niedziela, 12 października 2014

Twin blood- rozdział 11

Ohayo and Gomene~! 
Witam was po dłuższej przerwie :) Oczywiście wstawiam nowy rozdział TB :D I przepraszam za niewstawienie niespodzianki :( Miałam braki Interentu i brak czasu na przepisanie tego :/ Możliwe, że jeszcze dzisiaj to wstawie, a jak nie to jutro :)
Jak na razie Miłego czytania ^.^  #Kimie

I nadszedł poniedziałek. Jak ja nie lubię tego dnia. Chociaż rano miałam miłą niespodziankę. Otóż, gdy wychodziłam z domu czekał tam na mnie Jason i Jonathan. Więc razem mogliśmy iść do szkoły. O dziwo wszyscy mieli dobry humor. Nawet Kiyoshi nie spał na lekcjach. Gdy poszłam na dach wszyscy już tam byli, oprócz Megumi. Bardzo mnie to zdziwiło.
-Szybko Mari-chi. Zanim Megi-san wróci.- Powiedziała do mnie cicho Yuko, machając abym podeszła bliżej.
-O co chodzi?- Nic z tego nie rozumiałam.
-Jak to o co? Przecież niedługo Megi-chi ma urodziny.- Na śmierć zapomniałam. Przecież to już za 3 dni!
-Więc co w związku z tym?- Spytałam.
-Więc zrobimy jej mini przyjęcie urodzinowe~!- Prawie krzyknęła Yuko z radości.
-Dobra, dobra. Spokojnie. Musimy ustalić gdzie, o której i co każdy robi.- Tym razem odezwał się Jason.
-Przyjęcie możemy zrobić w kawiarni. Wystarczy wynająć pokój.- Stwierdziła Yuko.- Najlepiej po lekcjach..- Dodała.
-Więc mamy miejsce i czas. Teraz dekoracje i tort oraz inne jedzenie.- Jason dalej ustalał przyjęcie.
-Nasza mama może nam pomóc z tortem.- Stwierdził Joni na co przytaknął mu Jason.
-Ja mogę zrobić jakieś inne przekąski.- Powiedział Kiyoshi.
-Więc ja i Yuko zajmiemy się dekoracjami.- Wszyscy musimy się czymś zająć.
-Więc ustalone. I ani słówka o przyjęciu niespodziance Megumi. Dzisiaj załatwimy salę. Reszta się ułoży.- Zakończył Jason z uśmiechem. Gdy każdy zaczął robić normalne czynności, przyszła Megumi. Milczeliśmy jak grób by jej o tym nie powiedzieć. Po szkole chłopacy załatwili salę. Ustaliliśmy, kiedy powiesimy dekoracje i przyniesiemy jedzenie. Na pewno Megi będzie zaskoczona a zarazem zadowolona.

Nadszedł dzień niespodzianki! Rano wszystko zanieśliśmy na miejsce.
W szkole byliśmy tym bardzo podekscytowani. Chłopcy poszli nieco wcześniej. Za to my z Yuko miałyśmy bardzo ważne zadanie - zaprowadzić tam Megumi. Po szkole nie musiałyśmy się prosić aby poszła z nami do kawiarni. Tylko trochę się zdziwiła, że poszliśmy do innej. Kazałyśmy jej czekać a same poszłyśmy do pokoju. Wiedziałyśmy, że po jakimś czasie do nas przyjdzie. Długo czekać nie musieliśmy. Po jakichś 4 minutach usłyszeliśmy kroki i wołanie. Krzyknęłyśmy, że „Tu jesteśmy”. Gdy weszła wszyscy zaczęliśmy jej śpiewać „Sto lat!” Na początku była bardzo zaskoczona lecz zamieniło się to w szczęście. Pewnie myślała, że zapomnieliśmy.
-Sto lat Megumi-san~!- Krzyknęliśmy chórem.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki~!- Powiedział Joni. Tak też zrobiła. Pokój wypełnił się oklaskami i życzeniami. Po tym wszyscy usiedliśmy.
-Nie wiem co powiedzieć. Dziękuję wam bardzo! Myślałam, że zapomnieliście.- A nie mówiłam.
-Jakbyśmy mogli.- Powiedziała Yuko i założyła jej na głowę urodzinową czapeczkę.
-A teraz czas na tort~!- Krzyknęli równo Joni z Yuko. To są dwa największe łakomczuchy. Megi pokroiła tort. Był bardzo pyszny. Ciekawe czy bliźniacy pomogli swojej mamie w robieniu. Potem przyszedł czas na prezenty. Ode mnie dostała świecące, fioletowe baletki. Od Yuko płytę SHINee. Od Shunsuke ramkę na zdjęcia i breloczek w kształcie ptaszka. Od bliźniaków dwa miśki bliźniaki - jeden był różowy, drugi niebieski. Od Kiyoshiego dostała naszyjnik z motylkiem. Od razu musiała go założyć. Reszta przyjęcia polegała na śmiechach, jedzeniu( pysznych przekąsek od Kiyoshiego), karaoke( Jason chciał zakleić usta Joniemu) i ogólnej dobrej zabawie. Jak zwykle rozstaliśmy się na jednym z zakrętów. Kiyoshi poszedł odprowadzić Megi do domu. T o był naprawdę miły dzień.


Ale mi zrobili niespodziankę. Na początku myślałam, że zapomnieli. Trochę mnie to przybiło. Lecz, gdy weszłam do tego pokoju w kawiarni - zamarłam. Byłam zaskoczona a zarazem szczęśliwa. Tort był bardzo pyszny. Dowiedziałam się, że bliźniacy go zrobili. Prezenty też były super. Baletki od Mari, płyta od Yuko, ramka i breloczek od Shuna, miśki od bliźniaków i naszyjnik od Kiyoshiego. Musiałam go od razu założyć. Był bardzo piękny. Reszta przyjęcia też była świetna. Nie mogłam przestać się śmiać gdy Jason chciał zakleić usta Joniego lub gdy on z Yuko kłócili się o ostatni kawałek ciasta. Były to najlepsze urodziny. Po tym Kiyoshi odprowadził mnie do domu. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się po drodze. Gdy doszliśmy, Kiyoshi aż jęknął z niezadowolenia.
-Dlaczego twój dom musi być tak blisko. Nigdy nie zdążę powiedzieć wszystkiego co chcę.- Zrobił aż obrażoną minkę. Ja na to się zaśmiałam.
-Więc następnym razem pójdziemy gdzieś dalej abyś mógł mnie dłużej odprowadzać.- Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Kiyoshi patrzał na mnie z zaciekawieniem. Po chwili podszedł bliżej.
-Mam dla ciebie jeszcze jeden prezent. Ale nie wiem czy chcesz.- Ciekawe co to może być?
-Co to za prezent?- Spytałam.
-Megumi-san, czy pójdziesz ze mną na randkę?- Spytał się, patrząc mi prosto w oczy. Zamarłam. R-R-Randkę?!
-Ja-Ja.....Ja bardzo chętnie pójdę.- Powiedziałam szybko na wydechu. Kiyoshi uśmiechnął się na te słowa.
-Więc do zobaczenia w sobotę o 13 koło księgarni.- Powiedział.- Dobranoc Megi-chi i jeszcze raz wszystkiego najlepszego.- Dodał, dając mi całusa w policzek i poszedł. Aż nie mogłam uwierzyć, że idę na randkę z Kiyoshim. Ta myśl powodowała uśmiech a zarazem zdenerwowanie. Idę na randkę.....z Kiyoshim.......w tą sobotę.......w co ja się ubiorę?.......


Sobota nadeszła dość szybko. Wstałem na spokojnie. Miałem mnóstwo czasu. W piżamie poszedłem na śniadanie. Po nim wziąłem kąpiel. Tylko po tym miałem problem. W co ja się mam kurwa ubrać?!! Jak na chłopaka mam dużo ciuchów. Po prostu nie lubię monotonii. Po jakichś 18 minutach grzebania wybrałem: czarne jeansy, brązowe trapery, białą bluzkę z nadrukiem i krótkim rękawem, brązową skórzaną kurtkę. Ułożyłem jeszcze włoski i byłem gotowy. Nie musiałem mówić innym dokąd idę. Najważniejsze, że wracałem i przychodziłem, gdy ktoś obcy przychodził do obozu. Lecz tym razem Ayako postanowiła mnie zatrzymać.
-Gdzie się wybierasz?- Spytała stając przede mną ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
-Wychodzę. A gdzie to nie powinno cię obchodzić. Wrócę późno więc kolację zjedźcie beze mnie.- Powiedziałem i już chciałem ją wyminąć ale mi przeszkodziła.
-Powinieneś mówić gdzie idziesz. I dlaczego nie możemy iść z tobą?- Zawsze musi drążyć temat.
-Nie muszę mówić gdzie idę. I nie, nie możecie iść ze mną. Przypilnuj wszystkiego do mojego powrotu. Liczę na ciebie.- Ostatnie słowo zawsze działa. Po chwili zasalutowała mi i poszła. Ja też to zrobiłem, bo nie chciałem się spóźnić na randkę.

Czekałem na Megumi w umówionym miejscu. Ale gdy ją zobaczyłem to myślałem, że gały mi wyjdą. Wyglądała cudownie. Miała na sobie sukienkę w kolorze brzoskwini, która była rozkloszowana na dole i dopasowana w talii i biuście. Do tego czerwone bolerko związane z przodu na kokardkę i tego samego koloru baleriny. Włosy zostawiła rozpuszczone. Do tego bardzo delikatny makijaż. Dosłownie nie mogłem oderwać od niej wzroku.


Rano długo się szykowałam na randkę z Kiyoshim. Długo się zastanawiałam nad ubraniem. Lecz w końcu zdecydowałam. Wyszłam z domu tak, aby na spokojnie dojść. Gdy dochodziłam do umówionego miejsca, już na mnie czekał. Zobaczył mnie. Na jego twarzy widniało.....zaskoczenie?
-Witaj Kiyoshi-san.- Przywitałam się z nim.
-W-W-Witaj Megumi-san. Wyglądasz olśniewająco.-  Zarumieniłam się na jego słowa. Po chwili najwidoczniej otrząsnął się z szoku.- Więc, idziemy.- Powiedział i ruszyliśmy w nieznane mi jeszcze miejsce. Najpierw poszliśmy do kina na komedię romantyczną. Wiedziałam, że Kiyoshi robi to dla mnie bo boję się horrorów. W pewnym momencie przypomniałam sobie coś. Położyłam rękę na jego głowie i zaczęłam go drapać za uszkiem. Na początku zdziwił go ten gest lecz po chwili się uśmiechnął. Słyszałam jak pomrukuje z zadowolenia. Po kinie poszliśmy coś zjeść. Kiyoshi nie mógł się zdecydować, jaki wziąć deser. Wziął lody czekoladowe z gorzką polewą. Ja za to wzięłam kawałek ciasta wiśniowego z czekoladą i bitą śmietaną. Kawałek został podkradziony przez Kiyoshiego. Potem poszliśmy na balet. Widziałam jak Kiyoshi uśmiecha się, gdy widzi mój zachwyt. Nic na to nie poradzę. Uwielbiam balet. Sama nawet ćwiczyłam i teraz nawet trochę ćwiczę. Występowałam gdy byłam mała. Teraz tańczę tylko dla przyjemności. Po pięknym przedstawieniu teatralnym poszliśmy na spacer po mieście. Szliśmy i rozmawialiśmy o najróżniejszych rzeczach. Kiyoshi opowiedział mi trochę o Francji, jak poznał bliźniaków, jak wygłupiał się na lekcjach. Ja za to opowiedziałam mu o balecie, codziennym życiu i fajnych miejscach w mieście. Kiyoshi zaprowadził mnie w pewne tajemnicze miejsce. Najpierw szliśmy leśną ścieżką, potem wspinaliśmy się po stromej górce. Gdy doszliśmy na miejsce, zamarłam. Z tego miejsca było widać całe miasto w oddali. Nad nami świecił księżyc z gwiazdami a dookoła nas latały świetliki.
-Podoba się?- Spytał Kiyoshi, gdy usiedliśmy.
-Przepiękne.- Tyle zdołałam z siebie wydusić. Siedzieliśmy tam i patrzeliśmy w gwiazdy. Gdy zrobiło się trochę chłodniej zdecydowaliśmy się wracać. Nawet nie zauważyłam, gdy Kiyoshi złapał mnie za rękę. Nie śpieszyliśmy się. Szliśmy spacerkiem ciesząc się z dzisiejszego dnia. Jak zwykle Kiyoshi odprowadził mnie pod sam dom.
-Powiem ci, że teraz nie żałuję. Zdążyłem z tobą porozmawiać.- Powiedział z uśmiechem.
-Prawda. Tak daleko zaszliśmy, że przegadaliśmy całą drogę tutaj.- Również się uśmiechnęłam.- Dziękuję za taki prezent.- Na początku zrobił zdziwioną minę, jakby nie wiedział o co chodzi. Po chwili przypomniał sobie i zaśmiał się pod nosem.
-Nie ma za co. Ale mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.- Powiedział trochę tajemniczo.
-Więc pytaj.- Podszedł do mnie bliżej, łapiąc moją drugą dłoń. Spojrzał mi prosto w oczy. Ja również patrzałam w jego złociste tęczówki.
-Czy zostaniesz moją dziewczyną?- Że co?!! Patrzałam na niego w osłupieniu.- Bardzo mi się podobasz. Już od pierwszego spotkania. Nie mogę przestać się uśmiechać gdy cię widzę. A jak przypomnę sobie chwile, które spędziliśmy razem to uśmiech od razu pokazuje mi się na twarzy. Mógłbym patrzeć na ciebie cały czas. Do tej pory nie zaznałem takiego uczucia. Chyba nazywają to miłością. Moje uczucia są prawdziwe i szczere. Przyjmę każdą twoją decyzję.- Mówił to, patrząc w moje oczy. I widziałam, że mówi prawdę. Poczułam jak rumieńce wkradają się na moje policzki. Pocałowałam go delikatnie w usta.
-Tak. Ja....Ja chcę być z tobą Kiyoshi.- Czułam jak moje serce mocniej bije. Jak palą mnie policzki od rumieńców. Kiyoshi najpierw był zszokowany tym, że go pocałowałam. Lecz gdy doszły do niego moje słowa, uśmiechnął się ciepło. Przybliżył swoją twarz do mojej by mnie pocałować. Nie protestowałam. Pocałunki były delikatne lecz zarazem namiętne. Przez nie, miękły mi nogi. Kiyoshi położył ręce na mojej talii i przyciągnął do siebie. Ja za to oplotłam ręce wokół jego szyi. Całowaliśmy się jakieś 2 minuty. Odsunęliśmy się od swoich ust, patrząc sobie w oczy. Kiyoshi uśmiechnął się szeroko dając mi całusa w nos. Przytuliliśmy się do siebie.
-Muszę już iść.- Powiedziałam, odczepiając się od jego torsu.
-Rozumiem. Zrobiło się chłodniej, więc lepiej idź bo mi się jeszcze przeziębisz.- Powiedział z uśmiechem.
-Dobranoc Kiyoshi.
-Dobranoc Megumi.- Pocałowaliśmy się ostatni raz dzisiejszego dnia. Kiyoshi czekał, dopóki nie wejdę do domu. Widziałam jak odchodzi. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Mam nadzieję, że sąsiedzi mnie nie widzieli. Pewnie będę musiała opowiedzieć wszystko w szkole innym. To nic. Najważniejsze, że jestem szczęśliwa. :)


Cieszyłem się jak mysz do sera. Dzisiejszy dzień był wspaniały. Drapanie za uchem w kinie. Podkradanie jej ciastka. Widzieć jak zachwyca się baletem. I jeszcze większy zachwyt, gdy zabrałem ją w specjalne miejsce. i gdy zgodziła się zostać moją dziewczyną.........chyba zacznę wyć po drodze z tej radości. I jeszcze pocałunki. Mógłbym tak stać i trzymać ją w swych ramionach. A niech teraz ktoś spróbuje mi popsuć humor! Biegłem przez las w postaci wilka cały uradowany. Aż poszedłem na łąkę by wybiegać trochę to szczęście. Gdy wróciłem do obozu wszyscy spali. Prawie wszyscy....
-Co ty tu robisz Emiko-san?- Spytałem się jej. Siedziała na schodach do mojego domku w samej piżamie.- Przeziębisz się.- Powiedziałem i zarzuciłem na nią swoją kurtkę. Ona najpierw spojrzała na mnie, po czym przytuliła.
-Mogę spać dzisiaj z tobą? Słyszałam, że w nocy ma być burza.- Powiedziała nadal się do mnie tuląc.
-Dobrze. Więc chodź już do środka. Nie chcę żebyś była chora.- Wziąłem ją na ręce i wszedłem do domku. Od razu skierowałem się do sypialni. Położyłem ją na łóżku i wyszedłem do kuchni. Przyniosłem stamtąd kubek ciepłej herbaty.

-Napij się. Musisz się trochę rozgrzać.-Wzięła kubek i powoli zaczęła pić. Ja w tym czasie wziąłem prysznic i przebrałem się. Gdy wróciłem Emiko nadal siedziała na łóżku. Kubek stał na stoliku. Położyłem się do łóżka i przyciągnąłem do siebie Emiko. Miała rację. Po chwili zaczęło padać i grzmieć. Przytuliłem ją mocniej do siebie, drapiąc uspokajająco po plecach. Zasnąłem ze wspomnieniami dzisiejszego spotkania. 

2 komentarze:

  1. Hej,
    o tak i mammy nową parę... no to teraz Joni ruszaj swój tyłek, przyjęcie niespodzianka się udała...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    wspaniale, o tak i mamy nową parę... no to teraz Joni ruszaj swój tyłek, przyjęcie niespodzianka się udało...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń