Kimie w końcu odzyskała Internet! Wee~!!! :D Stęskniliście się?! Bo ja bardzo ^_^
Co do opowiadania itp.......Dzisiaj wstawiam dwa rozdziały TB oraz "Pamiętniki przyjaźni część 2". Pamiętniki miały być wstawione 2 lutego z okazji urodzin Rune ale brak Internetu zrujnował ten plan.
Z okazji Walentynek nic nie napisałam, bo nie miałam pomysłów. Na Dzień Kobiet to samo. :(
Na pewno będzie coś na Wielkanoc i może w końcu obiecana Niespodzianka ;)
Możliwe, że pod koniec kwietnia pojawi się nowe opowiadanko- mojego autorstwa :)
Co do TB to ma 29 rozdziałów ale już powstaje drugi sezon więc się nie martwcie ^.^
To chyba na razie wszystko........
Miłego czytania :*
P.S. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza *.*
Nie rozmawiałem z Mariko od czasu spędzenia z naszą ekipą
„świąt”.
Wiem, że zraniłem ją moimi słowami. Ale co miałem wtedy
powiedzieć?! Coś w stylu „Ci goście to mordercy. Pracują dla silnego
wampira, który mógłby zabić mnie jednym ciosem. Ale nie martw się, wszystko
będzie dobrze” ?!!! Nie mogłem jej powiedzieć prawdy. No po prostu nie
mogłem. Martwię się o nią i to bardzo. Nawet kazałem raz sprawdzić, czy nic jej
nie jest. Zrobił to Will. Powiedział, że wszystko z nią w porządku ale widać,
że jest smutna. Chciałbym z nią porozmawiać, wyjaśnić ale nie mogę. Nie mogę
jej powiedzieć, że przeze mnie jest w niebezpieczeństwie. To co jej
powiedziałem jest po części prawdą. Prawie nic o mnie nie wie. Ufam jej i
kocham ją ale........Chyba trochę za dużo tego „ale”. Gdy będzie odpowiedni
moment to o wszystkim jej opowiem. Ale nie teraz. Na to jest za wcześnie.
Po świętach wybrałem się do Kiyoshiego sprawdzić czy
żyje. Oczywiście żył, gdyż przywitała mnie latająca głowa. Ma szczęście, że
mnie nie ubrudziła krwią. Przez chwilę się zastanawiałem czy odciął ją na
poważnie czy postanowił sobie pograć w golfa. Na placu stał Kiyoshi i kilka
osób z jego ekipy.
-Siemka. Odpędzasz intruzów czy grasz w golfa?- Spytałem
się, gdy już do niego podszedłem.
-Hejka. Bardziej to pierwsze chociaż to drugie lepiej
brzmi.- Stwierdził z lekkim uśmiechem.
-Wujek~!- Przywitała mnie radośnie Emiko i rzuciła się na
szyję.
-Cześć Emi. Co tam u ciebie?- Spytałem się nadal
trzymając ją na rękach.
-Wszystko dobrze. A u ciebie wujaszku?- Spytała ze swoją
słodką minką.
-A też dobrze. A teraz jeśli pozwolisz to pogadam sobie z
twoim tatkiem. Oki??- Przecież dziecku nie będę się żalił.
-Oki~! To ja wam przyniosę gorącą czekoladę i
ciasteczka.- Powiedziawszy to zeszła ze mnie i ruszyła w stronę kuchni.
-To chodź wujaszku.- Powiedział ze śmiechem Kiyoshi.
-Już idę mordo ty moja ^.^- Ach, te nasze przezwiska.
Kątem oka zauważyłem Ayako. Patrzyła na mnie z mordem w oczach. Dlaczego nie
jest taka miła jak Emiko? Sam nie wiem. Od początku mnie nie lubi. Gdy
pierwszy raz zobaczyła mnie w wiosce to chciała mnie zabić. Rzuciła we mnie
wtedy nożem. Złapałbym go lecz zrobił to Kiyoshi. Była wściekła i nie
rozumiała, dlaczego obronił mnie, wampira. Powiedział jej, że jestem jego przyjacielem
i watahy, i nie ma prawa mnie zabić. Nieźle się wtedy wkurzyła na Kiyoshiego
ale zrozumiała to i nigdy więcej się to nie powtórzyło. Chociaż kilka razy
Kiyoshi musiał zwracać jej uwagę, bo źle się do mnie wyrażała. No ale nic. To
było daaaawno, więc....no. Polazłem za Kiyoshim do jego domku i poszliśmy do
sypialni (nie, nie po to -.o). Ja rozwaliłem się na łóżku a on usiadł na
swoim ulubionym fotelu. Po chwili przyszła Emi z czekoladą i ciasteczkami.
Dopiero gdy wyszła zaczęliśmy rozmowę.
-Co się stało, że postanowiłeś mnie odwiedzić?- Zaczął
Kiyoshi.
-A musiało się coś stać, żebym przyszedł?!- Spytałem.
-No nie, ale masz taką niemrawą minę więc musiało się coś
wydarzyć.- Stwierdził i napił się czekolady.
-Jednak wilki mają dobry wzrok.- Zaśmiałem się krótko.- W
ten dzień, co spędziliśmy razem z ekipą, pokłóciłem się z Mariko.- Powiedziałem
szczerze, nie owijając w bawełnę.
-A o co poszło?- Dopytywał się psychiatra Ishikawa.
-O to że jej nie ufam i, że nie powiedziałem jej prawdy o
tych kolesiach.- Usadowiłem się przy tym wygodniej na łóżku aby się napić.
-Ja mam szczęście, że Megumi nie dopytywała się tak o to.
Ale powiedziała mi, że się pokłóciliście ale nie wie o co dokładnie. I
rozumiem, że jej nie powiedziałeś prawdy. Też pewnie zrobiłbym to samo.-
Powiedział Kiyoshi. Ja za to odpowiedziałem mu zirytowaną miną.
-Wiem, wiem. Lecz ja nie wiem co mam teraz zrobić. Chcę
ją przeprosić ale nie wiem co powiedzieć. I czy w ogóle będzie się chciała ze
mną spotkać.-Zrezygnowany znowu walnąłem się na łóżko.
-Powiedz jej, że nie możesz jej na razie wszystkiego
powiedzieć. I przeproś ją za to co powiedziałeś i wyjaśnij. Jeśli kocha to
zrozumie i poczeka. A jeśli tobie zależy na niej - a zależy - to wszystko jej
później wytłumaczysz i powiesz. O Rivierze i o całym twoim 300-letnim życiu. I
tak oto ci radzi psycholog Ishikawa Kiyoshi. Za poradę płacisz dwa obiady.-
Przez to co powiedział na końcu zacząłem się śmiać.
-Masz rację. Kocham ją i wszystko jej wyjaśnię. I
ewentualnie postawię ci te dwa obiady. Dzięki Kiyo.- Powiedziałem szczerząc do
niego banana.
-Nie ma za co Josi (dżosi). Jesteśmy przyjaciółmi, więc
trzeba sobie pomagać.- Powiedział ze spokojnym uśmieszkiem.
-I to najlepszymi. Ale teraz pogadajmy o przyjemniejszych
rzeczach. Typu, zrób coś z Ayako.- Krótka rozmowa z najlepszym przyjacielem i
humor poprawiony.
-Z Ayako? A co z nią nie tak?- Zdziwił się Kiyoshi.
-Nadal patrzy na mnie z mordem w oczach. A tylko ciebie
słucha.
-Pogadam z nią na ten temat. A co u Joniego? Miał lenia,
że nie przyszedł z tobą?- Zapytał.
-Nie. Ma zapas czekolady w domu więc nie chce mu się
wychodzić.- Na moje słowa zaczęliśmy się śmiać. Reszta naszej rozmowy wyglądała
podobnie. Powiedzieliśmy sobie co stało się przez te kilka dni i
powspominaliśmy „młodość”. Chciałem zostać na noc ale stwierdziłem, że Jonathan
zamarznie gdy nie będzie miał swojego żywego kaloryferka przy sobie. Zanim
poszedłem dostałem jeszcze od Emi ciasteczka. Coś czuję, że Joni zje wszystkie,
gdy tylko wrócę. Ayako znowu patrzyła na mnie z mordem w oczach lecz
wystarczyło spojrzenie Kiyoshiego aby przestała. Zaraz po powrocie napisałem do
Mariko, czy możemy się spotkać. Na szczęście się zgodziła. Z pozytywnymi
myślami zasnąłem ze słodką małpką ;p.
W końcu nadszedł dzień spotkania się z Mariko. Przez całą
drogę denerwowałem się i rozmyślałem co dokładnie jej powiedzieć. Z 4 razy
zadzwoniłem do Kiyoshiego i z 3 do brata. Jednak ta niepewność czy mnie
wysłucha i zrozumie nie dawała mi spokoju. Na spotkanie przyszedłem jakąś
godzinę wcześniej, gdyż nie mogłem już wysiedzieć w jednym miejscu. A tak
przynajmniej powdycham lekko trującego powietrza i dokładnie przemyślę to co
mam powiedzieć.
Gdy tamtego dnia napisał do mnie Jason z pytaniem, czy
możemy się spotkać naprawdę się ucieszyłam. Szybko odpisałam, że się zgadzam
nie mogąc już się doczekać spotkania. Lecz ta radość z czasem minęła.
Dlaczego? Przez myśl mi przeszło, że Jason chce ze mną zerwać. Bo tak to
jest w serialach i filmach. Najpierw dziewczyna z chłopakiem się spotykają.
Potem chłopak pisze „Możemy się spotkać?” lub „Musimy pogadać” i
wtedy z nią zrywa. Czy Jason właśnie tego chce? Przecież mówił, że mnie
kocha. A może to było tylko złudzenie? A może znalazł już sobie piękniejszą
i mądrzejszą dziewczynę? A może się mną znudził? Przecież sam powiedział,
że nic o nim nie wiem. I nawet nie potwierdził tego, że mi ufa. Co robić?
Kocham go i to szczerze. Ale nie mogę go zatrzymać, gdy będzie chciał skończyć
nasz związek. Wolałabym, żeby rzucił mnie przez SMSa. Dlaczego? Nie
bolałoby to tak, jakby miał mi to powiedzieć prosto w twarz. Nie zniosłabym
jego spojrzenia i głosu mówiącego, że z nami koniec. Ale zgodziłam się na to
spotkanie i muszę na nie pójść i wysłuchać, co ma mi do powiedzenia. Tego dnia
z mocno bijącym sercem poszłam do parku na umówione spotkanie. Gdy tam doszłam
on już czekał. Siedział na ławce jakby zamyślony. Tylko go ujrzałam a serce
zaczęło mi bić, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odetchnęłam głęboko i ruszyłam na
spotkanie z nim.
-Hej.- Z moich rozmyślań wyciągnął mnie słodki głos
Mariko. Tak się zamyśliłem, że nawet nie zauważyłem że przyszła.
-H-Hej.- Czy możliwym jest, żeby dziewczyna
wypiękniała przez kilka dni?? Aż przez chwilę zapomniałem po co spotkałem
się z Mariko. Mimo, iż była zima i tak wyglądała cudownie. Czerwone spodnie,
kozaczki z futerkiem, brązowo-czarny płaszczyk z futerkiem na kapturze, gruby
szary szalik i fioletowa czapka. Do tego lekkie rumieńce. Aż mi się gorąco
zrobiło.
-Um, Jason?!- Jason ogarnij się!!!! Mam nadzieję, że
się nie ośliniłem.
-Przepraszam. Zamyśliłem się. Więc przejdziemy się, czy
tu pogadamy??- Jeden mentalny policzek, drugi mentalny policzek,........23
mentalny policzek.
-Możemy tu pogadać. I tak nie ma tu dużo osób.- Powiedziała
nieśmiało. Najwidoczniej też jest trochę zdenerwowana tą rozmową.
-To może usiądziesz???- Bo czuję się trochę jak na
skazaniu.
-D-Dobrze.- Zająkała się przy tym i usiadła obok mnie.-
Więc.....- Zaczęła niepewnie.- ......Co chcesz mi powiedzieć?- Zapytała ze
wzrokiem skupionym na swoich butach.
-Chciałem.......Chciałem cię przeprosić. Za swoje
zachowanie.......Przepraszam, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem. Naprawdę nie
chciałem. Przez własną głupotę wyładowałem swoje nerwy na tobie. Ale ja
naprawdę nie mogę ci powiedzieć o co dokładnie chodzi. Później wszystko ci
powiem i wyjaśnię ale nie teraz. Nie w tej chwili. I wierz mi, że ci ufam. I
naprawdę z całego serca cię Kocham. I sam nie wiem o tobie wiele. Chcę być z
tobą i
dowiedzieć się o tobie wszystkiego. I jeśli ty też chcesz
to......to o sobie też ci opowiem. Tylko wiesz to długa historia więc mam
nadzieję, że cię tym nie zanudzę. Mari, przepraszam. Naprawdę przepraszam.
Uwierz mi, ja.......- W tym momencie spojrzałem się na nią i zamarłem. Patrzyła
się na mnie ze łzami w oczach. Czy powiedziałem coś nie tak? Czy moje słowa ją
uraziły??
-Ty........Ty........Ty głupolu!!!- Z tymi słowami
rzuciła mi się na szyję.- Ja......Ja myślałam......że chcesz mnie rzucić.-
Powiedziała, płacząc mi na ramieniu.
-Zrywać z tobą? Niby dlaczego miałbym to robić?! Przecież
cię kocham.- Zacząłem ją delikatnie drapać po plecach aby się uspokoiła.
-No wiem, ale......Sama nie wiem, dlaczego tak
pomyślałam......A co do twoich słów.....- Przestała się do mnie tulić i
spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Ja ciebie też przepraszam za moje
zachowanie. I wybaczam ci. I ufam ci. I wszystko ci o sobie powiem. I chętnie
wysłucham co masz o sobie do powiedzenia. I....I...........Kocham cię.- Przy
wypowiadaniu tych ostatnich słów zrobiła się cała czerwona. Przynajmniej wiem,
że nie z zimna. Pocałowałem ją delikatnie w usta i mocno przytuliłem.
-Ja ciebie też, Głuptasie.- Siedzieliśmy tak przytuleni
do siebie przez jakąś dłuższą chwilę. Słowa wtedy nie były nam potrzebne.
Bliskość drugiej osoby i szybsze bicie serca wystarczyło. Oderwaliśmy się od
siebie. Mariko z uśmiechem na ustach ścierała zaschnięte łzy.
-Cieszę się, że w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy.-
Powiedziała z uśmiechem.
-No pewnie. A następnym razem jak będę pleść jakieś
głupoty to nie bój się walnąć mnie w twarz.- Powiedziałem również z uśmiechem i
dałem swojej dziewczynie buziaka.
-No dobrze bobrze. A teraz może się przejdziemy albo
pójdziemy do jakiejś kawiarenki, bo trochę mi zimno?!- Spytała bardziej
opatulając się szalem.
-Dopiero teraz to mówisz. Chodź.- wstałem - Nie chcę
żebyś mi tu zamarzła.- Dodałem z uśmiechem.
-Hai.- Mariko wstała, zrobiła krok do przodu i zachwiała
się. W porę zdążyłem ją złapać.
-Mari! Mariko! Co się stało?! Odezwij się?!- Dlaczego
zemdlała? Czyżby ekipa Rivery dowiedziała się, że Mari jest moją dziewczyną?
Może ją otruli?! W miarę się ocknąłem i wziąłem Mariko na ręce. Nie wiedząc
co dokładnie robić, poszedłem do willi.
Hej,
OdpowiedzUsuńcudownie, choć też nie powinien ukrywać prawdy, bo gdy będzie wiedzieć to będzie ostrożna, i co się stało? czemu zemdlała...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia