Witam was serdecznie. Dzisiaj się nie zapomniałam i dodaje następny rozdział TB. Wstawiam już 19, a nadal nie wiem czy wam się podoba czy nie :/ No cóż......Mimo to życzę miłego czytania :D
Ile
to jeszcze będzie trwać?! Minął już tydzień od rzucenia rywalizacji między mną a Kazu o Yuko.
Oczywiście nie poddam się tak łatwo. Ale Yuko mogłaby już zdecydować, którego z
nas wybiera. Bardzo chcę już z nią być. Chcę ją przytulać, dawać buziaki,
chodzić na spacery, jeść słodycze itp. Ale przez tego idiotę jest to na razie
niemożliwe. Byliśmy w trójkę na randce w weekend. Ale to nie to samo. Miałem
ochotę go zabić, gdy dotykał mojego Skarba. Chociaż plusem było to, gdy wpadł
do fontanny. Nie mogłem przestać się z niego śmiać. On poszedł przez to do
domu, więc w końcu zostałem z Yuko sam na sam. Bardzo cieszył mnie ten fakt.
Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po mieście, po czym odprowadziłem ją do domu.
Nie mogłem się powstrzymać by nie dać jej buziaka chociaż w policzek. Chyba
jestem na wyższej pozycji, gdyż ona również dała mi buziaka w policzek. Mogłaby
już powiedzieć, że wybiera mnie. I ja i Kazu robimy tak, aby ten drugi nie mógł
się spotkać z Yuko. Muszę przyznać, że nawet w tym to ja prowadzę. Dlaczego?
Bo Kazu jest wiceprzewodniczącym szkoły, a ja dogadałem się z przewodniczącym
Naokim. Okazał się być on wilkołakiem. Szybko dogadał się z Kiyoshim. Kiyoshi i
mój braciszek oczywiście mi pomagają. Louis stwierdził, że jest neutralny i
dopinguje mi i mojemu rywalowi. Ale chciałby, żebym ja wygrał. Wracając do
Naokiego. Na początku nie był zbytnio zaciekawiony. Lecz, gdy rozpoznał
Kiyoshiego (podobno znają się z dzieciństwa). Od razu zaoferował swoją
pomoc. Bardzo się zdziwił, gdy dowiedział się, że ja i Jason jesteśmy
wampirami. I że nie pozabijaliśmy się nawzajem (wampir-wilk). Dawał Kazu
mnóstwo pracy. Raz nawet wyjechał na 2 dni ze swoja watahą (również jest
wodzem) i dał mu mnóstwo roboty, przez to nie spotkał się z Yuko. Ja za to
miło spędziłem z nią te dni. Właśnie teraz wracamy w trójkę z kawiarni. W
kawiarni nawet go ignorowałem. Ale nawet miło było. Stwierdzam, iż nie lubię,
gdy zbliża się zima. Szybko robi się ciemno i jest zimno. Szliśmy sobie
spacerkiem przez park. I coś mi tak jakoś nie pasowało.
-A
ty co o tym sądzisz Joni?- Spytała się mnie Yuko.
-Ale
o co chodzi? Bo się zamyśliłem.- Każdemu się zdarza.
-Chodzi
o to, że w szkolnej stołówce powinni sprzedawać lepsze słodycze.- Powiedziała
Yuko.
-To
na pewno. Chociaż przez to, że nie sprzedają chodzimy do kawiarni i spędzamy
razem więcej czasu.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Też
prawda.- Podzieliła moje zdanie z uśmiechem.
-Yuko!
Chodź tu szybko! Tu jest mały jeż!- Krzyknął Kazu, będąc od nas jakieś kilka
metrów dalej.
-Serio?!-
Zaciekawiona Yuko od razu do niego podbiegła. Ja się nie spieszyłem i dalej
szedłem sobie spacerkiem. Kazu z Yuko chwilę zachwycali się jeżem, po czym
czekali aż do nich dojdę. Nagle zza krzaków wyskoczył jakiś zamaskowany facet.
Odwrócili się w jego stronę i dobrze, że się cofnęli o krok. Kazu przez to, że
się cofnął, przewrócił się na ziemię i siedział osłupiały na chodniku.
Zamaskowany facet miał w ręce nóż, którym zamachnął się na nich. Zauważyłem,
jak ten facet zamachuje się nożem na Yuko. Ona przerażona stała i najwidoczniej
nie wiedziała co robić. Od razu znalazłem się przed nią i przyjąłem na siebie
atak. Przeciął mi skórę na ręce. Nie mogłem wytrzymać i uderzyłem go. Zdołałem
go jeszcze trochę pobić zanim mi zwiał.
-Jesteś
ranna?- Spytałem się od razu Yuko, gdy tego faceta już nie było.
-Nie,
nic mi nie jest.- Powiedziała nadal oniemiała Yuko.
-To
dobrze.- Odetchnąłem z ulgą.
-J....Jo....Jonathan
ty krwawisz!- Krzyknęła Yuko już trzeźwo. Ale to była prawda. Krew leciała z
ok.18 centymetrowej rany na przedramieniu. Chyba przez to, że jestem wampirem
tego nie poczułem.
-To
nic takiego.- Na serio. Nawet nie bolało.
-Jak to nic takiego! Idziemy z tym do szpitala! Muszą to
opatrzyć.- Krzyczała na mnie Yuko. Widać było, że się o mnie martwi.
-Nie
trzeba. Pójdę do domu i Jason mi to odkazi i zabandażuje.- Nie będę łaził po
szpitalach.
-Niech
ci będzie. Ale idziemy. MIGIEM!- Powiedziała i od razu ruszyliśmy do mnie.
Oczywiście Kazu poszedł do siebie. Znaleźliśmy się u mnie w 5 minut. Po drodze
Yuko dała mi kilka chusteczek aby jakoś zatamować krwawienie. Mimo, że miałem
klucze to i tak Yuko dzwoniła naciskając dzwonek jak opętana.
-Już
idę, idę. Co się stało?- Spytał Jason otwierając drzwi. Najwidoczniej miał
lenia i leżał na kanapie przed telewizorem, bo miał niezłą szopę na głowie.
-Joni
jest ranny!- Krzyknęła Yuko. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.
-Opatrzysz
kuku?- Spytałem wręcz z uśmiechem braciszka.
-Ty
kaleko. Właź do środka i idź do mojego pokoju. Pójdę tylko po apteczkę i cię
opatrzę głupolu.- Powiedział a ja migiem wszedłem do środka.- Nie martw się tak
Yuko. Zaopiekuję się nim i wyśle ci SMS`a. A teraz idź do domu. Jest już późno.
Odprowadziłbym cię ale ten łamaga sam
sobie nie poradzi.- Powiedział do Yuko z uśmiechem.
-Dobrze.
Zaopiekuj się nim dobrze. Dobranoc.- Powiedziała Yuko spokojnie lecz było
słychać, że nadal jest przerażona. Jason zamknął drzwi i razem udaliśmy się do
jego pokoju. Oczywiście nie musiał brać po drodze apteczki. Zdjąłem jakoś górną
część swojej garderoby i usiadłem na łóżku. Jason usiadł koło mnie i uniósł
moją rękę bliżej siebie.
-Co
się stało, że masz taką ranę?- Spytał i zaczął zlizywać krew.
-Szliśmy w trójkę przez park. I nagle zza krzaków
wyskoczył jakiś gostek i zaczął wymachiwać nożem. Ten idiota siedział na ziemi
i nic sobie z tego nie robił. Gdy zauważyłem, że chce zranić Yuko to ją
osłoniłem. Dlatego mam tą ranę. Pobiłem go trochę ale zdołał mi uciec. Yuko
chciała mnie zabrać do szpitala lecz zdołałem ją powstrzymać.- Opowiedziałem w
skrócie całą historię. Jason nic na to nie powiedział tylko dalej zlizywał
krew. Widziałem, jak rana zaczyna się powoli goić. Po kilku minutach nie było
po niej ani śladu. Zdziwiło mnie, gdy Jason przeniósł bandaż.
-Po
co to?- Przecież nie mam rany, więc po co owijać mi ręke.
-Przecież
nie powiesz, że zlizałem ci ranę i już jej nie masz. Ponosisz kilka dni bandaż
tak dla picu. Przecież, gdybyśmy nie byli wampirami miałbyś normalnie opatrzoną
ranę.- Racja. Przecież tylko Mariko wie o tym fakcie. Nie wiem jakbym miał się
tłumaczyć Yuko, gdyby zobaczyła, że po ranie ani śladu. Przerwałem bratu bandażowanie
mojej ręki. Powiedziałem, że po kąpieli mi ją zawinie. Po kąpieli odświeżony
siedziałem grzecznie i patrzyłem, jak Jason zawija mi przedramię. Gdy skończył
chciałem od razu iść spać.
-Nie
tak prędko.- Powiedział Jason i powstrzymał mnie od położenia się.
-Co
jeszcze?- Spytałem bardzo śpiącym głosem. Jason nagle ciął się w zgięciu dłoni.
Od razu podniosłem jego dłoń i zacząłem pić. Ale ze mnie głupol. Przecież
straciłem dość dużo krwi. W dodatku Jason jeszcze się napił. Poczułem ulgę po
zaspokojeniu swojego pragnienia. Lecz zmęczenie wzięło górę i od razu się
położyłem. Oczywiście nie polazłem do swojego pokoju, bo po co. Przytuliłem się
do swojego osobistego ciepełka i zasnąłem.
Następnego
dnia normalnie polazłem do szkoły. Ledwo co minąłem bramę szkoły a zostałem
przywitany przez Yuko.
-Jak
się czujesz Joni? Boli cię? Wszystko w porządku?- I lawina pytań na dzień
dobry.
-Cześć
Yuko. Wszystko dobrze. I nie, nie boli. Nie musisz się tak o mnie martwić.-
Powiedziałem z uśmiechem.
-A-Ale
dlaczego nie miałabym się martwić o swojego chłopaka?- Spytała cała czerwona na
twarzy.
-Hee?-
Jesteś bardzo inteligentny Jonathanie.
-No....Jeżeli oczywiście jeszcze chcesz abym była twoją
dziewczyną.- Powiedziała cała zawstydzona, spuszczając głowę w dół. Dopiero po
chwili dotarł do mnie sens jej słów. Podszedłem do niej bliżej i mocno
przytuliłem. Po tym złapałem ją za podbródek tak, aby spojrzała na mnie.
-Kocham
Cię Yuko. Moja dziewczyno.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Kit z tym, że
byliśmy w szkole i prawdopodobnie wszyscy na nas patrzyli. Odsunąłem się od
Yuko i spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie chwilę, by rzucić się na mnie z
wielkim uśmiechem na ustach.
-Joni~!
Kocham Cię.- Ostatnie słowa wręcz wyszeptała mi do ucha.
-Ja
ciebie też.- Powiedziałem. Postawiłem Yuko na ziemię.
-Gratuluję
słodkożercy.- Powiedział Jason z uśmiechem.
-Dziękujemy~!-
Powiedzieliśmy równo z Yuko i przytuliliśmy się do niego w zamian. On tylko się
na to zaśmiał.
-O
Kiyoshi! Słuchaj, Joni i Yuko są razem od dzisiaj.- Powiedział Jason, gdy
przyszedł Kiyoshi.
-To
fajnie. Gratuluję.- Powiedział beznamiętnie.
-Coś
się stało Kiyoshi-chan?- Spytała Yuko.
-Miałem
ostatnio ciężkie dni.- Stwierdził z żalem.
-Hej
wszystkim.- Przywitała nas Mariko.
-Hejka.-
Odpowiedzieliśmy.
-No
wiesz?! Tak beznamiętnie witać swojego chłopaka.- Stwierdził z żalem Jason.
Mariko podeszła do niego, dała buziaka i mocno się w niego wtuliła.
-Witam
cię mój chłopaku.- Powiedziała z uśmiechem, patrząc na niego.
-Witam
cię moja piękności.- Przywitał ją Jason i dał buziaka.- Mam dla ciebie
wspaniałe wieści. Twoi przyjaciele są razem.- Na te słowa Mariko od razu się
obróciła w naszą stronę. A ja z Yuko uśmiechnęliśmy się do niej głupkowato.
Mimo to, rzuciła się na Yuko.
-Gratuluję~!
W końcu jesteście razem.- Oczywiście mnie też musiała przytulić.
-Hejka.-
Teraz przyszła Megumi.
-Hej
Megi. Yuko i Joni w końcu są razem.-
Powiedziała na przywitanie Mari.
-Co?!
Serio?! Gratuluję.- Jak już tulimy to tulimy.
-Dzięki,
dzięki.- Coś czuję, że tym misiakom nie będzie końca.
-Cześć
Skarbie.- Powiedziała Megi do Kiyoshiego i cmoknęła go w policzek.
-Cześć.-
Powiedział Kiyoshi nadal stojąc z obojętną miną i rękoma skrzyżowanymi na piersi.
-Coś
się stało? Jesteś dzisiaj jakiś nie w sosie.- Stwierdziła Megi. Gdyby
wiedział jaki miał weekend to by zrozumiała. Kiyoshi tylko westchnął i
poszedł do szkoły. Widać było, że Megumi się o niego martwi.
-Zebranie
zarządu czy co?- Spytał się wesoło Shunsuke.
-Powiadomienie
o związku pomiędzy Jonim a Yuko.- Powiedział Jason. Widać było, że Shuna
zdziwiła ta wiadomość.
-Gratuluję~!-
Krzyknął, gdy już się otrząsnął ze zdziwienia.
-Dziękuuujemy~!-
Powiedziała Yuko i przytuliła się do mnie.
-Ale
spokojnie. Jesteście parą dopiero od kilku minut a już takie czułości?!-
Najwidoczniej Mari chciała to powiedzieć poważnie ale jej nie wyszło, gdyż
wręcz się śmiała mówiąc to.
-Oj
tam, oj tam. Żyłem w abstynencji przez te tygodnie. Więc teraz mam prawo aby
tulić i całować moją dziewczynę.- Gdy to powiedziałem wszyscy zaczęli się
śmiać.
-A
co wy tacy weseli od samego rańca?- Spytał się Louis.
-To
ty nie wiesz?- Zapytał się Jason.
-Ale
czego?- Odpowiedział pytaniem Lou.
-Na
serio nie wiesz?- Dopytywał Jason.
-Ale
czego?- W tym momencie Lou wychodził na idiotę.
-Jak
ty możesz tego nie wiedzieć. Ranisz człowieku.- Jason aż zaczął gestykulować
rękoma.
-Ale
czego nie wiem bo już sam nie wiem czego nie wiem.- Reszta aż zaczęła się cicho
śmiać pod nosem.
-Jak
to nie wiesz czego nie wiesz?! Dosłownie ranisz. Przez ciebie wszyscy
popadniemy w depresję. Ja już czuję, że zaczyna mnie boleć głowa.- Jason zaczął
się wachlować ręką a inni ledwo co wytrzymywali ze śmiechu.
-Jeśli
mi powiesz to będę wiedział i nie będzie depresji.- Powiedział z głupkowatym
uśmiechem.
-Ja
mam ci powiedzieć? JA mam ci powiedzieć?! To już szczyt wszystkiego! Przez
ciebie będę musiał brać leki na uspokojenie. Możliwe, że będę musiał chodzić do
psychiatry. Ja cię dosłownie nie rozumiem. Czy ty mnie nie lubisz? Albo
zrobiłem coś nie tak i teraz chcesz się zemścić?! Powiedz mi, bo jeszcze zacznę
płakać i się upokorzę. No powiedz!- Na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać.
Louis natomiast stał osłupiały nie wiedząc co powiedzieć a Jason zakrył sobie
twarz dłońmi.
-Więc
o co chodzi?- Spytał się po chwili Lou co wywołało ponowną salwę śmiechu.
-O
to, że mój braciszek od dzisiaj jest w związku z Yuko.- Powiedział najpierw
poważnie Jason, aby po chwili wyszczerzyć się w szczerym uśmiechu. Louis stał w
osłupieniu. Gdy dotarła do niego wiadomość zrobił face palma.
-Dowaliłeś
tą deprechą Jason.- Stwierdził z niedowierzaniem.- A co do was to życzę
szczęścia i dużo słodkości.- Powiedział do nas z uśmiechem.
-Dzięki~!
A teraz misiaczek.- Powiedziałem i razem z Yuko przytuliliśmy się do niego. On
tylko zaśmiał się na to.
-A
gdzie jest Kiyoshi? Jeszcze nie przyszedł?- Zapytał Lou.
-Już
przyszedł. Jest pewnie pod klasą.- Powiedziała Yuko.
-A dlaczego tu go nie ma?- Dopytywał.
-Najwidoczniej
jest nie w sosie.-Jason pewnie wie co się stało. Później się go spytam.
-Aaaa.
No nic. To chodźmy na lekcje, bo się jeszcze spóźnimy.- Powiedział Lou i
poszliśmy na lekcje.
Coś
dziwnego dzieje się z Kiyoshim. Wiem, że napadały na niego i jego rodzinkę inne
watahy. Przez to nie mógł spotkać się z Megumi. Ale musiało się coś jeszcze
wydarzyć. Widzę, że coś go gryzie. Ale Kiyoshi jest uparciuchem i nic nie
powie. Trzeba będzie go w weekend trochę przycisnąć. Pamiętam, jak raz też taki
był. Dopiero po miesiącu powiedział o co się martwi. Wtedy chodziło o jego
rodziców. Ale to było dawno, dawno temu. Gdy będzie się tak zamartwiać to Megi
będzie chodzić zamartwiona i smutna. A nie chcę żeby zrywali. Kiyoshiemu zależy
na Megumi, tak jak jej na nim. Nie wiem, czy powiedzieć o tym Mariko. Pewnie
też zacznie się martwić o swoją przyjaciółkę. Ohhh!! Muszę szybko coś
wymyślić.
Las w mieście Akita
-Znaleźliście go?
-Nie wodzu. Ani śladu.
-.....
-Jakie są twoje rozkazy
wodzu??
-Przeniesiemy
się bardziej na południe. Będziemy szukać, dopóki go nie znajdziemy.
-Dobrze,
zrozumieliśmy. Więc kiedy wyruszamy?
-Rano
wyjadą z bagażem. My wyruszymy wieczorem.
-Dobrze.
Powiadomię resztę.
-Dziękuję.
To wszystko. Możecie iść.
-Dobrze.
Dobrej nocy wodzu.
-Wam również.
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, cudownie, Yuko wybrała Jonathana, a z tego bardzo się cieszę, jak się okazało przewodniczącym jest wilkołak, ta końcówka czyżby miała coś wspólnego z Kiyoshim...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia