sobota, 17 stycznia 2015

Twin blood- rozdział 24

Witam~!
Krótka wiadomość co do zawieszania bloga. Otóż jeśli w końcu zacznę pisać nowe opowiadanko to bloga nie zawieszę. Rozdziały mogą pojawiać się rzadziej. Za tydzień prawdopodobnie pojawi się jakiś one shot. :)
To wszystko :p
Enjoy....

Mam już serdecznie dość! Codziennie muszę zabijać kogoś z ekipy Rivery. Przez to, muszę częściej pić krew. I oczywiście nie mam czasu aby spotkać się z Mariko. No czasami jednak gdzieś z nią wychodzę ale to tylko dlatego, żeby nie nabrała podejrzeń. Nie, że mi się nie podoba z nią wychodzić. Po prostu się o nią martwię. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się jej stało. Na wszystko zacząłem bardziej uważać. Nawet na to co jem bo może być zatrute. Każdy chodzi podenerwowany i każdy w inny sposób się rozładowuje.
Will jeździ motorem lub gra na gitarze (raz omal jej nie rozwalił). Joni objada się lodami lub maluje (czasami oba na raz). Runi ćwiczy karate i inne sztuki walki. Louis chodzi na zakupy lub robi biżuterię. Kiyoshi wyżywa się na „obcych” w jego obozie lub rąbie drewno. A ja? Idę czasami do schroniska dla zwierząt i trochę pomagam. Takie słodkie zwierzątka od razu mnie uspokajają. Jeśli to nie działa, to idę się „pobawić” z Kiyoshim (Może to głupio brzmieć ale chyba wiadomo o co chodzi ^.^). Inni czasami odczuwają nasze zdenerwowanie. Było tak raz na wychowaniu fizycznym. Ćwiczyliśmy wtedy rzut oszczepem. Ja z Kiyoshim byliśmy ok. 10 w kolejce. Właśnie miała rzucać jakaś dziewczyna. Lecz zanim to zrobiła poprosiła pana Tamuro o pokazanie, jak się rzuca. Po pokazaniu zaczęła wypytywać go o różne rzeczy związane z rzutem oszczepem: Jak powinno się trzymać oszczep? Pod jakim kątem się zamachnąć? I tym podobne. My z Kiyoshim nie mogliśmy tego wytrzymać. W pewnej chwili krzyknęliśmy obaj ze wściekłości „No rzucaj w końcu kurwa tym oszczepem!” przy okazji łamiąc 2 oszczepy. Wszyscy patrzeli na nas z małym lękiem. Pan Tamuro też najwidoczniej się trochę przestraszył i kazał nam rzucać jako pierwszym. Zapisał nasze wyniki i kazał już iść do szatni. Uspokoiliśmy się trochę i przeprosiliśmy za nasze zachowanie. Od tamtej pory zaczęliśmy nawet pić melisę na uspokojenie. Wolałbym żeby to się już skończyło i mieć święty spokój.

Teraz szykowaliśmy się powoli do świąt. I do egzaminów przy okazji. Dodajmy więc:
Świąteczna gorączka + Nauka do egzaminów + Ataki za strony Rivery = Próba nie wkurzenia się i nie rozwalenia szkoły.
Kiyoshi przez to zaczął brać tabletki na uspokojenie. Raz ich nie wziął i poćwiartował na kawałki 2 gości, którzy włamali się do jego obozu. Uspokajałem go przez jakąś godzinę. Dobrze, że przy Megumi jakoś się uspokaja. No ale nic. Trzeba przetrwać i miło spędzić święta :).

Już za 2 dni święta. Dzisiaj spotykamy się naszą paczką aby to uczcić. Oczywiście poszliśmy do kawiarni.
-Wesołych Świąt~!- Krzyknęła radośnie Yuko.
-A Yuko jak zwykle wesolutka.- Stwierdził Louis.
-Bo są święta~! I można jeść duuuużo słodkości.- Na jej słowa zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście mój braciszek popiera swoją dziewczynę w 100%. W domu muszę go odganiać od słodyczy lub mu je zabierać, bo by nie przetrwały do świąt. On na to robi smutną minkę i focha się na mnie. Mimo to i tak śpi ze mną. Stwierdził, że jego pokój na czas zimowy zamienia się w zamrażarkę. Filozofia mojego brata jest powalająca.
-Słodkości~!- Krzyknęły dwa największe głodomory, gdy kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Przez jakiś czas każdy zajadał się słodkościami i opowiadał różne rzeczy.
-To teraz prezenty~!- Najwidoczniej Yuko udzielił się pozytywny świąteczny nastrój. Wymieniliśmy się prezentami.
-Ty Yuko, otwierasz pierwsza.- Powiedziałem do niej.
-Ale dlaczego ja??- Spytała trochę zdziwiona.
-Bo wiem, że nie możesz się tego doczekać.- Powiedziałem z chytrym uśmieszkiem. Ona na to wyszczerzyła swoje żabki i zaczęła otwierać swoje prezenty. Od Mariko i Megumi dostała koszulkę z logo zespołu SuG i ich płytę. Ode mnie i Joniego zestaw do karaoke. Od Kiyoshiego wielki worek słodyczy. Louis dał jej 2 ładnie zdobione ramki do zdjęć. Od Shuna dostała różowy strój do koszykówki a od Rune pasującą do tego torbę.
-Teraz swoje prezenty otwiera Shunsuke-onii-san~!- Stwierdziła z wielką radością Yuko, z krówką w buzi. Shun w większości dostał sportowe rzeczy typu piłki lub sprzęt do ćwiczeń. Chociaż najbardziej ucieszył się na prezent od Mariko. Dostał od niej kartę jakiegoś piłkarza z autografem. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
-Niemożliwe........kocham cię Mari-chan~!- Wykrzyczał i rzucił się na nią i mocno wyciskał.
-Eeehhhemmm....- Odchrząknąłem znacząco. Na to Shun szybko odkleił się od niej.
-Sorki, sorki. Nie wściekaj się. My jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- Na tłumaczenia Shuna wszyscy zaczęli się śmiać. Później każdy z nas otwierał swoje prezenty. Kiyoshi dostał fajną włochata czapkę i kapcie-króliki. Nie mogłem przestać się śmiać, gdy je zobaczyłem. Joni dostał zestaw farb i długi niebieski sweter z napisem „Przytul mnie”. Już widzę kto do kogo będzie się przytulał. Mariko dostała kilkanaście mang. Ode mnie zaś dostała pierścionek z serduszkiem.
-Jaki śliczny.- Skomentowała Megumi.
-Jason-kun oświadczył się Mari-chan!- Krzyknęła Yuko z radością. Na jej słowa Mari zrobiła się czerwona jak dorodny pomidorek. I zrobiła coś czego się nie spodziewałem. Ze swojej inicjatywy pocałowała mnie w usta.
-Dziękuję.- Powiedziała cichutko z lekkim uśmiechem. A ja myślałem, że za chwilę zemdleję z tego widoku. Mariko z delikatnym rumieńcem, uśmiechem i świecącymi się oczami ze szczęścia, która przed chwilą mnie pocałowała. Jak koty kocham chyba zemdleję. Ciekawe jak by wyglądała w sukni ślubnej z takim wyrazem twarzy?? Nie, nie, nie. Jason uspokój się, bo jeszcze ci krew z nosa poleci.
-Nie ma za co.- Powiedziałem po otrząśnięciu się i pocałowałem ją w czółko. Po tym dalej wzięliśmy się za rozpakowywanie prezentów. Ja dostałem taki sam sweterek jaki ma mój braciszek i maskotkę w kształcie kotka. Nazwę ją Marichi ^.^ . Louis dostał zestaw koralików i słuchawki. Megumi dostała kilka płyt z muzyką poważną i rockową. Od Kiyoshiego dostała bilety na balet pt.: „Upadły anioł”. Najwidoczniej bardzo chciała na to iść bo aż z radości rzuciła się Kiyoshiemu na szyję. Oczywiście dostała tyle biletów, że idziemy wszyscy. Runi  dostał kolorowy szalik od dziewczyn i miecz samurajski od nas.
-Tylko Rune schowaj go dobrze przed Kiyoshim i Jasonem.- Zasugerowała Mariko. Kiyoshi na początku nie wiedział o co chodzi ale szybko się domyślił.
-Wiesz co, Jason.- Zwrócił się do mnie.- Mogliśmy jednak kupić dwa rewolwery. Wtedy to by była zabawa.- Na jego słowa Mariko aż zakrztusiła się herbatą.
-Masz rację. Chociaż ty w domu masz chyba jakieś spluwy więc jest w porządku.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Jason!!- Krzyknęła Mariko z wyrzutem i przerażeniem. Na co ja z chłopakami zaczęliśmy się śmiać.
-Nie martw się Skarbie. To tylko takie żarty.- Powiedziałem i przytuliłem swoją dziewczynę nadal chichocząc pod nosem.
-Mam nadzieję.- Powiedziała i wtuliła się w mój tors.
-Chociaż prawdą jest, że w domu mam pistolety.- Skwitował Kiyoshi na co Mariko spojrzała się na niego z przerażeniem.- Ale to jakby jakieś groźne zwierzę weszło do obozu.- Powiedział szybko aby nie martwić Mariko oraz swojej dziewczyny, która też się przeraziła. Siedzieliśmy jeszcze trochę w kawiarni a potem wybraliśmy się na spacer. Szliśmy sobie śmiejąc się i miło spędzając razem czas. Ale oczywiście sielanka musiała minąć w najmniej odpowiednim momencie. Gdy byliśmy w parku zauważyliśmy kilka osób z bandy Rivery. Jak ich rozpoznać?? Ogółem nie różnią się od nas zbytnio, tylko nie są tacy przystojni jak my - wręcz są brzydcy - i emanują taką mroczną energią. Oczywiście, tylko my to czujemy. Ale wracając do parku. Oni też nas zauważyli. Uśmiechnęli się chytrze i najwyraźniej chcieli nas zaatakować. Co zrobić? Przecież nie będziemy walczyć przy dziewczynach i Shunie i innych ludziach. Na dodatek aby walczyć musimy się zamienić a to totalnie odpada.
-Możesz to na chwilę potrzymać Skarbie?!- Spytałem się Mariko i dałem jej swoje prezenty. To samo zrobił Joni i Kiyoshi. Jak na sygnał zaczęliśmy biec w stronę bandy Rivery. Lecz zamiast się na nich rzucić ominęliśmy ich tym samym prowokując ich do gonitwy. I jak zakładaliśmy zaczęli nas gonić. Nasz plan był prosty: wyprowadzić ich gdzieś daleko i zabić. Tylko jest jeden problem. Co powiedzieć dziewczynom? Mam nadzieję, że Louis jakoś to ogarnie.


Właśnie byliśmy na spacerze, gdy nagle Jason dał mi swoje prezenty i razem z Kiyoshim i Jonathanem zaczęli biec. Później jakby uciekali przed tymi typkami. O co w tym wszystkim chodzi??
-Gdzie oni pobiegli?- Spytałam skołowana.
-I dlaczego tamci pobiegli za nimi?- Zapytała się Megumi, która pewnie jest tak samo skołowana jak ja.
-Oni się znają?- Spytał Shun. Każdy patrzał w stronę, w którą pobiegli chłopaki.
-Nie martwcie się. Pewnie za chwilę wrócą.- Odezwał się Louis po chwili i otrząsając nas z szoku.
-Ale dlaczego to zrobili?- Spytałam się go. Bo to trochę dziwne aby tak nagle biec i uciekać przez nieznanymi mi chłopakami.
-Mają do nich pewną sprawę. Jak mówiłem, nie martw się.- Stwierdził Louis z lekkim uśmiechem.
-Ale jaką sprawę?- Dopytywałam.
-Bo ci goście niedawno okradli Emiko. Pobiegli aby odebrać to. Tylko pewnie tamci będą chcieli się bić więc zaczęli uciekać aby ich gonili. Nie chcą pewnie abyście się w to wtrącały.- Wytłumaczył nam to Lou.
-Czy wszystko w porządku z Emiko-san??- Spytała zmartwiona Megumi. Aż zapomniałam, że Emi to siostra Kiyoshiego.
-Tak, wszystko w porządku. Nic jej nie zrobili na szczęście. A teraz może gdzieś usiądziemy i na nich poczekamy. Co wy na to?- Spytał się Louis.
-Tutaj jest jakaś knajpa. Chodźmy tam aby nie zamarznąć.- Zaproponował Shunsuke i zaczął iść w jej stronę.
-Dobrze.- Powiedziałyśmy zgodnie i poszłyśmy za nim.
-To wy wejdźcie, a ja zadzwonię do nich i powiem gdzie jesteśmy.- Zanim poszłam za dziewczynami spojrzałam się na Louisa. Po jego wyrazie twarzy było widać, że tu nie chodzi o jakąś kradzież tylko o coś poważniejszego. Zastanawiałam się nad tym, gdy siedzieliśmy w tej knajpie. O co może chodzić? Czy to coś poważnego? Dlaczego Jason mi nic nie powiedział? Czy mi już nie ufa? Takie i inne pytania błądziły mi po głowie do powrotu chłopaków. Przyszli jakieś 30 minut później.
-Przepraszamy za takie zamieszanie.- Powiedział Joni i usiadł koło Yuko. Odezwałam się dopiero, gdy już Kiyoshi z Jasonem usiedli i zamówili coś do picia.
-Złapaliście tych złodziei?- Spytała się Megumi.
-Tak. Już wszystko w porządku.- Odpowiedział jej Kiyoshi i lekko się uśmiechnął.
-A co jej ukradli?- Spytałam, bo Lou nie powiedział co dokładnie.
-Bransoletkę. Jest dla niej ważna bo dostała ją od mamy.- Odpowiedział już na moje dwa pytania Kiyoshi.
-To dobrze, że ich złapaliście. Na szczęście jej nie sprzedali.- Powiedziała Yuko i przytuliła się do swojego chłopaka.
-Taa.- Powiedział Jason. Był jakiś taki smutny. Po tym jeszcze trochę siedzieliśmy w tej knajpie i każdy poszedł do domu. Oczywiście Jason poszedł mnie odprowadzić. Szliśmy i rozmawialiśmy o świętach i tym podobnych rzeczach. Gdy byliśmy niedaleko mojego domu przystałam i spojrzałam się na Jasona.
-Co się tak naprawdę stało?- Spytałam prosto z mostu.
-O co ci chodzi?- Spytał zdziwiony.
-Nic nie ukradli Emiko. Więc dlaczego goniliście się z tymi chłopakami?- Wolę się spytać teraz niż później mieć jakieś wyrzuty sumienia. Jason patrzał na mnie jakby się zastanawiał, co powiedzieć. Spuścił głowę i odwrócił wzrok.
-Nieważne. To nie twoja sprawa.- Powiedział. Miałam rację, że nie chodziło o kradzież. Więc o co?
-Ważne. Powiedz mi o co chodzi.- Powiedziałam poważnie.
- To nie twoja sprawa i nie pytaj o to więcej.- Powiedział chłodno Jason. O co chodzi, że aż się wścieka?
-Moja sprawa. Co się stało? Powiedz mi. Czy mi już jednak nie ufasz??- Spytałam z lekką determinacją.
-Tu nie chodzi o to czy ci ufam czy nie. Nie twoja sprawa i się tym nie interesuj. Temat skończony.- Stwierdził chłodno.
-Nie, nie skończony! Masz mi powiedzieć o co chodzi. Przecież jestem twoją dziewczyną i powinieneś mi mówić o wszystkim  co cię trapi! Czy nie tak powinno być?!- Aż podniosłam głos z tego wszystkiego. Gdy spojrzałam na Jasona aż się przestraszyłam. Patrzał na mnie takim zimnym spojrzeniem bez wyrazu.
-Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz. Wiesz o mnie tyle co nic, więc nie wtrącaj się w moje sprawy. A to, że jesteś moją dziewczyną nie znaczy, że będę ci o wszystkim mówił. Narka.- Powiedział chłodno, odwrócił się i poszedł. Stałam tam jakieś kilka minut zanim jego słowa do mnie dotarły. Pobiegłam wręcz do domu i zamknęłam się w pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Dlaczego? Dlaczego to powiedział? Czy on się ze mną tylko bawi? Czy nadal mnie kocha? Co jest? Dlaczego nie może być tak pięknie jak w mandze? Dlaczego.....


P.S. Mam nadzieję, że pojawi się jakiś komentarz ^.^

niedziela, 11 stycznia 2015

Twin blood- rozdział 23

Hejka~! ^.^
Przepraszam, że tak późno wstawiam rozdział ale wcześniej nie miałam czasu >.<
A tak to ogłoszenia parafialne.
Pozostało jeszcze 6 rozdziałów do zakończnia TB ale na tym sie nie skończy
Co do one shotów to jeszcze tak dokładnie nie wiem. Napewno pojawi się wspólna praca- moja i Asuny :)
Możliwe, że później na trochę zawieszę bloga, gdyż chcę najpierw napisać coś nowego.  
Ale na razie się nie martwcie :)
I to by było wszystko....
Oczywiście z niecierpliwością czekamy na wasze komentarze *.*
#Kimie  #Asuna

P.S. Czy wy też oglądaliście już pierwszy odcinek drugiego sezonu Durarary! i 
pierwszy odcinek drugiego sezonu Kamisamy Hajimemashity??!
Ja oglądałam i juz nie mogę się doczekać kolejnych ^.^
Komentujcie co sądzicie


Rano Jason pokazał panu Tamuro, gdzie jest stołówka. Kiyoshi tego nie zrobił bo podobno Jason przywiązał go do łóżka - tak usłyszałam od Louisa. Zdziwiłam się trochę, ponieważ nigdzie nie widziałam watahy Kiyoshiego. Dopiero przy jedzeniu śniadania dowiedziałam się od Runiego, że nie wyjdą dopóki my sobie nie pójdziemy. Najwidoczniej Kiyoshi im tak rozkazał. Po śniadaniu chciałam pogadać z Jasonem ale nie mogłam go znaleźć. W końcu stwierdziłam, że może być w domku Kiyoshiego. Poszłam tam ale nikogo nie zastałam. Już chciałam wyjść lecz usłyszałam głos swojego chłopaka dochodzący z piętra. Weszłam tam po cichu. Chciałam powiedzieć „No tu jesteś”, jednak zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie Kiyoshiego z Jasonem. Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać no ale tak jakoś wyszło.
-Spróbuj wychodzić z łóżka a przywiążę cię do niego i będę karmił spaloną owsianką.- Musiałam się powstrzymać od śmiechu.
-Oj tam. Marudzisz. I tak już wiem, że po wycieczce będziesz tu codziennie przychodził. A świeże powietrze zawsze dobrze robi. Powiedz mi, dlaczego nie poprowadziłeś wszystkich w odpowiednim kierunku?!
-Po pierwsze to trochę się zagadałem i nie patrzałem gdzie idziemy. A po drugie zdawało mi się, że widziałem kogoś z jego ludzi. Później nie chciałem pokazywać drogi powrotnej, bo trochę dziwnym by się wydawało, że w tak krótkim czasie znam cały las.
-Też prawda. Jednak dobrze, że postanowiłem wybrać się na spacer. I że miałem przy sobie telefon aby powiadomić resztę aby opróżniła dwa domki.
-A tak, to jak się czujesz? Zwłaszcza po słowach pana Tamuro?- Jakich słowach? O co tu chodzi?
-Dobrze. Przecież nie powiem mu prawdy. Wiesz przecież co by się wtedy stało. Chociaż muszę przyznać, że nawet miło było to usłyszeć.
-Cieszę się, że ty się cieszysz. A teraz kładź się i spać. Chociaż mogę ci pozwolić na pożegnanie nas.
-Aleś ty dobroduszny. Przybliż się to dam ci buziaka.- Na te słowa Jason zaczął się głośno śmiać.- Co cię tak śmieszy?
-A bo trochę wspominaliśmy dawne czasy jak goniłem się z tobą z kosami i rzucaliśmy się nożami. I Mariko powiedziała, że nie chce widzieć nas w takiej sytuacji. A ja jej odpowiedziałem „Nie bój się. Seksu jeszcze nie uprawialiśmy”. Oczywiście chłopacy się śmiali a dziewczyny były w szoku. I Yuko pomyślała, że moglibyśmy być kochankami.- Dopiero teraz zaczęło mi się to wydawać śmieszne.
-<śmiech> Szkoda, że mnie tam nie było. Moglibyśmy wtedy podkręcić atmosferę.
-Nie bój żaby. Będą jeszcze inne wycieczki, więc będzie jeszcze szansa. Już widzę te zszokowane miny.
-Wiesz co?! Jednak przychodź do mnie codziennie. Od takiej rozmowy z tobą czuję się o wiele lepiej. Mimo iż, czuję jak rozsadza mi gardło.
-Masz to jak w banku. Oczywiście raz przyjdę z Willem, Niko, Runim, Louisem i Jonim. Taki męski wieczór.
-Męski i mięski.
-Dobra. Chodź szczypiorku, bo pewnie zaczynają się już zbierać.
-Dlaczego szczypiorku?
-Bo jesteś taki wątły jak szczypiorek i zielenisz się, gdy bierzesz lekarstwo.- Po tych słowach Jason dostał poduszką.
-Pomóż mi a nie się lenisz.- Ja po tych słowach szybko zeszłam na dół i udawałam, że dopiero co weszłam do domku. Po chwili chłopcy zeszli.
-O! Cześć Kotek. A ty co tu robisz?- Spytał się lekko zdziwiony moją obecnością Jason.
-Szukam cię. Za chwilę idziemy. Jak się czujesz Kiyoshi?- Totalny spokój. I udawanie, że nic się nie słyszało.
-Szczerze?! Jakby mi włożyli kosiarkę do gardła, saunę do głowy i igły w płuca. Ale jest coraz lepiej.- Uśmiechnął się krzywo.
-Poleżysz jeszcze kilka dni w łóżku i niedługo będziesz zdrowy. A teraz chodźmy, bo pójdą bez nas.- Powiedziałam i wyszliśmy z domku. Po drodze Kiyoshi ubrał swoje futerko. Wszyscy już stali na placu i szykowali się do marszu.
-W końcu jesteście. Czyżbyś Mari przyłapała ich na czymś niestosownym?- Spytał się mnie Joni z wrednym uśmieszkiem.
-Nie, Jonathanie.- Powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Megumiii~!- Jęknął Kiyoshi i przytulił swoją dziewczynę od tyłu.
-Słucham cię.- Spytała się Megumi z uśmiechem.
-Potrzebuję twojej terapii abym mógł szybciej wyzdrowieć.- Nadal jęczał Kiyoshi.
-A jak ci powiem, że jeśli wyzdrowiejesz bez mojej terapii i będziesz ją miał jako rehabilitację, gdy wrócisz do szkoły?!- Spytała się go.
-Żegnajcie. Wracam za tydzień cały i zdrowy, i gotowy na moją specjalną rehabilitację.- Wręcz zasalutował, gdy to mówił. Oczywiście nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu.
-Wszyscy już są?- Zapytał się pan Tamuro.
-Tak!- Odpowiedzieliśmy chórem. Kiyoshi podreptał do nauczycieli a za nim jakiś chłopak.
-To jest Eiichi. Mój kuzyn. On was zaprowadzi do waszego obozu.- Powiedział Kiyoshi.
-Nie wiemy jak ci dziękować Kiyoshi.- Stwierdziła nauczycielka z uśmiechem.
-Nie ma za co. Życzę wam miłej podróży i reszty wycieczki.- Powiedział z krzywym uśmiechem ale szczerym.
-A my tobie szybkiego powrotu do zdrowia. I jeszcze raz dziękujemy.- Powiedziała nasza nauczycielka i lekko się skłoniła. W ślady za nią podążyła cała grupa, również się kłaniając i krzycząc „Arigatou~!”. Później pomachaliśmy jeszcze Kiyoshiemu i ruszyliśmy w drogę. Szliśmy jakieś 3 godziny zanim dotarliśmy do obozu. Zjedliśmy później obiad i pojechaliśmy z powrotem do domu. Muszę przyznać, że była to naprawdę miła wycieczka. Mimo to nadal jedno mnie zastanawia. Rozmowa Jasona z Kiyoshim. O co w niej chodziło? Mam nadzieję, że niedługo się dowiem.

Od wycieczki minął tydzień. Nic ciekawego się nie działo. Nadal się nie dowiedziałam o co chodziło w rozmowie Jasona z Kiyoshim.
-Mari, wszystko w porządku?- Spytał się mnie Jason.
-Tak, tak. Przepraszam. Zamyśliłam się.- Przez takie myślenie nie przespałam z pół nocy. Chyba muszę pogadać na ten temat z Jasonem ale boję się jego reakcji, gdy się dowie, że podsłuchiwałam. Nagle na Jasona ktoś wskoczył.
-Twój dręczyciel powrócił~!- Zawołał Kiyoshi z wielkim uśmiechem.
-Kiyoshi-kun~!- Krzyknęła wesoło Yuko. Kiyoshi w tym czasie zszedł z Jasona.
-Megumi~!- Tym razem przytulił mocno Megumi.
-Też się cieszę, że cię widzę.- Powiedziała wręcz się śmiejąc.
-Co się stało, że jesteś taki wesolutki Kiyoshi?- Zapytał się Shun.
-Bo wyzdrowiałem i czuję się świetnie.- Powiedział Kiyoshi, tym razem tuląc się do Yuko.
-Aż miło cię widzieć takiego wesolutkiego i zdrowego.- Stwierdził Louis.
-Pewnie bym jeszcze z tydzień się kurował. Ale....- Kiyoshi podszedł do Jasona i ponownie rzucił mu się na plecy.- .....mój kochanek się mną zaopiekował, więc już teraz tu jestem.- Powiedział i uśmiechnął się zadziornie.
-K-K-Kochanek?!- Ja z Megumi krzyknęłyśmy prawie.
-Tak! Tak! Tak! Wiedziałam, że was coś więcej łączy niż przyjaźń~!- I mamy Yuko w swoim żywiole. Za to Joni z Lou zaczęli się śmiać.
-Kiyoshi. Mówiłem ci, że ma to pozostać tajemnicą.- Powiedział z oburzeniem Jason. A mi szczena opadła. Nie zaprzeczył.....
-No przepraszam. Nie wściekaj się już tak. No dalej. Uśmiech~!- Czy mój chłopak jest biseksualny czy jednak woli tylko chłopców?? Podczas mojego rozmyślania Kiyoshi już ponownie zszedł z jego pleców i ustał przed nim. Najpierw się do niego słodko uśmiechał lecz po chwili spojrzeli na siebie z mordem w oczach.- No debilu. A teraz spróbuj mnie złapać. Jeśli tego nie zrobisz rozpowiem w całej szkole, że lubisz chodzić w damskich ciuszkach.- Po tych słowach Kiyoshi zaczął uciekać. Jason stał jeszcze chwilę jakby się skupiając.
-Chodź no tu śmieciu~!- Krzyknął za nim Jason zaczynając go gonić.
Chłopacy oczywiście zaczęli się z tego śmiać.
-To oni nie są parą??- Zapytała z żalem w głosie Yuko.
-Nie, nie. Już szybciej to by się pozabijali.- Stwierdził Jonathan nadal się śmiejąc. Po tym poszliśmy na lekcje. Kiyoshi z Jasonem spóźnili się jakieś 20 minut. Oczywiście dostali burę od nauczycielki. Nie przejęli się tym, tyko się śmiali i dokuczali sobie przez lekcje. Po tym nie działo się nic ciekawego. Szkoła- dom - i inne rzeczy.


Dzisiaj wyjątkowy dzień. Wcześniej kazałem całej rodzince wszystko przygotować. Obudziłem się wcześnie rano tak, aby nie obudzić Emiko. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. Potem kazałem Chiyo aby zabrała Emiko na spacer. Po tym wszyscy wszystko przygotowaliśmy. Ok. 15, Chiyo wraz z Emiko wróciły do obozu. My za to przywitaliśmy Emi głośnym okrzykiem „Niespodzianka~! Wszystkiego Najlepszego Emi~!”. Uśmiechnęła się szeroko i aż podskoczyła ze szczęścia. Po tym wnieśli tort, Emi zdmuchnęła świeczki i każdy złożył jej życzenia. Usiedliśmy wszyscy wspólnie i zajadaliśmy się tortem. Po tym przyszedł czas na prezenty. Zajęło to trochę czasu zwłaszcza, że każdy z osobna coś jej kupił lub przygotował. Po odpakowywaniu każdego prezentu przytulała się do osoby, która jej go dała. Gdy wszystkie prezenty były odpakowane Emi ustała ze smutną minką.
-Coś się stało Emi-chi?- Spytała się Chiyo. Emi natomiast podeszła do mnie.
-Nie chcę być wredna ale nie dostałam prezentu od Tatusia.- Powiedziała cichutko. Ja tylko się uśmiechnąłem.
-Jakbym mógł zapomnieć.- Na te słowa wyciągnąłem prezent i dałem go Emiko. Ona w szybkim tempie go otworzyła. Co dostała? Naszyjnik z otwieranym serduszkiem. W środku można włożyć dwa zdjęcia. Za to z tyłu było wygrawerowane „Moja gwiazdka z nieba”. Patrzała się na prezent jak zahipnotyzowana. Jednak po chwili rzuciła się na mnie z uśmiechem i łzami w oczach.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję~! To najlepszy prezent.- Powiedziała tuląc się mocno.
-Nie musisz dziękować. Jestem przecież twoim tatusiem.- Powiedziałem i również tuliłem ją mocno do siebie. Po tym była oczywiście impreza. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, jedliśmy dopóki nasza solenizantka nie padła ze zmęczenia i wrażeń z dzisiejszego dnia. Położyłem ją u siebie. Wyglądała przesłodko. Najwidoczniej mój prezent jest od teraz dla niej skarbem, bo trzymała go śpiąc. Moja córeczka.......


Stałem cały zdyszany w lesie na obrzeżach miasta.
-To koniec - Powiadomił mnie Will.
-W końcu.- Stwierdził Joni i aż usiadł ze zmęczenia. Dlaczego byliśmy zmęczeni? Otóż zaatakowała nas banda Rivery. Było ich chyba z 40. A nas tylko trzech. Na szczęście daliśmy sobie radę i wszystkich zabiliśmy.
-Trzeba spalić ciała.- Powiedziałem po chwili odpoczynku. Wystarczyła tylko iskra aby po zwłokach został tylko proch. W końcu były to wampiry. Lecz dlatego, że były to osoby ukąszone przez wampiry nie spaliły się one samoczynnie. Wróciliśmy do willi. Tam od razu spaliliśmy nasze ciuchy i umyliśmy się.
-Ciekawe dlaczego zaatakowali?!- Spytał się Doktorek, gdy już siedzieliśmy w salonie pijąc ciepłą herbatę.
-Nie wiem. Ale wiadomym jest, że Rivera już ma w zasobie niewielką armię. Dlatego trzeba zacząć chodzić na patrole. Jeśli spotkamy albo zauważymy kogoś z jego bandy to zabijamy. Przekażę to Kiyoshiemu i Louisowi.- Powiedziałem do zebranych.
-A dlaczego Kiyoshiego nie było z nami?- Spytał się Will.
-Emiko ma dzisiaj urodziny. Pewnie sobie imprezowali.- Nawet nie poszedłem z Jonim złożyć jej życzeń i dać prezentu.
-A ciebie dlaczego nie było Rune?- Zapytał się Will.
-Byłem głodny.- Stwierdził po prostu wręcz zasypiając na kanapie.
-Bez takich niepotrzebnych pytań. Trzeba być w pogotowiu na wypadek ataku.- Powiedziałem wręcz również już zasypiając.

-Oby nie atakowali w dzień.- Stwierdził cicho Runi. Po tym wszyscy poszliśmy do pokoi. Ja wręcz zasnąłem od razu. Z myślą, czy powiedzieć o wszystkim Mariko.

środa, 7 stycznia 2015

Urodzinowo z Twin Blood po raz 3 ^.^

Zdążyłam~! :D
Już myślałam, że nie zdarzę ale jednak się wyrobiłam. No więc dzisiaj obchodzi urodziny kochany wilczek Kiyoshi *.* Z tej oto okazji urodzinowy one shot :p Dopiero co skończyłam go pisać, więc nie jest betowany ani nic. Plus miałam totalny brak pomysłów, więc może się nie spodobać >.< 
A tak to Wszystkiego Najlepszego Kiyoshi :*
Oraz Wszystkiego Najlepszego dla osób obchodzącym w tym miesiącu urodzinki. ^.^
Najszczersze życzenia składają #Kimie & #LovelyxAsuna <3
Enjoy~

                                                        Japonia, rok 1716
Nie ma to jak sen. To takie odprężenie po całym dniu. Śpisz w wygodnym łóżku, jest ci cieplutko i milutko. Wszystko byłoby cacy, gdyby ktoś nie krzyczał mojego imienia. Zakryłem się po sam czubek głowy, ignorując wołanie.
-Kiyoshi! Wstawaj! Słońce już wzeszło.- Usłyszałem głos mojej rodzicielki tuż przy swoim uchu. Na dodatek zaczęła mnie potrząsać.
-Jest jeszcze noc. Więc daj mi jeszcze spać.- Stwierdziłem stanowczo, obracając się do niej tyłem.
-Oj nie, nie, nie.- Stwierdziła. Po chwili poczułem chłód. No pięknie. Zabrała mi kołuderke.- Wstawaj śpioszku. Odśwież się i na śniadanie marsz.- Stała obok czekając, aż wstanę. Niechętnie zwlokłem się z łóżka, mamrocząc pod nosem. Po odświeżeniu się i przebraniu wyszedłem na śniadanie. Wszedłem do jednego z domków. Na szczęście została już tylko grupka osób. Szedłem powolnym krokiem, przecierając oczy.
-Nasz śpioch w końcu wstał.- Usłyszałem głos ojca. Z zamkniętymi oczami skierowałem się w jego stronę. Wdrapałem się na jego kolana, tuląc się do jego torsu niczym miś.
-Śpioch jeszcze śpi.- Powiedział mój wujaszek Takuji. Usłyszałem ciszy śmiech, który zignorowałem. Bardziej wtuliłem się w to przenośne ciepełko. Czując drapanie po plecach zacząłem cicho pomrukiwać. Jeszcze chwila i bym zasnął, gdyby nie kochana mamusia.
-Kiyoshi! Nie tul się do ojca tylko jedz śniadanie.- Nie musiałem się podnosić, by wiedzieć, że robi troskliwą minkę.
-Oj mamo! Nie jestem głodny.- Wymamrotałem. Bardziej ciągnie mnie do ciepłego wyrka niż pożywnego śniadanka.
-Kiyoshi ale musisz zjeść. Jeśli nie zjesz nie będziesz miał siły. A kto wtedy będzie chodził z  nami na polowania.- Stwierdził ojczulek. Oderwałem się od jego torsu, patrząc na niego przymkniętymi oczami.
-Wiesz co Tatko?! Masz bardzo dobrą argumentację.- Stwierdziłem i niechętnie obróciłem się w stronę stołu. Oczywiście przy akompaniamęcie śmiechów. Spojrzałem na swojego kuzyna z proszącą minką aby podał mi moje śniadanku. Z kolan Tatusia nie zejdę. Są zbyt wygodne. Shiba przewrócił oczami, wstał i podał mi moje śniadanko. Podziękowałem mu szerokim uśmiechem. Oparłem się o Ojczulka, wcinając śniadanko. On za to objął mnie w pasie i oparł brodę o moją głowę.
-Ziemia do Kiyoshiego!- Usłyszałem głos kuzyna. Otrząsnąłem się i spojrzałem na niego zdziwiony.- Ty śpisz czy jesz śniadanie?! Bo jakoś monotonnie ci to idzie.- Stwierdził z uśmiechem.
-Jem, bo muszę. A spać to mi się chce.- Stwierdziłem, machając wesoło nogami.
-Co ty robiłeś w nocy, że jesteś taki niewyspany?- Spytał wujaszek Shiki.
-Patrzałem na gwiazdy. Myślałem, że może pojawi się św.Mikołaj.- Odpowiedziałem, karmiąc przy okazji Tatusia.
-A co chciałeś od św.Mikołaja??- Spytał szczerze zainteresowany wujek Manabu.
-Dlaczego nie dał mi prezentu.- Powiedziałem.
-Przecież dostałeś dużo prezentów. A czego sobie zażyczyłeś, że tego nie spełnił??- Spytał Tatuś, biorąc po tym kawałek mięsa.
-Chciałem siostrzyczkę ale chyba mu coś nie wyszło.- Na moje słowa Tatko aż się zakrztusił, a reszta zaczęła się śmiać.
-Wiesz Kiyoshi. Może siostrzyczkę dostaniesz trochę później.- Stwierdził Shiba, chichrając się pod nosem.
-No właśnie. Twoi rodzice chyba go znają. Im musisz powiedzieć, a wtedy oni przekażą św.Mikołajowi.- Stwierdził wujaszek Shiki, śmiejąc się do rozpuku. Na jego słowa obróciłem się do rodziców.
-Tato, Tato!! Pogadacie ze św.Mikołajem?! Bo ja bardzo chcę mieć siostrzyczkę. Proszę, proszę, proszę, proszę~!- Mentalnie wręcz merdałem ogonem. Najwidoczniej zszokowałem tym Tatusia, bo nie wiedział co powiedzieć. Po chwili jednak odetchnął i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Synku. Siostrzyczka to bardzo poważny prezent. To nie jest zabawka. Wiem, że byś się nią opiekował i w ogóle. Oczywiście porozmawiam ze św.Mikołajem ale niczego nie obiecuję. Może dopiero później doczekasz się takiego prezentu. Tylko pamiętaj, że musisz być grzeczny i słuchać się Mamusi, Tatusia oraz reszty rodziny.- Powiedział poważnym tonem. Patrzyłem się na niego z szeroko otwartymi oczami. Po chwili jednak uśmiechnąłem się szeroko i mocno w niego wtuliłem.
-To ja będę baaardzo grzeczny aby mieć siostrzyczkę.- Powiedziałem radośnie. Ojciec w odpowiedzi pogłaskał mnie po głowie.
-Widzę, że zjadłeś śniadanie. To co teraz masz ochotę robić?- Spytał Tatuś, odklejając mnie od siebie. Przyłożyłem palec do brody, zastanawiając się mocno.
-Spacer!- Krzyknąłem dorośnie, uśmiechając się szeroko. Tatuś wstał, biorąc mnie na barana. Przytrzymałem się jego kłaczków, śmiejąc się i rąbiąc „Łiiii~!”, gdy robił obroty. Wyszliśmy z jadalni. Ojciec odstawił mnie na ziemię, po czym zamienił się w wilka. Również to robiłem. Zacząłem biegać wokół niego, ciesząc się jak głupi. Małą grupką poszliśmy do lasu. Oczywiście grzecznie dreptałem koło Tatusia, a wokół szła reszta grupy. Przebiegliśmy truchcikiem dobrze znana mi już ścieżkę i wyszliśmy na polankę. Tam od razu podbiegłem do kuzyna, gryząc go po uszach i ogonie aby zaczął się ze mną bawić. Nie musiałem długo czekać, a już po chwili goniliśmy się po całej polance. Naszą ulubiona zabawą, a zarazem nauka było polowanie. Jeden z nas był myśliwym, a drugi zwierzyną. Oczywiście ja najczęściej byłem tym pierwszym. Mięliśmy skraść się do zwierzyny i ją złapać. Świetnie się przy tym bawiliśmy. Próbowaliśmy złapać wiewiórkę ale nam nie wyszło. Oczywiście na koniec ucieczka przed Tatą, gdyż Synuś  tak grzecznie do obozu nie wróci. Jednak Tatuś jest zdecydowanie za szybki i nie zdołałem daleko uciec. Mimo to wesoły wracałem do obozu.

Jako pierwszy tam dotarłem. Z powrotem zamieniłem się człowieka, rozciągając się.
-No Kiyoshi. To teraz do domu i idź umyj ręce. Gdy to zrobisz przyjdź na kolację.- Powiedział Tatuś, a ja w podskokach poszedłem wykonać polecenie. Po umyciu rączek poszedłem ponownie do jadalni. Wszedłem i......
-Niespodzianka~!!!!- Krzyknął cały klan. Dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, o co chodzi. Przecież dzisiaj mam urodziny! Uśmiechnąłem się szeroko i pobiegłem do Ojca, mocno się do niego tuląc. Postawił mnie na ziemię, po czym popchnął w stronę stołu, na którym stał przepiękny tort.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki.- Chwilę pomyślałem, po czym zdmuchnąłem świeczki w akompaniamęcie oklasków i krzyków. Po kilkunastu minutach siedziałem na kolanach Ojca, jak zwykle jedząc ciasto rękoma. Miałem z tego niezłą uciechę zwłaszcza, gdy karmiłem tak Ojczulka.
-Czego sobie zażyczyłeś Kiyoshi?- Spytał wujek Shiki.
-Ale nie powinien mówić życzenia na głos, bo się nie spełni.- Stwierdziła stanowczo ciocia Norie.
-Nic się nie stanie. Mów Kiyoshi.- Powiedział kuzyn Shiba.
-O jeszcze jedna siostrzyczkę. Stwierdziłem, że przecież nie zawsze będę się z nią bawił. Więc żeby miała towarzystwo to porosiłem o jeszcze jedną siostrę.- Wszyscy zaśmiali się cicho. Mama natomiast pokręciła z niedowierzaniem głową, a Tatuś uśmiechnął się szeroko. Po posiłku przyszedł czas na prezenty. Dostałem dużo wymyślnych rzeczy ale najlepszy prezent dostałem na koniec.
-Proszę Kiyoshi.- Powiedział Ojciec i wręczył mi dziwny pokrowiec. Dopiero po chwili skapnąłem się, że jest on na broń. Wyjąłem z pochwy piękny miecz o długości około 60 centymetrów. Rączka było ręcznie zdobiona. Patrzałem na niego z szeroko otwartą buzią.
-Dziękuje.- Wyszeptałem, po czym przytuliłem się do rodziców.

-Wszystkiego Najlepszego Synku.- Szepnęła Mamusia. Chciałem go wypróbować ale Tatuś stwierdził, że jeszcze jestem za młody. Przecież właśnie skończyłem 8 lat. Nie jestem już dzieckiem. Nie chcą się jednak kłócić zgodziłem się z Tatusiem. Po tym była duża impreza. Padłem około północy, wtulony w ramię wujka Shikiego. Oczywiście zostałem przetransportowany przez Tatusia, do mięciutkiego wyrka. Obudziłem się jednak w nocy. Wziąłem swój miecz i tuląc się do niego ponownie zasnąłem. Już nie mogłem się doczekać, aż go wypróbuję. Ojciec powiedział, że dopiero jak skończę 12 lat zacznę trenować. Ale to nic. Poczekam.