niedziela, 19 października 2014

Twin blood- rozdział 12

Ohayo~! ^.^
Takie krótkie wiadomości. Miał być one shot urodzinowy ale nie miałam czasu, wiec okaże się później :p Po drugie niedługo pojawi się wspólna praca moja i LovelyxAsuny :D I....I....I to chyba wszystko. Zapraszam do czytania i komentowania :*
Enjoy    #Kimie


Stałam z Yuko, Jasonem i Jonathanem na placu szkoły. Czekaliśmy na Megumi i Kiyoshiego. Shunsuke nie mógł z nami czekać, bo musiał iść do trenera. Staliśmy i rozmawialiśmy, jak nam minął weekend. Po chwili zobaczyłam Megumi z Kiyoshim którzy....trzymali się za ręce!!
Ja mam zwidy, czy to się dzieje naprawdę?! Szli w naszą stronę uśmiechnięci.
-Cześć wszystkim.- Pierwszy odezwał się Kiyoshi.
-Hej.- Powiedziała wesoła Megi.
-Witam gołąbeczki.- Stwierdził uśmiechnięty Jason.
-Dlaczego trzymacie się za ręce??- Dziękuję Yuko za to pytanie.
-Bo pary chyba tak robią, co nie?!- Powiedział Kiyoshi. Aż mnie wmurowało. Czy oni są razem?
-Opowiemy wszystko na dużej przerwie na dachu. A teraz chodźmy na lekcje.- Powiedziała Megumi i już szła z Kiyoshim w stronę szkoły. Każdy się na nich patrzał. Tak było ze mną i Jasonem, gdy pierwszy raz szliśmy za rękę w szkole. Oby lekcje szybko zleciały do dużej przerwy.

 No i mamy dużą przerwę. Właśnie teraz wszyscy jesteśmy na dachu szkoły i czekamy na wyjaśnienia ze strony Megumi i Kiyoshiego.
-Więc od kiedy jesteście parą?- Spytałam, bo już mnie to dręczyło.
-Od weekendu. W sobotę poszliśmy na randkę. No i...- Megumi aż się zarumieniła.
-No i spytałem Megi o chodzenie i się zgodziła.- Dokończył Kiyoshi.
-Jeszcze raz gratuluję.- Powiedział Jason. Zaraz, zaraz......
-Jak to „jeszcze raz”?- Nie rozumiem. Przecież dopiero teraz powiedzieli, że są parą.
-Normalnie. Spotkałem się z Kiyoshim wczoraj. I od razu było widać, że zdarzyło mu się coś dobrego. I o wszystkim mi powiedział. Wtedy mu pogratulowałem i robię to teraz ponownie.- Że co? Że jak?
-Wiedziałeś o tym i nic mi nie powiedziałeś?!- Własnej dziewczynie nie powiedzieć, że jej przyjaciółka ma chłopaka?! No co za wredziuch!
-Bo to miała być niespodzianka. Plus uważałem, że Megi-chi woli to wam powiedzieć osobiście.- No niech już mu będzie.
-No nic. Cieszę się z twojego szczęścia Megi. Ale po szkole idziemy w trójkę do kawiarni i wszystko opowiadasz ze szczegółami. A chłopacy niech gadają między sobą.- Bo chyba tylko Shun nie wie.
-Prawda Megi-chi~! Nie musiałaś tego przed nami ukrywać tak jak Mari-chi.- Powiedziała z oburzeniem Yuko.
-No wiesz co, Yuko. Nie musisz mi tego wypominać.- Wiem, że nic wcześniej nie powiedziałam ale po prostu byłam tym zbyt podekscytowana aby im powiedzieć.
-Już dobrze, dobrze. A teraz duuużo szczęścia od Yuko dla was~!- Wykrzyczała wręcz Yuko tuląc się do Megumi. Przez to wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Megi-chi, bo będę zazdrosny.- Powiedział Kiyoshi i przysunął do siebie Megi. Ta tylko zaśmiała się pod nosem i przytuliła do swojego chłopaka. Mogę powiedzieć, że słodko razem wyglądają. Jak zwykle na dużej przerwie jedliśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Zwłaszcza z Kiyoshiego, gdy Megumi drapała go za uchem. Mruczał i łasił się do swojej dziewczyny prosząc o więcej. Po szkole ja z dziewczynami poszłam do kawiarni. Chłopcy też gdzieś poszli, ale nie powiedzieli gdzie dokładnie. Megi wszystko nam opowiedziała. Rumieniła się przy tym cały czas. Widać było, że jest szczęśliwa.

No i mamy kolejny dzień. Dzisiaj wyjątkowo pierwsza lekcja z panią Kanegawą (Pamiętacie?! Moja wychowawczyni). I stwierdziłam, że lubi nam robić niespodzianki.
-Uwaga! Mam dla was wiadomość. Otóż ponownie do naszej klasy dołącza nowy uczeń. Przyjmijcie go ciepło. Możesz wejść.- Obwieściła z uśmiechem. Drzwi do sali  otworzyły się i wszedł chłopak. Wysoki, blond włosy sięgające ramion, zielone oczy, smukła sylwetka, lekko uśmiechnięty. Wyglądał na miłego. Po sali rozniosły się salwy śmiechu ze strony Jasona, Jonathana i Kiyoshiego. O co znowu im chodzi? Śmiali się, chowając twarze za książkami. Nowo przybyły zdziwił się tą reakcją.
-Dobrze, już! Uspokójcie się. A ty się przedstaw.- Powiedziała do chłopaka.
- Nazywam się Louis Guattari (gatari). Miło was poznać.- Lekko się skłonił i uśmiechnął. Dziewczyny zapiszczały, lecz ich piski zostały stłumione przez śmiech. Chłopacy znowu zaczęli się śmiać.
-Chłopcy. Przestańcie.- Upomniała ich pani Kanegawa. Zamilkli. Po chwili wyłonili swoje twarze zza książek. Były one bardzo poważne. Lecz momentalnie się wyszczerzyli i ponownie zaczęli śmiać.
-Jesteście niemożliwi. Proszę, usiądź koło Naokiego.- Powiedziała nauczycielka, wskazując palcem chłopaka o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Usiadł na wyznaczone mu miejsce i lekcja się rozpoczęła. Chłopcy jeszcze tylko kilka razy chichrali się pod nosem.

No w końcu duża przerwa. Powiem wam, że lekcja fizyki może być baaardzo męcząca i dłużyć się niemiłosiernie. Siedziałam z dziewczynami i Shunem na dachu. Nie wiem, gdzie wybyli chłopcy. Lecz po jakichś 4 minutach zjawili się z nowym uczniem. Oni się śmiali a nowy robił obrażoną minę. Gdy do nas doszli uspokoili się.
-A więc poznajcie Louisa. Lou (lu), to jest Megumi, Yuko, Mariko i Shunsuke.- Powiedział Jason, wskazując nas po kolei.
-Miło was poznać.- Powiedział Louis, już uśmiechnięty.
-Dobra. A teraz wytłumaczcie się z czego się tak śmialiście na lekcji.- Zastanawiałam się nad tym, lecz nic nie przyszło mi do głowy.
-Z Louisa.- Odpowiedział Kiyoshi.
-A dokładniej?- Na to sama wpadłam.
-Bo to nasz przyjaciel i beznadziejnie wygląda w tym mundurku.- Skwitował Joni i ponownie zaczęli się śmiać.
-No wiecie wy co! Jesteście okrutni.- Powiedział z żalem Lou co wywołało jeszcze większy śmiech u chłopaków.
-No już dobrze. Miło cię poznać Lou.- Musiałam coś powiedzieć aby jakoś zakończyć ich salwę śmiechu.
-Ciebie również Mari-chan.- Powiedział i się uśmiechnął. Na te słowa Jason momentalnie przestał się śmiać. Usiadł koło mnie i objął ramieniem.
-Przykro mi Lou ale to jest moja dziewczyna.- Powiedział z powagą.
-Ale chyba mogę z nią porozmawiać?! No ale życzę wam szczęścia.- Uśmiechnęłam się na to.
-Więc życz jeszcze szczęścia Kiyoshiemu.- Powiedział Joni.
-Dlaczego?- Zdziwił się Lou. Kiyoshi podszedł do Megi, ukląkł przed nią i złapał jej dłoń.
-Bo Megumi to moja ukochana.- Powiedział i ucałował wierzch jej dłoni. Megi na to się iście zarumieniła.
-No, no. Nie wiedziałem, że z ciebie taki romantyk Kiyoshi. Myślałem, że z ciebie typ buntownika jak na przykład gdy...AŁ!!- Krzyknął Lou z bólu, gdy Kiyoshi uderzył go w ramię.
-No już dobrze. Uspokój się.- Mimo bólu, zaśmiał się.
-No dobra. A teraz zajmiemy się milszymi sprawami..- Powiedziała Yuko. Oczywiście chodziło jej o jedzenie bo Shun przyniósł dzisiaj cukierki. Louis okazał się być fajnym chłopakiem. Również poznał ich we Francji. Fajnie było, gdy chłopacy zaczęli gadać po francusku. Uważam, że jest to bardzo piękny język. Lecz najgorsze było to, że nic z tego nie rozumiałam. No ale nic. Może Jason nauczy mnie francuskiego??


Lot minął mi przyjemnie. Chociaż chciałem się już znaleźć w domu. Ciekawe czy się o mnie martwią? A może się stęsknili? I nie mówię tu o moich rodzicach. Mam swoją własną „rodzinę”. Taką jak Jason z Jonathanem i Kiyoshi. Tak, nie jestem normalnym człowiekiem. Czy jestem wampirem? Nie! Picie krwi to nie dla mnie. Wilkiem? Też nie! Z natury jestem zbyt spokojny i mniej porywczy. Więc kim jestem? Jestem „duszkiem lasu”, czyli elfem. Tak, takie magiczne stworzonka z długimi uszami które strzelają z łuku i bronią małe zwierzątka. Mniej więcej. Jesteśmy wesołymi stworzonkami ale nie bezbronnymi. Owszem nie jesteśmy tak silni jak wampiry czy wilkołaki. Lecz potrafimy sobie poradzić z jakimś niebezpieczeństwem.

 

Teraz jechałem do mojej wioski. Moja rodzinka przyjechała wcześniej aby znaleźć jakieś miejsce i je urządzić. Ja chciałem to zrobić ale się uparli. Więc po miesiącu ponownie się spotkamy. Wysiadłem z autobusu i ruszyłem w las. Przesłali mi mapę jak dojść. Szedłem jakieś 20 minut zanim ujrzałem nowy dom. Powiem, że spisali się na medal. Chyba musieli to wcześniej zaplanować. Dookoła placu znajdowały się domki. Były one kilka metrów nad ziemią. Każdy drewniany pięknie ozdobiony. Oczywiście każdy domek wyglądał inaczej. Jego wygląd zależał od osoby w nim mieszkającej. Na przykład jeden był ozdobiony różowymi piórkami, muszelkami i nawet trochę pomalowany na ten kolor. Inny zaś był w kolorze khaki. Zauważyłem, jak z jednego domku wychodzi dziewczyna, ubrana w piżamę. Przeciągnęła się, witając nowy dzień. Dopiero wtedy mnie ujrzała. Ja się tylko uśmiechnąłem i pomachałem jej. Ona najpierw zrobiła zaskoczoną minę by po chwili szeroko się uśmiechnąć.
-Wstawać! Louis przyjechał!- Krzyknęła najgłośniej jak mogła. Nagle z domków wszyscy zaczęli wychodzić. Wszyscy zaczęli biegnąć lub podlatywać do mnie, witając się. Uśmiech nie schodził im z twarzy.
-No już dobrze, dobrze. Też się cieszę, że was widzę. A teraz pozwólcie mi coś zjeść i się rozpakować.- Nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
-Zróbmy tak. Pójdziesz teraz do domku aby chociaż go zobaczyć. My szybko zrobimy coś do jedzenia. A potem możesz się rozpakować. Co ty na to?
-Niech będzie Tomi-chan.- Powiedziałem z rozbawieniem.

Tomi Casella
„16” lat
11.08.1998r.
Wzrost: 1,70
Kraj: Japonia, Włochy
Zielone włosy, szare oczy
Hobby: boysbandy, biżuteria, małe zwierzątka, kuchnia






Zaprowadzili mnie do mojego domku. Oczywiście był on na głównym miejscu. Nie był jeszcze z zewnątrz urządzony ale to tylko kwestia czasu. Wszedłem po schodach, które ciągnęły się wokół pnia drzewa. Wnieśli resztę moich bagaży a sami poszli się przebrać i przygotować śniadanie. Wszedłem do środka. Domek nie robił jeszcze dużego wrażenia. Na razie były tu same meble. Od razu wchodziło się do salonu. Miałem też małą kuchnię. Dalej była sypialnia, łazienka i garderoba oraz biuro. Rozejrzałem się jeszcze trochę i poszedłem coś zjeść. Wszyscy już się zebrali w jadalni. Ona znajdowała się normalnie na ziemi. Na śniadanie była jajecznica. Ciekawe kto ją robił? Powiedziałem wszystkim, że porozmawiamy wieczorem. Sam przecież musiałem się rozpakować i urządzić mieszkanko. Trochę mi to zajęło bo mam mnóstwo rzeczy. Gdy wszystko było już na swoim miejscu wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i poszedłem na plac. Tam już wszyscy się zebrali. Uciszyłem ich jednym ruchem dłoni. Tak, to ja jestem tu szefem.
-Witajcie. Cieszę się, że was widzę. Muszę was pochwalić za dobrze wykonaną pracę. Mam wam do powiedzenia kilka wiadomości. Po pierwsze zacznę chodzić do szkoły. I wy też macie. Nie będziecie się leniuchować. Możecie iść również do pracy. Ale muszę o wszystkim wiedzieć. Po drugie znowu będą przydziały. Lecz dopiero później, gdy wszyscy zapiszecie się do szkół i będę znał wasz plan zajęć. Po trzecie nic innego się nie zmieniło. Nadal będziemy się dobrze bawić. Mam nadzieję, że każdy jest zadowolony. A teraz prawdopodobnie byłaby jakaś impreza powitalna lecz jutro mam szkołę i wolę się wyspać. Tak więc, jeśli ktoś ma pytania niech przyjdzie do mnie. To wszystko.- Ale mi wykład wyszedł. Wszyscy zaczęli klaskać. Później zamieniłem jeszcze z niektórymi kilka zdań i poszedłem do siebie. Od razu położyłem się spać, aby nie mieć rano worków pod oczami.

Miałem dobry humor idąc do szkoły. Przed lekcjami poznałem moją wychowawczynię. Kazała mi poczekać pod salą. Gdy usłyszałem, że mogę wejść zrobiłem to. Ustałem przed całą klasą. Nie denerwowałem się. Lecz zdziwiła mnie nagła salwa śmiechu. Nie widziałem kto się śmieje, bo zasłaniali się książkami. Zdziwiła mnie ich reakcja.
-Dobrze, już! Uspokójcie się. A ty się przedstaw.- Powiedziała do mnie pani Kanegawa.
- Nazywam się Louis Guattari (gatari). Miło was poznać.- Lekko się skłoniłem i uśmiechnąłem. Dziewczyny aż zapiszczały, lecz ich piski zostały stłumione przez śmiech chłopaków.
-Chłopcy. Przestańcie.- Upomniała ich nauczycielka. Zamilkli. Po chwili wyłonili swoje twarze zza książek. Niemożliwe. To oni. Wiedziałem, że się przeprowadzają. Ale nie wiedziałem, że będą chodzić do tej szkoły. Gdy zobaczyli mój zszokowany wyraz twarzy ponownie zaczęli się śmiać.
-Jesteście niemożliwi. Proszę, usiądź koło Naokiego.- Powiedziała nauczycielka, wskazując palcem chłopaka o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Usiadłem na wyznaczone mi miejsce. Chłopcy czasami jeszcze śmiali się pod nosem podczas lekcji. Oni są niemożliwi.

Od razu po lekcji oprowadzili mnie po szkole. Tak, znam ich. Jason, Jonathan i Kiyoshi. Znamy się od dłuższego czasu. Rozmawialiśmy o przeprowadzkach, Francji i Fanclubie chłopaków. Stwierdzili, że pewnie też będę do niego należał. Pewnie już jakieś dziewczyny się we mnie zakochały. Potem zabrali mnie na dach aby komuś mnie przedstawić. Gdy spytałem ich, co ich tak rozbawiło podczas lekcji, znowu zaczęli się śmiać. Podeszliśmy do kilku osób.
-A więc poznajcie Louisa. Lou (lu), to jest Megumi, Yuko, Mariko i Shunsuke.- Powiedział Jason, wskazując po kolei wymieniane osoby.
-Miło was poznać.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Dobra. A teraz wytłumaczcie się z czego się tak śmialiście na lekcji.- Spytała się Mariko.
-Z Louisa.- Odpowiedział Kiyoshi.
-A dokładniej?- Sam byłem tego ciekaw.
-Bo to nasz przyjaciel i beznadziejnie wygląda w tym mundurku.- Skwitował Joni i ponownie zaczęli się śmiać.
-No wiecie wy co! Jesteście okrutni.- Powiedziałem z żalem co wywołało u nich jeszcze większy śmiech. Okrutnicy.
-No już dobrze. Miło cię poznać Lou.- Powiedziała Mari.
-Ciebie również Mari-chan.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej. Na te słowa Jason momentalnie przestał się śmiać. Usiadł koło niej i objął ramieniem.
-Przykro mi Lou ale to jest moja dziewczyna.- Powiedział z powagą.
-Ale chyba mogę z nią porozmawiać?! No ale życzę wam szczęścia.- Mam nadzieję, że to jakiś związek długoterminowy.
-Więc życz jeszcze szczęścia Kiyoshiemu.- Powiedział Joni.
-Dlaczego?- Zdziwiłem się. Kiyoshi podszedł do Megi, ukląkł przed nią i złapał jej dłoń.
-Bo Megumi to moja ukochana.- Powiedział i ucałował wierzch jej dłoni. Megi na to się iście zarumieniła.
-No, no. Nie wiedziałem, że z ciebie taki romantyk Kiyoshi. Myślałem, że z ciebie typ buntownika jak na przykład gdy...AŁ!!- Krzyknąłem z bólu, gdy Kiyoshi uderzył mnie w ramię.
-No już dobrze. Uspokój się.- Mimo bólu, zaśmiałem się.

-No dobra. A teraz zajmiemy się milszymi sprawami..- Powiedziała Yuko. Rozmawialiśmy i jedliśmy. Trochę z chłopakami opowiedzieliśmy o Francji. To był naprawdę miły dzień.

2 komentarze:

  1. Hej,
    no, no pięknie, kolejny przyjaciel tym razem elf :)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, no, no pięknie, kolejny przyjaciel tym razem to elf :)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń