Witam~!
Krótka wiadomość co do zawieszania bloga. Otóż jeśli w końcu zacznę pisać nowe opowiadanko to bloga nie zawieszę. Rozdziały mogą pojawiać się rzadziej. Za tydzień prawdopodobnie pojawi się jakiś one shot. :)
To wszystko :p
Enjoy....
Mam
już serdecznie dość! Codziennie muszę zabijać kogoś z ekipy Rivery. Przez to,
muszę częściej pić krew. I oczywiście nie mam czasu aby spotkać się z Mariko.
No czasami jednak gdzieś z nią wychodzę ale to tylko dlatego, żeby nie nabrała
podejrzeń. Nie, że mi się nie podoba z nią wychodzić. Po prostu się o nią
martwię. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się jej stało. Na wszystko zacząłem
bardziej uważać. Nawet na to co jem bo może być zatrute. Każdy chodzi
podenerwowany i każdy w inny sposób się rozładowuje.
Will
jeździ motorem lub gra na gitarze (raz omal jej nie rozwalił). Joni
objada się lodami lub maluje (czasami oba na raz). Runi ćwiczy karate i
inne sztuki walki. Louis chodzi na zakupy lub robi biżuterię. Kiyoshi wyżywa się
na „obcych” w jego obozie lub rąbie drewno. A ja? Idę czasami do
schroniska dla zwierząt i trochę pomagam. Takie słodkie zwierzątka od razu mnie
uspokajają. Jeśli to nie działa, to idę się „pobawić” z Kiyoshim (Może to
głupio brzmieć ale chyba wiadomo o co chodzi ^.^). Inni czasami odczuwają
nasze zdenerwowanie. Było tak raz na wychowaniu fizycznym. Ćwiczyliśmy wtedy
rzut oszczepem. Ja z Kiyoshim byliśmy ok. 10 w kolejce. Właśnie miała rzucać
jakaś dziewczyna. Lecz zanim to zrobiła poprosiła pana Tamuro o pokazanie, jak
się rzuca. Po pokazaniu zaczęła wypytywać go o różne rzeczy związane z rzutem
oszczepem: Jak powinno się trzymać oszczep? Pod jakim kątem się zamachnąć? I
tym podobne. My z Kiyoshim nie mogliśmy tego wytrzymać. W pewnej chwili
krzyknęliśmy obaj ze wściekłości „No rzucaj w końcu kurwa tym oszczepem!”
przy okazji łamiąc 2 oszczepy. Wszyscy patrzeli na nas z małym lękiem. Pan
Tamuro też najwidoczniej się trochę przestraszył i kazał nam rzucać jako
pierwszym. Zapisał nasze wyniki i kazał już iść do szatni. Uspokoiliśmy się
trochę i przeprosiliśmy za nasze zachowanie. Od tamtej pory zaczęliśmy nawet
pić melisę na uspokojenie. Wolałbym żeby to się już skończyło i mieć święty
spokój.
Teraz
szykowaliśmy się powoli do świąt. I do egzaminów przy okazji. Dodajmy więc:
Świąteczna
gorączka + Nauka do egzaminów + Ataki za strony Rivery = Próba nie wkurzenia
się i nie rozwalenia szkoły.
Kiyoshi
przez to zaczął brać tabletki na uspokojenie. Raz ich nie wziął i poćwiartował
na kawałki 2 gości, którzy włamali się do jego obozu. Uspokajałem go przez
jakąś godzinę. Dobrze, że przy Megumi jakoś się uspokaja. No ale nic. Trzeba
przetrwać i miło spędzić święta :).
Już
za 2 dni święta. Dzisiaj spotykamy się naszą paczką aby to uczcić. Oczywiście
poszliśmy do kawiarni.
-Wesołych
Świąt~!- Krzyknęła radośnie Yuko.
-A
Yuko jak zwykle wesolutka.- Stwierdził Louis.
-Bo
są święta~! I można jeść duuuużo słodkości.- Na jej słowa zaczęliśmy się śmiać.
Oczywiście mój braciszek popiera swoją dziewczynę w 100%. W domu muszę go
odganiać od słodyczy lub mu je zabierać, bo by nie przetrwały do świąt. On na
to robi smutną minkę i focha się na mnie. Mimo to i tak śpi ze mną. Stwierdził,
że jego pokój na czas zimowy zamienia się w zamrażarkę. Filozofia mojego brata
jest powalająca.
-Słodkości~!-
Krzyknęły dwa największe głodomory, gdy kelnerka przyniosła nasze zamówienie.
Przez jakiś czas każdy zajadał się słodkościami i opowiadał różne rzeczy.
-To
teraz prezenty~!- Najwidoczniej Yuko udzielił się pozytywny świąteczny nastrój.
Wymieniliśmy się prezentami.
-Ty
Yuko, otwierasz pierwsza.- Powiedziałem do niej.
-Ale
dlaczego ja??- Spytała trochę zdziwiona.
-Bo
wiem, że nie możesz się tego doczekać.- Powiedziałem z chytrym uśmieszkiem. Ona
na to wyszczerzyła swoje żabki i zaczęła otwierać swoje prezenty. Od Mariko i
Megumi dostała koszulkę z logo zespołu SuG i ich płytę. Ode mnie i Joniego
zestaw do karaoke. Od Kiyoshiego wielki worek słodyczy. Louis dał jej 2 ładnie
zdobione ramki do zdjęć. Od Shuna dostała różowy strój do koszykówki a od Rune
pasującą do tego torbę.
-Teraz
swoje prezenty otwiera Shunsuke-onii-san~!- Stwierdziła z wielką radością Yuko,
z krówką w buzi. Shun w większości dostał sportowe rzeczy typu piłki lub sprzęt
do ćwiczeń. Chociaż najbardziej ucieszył się na prezent od Mariko. Dostał od
niej kartę jakiegoś piłkarza z autografem. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
-Niemożliwe........kocham
cię Mari-chan~!- Wykrzyczał i rzucił się na nią i mocno wyciskał.
-Eeehhhemmm....-
Odchrząknąłem znacząco. Na to Shun szybko odkleił się od niej.
-Sorki,
sorki. Nie wściekaj się. My jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- Na tłumaczenia Shuna
wszyscy zaczęli się śmiać. Później każdy z nas otwierał swoje prezenty. Kiyoshi
dostał fajną włochata czapkę i kapcie-króliki. Nie mogłem przestać się
śmiać, gdy je zobaczyłem. Joni dostał zestaw farb i długi niebieski sweter
z napisem „Przytul mnie”. Już widzę kto do kogo będzie się przytulał.
Mariko dostała kilkanaście mang. Ode mnie zaś dostała pierścionek z
serduszkiem.
-Jaki
śliczny.- Skomentowała Megumi.
-Jason-kun
oświadczył się Mari-chan!- Krzyknęła Yuko z radością. Na jej słowa Mari zrobiła
się czerwona jak dorodny pomidorek. I zrobiła coś czego się nie spodziewałem.
Ze swojej inicjatywy pocałowała mnie w usta.
-Dziękuję.-
Powiedziała cichutko z lekkim uśmiechem. A ja myślałem, że za chwilę zemdleję z
tego widoku. Mariko z delikatnym rumieńcem, uśmiechem i świecącymi się oczami ze
szczęścia, która przed chwilą mnie pocałowała. Jak koty kocham chyba zemdleję. Ciekawe
jak by wyglądała w sukni ślubnej z takim wyrazem twarzy?? Nie, nie, nie. Jason
uspokój się, bo jeszcze ci krew z nosa poleci.
-Nie
ma za co.- Powiedziałem po otrząśnięciu się i pocałowałem ją w czółko. Po tym
dalej wzięliśmy się za rozpakowywanie prezentów. Ja dostałem taki sam sweterek
jaki ma mój braciszek i maskotkę w kształcie kotka. Nazwę ją Marichi ^.^
. Louis dostał zestaw koralików i słuchawki. Megumi dostała kilka płyt z muzyką
poważną i rockową. Od Kiyoshiego dostała bilety na balet pt.: „Upadły anioł”.
Najwidoczniej bardzo chciała na to iść bo aż z radości rzuciła się Kiyoshiemu
na szyję. Oczywiście dostała tyle biletów, że idziemy wszyscy. Runi dostał kolorowy szalik od dziewczyn i miecz
samurajski od nas.
-Tylko
Rune schowaj go dobrze przed Kiyoshim i Jasonem.- Zasugerowała Mariko. Kiyoshi
na początku nie wiedział o co chodzi ale szybko się domyślił.
-Wiesz
co, Jason.- Zwrócił się do mnie.- Mogliśmy jednak kupić dwa rewolwery. Wtedy to
by była zabawa.- Na jego słowa Mariko aż zakrztusiła się herbatą.
-Masz
rację. Chociaż ty w domu masz chyba jakieś spluwy więc jest w porządku.-
Powiedziałem z uśmiechem.
-Jason!!-
Krzyknęła Mariko z wyrzutem i przerażeniem. Na co ja z chłopakami zaczęliśmy
się śmiać.
-Nie
martw się Skarbie. To tylko takie żarty.- Powiedziałem i przytuliłem swoją
dziewczynę nadal chichocząc pod nosem.
-Mam
nadzieję.- Powiedziała i wtuliła się w mój tors.
-Chociaż
prawdą jest, że w domu mam pistolety.- Skwitował Kiyoshi na co Mariko spojrzała
się na niego z przerażeniem.- Ale to jakby jakieś groźne zwierzę weszło do obozu.-
Powiedział szybko aby nie martwić Mariko oraz swojej dziewczyny, która też się
przeraziła. Siedzieliśmy jeszcze trochę w kawiarni a potem wybraliśmy się na
spacer. Szliśmy sobie śmiejąc się i miło spędzając razem czas. Ale oczywiście
sielanka musiała minąć w najmniej odpowiednim momencie. Gdy byliśmy w parku
zauważyliśmy kilka osób z bandy Rivery. Jak ich rozpoznać?? Ogółem nie
różnią się od nas zbytnio, tylko nie są tacy przystojni jak my - wręcz są
brzydcy - i emanują taką mroczną energią. Oczywiście, tylko my to czujemy. Ale
wracając do parku. Oni też nas zauważyli. Uśmiechnęli się chytrze i
najwyraźniej chcieli nas zaatakować. Co zrobić? Przecież nie będziemy
walczyć przy dziewczynach i Shunie i innych ludziach. Na dodatek aby walczyć
musimy się zamienić a to totalnie odpada.
-Możesz
to na chwilę potrzymać Skarbie?!- Spytałem się Mariko i dałem jej swoje
prezenty. To samo zrobił Joni i Kiyoshi. Jak na sygnał zaczęliśmy biec w stronę
bandy Rivery. Lecz zamiast się na nich rzucić ominęliśmy ich tym samym
prowokując ich do gonitwy. I jak zakładaliśmy zaczęli nas gonić. Nasz plan był
prosty: wyprowadzić ich gdzieś daleko i zabić. Tylko jest jeden problem. Co
powiedzieć dziewczynom? Mam nadzieję, że Louis jakoś to ogarnie.
Właśnie
byliśmy na spacerze, gdy nagle Jason dał mi swoje prezenty i razem z Kiyoshim i
Jonathanem zaczęli biec. Później jakby uciekali przed tymi typkami. O co w
tym wszystkim chodzi??
-Gdzie
oni pobiegli?- Spytałam skołowana.
-I
dlaczego tamci pobiegli za nimi?- Zapytała się Megumi, która pewnie jest tak
samo skołowana jak ja.
-Oni
się znają?- Spytał Shun. Każdy patrzał w stronę, w którą pobiegli chłopaki.
-Nie
martwcie się. Pewnie za chwilę wrócą.- Odezwał się Louis po chwili i otrząsając
nas z szoku.
-Ale
dlaczego to zrobili?- Spytałam się go. Bo to trochę dziwne aby tak nagle biec i
uciekać przez nieznanymi mi chłopakami.
-Mają
do nich pewną sprawę. Jak mówiłem, nie martw się.- Stwierdził Louis z lekkim
uśmiechem.
-Ale
jaką sprawę?- Dopytywałam.
-Bo
ci goście niedawno okradli Emiko. Pobiegli aby odebrać to. Tylko pewnie tamci
będą chcieli się bić więc zaczęli uciekać aby ich gonili. Nie chcą pewnie
abyście się w to wtrącały.- Wytłumaczył nam to Lou.
-Czy
wszystko w porządku z Emiko-san??- Spytała zmartwiona Megumi. Aż zapomniałam,
że Emi to siostra Kiyoshiego.
-Tak,
wszystko w porządku. Nic jej nie zrobili na szczęście. A teraz może gdzieś
usiądziemy i na nich poczekamy. Co wy na to?- Spytał się Louis.
-Tutaj
jest jakaś knajpa. Chodźmy tam aby nie zamarznąć.- Zaproponował Shunsuke i zaczął
iść w jej stronę.
-Dobrze.-
Powiedziałyśmy zgodnie i poszłyśmy za nim.
-To
wy wejdźcie, a ja zadzwonię do nich i powiem gdzie jesteśmy.- Zanim poszłam za
dziewczynami spojrzałam się na Louisa. Po jego wyrazie twarzy było widać, że tu
nie chodzi o jakąś kradzież tylko o coś poważniejszego. Zastanawiałam się nad
tym, gdy siedzieliśmy w tej knajpie. O co może chodzić? Czy to coś
poważnego? Dlaczego Jason mi nic nie powiedział? Czy mi już nie ufa? Takie
i inne pytania błądziły mi po głowie do powrotu chłopaków. Przyszli jakieś 30
minut później.
-Przepraszamy
za takie zamieszanie.- Powiedział Joni i usiadł koło Yuko. Odezwałam się
dopiero, gdy już Kiyoshi z Jasonem usiedli i zamówili coś do picia.
-Złapaliście
tych złodziei?- Spytała się Megumi.
-Tak.
Już wszystko w porządku.- Odpowiedział jej Kiyoshi i lekko się uśmiechnął.
-A
co jej ukradli?- Spytałam, bo Lou nie powiedział co dokładnie.
-Bransoletkę.
Jest dla niej ważna bo dostała ją od mamy.- Odpowiedział już na moje dwa
pytania Kiyoshi.
-To
dobrze, że ich złapaliście. Na szczęście jej nie sprzedali.- Powiedziała Yuko i
przytuliła się do swojego chłopaka.
-Taa.-
Powiedział Jason. Był jakiś taki smutny. Po tym jeszcze trochę siedzieliśmy w
tej knajpie i każdy poszedł do domu. Oczywiście Jason poszedł mnie odprowadzić.
Szliśmy i rozmawialiśmy o świętach i tym podobnych rzeczach. Gdy byliśmy
niedaleko mojego domu przystałam i spojrzałam się na Jasona.
-Co
się tak naprawdę stało?- Spytałam prosto z mostu.
-O
co ci chodzi?- Spytał zdziwiony.
-Nic
nie ukradli Emiko. Więc dlaczego goniliście się z tymi chłopakami?- Wolę się
spytać teraz niż później mieć jakieś wyrzuty sumienia. Jason patrzał na mnie
jakby się zastanawiał, co powiedzieć. Spuścił głowę i odwrócił wzrok.
-Nieważne.
To nie twoja sprawa.- Powiedział. Miałam rację, że nie chodziło o kradzież. Więc
o co?
-Ważne.
Powiedz mi o co chodzi.- Powiedziałam poważnie.
-
To nie twoja sprawa i nie pytaj o to więcej.- Powiedział chłodno Jason. O co
chodzi, że aż się wścieka?
-Moja
sprawa. Co się stało? Powiedz mi. Czy mi już jednak nie ufasz??- Spytałam z
lekką determinacją.
-Tu
nie chodzi o to czy ci ufam czy nie. Nie twoja sprawa i się tym nie interesuj.
Temat skończony.- Stwierdził chłodno.
-Nie,
nie skończony! Masz mi powiedzieć o co chodzi. Przecież jestem twoją dziewczyną
i powinieneś mi mówić o wszystkim co
cię trapi! Czy nie tak powinno być?!- Aż podniosłam głos z tego wszystkiego.
Gdy spojrzałam na Jasona aż się przestraszyłam. Patrzał na mnie takim zimnym
spojrzeniem bez wyrazu.
-Nie
wiem, co ty sobie wyobrażasz. Wiesz o mnie tyle co nic, więc nie wtrącaj się w
moje sprawy. A to, że jesteś moją dziewczyną nie znaczy, że będę ci o wszystkim
mówił. Narka.- Powiedział chłodno, odwrócił się i poszedł. Stałam tam jakieś
kilka minut zanim jego słowa do mnie dotarły. Pobiegłam wręcz do domu i
zamknęłam się w pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Dlaczego?
Dlaczego to powiedział? Czy on się ze mną tylko bawi? Czy nadal mnie kocha? Co
jest? Dlaczego nie może być tak pięknie jak w mandze? Dlaczego.....
P.S. Mam nadzieję, że pojawi się jakiś komentarz ^.^
Hej,
OdpowiedzUsuńa było tak pięknie, czemu Jason tak się zachował, Mariko się martwi o niego jak i o innych, a on...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia