sobota, 6 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 19

Ohayo~!
Witam was serdecznie. Dzisiaj się nie zapomniałam i dodaje następny rozdział TB. Wstawiam już 19, a nadal nie wiem czy wam się podoba czy nie :/ No cóż......Mimo to życzę miłego czytania :D

Ile to jeszcze będzie trwać?! Minął już tydzień od rzucenia rywalizacji między mną a Kazu o Yuko. Oczywiście nie poddam się tak łatwo. Ale Yuko mogłaby już zdecydować, którego z nas wybiera. Bardzo chcę już z nią być. Chcę ją przytulać, dawać buziaki, chodzić na spacery, jeść słodycze itp. Ale przez tego idiotę jest to na razie niemożliwe. Byliśmy w trójkę na randce w weekend. Ale to nie to samo. Miałem ochotę go zabić, gdy dotykał mojego Skarba. Chociaż plusem było to, gdy wpadł do fontanny. Nie mogłem przestać się z niego śmiać. On poszedł przez to do domu, więc w końcu zostałem z Yuko sam na sam. Bardzo cieszył mnie ten fakt. Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po mieście, po czym odprowadziłem ją do domu. Nie mogłem się powstrzymać by nie dać jej buziaka chociaż w policzek. Chyba jestem na wyższej pozycji, gdyż ona również dała mi buziaka w policzek. Mogłaby już powiedzieć, że wybiera mnie. I ja i Kazu robimy tak, aby ten drugi nie mógł się spotkać z Yuko. Muszę przyznać, że nawet w tym to ja prowadzę. Dlaczego? Bo Kazu jest wiceprzewodniczącym szkoły, a ja dogadałem się z przewodniczącym Naokim. Okazał się być on wilkołakiem. Szybko dogadał się z Kiyoshim. Kiyoshi i mój braciszek oczywiście mi pomagają. Louis stwierdził, że jest neutralny i dopinguje mi i mojemu rywalowi. Ale chciałby, żebym ja wygrał. Wracając do Naokiego. Na początku nie był zbytnio zaciekawiony. Lecz, gdy rozpoznał Kiyoshiego (podobno znają się z dzieciństwa). Od razu zaoferował swoją pomoc. Bardzo się zdziwił, gdy dowiedział się, że ja i Jason jesteśmy wampirami. I że nie pozabijaliśmy się nawzajem (wampir-wilk). Dawał Kazu mnóstwo pracy. Raz nawet wyjechał na 2 dni ze swoja watahą (również jest wodzem) i dał mu mnóstwo roboty, przez to nie spotkał się z Yuko. Ja za to miło spędziłem z nią te dni. Właśnie teraz wracamy w trójkę z kawiarni. W kawiarni nawet go ignorowałem. Ale nawet miło było. Stwierdzam, iż nie lubię, gdy zbliża się zima. Szybko robi się ciemno i jest zimno. Szliśmy sobie spacerkiem przez park. I coś mi tak jakoś nie pasowało.
-A ty co o tym sądzisz Joni?- Spytała się mnie Yuko.
-Ale o co chodzi? Bo się zamyśliłem.- Każdemu się zdarza.
-Chodzi o to, że w szkolnej stołówce powinni sprzedawać lepsze słodycze.- Powiedziała Yuko.
-To na pewno. Chociaż przez to, że nie sprzedają chodzimy do kawiarni i spędzamy razem więcej czasu.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Też prawda.- Podzieliła moje zdanie z uśmiechem.
-Yuko! Chodź tu szybko! Tu jest mały jeż!- Krzyknął Kazu, będąc od nas jakieś kilka metrów dalej.
-Serio?!- Zaciekawiona Yuko od razu do niego podbiegła. Ja się nie spieszyłem i dalej szedłem sobie spacerkiem. Kazu z Yuko chwilę zachwycali się jeżem, po czym czekali aż do nich dojdę. Nagle zza krzaków wyskoczył jakiś zamaskowany facet. Odwrócili się w jego stronę i dobrze, że się cofnęli o krok. Kazu przez to, że się cofnął, przewrócił się na ziemię i siedział osłupiały na chodniku. Zamaskowany facet miał w ręce nóż, którym zamachnął się na nich. Zauważyłem, jak ten facet zamachuje się nożem na Yuko. Ona przerażona stała i najwidoczniej nie wiedziała co robić. Od razu znalazłem się przed nią i przyjąłem na siebie atak. Przeciął mi skórę na ręce. Nie mogłem wytrzymać i uderzyłem go. Zdołałem go jeszcze trochę pobić zanim mi zwiał.
-Jesteś ranna?- Spytałem się od razu Yuko, gdy tego faceta już nie było.
-Nie, nic mi nie jest.- Powiedziała nadal oniemiała Yuko.
-To dobrze.- Odetchnąłem z ulgą.
-J....Jo....Jonathan ty krwawisz!- Krzyknęła Yuko już trzeźwo. Ale to była prawda. Krew leciała z ok.18 centymetrowej rany na przedramieniu. Chyba przez to, że jestem wampirem tego nie poczułem.
-To nic takiego.- Na serio. Nawet nie bolało.
-Jak to nic takiego! Idziemy z tym do szpitala! Muszą to opatrzyć.- Krzyczała na mnie Yuko. Widać było, że się o mnie martwi.
-Nie trzeba. Pójdę do domu i Jason mi to odkazi i zabandażuje.- Nie będę łaził po szpitalach.
-Niech ci będzie. Ale idziemy. MIGIEM!- Powiedziała i od razu ruszyliśmy do mnie. Oczywiście Kazu poszedł do siebie. Znaleźliśmy się u mnie w 5 minut. Po drodze Yuko dała mi kilka chusteczek aby jakoś zatamować krwawienie. Mimo, że miałem klucze to i tak Yuko dzwoniła naciskając dzwonek jak opętana.
-Już idę, idę. Co się stało?- Spytał Jason otwierając drzwi. Najwidoczniej miał lenia i leżał na kanapie przed telewizorem, bo miał niezłą szopę na głowie.
-Joni jest ranny!- Krzyknęła Yuko. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.
-Opatrzysz kuku?- Spytałem wręcz z uśmiechem braciszka.
-Ty kaleko. Właź do środka i idź do mojego pokoju. Pójdę tylko po apteczkę i cię opatrzę głupolu.- Powiedział a ja migiem wszedłem do środka.- Nie martw się tak Yuko. Zaopiekuję się nim i wyśle ci SMS`a. A teraz idź do domu. Jest już późno. Odprowadziłbym  cię ale ten łamaga sam sobie nie poradzi.- Powiedział do Yuko z uśmiechem.
-Dobrze. Zaopiekuj się nim dobrze. Dobranoc.- Powiedziała Yuko spokojnie lecz było słychać, że nadal jest przerażona. Jason zamknął drzwi i razem udaliśmy się do jego pokoju. Oczywiście nie musiał brać po drodze apteczki. Zdjąłem jakoś górną część swojej garderoby i usiadłem na łóżku. Jason usiadł koło mnie i uniósł moją rękę bliżej siebie.
-Co się stało, że masz taką ranę?- Spytał i zaczął zlizywać krew.
-Szliśmy w trójkę przez park. I nagle zza krzaków wyskoczył jakiś gostek i zaczął wymachiwać nożem. Ten idiota siedział na ziemi i nic sobie z tego nie robił. Gdy zauważyłem, że chce zranić Yuko to ją osłoniłem. Dlatego mam tą ranę. Pobiłem go trochę ale zdołał mi uciec. Yuko chciała mnie zabrać do szpitala lecz zdołałem ją powstrzymać.- Opowiedziałem w skrócie całą historię. Jason nic na to nie powiedział tylko dalej zlizywał krew. Widziałem, jak rana zaczyna się powoli goić. Po kilku minutach nie było po niej ani śladu. Zdziwiło mnie, gdy Jason przeniósł bandaż.
-Po co to?- Przecież nie mam rany, więc po co owijać mi ręke.
-Przecież nie powiesz, że zlizałem ci ranę i już jej nie masz. Ponosisz kilka dni bandaż tak dla picu. Przecież, gdybyśmy nie byli wampirami miałbyś normalnie opatrzoną ranę.- Racja. Przecież tylko Mariko wie o tym fakcie. Nie wiem jakbym miał się tłumaczyć Yuko, gdyby zobaczyła, że po ranie ani śladu. Przerwałem bratu bandażowanie mojej ręki. Powiedziałem, że po kąpieli mi ją zawinie. Po kąpieli odświeżony siedziałem grzecznie i patrzyłem, jak Jason zawija mi przedramię. Gdy skończył chciałem od razu iść spać.
-Nie tak prędko.- Powiedział Jason i powstrzymał mnie od położenia się.
-Co jeszcze?- Spytałem bardzo śpiącym głosem. Jason nagle ciął się w zgięciu dłoni. Od razu podniosłem jego dłoń i zacząłem pić. Ale ze mnie głupol. Przecież straciłem dość dużo krwi. W dodatku Jason jeszcze się napił. Poczułem ulgę po zaspokojeniu swojego pragnienia. Lecz zmęczenie wzięło górę i od razu się położyłem. Oczywiście nie polazłem do swojego pokoju, bo po co. Przytuliłem się do swojego osobistego ciepełka i zasnąłem.

Następnego dnia normalnie polazłem do szkoły. Ledwo co minąłem bramę szkoły a zostałem przywitany przez Yuko.
-Jak się czujesz Joni? Boli cię? Wszystko w porządku?- I lawina pytań na dzień dobry.
-Cześć Yuko. Wszystko dobrze. I nie, nie boli. Nie musisz się tak o mnie martwić.- Powiedziałem z uśmiechem.
-A-Ale dlaczego nie miałabym się martwić o swojego chłopaka?- Spytała cała czerwona na twarzy.
-Hee?- Jesteś bardzo inteligentny Jonathanie.
-No....Jeżeli oczywiście jeszcze chcesz abym była twoją dziewczyną.- Powiedziała cała zawstydzona, spuszczając głowę w dół. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów. Podszedłem do niej bliżej i mocno przytuliłem. Po tym złapałem ją za podbródek tak, aby spojrzała na mnie.
-Kocham Cię Yuko. Moja dziewczyno.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Kit z tym, że byliśmy w szkole i prawdopodobnie wszyscy na nas patrzyli. Odsunąłem się od Yuko i spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie chwilę, by rzucić się na mnie z wielkim uśmiechem na ustach.
-Joni~! Kocham Cię.- Ostatnie słowa wręcz wyszeptała mi do ucha.
-Ja ciebie też.- Powiedziałem. Postawiłem Yuko na ziemię.
-Gratuluję słodkożercy.- Powiedział Jason z uśmiechem.
-Dziękujemy~!- Powiedzieliśmy równo z Yuko i przytuliliśmy się do niego w zamian. On tylko się na to zaśmiał.
-O Kiyoshi! Słuchaj, Joni i Yuko są razem od dzisiaj.- Powiedział Jason, gdy przyszedł Kiyoshi.
-To fajnie. Gratuluję.- Powiedział beznamiętnie.
-Coś się stało Kiyoshi-chan?- Spytała Yuko.
-Miałem ostatnio ciężkie dni.- Stwierdził z żalem.
-Hej wszystkim.- Przywitała nas Mariko.
-Hejka.- Odpowiedzieliśmy.
-No wiesz?! Tak beznamiętnie witać swojego chłopaka.- Stwierdził z żalem Jason. Mariko podeszła do niego, dała buziaka i mocno się w niego wtuliła.
-Witam cię mój chłopaku.- Powiedziała z uśmiechem, patrząc na niego.
-Witam cię moja piękności.- Przywitał ją Jason i dał buziaka.- Mam dla ciebie wspaniałe wieści. Twoi przyjaciele są razem.- Na te słowa Mariko od razu się obróciła w naszą stronę. A ja z Yuko uśmiechnęliśmy się do niej głupkowato. Mimo to, rzuciła się na Yuko.
-Gratuluję~! W końcu jesteście razem.- Oczywiście mnie też musiała przytulić.
-Hejka.- Teraz przyszła Megumi.
-Hej Megi. Yuko i Joni w  końcu są razem.- Powiedziała na przywitanie Mari.
-Co?! Serio?! Gratuluję.- Jak już tulimy to tulimy.
-Dzięki, dzięki.- Coś czuję, że tym misiakom nie będzie końca.
-Cześć Skarbie.- Powiedziała Megi do Kiyoshiego i cmoknęła go w policzek.
-Cześć.- Powiedział Kiyoshi nadal stojąc z obojętną miną i rękoma skrzyżowanymi na piersi.
-Coś się stało? Jesteś dzisiaj jakiś nie w sosie.- Stwierdziła Megi. Gdyby wiedział jaki miał weekend to by zrozumiała. Kiyoshi tylko westchnął i poszedł do szkoły. Widać było, że Megumi się o niego martwi.
-Zebranie zarządu czy co?- Spytał się wesoło Shunsuke.
-Powiadomienie o związku pomiędzy Jonim a Yuko.- Powiedział Jason. Widać było, że Shuna zdziwiła ta wiadomość.
-Gratuluję~!- Krzyknął, gdy już się otrząsnął ze zdziwienia.
-Dziękuuujemy~!- Powiedziała Yuko i przytuliła się do mnie.
-Ale spokojnie. Jesteście parą dopiero od kilku minut a już takie czułości?!- Najwidoczniej Mari chciała to powiedzieć poważnie ale jej nie wyszło, gdyż wręcz się śmiała mówiąc to.
-Oj tam, oj tam. Żyłem w abstynencji przez te tygodnie. Więc teraz mam prawo aby tulić i całować moją dziewczynę.- Gdy to powiedziałem wszyscy zaczęli się śmiać.
-A co wy tacy weseli od samego rańca?- Spytał się Louis.
-To ty nie wiesz?- Zapytał się Jason.
-Ale czego?- Odpowiedział pytaniem Lou.
-Na serio nie wiesz?- Dopytywał Jason.
-Ale czego?- W tym momencie Lou wychodził na idiotę.
-Jak ty możesz tego nie wiedzieć. Ranisz człowieku.- Jason aż zaczął gestykulować rękoma.
-Ale czego nie wiem bo już sam nie wiem czego nie wiem.- Reszta aż zaczęła się cicho śmiać pod nosem.
-Jak to nie wiesz czego nie wiesz?! Dosłownie ranisz. Przez ciebie wszyscy popadniemy w depresję. Ja już czuję, że zaczyna mnie boleć głowa.- Jason zaczął się wachlować ręką a inni ledwo co wytrzymywali ze śmiechu.
-Jeśli mi powiesz to będę wiedział i nie będzie depresji.- Powiedział z głupkowatym uśmiechem.
-Ja mam ci powiedzieć? JA mam ci powiedzieć?! To już szczyt wszystkiego! Przez ciebie będę musiał brać leki na uspokojenie. Możliwe, że będę musiał chodzić do psychiatry. Ja cię dosłownie nie rozumiem. Czy ty mnie nie lubisz? Albo zrobiłem coś nie tak i teraz chcesz się zemścić?! Powiedz mi, bo jeszcze zacznę płakać i się upokorzę. No powiedz!- Na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać. Louis natomiast stał osłupiały nie wiedząc co powiedzieć a Jason zakrył sobie twarz dłońmi.
-Więc o co chodzi?- Spytał się po chwili Lou co wywołało ponowną salwę śmiechu.
-O to, że mój braciszek od dzisiaj jest w związku z Yuko.- Powiedział najpierw poważnie Jason, aby po chwili wyszczerzyć się w szczerym uśmiechu. Louis stał w osłupieniu. Gdy dotarła do niego wiadomość zrobił face palma.
-Dowaliłeś tą deprechą Jason.- Stwierdził z niedowierzaniem.- A co do was to życzę szczęścia i dużo słodkości.- Powiedział do nas z uśmiechem.
-Dzięki~! A teraz misiaczek.- Powiedziałem i razem z Yuko przytuliliśmy się do niego. On tylko zaśmiał się na to.
-A gdzie jest Kiyoshi? Jeszcze nie przyszedł?- Zapytał Lou.
-Już przyszedł. Jest pewnie pod klasą.- Powiedziała Yuko.
-A dlaczego tu go nie ma?- Dopytywał.
-Najwidoczniej jest nie w sosie.-Jason pewnie wie co się stało. Później się go spytam.
-Aaaa. No nic. To chodźmy na lekcje, bo się jeszcze spóźnimy.- Powiedział Lou i poszliśmy na lekcje.

Coś dziwnego dzieje się z Kiyoshim. Wiem, że napadały na niego i jego rodzinkę inne watahy. Przez to nie mógł spotkać się z Megumi. Ale musiało się coś jeszcze wydarzyć. Widzę, że coś go gryzie. Ale Kiyoshi jest uparciuchem i nic nie powie. Trzeba będzie go w weekend trochę przycisnąć. Pamiętam, jak raz też taki był. Dopiero po miesiącu powiedział o co się martwi. Wtedy chodziło o jego rodziców. Ale to było dawno, dawno temu. Gdy będzie się tak zamartwiać to Megi będzie chodzić zamartwiona i smutna. A nie chcę żeby zrywali. Kiyoshiemu zależy na Megumi, tak jak jej na nim. Nie wiem, czy powiedzieć o tym Mariko. Pewnie też zacznie się martwić o swoją przyjaciółkę. Ohhh!! Muszę szybko coś wymyślić.


                                 Las w mieście Akita
-Znaleźliście go?
-Nie wodzu. Ani śladu.
-.....
-Jakie są twoje rozkazy wodzu??
-Przeniesiemy się bardziej na południe. Będziemy szukać, dopóki go nie znajdziemy.
-Dobrze, zrozumieliśmy. Więc kiedy wyruszamy?
-Rano wyjadą z bagażem. My wyruszymy wieczorem.
-Dobrze. Powiadomię resztę.
-Dziękuję. To wszystko. Możecie iść.
-Dobrze. Dobrej nocy wodzu.
-Wam również.

1 komentarz:

  1. Hej,
    wspaniały rozdział, cudownie, Yuko wybrała Jonathana, a z tego bardzo się cieszę,  jak się okazało przewodniczącym jest wilkołak, ta końcówka czyżby miała coś wspólnego z Kiyoshim...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń