środa, 7 stycznia 2015

Urodzinowo z Twin Blood po raz 3 ^.^

Zdążyłam~! :D
Już myślałam, że nie zdarzę ale jednak się wyrobiłam. No więc dzisiaj obchodzi urodziny kochany wilczek Kiyoshi *.* Z tej oto okazji urodzinowy one shot :p Dopiero co skończyłam go pisać, więc nie jest betowany ani nic. Plus miałam totalny brak pomysłów, więc może się nie spodobać >.< 
A tak to Wszystkiego Najlepszego Kiyoshi :*
Oraz Wszystkiego Najlepszego dla osób obchodzącym w tym miesiącu urodzinki. ^.^
Najszczersze życzenia składają #Kimie & #LovelyxAsuna <3
Enjoy~

                                                        Japonia, rok 1716
Nie ma to jak sen. To takie odprężenie po całym dniu. Śpisz w wygodnym łóżku, jest ci cieplutko i milutko. Wszystko byłoby cacy, gdyby ktoś nie krzyczał mojego imienia. Zakryłem się po sam czubek głowy, ignorując wołanie.
-Kiyoshi! Wstawaj! Słońce już wzeszło.- Usłyszałem głos mojej rodzicielki tuż przy swoim uchu. Na dodatek zaczęła mnie potrząsać.
-Jest jeszcze noc. Więc daj mi jeszcze spać.- Stwierdziłem stanowczo, obracając się do niej tyłem.
-Oj nie, nie, nie.- Stwierdziła. Po chwili poczułem chłód. No pięknie. Zabrała mi kołuderke.- Wstawaj śpioszku. Odśwież się i na śniadanie marsz.- Stała obok czekając, aż wstanę. Niechętnie zwlokłem się z łóżka, mamrocząc pod nosem. Po odświeżeniu się i przebraniu wyszedłem na śniadanie. Wszedłem do jednego z domków. Na szczęście została już tylko grupka osób. Szedłem powolnym krokiem, przecierając oczy.
-Nasz śpioch w końcu wstał.- Usłyszałem głos ojca. Z zamkniętymi oczami skierowałem się w jego stronę. Wdrapałem się na jego kolana, tuląc się do jego torsu niczym miś.
-Śpioch jeszcze śpi.- Powiedział mój wujaszek Takuji. Usłyszałem ciszy śmiech, który zignorowałem. Bardziej wtuliłem się w to przenośne ciepełko. Czując drapanie po plecach zacząłem cicho pomrukiwać. Jeszcze chwila i bym zasnął, gdyby nie kochana mamusia.
-Kiyoshi! Nie tul się do ojca tylko jedz śniadanie.- Nie musiałem się podnosić, by wiedzieć, że robi troskliwą minkę.
-Oj mamo! Nie jestem głodny.- Wymamrotałem. Bardziej ciągnie mnie do ciepłego wyrka niż pożywnego śniadanka.
-Kiyoshi ale musisz zjeść. Jeśli nie zjesz nie będziesz miał siły. A kto wtedy będzie chodził z  nami na polowania.- Stwierdził ojczulek. Oderwałem się od jego torsu, patrząc na niego przymkniętymi oczami.
-Wiesz co Tatko?! Masz bardzo dobrą argumentację.- Stwierdziłem i niechętnie obróciłem się w stronę stołu. Oczywiście przy akompaniamęcie śmiechów. Spojrzałem na swojego kuzyna z proszącą minką aby podał mi moje śniadanku. Z kolan Tatusia nie zejdę. Są zbyt wygodne. Shiba przewrócił oczami, wstał i podał mi moje śniadanko. Podziękowałem mu szerokim uśmiechem. Oparłem się o Ojczulka, wcinając śniadanko. On za to objął mnie w pasie i oparł brodę o moją głowę.
-Ziemia do Kiyoshiego!- Usłyszałem głos kuzyna. Otrząsnąłem się i spojrzałem na niego zdziwiony.- Ty śpisz czy jesz śniadanie?! Bo jakoś monotonnie ci to idzie.- Stwierdził z uśmiechem.
-Jem, bo muszę. A spać to mi się chce.- Stwierdziłem, machając wesoło nogami.
-Co ty robiłeś w nocy, że jesteś taki niewyspany?- Spytał wujaszek Shiki.
-Patrzałem na gwiazdy. Myślałem, że może pojawi się św.Mikołaj.- Odpowiedziałem, karmiąc przy okazji Tatusia.
-A co chciałeś od św.Mikołaja??- Spytał szczerze zainteresowany wujek Manabu.
-Dlaczego nie dał mi prezentu.- Powiedziałem.
-Przecież dostałeś dużo prezentów. A czego sobie zażyczyłeś, że tego nie spełnił??- Spytał Tatuś, biorąc po tym kawałek mięsa.
-Chciałem siostrzyczkę ale chyba mu coś nie wyszło.- Na moje słowa Tatko aż się zakrztusił, a reszta zaczęła się śmiać.
-Wiesz Kiyoshi. Może siostrzyczkę dostaniesz trochę później.- Stwierdził Shiba, chichrając się pod nosem.
-No właśnie. Twoi rodzice chyba go znają. Im musisz powiedzieć, a wtedy oni przekażą św.Mikołajowi.- Stwierdził wujaszek Shiki, śmiejąc się do rozpuku. Na jego słowa obróciłem się do rodziców.
-Tato, Tato!! Pogadacie ze św.Mikołajem?! Bo ja bardzo chcę mieć siostrzyczkę. Proszę, proszę, proszę, proszę~!- Mentalnie wręcz merdałem ogonem. Najwidoczniej zszokowałem tym Tatusia, bo nie wiedział co powiedzieć. Po chwili jednak odetchnął i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Synku. Siostrzyczka to bardzo poważny prezent. To nie jest zabawka. Wiem, że byś się nią opiekował i w ogóle. Oczywiście porozmawiam ze św.Mikołajem ale niczego nie obiecuję. Może dopiero później doczekasz się takiego prezentu. Tylko pamiętaj, że musisz być grzeczny i słuchać się Mamusi, Tatusia oraz reszty rodziny.- Powiedział poważnym tonem. Patrzyłem się na niego z szeroko otwartymi oczami. Po chwili jednak uśmiechnąłem się szeroko i mocno w niego wtuliłem.
-To ja będę baaardzo grzeczny aby mieć siostrzyczkę.- Powiedziałem radośnie. Ojciec w odpowiedzi pogłaskał mnie po głowie.
-Widzę, że zjadłeś śniadanie. To co teraz masz ochotę robić?- Spytał Tatuś, odklejając mnie od siebie. Przyłożyłem palec do brody, zastanawiając się mocno.
-Spacer!- Krzyknąłem dorośnie, uśmiechając się szeroko. Tatuś wstał, biorąc mnie na barana. Przytrzymałem się jego kłaczków, śmiejąc się i rąbiąc „Łiiii~!”, gdy robił obroty. Wyszliśmy z jadalni. Ojciec odstawił mnie na ziemię, po czym zamienił się w wilka. Również to robiłem. Zacząłem biegać wokół niego, ciesząc się jak głupi. Małą grupką poszliśmy do lasu. Oczywiście grzecznie dreptałem koło Tatusia, a wokół szła reszta grupy. Przebiegliśmy truchcikiem dobrze znana mi już ścieżkę i wyszliśmy na polankę. Tam od razu podbiegłem do kuzyna, gryząc go po uszach i ogonie aby zaczął się ze mną bawić. Nie musiałem długo czekać, a już po chwili goniliśmy się po całej polance. Naszą ulubiona zabawą, a zarazem nauka było polowanie. Jeden z nas był myśliwym, a drugi zwierzyną. Oczywiście ja najczęściej byłem tym pierwszym. Mięliśmy skraść się do zwierzyny i ją złapać. Świetnie się przy tym bawiliśmy. Próbowaliśmy złapać wiewiórkę ale nam nie wyszło. Oczywiście na koniec ucieczka przed Tatą, gdyż Synuś  tak grzecznie do obozu nie wróci. Jednak Tatuś jest zdecydowanie za szybki i nie zdołałem daleko uciec. Mimo to wesoły wracałem do obozu.

Jako pierwszy tam dotarłem. Z powrotem zamieniłem się człowieka, rozciągając się.
-No Kiyoshi. To teraz do domu i idź umyj ręce. Gdy to zrobisz przyjdź na kolację.- Powiedział Tatuś, a ja w podskokach poszedłem wykonać polecenie. Po umyciu rączek poszedłem ponownie do jadalni. Wszedłem i......
-Niespodzianka~!!!!- Krzyknął cały klan. Dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, o co chodzi. Przecież dzisiaj mam urodziny! Uśmiechnąłem się szeroko i pobiegłem do Ojca, mocno się do niego tuląc. Postawił mnie na ziemię, po czym popchnął w stronę stołu, na którym stał przepiękny tort.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki.- Chwilę pomyślałem, po czym zdmuchnąłem świeczki w akompaniamęcie oklasków i krzyków. Po kilkunastu minutach siedziałem na kolanach Ojca, jak zwykle jedząc ciasto rękoma. Miałem z tego niezłą uciechę zwłaszcza, gdy karmiłem tak Ojczulka.
-Czego sobie zażyczyłeś Kiyoshi?- Spytał wujek Shiki.
-Ale nie powinien mówić życzenia na głos, bo się nie spełni.- Stwierdziła stanowczo ciocia Norie.
-Nic się nie stanie. Mów Kiyoshi.- Powiedział kuzyn Shiba.
-O jeszcze jedna siostrzyczkę. Stwierdziłem, że przecież nie zawsze będę się z nią bawił. Więc żeby miała towarzystwo to porosiłem o jeszcze jedną siostrę.- Wszyscy zaśmiali się cicho. Mama natomiast pokręciła z niedowierzaniem głową, a Tatuś uśmiechnął się szeroko. Po posiłku przyszedł czas na prezenty. Dostałem dużo wymyślnych rzeczy ale najlepszy prezent dostałem na koniec.
-Proszę Kiyoshi.- Powiedział Ojciec i wręczył mi dziwny pokrowiec. Dopiero po chwili skapnąłem się, że jest on na broń. Wyjąłem z pochwy piękny miecz o długości około 60 centymetrów. Rączka było ręcznie zdobiona. Patrzałem na niego z szeroko otwartą buzią.
-Dziękuje.- Wyszeptałem, po czym przytuliłem się do rodziców.

-Wszystkiego Najlepszego Synku.- Szepnęła Mamusia. Chciałem go wypróbować ale Tatuś stwierdził, że jeszcze jestem za młody. Przecież właśnie skończyłem 8 lat. Nie jestem już dzieckiem. Nie chcą się jednak kłócić zgodziłem się z Tatusiem. Po tym była duża impreza. Padłem około północy, wtulony w ramię wujka Shikiego. Oczywiście zostałem przetransportowany przez Tatusia, do mięciutkiego wyrka. Obudziłem się jednak w nocy. Wziąłem swój miecz i tuląc się do niego ponownie zasnąłem. Już nie mogłem się doczekać, aż go wypróbuję. Ojciec powiedział, że dopiero jak skończę 12 lat zacznę trenować. Ale to nic. Poczekam. 

2 komentarze:

  1. Hej,
    wspaniale,  słodki taki Kiyoshi, zaspany, o tak jak prosił o siostrzyczkę bosko...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej~! ^^
      Mały Kiyoshi jest pełen uroku *-* Po prostu słodziak~! :3
      Dziękuje i również pozdrawiam~! :*
      #Kimie

      Usuń