Hejka~! ^.^
Przepraszam, że tak późno wstawiam rozdział ale wcześniej nie miałam czasu >.<
A tak to ogłoszenia parafialne.
Pozostało jeszcze 6 rozdziałów do zakończnia TB ale na tym sie nie skończy
Co do one shotów to jeszcze tak dokładnie nie wiem. Napewno pojawi się wspólna praca- moja i Asuny :)
Możliwe, że później na trochę zawieszę bloga, gdyż chcę najpierw napisać coś nowego.
Ale na razie się nie martwcie :)
I to by było wszystko....
Oczywiście z niecierpliwością czekamy na wasze komentarze *.*
#Kimie #Asuna
P.S. Czy wy też oglądaliście już pierwszy odcinek drugiego sezonu Durarary! i
pierwszy odcinek drugiego sezonu Kamisamy Hajimemashity??!
Ja oglądałam i juz nie mogę się doczekać kolejnych ^.^
Komentujcie co sądzicie
Rano
Jason pokazał panu Tamuro, gdzie jest stołówka. Kiyoshi tego nie zrobił bo
podobno Jason przywiązał go do łóżka - tak usłyszałam od Louisa. Zdziwiłam się
trochę, ponieważ nigdzie nie widziałam watahy Kiyoshiego. Dopiero przy jedzeniu
śniadania dowiedziałam się od Runiego, że nie wyjdą dopóki my sobie nie
pójdziemy. Najwidoczniej Kiyoshi im tak rozkazał. Po śniadaniu chciałam pogadać
z Jasonem ale nie mogłam go znaleźć. W końcu stwierdziłam, że może być w domku
Kiyoshiego. Poszłam tam ale nikogo nie zastałam. Już chciałam wyjść lecz
usłyszałam głos swojego chłopaka dochodzący z piętra. Weszłam tam po cichu.
Chciałam powiedzieć „No tu jesteś”, jednak zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie
Kiyoshiego z Jasonem. Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać no ale tak jakoś
wyszło.
-Spróbuj
wychodzić z łóżka a przywiążę cię do niego i będę karmił spaloną owsianką.- Musiałam
się powstrzymać od śmiechu.
-Oj
tam. Marudzisz. I tak już wiem, że po wycieczce będziesz tu codziennie
przychodził. A świeże powietrze zawsze dobrze robi. Powiedz mi, dlaczego nie
poprowadziłeś wszystkich w odpowiednim kierunku?!
-Po
pierwsze to trochę się zagadałem i nie patrzałem gdzie idziemy. A po drugie
zdawało mi się, że widziałem kogoś z jego ludzi. Później nie chciałem pokazywać
drogi powrotnej, bo trochę dziwnym by się wydawało, że w tak krótkim czasie
znam cały las.
-Też
prawda. Jednak dobrze, że postanowiłem wybrać się na spacer. I że miałem przy
sobie telefon aby powiadomić resztę aby opróżniła dwa domki.
-A
tak, to jak się czujesz? Zwłaszcza po słowach pana Tamuro?- Jakich słowach? O co tu
chodzi?
-Dobrze. Przecież nie powiem mu prawdy. Wiesz przecież co
by się wtedy stało. Chociaż muszę przyznać, że nawet miło było to usłyszeć.
-Cieszę
się, że ty się cieszysz. A teraz kładź się i spać. Chociaż mogę ci pozwolić na
pożegnanie nas.
-Aleś
ty dobroduszny. Przybliż się to dam ci buziaka.- Na te słowa Jason zaczął się
głośno śmiać.- Co cię tak śmieszy?
-A bo trochę wspominaliśmy dawne czasy jak goniłem się z
tobą z kosami i rzucaliśmy się nożami. I Mariko powiedziała, że nie chce
widzieć nas w takiej sytuacji. A ja jej odpowiedziałem „Nie bój się. Seksu
jeszcze nie uprawialiśmy”. Oczywiście chłopacy się śmiali a dziewczyny były w
szoku. I Yuko pomyślała, że moglibyśmy być kochankami.- Dopiero teraz zaczęło mi się to wydawać śmieszne.
-<śmiech> Szkoda, że mnie tam nie było. Moglibyśmy
wtedy podkręcić atmosferę.
-Nie bój żaby. Będą jeszcze inne wycieczki, więc będzie
jeszcze szansa. Już widzę te zszokowane miny.
-Wiesz co?! Jednak przychodź do mnie codziennie. Od
takiej rozmowy z tobą czuję się o wiele lepiej. Mimo iż, czuję jak rozsadza mi
gardło.
-Masz to jak w banku. Oczywiście raz przyjdę z Willem,
Niko, Runim, Louisem i Jonim. Taki męski wieczór.
-Męski i mięski.
-Dobra. Chodź szczypiorku, bo pewnie zaczynają się już
zbierać.
-Dlaczego szczypiorku?
-Bo jesteś taki wątły jak szczypiorek i zielenisz się,
gdy bierzesz lekarstwo.- Po tych słowach Jason
dostał poduszką.
-Pomóż mi a nie się lenisz.- Ja po tych słowach szybko zeszłam na dół i udawałam, że dopiero co
weszłam do domku. Po chwili chłopcy zeszli.
-O! Cześć Kotek. A ty co
tu robisz?- Spytał się lekko zdziwiony moją obecnością Jason.
-Szukam cię. Za chwilę
idziemy. Jak się czujesz Kiyoshi?- Totalny spokój. I udawanie, że nic się nie
słyszało.
-Szczerze?! Jakby mi włożyli
kosiarkę do gardła, saunę do głowy i igły w płuca. Ale jest coraz lepiej.-
Uśmiechnął się krzywo.
-Poleżysz jeszcze kilka
dni w łóżku i niedługo będziesz zdrowy. A teraz chodźmy, bo pójdą bez nas.-
Powiedziałam i wyszliśmy z domku. Po drodze Kiyoshi ubrał swoje futerko.
Wszyscy już stali na placu i szykowali się do marszu.
-W końcu jesteście.
Czyżbyś Mari przyłapała ich na czymś niestosownym?- Spytał się mnie Joni z
wrednym uśmieszkiem.
-Nie, Jonathanie.-
Powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Megumiii~!- Jęknął
Kiyoshi i przytulił swoją dziewczynę od tyłu.
-Słucham cię.- Spytała
się Megumi z uśmiechem.
-Potrzebuję twojej
terapii abym mógł szybciej wyzdrowieć.- Nadal jęczał Kiyoshi.
-A jak ci powiem, że
jeśli wyzdrowiejesz bez mojej terapii i będziesz ją miał jako rehabilitację,
gdy wrócisz do szkoły?!- Spytała się go.
-Żegnajcie. Wracam za
tydzień cały i zdrowy, i gotowy na moją specjalną rehabilitację.- Wręcz
zasalutował, gdy to mówił. Oczywiście nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu.
-Wszyscy już są?- Zapytał
się pan Tamuro.
-Tak!- Odpowiedzieliśmy
chórem. Kiyoshi podreptał do nauczycieli a za nim jakiś chłopak.
-To jest Eiichi. Mój
kuzyn. On was zaprowadzi do waszego obozu.- Powiedział Kiyoshi.
-Nie wiemy jak ci
dziękować Kiyoshi.- Stwierdziła nauczycielka z uśmiechem.
-Nie ma za co. Życzę wam
miłej podróży i reszty wycieczki.- Powiedział z krzywym uśmiechem ale szczerym.
-A my tobie szybkiego
powrotu do zdrowia. I jeszcze raz dziękujemy.- Powiedziała nasza nauczycielka i
lekko się skłoniła. W ślady za nią podążyła cała grupa, również się kłaniając i
krzycząc „Arigatou~!”. Później pomachaliśmy jeszcze Kiyoshiemu i ruszyliśmy w
drogę. Szliśmy jakieś 3 godziny zanim dotarliśmy do obozu. Zjedliśmy później
obiad i pojechaliśmy z powrotem do domu. Muszę przyznać, że była to naprawdę
miła wycieczka. Mimo to nadal jedno mnie zastanawia. Rozmowa Jasona z Kiyoshim.
O co w niej chodziło? Mam nadzieję, że
niedługo się dowiem.
Od wycieczki minął
tydzień. Nic ciekawego się nie działo. Nadal się nie dowiedziałam o co chodziło
w rozmowie Jasona z Kiyoshim.
-Mari, wszystko w
porządku?- Spytał się mnie Jason.
-Tak, tak. Przepraszam.
Zamyśliłam się.- Przez takie myślenie nie przespałam z pół nocy. Chyba muszę
pogadać na ten temat z Jasonem ale boję się jego reakcji, gdy się dowie, że
podsłuchiwałam. Nagle na Jasona ktoś wskoczył.
-Twój dręczyciel
powrócił~!- Zawołał Kiyoshi z wielkim uśmiechem.
-Kiyoshi-kun~!- Krzyknęła
wesoło Yuko. Kiyoshi w tym czasie zszedł z Jasona.
-Megumi~!- Tym razem
przytulił mocno Megumi.
-Też się cieszę, że cię
widzę.- Powiedziała wręcz się śmiejąc.
-Co się stało, że jesteś
taki wesolutki Kiyoshi?- Zapytał się Shun.
-Bo wyzdrowiałem i czuję
się świetnie.- Powiedział Kiyoshi, tym razem tuląc się do Yuko.
-Aż miło cię widzieć
takiego wesolutkiego i zdrowego.- Stwierdził Louis.
-Pewnie bym jeszcze z
tydzień się kurował. Ale....- Kiyoshi podszedł do Jasona i ponownie rzucił mu
się na plecy.- .....mój kochanek się mną zaopiekował, więc już teraz tu
jestem.- Powiedział i uśmiechnął się zadziornie.
-K-K-Kochanek?!- Ja z Megumi
krzyknęłyśmy prawie.
-Tak! Tak! Tak!
Wiedziałam, że was coś więcej łączy niż przyjaźń~!- I mamy Yuko w swoim
żywiole. Za to Joni z Lou zaczęli się śmiać.
-Kiyoshi. Mówiłem ci, że
ma to pozostać tajemnicą.- Powiedział z oburzeniem Jason. A mi szczena opadła.
Nie zaprzeczył.....
-No przepraszam. Nie
wściekaj się już tak. No dalej. Uśmiech~!- Czy mój chłopak jest
biseksualny czy jednak woli tylko chłopców??
Podczas mojego rozmyślania Kiyoshi już ponownie zszedł z jego pleców i ustał
przed nim. Najpierw się do niego słodko uśmiechał lecz po chwili spojrzeli na
siebie z mordem w oczach.- No debilu. A teraz spróbuj mnie złapać. Jeśli tego
nie zrobisz rozpowiem w całej szkole, że lubisz chodzić w damskich ciuszkach.-
Po tych słowach Kiyoshi zaczął uciekać. Jason stał jeszcze chwilę jakby się
skupiając.
-Chodź no tu śmieciu~!-
Krzyknął za nim Jason zaczynając go gonić.
Chłopacy oczywiście
zaczęli się z tego śmiać.
-To oni nie są parą??-
Zapytała z żalem w głosie Yuko.
-Nie, nie. Już szybciej
to by się pozabijali.- Stwierdził Jonathan nadal się śmiejąc. Po tym poszliśmy
na lekcje. Kiyoshi z Jasonem spóźnili się jakieś 20 minut. Oczywiście dostali
burę od nauczycielki. Nie przejęli się tym, tyko się śmiali i dokuczali sobie
przez lekcje. Po tym nie działo się nic ciekawego. Szkoła- dom - i inne rzeczy.
Dzisiaj wyjątkowy dzień.
Wcześniej kazałem całej rodzince wszystko przygotować. Obudziłem się wcześnie
rano tak, aby nie obudzić Emiko. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. Potem
kazałem Chiyo aby zabrała Emiko na spacer. Po tym wszyscy wszystko
przygotowaliśmy. Ok. 15, Chiyo wraz z Emiko wróciły do obozu. My za to
przywitaliśmy Emi głośnym okrzykiem „Niespodzianka~! Wszystkiego
Najlepszego Emi~!”. Uśmiechnęła się szeroko i
aż podskoczyła ze szczęścia. Po tym wnieśli tort, Emi zdmuchnęła świeczki i
każdy złożył jej życzenia. Usiedliśmy wszyscy wspólnie i zajadaliśmy się
tortem. Po tym przyszedł czas na prezenty. Zajęło to trochę czasu zwłaszcza, że
każdy z osobna coś jej kupił lub przygotował. Po odpakowywaniu każdego prezentu
przytulała się do osoby, która jej go dała. Gdy wszystkie prezenty były
odpakowane Emi ustała ze smutną minką.
-Coś się stało Emi-chi?-
Spytała się Chiyo. Emi natomiast podeszła do mnie.
-Nie chcę być wredna ale
nie dostałam prezentu od Tatusia.- Powiedziała cichutko. Ja tylko się
uśmiechnąłem.
-Jakbym mógł zapomnieć.-
Na te słowa wyciągnąłem prezent i dałem go Emiko. Ona w szybkim tempie go
otworzyła. Co dostała? Naszyjnik z
otwieranym serduszkiem. W środku można włożyć dwa zdjęcia. Za to z tyłu było
wygrawerowane „Moja gwiazdka z nieba”.
Patrzała się na prezent jak zahipnotyzowana. Jednak po chwili rzuciła się na
mnie z uśmiechem i łzami w oczach.
-Dziękuję, dziękuję,
dziękuję~! To najlepszy prezent.- Powiedziała tuląc się mocno.
-Nie musisz dziękować.
Jestem przecież twoim tatusiem.- Powiedziałem i również tuliłem ją mocno do
siebie. Po tym była oczywiście impreza. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, jedliśmy
dopóki nasza solenizantka nie padła ze zmęczenia i wrażeń z dzisiejszego dnia.
Położyłem ją u siebie. Wyglądała przesłodko. Najwidoczniej mój prezent jest od
teraz dla niej skarbem, bo trzymała go śpiąc. Moja córeczka.......
Stałem cały zdyszany w lesie
na obrzeżach miasta.
-To koniec - Powiadomił
mnie Will.
-W końcu.- Stwierdził
Joni i aż usiadł ze zmęczenia. Dlaczego byliśmy zmęczeni? Otóż zaatakowała nas
banda Rivery. Było ich chyba z 40. A nas tylko trzech. Na szczęście daliśmy
sobie radę i wszystkich zabiliśmy.
-Trzeba spalić ciała.-
Powiedziałem po chwili odpoczynku. Wystarczyła tylko iskra aby po zwłokach
został tylko proch. W końcu były to wampiry. Lecz dlatego, że były to osoby
ukąszone przez wampiry nie spaliły się one samoczynnie. Wróciliśmy do willi.
Tam od razu spaliliśmy nasze ciuchy i umyliśmy się.
-Ciekawe dlaczego
zaatakowali?!- Spytał się Doktorek, gdy już siedzieliśmy w salonie pijąc ciepłą
herbatę.
-Nie wiem. Ale wiadomym
jest, że Rivera już ma w zasobie niewielką armię. Dlatego trzeba zacząć chodzić
na patrole. Jeśli spotkamy albo zauważymy kogoś z jego bandy to zabijamy.
Przekażę to Kiyoshiemu i Louisowi.- Powiedziałem do zebranych.
-A dlaczego Kiyoshiego
nie było z nami?- Spytał się Will.
-Emiko ma dzisiaj
urodziny. Pewnie sobie imprezowali.- Nawet nie poszedłem z Jonim złożyć jej
życzeń i dać prezentu.
-A ciebie dlaczego nie
było Rune?- Zapytał się Will.
-Byłem głodny.-
Stwierdził po prostu wręcz zasypiając na kanapie.
-Bez takich
niepotrzebnych pytań. Trzeba być w pogotowiu na wypadek ataku.- Powiedziałem
wręcz również już zasypiając.
-Oby nie atakowali w
dzień.- Stwierdził cicho Runi. Po tym wszyscy poszliśmy do pokoi. Ja wręcz
zasnąłem od razu. Z myślą, czy powiedzieć o wszystkim Mariko.
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniale, Rivera zaatakował, muszą mieć się teraz na baczności... i to w kręcenie...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej~! ^^
UsuńTak, Rivera powoli wychodzi z ukrycia ^^ Jason i Kiyoshi uwielbiają robić takie żarty :p
Ślicznie dziękuje~! :*
Pozdrawiam cię serdecznie Basiu i czekam na twoje kolejne komentarze :*
#Kimie