie z mordem w oczach. Dlaczego nie jest taka miła jak Emiko? Sam nie wiem. Od początku mnie nie lubi. Gdy pierwszy raz zobaczyła mnie w wiosce to chciała mnie zabić. Rzuciła we mnie wtedy nożem. Złapałbym go lecz zrobił to Kiyoshi. Była wściekła i nie rozumiała, dlaczego obronił mnie, wampira. Powiedział jej, że jestem jego przyjacielem i watahy, i nie ma prawa mnie zabić. Nieźle się wtedy wkurzyła na Kiyoshiego ale zrozumiała to i nigdy więcej się to nie powtórzyło. Chociaż kilka razy Kiyoshi musiał zwracać jej uwagę, bo źle się do mnie wyrażała. No ale nic. To było daaaawno, więc....no. Polazłem za Kiyoshim do jego domku i poszliśmy do sypialni (nie, nie po to -.o). Ja rozwaliłem się na łóżku a on usiadł na swoim ulubionym fotelu. Po chwili przyszła Emi z czekoladą i ciasteczkami. Dopiero gdy wyszła zaczęliśmy rozmowę.
-Co się stało, że postanowiłeś mnie odwiedzić?- Zaczął Kiyoshi.
-A musiało się coś stać, żebym przyszedł?!-  Spytałem.
-No nie, ale masz taką niemrawą minę więc musiało się coś wydarzyć.- Stwierdził i napił się czekolady.
-Jednak wilki mają dobry wzrok.- Zaśmiałem się krótko.- W ten dzień, co spędziliśmy razem z ekipą, pokłóciłem się z Mariko.- Powiedziałem szczerze, nie owijając w bawełnę.
-A o co poszło?- Dopytywał się psychiatra Ishikawa.
-O to że jej nie ufam i, że nie powiedziałem jej prawdy o tych kolesiach.- Usadowiłem się przy tym wygodniej na łóżku aby się napić.
-Ja mam szczęście, że Megumi nie dopytywała się tak o to. Ale powiedziała mi, że się pokłóciliście ale nie wie o co dokładnie. I rozumiem, że jej nie powiedziałeś prawdy. Też pewnie zrobiłbym to samo.- Powiedział Kiyoshi. Ja za to odpowiedziałem mu zirytowaną miną.
-Wiem, wiem. Lecz ja nie wiem co mam teraz zrobić. Chcę ją przeprosić ale nie wiem co powiedzieć. I czy w ogóle będzie się chciała ze mną spotkać.-Zrezygnowany znowu walnąłem się na łóżko.
-Powiedz jej, że nie możesz jej na razie wszystkiego powiedzieć. I przeproś ją za to co powiedziałeś i wyjaśnij. Jeśli kocha to zrozumie i poczeka. A jeśli tobie zależy na niej - a zależy - to wszystko jej później wytłumaczysz i powiesz. O Rivierze i o całym twoim 300-letnim życiu. I tak oto ci radzi psycholog Ishikawa Kiyoshi. Za poradę płacisz dwa obiady.- Przez to co powiedział na końcu zacząłem się śmiać.
-Masz rację. Kocham ją i wszystko jej wyjaśnię. I ewentualnie postawię ci te dwa obiady. Dzięki Kiyo.- Powiedziałem szczerząc do niego banana.
-Nie ma za co Josi (dżosi). Jesteśmy przyjaciółmi, więc trzeba sobie pomagać.- Powiedział ze spokojnym uśmieszkiem.
-I to najlepszymi. Ale teraz pogadajmy o przyjemniejszych rzeczach. Typu, zrób coś z Ayako.- Krótka rozmowa z najlepszym przyjacielem i humor poprawiony.
-Z Ayako? A co z nią nie tak?- Zdziwił się Kiyoshi.
-Nadal patrzy na mnie z mordem w oczach. A tylko ciebie słucha.
-Pogadam z nią na ten temat. A co u Joniego? Miał lenia, że nie przyszedł z tobą?- Zapytał.
-Nie. Ma zapas czekolady w domu więc nie chce mu się wychodzić.- Na moje słowa zaczęliśmy się śmiać. Reszta naszej rozmowy wyglądała podobnie. Powiedzieliśmy sobie co stało się przez te kilka dni i powspominaliśmy „młodość”. Chciałem zostać na noc ale stwierdziłem, że Jonathan zamarznie gdy nie będzie miał swojego żywego kaloryferka przy sobie. Zanim poszedłem dostałem jeszcze od Emi ciasteczka. Coś czuję, że Joni zje wszystkie, gdy tylko wrócę. Ayako znowu patrzyła na mnie z mordem w oczach lecz wystarczyło spojrzenie Kiyoshiego aby przestała. Zaraz po powrocie napisałem do Mariko, czy możemy się spotkać. Na szczęście się zgodziła. Z pozytywnymi myślami zasnąłem ze słodką małpką ;p.

W końcu nadszedł dzień spotkania się z Mariko. Przez całą drogę denerwowałem się i rozmyślałem co dokładnie jej powiedzieć. Z 4 razy zadzwoniłem do Kiyoshiego i z 3 do brata. Jednak ta niepewność czy mnie wysłucha i zrozumie nie dawała mi spokoju. Na spotkanie przyszedłem jakąś godzinę wcześniej, gdyż nie mogłem już wysiedzieć w jednym miejscu. A tak przynajmniej powdycham lekko trującego powietrza i dokładnie przemyślę to co mam powiedzieć.


Gdy tamtego dnia napisał do mnie Jason z pytaniem, czy możemy się spotkać naprawdę się ucieszyłam. Szybko odpisałam, że się zgadzam nie mogąc już się doczekać spotkania. Lecz ta radość z czasem minęła. Dlaczego? Przez myśl mi przeszło, że Jason chce ze mną zerwać. Bo tak to jest w serialach i filmach. Najpierw dziewczyna z chłopakiem się spotykają. Potem chłopak pisze „Możemy się spotkać?” lub „Musimy pogadać” i wtedy z nią zrywa. Czy Jason właśnie tego chce? Przecież mówił, że mnie kocha. A może to było tylko złudzenie? A może znalazł już sobie piękniejszą i mądrzejszą dziewczynę? A może się mną znudził? Przecież sam powiedział, że nic o nim nie wiem. I nawet nie potwierdził tego, że mi ufa. Co robić? Kocham go i to szczerze. Ale nie mogę go zatrzymać, gdy będzie chciał skończyć nasz związek. Wolałabym, żeby rzucił mnie przez SMSa. Dlaczego? Nie bolałoby to tak, jakby miał mi to powiedzieć prosto w twarz. Nie zniosłabym jego spojrzenia i głosu mówiącego, że z nami koniec. Ale zgodziłam się na to spotkanie i muszę na nie pójść i wysłuchać, co ma mi do powiedzenia. Tego dnia z mocno bijącym sercem poszłam do parku na umówione spotkanie. Gdy tam doszłam on już czekał. Siedział na ławce jakby zamyślony. Tylko go ujrzałam a serce zaczęło mi bić, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odetchnęłam głęboko i ruszyłam na spotkanie z nim.


-Hej.- Z moich rozmyślań wyciągnął mnie słodki głos Mariko. Tak się zamyśliłem, że nawet nie zauważyłem że przyszła.
-H-Hej.- Czy możliwym jest, żeby dziewczyna wypiękniała przez kilka dni?? Aż przez chwilę zapomniałem po co spotkałem się z Mariko. Mimo, iż była zima i tak wyglądała cudownie. Czerwone spodnie, kozaczki z futerkiem, brązowo-czarny płaszczyk z futerkiem na kapturze, gruby szary szalik i fioletowa czapka. Do tego lekkie rumieńce. Aż mi się gorąco zrobiło.
-Um, Jason?!- Jason ogarnij się!!!! Mam nadzieję, że się nie ośliniłem.
-Przepraszam. Zamyśliłem się. Więc przejdziemy się, czy tu pogadamy??- Jeden mentalny policzek, drugi mentalny policzek,........23 mentalny policzek.
-Możemy tu pogadać. I tak nie ma tu dużo osób.- Powiedziała nieśmiało. Najwidoczniej też jest trochę zdenerwowana tą rozmową.
-To może usiądziesz???- Bo czuję się trochę jak na skazaniu.
-D-Dobrze.- Zająkała się przy tym i usiadła obok mnie.- Więc.....- Zaczęła niepewnie.- ......Co chcesz mi powiedzieć?- Zapytała ze wzrokiem skupionym na swoich butach.
-Chciałem.......Chciałem cię przeprosić. Za swoje zachowanie.......Przepraszam, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem. Naprawdę nie chciałem. Przez własną głupotę wyładowałem swoje nerwy na tobie. Ale ja naprawdę nie mogę ci powiedzieć o co dokładnie chodzi. Później wszystko ci powiem i wyjaśnię ale nie teraz. Nie w tej chwili. I wierz mi, że ci ufam. I naprawdę z całego serca cię Kocham. I sam nie wiem o tobie wiele. Chcę być z tobą i
dowiedzieć się o tobie wszystkiego. I jeśli ty też chcesz to......to o sobie też ci opowiem. Tylko wiesz to długa historia więc mam nadzieję, że cię tym nie zanudzę. Mari, przepraszam. Naprawdę przepraszam. Uwierz mi, ja.......- W tym momencie spojrzałem się na nią i zamarłem. Patrzyła się na mnie ze łzami w oczach. Czy powiedziałem coś nie tak? Czy moje słowa ją uraziły??
-Ty........Ty........Ty głupolu!!!- Z tymi słowami rzuciła mi się na szyję.- Ja......Ja myślałam......że chcesz mnie rzucić.- Powiedziała, płacząc mi na ramieniu.
-Zrywać z tobą? Niby dlaczego miałbym to robić?! Przecież cię kocham.- Zacząłem ją delikatnie drapać po plecach aby się uspokoiła.
-No wiem, ale......Sama nie wiem, dlaczego tak pomyślałam......A co do twoich słów.....- Przestała się do mnie tulić i spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Ja ciebie też przepraszam za moje zachowanie. I wybaczam ci. I ufam ci. I wszystko ci o sobie powiem. I chętnie wysłucham co masz o sobie do powiedzenia. I....I...........Kocham cię.- Przy wypowiadaniu tych ostatnich słów zrobiła się cała czerwona. Przynajmniej wiem, że nie z zimna. Pocałowałem ją delikatnie w usta i mocno przytuliłem.
-Ja ciebie też, Głuptasie.- Siedzieliśmy tak przytuleni do siebie przez jakąś dłuższą chwilę. Słowa wtedy nie były nam potrzebne. Bliskość drugiej osoby i szybsze bicie serca wystarczyło. Oderwaliśmy się od siebie. Mariko z uśmiechem na ustach ścierała zaschnięte łzy.
-Cieszę się, że w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy.- Powiedziała z uśmiechem.
-No pewnie. A następnym razem jak będę pleść jakieś głupoty to nie bój się walnąć mnie w twarz.- Powiedziałem również z uśmiechem i dałem swojej dziewczynie buziaka.
-No dobrze bobrze. A teraz może się przejdziemy albo pójdziemy do jakiejś kawiarenki, bo trochę mi zimno?!- Spytała bardziej opatulając się szalem.
-Dopiero teraz to mówisz. Chodź.- wstałem - Nie chcę żebyś mi tu zamarzła.- Dodałem z uśmiechem.
-Hai.- Mariko wstała, zrobiła krok do przodu i zachwiała się. W porę zdążyłem ją złapać.

-Mari! Mariko! Co się stało?! Odezwij się?!- Dlaczego zemdlała? Czyżby ekipa Rivery dowiedziała się, że Mari jest moją dziewczyną? Może ją otruli?! W miarę się ocknąłem i wziąłem Mariko na ręce. Nie wiedząc co dokładnie robić, poszedłem do willi.

1 komentarz:

  1. Hej,
    cudownie, choć też nie powinien ukrywać prawdy, bo gdy będzie wiedzieć to będzie ostrożna, i co się stało? czemu zemdlała...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń