Witam wszystkich w ten piękny dzień zwany piątkiem :D Mam dla Was niespodziankę, czyli one-shota na urodziny Mariko <fanfary>
Więc Wszystkiego Najlepszego dla Naszej kochanej otaku o różowych oczkach ^.^
I oczywiście Wszystkiego NajNajNaj dla osób które dziś i w weekend obchodzą urodzinki *.*
Cieszę się, że coraz więcej osób tu zagląda :)
Do zobaczyska w brzydki poniedziałek :P
Miłego czytania i Weekendu #Kimie
Był słoneczny i ciepły wrześniowy dzień. Ptaki dawały swój
mały lecz zarazem piękny koncert. Dołączyły do nich żaby, które skrzeczały w
małym stawie. Z pobliskiego drzewa powoli opadały złoto-czerwone liście.
Chłodnawy jesienny wiatr smyrał delikatnie skórę. W tym niedużym ogrodzie
słychać było wesoły głos dziewczynki. Sześcioletnia dziewczynka próbowała
złapać małego motylka. Miała na sobie biało-różową sukienkę z falbankami a na
głowie swoją ulubiona opaskę z gwiazdkami. Jej śmiech był bardzo radosny.
Właśnie dziś obchodziła swoje urodziny. Za kilka godzin przyjdzie jej rodzina i
razem z nią będą świętować ten radosny dzień. Dziewczynka zaprzestała swoich
łowów i usiadła koło swojej babci na werandzie. To właśnie u niej było
wyprawiane przyjęcie. Uśmiechnęła się szeroko do niej a ta pogłaskała ją po
głowie.
-Babciu
a dlaczego nie mogę złapać motylka??- Spytała z lekkim zawiedzeniem w głosie.
-Może
motylek nie chce być złapany. Jeśli będziesz siedziała spokojnie i nie wykonywała
nagłych ruchów to sam do ciebie przyleci.- Uśmiechnęła się starsza kobieta. Dziewczynka
bardzo kochała swoją babcię. Zabierała małą na spacery, lody, na plac zabaw.
Dziewczynka lubiła jak siadały późnym popołudniem na werandzie i starsza
kobieta opowiadała jej różne historie. Opowiadała o tym jak poznała swojego
męża i miłe chwile z nim spędzone. Dziewczynka nie poznała swojego dziadka.
Zmarł jeszcze zanim jej mama zaszła w ciążę. Opowiadała jej różne historie, ale
jedną lubiła najbardziej.......
-Babciu
a opowiesz mi tą historię o Księciu?!- Spytała się dziewczynka, wesoło machając
nogami.
-Jeszcze
raz?! Nie znudziła ci się ona?- Zapytała się starsza pani lecz doskonale
wiedziała, jak jej wnuczka uwielbia tą historię.
-Nie~!
Prooooszę~! No opowiedz~.- Zajęczała mała dziewczynka prosząco i zrobiła
maślane oczka. Jej babcia widząc to, nie mogła nie opowiedzieć swojej ślicznej
wnuczce tej historii.
-No
dobrze, dobrze. Więc usiądź wygodnie i słuchaj.- Dziewczynka na jej słowa
uśmiechnęła się szeroko. Usadowiła się wygodniej na ławeczce i czekała na
historię.
Dawno
temu w czasach, kiedy kobiety nosiły piękne suknie i chowały swe spojrzenie za
wachlarzami a mężczyźni chodzili elegancko ubrani i całowali damy na przywitanie
w rękę, żył pewien Książę. Miał on włosy w kolorze złota a jego oczy przypominały
ocean w piękną, słoneczną pogodę. Kobiety na jego widok mdlały lub piszczały z
zachwytu. Mężczyźni zaś podziwiali jego talent i inteligencję. Mieszkał on w
przepięknym pałacu wśród lasu z kochającymi rodzicami. Miał wszystko czego
dusza zapragnie. Lecz nie był on szczęśliwy. Brakowało mu miłości - namiętnej,
zapierającej dech w piersi. Dającej poczucie szczęścia, wyrozumiałej, szczerej.
Chciał kochać i być kochanym. Chciał dzielić swój świat, swoje życie i swoje serce
z tą osobą. Lecz nigdzie nie mógł znaleźć tej jednej jedynej. Spotykał wiele
pięknych, utalentowanych i inteligentnych kobiet. Żadna z nich jednak nie
wywołała u niego żadnego uczucia. Gdy skończył 18 lat jego rodzice nakazali się
mu ożenić. Zapraszali wiele pięknych szlachcianek i księżniczek aby ich syn,
mógł którąś wybrać na żonę. Mimo wielu poznanych dam nie znalazł tej jedynej.
Pewnego dnia wybrał się na spacer aby odpocząć od tego stresu i napięcia.
Przechadzał się po dobrze znanej szosie, gdy nagle coś na niego wskoczyło. Był
to pies, który wesoło merdając ogonem, zaczął go lizać po twarzy.
-Leo,
przestań!- Usłyszał kobiecy głos. Gdy pies został od niego odciągnięty, chciał
zobaczyć, kim jest jego właścicielka. Spojrzawszy na nią serce mu aż zamarło.
Patrzał na młodą kobietę o długich, kasztanowych włosach i oczach koloru trawy.
Miała na sobie skromną zielono-białą sukienkę. Nie mógł oderwać od niej wzroku.
Wyciągnęła do niego dłoń aby pomóc mu wstać. Książę skorzystał z jej pomocy.
Pod swoimi palcami poczuł delikatną skórę. Stali naprzeciw siebie patrząc sobie
w oczy. Dziewczyna uśmiechała się delikatnie a on nie mógł wydobyć z siebie
żadnego słowa.
-Przepraszam
za Leo.- Odezwała się jako pierwsza.- Ma w sobie dużo energii i jest bardzo
niesforny. Naprawdę przepraszam.- Na te słowa spuściła głowę, tępo wpatrując
się w swoje buty. Do Księcia ledwo dotarły jej słowa. Jej głos był niczym śpiew
ptaków o poranku. Książę chwilę wpatrywał się w dziewczynę. Po chwili ukucnął i
pogłaskał psa po głowie.
-Więc
nazywasz się Leo. Znam imię twego psa a nie znam imienia tak pięknej damy.-
Mówiąc to, uśmiechnął się do niej delikatnie. Dziewczynę zdziwiła jego
wypowiedź lecz odwzajemniła uśmiech.
-Katrina-
Powiedziała i wyciągnęła do niego dłoń. On wstał i jak na dżentelmena przystało
ucałował ją w jej wierzch.
-Katrina.
Przepiękne a zarazem tak tajemnicze imię.- Powiedział nadal nie puszczając jej
dłoni. Dziewczyna na te słowa zarumieniła się lekko.
-Więc....-
Zabrała dłoń z jego dłoni. Trochę ją krępowało jego spojrzenie.- Nic ci nie
jest??- Zapytała nie wiedząc, co dokładnie ma powiedzieć i zrobić. Książę
dokładnie przyglądał się jej i jej odruchom.
-Zostałem
tylko lekko poturbowany. Oczekuję za to zadośćuczynienia.- Jego słowa bardzo ją
zdziwiły. Myślała, że jest miłym człowiekiem.
-Czego
ode mnie chcesz?- Spytała z żalem i ironią w głosie.
-Chciałbym
abyś wybrała się ze mną na spacer.- Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie
mogła w to uwierzyć. O swoim istnieniu przypomniał im Leo. Książę ponownie
przykucnął i pogłaskał psiaka.- Nie bój się. Ty również idziesz.- Na jego słowa
pies ponownie się na niego rzucił i zaczął lizać z wdzięczności. Na jego
zachowanie oboje zaczęli się śmiać.
Po
tym małym incydencie często chodzili razem na spacery. Długo rozmawiali na
najróżniejsze tematy. Oboje uwielbiali jazdę konną i słodkości. Rodzice Księcia
nie wiedzieli co się stało. Zauważyli tylko, że staje się on szczęśliwszy z
dnia na dzień. Pewnego dnia spacerowali po plaży późnym wieczorem. Usiedli na
piasku. Słońce powoli zaczęło się chować za horyzont. Ich to jednak nie
interesowało. Patrzeli na siebie namiętnie. Ich przyspieszone bicie serc i
przyśpieszony oddech łączyły się w jedno. Ich wargi złączyły się w delikatnym
pocałunku aby następnie przerodzić się w bardziej namiętny. Słońce dawno już
poszło spać lecz dwójka zakochanych nie przejęła się tym. Tę noc spędzili razem
pośród gwiazd, świetlików i rechotu żab. Tej nocy ich ciała i serca złączyły
się w jedno. Tej nocy nie liczył się nikt inny tylko oni. Tej nocy wszystko się
zmieniło.
Po tej nocy Książę przedstawił Katrinę swoim rodzicom.
Powiedział im, że to ją wybrał na swoją żonę i matkę swoich dzieci. Rodzice z małym
żalem - gdyż ukochana ich syna nie była nawet szlachcianką - ale z radością zgodzili
się na ich ślub. Dzień ten był bardzo wyjątkowy dla zakochanych, jak i dla
całego miasteczka. Osoby ich znające cieszyły się ich szczęściem, gratulowali i
życzyli wiecznej miłości i szczęścia. Po kilku dniach okazało się, że Katrina
spodziewa się potomka. Książę nie mógł się już doczekać narodzin ich symbolu
miłości. Tygodnie mijały im w miłości, szczęściu i nadziei. W końcu nadszedł
ten oczekiwany dzień i na świat przyszła im córeczka - Clara (klara). Wszyscy
byli szczęśliwi: rodzice z narodzin córki, dziadkowie z narodzin wnuczki a inni
z narodzin ślicznej pociechy. Można by zakończyć tą historię „I żyli długo i
szczęśliwie” lecz nie dane było im tego zaznać. Po kilku dniach od narodzenia
Clary matkę dziewczynki, Katrinę oskarżono o uprawianie magii. W tamtych
czasach było to bardzo poważne oskarżenie i groziło śmiercią. Książę próbował
ratować swoją ukochaną. Jego rodzice, jak również szlachta stwierdziła, że
został on przez nią otumaniony i nie wie co mówi. Katrina została skazana na
śmierć poprzez spalenie na stosie. Nastąpiło to o świcie dnia następnego. Obecny
był przy tym również Książę. Nic nie mówił tylko patrzył, jak jego najdroższa
umiera. Uronił tylko kilka łez. Na szczęście Clara pozostała z nim i z
dziadkami. Krótko po śmierci Katriny zniknął Książę. Zostawił on tylko krótki
list, w którym prosił rodziców aby zaopiekowali się Clarą. Nikt nie wie co się
z nim stało. Jedna wersja głosiła, że popełnił samobójstwo z rozpaczy za
ukochaną i ich dusze połączyły się w niebie. Inna wersja mówiła, że wyruszył na
poszukiwania Katriny. Podobno uratowała się od śmierci i czeka na niego na
krańcu świata.
Mówi się, że do dziś szuka Katriny. Nie wiadomo co jest
prawdą a co kłamstwem. Wiadomo jednak, że płomień ich miłości nadal płonie, a
jej symbol czeka na ponowne spotkanie.
-Jak myślisz babciu, czy ja też spotkam swojego Księcia??-
Spytała zaciekawiona dziewczynka. Babcia uśmiechnęła się do swojej wnuczki i
przytuliła do siebie.
-Pewnie,
że spotkasz swojego Księcia. Tylko ty ze swoim księciem będziesz żyła długo i
szczęśliwie. Tylko pamiętaj aby się nie poddawać w trudnych sytuacjach i
cieszyć się z każdej chwili spędzonej z tym ukochanym.- Powiedziała i ucałowała
swoją wnuczkę w czoło. Siedziały tak chwilę w ciszy, podziwiając piękno późnego
lata. Równo sześć lat później kobieta zmarła w swoim domu. Znalazł ją sąsiad
jak siedziała z zamkniętymi oczami na werandzie. Dziewczynka płakała po stracie
babci. Z drugiej strony cieszyła się, że spędziła z nią miłe chwile. Pewnego
dnia, gdy szła na grób swojej babci zobaczyła nad nim pewnego chłopca. Wyglądem
przypominał Księcia z opowiadania babci. Nim zdołała się obejrzeć nie było już
go. Podeszła do mogiły babci. Na nagrobku leżała róża i list. Dziewczyna
zostawiła przyniesione przez siebie kwiaty a list zabrała do domu. Otworzywszy
go i przeczytawszy zamarła.
„Ponownie
mi uciekłaś moja Claro. Nie martw się. Znajdę twą matkę a mą ukochana Katrinę i
ponownie będziemy razem.”
Książę.
Nie
wiedziała co o tym myśleć. Zastanawiała się, czy ta historia to prawda czy
wymysł starszej pani. List zakopała przy mogile jej babci. Życzyła temu Księciu
aby znalazł w końcu to czego szuka.
...............5 lat później.............
-Mari.....Mari?!
Mari!- Usłyszała jak ktoś wypowiada jej imię. Siedziała na dachu a obok niej
był Jason. Patrzył na nią z uśmiechem.
-Coś
się stało?- Zapytała trochę zbita z tropu.
-Tak.
Mówię do ciebie od jakichś 10 minut a ty bujasz w obłokach. Mam nadzieję, że o
mnie bo jak nie to nie wybaczę.- Oboje zaśmiali się na jego słowa.
-Tak,
tak. O tobie.- Wstała i przełożyła torbę przez ramię. Wyciągnęła do niego
rękę.- Mój Książę.- Patrzał na nią z lekkim zdziwieniem. Szybko się otrząsnął i
z jej pomocą wstał. Złapali się za ręce i razem poszli na lekcje, do swoich
przyjaciół. Życie toczy się dalej......
Hej,
OdpowiedzUsuńwracam do czytania, niestety powoli i po trochu...
piękna historia, Jason jest księciem naszej Mariki... bosko...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Ohayo~! ^^
UsuńPrzepraszam, że dopiero teraz odpisuję ale ostatnio nie miałam głowy do komentarzy :p
Bardzo mnie to cieszy :D Mam nadzieję, że będziesz miała więcej czasu aby czytać i komentować ;)
Dziękuje ślicznie i również pozdrawiam~! :3
#Kimie
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, bardzo piękna historia, Jason jest księciem naszej Mariki...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, bardzo piękna tutaj historia, Jason jest księciem naszej Mariki...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga