sobota, 17 stycznia 2015

Twin blood- rozdział 24

Witam~!
Krótka wiadomość co do zawieszania bloga. Otóż jeśli w końcu zacznę pisać nowe opowiadanko to bloga nie zawieszę. Rozdziały mogą pojawiać się rzadziej. Za tydzień prawdopodobnie pojawi się jakiś one shot. :)
To wszystko :p
Enjoy....

Mam już serdecznie dość! Codziennie muszę zabijać kogoś z ekipy Rivery. Przez to, muszę częściej pić krew. I oczywiście nie mam czasu aby spotkać się z Mariko. No czasami jednak gdzieś z nią wychodzę ale to tylko dlatego, żeby nie nabrała podejrzeń. Nie, że mi się nie podoba z nią wychodzić. Po prostu się o nią martwię. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się jej stało. Na wszystko zacząłem bardziej uważać. Nawet na to co jem bo może być zatrute. Każdy chodzi podenerwowany i każdy w inny sposób się rozładowuje.
Will jeździ motorem lub gra na gitarze (raz omal jej nie rozwalił). Joni objada się lodami lub maluje (czasami oba na raz). Runi ćwiczy karate i inne sztuki walki. Louis chodzi na zakupy lub robi biżuterię. Kiyoshi wyżywa się na „obcych” w jego obozie lub rąbie drewno. A ja? Idę czasami do schroniska dla zwierząt i trochę pomagam. Takie słodkie zwierzątka od razu mnie uspokajają. Jeśli to nie działa, to idę się „pobawić” z Kiyoshim (Może to głupio brzmieć ale chyba wiadomo o co chodzi ^.^). Inni czasami odczuwają nasze zdenerwowanie. Było tak raz na wychowaniu fizycznym. Ćwiczyliśmy wtedy rzut oszczepem. Ja z Kiyoshim byliśmy ok. 10 w kolejce. Właśnie miała rzucać jakaś dziewczyna. Lecz zanim to zrobiła poprosiła pana Tamuro o pokazanie, jak się rzuca. Po pokazaniu zaczęła wypytywać go o różne rzeczy związane z rzutem oszczepem: Jak powinno się trzymać oszczep? Pod jakim kątem się zamachnąć? I tym podobne. My z Kiyoshim nie mogliśmy tego wytrzymać. W pewnej chwili krzyknęliśmy obaj ze wściekłości „No rzucaj w końcu kurwa tym oszczepem!” przy okazji łamiąc 2 oszczepy. Wszyscy patrzeli na nas z małym lękiem. Pan Tamuro też najwidoczniej się trochę przestraszył i kazał nam rzucać jako pierwszym. Zapisał nasze wyniki i kazał już iść do szatni. Uspokoiliśmy się trochę i przeprosiliśmy za nasze zachowanie. Od tamtej pory zaczęliśmy nawet pić melisę na uspokojenie. Wolałbym żeby to się już skończyło i mieć święty spokój.

Teraz szykowaliśmy się powoli do świąt. I do egzaminów przy okazji. Dodajmy więc:
Świąteczna gorączka + Nauka do egzaminów + Ataki za strony Rivery = Próba nie wkurzenia się i nie rozwalenia szkoły.
Kiyoshi przez to zaczął brać tabletki na uspokojenie. Raz ich nie wziął i poćwiartował na kawałki 2 gości, którzy włamali się do jego obozu. Uspokajałem go przez jakąś godzinę. Dobrze, że przy Megumi jakoś się uspokaja. No ale nic. Trzeba przetrwać i miło spędzić święta :).

Już za 2 dni święta. Dzisiaj spotykamy się naszą paczką aby to uczcić. Oczywiście poszliśmy do kawiarni.
-Wesołych Świąt~!- Krzyknęła radośnie Yuko.
-A Yuko jak zwykle wesolutka.- Stwierdził Louis.
-Bo są święta~! I można jeść duuuużo słodkości.- Na jej słowa zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście mój braciszek popiera swoją dziewczynę w 100%. W domu muszę go odganiać od słodyczy lub mu je zabierać, bo by nie przetrwały do świąt. On na to robi smutną minkę i focha się na mnie. Mimo to i tak śpi ze mną. Stwierdził, że jego pokój na czas zimowy zamienia się w zamrażarkę. Filozofia mojego brata jest powalająca.
-Słodkości~!- Krzyknęły dwa największe głodomory, gdy kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Przez jakiś czas każdy zajadał się słodkościami i opowiadał różne rzeczy.
-To teraz prezenty~!- Najwidoczniej Yuko udzielił się pozytywny świąteczny nastrój. Wymieniliśmy się prezentami.
-Ty Yuko, otwierasz pierwsza.- Powiedziałem do niej.
-Ale dlaczego ja??- Spytała trochę zdziwiona.
-Bo wiem, że nie możesz się tego doczekać.- Powiedziałem z chytrym uśmieszkiem. Ona na to wyszczerzyła swoje żabki i zaczęła otwierać swoje prezenty. Od Mariko i Megumi dostała koszulkę z logo zespołu SuG i ich płytę. Ode mnie i Joniego zestaw do karaoke. Od Kiyoshiego wielki worek słodyczy. Louis dał jej 2 ładnie zdobione ramki do zdjęć. Od Shuna dostała różowy strój do koszykówki a od Rune pasującą do tego torbę.
-Teraz swoje prezenty otwiera Shunsuke-onii-san~!- Stwierdziła z wielką radością Yuko, z krówką w buzi. Shun w większości dostał sportowe rzeczy typu piłki lub sprzęt do ćwiczeń. Chociaż najbardziej ucieszył się na prezent od Mariko. Dostał od niej kartę jakiegoś piłkarza z autografem. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
-Niemożliwe........kocham cię Mari-chan~!- Wykrzyczał i rzucił się na nią i mocno wyciskał.
-Eeehhhemmm....- Odchrząknąłem znacząco. Na to Shun szybko odkleił się od niej.
-Sorki, sorki. Nie wściekaj się. My jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- Na tłumaczenia Shuna wszyscy zaczęli się śmiać. Później każdy z nas otwierał swoje prezenty. Kiyoshi dostał fajną włochata czapkę i kapcie-króliki. Nie mogłem przestać się śmiać, gdy je zobaczyłem. Joni dostał zestaw farb i długi niebieski sweter z napisem „Przytul mnie”. Już widzę kto do kogo będzie się przytulał. Mariko dostała kilkanaście mang. Ode mnie zaś dostała pierścionek z serduszkiem.
-Jaki śliczny.- Skomentowała Megumi.
-Jason-kun oświadczył się Mari-chan!- Krzyknęła Yuko z radością. Na jej słowa Mari zrobiła się czerwona jak dorodny pomidorek. I zrobiła coś czego się nie spodziewałem. Ze swojej inicjatywy pocałowała mnie w usta.
-Dziękuję.- Powiedziała cichutko z lekkim uśmiechem. A ja myślałem, że za chwilę zemdleję z tego widoku. Mariko z delikatnym rumieńcem, uśmiechem i świecącymi się oczami ze szczęścia, która przed chwilą mnie pocałowała. Jak koty kocham chyba zemdleję. Ciekawe jak by wyglądała w sukni ślubnej z takim wyrazem twarzy?? Nie, nie, nie. Jason uspokój się, bo jeszcze ci krew z nosa poleci.
-Nie ma za co.- Powiedziałem po otrząśnięciu się i pocałowałem ją w czółko. Po tym dalej wzięliśmy się za rozpakowywanie prezentów. Ja dostałem taki sam sweterek jaki ma mój braciszek i maskotkę w kształcie kotka. Nazwę ją Marichi ^.^ . Louis dostał zestaw koralików i słuchawki. Megumi dostała kilka płyt z muzyką poważną i rockową. Od Kiyoshiego dostała bilety na balet pt.: „Upadły anioł”. Najwidoczniej bardzo chciała na to iść bo aż z radości rzuciła się Kiyoshiemu na szyję. Oczywiście dostała tyle biletów, że idziemy wszyscy. Runi  dostał kolorowy szalik od dziewczyn i miecz samurajski od nas.
-Tylko Rune schowaj go dobrze przed Kiyoshim i Jasonem.- Zasugerowała Mariko. Kiyoshi na początku nie wiedział o co chodzi ale szybko się domyślił.
-Wiesz co, Jason.- Zwrócił się do mnie.- Mogliśmy jednak kupić dwa rewolwery. Wtedy to by była zabawa.- Na jego słowa Mariko aż zakrztusiła się herbatą.
-Masz rację. Chociaż ty w domu masz chyba jakieś spluwy więc jest w porządku.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Jason!!- Krzyknęła Mariko z wyrzutem i przerażeniem. Na co ja z chłopakami zaczęliśmy się śmiać.
-Nie martw się Skarbie. To tylko takie żarty.- Powiedziałem i przytuliłem swoją dziewczynę nadal chichocząc pod nosem.
-Mam nadzieję.- Powiedziała i wtuliła się w mój tors.
-Chociaż prawdą jest, że w domu mam pistolety.- Skwitował Kiyoshi na co Mariko spojrzała się na niego z przerażeniem.- Ale to jakby jakieś groźne zwierzę weszło do obozu.- Powiedział szybko aby nie martwić Mariko oraz swojej dziewczyny, która też się przeraziła. Siedzieliśmy jeszcze trochę w kawiarni a potem wybraliśmy się na spacer. Szliśmy sobie śmiejąc się i miło spędzając razem czas. Ale oczywiście sielanka musiała minąć w najmniej odpowiednim momencie. Gdy byliśmy w parku zauważyliśmy kilka osób z bandy Rivery. Jak ich rozpoznać?? Ogółem nie różnią się od nas zbytnio, tylko nie są tacy przystojni jak my - wręcz są brzydcy - i emanują taką mroczną energią. Oczywiście, tylko my to czujemy. Ale wracając do parku. Oni też nas zauważyli. Uśmiechnęli się chytrze i najwyraźniej chcieli nas zaatakować. Co zrobić? Przecież nie będziemy walczyć przy dziewczynach i Shunie i innych ludziach. Na dodatek aby walczyć musimy się zamienić a to totalnie odpada.
-Możesz to na chwilę potrzymać Skarbie?!- Spytałem się Mariko i dałem jej swoje prezenty. To samo zrobił Joni i Kiyoshi. Jak na sygnał zaczęliśmy biec w stronę bandy Rivery. Lecz zamiast się na nich rzucić ominęliśmy ich tym samym prowokując ich do gonitwy. I jak zakładaliśmy zaczęli nas gonić. Nasz plan był prosty: wyprowadzić ich gdzieś daleko i zabić. Tylko jest jeden problem. Co powiedzieć dziewczynom? Mam nadzieję, że Louis jakoś to ogarnie.


Właśnie byliśmy na spacerze, gdy nagle Jason dał mi swoje prezenty i razem z Kiyoshim i Jonathanem zaczęli biec. Później jakby uciekali przed tymi typkami. O co w tym wszystkim chodzi??
-Gdzie oni pobiegli?- Spytałam skołowana.
-I dlaczego tamci pobiegli za nimi?- Zapytała się Megumi, która pewnie jest tak samo skołowana jak ja.
-Oni się znają?- Spytał Shun. Każdy patrzał w stronę, w którą pobiegli chłopaki.
-Nie martwcie się. Pewnie za chwilę wrócą.- Odezwał się Louis po chwili i otrząsając nas z szoku.
-Ale dlaczego to zrobili?- Spytałam się go. Bo to trochę dziwne aby tak nagle biec i uciekać przez nieznanymi mi chłopakami.
-Mają do nich pewną sprawę. Jak mówiłem, nie martw się.- Stwierdził Louis z lekkim uśmiechem.
-Ale jaką sprawę?- Dopytywałam.
-Bo ci goście niedawno okradli Emiko. Pobiegli aby odebrać to. Tylko pewnie tamci będą chcieli się bić więc zaczęli uciekać aby ich gonili. Nie chcą pewnie abyście się w to wtrącały.- Wytłumaczył nam to Lou.
-Czy wszystko w porządku z Emiko-san??- Spytała zmartwiona Megumi. Aż zapomniałam, że Emi to siostra Kiyoshiego.
-Tak, wszystko w porządku. Nic jej nie zrobili na szczęście. A teraz może gdzieś usiądziemy i na nich poczekamy. Co wy na to?- Spytał się Louis.
-Tutaj jest jakaś knajpa. Chodźmy tam aby nie zamarznąć.- Zaproponował Shunsuke i zaczął iść w jej stronę.
-Dobrze.- Powiedziałyśmy zgodnie i poszłyśmy za nim.
-To wy wejdźcie, a ja zadzwonię do nich i powiem gdzie jesteśmy.- Zanim poszłam za dziewczynami spojrzałam się na Louisa. Po jego wyrazie twarzy było widać, że tu nie chodzi o jakąś kradzież tylko o coś poważniejszego. Zastanawiałam się nad tym, gdy siedzieliśmy w tej knajpie. O co może chodzić? Czy to coś poważnego? Dlaczego Jason mi nic nie powiedział? Czy mi już nie ufa? Takie i inne pytania błądziły mi po głowie do powrotu chłopaków. Przyszli jakieś 30 minut później.
-Przepraszamy za takie zamieszanie.- Powiedział Joni i usiadł koło Yuko. Odezwałam się dopiero, gdy już Kiyoshi z Jasonem usiedli i zamówili coś do picia.
-Złapaliście tych złodziei?- Spytała się Megumi.
-Tak. Już wszystko w porządku.- Odpowiedział jej Kiyoshi i lekko się uśmiechnął.
-A co jej ukradli?- Spytałam, bo Lou nie powiedział co dokładnie.
-Bransoletkę. Jest dla niej ważna bo dostała ją od mamy.- Odpowiedział już na moje dwa pytania Kiyoshi.
-To dobrze, że ich złapaliście. Na szczęście jej nie sprzedali.- Powiedziała Yuko i przytuliła się do swojego chłopaka.
-Taa.- Powiedział Jason. Był jakiś taki smutny. Po tym jeszcze trochę siedzieliśmy w tej knajpie i każdy poszedł do domu. Oczywiście Jason poszedł mnie odprowadzić. Szliśmy i rozmawialiśmy o świętach i tym podobnych rzeczach. Gdy byliśmy niedaleko mojego domu przystałam i spojrzałam się na Jasona.
-Co się tak naprawdę stało?- Spytałam prosto z mostu.
-O co ci chodzi?- Spytał zdziwiony.
-Nic nie ukradli Emiko. Więc dlaczego goniliście się z tymi chłopakami?- Wolę się spytać teraz niż później mieć jakieś wyrzuty sumienia. Jason patrzał na mnie jakby się zastanawiał, co powiedzieć. Spuścił głowę i odwrócił wzrok.
-Nieważne. To nie twoja sprawa.- Powiedział. Miałam rację, że nie chodziło o kradzież. Więc o co?
-Ważne. Powiedz mi o co chodzi.- Powiedziałam poważnie.
- To nie twoja sprawa i nie pytaj o to więcej.- Powiedział chłodno Jason. O co chodzi, że aż się wścieka?
-Moja sprawa. Co się stało? Powiedz mi. Czy mi już jednak nie ufasz??- Spytałam z lekką determinacją.
-Tu nie chodzi o to czy ci ufam czy nie. Nie twoja sprawa i się tym nie interesuj. Temat skończony.- Stwierdził chłodno.
-Nie, nie skończony! Masz mi powiedzieć o co chodzi. Przecież jestem twoją dziewczyną i powinieneś mi mówić o wszystkim  co cię trapi! Czy nie tak powinno być?!- Aż podniosłam głos z tego wszystkiego. Gdy spojrzałam na Jasona aż się przestraszyłam. Patrzał na mnie takim zimnym spojrzeniem bez wyrazu.
-Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz. Wiesz o mnie tyle co nic, więc nie wtrącaj się w moje sprawy. A to, że jesteś moją dziewczyną nie znaczy, że będę ci o wszystkim mówił. Narka.- Powiedział chłodno, odwrócił się i poszedł. Stałam tam jakieś kilka minut zanim jego słowa do mnie dotarły. Pobiegłam wręcz do domu i zamknęłam się w pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Dlaczego? Dlaczego to powiedział? Czy on się ze mną tylko bawi? Czy nadal mnie kocha? Co jest? Dlaczego nie może być tak pięknie jak w mandze? Dlaczego.....


P.S. Mam nadzieję, że pojawi się jakiś komentarz ^.^

1 komentarz:

  1. Hej,
    a było tak pięknie, czemu Jason tak się zachował, Mariko się martwi o niego jak i o innych, a on...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń