środa, 31 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 22

Tak żebyście mieli coś do poczytania przed imprezą albo sylwestrowym lenistwem :)
Jeszcze raz Happy Nem Year~! ^.^

Następnego dnia od razu powiedziałem Kiyoshiemu i Louisowi o powrocie Rivery. Powiedzieli, że również będą patrolować i obserwować teren. Przez to, że on powrócił muszę być bardziej czujny. Nie chcę aby Mari się o tym dowiedziała. Dla mnie od teraz dni stają się niespokojne i pełne niebezpieczeństw czyhających w cieniu.


Z dziewczynami umówiłam się na Babski Wieczór. No bo trzeba między sobą opowiedzieć jak nam się układa z naszymi chłopakami. Oraz poplotkować o innych związkach i zdradach jakie dzieją się w naszej szkole. Dzisiaj wyjątkowo mamy lekcję z panią Kanegawą zamiast chemii.
-Witajcie.- Przywitała nas miło.
-Dzień dobry, Sensei - Powitaliśmy ją chórem.
-Dobrze, że mamy ze sobą dzisiaj lekcję, ponieważ dołącza do nas nowy uczeń. Mam nadzieję, że dołączy do nas jeszcze jakaś uczennica bo jak na razie doszło 4 chłopaków. No nic. Przywitajcie go miło. Możesz wejść.- Powiem, że nie spodziewałam się, że ktoś jeszcze dołączy do naszej klasy. Na słowa nauczycielki wszedł do klasy nowy uczeń i ustał przed całą klasą. Miał on czarne włosy i takiego samego koloru oczy. Nie wyglądał na zadowolonego.
-Przedstaw się klasie.- Powiedziała miło nauczycielka.
-Nazywam się Rune de la Regence (reżąs). Miło was poznać.- Powiedział i skłonił się. Przez klasę przeszły piski oraz szepty.
-Miło cię poznać Rune-san. Proszę usiądź na jakimś wolnym miejscu.- Powiedziała nadal miło pani Kanegawa. Rune usiadł za Jonim i Kiyoshim. Reszta lekcji minęła spokojnie.

Na długiej przerwie od razu poszliśmy na stołówkę. Dopiero wtedy skapnęłam się, że chłopaków z nami nie ma. Shun mówił, że ma spotkanie klubowe. A reszta? Zjawili się po jakichś 7 minutach z nowym uczniem.
-Dziewczyny. Poznajcie Rune. Runi to jest Megumi, Mariko i Yuko.- Przedstawił nas Jason.
-Miło was poznać.- Po raz pierwszy widziałam jak się uśmiecha. I muszę powiedzieć, że powinien to robić częściej.
-Nam również miło cię poznać Rune-kun.- Powiedziała Yuko. On za to dobrze się nam przyglądał. Jestem brudna czy co?
-Ta z różowymi oczami to twoja dziewczyna Jason, co nie?!- Aż mnie zatkał, gdy to powiedział.
-Tak.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-Yuko to dziewczyna Joniego a Megumi Kiyoshiego.- On jest jakimś jasnowidzem czy co?! A może Jason powiedział jak wyglądamy i w ogóle?! -Nic mi o was nie mówił. Wczoraj dowiedziałem się, że Jason ma dziewczynę ale nie mówił jak wyglądasz.- On chyba na serio jest jasnowidzem.
-Jesteś bardzo bystry Runi.- Powiedział Jason i klepnął go w plecy.
-Bo to ja. A teraz będziemy tu tak stać czy usiądziemy i coś zjemy?!- Po tych słowach usiedli i wszyscy zabraliśmy się za jedzenie. I historia znowu się powtarza. Bo oczywiście chłopacy znają się z Francji. Czy wszyscy jego kumple nagle stęsknili się za nim i przeprowadzają się do Japonii?! Myślałam, że ta przerwa obędzie się bez żadnych „gości” lecz się myliłam. Umeko musiała przywitać nowego ucznia. Podeszła do naszego stolika ze sztucznym uśmiechem.
-Witaj Rune. Ja jestem Umeko. Miło cię poznać. Moim zadaniem jest oprowadzić cię po szkole.- Powiedziała uśmiechnięta i puściła mu oczko.
-Sorki, ale ja z dziwkami się nie umawiam oraz nie muszę płacić aby przespać się z dziewczyną. A teraz z łaski swojej odejdź stąd jak najdalej bo przez twoje perfumy prześmierdnie mi jedzenie.- Dosłownie szczęka mi opadła. Odkąd Jason przyszedł do naszej szkoły reputacja Umeko maleje. A co na to Umeko?? Stała jak wryta nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa.- Mówię w jakimś innym języku, że nie zrozumiałaś?!- Dopiero wtedy ocknęła się i zrobiła wściekłą minę.
-Jak śmiesz mnie tak nazywać?! Nie jestem żadną dziwką. Masz mnie przeprosić i odwołać te słowa!- Gdyby nie było tu tylu ludzi Umeko pewnie by tego nie powiedziała tylko zaśmiała się z tego i dalej próbowała go poderwać.
-Nie będę odwoływać czegoś co jest prawdą. Pewnie szantażujesz tych wszystkich chłopaków, z którymi się przespałaś. Albo umawiasz się ze starszymi i bierzesz od nich kasę. Mnie to nie interesuje. To twoje życie. Ale do mnie się nie zbliżaj. Nie interesują mnie takie dziewczyny. A teraz spadaj.- Muszę przyznać, że Rune jest nieuprzejmy dla Umeko. Ale mi się to podoba, że ją tyra, dlatego nic nie mówię.
-To jakie cię interesują? Takie cnotki niewydymki typu Mariko, Megumi i Yuko?!- Mówiąc to wskazała na nas. Po tych słowach Kiyoshi obrócił się w jej stronę.
-Lepiej cofnij te słowa.- Aż mi ciarki przeszły po plecach. Po chwili Jason i Jonathan również patrzeli na nią bykiem. Najwidoczniej nie chciała z nimi zadzierać i poszła sobie.
-Jest tu może jakaś dziewczyna w szkole co jej wręcz nienawidzi?! Może uda się ją namówić aby pobiła Umeko.- Stwierdził Rune.
-Po czym ją tak oceniłeś Rune-kun?- Spytała się Yuko.
-Po wyglądzie i ogólnym zachowaniu. Tak już mam, że potrafię ocenić ludzi po wyglądzie i pierwszym wrażeniu.- Powiedział na spokojnie Rune.
-Kiyoshi, spokojnie.- Powiedział do niego Louis.
-Jak mam być spokojny kiedy ktoś tak nazywa moją dziewczynę?! Gdyby Umeko nie była dziewczyną już dawno bym ją pobił.- W to nie wątpię.
-Kiyoshi spokojnie.- Powiedział Jason i od razu Kiyoshi się uspokoił. Widać, że są przyjaciółmi. Skoro Jason jednym słowem potrafi go uspokoić. Reszta dnia była spokojna. Dowiedzieliśmy się, że odbędzie się wycieczka w góry. Organizują ją, pani Kanegawa z panem Tamuro. Już nie mogę się doczekać. Mimo iż nie wyjeżdżamy gdzieś daleko to i tak spędzenie wspólnie czasu to miła perspektywa. Już nie mogę się doczekać ^.^

Minęły jakieś dwa tygodnie. Dzisiaj jedziemy na wycieczkę w góry z naszą klasą. Kiyoshi na nią nie jedzie bo chyba się rozchorował. Za to reszta się wybiera. Zrobiło się trochę zimniej ale to nic. Wszyscy właśnie jedziemy autobusem do obozu. Spędzimy tam dwie noce. Gdy dojechaliśmy na miejsce był już wieczór. Wszyscy wybrali sobie pokoje (oczywiście chłopcy i dziewczyny osobno -.-). Potem zjedliśmy kolację i poszliśmy spać aby „Mieć siły na wielką przygodę” jak stwierdził pan Tamuro. Bez większego marudzenia poszliśmy spać.

Następnego dnia rano przy jedzeniu śniadania pan Tamuro powiedział nam co będziemy dzisiaj robić.
-Zjedźcie śniadanie i ubierzcie się ciepło. Dzisiaj idziemy pochodzić po górach i okolicy. Weźmiemy ze sobą prowiant bo obiad zjemy w drodze. Wrócimy na kolację. To wszystko. Spotykamy się za 20 minut na placu.- Wszyscy krzyknęliśmy chórem, że zrozumieliśmy i po 20 minutach wszyscy byliśmy zwarci i gotowi do wycieczki. Najpierw długo szliśmy przez las. Potem poszliśmy górami aż trafiliśmy na polanę. Tam zrobiliśmy postój. Była ciepła herbata, kanapki i owoce.
-Pięknie tu.- Stwierdziła Megumi. Naszą grupką siedzieliśmy na kocu.
-Prawda. Można by było nawet przyjechać kiedy indziej i spać pod namiotami.- Stwierdził Jason.
-Tylko najpierw upewnij się, że nie ma tu wilków to ja się piszę.- Powiedział Lou co wywołało u nas śmiech.
-Jak już to przyjechać tu, gdy będzie cieplej bo teraz noce są dość zimne. Jeśli chodzi o wilki to nie są one agresywne, gdy ich nie denerwujesz.- Powiedział Shun i się z nim zgodziliśmy.
-Ciekawe co u Kiyoshiego. Pewnie mu nudno tak samemu siedzieć w domu.- Powiedziałam. Nawet nie wiem co dokładnie mu dolega.
-Rozmawiałem z nim przed wycieczką. I jakoś nie obchodziło go to, że jest chory.- Stwierdził Jason.
-Dlaczego?- Spytałam się. Przecież, gdy jest się chorym to robi się tak, aby jak najszybciej wyzdrowieć.
-Powiedział mi „Ty się o mnie nie martw. Masz przypilnować mojej dziewczyny aby nic jej się nie stało.  Zapłacisz za to, gdy się jej coś stanie”. Mniej więcej tak to było.- Powiedział Jason z uśmiechem. Chłopacy zaczęli się śmiać, ja byłam przerażona, Yuko zachwycona a Megi zawstydzona.
-To na pewno mógł powiedzieć tylko Kiyoshi.- Stwierdził Joni i dalej się śmiał.
-Nie martw się, Mariko. Już nie raz walczyłem z Kiyoshim więc nic mi się nie stanie.- Powiedział z uśmiechem Jason.
-Walczyłeś z Kiyoshim-kunem?- Spytała się Yuko.
-Tak ale to takie przyjacielskie walki.- Odpowiedział.
-Tylko przyjacielskie. To, że gonili się z kosami to nic.- Powiedział Joni na co Louis zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
-Z-Z kosami?! I to ma być przyjacielskie!- Jacy przyjaciele gonią się z kosami?!
-Może się z nimi goniliśmy ale nic sobie nie robimy. To tak dla zabawy.- Uspokoił mnie tym Jason lecz nie na długo.
-Nigdy nie zapomnę jak rzucaliście w siebie nożami. To było wręcz piękne.- Powiedział Joni z uśmiechem. Szok nad szokami.
-C-C-C......CO!- Aż nie mogłam w to uwierzyć.
-Pamiętam to. Po tym wszędzie były powbijane noże.- Powiedział Jason nie przejmując się mną. Czy ci faceci nie mają czegoś lepszego do roboty?!- Nie martw się Skarbie. Zawsze z Kiyoshim uważamy na siebie aby się nie zranić.- Powiedział Jason i objął mnie ramieniem.
-Tylko nie róbcie tego przy mnie.- Powiedziała prawie do końca uspokojona.
-Nie bój się. Seksu jeszcze nie uprawialiśmy.- Na te słowa Yuko wypluła swoje picie, a Joni z Louisem zaczęli się śmiać wniebogłosy.
-Sorki Mari, ale to tak zabrzmiało jakbyś nie chciała widzieć ich razem w intymnej sytuacji.- Powiedział Joni nadal się śmiejąc.
-Mnie bardziej zastanawia to „jeszcze” w twojej wypowiedzi.- Na te słowa aż zdębiałam. Przecież Jason powiedział „Seksu jeszcze nie uprawialiśmy”. Czy oni są kochankami i zamierzają „to” zrobić?!!
-Szybciej się pobijemy niż to zrobimy.- Stwierdził Jason czym mnie bardzo uspokoił.
-Ufff~!- Aż odetchnęłam z ulgą. Jason tylko się na to uśmiechnął i dał mi buziaka w policzek. Spojrzałam po wszystkich i mój wzrok spoczął na Yuko. Patrzała ona na Jasona z jakimś dziwnym blaskiem w oczach. O co jej.......O nie.
-Yaay~! To by było cudowne! Dwóch przystojniaków razem jako kochankowie~!- Wykrzyknęła z ekscytacją Yuko. - Nie dziwcie się jej zachowaniu. Jest maniaczką yaoi (boyxboy).
-Przykro mi Yuko, ale to nigdy się między mną a Kiyoshim nie stanie.- Powiedział z powagą Jason. Yuko najwidoczniej zdziwiły jego słowa. Pewnie już miała jakieś fascynacje. Jason nagle usiadł koło swojego brata i złapał go za podbródek tak, aby na niego spojrzał.- Bo mam już kogoś lepszego.- Powiedział z uśmieszkiem. Wręcz wszystkich zamurowało.
-Jason. Nie tutaj. Oni nie mogą się dowiedzieć.- Powiedział Joni i zauważyłam rumieńce na jego policzkach. Że co?!!
-Dlaczego nie?! Po co mamy to tak długo skrywać.- Powiedział Jason i jakoś tak przybliżył swoją twarz do jego.
-Jason...- Szepnął Joni z przymkniętymi powiekami. Owinął ręce wokół jego szyi. Reszta nadal było zamurowana tym widokiem. Przecież oni są braćmi!!
-Uuuuwwaaa~! To takie kawaii~!- Krzyknęła nagle uradowana Yuko.
Nagle usłyszeliśmy  śmiechy. To Jason i Joni zaczęli się śmiać. Co się stało?
-Wasze miny są bezcenne.- Stwierdził Jason i odsunął się trochę od brata.- Pewnie chcecie wiedzieć o co chodzi?- Zapytał się. Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami.
-Otóż zazwyczaj wtryniam się do łóżka Jasona i robię sobie z niego podusię.- Powiedział z uśmiechem Jonathan.
-Jakoś ostatnio to codziennie ci się to zdarza.- Powiedział Jason, ale nadal był uśmiechnięty.
-Dosłownie zawału idzie przez was dostać.- Stwierdziła Megumi z ulgą.
-Ale dlaczego to robisz Joni?- Spytałam się, gdy już odzyskałam mowę.
-Nie lubię najwidoczniej spać sam. Od dzieciństwa właziłem do jego wyra i spaliśmy razem. Jakoś się do tego przyzwyczaiłem. I na dodatek Jason jest taki cieplutki ^.^- Dla innych może wydawać się to dziwne jednak ja uważam, że to słodkie. Zwłaszcza, że Joni czasami zachowuje się jak dziecko i to Jason gra rolę starszego brata.
-Dobra! Zbieramy się!- Usłyszeliśmy donośny głos pana Tamuro. Pozbieraliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Po drodze nie obeszło się bez rozmów. Gdy było dość późno zaczęliśmy iść z powrotem do obozu. Jednak nie było dobrze. Dlaczego? Otóż zgubiliśmy się a zmrok zapadał coraz szybciej. Zatrzymaliśmy się na chwilę w lesie aby ogarnąć sytuację.
-Czy wszyscy są?- Zapytała pani Kanegawa.
-Tak.- Krzyknęliśmy chórem.
-To dobrze. A teraz słuchajcie uważnie. Musimy trzymać się razem i jakoś odnaleźć drogę powrotną. Teraz chwilę odpoczniemy. Jeśli ktoś jest głodny to można zjeść. Siadajcie blisko nas i się nie oddalajcie.- Powiedział pan Tamuro. Mam nadzieję, że szybko znajdziemy drogę powrotną, bo jest coraz ciemniej i zimniej. Nagle usłyszeliśmy łamanie gałęzi. Ktoś lub coś zbliża się w naszą stronę. Jest coraz bliżej, co słychać przez łamane gałęzie. Nagle zaświeciło się światło na co wszystkie dziewczyny zaczęły krzyczeć a ja wtuliłam się bardziej w Jasona.
-Co wy tu robicie?- Usłyszałam głos jakiegoś chłopaka. Światło latarki skierował w dół, dlatego mogłam się mu przyjrzeć. Na twarzy miał maseczkę (taką lekarską) a na sobie czarne futro.
-Możesz nam pomóc?- Spytała się przerażona pani Kanegawa. Jason za to odkleił mnie od siebie i podszedł do nieznajomego.
-Co ty tu robisz?- Spytał się go.
-Nie widać?! Aktualnie stoję.- Powiedział nieznajomy ochrypniętym głosem.
- Jesteś chory i masz leżeć w łóżku a nie łazić po lesie.- Stwierdził do niego Jason.
-Jason. Kto to jest?- Spytałam się trochę przestraszona.
-Nie poznajesz Kiyoshiego!?- Usłyszałam za sobą Joniego.
-Kiyoshi?- Spytała zdziwiona Megumi.
-A kto inny?- Spytał zdziwiony.
-Kiyoshi, znasz te tereny? Możesz nam chociaż powiedzieć jak możemy dojść do obozu?- Zapytał się go pan Tamuro.
-Nieźle się oddaliliście od waszego obozu. Zanim tam dojdziecie będzie ranek. Chodźcie lepiej ze mną. Mieszkam niedaleko i miejsca do spania się znajdą.- Zaproponował Kiyoshi nauczycielowi.
-No dobrze. Jeśli nie jest to problem to prowadź.- Kiyoshi tylko obrócił się do nas tyłem i ruszył przed siebie. My oczywiście szliśmy obok niego. Megumi chciała się do niego przytulić ale Kiyoshi stwierdził, że nie chce aby się rozchorowała. Po jakichś 50 minutach marszu byliśmy u niego w domu. Chociaż bardziej w obozie. Każdy wręcz zachwycał się tym miejscem.
-Możecie zająć te dwa domki. Akurat są wolne. Rano pokażę wam gdzie jest stołówka i te inne.- Powiedział do nas Kiyoshi.
-Dziękujemy ci Kiyoshi. A gdzie twoi rodzice? Chyba musisz się ich spytać, czy możemy tu zostać.- Zapytał się go pan Tamuro.
-Wyjechali. Wrócą za jakiś tydzień. I nie martwcie się. Ja tu zarządzam, gdy ich nie ma więc jest dobrze.- Powiedział i jakby się uśmiechnął.
-Rodzice muszą być dumni z takiego syna.- Powiedział z uśmiechem pan Tamuro. Po chwili zobaczył, że ktoś chowa się za Kiyoshim.- Kto to jest?- Spytał się nauczyciel i wskazał palcem tą osobę.  Kiyoshi na jego pytanie obrócił głowę w tył.
-Emiko. Co ty tu robisz? Przepraszam. To moja siostra Emiko.- Powiedział Kiyoshi do nauczyciela. Emiko na jego słowa wbiegła do jednego z domku.
-Przepraszam pana, ale muszę się teraz zaopiekować tym idiotą więc niech pan zaopiekuje się resztą grupy.- Powiedział Jason i przewiesił sobie Kiyoshiego jak worek kartofli.
-Puść mnie debilu! Potrafię sam chodzić.- Krzyczał na niego Kiyoshi ale ten nic sobie z tego nie robił. Wraz z Jonim, Louisem i Runim weszli do domku, do którego poszła Emiko. My za to udaliśmy się do dwóch wskazanych przez Kiyoshiego domków. Każdy się przebrał i szybko poszliśmy spać.


Happy New Year~!

Ohayo w ten ostatni dzień roku ^.^
Jesteśmy z wami dopiero 5 miesięcy i mam nadzieje, że będziemy kolejny rok :p
Moje postanowienie: dotrzymywać obietnic :) (Wiem, że miał być świąteczny i sylwestrowy one shot no ale.......brak czasu i pomysłów >.<)
A LovelyxAsuny to taki, że weźmie się do roboty i zacznie coś tu wstawiać ^.^

Życzymy Wam zdrowia, szczęścia i powodzenia w Nowym Roku~!
Dużo Anime, Mang i Opowiadań *.*
Oraz fajnej imprezy, jeśli się na jakąś wybieracie :*

#Kimie Kikui & #LovelyxAsuna


czwartek, 25 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 21

Dni mijały bardzo  spokojnie. Aktualnie mamy jesień. Lubię tą porę roku. Są kolorowe liście, kasztany a w deszczowe dni można czytać książki lub znaleźć sobie interesujące zajęcie. Chociaż z drugiej strony przez niepogodę nie można chodzić na spacery i do wesołego miasteczka. Również robi się coraz zimniej i trzeba się cieplej ubierać. Przez to nie przesiadujemy na dachu. Jako alternatyw wybraliśmy sobie stolik w rogu stołówki. Jakoś wytrzymamy ten okres jesienno-zimowy. Każdy ma inne podejście do pogody i w ogóle. Shun smuci się, bo nie może ćwiczyć na świeżym powietrzu. Jednak z drugiej strony cieszy się, gdyż będą się zaczynać sporty zimowe typu hokej. Joni marudzi na zimno. Yuko za to stwierdziła, że przez deszcz robi się bardziej leniwa. Megumi nie marudzi na taką pogodę. Kiyoshi za to przeciwnie, ponieważ nie może chodzić sobie po górach. Jason tylko trochę marudzi. Zwłaszcza dlatego, iż nie może mnie zabierać w jakieś fajne miejsca. Powiedziałam mu, że jeśli mnie kocha to przetrwa ten czas. Zaśmiał się na to i powiedział „Dzięki mojej miłości do ciebie mógłbym nawet przeżyć epokę lodowcową”. Ale z niego głupol ^.^ Chociaż teraz dni zrobiły się słoneczne i nie jest aż tak zimno. Właśnie teraz uczniowie z naszej klasy i z równoległej przygotowywali jesienny festyn. Ja z dziewczynami przygotowywałyśmy dekoracje. Chłopcy budowali stoiska. Raz ich obserwowałam i nie mogłam przestać się śmiać. Dlaczego? Najpierw udawali, że surfują. Później było „Trzymaj gwóźdź a ja wbiję”, „Ale nie przywal mi w palce”. Raz nawet Kiyoshi gonił Jasona z siekierką. Przerwał im pan Tamuro z groźną miną lecz i tak się z nich śmiał. Ja, Yuko i Megi zgłosiłyśmy się być kelnerkami w kawiarence. Jedna dziewczyna powiedziała, że będziemy przebrane za pokojówki. Wtedy przypomniało mi się anime Kaichou wa Maid-sama. Tylko jest zasadnicza różnica- ja już chodzę z głównym bohaterem, hehe. Nie wiem dokładnie czym zajmują się chłopaki. I tak pewnie przyjdą do kawiarenki. Nie wiem jak Shun, bo on jest zgłoszony u pana Tamuro i pewnie będzie zajęty. Już nie mogę się doczekać ^.^

Dzień festiwalu~! Aktualnie jesteśmy już przebrane w nasze stroje. Już zaczęłyśmy naszą prace. I muszę stwierdzić, iż wyglądam w tym stroju świetnie. Jest bardzo fajnie. Nasi klienci są bardzo mili i przyjaźnie nastawieni. Od rana nie widziałam chłopaków. Raz tylko Shunsuke przebiegnął mi przed nosem. Mam nadzieję, że chociaż wpadną na chwilę.....
                                   Po około 3 godzinach
Nadal pracujemy. Raz przyszedł pan od fizyki i był wręcz zauroczony naszym zapałem i uprzejmością.
-Czy ja też zostanę obsłużony?- Aż podskoczyłam, gdy Jason powiedział mi te słowa do ucha. Zjawił się za mną tak znienacka. Obróciłam się do niego przodem i wręcz zamarłam. Był on przebrany za.....
-Kotek?!- Aż uśmiechnęłam się.
-No co?! Nie podobam ci się?- Spytał z maślanymi oczkami.
-Podobasz. Jesteś bardzo słodziutki ^.^.- Powiedziałam i pogłaskałam go po głowie.
-Twój kotek jest bardzo głodny.- Stwierdził Jason i zaczął dawać mi buziaki.
-No dobrze. Siadaj a ja za chwilę ci coś podam.- Usiadł grzecznie i czekał na jedzenie. Przyniosłam mu kawałek tarty truskawkowo-jagodowej i gorącą czekoladę.
-Mari. Jestem zazdrosny.- Powiedział, gdy usiadłam naprzeciwko niego.
-Dlaczego?- Przecież nie jestem tu jedyną dziewczyną.
-Bo w tym stroju wyglądasz naprawdę uroczo i seksownie a przychodzi tu pewnie dużo chłopaków. I nie mogę przeboleć, że patrzą się na moją śliczną dziewczynę.- Ja go chyba zabiję za te teksty. Przez nie robię się czerwona jak burak.
-A co ja mam powiedzieć?! Mój super przystojny chłopak, wyglądający bardzo słodko z tymi uszkami i uśmiecha się do tych wszystkich dziewczyn. I jak myślisz jak się czuję?- Aż przestał jeść. Szybko pogryzł i połknął kęs ciasta. Złapał mnie za rękę i trochę przybliżył.
-Skarbie. To dla mnie wielka tortura uśmiechać się do tych dziewczyn. I nie bój się. Wynagrodzę ci to po festynie.- I co ja mam o tym myśleć. Jednak uśmiechnęłam się na jego słowa i cmoknęłam go w nosek.
-Ja też chcę ciacho.- Stwierdził Joni stojący tuz obok nas. Również był ubrany za kotka. Przysunął sobie krzesło i usiadł koło brata.
-Joni~! Wyglądasz tak sweet~!- Stwierdziła Yuko i rzuciła się na szyję swojemu chłopakowi.
-Ty też Yuko~!- To są dwa wariaty. Yuko od razu podała swojemu chłopakowi ciastko i picie. Gadaliśmy tak chwilę. Lecz nagle przez naszą kawiarenkę przeszedł pisk dziewczyn. Zobaczyłam na drzwi by zobaczyć, kto wywołał taki pisk. Okazał się nim być Kiyoshi. Ale wcale nie wyglądał jak ten Kiyoshi, którego znam. Również był przebrany za kota. Lecz muszę przyznać, że wyglądał fantastycznie. Może to przez to, że miał na sobie futrzaną kamizelkę oraz opaski na rękach z futerkiem. Miał również ogon i wąsy. Do tego cały ubrany był  na biało, co dawało fajny kontrast z jego oczami. Wszedł do środka i usiadł z nami.
-O matko! Kiyoshi to naprawdę ty?- Zapytała się Yuko.
-Tak to ja.- Odpowiedział jej z uśmiechem. W tym czasie podeszła do nas Megi. Ona patrzała się na niego a on na nią. Megumi po chwili przybliżyła się do Kiyoshiego i.........zaczęła go drapać za uchem. Zdziwiło go to na początku lecz po chwili zaczął się do niej łasić, prosząc o więcej. Megi tylko śmiała się z jego zachowania.
-Megi. Wiedz, że zostaniesz za chwilę przeze mnie porwana.- Powiedział Kiyoshi, gdy ta przestała go drapać.
-Dlaczego?- Spytała się. Też jestem tego ciekawa.
-Albo cię porywam albo zabijam wszystkich facetów, którzy na ciebie spojrzą.- Spojrzał się na innych z mordem w oczach. Ale z niego zazdrośnik.
-Nie martw się. Gdy do nich podchodzę od razu mówię, że mam chłopaka.- Na jej słowa wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po tym pogadałyśmy jeszcze chwilę z chłopakami i wrócili oni do swojej pracy.

Właśnie stoimy całą naszą grupką na placu szkoły. Nasza praca już się skończyła więc możemy iść na jakieś atrakcje albo po prostu odpocząć. Jak na razie to po prostu stoimy i gadamy. Nagle coś przykuło moją uwagę a raczej ktoś. Była nią młoda dziewczyna. Miała ona rude, długie włosy i brązowe oczy. Była ubrana w czarne legginsy, czerwono-czarną sukienkę z falbankami i długimi rękawami. Stała przy bramie szkoły a wokół niej stało kilka osób. Widać było, że jest tym faktem przerażona. Nagle spojrzała w moją stronę. Po chwili minęła tych ludzi i biegła w naszą stronę. Podbiegła i.......przytuliła się do Kiyoshiego. Nie powiem, ale trochę mnie to zdziwiło. Na początku Kiyoshi również nie wiedział, kto się do niego tuli. Wszyscy aż zamilkli, gdy ta dziewczynka to zrobiła. Najwyraźniej Kiyoshi znał ją bo uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie.
-Co tu robisz Emi?- Spytał się jej. Wiec ma na imię Emiko. Dziewczynka nic nie odpowiedziała tylko bardziej wtuliła się w niego i wręcz się za nim schowała.- Nie chowaj się. Zobacz kto tu jest.- Dziewczynka na jego słowa wyjrzała zza niego i spojrzała na nas. Uśmiechnęła się i podbiegła do Jasona by go przytulić. On jakby wiedział, że to zrobi dlatego przed tym kucnął.
-Cześć Emiko.- Powitał ją z uśmiechem.
-A ze mną się nie przywitasz?- Spytał się Joni. Emiko spojrzała na niego i również podeszła do niego, by się przywitać.
-Jaka ona słodka~!- Stwierdziła Yuko i najwidoczniej również chciała się przywitać z Emi. Ona zaś przestraszyła się i szybko schowała się za Kiyoshim.
-Nie bój się. Nic ci nie zrobi.- Powiedział do niej z uśmiechem Kiyoshi. Muszę przyznać, że wyglądał wtedy inaczej. Był taki bardziej....troskliwy?
-Cześć! Jak masz na imię?- Spytała się Megi i ukucnęła niedaleko niej. Emi patrzała się na nią chwilę. Jednak wyszła zza Kiyoshiego i ustała przed nią.
-Nazywam się Emiko.- Powiedziała dziewczynka cichutko.
-Miło cię poznać Emi-chi. Ja nazywam się Megumi.- Przywitała się Megi. Ta scena wyglądała nawet słodko.
-Miło cię poznać Megi-san.- Powiedziała cicho Emi. I nawet się do niej uśmiechnęła.
-A przywitasz się z innymi?- Spytał się jej Kiyoshi i ukucnął za nią.
-Nie.- Powiedziała i ponownie przytuliła się do niego. Kiyoshi wziął ją na ręce.
-Ale z ciebie uparciuch. Ale jak nie chcesz to nie będę cię zmuszał.- Zadziwiał mnie taki Kiyoshi. Mógłby być taki częściej.
-A tak w ogóle to kto to jest?- Spytał się Shun. Właśnie. Wiemy, że ma na imię Emiko i zna Kiyoshiego.
-Moja siostra.- Powiedział Kiyoshi. Nawet nie są do siebie podobni ale nie wnikam.
-Chcę iść do domu.- Powiedziała Emiko.
-No dobrze. Sorki ale ja już idę. Życzę miłej zabawy.- Powiedział Kiyoshi i poszedł z Emiko na rękach do domu.
-Na razie-!- Zdołaliśmy jeszcze za nim krzyknąć.
-Ale Kiyoshi ma słodka siostrę. Może nie jest do niego podobna wyglądem ale pewnie ma podobny charakter.- Skomentowała Yuko. Może gdyby lepiej ją poznać okazało by się to prawdą. Chociaż to, że nie chciała nas poznać można porównać do charakteru Kiyoshiego.
Po tym pochodziliśmy po kilku stoiskach. Następnie Shun i Lou odprowadzili Megi do domu. Yuko z Jonim tez gdzieś poszli. Za to ja z Jasonem wybraliśmy się na spacer po parku. Usiedliśmy na ławce i rozmawialiśmy na temat dzisiejszego dnia.
-Muszę przyznać, że Kiyoshi ma uroczą siostrę.- Powiedziałam w pewnej chwili.
-To nie jest jego siostra.- Powiedział Jason co mnie bardzo zdziwiło.
-Jak to nie jest to jego siostra?! Więc kto?- To było dziwne. Przecież tak ją nam przedstawił.
-To jego córeczka.- Na te słowa szczęka opadła mi do podłogi.
-C-Có-Córeczka?! Ale jak to?- Kiyoshi ma córkę?!
-To nie jest taka prawdziwa córka. Znalazł ją raz w lesie samą podczas  ulewy i zaopiekował się nią. Miała wtedy jakieś 7 miesięcy. Dlatego Kiyoshi traktuje ją bardziej jak córkę a nie siostrę.- Wytłumaczył mi Jason. -Muszę przyznać, że nadal wydaje mi się to skomplikowane.
-Przecież nie mógł przy wszystkich powiedzieć, że to jego córka.
Pomyśl jak by zareagowała Megi.- Ach tak! Muszę przyznać, że ja też nie chciałabym usłyszeć od swojego chłopaka, że ma córkę.
-Przez to można powiedzieć, że Kiyoshi jest bardzo dojrzały. Pewnie nie było mu łatwo się nią opiekować.- Stwierdziłam.
-Nie łatwo zwłaszcza jak ma jeszcze 50 wychowanków.- Powiedział Jason a mi ponownie opadła szczęka.
-J-Jak to 50?!- Czy on żartuje czy mówi serio??
-Tak to. Przecież wataha nie składa się z 5 osób. Jego liczy już ponad 50. Ale traktuje ich bardziej jak siostry i bracia. Emi jest takim wyjątkiem. Więc reszta ma przechlapane, gdy staje się jej coś pod jego nieobecność.- Dobra. Przyznaję się, że myślałam, że wataha to jakieś małe grono wilków. Więc cieszę się, że mam to teraz wytłumaczone.
-A już raz coś takiego się zdarzyło?- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła ale kto pyta ten nie błądzi więc mam wytłumaczenie.
-Tak. Ja z Kiyoshim byliśmy wtedy na wycieczce. Mieliśmy wrócić po 3 dniach. Wtedy kilka osób z jego watahy wzięło Emiko i poszli się powspinać. Na wspinaczce Emi złamała rękę. Jak Kiyoshi to zobaczył to mało powiedziane, że był wściekły. Dobrze, że przy tym byłem bo możliwe, że któryś z nich nie uszedłby z życiem. Dał im porządną karę, dlatego od tamtego momentu wszyscy pilnują Emiko aby nie podpaść.- Przez tą historię nie wiem czy nie powinnam się zacząć bać Kiyoshiego. Chociaż mam Jasona, który potrafi go uspokoić więc jest OK.
-To dobrze, że jest taki opiekuńczy wobec swojej przybranej córki. Przynajmniej jego dzieci będą czuły się bezpiecznie.- Tylko przyszli teściowie będą się go bać, dodałam w myślach.
-Prawda. Nasze dzieci również będą z nami bezpieczne.- Powiedział Jason. Dopiero po kilku minutach doszło do mnie co powiedział.
-Że co?!!- D-D-Dzieci z Jasonem?!
-Ale masz szybki czas reakcji.- Zaśmiał się Jason za co dostał z łokcia w żebra.- No ale wiesz, tak się może zdarzyć czyż nie?!- Na samą myśl dostałam rumieńców.
-T-Ty tak nie idź d-daleko w p-przyszłość.- Powiedziałam próbując się nie jąkać. Jason tylko zaśmiał się pod nosem i mocniej mnie przytulił. Po tym pospacerowaliśmy jeszcze trochę i poszliśmy do domu. Muszę przyznać, że mam lekki mętlik w głowie. Nigdy nie myślałam o tym aby mieć dzieci z Jasonem. Nie tak, że nie chciałabym. Ale jak na razie jestem jego dziewczyną i może być tak, że ze mną zerwie. Chociaż gdy tak mówi o tych dzieciach......Czekaj! Przecież dzieci są.........I najpierw trzeba..........Nie! Nie! Nie!!! Aktualnie złapałam największego możliwego buraka ever. Jak na razie te myśli schowam na później.


Zamiast iść do domu poszedłem do willi. Oczywiście z Jonim. I w głowie nadal miałem reakcję Mari, gdy powiedziałem jej o wspólnych dzieciach. Ciekawe czy teraz nad tym rozmyśla? No nic. Jak na razie mam ochotę pogadać z kumplami i może nawet napić się czegoś mocniejszego. Bo przecież tak naprawdę nie mam 17 lat. Mimo iż doszliśmy tak ok.21 to nikt nie spał.
-Jak miło was widzieć.- Powiedział na przywitanie Niko.
-Ciebie tez Doktorku. Jakieś nowe wiadomości?- Trzeba być obeznanym.
-Tak i to nie najlepsze.- Dlaczego nie mógł powiedzieć „Wszystko w porządku. Możecie się opierdalać”.
-Co się stało?- Spytałem i usiedliśmy wszyscy w salonie.
-Rivera powrócił.- Powiedział Will. Na te słowa wszystkie mięśnie mi się spięły. Tylko nie ON.
-Skąd wiecie, że to prawda?- Może to po prostu jakaś płotka.
-To prawda. Jeden klan już został wymordowany. Byłem tam. Zauważyłem jego specyficzny znak na jednej kobiecie. Najwidoczniej zdążył się jeszcze napoić.- Powiedział Rune.
Rune de la Regence (reżąs)
“17” lat
02.02.1997r.
Wzrost: 1,79
Kraj: Szwecja, Francja
Czarne włosy, czarne oczy
Hobby: prawo, sztuki walki, fotografia, modeling









-Witaj Rune. Serio tam byłeś?- Mógłby chociaż mnie pocieszyć.
-Witaj. Tak. I wiem, że się na to wkurzyłeś. Ale spokojnie. Jak na razie wystarczy obserwować teren. Ewentualnie zabić jakichś ludzi. Dopóki nic nam nie zagraża jest dobrze.- Powiedział Rune i usiadł z nami.
-Może nam nie. Ale ja się bardziej o kogoś innego martwię.- Rune na moje słowa zrobił zdziwioną minę.
-Chodzi o jego dziewczynę. Nie jest wampirzycą lub inną istotą tylko normalnym człowiekiem. Więc jeśli ktoś z jego ludzi zauważy, że Jason ma dziewczynę to mogą ją porwać albo zabić.- Wytłumaczył mu Niko.
-Aaaa! Ale lepiej nie mów jej na razie o tym. Niech się tym nie zamartwia - Rune ma rację. Jak na razie pozostaje mi wzmocnić swoją czujność i zapewnić bezpieczeństwo Mari jak i innym.
-Powiadomię o tym fakcie Kiyoshiego i Louisa. Niech też lepiej będą się mieli na baczność. Rivera może zakumplować się z innymi naszymi wrogami. A to będzie już masakra.- Już nawet nie chcę myśleć co może się wtedy stać.
-Dobra, dobra. Nie panikujmy tak od razu. On na pewno teraz nie zaatakuje. Pewnie dopiero, gdy zbierze niezłą armię, ruszy na nas. Tylko nie wiemy jaki ma powód aby nas atakować.- Powiedział Will. To prawda. Wcześniej prowadziliśmy kilka walk. Ale zawsze je wygrywaliśmy. Może chce się zrewanżować? Mam tylko nadzieję, że nikt nie ucierpi, zwłaszcza ktoś bliski.

Maurice Rivera




Merry Christmas

Najpierw informacje. Wiem, że miałam dodać świątecznego one shota ale nie miałam czasu go napisać i dopiero dzisiaj biorę się za jego pisanie <chowa się za krzesło> :p 
W tym roku dodam jeszcze 2 rozdziały TB, świątecznego "opóźnionego" one shota i może coś na sylwestra :D 
Co do nowego roku to pojawi się pod koniec stycznia albo lutego nowe opowiadanko :D
A teraz co do świąt......

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
Dużo zdrowia, szczęścia, miłości.
Kasy na mangi, koncerty nie zapomniane i inne potrzebne cudności.
Nowych anime, kolejnych sezonów.
Wrażeń i przygód.
Dużo romansów, yaoiców i sprośnych myśli.
Radości z każdego dnia.
Tego i innych wspaniałości życzą Wam
........
Kimie Kikui
&
LovelyxAsuna
^.^

P.S. Jak Wam minęły Święta?? o.O


Jeśli macie jakieś pytania piszcie w komentarzach albo na mojego maila
animatorka15@wp.pl

Wesołych Świąt *.*

piątek, 19 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 20

Witam :)
Przepraszam za opóźnienie ale miałam szkolne sprawy itp. Chociaż może na trochę przerwę wstawianie rozdziałów, gdyż nikt nic nie piszę w komentarzach. A brak motywacji to wielka sprawa :(
No więc zapraszam do czytania ^.^ #Kimie


Minęło już kilka dni odkąd Yuko i Jonathan są parą. Czy coś się zmieniło? Może troszkę. Zwłaszcza nasze przesiadywanie na dachu podczas długiej przerwy. Dlaczego? Otóż, nasza nowa parka słodzi sobie słówkami, że aż się rzygać chce. Cieszą się, że są w końcu parą, dlatego przymykam na to oko. Shun jak zwykle chodzi na treningi, więc u niego po staremu. Tak samo u Jasona i Mariko. Oczywiście stosunki między bliźniakami się nie zmieniły. Joni nadal klei się do Jasona i zachowuje się jak dziecko. A Jason pilnuje go i zachowuje się jak zawsze. Tylko między Megumi a Kiyoshim jest coś nie tak. Widzę, że Kiyoshiego coś gryzie. Rozmawiałem o tym z Jasonem ale on nie wie co dokładnie mu dolega. Wiem również, że się nie pokłócił z Megi. Więc co mu jest? Jason postara się to rozwiązać i przycisnąć go trochę. Nie dziwię się. Przez zachowanie Kiyoshiego Megumi chodzi smutna i zmartwiona. Chce się powiedzieć, że wszystko będzie dobrze ale nie wiadomo. Aktualnie siedzimy na dachu i planujemy gdzieś wyjść w ten weekend (o dziwo zaproponował to Jason).
-Więc jakie są propozycje?- Zapytał Jason wszystkich.
-Ty powinieneś coś zaproponować, jeśli ty to wymyśliłeś.- Stwierdziła Mari.
-Ale mi obojętnie gdzie pójdziemy. Z moim Słoneczkiem mogę iść wszędzie.- Na te słowa Mari miała lekkie rumieńce na swoich policzkach.
-To co powiecie na oceanarium?- Zaproponowałem.
-Dobry pomysł. Po tym możemy iść coś zjeść- Powiedział Joni.
-Jeśli wybierzemy się wcześniej to możemy jeszcze pójść na kręgle.- Zaproponował Shun.
-Tak~! Więc już postanowione. Idziemy do oceanarium, coś zjeść i kręgle.- Powiedziała z entuzjazmem Yuko.
-Mi pasuje.- Powiedziałem.
-Mi też.- Stwierdził Shun.
-Ja z moim Miśkiem też pójdziemy.- Powiedziała Mari i dała całusa w policzek Jasonowi.
-My na stówkę idziemy.- Stwierdził Joni.
-Ja też pójdę.- Powiedziała Megumi z lekkim uśmiechem. Aż miło widzieć, gdy się uśmiecha.
-Ja nie idę.- W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy się na Kiyoshiego. Tak, to on to powiedział.
-Ale dlaczego?- Spytał wyraźnie zdziwiony Shun.
-Nie idę i już. Miłej zabawy.- Powiedział i ruszył w stronę wyjścia.
-Kiyoshi!- Krzyknęła za nim Megumi i już chciała pobiec za nim ale Jason ją powstrzymał.
-Zostaw go samego Megumi. On musi pobyć sam ze sobą.- Powiedział i kazał jej usiąść. Do końca dnia nikt nie był zbytnio szczęśliwy. Kiyoshi nie pokazał się już na lekcjach. Spytałem się Jasona po szkole, czy idzie do Kiyoshiego. Stwierdził, że później go odwiedzi. „Coś czuję, że teraz wolałby pozostać sam. Najwidoczniej nadal się nad czymś zastanawia” powiedział Jason. Gdy wróciłem do siebie sam również się nad tym zastanawiałem.
-Halo~! Tu ziemia do Louisa.- Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś głos.
-Ach, Tomi. Mówiłaś coś?- Spytałem.
-Jedz, bo ci wystygnie.- Powiedziała ze śmiechem. Zauważyłem, że inni już kończyli swoje jedzenie a ja miałem ledwo co zaczęte.- Nad czym się tak zastanawiałeś?- Spytała się.
-Nad Kiyoshim.- Widać było, że zdziwiła się na moje słowa.
-Serio?- To aż takie dziwne?
-Tak. Stał się ostatnio jakiś ponury. Nie wiemy co mu się stało. Zastanawiałem się, co może być tego przyczyną.- Taka prawda. Kiyoshi jest moim przyjacielem. Wolę, gdy jest złośliwy i dokucza innym niż ponury i obrażony na cały świat.
-Ach tak. To dobrze, że się o niego martwisz. Dzięki temu widać, że jesteś jego przyjacielem i to najlepszym.- Na jej słowa aż się uśmiechnąłem. Taka prawda. Kiedy któryś z moich przyjaciół dziwnie się zachowuje chcę się dowiedzieć co się stało, że taki jest. Po zjedzeniu kolacji jeszcze trochę pogadałem z resztą i poszedłem do siebie. Ciekawe, czy Jason już rozmawiał z Kiyoshim?


Była godzina ok. 22 a ja lazłem przez las. Po co? W końcu muszę pogadać z Kiyoshim. Nie dziwcie się, że tak późno. Potrafiłem przyjść do niego nawet o 4 w nocy i zwalić go z wyra aby pogadać. Bo to jest przyjaźń. Nieważne. Wreszcie dotarłem do jego obozu. Najwidoczniej wszyscy już śpią. Bez zbędnych ceregieli wszedłem do jego domku. On też już śpi? Udałem się do jego sypialni. Zobaczyłem, że siedzi na parapecie i patrzy się na coś za oknem.
-Po co przyszedłeś?- Spytał oschle.
-Pogadać.- Powiedziałem i usiadłem na łóżku.
-Nie mam nastroju. Przyjdź kiedy indziej.- Powiedział nadal nie odrywając spojrzenia od widoku za oknem.
-Ale tu nie chodzi o mnie tylko o ciebie.- Chwila ciszy.- Co cię martwi?- Spytałem prosto z mostu. Kiyoshi jeszcze chwilę siedział na parapecie, po czym wstał i usiadł na fotelu, który znajdował się przed biurkiem. Siedział tak i nic nie mówił. Nawet się na mnie nie spojrzał.
-Martwię się. Tylko tyle.- Stwierdził w końcu.
-O co się martwisz?- Powoli zaczął się otwierać.
-O swoją rodzinę.- Powiedział i spojrzał się na mnie.
-A dokładniej?- Niech się wygada.
-Ohh.. Ostatnio były te najazdy. I ja.......i ja się boję, że ktoś zrobi krzywdę mojej rodzince. Muszę ich bronić. Jestem ich wodzem a zarazem ojcem. Nie mogę pozwolić aby cierpieli bo mnie się zachciało zabaw.- No w końcu.
-Kiyoshi, ale o czymś zapomniałeś.- Na te słowa spojrzał się na mnie z zaciekawieniem.- Że to jest TWOJA rodzina. To TY ich wytrenowałeś i wychowujesz. Poradzą sobie, gdy ciebie akurat nie będzie w obozie.- Szczera prawda. Treningi Kiyoshiego nie są byle jakie. Dają one porządny wycisk.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego „ale”. Możesz jedynie jeszcze ich trenować i wprowadzić jakieś zasady. Pokazałeś im już wiele razy jak mają działać. Kiyoshi, to ty ich wszystkich przygarnąłeś i wychowałeś. Dałeś im dach nad głową i bezpieczeństwo. Nauczyłeś również jak się bronić i  poradzić sobie w trudnej sytuacji. To, że czasami wyjdziesz nie znaczy, że ich zaniedbujesz. Widać jaki mają do ciebie szacunek. I widać, że dajesz im miłość aby poczuli się jak w prawdziwej rodzinie.- Widać te słowa zaskoczyły go. Ponownie siedzieliśmy w ciszy. Nie przeszkadzało mi to. Kiyoshi pewnie nad tym rozmyślał. Po kilku minutach Kiyoshi wstał i ustał przede mną. Patrzył się na mnie chwilę po czym uderzył lekko w głowę.
-Za co?- Nie rozumiem go. Ja tu go pocieszam a on mnie bije.
-To była pieczątka na znak naszej przyjaźni.- Powiedział i się uśmiechnął.- Dzięki za rozmowę.- I kolejne punkty dla mej osobistości.
-Ale masz jeszcze jedną rozmowę do przebycia.- Powiedziałem z uśmiechem a on usiadł obok mnie.
-Z kim?- Zrobił zdziwioną minę.
-Z Megumi. Martwiła się o ciebie i widać była bardzo smutna.- Na te słowa Kiyoshi otworzył szeroko oczy, po czym walnął face palma.
-Kurwa. Jak ja jej to wszystko wytłumaczę? Ale ze mnie idiota.- Stwierdził i położył się.
-I to wielki.- Na te słowa dostałem poduszką.- Dobra. Ty się zastanawiaj co powiesz Megi a ja spadam do domu. Moja przylepa pewnie zamarzła z zimna. A! I jutro spotykamy się o 12  przed oceanarium.- Powiedziałem i wstałem.
-Dobra, dobra. Idź, bo z Joniego stanie się kostka lodu. I jeszcze raz dzięki.- Powiedział a mnie już po chwili nie było. Cieszyłem się, że w końcu jest sobą. Może mnie tylko trochę dziwi, że tak szybko się wygadał. No ale nic. Wiem jedno- muszę kupić Joniemu jakiś ocieplacz, bo wręcz się trząsł, gdy przyszedłem. Od razu, gdy się położyłem wtulił się we mnie mocno. Aż mnie ciarki przeszły, gdy mnie dotknął swoimi zimnymi dłońmi.

No i nadszedł następny dzień. Już staliśmy pod oceanarium. Lecz nie było jeszcze Kiyoshiego. Oczywiście nie powiedziałem reszcie, że przyjdzie. Wszyscy rozmawiali między sobą. Nawet Megumi się uśmiechała. Lecz ja widziałem, że nadal jest smutna.
-Hej wszystkim.- Rozmowy ucichły i wszyscy spojrzeliśmy się na Kiyoshiego.
-Kiyoshi?!- Widać Megi była zaskoczona jego obecnością.
-Megi. Możemy porozmawiać?- Spytał się jej Kiyoshi i wyciągnął w jej stronę rękę. Ona tylko kiwnęła i położyła swoja dłoń na jego. Od razu kupili bilety i weszli do oceanarium. My zrobiliśmy to dopiero po chwili. Kiyoshi, powodzenia.


Szedłem z Megumi po oceanarium. Na początku  nie odzywaliśmy się do siebie. Ja nadal się zastanawiałem, jak mam rozpocząć rozmowę.
-Więc, Megumi. Muszę ci coś powiedzieć.- Tylko tyle zdołałem wymyślić, na początek.
-Więc powiedz to w końcu.- Powiedziała. W jej głosie było słychać smutek.
-Megumi?!- Bardzo mnie zmartwiła.
-No powiedz! Powiedz, że już mnie nie kochasz i ze mną zrywasz.- W tym momencie czułem się jakbym dostał z liścia.
-Że co?- Wydukałem.
-A nie to chciałeś powiedzieć?!- Spytała się Megi i spojrzała na mnie. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
-Nie, nie to chciałem ci powiedzieć! Chciałem cię przeprosić za swoje zachowanie. Przeze mnie chodziłaś smutna i martwiłaś się o mnie. Wręcz cię olewałem. Zamiast od razu powiedzieć ci co mnie dręczy, to ja głupi to ukrywałem. Miałem kilka problemów przez co tak się zachowywałem.- Zamilkłem na chwilę. Megumi patrzyła na mnie ze zdziwieniem w oczach.- Po prostu pokłóciłem się z rodziną. Ale już wszystko w początku. Megumi.- Podszedłem do niej bliżej i wziąłem jej twarz w swoje dłonie.- Megumi kocham Cię. I za żadne skarby nie chcę z tobą zrywać. Przepraszam. Proszę, wybacz mi moje zachowanie.- Megumi patrzyła na mnie jeszcze chwilę po czym zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie i głaskałem po plecach aby się uspokoiła.- Ciii. Spokojnie.- Staliśmy tam kilka minut. W końcu Megumi uspokoiła się i spojrzała na mnie.
-Ty głupolu. Wybaczam ci, bo cię kocham. I następnym razem od razu masz mi się wygadać.- Uśmiechnęła się delikatnie.
-Dobrze, dobrze. Ja ciebie też kocham.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Ale się za tym stęskniłem. Po tym Megumi poszła do łazienki aby się ogarnąć. Gdy już to zrobiła poszliśmy poszukać reszty.


Chodziliśmy grupą po oceanarium. Yuko co chwila wskazywała na jakąś rybę. Wszyscy wręcz otworzyli szeroko buzię, gdy przepłynęła nad nami duża płaszczka. Aż zaśmiałem się na ich fascynację. Oni patrzeli na ryby i tym podobne a ja zastanawiałem się, czy Kiyoshi pogodził się już z Megumi. Minęło jakieś 20 minut a oni nadal nie wracali. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę przy akwarium z małymi rybkami. Dopiero wtedy przyszli Kiyoshi z Megumi. On się uśmiechał a ona była cała czerwona na twarzy. Trzymali się za ręce. Wszyscy spojrzeli w ich stronę. Zatrzymali się przed nami.
-No więc, chciałem was przeprosić za swoje zachowanie.- Powiedział Kiyoshi z lekkim uśmiechem.
-Nie ma za co.- Powiedziała wesoło Yuko.
-Każdemu się może zdarzyć.- Stwierdziła Mari.
-Megi-chi. Dlaczego jesteś cała czerwona na twarzy?- Spytał się jej Shun. Ona na to jeszcze bardziej spuściła głowę w dół.
-To jest słodka tajemnica.- Powiedział Kiyoshi z szerokim uśmiechem.

-No dobra! Znowu jesteśmy zgraną paczką więc ruszamy dalej pozwiedzać. I to szybko bo robię się głodna.- Stwierdziła Yuko, co wywołało u nas salwę śmiechu. Chodziliśmy jeszcze po oceanarium z jakąś godzinę. Zrobiliśmy sobie jeszcze kilka zdjęć na pamiątkę. Później oczywiście poszliśmy coś zjeść, bo dwa głodomory wręcz się domagały jedzenia. Wybraliśmy się do przytulnej knajpki. Zamówiliśmy herbatę oraz kilka dań. Nie mogliśmy przestać się śmiać, gdy Kiyoshi ukradł Yuko ciasteczko i zjadł je. Zaczęła go gonić po całej knajpie. Ja, Joni, Kiyoshi, Louis i Shun poszliśmy później do sklepu. Stwierdziliśmy, że nie chce nam się grać w kręgle, więc Shun zaprosił nas wszystkich do siebie. Dziewczyny powiedziały, że posiedzą jeszcze w knajpce. Późnym popołudniem byliśmy już u Shuna. Pograliśmy na Xboxie, pośpiewaliśmy, obejrzeliśmy film. Podczas filmu dziewczyny wtuliły się w nas jak w rzepy. Nie rozumiem jak można bać się horrorów. W pewnym momencie Shun przestraszył je. One z głośnym krzykiem uciekły do łazienki. A my? My próbowaliśmy stłumić nasz śmiech. Musieliśmy je prosić aby wyszły. Oczywiście ja, Joni i Kiyoshi mieliśmy rozkaz odprowadzić je pod sam dom. Po drodze do domu trochę przestraszyłem Mari. Dlaczego? Otóż stwierdziła ona, że przy mnie nic jej nie grozi. Chcąc zobaczyć reakcję Mari wyszeptałem jej do ucha „Przecież jestem wampirem. Mógłbym cię ugryźć i wyssać całą twoją krew. Skąd wiesz, że nie jestem w tym momencie głodny?”. Jej mina była bezcenna. Była przerażona ale nie uciekła. Zaśmiałem się na to i dałem całusa. Uspokoiłem ją, mówiąc, że „Nie ugryzę cię bez twojego pozwolenia. I nie bój się tak. Przy mnie nawet włos ci z głowy nie spadnie”. Uśmiechnęła się na te słowa i poszliśmy dalej. Oczywiście nie odpuściłem jej buziaków na dobranoc. Powiem wam, że bliźniaki mają chyba połączone mózgi. Dlaczego? Bo będąc na zakręcie spotkałem swojego braciszka i razem udaliśmy się do domu. Na nasze szczęście rodziców nie było w domu więc wybraliśmy się do rezydencji. Do późna gadaliśmy z Willem i Niko. Juri stwierdziła, że za bardzo chce jej się spać, więc pogada z nami rano. Życzyliśmy jej dobrej nocy a sami poszliśmy spać dopiero o 3 nad ranem. Wyszliśmy się jeszcze pożywić, przez co tak późno wróciliśmy do domu. I nawet tam Joni musi mi się wtrynić do łóżka. Chyba zamontuję jakiś zamek w drzwiach. Pora go nauczyć jakiejś samodzielności. Nie chcę aby właził do mojego pokoju, gdy pewnego razu będę z Mari sam na sam. If you know what I mean ;p. Ale to daleka przyszłość i nie myślę jeszcze o niej tak dokładnie. Na razie jest dobrze. Czyli nasza grupa i moja ukochana.

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołajki ^.^

Jak obiecałam, tak jest :p Aż sama się sobie dziwię, że zdążyłam przed północą o.O Więc oto mikołajkowo- urodzinowy one shot. Dlaczego urodzinowy? Bo dzisiaj są urodzinki naszego kochanego doktorka per Niko. Więc...
Wszystkiego Najlepszego dla naszego Doktorka oraz dla osób, które dzisiaj albo jutro obchodzą urodziny ^.^ Oraz Wszystkiego Najlepszego z okazji Mikołajek *.* 
Pochwalcie się, co dostaliście :D
Milutkiego czytania i Smacznego -.o

                                 Szwajcaria, 06.12 1993r.
Mimo iż był to początek grudnia, śnieg sypał niemiłosiernie. Wszędzie było dużo białego puchu, który otulał domy, ulice, drzewa oraz całą ziemie. Mimo to ludzie cieszyli się, z nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Wszędzie było pełno pięknych ozdób i lampek. Wystawy mieniły się pięknymi kolorami. Wszędzie unosił się piękny zapach wypieków i innych smakołyków. Dzieci w pobliskim parku lepiły bałwana, później urządzając bitwę na śnieżki. W mieście było pełno ludzi szukając prezentów dla najbliższych. Każdemu udzielał się już duch świąt. Niko szedł właśnie jedną z ulic do pracy. Uśmiechał się mimowolnie na to wszystko. W drodze do pracy ludzie witali się z nim, pozdrawiali i życzyli czasem Wesołych Świąt.
-Pan Nicholas!- Przywitała go wesoło żona piekarza. Wchodziła właśnie do sklepu swojego męża po zakupach.
-Dzień dobry pani Kraus.- Uśmiechnął się do niej.- Jak się pani miewa?- Jest to małe miasteczko, więc wszyscy się wręcz znali. A Niko, jako lekarz był tu jedyny. Nie licząc weterynarza.
-A dobrze, dobrze. A co u pana? Niech pan wejdzie na chwilę. – Złapała go za rękaw płaszcza, ciągnąc go do sklepu.
-Również, dziękuje. Ależ nie mogę, spieszę się.- Oznajmił, mimo to cicho zaśmiał się z tej sytuacji. Często pani Kraus wciągała go do sklepu, dając jakieś smakołyki. Nadal pamięta, gdy dała mu ciastko czekoladowe. Gdy wrócił do domu to nie zdążył go skosztować, gdyż Joni rzucił się na nie jak wilk (Dziwne porównanie, bo tylko Kiyoshi może tak robić ;p- Kimie).
-Chociaż na chwilkę. Czuję, że mój mąż właśnie wyciąga rogaliki z konfiturą z malin.- Uśmiechnęła się do niego.
-No dobrze ale tylko na chwilę. Przekonała mnie pani tymi malinami.- Uśmiechnął się szeroko i wszedł do piekarni. Uwielbiał tu przychodzić. Pachniało tu wspaniale i wspaniałe mieli wypieki. Pani Kraus poszła za ladę i zniknęła na zapleczu. Tuz po chwili wyszedł jej mąż.
-Witam pana Tencin (tąsę).- Uśmiechnął się pan Kraus, ściskając mu dłoń na przywitanie.
-Dzień dobry panie Kraus.- Odwzajemnił uścisk z uśmiechem.
-Moja żona ponownie tu pana zaciągnęła.- Zaśmiał się piekarz.
-Nie tylko ona. Przez sam zapach aż chce się tu wejść.- Stwierdził.
-Proszę, proszę.- Nagle z zaplecza przyszła pani Kraus, wręczają lekarzowi kilka rogalików.- Mam nadzieję, że będą smakować.- Uśmiechnęła się, stając koło swojego męża. Niko przyjął od niej rogaliki. Były wręcz gorące. Lecz zanim dojdzie do pracy to zdążą wystygnąć, czyli mieć odpowiedzią temperaturę do zjedzenia ich z herbatą.
-Na pewno będę smakowały.- Powiedział z uśmiechem, chowając rogaliki do torby.- Dziękuję i życzę miłego dnia.- Powiedział otwierając drzwi.
-Nie ma za co. I nawzajem.- Powiedział pan Kraus i z żoną pomachali lekarzowi na do widzenia. Niko wyszedł ze sklepu i skierował się do pracy. Po drodze na szczęście nikt go już nie zatrzymywał.
-Dzień dobry.- Przywitał się z sekretarką, wchodząc do kliniki.
-Dzień dobry panie Tencin.- Uśmiechnęła się do niego młoda brunetka. Niko skierował się do swojego gabinetu, a tuż za nim owa sekretarka. Wszedł, zdjął płaszcz i usiadł przed biurkiem. Po kilku minutach pojawiła się sekretarka.
-Tu są dzisiejsze zaplanowane wizyty, a tu pana herbata.- Położyła na biurku kilka kart pacjentów i filiżankę herbaty.
-Dziękuję ci Claro. Proszę.- Wręczył jej rogaliki. Oczywiście dwa sobie zostawił.
-Co to?- Spytała, biorąc od niego paczuszkę. Zajrzała do środka i uśmiechnęła się.- Dziękuję.
-Nie ma za co. Możesz już iść. I tak za 10 minut może wejść pierwszy pacjent.- Clara skinęła tylko głową i wyszła. Niko natomiast zabrał się za konsumpcję rogalików. Miał rację. Były przepyszne. Po zjedzeniu i wypiciu herbaty zaczął przyjmować pacjentów. Dzisiaj pracował krócej, gdyż były Mikołajki. Miał dzisiaj jednak dziwne uczucie, że o czymś zapomniał.....

Pani Kraus wykładała właśnie świeżo upieczone bułki, a pan Kraus stał obok i popijał herbatę, gdy do sklepu wszedł klient.
-Dzień dobry~!- Przywitał się wesoło blondyn.
-Och! Dzień dobry Jonathanie.- Uśmiechnęła się szeroko pani Kraus.
-Dzień dobry, dzień dobry.- Powiedział rozbawiony pan Kraus.
-W czym możemy służyć?- Spytała miło pani Kraus.
-Ja po specjalne zamówienie.- Powiedział z szerokim uśmiechem Joni.
-Ach tak, tak.- Pani Kraus zniknęła, by po chwili pojawić się z dużym czekoladowym tortem.- Podoba się?- Spytała, gdy zaczęła pakować tort.
-Tak, tak, tak, tak~! Wygląda smakowicie~!- Powiedział Joni, patrząc się na tort jak zaklęty. Pan Kraus zaśmiał się na jego zachowanie.
-Proszę bardzo.- Powiedział pani Kraus, gdy skończyła pakować tort. Joni już chciał go zabrać, gdy nagle ktoś zrobił to przed nim. Spojrzał w bok.
-Rune~! Daj mi tego tort. Ja go będę niósł.- Stwierdził blondyn, wyciągając po niego łapki.
-O nie, nie, nie. Jeśli ty będziesz go niósł to nie dotrwa do dojścia do domu. Ze mną będzie bezpieczniejszy.- Stwierdził Rune, trzymając tort z dala od Joniego. (Rune pojawi się dopiero w 21 rozdziale- Kimie). Joni zrobił na te słowa smutną minkę i obrócił się do niego tyłem.
-Nie smuć się tak. Proszę. Częstuj się.- Pan Kraus wyciągnęła w jego stronę koszyczek z rogalikami. Takimi samymi, które wcześniej dała lekarzowi. Joni na jej gest uśmiechnął się szeroko i wziął jednego rogalika, od razu go jedząc.
-Mmmm~! Pycha~!.- Stwierdził, oblizując się.
-Na co wam ten tort?- Spytał się pan Kraus.
-Niko ma dzisiaj urodziny. Robimy mu małe przyjęcie w gronie przyjaciół. Tylko mu ani słowa.- Uśmiechnął się Rune, przytykając palec do ust.
-Naprawdę?!- Zdziwiła się lekko pani Kraus. Gdy Joni potwierdził jej to kiwnięciem głowy, ona zaczęła coc pakować.- Proszę. To taki skromny prezent od nas.- Podała torebkę Runiemu. Rune zajrzał do środka i ujrzał tam różne ciasteczka ich roboty.
-Dziękujemy. Przekażemy mu życzenia. Do widzenia.- Uśmiechnął się Rune, idąc do wyjścia.
-Do widzenia~! Ej, Runi. A dasz mi ponieść chociaż tą torbę?- Spytał z nadzieja w głosie Jonathan.
-Nie. Powiedział krótko Runi, wychodząc ze sklepu.
-Ale dlaczego~?!- Jęknął Joni, idąc za nim. Państwo Kraus zaśmiali się na ich zachowanie. Po zakupieniu jeszcze kilku rzeczy wrócili do domu. Ich domem była chatka, znajdująca się niedaleko gór. Krajobraz o tej porze roku był wspaniały. Wracając do urodzin. Rune wraz z Jonim weszli do chatki. Rozebrali się i poszli do salonu. Tam trwały ostatnie przygotowania do przyjęcia. Will wraz z Juri nakrywali do stołu. Jason i Kadota przygotowywali przekąski. Kiyoshi natomiast stał przed barkiem, nad czymś się zastanawiając.
-Mamy tort~!- Powiedział wesoło Joni, robiąc piruet z reklamówką owoców.
-Dajcie go tutaj!- Krzyknął Jason z kuchni. Runi poszedł tam, odstawił tort, ciasteczka i resztę zakupów.
-Nad czym się tak zastanawiasz?- Spytał się runi Kiyoshiego, gdy wrócił do salonu.
-Nad piciem. Nie wiem czy wsiąść wino, czy cos mocniejszego.-Stwierdził przeglądając zawartość barka,
-Weź wino.- Stwierdził Runi, gdy podszedł do niego.- Cos mocniejszego zostaw na później.- Kiyoshi tylko przytaknął głową i wziął dwie butelki czerwonego wina i jedna białego. Po przyszykowaniu wszystkiego czekali na solenizanta.

Niko po skończonej pracy udał się prosto do domu. Na szczęście nie było dzisiaj żadnych poważnych przypadków. Nadal nie wiedział o czym zapomniał. Sądził że to coś ważnego, a zarazem błahego. Wszedł do domku, ściągnął płaszcz i odstawił swoją torbę na komodę. Wszedł do salonu, w którym o dziwo było ciemno. Wyszli wszyscy czy poszli spać. Zapalił światło.
-Niespodzianka~!- Wszyscy krzyknęli głośno. Niko aż podskoczył. Patrzał się na nich w zdziwieniu. Właśnie....Dziś są jego urodziny. Uśmiechnął się wesoło czekając, aż skończą śpiewać „Sto lat”.
-Pewnie znów zapomniałeś.- Stwierdził Jason, gdy wręczał mu prezent.

-Jak ty mnie dobrze znasz.- Uśmiechnął się głupkowato. Po wręczeniu wszystkich prezentów i długiego dziękowania ze strony solenizanta, wszyscy zasiedli do stołu. Ponownie odśpiewali sto lat, by po chwili zajadać się tortem. Oczywiście pierwszy kawałek należał do Joniego, któremu aż ślinka leciała. Jedli, pili i rozmawiali, wspominając stare, dobre czasy. Nie mogli siedzieć do późnej nocy, gdyż Niko szedł jutro do pracy. Obiecał jednak, że weźnie niedługo kilka dni wolego aby spędzić z nimi trochę czasu. Zaplanowali również kilka rzeczy m.in. przeprowadzkę do Francji. Chcieliby tu zostać ale dziwnym by było gdyby w wieku 80 lat wyglądali jak nastolatkowie. Po tym usiedli razem przy kominku i obserwowali palące się drewno, jak również padający biały puch za oknem. Będzie brakowało im tego widoku....


                 EXTRA!!! Obrazki z różnych anime~! ^.^











  
                                    Wesołych Świąt *.*