poniedziałek, 15 września 2014

Twin blood- rozdział 7

Doberek~! :)
Witam was w ten głupi poniedziałek. Dla mnie zwariowany i śmieszny. Dlaczego?? Ja + LovelyxAsuna + nuda na lekcji = Totalna Głupawka :P A jak wam minął dzionek???
Na rozweselenie następny rozdział ^.^
Niech Bóg Izaya Orihara będzie z Wami :@ <heheszki>
Pozdrówka od #Kimie & LovelyxAsuna :*
                                       Miłego czytanka :*


Dni mijały spokojnie. Umeko już nie robiła mi psikusów. Ciekawe co jej wtedy Jonathan powiedział. Jest już październik, więc zaczyna się robić coraz zimniej i deszczowo. Najbardziej na to marudzi Shunsuke, gdyż uwielbia grać na świeżym powietrzu. A z racji złej pogody trener zakazał gry na boisku. Lecz pewnego dnia, gdy pogoda dopisywała pojawił się nieznajomy......

Ja, Megumi i Yuko szłyśmy w stronę placu szkoły, gdy wpadłyśmy na naszą koleżankę z klasy.
-Przepraszam.- Powiedziałam do Tomomi.
-Nic się nie stało.- Uśmiechnęła się do nas życzliwie.
-Gdzie ci się tak śpieszy Tomi-chan?- Spytała Megi.
-Bo jakiś tajemniczy chłopak jest na placu szkoły. Jestem ciekawa kto to.- Najwidoczniej nie ma na sobie mundurka, że jest tajemniczy.
-To chodźmy razem.- Stwierdziła Yuko. Wszystkie się z nią zgodziłyśmy i poszłyśmy na plac szkoły. Zebrała się tam już spora grupka uczniów, zwłaszcza dziewcząt. O drzewo niedaleko placu opierał się chłopak. Miał on białe włosy i złote oczy. Ubrany był w czarne przylegające jeansy, czerwoną luźną koszulkę i skórzaną kurtkę, na nogach czarno-białe trampki. Mogę stwierdzić iż był przystojny. Z budynku szkoły wyszli bliźniacy, nie przejmując się sytuacją. Wyszli przed tłum i dopiero wtedy zauważyli tajemniczego przybysza. On spojrzał się na nich. Za to inni patrzeli się to na nich to na niego. Po chwili Jason uśmiechnął się i zaczął iść w stronę przybysza. To samo po chwili zrobił Joni. Przybysz odsunął się od drzewa i uśmiechnął. Jason podszedł do niego i przywitali się „po męsku”. To samo zrobił drugi. Nie zwracając uwagi na resztę wyszli za mury szkoły. Po tym na placu zapanował gwar. Wszyscy rozmawiali o tym, kim mógł być ten chłopak i skąd go zna Jason i Jonathan. Ja i moje przyjaciółki nie zastanawiałyśmy się zbytnio nad tym i poszłyśmy do domu.

Następnego dnia pierwszą lekcję mieliśmy mieć z panią Kanegawą. I znowu postanowiła zrobić nam niespodziankę.
-Moi drodzy, dzisiaj ponownie do naszej klasy dołącza uczeń. Mam nadzieję, że przywitacie go równie miło jak Jasona i Jonathana.- Powiedziała milusińskim głosem.- Możesz wejść.
Do sali wszedł......tajemniczy chłopak z wczoraj. Tylko tym razem był ubrany w mundurek szkolny. Ustał przed klasą i lekko się uśmiechnął. Nagle po klasie zaczęły roznosić się salwy śmiechu ze strony bliźniaków. Z czego oni się śmieją? Nowo przybyły zrobił skwaszoną minę.
-Jason, Jonathan! Uspokójcie się. Możesz się przedstawić.- Powiedziała nauczycielka.
-Nazywam się Kiyoshi Ishikawa. Miło was poznać.- Uśmiechnął się szerzej co wywołało pisk dziewczyn. Za to bliźniacy nadal chichrali się pod nosem.
-Miło cię poznać Kiyoshi. Proszę zajmij miejsce obok Jonathana.- Powiedziała, wskazując mu miejsce. Kiyoshi szedł w ich stronę z lodowatym spojrzeniem. Na chwilę zapadła cisza, gdy siadał na swoje miejsce. Gdy spojrzał się na swojego kolegę z ławki, salwy bliźniaków ponownie rozniosły się po sali. Kiyoshi na to zrobił tylko face palm`a.

Na długiej przerwie ja z dziewczynami i Shunem czekaliśmy na bliźniaków na dachu szkoły. Zjawili się oni z Kiyoshim u boku.
-No to czas abyś poznał naszą paczkę.- Stwierdził Jason.
-To jest Shunsuke.- Powiedział wskazując na niego.
-Siemka.- Przywitał się chłopak.
-To jest Yuko.
-Miło poznać.- Powiedział szczerząc się do niej.
-Ciebie również.- Odpowiedziała mu tym samym.
-To jest Megumi.- Wskazał na czarnowłosą.
-Miło cię poznać, Megi-chan.- Powiedział również się uśmiechając.
-Ciebie również, Kiyoshi-san.- Powiedziała zawstydzona Megi.
-No i Mariko.- Dodał na koniec Jason.
-Miło poznać.- Powiedział nadal uśmiechnięty.
-Moja dziewczyna.- Dodał Jason.
-Co? Niedawno co się przeprowadziłeś i już masz dziewczynę?! Szybki jesteś. Ale gratuluję i szczęścia życzę.- Najpierw był zaskoczony tą wiadomością, lecz potem wrócił mu uśmiech.
-A skąd wy się znacie??- No co? Ciekawska jestem.
-Z Francji. Chodziliśmy razem do szkoły. Chociaż i tak poznaliśmy się już o wiele wcześniej.- Odpowiedział mi Kiyoshi.
-Jason, a z czego śmialiście się na lekcji??- Nadal nie wiem co mogło ich rozśmieszyć.
-Z Kiyoshiego.- Hee?!- Mundurek jakoś do niego nie pasuje.- Dodał szczerząc się. Za to dostał kuksańca od Kiyoshiego.
-I to się nazywa przyjaciel.- westchnął na to chłopak. Za to bliźniacy zaczęli się ponownie śmiać.
-Dobra, przestańcie się ze mnie nabijać i zacznijmy jeść. Przez przeprowadzkę dużo nie jadłem.- I tak się stało. Chłopacy opowiadali nam historię z życia szkolnego we Francji. Później ( z inicjatywy Yuko), poszliśmy do kawiarni, aby przywitać Kiyoshiego w Japonii. Jestem ciekawa czy nasza grupka jeszcze się powiększy??


Co za dzień. Gdy zobaczyłem Kiyoshiego opierającego się o drzewo, myślałem czy nie mam zwidów. Lecz jednak nie - Kiyoshi przeprowadził się do Japonii. Oczywiście od razu musieliśmy pogadać. Ale na szczęście nic się nie zmienił. Zwłaszcza jego charakter. Poznaliśmy się, gdy miałem 25 lat. Lecz wtedy chował swoje włosy pod czarną peruką. Szybko przyznaliśmy się sobie kim naprawdę jesteśmy. Tak, Kiyoshi nie jest normalnym chłopakiem. Ale nie jest wampirem - tylko wilkołakiem. Tworzyliśmy zgraną trójcę. Później ja zaprzyjaźniłem się z innymi wampirami i stworzyłem klan. A on zabił jednego wilkołaka, który okazał się być wodzem watahy. Został wodzem. Na początku dużo osób się buntowało, lecz każdy skończył tak samo - śmiercią z ręki Kiyoshiego. Duża grupa osób sprzecza się, że wampiry i wilkołaki są ze sobą w konflikcie. Gdyby tylko zobaczyli jak ja i Kiyoshi się dogadujemy musieliby zbierać szczęki z podłogi. Gdy następnego dnia wszedł do sali w mundurku szkolnym, nie mogłem wytrzymać ze śmiechu. Otóż Kiyoshi nienawidzi garniturów i mundurków. Po prostu to do niego nie pasuje. Chociaż cieszę się, że inni szybko go zaakceptowali.


Przyleciałem do Japonii z całym moim oddziałem. I moje pierwsze pytanie było następujące: Gdzie kurwa znaleźć ustronne miejsce dla 50 osób?? No pytam się, gdzie? Otóż wataha trzyma się zawsze razem. Jesteśmy jak jedna, wielka rodzinka. Tylko matki brak. By ich jeszcze rozpieściła. We Francji mieliśmy fajne obozowisko w górach. A tu? Dobra Kiyoshi. Znajdź Jasona i Jonathana to ci pomogą. Już trochę tu są, to pewnie miasto znają. Tylko gdzie oni mogą być?? Yhhhh! Wdech- wydech, wdech- wydech......Pora na rozkazy.
-Słuchajcie. Teraz znajdę wam jakieś miejsce, w którym możecie odpocząć po podróży. I wara mi się od niego oddalać dopóki nie przyjdę. Ja idę się rozejrzeć. Zrozumiano?- Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Zabrałem ich z lotniska i ruszyłem w miasto. Po jakichś 25 minutach znalazłem przestronny park.
-Dobra, tu zostajecie. Ewentualnie możecie iść kupić sobie coś do jedzenia w pobliskich sklepach. I bądźcie grzeczni, bo za was odpowiadam.
-Tak jest Ojcze.- Zasalutowali. Dobrze, że zrozumieli bo gdyby nie....
-Kiyoshi-sama, mogę iść z tobą??- Zapytała Ayako.

Ayako Rivarol (riwarol)
“17” lat
18.02.1997r.
Wzrost: 1,74
Kraj: Japonia, Francja
Białe włosy, brązowe oczy
Hobby: sztuki walki, sport, pieski









-Nie, Ayako. Zostajesz tutaj. Miej wszystkich na oku.- Spojrzałem jeszcze na swoich ludzi.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego „ale”. Zostajesz tu albo wracasz do Francji.- Zrobiła wkurzoną minę, obróciła się na pięcie i poszła. Ja tymczasem wyruszyłem na poszukiwanie kiełka. Szukałem z jakieś 3 godziny, zanim sobie przypomniałem nazwę szkoły. Od razu się tam wybrałem. Oparłem się o pień drzewa i czekałem na niego razy dwa. W końcu się zjawił. Patrzył na mnie jakby niedowierzał, że tu jestem. Jednak szybko to minęło, uśmiechnął się w ten swój sposób i podszedł. Przywitałem się z nimi i poszliśmy do baru, gdyż mój żołądek domagał się papu.
-A jednak zdecydowałeś się na przeprowadzkę.- Powiedział Jason, gdy już zamówiliśmy.
-We Francji zrobiło się nudno. Nie można być cały czas w jednym miejscu.- Zwłaszcza, że nie miałem z kim się podroczyć.
-Cieszę się, że przyjechałeś. Przynajmniej nie będę miał wysokich rachunków za telefon.- Uśmiechnął się pan żartowniś.
-A gdzie reszta rodzinki?- Spytał się Joni. A i nie pytajcie skąd wiem który to który. To moja słodka tajemnica, heheh. W tym czasie kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie. Ja od razu zabrałem się za jedzenie, wiec zapadła chwila ciszy.
-Zostawiłem ich w parku.- Powiedziałem po skończonym posiłku.
-Dlaczego?- Zdziwił się Jason. Mało co zostawiam ich samych.
-I tu mam do was prośbę. Muszę znaleźć jakieś lokum dla mojej watahy. Najlepiej gdzieś w lesie lub w górach. Hotel stanowczo odpada.- Skwitowałem. Hotel odpada, gdyż zazwyczaj są one w środku miasta. A my wilki uwielbiamy świeże powietrze, jak i ogniska.
-Powiem ci, że coś znalazłem, gdy przechadzałem się po mieście.- On chyba przeczuwał, że przyjadę.
-Więc chodźmy. Im szybciej, tym szybciej pójdę spać.- Powiedziałem, wstając od stolika i płacąc za swój obiad.
-Oż ty śpiochu. No ale nic. Ruszajmy.- Powiedział, zapłacili za obiad i ruszyliśmy.

 Po jakichś 45 minutach byliśmy gdzieś w środku lasu, gdzie było wybudowane obozowisko. Było to 15 domków, plus jeden większy. Każdy zrobiony z drewna. Od razu poczułem się lepiej, czując zapach lasu.
-I jak? Podoba się?- Spytał Jason po chwili. Spojrzałem na niego najpierw z obojętnością, potem z uśmiechem na ustach.
-Podoba i pasuje. Wszyscy się zmieszczą.- Skwitowałem to miejsce. Zauważyłem jak w naszą stronę zbliża się jakiś facet. Pewnie właściciel.
-Witam Szanownych Panów. Jak widzę jesteście zainteresowani tym miejscem. Zostało ono niedawno co wybudowane. Jesteście naszymi pierwszymi klientami.- Przywitał nas miło.
-Co mi pan może opowiedzieć o tym miejscu?- Trzeba być zainteresowanym.
-Jest ono w dobrym położeniu. Niedaleko stąd jest jezioro, góry. Najbliższy przystanek autobusowy jest 10 min drogi stąd. Domki są przytulnie urządzone. Każdy ma centralne ogrzewanie oraz bieżącą wodę i prąd. Wszystko sprzyjające naturze.- Poinformował mnie właściciel. Chociaż najbardziej zainteresowało mnie jezioro.
-Więc?- Spytał Joni.
-Więc wprowadzam się tu z moją bandą.- Powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach.
-A ile osób tu będzie mieszkać?- Spytał właściciel.
-Około 50.- Dołączyło kilka osób, więc się teraz nie orientuję.
-A na jak długo?- Dopytywał.
-Może na zawsze. Nie wiem. Zobaczy się.- Właściciel zrobił zszokowaną minę. Przecież powiedziałem prawdę. Nie będę się wprowadzał na miesiąc.
-A-Ale tak nie można. Najdłużej można na 2 miesiące.- Powiedział poważnie.
-Słuchaj gościu. Ja za to płacę. Więc możesz sobie wybudować taki obóz gdzieś indziej. Więc dawaj mi papiery własnościowe i wynocha.- Nie dość, że leciałem kilka godzin w samolocie w akompaniamencie dziecięcego płaczu to ten mi się jeszcze sprzeciwia. Dobrze, że są tu ze mną bliźniacy, bo pewnie byłby już rozszarpany na strzępy.
-Jak pan śmie tak do mnie mówić. Ten obóz nie jest na sprzedaż tylko na wynajem. Więc albo pan wynajmuje albo....- Aż się zamknął, gdy zobaczył moje groźne spojrzenie.
-Ależ możemy się dogadać.- Powiedział Jason ciągnąc nas do jednego z domków. Weszliśmy do środka. Słyszałem jak Jonathan zamyka drzwi na klucz. Jason kazał usiąść właścicielowi na fotelu.
-No dobrze. Więc jakie są....- Zamilkł. Dlaczego? Otóż oczy zmieniające swoją barwę i kły robią swoje. Patrzył na Jasona z szokiem i przerażeniem.
-To jakaś sztuczka? Chcecie mnie nastraszyć?- Ale ten właściciel głupi.
-Jeśli to sztuczka to może wypiję twoją krew i wtedy się przekonasz.-Powiedział Jason, patrząc mu w oczy. Widziałem jak zadrżał.
-A teraz posłuchaj. Mój kumpel zapłaci ci za te domki, a ty nie piśniesz ani słowa o tym, co się tu wydarzyło. Zrozumiałeś?- Spytał się wampirek, pokazując w uśmiechu swoje kiełki. Ten tylko pokiwał głową, że zrozumiał. Od razu poszedłem z nim, podpisałem potrzebne papiery i zapłaciłem. Nie pytajcie się skąd mam kasę.
-Wielkie dzięki za pomoc.- Powiedziałem do kumpli, gdy wychodziłem z biura.
-Nie ma za co. A teraz idź po swoją rodzinkę i się wprowadzajcie.- Powiedział z uśmiechem starszy bliźniak.
-I nie zapomnij zaprosić nas na imprezkę.- Dodał drugi.
-Spoczko. To idę was kawałek odprowadzić i idę po swoich.- Skwitowałem i poszliśmy. Słońce powoli zachodziło, gdy doszedłem do parku. Gdy wszyscy mnie zobaczyli, zebrali się w grupie.
-Znalazłem miejscówkę. Więc grzecznie za mną. Mam nadzieję, że wszyscy są.- Pokiwali głowami, że tak. Dojście do obozu nie zajęło nam dużo czasu. Każdemu się spodobał.
-Przypomnę zasady. Chłopcy i dziewczęta osobno. Jutro powieszę listę dyżurów. Teraz się rozpakujcie i odpocznijcie. Te osoby, które mają resztę mojego bagażu niech zaniosą do mojej siedziby. Jeśli ktoś ma pytania, niech przyjdzie do mnie za pół godziny!- Wszyscy krzyknęli „Tak jest” i zaczęli się rozchodzić. Ja również postanowiłem się ogarnąć. Wlazłem do swojej chałupki. Najpierw całą ją obejrzałem. Na parterze był salon, połączony z małą kuchnią. Na piętrze była duża sypialnia, łazienka i garderoba oraz taras z widokiem na całe obozowisko. Zszedłem na dół i zacząłem się rozpakowywać. Przerwałem na chwilę, gdyż kilka osób miało do mnie sprawę. Byli to w większości nowicjusze, którzy nie do końca znali regulamin. Nie był on jakiś długi i surowy. Znajdowały się w nim następujące rzeczy:
1.    Chłopcy i dziewczęta mają osobne pokoje.
2.    Każdy ma swój dyżur w kuchni i sprzątaniu.
3.    Słuchać się rozkazów wodza.
4.    Nie atakować niepotrzebnie.
I to by było chyba na tyle. No nic Po jakiejś godzinie ogarnięcia swoich rzeczy, wyszedłem aby sprawdzić czy wszyscy już się zaaklimatyzowali. Niektóre osoby zaczęły już przygotowywać ognisko. Inne szykowały jedzenie. A reszta albo się obijała albo wygłupiała. Moją watahę traktuję jak rodzinę. Nie ma między nami sporów, a jak już są, to o jakieś głupoty. Dogadujemy się, robimy razem mnóstwo rzeczy. Oczywiście, gdy ktoś mnie wkurzy, może za to nieźle zapłacić. Ale jak na razie nikogo z rodzinki nie zabiłem.
-Witaj Wodzu.
-Cześć Eiichi.- Przywitałem „syneczka”.

Eiichi Ueda
„17” lat
27.07.1997r.
Wzrost: 1,80
Kraj: Japonia
Niebieskie włosy, brązowe oczy
Hobby: rzeźba, pływanie, słodkości, PS3
-I jak? Podoba się?- Pora na wywiad środowiskowy.
-I to bardzo. Innym też. Eee....Wodzu...?!- Zająkał się.
-Tak?- Ciekawe o co chce się zapytać.
-A tu tak samo będziemy chodzić na wycieczki? Bo wiem, że idziesz do szkoły i pewnie nie będziesz miał czasu więc...Ała!- Właśnie go delikatnie uderzyłem.- Za co?- I jeszcze się pytasz?!
-To, że idę do szkoły nie znaczy, że was oleję. Nadal będziemy robić wycieczki i inne tego typu rzeczy. Ale jak będziecie mnie wkurzać to nic nie będzie.- Dosłownie jak z dziećmi. Eiichi patrzał na mnie jak na jakieś UFO. Po chwili prawie się na mnie rzucił, przytulając się.
-Dzięki, Tatku.- Uśmiechnąłem się na to i też trochę przytuliłem. Odkleił się ode mnie, uśmiechnął się i pobiegł pomóc przy rozpalaniu ogniska. Właśnie taka jest ta wataha. Potrafi być groźna i niemiła wobec innych, lecz między sobą milutka. I przyznam się, że wolę jak mówią do mnie „tatku” lub „ojcze” niźli „wodzu”. Może tu rządzę, ale nie jestem dla nich obcy.  Do późna siedzieliśmy przy ognisku rozmawiając i śmiejąc się. Za nic nie zmieniłbym takiej rodzinki.


Zabiję tych bliźniaków za nabijanie się ze mnie! Nie tak źle wyglądałem w tym mundurku. Później poznałem ich bliższych znajomych oraz dziewczynę Jasona. Lecz mi ktoś inny wpadł w oko.....

4 komentarze:

  1. Hej,
    rozkręca się, polubiłam Kiyoshiego coś si nich dowiedzieliśmy, a Mariko jak zareaguje?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo~! ^^
      Powolutku, coraz więcej wiadomości ^^ Kiyoshiego chyba wszyscy lubią :p
      Dziękuje i również pozdrawiam~! :*
      #Kimie

      Usuń
  2. Hejka,
    wspaniale, polubiłam bardzo Kiyosh'iego... dowiedzieliśmy się co nieco o nich, a ciekawe Mariko jak zareaguje?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, bardzo polubiłam Kiyosh'iego... dowiedzieliśmy się trochę o nich, a ciekawe Mariko jak zareaguje?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń